Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Poezja wieczorkowa...

poniedziałek, 31 października 2011 23:43

 

 

TEMATYKA WIERSZY

DOWOLNA

 

               

 

Ta część wieczorka wieczorka była dowolna w temacie. Oczywiście było też o jesieni, bo jakoś trudno uciec od tej pory roku zwłaszcza teraz, kiedy co rusz u naszych stóp ląduje zżółknięty liść. Było o miłościach do matek, żon (o kochankach nie było).  Były natomiast szkolne wspominki i było też o wymierającej już sztuce pisania listów, którą systematycznie wypierają nowsze środki przekazu – jak choćby i-maile, czy też esemesy. Wiersze były również o drzewach, o lesie ale nieco inaczej. I liryki też nie zabrakło.

A jaka była formuła tych autorecytacji wierszy brackich poetów?

Parami! Tak, w duecie wychodzili poeci, by wzajemnie się wspierając - wyrecytować swe poetyckie dzieła.

 

 

Jako pierwsi uczynili to: Regina Adamowicz z wierszem pt. „Czas kolorowych liści” i Robert Paweł Kamin z utworem „Boski Trębacz”.

 

Regina Adamowicz

„Czas kolorowych liści”

 

Czas kolorowych liści

Szeleści cichym szeptem

Odmierza przemijanie

Czas jesiennych deszczy

Dzwoni o szyby srebrzyście

Przypominając czas trwania

Jesienne liście jak motyle

Wirują w powietrzu

Tańcem zadziwiają

Spadają z drzew jak chwile

Minionych dni

Minionych lat

Żadna siła ich nie przywróci

Przeminęły jak sny

Zginęły w oparach mgły

Wciąż naprzód podąża świat

 

 

Robert Paweł Kamin

„Boski trębacz”

 

Pieśnią wolności brzmi ten schyłek lata,

Co senność z szeptem złotym haftem splata.

Natura zdradza słodką rezygnację,

Jesienną budząc żałoby stagnację.

 

Promień słoneczny wędruje leniwie

Po grzbietach świerków szumiących igliwiem.

Widać korowód pulsujący blaskiem,

Co tęczą wschodzi nad jesiennym brzaskiem.

 

Widać tę ciszę i pustkę i spokój,

Co śniegi wnoszą za oknem o zmroku.

Idzie samotność spleciona nadzieją,

Co dymy marzeń rozniecić ośmielą.

 

Poeta wiecznym trębaczem tej Ziemi.

Stopą na błoniach, sercem w boskiej sieni.

Dzwonem swym wstrząsa moce sfer istnienia.

Chwyta jasności -  idąc w smugę cienia.

 

 

Piękne były to wiersze – piękna para… On, Boski trębacz. Ona w kolorowe liście odziana. Regina pięknie o liściach powiedziała… „…spadają z drzew jak chwile… / żadna siła ich nie przywróci”. A Kamina wers też niezgorszy: „Poeta wiecznym trębaczem tej Ziemi…”

Wobec tego kolejni trębacze, czyli kolejna para poetów weszła na scenę klubu osiedlowego „Nasz Dom”. Tym razem produkowali się twórczo: Irenka Wiercińska z utworem „Jesteś…” i Leszek Kamiński z wierszem pt. „Przepraszam”. Jednak trębacz Leszek był nieobecny, więc zastąpił go trębacz Kazik – ten od Gałkowskich.

 

Irena Wiercińska

„Jesteś…”

 

Czuję ciebie pod stopami

oddycham zapachem zużytego życia

cieszę się twoimi darami

pozwalającymi istnieć z innymi

 

Wiem, że należysz do kosmosu

że jesteś podporządkowana

kaprysom Słońca

i wpływom Księżyca

 

Kocham ciebie i podziwiam

cieszę się bogatą przyrodą

która stroi twoje zakątki

i zachwyca różnorodnością

 

Ziemio – gorąca i zimna

ubrana w wysmukłe góry

i błękitno-szmaragdowe morza

pełne zagadek natury

 

Twoja cierpliwość pozwala

spełniać na tobie marzenia

w każdej dziedzinie świata

zapewniając postęp człowieka

 

Czy jesteś naszą własnością?

Czy my jesteśmy twoimi poddanymi?

czyniąc z ciebie piękną planetę

zgodnie z twoimi kaprysami?

 

Kocham ciebie Ziemio

i żałuję, że tak wcześnie

zabierasz nas w swoje wnętrze

nie pytając nikogo o zdanie

 

Chciałabym przed odejściem

pomyśleć o tobie serdecznie

wypić kielich dobrego wina

za twój rozkwit i długie istnienie

 

Pragnę, aby następne pokolenia

mogły cieszyć się twoim pięknem

i spełniać swoje marzenia

bez pamięci przemijania

 

Kochaj nas i nasze życie

i strzeż przed zniszczeniem

bo jest też życiem twoim

związanym z twoim istnieniem

 

Wiem, że schowasz mnie w sobie

i nikt nie będzie wiedział, że byłam

i że czułam ciebie pod stopami

Dziękuję, że dzięki tobie żyłam

 

 

Leszek Kamiński

„Przepraszam”

Za płacz
łzy diamentowe
za męskie grubiaństwo
padam do nóg twoich

Za moją ślepotę
gdy twoich kłopotów nie widzę
zamiast współczucia

żal
na kolanach wybacz mi proszę

Chciałbym

wycałować twoją dłoń
twe oczy wypełnić znów blaskiem
ubrać we wszystkie przebrzmiałe marzenia
i w złoto
piękne sny niespełnione

Ale masz moje serce
daję ci je z kwiatem róży
purpurową

kolorem miłości
pachnącą

zaufaniem małżeńskim

 

Obydwa wiersze pełne są miłości do matek. Irena słowa pochwalne kieruje do Matki Ziemi, zaś Leszek też do matki, tyle że matki swoich dzieci, czyli do swojej żony. Utwór Leszka dodatkowo aż kipi od skruchy. Nieźle musiał chłop przeskrobać. Mam nadzieję, że Leszek już ten wiersz odczytał swojej wybrance serca i ta jego skrucha została pozytywnie przyjęta.

A teraz trębaczki dwie: Maria Rudecka z dwiema krótkimi formami rymowanymi i Zdzisława Krasnopolska z utworem pt. „Listy”, którą w recytacji zastąpiła - notabene niezły trębacz - Lidka Nowosad.

 

Maria Rudecka

„Wiersze krótkie”

 

I

Pewna Maria z Koszalina

Wiersze tak długie jak lina

Pisała na każdy temat

Najchętniej nawet poemat

Twierdzi, że to nie jej wina

 

II

Pewna Maria, dość skromna i mała

Dosyć długie wiersze pisała

Pani Kanclerz i Bractwo

Krytykują biedactwo:

„Pisz ty krócej, lepsza forma mała”

 

 

 

Zdzisława Krasnopolska

„Listy”

 

Lubię pisać i dostawać listy

Żeby na nie odpowiadać

Co tam słychać? Jak w rodzinie?

Kto przyjedzie, kto odleci?

Czy przybyło komu dzieci?

Bo to krewni – trzeba wiedzieć

Co powiedzieć na „dzień dobry”

 

Czy być szczodrym?

Czy zaprosić ich w gościnę?

Jak przystało na rodzinę

Co nie tylko dobrze

Wychodzi na fotografii

Ale współżyć też potrafi

 

I choć spotkania są od święta

Buzia będzie uśmiechnięta

Bo ci, co samotnie byt prowadzą

Z trudem sobie radzą

 

 

I pomyśleć, że listy - forma komunikowania się między ludźmi na odległość – obecnie są jakby w zaniku. A przecież w listach można się na maksa wypisać. Tam nie ma ograniczeń wersowych jak w wierszach. Tam nie trzeba swoich myśli w skrótowe ubierać struktury. Można pisać i pisać, aż do utraty tchu, a raczej aż ręka zaboli. A może by tak nasza Maria - w przypływie bogactwa słowotwórczego - od czasu do czasu jakiś list sobie machnęła…

A teraz wiersze poetów: Ireny Peszkin („Widok z okna mojego poddasza”) i Wacka Rytlewskiego („Szkolny nowy rok”).

 

Irena Peszkin

„Widok z okna mojego poddasza”

 

A ja myślałam, że mi znikniesz w chaszczach

które przez pół wieku bujnie tu wyrosły

Spoglądałem smutno z mojego poddasza

gdzie na czas ostatni rzuciły mnie losy

 

To już nie sentyment do czerwonych murów

Tam moje dzieciństwo zostało na zawsze

To prawdziwa miłość do szkolnych mundurków

i wspaniałych belfrów – pamiętam ich twarze

 

A już myślałam, że mi wnet zmarniejesz

i że zaniedbań nikt już nie odrobi

ale na szczęście ostatnio odżyłaś

gdy patrzę przez okno, to mam zawrót głowy

 

Między moim okiem, a murami szkoły

w tempie niesłychanym od świtu do zmroku

pracują maszyny, sztab ludzi się troi

przy boisk zieleni i czerwieni kortów

 

Tętnić będzie życiem młodej generacji

szkoła niegdyś znana ze zmagań sportowych

by tak jak trzeba rozwijać duch hardy

i zadbać o fizis swoich uczniów młodych

 

 

 

Wacław Rytlewski

„Szkolny nowy rok”

 

W nowym szkolnym roku

Wstępuj wolno – krok po kroku

Nie pożałuj swojej siły

By każdy dzionek był ci miły

Byś uczniów pilnych miała

Same piątki chętnie dała

Za zasługi, za naukę

Za trudy wielkie i sztukę

Tak codziennie przez rok cały

Który w trudach nie jest mały

Uśmiech będzie Ci nagrodą

Bo kojarzy się z urodą

Urodą ciała i duszy

Co twarde sumienie skruszy

Serce każde opromieni

Na lepszy świat cały zmieni

Zawsze niech będzie kwiatuszek

I słodkości też okruszek

I piosenka o miłości

Która matką jest radości

Wiedza jest poezją życia

I podstawą ziemi bycia

A więc dalej do nauki

Ojcowie, synowie i wnuki

Już się zaczął nowy roczek

Pierwszy dzionek – pierwszy kroczek

Ku przyszłości się kierujemy

Polskę wydajną i bez krat

Gdzie każdy człowiek to twój brat

By się żyło wciąż bezpiecznie

Długo, dłużej i serdecznie

I w stronę słońca ciągle iść

Jak kiełkujący młody liść

Zatem życzę Ci serdecznie

Niech tak będzie zawsze - wiecznie

 

 

Irenkę i Wacka na wspominki szkolne wzięło… Ciekawe jakimi byli uczniami? Wacek, to wygląda na prymusa - wzorowe zachowanie, zawsze odrobione lekcje. Irenka z tym swoim gigantycznym wzrostem (metr pięćdziesiąt w kapeluszu), to pewnie w pierwszej ławce siedziała!

A ten teren, gdzie budują szkolne boiska, o którym mowa w wierszu Irenki Peszkin, to się znajduje na terenie byłego sztucznego lodowiska, na tyłach krytego basenu przy ul. Jedności w Koszalinie.

 W kolejnym zaś duecie wiecznych trębaczy tej Ziemi, czyli poetów - wystąpili: Irena Michałowska z wierszem „Bywa i tak” oraz Kazik Gałkowski, który sądząc z treści wiersza – niezłym dendrologiem być musi. A tytuł jego utworu brzmi, jak na miłośnika drzew przystało: „Urok drzew”.

 

Irena Michałowska

„Bywa i tak”

 

Nie ma chyba większej frajdy

Ponad grzybobranie

Więc zapraszam was do lasu

Panowie i panie

 

Weźcie z sobą niezłe kosze

Do dużej wałówki

I nie zapomnijcie zabrać

Ze trzy półlitrówki

 

No bo wiecie jak to w lesie

Apetycik sprzyja

Więc przy dobrej zakąszeczce

Nieźle się popija

 

W wonnym lesie szumią drzewa

Wtórując biesiadzie

A miłośnik grzybobrania

Już podrywa Jadzię

 

Co tam grzybki – niechaj rosną

Po co nogi zrywać

Czy nie lepiej w leśnej ciszy

Ciut podokazywać?

 

Po to chyba mamy lasy

Do jasnej Anielki

Byśmy mogli tu spokojnie

Opróżnić butelki

 

Las cierpliwy, tajemniczy

Nikomu nie powie

O pseudo grzybiarzach

Którym wóda w głowie

 

Że kultury w nich jest mało

Stwierdzić to możecie

Potykając się co chwilę

O ich niecne śmieci

 

Hulaj duszo – piekła nie ma

Niech nam żyją grzyby!

Jak się skończą

Wyruszymy z butelką na ryby!

 

 

 

Kazik Gałkowski

„Urok drzew”

 

W majestacie

codzienności i spokoju

warto porozmawiać z drzewami

w towarzystwie królewskiego dębu

poprosić o łaskę

historycznej powagi

by później

poszeptać miłośnie

z liśćmi smukłej brzozy

gdyż ażurem tapety

będzie błękit

zachód beztroski

 

Warto przysiąść też

przy modrzewiu

znamiennej choinki świerku

pośród gałązek misternych igiełek

niepoliczonych przez nikogo

podmalowanych już czasem

na lisi ogon - w blasku słońca

by dotrwać do strug mrzystych

do jesieni ich życia

 

Wszystkie drzewa są harmonią

horyzontu

młodej pory roku

świeżej soczystej zieleni

nadają urok – szumią

falą wiatru i morza

a cudowne kwiaty

wydają woń nektarów

prawie wszystkie owocują

na swój kształtny obraz

i podobieństwo przyrody

 

Tylko później nagie

gałęzie

pozostają u schyłku roku

smutne – opuszczone

bez liści motyli

chcą zakorzenić się głębiej

by trwale spoglądać w niebo

 

 

No i faktycznie – niezłym dendrologiem jest Kazik. Jego wiedza o drzewach jest imponująca, a wersy o nich takie poetyckie: „…w towarzystwie królewskiego dębu / poprosić o łaskę / historycznej powagi…”

A Irenka? No cóż… Niby chodzi do lasu, ale czy na grzyby? „Po to chyba mamy lasy / Do jasnej Anielki / Byśmy mogli tu spokojnie / Opróżnić butelki” – oto jej słowa jako żywe. Dobra rada dla Kazia, to żeby raczej nie chodził z Irenką na grzybki, bo się chłopak najwyraźniej zdemoralizować by mógł.

I przyszła kolej na ostatnią już parę brackich, że tak powiedzieć można trębaczek. A były to: Helena  Szymko – Krzyczkowska i Grażyna Lidia Piekarewicz – Nowosad. Nie… coś nie tak… Jeszcze raz: Helena Szymko – Krzyczkowska i Grażyna Lidia Piekarewicz - Nowo… No tak, oczywiście chodzi przecież o Grażynkę Piekarewicz, którą w recytacji wyręczyła Lidia Nowosad. „Bo ty nie wiesz” to tytuł wiersza Heleny, a „Cisza” jest utworem Grażyny. Wszystko jasne, prawda?

 

Helena Szymko – Krzyczkowska

„Bo ty nie wiesz”

 

Ty mi mówisz
żem ja niezbyt skromna
że moje włosy
przez wiatr potargane
że mój uśmiech
daleki od słońca
ale za to -
mam oczy kochane

ty mi mówisz
żem zimna jak ryba
i żadna miłość
już mnie nie ogrzeje
więc dlaczego
jesteś mym cieniem
pragniesz mieć
choć maleńką nadzieję

bo ty nie wiesz
żem z wiatru i burzy
kocham gdy mi
nad głową szaleją
ja się przy nich
wcale nie nudzę
każdy dzień jest
dla mnie wyzwaniem
każdy dzień
jest dla mnie nadzieją

a gdy moja dusza
już się wyszaleje
uspokoją ją wiatry i burze
z zimnej ryby
w boginię się zmienię
jakby oset
przemienił się w różę
i zapuszczę
w twoje serce korzenie

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Cisza”

 

Znikły dnia

hymny i blaski

w purpurze nieba

wieczór ciszą dojrzewał

 

Usiadłam na złotym piasku

Fale iskrzyły

rzucały lśniące cekiny

skąpana w morzu

czerwień zachodu

 

W barwnym kole

spóźnieni, podniebni wędrowcy

Chciałam, tak jak oni

unieść się wysoko

wzbić się w przestworza

Spojrzałam. Otaczała mnie cisza

Przyszła do mnie

zmęczona długim wędrowaniem

 

Patrzyła na mnie

Wnikała w mą duszę

W subtelnym akordzie wiatru

ciche zamyślenia do serca przytulała

Zapatrzona w zasypiające słońce

świat spokojem czarowała

 

 

W obydwu utworach podmiotem lirycznym są autorki tychże wierszy. Co prawda powinno się unikać jednego z podstawowych błędów i nie utożsamiać autora wiersza z podmiotem lirycznym. Jednak w tych utworach istnieją przesłanki, żeby postawić znak równości pomiędzy poetą i osobą mówiącą w wierszu. „Spojrzałam. Otaczała mnie cisza / Przyszła do mnie / zmęczona długim wędrowaniem” – powiedziała w swoim wierszu Grażyna. A tak wyraziła się Hela: „gdy moja dusza / już się wyszaleje / uspokoją ją wiatry i burze / z zimnej ryby / w boginię się zmienię / jakby oset przemienił się w róże”.

 

                

 

I ta część poetycka, złożona z utworów o tematyce dowolnej, wieczorek nasz zakończyła! Mamy nadzieję, że autorecytacje naszych brackich trębaczy – do poezji nikogo nie zniechęciły. A już za miesiąc znowuż na kolejny wieczorek goście do nas przybędą bądź też odwiedzą naszego bloga, by sczytać o tym, co na tymże wieczorku w przysłowiowej trawie piszczało.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

To już XVI edycja...

piątek, 28 października 2011 23:19

 

 

WOJEWÓDZKA

„ISTOTA CZŁOWIEKA”

 

 

            Szesnasta już edycja Konkursu Literackiego „Istota człowieka” im. Eugeniusza Buczaka stała się faktem. W sali koszalińskiej Biblioteki Publicznej odbyło się wczoraj podsumowanie tegoż konkursu, którego zasięg po raz pierwszy ograniczony został do rangi wojewódzkiej. Nie odbiło się to bynajmniej na frekwencji publiczności. Natomiast nieco mniej wpłynęło konkursowych zestawów. Jednak laureaci zostali wyłonieni, wobec czego – tradycji stała się zadość.

            A oto protokół konkursowy spisany z pokonkursowego tomiku:

 

Jury w składzie:

  • ADRIAN ADAMOWICZ, poeta, członek koszalińskiego oddziału Związku Literatów Polskich, dziennikarz muzyczny Radia Koszalin (przewodniczący)
  • MARIA GÓRSKA, poetka, psychopedagog (członek)
  • BEATA PIOCHA, przedstawiciel organizatora, kanclerz KBL (sekretarz)

 

po zapoznaniu się z nadesłanymi na konkurs pracami postanowiło, że:

 

W KATEGORII: POEZJA DZIECI równorzędne nagrody otrzymują

            PIOTR WYCECH Z KOSZALINA – GODŁO: „matematyk”

            GABRIELA PIWAR Z KOSZALINA – GODŁO: „bryśka”

 

równorzędne wyróżnienia otrzymują

            KATARZYNA DOGODA Z KOSZALINA – GODŁO: „Kokos”

            JULIA RUCKA Z KOSZALINA – GODŁO: „Julia”

 

W KATEGORII: PROZA DZIECI nagrodę otrzymuje

            MARCELI SOKÓLSKI Z KOSZALINA – GODŁO: „skryba”

 

W KATEGORII: POEZJA MŁODZIEŻY nagrodę otrzymuje

            KAMILA SOŚNICKA Z KOSZALINA – GODŁO: „Sosna”

 

W KATEGORII: POEZJA DOROSŁYCH nagrody otrzymują

            I   - JAN WIŚNIEWSKI Z KOSZALINA – GODŁO: „jawor”

            II  - DARIUSZ JAS Z WARNINA – GODŁO: „Kruk”

            III - ZYGMUNT KRRÓLAK Z WITOLUBIA – GODŁO: „roch”

 

równorzędne wyróżnienia otrzymują:

            JADWIGA ŻONKO Z BORNEGO SULINOWA – GODŁO: „śli-mak”

            ROMAN DOPIERALSKI Z KOSZALINA – GODŁO: „Kozioróg”

 

W KATEGORII: PROZA DOROSŁYCH wyróżnienie otrzymuje

            MARIAN NADOLSKI Z KOSZALINA – GODŁO: „Iks igrek zet”

 

Ponadto jury postanowiło wyróżnić drukiem utwory poetyckie następujących autorów:

            LESZEK KAMIŃSKI Z KOSZALINA – GODŁO: „Leszek K.”

            REGINA ADAMOWICZ Z KOSZALINA GODŁO: „Marcel”

            MAŁGORZATA JASIŃSKA Z KOSZALINA GODŁO: „nena”

            MARIAN KWIDZIŃSKI Z BIAŁOGARDU – GODŁO: „Szeli jah”

 

Na ostatniej zaś stronie tegoż pokonkursowego tomiku Krajowe Bractwo Literackie dziękuje za pomoc w organizacji konkursu:

- Prezydentowi Miasta Koszalina

- Starostwu Powiatowemu w Koszalinie

- Koszalińskiej Bibliotece Publicznej im. J. Lelewela

- Wydawnictwu „Polimer” w Koszalinie

- Koszalińskiej Cukierni „Pielesiak”.

 

I właśnie owymi wyrobami cukierniczymi od Pielesiaków raczono się po wręczeniu nagród laureatom i po występach artystycznych uczniów Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie.

A za rok? Już XVII edycja naszego konkursu i zarazem - już druga wojewódzka!

 

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja...

wtorek, 25 października 2011 21:54

 

 

„W ZŁOCIE I PURPURZE”

SYMBOLIKA KOLORÓW

 

 

          

 żółto...       Irena Peszkin

„W złocie i purpurze

 

Purpurowo złote liście

pod stopami szeleszczą

 

posmutniały drzewa

gałązki drżą chłodem

 

przesiewają skrawki nieba

i promieni resztki cedzą

w październiku krótkie dni

 

A my senni, zagubieni

zaplątani w swe problemy

pod nawisłą szarą chmurą

budujemy domki z kart

 

Pozostaje w nas nadzieja

i wytrwałość

dziwna jakaś

 

Ubieramy swe marzenia

w złoto purpurowy płaszcz

 

Marzymy o dobrych czasach

prosperity i spełnienia

Lecz nie zawsze się udaje

Los każdego może zwieść

 

To nie powód, by się poddać

i choć jesień deszczem chłosta

nam na szczęście chce się chcieć

 

 

 

 

jesień czerwona...        Jan Wiśniewski

„W złocie i purpurze”

Barwami jesieni złoto i purpura

przewodzące żółci i brązu odcieniem

w pełni słońca i w wieczornych zorzach

Każdy to widzi i każdy to wie

 

Dla jak niewielu z nas są one ciągle

tylko symbolami spokoju i piękna

Jak wielu uległo złudnym mirażom

w których purpura i złoto są tylko

synonimami bogactwa i władzy

 

A władza i bogactwo to sukces

A sukces to cel, często jedyny

więc po co dostrzegać złoto liści

w zachodzącego Słońca purpurze

 

 

 

 

 Jesień      Roman Dopieralski

„Złoty najpierw nastał”

 

złotem

obleczona przyroda

błyszczy

smagana

słonecznym biczem

 

zamieniony świat

w złoty ołtarzyk

kusi

omamia

do zachwytów

przymusza

 

zgłodniali złota

sycimy się widokami

gdzie Bóg złotnikiem

i złote przed nami

otwiera wrota

 

a potem purpura

wdziera się

w złociste szeregi

panowanie zaczyna

na niebie

i ziemi

 

i z czerwienią

zniewalając

złota koloryt

triumfuje zachłannie

choć złoty

nastawał najpierw

dobrobyt

 

 

 

 

 ***      Lidia Nowosad

”Złocistość”

 

Uosabia

Boską światłość

Chwałę i cześć

Obdarza

Wieczną szczęśliwością

I niezniszczalnością

Ukazuje

Wspaniałość  Stwórcy ziem

 

Złocista barwa

Majestatu nieba

Szlachetna i doskonała

Pierwsza  blaskiem

i ostatnia w alfabecie

Królowa barw

Symbol przepychu

I bogactwa

 

Ozłaca  swoim blaskiem

Wszystko co spowija

Napełnia świętością

Pozwala kroczyć

W złocistości

Ku nieśmiertelnemu bytowi

W Niebieskim Królestwie

 

 

 

 

 Żółty klon      Helena Szymko-Krzyczkowska

„Król Midas”

Tyle złota i purpury
w królewskim orszaku
dla biedaka czas ponury
zaś fanfary i bogactwo
atrybutem władzy króli

tak też było i z Midasem
o przybytku skarbu marzył

otrzymując go w podzięce
bardzo szybko się nim sparzył
radość wielka nim władała
gdy marzenie się spełniało
czego tknęły jego ręce
wszystko w złoto się zmieniało

aż zapragnął strawy, picia
znów do boga z prośbą kroczy
by ratował go od głodu
obietnicę świętą składa
że wyzbędzie się chciwości
byle tylko wokół niego
nie zabrakło już żywności

nie dotrzymał obietnicy
gdy dostatek miał jedzenia
głód przestawał mu dokuczać
nadal skarby chomikował
nie doceniał też muzyki -
pięknych dźwięków Apollina
myślał tylko jak skarb mnożyć
coraz więcej go zdobywać

chciwość nigdy nie popłaca
spotkała go kara sroga
wyrosły mu ośle uszy
dosięgła go mściwość boga
tak to często w życiu bywa
jak i tego nie wiadomo
jakie uszy, kto i kiedy
pod swą czapką wciąż ukrywa

 

 

 

 Pomarańczowa rewolucja (2)      Irena Wiercińska

„Złoto i purpura”

 

Złoto i purpura

to rozliczenia czasu

przyjścia i odejścia

w szczęściu i często w bólu

 

Rozliczenie czasu

to czystość sumowania

osiąganych celów

bez złota i purpury

 

Bo złoto to bogactwo

purpura to satysfakcja

szczęśliwy kto osiąga wszystko

w dobie mijanego życia

 

 

 

 

Jesień - las na Kaszubach     Robert Paweł Kamin

„Liść moich dni minionych”

 

Liść moich dni minionych

Wionie jesiennym złotem,

Gdyż z wszystkich dóbr cenionych

Umiłowałem cnotę.

 

Mówisz: „nie warto wierzyć,

Sukces miarą człowieka”.

A ja głosem pacierzy

Szczęście wzywam z daleka.

 

Mówisz: „nie warto cierpieć,

Przyjemność solą życia”.

Jednak z udręki czerpie

Wieczności obietnica.

 

Mówisz: „bogactwo, władza,

Oto wektory czasu”.

Lecz skromność nas uładza

Mądrość pełnią okrasu.

 

Liść moich dni minionych

Cicho upadł na ziemię.

Lecz cnotą uświęcony

Wzejdzie niepostrzeżenie.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie tylko wierszem...

niedziela, 23 października 2011 23:42

 

 

BRACKI FELIETON

ROMKA D.

 

 

 Kennedy Island

 

 

„Wyspa czasu”

         Nerwy każdy ma, a raczej komórki nerwowe. I to, w jakim są one stanie, decyduje często o naszym nastawieniu do życia, do ludzi, do wszystkiego, co nas otacza. Dlatego warto zadbać o ich dobrą kondycję. Jednak powinno się to robić przez cały rok, a nie tylko w Dniu Odpoczynku dla Zszarganych Nerwów, który przypada 28 dnia października. Owszem, w tym święcie naszego relaksu można się nurzać do woli, ale co z tego, kiedy pozostałe dni w roku będą jednym przysłowiowym kłębkiem nerwów.

         Są takie propozycje, że aby nie dać się zwariować i zachować odrobinę zdrowego spojrzenia na świat, trzeba zadbać o codzienną tzw. „wyspę czasu” tylko dla siebie. Są trzy warunki, które na tej wyspie trzeba przestrzegać: 1/Czas na wyspie jest tylko twój. 2/Musisz na niej przebywać minimum 15 min. 3/Ma to być czas całkowicie nieproduktywny, nie przeznaczony z góry na żadne osiągnięcie lub efekt. Kiedy zaś inni będą pytać o twoją wyspę, odpowiedzieć można wzorem Krzysia w rozmowie z Kubusiem Puchatkiem: „To jest tak: kiedy się idzie, żeby to zrobić, a właśnie pytają mnie: Co będziesz robił Krzysiu? Odpowiadam: Ach, nic i wtedy idę i to właśnie robię”. Prawda, że proste to i zarazem genialne! Tyle, że w życiu nic niestety nie jest już takie proste. A dlaczego? Bo ludzie najwyraźniej lubią sobie w swoim życiu pokomplikować. Jak jest dobrze, zbyt spokojnie, to przecież sygnał do działania! do zmian! Bo ktoś może nas posądzić o stagnację, o to, że dziadziejemy, zamiast zdobywać cholera wie jakie szczyty, choćby się nawet mieszkało na terenach depresyjnych.

         Kiedyś, jak się spotykało z kimś na ulicy, to biadoliło się przeważnie o biedzie, braku pieniędzy. Teraz brak wolnego czasu jest na topie. Ktoś zapytany o to, co porabia, to wymienia ze trzy pełne etaty na których zarobkuje. Oprócz tego oczywiście jest człowiekiem nowoczesnym, więc gra w golfa, bierze prywatne lekcje tenisa ziemnego, spotyka się ze znajomymi na kręglach, często przemierza basen wzdłuż i wszerz, codziennie uprawia jogging, chodzi na wieczorki literackie naszego Bractwa itd. itp. etc. Tylko co na to jego zszargane nerwy?           

(Roman Dopieralski)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Tak było...

piątek, 21 października 2011 23:51

 

 

PLAN

WIECZORKA LITERACKIEGO

w

SZCZEGÓLE

 

 

foto   foto 

 

 

1. Przywitanie gości.

 

 

2. Przerywnik muzyczny: Mateusz Kowalski, uczeń Zespołu Szkół Muzycznych z Koszalina / na gitarze utwór pt. „Hora” – Stepana Raka.

 

 

3. Nie tylko wierszem, czyli bracki felieton Romka Dopieralskiego pt. „Wyspa czasu”.

 

 

4. I część poetycka: „Barwy jesieni” / prowadzący - Kazik Gałkowski:

-Irena Michałowska „Już jesień”

-Irena Wiercińska „Barwy jesieni”

-Jan Wiśniewski „Pożegnanie żółknącego liścia”

-Regina Adamowicz „Cud natury”

-Leszek Kamiński „Zew gór”

-Lidia Nowosad „Złocisty deszcz”

-Wacław Rytlewski „Złota jesień”

-Ludmiła Raźniak „Smakować jesień wszystkimi zmysłami”

-Grażyna Piekarewicz „Świat w nowej odsłonie”

-Kazik Gałkowski „Zwiewna myśl”

 

 

5. Przerywnik muzyczny: Mateusz Kowalski / Augustin Barrios Mangore – „Contemplacion”.

 

 

6. II część poetycka: „Symbolika złota i purpury” / prowadząca - Lidia Nowosad:

-Maria Rudecka „Przekleństwo złota”

-Irena Wiercińska „W złocie i purpurze”

-Helena Szymko-Krzyczkowska „Król Midas”

-Roman Dopieralski „Złoty najpierw nastał”

-Jan Wiśniewski „W złocie i purpurze”

-Lidia Nowosad „Złocistość”

-Robert Paweł Kamin „Liść moich dni minionych”

-Irena Peszkin „W złocie i purpurze”

 

 

7. Przerywnik muzyczny: Mateusz Kowalski / Jan Sebastian Bach – Preludium E-dur z IV suity na lutnię.

 

 

8. III część poetycka: Tematyka dowolna / prowadzący - Romek Dopieralski:

- Regina Adamowicz „Czas kolorowych liści”

- Robert Paweł Kamin „Boski trębacz”

- Irena Wiercińska „Jesteś…”

- Leszek Kamiński „Przepraszam” / recyt. Kazik Gałkowski

- Maria Rudecka „Krótkie wiersze”

- Zdzisława Krasnopolska „Listy” / recyt. Lidia N.

- Irena Peszkin „Widok z okna mojego poddasza”

- Wacław Rytlewski „Szkolny rok”

- Irena Michałowska „Bywa i tak”

- Kazik Gałkowski „Urok drzew”

- Helena Szymko – Krzyczkowska „Bo ty nie wiesz”

- Grażyna Piekarewicz „Cisza” / recyt. Lidia Nowosad

 

 

9. Zakończenie wieczorka literackiego.

 

 

 

PS  W następnych blogowych wpisach będzie realizacja punktów zawartych w tymże szczegółowym planie wieczorowym. Tak więc, na początek zaprezentujemy bracki felieton Romka D., potem poszczególne części poetyckie, czyli autorecytacje wierszy brackich poetów w trzech odsłonach. Jedynie nie pokażemy tego, jak szarpał na gitarze Mateusz Kowalski. W tym przypadku musicie uwierzyć nam na słowo, że czynił to rewelacyjnie.

 

  foto    foto 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wczoraj Wieczór Literacki, dzisiaj Fotorelacja.

czwartek, 20 października 2011 19:42

 

Wieczór Literacki

"W złocie i w purpurze"

 

 

Wieczór rozpoczął muzycznie Mateusz Kowalski pięknym utworem na gitarę.

 

 

Publiczność jak zwykle dopisała i zapełniła salę.

 

 

Piękna dekoracja w wykonaniu Kazimierza Gałkowskiego stworzyła wyjątkowy nastrój.

 

 

Swój comiesięczny felieton przedstawił Roman Dopieralski.

 

 

I część wieczoru poświęconą jesiennym barwom poprowadził "Złocisty" K. Gałkowski.

 

 

Koszalińscy poeci podczas autorskich prezentacji wierszy jesiennych: I Michałowska, I. Wiercińska,

J. Wiśniewski, R. Adamowicz i R. Dopieralski.

 

 

 

Kolejni poeci z Koszalina: L. Nowosad, L. Raźniak i K. Gałkowski

 

 

Poetka- Regina Adamowicz w duecie z poetą- Robertem Pawłem Kaminem.

 

 

Poetycki duet- Irena Peszkin i Wacław Rytlewski.

 

 

Dama - Irena Michałowska i Pan- Kazimierz Gałkowski

 

Oj działo się, działo,

co widać na załączonych obrazkach!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Uczta literacka u Brackich...

środa, 19 października 2011 12:43

  

 

ZAPRASZAMY

na

WIECZOREK

LITERACKO–MUZYCZNY!

 

 

 

Już dzisiaj

o godz. 17

nasz comiesięczny

WIECZOREK LITERACKI

 

a w nim

trzy odsłony

autorecytacji wierszy brackich poetów:

„Barwy jesieni”

„Symbolika złota i purpury”

oraz

tematyka dowolna

 

 Swój felieton

pt.

"Wyspa czasu"

przeczyta

ROMEK DOPIERALSKI

 

Przerywniki muzyczne

wykona na gitarze

MATEUSZ KOWALSKI

 

Będzie słodki poczęstunek

stolik z brackim tekstem

minikiermasz z brackim tomikiem

i

autografem na gorąco

oraz

cudowna atmosfera!!!

 

Z A P R A S Z A M Y !!!

 

do klubu

Koszalińskiej Spółdzielni Mieszkaniowej

„Nasz Dom”

ul. Zwycięstwa 148

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU "ISTOTA CZŁOWIEKA" 2011

czwartek, 13 października 2011 17:28

Informujemy wszystkich zainteresowanych,

że rozstrzygnięcie konkursu "Istota człowieka"

im. Eugeniusza Buczaka

odbędzie się w czwartek, 27 października,

o godzinie 17.00

w sali kameralnej Koszalińskiej Biblioteki Publicznej

im. J. Lelewela

przy placu Polonii 1.


Serdecznie zapraszamy.


 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Trzecia odsłona wieczorkowej poezjii...

wtorek, 11 października 2011 16:56

 

 

DOWOLNOŚĆ

w

„POWAKACYJNYM REMANENCIE”

 

 

 

Po wierszach o lecie w części pierwszej i erotykach w drugiej odsłonie - czas teraz na tematyczną dowolność w wieczorkowych autorecytacjach brackich utworów. A o czym będą te wiersze? Na to pytanie próbował już na wstępie odpowiedzieć Romek Dopieralski, który tę część wieczorka poprowadził: -„Powiem krótko! Rozrzut tematyczny jest znaczny i podciągnięcie tych wierszy pod jakikolwiek wspólny mianownik – jest rzeczą raczej niemożliwą. Choć już sam fakt, że zostaną odczytane w tej konkretnej części wieczorkowej, to jakby zalążek czegoś, co je łączy”.

Tak więc w poczuciu, że wszystko można ze sobą jakoś połączyć, zaczęto ten poetycki misz masz mosz…

 

 

 

Festiwal Chórów Polonijnych już na dobre wrósł się w koszaliński grunt. Polonusy nawet z najodleglejszych zakątków świata spotykają się w naszym grodzie od 1970 roku, kiedy miała miejsce pierwsza edycja festiwalu. Jest to jedno z najstarszych koszalińskich wydarzeń artystycznych. Zaś refleksjom po zakończeniu tegoż festiwalu, jedna z brackich poetek poświęciła ten oto wiersz…

 

Maria Rudecka

„Refleksje po odjeździe Chórów Polonijnych z Koszalina”

 

Czy musisz przewędrować ziemi obcej szlakiem,

Doznawać niepowodzeń, liczyć serca blizny,

By uznać, żeś tej ziemi synem, żeś Polakiem,

Że twoje życie puste, gdyś jest bez ojczyzny?

 

I czy dopiero wtedy, kiedyś w Amazonii

Lub w USA zamieszkał w którymkolwiek stanie,

Dzwon ci na Anioł Pański razem z pieśnią dzwoni:

„Ojczyznę naszą wolną pobłogosław, Panie!”

 

I gotowaś założyć gorsecik krakowski

A on sukmanę przywdziać, bez obciachu, gdyby

Chociaż na tydzień można przyjechać do Polski

Z Trzyńca, Antwerpii – nawet z Kurytyby.

 

A wy, co tu żyjecie, znużeni polskością,

Co piosnki po angielsku śpiewacie, „kowboje”,

Popatrzcie prosto w oczy swym rodakom – gościom

I uderzcie się w piersi – nie w cudze, lecz swoje.

 

 

 

Jest takie stwierdzenie, że jak otworzysz lodówkę, a w niej siedzi polityk – to znaczyć tylko może, że zbliżają się wybory. I faktycznie! Włączamy telewizor – wyborcza agitacja. Przełączamy kanał – agitują. Otwieramy gazetę – to samo. Z potężnych bilbordów na mieście takie anielskie oczka też nas kuszą, omamiają, by zaskarbić sobie nasze w wyborach poparcie. Gdyby z tych przedwyborczych obietnic, choć jeden procent został spełniony – zapewne wszystkiego mielibyśmy pod dostatkiem…

Kolejny bracki poeta ma coś właśnie na ten temat do powiedzenia…

 

Kazik Gałkowski

„Satyra na bezmyślnych”

 

Jesteś ziemią piękną

Polsko i ojczyzno moja

jak dama na wydaniu – bez posagu

bo młodych żonkosi

traktują tu – jak nagich

na wygnaniu

 

Nie będzie tutaj niczego

twego domu, przedszkola

ani szkoły – tu się wylęgły

od niedawna

trutnie i wrony

 

Które brzęczą i kraczą

jadowicie się kąsają

od rana do zmierzchu

a słuchaczy media ogłupiają

 

Tylko do urny wrzuć

swój głos, a doznasz

jego bolesny cios – gdyż

przepadnie wszelki wizerunek

prawego człowieka

 

… nie pomyl się

 

A los odmieni się – wtedy

gdy myślenie w okrągłym

parlamencie się zmieni

bez obłudy i fałszu

w narodową polską

rację stanu

 

 

 

Co może mieć urzędnik do wiersza? Czyżby tyle co piernik do wiatraka? Okazuje się, że może mieć wiele. Zwłaszcza, kiedy w wierszu urzędnik staje się adresatem lirycznym. I właśnie takowym adresatem lirycznym został urzędnik w kolejnym wierszu…

 

Irena Michałowska

„Biuralistka”

 

Siedzi w biurze urzędniczka

Niczym „Mańka – Wstańka

Jak balon nadęta

A na biurku leżą wdzięcznie

Jej bujne piersista

 

Ledwie coś odbąknie

Ani się uśmiechnie

Ino coś tam pisze

W komputer wpatrzona

I swoją urodą wielce zachwycona

 

Biada ci oj biada

Nieszczęsny petencie

Zwłaszcza kiedy jesteś

Lat wiele na rencie

 

 

 

Poeta następnego wiersza nie uznaje komputerowych zapisów. U niego każda literka jest pięknie wykaligrafowana własną ręką. Każdy wers równiutko poprowadzony wzdłuż kartki, a strofy w idealnym pionie. Zatem oczywistą rzeczą jest, że i na wieczorku odczytał poniższy wiersz z kartki własnoręcznie przez siebie zapisanej…

No cóż, drogi Czytelniku, musisz uwierzyć nam na słowo, skoro na owym wieczorku nie byłeś…

 

Wacław Rytlewski

„Tato! Poszło lato”

 

Tato! Tato!

Poszło lato!

Poleciało

Już daleko

Do widzenia

Powiedziało

Przyszła jesień

Przyjdzie zima

Wiosna potem

Wróci lato

A ty młody

Bądź cierpliwy

Chodź do szkoły

Gromadź wiedzę

Bo w przyszłości

Przyda ci się

Jak baterie

Co masz w głowie

Naładujesz

In ekstrema

To poradzisz

Sobie w życiu

Pracowity

Bądź jak pszczoła

Jak motylek

Poznaj światy

Nim odejdziesz

Sam w zaświaty

Zawsze prosto

Idź przez życie

Z głową w górze

Znakomicie

Jak orzełek

Zdobądź szczyty

Bliski gwiazdom

Z wysokości

Spojrzysz światu

Prosto w oczy

Swoją drogę

Do miłości

Jak na dłoni

Zawsze znajdziesz

W dzień i w nocy

Kiedy wrócę

Po raz setny

Choć staruszek

Lecz wciąż młody

Dźwigać będziesz

Pełen werwy

Plon bogaty

Życia twego

I z radością

Powiesz dzieciom

Swoim wnukom

Z łezką w oku

Ciężko było

Warto było

Zanim zamkniesz

Swoje oczy

Zanim dusza

Ku wieczności

Twa odleci

Znowu powiesz

Patrzcie dzieci

Poszło lato

Raz ostatni

Już nie wróci

 

 

 

A teraz wiersz takiego naszego bracko-koszalińskiego Mickiewicza. Ów poeta jeszcze nigdy rymowi się nie sprzeniewierzył – bynajmniej mi taki fakt nie jest znany. Warstwa techniczna jego utworów jest nienaganna. Precyzją wprost poraża, nawet kiedy podpisuje swoje wiersze: „Robert Paweł Kamin Oświęcim zero dziewiąty zero dziewiąty 2011 r kropka przecinek godzina dwukropek dziewiąta zero pięć kropka”

I w tym miejscu frywolna zapowiedź się kończy, bowiem treść wiersza zasługuje na szacunek i powagę…

 

Robert Paweł Kamin

„Auschwitz Birkenau”

 

Głucha pustka Oświęcimia

Krzyczy w Niebo głośne larum

Tu nazizmu krwawa wina

Śmierć czyniła racją stanu.

 

Zewsząd wstaje słońce smutne

I spoziera na kominy.

Tutaj kaźnie tchną okrutne

Z hitlerowskiej lgnąc przyczyny.

 

Nad Brzezinką opar chłodny

Kryje wstydem twarz człowieka.

Tutaj czas jest znowu głodny,

Słychać dawnych bólów echa.

 

Ty, człowieku, co mi patrzysz

W oczy dumną szatą losu.

Spluń w historię, gorycz zjadłszy

Wyrzuć z wiersza skrę patosu.

 

Stań tu ze mną jak Ksiądz Kolbe

Wznieś się ponad brudy zbrodni.

Sięgnij z dna sny krwią upiorne

Tylko Święci tego godni.

 

Popatrz mętnym wzrokiem łzawym

Jako Pani Zosia błędna.

Na wolnościach już łaskawych

Chowa chleb - jak mara senna.

 

 

 

Jak myślicie, czy już się taki narodził, co by każdemu dogodził? Osobiście śmiem twierdzić, że takowy dotąd nie istniał, jeszcze się nie narodził i najprawdopodobniej nigdy nie narodzi się. Zaś potwierdzeniem mojej tezy niechaj będzie ballada, którą pod spodem sczytać możecie…

 

Emilia Szybista

„Ballada o…”

 

Choćbyś głową mur przebijał, chociaż z siebie „byś wychodził”

Zawsze spotkasz się z krytyką, nigdy wszystkim nie dogodzisz

Taka już natura ludzka i na takiej przypowieści,

wyjaśniali mi rodzice ułomności ludzkiej treści

 

Przed wielu laty, w pewnej osadzie, mieszkała pewna rodzina

I dnia pewnego powiedział ojciec do najstarszego syna

Kochany synu! Jutro o świcie, w podróż wyruszam odległą

A jeśli trud ci straszny nie będzie, w drogę się wybierz wraz ze mną

 

Skoro świt wyruszyli, na oślim grzbiecie siedząc

Słońce grzeje, wiatr chłodzi, miło zmierzać do celu

Przez osadę jechali, tłum ludzi na ulicy

Biedne zwierzę dwóch dźwiga!, Sadyści! Okrutnicy!

 

Zsiądź synu , ojciec rzecze, stare nogi zmęczone

Ja wierzchem, ty pobiegniesz. A co na to przechodnie?

Podły, bez serca ojciec, na ośle jak król jedzie,

A mizerna dziecina sił ostatkiem się wlecze

 

Zawstydzony ogromnie, tato na drogę skoczył

Dosiądź synku osiołka, ja pieszo będę kroczył

Stary ledwie powłóczy, młody wygodnie jedzie

Taka dzisiejsza młodzież! Brak szacunku sąsiedzie!

 

Chodź synku na piechotę, rzecz święta rodu honor

Za rękę synka ujął ,drepczą noga za nogą

Gdy do celu przybyli ze zmęczenia padali

Osioł ryczy i bryka, a co rzekli mieszkańcy?

 

Głupki jakieś! Niedojdy! Głośnym parsknęli śmiechem

Po to chłop karmi osła, by mu służył swym grzbietem

Osioł z was najmądrzejszy, wam chyba brak rozumu,!

Zdanie własne mieć trzeba, a nie słuchać się tłumu!

 

I gdy ktoś ma dylemat, szczególnie ludzie młodzi

Wytłumacz mu, że taki jeszcze się nie urodził.

 

 

 

Autor kolejnego wiersza niejeden szczyt górski już zdobywał. Zapewne niejeden szczyt do zdobycia jeszcze przed nim. A co teraz? A teraz pnie się po szczeblach poezji i swoim wierszem najpierw zdobył wieczorkową publiczność, a teraz przyszła kolej na Ciebie – czytelniku i potencjalny miłośniku naszego Bractwa…

 

Janek Wiśniewski

„Tarnicy z mych wspomnień dzięki”

 

Przede mną fotografia sprzed lat czterech

i czas jakby teraźniejszy przywołany

Oto znów staję na twym wierzchołku

na skalistym podłożu obok krzyża

 

I cóż że wcześniej stawałem na Rysach

na Granatach, Świnicy i Śnieżniku

że wielu zdobywało już Chomolungmę

że tak liczne są szczyty od ciebie wyższe

 

Ale tu ty królujesz niepodzielnie

A mnie rozpiera duma że jeszcze raz

na przekór wyrokom Mojr wejść zdołałem

na szczyt z którego tak rozległa jest dal

 

Skały są fliszowe, krzyż metalowy

i w dłoniach kijki do nordic walking

A wokół morze traw połoninnych

falowane podmuchami wiatru

 

Powiew gdzieś od Dniestru akompaniuje

wszechobecnej tu melodii ciszy

Nawet w dolinach dawno przebrzmiały

echa minionych walk i pożogi

 

Tej melodii wspomnienie pozwoliłaś

Tarnico wywieźć stąd i zachować

Więc z ociąganiem zamykając album

tym wierszem jeszcze raz składam ci dzięki

 

 

 

Ten wiersz zostawiliśmy na koniec. Po pierwsze dlatego, że komu ma się należeć ostatnie słowo, jak nie nestorce naszego Bractwa. Po drugie, że za dwa dni nastąpi koniec astronomicznego lata (przypominamy: wieczorek odbył się 21 września), a wiersz owej nestorki jest właśnie o pożegnaniu tegoż lata. A po trzecie dlatego ten utwór jest finalny, bo… konferansjer i zarazem autor tychże wstawek przed wierszami – tak  sobie właśnie to wymyślił…

 

Regina Adamowicz

„Żegnaj lato”

 

Lato kwitnie – tchnie radością

Jak co roku jest za krótkie

Lecz przyjazne – sprzyja gościom

Hej wakacje precz ze smutkiem

 

Kiedy zdarzy się przypadkiem

Jest pogoda słońce praży

Chociaż bywa często w kratkę

Więc opalam się na plaży

 

Morze szumi – kąpiel w falach

Dużo wrażeń, zdjęć, filmików

A wieczorem – precz seriale

Oglądanie zdjęć wśród krzyków

 

Byłam aż na „Czarnym Lądzie”

Wirtualnie wraz z rodziną

Z wnuczętami na wielbłądzie

Wśród piramid czas przeminął

 

Mogłam być i w Montrealu

Ale teraz z „innej beczki”

Wyjeżdżałam też w Realu

Z przyjaciółmi na wycieczki

 

Czas upływał więc ciekawie

Nie zabrakło nam ochoty

krótki spacer po Warszawie

I … Dolinie Charlotty

 

W naszym mieście też rozrywki

Święto wody, „święto konia”

Chóry, deptak, taniec szybki

I smak zupy od Kuronia

 

Deptak pomysł cel chybiony

Choć niektórzy patrzą krzywo

Żegnaj Lato! Z pod osłony

Pod namiotem piję piwo

 

 

 

Po tym wierszu aż chce się powiedzieć: - Na piwo, poeci!  Oj, pardon… Oczywiście, że brzmieć to powinno: -Do piór poeci! By natworzyć wierszy na kolejną ucztę poetycką!!!

I tym optymistycznym akcentem zakończony został Wieczorek Literacki naszego Bractwo pt. „Powakacyjny remanent”. A kolejny wieczorek? Jak zwykle w każdą trzecią środę miesiąca, o czym jeszcze na blogu powiadomimy!!!

No to do zobaczenia i oby w realu, a nie wyłącznie w wirtualnej przestrzeni…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wieczorkowej poezji część druga...

czwartek, 06 października 2011 23:56

 

 

EROTYKI BRACKIE

 

 

            Drugą część brackich autorecytacji poprowadziła Beata Piocha. W „powakacyjnym remanencie”, bo taki tytuł nosił Literacki Wieczorek, zrobiło się więc nastrojowo i co tu ukrywać – erotycznie. Bo jak tu od środka nie może robić się ciepło, kiedy się słyszy: „pojawiałeś się co dzień / w marynarskim mundurze / razem spędzonych chwil / nie mógł już cofnąć czas”, „nareszcie nasza noc / ciepło rąk i oczu / puchar dotyków w dłoniach wzniesionych”. A co, kiedy słuchacz nazbyt osobiście odbiera takie oto wersy: „w akacjowych zapachach lipcowej przestrzeni / czułam ust twych dotykanie”, czy też: „jesteś moim wzruszeniem / chłonę cię / jesteś moją muzyką / światłem, uwielbieniem”. Słowa innego zaś wiersza są już tak zwanym gotowcem na podryw. „Umów się ze mną na randkę / randkę niezwykłą, jedyną / która przewlecze się w czasie / i będzie trwała po kres” – mógłby na przykład powiedzieć On do Niej. Czy też Ona do Niego: „na randkę taką mnie zabierz / z której nie chciałabym wracać / na jawie bądź ze mną i we śnie / kochaj do końca świata”.

            Mnóstwo pięknych słów padło w brackich erotykach. Oto one, w swojej pełnej krasie…

 

      

 

Helena Szymko- Krzyczkowska

„Cudowne lato”

 

To było cudowne lato

żar spływający z nieba

ogrzewał wodę i ląd

że rozkwitnie w nas miłość

 

któż mógł wtedy przewidzieć

co szykuje nam los

 

wystarczyło że byłeś

twój uśmiech czuły dotyk

dreszczem przeszyte ciało

nie chciało już zapomnieć

pojawiałeś się co dzień

w marynarskim mundurze

razem spędzonych chwil

nie mógł już cofnąć czas

 

z czułością wspominam

każdy pocałunek

w jej szaleństwie żyliśmy

miłość wciąż wrzała w nas

każda tamta chwila

w pamięci mi pozostała

to były piękne czasy

lecz wszystko zmienił los

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„W akacjowych zapachach”

 

W akacjowych zapachach

lipcowej przestrzeni

czułam ust Twych dotykanie

 

Boskie kształty

nadziei

lśniły jak Twoje oczy

pośród tęsknoty

 

Przy Tobie

marzeń szczęśliwe powroty

 

Rzucałeś gwiazdy

pod moje stopy

Moje ciało

żyło, drgało, pulsowało

jak kwiaty

co wiecznie rozkwitają

 

Przy Tobie moje sny

burzą i ciszą

zbudzone wędrują

przez życie

 

Rzeźbię Cię z uśmiechem

na ustach

dotykam marzeń

w kolorze bursztynu

 

Jesteś moim wzruszeniem

Chłonę Cię

Jesteś moją muzyką

światłem, uwielbieniem

 

Patrzę na Ciebie

Wciąż Ty

Twoje słowa

Twoje ciało

Twoje oczy

W tysiącach świateł

księżycowej nocy

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Szczęście…”

 

Szczęścia

rozwiane włosy

spojrzenia

z półprzymkniętych powiek

czterolistna koniczynka

między ustami

 

jesteśmy – jeszcze

nie wiemy, gdzie

 

w kroplach deszczu

w źdźbłach trawy

w pieszczotach rodzącego się uczucia

 

nasze noce

ciepło rak

oczu puchar dotyków

w dłoniach wzniesionych ku gwiazdom

i już razem

na zawsze

aż do bram raju

aż po marzeń kres

 

 

 

Irena Peszkin

„Umów się ze mną”

 

Umów się ze mną na randkę

Randkę niezwykłą, jedyną

która przewlecze się w czasie

i będzie trwała po kres

 

Co dzień podaruj mi uśmiech

i azyl stwórz w ramionach

Nie gniewaj się, gdy usnę

zbyt mocno dniem zmęczona

 

Czuwaj nad snami jasnymi

w których królować będę

I nie opuszczaj mnie nigdy

Aniołem stróżem mi bądź

 

Zapachem kawy gorącej

obudź mnie świtem liliowym

Na atłasowej pościeli

stokrotki z ogródka połóż

 

Na randkę taką mnie zabierz

z której nie chciałabym wracać

Na jawie bądź ze mną i we śnie

kochaj do końca świata

 

 

 

Leszek Kamiński

„Tyś motylem w moim ogrodzie”

Ty i ja
sami we wszechświecie
oddech gorący

oczy zamglone

Rozwiane złotem włosy
w ustach, oczach, wszędzie.

Fatałaszki kobiece

rozrzucone
drwią z męskości pokoju

Pocałunki

niecierpliwe, zachłanne
od których szum krwi się wzmaga

Tylko ty

cała zapomnieniem
oddaniem, namiętnością

My razem

spleceni węzłem miłości
na zew kosmosu

trwania i przetrwania

Spełnienia
Jak motyle...jak motyle

 

 

Beata Piocha

„Na stacyjce w Trzebiatowie”

 

Przysiądźmy na tym schodku

prowadzącym donikąd.

nie wypuszczaj mnie z objęć

- powstrzymaj rozstanie

 

rozpłynę się - rozpylę

przestanę czuć twe serce

zapomnisz moje oczy 

- nic po mnie nie zostanie

 

przysiądźmy na tym stopniu

jak progu przeznaczenia 

niech czas zamrze w bezruchu

niechaj wszystko stanie

 

jak koło ratunkowe

niech będą twe ramiona

niech wyspą ocalenia

będzie nasze spotkanie

 

 

 

Emilia Szybista

„Miłość jak porcelana”

 

Subtelna, delikatna, jak muszelka krucha

Ciągle pięknem zachwyca, nic jej nie dorówna

Wykwintna i misterna, małe dzieło sztuki

Jest relikwią dorobku ludzkości, kultury

 

Do najskromniejszych wnętrz dostraja się wdzięcznie

Odporna na gorąco, chłody, na co dzień, od święta

Mieści w sobie finezję, czar, życia esencję

Zadbana – w nieskończoność służy, odrzucona – pęka

 

Nieostrożność, zła wola, pustota, brutalność

Może tylko bezmyślność, beztroska czy płochość

W okamgnieniu co piękne, szlachetne, kochane

W skorupę, w kupkę śmieci, żal tylko pozostanie

 

Stłuczona jeszcze ranić Cię boleśnie może

Spróbuj sklecić, połączyć – pozostaną smugi

Miłość jak porcelana umie wiernie służyć

Wyszczerbiona nie cieszy, traci życia urok

 

Miłość i porcelana niczym sieć pajęcza

Cud mały… a największy, nie do powielenia

Okrucieństwo, przypadek, niezgrabny słoń, moda

Arcydzieło – w perzynę, żar – w sopel – a… szkoda

 

 

 

Jan Kaga Gałkowski

„Nic nie jest życiem?

… wszystko jest życiem!”

 

przychodzi czas

lata i jesieni

na rozwagę życia

pomiędzy ogniem słońca

i wodą, i chwilą

by zatańczyć jeszcze

by nie ogłuchnąć

w ślepocie wspomnień

by targać życie

na pograniczu

szaleństwa z istotą

która dziecię Ci dała

i swoje życie

dla Ciebie – zaoferowane

w sercu bliźniego człowieka

z którym dzieliła los

 

 

 

Regina Adamowicz

„Dobrocią zło pokonasz”

 

Kiedy się nazbyt pogrążasz w rozpaczy

Myśląc, że świat cały tonie w nieprawości

Że wiele jest nienawiści zła i zawziętości

Rozejrzyj się wokoło pomyśl co to znaczy

 

Czy tylko zło panuje na naszej planecie

A przecież w życiu też się często zdarza

Uśmiech na ludzkich pojawia się twarzach

I promieniuje miłością na świecie

 

Dobrocią zwalczyć każde zło potrafisz

Podając w potrzebie przyjacielskie ręce

Gdy serdecznością za złe czyny płacisz

 

W sercu twym będzie radości najwięcej

Dobrocią zło pokonasz o tym słychać często

Dobro nad złem zawsze odnosi zwycięstwo

 

 

 

PS  No to została jeszcze jedna wieczorkowa odsłona do zaprezentowania. A w niej treści bez liku, bowiem tematyka wierszy była dowolna.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Nie tylko wierszem, czyli...

sobota, 01 października 2011 23:50

 

 

BRACKI FELIETON

ROMKA DOPIERALSKIEGO

 

 

 

Odnośnie tegoż felietonu konieczne jest słowo wstępne. Otóż teks ów pisany był na konkretny dzień, czyli na 21 dzień września AD 2011. Odczytano go dokładnie w takiej formie, jak prezentuje się on poniżej – ze szczególnym akcentem na zawartą w nim interpunkcję.

 

 

Jak Feniks z popiołów

         „Lato już mija, a ja niczyja…” – brzmią niezbyt optymistycznie słowa pewnej piosenki. A jak jest z naszym Bractwem Literackim? No cóż, lato tylko przez dwa dni gościć jeszcze będzie (dokładnie w piątek, 23-go września, początek astronomicznej jesieni), a my dopiero rozpoczynamy literacki sezon.   I tak już od dekady – zawsze we wrześniu – niczym Feniks z popiołów odradzamy się! Po wakacyjnej przerwie, z naładowanymi akumulatorami, znowuż powracamy do naszych cyklicznych wieczorków literackich, by słowem pisanym dzielić się jak kromką chleba…

         Pięknie powiedziane – prawda… No, ale mi - poecie – przychodzi to        z taką łatwością jak innym… no, powiedzmy… opalanie. O, widzę tutaj na sali cudowne odcienie brązu. Opaleniznę u niektórych można nawet pod heban podciągnąć. A pan, co taki szary? A, od papierosów, rozumiem… Mnie niestety Matka Natura ubogo obdarzyła pod tym kątem. Ja ze swoją karnacją już po godzinie na słońcu jestem spieczony na raka, a po dwóch - sięgnąć muszę po babcine metody zaradcze, czyli po maślankę, tudzież jakieś apteczne medykamenty piankowe. No cóż, pogodzić się muszę z faktem, że nigdy nie stanę tutaj przed Wami w super złocisto-brązowej opaleniźnie. Natomiast mam to szczęście i ten zaszczyt, że mogę stać w tym oto miejscu i częstować tymi oto felietonowymi dyrdymałami. To może ja już lepiej wiersz jaki przeczytam? Od razu więc przystąpię do recytacji, bo słów zachęty raczej się nie spodziewam od tych, co już twórczość moją znają… Tytuł wiersza brzmi: „Robola rozterki letnie”:

 

 

Robola rozterki letnie

 

precz poniedziałkom

weekend jest OK

środa też kiepska

w czwartki nieco lżej

 

do pracy przecież

zrywać się trzeba

budzik terkocze

modły do nieba

 

a tu słoneczko

cudnie przypieka

szlag jasny może

trafić człowieka

 

dopiero gdzieś tak

około piątku

świat ciut jaśniejszy

bardziej w porządku

 

weekendu oto

nadchodzi już czas

tańce, swawole

zabawy po pas

 

 

         Widzę, że moja częstochowska rymowanka nie powaliła nikogo na kolana. O,o, tam widzę panią! Ale tylko na jedno kolanko pani przyklękła. Dobre i tyle… No, ale ja dopiero się rozgrzewam. Toż dopiero początek naszego literackiego sezonu. A kiedy już u niektórych te piękne opalenizny będą znikać – ja literacko dopiero będę się wznosił na wyżyny! 

 

 

PS.  A w następnym wpisie będzie druga odsłona autorecytacji brackich poetów, która odbyła się podczas wrześniowego wieczorka – z którego też pochodzi powyższy felieton.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 793  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545793
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl