Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Brackiej poezji ciąg dalszy…

wtorek, 28 października 2014 21:29

 

 

Wieczorkowe autorecytacje

Brackich poetów

(część druga)

 

 

 

            Drugą poetycką część wieczorkową poprowadził Romek Dopieralski. Tak więc autorecytacji wierszy brackich poetów, podczas wieczorku literackiego pt. „Błękitne echa lata”, nastąpił ciąg dalszy.

            Tak wyglądał konferansjer Romek, kiedy się produkował na tymże wieczorku...

 

 

            A tak konferansjer Romek zagaił na samym wstępie do licznie zebranej publiki: „Jest takie powiedzenie na określenie nadmiaru czegoś, że ma się tego czegoś „powyżej nosa”, albo jeszcze dokładniej: „powyżej dziurek  w nosie”. My teraz z wierszami jesteśmy gdzieś tak w połowie, czyli mniej więcej tutaj… mniej więcej koło pępka. No i kiedy już będziemy się zbliżać w okolice narządu powonienia, to najprawdopodobniej recytacje zakończymy, byście państwo nie mieli tychże wierszy powyżej przysłowiowych dziurek w nosie. Żebyście państwo nie mieli również powyżej dziurek w nosie moich przydługich zapowiedzi, dlatego powiem krótko: Był wiersz o lipcu w części pierwszej – będzie wiersz o sierpniu w części drugiej. A sprawczynią obydwu utworów jest Maria Rudecka. Marysiu, zaprezentuj, co też o sierpniu w przysłowiowej trawie piszczy…”

          

 

 

 

Maria Rudecka

”Sierpień”

 

To polskie imię ósmego miesiąca –

ósme mi miejsce papa Rok wyznaczył –

na tle innojęzycznych imion myszką coś zatraca.

Sierpień? – kto z sierpem łączy i co dziś sierp znaczy?

 

Zboże, a nawet trawę dawno ścina kosą

nawet ten, co tradycję szanuje jak trzeba -

kosa to też zabytek, bo już z woli Nieba

kosiarki i kombajny pomoc ludziom niosą.

 

Kiedy pomyślę: miast śpiewu żniwiarek i ich chust kolorów,

brzęku sierpów i kucek stawianych (z pietyzmem) starannie

na żniwnych łanach i zewsząd słychać ryk motorów –

dawny malarz się o tym wypowie nagannie.

 

Dobrze, że chociaż księżyc szanuje tradycję

i zanim pyzą stanie się ma sierpa postać

(to nawet dość korzystnie wpływa na jego aparycję)

a to jest piękny kształt i tak już też powinno zostać.

 

Mnie Sierpniowi w ogóle bardzo żal przeszłości,

spokoju i zadumy, bicia wiejskich dzwonów,

pieśni, której cisza wieczorna przydaje lekkości

skrzypienia kół przy wozach pełnych żniwnych plonów.

 

W naręczu ziół pomieszam miętę z rozmarynem,

pod rozstajną kapliczką złożę je świątkowi

na dywan z mgieł usiądę jak na baśniową drezynę

odejdę, lecz wpierw oddam rządy memu bratu – Wrześniowi.

 

 

 

 

 

            „…Dziewczyna Szamana…” – melomani mają taką dziewczynę szamana w wykonaniu wokalistki Justyny Steczkowskiej. Zaś poetycka odmiana Dziewczyny Szamana wygląda tak….

 

 

Helena Szymko

„Dziewczyna Szamana”

 

Widywałem cię pośród gęstwiny 

leśną ścieżką do domu wracałem 

ty szukałaś magicznej rośliny

ja uśmiechem cię zawsze witałem

czarnooka dziewczyno szamana

jak leśna nimfa tajemnicza i czarująca

przyrodą , ziołami zafascynowana

od tej pory stałem się inny -

 

w moim sercu zaszła dziwna zmiana

lecz ty o nim tylko  rozmyślasz

pośród drzew przysiadasz cichutko

zbierasz zioła dla niego od rana

ja wciąż mam taką cichą nadzieję

że twoje oczy  dostrzegą co czuję -

moją miłość do ciebie, zmieszanie

pragnę teraz już tylko jednego

by zmieniły się twoje uczucia 

może moją dziewczyną zostaniesz

 

 

 

 

 

            Ponoć wiersz bez puenty to jak Achilles bez pięty… Ten wiersz ma wiele puent – pięknych puent. Ten wiersz jest po prostu piękny… On byłby nawet piękny, gdyby nie miał puenty…

 

 

Anna Żabińska „Spotkania”

 

Idąc ulicą w drodze do kościoła

Zobaczyłam dziewczynkę – była tak wesoła

Miała rumianą buzię, śmiejące się oczy

A na głowie splecione dwa złote warkocze

 

Lecz gdy tak szła w swoją drogę

Zobaczyłam, że miała tylko jedną nogę

Szła o kulach, lecz idąc rzucała spojrzenie

I z uśmiechem na ustach rzekła: „Szczęść Boże!”

 

Serce moje się wzruszyło – wybacz Boże drogi

Jeśli kiedy narzekam, choć mam zdrowe nogi…

 

Wstąpiłam do sklepiku, gdzie były słodycze

Grzeczny chłopiec wraz z matką zapytał: „Ile sobie życzę?”

Był szczęśliwy, a pokój bił od jego twarzy

Co na ziemi tak rzadko u ludzi się zdarza

 

A kiedy odchodziłam, cieszył się ogromnie

I rzekł: „Dziękuję pani, że wstąpiła pani do mnie”

Widziałam jak mu oczy ze szczęścia się śmiały

Lecz on mnie nie widział – on był ociemniały

 

O Boże! Rzekłam cicho – jak bardzo się wstydzę

Kiedy w życiu narzekam, choć sama dobrze widzę

 

W parku miejskim dzieci się bawiły

A obok nich stał chłopiec z siostrą, z wyglądu bardzo miły

Lecz gdy one biegały z uśmiechem po trawie

On nie uczestniczył w tej gwarnej zabawie

 

Spytałam go dlaczego nie bierze w niej udziału

On nic nie rzekł, zmieszał się, a wtedy poznałam

Jak on opuścił modre oczy i wodził nimi po ziemi

On tamtych nie rozumiał – on był głuchoniemy

 

I wtedy we mnie westchnienie przerwało tę ciszę

Jakże jestem szczęśliwa, że ja dobrze słyszę!

 

Za nogi, co mnie noszą w życiu do tej pory

Za oczy, które widzą wschód i zachód słońca

Za uszy, które słyszą świegot ptasząt i uwielbienia tony

Przyjmij mój Boże dzięki i bądź pochwalony

 

 

 

 

 

            „Widzę, że nasza kolejna poetka pobladła nam nieco. Proszę więc oklaskami już teraz ją pokrzepić…” – powiedział do publiczności konferansjer Romek. I gromkie oklaski faktycznie rozbrzmiały…

 

 

Ola Sroczyńska

„Ona i On”

 

W małym kąciku

na tapczaniku Ona i On 

On  z  wyglądu 

przypomina  starszego  pana

Szeroko  bezradnie  rozłożone 

pluszowe  ramiona,

smutno ponuro patrzy  w nic

Ona nieśmiało   w  niego  wtulona

patrzy  niebieskimi  oczami  przed  siebie.

Co  myśli  nie wiem.

W  bezruchu, uwięzieni  oboje

nigdy  się  nie obejmą

nie   przytulą

Tkwią  tak  w  swej  bezradności

w  dzień  i w nocy.

Nie  marzą

Czy  można  chcieć  więcej,

jak  tylko tyle  się  ma?

Czas  mijania  nic  nie  zmieni

I  trwają   TAK  razem

do dziś,

Puszysty  biały  kot

i  pluszowy  miś

Nie patrzą  na  siebie.  SĄ

 

 

 

 

 

            Konferansjer Romek puścił w eter dykteryjkę: Posłyszałem kiedyś rozmowę dwóch panów o pewnym ożywczym napoju:

-Jak wypiję kawę, to nie mogę spać.

-A ja jak śpię, to nie mogę wypić kawy!

            Zaś po dykteryjce dopowiedział: „Przed państwem poeta i jego utwór, który z pewnością nie pozwoli wam zasnąć. Ten wiersz rozbudzi nawet tych, którzy już pozasypiali…”

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Odcienie przyjaźni i miłości

 

Przyjaźń i miłość są jak kryształy przejrzyste,
Jeśli są doskonałe i ofiarowane jako czyste.
Kiedy intencja w sercu jest szczera,
Wtedy przyjaźń i miłość odcień prawdziwości nabiera.

 

Nad przyjaźnią i miłością pracować cały czas musimy,
Aby były wieczne, o ich źródło Boga prosimy.
Ujawnia się i łączy je takie przesłanie:
By były wieczne, Bóg musi dać ich przetrwanie.

 

Przyjaźń i miłość wymagają poświęcenia,
Systematycznej pracy i czasami ofiary z siebie złożenia.
Bez tego jest z nimi często jak z wiarą,
Bierność osłabia ich siłę i nie mogą przetrwać żadną miarą.

 

W przyjaźni i miłości potrzeba czułości,
Kochania drugiej osoby pomimo ułomności.
Aby przetrwać trudne chwile i zwątpienia,
Trzeba czasami ustąpić, a pychę i swoje racje wrzucić w otchłań zapomnienia.

 

Przyjaźń i miłość dojrzalsze stają się w małżeństwie,
Gdy nie nasze, lecz małżonka ważniejsze jest szczęście.
Kiedy od egoizmu do troski o kochaną osobę przechodzimy,
Wszelkie cienie w krystalicznie czyste odcienie przetworzymy.

 

 

 

 

 

            „O tym poecie powiem to, co już zapewne słyszał od wielu kobiet: „Janie, jesteś dobry w tym, co robisz!”. O tak, Janie, jesteś dobry w tworzeniu poezji. Chodź tutaj i udowodnij to swoim wierszem” – tak konferansjer Romek zapowiedział kolejnego brackiego recytatora.

 

 

Jan Wiśniewski

„Koniec ciszy nad Morskim Okiem”

(jeziorem podkoszalińskim, nie tatrzańskim)

 

Gdzieś tam wisi kalendarz, gdzieś tam straszą choroby

i czyhają lekarze by je mnożyć uczenie

A tu cisza i spokój, a tu Słońce i upał

i woda wręcz przeczysta, i lobelie w nabrzeżu

a las dookoła - stary sosnowy bór

 

Gdzieniegdzie tkwią rosiczki w torfowców dywanie

a trzciny nieśmiało powiewy chwytają

w listowia poszumy i w wody zmarszczoną toń

 

Hen w górze gromadzą się kłębiaste chmury

i błysk je rozświetla i ciszę zakłóca grom

Wnet sielanka się kończy. Cumulonimbusy

ujawniają wreszcie swą hojność bezdenną

 

W ulewy strumieniach wśród jaśnień błyskawic

i łoskotu gromów las żegnam z pokorą

I jezioro i ciszę, w której jasne są myśli

a refleksji bogactwo zaskakuje mieszczuchów

 

Poszum wichru nad borem wraz z melodią ulewy

koją nerwy zszargane  w codzienności zmaganiach

a gradowe pociski wystukują rytmicznie

leśno – wodno – burzowe przesłanie

 

Bezcenne przesłanie niewyrażalne  słowami

wymykające się z twardych reguł logiki

bliższe sferom czucia i wiary znanym wieszczom

niż preferowanym przez mędrców szkiełku i oku

 

 

 

 

 

            Ten poeta pisze wiersze wyłącznie rymowane.  Łatwiej byłoby namówić bulteriera na wegetarianizm niż zabronić mu pisania wierszy pozbawionych rymu. Jednym słowem u niego wszystkie rymy prowadzą do Rzymu…

 

 

Robert Paweł Kamin

„Sprzeciw”

 

Zgodziłem się Panie na żywot tułaczy

I wiem doskonale, co troska dziś znaczy

Przewędrowałem kraj od gór po morze

I ciężko na duszy mi było mój Boże

 

Zgodziłem się Panie na gorzką samotność

I łez zdroje, które wzbierały w stokrotność

Na noce bezsenne i senne poranki

I serc przekwitanie na łonie kochanki

 

Zgodziłem się Panie na życia miernotę

Choć ognie w mej duszy miewały ochotę

Świat złożyć pod stopy mojej ukochanej

Życiu rzucić dzielne rycerskie wezwanie

 

Zgodziłem się Panie na śmierci ramiona

Niech dzieła swojego w milczeniu dokona

Lecz niech odważnie dziś słowo me stanie

Na pozostanie w grobie nie zgadzam się Panie

 

 

 

            Wiersz „rymiarza” Roberta był ostatnim wierszem, jaki wybrzmiał na tymże wieczorku. Na zakończenie konferansjer Romek powiedział: „Mam nadzieję, że na dzisiejszym spotkaniu obcowali państwo z kulturą i sztuką. Nawet mam taką pewność! Bowiem kulturą było przyjść tutaj, a sztuką - wysiedzieć do końca”.

            To oczywiście był taki finalny żarcik konferansjera Romka. Rozbawił tym publiczność, która z uśmiechami na ustach opuszczała przyjazne progi Klubu Osiedlowego Nasz Dom w Koszalinie.

 

 

 

PS Prosimy przygotować się już na kolejne blogowe wpisy, które dotyczyć będą październikowego wieczorka pt. „Muśnięcie jesieni”. Wiersze będą równie dobre, a może nawet i lepsze…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie tylko wierszem, czyli…

środa, 22 października 2014 17:23

 

 

WIECZORKOWA PROZA

Romka D.

 

 

 

Błękitne echa lata

         Tytuł dzisiejszego wieczorku brzmi: „Błękitne echa lata”. Jak odnieść się do tegoż tytułu? Przecież lato już minęło. „Przeminęło z wiatrem”, można by nawet rzec i wtedy byłoby nawiązanie do pewnego kinowego hiciora, tak zwanego hollywoodzkiego wyciskacza łez. Tym bardziej, że nastała teraz łzawa jesień. Jej przebogate odcienie brązu coraz bardziej atakują soczystą zieleń lata. My natomiast coraz częściej zmuszani jesteśmy, by nasze brązowe karnacje, z takim trudem zdobyte po wielogodzinnych prażeniach się w słonecznych promieniach, przykrywać teraz, bo dni coraz chłodniejsze.

         A może optymistyczniej podejść do tematu. W końcu lato trwało cały kwartał. Pogoda była wprost rewelacyjna. Bywały dni, kiedy na naszym kontynencie najcieplej było właśnie w Polsce. Pod tym kątem nawet najwięksi pogodowi malkontenci raczej niczego złego o lecie powiedzieć nie mogą. No, powiedzmy, że niby nie mogą. Bowiem do moich uszu dochodziły niekiedy i takie komentarze, że jest za gorąco, że znowu to słońce, spiekota taka, że nie ma czym oddychać. Już tak poważnych malkontentów – gdyby to ode mnie zależało - osobiście bym na Alaskę ekspediował.

         Polak lubi ponarzekać. Polak wręcz czuje się niekomfortowo, kiedy coś tak fantastycznego, jak tegoroczne lato – zbyt długo trwało. Nie uogólniajmy jednak danej kwestii, która tym razem być może jest autorstwa zaledwie garstki skrajnych malkontentów, którzy malkontenctwo prawdopodobnie już z mlekiem matki wyssali. Z powrotem nałóżmy więc kolorowe okulary, by znowuż poczuć na sobie soczyste promienie minionego lata. By znowuż kroczyć po rozgrzanych piaskach nadmorskich plaż. By nad głową znowuż posłyszeć świergot rozanielonego latem ptactwa. By te wielobarwne motyle znowuż fruwały w zasięgu naszego wzroku. Aby znowuż odurzał zapach kwitnących w lipcu lip. I te przepiękne sierpniowe obrazy na polskich polach, kiedy falują łany zbóż z bławatkiem w tle.

         No cóż, jesień teraz, ale błękitne echa lata na długo jeszcze w nas pozostaną.

 

 

PS  Wiersze z drugiej części wrześniowego wieczorku literackiego za niedługo ukażą się. Będą to zarazem drugie wiersze tych samych autorów, którzy zaprezentowali się w części pierwszej. Będzie więc o tym i o tamtym, a nawet o owym, bowiem jakakolwiek tematyka nie obowiązywała wcale. Dany poeta pisał, co mu w trzewiach grało. A że niejednemu grało, że ho ho, to i wiersze superaśne są! Zapraszamy zatem do kolejnych odwiedzin naszego bloga i to takiego bloga… że ho ho!!!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bracka poezja…

piątek, 17 października 2014 23:19

 

 

Wieczorkowe autorecytacje Brackich poetów…

 (część pierwsza)

 

 

Tę część literackiego wieczorku poprowadziła Krysia Pilecka. Wiersze były tematyczne, czyli związane z wieczorkowym tytułem. A tytuł wieczorku brzmiał: "Błękitne echa lata".  A Krysia wygląda tak...

 

 

 

A takie są te tematyczne wiersze...

  

 

Jan Wiśniewski

„Błękitne echa lata”

 

 

Nadwodna cisza

i las dokoła

nad głową błękit

Kajak w bezruchu

już od godziny

Rozleniwienie

Upał

 

Myśli rozpierzchłe

wtłoczyć w sensowność

Niewykonalne

w tym dniu skąpanym

w promieniach Słońca

Czas bezstresowia

Lato

 

Tak dla zachwytu

i kontemplacji

Nie dla rozważań

epokotwórczych

Błękitna cisza

w zieleni ramach

koi

 

Tę ciszę zieleń

i nieba błękit

i dobroczynność

działania wody

zakląć dziś chciałbym

aby się stały

echem

lata

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Wakacyjna podróż”

 

Upalne lato rozbudziło

Podróżowania chęci w nas

A odpoczywać bardzo miło

W ten wakacyjny błogi czas

 

Marzenia małe są i duże

Nie wypowiadasz je na głos

Na wymarzone swe podróże

Trzeba posiadać niezły trzos

 

Ale gdy kieszeń pustką świeci

O euro myślisz tylko w snach

Świat możesz zwiedzać w Internecie

Odbywać podróż choćby tak

 

Masz chęć się udać na Haiti

Albo odwiedzić „Czarny Ląd”

I wszystkie stany Ameryki

Lecz nie wyruszaj nagle stąd

 

A może wpadnie myśl wybrana

Marzenia różne przecież są

Do prezydenta Barak Obama

Wpadnij zaliczyć „Biały Dom”

 

A potem możesz znów pomarzyć

I wybrać jedną z wielu szans

Na przykład rano zwiedzić Paryż

Albo w Londynie iść na lunch

 

Gdy wzrok się zmęczy różnie bywa

Wtedy w realny wracasz świat

Czeka cię znów alternatywa

Skorzystasz pewnie z tego rad

 

Nie będziesz siedzieć pewnie w mieście

Kiedy pogodne płyną dni

„Koszałkiem” popłyń do Unieście

I nowy pomysł wpada Ci

 

Wsiadasz do czwórki lub ósemki

Wszak to rodzinny MKS

Czy spod Ratusza czy spod „Emki”

I wkrótce już u celu jest

 

A na obrzeżach Koszalina

Czeka namiastka morskich plaż

Wodna zaprasza Cię Dolina

Kiedy już suchą kieszeń masz

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Tak daleko”

 

Jesteś tak daleko od moich oczu

A obraz Twój widzę w serca przeźroczu

Stoisz okolona tęczą bławatka

Na oczach mych kładziesz różanego płatka

 

Jesteś tak daleko od mego słuchu

Ze stopą kroczącą stygniesz w bezruchu

A jednak melodię słyszę Twoich słów

Serca Twego bicie raduje mnie znów

 

Jesteś tak daleko od moich rąk

Czasem samotności osnuwa mnie krąg

Lecz wtedy mój Anioł Stróż przylatuje

I cząstkę Twej duszy ofiarowuje

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Na brzegu lata”

 

Na brzegu złotego lata

oczy co błękit nieba odbijały

patrzyły daleko…

widziały złote łany zbóż

dywany pól uprawnych

łąki zielone

dalej ciemną zieleń boru

las czarny w oddali

widziały wielkie miasta

sznury samochodów

wieże kościołów górujące

bloki barwnie malowane

okna złotem słońca mieniące

widziały…

widziały błękit wijącej rzeki

ciszę odpływu

szum morskiej fali

tylko…

jej nie widziały

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Odcienie przyjaźni i miłości

 

Przyjaźń i miłość są jak kryształy przejrzyste,
Jeśli są doskonałe i ofiarowane jako czyste.
Kiedy intencja w sercu jest szczera,
Wtedy przyjaźń i miłość odcień prawdziwości nabiera.

 

Nad przyjaźnią i miłością pracować cały czas musimy,
Aby były wieczne, o ich źródło Boga prosimy.
Ujawnia się i łączy je takie przesłanie:
By były wieczne, Bóg musi dać ich przetrwanie.

 

Przyjaźń i miłość wymagają poświęcenia,
Systematycznej pracy i czasami ofiary z siebie złożenia.
Bez tego jest z nimi często jak z wiarą,
Bierność osłabia ich siłę i nie mogą przetrwać żadną miarą.

 

W przyjaźni i miłości potrzeba czułości,
Kochania drugiej osoby pomimo ułomności.
Aby przetrwać trudne chwile i zwątpienia,
Trzeba czasami ustąpić, a pychę i swoje racje wrzucić w otchłań zapomnienia.

 

Przyjaźń i miłość dojrzalsze stają się w małżeństwie,
Gdy nie nasze, lecz małżonka ważniejsze jest szczęście.
Kiedy od egoizmu do troski o kochaną osobę przechodzimy,
Wszelkie cienie w krystalicznie czyste odcienie przetworzymy.

 

 

 

 

 

Helena Szymko - Krzyczkowska

„Lato”

 

Lato - jak dobrze cieszyć się tobą

wychodząc ci naprzeciw

ty jesteś, najpiękniejszą roku ozdobą

najcudowniejszym z dwunastu miesięcy

przystrajasz się w przeróżne barwy przyrody

wonnością kwiatów i roślin upajasz

witalności dodając ciału

 

najczulsze struny serca nastrajasz

tak miło delektować się słońcem i wodą

pod parasol skryć , przed ciepłym deszczem

tańcząc w kroplach diamentowego deszczu

i w blasku bursztynowego słońca

radować się chwilami które nam pozostały

z naręczem  chabrów i maków,  polną drogą wędrować

chłonąć cały ten urok, letniego upalnego  miesiąca

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Misterium błękitnego lata”

 

Serdecznego gościa

przywitałem w krótkich spodenkach

z szerokich uśmiechem

podniesionym czołem

rozjaśnione miałem oblicze

nawet utrwalona na czole zmarszczka

wygładziła się znacznie

 

Wydelikaciłem się cały

wyluzowałem napięte mięśnie

pełniejszą odetchnąłem piersią

ciało nabrało sprężystości

lekkość poczułem pod stopami

jakbym ze skorupy wylazł jakiejś

 

Dostrzegać zacząłem więcej

bardziej chciało mi się patrzeć

wyławiałem coraz to nowe tony

namacywałem nieodgadnione wcześniej kształty

choć subtelnie smakowałem te zmiany

za przepychem nozdrza wprost nie nadążały

 

Całymi nachapywałem się garściami

umiaru żadnego nie uznawałem

pazernie wczepiony w serdecznego gościa

powoli uścisk zwolnić jednak musiałem

a zagrabione wcześniej zasoby

znowuż dadzą mi przetrwać rok cały

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Kalendarz nie kłamie”

 

Jakiego jesteś rodzaju? Cóż ono?

Faktycznie ono minęło

Ciągle jeszcze zieleń i kolory

Ptactwa paplanina, zmienne pogody

 

Kalendarz nie kłamie!

Właśnie mamy wrzesień

Wspomnień uroczych

Ile dusza zniesie…

 

Bo cudowne słońca promienie

Fal wodnych aerozolowe dotknięcia

I te ciche, czasem głośniejsze szumiące

Odgłosy naszego polskiego Bałtyku

 

Tak, to częściowo minęło

Już astry jesienne sycą barwą i ażurem

Czyjeś oczy są zasmucone, bo po lecie

Że tak przecież prędko…

 

Minęły letnie, baśniowe dni

A witano cię lato serdecznym uśmiechem

Nadzieją na wspanialszy czas

Teraz żegnamy z myślą, że wrócisz

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Wspomnienia z wakacji”

 

Obudzony realiami dnia

odczytuję balsam

złożony na moim ciele

z wakacyjnych podróży

Jestem zakłopotany sobą

dlaczego w prozie życia

wszystko jest inne…

Rzeczowe krótkie rozmowy

Gesty zmuszające do refleksji

Umysł znowu pozbawiony miraży

przytomny być musi

A tak było cudownie

Namalowane obrazki życia codziennego

tknęły spokojem

Świtem kolorowym

zaczynał się dzień relaksu

i trwał do nocy żartem pobudzony

Zieleń traw z kolorami kwiatów

otaczała camping

który wieczorem

zmieniał się w grilowisko

Rozmowy trwały do nocy

i nikt snu nie wypatrywał

Tak kończył się każdy dzień

Tak skończył się wakacji sen

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Lipiec” (portret miesiąca)

 

To ja – Lipiec. Tak Lipiec. Takie moje miano.

Od kwitnienia lip kiedyś imię mi  nadano.

i takie tylko chcę nosić, bo mi pachnie miodem

i brzęczy mi pszczołami. Rozbrat wziąłem z chłodem.

 

Dotąd tak zawsze było, lecz te ludzkie racje,

wynalazki, odkrycia, ludzkie machinacje

sprawiły, że nie daje gwarancji ja letniej pogody

pięknej, słonecznej, ciepłej, a miast polskiej naszej wody

co jej tyle nasz Bałtyku, wszak wiecie, posiada –

nad Adriatyckie Morze Polaków gromada

jedzie to samochodem, to znów leci samolotem,

płaci, wcale niemało płaci, a co będzie potem?

 

Nie wiem i nie chcę wiedzieć – wolę przeszłość,

przeszłość moją cudowną – trudno ją zapomnieć.

Czuję więc, jak mi pachnie to lipowe kwiecie –

(tak miłych aromatów niewiele na świecie).

 

Widzę, jak mały chłopczyk, nie czując najlżejszego chłodu,

siedzi na przyzbie i wysysa złoty plaster miodu,

jak utrudzeni żeńcy przy źródle przystają

i słoneczne pragnienie tu zaspokajają.

 

P.S. Cóż tu sprostowanie dam pomyłki mo. Nie wiem to już która?

W tym roku dobrze było ciepło. Hip! hip? hip? i Hurra!

 

 

 

PS W następnym wpisie przyjdzie kolej na nieco prozy. Jak co miesiąc, tak  i tym razem, Romek D. zaprezentuje swój Bracki felieton. A w felietonie będzie o naszym narodowym malkontenctwie i o... Oczywiście zbyt wiele zdradzać się nie powinno. Zatem do następnego wpisu...

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Na wieczorku u Brackich…

sobota, 11 października 2014 20:07

 

 

ECHA LATA W POEZJI

(reportaż)

 

 

 

 

 

            Cudowną porą roku jest lato. Jedyna jego wada, że tak szybko mija. Nie inaczej było i teraz, kiedy kalendarzowe lato usunęło się w cień, by zrobić miejsce jesieni. Jednak od czego jest poezja i pomysłowość Brackich poetów, którzy rozpoczęli nowy literacki sezon, wspominając  właśnie minione lato.

            Zatem na wieczorku zatytułowanym „Błękitne echa lata” od razu zrobiło się cieplej, gdy w autorecytacjach Brackich poetów owe echa co rusz odbijały się od ścian Klubu Osiedlowego Nasz Dom. Jan Wiśniewski takim oto echem zakończył swój utwór: „ Tę ciszę, zieleń i nieba błękit / i dobroczynność działania wody / zakląć dziś chciałbym / aby się stały echem lata”. Zaś Helena Szymko takie strofy do lata kierowała: „Jak dobrze cieszyć się tobą / wychodząc ci naprzeciw / w letniej barwnej sukience”. Maria Rudecka letnie echa ujęła, portretując miesiąc lipiec: „To ja – Lipiec. Takie moje miano / Od kwitnienia lip kiedyś imię mi nadano / i takie tylko chcę nosić, bo mi pachnie miodem / i brzęczy mi pszczołami. Rozbrat wziąłem z chłodem”. Wiersze z pierwszej wieczorkowej  części można podsumować krótko – były optymistyczne. Nawet comiesięczny felieton Romka D. swoją finalną puentą nie spowodował, że licznie zgromadzeni miłośnicy słowa pisanego popadli w jesienną nostalgię: „No cóż, jesień teraz, ale błękitne echa lata na długo jeszcze w nas pozostaną”.

 

(Oto przecudnej urody plakat autorstwa Oli Stroczyńskiej. Podczas całego wieczorku stał na honorowym miejscu, czyli na scenie, która okupywana była przez recytujących poetów.)

 

            Drugą część poetycką – w treściach dowolną – rozpoczęła Maria Rudecka. Tym razem sportretowała sierpień: „W naręczu ziół pomieszam miętę z rozmarynem / pod rozstajną kapliczka złożę je świątkowi / na dywan z mgieł usiądę jak na baśniową drezynę / odejdę, lecz wpierw oddam rządy memu bratu – Wrześniowi”. Natomiast tak zrymował nasz Bracki Mickiewicz, czyli Robert Paweł Kamin: „Zgodziłem się Panie na śmierci ramiona / Niech dzieła swojego w milczeniu dokona / Lecz niech odważnie – dziś słowo me stanie / Na pozostanie w grobie – nie zgadzam się Panie”.

            Zaś na pozostanie w smutku z powodu zakończenia lata, nie zgodzili się Braccy poeci, dając dowód na to poprzez swoje atrakcyjne utwory - pełne życia i nadziei…

 

 

PS  W następnych wpisach będzie to, co w reportażu zapisane i jeszcze więcej.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 734  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545734
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl