Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wiersze z czerwca o tematyce dowolnej…

wtorek, 20 października 2015 1:34

 

 

CIĄG DALSZY

WIECZORKOWYCH ZALEGŁOŚCI

 

 

 

            Kontynuujemy odrabianie blogowych zaległości, dotyczących czerwcowego wieczorka literackiego. Wcześniej zaprezentowaliśmy wiersze tematyczne, czyli poświęcone wieczorkowemu tytułowi: „Uśmiech lata”. A teraz będzie tak…

 

            Oto wieczorkowy scenariusz Romana Dopieralskiego z autorecytacji wierszy Brackich poetów w częściach o tematyce dowolnej…

 

            Witam serdecznie w kolejnej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów. Jestem Romek Dopieralski i to mi przypadł w udziale zaszczyt kontynuowania literackiego wieczorka zatytułowanego - „Uśmiech lata”. Utwory w tej części nie są ujęte w żadne ramy, czyli można powiedzieć, że ich tematyka jest dowolna.

            Będą zatem refleksje o życiu, które bywa zbyt krótkie, o zachwycie naszym pięknym Bałtykiem, o ucieczce we wspomnieniach do Ziemi Kresowej – a konkretnie do Wilna, będą egipskie porównania, o naszej Matce Ziemi też będzie, a nawet o klockach, które pewnemu poecie się rozsypały…

 

            A poetką, która rozpocznie tą część - jest Helena Szymko i jej wiersz pt. „Życie bywa zbyt krótkie”…

 

Helena Szymko

„Życie bywa zbyt krótkie”

 

nie żałuj w życiu niczego  

nie marnuj go na żale 

wyjdź lepiej naprzeciw tego 

co pozostało nieznane 

zmierzaj ku przyszłości 

trudności pokonuj z uśmiechem - 

wychodź na przeciw miłości 

 

a czyste życia karty 

zapełniaj szczęściem od nowa  

życie bywa zbyt krótkie 

żeby przeszłości żałować 

płyń zawsze z nurtem czasu 

zachowaj pogodę ducha

idź przez życie z uśmiechem 

bo każdy na uśmiech czeka 

jedynym sensem życia -

jest miłość, do drugiego człowieka

 

 

 

 

            Kolejnym recytatorem swojej twórczości będzie ponownie przedstawicielka płci pięknej. I nie jest to wcale przypadek… Powiem więcej – jest to świadomy zamysł… mojego autorstwa zresztą. Tak, sam wpadłem ma ten niezwykle genialny pomysł… choć odgrzewany…

            Ale po kolei. O co chodzi w tym moim pomyśle trącającym przysłowiową myszką? Otóż, kto był na naszym majowym wieczorku, ten być może pamięta, że recytatorów podzieliłem na tzw. „rodzynki” i „rodzyny”. Rodzynki – jak łatwo się domyślić – to ta ładniejsza część Brackiej ekipy, zaś rodzyny – to poeci reprezentujący tę brzydszą płeć.

            A zatem poproszę Bracką rodzynkę, Renię Wojniłowicz ze swoim utworem pt. „Majestatyczne piękno Bałtyku”…

 

Renia Wojniłowicz

„Majestatyczne piękno Bałtyku”

Już świt się zaczyna

Powoli, leniwie budzi się słońce

utkane ze złocistych promieni

 

Pozorna cisza - bielące się fale

majestatycznie płyną ku brzegu

Jedna po drugiej, przybierając na sile

 

Morze w kolorze niebieskim

W gamie jego odcieni

szafirowy, zielony, ołowianoszary

 

I ten zachód słońca

co za chwilę zatopi swe złote promienie

Unoszą się na lustrze Bałtyku

aż po horyzont

 

W mej dłoni maleńkie muszelki

Rześki wiatr przyjemnie muska twarz

Skrzeczą mewy

a pod stopami gorący piach

I ten poszum fal, co zapiera dech

 

Wspomnienia o morzu zachowam w sercu

by zatęskniło, za naszym Bałtykiem

by tu znów kiedyś wróciło

 

 

 

 

            Jak wiadomo, od nadmiaru słodyczy może człowieka zemdlić, dlatego teraz w te rodzynki nieco dziegciu włożę i opowiem kawał o babie…

 

Podchodzi zapłakana baba do policjanta i lamentuje:

-Bandyta! Zabrał mi wszystkie pieniądze… Wszystko, co uskładałam… Ukradł mi wszystko…

-A gdzieżeście, babo, te pieniądze trzymali?

-A tu, pod tą fałdą spódnicy.

-I nie czuliście, jak wam je brał?

-Czułam, czułam, ale myślałam, że on w uczciwych zamiarach…

 

            A po tym kawałowym dziegciu, znowuż miód! Bo oto nasza miła Ludmiła Raźniak i jej wiersz pt. „Tyle piękna wokół”…

 

/wiersza brak, bowiem autorka nie chce go na blogu publikować/

 

 

 

 

            A teraz wystąpi rodzynka - nestorka! Rodzynka, której energii pozazdrościć może niejeden rodzynkowy podlotek! Rodzynka, dla której występ na naszych wieczorkach, to zaledwie malutki skrawek jej literackiej działalności. Ona jest wszędzie! W „Złotym Wieku” się udziela, w Stowarzyszeniu „Opoka”, jest Dzieckiem Wojny, ma odczyty w przedszkolach, w szkołach. Długo by można tak wymieniać…

            Raz mi się nawet zdarzyło, że otwieram w domu lodówkę, a tam kto? Oczywiście nasza Rodzynka Nestorka!

            Przed państwem wulkan energii, Regina Adamowicz w utworze pt. „Czeremcha”…

 

Regina Adamowicz

„Czeremcha”

 

Na skraju lasu rosa lśni srebrzyście

Gdzie przepływa wąska i leniwa struga

Gdzie niezapominajka modrym oczkiem mruga

Tam zakwitła czeremcha. Stoi uroczyście

 

W białą szatę kwiecistą ubrana

Smutna samotna. Wiatr aromat niesie

I wielką tęsknotę rozsiewa po lesie

Za Ziemią Wileńską ludziom odebraną

 

Przychodzę i siadam pod czeremchy cieniem

Z ogromną tęsknotą wiarą nieomylną

Choć na Pomorzu już wrosłam korzeniem

 

Pamięć nieprzerwanie leży w sercu silna

Do Ziemi Kresowej wciąż wracam wspomnieniem

I krążę we śnie ulicami Wilna

 

 

 

 

5. Anna Żabińska „Krzew chęci…”

            A teraz mam do was takie zapytanie… Lubicie nasze wieczorki? A lubicie moją konferansjerkę? To dobrze… bo teraz mam gorszą zapowiedź. Jakoś nic mi nie przychodziło do głowy, więc powiem krótko…

            Wystąpi kolejny Bracki rodzynek – Anna Żabińska z utworem zatytułowanym „Krzew chęci”…

 

/wiersza brak/

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            Po Brackich rodzynkach, przyszedł czas na Brackie rodzyny, czyli Rodzyn Robert Paweł, Rodzyn Andrzej alias Dziunio, Rodzyn Piotr Jerzy i finalnie - Rodzyn znacznie skromniejszy od pozostałych, bo o jednym tylko imieniu - Romek.

 

 

 

            A szlaki Brackim rodzynom, przecierać będzie nieustannie rymujący poeta dwóch imion i jednego nazwiska – Robert Paweł Kamin. Uczyni to wierszem pt. „Do młodych”…

 

Robert Paweł Kamin

„Do młodych”

 

Hej! W szale młodością wczesną upojeni

Zanim Niebo olśni lub piekło przemieni

Uchwyćmy ster życia myślą gromowładną

Zanim nas wszechmocne martwoty dopadną

 

Wypuśćmy słów naszych żagle śnieżnobiałe

I dążeń młodości miecze ogniotrwałe!

Niechaj się świat wstydem krwawym zarumieni

I gna w swej starości w smutną smugę cieni

 

Razem więc pochwyćmy słońca promień jasny

Dobrem i mądrością karmmy umysł ciasny

Niech miłości ślepej pomknie święta siła

Pan nią pokieruje lub z przekory żmija

 

Zapalmy swe serca tym ogniem prastarym

Który dziady nasze krzesali z prawd wiary

Ogniem, który kładzie gmachy zła pokotem

I mury ciemności w drobny pył druzgoce

 

 

 

 

            Wiersza – przed recytacją - z reguły nie powinno się tłumaczyć, czy też objaśniać jego poszczególne elementy. Jednak ten Rodzyn chciałby parę słów o swoim utworze powiedzieć.

            Przed państwem Rodzyn Andrzej alias Dziunio i jego „Egipskie ciemności”… ups!… przepraszam: „Egipskie porównania”…

 

Andrzej Pitak

„Egipskie porównania”

 

Jestem hathor

pani czerwonej góry

niebiańska fontanna rąk

nad głową białej krowy

ostry szkic bezruchu

gdy w taflę lustra

wplatasz włosy

niecierpliwe jak grzebień

i zapachem tańca

napełniasz nogi

białym motylem

pyłku czarnego kwiatu

i dyski słońca

między rogami

 

Jestem typhon

kwiat napełniony jadem

poczęty z jaj in vitro

głową zahaczam gwiazdy

ze smoczych głów

palcami z płomieni

i gęstym przekleństwem

za gardło i usta

chwytany przez węże

tłusty i rozogniony

gestem czarnego boga

niszczę gmachy marzeń

by nieść realność

mych wezuwiuszy

 

 

 

 

            I jak się czujemy po wierszu Rodzyna Andrzeja alias Dziunia? Egipskie ciemności zostały rozproszone? Myślę, że tak – bo nasza wspaniała publiczność, to wysublimowani poetycko słuchacze… Zatem przechodzimy do kolejnego Rodzyna.

            A będzie nim Rodzyn – oczywiście dwóch imion, bo Poeci Rodzyny przeważnie tak mają – Piotr Jerzy Kawa w utworze pt. „Matka Ziemia”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

            A’ propos naszej Matki Ziemi, to my jej chyba raczej nie szanujemy, bo z segregacją śmieci jest u nas coś nie tak… plastykowe wywozimy do lasu liściastego, a papierowe przeważnie do iglastego…

            A teraz będzie poeta Rodzyn, niezwykle skromny poeta, bo zaledwie o jednym imieniu. Na dodatek nie trzeba go wcale zapowiadać… bo on sam się zapowie…

            Rodzyn Roman Dopieralski, wiersz pt. „Rozsypały się klocki”…

 

 

Roman Dopieralski

„Rozsypały się klocki”

 

Bóg mnie osądzi

a miało być inaczej

sam sobie katem być miałem

nie raniąc nikogo po drodze

trakty właściwe wytyczać chciałem

kręgiem przyjaciół się otoczyć

decydować o własnym losie

 

coś nie wyszło

gruchnęło z łoskotem

rozsypały się klocki

układane z takim mozołem

choć dopieszczałem ich kształty

polerowałem ich kanty

jednak legły w chaosie

 

Bóg mnie osądzi

jego cenniki wygórowane

ja kruchy, niemrawy

ale żałuję i gotów jestem zapłacić

a trakty właściwe wytyczać chciałem

kręgiem przyjaciół się otoczyć

decydować o własnym losie

 

miało być inaczej

miało być ciekawiej

słonecznie miało być

da Bóg, że się starałem

dopieszczałem klocków kształty

polerowałem ich kanty

zostały jednak nie ułożone

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            A teraz odpocznijmy nieco od poetyckich treści i przenieśmy się w zaczarowany świat fenomenalnej harmonijki i jej właściciela – Mikołaja Kobusa – rocznik 45!

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            I nadszedł czas, by zaprezentować ostatnią dzisiaj odsłonę autorecytacji wierszy Brackich poetów na wieczorku literacko-muzycznym pt. „Uśmiech lata”.

            By tego uśmiechu - a przede wszystkim pozytywnych duchowych odczuć jeszcze nieco naprodukować - zaprezentujemy wiersze przecudnej urody w wykonaniu naszych Rodzynek i to tych, które oprócz swoich wierszy – recytuję także utwory cudze, chociaż też Brackie.

             A zatem zapraszamy rodzynki-recytatorki: Krysię Pilecką, Wandę Kamyk i Marię Rudecką…

 

 

            Najpierw nasze recytatorskie rodzynki zaprezentują wiersze tzw. cudze, czyli utwory innych Brackich rodzynek – tych, które z różnych powodów swoich wierszy nie recytują:

 

Grażyna Piekarewicz / recyt. Krysia Pilecka

„Z każdym uderzeniem serca”

 

/autorka wiersza nie zezwoliła na jego blogową publikację/

 

 

 

 

Zdzisława Krasnopolska / recyt. Wanda Kamyk

„Kwiatki z rabatki”

 

Kwitną już lwie paszcze;

ich się nie głaszcze, a gdy przycisnąć jeden w palcach,

miniaturka paszczy lwa się ukaże

i rozbawi dzieciom twarze.

 

Równocześnie są i astry

piękne, przeróżne kolory i wzory,

chińskie igiełkowe, strzępiaste, puszyste,

kędzierzawe jak loki trwałe do przymrozków wytrzymałe.

 

Aksamitki – śmierdziuszki, to skromne kwiatuszki małe

ale barwy intensywne i zapachy też,

więc szkodniki uciekają,

szkody im nie wyrządzają.

 

Jeszcze inne ochraniają kwiatki,

zdobiąc do mrozów rabatki.

 

Są już wczesne chryzantemy

małe kwiatki niskie

a kolory ładne wszystkie

we wazonie pięknie stoją.

 

A mieczyki, czy gladiole,

też piękny kwiat na łodydze

wysokiej od dołu

piękny kielich rozkwita.

 

I następne po nim

aż do pęka górnego ostatniego,

przy nim mieczykowaty liść

podtrzymuje całą kiść.

 

A kolory są przeróżne

od różowych do łososiowych,

żółtych, białych, purpurowych

aż do fioletowych.

 

 

 

 

Ola Stroczyńska / recyt. Krysia Pilecka

„Różowe myśli lata”

                                                           motto: Z  krainy  wspominania 

                                                                       nikt  nas  nie  wygoni.

Pod  parasolem  oczu

Co  kolor  nieba  odbijały

Zakwitła  różą.

 

Uśmiech  pęczniał

Gnał  w  przestworza

Nieujarzmiony,

Odbijał  w  lustrze  tęczową  radość.

 

Błyskawice  rozświetlały  niebo

Pięknem  fajerwerków

Barwiły chmury  kolorami,

Deszcz  był  radością.

 

Garściami czerpała  słodycz

Ekstazy  trwania.

Beczka  nie  miała  dna.

 

Oczy  oślepione  baskiem

Szalonego  szczęścia 

Patrzyły  zachwytem

Nastrój  uskrzydlał.

 

Wiatr podniebny  artysta

malował  obrazy  oczarowania

 

Właścicielka  różowych  myśli

I  wachlarza  uśmiechu  tańczącego radością

Kładła  głowę  na  poduszce  szczęścia

Ramiona  otulało  zmęczenie  bajką  dnia

 

Ranek  witał  nadzieją ,

Słońce  zapraszało  na  wernisaże.

 

Jeden  różowy dzień  obudził  zdziwieniem.

Coś  się  pokręciło, świat  zawirował.

 

Dreptała    kałuży  kropki  kończącej  zdanie

Proszę  zapomnieć....

Różowy  motyl  przez  różowe  okno  odleciał

 

Na  parapecie  lata  różowych  chwil - krzyk.

Uśmiech  zamarł  podkówką.

 

 

 

 

Emilia Szybista / recyt. Maria R.

„Sobótka”

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

Irena Wiercińska / recyt. Krysia P.

„Schody poezji”

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

            A teraz wiersze własne naszych Brackich Rodzynek:

 

 

 

Wanda Kamyk

„Koncert o świcie”

 

Wilgotnym rankiem, świtem szarym jeszcze

cisza nocy trwa w bezruchu

nawet listek nie szeleści.

Zaczyna się koncert za oknem sypialni.

 

Symfonię rozpoczyna drozd śpiewak.

Siedzi wysoko, na czubku świerka.

Wtóruje mu czyżyk - elegancik w zielonym

garniturku i żabociku żółtym.

Kolorowa zięba we wdzianku z żurnala

swoim głosikiem świat zachwala.

I zaczyna śpiew i taniec w rytmach rocka.

Piękna muzyka, gdy słychać jeszcze

kosa, czyżyka, szarego wróbelka,

bo on także chętnie ćwierka.

Słychać też szpaka co żółtym dziobem,

słowika kopiuje miłosne trele.

Od razu duszy weselej,

bo wstajesz i wiesz.

Dzień muzyką jest dla Ciebie.

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Szukaj intruza”

 

Jeśli ci nawet czasu zbyt wiele nie zbywa,

na rozumne ćwiczenia poświęć jeszcze krzynę,

na tej niezwykłej kartce intruz się ukrywa

postaraj się odnaleźć kocura – kocinę.

 

Ta zabawa – z pozoru – łatwa nie jest wcale,

bo ilu ludzi szuka, tylu całkiem inną drogę

wybiera: jedni na anatomii skupiają się, ale

(mnie) ja mam wiele podejrzeń – pomylić się mogę.

 

Matematyk proporcje rozważa i wzory przykłada

humanista znów polot ceni, wdzięk, niezwykłe wrażenie

analityk – bankowiec funduszów możliwości bada.

co jeden zgadujący, to inne myślenie.

 

Zgadywało nas troje – stąd racje z różnej sfery.

Oskarżonych /podejrzanych na kartce

jest kociaków/ typeczków cztery.

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Trwanie – istnienie”

 

Dzień za dniem

trwanie

istnienie

między tobą

a mną

smakiem kawy

a cierpkością wina

między uśmiechem

a łzą

krzykiem

i szeptem

 

W pamięci

czasu upływającego

istnienie nasze

trwanie we

wszechświecie

ciepłe słońcem miłości

i pełne niepokoju

tkane ciszą

i piorunami

odwiecznymi

głosami ziemi

 

 

 

 

            Dziękujemy naszym recytatorskim pracusiom, którzy od recytacji cudzych wierszy nie stronią. I oczywiście dziękujemy wszystkim Brackim poetom. Wielkie brawa dla nich! Bo oni są przecież solą tejże Ziemi Koszalińskiej!!!

            I nieustające brawa i podziękowania dla naszej wspaniałej publiczności! Bez Was – moi drodzy – nie mielibyśmy takiego zapału do pisania! Bez Was, być może te piękne wiersze w ogóle by nie powstały. Zatem, czuć się możecie współtwórcami tychże literackich dokonań!!!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie genialna – harmonijka!

 

A teraz udzielę paru istotnych informacji:

  • Jedyna przykra informacja, jaką muszę się dzisiaj z Wami podzielić, to taka, że następny nasz wieczorek literacki dopiero we wrześniu i to aż 28 września, czyli tradycyjnie już w czwarty poniedziałek miesiąca. A jego tytuł brzmieć będzie – „Jeszcze lato”!
  • Zaś w drugi poniedziałek miesiąca, czyli 14 września Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki!
  • Ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Reni Wojniłowicz.
  • A na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!
  • I koniecznie zaglądajcie na naszego Brackiego bloga! Tam znajdziecie wszystko o nas i o naszych poczynaniach. Tam nawet możecie zobaczyć siebie, bowiem artykuły z wieczorków okraszamy zdjęciami! Adres bloga: www.bractwo.bloog.pl

 

            I to tyle na dzisiaj – moi drodzy… Mamy tylko nadzieję, że czas     u nas spędzony – nie był czasem straconym. Bo to jest dla nas najważniejsze, byście Wy – droga widownio – byli jak najbardziej ukontentowani.

            I oczywiście przyprowadźcie na ten wrześniowy wieczorek swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia i do usłyszenia we wrześniu!

            I aby uśmiech lata z ust Waszych nigdy nie znikał!

 

 

 

PS  W następnych wpisach nadrobimy zaległości z września, po których wyjdziemy już na tzw. prostą! A zajrzyjcie koniecznie, bo we wrześniu działo się! Oj, działo!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Koniec przydługiej laby…

poniedziałek, 19 października 2015 23:25

 

 

CZAS RUSZYĆ

Z

KOPYTA!

 

            Przepraszamy za tak długie milczenie. Bez sensu byłoby szukanie wytłumaczeń, dlaczego to milczenie trwało aż tak długo. Po prostu rozleniwieni po wakacjach, nie podjęliśmy się blogowej działalności i to tak trwało, i trwało – aż zastał nas październik. A do nadrobienia jest sporo, bo pomimo blogowej posuchy, w naszym literackim Bractwie to się jednak coś działo i to całkiem niemało. No proszę – jak się ładnie rymnęło.

            Na początek przedstawimy w pigułce zaległy wieczorek literacki – ten czerwcowy. Gdzie Krym, a gdzie Rzym – można by rzec, zestawiając ze sobą miesiąc czerwiec i obecnie nam panujący październik. Jednak wychodzimy z założenia, że skoro powstała tak duża dziura datowa w naszych blogowych wpisach, to przynajmniej będziemy skrupulatni i wszystko, co już się wydarzyło – potraktujemy choćby skrótowo.

            A zatem…

 

 

UŚMIECH LATA…

/…czerwcowy wieczorek literacki/

 

 

            A działo się na tym wieczorku całkiem sporo! Zaprezentowaliśmy aż cztery części autorecytacji wierszy Brackich poetów, sporo muzycznych przerywników Mikołaja Kobusa, felieton Romka Dopieralskiego i nawet skecz Reni Wojniłowicz też dał się upchać w tenże wieczorek literacko – muzyczny.

 

            Wieczorek – co już jest tradycją - rozpoczął się felietonem Romka Dopieralskiego…

 

„Uśmiech lata”

            Choć to kolejny wieczorek literacki, to jednak nie jest on taki zwyczajny. Zawsze on – ten czerwcowy – jest taki nietypowy. A co w nim takiego innego? Co wyróżnia go od tych innych wcześniejszych, które już za nami? A może on zwykły, najzwyklejszy, niczym nie różniący się od pozostałych.

            Może te poprzednie nasze przedsięwzięcia artystyczne też nieprzeciętne były? No bo przecież przychodzicie na nasze Wieczorki. Nie ziewacie, nie zasypiacie na nich, nie dłubiecie sobie w no… chciałem powiedzieć, to znaczy… nie oczyszczacie przegród nosowych w celu ich udrożnienia. Zatem można wnioskować, że wieczorki naszego Bractwa w jakiś tam sposób nawet Wam się podobają.

            I ja chyba nawet wiem dlaczego? Bo my – w odróżnieniu od lata – staramy się! Staramy się, by na naszych wieczorkach było ciekawie. A lato co? Przejęło schedę po wiośnie i od razu zimniej się zrobiło. My nasze wieczorki urozmaicamy. Dzisiaj na przykład będzie nawet skecz. A lato niezwykle monotonne jest. Pochmurno - deszcz, deszcz - pochmurno i tak w kółko. My staramy się, by na Waszych twarzach uśmiech zakwitał. A lato? Słońce zasklepiło się na amen i swoich promieni użyczać nie ma zamiaru. My przede wszystkim nie jesteśmy prozaiczni. Jedynie mój felieton jest tak zwanym wyjątkiem potwierdzającym regułę. I tylko niekiedy dopada nas proza życia. A tak to my wyłącznie poezją żyjemy (nie mylić czasem, że z poezji, bo to jest raczej nie możliwe). Tak więc poezja jest w nas! A co jest w lecie?

            W lecie jest uśmiech! Bo jakie by ono nie było, to na lato czeka się z niecierpliwością. Jeszcze lato się nie kończy, a my już za nim tęsknimy. Bo lato ma w sobie magię wakacji, urlopów, wędrówek w nieznane, nowych przygód, nowych znajomości. To latem ładujemy swoje baterie, by przetrwać jesienne słoty, zimowe zamiecie i wiosenne przymrozki.

            O tak, lato to jest jedna wielka poezja…

 

 

 

 

            Oto kilka utworów zaprezentowanych przez Brackich poetów  w częściach tematycznych, czyli dotyczących wieczorkowego tytułu: „Uśmiech lata”. Konferansjerem w tych częściach była Krysia Pilecka…

 

 

Jan Wiśniewski

„Nad jeziorem Topiele”

 

nad jeziorem Topiele

w nadleśnym błękicie

szybuje orzeł bielik

pełen majestatu

 

królewski birkut z przestworzy

spogląda wyniośle na chmarę

kruków chcących zawładnąć

ciszą nad jeziorem Topiele

 

spogląda z przestworzy i się dziwi

po co kruki, rybitwy i mewy

tę nadjeziorną harmonię

zakłócają z natrętnym uporem

 

przecież wzbogacona głosami

krzyżówek i łysek i czernic

byłaby już szczodrze kompletna

bez tych krzykaczy – wie to już bielik

 

a ja choć czuję się intruzem

który przybywa dla spędzenia

wolnego czasu i odjeżdża

chłonąć harmonię tu się staram

 

jak dobrze wczuć się w tę ciszę

i uczyć się znów ją słyszeć

rano, we dnie, lub wieczorem

bo bez przerwy

koi nerwy

cisza nad tym jeziorem

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Letni poranek”

           

Obudziłeś  mnie  o  świcie

Czy  obudziłam  się  sama?

Nie.

To  był  pocałunek  słońcem.

Przysłałeś  mi list

O  pięknie  letniego  poranka.

Niewdzięczna

Nie  wstałam,  by  z  tobą  witać  dzień.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„A w sercu lato”

 

uśmiech lata wykrzywił mi twarz

półgębkiem lato przywitałem

wiosnę mając pod powieką

lata jeszcze nie uwzględniałem

 

zbyt piękne wiosny zaloty

chłonę je ze wszystkich sił

trwam wciąż w jej klimatach

jakbym w letargu jakimś był

 

a czas przecież najwyższy

z latem w romans się wdać

by jednak zamiary były czyste

nie mogę przy wiośnie wciąż trwać

 

albo lato, albo wiosna

nie można dwóch kochanek chcieć

choć wiosna równie piękna

teraz w sercu muszę lato mieć

 

 

 

 

Helena Szymko

„Czas urlopów”

 

lato - jak sączący się napój bogów 

spływa na nas błogością upalnych dni

wzbogaca wewnętrznie i uspakaja 

zachwyca, malowniczymi okolicami 

i otaczającą dzikością przyrody

błogie dni spędzone na łonie natury

sprawiają, że czujemy się - wyzwoleni

wypoczęci i pozbawieni stresu 

promienie słońca działają kojąco 

skóra pozbywa się negatywnej energii

lubię zapach traw i ziemi 

porośniętej dzikimi roślinami 

kwiaty, zdobiące zielonych traw kobierce

nawet źdźbła traw, w swojej prostocie są tak urokliwe

na niebie szybujące podróżniczki 

ich pióra mienią się w blasku iskrzącego słońca

swą obecnością - oznajmiają bliskość morza

pomimo upału, czas jakby się zatrzymał

wokół szum wiatru i ta kojąca słodka cisza

tylko w oddali słychać - zanikające odgłosy miasta

 

 

 

 

Regina Wojniłowicz

„Gołębie serce”

 

W letni dzień mówisz mi

smutek odrzuć, otrzyj łzy.

I tak też uczyniłam

łzy na szczęście zamieniłam.

Jednak oczy me blaskiem nadal lśniły,

to ty mnie zdradziłeś – twoje oczy mnie zdradziły!

Mgiełko poranna - swym pięknem onieśmielasz mnie,

bym o pomoc ciebie prosiła

Byś z władcą wiatrów mnie ukryła.

Rzucę się w głębiny oceanu, by miłość żyła,

by tęsknota serca mego więcej mnie nie raniła

Wietrze, wietrzyku mój - rozwiej wieści me po świecie całym,

może się ukryję w zakątku małym.

Lecz głębina poświęcenia mego nie przyjęła…

Na powierzchnię nimfa morska mnie wynurzyła

i do życia przywróciła.

Resztkami sił piórek białej mewy się chwyciłam

Gołębie serce, wybacz mi… wybacz.

Tak bardzo ciebie pokochałam,

dla ciebie moja miłość ocalała.

J tchu już mi brakuje,

moje szczęście odlatuje

I cóż się dzieje?

Jasność dnia w ciemność się przemieniła,

ukochanego z wody głębina morska wynurzyła

i do życia przywróciła.

Jesteś jakiś inny, choć postać ta sama…

Witaj moja… moja kochana…

I czuły pocałunek na policzku mi złożyłeś…

I znów, znów znikasz!

Głębia oceanu ciebie wezwała…

Czyż z sideł śmierci ciebie wyrwała?

Czy jesteś oceanem nocą wzburzonym?

Uczuciem nie spełnionym?

Czyż na Twą miłość nie zasługuję?

Więc po cóż mam żyć…?

I znów morze się wzburzyło,

potężnymi falami o skalny brzeg z siłą sztormu uderzyło.

Zapadła cisza… wody oceanu się uspokoiły…

Biała mewa przyleciała

i te słowa wypowiedziała:

Twój kochany żyje, gołębie serce ma!

On Ciebie bardzo… bardzo kocha…

…I śmierć nas nie chciała -

wzajemna nasza miłość ocalała.

 

 

 

PS  W następnym wpisie będzie kontynuacja poetyckich treści, czyli dalszy ciąg czerwcowego wieczorka literackiego pt. „Uśmiech lata”. Materiał przedstawimy w dość ciekawej formie. A zatem zapraszamy ponownie!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 736  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545736
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl