Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 213 268 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Braccy poeci w terenie…

wtorek, 15 marca 2016 23:33

 

 

GOŚCINNIE

po

PRZEDSZKOLACH

i

NIE TYLKO…

 

 

 

            Nasza literacka działalność nie ogranicza się wyłącznie do wieczorków literackich. Bywamy również w tak zwanym „terenie”, czyli tam, gdzie nas zapraszają. Na przykład:

 

 

4 marca / Przedszkole Nr 11 / X Przegląd Twórczości Koszalińskich Poetów.

            Dzieci prezentowały wiersze brackich poetów:

-Reginy Adamowicz – „Stokrotka”, „Brzydki żuczek”, „Biedronka”.

-Krysi Pileckiej: „Dobry smok”, „Koszalin – moje miasto”.

-Emilki Szybistej: „Powiedz mi mamo”, „Nie płacz Julku”.

            W przerwie, między recytacjami, dzieci z grupy „Zajączków” wykonały rewelacyjny układ taneczny. Ponadto odbyło się wręczenie nagród laureatom konkursu plastycznego pt. „Twórczość Koszalińskich Poetów”, gdzie dzieci z koszalińskich przedszkoli rysowały ilustracje do wyżej wymienionych bajek.

 

 

 

 

7 marca / Domek Kata w Koszalinie / Międzynarodowy Dzień Pamięci Żołnierzy wyklętych.

            Swoje wiersze zaprezentowały brackie poetki: Ania Żabińska, Renia Wojniłowicz, Krysia Pilecka i Regina Adamowicz. Tanecznie wieczór uświetnił „Zespół Taneczny Szyk”, a muzycznie: chór „Frontowe Drogi”

 

 

 

 

11 marca / Przedszkole Nr 14 / obchody Jubileuszu 30-lecia Przedszkola.

            Dzieci z każdej grupy przygotowały program artystyczny, który zaprezentowały wspólnie ze swoimi rodzicami. Wyświetlono film z przygotowań do obchodów Jubileuszu.     Niemałą atrakcją były pokazy mody w wykonaniu rodziców przedszkolaków. Zaprezentowali oni przegląd strojów, jaki noszono na przestrzeni ostatnich 30-stu lat. Były więc, modne swego czasu tzw. spodnie dzwony z potężnie szerokimi nogawkami u dołu. Były ciekawe fryzury, np. afro, tudzież radio tranzystorowe, noszone z nonszalancją na ramieniu i wiele innych przezabawnych kreacji.

                                                      

 

 

 

 

            Ponadto bracki poeta, Romek Dopieralski, stworzył na tą okoliczność wiersz pt. „Z łąki się zrodziło”:

 

W mieście nad Dzierżęcinką - w Koszalinie,

które z przeróżnych wspaniałości słynie,

była łąka - miejsce niezwykłe i czarowne.

W dorodne krzewy, bujne trawy i zioła zdobne.

 

Gwar się tam niósł zewsząd wesoły.

W lotnych harcach tańcowały komary i pszczoły.

Kopczyki z pulchnej ziemi usypywały krety,

aż któregoś dnia dało się słyszeć głośne: -O rety!

 

To wszyscy mieszkańcy owej łąki się zebrali

i w słońcu, na małej polance, tak debatowali:

-Biedne są te z pobliskiego osiedla dzieciaki…

-Co mają robić, jak wokoło same tylko krzaki?

 

-Plac zabaw, by im się przydał albo boisko!

-A może jakiś teatrzyk lub z cukierkami stoisko?

Pomysłów było wiele, jednak żadnej zgody.

Zarządzono więc przerwę, aby napić się wody.

 

Kiedy obrady ponownie wznowiono,

głos zabrał chrabąszcz, u boku ze swoją żoną:

-Żona ma pomysł, choć ja swoje pomysły wolę.

-Moja małżonka chce, by tu powstało przedszkole.

 

Najpierw nastała cisza, jakby ktoś zasiał makiem.

Nawet krecik na swoim kopczyku przysiadł okrakiem.

Po chwili rozległy się wiwaty i gromkie brawa.

-Przedszkole… - rzekła mądra sowa - to dobra sprawa!

 

-Tu dzieciom będzie cudownie i będą miały wszystko.

-Dobrą opiekę, jedzenie, huśtawki i do domu blisko.

Pomysł przedszkola każdemu zwierzakowi się spodobał.

Nawet trzmielowi, który wszelkie pomysły negował.

 

I stało się, jak zaplanowała łąkowa rodzina.

Na łąkę wjechała wysoka i potężna maszyna.

Za nią koparki, wywrotki i robotników cała masa.

Taki był hałas, aż słychać było w pobliskich lasach.

 

-Co z nami? – żaliły się zwierzątka. –To dla nas za wiele!

-Pracują bez przerwy, spokój mamy jedynie w niedzielę!

Jednak pośpiech się opłacał, bo już niebawem…

skończono budowlę i w przedszkolu rozpoczęto zabawę.

 

Dzieci mówiły wierszyki, śpiewały, skocznie tańczyły.

W tanecznych pląsach nawet dżdżownice się wiły.

Zaś przedszkolakom biedronki przysiadały na rękach.

Wnet zapomniano o tych budowlanych udrękach.

 

I odtąd wszystkim żyje się wesoło i zgodnie.

Dzieci dbają o zwierzątka – każdemu jest wygodnie.

Ta sielanka od trzydziestu lat wciąż trwa,

bo Przedszkole Numer 14 – trzy dekady już ma.

 

  

 

 

 

            Po udanej imprezie gratulacjom nie było końca. Do życzeń dołączyli się również braccy poeci:

 

 

 

 

 

21 marca / Domek Kata / Międzynarodowy Dzień Poezji.

            A to nas czeka w najbliższej przyszłości. Organizujemy, wespół z CK 105 w Koszalinie, program poetycki, by uczcić tenże dzień. Na godzinę 18 zapraszamy wszystkich chętnych. Wstęp wolny.

 

 

 

 

29 marca / Klub Osiedlowy „Nasz Dom” / Wieczorek literacki.

            A to już nasza cykliczna comiesięczna biesiada literacka, o której jeszcze szczegółowo poinformujemy. Jakby co, to zapraszamy na godz. 17. Będą wiersze brackich poetów, felieton tematyczny, muzyczne przerywniki, a to wszystko okraszone słodkim poczęstunkiem. Tym razem – tytuł przewodni brzmi: „Wiosnę czas zacząć”.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka D…

sobota, 12 marca 2016 22:36

 

 

PROZY CIUT

ze

SMAKIEM TOFFI

 (felieton)

 

 

            Już od dawien dawna literackie wieczorki okraszane są felietonami Romka Dopieralskiego. Zawsze mają ten sam wymiar, czyli mieszczą się na kartce formatu A4, pisane czcionką „Arial”, rozmiar czcionki – „14” z interlinią na półtora wiersza. Na odczytanie swojego felietonu autor potrzebuje dwóch minut. Jakie to są minuty? Przyjemne, czy też czas to stracony?

            Proszę samemu się przekonać. Na czytanie poświęcając mniej więcej sto dwadzieścia sekund…

 

 

Smak toffi w środku zimy

 

            Dlaczego miłość w środku zimy, jakby trąca nieco przysłowiową myszką? Miłość taka wakacyjna, w lecie, kiedy strzaskani jesteśmy na brąz, jest jak najbardziej na miejscu. Jest czymś oczywistym, wręcz obowiązkowym. Nie zakochać się, kiedy lipiec serwuje nam ciepłe noce? Albo w sierpniowy skwar? To wprost niewiarygodne. Wiosenne miłostki też są tolerowane. Przyroda budzi się do życia, a wraz z nią nasze ciała i nasze serca – po zimowym letargu. Wiosenne zakochania są nawet na topie, zaś maj - to niemalże apogeum miłości. Nawet jesień nie jest taka najgorsza na miłość, kiedy z ukochaną połową spacerujemy po alejkach, przydeptując pożółkłe liście. I przecież samo babie lato jest takie romantyczne…

            To fakt, że ludzie ze strefy geograficznej, gdzie pogodowo jest znacznie cieplej, są bardziej spontaniczni, weselsi i co by nie mówić – bardziej kochliwi. Ja jednak uważam, iż to gorące serce może odpalić nawet i zimą. Trzeba tylko temu sercu dać pretekst. Trzeba pobudzić je do działania. Dając impuls – wyzwolić z zimowego snu. I właśnie takim pretekstem jest czternasty dzień lutego, czyli Walentynki.

            Wiele gromów zbiera owo święto miłości, bowiem nie nasze ono,  a zaczerpnięte z Zachodu. Owszem, szanujmy rodzime święta, rodzime obyczaje. Traktujmy je z pietyzmem i priorytetowo. Jednak nie blokujmy się na to, co z nie naszego podwórka się wywodzi. Nie odtrącajmy tego, co wywołuje w nas wyłącznie pozytywne emocje. Otwórzmy się! Otwórzmy nasze serca w ten lutowy czas. Choć na chwilę dajmy się odmrozić. Pozwólmy naszym sercom mocniej zabić. Dajmy się trafić strzale Amora, przywdzianego w kalesony. Właśnie taką szansę daje nam czternasty dzień lutego, kiedy Św. Walenty – przybysz z Zachodu – pragnie nas rozweselić.

            Co w tym złego, że ktoś nas kochający, prześle nam walentynkę w kształcie serca. Ja – smakosz toffi – od razu zaakceptowałem to święto miłości. Może mi było łatwiej, bowiem w środku zimy, kiedy przysłowie nakazuje nam obuć ciepłe buty – ja corocznie otrzymuję od mojej lubej czekoladę o smaku toffi.

(Roman Dopieralski)

 

 

 

PS  By lutowy wieczorek był kompletny – brakuje jeszcze drugiej jego części poetyckiej. Były to wiersze o tematyce dowolnej, jednak w miłosno-walentynkowej oprawie. Już niebawem będzie je można na naszym blogu sczytać!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wiersze o miłości…

niedziela, 06 marca 2016 23:49

 

 

MIŁOŚĆ w ŚRODKU ZIMY

w

POEZJĘ UJĘTA

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Niewypał”

 

Gdy cię ujrzałem, w mig już wiedziałem,

że ty to Ona, przez duże „O”.

Bujając w chmurach krzyknąłem: „Hurra” ,

lecz źle trafiłem - ot i co !

 

Będąc już w niebie, tylko dla siebie

chciałem cię mieć – na własność, całą;

Porwać cię chciałem, zawładnąć ciałem,

sercem, rozumem, uczuciem, duszą...

A twoje oczy, we dnie i w nocy,

ciągle kusiły ... I nadal kuszą !

 

Świat zawirował ... Jak zbędny balast

odrzuciłem doświadczenie, rozsądek.

Chciałem skończyć z chaosem

i żyć od nowa, inaczej,

od innych kobiet trzymać się z dala

i ... tra-la-la-la-la ...

 

Bo ty nie chciałaś mojej miłości,

nie chciałaś szczęścia, pieszczot, czułości,

więc mrużąc oko, zmienna istotko,

wołam dziś: Biada ci ! Twoja zdrada

będzie pomszczona !

 

Och, moja mała, jak mogłaś, śmiałaś?

Wiesz, co straciłaś,

dziewczyno, co ze mnie zrobiłaś ?

Jak Albin Fredry chodzę wpół zgięty

i łzami zwilżam ślady twych stóp.

Cóż mi zostało ? Chyba me ciało,

choć jeszcze młode, pochłonie grób.

 

A na mym grobie, tak, na złość tobie,

wyrosną wonne dwie lilie białe,

wyniosłe, piękne, i będą z wdziękiem

o swej pożywce coś plotkowały.

 

Pobliską dróżką, będąc staruszką,

może przechodzić będziesz z wybranym;

wtedy usłyszysz w wieczornej ciszy,

jak użalają się nad swym panem:

„Nasz pan był czysty, jak płatki nasze.,

a świat go skrzywdził. Brzydko! A fe !

Biedaczek zginął  z żalu za dziewczyną”.

 

A mnie cholerrra z grobu poderwie,

dwa białe kwiatki ze złością zerwę,

o ziemię łupnę i wrzasnę: „Głupie”!

I wrócę znowu na świat z uczuć grobu,

dziewczęta brał będę w ramiona

i ... już nie skonam !

 

 

 

 

Helena Szymko

„Gdy cię pozyskam”

 

W twoich pocałunkach

chcę tonąć bez końca

twojego ciała być wiernym oddechem

wszystkich twych myśli popłynąć strumieniem

i twojego serca odbijać się echem

a gdy już pozyskam ciebie całego

i twojego wzroku stanę się spojrzeniem

wtedy zrozumiesz jak wiele nas łączy

że twoje serce jest biciem mojego

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Miłość w środku zimy”

 

skute wodne akweny

drogi pełne zasp

staw pocięty łyżwą

pagórki ze śladami sań

 

niby morsom tylko

przychylny ten stan

jednak i w rdzeń zimy

odwilż może się wdać

 

to miłość – serc dwoje

splecionych rąk uścisk

w surowej zmarzlinie

wyciska swój dotyk

 

spierzchniętym wargom

niestraszny mróz

walentynkowy spektakl

rozkuwa kurtynę z sopli

 

areną kochanków

skrząca poświata księżyca

z białego puchu rekwizyt

ściele się po scenie

 

i rozkochują się pary

rozpalają lutego okowy

w scenariuszu zimowym

nie dają się zmrozić

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Miłość zimowa w górach”

 

Miłość zimowa

jest inna jak wiecie

jest zimna zagadkowa

ale znana w świecie

 

Bo niejeden narciarz

co po górach szusuje

spotyka ją na śniegu

i to mu pasuje

 

Razem z tą miłością

spędza potem czas

w kurorcie przepięknym

i zadziwia nas

 

A zadziwiać będzie

do końca sezonu

aż miłość zimowa

popuści z tonu

 

Stanie się znów zimna

z obliczem zimowym

narciarz szusem zjedzie

rozpocznie romans nowy”

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Moja miłość niespełniona”

 

Setki lat stary dąb miał

przy wielkim stawie rybackim stał

Gdzieś w maleńkiej wsi Czetowice

spoglądał dumnie na przepiękne jej okolice

 

Nie jedną historie miłosną poznał

Zaszczytne miejsce przecież piastował

Był wielki w swej sile nie niezrównany

Od wieków wiatrem i słońcem muskany

 

W wiosenny, słoneczny dzień

Dąb zauważył idący dziewczęcy cień

To byłam ja - promiennie się uśmiechałam

Gdy podeszłam, cichutko mu zaśpiewałam

 

Objęłam go mocno na przywitanie

Witaj dębie, posłuchajmy ptaków ćwierkanie

Ryby w stawie ogonkami o wodę pluskały

Tatarak i lilie w takt im akompaniowały

 

Przyjaźń nasza wciąż się rozwijała

Przyjacielowi dębowi często się zwierzałam

O miłości platonicznej raz mu rzekłam

Nieszczęśliwa ta miłość-bardzo go urzekła

 

Dąb zatroskany był o mnie

Cenną więc radę więc do mnie

Jeśli kochasz - to z wzajemnością

Serca ze skały nie żyją piękną miłością

 

Pewnego razu, gdy biegłam do niego

Nie ujrzałam już dębu - przyjaciela swojego

Dębie, dębie mój kochany...

Kto teraz uleczy moje rany...

 

Pochylona nad pniem, który pozostał po nim

W rozpaczy liść przytuliłam sercem zranionym...

To ty byłeś mym szczęściem, moją radością

Największą moją...tęsknoty miłością

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Donkichotowe serce”

 

Gdzie jesteś ma luba, szczęściem obramowana

I gdzie jest Twa dusza niebiańska, ukochana?

Czy  stąpasz po ziemi czy raj łzami haftujesz?

Czy tęsknoty moje połową serca czujesz?

 

Gdzie jesteś ma luba mgłą brylantu osnuta

I gdzie Twojej harfy hen niebiańska nuta?

Czy błądzisz bez celu na horyzoncie zguby?

Czy gdzieś przy ołtarzu innemu szepniesz: „luby”?

 

Gdzie jesteś ma luba w powłóczystej sukience?

Czy będę mógł kiedyś pocałować Twe ręce

I stanąć  w promieniach Twej słonecznej osoby?

Być dla ciebie mężem Twej chluby i ozdoby.

 

Gdzie jesteś ma luba z kosmosem duszy swojej?

Ty jesteś ostoją szczęśliwości dziś mojej

I mimo, że ręki nie podasz na kobiercu

To zawsze w mym będziesz - donkichotowym sercu.

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Zimowa miłość”

 

Pamiętam zimowa była pora

Śnieg zasypywał świat płatami

W serca nam trafił strzał Amora

Zauroczeni, zakochani

 

Nic to że wichry i zamiecie

Mróz dokuczliwie szczypał w uszy

Spotkania trwały wciąż w duecie

Myślałam że żadna siła nie wykruszy

 

Naszej miłości i nie zatrze

Wyznań że trwałe będzie Twoje słowo

Wiatr nieprzyjazny wieje zawsze

A Ty przeniosłeś się służbowo

 

Do Kołobrzegu nad Parsętę

I zamiast spotkań słałeś listy

Co dnia czytałam je – pamiętam

Wiatr wiał od morza nienawistny

 

Śnieg stopniał zima się cofnęła

Wiosnę witały Kontynenty

Miłość ze śniegiem też stopniała

Z wodą spłynęła do Parsęty

 

Czas zerwał karty z kalendarza

Do innej przeniósł je krainy

Czasem przypomnieć mi się zdarza

Tę naszą miłość w środku zimy

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Koniec białego czarnowidztwa”

 

Czy zima może nam dać coś dobrego

oprócz zasp śniegu, konieczności odmiatania,

oprócz potrzeby lgnięcia do pieca dobrze rozgrzanego,

prócz długich, gnuśnych nocy, ciepła wspominania.

 

Oprócz tęsknoty za słońcem, która serce nam pożera,

prócz widoku wron czarnych – a kraczą nie próżno –

prócz mrozu, co biedakom nadzieję przeżycia odbiera,

prócz rozstania – na razie – z swą torbą podróżną.

 

Prócz śnieżynek, na które dzieci przez okno popatrzą,

prócz bałwanka w rondlu na głowie – zamiast cylinderka,

prócz gila, jemiołuszki, zimorodka, gdy przylecieć raczą,

prócz słoneczka, co – z rzadka – z góry na nas zerka.

 

Cały świat, jak w letargu, jak by człowiek spadał w dół

i gdy już tak przyroda na złość życiu drzemie,

trzeba mieć wielki talent – nie małego skąpe pół,

żeby stworzyć choć wierszyk o miłości w zimie.

 

I nagle, o mój Boże, zrozumiałam: tu narzekań koniec,

iluminacja z nieba spłynęła do serca mojego

wszak miłość w sercu mieszka, to w nim ogień płonie.

I zapłonął tak kiedyś w zimie. Pod koniec lutego.

 

Bo to całkiem nieprawda, że się tylko w maju

dzieją sprawy tak ciepłe i miłość rozkwita.

I w lutym bywa też tak jak jest w maju,

bo miarą szczęścia samo szczęście jest. I kwita.

 

 

 

PS  W następnym wpisie będzie bracki felieton Romka D., bowiem na naszych wieczorkach – oprócz poezji - serwujemy również prozę.

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Biesiadowanie w środku zimy…

czwartek, 03 marca 2016 23:57

 

 

 

LITERACKO i MIŁOŚNIE

u

BRACKICH POETÓW

(reportaż)

 

 

 

            Zima wcale nie musi oznaczać stagnację. To nic, że przyroda trwa w uśpieniu – taka jest kolej rzeczy, takie są prawa natury w naszej strefie klimatycznej. Owszem, słońce zimą nas nie rozpieszcza, więc działamy jakby na zwolnionych obrotach. Jednak, tak jak słońce jest akumulatorem, który doładowuje nasze energetyczne zasoby, tak też działają na nasz organizm wieczorki literackie naszego Krajowego Bractwa. W szczególności ten ostatni – lutowy.

            Nasza literacka biesiada pod nazwą „Miłość w środku zimy” była właśnie takim akumulatorem, który doładował niejednego biesiadnika. Już sam wystrój sali był powalający. Wokoło pełno czerwonych róż, czerwonych serduszek wszelakiej wielkości i piękny plakat z bałwanem w tle i wieczorkowym tytułem umieszczonym oczywiście w ogromnym serduchu – autorstwa Reni Wojniłowicz i Oli Stroczyńskiej. Na stolikach ze słodkościami akcentów walentynkowych też nie brakowało. Dla każdego gościa była koperta przyozdobiona serduszkami, a w niej niespodzianka przygotowana przez Marysię Rudecką – jej miłosna poezja pięknie wykaligrafowana jej ręką. Oprócz poezji, która na naszych wieczorkach zdecydowanie dominuje, zaprezentowana została również proza, czyli bracki felieton Romka Dopieralskiego i autorskie „Co nieco” Władka Pitaka. Muzycznie zaś całość ubarwiał na swojej szalonej harmonijce, Mikołaj Kobus – rocznik 45-ty.

            Tematyczną część biesiady, przyporządkowaną wieczorkowemu tytułowi, poprowadziła Krysia Pilecka. W autoprezentacjach utworów brackich poetów, aż kipiało od miłości. Było jej pełno w wersach, gestach. Eter pojemnej sali Osiedlowego Klubu Mieszkaniowego „Nasz Dom” był miłością wprost przepełniony. A oto tego przykłady…

Początek wiersza Reginy Adamowicz brzmiał: „Pamiętam zimowa była pora / Śnieg zasypywał świat płatami / W serca nam trafił strzał Amora / Zauroczeni, zakochani(…)”. Dla kochanków nastały ciężkie chwile rozłąki – luby został przeniesiony służbowo: „(…)Do Kołobrzegu nad Parsętę / I zamiast spotkań słałeś listy / Co dnia czytałam je – pamiętam / Wiatr wiał od morza nienawistny…”. Czy zatem ta miłość na odległość przetrwała? „(…)Śnieg stopniał zima się cofnęła / Wiosnę witały Kontynenty / Miłość ze śniegiem też stopniała / Z wodą spłynęła do Parsęty(…)”.

Bardziej optymistyczny obraz miłości przedstawił w swoim wierszu Piotr Jerzy Kawa. Można nawet powiedzieć, że gdyby nie zima, to być może tych serc dwoje wcale by się nie spotkało: „(…)Śnieg przykrył zieleń, mróz wszystko przenika / już opuszczają swych domów podwoje / lecz ślisko było i on się potyka / zderzają się więc nagle obydwoje // I zachwycili się sobą z radością / nic sobie mówić nawet nie musieli / ich oczy płoną wzajemną miłością / o Bożym świecie całkiem zapomnieli(…)”.

Inaczej miłosny temat ujął w swym utworze Janek Lutobarski: „Miłość zimowa / jest inna jak wiecie / jest zimna zagadkowa / ale znana w świecie // Bo niejeden narciarz / co po górach szusuje / spotyka ją na śniegu / i to mu pasuje(…)”. Czy taka sezonowa miłość jest trwała? Czy taka miłość nas zadziwia? „(…)A zadziwiać będzie / do końca sezonu / aż miłość zimowa / popuści z tonu // Stanie się znów zimna / z obliczem zimowym / narciarz szusem zjedzie / rozpocznie romans nowy”.

Co do wiersza Helenki Szymko, to jest on tak krótki, że można go przytoczyć w całości: „W twoich pocałunkach / chcę tonąć bez końca / twojego ciała być wiernym oddechem / wszystkich twych myśli popłynąć strumieniem / i twojego serca odbijać się echem / a gdy już pozyskam ciebie całego / i twojego wzroku stanę się spojrzeniem / wtedy zrozumiesz jak wiele nas łączy / że twoje serce jest biciem mojego”. Utwór Helenki jest potwierdzeniem, że wiersz powinien być jak sukienka: im krótsza – tym lepsza. Bowiem nie w ilości wersów tkwi poezji przekaz, a w ich treści.

Klasą samą w sobie był na tymże wieczorku Jan Wiśniewski. Recytacja jego wiersza pt. „Niewypał” okazała się istną bombą. Tak rewelacyjnej interpretacji własnego utworu deski sceniczne tegoż osiedlowego klubu, chyba jeszcze nie zaznały. „Gdy cię ujrzałem, w mig już wiedziałem…” – rozpoczął Jan z animuszem. „…że ty to Ona, przez duże O. / Bujając w chmurach krzyknąłem: Hurra, / lecz źle trafiłem – ot i co!(…)”. I faktycznie na bujaniu w chmurach się skończyło, bowiem: „(…)Bo ty nie chciałaś mojej miłości, / nie chciałaś szczęścia, pieszczot, czułości, / więc mrużąc oko, zmienna istotko, / wołam dziś: Biada ci! Twoja zdrada / będzie pomszczona!(…)”. Nasz odtrącony Jan gotów był w imię miłości ponieść karę najwyższą: „(…)Cóż mi zostało? Chyba me ciało, / choć jeszcze młode, pochłonie grób. // A na mym grobie, tak na złość tobie, / wyrosną wonne dwie lilie białe / wyniosłe, piękne i będą z wdziękiem / o swej pożywce coś plotkowały(…) // Nasz pan był czysty, jak płatki nasze / a świat go skrzywdził. Brzydko! A fe! / Biedaczek zginął z żalu za dziewczyną(…)”.

W utworze Reni Wojniłowicz również następuje unicestwienie. Jednak (i dzięki Bogu!) nie chodzi o istotę ludzką: „Setki lat stary dąb miał / Przy wielkim stawie rybackim stał / Gdzieś, w maleńkiej wsi Czetowice / Spoglądał dumnie na przepiękne jej okolice(…)”. Z kolejnych zwrotek dowiadujemy się, że to było jej ulubione miejsce: „(…)Przyjaźń nasza wciąż się rozwijała / Przyjacielowi dębowi często się zwierzałam / O miłości platonicznej raz mu rzekłam /  Nieszczęśliwa tak miłość – bardzo go urzekła(…)”. Dramat rozgrywa się w dwóch ostatnich zwrotkach: „(…)Pewnego razu, gdy biegłam do niego / Nie ujrzałam już dębu – przyjaciela mojego / Dębie, dębie mój kochany… / Kto teraz uleczy moje rany… // Pochylona nad pniem, który pozostał po nim / W rozpaczy liść przytuliłam sercem zranionym / To ty byłeś mym szczęściem, moją radością / Największą moją… tęsknoty miłością”.

Romek Dopieralski w swoim wierszu najpierw przedstawił srogość zimy: „skute wodne akweny / drogi pełne zasp / staw pocięty łyżwą / pagórki ze śladami sań(…)”. Potem miłość w środku zimy wplótł na kanwę teatru: „(…)spierzchniętym wargom / niestraszny mróz / walentynkowy spektakl / rozkuwa kurtynę z sopli (…)”. Wiersz kończy się optymistycznie. Miłość góry przenosi – tak by można scharakteryzować jego ostatnią zwrotkę: „(…)i rozkochują się pary / rozpalają lutego okowy / w scenariuszu zimowym / nie dają się zmrozić”.

            Wiele jeszcze było miłosnych uniesień w wierszach brackich poetów. W krótkim (!) reportażu nie sposób wszystkie wymienić. Niechaj zatem taką kwintesencją będą fragmenty utworu Marysi Rudeckiej pt. „Koniec białego czarnowidztwa”: „Czy zima może nam dać coś dobrego / oprócz zasp śniegu, konieczności odmiatania, / oprócz potrzeby lgnięcia do pieca dobrze rozgrzanego, / prócz długich, gnuśnych nocy, ciepła wspominania”. Tyrada Marysiowych narzekań w stosunku do zimy trwała jeszcze przez następne trzy zwrotki, aż nagle: „(…)I nagle, o mój Boże, zrozumiałam: tu narzekań koniec, / iluminacja z nieba spłynęła do serca mojego - / wszak miłość w sercu mieszka, to w nim ogień płonie. / I zapłonął tak kiedyś w zimie. Pod koniec lutego. // Bo to całkiem nieprawda, że się tylko w maju / dzieją sprawy tak ciepłe i miłość rozkwita. / I w lutym bywa też tak jak jest w maju, / bo miarą szczęścia samo szczęście jest. I kwita.”.

 

 

 

PS  Te powyższe wiersze zaprezentowane będą w całości w następnym wpisie. Ukażą się również utwory z drugiej wieczorkowej odsłony poetyckiej, które były równie ciekawe. Tym bardziej, że przy recytacjach konferansjer połączył poetów w pary kochanków: Pygmaliona i Galateę, Parysa i Helenę, Sobieskiego i Marysieńkę i ... Wszystkiego nie zdradzimy. Trzeba zatem na naszego bloga często zaglądać. Życzymy mile spędzonego czasu przy naszych wpisach!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wiersze, wiersze, wiersze...

poniedziałek, 29 lutego 2016 0:05

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka Dopieralskiego...

czwartek, 25 lutego 2016 23:55

 

 

MIESIĄC NADZIEJĄ MALOWANY

(felieton)

 

 

 

             Podczas styczniowego wieczorku literackiego pt. „Styczeń poezją malowany” braccy poeci, właśnie ową poezją zawartą w swoich utworach, malowali ów miesiąc. Natomiast bracki poeta i prozaik, Romek Dopieralski, miesiąc styczeń malował zarówno poezją, jak i prozą. Cóż z tego wynikło…

 

 

Styczeń poezją malowany

 

            Styczeń jest miesiącem wyjątkowym. Rozpoczyna dany rok, w który wkraczamy z nowymi marzeniami, z postanowieniami, z nadzieją. Jest to nam potrzebne. Taki reset, by znowuż zacząć coś od nowa. Coś poprawić, coś zmienić, nadać czemuś nowy bieg. I tak jest co roku. Mija kolejnych dwanaście miesięcy i sytuacja się powtarza. Można powiedzieć – takie swoiste deja vu…

            Albo raczej taki analogiczny do nieudanej diety efekt jojo, bowiem z poprzednich marzeń guzik wyszło. Nie wymieniliśmy samochodu na nowszy model i nadal mieszkamy w blokowisku, a miał być domek. Postanowienie schudnięcia spowodowało tylko, że to obecne postanowienie musi być jeszcze bardziej rygorystyczne, gdyż tych zbędnych kilogramów uzbierało się znacznie więcej. Rzucenie palenia też spaliło na panewce – z jednej paczki papierosów przeszliśmy na dwie. A co z postanowieniem bycia lepszym wobec bliźniego swego? No cóż, o to trzeba spytać owych bliźnich, którzy też chcą schudnąć. Podobnie jak my – też chcą się pozbyć zgubnych nałogów.

            Na nasze szczęście, oprócz tych noworocznych postanowień, marzeń i przyrzeczeń pozostaje jeszcze nadzieja. Ona nam szepce do ucha: „Próbuj, wciąż próbuj, w końcu ci się powiedzie…”. I my tej nadziei się trzymamy. Z tą nadwagą, z tym papierosem w ustach jednak wierzymy w końcowy sukces. Bo niby dlaczego nie mielibyśmy wozić się lepszym autem albo zamieszkać w domku na przedmieściach, by nie użerać się z sąsiadem zza ściany naszego gniazdka na czwartym piętrze. Przecież w każdej chwili może dopisać nam szczęście i to my zgarniemy skumulowaną kwotę w grach liczbowych. Przecież to do naszych drzwi może zapukać listonosz z wiadomością odziedziczenia fortuny po zmarłym wujku z Ameryki.

            Kiedy to się jednak nie stanie, to też nic! Jakoś dociągniemy do końca roku w tym rozklekotanym wehikule na czterech łysych oponach. Jakoś uodpornimy się na tego zrzędliwego sąsiada za ścianą. Przed nami przecież niejedna jeszcze Noc Sylwestrowa, a wraz z nią nowe marzenia, postanowienia, nadzieje…

 

 

 

PS  W kolejnym wpisie poeci nadal będą malować swoją poezją, ale już nie tylko styczeń będzie wyłącznym podmiotem lirycznym. Tym razem tematyka utworów była dowolna. Zostanie to przedstawione w scenariuszowym zapisie..

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

niedziela, 21 lutego 2016 23:56

 

 

MIESIĄC, KTÓRY POEZJĄ

był

MALOWANY

 

 

 

            Oto wiersze, które braccy poeci prezentowali w części pierwszej literackiego wieczorku pt. „Styczeń poezją malowany”. Inspiracją dla nich był ów wieczorkowy tytuł. Konferansjerkę poprowadziła Krysia Pilecka. 

 

 

Maria Rudecka

„Przeciw mrozom”

 

Przeciw mrozowi dobre ciepła czapki – baranice,

niezłe walonki z filcu, z wełny rękawice,

udziergany przez babcię, siostrę długi z wełny szal

i bieg w solidnym tempie, kiedy metą dal.

 

Rozgrzeje cię tupanie i rąk żwawe zabijanie,

łyczek czegoś ciepłego, dłoni nacieranie.

Pomocny się okaże z korzeniami grzaniec.

ale najskuteczniejszy zawsze dobry taniec.

 

Dobry! Nie żadne tam klasyczne menuety, tanga,

a nawet i nie mazur. Dzisiejsza taneczna balanga

preferuje to salsę, makarenę, to lambadę jaką.

Ja na mróz radę miałam, mam zawsze jednaką:

 

Poleczkę tańczcie skoczną czy oberka. Są rozgrzewające.

W zimie zastąpią grzaniec. Rozgrzeją jak słońce.

Rytm oberka zdrowotnie podziała i na stare kości,

a polka ciepło da i wiele przyjemności.

 

Potwierdzi to i polskie dziewczę, riknie ceska Holka,

że na mróz jest najlepsza, najlepsza jest polka.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Styczeń poezją malowany”

 

styczeń w biel ubiera pejzaże

pierzyną z puchu

ogrzewa skostniałe przestrzenie

pola i łąki

aż po horyzont ściele

 

styczeń skuwa jeziorne tafle

biblijnym idąc przykładem

też zamienia wodę

i nasyca się łyżwowym śladem

rysowanym na jego obrazie

 

styczeń z królami trzema

podąża w orszaku

w koronie z sopli

scala wiernych

złaknionych dobrej nowiny

 

styczeń babciom i dziadkom

honory oddaje

ich wnukom w prezencie

ślizgawki funduje

i materiał na śnieżne kule

 

styczeń natchnieniem poetów

w mrozowe witraże

okna przystraja

skrzypiąc pod stopami

poetycko maluje zimę

 

 

 

 

Helena Szymko

„Karnawał”

 

Już karnawał , czas szaleństwa

tę noc chcę przetańczyć do rana

wirować z tobą na gładkim parkiecie

w rytmach

muzyki zakochania

poprowadź mnie miły

pełnym gracji krokiem

delikatnie trzymaj w ramionach

bądź dziś oparciem dla mojego boku

 

a orkiestra hucznie przygrywa

wszystkie pary wirują na Sali

każda z nich uśmiechnięta, szczęśliwa

odbijany, ktoś woła przed nami

znów ląduję w silnych ramionach

inna pani już ciebie zdobywa

wymieniamy się czule spojrzeniami

cała płonę od twojego wzroku

pragnę, byś znów uchwycił mnie w tańcu

tylko z tobą ta noc dziś coś znaczy

moje serce wali jak młotem

liczy się tylko to, co jest teraz

nie chcę wiedzieć, co będzie potem

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Styczniowe szaleństwa”

 

Upojeni bąbelkami szampana

Snuć będziemy marzenia , lite przyrzeczenia

Które Merkury ubarwi

W wizjonerskim wodniku

Roztańczona dusza przez świat pomknie

Na przełaj – byle dalej

Od trosk, niepowodzeń, trudnych chwil…

Sople wiszące na gałęziach smukłych świerków

Rytmicznie podrygują

To znak, że korowód styczniowy

W odcieniach diamentowej bieli

Zbliża się upojony karnawałowym szaleństwem

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Karnawałowe szaleństwa”

 

Jak pięknie jest przeżyć

styczeń w karnawale

ludzi pełne sale

bale gonią bale

 

I tak pozostanie

jakiś czas w tym roku

inni będą tańczyć

ja stał będę z boku

 

Radość w sercu moim

jednak pozostanie

zapamiętam dobrze

innych balowanie

 

Ten styczeń poezją

jest pomalowany

taki pozostanie

w pamięci zapisany

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Jak styczeń grudniowi”

 

Szarością grudzień nas powitał

O zgodę na bezśnieżność nie zapytał

Tak przecież nie wypada

Aby śnieg pod choinkę nie napadał

 

-Mikołajowi przecież utrudniłeś pracę!

-Kiedy ja nie sypnę śniegiem, swoją stracę!

Styczeń rzekł grudniowi

-Co ja teraz powiem bałwanowi?

 

Ze złości skrzypiał w mroźnym humorze

Zabrał się do roboty w ferworze

-Ja teraz tu nowy porządek zaprowadzę!

-Nic nie ujdzie mojej uwadze!

 

I tworzył styczeń zaspy jak oszalały

Krajobrazy w puchową biel się ubierały

Szadź otuliła drzewa, przewody energetyczne

Przecież takie od zarania zima ma wytyczne

 

Styczeń zatem z weną poetycką malował

Bałwan styczniowi za to podziękował

-Wykonałeś pracowicie swe zadanie

I zaprosił go na wielkie świętowanie

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Hej, Muzyko”

 

Hej, Muzyko… Karnawał…

Muzyko zmrokiem fioletowym

budzi zmysły

tęsknotą przenika granice

horyzontu…

Dźwiękiem odcieni unosi do

nieba i…

dreszcz piękna wypełnia

spokojem pastelowym

Garścią etiud nieśmiałości

głębię ukazuje –

spływającą jak dar w liter

klawiaturę i…

jest drogą trosk – marzeń

wplatanych w wątek wrażliwości

ukrywanych z mgłą pragnień

w codzienności zdarzeń…

Hej, Muzyko!

 

 

PS Niebawem zamieścimy bracki felieton Romka D., który to prozą miesiąc malował…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Na wieczorku u Brackich…

sobota, 13 lutego 2016 1:12

 

 

BIESIADNE MALOWANIE

POEZJĄ, PROZĄ, 

i

MUZYKĄ

(bracki reportaż)

 

 

 

            Styczniowe wieczorki literackie u Brackich są wyjątkowe, tak jak i sam miesiąc, który dany rok rozpoczyna. To przecież w styczniu oczekujemy znacznej poprawy naszego bytu i naszego samopoczucia. Od stycznia przecież wprowadzamy w czyn sylwestrowe postanowienia i przyrzeczenia. Jak z tym jest później – bywa różnie. U Brackich na wieczorku jest jednak tradycyjnie, czyli rewelacyjnie!

            Wieczorek pod hasłem: „Styczeń poezją malowany” rozpoczął się w huku otwieranych noworocznych szampanów. Symboliczną lampką musującego trunku obdarzony został każdy uczestnik literackiej biesiady, bowiem jak wcześniej stwierdzono – osób nieletnich na sali nie było. Braccy poeci życzyli swojej wiernej publiczności zdrowia, zaś publika w rewanżu – poetom życzyła literackiej, niewyczerpanej weny. I jak okazać się miało, z tą weną u brackich literatów jest całkiem, całkiem…

            Tradycyjnie już, wieczorek rozpoczął swoim brackim felietonem Romek Dopieralski. Jakby analogicznie do wieczorkowego tytułu – on swoją prozę malował nadzieją („Styczeń nadzieją malowany”). W owym felietonie, aż roiło się od noworocznych marzeń i postanowień, którym ulega prawie każdy z nas. Te stereotypowe już, to chęć schudnięcia, rzucenia palenia, picia, bycia lepszym dla bliźnich i wiele, wiele innych. I właśnie tytułowa „nadzieja” jest niejako felietonową puentą. Bo kiedy, z naszych postanowień nic nie wyjdzie, wtedy zostaje nam owa nadzieja. Nadzieja, że przed nami przecież niejedna jeszcze Noc Sylwestrowa, a wraz z nią nowe marzenia i postanowienia…

            Po felietonie, jak i w trakcie przerw między kolejnymi poetyckimi odsłonami, na scenę wychodził rewelacyjny Mikołaj Kobus – rocznik 45, by na swojej szalonej harmonijce muzyczne malować obrazy. Dzielnie wspomagał go Michał Dolak, instruktor z Klubu „Nasz Dom”. Skocznymi kawałkami panowie muzycy powodowali, że samo ich słuchanie, nie wystarczało zgromadzonej publiczności. Zatem cała sala była rozśpiewana i bujała się w takt harmonijkowo – gitarowych dźwięków.

            A jak styczeń tegoż wieczoru malowali swoją poezją braccy poeci? W części poprowadzonej przez Krysię Pilecką wyglądało to imponująco, tym bardziej, że wiersze przyporządkowane były biesiadnemu tytułowi. Tak swój utwór rozpoczęła Grażynka Piekarewicz: „Wokół roztaczały się lodowe dywany nieco pomarszczone, zmierzwione / W kaskadzie zimowych świateł tysiącem iskier tryskały / Iskry drgające, radosne, niespokojne / Triumfowały. Jak ogniki płomienne sypały / Czarowały. Uwodziły. Zawładnęły wszystkimi zmysłami (…)”. W wierszu Reni Wojniłowicz pt. „Jak styczeń grudniowi” dochodzi do spięcia tytułowych miesięcy. Styczeń ma pretensje do grudnia, że nie sypnął śniegiem choćby pod bożonarodzeniowe choinki: „(…) Mikołajowi przecież utrudniłeś pracę / Kiedy ja nie sypnę śniegiem, swoją stracę (…)”. Na szczęście wszystko dobrze się kończy: „(…) Bałwan styczniowi podziękował / Wykonałeś pracowicie swe zadanie / I zaprosił go na wielkie świętowanie”. U Romka Dopieralskiego styczeń w poszczególnych zwrotkach w biel ubiera pejzaże, skuwa jeziorne tafle, z Królami Trzema podąża w orszaku, babciom i dziadkom honory oddaje, zaś puentą było, że: „Styczeń natchnieniem poetów / w mrozowe witraże okna przystraja / skrzypiąc pod nogami / poetycko maluje zimę”. Janek Lutobarski, znany z wierszy wesołych, pełnych optymizmu – tak i tym razem zaprezentował się podobnie: „Jak pięknie jest przeżyć / styczeń w karnawale / ludzi pełne sale / bale gonią bale (…)”. Dobrych rad w swoim wierszu udzielała Maria Rudecka: „Przeciw mrozowi dobre ciepłe  czapki baranie / niezłe walonki z filcu, z wełny rękawice / udziergany przez babcię, siostrę długi z wełny szal / i bieg w solidnym tempie, kiedy metą dal // Rozgrzeje cię tupanie i rąk żwawe zabijanie / łyczek czegoś ciepłego, dłoni nacieranie / Pomocny się okaże z korzeniami grzaniec / ale najskuteczniejszy zawsze dobry taniec (…)”.

          Odrębnego potraktowania wymaga występ Władka Pitaka. On bowiem na wieczorku malował aktorsko. Wystąpił z prologiem do własnego monodramu pt. „Jak zrobić karierę” wg Parkinsona. Za ten monodram w 1976 r., podczas Ogólnopolskich Spotkań Amatorskich Teatrów Jednego Aktora w Zgorzelcu, Władek otrzymał główną nagrodę oraz rekomendację do udziału w Ogólnopolskim Festiwalu Zawodowych Teatrów Jednego Aktora w Toruniu. Jak łatwo policzyć, wieczorkowy występ Władka z fragmentami tegoż monodramu, odbył się jakoby w 40. rocznicę jego premiery. Prawdopodobnie owej premiery nikt z obecnych na sali nie widział, ale przyznać trzeba, że ząb czasu obszedł się z Władkiem bardzo delikatnie i na wieczorku malował on aktorsko całkiem przednio.

            W drugiej odsłonie prezentacji wierszy brackich poetów, którą poprowadził Romek Dopieralski, choć tematyka wierszy była dowolna, w eter nadal uwalniały się obrazy poezją malowane. Tak słowem malowała Ania Żabińska: „Ty jesteś falą morską / w styczniowe popołudnie / Ja ziarnem piasku / przesianym przez twe dłonie / Ty bez wysiłku płyniesz / ja cicho tonę / Na opuszczonej wyspie / pragnę być latem w słońcu / kiedy ty zostaniesz zimą (…)”. Oto malunek Piotrka Kawy: „Dusza artysty może trwać w uśpieniu / jeśli tak bywa to jest w zniewoleniu / w kajdany skuta na świat się wyrywa / trwać tak nie może bo rdzą się pokrywa (…)”. A tak kończyła swoje wierszowane malowidło Krysia Pilecka: „(…) Złożyli dary – składając / ujrzeli siebie… jak w pękniętych / zwierciadłach… a… / Serca stężały im od żalu / Więc już jak z wysokości / wracali w pokoju – inną drogą… / Trzej Królowie – Mędrcy Świata / Nauczeni Miłości…”. Natomiast Regina Adamowicz swoim subtelnym malunkiem pt. „Okno Życia” dotknęła tematu niezwykle delikatnego: „(…) Cisza pod oknem chodzi / Nadzieja cierpliwie czeka / Może matka dzieciątko urodzi / Z niewiadomej przyczyny / Je odda / W oknie położy / By miało nową Rodzinę / Kochającą / By było szczęśliwe (…)”.

            A kiedy literackie treści zostały wyczerpane, ostatnie krople szampana z kieliszków osuszone – braccy poeci zaskoczyli przybyłych na biesiadę jeszcze jedną niespodzianką. Była nią nowo powstała Księga Wpisów. I powstały w niej pierwsze wpisy. Jakie? Proszę przyjść na kolejny wieczorek (22 lutego) i samemu się wpisać, a przy okazji zlustrować to, co do Księgi wpisano w miesiącu ją inaugurującym.

 

 

PS W następnych blogowych wpisach posypią się owe obrazy brackich literatów poezją malowane. Również prozą, bo i bracki felieton też się ukaże.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Braccy w terenie - z wizytą w przedszkolu…

sobota, 23 stycznia 2016 1:25

 

 

Z OKAZJI DNI

BABCI I DZIADKA

czyli

gościnnie

w

Przedszkolu Nr 14

 

 

 

 

 

 

            W Koszalińskim Przedszkolu Nr 14, z okazji Dni Babci i Dziadka, odbyło się uroczyste spotkanie. Na scenie występowały przedszkolaki, a za stołami ze słodkim poczęstunkiem zasiedli seniorzy ze „Złotego Wieku”, zespół śpiewaczy „Szczęśliwa Trzynastka” i braccy poeci: Regina Adamowicz i Roman Dopieralski.

            Dzieci śpiewały, tańczyły i recytowały wiersze, by na koniec zaprezentować oryginalne prezenty okraszone humorystycznym podtekstem. Dla babć mieli potężnych rozmiarów pluszową rybkę, która gotowa spełniać im trzy życzenia. Dla dziadków były siedmiomilowe buty, w celu szybkiego docierania do sklepów. Nie zapomnieli też o sobie, prezentując pięknie oprawioną książkę z bajkami, którą dziadkowie powinni mieć w zasięgu ręki, kiedy dany przedszkolak będzie się udawał na wieczorny spoczynek.

            Dzieci brawurowo zatańczyły w parach rock and rolla, Clifa Richardsa, prezentując dość trudny układ choreograficzny. Zaś przepiękną kolędą pt. „Bosy Pastuszek”, wciągnęli do śpiewania wszystkich obecnych. Nie obeszło się oczywiście bez bisowania. Zebrani goście, w podzięce przedszkolakom, również odśpiewali kilka kolęd.

            Natomiast bracka poetka, Regina Adamowicz, zaprezentowała dzieciom swoją wielofunkcyjną laskę, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Zainteresowanie było ogromne, kiedy babcia Regina, opisywała funkcyjność owej laski, mówiąc wierszem rymowanym. A było co opisywać. Laska babci Reginy posiadała latarkę, pulsacyjne światło czerwone i nawet odstraszający sygnał dźwiękowy, który został użyty podczas prezentacji.

            Na tle babci Reginy mizerniej wypadł inny bracki poeta, Romek Dopieralski. Być może dlatego, że sam jeszcze nie jest dziadkiem. Przyznał się do tego przed prezentacją swojego utworu, który stworzył na potrzeby owej wizyty. Zastrzegł jednak, że w niedalekiej przyszłości dziadkiem stać się może, gdyż córka mu dorasta i jego niedziadkowość wisi już na przysłowiowym włosku. Oto wiersz:

  

Przytulankowa spółka

Babcino - Dziadkowa

 

Babcia i Dziadek to taka spółka doborowa.

Zawsze pod ręką, na każde nasze zawołanie.

Choć nieliczna, bo ledwie dwuosobowa.

To nic, że Babcia siwizną oprószoną ma głowę.

U Dziadka muskulatura już mniejsza o połowę.

Ważniejsze jest to, że szaleją za wnuczętami.

Kochają nas, przytulają, rozweselić potrafią.

I bawią się z nami całymi godzinami.

 

Babcia z czułością po główce pogłaszcze.

Jak trzeba, powyciąga kolce,

kiedy wnuk w kłujące wpadnie chaszcze.

Jedną ręką poda ciepłe mleczko.

W drugiej trzyma smaczne ciasteczko.

Przed snem kołysankę zaśpiewa.

Gdyby mogła, przychyliła by nam

nawet kawałek rozgwieżdżonego nieba.

 

Dziadek inne atrakcje przygotowuje.

Pogra z nami w piłkę, na nodze pohuśta.

Na drzewie wspaniały domek wybuduje.

Wnukom wystruga procę, łuk i strzały.

Wnuczkom zrobi skakankę, lalkom pokoik mały.

A jeśli kogoś nogi zabolą w lesie,

Dziadek na swoich usadzi go ramionach

i z uśmiechem pod sam dom przyniesie.

 

Bez kochanych Babć i Dziadków,

życie nasze byłoby uboższe.

Obdarte z najpiękniejszych datków.

Nasi rodzice – wiadomo, zapracowani.

By nam było lepiej, pracują całymi dniami.

My to rozumiemy, choć z nas małe brzdące.

Dlatego Babcia i Dziadek dopilnowują,

aby zawsze świeciło nam słońce.

 

 

          I tak oto - nie wiadomo kiedy – upłynęły prawie dwie godziny rewelacyjnej zabawy w przesympatycznym Przedszkolu Nr 14 w Koszalinie. A kiedy już dzieci rozeszły się do swoich przedszkolnych zajęć, goście jeszcze przez następną godzinę gaworzyli przy stołach, od czasu do czasu śpiewając – oczywiście „Bosego Pastuszka”…

 

Był pastuszek bosy na fujarce grał.

Pasał w górach owce i w szałasie spał.

Nagle aniołowie z nieba w bieli przyfrunęli

obudzili go gdy spał, gdy spał

obudzili go gdy spał, gdy spał.

 

Ref. Dziś do Betlejem trzeba nocą iść,

        bo narodzenia czas wypełnił dni.

        Tam, gdzie stajenka razem z bydlątkami

        leży dzieciąteczko i na sianku śpi.

 

        Świat na to czekał wiele już lat

        i narodzenia dziś wita czas.

        Biegnij pastuszku jasną drogą niebo płonie,

        na niebie pierwszej gwiazdy blask,

        na niebie pierwszej gwiazdy blask.

 

Był pastuszek bosy, zimne nóżki miał,

ale dobry anioł piękne butki dał.

Wziął pastuszek owce, pobiegł tak jak wiatr przed siebie,

a na niebie blask od gwiazd, od gwiazd,

a na niebie blask od gwiazd, od gwiazd.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka D…

niedziela, 10 stycznia 2016 21:44

 

 

PROZY CIUT…

czyli

BRACKI FELIETON

 

  

 

            Oto ostatnia pozycja z brackich tekstów, jakie zaprezentowane zostały na grudniowym wieczorku literackim pt. „Podążając za Gwiazdą”. Jest to „Bracki felieton Romka D.” z cyklu „Nie tylko poezja, czyli prozy ciut”.

            Można powiedzieć, że tym felietonem, jakby zamykamy naszą literacką działalność w Starym Roku 2015. Jednak mamy już Nowy Rok z „6” na końcu, więc szykowane są nowe wiersze, nowe felietony, które będziemy prezentować na kolejnych wieczorkach literackich.

            Nastąpi to niebawem, bo już jutro, czyli 11 stycznia (drugi poniedziałek miesiąca), zwołujemy się na warsztaty literackie. Ich pokłosiem będzie wieczorek literacki (25 stycznia – czwarty poniedziałek miesiąca) pt. „Styczeń poezją malowany.

            O tym wszystkim będziemy na naszym blogu informować. Zatem zaglądajcie do nas! Komentujcie o tym, co wam się podoba, a co nie. Jesteśmy bowiem otwarci, zarówno na pochlebstwa jak i na krytykę. Przecież wszelkie krytyki, czy też uwagi, pozwolą nam na poprawę niedociągnięć albo błędów, których tak do końca człowiek nie jest w stanie się ustrzec. Cenna krytyka jest w stanie jeszcze bardziej nas zmotywować literacko. Bo nawet najgorsza krytyka jest lepsza od obojętności, od milczenia…

            Nie milczcie zatem i póki co, przeczytajcie sobie ten poniższy felietonik, tego oto brackiego poety, który prozą też się para…

 

 

 

 

 

Magia świąt Bożego Narodzenia

            Zmieniają się czasy, zmieniają się obyczaje. Starzejemy się, odchodzimy, rodzą się następni. Ale są rzeczy, które jakby od zawsze były. Cyklicznie, co rok powtarzają się. Tęsknimy za nimi, z niecierpliwością czekamy, gdy się zbliżają. Potem jest wielka radość, zachwyt, aż następuje żałosne stwierdzenie: „Świątka, kochane świątka i po świątkach”. I tak rok po roku.

            Jak choćby teraz. Wigilia Bożego Narodzenia tuż, tuż. Już pewnie św. Mikołaj przystraja renifery i smaruje płozy sań. Być może w niebie już się anioły zmawiają, by piernaty swoje trzepać, z których puch się posypie i ziemię bielą przyozdobi. Tak więc, od narodzin Bożego dzieciątka, dzień ten stał się magiczny, piękny, niepowtarzalny, jedyny.

            Jako dzieci przyklejamy nosy do szyb z pięknymi haftami od mrozu i wypatrujemy pierwszej gwiazdy, która da sygnał do wślizgnięcia się pod choinkę i pławienia się w prezentach od darczyńcy z długą siwą brodą. Kiedy dorastamy, odkrywamy gorzką prawdę, że tym przebierańcem w czerwonym stroju z workiem na plecach jest nasz ojciec. Żeby tradycji stało się zadość, robimy tak samo, by własne już dzieci uszczęśliwiać. Tak było, jest i będzie.

            Jedynie jakość prezentów ulega ciągłym modyfikacjom. Kiedyś dziecko cieszyło się choćby zwykłą faramuszką. Dziewczynkom błyszczały oczęta, kiedy z pakunku wyciągały szmacianą lalkę, a chłopcy zachwycali się blaszanym bębenkiem. Obecnym wymaganiom niekiedy trudno sprostać. W modzie są teraz wypasione zestawy komputerowe, najnowszej generacji telefony komórkowe, tudzież inne cuda techniki. Sama oprawa świąt też stała się jakby inna, nowocześniejsza. Kiedyś świerkowe drzewko przystrajało się dopiero w Wigilię. Teraz już od listopada trwa szaleństwo przedświątecznych zakupów.

            Czy zatem jest gorzej? Nie! Jest po prostu inaczej. Razi mnie jedynie poświąteczny widok osiedlowych śmietników, do których trafia ten nadmiar świątecznych wiktuałów, tak pieczołowicie gromadzonych przez nas już od listopada. No cóż, zmieniają się czasy, zmieniają się zwyczaje. Ja jednak pielęgnuję w sobie urok dawnych świąt i towarzyszący im zapach pomarańczy.

Roman Dopieralski

 

 

 

PS  Literackie treści brackich poetów z grudniowego wieczorku literackiego zostały wyczerpane. Przygotujcie się na następne nasze brackie teksty! Literacko wciąż się rozwijamy, więc szykują się całkiem niezłe kawałki – zarówno w poezji jak i w prozie…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
2

komentarze (17) | dodaj komentarz

Wiersze z grudniowej biesiady literackiej...

środa, 06 stycznia 2016 1:34

 

 

PODĄŻAJĄC

za

ŚWIĄTECZNĄ POEZJĄ

 

 

 

            Oto obiecana porcja wierszy z grudniowego wieczorku literackiego pt. „Podążając za Gwiazdą”. Jak wskazuje tytuł – wiersze są typowo tematyczne i dotyczą oczywiście świąt bożonarodzeniowych.

            Najpierw pomyśleliśmy, że już po świętach i materiał zrobił się nieaktualny. Jednak Boże Narodzenie to taka chwila, która mogłaby trwać wiecznie i pewnie mało kto rościłby do tego pretensje. Dlatego odważyliśmy się na odtworzenie grudniowej Brackiej poezji, by raz jeszcze poczuć ten niepowtarzalny w roku czas…

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Regina Adamowicz

„Podążam za Tobą”

 

Gwiazdo Przewodnia Gwiazdo Przeznaczenia

Ty mi przyświecasz blaskiem na błękicie

Oświetlasz drogę wiodącą przez życie

Od dnia narodzin – początku istnienia

 

Gdy czasem bledniesz lub chowasz się w chmurze

Błądzę po zawiłych często krętych ścieżkach

Na nizinach ziemi gdy Ty w niebie mieszkasz

W nieskończoności pośród gwiazd w lazurze

 

Świeciłaś mi zawsze w niebezpiecznych chwilach

Podążałam za Tobą wyznaczoną drogą

Trudno Cię odnaleźć gdy gwiazd świeci tyle

 

Aby się nie zgubić patrzę w niebo z trwogą

Podążam za Tobą codziennie z nadzieją

Że spotkam się z Bogiem w stajence w Betlejem

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Andrzej Pitak

„Wielka Orkiestra”

 

przez ramy czarnych okularów

których ciężar wzrok już męczy

wpadł promyk wiary zza filarów

barwami pryskający tęczy

 

spod grubych szkieł mikroskopem

ślepymi łzami na kształt rozety

rozlewa promieni potopem

na brodę siwego poety

 

jak majster w dłoń zręczną bierze

krajobraz ust i kształt ich zmienia

promienie słów zmieniają się w wieże

i biją dzwonem godzinę marzenia

 

śnieg srebrzy przęsła rozetom

od gwiazd nowych śpiewa jaśniej

i przed starym rozwarł poetą

drzwi w portalu księżycowej baśni

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Helena Szymko

„Magia świąt Bożego Narodzenia”

 

Na ulicach gwarno, kolorowo

na wystawach różnobarwnych lampek blask

już choinki wyprzedają, wigilii zbliża się czas

to już święta, noc magiczna

blaskiem gwiazdy rozpoczęta

wielobarwne w oknach błyski

śmieją oczy się dziecięce, gdy po wieczerzy

spod choinki podarunki biorą w ręce

 

czar choinki na komodzie

przypomina mi Cię Boże, jak w Betlejem

narodzony, śpisz na sianku

w cienką chustę otulony – Jezu malusieńki

trze Królowie, monarchowie, dary Ci wręczają

złoto, mirrę i kadzidło oraz hołd składają

radując się, że narodził się zbawiciel

naszych grzechów odkupiciel –

syn Boga najwyższego i Maryi, najświętsze panienki

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Roman Dopieralski

Dziecięcość Bożego Narodzenia”

 

magia świąt, kiedy w przeddzień

narodzin dzieciątka

pod stopami biały chrzęści puch

 

śnieżne toczysz kule

marchewkowy rekwizyt wbijasz

w ostatnią z nich

i pędzisz tam, gdzie pachnie świerkiem

wieczerzą

gdzie ciepło i bezpiecznie

 

musisz zdążyć nim pierwsza gwiazda

ożywi niebo

po którym śmigną płozy sań

a strojne renifery

sprowadzą go na ziemię

z worem pełnym niespodzianek

 

co tchu podbiegniesz

do magicznego drzewka

przyodzianego milionem barw

 

o bożym zapominając świecie

będziesz rozwijać przewiązane kokardami

dziecięce marzenia

nieskalane

jak brzemienność Maryi

i czyste

wiarą w świętego Mikołaja

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Krystyna Pilecka

„Podążając za gwiazdą”

 

Jeszcze wypatrujemy jej

by podążać…

Jeszcze wieniec adwentowy

Pośród świec – jodły i świerku

przybrał blask

I Mikołaj Święty przez świat

szedł – dźwigając worek

„Naszych spraw”…

Jeszcze oczekiwania czas –

oczekiwania czas…

Za chwilę – z opłatkiem białym

blisko siebie – poczujemy się

wszyscy tak – jak w niebie

I podążymy za Gwiazdą

w dzień Bożego Narodzenia

Blask Jej – niech wypełni

Dobro i opromieni

każde, najskrytsze życzenie

Które ukryte – drzemie w nas

w ten jedyny, magiczny

radosny czas

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Jan Wiśniewski

„Na przekór oku i szkiełku”

 

I cóż, że szkiełko i oko

w bezkresach śródgwiezdnych

przestrzeni na Twe Królestwo

w którym jest mieszkań wiele

umiejscowić nie potrafią

 

I cóż, że szkiełko i oko

w świecie, który jednym STAŃ SIĘ

z nicości jak mówi Pismo

w ciągu dni siedmiu stworzyłeś

tak wiele zła wokół widzą

 

I cóż, że szkiełko i oko

Zamiast rozświetlać DROGĘ DO

Często przysłaniają drogowskazy

Którymi czucie i wiara

Uprzystępniać ją się starają

 

Oku i szkiełku na przekór

szlakiem Betlejemskiej Gwiazdy

podążać pragnę do końca

wierząc, że za horyzontem

czeka rozsłoneczniona wieczność

 

 

 

PS  Żeby grudniowych treści wieczorkowych stało się zadość, do zaprezentowania pozostał jeszcze felieton Romka D. – czyli prozy ciut w następnym wpisie nastąpi…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Życzenia, życzenia, życzenia…

czwartek, 31 grudnia 2015 19:33

 

 

 

NOWOROCZNE ŻYCZENIA

czyli

OSTATNI

BLOGOWY WPIS

w

STARYM 2015 ROKU

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania śmieszne fotki noworoczne

 

 

Wszelkiej pomyślności,

życzliwych ludzi obok,

zdrowia,

nigdy pustego portfela,

zero trosk,

dużo uśmiechu

w

Nowym 2016 Roku

 

 

życzy

 

 

Krajowe Bractwo Literackie

z

Koszalina

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania śmieszne fotki noworoczne

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Świątecznie u Brackich… (reportaż z wieczorku)

środa, 30 grudnia 2015 0:02

 

 

 

PODĄŻAJĄC

za

GWIAZDĄ

(reportaż)

 

 

 

 

 

 

 

            Grudniowy wieczorek literacki u Brackich poetów jest nietypowy, magiczny, jedyny w swoim rodzaju. Takie są również święta Bożego Narodzenia. Zaś połączenie tych dwóch wydarzeń – daje efekt wprost piorunujący. Zatem nie dziwi fakt, że goście, którzy przybyli tegoż grudniowego popołudnia do Klubu Osiedlowego Nasz Dom, opuszczali go wypełnieni piękną bożonarodzeniową poezją, rozśpiewani kolędowo i wzruszeni od życzeń, przełamując się u Brackich opłatkiem…

            Świąteczny stół wyglądał bajecznie. Wszyscy obecni pomieścili się przy kilkunastu połączonych ze sobą stołach w kształcie litery „U”. Nawet, gdy w pewnym momencie dołączyło do biesiadników, urzędujące za ścianą Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich,  nie zakłóciło to udanej imprezy. Po prostu o kilka stołów wydłużona została tak zwana podkowa. Na jej lśniących obrusach stały ciasta, kusiły słodycze, nęciły owoce, a wzrok przykuwało mnóstwo świątecznych stroidełek przecudnej urody – głównie autorstwa Reni Wojniłowicz. Jednak, by tradycji stało się zadość, zanim zaczęto świętowanie, Braccy poeci jak zwykle zaprezentowali swoje literackie treści, tak pieczołowicie na każdy wieczorek przygotowywane.

            Rozpoczął Romek Dopieralski swoim comiesięcznym felietonem, pt. „Magia świąt Bożego Narodzenia. Tekst tkliwy, przedstawiający dzieci, które z przyklejonymi nosami do szyb z pięknymi haftami od mrozu, wypatrują pierwszej gwiazdki na niebie, która daje sygnał, by móc się wślizgnąć pod choinkę, obsypaną prezentami. Jednak i nieco dziegciu autor w swoim felietonie również zawarł. -„Kiedyś dziecko cieszyło się zwykłą faramuszką” – odczytywał felietonista Romek. –„Dziewczynkom błyszczały oczęta, kiedy z pakunku wyciągały szmacianą lalkę, a chłopcy zachwycali się blaszanym bębenkiem. Obecnym wymaganiom niekiedy trudno sprostać”. Oberwało się także tym, którzy nadmiarem zakupionych na święta wiktuałów, później wypełniają nimi osiedlowe śmietniki.

            Poetyckie treści, które poprowadziła Krysia Pilecka, rozpoczęte zostały portretem miesiąca Marii Rudeckiej: „Razem z innymi chwalę Grudzień za mnóstwo przymiotów, / za to wszystko, co niesie od swego początku. / A bogaty w zdarzenia, hojny, wielu obdarować gotów - / zaraz wymienię według kalendarzowego porządku.” I zaczęła Maria od dnia czwartego, kiedy to górnicza brać Barbarę czci. Potem prawiła o Św. Mikołaju dnia szóstego, o adwencie, którego mrok długich nocy święta Łucja rozświeca. Najwięcej jednak czasu poświęcając Wigilii. Zaś na koniec Maria zaskoczyła wszystkich, mówiąc: -„Jestem Maria Rudecka, córka Antoniego Grudnia praprawnuczka Jana Kowalskiego, który przyjął nazwisko nowe – Grudzień… Natomiast Ania Żabińska zaprezentowała „Gwiazdkowe przesłanie”: „Chciałabym Ci dać / gwiazdę betlejemską / szczerej sympatii / Cząstkę westchnień / połączyć w bukiety / oplecione wstęgami ramion…”. Tak rozpoczął swój utwór Robert Paweł Kamin: „Już słychać muzykę fletów pasterskich / To pięknem brzemienny dźwięk kolęd sielskich / Płynie przez Betlejem cudem uroczy / I nad naszą ziemią też się roztoczy…”. Regina Adamowicz, niejako podążając za Gwiazdą Przewodnią – Gwiazdą Przeznaczenia, swój wiersz tak zakończyła: „Aby się nie zgubić patrzę w niebo z trwogą / Podążam za Tobą codziennie z nadzieją / Że spotkam się z Bogiem w stajence w Betlejem”. A tak rozpoczął swój czterozwrotkowy utwór Władek Pitak: „przez ramy czarnych okularów / których ciężar wzrok już męczy / wpadł promyk wiary zza filarów / barwami pryskający tęczy…”. Swój wiersz tak kończył Kazik Gałkowski: „Bo świat powstał na nowo – Erą Maryi / dwa tysiące piętnaście lat temu / z Narodzeniem Zbawiciela – Bożego Syna / i w tej miłości niech z nami trwa i pozostanie”. Natomiast Irenka Wiercińska w swoje strofy wplotła życzenia: „Niech w przyjaznym, szczerym gronie / Znów zapłoną zagubione miłe nastroje / Aby wszystko „moje – twoje” / Oznaczało „my – nas dwoje i gromadnie” // A więc? / Zdrowia, szczęścia, pomyślności / Darów z Bożej łaskawości / I radosnych przygód wiele / Niech się na każdej drodze życia ściele”.

            I właśnie tym życzeniom, już po autoprezentacjach wierszy Brackich poetów, tego wieczoru nie było końca. Opłatkiem się łamano, obdarowywano całusami, w tle grały kolędy, wokoło pełno miłości, radości, życzliwości, wybaczenia… – po prostu magia, magia świąt Bożego Narodzenia!

 

 Znalezione obrazy dla zapytania gwiazda betlejemska zdjecia

 

PS  Cytowane fragmenty wierszy będą przedstawione w całości w kolejnym blogowym wpisie.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Życzenia bożonarodzeniowe...

sobota, 26 grudnia 2015 14:53

 

 

Z OKAZJI
ŚWIĄT
BOŻEGO NARODZENIA...

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotografie boże narodzenie

 

 

Odrzućmy waśnie
w Jezusowe narodziny.
Rozwijajmy

przewiązane kokardami
dziecięce marzenia.
Nieskalane
jak brzemienność Maryi.
Czyste
wiarą w Świętego Mikołaja.

 

 

życzy
Krajowe Bractwo Literackie
z
Koszalina

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania foto boże narodzenie

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy poetyckich treści…

środa, 23 grudnia 2015 1:28

 

 

JESIENNE WIERSZE

w

PRZEDDZIEŃ ZIMY

(część druga)

 

 

 

 

            -W tej części wiersze będą o tematyce dowolnej. – powiedział konferansjer Romek, na powitanie w dalszej części wieczorkowych autoprezentacji Brackich poetów -Mówiłem już wcześniej, że listopad jest takim miesiącem pogodowo raczej nie najciekawszym, że pogoda ma wpływ na to jak działamy, tworzymy, więc i te wiersze są takie jakby bardziej nastrojowe, nostalgiczne wręcz melancholijne. Postanowiłem więc, na przekór listopadowej słocie, ciut humoru w tenże wieczorek tchnąć.

            Tak sobie wymyśliłem… a że myślenie nie jest moją mocną stroną więc… Zresztą sami ocenicie. Po prostu każdą zapowiedź danego autora wiersza poprzedzę jakimś rekwizytem, który niejako związany będzie z treścią wiersza – bądź też z jego wykonawcą.

            No to do dzieła! – powiedział konferansjer Romek do piersi przypinając kotylion…

 

 

Renia Adamowicz

„Święto Niepodległości”

 

Kiedy jesienne opadają liście

Barwnym dywanem ścielą się pod nogi

Dzień jest szczególny i Polakom drogi

A świętowany bardzo uroczyście

 

Szumią chorągwie biało-czerwone

Z dumą łopocą pełne godności

To polskie święto Niepodległości

W Ojczyźnie wolnej od lat jest czczone

 

Trwają modlitwy w każdym kościele

Za Kraj Ojczysty i za poległych

W walce o wolność zginęło wielu

 

Lecz mamy Polskę Kraj Niepodległy

A dla potomnych Oni są znakiem

Jak kochać Polskę i być Polakiem

 

 

 

 

            Przy tym wierszu kotylion na piersi konferansjera Romka pozostał, zaś patriotyczny akcent wzmocnił on dodatkowo małą, biało-czerwoną chorągiewką.

            -A jak jest naprawdę z tym naszym patriotyzmem? – zadał retoryczne pytanie.  – Jak to wygląda, kiedy wypadałoby wyeksponować - na przykład. na 11 listopada - wywieszenie naszych barw narodowych. Otóż przeprowadzono niedawno taki uliczny sondaż i okazało się, że flagi wywiesza ponad 90 procent Polaków!

            Dziwne… W moim blokowisku, gdzie mieszka ponad dwieście rodzin, oprócz mojej na balkonowym parterzę - tylko jedna jeszcze powiewała, u pana Józka - sąsiada z czwartego piętra…

 

 

Ludmiła Raźniak „Niepodległa”

 

/autorka wiersza nie zezwoliła na jego publikację!/

 

 

 

 

            Do zapowiedzi tego utworu, konferansjer Romek pozbył się patriotycznych akcesoriów, zaś na szyi miał zawieszoną na żółtym tle wizytówkę z własnym imieniem i nazwiskiem…

            -Co prawda na żółtym papierze… ale nie, nie… to nie tak, jak niektórzy być może pomyśleli, że ja mam tzw. żółte papiery. Ja po prostu nie miałem białego brystolu i stąd ta żółć – zaczął się gęsto tłumaczyć. - Dla niedowiarków oto dowód… - pokazał kartkę żółtego brystolu z brakującym prostokącikiem wielkości owej wizytówki…

 

 

Roman Dopieralski

„Pierwszy po Bogu”

 

gdybym pierwszym był po Bogu

jak dalece bym się zmienił

czy swój lichy ludzki wizerunek

starałbym się wynieść pod niebiosa

 

w postaci swojej

pewnie skromność musiałbym odbudować

i inne odświeżyć jeszcze cnoty

by mieć coś po stronie zalet

z uciech wielu rezygnacja byłaby konieczna

 

pewnie bliźniego bardziej

miłować bym musiał

bo cóż to za pasterz

który stada swego nie tuli

 

jakim byłbym cenzorem

co puszczał w niezmienionej postaci

jakbym się odniósł do pijaństwa

co z narkotycznym dylematem bym zrobił

a zdrady, łajdactwa i tym podobne słabości

 

czy będąc pierwszym po Bogu

aniołem zemsty bym się mianował

i wpędzał ich wszystkich

w czeluście piekieł

 

kogo w czyśćcu bym lokował

przed kim bramę niebiańską otwierał

by na spotkanie ze stwórcą

miał szansę

 

a co z chęciami awansu

u śmiertelników pokusa to wielka

będąc u boku Pierwszego

nie pchałbym się przed szereg

niepodważalną czując jego władzę

czy pokora we mnie by się odezwała

a rozsądek z zachłannością zwyciężył

 

 

 

 

            Przy zapowiedzi tegoż wiersza konferansjer Romek wyciągnął w kierunku publiczności lewa rękę z maluteńką maskotką ośmiorniczką. Następnie prawą rękę z maskotką kurczakiem-piratem. Znaczyć to miało, że wiersz nieobecnej poetki ma przeczytać jej Bracki kolega. I jakież było zdziwienie, kiedy na scenę weszła dosyć dziwnie ubrana kobieta…

 

           

Irena Wiercińska

„Ułamki życia”

 

/wiersza brak/

 

 

 

 

            Kombinacje z maskotek, które wyrazić miały płeć poszczególnych osób, okazały się jednak trafne, bowiem utwór Ireny Wiercińskiej (maskotka ośmiorniczka symbolizująca w tym przypadku płeć piękną) przeczytał przebieraniec… a był nim – znany dobrze z upodobań do tego typu rzeczy – Kazik Gałkowski, któremu konferansjer Romek przyporządkował maskotkę kurczaka pirata …

            Do zapowiedzi kolejnego Brackiego poety, konferansjer Romek wyszedł z kapeluszem na głowie, co dla uczęszczających na nasze wieczorki poetyckie było oczywiste, że wystąpi…

            Ad-ventuus… - powiedział konferansjer Romek, otwierając słownik łacińsko-polski. – Ad-ventuus znaczy przybycie, zbliżanie się. Według słownika łacińsko-polskiego są dwa znaczenie tegoż wyrazu: a) nadciąganie, przymarsz  b) nadejście, początek.

            Zatem przymaszeruj tutaj na scenę - Andrzeju Pitaku - i daj początek swojemu wierszowi pt. „Adventus”…

            I stało się! Andrzej Pitak przymaszerował na scenę!!!

 

 

Andrzej Pitak

„Adentus”

 

czerwona socha

wrzyna się w witraże

jesiennego kościoła

na ołtarz pański

niby łaska

spłynął złocistosiny

zmarznięty liść z wysoka

gwiazdami leci kość

adwentowych pieśni

 

pod zimnymi schodami

na świat patrzy

on z rodu Dawida

kapłan dziejów

mój brat

 

gdy zesłałeś go Panie

było zimno na ziemi

padały deszcze

mnie matka

nie zrodziła jeszcze

nie moja w tym wina

że z grzechu Adama

ciałem jego miotały

strachu dreszcze

 

upadnie na ziemię twardą

jak ten liść zżółknięty

pod śniegiem zastanie go gnicie

śpiewem aniołów powita wiosnę

ze zmarłego ziarna

nowe zrodzi życie

 

padają liście skrwawione

na krzyż w adwencie

 

czy wiesz

że twoje serce spragnione

nie jest samo

w golgoty zamęcie

 

 

 

 

            Konferansjer Romek wychodzi na scenę i mówi: -Miałem wiele koncepcji na rekwizyt… Najpierw chciałem jakieś kilka gwiazdek ciapnąć na sufit… albo światła na sali wygasić… ale pomyślałem, że można to też w taki sposób wyrazić. – powiedział, zakładając ogromniaste okulary z przyciemnionymi szkłami

 

 

Ola Stoczyńska

„Za horyzontem noc wstaje”

 

/wiersza brak/

 

 

 

 

            Do zapowiedzi następnego wiersza, konferansjer Romek wyszedł obwieszony serduszkami i ze znaną już maskotką ośmiorniczką…

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Jestem przy Tobie”

 

/autorka utworu nie zezwoliła na jego publikację! Możemy jedynie zdradzić, że w treściach zawierał tęskną miłość jednej osoby do drugiej/

 

 

 

 

            Do tego wiersza konferansjer Romek wyszedł jakoś dziwnie zdeformowany. Kiedy się nachylił, na plecak miał garb pokaźnych rozmiarów. I w tej zgiętej pozycji zaczął swoją zapowiedź… -Kralicki Sneżnik, to najwyższy szczyt Grupy Śnieżnika w Sudetach Wschodnich na granicy z „Pepiczkami”. Wysokość: 1425 metrów… Przed państwem poeta, który nie tak dawno zdobył ów szczyt…

            Nastąpiła lekka konsternacja, kiedy na scenę – z pewnymi trudnościami - wszedł o kuli senior Janek.  –Jak on tego dokonał – powiedział niby do siebie konferansjer Romek…

 

 

Jan Wiśniewski

„Śnieżnik”

 

Wyniosły i dumny

trwasz

Przez lat miliony

wichry i deszcze

śniegi i słońce

w przemiennych cyklach

nieustannie rzeźbią twe oblicze

 

U twych stóp czas płynie

Lodowce

wojny

rozkwity

upadki

zmiany państw

wędrówki narodów

Ty z wysokości

ciągle królujesz

 

Czym jest dla ciebie ta chwila

w której

samotny wtargnąłem

w twoją odwieczność

 

Smagany wichrem lodowatym

strzępom myśli

przebłyskującym wśród mgieł

kształt nadać pragnę

i wyryć w sercu

by nie rozpierzchły się

w zgiełku życia

 

Przecież za chwilę

powrócę do krainy

teraz korzącej się u stóp

 

A ty

niezmiennie

trwać będziesz na wysokościach

 

 

 

            Po prezentacji utworu pana Jana, konferansjer Romek wyszedł na scenę, raz jeszcze się nagiął – eksponując ów garb – po czym usunął go sobie. W rękach dzierżył gumową piłkę z autografami wszystkich Brackich poetów. Następnie wziął zamach prawą nogą i piłkę wyekspediował w publiczność. Padła ona łupem młodzieńca, być może w przyszłości również Brackiego poety…

            -Literackie treści, jakie przygotowaliśmy na dzisiejszy wieczorek, który wprost nurzał się w listopadowej symfonii - zostały wyczerpane. Tak na koniec, mamy do Was – konferansjer Romek zwrócił się do publiczności - jeszcze jedną, bardzo, ale to bardzo gorącą prośbę… byście za miesiąc znowuż do nas zawitali.

            I oczywiście przyprowadzajcie na nasze wieczorki swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle serdecznie!!! Do zobaczenia i do usłyszenia w grudniu po południu!

            I nurzajcie się w tej listopadowej symfonii, której dni kilka jeszcze zostało! Taplajcie się w niej, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem białym przykryje te jesienne pejzaże!

            Do zobaczenia!

 

 

 

PS  A następny wpis, to już będzie o grudniowym wieczorku, który był nie mniej urokliwy od listopadowego… A może nawet bardziej?

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wiersze…

poniedziałek, 21 grudnia 2015 2:39

 

 

JESIENNE WIERSZE

w

PRZEDEDNIU ZIMY

 

 

 

            Na ostatnie wiersze z jesiennego wieczorku literackiego pt. „Listopadowa symfonia” – czas nadszedł. Podobnie jak w części pierwszej, tak i tutaj obrona jesieni zastosowana w wierszach Brackich poetów, jest kontynuowana. Zwłaszcza, że kolejny konferansjer, którym był Romek Dopieralski, w swoich zapowiedziach postawił zdecydowanie na humor. Najwyraźniej wyszedł z założenia, że skoro tego dnia aura nie dopisała, to tym bardziej nie należało dobijać licznie przybyłej publiczności smętną oprawą pięknych przecież wierszy.

            Do rzeczy! Oto wiersze Brackich poetów w scenariuszowej oprawie, czyli tak jak na owym wieczorku było…

 

 

            Witam serdecznie! W tej poetyckiej części utwory będą o tematyce dowolnej. Co tam poetom w duszy grało, to na papier przelali. A że listopad jest takim miesiącem, jak to za oknem widać – no, pogodowo raczej nie najciekawszy. A wiadomo, że pogoda ma wpływ na to jak działamy, tworzymy, więc i te wiersze są takie jakby bardziej nastrojowe, nostalgiczne wręcz melancholijne.

            Mam takie pytanie na początek: Kto był na poprzednim naszym wieczorku miesiąc temu w październiku? Pamiętacie zatem, że niektórym Brackim literatom zadawałem pytanie, czy jest poetą, czy rzemieślnikiem? I teraz mam zamiar wykorzystać to w listopadowym repertuarze.

            Jako pierwsza zacznie prezentację swojego utworu Bracka literatka, która na owe pytanie odpowiedziała, że jest pół poetką – pół rzemieślniczką. Oto Maria Rudecka i jej wiersz, który jest portretem miesiąca – wiersz pt. „Listopad”…

 

 

„Nachodzą mnie ponure, smętne listopady” –

wzdycha poeta, co do dębu porównał się przecie

a to mogłoby znaczyć, że wprost nie ma rady

na smutek, który ze mnie wynika na świecie.

 

A ja, Listopad, chciałbym te kłamstwa odwołać –

mówię odpowiedzialnie – uwierzcie mi, proszę,

opinii mojej dobrej odebrać nie zdoła

nikt, przekonam, że nie tylko smutki ja przynoszę.

 

To prawda, Świętem Zmarłych zaczynam swą drogę,

ale światło im niosę, blask – jasności nadzieję

i wspominać najlepiej chcę jak tylko mogę.

Widać, że nie zło tylko, lecz i dobro przeze mnie się dzieje.

 

A co? Tu, w Polsce każdy natychmiast odpowie,

kiedy dzień jedenasty mój z pamięci przywoła,

bicie dzwonów radości, co Ojczyźnie zdrowie,

życie wróciła. Jaka pieśń, pean jaki zdoła,

jaki hymn? Może tylko mógłby „Magnificat”?

niepodległość wyśpiewać i Bogu podziękę

za ten jeden dzień piękny – skończoną udrękę.

Pomnego tego faktu radość na wskroś mnie przenika.

 

Świadomy tych jasnych proszę o wyrozumiałość

w ocenianiu mnie – inaczej nawet nie wypada –

i sam nie chcę przez pewną wrodzoną nieśmiałość.

O sprawiedliwość mogę chyba prosić:

Brońcie Państwo mnie, czyli Listopada.

 

 

 

 

            Następna nasza wykonawczyni wiersza na owo pytanie odparła słowami Stachury, mówiąc że wszystko jest poezją. Oto Krysia Pilecka i jej utwór pt. „Symbioza”…

 

 

Symbioza rozerwana…

ciepła bliskość i oddech w słuchawce

… była jeszcze wczoraj –

została na stacji pożegnań

melodią szyn

niewidzialnym dotykiem anioła

i…

otwartym oknem przyjaźni

nieskończonej

uśmiech zagadkowy poranka

bez wzruszeń bez przywołań

 

Bezsilnością wtopioną w ciszę

w oprawie nocy i dni ukryta

zaszufladkowana…

 

 

 

 

            Kolejny wykonawca uważa się za poetę i wzoruje na Mickiewiczu. Dopowiedział jeszcze, że w Krakowie – skąd pochodzi – nie rymował w swoich utworach. Zaczął dopiero na Ziemi Koszalińskiej.

            Ten wiersz Piotra Jerzego Kawy jest oczywiście również rymowany, a jego tytuł brzmi „Pragnienie i pokusa”…

 

/wiersza brak/

 

 

            Ta Bracka literatka uważa się nie tylko za poetką, ale również za artystkę, bowiem rękodzielnictwo jest jej pasją. Przed państwem poetka i artystka w jednej osobie. Oto dowód! Ten wieczorkowy plakat przecudnej urody jest jej autorstwa.  Renia Wojniłowicz z utworem zatytułowanym „Przywrócić nadzieję”…

 

Jak z bagażem życia iść

Z każdym dniem jest trudniejsze

Ciężar przez lata gromadzony

wpędza w niemoc

 

Zwieszona głowa, smutne oczy

I serce boli, że

nie ma nadziei i wiary

która czyni cuda

 

A gdyby choć na chwilę

oderwać oczy od siebie

O innych pomyśleć

Oni też swój garb dźwigają

 

I zmienić swoje negatywne myślenie

W barwniejsze przyodziać się kolory

Dojrzeć błysk na niebie

który na nowo rozpromieni

 

 

 

 

            Ten poeta uważa się za poetę, gdyż swoje utwory pisze od ręki i nie poprawia ich w nieskończoność – takiej udzielił odpowiedzi na pytanie, czy jest poetą - czy też rzemieślnikiem. On, podobnie jak Piotrek Kawa, także wzoruje się na Mickiewiczu i robi to tak dobrze, że praktycznie pisze jak Mickiewicz. Dlatego też nazywamy go w swoim gronie „Brackim Mickiewiczem”. Mało tego, on do tego stopnia jest zafascynowany naszym wieszczem Adamem, że nawet wiersze o nim tworzy

            I oto tego dowód. Robert Paweł Kamin w utworze pt. „Dwór Pana Tadeusza”…

 

/wiersza brak/

 

 

            Następna nasza Bracka literatka… Literatka? Jakoś dziwnie mi to zabrzmiało… „Bracka literatka”, to tak jakbym o poecie powiedział np. „Bracki kieliszek”… Kiedyś w literatkach piło się wodę sodową… Ale powróćmy do poezji.

            No więc – ta… literatka… - do pytania podeszła niezwykle ambitnie, bowiem do zdecydowanej odpowiedzi, że oczywiście jest poetką – dołożyła wiersz napisany na przysłowiowym kolanie, na chwilę przed udzieleniem odpowiedzi. Czym oczywiście przekonała wszystkich, że udzieliła odpowiedzi jak najbardziej prawidłowej.

            Oto Bracka szklanka… oj, pardon… Bracka literatka oczywiście, Helena Szymko i jej utwór pt. „Jak kropla bursztynu”…

 

Miłość prawdziwa

kryje w sobie piękno

minionego czasu

barwiąc tęczą obrazy

wyśnionych przeżytych

najpiękniejszych chwil

 

jak kropla bursztynu

tuli w sobie mikroskopijne

cząsteczki przeszłości

tak miłość prawdziwa

wypełnia nas bujnością

doznań i przeżyć

pozostawiają w naszych sercach

wiecznie nieśmiertelną

 

 

 

            Zostawiamy na chwilę poetyckie treści - i by złapać oddech przed kolejną porcją Brackich autoprezentacji – przedstawimy Bracki Humor, czyli „Fraszki Zosi Zawilskiej w klimacie wyborczej kiełbasy”

 

 

 

/Konferansjer Romek D. do Zosiowych fraszek dołożył komentarz i zrobił z siebie narratora tegoż humorystycznego spektaklu, zaś fraszki odczytywała Bracka poetka, Renia Wojniłowicz. Oto tego efekty…/

 

 

 

Kolejna polityczna karuzela już za nami i od 25 października mamy nowy rząd. I właśnie ta nowa władza, u co niektórych wywołuje już flustracje. Jedni się martwią, czy ich  wyrzucą, czy  nie wyrzucą, inni już zaczynają magazynować konserwy w swoich piwnicach. Narzuca się zatem pytanie: Dlaczego ten stary parlament nie utrzymał się u steru?! Może dlatego, że…

 

Czart rozkręcił karuzelę

Już zajęte miejsca wszystkie

Afera goni aferę

Aferzysta ściga aferzystę

 

A jak było, gdy częstowano nas wyborczą kiełbasą? Jaką strategię obierali potencjalni kandydaci do sejmu i senatu?

 

Żeby zdobyć władzę

Jakoś se poradzę

Później mi zostanie

Już tylko przetrwanie

 

Czy raz jeszcze okaże się, że…

 

Gdy ma być wybrany

Przyłóż go do rany

Gdy mandat otrzyma

Zaraz się wypina

 

Jak to mówią – „już po ptokach”. Mamy nowy parlament, nowy rząd z Beatą Szydło na czele. Będzie jak przed wyborami? Jakie są prognozy?

 

Emigracji zarobkowej

Wolną drogę na świat dano

Lekarze pewnie wyjadą

Grabarze chyba zostaną

 

A co z władzą ludu?

 

Tak się ma władza ludu

Do zwierzchniej władzy polskiej

Jak laska kulawego

Do laski marszałkowskiej

 

To może przynajmniej zmniejszy się w dystans dzielący nas od świetlanej przyszłości i będziemy mieć drugą Irlandię?!

 

Przyszłość jest taka świetlana

A teraźniejszość mrok oplata

Bo od świetlanej przyszłości

Dzielą nas świetlne lata

 

Jednak, co by nie było – Polak optymistą jest i basta! I z największych nawet dylematów, zawsze jakąś naukę wyciągnąć potrafi…

 

Jest on dziwnie odważny

Nie boi się szkody ni straty

Wie, że po szkodzie jest mądry

i chce być w tę mądrość bogaty

 

A oto fraszka podsumowująca…

 

Nie marudź, nie narzekaj

Że jest pogoda nieładna

Bo zawsze, co by nie było

Lepsza jest taka, niż żadna

 

-To był tak zwany„Humor Bracki”. - powiedział konferansjer Romek vel narrator tejże scenki rodzajowej - Były to fraszki naszej najwybitniejszej humorystki w dziejach naszego Bractwa, Zosi Zawilskiej!  Niestety, Zosia już w Bractwie się nie udziela, co jest dla nas niepowetowaną stratą. Na nasze szczęście mamy zgodę na korzystanie z jej tekstów do woli! Co niniejszym czynimy...

 

 

PS W kolejnym blogowym wpisie będzie kontynuacja jesiennej poezji i zarazem jej ostatnia część. Okraszona oczywiście zapowiedziami konferansjera Romka D.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka D …

sobota, 05 grudnia 2015 3:31

 

 

PROZA, KTÓRA

co

MIESIĄC w POEZJĘ

się

WKRADA…

(felieton)

 

 

 

          Co miesiąc Romek D. dziobie te swoje prozatorskie formy. W ich ilości zbliża się już do siedemdziesiątki. I dopiero przy tym sześćdziesiątym siódmym, dostał w końcu pochwałę. Bracka poetka, Maria Rudecka - ongiś polonistka w koszalińskim "Bronku" - powiedziała: "Romek, to twój najlepszy dotychczasowy felieton. Musisz mi go zadedykować".

          No cóż, morał z tego taki, że warto tak te felietony dziobać i dziobać, by w końcu coś takiego usłyszeć...

          Oto felieton w pełnej krasie i w takiej formie, w jakiej został odczytany na wieczorku. Tytuł wieczorkowy zawężony był do listopada. zaś autor felietonu rozbudował go do całej jesieni.

          A zatem przyjemnej lektury...

 

 

 

Symfonia jesieni

            Jesień jest jak symfonia, gdzie utwór muzyczny przeznaczony na orkiestrę ma formę cyklu sonatowego, obejmującego zwykle cztery części. Każda z nich w określony sposób podporządkowana jest tematowi melodycznemu i ma wspólną tonację. Różni się jednak charakterem i tempem.

            I taka właśnie jest jesień, kiedy w części pierwszej nie wzięła jeszcze rozbratu z latem. Słońce nadal ją dopieszcza, choć liście już zatracają swą soczystą zieleń i żółć, niczym muzyczny poemat, wkrada się w jej pielesze. Kiedy dołącza czerwień i brązu wszelakie odcienie, symfonii rozpoczyna się część druga.

            Temat melodyczny jesieni jest zachowany, ale w charakterze się zmienia. Dyrygent jakby wiatry bardziej rozniecił i deszczu werbel coraz głośniejszy na parapecie. Jednak, jak przed burzą cisza nastaje, tak i w słotną symfonie wkrada się promień. To babie lato preludium swe rozpoczyna. Pajęcze nici, jak w zapisie nutowym, mkną w przestworzach batutą wiatru pchane. Krótka pająków aria - krótki ich występ solowy. Bowiem bohaterowie części trzeciej tego muzycznego spektaklu na swój występ już czekają.

            Symfonia jesienna wzmacnia swe tempo. Nad naszymi głowami orkiestry łopot skrzydeł coraz donośniejszy. Ptasie klucze w cieplejsze rejestry partytury podążają. I kiedy w tym jesiennym koncercie drzewom liści zbraknie, a słonecznej harfie coraz trudniej przedrzeć się przez dęte instrumenty chmur, przychodzi czas na jego część czwartą - ostateczną niejako.

            To listopad już na samym początku w zniczach uwerturę swą skrywa. W cieniu krzyży czeka na dyrygenta, a gdy zapałki skier rozbłyśnie, woskowany knot pierwsze zaczyna grać skrzypce. I ożywają milczące cmentarne kwatery. Połyskują na nich z nut ogniki. Bo to nasza pamięć o lokatorach niemych mogił ten epilog jesiennej symfonii współtworzy.

            Zatem z czterech części jesienna symfonia się składa. Można w zachwycie słuchać ją bez końca, a jej współbrzmienie – jest wprost nie do opisania.

 (Roman Dopieralski)

 

 

 

PS  Kolejny wpis, to będzie kontynuacja wieczorkowej poezji, jaka w listopadzie u Brackich się wydarzyła. A będzie zabawnie, będzie fikuśnie, bo konferansjer powydziwiał nieco w swoim wieczorkowym scenariuszu. Któż to taki, tenże konferansjer? Co by nie nadużywać jego imienia i nazwiska, możemy jedynie zdradzić jego inicjały: R. D.’

            Gdyby do tych inicjałów dodać „P”, można by to odczytać jako: Rejon Dróg Publicznych. Czy ów Bracki prozaik ma coś do czynienia z RDP? Może jedynie to, że od czasu do czasu, na swoich szczudełkach,  jakieś tam drogi wydeptuje…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Listopadowa poezja Brackich…

czwartek, 03 grudnia 2015 3:31

 

 

SYMFONIA WIERSZY

BRACKICH POETÓW

 (część I)

 

 

            „Listopadowa symfonia” – tak brzmiał tytuł wieczorku literackiego. Tytuł piękny, na poły jesienno-muzyczny. W wykonaniu Brackich poetów: muzyczno-jesienno-humorystyczno-liryczny. Tak się utarło, że piękne jest lato, wiosna ze swoją świeżością, porządna zima z białą puszystością i niekoniecznie piękna jest jesień z deszczową aurą i sygnałem, że coś się kończy. Przecież nawet mówi się o „jesieni życia” i raczej nie ma w tym optymistycznego zabarwienia.

            Dlaczego właśnie jesień upatrzono sobie, kiedy chce się powiedzieć o jakimś zmierzchu czegoś, albo chcemy zaakcentować, że coś się właśnie definitywnie kończy. Wtedy jak nic – sięgamy po zwrot typu „jesień”. Czy to aby właściwe podejście? Czy sprawiedliwe to wobec jesieni?

            A może jesień – tak jak  inne pory roku – coś właśnie zwiastuje nowego, niepowtarzalnego. Po prostu coś! A może jesień padła ofiarą pewnego stereotypu, że zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny. Bo tak na zdrowy rozsądek, to we wszystkich porach roku są te tzw. dobre i złe dni. Wiosną potrafi nieźle zmrozić, że drzewa później nie chcą owocować. Ale któżby winił ją za to, skoro właśnie wiosną budzi się przyroda do życia. I nie wiadomo jak by było, ona i tak ze snu zbudzić się musi – takie są odwieczne prawa natury. Zaś latem niekiedy pogoda jest tak fatalna, że jesienią takiej nie uraczysz. Ale wystarczy, że przez kilka dni poświeci słonko i lato odzyskuje swoje dobre imię. Natomiast jaka będzie zima - zawsze trudno przewidzieć. Nieraz już na jesieni mróz skuje wszystko, co tylko ma w sobie choćby odrobinę wody, a innym razem taka prawdziwa zima zaczyna się dopiero grubo po Nowym Roku i trzyma przez pół wiosny. Ale gdzieżby zimę krytykować. Zima to zima i już!

            Co innego jesień. Ona już na wstępie ma przegrane, bo tęsknota za latem jest tak wielka, że co by jesień nie zrobiła – sympatii naszej sobie nie zaskarbi. A kiedy się już kończy – też oddychamy z ulgą, że oto zima w końcu nastanie i wymrozi te wszystkie bakterie i mszaki, jakie jesień rzekomo naprodukowała.

            Jednak Braccy literaci jakby wzięli jesień w obronę. Nawet u jej schyłku, czyli w listopadzie – potworzyli piękne o niej wiersze. I całkiem słusznie, bo we wszystkim można dojrzeć piękno, jeżeli tylko się chce i nie ulegnie utartym stereotypom. Tego piękna jesień nie ma wcale mniej od innych pór roku. Bo któż może poszczycić się taką gamą kolorów w przyrodzie. Babiego lata nie uraczysz przecież o innej porze roku, a te ptasie klucze na niebie nie są wcale brzydsze od tych wiosennych. Jedynie w przeciwnym kierunku podążają.

            Wiele przykładów można by jeszcze podać, argumentując nimi wspaniałość jesieni. My – poeci Krajowego Bractwa Literackiego – wierszem stajemy w obronie jesieni! Oto tego przykłady , gdzie podczas listopadowego wieczorku, Krysia Pilecka, zapowiadała kolejnych wykonawców, którzy ukazali listopadową jesień w jej pełnej i niepowtarzalnej krasie…

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Listopadowe nastroje”

 

Jesień nadeszła smutkiem brzemienna

Odeszły piękne dni lata

Wiatr gra melodię tęskną jesienną

Listopadową sonatę

 

Liście wiatr zrywa i poniewiera

One bezsilne łzy ronią

W takt przemijania czas im umierać

Z listopadową symfonią

 

Spadają liście w tańcu i śpiewie

Żółte brązowe i rude

Wiatr im przygrywa na każdym drzewie

Listopadową etiudę

 

Z cichą melodią wiatr się unosi

Nad nekropolią – nad tym co było

I o modlitwę żyjących prosi

O pamięć nad każdą mogiłą

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Uwerturą głaskane mogiły”

 

uwertura listopada skrywa się w zniczach

w cieniu krzyży czeka na dyrygenta

zapałki skier preludium rozpoczyna

woskowany knot pierwsze gra skrzypce

 

i połyskują na mogiłach ogniki

ożywają milczące cmentarne kwatery

wszyscy słuchaczami są tego spektaklu

nawet oni, którym przestało już bić serce

 

póty istnienie ich wiekuiste

póki płoną na ich grobach znicze

póki stanie przy nich ktoś kochający

i mrok zapałczaną batutą rozgoni

 

pomodli się ów dyskretnie

o milczącym wspomni dobre chwile

któremu pod tym nagrobnym spodem

bić już przestało kochające serce

 

i łzę uroni ów perlistą

nawet, jeżeli coś nie tak było

w żart niewinny obróci – nie wypada

o lokatorach niemych kwater mówić źle

 

pamięć symfonię współtworzy jesienną

w zniczach jej roziskrzone są nuty

uwerturą listopada głaskane ich mogiły

choć już przestało bić ich serce

 

 

 

 

Ola Stroczyńska

„Symfonią snu otulona”

 

Otulasz mnie snem

bez barw

bez kolorów

bez grafiki.

Na pewno wiem, że to Ty

Otulasz kokonem ciszy,

spokojem,

nieobecnością,

niebytem,

nieistnieniem,

ukojeniem,

błogą nieświadomością.

Wyzwalasz duszę z ciała.

Ciało odpoczywa w niemocy

Tak noc po nocy

Taki sen przed tym ostatnim,

Jakbyś mnie do niego przygotowywał.

Jestem ci ciałem i duszą posłuszna,

uległa.

Przykryta kołderką Twoich myśli.

Łagodnie wtulam głowę w ramiona.

Z ostatnim westchnieniem tęsknoty

zapadam w szarą mgłę.

Niczego nie śniąc

śpię.

Otwieram oczy szeroko, przytomnie.

Jakby ten czas snu nie istniał.

Wracam przytomnością

przykuta zdziwieniem. I wiem,

Zawsze to wiem,

że chociaż ułamek tyciuteńki,

a może mniej –

Twoja myśl  przy mnie była.

Raduję się uśmiechem

i zapamiętaniem

tego niczego do pamiętania.

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Kres Jesieni”

 

Wszystko przemija, jesień nadchodzi

Łabędź zimowy po stawie brodzi

Klon już się pali złotem ognistym

I dąb usypia listowiem krwistym

 

Wszystko przemija, jesień już w pełni

Prawom przyrody jesteśmy wierni

Żegna się z nami senna mimoza

Bez liści naga chyli się brzoza

 

Wszystko przemija, jesień odchodzi

Rybak łososia wciąga do łodzi

Morze go pieści czułkami swymi

I zapowiada nadejście zimy

 

Wszystko przemija, jesień odeszła

Nad moczarami mgła się rozpierzchła

Lecz wkrótce zabrzmi pieśń ma radosna

I wieczna tutaj zakwitnie wiosna

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Przy zbiorowej mogile”

 

Nigdy Cię nie widziałam, kochany Tatusiu,

choć żyłeś jeszcze, kiedy się urodziłam.

Żły czas do wyjścia z domu wcześniej Cię przymusi…ł.

Na Twoją fotografię jak na święty obrazek patrzyłam.

W liście pisałeś: „Taki ciekaw jestem Lusi.

Dziękuję, Jadziu, opiekuj się najlepiej jak możesz.

Wiosną się ta okropna wojna skończyć musi.

Zaraz będę chciał wrócić, w maju, w czerwcu najpóźniej – Daj Boże.

 

Wiem jak pragnąłeś wrócić, Tatku, do żony, nas dzieci

Do mnie, Twojej najmłodszej, zupełnie nieznanej.

Dziś nad miejscem spoczynku słońce jasne świeci

I widzę Twoje imię, nazwisko wypisane.

 

Nie widziałam Cię nigdy, Kochany Tatusiu.

Na podstawie zdjęć, wspomnień sobie wyobrażam.

Bój o zdobycie Wału Pomorskiego tu Cię zostać zmusił –

Dlatego nadal widzę Ciebie jak postać z ołtarza.

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Miesiąc kroplami dżdżu spajany”

 

             Motto: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…”

                                                                                  (Leopold Staff)

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A liście drzew wczoraj zaledwie przybrawszy

Szatę wielobarwne płomienno-złocistą

By olśnienia chwilą obdarzyć przechodnia

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A nad cmentarzami łagodna poświata

Będąc echem łuny z rozbłysłych w Dniu Zmarłych

Niezliczonych zniczy wokół grobów bliskich

Chcąc utrwalić pamięć nie ulega mrokom

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A przed pomnikami na placach odświętność

W Dniu Odrodzenia Polski przed niemalże wiekiem

Zgromadzone tłumy flagi defilady

I dęte orkiestry i mowy i salwy

 

Te tłumy choć może często niezbyt liczne

I jak w latach owych na co dzień skłócone

A nie to co łączy nas pielęgnujące

W tym dniu ciągle tu są i ich nie zniechęca

O szyby deszcz dzwoniąc deszcz dzwoniąc jesienny

 

O szyby dzwoniący deszcz późnojesienny

Może się niebawem w śnieżny puch przerodzić

Swą bielą gaszący porę wielobarwną

Lecz może łaskawie dać pożółkłym liściom

Chwile pożegnania ozłocone słońcem

 

 

 

 

Zdzisław Grzanowicz

„Jesień i pamięć”

 

Za oknami szarówka i deszcz siąpi

Jesień nostalgii nam nie skąpi

Na cmentarnych mogiłach migają lampiony

To za czas miniony

Czcijmy pamięć o tych, co polegli na polu chwały

Tych co w maciejówkach niepodległość wykuwali

I tych co z ruin kraj odgruzowywali

Tych spod Lenino

I tych spod Monte Cassino

Wszak krew w nich jednakowa

I nie są to puste słowa

Na szczytach władzy kłótnie

A nam w listopadzie jest smutnie

My o naszych bohaterach zawsze pamiętajmy

I na bezimiennych mogiłach żołnierzy

I kolegów znicze stawiajmy

Wszak się to należy

Cześć Im i chwała

 

 

 

PS  I co? Braccy poeci przekonali, że jesień niekoniecznie musi być tym niechcianym miesiącem? W następnym wpisie będzie kontynuacja gloryfikująca jesień. Tym razem proza Romka D. w felietonowych treściach ukaże jesień taką, jaka jest naprawdę. A jaka ona jest? Zajrzyjcie ponownie na nasz dziennik sieciowy, który z angielska blogiem się zowie, to się przekonacie. No to do następnego…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Biesiada literacka u Brackich…

poniedziałek, 30 listopada 2015 0:00

 

 

LISTOPADOWA SYMFONIA

w

WIERSZACH ZAWARTA

(reportaż)

 

 

 

            Listopad to z reguły jesienna słota do kwadratu, kiedy słońca jak na lekarstwo i do uśmiechu nam jakoś nie po drodze. Pogodowa aura wpędza więc w apatię, stanem naszej duszy rozporządza melancholia, a nostalgia za latem osiąga punkt kulminacyjny. Wtedy najlepiej udać się na comiesięczny wieczorek literacki, który w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” organizują poeci z Krajowego Bractwa Literackiego. Oni najbardziej nawet stroskaną duszyczkę potrafią swoją twórczością pocieszyć, zainteresować i do działania zainspirować.

            Nie inaczej działo się i tym razem. Hasłem przewodnim literackiej biesiady były listopadowe klimaty. I choć one są jakie są, to przynajmniej przez te dwie godziny wszyscy obecni nie przejmowali się tym, że za oknem hulał jesienny wiatr, było zimno, wilgotno – wręcz ponuro. Bowiem na scenie co rusz działo się coś nowego. A to poezja płynęła gładko jak szemrzący strumyk w rozgwieżdżoną letnią noc. A to felietonowa proza przedstawiała listopadową symfonię w taki sposób, że jesień można by uznać za najpiękniejszą porę roku. Być może tak jest faktycznie? Natomiast w muzycznych przerywnikach pomiędzy literackimi treściami, uczniowie z budowlanego technikum swoim śpiewem uwrażliwiali słuchowe bodźce wiernej Brackiej publiczności. Znalazło się nawet miejsce na scenkę rodzajową, podsumowującą w sposób niezwykle humorystyczny październikowe wybory parlamentarne.

            Wieczorek zatytułowany „Listopadowa symfonia” rozpoczął się felietonem Romka Dopieralskiego. W swojej prozie sprowadził on jesień do tytułowej symfonii i wedle muzycznych reguł przedstawił ją w czterech odsłonach. Pierwszą część umieścił w słonecznej scenerii, kiedy jesienna zieleń zaczyna powoli zatracać swoją soczystość. W drugiej nieco zmienił jej charakter, przyodziewając ją w wiatry i deszcze, zahaczając o pajęcze nici babiego lata. W trzeciej części jego jesienna symfonia wzmocniła tempo, by ukazać łopot skrzydeł ptasich kluczy podążających w cieplejsze klimaty. Finalną część czwartą zamknął uwerturą listopada, która w zniczach się skrywa.

            W poetyckiej części pierwszej Braccy literaci prezentowali swoje utwory przyporządkowane wieczorkowemu tytułowi. Helena Szymko tak rozpoczęła wiersz: „szelestem liści tańczy na wietrze / szmerem wody zadziwia w strumieniach / jakby chciała, by ją zapamiętano / i pozostać w naszych marzeniach / już nie tak ciepła, słoneczna, złocista / ale wietrzna i bardziej szara / owiana smutkiem, zimna i dżdżysta”. Regina Adamowicz w swoim utworze skoncentrowała się na dniu zadusznym: „Z cichą melodią wiatr się unosi / Nad nekropolią – nad tym co było / I o modlitwę żyjących prosi / O pamięć nad każdą mogiłą”. Janek Wiśniewski wers inicjujący do swojego utworu zapożyczył od Leopolda Staffa „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…” - „a przed pomnikami na placach odświętność / w Dniu Odrodzenia Polski przed niemalże wiekiem / zgromadzone tłumy flagi defilady / i dęte orkiestry i mowy i salwy”. Tak rymował Robert Paweł Kamin: „Wszystko przemija, jesień już w pełni / Prawom przyrody jesteśmy wierni / Żegna się z nami senna mimoza / Bez liści naga chyli się brzoza”. Natomiast Grażyna Piekarewicz, zachwycona listopadowym pejzażem, takie spłodziła słowa: „Na obrzeżach nieba moje zamyślenia, moje zapatrzenia / Marzenia skryte w płaszczu lśniących kasztanów / Zachwycają jesienne liście. Fascynują ich podniebne akrobacje / Łączą się ze sobą, wirują / jak ptaki gdzieś odlatują. Magicznym podmuchem z gracją w dół spadają”.

            W części drugiej poetyckich treści tematyka utworów była dowolna. Tradycyjnie już, Maria Rudecka sportretowała dany miesiąc: „Nachodzą mnie ponure, smętne listopady / wzdycha poeta, co do dębu porównał się przecie / a to mogłoby znaczyć, że wprost nie ma rady / na smutek, który ze mnie wynika na świecie // A ja, Listopad, chciałbym te kłamstwa odwołać / mówię odpowiedzialnie – uwierzcie mi, proszę, / opinii mojej dobrej odebrać nie zdoła / nikt, przekonam, że nie tylko smutki ja przynoszę”. Renia Wojniłowicz wiersz zaczęła pesymistycznie: „Zwieszona głowa, smutne oczy / i serce tak boli, że / nie ma już nadziei i wiary / która czyni cuda”, by w ostatniej zwrotce tą nadzieję jednak przywrócić: „Zmienić swoje negatywne myślenie / w barwniejsze przyodziać się kolory / dojrzeć błysk na niebie / który na nowo rozpromieni”. Andrzej Pitak tak rozpoczął swój utwór: „czerwona socha / wrzyna się w witraże / jesiennego kościoła / na ołtarz pański / niby łaska / spłynął złocisto-siny / zmarznięty liść z wysoka / gwiazdami leci kiść / adwentowych pieśni”. Romek Dopieralski w swoich wersach dość odważnie dywagował: „gdybym pierwszym był po Bogu / jak dalece bym się zmienił / czy swój lichy ludzki wizerunek / starałbym się wynieść pod niebiosa // w postaci swojej / pewnie skromność musiałbym odbudować / i inne odświeżyć jeszcze cnoty / by mieć coś po stronie zalet / z uciech wielu rezygnacja byłaby konieczna”. Zaś poetyckie zmagania zakończył Janek Wiśniewski, który na gorąco spisał swoje doznania, kiedy zdobywał najwyższy szczyt Grupy Śnieżnika w Sudetach Wschodnich: „Wyniosły i dumny / trwasz / Przez lat miliony / wichry i deszcze / śniegi i słońce / w przemiennych cyklach / nieustannie rzeźbią twe oblicze”.

 

 

PS  Fragmenty wierszy Brackich poetów, które w tymże reportażu są cytowane, niebawem zaprezentujemy w całości.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy wieczorkowej poezji…

piątek, 20 listopada 2015 0:01

 

 

WIERSZE

w

KOLORACH JESIENI

/część druga/

 

 

 

            W tej części wieczorkowych treści wierszowanych tematyka była dowolna. Poprowadził ją Romek Dopieralski.

            Oto wieczorkowy scenariusz Romka D. - wierne odtworzenie tego, co w siedzibie Bractwa Literackiego się działo, czyli w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”…

 

 

 

            Witam serdecznie! Cisza wyborcza minęła… zakaz agitacji i podawania sondaży już nie obowiązuje, wobec tego przeprowadziłem taki prywatny  sondaż… i z niego wynikło, że najlepiej będzie jak to właśnie ja poprowadzę dalszą część w której swoje wiersze będą czytać Braccy poeci.

            Jeszcze tylko tak się nieskromnie pochwalę… ale to już tak na marginesie, że otrzymałem wynik znacznie lepszy od partii „Razem”, bo ja przekroczyłem próg 5-cio procentowy. No cóż, okazuje się, że „razem”  w polityce, to niekoniecznie musi być lepiej.

            Natomiast w przypadku naszego Bractwa Literackiego – „razem” nabiera znaczenia wybitnie pozytywnego, bowiem już od kilkunastu lat prezentujemy przed Państwem naszą twórczość i jak widać, nasi wierni słuchacze – nadal tymi wiernymi pozostają!

            I za to z całego serca – a nawet wątroby – dziękujemy Wam bardzo, bardzo gorąco!!!

 

            A teraz przechodzimy zgrabnie do poezji… Za chwilę scena wypełni się Brackimi literatami. Co niektórzy będą sobie siedzieć na krzesełku, inni postoją, a jeszcze inni usiądą na tym oto podeście. Jednym słowem stworzymy taką poetycką inscenizację!

            Zatem zapraszam Brackich poetów! Zajmujcie swoje literacko-strategiczne pozycje, by móc zaprezentować swoje utwory. Jeszcze tylko napomknę, że tematyka utworów w tej części jest dowolna…

 

            Zacznie nestorka naszego Bractwa i jak na nestorkę przystało, siedzi sobie wygodnie na krzesełku – Regina Adamowicz i jej wiersz  pt. „Inny świat”…

 

Odchodzą dni godziny sekundy

zegar życia odmierza czas

ciszą wypełnione dni

zapadają się w przeszłość

 

Obok tworzy się inny świat

tkwię w nim a on się zmienia

po bliskich jeszcze czuję ślad

pamięci a Ziemia

wciąż się kręci

 

I naprzód Ida pokolenia

wnosząc nowy porządek

nowe obyczaje

 

Mój świat kochany świat

zostaje nie nadąża

nostalgicznie cofa się

wstecz

to jest już przedsmak

przemijania

 

 

 

            Teraz przechodzę do Jana Wiśniewskiego, który w naszej poetyckiej inscenizacji przyjął pozycję stojącą. Jan zaprezentuje utwór pt. „U grobu błogosławionego księdza Jerzego”…

 

Blok granitowy w kształcie krzyża

narzutowe głazy łańcuchem skute w różaniec

i nieco wypukła zieleń jako tło

To miejsce spoczynku księdza Jerzego

tuż przy świętego Stanisława kościele

który tak rozsławił

 

To tu na Żoliborzu rozkwitał heroizm kapłana

gdy nadszedł CZAS

Czas próby i świadectwa

Tu wątłość ciała przestała być przeszkodą

dla ducha podnoszącego z kolan tłumy

Tłumy łaknące słowa jako drogowskazu

jako latarni pośród mroku

latarni odpędzającej w mrok zwątpienie

 

Gdy nadszedł Jego Czas

kamień do nóg uwiązany pomógł oprawcom

zepchnąć ciało w głębię otchłani

aby mógł zostać z niej wyniesiony

w męczeńską świętość

 

Dziś podziemie świątyni

w której nauczał błogosławiony ksiądz Jerzy

wypełnione pamiątkami po nim

i czasach których stał się symbolem

unaocznia konieczność dziękczynnych modłów

za teraźniejszość

mimo jej nie kończących się ułomności

 

A mnie mieszkańca Koszalina zaskoczył mile

w dość poczesnym miejscu tu umieszczony

niewielki transparent biało – czerwony

o treści „Przysięgamy

mówić do końca żyć dla początku

Solidarność Koszalin 84”

 

 

 

            A teraz jestem przy takiej swoistej kombinacji scenicznej stojąco - stojącej. Na schodku stoi autorka utworu pt. „Nadmorskie krajobrazy” – Grażynka Piekarewicz, a nieco niżej ponętną pozycję przyjęła nasza niezwykle atrakcyjna Krysia Pilecka, która ów wiersz przeczyta…

 

/wiersza brak/

 

 

 

            Niekiedy się zdarza, że inscenizator wychodzi poza zasięg swojego działania i też bierze udział w spektaklu. Ta sytuacja teraz właśnie nastąpi.

            Krzesła są już zajęte, osób stojących jest wystarczająca ilość, więc dla siebie wymyśliłem, że przysiądę na tymże konferansjerskim stoliku. Przed państwem konferansjer, czyli „antraktowa papla” przemieniony w lektora - Romek Dopieralski i jego wiersz pt. „Słońce w betonie”…

 

nie dostrzegając słońca

spacerujemy po ruchomych schodach

w betonowych przestrzeniach

z plastikowych wyjadamy misek

z nawyku trzymamy się za ręce

głowa niby w chmurach

ale nie widzimy gwiazd

i czekamy w sterylnej pościeli

zanim pastylka na sen

zakończy kolejny udany niby dzień

 

naprędce dopijamy poranną kawę

napięty harmonogram nas popędza

w pracy jak co dzień

wyczekiwany nadchodzi kolejny weekend

grilowane dopiekają się mięsiwa

po brodzie spływa ich tłuszcz

z przyjaciółmi internetowe rozmowy

lukrowanym serialem wypełniamy ciszę

na ścianach w obrazkach uśmiechnięta rodzina

mija kolejna udana niby godzina

 

a słońce jest nad głowę

w tym pędzie się zatrzymać

by w jego cieple się otworzyć

i z rozgaworzoną rodziną przy stole

nasycać się schabowym z kapustą

w uściskach dotyk uwrażliwiać

a na ławce w parku głowę zadrzeć wysoko

konstelacja gwiazd czeka na twój podziw

i przenieś te obrazy w błogi sen

którym zwieńczysz udany dzień

 

 

 

            Oto jeszcze jedna kombinacja sceniczna, gdzie siedzi autorka wiersza – Irena Wiercińska, a stojąca za nią Hela Szymko zaprezentuje jej utwór zatytułowany „Zagubienie”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            Podążam teraz do poety, który ów wiersz spłodził w roku moich narodzin, co nie koniecznie oznacza, że jest on moim ojcem – tylko ojcem swego wiersza pt. „Zaduszki”. A tym ojcem własnego utworu jest Władysław Andrzej Pitak…

 

stara

równa z ziemią mogiła

i świeczka

staruszka ją wtuliła

lub dzieweczka

 

na grobie

brzozy krzyżem

okryta cieniem

ona

skapiała

miotana

żółtym płomieniem

płakała

cierpiała

 

dzięki niej

dusza uboga

żołnierza

porwała życia ogień

i do Boga

zmierza

 

 

 

            Ta poetka zajęła niemalże centralne miejsce w tejże literackiej inscenizacji, a jest nią nasza miła Ludmiła Raźniak z wierszem pt, „W listopadowej zadumie”…

 

/Ludmiła nie zezwoliła na publikację wiersza/

 

 

            To był ostatni wiersz w tej części Brackich prezentacji utworów własnych. A udział   w tej literackiej inscenizacji wzięli: Regina, Jan, Irena z recytatorką Helą, Grażynka z recytatorką Krysią, Ludmiła i Andrzej oraz moja skromna osoba – Romek.

            Zmieniamy inscenizację, Braccy literaci rozchodzą się do swoich stolików ze słodkim poczęstunkiem. Zmieniamy również repertuar, bowiem wystąpi teraz nasz jubilat – Mikołaj Kobus rocznik 45-ty, co jak łatwo przeliczyć daje równe 70-siąt wiosen - i jego szalona harmonijka, raczej znacznie od niego młodsza!

 

 

- - - - - - - - - -

 

 

            Witam ponownie na ostatniej już części prezentacji wierszy Brackich poetów. Tematyka utworów będzie dowolna, ale wystąpi pewien element, który jakby zepnie wszystkie utwory… choć raczej nie utwory, a ich autorów.

            Pomysł na tą część podsunęła mi pewna dyskusja, która wywiązała się podczas naszych literackich warsztatów, które to są pokłosiem naszych wieczorków. Mianowicie chodzi o zagadnienie: Kogo powinno się mianować poetą, a kogo jedynie rzemieślnikiem tworzącym wiersze?

            Jest to właściwie dylemat rzeka. Praktycznie tyle poglądów ilu piszących, więc aby zanadto nie przedłużać – ja teraz przeczytam wiersz, który stworzyłem jakby na potrzeby wprowadzenia w ów temat,   a potem każda z recytujących osób swoją cegiełkę dorzuci…

 

czy poetą jest ten

kto w gwiazdach się nurza

weną liźnięty

tworzy gorączkowo

i nie odrywa ołówka

aż po wiersza koniec

 

czy ten, kto temat sobie narzuca

magluje go dogłębnie

przenikliwie analizuje

i w jego rdzeń się wgryzając

nowe odkrywa wątki

w które wcześniej nie wnikał

 

muza pierwszemu

podrzuca wersy gładkie

strofy same się układają

sedno wyłania się z kontekstu

on, nie bacząc na świat cały

wieńczy utwór, ołówek odkładając

 

ten drugi

raz po raz skreśla

co w wierszu zgrzyta

aby osiągnąć struktury doskonałość

wersety dopieszcza wytrwale

i dopina swego, kropkę stawiając

 

„poetą się bywa”

mawia przysłowie stare

czy ten nim jest

natchniony w chwili danej

czy ów, który z mozołem

dzieło swoje wykuwa

 

 

 

            Oczywiście mój wiersz danej kwestii nie rozstrzyga. Moje osobiste zdanie jest takie, że nie mam pojęcia, gdzież jest ta granica, mówiąca że poetą jest się np. odtąd dotąd – a rzemieślnikiem: odtąd dotąd. No, można jeszcze jedną umowną granicę postawić, idąc w dół - między rzemieślnikiem a grafomanem… ale to już może na następnym wieczorku…

            A może nasi Braccy literaci coś nam rozwidnią w tym temacie? Zatem zastosuję pewien fortel i każdemu z czytających swój wiersz zadam to samo krótkie pytanie…

            Jako pierwszą poproszę Helenkę Szymko z wierszem pt. Bezsilność”. Heleno – spytam wprost: Jesteś poetką czy rzemieślniczką?

(Hela opowiedziała się za poetką.)

            A zatem poetko ty nasza - scena jest twoja…

 

Obarczeni ciężarem, którym los przytłacza

chowając się przed światem, żyją w jego cieniu

zaciskamy wargi, żeby nie wyć z bólu

nie dla nas radosne korzystanie z życia

doświadczanie cudów otaczającej przyrody

los tak okrutny skazał nas na niemoc

wasze życie zamknięta na zawsze w cierpieniu

 

spragnieni wszystkiego, co dane jest innym

powszechnie dostępne, nam wciąż utrudnione

jesteśmy ofiarami, los srogi z nas zakpił

jak żyć bez wolności, kiedy własne ciało

wciąż będzie trwało w stworzonym bezwładem

bezwzględnym więzieniu

 

 

 

            A swoją drogą, ciekawe jak tworzył swoją poezję urodzony w Kaliszu Adam Asnyk, student Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego w Marymoncie, Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie i Wrocławiu. Czym się posiłkował tworząc np. pisany tercyną poemat „Sen grobów” mając wtedy lat 27-em?

            Ciekawe jest również, jak określi się kolejna nasza recytatorka, Maria. Marysiu, zanim zaczniesz recytację, to samo pytanie: Jesteś poetką czy rzemieślniczką?

(Maria stwierdziła, że jest pół poetką – pół rzemieślniczką)

Maria Rudecka i jej wiersz pt. „Wyznanie (przedśmiertne) Dona z La Manczy”…

 

Wiem już, boć z mądrości waszej coś przecie mi dane,

że to jest karczma stara, a tam na wzgórkach to stoją wiatraki

nie olbrzymy przez Prestona złego znów zaczarowane

a tam banda złoczyńców – nie godne pomocy biedaki.

 

Ta dziewucha z kołtunem na głowie, z brudnymi nogami

co Aldona, co pisać ni czytać nie umie,

gary z mywa i pierze, pasie krowę, opiekuje się kurami.

Niczym się nie wyróżnia w wiejskich dziewek tłumie.

 

Wiem, Rosynant to szkapa – nie rumak bojowy.

Sanczo to chłop poczciwy, ale nie giermek wprawiony

w sztuce rycerskiej, a ten jego osioł, co na pozór zdrowy,

brzuch ma prawie do ziemi i jest ochwacony.

 

Czy mnie zwać będą Rycerzem Smętnego Oblicza,

czy Rycerzem Pogromcą Lwów – o to nie stoję.

Głowę rycerza hełm zdobić winien, nie zaś balwierska miednica,

ciało – zbroja rycerska, nie te blachy moje.

 

To nie Freston pozbawił mnie tych ksiąg rycerskich,

lecz rumiana gosposia z moją siostrzenica bladą

spaliły je – okrutne! – na podworcu wiejskim

i nie posłużą mi już żadną mądrą radą.

 

Możecie tryumfować, chwalcy powszedniości.

Badźcie radzi, że widzę świat tak, jak wy widziecie,

Ja mogę uznać to za dowód „wielkiej” uczoności –

tylko na co mie takie szare, pospolite życie?!!!

 

 

 

            A jak twórczość poetycka wyglądała u Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, który żył krótko, bo ledwie 23-lata. Studiował polonistykę na tajnych kompletach w czasie okupacji niemieckiej i ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych Rezerwy. Jedno jest pewne – tworzył w ukryciu i szybko, bo w rękopisach zachowało się około 500-set utworów poetyckich, w tym kilkanaście obszernych poematów, a także wierszowany dramat.

            A teraz wyrywam do odpowiedzi Piotra Jerzego Kawę. Piotrze, jesteś poetą czy rzemieślnikiem?

(Piotr uważa się za poetę i wzoruje na Mickiewiczu. W Krakowie – skąd pochodzi – nie rymować w swoich utworach. Zaczął dopiero na Ziemi Koszalińskiej)

Piotrze, zaprezentuj swój utwór zatytułowany „Srebrne wzgórza”…

 

W mroku i we mgle krążą myśli twoje,

otwórz szeroko wreszcie oczy swoje.

Zjawi się wtedy lśniące „srebrne wzgórze”,

które dostrzeże hen wysoko w górze.

 

Wierzchołek sięga nieomal niebios bram,

cokolwiek zrobisz to twój wzrok spocznie tam.

Błyszczy jak klejnot niezwykle ci drogi,

nic nie ukoi już w twym sercu trwogi.

 

Bo tylko w myślach twój duch doń się zbliża,

a jednak „wzgórze” to wciąż się przybliża.

Choćbyś wierzchołek jego osiągnąć chciał

w sercu zrodzony jednak strach będziesz miał.

 

Nim pogodzisz się wreszcie z przeznaczeniem,

to wpierw rozlicz się ze swoim sumieniem.

„Wzgórze” jestestwo całe twe pochłania,

dusza spragniona miłości się kłania.

 

 

 

            A jak tworzył poeta, dramaturg Juliusz Słowacki? Wzorce miał wprost doskonałe. Był synem profesora literatury polskiej w Liceum Krzemienieckim i na Uniwersytecie Wileńskim, wychowywany w środowisku elity umysłowej Krzemieńca i Wilna. Słowacki tworzył na obczyźnie, głównie w Genewie i Paryżu, gdzie zmarł na gruźlicę w wieku 40-stu lat.

            Poproszę teraz Renię Wojniłowicz. Reni również zadam sławetne już na tym wieczorku pytanie: Reniu, jesteś poetką czy rzemieślnikiem?

(Renia uważa się za poetkę, a raczej za artystkę)

Przed państwem Renia Wojniłowicz i utwór pt. „Puste krzesło”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            A jak tworzył nasz noblista z roku 1980, Czesław Miłosz, który podczas studiów prawniczych współzakładał wileńską grupę poetycką „Żagary”? Jakby wzorem Słowackiego, Miłosz również tworzył na obczyźnie. Najpierw we Francji, gdzie trafił, wstępując do służby dyplomatycznej, by osiąść później w Berkeley na Uniwersytecie Kalifornijskim jako profesor języków i literatur słowiańskich.

            A teraz czytać swój wiersz będzie Kazik Gałkowski. Ale zanim to nastąpi - czego nasz niezwykle atrakcyjny Kazimierz już się domyśla – czeka go pytanko. Kaziku, jesteś poetą czy rzemieślnikiem? Tylko nie mów, że naleśnikiem, jak mi to oznajmiłeś w rozmowie telefonicznej…

(Kazik, jak przystało na człowieka lubiącego pożartować – odpowiedział, że poeta to nie rzemieślnik i nie naleśnik.)

Twoja odpowiedź, Kaziku, została zaliczona, wobec tego możesz przystąpić do prezentacji swojego wiersza pt. "Wieczór"…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            A jak tworzyła swoją poezję Wisława Szymborska, uhonorowana Nagrodą Nobla - podobnie jak o 12-ście lat starszy jej kolega po piórze, Czesław Miłosz? Studiowała ona filologię polską i socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, na łamach prasy debiutując jako poetka w wieku 14-stu lat. Poezja Szymborskiej uznawana jest za jedno z najbardziej oryginalnych zjawisk współczesnej literatury polskiej.

            I weź tu teraz po takiej zapowiedzi - wyjdź na scenę i recytuj swój wiersz. Ale co tam, Krysia Pilecka sobie poradzi… Krysiu, jednak i ciebie nie ominie pytanie: Jesteś poetką czy rzemieślnikiem?

(Wypowiedź Krysi była treściwa i raczej jednoznaczna, bowiem poparła ją słowami Stachury, że wszystko jest poezją

            Krysiu, twoja wypowiedź mnie zadawala. A teraz zaprezentuj swój utwór pt. „Pieśń o Sekwanie”…

 

 

 

            A jak tworzył urodzony w Zaosiu pod Nowogródkiem, a zmarły w Stambule, największy poeta Polski, Adam Mickiewicz? Już na studiach na Wydziale Literatury Uniwersytetu w Wilnie współzakładał Towarzystwo Filomatów. No właśnie, jak on tworzył tak wspaniałe dzieła? Tak trzepnął rękawem i co… „Pan Tadeusz” mu wyskoczył? Potrząsnął drugim… i już – są „Sonety Krymskie”. A „Oda do młodości” pewnie z nogawki mu wypadła. Dla mnie – zwykłego śmiertelnika - są to rzeczy niepojęte! I to bez Internetu, bez wikipedii, nie mówiąc już o radiu, telewizji, czy też jeszcze bardziej zaawansowanych technicznie źródłach do pozyskiwania wiadomości. Ot, po prostu, literacki geniusz!

            Nie bez kozery zestawiłem w jednej parze Mickiewicza i naszego Brackiego literata – Roberta Pawła Kamina. Bowiem Kamin, to taki nasz „Bracki Mickiewicz”. Na Mickiewiczu się on wzoruje. Nawet wiersz, który za chwilę zaprezentuje, też o Mickiewiczu jest.

            A ty, Robercie, coś literackiego geniusza sobie upodobał – jesteś poetą czy rzemieślnikiem?

(Robert uważa się za poetę, gdyż swoje utwory pisze od ręki i nie poprawia ich w nieskończoność.)

Poeto Robercie Pawle Kaminie – przeczytaj swoje dzieło zatytułowane „Adam i Maryla”…

 

O jakże Ci gorzko Adamie było,
Kiedyś Marylę swą żegnał trzykrotnie.
Kiedy jej serce w twą duszę się wpiło
I kiedy gasła twa istność ulotnie.

Wtedy płakałeś i dniami, nocami,
A Zan ratował cię przed zgubnym nożem.
Przeszłości otoczył cię świat marzeniami;
Nic nie trzymało cię w tym świecie Bożem.

Wrzesień cię osnuł swej mgły melancholią;
Nie mogłeś pisać w ten czas przeokropny
I smutek otoczył cię swoją glorią
I wyplatałeś haft życia samotny.

Dziś ciebie nie ma na ziemskim padole,
Już w cieniu sześciu lip siedzisz z Marylą.
Szczęśliwi jesteście w Raju we dwoje,
A dusze ze źródła miłości piją.

 

 

 

            Oto literackie treści z dzisiejszego wieczorka, który taplał się niejako „w kolorach jesieni”, zostały wyczerpane. Tak na koniec, mamy do Was jeszcze jedną, taką bardzo, ale to bardzo gorącą prośbę… byście za miesiąc znowuż do nas zawitali.

 

A teraz kilka istotnych informacji:

  • Jedyna przykra informacja, jaką muszę się dzisiaj z Wami podzielić, to taka, że następny nasz wieczorek literacki dopiero 24-tego listopada. A jego tytuł brzmieć będzie – „Listopadowa symfonia”!
  • Zaś już 6 listopada, czyli w czwartek - Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki!
  • Ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Reni Wojniłowicz.
  • Zaś literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity nasz dzisiejszy jubilat, pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie genialna – harmonijka!
  • A na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!
  • I koniecznie zaglądajcie na naszego Brackiego bloga! Tam znajdziecie wszystko o nas i o naszych poczynaniach.

 

            I oczywiście przyprowadzajcie na nasze wieczorki swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle serdecznie!!! Do zobaczenia i do usłyszenia w listopadzie!

            I taplajcie się w tych kolorach jesieni, które są niezwykle piękne! Nurzajcie się w nich, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem białym przykryje te wielobarwne pejzaże!

            Do zobaczenia!

 

 

PS Jak z powyższego scenariusza wynika, już za dni kilka – a konkretnie w najbliższy poniedziałek – kolejny wieczorek literacko-muzyczny naszego Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina. A zatem do zobaczenia w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, gdzie nasza siedziba, albo na blogu, gdzie znowuż obszerną relację z tegoż wieczorka zaprezentujemy!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Wieczorkowy felieton...

sobota, 14 listopada 2015 0:12

 

 

NIE TYLKO WIERSZEM

czyli

BRACKI FELIETON

Romka D.

 

 

 

          Felietony na wieczorkach, czyli tak zwany cykl - "Nie tylko wierszem..." - to tradycja z przysłowiową dużą brodą, bowiem tej prozy uzbierało się już kilka dziesiątek. Właśnie obecny felieton jest sześćdziesiątym piątym.

          Niezmiennie od lat ich lektorem i zarazem autorem jest Romek Dopieralski. Przeważnie są to felietony optymistyczne z dużą dozą humoru. Jaki jest ten 65-ty? Oto jego treści...

 

 

foto romek.jpg

 

W kolorach jesieni się taplać

            To dobrze, że jest jesień czy źle? Wszystkie pory roku wydają się ciekawe, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Zaś razem ze sobą zestawione, tworzą całkiem niezły kwartet. A jaka różnorodność! Ta zima ze swoją bielą i pięknymi haftami mrozem malowanymi na szybach. Ta wiosna, podczas której wszystko budzi się do życia, by latem dojrzeć i owocem obsypać. No i ta nasza obecna jesień z gamą barw, której najdoskonalsza malarska paleta nie dorówna. Trzeba być naprawdę szczęściarzem, móc urodzić się pod taką szerokością geograficzną, gdzie pogodowa monotonia raczej nie zagraża.

            Dla porównania weźmy taką Alaskę, Grenlandię albo Sybir. Tam ciepła tyle, co kot napłakał. Ciągle chuchać w skostniałe dłonie, nosić futrzane czapy przez okrągły rok, toć nudne i monotonne… A taka Afryka? Totalne przeciwieństwo. Ukrop do przesady. Pięćdziesiąt stopni Celsjusza w cieniu to normalka. U nas już przy trzydziestu koła aut grzęzną na asfaltowych pseudoautostradach. I co, tak grzęznąć i grzęznąć przez cały rok?… Niby na Równiku idealnie, bo tam żadne pory roku nie obowiązują. Siejesz, kiedy chcesz. Jednym słowem żniwa non stop! Tam nawet bez zegarków można się obejść, bo  przez cały rok jest równonoc. Ale, czy to nie za monotonne. Przez dwanaście godzin mamy dzień. Potem dwanaście godzin nocnych… i tak dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, rok po roku… nuda, totalna nuda.

            Wychodzi na to, że nie ma to jak u nas, kiedy co rusz diametralnie inaczej wokoło. A to słonko przygrzeje, a to deszczem zaciągnie, gradem sypnie, śniegiem dowali… O tak, nie ma to jak polska złota jesień! Można taplać się do woli w jej kolorach. I koniecznie trzeba się nasycać jesienią, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem przykryje te wielobarwne pejzaże. Ale póki co, zachłystujmy się Bracką poezją, bo ona też tysiącami barw się mieni.

 

  

PS Kolejnym wpisem będą wieczorkowe wiersze z drugiej jego części.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

piątek, 06 listopada 2015 3:01

 

 

WIERSZE

w

KOLORACH JESIENI

 

 

 

            Oto obiecane wiersze Brackich poetów z październikowego wieczorka literackiego. „W kolorach jesieni” – taki był jego tytuł i w tym też klimacie są owe utwory. Bowiem te literackie treści były tematyczne, czyli przyporządkowane wieczorowemu tytułowi.

            Do recytacji „wywoływała” Krysia Pilecka – konferansjerka i poetka w jednej osobie. Oczywiście jej przedmowy przed danym utworem były pełne ciepła i liryzmu. Bo też i taka jest Krysia w rzeczy samej.

            Oto wieczorkowe utwory. Przyjemnej lektury…

 

 

 

Maria Rudecka

„Październik”

 

Posłaniu swemu zwykle dosyć wierni

jesteśmy, my, bracia to jest 12 miesięcy.

Pod tym względem nie różnię się i ja październik

i pełnię służbę swoją poważnie. Nic więcej.

 

A jaki jestem? Rozważyć spróbujmy.

Własne CV to nie jest dowód miarodajny,

bo na każdego pogląd można mieć podwójny

na mnie również, wszak miesiąc jestem tak zwyczajny.

 

Bo ja nie pierwszy, co otwiera drzwi kalendarzowi,

nie szósty – czerwiec – roku każdego cezura,

nie ostatni zimny, lecz czekany dzięki opłatkowi –

zwykły, dziesiąty, bardzo przeciętna figura.

 

Może się tak wydawać, ale znów w istocie

jest inaczej, bo wszystko ma tę drugą stronę,

więc najpierw barwny jestem, cały jak skąpany w złocie,

a potem nawet szary. Koniec gry w zielone!

 

A w wydarzenia jaki jestem bogaty i hojny:

jedno nie najciekawsze w skutkach – Październik Czerwony,

inne sympatyczniejsze, no bo choć niezbrojny

Polski! Październik z nadzieją, a więc wymarzony.

 

Już paździerze nie lecą, nie fruwają wszędzie –

nie te czasy, ale liść każdy jak co roku spada.

Do snu wiatr drzewa rozbiera. Tak było i będzie.

Kłaniam się Państwu ja, październik. Tak przecież wypada.

 

PS

Acha! Byłbym zapomniał! Wyjaśnię na koniec,

co tam o CV mówiłem. Życiorys ubogi?…

Z dwu poprzednich jednakże coś wynika. Teraz gonię!

Papa Rok przypomina, że czas bardzo drogi.

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Jesień”

 

Zachciało się jesieni

pofiglować w sadzie

wzięła wielobarwny pędzel

pomalowała owoce

do koszyka je włożyła

 

Każde z osobna

dokładnie obejrzała

jeszcze koloru złotego

i zielonego, troszkę czerwieni

 

Rozejrzała się dokładnie

pomyślała że o liściach zapomniała.

wzięła więc się do roboty

farby pomieszała

i na drzewa je wylała

I tak też drzewa

szatę swą odmieniły

 

Na jesieni kolor swój

w brąz konary zmieniły

tak się napracowała

że w pajęczą nić się zaplątała

 

Srebrem się teraz mieni

w poświacie księżyca

jest już jesień

zimna i dżdżysta

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Żurawie”

 

Już odlatują nasze żurawie,

Łkając pogodnie jak przed snem dziecię

Wierszem je żegnam dzisiaj łaskawie.

Wiosenną porą zoczę je przecie.

 

Odeszło lato jak mgła poranna.

jedno słońce widziałem tylko.

Tutaj wybija mych słów fontanna

I myślą jestem przy Tobie chwilką.

 

Czas mija szybko, a wieczność czeka.

Księżyc przegania słońce z niebiosów.

Dolą smutku jest dola człowieka.

Cierpienie genem jest naszych losów.

 

Jedna mnie tylko nadzieja trzyma,

Kiedy mimozę widzę na trawie,

Że ziemska skończy się pantomima,

A w Niebie będą nasze żurawie.

 

 

 

 

Helena Szymko

„Jesienna symfonia”

 

Rozszumiały się drzewa

barwnych liści szelestem

ich korony lśnią w słońcu

wiatr powiewem je pieści

jesienną symfonię zwiastując

och, jesieni złocista, kasztanami błyszcząca

paletą barw nas zadziwiasz

melodyjna liśćmi drżąca

barwami ciepłymi prześliczna

 

 

ogrody, pola, jakby uśpione

w twoją symfonię zasłuchane

snujesz się babim latem

siejąc wokół tęsknotę

pajęczą nicią otulasz krzewiny

przekwitłe kwiaty na polach

w lasach mchy, borowiny

rozległe fioletem i różem

ciągnące się w dal wrzosowiska

ach, ty polska jesieni złota

ty zawsze będziesz mojemu sercu bliska

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Złodziej zieleni"

 

beż – uparciuch zachłanny

wszędzie warkocze swe plecie

z liścia na liść przeskakując

soczystą kradnie im zieleń

 

niesiony podmuchem wiatru

łąki grzebieniem czesze

posmutniały wnet trawy

ze swej wyzute zieleni

 

gdzie pojawi się tylko

co dotykiem swym muśnie

żadnych nie czyniąc wyjątków

wszelką zagarnia zieleń

 

i nas próbuje omamić

wdziękiem swoim jesiennym

choć uroków ma wiele

beż – rywalem zieleni

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Pomaluj swój świat”

 

Gdy szary smutek dusze ocieni

Kiedy złych wspomnień zanika ślad

Upiększaj pomaluj swój świat

Barwami pogodnej jesieni

 

Aby świat zakwitł kolorem

Liliowy pojawił się wrzos

Babiego lata rozsrebrzył się włos

Nadzieja zawita wieczorem

 

Nadzieja Twe serce otworzy

Odnajdziesz siebie wśród dróg

Na ziemi w ogromnej przestrzeni

 

Dziś podziękować byś mógł

Za świat za wszystko co stworzył

I podarował nam Bóg

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Smutny urok jesieni”

 

Seledynowa dziewiczość kwietnia

i swawolna tęczowość maja

inspirują poetów

i ekstatują lud

napawając trwogą

życia profesorów

 

Lecz

w narkotycznej pogoni za chwilą

gdzież miejsce na refleksję

 

Przemyślenia rodzą się

w scenerii liści spadających

i lotu babiego lata

wśród przestrzeni pól niezmierzonej

w jesiennym wymieszaniu

żółci z czerwienią na stokach gór

i jękliwego szumu fal spienionych

 

Nie przypadkowo

znicze cmentarze rozgwieżdżają

gdy wiatr liście z drzew strąca

 

Czy tylko smutek słychać

w melodii wichru

i kropel deszczu monotonii

 

 

PS  W następnym blogowym wpisie odetchniemy nieco od poezji. Przedstawimy felieton Romka D., który – co jest już wieloletnią tradycją – comiesięczny wieczorek rozpoczyna. Zajrzyjcie zatem, by tej prozy ciut sobie sczytać.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Ostatni wieczorek Brackich w reportażowym skrócie…

wtorek, 03 listopada 2015 23:58

 

 

W KOLORACH JESIENI

(reportaż)

 

 

  

           O czym bym ostatni wieczorek literacko-muzyczny u Brackich? O kolorach jesieni, można by w skrócie odpowiedzieć. Jakie treści literackie dominowały na tymże wieczorku? Kolory jesieni – można rzec jeszcze krócej. A jak było na wieczorku? Odpowiedź nasuwa się sama. Było kolorowo i jesiennie.

            W dodatku pasuje taki opis do obecnie panującej za oknem pogodowej aury. Te drzewa prześcigające się w swoich żółciach i czerwieniach, pozbywające się koloru zieleni niemalże na naszych oczach. Syćmy się tym niepowtarzalnym widokiem, tą gamą barw, którą stworzyć może tylko natura. Bowiem najdoskonalszy nawet malarz jest zaledwie plagiatorem tego, co przyroda nam ofiarowuje ot tak, po prostu. I spieszmy się z podziwem dla niej, bo niebawem przyjdzie porządna zawierucha i do cna rozbierze drzewa z ich odzienia.

            I właśnie Braccy poeci wyszli jesieni naprzeciw, starając się zachować jej piękno w wierszach. Jak choćby Piotrek Kawa, który swój utwór pt. „Jesienna Kobieta” tak zaczyna: „W długim płaszczu stąpając po alejce w parku / podziwia drzew złocistych urok o poranku / Wiatr podwiewa odzienie i chłód ją przenika / oczarowanie sprawia – zimno szybko znika”. A tak ostatnią zwrotką Piotrek swój wiersz podsumowuje: „Kobieta jest czasami jak pora jesienna / niesłychanie kapryśna oraz często zmienna / Jest jesienną kobietą jak anioł na wietrze / takie doznania piękna unosi w powietrze”. Co jak co, ale wierszem to się Piotrek kobietom potrafi przypodobać. Natomiast Renia Wojniłowicz pędzlem wyobraźni namalowała taki obraz jesieni: „Jesień w kolorach / słońca i jabłka / i soczystej pomarańczy / czasem z wiatrem zatańczy / odchodzi pomału / zrzucając barwne liście / co w słońcu się purpurą mienią”. Mniej entuzjastycznie do tematu jesieni podszedł Janek Wiśniewski: „Nie przypadkowo / znicze cmentarze rozgwieżdżają / gdy wiatr liście z drzew strąca // Czy tylko smutek słychać / w melodii wichru / i kropel deszczu monotonii”. Ale na smutki Jana, tak zareagowała Regina Adamowicz: „Gdy szary smutek dusze ocieni / Kiedy złych wspomnień zanika ślad / Upiększaj pomaluj swój świat / Barwami pogodnej jesieni // Aby świat zakwitł kolorem / Liliowy pojawił się wrzos / Babiego lata rozsrebrzył się włos / Nadzieja zawita wieczorem”. Zaś Helenka Szymko, jakby zaczerpnęła do swojego wiersza pt. „Jesienna symfonia”, ciut nostalgii od Jana i nieco optymizmu od Reginy: „ogrody, pola, jakby uśpione / w twoją symfonię zasłuchane / snujesz się babim latem / siejąc wokół tęsknotę / pajęczą nicią otulasz krzewiny / przekwitłe kwiaty na polach / w lasach mchy, borowiny / rozległe fioletem i różem / ciągnące się w dal wrzosowiska / ach, ty polska jesieni złota / ty zawsze będziesz mojemu sercu bliska”. Znalazł się i taki poeta, który wobec jesieni wystosował poważny zarzut: „beż – uparciuch zachłanny / wszędzie warkocze swe plecie / z liścia na liść przeskakując / soczystą kradnie im zieleń”. Zatem nie dziwi tytuł wiersza – „Złodziej zieleni”, którego autorem jest Romek Dopieralski. I na koniec fragment wiersza poetki i malarki, Ludmiły Raźniak, która pięknie potrafi zarówno opisać jesień, jak i ją namalować: „Jesień złotym piórem / zakreśla kontury / ekskluzywnej szaty / lśni w niej złoto / wszystkie odcienie żółci / szamerunek brązu / i purpury / na pożegnalny bal // Liście z ledwo słyszalnym / westchnieniem / odrywają się od macierzy / i parami, solo bądź gromadnie / w takt poloneza walca / lub szalonej polki / zależy / jak kapelmistrz wiatr zagra / dostojnie… lub / w zawrotnym wirze / tańczą… tańczą… tańczą / nim spadnie deszczu łza”.

 

 

PS  W następnym wpisie powyższe fragmenty wierszy zamieszczone zostaną w całości. A potem i na prozy ciut znajdzie się miejsce, czyli na Bracki felieton Romka D. i inne jeszcze utwory z wieczorkowej części o tematyce dowolnej.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wiersze z czerwca o tematyce dowolnej…

wtorek, 20 października 2015 1:34

 

 

CIĄG DALSZY

WIECZORKOWYCH ZALEGŁOŚCI

 

 

 

            Kontynuujemy odrabianie blogowych zaległości, dotyczących czerwcowego wieczorka literackiego. Wcześniej zaprezentowaliśmy wiersze tematyczne, czyli poświęcone wieczorkowemu tytułowi: „Uśmiech lata”. A teraz będzie tak…

 

            Oto wieczorkowy scenariusz Romana Dopieralskiego z autorecytacji wierszy Brackich poetów w częściach o tematyce dowolnej…

 

            Witam serdecznie w kolejnej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów. Jestem Romek Dopieralski i to mi przypadł w udziale zaszczyt kontynuowania literackiego wieczorka zatytułowanego - „Uśmiech lata”. Utwory w tej części nie są ujęte w żadne ramy, czyli można powiedzieć, że ich tematyka jest dowolna.

            Będą zatem refleksje o życiu, które bywa zbyt krótkie, o zachwycie naszym pięknym Bałtykiem, o ucieczce we wspomnieniach do Ziemi Kresowej – a konkretnie do Wilna, będą egipskie porównania, o naszej Matce Ziemi też będzie, a nawet o klockach, które pewnemu poecie się rozsypały…

 

            A poetką, która rozpocznie tą część - jest Helena Szymko i jej wiersz pt. „Życie bywa zbyt krótkie”…

 

Helena Szymko

„Życie bywa zbyt krótkie”

 

nie żałuj w życiu niczego  

nie marnuj go na żale 

wyjdź lepiej naprzeciw tego 

co pozostało nieznane 

zmierzaj ku przyszłości 

trudności pokonuj z uśmiechem - 

wychodź na przeciw miłości 

 

a czyste życia karty 

zapełniaj szczęściem od nowa  

życie bywa zbyt krótkie 

żeby przeszłości żałować 

płyń zawsze z nurtem czasu 

zachowaj pogodę ducha

idź przez życie z uśmiechem 

bo każdy na uśmiech czeka 

jedynym sensem życia -

jest miłość, do drugiego człowieka

 

 

 

 

            Kolejnym recytatorem swojej twórczości będzie ponownie przedstawicielka płci pięknej. I nie jest to wcale przypadek… Powiem więcej – jest to świadomy zamysł… mojego autorstwa zresztą. Tak, sam wpadłem ma ten niezwykle genialny pomysł… choć odgrzewany…

            Ale po kolei. O co chodzi w tym moim pomyśle trącającym przysłowiową myszką? Otóż, kto był na naszym majowym wieczorku, ten być może pamięta, że recytatorów podzieliłem na tzw. „rodzynki” i „rodzyny”. Rodzynki – jak łatwo się domyślić – to ta ładniejsza część Brackiej ekipy, zaś rodzyny – to poeci reprezentujący tę brzydszą płeć.

            A zatem poproszę Bracką rodzynkę, Renię Wojniłowicz ze swoim utworem pt. „Majestatyczne piękno Bałtyku”…

 

Renia Wojniłowicz

„Majestatyczne piękno Bałtyku”

Już świt się zaczyna

Powoli, leniwie budzi się słońce

utkane ze złocistych promieni

 

Pozorna cisza - bielące się fale

majestatycznie płyną ku brzegu

Jedna po drugiej, przybierając na sile

 

Morze w kolorze niebieskim

W gamie jego odcieni

szafirowy, zielony, ołowianoszary

 

I ten zachód słońca

co za chwilę zatopi swe złote promienie

Unoszą się na lustrze Bałtyku

aż po horyzont

 

W mej dłoni maleńkie muszelki

Rześki wiatr przyjemnie muska twarz

Skrzeczą mewy

a pod stopami gorący piach

I ten poszum fal, co zapiera dech

 

Wspomnienia o morzu zachowam w sercu

by zatęskniło, za naszym Bałtykiem

by tu znów kiedyś wróciło

 

 

 

 

            Jak wiadomo, od nadmiaru słodyczy może człowieka zemdlić, dlatego teraz w te rodzynki nieco dziegciu włożę i opowiem kawał o babie…

 

Podchodzi zapłakana baba do policjanta i lamentuje:

-Bandyta! Zabrał mi wszystkie pieniądze… Wszystko, co uskładałam… Ukradł mi wszystko…

-A gdzieżeście, babo, te pieniądze trzymali?

-A tu, pod tą fałdą spódnicy.

-I nie czuliście, jak wam je brał?

-Czułam, czułam, ale myślałam, że on w uczciwych zamiarach…

 

            A po tym kawałowym dziegciu, znowuż miód! Bo oto nasza miła Ludmiła Raźniak i jej wiersz pt. „Tyle piękna wokół”…

 

/wiersza brak, bowiem autorka nie chce go na blogu publikować/

 

 

 

 

            A teraz wystąpi rodzynka - nestorka! Rodzynka, której energii pozazdrościć może niejeden rodzynkowy podlotek! Rodzynka, dla której występ na naszych wieczorkach, to zaledwie malutki skrawek jej literackiej działalności. Ona jest wszędzie! W „Złotym Wieku” się udziela, w Stowarzyszeniu „Opoka”, jest Dzieckiem Wojny, ma odczyty w przedszkolach, w szkołach. Długo by można tak wymieniać…

            Raz mi się nawet zdarzyło, że otwieram w domu lodówkę, a tam kto? Oczywiście nasza Rodzynka Nestorka!

            Przed państwem wulkan energii, Regina Adamowicz w utworze pt. „Czeremcha”…

 

Regina Adamowicz

„Czeremcha”

 

Na skraju lasu rosa lśni srebrzyście

Gdzie przepływa wąska i leniwa struga

Gdzie niezapominajka modrym oczkiem mruga

Tam zakwitła czeremcha. Stoi uroczyście

 

W białą szatę kwiecistą ubrana

Smutna samotna. Wiatr aromat niesie

I wielką tęsknotę rozsiewa po lesie

Za Ziemią Wileńską ludziom odebraną

 

Przychodzę i siadam pod czeremchy cieniem

Z ogromną tęsknotą wiarą nieomylną

Choć na Pomorzu już wrosłam korzeniem

 

Pamięć nieprzerwanie leży w sercu silna

Do Ziemi Kresowej wciąż wracam wspomnieniem

I krążę we śnie ulicami Wilna

 

 

 

 

5. Anna Żabińska „Krzew chęci…”

            A teraz mam do was takie zapytanie… Lubicie nasze wieczorki? A lubicie moją konferansjerkę? To dobrze… bo teraz mam gorszą zapowiedź. Jakoś nic mi nie przychodziło do głowy, więc powiem krótko…

            Wystąpi kolejny Bracki rodzynek – Anna Żabińska z utworem zatytułowanym „Krzew chęci”…

 

/wiersza brak/

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            Po Brackich rodzynkach, przyszedł czas na Brackie rodzyny, czyli Rodzyn Robert Paweł, Rodzyn Andrzej alias Dziunio, Rodzyn Piotr Jerzy i finalnie - Rodzyn znacznie skromniejszy od pozostałych, bo o jednym tylko imieniu - Romek.

 

 

 

            A szlaki Brackim rodzynom, przecierać będzie nieustannie rymujący poeta dwóch imion i jednego nazwiska – Robert Paweł Kamin. Uczyni to wierszem pt. „Do młodych”…

 

Robert Paweł Kamin

„Do młodych”

 

Hej! W szale młodością wczesną upojeni

Zanim Niebo olśni lub piekło przemieni

Uchwyćmy ster życia myślą gromowładną

Zanim nas wszechmocne martwoty dopadną

 

Wypuśćmy słów naszych żagle śnieżnobiałe

I dążeń młodości miecze ogniotrwałe!

Niechaj się świat wstydem krwawym zarumieni

I gna w swej starości w smutną smugę cieni

 

Razem więc pochwyćmy słońca promień jasny

Dobrem i mądrością karmmy umysł ciasny

Niech miłości ślepej pomknie święta siła

Pan nią pokieruje lub z przekory żmija

 

Zapalmy swe serca tym ogniem prastarym

Który dziady nasze krzesali z prawd wiary

Ogniem, który kładzie gmachy zła pokotem

I mury ciemności w drobny pył druzgoce

 

 

 

 

            Wiersza – przed recytacją - z reguły nie powinno się tłumaczyć, czy też objaśniać jego poszczególne elementy. Jednak ten Rodzyn chciałby parę słów o swoim utworze powiedzieć.

            Przed państwem Rodzyn Andrzej alias Dziunio i jego „Egipskie ciemności”… ups!… przepraszam: „Egipskie porównania”…

 

Andrzej Pitak

„Egipskie porównania”

 

Jestem hathor

pani czerwonej góry

niebiańska fontanna rąk

nad głową białej krowy

ostry szkic bezruchu

gdy w taflę lustra

wplatasz włosy

niecierpliwe jak grzebień

i zapachem tańca

napełniasz nogi

białym motylem

pyłku czarnego kwiatu

i dyski słońca

między rogami

 

Jestem typhon

kwiat napełniony jadem

poczęty z jaj in vitro

głową zahaczam gwiazdy

ze smoczych głów

palcami z płomieni

i gęstym przekleństwem

za gardło i usta

chwytany przez węże

tłusty i rozogniony

gestem czarnego boga

niszczę gmachy marzeń

by nieść realność

mych wezuwiuszy

 

 

 

 

            I jak się czujemy po wierszu Rodzyna Andrzeja alias Dziunia? Egipskie ciemności zostały rozproszone? Myślę, że tak – bo nasza wspaniała publiczność, to wysublimowani poetycko słuchacze… Zatem przechodzimy do kolejnego Rodzyna.

            A będzie nim Rodzyn – oczywiście dwóch imion, bo Poeci Rodzyny przeważnie tak mają – Piotr Jerzy Kawa w utworze pt. „Matka Ziemia”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

            A’ propos naszej Matki Ziemi, to my jej chyba raczej nie szanujemy, bo z segregacją śmieci jest u nas coś nie tak… plastykowe wywozimy do lasu liściastego, a papierowe przeważnie do iglastego…

            A teraz będzie poeta Rodzyn, niezwykle skromny poeta, bo zaledwie o jednym imieniu. Na dodatek nie trzeba go wcale zapowiadać… bo on sam się zapowie…

            Rodzyn Roman Dopieralski, wiersz pt. „Rozsypały się klocki”…

 

 

Roman Dopieralski

„Rozsypały się klocki”

 

Bóg mnie osądzi

a miało być inaczej

sam sobie katem być miałem

nie raniąc nikogo po drodze

trakty właściwe wytyczać chciałem

kręgiem przyjaciół się otoczyć

decydować o własnym losie

 

coś nie wyszło

gruchnęło z łoskotem

rozsypały się klocki

układane z takim mozołem

choć dopieszczałem ich kształty

polerowałem ich kanty

jednak legły w chaosie

 

Bóg mnie osądzi

jego cenniki wygórowane

ja kruchy, niemrawy

ale żałuję i gotów jestem zapłacić

a trakty właściwe wytyczać chciałem

kręgiem przyjaciół się otoczyć

decydować o własnym losie

 

miało być inaczej

miało być ciekawiej

słonecznie miało być

da Bóg, że się starałem

dopieszczałem klocków kształty

polerowałem ich kanty

zostały jednak nie ułożone

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            A teraz odpocznijmy nieco od poetyckich treści i przenieśmy się w zaczarowany świat fenomenalnej harmonijki i jej właściciela – Mikołaja Kobusa – rocznik 45!

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            I nadszedł czas, by zaprezentować ostatnią dzisiaj odsłonę autorecytacji wierszy Brackich poetów na wieczorku literacko-muzycznym pt. „Uśmiech lata”.

            By tego uśmiechu - a przede wszystkim pozytywnych duchowych odczuć jeszcze nieco naprodukować - zaprezentujemy wiersze przecudnej urody w wykonaniu naszych Rodzynek i to tych, które oprócz swoich wierszy – recytuję także utwory cudze, chociaż też Brackie.

             A zatem zapraszamy rodzynki-recytatorki: Krysię Pilecką, Wandę Kamyk i Marię Rudecką…

 

 

            Najpierw nasze recytatorskie rodzynki zaprezentują wiersze tzw. cudze, czyli utwory innych Brackich rodzynek – tych, które z różnych powodów swoich wierszy nie recytują:

 

Grażyna Piekarewicz / recyt. Krysia Pilecka

„Z każdym uderzeniem serca”

 

/autorka wiersza nie zezwoliła na jego blogową publikację/

 

 

 

 

Zdzisława Krasnopolska / recyt. Wanda Kamyk

„Kwiatki z rabatki”

 

Kwitną już lwie paszcze;

ich się nie głaszcze, a gdy przycisnąć jeden w palcach,

miniaturka paszczy lwa się ukaże

i rozbawi dzieciom twarze.

 

Równocześnie są i astry

piękne, przeróżne kolory i wzory,

chińskie igiełkowe, strzępiaste, puszyste,

kędzierzawe jak loki trwałe do przymrozków wytrzymałe.

 

Aksamitki – śmierdziuszki, to skromne kwiatuszki małe

ale barwy intensywne i zapachy też,

więc szkodniki uciekają,

szkody im nie wyrządzają.

 

Jeszcze inne ochraniają kwiatki,

zdobiąc do mrozów rabatki.

 

Są już wczesne chryzantemy

małe kwiatki niskie

a kolory ładne wszystkie

we wazonie pięknie stoją.

 

A mieczyki, czy gladiole,

też piękny kwiat na łodydze

wysokiej od dołu

piękny kielich rozkwita.

 

I następne po nim

aż do pęka górnego ostatniego,

przy nim mieczykowaty liść

podtrzymuje całą kiść.

 

A kolory są przeróżne

od różowych do łososiowych,

żółtych, białych, purpurowych

aż do fioletowych.

 

 

 

 

Ola Stroczyńska / recyt. Krysia Pilecka

„Różowe myśli lata”

                                                           motto: Z  krainy  wspominania 

                                                                       nikt  nas  nie  wygoni.

Pod  parasolem  oczu

Co  kolor  nieba  odbijały

Zakwitła  różą.

 

Uśmiech  pęczniał

Gnał  w  przestworza

Nieujarzmiony,

Odbijał  w  lustrze  tęczową  radość.

 

Błyskawice  rozświetlały  niebo

Pięknem  fajerwerków

Barwiły chmury  kolorami,

Deszcz  był  radością.

 

Garściami czerpała  słodycz

Ekstazy  trwania.

Beczka  nie  miała  dna.

 

Oczy  oślepione  baskiem

Szalonego  szczęścia 

Patrzyły  zachwytem

Nastrój  uskrzydlał.

 

Wiatr podniebny  artysta

malował  obrazy  oczarowania

 

Właścicielka  różowych  myśli

I  wachlarza  uśmiechu  tańczącego radością

Kładła  głowę  na  poduszce  szczęścia

Ramiona  otulało  zmęczenie  bajką  dnia

 

Ranek  witał  nadzieją ,

Słońce  zapraszało  na  wernisaże.

 

Jeden  różowy dzień  obudził  zdziwieniem.

Coś  się  pokręciło, świat  zawirował.

 

Dreptała    kałuży  kropki  kończącej  zdanie

Proszę  zapomnieć....

Różowy  motyl  przez  różowe  okno  odleciał

 

Na  parapecie  lata  różowych  chwil - krzyk.

Uśmiech  zamarł  podkówką.

 

 

 

 

Emilia Szybista / recyt. Maria R.

„Sobótka”

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

Irena Wiercińska / recyt. Krysia P.

„Schody poezji”

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

            A teraz wiersze własne naszych Brackich Rodzynek:

 

 

 

Wanda Kamyk

„Koncert o świcie”

 

Wilgotnym rankiem, świtem szarym jeszcze

cisza nocy trwa w bezruchu

nawet listek nie szeleści.

Zaczyna się koncert za oknem sypialni.

 

Symfonię rozpoczyna drozd śpiewak.

Siedzi wysoko, na czubku świerka.

Wtóruje mu czyżyk - elegancik w zielonym

garniturku i żabociku żółtym.

Kolorowa zięba we wdzianku z żurnala

swoim głosikiem świat zachwala.

I zaczyna śpiew i taniec w rytmach rocka.

Piękna muzyka, gdy słychać jeszcze

kosa, czyżyka, szarego wróbelka,

bo on także chętnie ćwierka.

Słychać też szpaka co żółtym dziobem,

słowika kopiuje miłosne trele.

Od razu duszy weselej,

bo wstajesz i wiesz.

Dzień muzyką jest dla Ciebie.

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Szukaj intruza”

 

Jeśli ci nawet czasu zbyt wiele nie zbywa,

na rozumne ćwiczenia poświęć jeszcze krzynę,

na tej niezwykłej kartce intruz się ukrywa

postaraj się odnaleźć kocura – kocinę.

 

Ta zabawa – z pozoru – łatwa nie jest wcale,

bo ilu ludzi szuka, tylu całkiem inną drogę

wybiera: jedni na anatomii skupiają się, ale

(mnie) ja mam wiele podejrzeń – pomylić się mogę.

 

Matematyk proporcje rozważa i wzory przykłada

humanista znów polot ceni, wdzięk, niezwykłe wrażenie

analityk – bankowiec funduszów możliwości bada.

co jeden zgadujący, to inne myślenie.

 

Zgadywało nas troje – stąd racje z różnej sfery.

Oskarżonych /podejrzanych na kartce

jest kociaków/ typeczków cztery.

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Trwanie – istnienie”

 

Dzień za dniem

trwanie

istnienie

między tobą

a mną

smakiem kawy

a cierpkością wina

między uśmiechem

a łzą

krzykiem

i szeptem

 

W pamięci

czasu upływającego

istnienie nasze

trwanie we

wszechświecie

ciepłe słońcem miłości

i pełne niepokoju

tkane ciszą

i piorunami

odwiecznymi

głosami ziemi

 

 

 

 

            Dziękujemy naszym recytatorskim pracusiom, którzy od recytacji cudzych wierszy nie stronią. I oczywiście dziękujemy wszystkim Brackim poetom. Wielkie brawa dla nich! Bo oni są przecież solą tejże Ziemi Koszalińskiej!!!

            I nieustające brawa i podziękowania dla naszej wspaniałej publiczności! Bez Was – moi drodzy – nie mielibyśmy takiego zapału do pisania! Bez Was, być może te piękne wiersze w ogóle by nie powstały. Zatem, czuć się możecie współtwórcami tychże literackich dokonań!!!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie genialna – harmonijka!

 

A teraz udzielę paru istotnych informacji:

  • Jedyna przykra informacja, jaką muszę się dzisiaj z Wami podzielić, to taka, że następny nasz wieczorek literacki dopiero we wrześniu i to aż 28 września, czyli tradycyjnie już w czwarty poniedziałek miesiąca. A jego tytuł brzmieć będzie – „Jeszcze lato”!
  • Zaś w drugi poniedziałek miesiąca, czyli 14 września Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki!
  • Ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Reni Wojniłowicz.
  • A na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!
  • I koniecznie zaglądajcie na naszego Brackiego bloga! Tam znajdziecie wszystko o nas i o naszych poczynaniach. Tam nawet możecie zobaczyć siebie, bowiem artykuły z wieczorków okraszamy zdjęciami! Adres bloga: www.bractwo.bloog.pl

 

            I to tyle na dzisiaj – moi drodzy… Mamy tylko nadzieję, że czas     u nas spędzony – nie był czasem straconym. Bo to jest dla nas najważniejsze, byście Wy – droga widownio – byli jak najbardziej ukontentowani.

            I oczywiście przyprowadźcie na ten wrześniowy wieczorek swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia i do usłyszenia we wrześniu!

            I aby uśmiech lata z ust Waszych nigdy nie znikał!

 

 

 

PS  W następnych wpisach nadrobimy zaległości z września, po których wyjdziemy już na tzw. prostą! A zajrzyjcie koniecznie, bo we wrześniu działo się! Oj, działo!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Koniec przydługiej laby…

poniedziałek, 19 października 2015 23:25

 

 

CZAS RUSZYĆ

Z

KOPYTA!

 

            Przepraszamy za tak długie milczenie. Bez sensu byłoby szukanie wytłumaczeń, dlaczego to milczenie trwało aż tak długo. Po prostu rozleniwieni po wakacjach, nie podjęliśmy się blogowej działalności i to tak trwało, i trwało – aż zastał nas październik. A do nadrobienia jest sporo, bo pomimo blogowej posuchy, w naszym literackim Bractwie to się jednak coś działo i to całkiem niemało. No proszę – jak się ładnie rymnęło.

            Na początek przedstawimy w pigułce zaległy wieczorek literacki – ten czerwcowy. Gdzie Krym, a gdzie Rzym – można by rzec, zestawiając ze sobą miesiąc czerwiec i obecnie nam panujący październik. Jednak wychodzimy z założenia, że skoro powstała tak duża dziura datowa w naszych blogowych wpisach, to przynajmniej będziemy skrupulatni i wszystko, co już się wydarzyło – potraktujemy choćby skrótowo.

            A zatem…

 

 

UŚMIECH LATA…

/…czerwcowy wieczorek literacki/

 

 

            A działo się na tym wieczorku całkiem sporo! Zaprezentowaliśmy aż cztery części autorecytacji wierszy Brackich poetów, sporo muzycznych przerywników Mikołaja Kobusa, felieton Romka Dopieralskiego i nawet skecz Reni Wojniłowicz też dał się upchać w tenże wieczorek literacko – muzyczny.

 

            Wieczorek – co już jest tradycją - rozpoczął się felietonem Romka Dopieralskiego…

 

„Uśmiech lata”

            Choć to kolejny wieczorek literacki, to jednak nie jest on taki zwyczajny. Zawsze on – ten czerwcowy – jest taki nietypowy. A co w nim takiego innego? Co wyróżnia go od tych innych wcześniejszych, które już za nami? A może on zwykły, najzwyklejszy, niczym nie różniący się od pozostałych.

            Może te poprzednie nasze przedsięwzięcia artystyczne też nieprzeciętne były? No bo przecież przychodzicie na nasze Wieczorki. Nie ziewacie, nie zasypiacie na nich, nie dłubiecie sobie w no… chciałem powiedzieć, to znaczy… nie oczyszczacie przegród nosowych w celu ich udrożnienia. Zatem można wnioskować, że wieczorki naszego Bractwa w jakiś tam sposób nawet Wam się podobają.

            I ja chyba nawet wiem dlaczego? Bo my – w odróżnieniu od lata – staramy się! Staramy się, by na naszych wieczorkach było ciekawie. A lato co? Przejęło schedę po wiośnie i od razu zimniej się zrobiło. My nasze wieczorki urozmaicamy. Dzisiaj na przykład będzie nawet skecz. A lato niezwykle monotonne jest. Pochmurno - deszcz, deszcz - pochmurno i tak w kółko. My staramy się, by na Waszych twarzach uśmiech zakwitał. A lato? Słońce zasklepiło się na amen i swoich promieni użyczać nie ma zamiaru. My przede wszystkim nie jesteśmy prozaiczni. Jedynie mój felieton jest tak zwanym wyjątkiem potwierdzającym regułę. I tylko niekiedy dopada nas proza życia. A tak to my wyłącznie poezją żyjemy (nie mylić czasem, że z poezji, bo to jest raczej nie możliwe). Tak więc poezja jest w nas! A co jest w lecie?

            W lecie jest uśmiech! Bo jakie by ono nie było, to na lato czeka się z niecierpliwością. Jeszcze lato się nie kończy, a my już za nim tęsknimy. Bo lato ma w sobie magię wakacji, urlopów, wędrówek w nieznane, nowych przygód, nowych znajomości. To latem ładujemy swoje baterie, by przetrwać jesienne słoty, zimowe zamiecie i wiosenne przymrozki.

            O tak, lato to jest jedna wielka poezja…

 

 

 

 

            Oto kilka utworów zaprezentowanych przez Brackich poetów  w częściach tematycznych, czyli dotyczących wieczorkowego tytułu: „Uśmiech lata”. Konferansjerem w tych częściach była Krysia Pilecka…

 

 

Jan Wiśniewski

„Nad jeziorem Topiele”

 

nad jeziorem Topiele

w nadleśnym błękicie

szybuje orzeł bielik

pełen majestatu

 

królewski birkut z przestworzy

spogląda wyniośle na chmarę

kruków chcących zawładnąć

ciszą nad jeziorem Topiele

 

spogląda z przestworzy i się dziwi

po co kruki, rybitwy i mewy

tę nadjeziorną harmonię

zakłócają z natrętnym uporem

 

przecież wzbogacona głosami

krzyżówek i łysek i czernic

byłaby już szczodrze kompletna

bez tych krzykaczy – wie to już bielik

 

a ja choć czuję się intruzem

który przybywa dla spędzenia

wolnego czasu i odjeżdża

chłonąć harmonię tu się staram

 

jak dobrze wczuć się w tę ciszę

i uczyć się znów ją słyszeć

rano, we dnie, lub wieczorem

bo bez przerwy

koi nerwy

cisza nad tym jeziorem

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Letni poranek”

           

Obudziłeś  mnie  o  świcie

Czy  obudziłam  się  sama?

Nie.

To  był  pocałunek  słońcem.

Przysłałeś  mi list

O  pięknie  letniego  poranka.

Niewdzięczna

Nie  wstałam,  by  z  tobą  witać  dzień.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„A w sercu lato”

 

uśmiech lata wykrzywił mi twarz

półgębkiem lato przywitałem

wiosnę mając pod powieką

lata jeszcze nie uwzględniałem

 

zbyt piękne wiosny zaloty

chłonę je ze wszystkich sił

trwam wciąż w jej klimatach

jakbym w letargu jakimś był

 

a czas przecież najwyższy

z latem w romans się wdać

by jednak zamiary były czyste

nie mogę przy wiośnie wciąż trwać

 

albo lato, albo wiosna

nie można dwóch kochanek chcieć

choć wiosna równie piękna

teraz w sercu muszę lato mieć

 

 

 

 

Helena Szymko

„Czas urlopów”

 

lato - jak sączący się napój bogów 

spływa na nas błogością upalnych dni

wzbogaca wewnętrznie i uspakaja 

zachwyca, malowniczymi okolicami 

i otaczającą dzikością przyrody

błogie dni spędzone na łonie natury

sprawiają, że czujemy się - wyzwoleni

wypoczęci i pozbawieni stresu 

promienie słońca działają kojąco 

skóra pozbywa się negatywnej energii

lubię zapach traw i ziemi 

porośniętej dzikimi roślinami 

kwiaty, zdobiące zielonych traw kobierce

nawet źdźbła traw, w swojej prostocie są tak urokliwe

na niebie szybujące podróżniczki 

ich pióra mienią się w blasku iskrzącego słońca

swą obecnością - oznajmiają bliskość morza

pomimo upału, czas jakby się zatrzymał

wokół szum wiatru i ta kojąca słodka cisza

tylko w oddali słychać - zanikające odgłosy miasta

 

 

 

 

Regina Wojniłowicz

„Gołębie serce”

 

W letni dzień mówisz mi

smutek odrzuć, otrzyj łzy.

I tak też uczyniłam

łzy na szczęście zamieniłam.

Jednak oczy me blaskiem nadal lśniły,

to ty mnie zdradziłeś – twoje oczy mnie zdradziły!

Mgiełko poranna - swym pięknem onieśmielasz mnie,

bym o pomoc ciebie prosiła

Byś z władcą wiatrów mnie ukryła.

Rzucę się w głębiny oceanu, by miłość żyła,

by tęsknota serca mego więcej mnie nie raniła

Wietrze, wietrzyku mój - rozwiej wieści me po świecie całym,

może się ukryję w zakątku małym.

Lecz głębina poświęcenia mego nie przyjęła…

Na powierzchnię nimfa morska mnie wynurzyła

i do życia przywróciła.

Resztkami sił piórek białej mewy się chwyciłam

Gołębie serce, wybacz mi… wybacz.

Tak bardzo ciebie pokochałam,

dla ciebie moja miłość ocalała.

J tchu już mi brakuje,

moje szczęście odlatuje

I cóż się dzieje?

Jasność dnia w ciemność się przemieniła,

ukochanego z wody głębina morska wynurzyła

i do życia przywróciła.

Jesteś jakiś inny, choć postać ta sama…

Witaj moja… moja kochana…

I czuły pocałunek na policzku mi złożyłeś…

I znów, znów znikasz!

Głębia oceanu ciebie wezwała…

Czyż z sideł śmierci ciebie wyrwała?

Czy jesteś oceanem nocą wzburzonym?

Uczuciem nie spełnionym?

Czyż na Twą miłość nie zasługuję?

Więc po cóż mam żyć…?

I znów morze się wzburzyło,

potężnymi falami o skalny brzeg z siłą sztormu uderzyło.

Zapadła cisza… wody oceanu się uspokoiły…

Biała mewa przyleciała

i te słowa wypowiedziała:

Twój kochany żyje, gołębie serce ma!

On Ciebie bardzo… bardzo kocha…

…I śmierć nas nie chciała -

wzajemna nasza miłość ocalała.

 

 

 

PS  W następnym wpisie będzie kontynuacja poetyckich treści, czyli dalszy ciąg czerwcowego wieczorka literackiego pt. „Uśmiech lata”. Materiał przedstawimy w dość ciekawej formie. A zatem zapraszamy ponownie!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

UWAGA! - bo to już dzisiaj!

poniedziałek, 22 czerwca 2015 12:01

 

 

ZAPRASZAMY

SERDECZNIE

na

BIESIADĘ

LITERACKO-MUZYCZNĄ

 

 

 

         Zapraszamy na wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „Uśmiech lata”.

 

W programie: autorecytacje wierszy Brackich poetów, „Nie tylko wierszem” - czyli felieton Romka D., skecz Reni Wojniłowicz pt. „Kacper Bumba” i muzyczne przerywniki w wykonaniu  Mikołaja Kobusa i jego fenomenalnej harmonijki. Ponadto słodki poczęstunek oraz możliwość zaopatrzenia się w tomiki poetów z Krajowego Bractwa Literackiego, czyli mówiąc krótko  - Brackich poetów.

 

 

Wstęp wolny !

 

 

Literacko-muzyczny wieczorek odbędzie się dzisiaj!!!

22 czerwca (poniedziałek) o godz. 17

w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”

ul. Zwycięstwa 148.

 

 

 

PLAN SZCZEGÓLOWY:

 

 

  1. Przywitanie gości.

 

  1. Nie tylko wierszem, czyli Bracki felieton Romka D.

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

  1.  I część poetycka - tematyczna / prowadząca: Krysia P.

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

  1. II część poetycka – tematyczna / prowadząca: Krysia P.

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

  1. III część poetycka – dowolna / prowadzący: Romek D.

 

  1. Skecz Reni Wojniłowicz pt. „Kacper Bumba”.

 

10. IV część poetycka – dowolna / prowadzący: Romek D.

 

11. Zakończenie.

 

 

 

PS  Przyprowadźcie swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

 

DO ZOBACZYSKA!

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Nie samą prozą człowiek żyje…

sobota, 20 czerwca 2015 23:46

 

 

WIERSZE

POETÓW, KTÓRZY

W SERCU MIELI

M  A  J

 

 

            Po prozie z wcześniejszego wpisu – czas na poezję! A będzie to poezja, którą Braccy poeci zaprezentowali na majowym wieczorku literackim pt. „…a w sercu maj”. Tą tematyczną część autorecytacji wierszy poetów z Bractwa poprowadził Romek Dopieralski i poniżej przedstawiamy jego scenariusz, którym posiłkował się podczas swojej konferansjerki.

 

 

 

Scenariusz wieczorkowy - „… a w sercu maj” / maj 2015

            Witam w części tematycznej autorecytacji wierszy Brackich poetów. A jak wiemy – tematem przewodnim jest na dzisiejszym wieczorku miłościwie nam jeszcze panujący – miesiąc maj. Zaś tytuł owego wieczorku brzmi: „A… w sercu maj”.

            Jak się zatem nietrudno domyślić – w tych wierszach będzie zapewne dominować terminologia związana z majem. I rzeczywiście – maj przedstawiony jest w tych utworach w przeróżnych konfiguracjach!

 

            Maj jest na przykład miesiącem, w którym – pomimo, że nie ma w sobie litery „r” – równie chętnie zawierane są związki małżeńskie, by potem – również w maju rodziły się nam córki i synowie… Choć niby w porzekadle jest, że w maju powinniśmy dopiero czynić starania a’ propos naszych nienarodzonych jeszcze pociech…

            Oto poetka, która swego czasu już w sierpniu czyniła właśnie owe starania, by w maju móc się cieszyć z narodzin swojego najmłodszego syna… Regina Adamowicz i jej przesiąknięty majem wiersz pt. „Z czułego serca”…

 

Regina Adamowicz

„Z czułego serca”

 

Tyle minęło dni majowych

Niezapomnianych wiele lat

A niespodzianek przywiał nowych

Niespokojnego czasu wiatr

 

Przez różne w życiu przeszłam burze

Wiele wylałam smutku łez

Lecz w maju kwiatów kwitnie dużo

Zapachem nęci biały bez

 

Pamiętam majowe dni radosne

Pierwszą Komunię biały kwiat

Niezapomniany powiew wiosny

I kolorowy piękny świat

 

Życie wciąż pędzi jak szalone

Majowe stale liczę dni

Marzenia nigdy niespełnione

I zawieszane w puste sny

 

W maju przeżyłam bardzo wiele

Radości, szczęścia piękna w nim

Święto Matuli, ślub, wesele

Narodził się najmłodszy syn

 

Maj o Ojczyźnie też pamięta

Chorągwie szumią niby las

Któż majowego nie zna święta

Serca radością biją w nas

 

Biało-czerwona kolorowo

Sztandary zdobią cały kraj

I z każdym rokiem wciąż na nowo

Z całego serca – kocham maj

 

 

 

 

 

            Kolejna nasza poetka wieczorkowy tytuł potraktowała niemalże dosłownie. Według niej – miłość odkąd istnieje – nie może pachnieć na przykład styczniem, lutym, marcem, czy też kwietniem. Nawet czerwcem nie pachnie, ani lipcem, tudzież sierpniem. Wrzesień i październik też nie wchodzą w rachubę, a już tym bardziej listopad i grudzień.

            Oto dowód na to! Przed państwem Helena Szymko w utworze – i w tym miejscu mogę zacytować wieczorkowy tytuł – wiersz pt. „A w sercu maj”…

 

 

Helena Szymko

„A w sercu maj”

 

Majowa miłość - 

rozkwita w słońcu, ogarnia umysł 

serce wypełnia błogością

i sam już nie wiesz

co się z tobą dzieje 

i co dalej będzie - 

z tą twoją majową miłością

bo maj, nam miłość maluje

 

bielą kwiatów -

obsypał owocowe drzewa

magnolie bzy zakwitają 

odurzając barwą i wonią 

serce przepełnia radość

w duszy skowronek śpiewa

maj, wiosennym szaleństwem nas bawi

muzyką w głowach szumi

majową miłością mami

bo miłość odkąd istnieje

zawsze pachniała majem

kojarząc zakochanych -

szaleństwem uczuć się staje

 

 

 

 

 

 

            Miesiąc maj, to również niezły terapeuta! Bo kiedy na przedwiośniu zauważamy, że nasze życie zasuwa jak pośpieszny pociąg, to właśnie maj nas koi – maj i jego piękno!

            Nasza miła Ludmiła, czyli Ludmiła Raźniak w utworze pt. „A w sercu maj…

 

Ludmiła Raźniak

„A w sercu ciągle maj”

 

/autorka wiersza, nie użyczyła go na cele tegoż bloga/

 

 

 

 

 

            A u tej poetki, maj to: kuszące konwalie, zmysłowe forsycje, wonne łąki, rozległe polany, zachwycające kaczeńce, bajeczne ogrody, mnóstwo bzów… i czego tam jeszcze o maju nie ma! A to, że maj taki     i siaki, a że maj owaki…

            Ale co ja będę się produkował, wyrywając z kontekstu jedynie epitety z tegoż wiersza – tym bardziej, że nawet autorka nie chce go recytować… Aż dziw bierze, bo przecudnej urody ów utwór. Ale ona tak zawsze, bo to nasz taki Bracki recytatorski leniuszek, czyli Grażynka Piekarewicz!

            Recytacja wiersza Grażyny Piekarewicz pt. „Maj szumiał konwaliami” – scedowana została na Krysię Pilecką… Krysiu scalaj te epitety, które ja wyrywałem z kontekstu – scalaj je w jedną całość!

 

Grażyna Piekarewicz

„Maj szumiał konwaliami”

 

/i w tym przypadku autorka wiersza, nie wyraziła zgody na jego blogową publikację/

 

 

 

 

            Ten poeta, swój wiersz poświęcił osobie, której zawdzięcza, że tu jest. Właściwie, to my wszyscy zawdzięczamy tym osobom, że w ogóle jesteśmy! Te osoby, to nasze matki!

            Jutro – w 26-ty dzień maja – świętować będziemy Dzień Matki! Jak widać - maj jest tak cudowny, że nawet znalazł miejsce, by te najdroższe nam osoby – właśnie w maju uhonorować…

            Oto Janek Wiśniewski i jego wiersz Matce poświęcony…

 

Jan Wiśniewski

„Matce”

 

Pamięć widzi niezmiennie dłonie

pracowite i niestrudzone

I serce  wszechobecne

rozjaśniające codzienność promieniem Słońca

Narodzonego

wiodłaś w życie za rękę

chroniąc i ucząc

Chroniłaś

przed przeciwnościami ponad siły

Uczyłaś

iść wybierając drogę

myśleć, patrzeć i czuć

sercem

 

Z otulonego lasami świata dzieciństwa

wyszedłem

z wyrytym w sercu Twoim drogowskazem

Wyszedłem spod skrzydeł pełnych ciepła

swoją przecierać drogę

Na rozdrożach

wspomnienie ciepła matczynej dłoni

służyło i nadal służy radą

 

Dziś

swoje dzieci prowadząc

chciałbym tak jak Ty

 

Swą wiosnę i lato

nam dzieciom ofiarowałaś bez reszty

Teraz już jesień

Twe włosy siwiejące

twarz poorana życiem

siły wyczerpane

zdrowie zniszczone

Lecz serce ciągle gorące

Lecz oczy ciągle młode

W Domu ucichł już gwar i śmiech beztroski

Ty jednak trwasz tu niezmiennie

Więc wracamy do niego pełni ufności

ogrzać stwardniałe życiem serca

i chłonąć kojące echa

przepojonego Tobą dzieciństwa

 

 

 

 

 

            Maj jak zapanuje, to jest go wtedy wszędzie pełno. Jest przed puszczą, jest za puszczą, koło puszczy, przy puszczy, nawet nad puszczą też jest maj!

            A w wierszu naszej kolejnej poetki, to maj jest także w samym sercu puszczy! Oto nasz już nie najnowszy Bracki nabytek, dla którego dzisiejszy wieczorek jest prapremierowy, bowiem debiut absolutny miała ta poetka - już teraz nasza Bracka poetka – podczas kwietniowej biesiady. Renia Wojniłowicz i jej utwór zatytułowany: „W sercu puszczy – maj”…

 

Renia Wojniłowicz

„W sercu puszczy – maj”

 

W sercu puszczy polana

Z milionami kropel rosy o poranku

W poświacie promieni słońca ogrzewa

Łono natury - chłodem nocy zawładnięte

 

Maj – mieszkańcom lasu – daje w darze

Dywan z soczystej zieleni

Utkany z kwiatów ziół w kolorach tęczy

Po burzy architekt Niebios go projektował

 

Tęcza – malowana Boską wyobraźnią

Bo tylko On artystą niebiańskim jest

I choć czasem w sercu chłodne miesiące

To dzisiaj rozgościł się maj

 

Na polanie, gdzie mieszkańcy lasu

Z promieni słońca utkany dywan

Wnika w głąb naszej wyobraźni

W wiosennym majestacie przyrody

 

 

 

 

 

            Nie sposób, nie zachwycić się majem… Te łąkowe stokrotki, te niezapominajki gdzieś nad ruczajem. Nawet te żółte kobierce z bardzo pospolitym zresztą mniszkiem pospolitym – może bardziej znanym pod roboczą nazwą „mlecz” albo „dmuchawiec” – są również pięknym tworem naszej majowej w przyrodzie dekoracji.

            A oto zachwyt nad majem, w wykonaniu Krysi Pileckiej w utworze pt. „Zachwyt”…

 

 

Krystyna Pilecka

„ Zachwyt”

 

A w sercu – Maj…

Pochylić się nad stokrotką na łące

Mleczem żółtym jak słoneczka jasne

Dostrzec kwiatem niezapominajki maleńki

Zachwycić się zielenią młodą

Jak to w maju… i

Dotknąć

Przygarnąć bogactwo natury, co…

Urzeka zadziwia wiosenną urodą

Nadzieję niesie radość spełniającą

A zawsze marzenia budzi gdy uśpione

I ziszcza – niczym gwiazdy spadające

 

 

 

 

 

            Już chciałem kontynuować gloryfikację maja i rzec, że maj na naszym wieczorku, to nawet zostanie sportretowany. Jednak portret danego miesiąca jest u nas czymś oczywistym. Kto na nasze wieczorki uczęszcza w miarę regularnie, ten z pewnością zauważył, że u nas co miesiąc portretujemy jakiś miesiąc…

            A to za sprawą naszej Brackiej portrecistki, która i tym razem  - bez użycia farb – sportretowała ów miesiąc maj! Maria Rudecka w wierszu pt. „Maj”…

 

Maria Rudecka

„Maj”

 

Ja miałam być dziewczynką. To dlatego Tata,

chcąc mnie inaczej widzieć w swoich synów gronie

kazał krawcowi uszyć dla mnie i na całe lata

suknie w kolorach przez dziewczęta ulubionych.

 

Zaraz się polecenia Taty – Roku wypełniły

i delikatną zieleń, coraz mocniejszą, soczystszą,

kolor kwiatów konwalii oraz innych i nie tylko białych,

także liliowych, błękitnych, złotych w pracowni uszyto.

 

Bracia mi zazdrościli – to uczucie znane –

każdy zaraz pomyślał: czemu maj – nie ja?

nie mnie to wyróżnienie przez Tatę przydane?

Ojciec zaś rzekł surowo: „Zawiść – cech brzydka, zła”.

 

A do mnie: „Ty mi się nie smuć, mała, mały,

i słowa ojcowskiego, jego moc też znaj –

coś moje oczy – miast sukienek – dla ciebie wybrały:

będziesz sprawiał, że w sercach gościć będzie maj,

że w sercach gościć będzie maj.”

 

 

 

 

 

            Pewien Bracki poeta, być może chcąc się jakoś wyróżnić - w tych majowych treściach – swojemu wierszowi nadał tytuł jakby nieco odbiegający od tytułu wieczorkowego. Tak jak wcześniejsi recytatorzy    w swoich wierszach miesiąc maj mieli zazwyczaj w sercu, tak on w swoim utworze umieścił go w innej części ciała…

            Ciekawe, czy komuś jakaś nieprzyzwoita myśl przyszła do głowy – właśnie z ową częścią ciała związaną… Jeżeli tak, to te osoby będą raczej zawiedzione… bo w tym przypadku chodzi o… o głowę!

            Ciekawe, jakiemu to poecie-imbecylowi przyszło do głowy, by maj mieć… w głowie, a nie jak wszyscy - w sercu! Przed państwem autor tego oto wiersza… Roman Do…pie…ral…Dopieralski… O kurde… to o mnie mowa… No trudno, „Słowo się rzekło,kobyłka u płotu” – recytować trzeba!

            Roman Dopieralski – wiersz pt. „A w głowie maj”…

 

Roman Dopieralski

„A w sercu maj”

 

drzewa eksplodowały

rozbudzony kasztanowiec

obwieszcza o maturach

zakwitła niezapominajka

mleczu żółta struktura

zawładnęła trawnikiem

 

gotowa do rozrodu ziemia

użycza swe łono

szczodrze jest karmiona

roślin zachłanność

jednak panuje harmonia

w tym pędzie ku słońcu

 

i bocian przyfrunął

na przydrożnym słupie

ulokował rodzinę

uaktywnił się kret

aż po horyzontu linię

ziemię kopcami zdobi

 

głaszcze po twarzy

wiatr majowy

majowym deszczem

zraszane polne areały

nawet pioruny złowieszcze

majowi dały azyl

 

zrzucane zimna okowy

z krą spłynęły

drżenia o wschodzie

zakochania nadszedł czas

kwitnienia teraz w przyrodzie

a w głowie maj

 

 

 

 

 

            Proszę państwa, w tych Brackich autorecytacjach, w tych wierszach, które posłyszeliśmy – maj był w sercach, maj był w głowie, a ja teraz proponuję, by maj był również w naszych uszach!

            Dlatego do akcji wkroczy teraz pan Mikołaj Kobus – rocznik 45 - ze swoją fenomenalną harmonijką…

 

 

 

            I tak oto wyczerpaliśmy nasze literackie zasoby, które przygotowaliśmy na dzisiejszy wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „A… w sercu maj”.

            Wielkie brawa dla głównych aktorów dzisiejszej uczty literackiej - Brackich poetów, którzy są solą naszej Koszalińskiej Ziemi!

            I nie mniejsze brawa dla naszej wiernej, Brackiej publiczności, która jest najwspanialszą publicznością na świecie! Braccy poeci – bijcie mocne brawa dla wspaniałej Brackiej publiczności!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie fenomenalna, niezrównana i niesamowita – harmonijka!

 

A teraz sypnę paroma istotnymi informacjami:

  • W drugi poniedziałek miesiąca, czyli już 8 czerwca Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są nasze wieczorki!
  • W czwarty poniedziałek miesiąca, czyli 22 czerwca o godz. 17 – zapraszamy już dzisiaj na kolejną ucztę literacko-muzyczną, czyli nasz wieczorek literacki pt. „Uśmiech lata”.
  • Na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!

 

            I to tyle na dzisiaj – moi drodzy… Mamy tylko nadzieję, że czas u nas spędzony – nie był czasem straconym. Bo to jest dla nas najważniejsze, byście Wy – droga widownio – byli jak najbardziej ukontentowani.

            Staraliśmy się więc, jak najwięcej tego maja – tej dobrej przecież energii – tchnąć w wasze serca! I być może, jak wyjdziecie teraz od nas  i ktoś się Was spyta: -Co masz w sercu? Odpowiedź będzie krótka: -Maj!

            I oczywiście przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia! Do usłyszenia! …A w sercach Waszych – niechaj będzie… maj!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka D.

wtorek, 16 czerwca 2015 23:47

 

 

NIE SAMĄ POEZJĄ

CZŁOWIEK ŻYJE

(felieton)

 

 

 

            Tenże felieton zaprezentowany został na majowym wieczorku literackim pt. „…a w sercu maj”. Mało jest w nim o maju. Tam maja ledwie naparstek. W tym felietonie o maju jedynie napomknięto, a jednak spełnia wieczorkowe wymogi.

            W czym tkwi jego sekret? Trzeba przeczytać, być może wnioski nasuną się same…

 

 

 

A w sercu „cudzysłów” i… wielokropek

 

            Dobry pomysł na felieton, to połowa sukcesu. Według mnie – nawet więcej. Ja z pomysłami raczej nie mam kłopotów. Zawsze coś tam wykombinuję takiego, że felietony pisze mi się gładko. Aż do teraz…

            A w sercu maj… a w sercu maj… - powtarzałem w myślach, chcąc coś sklecić na wieczorkowe wystąpienie. A tu pustka! Nul! Nic! Zero pomysłów!  Jak nie w sercu, to może w głowie ten maj umiejscowić – pomyślałem sobie, kiedy już brakiem koncepcji na napisanie czegokolwiek sięgałem niemalże zenitu! Może i dobry pomysł, by maj ulokować w głowie, ale cóż z tego, kiedy  w tejże głowie pusto na daną chwilę! Owszem, nasuwały mi się kolejne pomysły na inne części ciała, gdzie by sobie maj mógł u mnie przycupnął. Jednak i te pomysły typu: „a w nodze maj”, „a w łokciu maj”, czy też w dłoni – szybko spalały na panewce, wobec czego kartka nadal pozostawała pusta, zaś szpiczasty rysik mojego ołówka – nadal pozostawał szpiczastym.

            I nagle olśnienie! Spojrzałem na wieczorkowy tytuł pod kątem graficznym i zauważyłem, że w wieczorkowym tytule zamieściliśmy znak „wielokropka”. Jest to raczej znak dość rzadki, wskazujący na to, że tok mówienia został z jakiś przyczyn przerwany; występuje zatem nie tylko na końcu wypowiedzenia. W naszym przypadku - umieściliśmy tenże znak graficzny na samym początku!

            Oprócz wielokropka zastosowaliśmy również „cudzysłów”. Stawiając jego część otwierająca na początku wieczorkowego tytułu, zaś na jego końcu - lokując część zamykająca tegoż graficznego znaku. Tak się tym wszystkim nakręciłem, że w pewnym momencie nawet cudzysłów wziąłem w cudzysłów! To oczywiście zbytnia nadgorliwość, ale faktem jest, że cudzysłów w cudzysłowie, to forma jak najbardziej poprawna. W takich wypadkach główny cudzysłów składa się z dwóch apostrofów, a w środku zdania stosuje się cudzysłów ostrokątny…

            Stop! Najwyraźniej zagalopowałem się w tych teoriach na temat znaków graficznych. Może to i ciekawy temat, ale nie na felieton! To może ciekawostkę jakąś podam na koniec… Otóż termin „cudzysłów” wymyślił i utrwalił w końcu XVIII wieku Onufry Kopczyński! A felieton, który miał być o maju - napisał Romek Dopieralski, kończąc go… wielokropkiem…

(Roman Dopieralski)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Brackie szeregi się uszczupliły...

czwartek, 11 czerwca 2015 23:59

 

 

O

IRENCE MICHAŁOWSKIEJ

RAZ

JESZCZE...

 

 

Irenka - zawsze radosna, uśmiechnięta, życzliwa, koleżeńska, ciepła i... taka też była jej poezja.
A co o Irence - czy też dla Irenki - napisali jej Braccy znajomi i przyjaciele?

 

 

 

Regina Adamowicz

"Na pożegnanie"

 

Irenko Poetko i siostrzana duszo

O przyrodzie pisałeś śliczne poematy

Pełne miłości radości i wzruszeń

W Twych wierszach śpiewał ptaków chór skrzydlaty

 

Odeszłaś odpłynęłaś na białym obłoku

W ciszy nas opuściłaś odchodząc o świcie

Nie napisałaś wspomnień o pamiętnym roku

A który piętno odcisnął w Twym życiu

 

Z Twoich ust usłyszałam o pięknej przyrodzie

W czasie gdy smutek Twe serce ogarnął

Chyba wtedy dobry Bóg Ci wynagrodził

Udziałem w filmie "Niebieskie Jak Morze Czarne"

 

Byłaś maleńką gwiazdeczką na ziemi

W roli zakonnicy dzieciom dotrzymując kroku

Widziałam żegnając Cię łzami rzewnymi

Jak szłaś z aniołkami po białym obłoku

 

 

 

 

Maria Rudecka

"Naszej Irence na chwilowe rozstanie"

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wieczorkowy reportaż…

środa, 03 czerwca 2015 17:13

 

 

CO U BRACKICH W TRAWIE

PISZCZAŁO?

 

            Było pięknie, cudownie, wspaniale… Ciągle to powtarzać? Banał! A zatem skupmy się na tym, co też Braccy literaci wymyślili takiego, że ten ich wieczorek literacko-muzyczny znowuż wypalił?!

            Jednym z powodów jest pewnie doświadczenie, bowiem robią to już od lat. Miesiąc w miesiąc – najpierw strategia na warsztatach literackich – by już przed publicznością swój kunszt literacko-poetycki zaprezentować. Można powiedzieć, że w myśl zasady – nauka nie idzie w las…

            Nie od razu było tak udanie. Przez te wszystkie lata były wzloty i upadki. Jedne osoby przychodziły inne odchodziły, ale są też i tacy, którzy są od zawsze. Niektórzy wpadali do Bractwa, mając dobre chęci. Jednak życie weryfikowało ich zapędy i całe szczęście, że na ich chęciach się kończyło. Choć co niektórym krótkie piekiełko udawało się do Bractwa wprowadzić. Bo - jak wiadomo – dobrymi chęciami całe piekło jest wybrukowane. Ale jak przystało na „stare dobre małżeństwo” – tak i Bractwo przetrwało te cieńsze lata i teraz ma się całkiem dobrze.

            Wynikiem tego jest kolejny udany wieczorek pt. „…a w sercu maj”. Choć zaczął się na smutno i refleksyjnie. Niestety – ludzie nie są nieśmiertelni – więc i w Brackim gronie zdarza się, że ktoś bezpowrotnie odejść musi.

            O Irence Michałowskiej już pisaliśmy wcześniej, zaś na majowym wieczorku poświęciliśmy jej jedną z poetyckich części. „Irenko Poetko i siostrzana duszo / O przyrodzie pisałaś śliczne poematy / Pełne miłości radości i wzruszeń / W Twych wierszach śpiewał ptaków chór skrzydlaty” – tak rozpoczęła tę część Reginka Adamowicz. Pełno pytań było w utworze Wandy Kamyk: „Co będzie gdy nas zabraknie? / Czy tylko puste miejsce w ulubionym fotelu / Ulubiony kubek do kawy”.

            Jednak życie trwa dalej – tak i Braccy literaci w dalszej wieczorkowej części starali się wyrazić nie tylko w wierszach, ileż tego miesiąca maja w ich sercach się znajduje. Choć w felietonie Romka D. było go jak na lekarstwo. Bardziej skupił się on na graficznej stronie wieczorkowego tytułu („… a w sercu maj”), wobec czego umknęło mu gdzieś sedno tematu. Jednak jego felietonowy tytuł („A w sercu <cudzysłów> i… wielokropek”) jest niezwykle wymowny i niejako daje odpowiedź na to, w którym kierunku podążył felietonista – ów felieton pisząc…

            W części dowolnej autorecytacji wierszy Brackich poetów, którą poprowadziła Krysia Pilecka – Renia Wojniłowicz tak rozpoczęła swój utwór pt. „Tam, gdzie Bóg”: „Latami całymi marzyłam o podróżach / Porośniętych bujną roślinnością wzgórzach / Tam, gdzie ptaki nad chmurami budują gniazda / Tam, gdzie poświatę daje północna gwiazda”. Taka zaś jest pierwsza zwrotka utworu pt, „Melodia duszy” – autorstwa Ani Żabińskiej: „Uformowana z miłości do pięknych uczuć / W osobistej wzniosłej, artystycznej jaźni / Pełna przenośni i pokrewnych znaczeń / Staje się bujnym tworem wyobraźni”.

            Romek Dopieralski był konferansjerem w trakcie autorecytacji wierszy Brackich poetów, kiedy utwory dotyczyły wieczorkowego tytułu. Nietrudno się więc domyślić, że utwory były o miesiącu, który od kwietnia przejmuje przysłowiową pałeczkę, by po miesiącu panowania oddać ją czerwcowi. A cóż takiego spotkało w tymże miesiącu Reginę Adamowicz? Oto, czego dowiedzieliśmy się na wieczorku z piątej zwrotki jej utworu: „W maju przeżyłam bardzo wiele / Radości, szczęścia, piękna w nim / Święto Matuli, ślub, wesele / Narodził się najmłodszy syn”. A tak o maju wyraziła się w swoim wierszu Hela Szymko: „Bo miłość odkąd istnieje / zawsze pachniała majem / kojarząc zakochanych / szaleństwem uczuć się staje”.

            Jak do tych wspomnień o Irence Michałowskiej, do tego felietonu Romka D. - nawet nie o maju – i do tych majowych autorecytacji wierszy Brackich poetów - dodać jeszcze szaloną harmonijkę i jej właściciela – Mikołaja Kobusa – to tenże majowy wieczorek po prostu nie mógł się nie udać!

 

 

PS  A za czas jakiś – wiersze z tegoż niezwykle udanego wieczorku literacko-muzycznego, zatytułowanego: „… a w sercu maj”.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Poezji Brackich poetów ciąg dalszy…

czwartek, 21 maja 2015 14:19

 

 

POETYCKI ROZKWIT

ale… w

TEMATYCE DOWOLNEJ

(wierszy część druga)

 

 

 

            Drugą część wieczorkowych autorecytacji wierszy Brackich poetów poprowadził Romek Dopieralski. Tym razem były to wiersze o tematyce dowolnej, czyli niekoniecznie dotyczące wieczorkowego tytułu, który brzmiał: „W poetyckim rozkwicie”.

            Czy zaś te wiersze są takowym właśnie poetyckim rozkwitem poszczególnego poety? Sprawdźmy…

 

 

 

            -Witam serdecznie! – przywitał się konferansjer Romek Dopieralski z nadal liczną widownią, na czele z Ludmiłą Janusewicz - prezesem koszalińskiego oddziału Związku Literatów Polskich - bowiem nikt z przybyłych na wieczorek, po jego pierwszej części sali klubu osiedlowego „Nasz Dom” nie opuścił. -To ja teraz będę zapowiadał poetów, Brackich poetów, którzy w autorecytacjach zaprezentują swoje utwory. Rozrzut tematyczny wierszy jest znaczny: od śpiewu słowika, przez arkana wiosny, aż po klucz żurawi.

 

            A przecierać poetyckie ścieżki w tej części literacko-muzycznej biesiady będzie wiersz Heleny Szymko…

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Bądźmy dla innych mili”

 

Ułatwiajmy sobie życie wzajemnie

to takie szczytne, a nic nie kosztuje

zwyczajny międzyludzki miły gest -

może sprawić uśmiech na zatroskanej twarzy

pomimo nieszczęść -

świat wcale nie jest taki zły

on naszym wspólnym domem jest

 

niech wiara w człowieka nigdy nie zaginie

darzmy się nawzajem uprzejmością

a złe zdarzenia, będą mniej bolesne

dbajmy o uczciwość naszej duszy

wszystko co posiadamy teraz -

to tylko dobra doczesne

nie poddajmy się znieczulicy

pozostaną po nas dobre wspomnienia

bo serce dobrego człowieka

zawsze los innego wzruszy

 

 

* * * * *

 

 

            Proszę państwa, moje wieczorkowe scenariusze są tak przeważnie skonstruowane, że jest jakaś myśl przewodnia, która jakby spina ze sobą te wszystkie moje zapowiedzi.

            Już tych scenariuszy trochę było, można by pomyśleć, że im dalej w las – tym ciemniej, a więc każdy następny scenariusz będzie mi coraz trudniej napisać.

            Postaram się dzisiaj obalić tą tezę, bowiem uważam, że tych możliwości jest niezliczona ilość. Tak samo jak i tematów na napisanie wiersza. Owszem, dobry wiersz – że tak powiem kolokwialnie - nie wytrzepie się z rękawa, ale fakt jest faktem, iż pisać można o wszystkim…

            Choćby o tym filarze… (konferansjer Romek wskazał na filar, który od zawsze zdobi - a przede wszystkim podpiera - strop sali klubu osiedlowego „Nasz Dom”). Tak… o tym właśnie filarze będzie wiersz. Uwaga! Wiersz o filarze pt. „Rymowanka o filarze”…

           

            filarze – mój ty, kochany filarze

            co dać nam możesz w darze

            cienia kawałek… kto go wykorzysta

            poeta jakiś, albo zbłąkany turysta

            tudzież gość wieczorkowy

            wtulając się w twój deseń tynkowy

 

            A teraz wiersz lotów znacznie wyższych. Przed państwem Robert Paweł Kamin…

 

 

Robert Paweł Kamin

„Arkana wiosny”

 

Nadeszłaś z cicha utęskniona

Wiosno słowiańska w śnie zieleni

Poetów poro wymarzona

Która się w sercu tęczą mieni

 

W dzień błyska słońce iskrą bieli

Ziemię spowija jaskrawością

Skowronek w trelach się weseli

I się upaja swą wolnością

 

W noc przy księżyca łunach, w stawie

Kąpią się nagie dwie dziewice

Piersi ich pieszczą rosy mgławe

Wodospad włosów kryje lice

 

Postacie białe ich jak perły

Plotą wianeczki z żółtych lilii

Opar majowy stawu wierny

Osnuwa scenę snem idylli

 

Tyle masz, wiosno, blasków szczęścia

Ile ma wdzięku kształtna kibić

Piękna jest młodość twa dziewczęca

I tylko o niej dziś chciałbym śnić

 

 

* * * * *

 

 

            Jeszcze jeden dowód na to, że pisać wiersze każdy może – tylko trochę lepiej lub trochę gorzej…

            Był wierszyk rymowany o tym filarze (konferansjer Romek wskazał na klubowy filar), a że nie ma innego filara, to teraz też będzie o nim. Będzie to również rymowanka, ale tzw. diatryba, odznaczająca się gwałtownym tonem – zwykle wyrażająca protest lub krytykę. Wierszyk ma tytuł „Diatryba na filar’”…

 

            filarze, co tkwisz na wprost mojej twarzy

            od twych spojrzeń, aż mnie skóra parzy

            tynkiem jesteś przyozdobiony

            lecz najwyraźniej czymś zmartwiony

            czymże? wszak struktura twa wymalowana

            spojrzyj więc, filarze, łagodniej na Romana         

 

            Po tej parodii wiersza powracamy do prawdziwej poezji, a umożliwi to nam utwór Grażynki Piekarewicz, ale nie ona sama, bowiem scedowała  recytację na swoją Bracką koleżankę, Krysię Pilecką…

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Wspomnienia”

 

Płatkami róż dotykam chwile. Czekam na nie. W każdym obłoku, w każdym promieniu nieba.

Szeroką strugą rozlane nadzieje, dążenia. Pragnienia jak skrzydła motyla rozpostarte, wzniesione do lotu. Subtelnym muśnięciem nostalgii dają znać o sobie, tam, gdzie kwitną wzruszenia.

 

Wspomnienia. W muzyce wiatru, w zapachu kwiatów. W mojej duszy niczym morskie fale płyną radośnie. Tanecznie, skocznie. Ich nagość i powab. Ich ruchy pełne gracji, szybkie, płynne, zwinne. Szepczą. Drgają. Spowite mgieł długim szalem o ciszę błagają. Spokojne. Słodkie.

 

Jak w poetyckim natury rozkwicie napawają refleksją, tętnią życiem. Ich barwy turkusowe, purpurowe.

 

Czasem w głębokiej zadumie pogrążone.

 

Wspomnienia. W myślach, w modlitwie, w słowie. W huraganie życia, na złocistych wstęgach nieba bólem, uśmiechem wypełnione. Na szczytach uniesień srebrnymi kroplami tęsknoty zroszone. Usłane marzeniami, targane wichrami. Dla nich Jestem. Dla nich żyję.

 

Płatkami wspomnień dotykam chwile. Duszę iskrami rozpalają. Dla nich niebo gwiazdami rozbłyśnie.

 

Blask pamiętania rzucony na pulsujące życie. Płomienie tęsknoty w dłonie chwytam i to zamyśleń samotne wędrowanie. Wspomnienia. Prawdziwe, trudne, niezwykłe, szczęśliwe. Ich oczy w światłach nocy wciąż pełne ciepła i rozkoszy.

 

 

* * * * *

 

 

            Jestem konsekwentny i z uporem maniaka brnę dalej w poetycki banał. Poprzednio była diatryba - teraz będzie wierszyk strukturalny, oczywiście o filarze pt. „Trzynastozgłoskowcem o milczącym filarze”…

 

            filarze, mych tajemnic ty znasz bardzo wiele

            kiedy w panice chodzą dreszcze po mym ciele

            a tu wyjść trzeba na scenę i recytować

            dopomóż! cóż czynić, by się nie ugotować

            filar milczał… ja odrętwiały też milczałem

            milczał wciąż – nawet, kiedy ja się przełamałem

 

            A tak na poważnie, wystąpi teraz Andrzej Pitak…

 

 

Andrzej Pitak

„Gdzie moja baśń”

 

Jest piękny świat

za oknem snu

świat zielonooki

w samym środku rzęs

Maj, ziemski raj

możesz go mieć

chodź do nas mały, chodź

porzuć szaty białych łez

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie jest lustro mojej twarzy?

Gdzie moja baśń?

Gdzie ogrody pełne marzeń?

Gdzie moja baśń

krzepi dobrą pamięć snami?

Gdzie moja baśń

siedmiu nocy za lasami?

 

Cień twarzy złej

podnosi wzrok

wąską powieką ust

głosi szminki sens

Dokoła step

i zimny deszcz

parasoli kryje żal

gasi blaski wątłych świec

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie jest lustro mojej twarzy?

Gdzie moja baśń?

Gdzie ogrody pełne marzeń?

Gdzie moja baśń

krzepi dobrą pamięć snami?

Gdzie moja baśń

siedmiu nocy za lasami?

 

Jak mogłem przejść

w dorosły świat?

Siedmiu gór nie łączy

siedem wielkich rzek

Jak myśleć mam

o nowym dniu

gdy nas bajka dzieli

rzeka małych, ludzkich serc?

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie jest lustro mojej twarzy?

Gdzie moja baśń?

Gdzie ogrody pełne marzeń?

Gdzie moja baśń

krzepi dobrą pamięć snami?

Gdzie moja baśń

siedmiu nocy za lasami?

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie moja?

Gdzie?

 

 

* * * * *

 

 

            Już chyba się domyślamy, że znowuż będzie o… filarze. I bardzo dobrze się domyślamy, bowiem faktycznie będzie o filarze… A co będzie o filarze? O filarze będzie dytyramb, czyli utwór pełen patosu i entuzjazmu, wyrażający przesadną pochwałę. Tytuł tegoż pseudo-wiersza: „Dytyramb o filarze”…

 

            filarze! tyś jak kariatyda

            najpiękniejsza z podpór!

            w całości żeś powabny

            wspaniałości tyś potwór!

 

            brzydoty i zła

            nie skrywasz w swych trzewiach

            tyś najcudowniejszym wspornikiem!

            bez względu na to, kto ocenia…

 

            Czas na prawdziwy wiersz. Co prawda nie będzie to dytyramb… Będzie to drugi wiersz naszej dzisiejszej debiutantki, czyli naszej najmłodszej stażem Brackiej poetki. Dwa tygodnie temu przyszła na nasze warsztaty literackie i miejmy nadzieję, że zostanie już z nami na dobre i złe.

            Powitajmy gorącymi oklaskami - takimi dla otuchy – nasz najnowszy Bracki nabytek – Reginę Wojniłowicz…

 

 

Regina Wojniłowicz

„Śpiew skowronka”

 

Ciepło i słonecznie dzisiaj, choć lekki wietrzyk wieje

To nic – i tak jest pięknie

Jestem szczęśliwa, bo jesteś przy mnie

Słyszysz, jak skowronek śpiewa?

 

Spójrz na lot ptaka… a tam drugi

W zalotach szybują po niebie

Przyszła do nas wiosna – piękna, powabna

Idziemy we dwoje nie mówiąc nic

 

Po chwili pytasz mnie - Miła, jesteś szczęśliwa?

Nie odpowiadam ani słowem

Bo miłego nie ma… Jestem z przyrodą sama

Wśród zwierząt – mieszkańców tego raju

 

Każda pora dnia i nocy majestatyczne ma piękno

A gdy przedświt budzi się w maju

Ukazuje rozpościerającą się ulotną mgłę

Łąki pokrywającą milionami kropel rosy

 

Słychać lecące żurawie, gdy budzi się słońce

Które leniwie wstaje w kolorach purpury

I rozgrzewa po wiosennej nocy łono natury

I ja sięgam po te Boskie – dla mej duszy – dary

 

Szczęśliwy ten, kto pięknem natury nienasycony

Kto czuje coś, czego dotknąć nie można

Kto słyszy coś, czego inni nie słyszą

Kto widzi to, czego inni zobaczyć nie chcą

 

 

* * * * *

 

 

            Już wiadomo, kto będzie podmiotem literackim w moim kolejnym wierszyku. Jednak nie wiadomo, w jakim ten wierszyk będzie charakterze. Po pełnym patosu dytyrambie - tak dla kontrastu – chyba dobra byłaby waleta, poetycki utwór o charakterze elegijnym, w którym dominuje nastrój smutku i melancholii…

            Oto wierszydło-straszydło mojego autorstwa – proszę zauważyć, jakąż ja muszę cechować się odwagą, przyznając się do takich wierszy… Tytuł mojego tworu brzmi: „O filarze ta waleta”…

 

            filarze! co by to było, gdyby ktoś ciebie zburzyć chciał!

            o matko jedyna! jakąż żałobę ja bym po tobie miał!

            nie! to niemożliwe! tak stać się nie może!

            wiem, iż nie wzywa się imienia Bożego nadaremno

            lecz w takim przypadku byłoby tak ze mną

            iż musiałbym zawezwać: O Boże!

 

            Pora na kolejny prawdziwy wiersz. A będzie to utwór - a nie twór, jak w moim przypadku - autorstwa Jana Wiśniewskiego…

 

 

Jan Wiśniewski

„Na poezję czas numer jeden”

 

Poezję młodzieńczą tworzą wichry

targające z mocą w sprzeczne strony

kiedy wsłuchane w słowicze trele

nagle zagłusza piekąca żądza

 

Poeta choć nie wie jeszcze dokąd

po co, dlaczego i jak chce zmierzać

już czuje w sobie moc wytyczania

nowych dróg na Parnasu wierzchołek

 

Żądny wrażeń z beztroską może wzlatać

nad poziomy lub nisko upadać

i obalać kanony i prądy

nowe w poezji bez wytchnienia płodzić

 

W burzy hormonów nie ma oporów

aby na zamiary mierzyć siły

a gdy czasem się zdarzy, że się sparzy

świat mu się wali niczym z kart domek

 

Młodzieńcza poezja w zmaganiach z życiem

gdzieś się rozpływa niepostrzeżenie

bo codzienność dojrzała przeważnie

działa zgodnie z regułami prozy

 

 

* * * * *

 

 

            A teraz rodzajowo nie będę wydziwiać i po poprzednim wierszyku pt. „O filarze ta waleta”, gdzie było smutno i melancholijnie - jak to w walecie - teraz będzie, że tak powiem – z duchem czasu, czyli wierszyk biały – bez rymu, bez zachowania jakiejkolwiek struktury… Wierszyk pt. „O filarze wierszyk”…

 

            filar, który oparciem stropu w osiedlowym klubie był

            miał to coś, czuło się jego moc w pobliżu recytując

            niby głuchy jak pień i stał jak słup soli pośród gości

            jednak miał to coś, czego nie miały inne filary

            nie potrafię powiedzieć, w czym tkwiła jego inność

            może w tym, że z poezją miał do czynienia…

 

            Po wierszyku o filarze – czas na porządną porcję poezji! A jak porządna porcja, to w wykonaniu Krysi Pileckiej…

 

 

Krystyna Pilecka

„Kto miłości nie zna”

 

Kto miłości nie zna – nigdy jej nie znajdzie

gdy się wciąż czeka na nią – nikogo nie kocha…

Jak trawa na wietrze kołysze się tylko

i pochyla cichutko a z tęsknoty szlocha

 

Ona jest… czasem wydeptuje ścieżki

wyciąga ręce o zmierzchu dotyka

przybliża się spokojnie - bywa niewidzialne

drży światłem w trelach ptasich jak dźwięczna muzyka

 

Klęka przy nas z pokorą i bywa zdumiona

że bez żalu szczęście porzuciła własne

Nie wdzięczności pragnie bo przychodzi sama

wnosząc radość spełnienia – jaśniejącą blaskiem

 

 

* * * * *

 

 

            Proszę państwa obiecuję, że to już ostatnie moje pseudo-poetyckie dzieło. A skoro ostatnie, to może niech ono będzie na wesoło. A jak na wesoło, to ekloga będzie dobra. Bo ekloga, to w poezji starożytnej - a potem i nowożytnej - utwór malujący szczęśliwe życie, utwór zbliżony do idylli. Oto wierszyk pt. „Ekloga o filarach”…

 

 

            jak dobrze wszystkim, że was mamy

            ostoje nasze, podpory, wzmocnienia!

            jakże bez was – cokoły kochane!

            wasze strzeliste konstrukcje pionowe

            idealnie komponują z naszym żywotem

            w tym najcudowniejszym ze światów

            wy - monumentalne filary i my – kruche istoty

            razem stabilny tworzymy twór…

 

            Po tej mojej eklodze o filarach – teraz wiersz taki prawdziwy… porządny… rymowany… utwór Piotra Jerzego Kawy…

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Klucz żurawi”

 

Kluczem żurawi otwieram serca drzwi

Ciepło rozgrzewa arterie mojej krwi

Krzyk mój przywoła Wiosnę i nadzieję

Zagoszczą znowu, zanim się podzieję

 

Żurawie wreszcie już tu przyleciały

Ku moim stronom lot swój skierowały

A gdy cel lotu z góry zobaczyły

Chętnie pozostać tu postanowiły

 

Uszczęśliwione miłym powitaniem

I moim rzewnym utęsknionym łkaniem

Tak się ptaszęta mocno rozczuliły

Że Pani Wiośnie pieśni zanuciły

 

W sercu swym słyszę klucza żurawi śpiew

Ukoi on mój przesilony gniew

Gdy mój zły nastrój czułością ostudzi

To chęć do życia znowu we mnie wzbudzi

 

 

* * * * *

 

 

            Tak, jak na początku powiedziałem, w tej ostatniej już wieczorkowej części poetyckiej, było od śpiewu słowika, przez arkana wiosny, aż po klucz żurawi, który właśnie zaprezentował nam Piotrek Kawa.

            Chciałem przeprosić - co wrażliwsze ucho - za te moje wierszydła, które stworzone zostały tylko i wyłącznie na potrzeby dzisiejszej biesiady literacko-muzycznej, której tytuł brzmi: „W poetyckim rozkwicie”.

            Oczywiście nie uzurpuję sobie jakichkolwiek praw do tego, że te moje twory przyczyniły się do owego poetyckiego rozkwitu. One posłużyły mi jedynie do tego, by jakoś wypełnić ten czas pomiędzy wierszami naprawdę ładnymi i wartościowymi.

            A autorzy tych wierszy ładnych i wartościowych, to są nasi Braccy poeci, czyli sól naszej Ziemi Koszalińskiej! Wielkie brawa dla tych poetów!

            Również wielkie brawa dla naszej wiernej, Brackiej publiczności, która jest najwspanialszą publicznością na świecie! Braccy poeci – bijcie mocne brawa dla wspaniałej Brackiej publiczności!

            Było nam niezmiernie miło gościć Was w progach Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”! Przecież nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Wy, goście naszej literackiej biesiady! Bo nasze spotkania bez was, to jak wierzba bez płaczu, to jak Achilles bez pięty!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty.

            I oczywiście przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych     i kogo tylko tam macie pod ręką! Zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia! Do usłyszenia!

 

 

 

PS  A już w poniedziałek (24 maja), kto żyw – niech przyjdzie na kolejny nasz wieczorek literacko-muzyczny do Klubu Osiedlowego „Nasz Dom” w Koszalinie!!!

W tym przypadku godziną "W" – jest godzina 17.00!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Poezja Brackich poetów…

czwartek, 14 maja 2015 16:46

 

 

W POETYCKIM ROZKWICIE

(wierszy część pierwsza)

 

 

 

            Pierwszą część wieczorkowych autorecytacji wierszy Brackich poetów poprowadziła Krysia Pilecka. Były to wiersze tematyczne, czyli dotyczące wieczorkowego tytułu, który brzmiał: „W poetyckim rozkwicie”.

            Czy poniższe wiersze są takowym właśnie poetyckim rozkwitem poszczególnego poety? Sprawdźmy…

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Zbawienna śnieżyczka”

 

O perłowobiały leśny przebiśniegu,

Co głowę wychylasz lękliwie spod śniegu!

Kiedy ciebie w dumnej zobaczę zieleni,

Która panią wiosny odwiecznie się mieni?

 

Gdybym ciebie mogła musnąć po kielichu,

Przytulić do piersi w sosnowym zaciszu

I wydobyć z ciebie nutę optymizmu,

Byłabym szczęśliwym piewcą panteizmu.

 

Gdybym ciebie mogła w serca uniesieniu

Wynieść na ołtarze w Franciszka imieniu,

Pociągnąć za listek w sferę boskiej sieni,

Stałabym się  świętą chodzącą po ziemi.

 

 

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„W Kwietniowym czasie”

 

Kiedy przyroda budzi się wiosną 

ziemia pokryta jest soczystą zielenią 

na działkach, w ogrodach, wielkie porządki

pierwsze siewy już na polach   

drzewa, krzewy chlubią się pąkami

kwiecień, ściele ziemię traw zielenią

kwieciem mniszka złocistego

co barwą żółci się rumieni
dodając uroku  ziemi

 

już dawno bociany przyleciały 

swoją obecność klekotem znaczą

budują gniazda na drzewach ptaki 

niebawem młode się wyklują

kwiaty z osłonek, wychyliły główki 

wiosna, cudną woń roztacza

już marzannę zatopiono

niech nastanie czas radości 

życie pomknie nowym torem 

a gdy miesiąc maj nadejdzie

czule z kwietniem  się obejmie

swym urokiem nas otoczą

raj dla duszy i dla oczu 

zapanuje wówczas wszędzie 

 

 

 

 

 

Irena Wiercińska

„Chwile wiosny”

 

Kiedy wiosna słońcem błyśnie

nie pozwoli zadrzeć z zimna

oczy śmieją się radośnie

w sercu rodzą się nadzieje

na chwile szczęśliwe

 

Spojrzyj w prawo

spojrzyj w lewo

ciesz się słońcem

i z nadzieją idź odważnie

tam, gdzie spełni

się marzenie

 

To dla ciebie dziś

zabłysło słońce wiosenne

i obiecuje radość

chwile przyjazne

i dużo szczęścia

 

Korzystaj z wiosennego słońca

nie żałuj radosnego spojrzenia

i nie zamykaj go

w sercu

ono pragnie ocieplić też Ziemię

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Jak kwiat rozkwita”

 

Chociaż zwyczajnie płynie życie

Sercem przeżywam, tchnienie wiosny

Igłami w niebo kłują sosny

Cały świat mieni się w rozkwicie

 

Wiosenna pora wciąż na nowo

Odradza się w sercach i zieleni

Poeci istnieją, a na ziemi

Jak kwiat rozkwita piękne słowo

 

W rozkwicie wiosny i natchnienia

Słownych melodii płynie fala

Na mistrzów słowa czeka ziemia

 

Niech moc poezji nie pozwala

Wprowadzać nowych i słów pustych

Pegaz wciąż wspiera złotoustych

 

 

 

 

 

Regina Wojniłowicz

„O świcie”

 

Daleko jestem od swych rodzinnych stron

Szłam tam, gdzie serce wskazało drogę

I cóż z tego – jestem sama pośród tysięcy ludzi

 

Tu nie ma tej drogi, gdzie w dzieciństwie biegałam

Tu nie ma strumyka, gdzie puszczałam łódki z papieru

Tu nie ma koleżanki, która warkocze miała długie

 

Dom stał pod lasem, gdy szłam moją drogą

Gdy budziłam się o świcie, koncert słyszałam

Rechotanie żab i krzyk dzikiego ptactwa

 

Żurawie przelatywały nad mym domem

Dzikie gęsi i łabędzie – a wieczorem…

Koncert cichł, by powracać o świcie

 

Jakże pięknie jest w mej krainie dzikiego ptactwa

W krainie znaczonej skalnymi garbami

Gór, które tajemnic oczami spoglądają na teren

 

To ty, Kraino, swym górskim sercem przyciągasz

Masz przyjaciół, którzy u Twych stóp mieszkają

I miliony ludzi, którzy Ciebie uwielbiają

 

Szłam do Ciebie w promieniach słońca

Odpoczywałam pośród bukowego cienia

Coraz wyżej się wspinałam, podziwiając Ciebie

 

Czy jeszcze znajdę moją drogę, mój strumyk

Krainę, która w cudownych barwach się mieni

Gdzie ponad skałami piękny orzeł biały szybuje

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„W poetyckim rozkwicie”

 

W zapachu ziół i kwiatów oraz poezji w czarze

Szukam miłości bezinteresownej i w każdym wieku

Zwłaszcza tej romantycznej, tchnącej wiosną i ukojeniem

Poszukuję jej w myślach, słowach i w tolerancji

 

Piękna jest miłość poranna zroszona uczuciem

Widoczna w kielichach różnobarwnych pierwiosnków

Mieniąca się subtelnymi krokusami

Seledynem nabrzmiałych poezją pączków drzew i krzewów

 

W poezji jest tyle przeuroczych słów

Tak, jak codzienne szukanie miłości Bożej

A potem podążanie za tą miłością przed siebie

Bo taka przecież jest miłość w jej pełnym poetyckim rozkwicie

 

 

 

PS  Druga część wierszy z wieczorka pt. „W poetyckim rozkwicie” – już niebawem. A

będzie poetycko i z humorem, bowiem do każdego z wierszy dołączony będzie nielichy kawałek konferansjerskiej „nawijki”.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Kolejny wieczorek u Brackich…

środa, 06 maja 2015 22:41

 

 

PROZATORSKI POCZĄTEK

POETYCKIEGO ROZKWITU

 

 

 

 

            Kolejny udany wieczorek literacko-muzyczny miał swój finał w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”. Poetycko udzielali się Braccy poeci w autorecytacjach swoich wierszy, zaś muzycznie zaprezentował się Mikołaj Kobus – wirtuoz harmonijki ustnej. Co do prozy, jak zwykle rozpoczął wieczorek swoim felietonem Romek Dopieralski. Oto prozy ciut Brackiego prozaika…

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania felieton fotki 

 

  

W prozatorskim rozkwicie

            Tytuł dzisiejszego wieczorka zobowiązuje - „W poetyckim rozkwicie”. Na własny użytek mógłbym sobie zinterpretować, że ten tytuł nie tyczy się mojego felietonu, a wyłącznie treści wierszowanych, więc to poeci powinni stanąć na wysokości zadania. Jednak samo słowo „rozkwit” jest bardzo nośne i czuję, że ja również muszę odnieść się do niego w swoich treściach felietonowych.

            Analogicznie rzecz ujmując, ten mój felieton powinien być takim moim prozatorskim rozkwitem! Łatwo powiedzieć: -Kolego, rozkwitnij w tym felietonie! No cóż, powiem szczerze jak na spowiedzi, że lepiej się pisze, kiedy bierzesz ołówek do ręki i… piszesz. Piszesz po prostu to, co w danym momencie do głowy ci przyjdzie. Potem trochę skreśleń, wstawek, zmian w konstrukcji tekstu i podszlifowanie kończącej felieton puenty. Ale tworzyć pod presją, iż      w tym konkretnym felietonie trzeba rozkwitnąć, to już – że tak powiem kolokwialnie – inna para kaloszy.

            W takim przypadku nie wystarczą proste sformułowania, zbyt banalna tematyka, nadmierna swoboda w posługiwaniu się metaforą i skojarzeniem, czy też zastosowanie za bardzo rozbuchanej fikcji. Bowiem takim rozkwitającym felietonem – zresztą każdym felietonem, ale takim rozkwitającym                        w szczególności – ja powinienem w potencjalnym słuchaczu rozbudzić zaciekawienie. Powinienem niemalże nawiązać z nim bezpośredni kontakt. Zwłaszcza, gdybym w takim rozkwitającym felietonie atrakcyjną formę połączył z lekkością tonu i temu wszystkiemu bym nadał żartobliwy lub satyryczny charakter. Gdybym tak jeszcze w tym kwitnącym felietonie jakiś aktualny temat potraktował w sposób dygresyjny i zróżnicował go stylistycznie. I koniecznie musiałbym mieć do niego subiektywny stosunek, zaś co do uogólnień, to powinny one mieć charakter raczej hipotetyczny.

            I wiecie, co? Ja bardzo chętnie stworzę dla was taki rozkwitający felieton… Ale nie dzisiaj, bo miejsca na kartce zaczyna mi brakować. I mój czas przeznaczony na felieton – też się kończy. Dziękuję!

 

 

PS  Wiersze z tegoż wieczorka – już niebawem. Przecudnej one urody, więc koniecznie sczytaj by je wypadało!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania poezja fotki

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Wiersze, wiersze, wiersze…

sobota, 02 maja 2015 17:55

 

 

UTWORY BRACKICH POETÓW

w

SCENARIUSZOWEJ OTOCZCE

 

 

 

            -Witam niezmiernie serdecznie i wylewnie w drugiej poetyckiej części autorecytacji wierszy Brackich poetów – tak przywitał licznie przybyłą publiczność Romek Dopieralski. Po czym kontynuował -Choć tytuł dzisiejszej biesiady literacko-muzycznej brzmi „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”, to również i na wiersze o tematyce dowolnej też miejsce się znajdzie. I właśnie teraz na te wiersze przyszedł czas!

            Tak się złożyło, że recytować będą w tej części wyłącznie poetki, czyli Regina, Krysia, Grażyna, Ania, oraz Ludmiła. Można by się zaniepokoić – a gdzie te chłopy? Gdzie te orły, sokoły, bażanty… Nie ma, nie ma, nie ma… Bo oni byli w tej części u Krysi Pileckiej. Przypadek?

            No cóż, całkiem zrozumiałe, że Krysia ma u mężczyzn większe względy ode mnie, więc oni u niej z wierszami się ulokowali. Zresztą ja również wolałem recytować u Krysi… Za to u mnie są teraz same panie, co tylko świadczyć może, że wszystko jest u nas w porządku i na miejscu.

            Tak… ja sam i pięć Brackich poetek! Jestem w Raju…

 

 

* * * * *

 

 

Wróćmy jednak do samej poezji, A zacznie tę część, nestorka naszego literackiego Bractwa – Regina Adamowicz, wierszem pt. „Miłość do adopcji”…

 

Regina Adamowicz

„Miłość do adopcji”

 

Miłość samotna

Błąka się wśród ludzi

Wyrzucona z domu

Niepotrzebna nikomu

Uczucia nie budzi

 

Czeka na adopcję jak dzieci

Odrzucone niechciane

 

Wyszła z bogatego domu

Wyrzucona wygnana

 

W domu nowym z fasadą ozdobną

Gdzie uczucie rozkwitło

Przed laty

Rodzina mieszka razem

Lecz każdy osobno

W salonie zamieszkała pycha

Zabrakło kącika

Dla miłości

 

Dziś miłość odrzucona

Znalazła nową opcję

Zatwierdzono adopcję

Patrzy w przyszłość z nadzieją

 

Jeszcze ludzie istnieją

Co swoim życiem się dzielą

Wiarą chlebem i sercem

Cieszą się każdą Niedzielą

Dziękując Bogu za każdy dzień

I obudzenie się rano

 

Nie żądając nic więcej

 

 

* * * * *

 

 

Władysław Broniewski napisał coś takiego:

Nie wiem, co to poezja

nie wiem, po co i na co

wiem, że czasami ludzie

czytają wiersze i płaczą…

Czy będziemy płakać po wysłuchaniu tegoż wiersza? Może nie… tym bardziej, że jego tytuł brzmi „Uśmiech”! Choć Krysiu, rozbaw nas swoim wierszem albo stratuj – przynajmniej ja wybaczę ci jak bratu!

Krystyna Pilecka i jej uśmiech… tzn. tytuł wiersza „Uśmiech”. Choć jak tak na Krysię popatrzeć, to ona zawsze ma na twarzy uśmiech…

 

Krystyna Pilecka

„Uśmiech”

 

Zawsze jest czas na uśmiech

walczy o ciebie

nawet łza pod okularem

i… odbija świat

w kolorach tęczy

 

Ciepłem dotyka myśli

marzeń wciśniętych

w głębię jestestwa

całuje smutki – by…

niepostrzeżenie rozjaśnić

kąciki ust…

 

 

* * * * *

 

 

Proszę państwa, wiosna do nas już przyszła, więc:

(Konferansjer Romek zaczyna śpiewać…)

Ciepły szalik śpi już w szafie, słońce zerka w okna.

Obudziły się krokusy, bo wróciła wiosna.

Daj rękę, wiosenko i chodź razem z nami.

Motylek Cytrynek będzie nas prowadził.

Tak teraz śpiewają przedszkolaki w swoich przedszkolach… Właściwie to nie tak – broń Boże – oni tylko takie piosenki śpiewają… bo mi w fałszowaniu dorównać, to raczej rzecz niemożliwa… To ja już może lepiej wiersz jakiś zapowiem…

Grażyna Piekarewicz i jej wiersz pt. „Na przekór szarości”! Jak by to było fajnie, gdyby tak Grażynka wyszła teraz i zafałszowała tak jak ja… Ale ona tak nie zrobi, bo Grażynka recytację swojego wiersza scedowała na Helenkę Szymko! Oto wiersz Grażyny Piekarewicz, pt. „Na przekór szarości”, w wykonaniu Heleny Szymko…

 

Grażyna Piekarewicz

„Na przekór szarości”

 

/autorka tegoż wiersza – nie chce, by go publikować!/

 

 

* * * * *

 

 

Tak… próbkę swoich wokalnych możliwości już zaprezentowałem… To teraz może lepiej będzie, jak zarecytuję kawałek wiersza…

Uciekaj! Ty zimowa powłoko!

Wiośnie nie spodobał się puch

Teraz moja przyszła kolej!

I atrybuty swoje puściła w ruch

Najpierw ze Słonkiem się dogadała

Ono bałwany roztopiło w mig

W kałużach marchewkowe nosy

To pierwszy wiosenny trik

To początek wiersza pewnego poety… dobrego zresztą poety… by nie powiedzieć, że doskonałego poety. To wiersz Brackiego poety… dobrego Brackiego poety, by nie powiedzieć… no dobrze… to mój wiersz…

Ale, co by się nadmiernie nie przechwalać, bowiem moja rola raczej taka, by innych prezentować. Zapowiem teraz Bracką poetkę – Anię Żabińską i jej utwór pt. „Rozważania”…

 

Anna Żabińska

„Rozważania”

 

Twierdzisz, że na nic nie masz czasu

Bo wszystko dzieje się zbyt prędko

Że jeszcze tego nie zrobiłeś

W końcu musisz znaleźć czas

 

Odkładasz to na chwilę tylko

Na dzień kolejny, miesiąc przyszły

Na nowy rok, może lata całe

Tak jakby to było bez znaczenia

 

A ktoś, kto dał Ci tutaj wszystko

Wierzy w ciebie bezgranicznie

I trzyma kciuki gdzieś tam w niebie

Na wszystko przecież dał Ci czas

 

 

* * * * *

 

 

Proszę państwa… cytować urywków wierszy mi nie wolno, bo wyłącznie siebie bym cytował… to może jakiś kawał powiem…

Długo dywagowałem, czy właśnie tę dykteryjkę opowiedzieć. Jest przecież tysiące innych. Tylko, że do kawałów ja nie mam głowy. Jakoś szybko mi z niej wyparowują. Dlatego ten humorek, bo krótki, to go zapamiętałem. Aaa… powiem go, najwyżej oberwę jakimś zgniłym pomidorem…

Mąż do żony:
- Wiosna przyszła, taka piękna pogoda, a ty męczysz się myciem podłóg. Wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód...

(Konferansjer Romek nie został obrzucony – nawet zgniłym pomidorem, więc…)

O… myślałem, że będzie gorzej… jakoś niczym nie oberwałem. Jednak, żeby losu nie kusić, szybko zapowiem poezję… Nasza miła Ludmiła Raźniak i jej wiersz pt. „Alarm ekologiczny”…

 

Ludmiła Raźniak

„Alarm ekologiczny”

 

/autorka tegoż wiersza – nie życzy sobie, by go publikować/

 

 

* * * * *

 

 

            Proszę państwa, po tym „alarmie ekologicznym” musimy się teraz z poetyckimi treściami ewakuować na czas jakiś. Zaś brak poezji wypełnią nam w tym czasie solistki zespołu „Anima”: Ola, Martyna i Nikola pod przewodnictwem pani Zosi Beba-Bednarczyk. Piosenka z repertuaru Violetty Villas pt. „Ale Maryja”…

 

 

* * * * *

 

 

            -A teraz ostatnia już część autorecytacji wierszy Brackich poetów – powiedział konferansjer Romek, kiedy  już wybrzmiały ostatnie akordy przecudnej pieśni Violetty Villas. Po czym dodał: -Będzie to druga odsłona wierszy tematycznych, nawiązujących w swoich treściach do tytułu dzisiejszego wieczorka, czyli do „Zaczarowanej muzyki pierwiosnka”.

            W tej pierwszej tematycznej części, na samym początku dzisiejszej biesiady, którą poprowadziła Krysia Pilecka, usłyszeliśmy wiersze Reginy, Ireny, Romana, Ani, Piotra i Ludmiły. A teraz zaprezentują się: Jan – niegdyś geograf i geolog, dzisiaj poezji Pan! Krysia, która wiersze pisze nie od dzisiaj! Hela, u której wczoraj była niedziela! Janek, któremu wiersz przynosi każdy poranek! Grażynka – nasza nierecytująca dziewczynka oraz Robert, który imion ma dwa – Paweł to jego drugie ja! Co do mnie - jestem Romek z bierzmowania – Tomek…

 

 

 

A zacznie tę część, wierszem pt. „Tchnienie przedwiośnia”, Wiśniewski Jan – jak już mówiłem - niegdyś geograf i geolog, dzisiaj poezji Pan…

 

Jan Wiśniewski

„Tchnienie przedwiośnia”

 

Tchnienie ożywcze

ledwie odczute

lecz przeczuwane

z rosnącą mocą

powiew tęsknoty

z dreszczem nadziei

wyczekiwanej

ze snu budzącej

 

Piosnka skowronka

klangor żurawi

i rechot żabi

w zieleń lękliwą

w biel przebiśniegów

i żółć pierwiosnków

przyobleczone

obiecująco

 

Jeszcze nieśmiałe

promienie Słońca

coraz odważniej

zaprzęgające

bodźce przedwiośnia

aby współgrały

aby rozbrzmiewały

jedną melodią

 

To już nie zima

jeszcze nie wiosna

wśródpierwiosnkowy

czas prób orkiestry

tuż przed koncertem

wiosennych orgii

światła i dźwięków

barw i zapachów

 

 

* * * * *

 

 

Okazuje się, że nie tylko ludzie tęsknią za wiosną – zwierzęta również…

Jest zima. Dwa jelenie stoją na paśniku i żują ospale siano nałożone przez gajowego. W pewnej chwili jeden z jeleni mówi:

-Chciałbym, żeby już była wiosna.

-Tak ci mróz doskwiera?

-Nie, tylko już mi obrzydło to stołówkowe jedzenie!

A teraz swój utwór pt. „Pierwiosnek” wyrecytuje poetka, która wiersze pisze nie od dzisiaj, czyli Pilecka Krysia…

 

Krystyna Pilecka

„Pierwiosnek”

 

Pierwiosnek

unosi ostrożnie kwiat

łapie promień słońca ciepły

wyczarowuje wiosenną muzykę

serenadę o zieleni z kwiatem jabłoni w tle

 

Powiekę

otwiera oko dnia

ostrożnie zielone firanki

myśli radosnych upina na rzęsach

i gałęzie drzew pół na pół nagie rozkołysane

 

Nadzieja

faluje jak mgła nad

odradzającej się zielonej trawy

symbolem i przyśpieszonym oddechem

czekania na błękit nieba wiosenny przeznaczony

na tę właśnie porę roku jak pragnienie bliżej szczęścia…

 

 

* * * * *

 

 

Nieżyjący już znany aktor amerykański, Robin Williams jako John Keating, w filmie pt. „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” powiedział:

Nie czytamy poezji dlatego, że jest ładna. Czytamy ją, bo należymy do gatunku ludzkiego, a człowiek ma uczucia. Medycyna, prawo, finanse  czy technika to wspaniałe dziedziny, ale żyjemy dla poezji, piękna, miłości.

Zgodzić się z takim twierdzeniem? W końcu powiedziała nam o tym postać fikcyjna… Za to ta poetka, która wystąpi teraz - nie jest fikcyjna. To poetka z krwi i kości! To jest… Szymko Hela, u której wczoraj była niedziela…

 

Helena Szymko

„Wiosenny niepokój”

           

Wiesz kochanie

tak pięknie dziś było

otworzyłam okno – słońcem zajaśniało

wiosna mnie powitała

jej wonią powiało

moje oczy z radością ją witały

czy to miłość sprawiła, że się pojawiła

wokół słychać trel ptaków

pąki drzew rozkwitają

 

ziemię przystroiła w zieleni traw

pierwiosnki, złociste kaczeńce

tak mocno z podniecenia

zabiło mi serce

swym pojawieniem – burzy wszelki spokój

a w moim sercu zasiała niepokój

 

 

* * * * *

 

 

Ten poeta hołduje zasadzie, że wiersz powinien być jak sukienka – im krótsza, tym lepsza. Może dlatego tworzy ich mnóstwo, sypiąc nimi, jak z przysłowiowego rękawa.

Oto Lutobarski Janek, któremu wiersz przynosi każdy poranek…

 

Janek Lutobarski

„Kobieta”

 

Kobieta demon

Czy kobieta anioł

Kto ją postrzega

Inną niż jest

 

Stworzona po to

By życie dać innym

Potrafi nieść szczęście

I przez życie przejść

 

Mimo demonicznej

Czasami natury

Stwarza pozór szczęścia

Chociaż inną jest

 

Jednak widzimy

W niej dobroć ukrytą

Gdy w potrzebie innym

Może pomoc nieść

 

Kobieta nie demon

A kobieta anioł

Pragnie tylko szczęścia

W ludzkie serca wnieść

 

Spokój i harmonia

Która ją otacza

Udziela się wszystkim

I świat piękny jest

 

 

* * * * *

 

 

Znana aktorka, Anna Dymna, powiedziała:

Gdy recytujemy nie swoje wiersze, zdarza się, że forma zabija treść. Najlepiej jak poeci sami recytują swoje utwory, bowiem czytają je prosto, konkretnie i poezja czytana w ten sposób brzmi najlepiej. Zaś Wisława Szymborska powiedziała mi, że trzeba czytać tak, jakby się głośno myślało. Wtedy słowo nie traci swojej mocy i sensu.

Zatem wiersz, który teraz posłyszymy, powinna wyrecytować jego autorka. Jednak tak się nie stanie, bo… Grażynka to nasz nie recytująca dziewczynka… To taki nasz recytatorski leniuszek.

A kto się podejmie tegoż trudnego zadania, by formą wiersza - treści nie zabić? Wiersz Grażyny Piekarewicz pt. „Pierwiosnki” zaprezentuje Pilecka Krysia, która recytuje nie od dzisiaj…

 

Grażyna Piekarewicz

„Pierwiosnki”

 

Rozkwitły. Pąki rozchyliły. Liście żagle rozpostarły.

Atłasowym podmuchem ziemię pieszczą…

Słońce grzeje je ciepłym warkoczem…

Jeszcze drzemiące, drżące, zalotne…

 

Pierwiosnki. Pierwsze wiosny zwiastuny.

Rozświetlone tęsknotą, marzeniem.

Zdobione złotym promieniem.

 

W odświętne szaty odziane w słodkie trele wsłuchane.

Jaśniejące wdziękiem szarość przesłaniają.

W kroplach deszczu perłą błyszczące.

 

Spoglądam na nie. Ich oczy w słońce i w gwiazdy wpatrzone.

Roztańczone. Zmysłowe.

W cieniu malowniczych ścian ich wijące się,

rozłożyste wstęgi.

 

W żywym, płynnym, magicznym ruchu

nostalgią natchnione.

 

W brzmieniu muzyki wiatru nagie ogrody

ścielą barwnym wodospadem. Falują kwietne dzbany.

Ich szepty, poszumy w tęsknocie do raju.

Westchnienia. Uniesienia. Oczekiwanie. Wołanie.

Lśniących łez korale i ta wędrówka w świat marzeń.

 

Pierwiosnki. W pieszczotach nieba są jak zorzy blaski.

Oblane tęsknoty strumieniem w marcowe brzaski

są pełne radości i upojnej woni.

Ich kielichy kaskadowe, pierzaste, splecione, złączone.

Niekwestionowani władcy wiosennej natury.

W nich nieskończone źródło nadziei.

Zachwycają ich wzajemne relacje

w szansie na życie, na trwanie.

 

 

* * * * *

 

 

Na lekcji plastyki pani każe przedstawić wiosnę…
Nauczycielka podchodzi do Jasia i mówi: 
- Czemu nic nie narysowałeś. 
- Ale ja naprawdę narysowałem. 
- Ale co? 
- Osła i łąkę 
- A gdzie jest ta łąka? 
- Osioł zjadł 
- A gdzie jest osioł? 
- A najadł się i poszedł.

Miejmy nadzieję, że naszemu ostatniemu już dzisiaj recytatorowi ów zwierzak wiersza nie pożarł. Kto nim będzie? Robert, który imion ma dwa – Paweł to jego drugie ja…

 

Robert Paweł Kamin

„Arkana Wiosny”

 

Nadeszłaś z cicha, utęskniona

Wiosno słowiańska w śnie zieleni,

Poetów poro wymarzona,

Która się w sercu tęczą mieni.

 

W dzień błyska słońce iskrą bieli,

Ziemię spowija jaskrawością.

Skowronek w trelach się weseli

I się upaja swą wolnością.

 

W noc przy księżyca łunach, w stawie

Kąpią się nagie dwie dziewice.

Piersi ich pieszczą rosy mgławe,

Wodospad włosów kryje lice.

 

Postacie białe ich jak perły

Plotą wianeczki z żółtych lilii.

Opar majowy stawu wierny

Osnuwa scenę snem idylli.

 

Tyle masz, wiosno, blasków szczęścia,

Ile ma wdzięku kształtna kibić.

Piękna jest młodość twa dziewczęca

I tylko o niej dziś chciałbym śnić.

 

 

* * * * *

 

 

            To już był niestety… albo stety… ostatni wiersz naszej dzisiejszej biesiady literacko-muzycznej, nad którą unosiła się „zaczarowana muzyka pierwiosnka”.

            Było nam niezmiernie miło gościć Was w progach Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”! Przecież nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Wy - goście naszej literackiej biesiady! Jesteście najwspanialszą publicznością na świecie! Brawo dla wspaniałej Brackiej publiczności!!!

            Nasi Braccy poeci również stanęli na wysokości zadania! Brawa dla Brackich poetów, którzy są solą koszalińskiej Ziemi!

             A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny zespół wokalny „Anima” działający przy parafii pw Matki Boskiej Częstochowskiej - z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem pani Zosii Beba-Bednarczyk! Oto solistki zespołu „Anima”: Ola Brulińska, Martyna Margol i Nikola Rembowska Brawa dla zespołu „Anima”!

            A o tym, co? kto? gdzie? kiedy? dlaczego? i jak? – jak zwykle powie nam nasza niezastąpiona Krysia Pilecka!

 

(Kiedy wyszła Krysia Pilecka, powiedziała…)

            -W drugi poniedziałek miesiąca, czyli 13 kwietnia 2015 r. o godz.16 - mamy warsztaty. Pokłosiem tychże warsztatów są nasze wieczorki! W czwarty poniedziałek miesiąca, czyli 27 kwietnia 2015 r. o godz. 17 – kolejna uczta literacko-muzyczna, czyli nasz wieczorek literacki pt. „W poetyckim rozkwicie”. Zaś ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Kazika Gałkowskiego. A na stoliku z Brackim tekstem są do nabycia tomiki Brackich poetów z dedykacją na gorąco!

 

            -I oczywiście przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką! Zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia! Do usłyszenia! – powiedział na koniec konferansjer Romek.

 

* * * * *

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Pogrzeb Brackiej poetki…

niedziela, 26 kwietnia 2015 17:32

 

 

BRACKA POETKA

IRENA MICHAŁOWSKA

ODESZŁA OD NAS…

 

 

 

 

            Nasza Bracka poetka, Irenka Michałowska, odeszła od nas… Można by powiedzieć, że opuściła nas – Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina! Owszem, opuściła, ale z pewnością - nie na własne życzenie…

            Była poetką płodną. Wierszami sypała, jak z przysłowiowego rękawa. Jej utwory były bardzo ciepłe, radosne, bo i ona sama była taką właśnie osobą. Zawsze pogodna, uśmiechnięta, życzliwa – po prostu, do rany przyłóż…

            Kochała przyrodę… kochała ludzi… kochała poezję… kochała konie… kochała ujeżdżać je wierzchem… kochała, jak wiatr rozwiewał jej włosy w szalonym pędzie…

            Widocznie tam – na górze – upomniano się o nią, bowiem każdy chciałby mieć kogoś takiego u siebie. Tylko dlaczego jednym zabierać, by mieli go drudzy?! No cóż, my na tym ziemskim padole jesteśmy tylko przechodniem, który czas jakiś pobędzie i odejść musi…

            Nie jest łatwo pogodzić się z takim faktem… nie jest łatwo go zaakceptować… Tylko dlaczego zdajemy sobie sprawę z tego przeważnie wtedy, kiedy już zostajemy postawieni przed faktem dokonanym? Dopiero wtedy, kiedy już nie będzie możliwości temu komuś powiedzieć coś miłego… temu komuś przesłać uśmiechu, choćby przelotnie… czule dłoni dotknąć przy powitaniu… spytać się tak po prostu: - Co u Ciebie?

            Zatem - spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą … Irenko! Na zawsze pozostaniesz w naszej pamięci…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka D...

piątek, 24 kwietnia 2015 19:01

 

 

KIEDY JUŻ WRÓCI DOTYK

(felieton)

 

Znalezione obrazy dla zapytania wiosna fotki 

 

Tradycyjnie już, w myśl zasady, że nie samą poezją człowiek żyje – kolej na wieczorkowo-bracki felieton. Ten ciutek wieczorkowej prozy miał swój odczyt pod koniec marca na biesiadzie literacko-muzycznej pt. „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”. Felieton jest oczywiście tematyczny, czyli przyporządkowany wieczorkowemu tytułowi…

 

Znalezione obrazy dla zapytania pierwiosnek fotki

            Zaczarowana muzyka pierwiosnka.… Ten wieczorkowy tytuł to taka metafora? A może to wcale nie żadna przenośnia, może na przedwiośniu tak się dzieje, że wszystko ożywa. Wyzwolone z okuć zimy zaczyna pulsować, nabierać ciepłoty. To, co trwało w otępieniu, teraz budzi się do życia – eksploduje!

            Wcale bym się nie zdziwił, gdybym nagle posłyszał, jak z trawników wydobywa się melodia. Bo oto, pośród oswobodzonych ze śnieżnej skorupy źdźbeł trawy, kępy dorodnych pierwiosnków koncertują radośnie. Oto właśnie nastała wiosna! Kry już spłynęły wartkimi nurtami rzek. Wiosenne słońce jest sprawcą odradzającego się życia. Każdej roślince na nowo chce się wzrastać, kwitnąć i rozmnażać.

            Dlatego, jak się tak dobrze wsłuchać w budzącą się przyrodę, te wszelkie poszumy, szelesty, ptasie trele od poranków wcześniejsze, wtedy naprawdę ma się wrażenie, że do prawdziwej melodii, nie są potrzebne żadne gitary, perkusje – nawet instrumenty klawiszowe. Przyroda bowiem i bez nas radzi sobie równie doskonale.

            To my przecież w tę idealną wprost harmonię wkradamy się tym samochodowym jazgotem. Nawet w swoich domostwach, już nie potrafimy wysiedzieć bez włączonego telewizora i płynących hałasów z potężnej mocy głośników. A kiedy się nam zdarzy zabłądzić w parkowe aleje, nie bardzo jesteśmy zainteresowani tym, co wokoło, mając na kolanach włączony laptop, a w uszach słuchawki. Miejskie klomby też informują nas o eksplodującej wiośnie. Jednak, żeby ją dostrzec, nie można bez przerwy wpatrywać się w komórkowy ekran i kciukiem szusować po bezdotykowej klawiaturze.

            Dlatego warto zatrzymać się choćby na moment. Na chwilę zwolnić ten szaleńczy bieg. Wtedy otworzą się nasze oczy, udrożnią nasze uszy, wróci powonienie, dotyk… i poczujemy zaczarowaną muzykę pierwiosnka…     

/Roman Dopieralski/

 

 

PS W następnym wpisie będą wieczorkowe wiersze w scenariuszowej oprawie humorem podszyte…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Poezja Brackich poetów…

wtorek, 14 kwietnia 2015 21:54

 

 

MARCOWA POEZJA

w

KWIETNYM MIESIĄCU

(część I)

 

 

 

            Tak się złożyło, że marcowy wieczorek literacki pt. „Zaczarowana muzyka pierwiosnka” dopiero teraz będzie zaprezentowany na Brackim blogu. Zresztą poezja jest taka, że czas się jej nie ima, więc żadnego zgrzytu być nie powinno. Owszem, niektóre wiersze są o przymrozkach na przedwiośniu. W jednym utworze jest nawet napomknięcie o zimie że: „Jeszcze w natarciu, choć coraz trudniej / zimie zachować porządek / Jeszcze biało, puszyście i lodowato / choć skrzy się już tylko w poświacie księżyca”.

            Jednak i to nie szkodzi, bowiem w marcu jak w garncu, zaś kwiecień jest przecież pletniem, który też przeplata, bo w nim trochę zimy i trochę lata. Kilka dni temu ludzie w krótkich koszulkach chodzili, a dzisiaj trzeba było przeprosić ciepłe kurtki.

            A jak było na tym marcowym wieczorku literackim? Ano, przede wszystkim poetycko – za sprawą autorecytacji wierszy Brackich poetów, prozatorsko – za sprawą comiesięcznego felietonu Romka D., muzycznie – za sprawą zespołu „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem Zosi Beba-Bednarczyk, oraz za sprawą instrumentalnego solisty – Mikołaja Kobusa, wesoło – za sprawą konferansjerów prowadzących ów wieczorek i co najważniejsze było wspaniale - za sprawą najwspanialszej Brackiej publiczności!!!

 

 

            Na zdjęciu widać kawałek sceny Klubu Osiedlowego "Nasz Dom", Martynę Margol - wokalistkę zespołu "Anima" i jego mózg, czyli Zosię Beba-Bednarczyk oraz wieczorkowy plakat autorstwa Kazika Gałkowskiego.

            A oto marcowe wiersze z części poprowadzonej przez Krysię Pilecką, które i do kwietnia pasują jak ulał…

 

 

 

Anna Żabińska

„Marzec podmuchem przedwiośnia”

 

Jesteś trochę kapryśny

Czasem powiejesz zimnem, potem ciepłem otulasz

Pozostawiasz lekko oszronione drzewa, następnie je rosisz

Choć błota i śniegi jeszcze, ale mrozy nie wrócą

 

Może uważasz się za ważniaka

Przecież w rzymskim kalendarzu są „Idy marcowe”

W środku marca, poświęcone Marsowi

Znane jako święta w 44 roku przed naszą erą

 

A dziś tu i teraz – marzec pachnie czymś nowym

Wprowadza jak każdego roku niedościgłe marzenia

A może jednak ta huśtawka różnych dobrych idei marcowych

Na dobre zagości w sercach i dyszy Polaków

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

“Nadchodzi czas pierwiosnka”

 

Jeszcze w natarciu, choć coraz trudniej

zimie zachować porządek

 

Jeszcze biało, puszyście i lodowato

choć skrzy się już tylko w poświacie księżyca

 

Słoneczne południa odkrywają asfalty

obumierają sople przyssane do rynien

jedynie nieliczne dotrwają do wieczora

 

I w przyrodzie przedwiośnia roztopy

drzewa zrzucają ze swych ramion śnieżne czapy

a spod ciepłego okucia trawa wychynęła na skwerach

 

Zmarzliny ze śladami łyżew opuszczają wodne akweny

w lustrach rzek przegląda się teraz słońce

a zadowolone kaczki tną jeziorne tafle

 

Po bałwanie tylko marchewkowy nos się ostał

i sagan, co głowę mu zdobił

 

Kanałami spływa zimowy kapitał

zewsząd słychać zaczarowaną muzykę pierwiosnka

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

“Upragniona wiosna”

 

Słońce już wcześniej wschodzić rozpoczęło

I grzeje znowu ciepłem doskonałym

Noszenie ubrań cieńszych się zaczęło

A znosić zimno nie jest niczym trwałym

 

Radość do życia już chętniej powraca

Odradza się znów, bo w letargu tkwiła

Marzenie w plany rychło się wzbogaca

Na romantyczność godzina wybiła

 

Już przebiśniegów głos teraz zanika

I głośniej słychać jak wręcz okazale

Zaczarowana pierwiosnka muzyka

Brzmi w moich uszach nieomal wspaniale

 

Szarość i śnieg już znika niczym zmora

Trawa już wyszła o ziemię zazdrosna

Nadchodzi roku najpiękniejsza pora

Oczekiwana z utęsknieniem wiosna

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

“Horyzontu zmiennoprzejrzystość”

 

W dali horyzont na biegu wstecznym

Jak go zatrzymać choćby na chwilę

Jak go zatrzymać i wglądnąć w poza

Zanim przekroczę granicę cienia

 

Horyzont ciągle zmiennoprzejrzysty

Wiem

Nie wiem

Chciałbym niczym w wahadle

 

Już jestem pewien pełen ufności

Gdy znów zwątpienie zmarszcza toń czystą

Czy szkwał to tylko przemijający

Czy też zapowiedź wichrowej burzy

 

Gdy przewodnicy zamiast objaśniać

Zbyt często błądzą siejąc zgorszenie

Któż mi podpowie jak wtopić w jedność

Wiarę i rozum oraz nadzieję

 

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

“Pierwiosnki”

 

Rozkwitły. Pąki rozchyliły. Liście żagle rozpostarły.

Atłasowym podmuchem ziemię pieszczą.

Słońce je grzeje ciepłym warkoczem.

Jeszcze drzemiące, drżące, zalotne.

 

Pierwiosnki. Pierwsze wiosny zwiastuny.

Rozświetlone tęsknotą, marzeniem.

Zdobione złotym promieniem.

 

W odświętne szaty odziane w słodkie trele wsłuchane.

Jaśniejące wdziękiem szarość przesłaniają.

W kroplach deszczu perłą błyszczące.

 

Spoglądam na nie. Ich oczy w słońce I w gwiazdy wpatrzone.

Roztańczone, Zmysłowe.

W cieniu malowniczych ścian ich wijące się,

rozłożyste wstęgi.

 

W żywym, płynnym, magicznym ruchu

nostalgią natchnione.

 

W brzmieniu muzyki wiatru nagie ogrody

ścielą barwnym wodospadem. Falują kwietne dzbany.

Ich szepty, poszumy w tęsknocie do raju.

Westchnienia. Uniesienia. Oczekiwanie. Wołanie.

Lśniących łez korale i ta wędrówka w świat marzeń.

 

Pierwiosnki. W pieszczotach nieba są jak zorzy blaski.

Oblane tęsknoty strumieniem w marcowe brzaski

są pełne radości I upojnej woni.

Ich kielichy kaskadowe, pierzaste, splecione, złączone.

Niekwestionowanie władcy wiosennej natury.

W nich nieskończone źródło nadziei.

Zachwycają ich wzajemne relacje

w szansie na życie, na trwanie.

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

“Śniłaś mi się jak co noc…”

 

Śniłaś mi się jak co noc, ozdobiona w mgławicę

Pieściłem śnieżne dłonie, całowałem Twe lice

A deszcz padał nad nami, płatków róży wiosenny

I spowijał nas zefir morski, lekki i senny

 

Śniłaś mi się jak co noc, jakaś smutna, daleka

Czyżby ci coś było? Na wieści o Tobie czekam

Może Cię coś udręcza, może trawi choroba?

Myśl posyłam kojącą niech Cię muśnie odnowa

 

Śniłaś mi się jak co noc, w białej sukni dziewiczej

Wszystkich haftów, koronek i falbanek nie zliczę

Szłaś procesją majową do Najświętszej Panienki

Więc Pan ma Cię w opiece, za to składam Mu dzięki

 

Śniłaś mi się jak co noc, czerwcowym snem zieleni

Oczu Twych jasny chaber, wciąż na jawie się mieni

Już Morfeusz zapukał, właśnie północ wybiła

O jedno proszę Wieczność: byś znów mi się przyśniła

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

“Kobieta – Matka Polka”

 

Jedni cudowną ciebie nazywają

Inni za słabszą lub piękną płeć mają

Mąż powie żonie: Puchem marnym będziesz

Czy bez kobiety jednak się obejdziesz?

 

Są w mitologii takie wojowniczki

Jak Amazonki – dla mężczyzn modliszki

Helena – wojny, co była przyczyną

Lichy świat bez nich, bo odwagą słyną

 

Wanda – Ojczyznę śmiercią ratowała

Jadwiga – Polski Królową się stała

Dla Marysienki – był Sobieski mężem

Marii Skłodowskiej – odkrycia orężem

 

Kobieta dba o ognisko domowe

By dzieci było do życia gotowe

Umie ugotować – hołubi tym męża

Swą uległością – z mądrością zwycięża

 

Matko Polko! – czyś Kobietą gotową

By byc piękniejszą narodu połową?

Rozsławiaj Naród nasz przez cnoty swoje

A przetrwa poprzez Matki serce twoje!

 

 

 

 

 

Helena Szymko

“Planeto Ziemio”

 

Karmisz nas energią życia

otulasz płaszczem nadziei

jesteś ostoją całej ludzkości

niebieskim ciałem we wszechświecie

skąpana w deszczu, pachniesz świeżością

urokiem przyrody onieśmielasz

porami roku barwisz swe obszary

bieluśkim śniegiem zimą powielasz

chłostana wichrami, rozpalona żarem

czerwienią lawy buchasz w niebiosa

ślesz nam nadzieję

to znów kataklizmami wokół siejesz

 

planeto Ziemio – jesteś tak zmienna

wciąż okazujesz inne oblicze

pomimo to tyś wyjątkowa

pośród planet we wszechświecie

dajesz schronienie całej ludzkości

my nie dajemy nic w zamian

niszczymy twoje cuda natury

 

jesteś kolebką życia na ziemi

w niej dla nas tylko schronienie

jak długo jeszcze będziesz nas chronić

słać nam codzienną nadzieję

może się ludzkość wreszcie obudzi

ze snu twardego jak kamień

by chronić swoje miejsce na ziemi

szacunkiem darzyć planetę Ziemię

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

“O lecie marzenie”

 

może nad morze

pojechać można

kiedy pogoda ładna jest

 

na falach skrzy się

słoneczny obraz

od wschodu, aż po dnia kres

 

piasek na plaży

łagodnie kąsa

stopy, które grzęzną w nim

 

a tam, gdzie morze

muszle wyrzuca

ich poławiacze wiodą prym

 

wokoło leży

turystów mrowie

by ciału nadać brązu ton

 

z piasku powstają

zamków budowle

które owiewa plaży woń

 

cóż piękniejszego

nas spotkać może

nad morzem, gdzie poszum fal

 

usiąść na brzegu

o słońca zachodzie

i wzrokiem chwytać morską dal

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

“Dni przedostatnie”

 

O dniach przedostatnich

Milczą kalendarze

Gdy otrzymasz w darze

Ten dzień drogocenny

Może zdążysz jeszcze

Kogoś pożegnać

I odwiedzić w porę

 

Dni przedostatnie

Na które się czeka

Do nich się tęskni

I o których marzy

Nadchodzą zawsze

Łzy spłyna po twarzy

Czasem one będą

Oznaką radości

 

Dni które nieraz

Przynoszą nadzieję

I szczęście w życiu

Jeszcze zaistnieje

Dni które czasem

Przyjdą niespodzianie

Odcisną piętno

Trwały ślad zostanie

 

Czasem we wspomnieniach

Odrodzą się nagle

Gdy wracasz do miejsca

I w myślach przystaniesz

Gdy wiatr żartowniś

Zaplącze się w żagle pamięci

Na leśnej polanie

Znów rozkwitają radośnie

Przylaszczki, zawilce, krokusy

Kwiaty polskiego przedwiośnia

A jam am w pamięci spotkanie

Uścisk dłoni bratni

W dniu przedostatnim

 

 

 

PS  Wieczorkowy felieton Romka D. pt. “Kiedy już wróci dotyk” I druga część wieczorkowych wierszy – w następnych wpisach… Już niebawem…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Życzenia od Brackich...

sobota, 04 kwietnia 2015 22:49

 

 

WIELKANOCNYCH

ŻYCZEŃ MOC !!!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania wielkanoc fotki

 

WIELKANOC 2015

 

Święta nadchodzą

Wiosna w rozkwicie

Bazie w wazonie

Niebo w błękicie

 

Z palmą w niedzielę

Na stole baranek

Wielkiej Nocy klimat

Pośród barwnych pisanek
 
 
 
 życzy
Krajowe Bractwo Literackie
z
Koszalina
 
 
 
 Znalezione obrazy dla zapytania wielkanoc fotki
 
 
 
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Światowy Dzień Poezji…

czwartek, 02 kwietnia 2015 23:45

 

 

 

Z WIERSZEM

w

DOMKU KATA

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki koszalin domek kata

 

 

 

            Braccy dostali propozycję, by uczcić Światowy Dzień Poezji. Na warsztatach literackich omówiliśmy strategię i tak to wyglądało w planie szczegółowym…

 

 

  1. Przywitanie gości.

 

  1. Słowo wstępne o poezji.

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

  1. Zaprezentowanie poetów zdobywających nagrody w konkursach literackich:

      /poeci siedzą na scenie, kilka słów o danym poecie i wymienienie jego   zasług, recytacja jednego wiersza przez danego poetę/.

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

  1.  Autorecytacje wierszy poetów z Krajowego Bractwa Literackiego: odsłona I.

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

  1. Wiersze poetów zrzeszonych w Związku Literatów Polskich – recytuje: Andrzej Pitak

 

  1. Przerywnik muzyczny.

 

10.  Autorecytacje wierszy poetów z Krajowego Bractwa Literackiego: odsłona II.

 

 

11. Przerywnik muzyczny.

 

 

12. Otwarta Scena:

       /wszyscy chętni, którzy chcieliby zaprezentować siebie i swoją twórczość – warunek: jeden wiersz, czas do 5 min./

 

 

13. Zakończenie literackiej biesiady.

 

 

 

     Znalezione obrazy dla zapytania fotki koszalin domek kata   A tak to wyglądało w rzeczywistości na podstawie poniższego scenariusza …

 

Piosenka wprowadzająca w nastrój. Po niej, kiedy się wyciszyło, Krysia wyszła zza kurtyny, stanęła z prawej strony sceny i zaczęła recytować wiersz. Po skończonej recytacji wyszedł Romek, stanął po drugiej stronie sceny i też zaczął deklamować wiersz. Gdy skończył…:

 

Krysia:           -Przywitał państwa wierszem własnym Roman Dopieralski!

 

Romek:          -Przywitała państwa wierszem własnym Krystyna Pilecka!

 

Krysia:           -A my witamy na literackiej biesiadzie z okazji Światowego Dnia Poezji!

 

Romek:          -Centrum Kultury 105 w Koszalinie, wespół z Krajowym Bractwem Literackim, Koszalińską Grupą Poetycką i Związkiem Literatów Polskich – jest organizatorem dzisiejszej imprezy.

 

Krysia:           -A poprowadzą ją – Romek Dopieralski z Krajowego Bractwa Literackiego…

 

Romek:          -… i Krysia Pilecka – również z Krajowego Bractwa Literackiego, a ponadto członkini Związku Literatów Polskich.

 

Krysia:           -Zaś w przerwach między poszczególnymi odsłonami poetyckimi wspomagać nas będzie zespół wokalny „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem pani Zofii Beba-Bednarczyk. Solistkami zespolu są: Ola Brulińska i Martyna Margol. Wystąpią również soliści koszalińskiego zespołu „Forte”: Wiktoria Zgolak i Miłosz Ruczyński.

 

Romek:          -A jakie czekają nas atrakcje? Otóż w programie zaprezentujemy sylwetki poetów z naszego regionu, którzy za swoją poezję są nagradzani na literackich konkursach. Potem owi poeci wykażą się recytacją swoich utworów…

 

Krysia:           -Następnie w autorecytacjach zaprezentują się Braccy poeci z Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina…

 

Romek:          -A zamknie naszą literacką biesiadę, zorganizowaną z okazji Światowego Dnia Poezji, propozycja dla każdego, czyli Otwarta Scena. Polegać będzie to na tym, że każdy chętny będzie mógł wyjść na scenę i zaprezentować siebie oraz swoją twórczość.

 

Krysia:           -Jedyne ograniczenia takiegoż śmiałka, to tylko jeden wierszi czas na prezentację własną nie przekraczający 5-ciu minut.

 

* * * * *

 

Romek:          -Tyle na temat spraw organizacyjnych. Zatem porozmawiajmy o haśle przewodnim dzisiejszego Światowego Dnia Poezji, który chcemy uczcić… Krysiu, co kryje się pod pojęciem „poezja”?

 

Krysia:           - Z greckiego „poiesis”, to robić, tworzyć, układać, czyli pojęcie oznaczające tradycyjnie wszelakie gatunki literackie pisane wierszem…

 

Romek:          -W starożytnej Grecji przez poezję rozumiano twórczość wynikającą z pochodzącego od bogów natchnienia, oddziałującą na dusze i dającą prawdę ogólną, a związaną z muzyką…

Krysia:           -Podręczniki sztuki poetyckiej, rozpowszechniające się od XIII wieku, dzieliły sztukę słowa na prozę i poezję, przez poezję   pojmując „formę wiązaną mowy poważnej i ważnej”, a więc widząc specyfikę poezji tak w formie, jak w treści…

 

Romek:          -Podobnie klasycyzm, który domagał się od poezji, by dawała „akcję znamienitą”, „piękne uczucia” i „piękne wyrazy”…

 

Krysia:           -Tak więc poezja pojmowana była albo jako synonim obecnego pojęcia „literatura piękna”, albo oznaczała utwory wierszowane…

 

Romek:          -Zarówno w poetykach awangardowych XX wieku, jak w teoriach strukturalistycznych w obrębie literatury pięknej przeciwstawiano poezję i prozę, mówiąc o odmiennej funkcji słowa:

 

Krysia:           -…że większa suwerenność w poezji, nastawienie na funkcję poetycką, większy związek z przedmiotem, nastawienie na funkcję poznawczą, na przykład w komunikacji literackiej…

 

Romek:          -Współcześnie pojęcia „poezja” używa się również jako synonim liryki, czego przykładem jest choćby poemat prozą…

 

Krysia:           -Krótko mówiąc: Wszystko jest poezją, każdy jest poetą – jak mawiał Edward Stachura…

 

Romek:          -To jeszcze nic… Napoleon Bonaparte twierdził ponoć, że Bóg także był autorem: jego proza to mężczyzna, a jego poezja to kobieta.

 

Krysia:           -A wiesz, coś w tym jest… Zacytuję słowa niejakiego Rafała Wojaczka – nieżyjącego już poety: Wiersz rankiem napisany / nakarmiony nocą / czy może nie być kobietą?

 

Romek:          -O’key! No to mamy ustalone. Ty jesteś Pani Poezja, ja jestem Pan Proza. I prozą właśnie zapowiem przerywnik muzyczny. Zespół wokalny „Anima” z Zegrza Pomorskiego wykona pieśń pt. „Modlitwa Harcerska”.

 

* * * * *

 

Krysia:           -Słyszałam, że poezja to przemiana krwi w atrament.

 

Romek:          -A ja słyszałam, że poezja leczy rany, jakie zadaje rozum.

 

Krysia:           -A wiesz, że poezja jest chorobą niektórych ludzi, podobnie jak perła jest cierpieniem ostrygi?…

 

Romek:          -No tak, bo przecież poezja z łez robi perły.

 

Krysia:           -A kim są ci ludzie?

 

Krysia obraca się do siedzących  przy stoliku na środku  sceny czterech osób… Romek podąża za jej wzrokiem i bacznie przyglądając się owym postaciom, mówi…

 

Romek:          -Wyglądają mi na chorych… Coś mi się wydaje, że są zarażeni poezją…

 

Krysia:           -No tak… poznaję… To nasi koszalińscy poeci! I to Ci nagradzani na literackich konkursach…

 

Krysia po jednej z postaci…

 

Krysia:           -To na przykład jest Regina Adamowicz, nestorka Bractwa Literackiego z Koszalina, zdobywczyni dwunastu nagród, m.in. w Krakowie, Warszawie, Świdwinie, Zagłębiu Dąbrowskim, Przedburzu i Świnoujściu.

 

Romek podchodzi do drugiego poety…

 

Romek:          -Oto Janek Wiśniewski, który w życiu zawodowym był geografem i geologiem, zaś prywatnie - od zawsze – poetą. Należy do Krajowego Bractwa Literackiego. Janek jest zdobywcą pierwszej nagrody w Ogólnopolskim Koszalińskim Konkursie „Istota człowieka”. W 2011 roku wygrał konkurs jednego wiersza, czyli Slam podczas obchodów Dni Koszalina. Zdobywał również nagrody w miejskim konkursie koszalińskiej „Niezapominajki”

 

Krysia:           -Kolejną osobą docenianą przez jurorów literackich konkursów jest Ludmiła Raźniak, która nagrody zdobywała w Przedburzu, Świdwinie, Grójcu, Węglanach i Zagłębiu Dąbrowskim oraz w konkursach koszalińskich. Ponadto jest autorką dwunastu wyróżnień.

 

Romek:          -Następną osobą ze świecznika koszalińskiej poezji jest Leszek Kamiński. Ten poeta łamie wszelkie konwenanse. Niby inżynier, niby zapalony komputerowiec, a wrażliwy i sentymentalny jak… przedpotopowa maszyna do pisania. Leszek jest poetą Krajowego Bractwa oraz założycielem Internetowej Koszalińskiej Grupy Poetyckiej, a także inicjatorem recytacji wierszy poetów nieżyjących, które odbywają się comiesięcznie w „Kawałku Podłogi”. Jest laureatem fundacji konkursu Anny Dymnej pn. „Słowa - dobrze, że jesteście”.

 

Kiedy zabrakło nagrodzonych poetów, Krysia zwróciła się do swojego partnera od konferansjerki…

 

Krysia:           -Słyszałam, że i ty, Romku, jako poeta jesteś zdobywcą wielu nagród i wyróżnień wszelakich. Druga nagroda w Ogólnopolskim Konkursie „Istota człowieka” w 2002 roku i trzecia nagroda rok później wraz z wyróżnieniem w kategorii prozy. I dwa kolejne wyróżnienia w kategorii poezji w roku 2004 i 2011.

Dwa wyróżnienia w Warszawskim konkursie „Ikarowe strofy” w 2003 i 2005 roku, po jednym wyróżnieniu w Pruszkowskim konkursie imienia C.K. Norwida (2004) i koszalińskim konkursie „Literacki Start” w 2007 roku. Pełno nagród w „Koszalińskiej Niezapominajce” w latach 2010-2012.

I w prozie już sporo uzbierałeś. Druga nagroda w konkursie prozatorskim z okazji 45-lecia Radia Koszalin. Dwie drugie nagrody w „Literackim Starcie” w 2006 i 2009 roku i jedno wyróżnienie w roku 2003. Wyróżnienia w Ogólnopolskim Konkursie Prozatorskim w Zgorzelcu (2004) i w Dziesiątym Otwartym Konkursie „O Gniewińskie Pióro” w 2011 roku.

 

Niejako w rewanżu, teraz Romek odwraca się do swojej partnerki od konferansjerki…

 

Romek:          -I ty, Krysiu, w tych nagrodach wszelakich, nie jesteś ode mnie wcale gorsza. Powiem nawet, że masz jeszcze nade mną przewagę – bowiem jesteś ode mnie znacznie ładniejsza…

Co do nagród, to zdobywanie takowych rozpoczęłaś w roku 1998 od Krakowa, za opowiadanie i wiersz na temat: „Mój krakowski strój”. Rok później była kołobrzeska nagroda w „Bursztynowym Piórze”. Potem poznański konkurs literacko-malarski pn. „Europejczycy”. Pierwsza nagroda w koszalińskim konkursie zorganizowanym w rocznicę śmierci naszego Papieża Jana Pawła II. Zaś dwa lata temu zdobyłaś nagrodę specjalną w „Symfonii serc” w Warszawie.

 

Krysia:           -No to sobie pokadziliśmy, czas na przerywnik muzyczny. Przed państwem Wiktoria Zgolak z koszalińskiego zespołu „Forte” w repertuarze Anny German – „Eurydyki tańczące”.

 

* * * * *

 

Romek:          -Słyszałem, że jak się zaprosi poetę do domu, to powinniśmy się otworzyć przed nim na oścież. Powinno się go przywitać chlebem. Nie ukrywać przed nim duszy, wina ani żony. Bo on niczego nam    nie zabierze. Bo on przychodzi do nas wyłącznie po to, by podarować siebie…

 

Krysia:           -Bardzo ładnie to ująłeś… A wiesz, pięknie o poezji powiedział Czesław Miłosz. On powiedział, że poezja jest jak wzruszenie i powiew, który w trzech kropkach mieszka za przecinkiem.

 

Romek:          -Za przecinkiem, powiadasz… w trzech kropkach… No pięknie, pięknie…  Tylko tak pokrętnie jakby… To ja Miłosza przebiję księdzem Janem Twardowskim: Poezja jest światem przeżyć i refleksji. Jest po trochu jak mówienie ludzkim językiem w dobie maszyn i komputerów. Nie może jednak być zbyt mądra, bo nikt jej nie zrozumie.

 

Krysia:           -Za to na pewno zrozumiani będą poeci Krajowego Bractwa Literackiego w swoich autorecytacjach, które za chwilę nam zaprezentują. Romku, powiedz coś o tym Bractwie…

 

Romek:          -Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina działa już piętnaście lat, a rozwinęło się z Klubu Literackiego przy Stowarzyszeniu Przyjaciół Koszalina, dzięki życzliwemu wsparciu nieżyjącego już Eugeniusza Buczaka.

 

Krysia:           -Członkowie Krajowego Bractwa Literackiego, czyli tzw. Braccy poeci, pochodzą z Koszalina i okolic. Jest poeta z podkoszalińskich Dąbek, jest poetka niegdyś ze wsi Jamno - teraz z koszalińskiej dzielnicy Jamno.

 

Romek:          -Braccy poeci spotykają się w każdy drugi poniedziałek miesiąca na warsztatach literackich, zaś w każdy czwarty poniedziałek miesiąca – organizują fenomenalne biesiady literacko-muzyczne, okraszone sporą dawką humoru.

 

Krysia:           -Ich siedzibą jest Koszaliński Klub Osiedlowy „Nasz Dom” przy ul. Zwycięstwa 148, a obszerne informacje o działalności Krajowego Bractwa Literackiego są dostępne w Internecie na blogu, który prowadzony jest nieprzerwanie od 2006 roku.

 

Romek:          -To co, Krysiu, czas teraz na Brackich poetów i ich utwory!

A przecierać szlaki na tym literackim święcie z okazji Światowego Dnia Poezji zacznie…

 

Szlak przetarła Helena Szymko. Po niej recytowali: Kazik Gałkowski, Robert Paweł Kamin, Regina Adamowicz i Piotr Kawa.

 

* * * * *

 

Romek:          -Nie samą poezją człowiek żyje… Wystąpi teraz przed państwem zespół „Anima” w utworze Urszuli Sipińskiej pt. „Są takie dni w tygodniu”.

 

* * * * *

 

Krysia:           -A teraz wystąpi Andrzej Pitak w recytacjach wierszy poetów zrzeszonych w Związku Literatów Polskich.

 

* * * * *

 

Krysia:           -Zapraszamy na przerywnik muzyczny. Wystąpi Miłosz Ruczyński z zespołu „Forte”. Zaśpiewa piosenkę bliźniaków Golców, góralskiego zespołu „Golec UOrkiestra” pt. „Nie ma nic”.

 

* * * * *

 

Romek:          -Przysłowie mówi, że każdy poeta całe życie goły…

Krysia:           - Tak zwany poeta do kotleta… A posłuchaj tego:

                        I cóż winnaś poezjo, że nie dajesz chleba,
                        Że gdy kogo ukochasz – najczęściej ma kwiaty
                        Lub złoty laur na głowie, lecz na butach łaty
                        I zimą bez paltota liczy gwiazdy nieba?

 

Romek:          -Już Hans Christian Andersen mówił, że poezja to jest przecież to, co tak nierówno drukują zawsze u spodu w gazetach, a niekiedy wycinają potem nożyczkami.

 

Krysia:           -Ale my nie wytniemy drugiej odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów z Krajowego Bractwa Literackiego. Przed państwem…

 

Recytacje rozpoczęła Ludmiła Raźniak. Po niej wystąpili: Lech Kamiński, Jan Wiśniewski, Grażynka Piekarewicz i Janek Lutobarski.

 

* * * * *

 

Krysia:           -Zakończyliśmy autorecytacje wierszy Brackich poetów. Czas na muzykę. Zresztą muzyka to też poezja, tylko taka głośniejsza, poezja zaś - jest cichszą muzyką… Zespół „Anima” w przepięknej pieśni pt. „Ave Maryja”.

 

* * * * *

 

Romek:          -Tadeusz Różewicz powiedział, że dopóki człowiek nie poczuje się nieszczęśliwy, to nie narodzi się w nim „poezja”!

 

Krysia:           -Ja z kolei słyszałam, że poeci mają to do siebie, że nawet jak mówią prozą, to myślą wierszem…

 

Romek:          -Skoro tak jest, to zapraszamy na scenę tych mówiących prozą myślących wierszem! Jak również tych mówiących wierszem, a myślących prozą! Bowiem doszliśmy do kulminacyjnego momentu naszej literackiej biesiady. Oto scena otwiera się teraz dla każdego! Przed państwem „Otwarta Scena”!

 

Krysia:           -Tak zwana „Otwarta scena” jest ostatnią pozycją naszej literackiej biesiady z okazji Światowego Dnia Poezji. Osoba, która zechciałaby teraz wystąpić na scenie, ma w zasadzie tylko dwa ograniczenia…

 

Romek:          -Pierwszym ograniczeniem jest czas – występ nie może przekroczyć pięciu minut… Drugim ograniczeniem jest ilość wierszy – tylko jeden wiersz!

 

Krysia:           -A więc dana osoba wychodzi na scenę, przedstawia się, może opowiedzieć coś o sobie i recytuje swój utwór. Zapraszamy!

 

Romek:          -Ktoś powiedział – nie wiem kto, wiersze pisać – to jest to! A jeszcze piękniejszym jest recytowanie tych wierszy, prezentowanie tych wierszy na forum publicznym. Dzielenie się nimi, jak kromką chleba… Zapraszamy na „Otwartą Scenę”!

 

Pierwszą odważną, która się zaprezentowała i powiedziała wiersz,  była dziewięcioletnia Marcelina Ruczyńska, uczennica Koszalińskiej Szkoły Muzycznej. Po niej wystąpili: Stanisława Schreuder z koszalińskiej dzielnicy Jamno, Grażyna Fajkowska z Internetowej Koszalińskiej Grupy Poetów z wierszem pt. „Przebudzenia wiosenne”, Aleksandra Sławińska, Miłosz Lenczewski z dwuwersowym utworem, Mikołaj Kobus – rocznik 45 – z baśnią, Andrzej Pitak – aktor – z wierszem do czarnowłosej kobiety oraz Regina Adamowicz – nestorka Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina.

Wszyscy recytatorzy tzw. „Otwartej Sceny”  dostali pamiątkowe dyplomy i uścisk ręki…

 

* * * * *

 

            I tak oto dobiegła końca literacka biesiada z okazji Światowego Dnia Poezji.

Każdy z obecnych mógł się zaopatrzyć w tomiki koszalińskich poetów, które były do nabycia wraz z dedykacją „na gorąco” od danego poety. Zanim opuszczono mury Domku Kata, jeszcze przez czas jakiś trwały ożywione dyskusje, wymieniano wrażenia – zakąszając słodkim poczęstunkiem, ufundowanym przez organizatorów poetyckiej imprezy…

            No to za rok! – chciałoby się powiedzieć… Co jest wielce prawdopodobne, bowiem te ponad dwie godziny spędzone w tych  historycznych murach – raczej nie były czasem straconym…

 

 Znalezione obrazy dla zapytania fotki koszalin domek kata

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Bo to już dzisiaj!

poniedziałek, 23 marca 2015 11:03

 

 

ZAPRASZAMY

SERDECZNIE

na

BIESIADĘ

LITERACKO-MUZYCZNĄ

 

 

 

         Zapraszamy na wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”. W programie: autorecytacje wierszy Brackich poetów w czterech odsłonach, „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D.” pt. „Kiedy już wróci dotyk” i muzyczne przerywniki w wykonaniu zespołu wokalnego „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem Zofii Beba-Bednarczyk. Ponadto słodki poczęstunek oraz możliwość zaopatrzenia się w tomiki poetów z Krajowego Bractwa Literackiego, czyli mówiąc krótko  - Brackich poetów.

 

Wstęp wolny.

 

Literacko-muzyczny wieczorek odbędzie się dzisiaj! 23 marca (poniedziałek) o godz. 17 w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, ul. Zwycięstwa 148. 

 

 

 

PLAN SZCZEGÓŁOWY:

 

 

  1. Przywitanie gości.

 

  1. Nie tylko wierszem, czyli Bracki felieton Romka D. pt. „Kiedy już wróci dotyk”.

 

  1. Przerywnik muzyczny (1).

 

  1.  I część poetycka - tematyczna / prowadząca: Krysia P.

 

  1. Przerywnik muzyczny (2).

 

  1. II część poetycka – dowolna / prow. Romek D.

 

  1. Przerywnik muzyczny (3).

 

  1. III część poetycka – dowolna / prow. Krysia P.

 

  1. Przerywnik muzyczny (4).

 

10. IV część poetycka – tematyczna / prow. Romek D.

 

11. Zakończenie.

 

 

 

PS  Przyprowadźcie swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

DO ZOBACZYSKA!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Ostatnie utwory lirycznego miesiąca…

piątek, 20 marca 2015 23:13

 

 

BIESIADNE WIERSZE

BRACKICH

w

SCENARIUSZOWEJ OPRAWIE

 

 

 

 

 

            Witam na czwartej części autorecytacji wierszy Brackich poetów. Za nami już dwie liryczne odsłony lutego, które poprowadziła Krysia Pilecka i jedna część utworów dowolnych, gdzie konferansjerem był nasz atrakcyjny Kazimierz, czyli ten od Gałkowskich. Teraz na mnie padło, czyli na Romka Dopieralskiego - i to ja będę tą antraktową paplą.

 

 

            No ja raczej nie mogę o sobie powiedzieć „atrakcyjny”, bo jeszcze ktoś mnie posądzi o nadużycie. Zaś co do tematyki wierszy, jakie za chwilę posłyszycie, będzie to taki poetycki misz masz mosz. Jednym słowem będzie to jakby kontynuacja tej części, którą poprowadził atrakcyjny Kazimierz, czyli wiersze dowolne, gdzie poetę nie ograniczały jakiekolwiek ramy.

 

 

            Zobaczmy zatem, jak bez tych ram poradził sobie ten poeta. Co mu w duszy zagrało, cóż ze swych trzewi wytrząsnął, co też ręka jego uzbrojona w ołówek poczyniła na tej kartce papieru. A może raczej klawiatura… komputerowa klawiatura – bo ten poeta z komputerem radzi sobie całkiem całkiem…

            Oto nasz komputerowy Bracki poeta, Janek Wiśniewski i jego wiersz zatytułowany „Na poezję znów czas”…

 

 

Jan Wiśniewski

„Na poezję znów czas”

 

Syna spłodziłem

drzewo zasadziłem

domu już nie zbuduję

Czas wzbogacony wnukami

rozrzutnie spowolniał

 

Dominująca w życiu proza

błąkającej gdzieś na obrzeżach

poezji już nie przyćmiewa

Już nic nie muszę a mogę

co chcę i co lubię robić

 

Więc wzbudzam w sobie wenę

w odstawce przytępioną

by swej poezji przywrócić

bardziej znaczącą rolę

w wierszoterapii nurcie

 

Czynię to głównie dla siebie

bo pisząc kląć nie potrafię

i gubię do przekleństw powody

A na użalanie się

czasu po prostu nie starcza

 

I szkoda

 

 

* * * * *

 

 

            A’propos Janka komputerowca, to przypomniał mi się taki dowcip, który jakoby zaprzecza, że kiedyś nie było tych technicznych zdobyczy komputerowo – internetowych…

 

Mówi wnuk do dziadka.
- Kiedyś to mieliście źle. Nie było nternetu, komórek, czatu ani gadu-gadu…. Jak Ty w ogóle babcię poznałeś?
- No jak nie było? Wszystko to było – odpowiada dziadek.
- Ale jak to?
- No przecież babcia mieszkała w internacie, jak wracała ze szkoły to ja stałem na czatach, wychodziłem i z babcią na gadu-gadu, a jakby nie komórka to i Ciebie, i Twojego ojca by nie było…

 

            A teraz poeta, który też pewnie chadzał na gadu-gadu – a może nadal chadza i na czatach wyczekuje… Co do komórki, to milknę, by o jedno słowo za dużo nie powiedzieć…

            Przed państwem Piotr Jerzy Kawa i jej utwór pt. „Pewność czy nadzieja”…

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Pewność czy nadzieja?”

Skąd czerpać pewność można i dlaczego?
Może egoizm ma z tym coś wspólnego?
Co więc pewnością, a co jest nadzieją?
Ślepą i krętą to życia aleją.

Być pewnym brzmi to przecież bardzo dumnie,
lecz przygotował Bóg dla nas tak cudnie,
że w Nim jest pewność i w Nim jest nadzieja
i dzieli hojnie, z sercem dobrodzieja.

Co daje Nam tę pewność doskonałą?
To Słowo Boże jest bronią wspaniałą!
Można więc użyć ten “miecz obosieczny”,
wszystko zawodzi, wtedy on konieczny.

Z nadzieją w sercu swym czy rzec pragniemy?
I autorytet Boga strzec będziemy?
Co mówić z całą możemy pewnością,
by się nie stało czasem bezczelnością?

Nie bądźmy zatem zbyt pewni niczego,
najlepiej trzymać się Słowa Bożego!
I nic na Ziemi nie jest dziś pewniejsze,
bo Słowo Stwórcy jest najistotniejsze!

 

 

* * * * *

 

 

            W naszym kraju cieszenie się z życia i z osiągniętych sukcesów jest raczej wysoce nieetyczne. Pogrymasić… ponarzekać… pozazdrościć sąsiadowi… to dopiero jest postawa prawdziwego Polaka.

            Natomiast my – Braccy poeci – najwyraźniej wyłamujemy się z tej godnej pożałowania postawy. My nie mamy czasu na takie dyrdymały. Jak się jeden wieczorek literacki kończy, my już myślimy o następnym. Może w tym jest sposób na zgorzkniałość, by innym dawać coś od siebie.

             Z tą wyłączną idyllą w naszym Brackim zespole, to oczywiście lekka przesada. Na wieczorkach może to tak wygląda, ale na naszych warsztatach, czyli dwa tygodnie wcześniej, kiedy przygotowujemy materiały na owe wieczorki – to się dopiero dzieje!

            To całe wybieranie wierszy do poszczególnych części, to poprawianie utworów, bo jakiś błąd gramatyczny się wkradł – a wiadomo przecież, jak wyczuleni są poeci na punkcie swojej twórczości. Niejednokrotnie musimy głosować, bo jakaś sprawa staje na przysłowiowym ostrzu noża i nijak nie można jej rozstrzygnąć…

            To oczywiście żart… Proszę spojrzeć na nas – żadnych ran kłutych, żadnych ran szarpanych, żadnych siniaków, nawet uzębienie nie naruszone. Za to jedno jest pewne! Na tych warsztatach nie próżnujemy!!!

            Dowodem tego są nasze wiersze, jak choćby ten. Krysiu, chodź tutaj i zaprezentuj swój przecudnej urody utwór o katolickim miejscu pielgrzymkowym u podnóży Pirenejów. Krystyna Pilecka i utwór pt. „Lourdes – Massabielska Grota”…

 

 

Krystyna Pilecka

„Lourdes – Masabielska Grota…”

(na Dzień Chorego)

 

Ciszy Anielskiej pełna
Masabielska Grota
Tańczą płomyki świec
w szept modlitw dyskretny wsłuchane…
Źrenice wypatrują Pięknej Pani
co w sukni rajsko barwionej
na ziemię patrzy szczodrobliwie…

Chwilę przenika Miłość i Wiara
Woda Źródlana orzeźwia słabe ciała
i koi zziębnięte dusze…
Dłonie ściskają róże oplecione
paciorkami różańca
Prośby – jak dym kadzidła
unoszą się ku niebu…

Nadzieja tchnie zielenią drzew
żyje w panoramie gór
od lat łączy serca rozmodlone…
Ukryta w zagłębieniach skalnych Grota
przytula łaską – jak szarfą błękitną
„Uzdrowienia Chorych”
ofiarując moc niewyczerpanej
Źródlanej Wody i NADZIEJĘ…

 

 

* * * * *

 

 

            Miesiąc luty, choć jest krótki, to wiele się w nim dzieje. Zwłaszcza od 11-go do 18-go, czyli od środy do środy. Ten okres w tym roku jest wręcz obładowany dniami ważnymi. A taki był harmonogram tych ośmiu dni…

            W środę Światowy Dzień Chorego, ale co tam – trzeba było szybko zdrowieć, bo w czwartek był Tłusty Czwartek i przynajmniej dwa tuziny kalorycznych słodkości człowiek spałaszować musiał! W piątek oddaliśmy cześć naszym gadającym pudłom, bo to był Światowy Dzień Radia. W sobotę tekturowe serduszka były na piedestale – Walentynek czar zawładnął światem! Łączyliśmy się w pary, na spacerach trzymaliśmy się za ręce… W niedzielę mogliśmy już przeprowadzać rozwody, bo to Dzień Singli miał swój dzień. W poniedziałek lepiej było nic nie wysyłać pocztą – świętowali listonosze w Europejski Dzień Listonosza. We wtorek Dzień Kota był. Jak ktoś nie miał kota, to też żadna tragedia się nie stała, bo kota można było zastąpić śledziem. Toż to Ostatki były przecież, więc na tańce hulańce czas to ostatni. A w środę Popielec… i szlaban na mięsne wiktuały.

            Od środy do środy – no proszę ile się działo! A ile dziać się będzie w poetyckich treściach Zdzisi Krasnopolskiej? Oto Zdzisława Krasnopolska i jej wiersz pt. „Dłonie - ręce”…

 

 

Zdzisława Krasnopolska

„Dłonie – ręce”

 

Spracowane ręce, choć niepiękne

Nie zadbane - lecz szacunku godne

Przez artystów na płótnie utrwalone

Lub rzeźbione z różnego tworzywa

Ręka poorana bruzdami zmarszczek

Mówi wiele o osobie, kiedy wróżkę pyta

 

Na dłoni linie się krzyżują

Które chiromantki odczytują, niczym kod

Ile pracy w życiu było, ile wody się zużyło

Ciepła, zimna – lecz licznika tam nie było

By się policzyło trud

 

Ból, zmęczenie, miarą było

Kiedy wodę wiadrem się nosiło

Za to rączki, gdy zadbane, gładkie

Wypielęgnowane i pachnące

Mało robią - mówią wiele

Żyją sobie jak w niedzielę

Pracę mają lekką, czystą

Więc prezencja oczywista

 

 

* * * * *

 

 

            Napomknąłem o tym szalonym natłoku dni ważnych w miesiącu lutym. I właśnie a’propos jednego z nich, czyli Tłustego Czwartku - dnia, w którym bezkarnie opychamy się tymi pulchnymi słodkościami – choć   z tą pulchnością w dobie masowej produkcji, to różnie bywa – przypomniała mi się taka dykteryjka, jak to spotykają się dwa pączki:

 

-Czuję się taki pusty… - mówi jeden pączek do drugiego.

-Czemu?

-Bo nie mam dżemu!

           

            A teraz będzie debiut absolutny w naszym Bractwie, jeśli chodzi o recytację, bowiem ten poeta już u nas był i nawet występował na poprzednim styczniowym wieczorku. Tyle, że jako akordeonista. Kto był na tym wieczorku, ten widział, jak pan Kazimierz Dulat najpierw przybieżył na scenę ze swoim instrumentem, a potem przybieżali do Betlejem pasterze w kolędzie granej przez pana Kazika.

            Natomiast dzisiaj usłyszymy wiersz pana Kazimierza Dulata / pt. „A nam żal lata” – ładnie się zrymowało – i pan Kazimierz będzie sobie akompaniował na akordeonie, czyli tzw. łosz end goł (wash and go) – dwa w jednym…

 

Kazimierz Dulat

„A nam lata żal”

 

Płyną chmury znad Bałtyku

Słońce blado świeci

Puste plaże po horyzont

Mewa z krzykiem leci

 

Tylko dwoje skrytych kocem

Siedzi gdzieś na wydmie

Od Bałtyku ciągnie chłodem

To już jesień idzie

 

A nam lata żal…

A nam lata żal…

 

Było ciepło, było słońce

Były pełne plaże

Teraz babie lato płynie

I dżdżu łzy po twarzy

 

Minie jesień, minie luty

Wiosna buchnie kwieciem

Przyjdzie lato, więc poczekaj

Teraz skryj się w chacie

 

A nam lata żal…

A nam lata żal…

 

 

* * * * *

 

 

            Co do dni ważnych w roku, to np. dla mnie – właściciela dwóch futrzaków – istotny jest Dzień Kota obchodzony 17-go lutego. Koty są niesamowite! One już tyle tysiącleci są z człowiekiem, a praktycznie tak do końca nie zostały przez nas udomowione. Ta ich niezwykła niezależność aż poraża!

            Ten mój młodszy kot, Ziutek, jest świrnięty, bo to i małolat, i kocur jakby nie było, więc jego zachowania nie ma sensu analizować. Za to drugim moim kotem jest dostojna nestorka kociego gatunku rasy europejskiej o imieniu Cętka. Ma już 16-ście lat, co w przeliczeniu na koci wiek daje nam tych wiosen ponad 80-siąt, więc w jej przypadku mógłbym oczekiwać jakiejś choćby nici zażyłości w stosunku do mnie.

            A jak jest? Kiedy ją wołam: -Cętka! Cętuś! – od szesnastu lat jest tak samo. Czasem tylko przystanie… popatrzy na mnie z wyższością… i powraca do swoich zajęć.

           

            Kontynuując koci wątek, znam taki dowcip, jak Jasio na lekcji polskiego odmienia rzeczownik „kot” przez przypadki:

-Mianownik: kot.

-Dopełniacz: kota.

-Celownik: kotu.

-Biernik: kota.

-Narzędnik: z kotem.

-Miejscownik: o kocie.

-Wołacz: kici kici!

           

            Koty to wdzięczny temat, można by o tych naszych milusińskich bez końca, ale nam trzeba powrócić do poezji. Uczyni to teraz swoim utworem pt. „Miłość i porcelana” - Maria Rudecka…

 

 

Maria Rudecka

„Miłość i porcelana”

 

Miarą uczucia, pani kochana,

od kilku wieków jest porcelana,

bo porcelana, proszę mi wierzyć,

uczucia ludzkie pomaga mierzyć.

 

Gdy ślubem łączą swe życie młodzi,

każdy weselnik z darem przychodzi,

często, chcąc dobrze być postrzeganym

serwis chodzieski da z porcelany.

 

Już po weselu w miejscu z darami

stoją serwisy więc tuzinami,

czasem jednakże, czasem w wyborze,

tak wiele jak na angielskim dworze.

 

Niemcy – praktyczni – obyczaj mają

taki, że zaraz część rozbijają,

bo gdzież się tyle zmieści serwisów

tłuką więc trochę według przepisu.

 

A przepis każe dobra marnować,

aby złe duchy tak odczarować.

W Polsce oszczędność zwycięża –

Oszczędność to mieć w kieszeni węża?

 

Lata mijają – to cecha czasu –

ubywa z wolna wszelkich zapasów

i porcelany też – wszak taka krucha! –

szczególnie, kiedy ślubny nie słucha.

 

Trzeba oceniać to należycie,

jeśli serwisów na całe życie

starczy i ciągle te same mamy –

znaczy, że wcale się nie kochamy.

 

U mnie się serwis zmienia co trochę,

nawet co miesiąc, bo mąż mnie kocha!

Miarą miłości, pani kochana,

proszę mi wierzyć, jest porcelana.

 

 

* * * * *

 

 

            Pewien poeta zorganizował sobie wieczorek recytatorski w szpitalu. Charytatywnie dla pacjentów i personelu.

Godzinę trwały deklamacje, wreszcie koniec. Na sali panowała kompletna cisza. Do artysty podszedł jeden z anestezjologów i ściskając prawicę poety powiedział:

-Szacuneczek, mistrzu… szacuneczek…

            Nasz Bracki poeta, który za chwilę wystąpi, on z kolei swoimi wierszami wprost ożywia słuchaczy, przebudza największych nawet narkoleptyków! Gdyby to nie był wieczorek literacki, tylko np. „Mam talent”, albo jakieś inne telewizyjne szoł, to bym powiedział: -Na tego poetę wyślijcie SMS, ten poeta jest the best!

            Przed państwem Robert Paweł Kamin i jego wiersz, który ponoć ulecza z narkolepsji - zatytułowany „Rodzina”…

 

Robert Paweł Kamin

„Rodzina”

 

Przybądź ma miła, już wiatr Ciebie woła

I deszcze płaczą tak smutno dokoła

Już klękam z kwiatem zimowym na ręku

W maju konwalii nazrywam do pęku

 

Przybądź ma miła już łuna jaśnieje

Głos gdzieś kołacze z stajenki w Betlejem

Wspak nie ustawaj swojej duszy młodej

I w grób za życia nie wkładaj urody

 

Przybądź ma miła, nim wiosna zakwitnie

Zajmij swe miejsce dostatnie i szczytne

Siądź po prawicy mojego ramienia

Czas w słońcu stanąć i wyjść z mroku cienia

 

Przybądź ma miła jak szczep wonny grona

Udrękę lęku na zawsze pokonaj

I dziatwy nasze otul jak wiklina

I skosztuj owoc, co zwie się rodzina

 

 

 

            Teraz powiem do rymu: -Był to wiersz Kamina / pt. „Rodzina”. A tak swoją drogą, to miał rację mistrz Jeremi Przybora, kiedy śpiewał:

-Rodzina, ach rodzina. Rodzina nie cieszy, nie cieszy gdy jest, lecz kiedy jej nie ma samotnyś jak pies…

            Tak patrzę po Was… i widzę, że za te wszystkie wiersze, jakie dało się dzisiaj posłyszeć, to od żadnego anestezjologa gratulacji byśmy raczej nie otrzymali… Wszyscy tacy ożywieni, rześcy, nikt nie chrapie, nawet ziewnięć żadnych nie odnotowałem. Wspaniali! Jesteście po prostu wspaniali!

            Jednak mam dla Was niestety złą informację… był to już ostatni wiersz, jaki mieliśmy do zaprezentowania na dzisiejszym spotkaniu literacko-muzycznym… A teraz usta moje wypowiedzą jedynie te oto słowa: -Przed państwem piosenka finałowa! Oto zespół „Anima” w piosence pt. „Niech żyje bal!”

 

 

* * * * *

 

 

            Nasze literackie treści umilał nam fenomenalny zespół „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem pani Zosii Beby-Bednarczyk! Wielkie brawa dla nich!

            Nasi wspaniali Braccy poeci również stanęli na wysokości zadania! Brawa dla Brackich poetów, którzy są solą koszalińskiej Ziemi!

 

 

            Jednak nie było by tego wszystkiego, gdyby nie Wy - goście naszej literackiej biesiady. Jesteście najwspanialszą publicznością na świecie! Brawo! Z czystym sumieniem możecie sami sobie bić brawo i na pewno dołączą się do tego Braccy poeci! Brawo dla wspaniałej Brackiej publiczności!!!

 

 

            I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze literackie biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Do zobaczenia za miesiąc! Na kolejnym naszym wieczorku literackim pt. „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”.

 

 

 

PS  Niebawem nowy wieczorek literacki. Ale o tym wkrótce…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Nie samą poezją człowiek żyje…

piątek, 13 marca 2015 20:28

 

 

PROZATORSKA

LIRYCZNOŚĆ LUTEGO

(Bracki felieton)

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania luty fotki

 

 

Liryczność zimowego miesiąca

 

            „Liryczna odsłona lutego” – taki jest tytuł dzisiejszej biesiady literackiej. Postanowiłem więc, zanalizować ów tytuł i wyłuszczyć liryczność lutego z różnych jego odsłon. Może w ludowych porzekadłach coś znajdę. Wszak przysłowia są mądrością narodów, a w każdym narodzie tej lirycznej nuty na co dzień, choć odrobinę by się przydało.

            Nie można przecież myśleć ciągle o niespłaconych kredytach we frankach szwajcarskich albo bez ustanku przysłuchiwać się telewizyjnym debatom naszych polityków, choćby byli super uczciwi i obiecywali przemieszczanie się wyłącznie transportem publicznym, rezygnując z całkiem niezłych funduszy za tzw. kilometrówki. „Kiedy luty – obuj buty” – mówi przysłowie. Jakiejś wyjątkowości i liryki być może, kiedyś by się człowiek w tym dopatrzył, gdy inny człek z drewniakami pod pachą szedł do kościoła i dopiero u jego progu te buty zakładał. Teraz but towarem jest łatwo dostępnym, więc       o uczuciowość do niego raczej trudno, kiedy w dodatku widzi się jeszcze stosy całkiem dobrych zelówek, walających się po śmietnikach. Co do przysłowia: „Luty – omarzną ci      u nosa gluty” – z przyczyn oczywistych analizować nie będę.

            Może z dni ważnych lutego liryzm jaki wyłowię? W Tłustym czwartku dopatrywałbym się wyłącznie liryczności łzawej, kiedy najpierw z rozkoszą oddajemy się tej słodkiej rozpuście, a potem wpadamy w czarną rozpacz, jak się pozbyć tych kalorycznych nadwyżek. Mam… w końcu znalazłem coś, co rozgrzewa nasze serca nawet wtedy, kiedy luty staje na wysokości zadania i przeogromnym mrozem skuwa wszystko wokoło. To są Walentynki, to są te kartonowe serduszka, jakie sobie ofiarowujemy. Te nasze osobiste uczucia i doznania, nastroje i refleksje, ta liryka wypływająca z pocałunków, przytuleń, spojrzeń zakochanych oczu – to wszystko razem wzięte roztapia nawet najsroższe okowy lutego. Po paru dniach jest Dzień Kota, więc tę naszą powalentynkową serdeczność przenosimy na naszych futrzastych milusińskich. I znowuż jest miłośnie, i znowuż jest lirycznie, tym bardziej, że w tym roku Dzień Kota zbiegł się z Ostatkami, czyli popularnym „śledzikiem”. Bo potem, to już tylko liryka religijna bez karnawałowych szaleństw, ale za to z Popielcem i czterdziestodniowym poszczeniem.

            I oto, z tej uduchowionej aury wyłania się liryczność najczystrzej miary. Świecka to tradycja, comiesięczna, od lat kultywowana i prezentowana z wielkim pietyzmem. Co to takiego? To wieczorki literackie Krajowego Bractwa i wspaniała publiczność, biorąca w tym udział.

/Roman Dopieralski/

 

Znalezione obrazy dla zapytania luty fotki

 

 

PS  I jeszcze została nam – by literacki wieczorek u Brackich zakończyć ostatnią kropką -porcja utworów o tematyce dowolnej. Będzie okraszona humorystycznym komentarzem, który był udziałem antraktowej papli, czyli Brackiego konferansjera. Nawet kilka dowcipów też przedstawionych będzie. Jednym słowem – to, co na naszym wieczorku się wydarzyło, to i u nas na blogu będzie odzwierciedlone. Choć wiadomo, co na żywca, to na żywca…

A taka okazja już niebawem. 23 marca organizujemy kolejną literacką biesiadę, o której jeszcze napomkniemy!

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania luty fotki

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

wtorek, 10 marca 2015 17:47

 

 

„LIRYCZNA ODSŁONA

LUTEGO”

UTWORY TEMATYCZNE

 

 

 

            Czas na wieczorkowe wiersze z biesiady literackiej zatytułowanej „Liryczna odsłona lutego”. Tą część poprowadziła Krysia Pilecka. Z właściwym sobie wdziękiem zapowiadała Brackich poetów, by ich autorecytacje zachwycały licznie przybyłą publiczność.

 

           

            Na tymże zdjęciu widać właśnie Krysię w konferansjerskim szale. W tle dwie wokalistki zespołu "Anima": Ola Brulińska i Martyna Margol. Zaś lewą stronę fotki wypełnia prześlicznej urody wieczorkowy plakat autorstwa Brackiej poetki - Aleksandry Stroczyńskiej.

            A że na wieczorku działo się wspaniale, dowodem mogą być poniższe wiersze…

 

 

 

Anna Żabińska

„Liryzm lutego”

 

Oj, luty, luteńku, nie bądź taki ważny!

Choć jesteś ten drugi w nowym roku

Jak cię liryzować? Jesteś taki połowiczny

Z jednej strony weekendowy, a z drugiej nostalgiczny

 

Wyczarowujesz sople lodowe na dachach

Niczym kryształy mieniącej się kolorami tęczy

Czasem misternie rzeźbione śnieżynki

Tworzące dywany białego puchu w przyrodzie

 

Jesteś świadkiem szumu wiatru, jęków obłędnej zawiei

Bardzo rzadko nikłych chwil przebłysku słońca na niebie

To jednak kochany wszystko potrwa niedługo

Bo krótki jest czas twoich zmiennych nastrojów

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Poetycka nocna eskapada”

 

W lutową noc mknę pospiesznym pociągiem,
w uszach muzyka brzmi ze znanym songiem!
Niesamowitość wdziera się do duszy
i chęć baśniowej podróży mnie wzruszy!

 

To jest jak puenta liryczna dramatu,
nie poznanego, wzniosłego tematu!
Za oknem miga teatr światło-cieni,
a wyobraźnia śnieg w taniec zamieni!

 

Sen na powieki już się zaczął skradać,
imaginacja z refleksją układać!
Celebrujące marzeń snu krainy,
wystąpić chciały bez większej przyczyny!

 

Poezja z muzą mruga światłem w biegu,
lodowy zamek jak kwiat przebiśniegu!
Zawieja w uścisk krajobraz dopada,
taka w pociągu była eskapada!

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Miesiąc Luty”

 

Mroźny poranek wita się ze słońcem

skostniała ziemia

perlistym śniegiem pokryta

gdzie sięgnąć wzrokiem

cała ziemia w bieli

zimowy miesiąc luty nas wita

to nie zabawa, to nie przelewki

zimowy miesiąc podkuł swe buty

 

czerwieni nosy i szczypie w uszy

puszystym śniegiem wszystko oprószył

jak długo jeszcze będzie nas mroził

jak długo luty będzie się puszył

byle do wiosny, byle do marca

a potem luty niech chowa swoje

lodem podkute zimowe buty

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Wiatr wiosenny”

 

Zawiej wietrze wiosenny z południowej strony

Niechaj świat będzie tobą wiernie okolony

Niech się rozpuszczą śniegi, które Ziemię duszą

O niech kwiaty uroczo pszczoły wonią kuszą

 

Zawiej wietrze wiosenny z całą swoją siłą

Zatańcz walca śmiało nad zimową mogiłą

Niechaj oczko puści nam pierwiosnek młody

I niech śmieje się krokus dziewczęcej urody

 

Zawiej wietrze wiosenny, ożyw błonia szare

Niech się całe wypełnią miodowym nektarem

I niech strumyk popłynie ożywczy jak wiosna

Niechaj w słońcu się błyszczy jaskółka radosna

 

Zawiej wietrze wiosenny ptakom w skrzydła śmiało

Aby nigdy ich śpiewu nam nie brakowało

Zawiej wietrze wiosenny i zawiruj w Niebie

Skrzydłem podziękuj temu, który posłał ciebie

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Moja liryczna odsłona lutego”

(wspomnienie z 1942 roku)

 

Surowy, groźny, mroźny, trza wzuć ciepłe buty -

taką opinię miesiąc ma drugi z kolei,

ale kto ma pojęcie, jak się czeka w lutym,

kiedy dzieci na powrót ojca czekają w nadziei.

 

W izbie dusznej – nie z ciepła – z lampy karbidowej

cisną się wokół stołu – okno zaciemnione

odsłonić go nie wolno, choć każde gotowe,

wyjrzeć, czy tata wraca nareszcie do domu.

 

Właśnie rano sąsiedzi mówili mamusi,

że na Podlasiu wilki znowu wyszły w nocy,

a tatuś na forszpanie, drewno przywieźć musi.

Ciemność, a on nie wraca. Skąd wezwie pomocy?

 

Szepczemy więc zdrowaśki, serce bije z trwogi,

wilcze ślepia się zdają zza pieca wyziewać.

Panno Święta Gromniczna, strzeż tatowej drogi,

gdy się przez kopne śniegi do domu przedzierać.

 

Na ścianie naszej izby obraz podniszczony,

białą postać okrąża wilków ciemna zgraja,

lecz od światła gromnicy już na wszystkie strony

zdaje się pierzchać, wyjąc. Nadzieją nastraja.

 

Milkniemy. Cisza taka i nasłuchiwanie,

że na pewno modlitwę naszą Bóg usłyszy

i wysłucha. Wysłuchał. Jakiś turkot znajomy! O, dzięki Ci, Panie!

Tatuś wrócił. Jak dobrze! Radość słychać w ciszy.

 

Wilki ognia się boją i światła wszelkiego.

Matka Boża z gromnicą zapaloną stała,

przestraszyły się bestie światła gromnicznego.

To Ona, Ona tatę nam uratowała.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Oblicza lutego”

 

luty niejedno oblicze ma

by nadmiar czasu wyrównać

co czwartą zimę przybywa dnia

 

choć on krótki – postraszyć może

śniegiem sypnie, mrozem liźnie

o najmniej spodziewanej porze

 

dlatego każdy człek dobrze wie

i w lutym zakłada buty

wirus wtedy nie rozwija się

 

luty w lirycznej też odsłonie

kiedy pocztówkę z serduszkiem

mąż ofiarowuje swej żonie

 

walentynkowy czar lutego

niczym Amor strzałą trafia

w kawalera i żonatego

 

z czegóż jeszcze znany miesiąc ów

otóż w lutym na świat przyszedł

twórca tychże rymowanych słów

 

 

 

 

 

Jan  Wiśniewski

„Uodpornienie”

 

Oko błysnęło mglistą wilgocią

i zrodziło łzę

 

Ciepła kropla

nagle rzucona

w niepojęty dla siebie świat

zaczęła powoli spływać

po zoranym bruzdami policzku

 

Smętnie minęła zaciśnięte wargi

oderwała się od twarzy

runęła w dół

i dotknęła ziemi

 

Dotknęła ziemi

już jako

jedna z lodowych twardych kulek

 

 

 

PS  Kolejna dawka wieczorkowych wierszy – przedzielona wieczorkowym felietonem – za niedługi  czas się ukaże. Felieton będzie jak zwykle podszyty humorem, zaś wiersze o tematyce dowolnej.

Warto zajrzeć, bo teksty Brackich są superaśne!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Jak to na wieczorku było…

piątek, 06 marca 2015 23:32

 

 

LIRYCZNOŚĆ LUTEGO

u

BRACKICH

(reportaż)

 

 

 

            Choć luty jest najkrótszym z miesięcy, jednak nie przełożyło się to jakby na długość trwania naszej ostatniej biesiady literackiej, zorganizowanej w tymże właśnie miesiącu. Szczegółowy plan „Lirycznej odsłony lutego” składał się aż z czternastu punktów, w którym oprócz strony literackiej, dominowała również muzyka. A to za sprawą instruktorki muzycznej Zofii Beba-Bednarczyk i jej trzyosobowego zespołu „Anima” – jedenastolatki Oli Brulińskiej i o rok młodszych: Martyny Margol i Nikoli Rembowskiej. Przyjechały do nas z Zegrza Pomorskiego i podbiły serca licznie zgromadzonej publiczności.

 

 

            Muzycznie wieczorek zaczął się znanym przebojem Urszuli Sipińskiej „Są takie dni w tygodniu”, zaś felieton Romka D. rozpoczął treści literackie. W przedstawionej prozie autor zanalizował wieczorkowy tytuł próbując wyłuszczyć liryczność lutego z różnych jego odsłon. Próbował ją znaleźć w ludowych porzekadłach („Kiedy luty – obuj buty”, Luty – omarznę ci u nosa gluty”) i w ważnych dniach lkutego (Tłusty czwartek, Walentynki, Dzień Kota). Jednak lirycznością najczystszej postaci okazał się ów wieczorek literacko- muzyczny Krajowego Bractwa i jego wspaniała publiczność.

            Zatem można stwierdzić, że kiedy przyszła pora na autorecytacje wierszy Brackich poetów, mieli oni zadanie znacznie ułatwione, bowiem publiczność była już porządnie rozgrzana. Jednak do pełnej satysfakcji brak jej było tej subtelnej nuty, płynącej z lirycznych strof recytowanych utworów. Zwłaszcza, kiedy „Liryczna odsłona lutego” w wierszu Marii Rudeckiej dotyczyła jej wspomnień 1942 roku : „Surowy, groźny, mroźny, trza wzuć ciepłe buty / taką opinię miesiąc ma drugi z kolei / ale kto ma pojęcie, jak się czeka w lutym / kiedy dzieci na powrót ojca czekają w nadziei”. Natomiast Grażyna Piekarewicz bombardowała publikę takimi metaforami ze swojego utworu pt. „Zimy purpury”, że aż iskry szły: „Otaczały mnie lutego bajeczne odsłony. I te łany i te błyski. Ich czar ognisty / Drgały we mnie krople wiecznej nadziei / Budziły się wzruszenia klamrą nostalgii zamykane”.

            Epilogiem tej wspaniałej uczty literackiej było brawurowe wykonanie przeboju Maryli Rodowicz „Niech żyje bal” – przez zespół „Anima”, co z łaciny oznacza duszę. O tak, duchowej strawy na tymże wieczorku, dla nikogo nie zbrakło…

 

 

PS  Poezja z tego fenomenalnego wieczorku, gdzie ponoć iskry szły – w następnych wpisach i to niebawem!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Ostatnia część obiecanych wierszy…

czwartek, 26 lutego 2015 16:13

 

 

POEZJI NAWET SPÓŹNIONEJ

NIGDY DOSYĆ…

 

  

 

             Oto obiecywana wcześniej ostatnia część autorecytacji wierszy Brackich poetów ze styczniowego jeszcze wieczorka. Jak to mówią – lepiej późno niż wcale… A skąd takie opóźnienie? No cóż – najzwyklejsza w świecie opieszałość. A to nie było czasu, a to z kotem do weterynarza, a to z córką – gimnazjalistką ostatniej klasy -  lekcje odrabiać, a to zmęczenie, a to nadmiar energii… Można by tak wymieniać bez końca. Nawet brak powodu niekiedy też może być powodem…

            Natomiast, żeby jakoś tę opieszałość wynagrodzić, wiersze zaprezentujemy wraz z całym scenariuszem konferansjera, Romka Dopieralskiego, który tę poetycką odsłonę poprowadził…

 

           

 

            Witam w drugiej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów. Będzie to kontynuacja tego, co Krysia Pilecka rozpoczęła, czyli część tematyczna. A jak część tematyczna, to podporządkowana tytułowi dzisiejszej biesiady literackiej, który brzmi: „Srebrną wstęgą malowane”.

            Jak widać jestem całkiem nieźle przygotowany, bo ja jestem taka antraktowa papla, czyli wieczorkowy konferansjer.

            Żeby jeszcze bardziej się do Was zbliżyć, przełamać te tzw. pierwsze lody, czy też wejść z Wami w interakcję, co teraz takie modne i na topie – powiem krótko: -Cześć! Jestem Romek! Jak się macie?

            Widzę, że interakcja marnie nam wyszła… Jednak nie jest tragicznie, nie dopatrujmy się dramaturgii… Choć nie podjąłem z Wami zbyt ożywionego dialogu, to również nikt z Was się przecież nie poskarżył, nie ponarzekał, że wieczorek nudny, że krzesła twarde, więc mimo wszystko tę naszą interakcję mogę zaliczyć raczej do udanych…

            Przechodzę teraz do meritum sprawy… Za chwilę nasze zmysły słuchowe pieszczone będą nietuzinkową wprost poezją. Te przecudnej urody wiersze podziałają również i na inne nasze zmysły. Oczyma wyobraźni zostaniemy przeniesieni do świata autorów tychże treści. Być może będziemy czuć werbalnie i organoleptycznie to, co czuł dany poeta w chwili tworzenia, smakując w zachwycie każde wyrecytowane słowo.

            Mniemam, że wiersze Brackich poetów powalą Was na kolana i długo będą utrzymywać w tej niewygodnej pozycji…

           

            A rozpoczniemy tę poetycką część utworem Adama Opatowieckiego pt. „Nowy Rok”. Adasia z nami niestety nie ma. Ale jest Ania Żabińska i to ona wyrecytuje nam ten piękny utwór…

 

Adam Opatowiecki

„Nowy Rok”

 

Na oceanie życia, napięte naiwności żagle

Że wraz z rokiem, mój los odmieni się nagle

Że troski, że bieda, samotność, kłopoty

Rok stary zabierze za progi, za płoty

 

Jeśli tak nie będzie, jak się tak nie stanie

Też będę miał za co dziękować ci Panie

Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu

Dawała nadzieję, trzymała przy życiu

 

A rok nowy wystrzeli szczęścia fajerwerkami

Myśli rozświetli i znikną rozterki

I groszem posypie i starość odmłodzi

A serce brzemienne znów miłość urodzi

 

Jeśli tak będzie, jak się tak nie stanie

Też  będę miał za co dziękować ci Panie

Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu

Dawała nadzieję, trzymała przy życiu

 

Rok nowy przeżyje miesięcy dwanaście

I stanie się starym, i zniknie, i zgaśnie

I ja kiedyś, na krańcach oceanu tego

Zobaczę światło latarni, portu ostatniego

 

A jeśli tak będzie, jak się już tak stanie

Za cóż dziękować miałbym ci Panie?

Za wiarę naiwną, czy za to, że skrycie

Wraz z moja nadzieją zabrałeś mi życie

 

 

 

 

 

 

            Kto lubi zimę? Pewnie dzieci. Zwłaszcza teraz, kiedy ferie. Bo to ulepić bałwana można, poślizgać się na lodzie, na sankach pozjeżdżać z górki, porzucać się śnieżkami. Ale musi być spełnionych kilka warunków. Dwa mianowicie: musi być mróz i śnieg.

            Tylko jak już jest mróz i śnieg, to są też tacy, którzy zimy nie lubią. To z pewnością drogowcy, których zima i tak co roku zaskakuje. Ledwie sypnie śniegiem, a już słychać komunikaty, że zima sparaliżowała połowę Polski. Druga zaś połowa podzieliła się na dwa mniejsze obozy, z których jeden jest atakowany przez wirusa grypy, a do drugiego próbuje się dorwać bakteria wywołująca problemy górnych dróg oddechowych.

            Zostawmy jednak te ogólnokrajowe dywagacje i skupmy się na własnym podwórku. Posłuchajmy teraz poetę, który wyrecytuje swój pierwszy w tym roku stworzony wiersz. Oto Kazik Gałkowski i jego poetycka świerzynka, czyli utwór pt. „Srebro styczniowego uśmiechu”…

 

Kazimierz Gałkowski

„Srebro styczniowego uśmiechu”

 

W ciszy nocnej Księżyc

ubrał się w srebro

towarzystwem gwiazd uradowany

gdzie władzę dzierży wiekami

świeci nocą, wciąż kontempluje

blaskiem niczym słońce króluje

przelicza gwiazdy bez liczydeł

naszą chwilą ciszy, gdy śpimy

 

Nie jest chyba despotą

bo gwiazdozbiór dusz

koryguje co rusz

co się tam dzieje

ale w galaktyce

jest stabilny od wieków

silny jak chłop na roli – orką chwili

permanentny w ruchach planet

 

A nocą trochę inny – chłodem zimny

nadrabia uśmiechem światła

z sercem bliski globu – inteligentny

zaleca się do planet i ślicznych gwiazd

ale na pewno nie grzeszy

fajnie… jest naszą ostoją

świecą w przestworzach prawicy

z pewnością jest świętym

 

Ja póki co – asystować mu będę

posrebrzę i namaluję wstęgę

a potem mróz i zimę z kryształkami

białego, niewinnego śniegu

ale z pyłkiem wiatru i siłą Nadprzyrodzonego

który wzbogaci świat zimą w Nowym Roku

gdyż zamieszka na krzewach i gałęziach drzew

 

Domownicy go zaproszą

do szyb, okien - bo lubią

niepojęte wzory

srebrem malowane

 

 

 

 

 

            Następny wiersz jest zatytułowany „Nowy Rok”. Zapewne inspiracją do jego napisania był właśnie ów miłościwie panujący nam właśnie teraz - Nowy Rok. Tylko, czy on jeszcze taki „nowy”? Owszem, nowszego nie mamy, ale ten, co mamy, to już tych dni troszkę mu stuknęło.

            Gdzieś tak na początku kwietnia weźmiemy go na tapetę, tak jak niedawno panią premier Ewę Kopacz, kiedy jej sto dni rządzenia minęło. Ciekawe jak my ten 2015-ty podsumujemy. Czy mu się oberwie, że w styczniu się nie popisał i śniegiem na ferie nie sypnął? Czy też ochrzanimy go, że w marcu znowuż było jak w garncu? A może sprowadzi nam piękną wiosenkę i będzie trzeba go chwalić?

            Póki co, dajmy mu te sto dni na przetarcie, a my posłuchamy teraz Krysi Pileckiej i jej wiersza pt. „Nowy Rok”…

 

Krystyna Pilecka

„Nowy Rok…”

 

Początek...

Pod płachtą tajemnicy

radości i smutki

Popłynął bałwan

z zeszłorocznego śniegu

Nowe pobrzękuje

kryształem przyszłości

 

Zadziwienie

człapie po kałużach

W przedsionku nieba

życzenia o zielonej

nadziei i dobroci...

Gwiazdy z rękawa nocy

sypią szczęście

 

Początek...

ze wschodów i zachodów

słońca...

z marzeń o przyszłości

z naszych wspólnych

spraw...

 

 

 

 

 

            Zrobię teraz wtręt do poetyckich treści i opowiem dykteryjkę o niesfornym płatku śniegu…

Wysoko w powietrzu spotykają się dwa płatki śniegu. Pierwszy pyta:

-Gdzie lecisz?

-Lecę w Tatry, na skocznię narciarską.

-A ja na autostradę, zrobię jakiś karambol samochodowy!

            Teraz będzie poezja poetki nie recytującej. Już pewnie się domyślacie, że chodzi o naszą Grażynkę Piekarewicz, autorkę przecudnych lirycznych treści w poetyckich wersach zawartych.

            A skoro Grażynka nie recytuje, to innych do recytacji zobowiązuje. No proszę – jak mi się rymło. Co prawda z takim rymem daleko mi jeszcze do pięknej Grażynkowej liryki, ale zaczyn już jakiś powstał. Za miesiąc, na kolejnym wieczorku dołożę następny wers i gdzieś tak za rok z jedną całą zwrotkę uda mi się sklecić…

            Jednak nie o moich poetyckich poczynaniach teraz rozprawiać, a o wierszu Grażynki Piekarewicz pt. „Pachniały oszronione ściany”. Wyrecytuje go Helena Szymko…

 

Grażyna Piekarewicz

„Pachniały oszronione ściany”

 

 

            /Autorka tegoż wiersza nie życzyła sobie, by go na blogu udostępniać. Wolę poetki oczywiście uszanować trzeba, a zatem niech żałuje ten, kto na wieczorku nie był, bo wiersz jest przecudnej urody…?

 

 

 

 

 

            Eskimos ciągnie na sankach lodówkę. Widzi go drugi i pyta się:

-Po co Ci ta lodówka, jest minus 20 stopni?

-A niech się dzieciaki trochę ogrzeją.

            Nie bez kozery przytoczyłem ten żarcik o niskich temperaturach, bowiem tytuł kolejnego wiersza brzmi „Mróz”, a jego autorem jest Piotr Jerzy Kawa. Piotrze, rozgrzej nas swoim wierszem…

 

Piotr Jerzy Kawa

„Mróz”

 

Zimno przeszywa nasze głowy,
mróz trzaskający szumi wkoło,
temperatura skacze jak szalona,
jak mamy się zachować?

Jest otwarta przestrzeń,
nie mamy schronienia od zimna,
zastanówmy się:
Czy uda nam się uratować…?

Mróz szumi w naszych uszach,
toniemy w zaspach śnieżnych,
Giniemy…?
Utonęliśmy...!

Nie! To nam się tylko zdaje,
lecz dzieje się na jawie,
choć wszystko jak we śnie.
Budzimy się…!

Błądzimy w labiryncie,
zasypanych ścieżek szukamy,
by się wydostać.
Chyba nie uda się…?!

Lecz szczęście nas nie opuściło,
wędrowaliśmy cały dzień,
nareszcie koniec drogi.
Czas rozgrzać się…!

 

 

 

 

 

 

 

            Czy wiecie, kto to jest prawdziwy narciarz?

-To człowiek, którego stać na luksus połamania nóg w bardzo znanej miejscowości górskiej, przy pomocy bajecznie drogiego sprzętu.

            Tę z kolei dykteryjkę przytoczyłem, gdyż następny wiersz zatytułowany jest „W podróży do Zakopanego”. A jak wiadomo – Zakopane dosyć często śniegiem jest zasypywane, więc nie bez powodu dzierży miano naszej zimowej stolicy. Zatem prawdziwych narciarzy i ich połamanych kończyn dolnych jest tam zapewne w bród.

            A jakiż to od nas poeta do tegoż Zakopanego się wybrał? Jest nim nasz Bracki Mickiewicz, czyli rymujący poeta dwóch imion: Robert Paweł Kamin!

            Robercie, swoim wierszem - choćby w wyobraźni - ale zabierz nas w te pikne polskie Tatry, ino kulosów ty sobie nie łam…

 

Robert Kaweł Kamin

„W podróży do Zakopanego”

 

Przyszłość mnie zabiera gdzieś w dal nienazwaną

Jaśnieje nadzieja radością naddaną

Leci motyl czasu cichym słów pacierzem

Wstęgę złotą życia obłokiem odmierzę

 

Głuchość krasnolica zapada przede mną

Mknę do Tatr kochanych przez mgłę – chmurę senną

Jest przy mnie mój anioł natchnienia młodego

Śle mi  liście słowa z jedwabiu modrego

 

Czym mnie zauroczy wiatr Zakopanego

Co nam nie żałuje uścisku szczodrego?

Płynie nad sosnami, targa drzew korony

I lekko wiruje w głuszy gdzieś zemdlony

 

Czy się znów ukryję wśród kosodrzewiny

Lub w kaskadach włosów lubej mej dziewczyny?

Podążę, gdzie strumyk grań promieniem muska

Będę pił ze źródła… zaklętego w ustach

 

 

 

 

 

            Koncepcję dopasowywania dykteryjek do tytułów recytowanych dzisiaj wierszy zachowam już do końca. Niestety ostał nam się ino jeden utwór, zatem i dykteryjka to już ostatnia.

            Tytuł wiersza: „W Sylwestrową noc”, więc a propos tejże nocy, ciśnie mi się na usta taki oto króciutki żarcik, jak to w kilka dni po noworocznych szaleństwach spotyka się dwóch znajomych:

-Jak spędziłeś Sylwestra?

-Nie wiem, jeszcze mi nie opowiadali…

            A co nam opowie swoim wierszem Ludmiła Raźniak? Oto nasza miła Ludmiła i jej utwór „W Sylwestrową noc”…

 

Ludmiła Raźniak

„W Sylwestrową noc”

 

            / Ludmiła oczywiście opowiedziała nam swoim wierszem bardzo ładnym wierszem. Niestety, w tym przypadku – podobnie jak u Grażynki Piekarewicz- autorka również nie zezwoliła na jego blogową publikację…

            Jedynie jeden wers będzie ujawniony, co by scenariusz już do końca przedstawić w formie niezmienionej… /

 

 

 

 

            Trudno nie zgodzić się z puentą, z jaką Ludmiła zakończyła swój wiersz, że „rzeczywistość każdemu pisze inne zakończenie bajki”. A jakie to będą zakończenia? To już wyłącznie od nas samych zależy!

            My już na przykład zakończyliśmy właśnie swoją bajkę, zwaną wieczorkiem literackim. Podobała się ta nasza bajka, czy nie – nie nam oceniać. Oczywiście staraliśmy się jak zwykle i jak zwykle mieliśmy wspaniałą publiczność!

            Dziękujemy wam z całego serca i życzymy, by te Wasze bajki miały wyłącznie szczęśliwe zakończenia…

            I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi!

            I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Zabierajcie na te nasze literackie biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

 

            / Na sali zapanowała wrzawa. Oklaskom nie było końca. Najwyraźniej literacka biesiada przypadła widzom do gustu.

            Na koniec konferansjer Romek powiedział: /

 

            A o tym, co? kto? gdzie? kiedy? dlaczego? i jak? – powie nam nasza niezastąpiona Krysia Pilecka!

 

            / No i wyszła Krysia Pilecka, informując, że 9 lutego 2015 r. o godz.16 – odbędą się warsztaty, których pokłosiem są wieczorki. Zaś sam wieczorek odbędzie się 23 lutego 2015 r. o godz. 17, a jego tytuł brzmieć będzie „Liryczna odsłona lutego”.

            I ten lutowy wieczorek  – zgodnie z tym, co mówiła Krysia P. – już się odbył i ponoć nie był wcale gorszy od tego super styczniowego!

            W ostatnim słowie Krysia powiedziała o stoliku z Brackim tekstem, usytuowanym na sali pod filarem i że jest możliwość zaopatrzenia się w tomiki Brackich poetów z dedykacją na gorąco. Pochwaliła jeszcze Olę Stroczyńską za przepiękny plakat, na tle którego, recytowali Braccy poeci. /

 

 

 

PS  Niebawem ruszymy z tekstami tejże lutowej literacko-muzycznej biesiady, bo faktycznie działo się na niej, że ho ho!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Oj, będzie się działo!

niedziela, 22 lutego 2015 22:51

 

 

ZAPRASZAMY

na

BIESIADĘ

LITERACKO-MUZYCZNĄ

 

 

 

         Zapraszamy na wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „Liryczna odsłona lutego”. W programie: autorecytacje wierszy Brackich poetów, „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D.” i muzyczne przerywniki w wykonaniu dziecięcego zespołu z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem Zofii Beby-Bednarczyk. Ponadto słodki poczęstunek oraz możliwość zaopatrzenia się w tomiki poetów z KBL.

 

Wstęp wolny.

 

Literacko-muzyczny wieczorek odbędzie się jutro! 23 lutego (poniedziałek) o godz. 17 w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, ul. Zwycięstwa 148. 

 

 

 

PLAN SZCZEGÓLOWY:

 

 1. Przywitanie gości.

 2. Nie tylko wierszem, czyli Bracki felieton Romka D. pt. „Liryczne odsłony lutego”.

 3.Przerywnik muzyczny (1).

 4. I część poetycka - tematyczna / prowadząca: Krysia P.

 5. Przerywnik muzyczny (2).

 6. II część poetycka – dowolna / prow. Kazik G.

 7. Przerywnik muzyczny (3).

 8. III część poetycka – tematyczna / prow. Krysia P.

 9. Przerywnik muzyczny (4).

 10. IV część poetycka (I odsłona) – dowolna / prow. Romek D.

 11. Przerywnik muzyczny (5).

 12. IV część poetycka (II odsłona) – dowolna / prow. Romek D.

 13. Przerywnik muzyczny (6).

 14. Zakończenie.

 

 

PS  Przyprowadźcie na tą literacką biesiadę swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką! DO ZOBACZENIA!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Kontynuacja wieczorkowych treści...

piątek, 20 lutego 2015 20:31

 

 

WIERSZE BRACKICH

na

ZADANY TEMAT

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania sroga zima fotki 

 

 

            Po części poświęconej Wackowi Rytlewskiemu, przyszła pora na autorecytacje wierszy Brackich poetów. Ich utwory były podporządkowane tematowi, jaki został wymyślony na warsztatach. Można powiedzieć, że to jakby praca domowa. Być może ktoś pomyśli, że niedobrze narzucać poecie temat, że wiersz powinien być wynikiem tego, co poeta czuje w danym momencie. Owszem, jednak takie – nazwijmy to – przymuszenie pozwala na napisanie wiersza w inny sposób. Wiersz taki wcale nie musi być gorszy. W końcu Bracki poeta na napisanie takiego wiersza ma prawie cały miesiąc, więc znając temat może przez ten miesiąc na tyle dojrzeć do niego, że wiersz okaże się nie pracą domową, a utworem bardzo głębokim i przemyślanym.

            Krysia Pilecka poprowadziła tę tematyczną część autorecytacji wierszy Brackich poetów. Zaś temat i zarazem tytuł literackiej biesiady brzmiał: „Srebrną wstęgą malowane”. Oto wiersze z tejże wieczorkowej odsłony…

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Srebrną wstęgą malowane”

 

Gdy otworzyłam oczy pełniutkie zdumienia,

sądziłam, że już jestem gdzie indziej, wysoko,

bo jak daleko sięgnąć okiem ani krzyny cienia –

wszystko białe i srebrne bez końca, szeroko.

 

Ulica nasza jakby nie miała zakrętów,

ni początku, ni końca, skrzy się i zachwyca

tak, jakby ktoś garściami nasypywał diamentów

lub okrył ją srebrzystą poświatą księżyca.

 

Domy… Czy to są domy? Wczoraj jeszcze nimi były,

no i przed chwilą wyszłam też z domu naszego,

całe w bieli i srebrze. Widok bardzo miły.

Może to jakaś bajka? Coś bardzo pięknego!

 

Ale królowej śniegu daremnie wyglądać,

choć jakieś sanie sunę i dźwięk srebrzystego

dzwonka słyszę. Spod biało srebrnej czapy woźnica spogląda.

Teraz poznaję: spod tej ogromnej wysrebrzonej czapy

znajome mnie spojrzenie zadziwia zdumiewa

to tajemniczy woźnica aż koń dmucha w chrapy

tak jakby ducha widział. A tam były drzewa.

 

Jeszcze wczoraj wieczorem stały już bez liści,

były smutne, tonęły w dziwnej melancholii –

dziś miast nagich gałęzi pióropusze białych kiści

a na bladym lazurze nieba wysokiego

srebrną kreśli się wstęgą prosta tajemnicza

już prawie do zenitu dobiega samego

zamyślać chyba dotrzeć do Boga oblicza.

 

Zamykam znowu oczy, otwieram, przymykam,

znów otwieram” biel – srebro, srebro –biel na przemian

ulicą Jagiellońską cichutko pomyka

rozdzwoniony sznur sani. Jaka piękna zima.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Okuty w zmarzlinę”

 

Przyszła do mnie zima

niepewna w poczynaniach

wycofała się na topniejących nogach

ponowiła próbę

mocniejszym chuchem skuła wszystko

trzaskają drzewa

w zmarzlinie toczy się życie

 

Przyfrunęła do mnie zima

w śnieżnym płatku jej wizerunek

puszystą bielą chodnik przyodziewa

w zamieci w każdy wciska się kąt

z chmur śniegowe bałwany

rozstąpić może odwilż

albo rozgoni dopiero przedwiośnie

 

Przyjechała do mnie zima

przedwcześnie i z poślizgiem

w odwilży sunęła po mokrych asfaltach

powróciła jednak

płozami sań zarysowała przestrzeń

śnieżne mosty teraz

i wydrążone tunele

 

Żywioł…

z płatka śniegu wzięty

i z lodowego stalaktytu

błyszczącego pod strzechą

kroplę wody uwięził w kałuży

a rzekę przyozdobił srebrną wstęgą

która nieprędko z niej spłynie

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Spacer nad morzem”

 

Tak pięknie dziś nad morzem

wszystko biały śnieg pokrywa

jarzy się w promieniach słońca

a zew dnia do spaceru wzywa

dostojnie, spokojnie, ni wiatru zamieci

promienie słońca swym blaskiem

w przymrużone oczy świecą

aż chce się wdychać to mroźne powietrze

pełne morskiego jodu

choć śnieg trzeszczy pod butami

tak miło iść plażą do przodu

 

w srebrzystych szatach wydmy

na drzewach misterne korony

plaża prawie wyludniona

tylko wierne towarzyszki morza

unoszą się nad głowami

taki spacer dodaje werwy i siły

zwłaszcza, gdy duch już niemłody

a nadmorski baśniowy krajobraz

przyciąga swoistym urokiem

choć kry pokrywają przybrzeżne wody

taki spacer, to wyciszenie umysłu

i radość, która w ciele chłód rozgrzewa

gdy zlatują się wokół ciebie mewy

by uchwycić w locie choć kruszynkę chleba

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Już zaistniałeś!”

 

Jesteś ten nowy? Do tego bardzo młody!

Ale nie czyń z siebie wielkiego dobrodzieja

Oto dodajesz wszystkim lat

Mimo to wiwatują i cieszą się z tego przybycia

 

Miniony stary rok, który nas opuścił

Miał wiele pozytywów, choć nie brakło minusów

A ty, piętnasty, nie wiadomo, co nam zaoferujesz

Zdrowie, nowe perspektywy, pogodę duch i nadzieję?

 

Będziesz twierdził zapewne, że to od nas będzie zależało

Czy i jak życie nasze się potoczy każdego dnia?

Ile będzie w nim radości, nie daj Bóg smutku i łez…

Ale cóż – życie niezależnie od tego stary, czy młody – nowy

 

Zawsze będzie miało swoje prawa i będzie dozować

Trochę zimy, a potem pozostałych pór roku

A pory te mogą być związane, jak do tej pory

Z chorobami i kłopotami dnia codziennego

 

Ale uwierzymy, że będzie nowa Polska wiosna

Z przeuroczym kwieciem, zapachem bzów i czeremchy

Przede wszystkim ze śpiewem słowików oraz

Z nadzieją na zaistnienie lepszych dni

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Daj zgodę i miłość”

 

Czas przeciął wstęgę i Nowy Rok wkroczył

W królestwo własnego kraju Kalendarza

Nowy Rok młody czym pragnie zaskoczyć

Ile obiecuje nam nowych i miłych wydarzeń

 

Witając Rok Nowy zaświeciły gwiazdy

Wzbiły się w niebo spadając na ziemię

A w naszych sercach rozkwitły marzenia

Szczęśliwego, lepszego płynęły życzenia

 

O Roku Nowy bądź dla nas szczęśliwy

Niech słońce jaśniej dla wszystkich zaświeci

Niech Cię wspomaga Anioł dobrotliwy

 

I radość przynosi dla wnuków i dzieci

Niech bogactwo bursztynu ozdobi nam plaże

Daj zgodę i miłość jak obyczaj każe

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Droga do Ciebie”

 

       Kwintesencja:

                 Na ulicy Szczęście

                 dozorca zamiata

                 jego ostatnie okruchy.

 

Droga do Ciebie

śladem lotu ćmy,

srebrzystym pyłem skrzydeł,

smużką cieńszą, niż pajęcza nić.

 

Tym  srebrzystym  śladem,

po którym  stąpają cichutko

myśli niewidzące,  szare, smutne,

potargane wolą  czasu,

otulone srebrną wstęga mgły 

nie wyschniętych wspomnień.

 

W promieniach zachodzącego słońca

raz złotem, raz srebrem się mieni.

Jest modlitwą i wspomnień cieniem.

 

Nie znika, choć oczy zamykam.

I tak do końca:

do zachodu słońca za horyzontem,

do zmierzchu szarego,

do nocy z poświatą księżyca,

do rana,  aż ją światło

bladego świtu wchłonie

i wiatr zapominania rozwieje.

 

 

 

PS Co by tradycji stało się zadość, do prezentacji całego wieczorka literackiego pt. „Srebrną wstęgą malowane” brakuje jeszcze jednej odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów. I oczywiście już niebawem się ona ukaże. A będą to wiersze Adasia O., Kazika G., Krysi P., Grażyny P., Piotra K. i Roberta K. A zatem – do miłego!

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

O Wacku na wesoło…

wtorek, 17 lutego 2015 18:19

 

 

 

BIESIADNE

WSPOMNIENIE

o

WACŁAWIE…

 

 

 

 

 

            Na styczniowym wieczorku literackim jedną z poetyckich części poświęciliśmy naszemu niedawno zmarłemu poecie, Wacławowi Rytlewskiemu. Postanowiliśmy odejść od pewnego stereotypu w tego typu sytuacjach i powspominać Wacka na wesoło. Był on człowiekiem pogodnym, uczynnym, skromnym, więc zadanie mieliśmy ułatwione, bowiem Wacek miał w swoim pisarskim zestawie wiele zabawnych tekstów.

            Wspominki zaczęliśmy od śpiewu. Wacek napisał słowa do melodii piosenki pt. „Piękne życie kowbojów” i nadał temu przedsięwzięciu tytuł „Piękne życie malarza”. Już z tego krótkiego zapisu widać, że Wacek był człowiekiem wielu profesji. Oprócz wierszy pisał piosenki, zaś nie bez kozery w tytule jednej z nich znalazł się właśnie malarz, bo Wacek również malował i rysował. On nawet pogrywał sobie na instrumentach szarpanych i harmonijce ustnej.

            Oto tekst piosenki, którą brawurowo wykonał zespół złożony – specjalnie na tę okazję –  z Brackich poetów. A byli to: Helena Szymko, Janek Wiśniewski, Kazik Gałkowski i Piotr Kawa.

 

 

 

Piękne życie malarza

 

Piękne życie spędzają malarze

Zbrojni w pędzle objeżdżają kraj

Co potrafią – malarz nam pokaże

Na obrazie cudownym jak raj

 

Jak kowboj po płótnie malarz goni

Wyobraźnią przez prerie, skały

Nie rewolwer lecz pędzel ma w dłoni

Przed nim cel stoi – blejtram biały

 

            Adio – o, adio – o!

            Celnie farbą strzela malarz śmiały

            Adio – o, adio – o!

            Kolory będą mile grały

 

Trafiony cel mocno się rumieni

A biel przytłoczona powodzią

Skaczących kolorów i odcieni

Zamienia się w jezioro z łodzią

 

Pokonany blejtram się poddaje

Uderzenia pędzla ustają

Mieszać farby kowboj już przestaje

Koledzy obraz już wieszają

 

            Adio – o, adio – o!

            Celnie farbą strzela malarz śmiały

            Adio – o, adio – o!

            Kolory będą mile grały

 

/Wacław Rytlewski 30.07.2010r.

melodia amer. piosenki: „Piękne życie kowbojów”/

 

 

 

            Z rozśpiewanych rytmów przeszliśmy w bardziej liryczne nuty. Tutaj Bracki kolega Wacka, Romek Dopieralski, zaprezentował wiersz jemu poświęcony…

 

 

 

O poecie wiersz

 

był poeta…

wrażliwy na świat

wersem ulotność chwytał

zmysłami wszystko brał

 

gdzie przystanął

gdzie przysiadł

zawsze przy sobie

ołówek miał

 

w chmury wpatrzony

przyrodą się zachwycał

poszum wiatru

melodię mu grał

 

tworzył z pasją

z pasją żył

każdemu zawsze

dobre słowo słał

 

nie ma już poety

jest po nim ślad

w zapisanych strofach

wiele z siebie dał

 

 

 

            Następnie Krysia Pilecka, wespół z Brackimi poetami (Kazik Gałkowski, Janek Wiśniewski, Robert Kamin i Piotr Kawa), zaprezentowała jeden z wierszy Wacka, który był niejako autobiograficznym zapisem. Oto niektóre fragmenty tego dosyć długiego wiersza…

 

 

 

Matko moja

 

Gdziekolwiek jesteś

matko najdroższa

gdziekolwiek jesteś

w bezkresne zaświaty

przyjmij łaskawie

szczere moje przeprosiny

 

tak prędko odleciałaś

do wieczności krainy

wojny czas okrutny

nadwerężył wątłe twoje siły

nieraz wcześniej

mierzyłaś się z chorobą

kiedy po trudach podróży

sama ze mną i siostrą moją

do ojca naszego jechałaś

do Francji dalekiej

za chlebem

 

rok trzydziesty piąty

rok feralny pełen grozy

ciężki wypadek ojca

pogrążył cię w kłopoty

długo sama pozostałaś

z piątką zawsze głodnych

twoich dzieci

nieraz cicho zapłakałaś

 

(…)

 

bardzo ciebie kochałem

mówię ta całkiem szczerze

ale drążyła moje serce

chorobliwa tęsknota

tęsknota do ojczyzny

do ojczyzny w pilnej potrzebie

 

(…)

 

w lipcu czterdziestego ósmego roku

z polonijną wycieczką młodzieży

ziściło się moje marzenie

stanąłem na polskiej ziemi

moja radość nie znała granic

 

(…)

 

w Koszęcinie się zatrzymaliśmy

tu bawili się przed wojną

możni panowie

teraz my tu nieco poszaleliśmy

wspólnie z polską młodzieżą

tutaj wojna nie dotarła

 

przed nami stała Warszawa

a raczej to co zostało – ruiny

morze ruin – serce ściskało

gruzów wysokie góry

a wśród nich ścieżki jako ulice

straszą spalone kamienice

oczodołami pustych okien

na tych gruzach mrowie ludzi

uzbrojeni w kilofy i łopaty

tak jak wczoraj zbrojne

teraz pracą mozolną

swoje miasto ratowały

Warszawa leczyła swoje rany

wtedy podjąłem męską decyzję

w Polsce już pozostanę

wybacz mamo inaczej nie mogłem

 

(…)

 

wiem, że tego też pragnęłaś

sama nas uczyłaś miłości

do Boga i do ojczyzny

ale strach przed nieznaną

nową już ojczyzną ludową

napędzony tchórzliwą propagandą

zatrzymał ciebie i ojca

 

ja ten strach pokonałem

z Polską ślub wziąłem

na zawsze na dobre i na złe

 

(…)

 

/Wacław Rytlewski 09.05.2010r./

 

 

 

            Z powyższego wiersza wynika, że Wacek opuścił Francję w roku 1948, mając wtedy dwadzieścia lat. Wacek swoją biegłą znajomość języka francuskiego wielokrotnie wykorzystywał do przeróżnych tłumaczeń francuskiej poezji  na język polski.

            Bracka koleżanka Wacka, Marysia Rudecka,  również napisała wiersz dla niego, czy też raczej – wiersz wspominający Wacka…

 

 

 

„Wspomnienie o Wacławie”

 

Był koniec listopada. Zimno. Zima prawie.

Jeśli był jakiś listek zbłąkany na drzewie,

to chyba jeden. Ze szpitala wróciłeś, Wacławie,

gdy Cię spytałam: -Skąd wziąłeś pomysł? Powiedziałeś: -Nie wiem.

Temat przecież już wcześniej znałem, a tam patrzę w okno,

nic z pozoru nie widać, aż na ramy krańcach

dwa listeczki przylgnęły, szyby w deszczu mokną

ale nagle wiatr powiał, chwycił je do tańca.

 

To znikały na chwilę, to się pojawiały,

potem było ich więcej, złoty balet liści

i przypomniałem sobie dzień, gdym jako jeszcze chłopczyk mały

patrzył na taki taniec, czekając na mamy przyjście.

 

A wspominam czemu, bo to było we Francji dawno, dawno temu…

tu autobus nadjechał. Wacław wszedł do niego…

nie zapytałam nigdy potem, a był czas po temu

dopiero na cmentarzu westchnęłam: -dlaczego?

 

 

 

            O tak, spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, jak również spieszmy się pytać…

            Na zakończenie wspominek o Wacławie, w Osiedlowym Klubie „Nasz Dom”, ponownie dało się posłyszeć doniosłe śpiewanie. Tym razem śpiewali wszyscy obecni, bez jakichkolwiek wyjątków. A dlaczego? Należy się kilka słów wyjaśnienia, bowiem podobna sytuacja już kiedyś miała miejsce i jest ona opisana na tymże blogu. Jest to wpis z kwietnia 2008 roku, a teraz skopiowany prawie że kropka w kropkę:

 

 

HIT WACKA RYTLEWSKIEGO

 

Po raz pierwszy na Wieczorku Literackim, przerwa między poszczególnymi jego częściami, wypełniona została twórczością własną członków Bractwa wraz z wykonaniem. W tym muzycznym przedsięwzięciu czynny udział wzięła również publiczność, wśród której rozdysponowano powielony wcześniej tekst piosenki Wacka Rytlewskiego. Wacek przerobił słowa znanego ongiś przeboju Kołobrzeskiego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, pt. “O mój rozmarynie rozwijaj się…”

 

“O MÓJ ROZMARYNIE…”

 

O mój rozmarynie rozwijaj się } bis

Pójdziem na jednego, potem na drugiego } bis

Napijmy się…

 

A jak będzie mało, powtórzy się } bis

Niech się świat kołuje, niech się człek raduje} bis

Upijmy się…

 

Kiedy publiczność z pewną nieśmiałością podeszła na początku do śpiewnego przerywnika, jeden z członków Bractwa wstał i zaintonował…

 

O mój gościu miły, śpiewaj głośniej } bis

Niech se Wacław myśli, że sen mu się ziścił } bis

Hit Opola…

 

Poskutkowało!!! Te prawie sto gardeł zaczęło śpiewać tak, że cały Klub Garnizonowy trząsł się w posadach. Wtedy naszą siedzibą był właśnie Klub Garnizonowy przy ul. Andersa…

 

Choć by się dom spalił, świat walił się } bis

Póki żyć będziemy, pić nie przestaniemy } bis

Gorzałczynę…

 

A kiedy świat zniknie, my w kosmosie } bis

Błąkać się będziemy, do nieba dojdziemy } bis

Kołysząc się…

 

W niebie z aniołami wypije się } bis

Niebiańską gorzałkę, potem pastorałkę } bis

Zaśpiewa się…

 

Jeśli nas do piekła Bóg wyrzuci } bis

Z diabłami do stołu, siądziemy pospołu } bis

Szkłem trącim się…

 

Na koniec, niejako w podzięce Wackowi, jeszcze głośniej niż dotychczas – zawtórowano…

 

Dziękujemy Wacku za piosenkę } bis

Tośmy pośpiewali, struny rozruszali } bis

Hitem Twoim…

 

Tekst piosenki nie jest bynajmniej zachętą do zwiększonego spożycia trunku, o którym mowa w powyższym tekście. Sam autor zapewniał zebranych, że jest abstynentem absolutnym, a owa piosenka jedynie pretekstem do dobrej zabawy.

 

 

(fotka z wieczorka literackego z kwietnia 2008 roku)

 

 

            Owszem, tekst skopiowany... miało się nawet wrażenie, jakby to było przed siedmioma laty… Jednak są pewne różnice. Wtedy (w 2008 roku) naszą siedzibą był nieistniejący już przy ul. Andersa Klub Garnizonowy  – teraz Klub Osiedlowy „Nasz Dom” przy ul. Zwycięstwa jest miejscem naszych literackich biesiad. I ta najważniejsza różnica – wtedy razem ze wszystkimi śpiewał również… Wacek… Wacek Rytlewski…

 

 

 

PS  W artykule z 12 grudnia 2014 roku są blogowe zdjęcia Wacka. Jednym słowem - jakkolwiek to zabrzmi - Wacek w całej krasie!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Wieczorkowa proza…

środa, 11 lutego 2015 15:36

 

 

NIE TYLKO WIERSZEM

czyli

FELIETON ROMKA D.

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki 

 

 

            Jeszcze kiedyś, na wieczorkach literackich wyłącznie recytowano wiersze. Jeszcze kiedyś, ale już w czasach nam bliższych, postanowiono wprowadzić na literacką biesiadę ciut prozy. No i wprowadzono. Było to we wrześniu 2006 roku, a felieton zatytułowany był „Optymista znad Wisły”. Natomiast jego autorem był - też raczej - optymista, ale znad Dzierżęcinki, rzeki nieco mniejszej, przepływającej przez Koszalin – gród naszego Krajowego Bractwa Literackiego.

            I tenże poeta – prozaik po dziś dzień odczytuje swoje felietony na comiesięcznych spektaklach literackich, organizowanych przez Brackich poetów. Trwa to więc już czas jakiś, zatem uzbierało się tych felietonów już niemało. Na najbliższej biesiadzie (23 lutego) nastąpi niejako kolejny jubileusz, bowiem będzie to felieton numer 60!

            Póki co, zapraszamy na ten styczniowy - pięćdziesiąty dziewiąty…

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

 

Noworocznych postanowień czar

 

            Nowy Rok swoje prawa ma. Zaczynają się one już w jego wigilię, kiedy w Sylwestra zobowiązujemy się do zmian, jakie chcemy wprowadzić w naszym życiu, w tymże Nowym Roku. Do stereotypów należą rzucanie palenia i zakusy na schudnięcie. Ambitniejsze deklaracje to nauka języków obcych od podstaw dla kogoś, kto jeszcze ni w ząb nie „spika” ani nie „szprecha”. Tudzież poszerzenie lingwistycznych horyzontów u bardziej zaawansowanych, którzy idiomy poszczególnych języków mają w jednym palcu, ale do płynnego porozumienia się z chińczykiem jeszcze im nieco brakuje.

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

            Do takich popularniejszych postanowień noworocznych, które by nas jeszcze bardziej udoskonaliły, można zaliczyć formowanie własnego ciała. Ten aktywniejszy tryb życia u jednych przejawiać się może bieganiem, u drugich chodzeniem na basen, albo chodzeniem z kijkami zaś domatorom zostaje robienie „brzuszków” na dywanie. Chęć ukulturalnienia się też pewnie niejednemu przyszła do głowy. –Przynajmniej raz w miesiącu muszę zaliczyć teatr, kino, filharmonię, muzeum, jakiś wernisaż i obowiązkowo wieczorek literacki!” – tak zapewne przyrzekali sobie osobnicy, którzy w Starym Roku z ukulturalnieniem najwyraźniej byli na bakier. Na naszych noworocznych listach zobowiązań figurował być może większy szacunek do bliźniego. Życzenie sobie większej punktualności i nieużywanie brzydkich słów też mogło się tam znaleźć oraz wiele, wiele innych mniej lub bardziej dziwacznych obietnic, których spełnienia chcielibyśmy w tym Nowym - pachnącym jeszcze świeżością – Roku.

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

            Jednak tak to już bywa, że obietnice obietnicami, a życie życiem i nie zawsze toczy się ono tak, jakbyśmy sobie zaplanowali. Najważniejsze, aby się nie załamywać, kiedy coś nie wychodzi. Za niespełna rok, znów będzie Nowy Rok i możliwość nowych postanowień. Ważne, aby chcieć się poprawiać, coś w sobie zmieniać, czegoś nowego się uczyć. Jak to mówią - dla chcącego nic trudnego! Ja, na ten przykład, w tym roku w filharmonii jeszcze nie byłem, w muzeum też moja noga nie stanęła, ale jestem oto na wieczorku literackim! I felieton nawet napisałem! Ukulturalnienie więc wdrożyłem? Wdrożyłem! Można? Można!… Dziękuję!

       

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki 

 

PS  W następnym materiale będzie część, którą na literackiej biesiadzie poświęciliśmy Wackowi Rytlewskiemu. Będą zatem dwie piosenki tego niedawno zmarłego Brackiego poety, jego jeden wiersz, który posłużył jakby do przybliżenia sylwetki Wacka i dwa inne utwory jemu poświęcone, a napisane przez Brackich poetów.

 

 Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Utwory wieczorkowe…

niedziela, 08 lutego 2015 21:19

 

 

TEMATYKA DOWOLNA

 WIERSZY BRACKICH

POETÓW

 

 

 

 

            Oto wiersze Brackich poetów, które były zaprezentowane w pierwszej części styczniowej biesiady literackiej zatytułowanej „Srebrną wstęgą malowane”. Kazik Gałkowski poprowadził tę część, co rusz zapowiedzi kolejnych recytatorów okraszając zabawnym komentarzem. Pokusił się nawet o zaśpiewanie kolędy, co przyszło mu z łatwością, bowiem czynny z niego chórzysta od lat wielu.

 

 

Maria Rudecka

„Inteligencja doświadczenia”

 

Możesz pieniędzy mieć bez liku,

wydawać je tak od niechcenia,

wpiszesz się w grono rozrzutników –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Garnitur twój każdy z butiku,

koszul masz nie do policzenia,

a ciągle brak ci będzie szyku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Podnosić możesz głos do krzyku,

coś postulując nie do spełnienia,

a nie pozyskasz zwolenników –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Stosować możesz mnóstwo trików,

po linie chodzić bez zabezpieczenia,

ale cyrkowca nie będziesz mieć szyku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

I fakultetów mając bez liku,

takiego – siakiego wykształcenia,

czy się przechwalasz, nieszczęśniku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Mnie, com przeżyła rówieśników,

przetrwałam i niepowodzenia,

życie nie szczędzi wciąż klopsików –

miast inteligencji doświadczenia

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Wierność

 

Czy można być wiernym tylko jednej osobie?

Niemożliwe, na myśl przyjdzie niejednemu tobie!

A jednak możliwe to jest w istocie,

jeśli twoja miłość jest w Bogu, nie w złocie.

 

Bo tylko On: Stworzyciel daje miłość prawdziwą,

która przetrwa złe chwile i dalej jest godziwą.

Mamy przecież wiele godnych postaci do naśladowania,

i zazwyczaj Rodzice nasi są przykładem ze sobą trwania.

 

To oni choć przeżyli niejedne złe chwile,

byli sobie wierni przez szmat życia tyle.

Ale złoty środek na miłość nie istnieje,

bez poświęcenia, trudu i pracy - miłość kuleje.

 

Ja jednak uważam, że być wiernym należy,

bez względu na to, czy ktoś w to uwierzy.

Bo jeśli na początku wieczną miłość się zaplanuje,

to nic i nikt nigdy jej nie zrujnuje.

 

Nie można zakładać, że w przyszłości coś się zdarzy,

bo każde serce zdradliwe o tym marzy.

Jeśli więc ktoś wątpi w swą wierność choć w myśli,

To na pewno „coś” niepotrzebnego wymyśli.

 

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Kroplami rosy zraszam wzruszenia”

 

Muślinowym woalem tęsknoty drzwi marzeniom otwieram.

 

Niebo tęczowymi światłami się mieni, złoci, srebrzy.

Gamą przeżyć do tańca się wspinam.

 

Kroplami rosy zraszam wzruszenia. Muzyko, słyszę Twój śpiew. Idę do Ciebie w sukni uszytej ze złotych promieni. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki zmieniasz cały świat.

 

Upajam się szelestem Twego zmysłowego piękna. Tańczę. Wiruję. Wsłuchuję się w Ciebie.

Twój szept. Twój śmiech i płacz. Twoje drgania, falowania.

 

Zamykam oczy. Muzyko z nadziejami, z pragnieniami wchodzę w ten świat.

I ten Twój blask.

 

Na marmurowym piedestale rozpalają się płomienie namiętności.

Oddycham Tobą. Kołysz mnie i unoś po niebo wysoko, wysoko.

 

U Twych stóp składam morze czułości. W Twoich ramionach zasypiam.

Ty i Twój czar promieniujący, zachwycający.

 

Rozkoszuję się Tobą na jawie i we śnie. Z lekkością motyla chwytam w dłonie szczęśliwe chwile.

Z Tobą po ścieżkach życia niezwykłe wędrowanie.

 

Dla Ciebie taneczne akrobacje, tanga, polonezy i walce. Szaleństwo wyobraźni i myśli niepokornych. Tam gdzie Ty tam Ja.

By żyć. By trwać.

 

Pod osłoną nocy tańcz ze mną aż do świtu, tańcz.

Przenieś mnie do szemrzących strumieni i wonnych łąk.

 

Muzyko, unieś mnie do gwiazd w ten niepowtarzalny, karnawałowy czas.

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Czy to tylko echo”

 

Nie – to autentyczne ptasie trele

Może nie tak energicznie brzmiące, jak wiosną, czy latem

Ale mimo krótkich chwil przebłysku słońca, opadów, czy zimna

Są wśród nas fruwający mali przyjaciele od lat nam towarzyszący

 

Wiadomo, że jest im ciężko, trudno

Brakuje pokarmu tym naszym milusińskim

A my nie bądźmy nieczuli na ich wołania

Okruszynami chleba powszedniego dzielmy się z nimi

 

Idąc aleją wzdłuż szarych, może czasem

Lekko oszronionych gałęzi drzew, czy krzewów

Bądź kępek zielonych fragmentów traw

No właśnie, czy to jest kalendarzowa zima, czy jej echo?

 

Niestety – puchu białego, czy tych przeuroczych

Śnieżynek tak niewiele – tak nam do nich tęskno!

A zatem, czy to tylko echo – pogłos, że to zima?

Przecież dalej dostrzegamy zielone liście iglaków

 

Oto sosny, świerki, jodły, tuje – i właśnie to zima?!

Gdy promienie słońca zabłysną złotem, srebrem w przestrzeni

Kiedy aura nas rozpieszcza swoim nikłym kolorytem

Wędrujemy przed siebie, nabierając w płuca oddechów tej niby zimy

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Podróż w nieznane”

 

Tak często odchodzą ludzie

pozostawiając po sobie pustkę

i ślad swojej egzystencji

są pośród nich poeci

pisali o życiu, miłości

dodając wersom woni kwiatów

lub zraszając je łzami

ludzie o wrażliwym sercu

i bujnej wyobraźni

na zawsze z poezją związani

 

to nic, że bujali w obłokach

kochając świat fantazji

to właśnie oni

z szarości dnia codziennego

wydobywali barwę życia

a gdy ich między nami zabrakło

pozostał po nich trwały ślad

w ich poezji, którą teraz czytamy

śmierć to droga w nieznane

nie znamy przeznaczenia

mamy tylko taką nadzieję

że wszystkich, którzy odeszli

jednakowo utuli ziemia

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 10 grudnia 2016

Licznik odwiedzin:  470 793  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 470793
Wpisy
  • liczba: 703
  • komentarze: 5117
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 3795 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl