Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nagrodzeni w "Istocie człowieka" (część 6)

sobota, 29 listopada 2008 18:58
LAUREACI W KATEGORII  "FRASZKA"

W kategorii "Fraszka" w XIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Istota człowieka" pierwsze miejsce zajął najbardziej chyba znany obecnie fraszkopisarz na terenie województwa zachodniopomorskiego i nie tylko -Zygmunt  Królak z Witolubia koło Biesiekierza, drugie miejsce zajął Wacław Płonka z Awernii, a trzecie- nasza bracka - Regina Adamowicz z Koszalina. Oto zwycięskie fraszki
w kolejności od miejsca pierwszego.

I nagroda w kategorii Fraszka


Zygmunt Królak

Mało ekologicznie


"Nie było nas był las"
Lecz z upływem czasu
Nas jest coraz więcej
A coraz mniej lasu

Mało ekonomicznie

Pewien skrzypek na dachu
Chciał być bardzo bogaty
Ale się dach załamał
I skrzypek poniósł straty

Mało logicznie

Pomimo że matka natura
Czaszką je twardą osłania
Wielu z ogromną beztroską
Oddaje mózgi do prania

Mało praktycznie

Bardzo mało praktyczne
Wręcz głupie to i niezdrowe
-Kiedy można zwyczajnie
Zakładać majtki przez  głowę



II nagroda w kategorii Fraszka


Wacław Płonka

Realistka


To nic, że pięknym
był on amantem-
musiał dać jeszcze
pierścień z brylantem.

Ciężar złota

Ponoć, pod ciężarem złota
niejedna puściła cnota.

Nie wiem

Nie wiem, czy się żony
spytać mi wypada -
czemu nasze dzieci
wdały się w sąsiada?

O przyczynach wojen

Najczęściej ludzie
biorą się za bary,
wskutek wyznawania
nie tej samej wiary.



III nagroda w kategorii Fraszka

Regina Adamowicz

Na doradcę


Doradza szczerze
i...bierze

Na biurokratę

Siedzi jak paw
przy stosie spraw

Na działacza kultury

Chciałby on tak wiele
zrobić dla kultury
Ma słaby intelekt
i tworzy chałtury

Na literata

Kiedy pustkę nosi w głowie
pisze tylko pustosłowie


Fraszki wyróżnione w XIII edycji "Istoty człowieka" to te stworzone przez Jana Wanago z Wrześnicy zwanego potocznie Bardem Ziemi Sławieńskiej, Ryszarda Urbaniaka z Concord (Kalifornia) i Wandę Bogusz z Toronto (Canada). Jak widać mamy laureatów ze świata, a nie tylko z Polski. Poznajmy zatem ich twórczość.


Fraszki wyróżnione


Jan Wanago

Współrodakom

Do Ameryki, Japonii, do Europy, co gdzie i komu?
Ja zaś zostaję w Polsce, bo jak mówią: "że najlepiej w domu"

Dla Polonii

Cóż Wam zażyczyć Polonio kochana?
Niech się Wam śni Polska, z wieczora do rana.

Kryzys polityczny

Ciuch amerykański, czort wie czyja dusza,
Tyle tylko polskie,  co się w portkach rusza.




Ryszard Urbaniak

Prawda


Kobiety
- tyś świadkiem Boże
mówią prawdę
- gdy któraś wygląda gorzej

Polityk

Zawsze twierdził
Że polityka jest pełna nierządu
Zmienił całkowicie zdanie
Gdy został premierem rządu

Wielbiciel

Dawniej patrzył jej w oczy
I nosił na rękach
Teraz patrzy tylko w oczy
Jest za ciężka



Wanda Bogusz

Zezwierzęcenie


Ludzie są ludźmi
człowiek, człowiekiem
W naturze jednak
Różnie to bywa
często się zdarza
Że się w człowieku
Jakaś nie ludzka
cecha odzywa

Wściekłego kundla
Chytrego lisa
Groźnego wilka
Kąśliwej osy
Żmii lub węża
Jadowitego
Czy gnidy, która
Paskudzi włosy
Może być jeszcze
Hiena i świnia
Byk rozjuszony
Co taranuje
I pająk, co to
Dla swej ofiary
Sieć koronkową
Misternie snuje

Zwierzęta mają
cechy zwierzęce
Swoje  instynkty
I obyczaje
A ludzie? Boże
Co z ludzką duszą
Kiedy się człowiek
zwierzęciem staje



Na tym zakończyliśmy prezentację wszystkich zwycięskich utworów z ostatnie edycji "Istoty człowieka".
Państwu pozostaje zapoznać się z nimi i zgodzić się lub nie,  z werdyktem jurorów!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wieczorkowy spektakl literacki

środa, 26 listopada 2008 21:17

 

 

"BOGU DZIĘKUJĘ ZA MAGDĘ"

 

 

Listopadowy Wieczorek koszalińskiego Bractwa, zatytułowany "Jesień i pamięć", rozpoczęła stała już pozycja, czyli "prezentacja jednego autora". Tym razem bohaterką była Lidia Nowosad. Przygotowania i poprowadzenia tego artystycznego przedsięwzięcia, na kanwie tomiku Lidii pt. "Bogu dziękuję za Magdę", podjęła się Stasia Schreuder.

W prezentacji wykorzystano fragmenty wierszy Lidii Nowosad z tegoż tomiku i fragmenty z pamiętnika Magdy - jej córki, które również w tomiku dość obszernie są przedstawione.

Oto materiał do osobistego pochylenia się nad przesłaniem, mówiącym o usilnym dążeniu do realizowania w życiu wartości najwyższych, mimo nieporównywalnych przeciwności losu...

 

 

 

Ściany sali wyścielone czarnym suknem. Przyciemnione światła. Wszędzie pełno pożółkłych liści i palących się świec. Na scenie olejne obrazy z obumierającą z wolna przyrodą. Przy stoliku oświetlonym lampką, siedzi samotnie młoda dziewczyna, Kasia Hawryluk. To ona sczytywać będzie strofy z pamiętników Magdy. Z drugiej strony sceny, w kącie, siedzi Lidia Nowosad - matka Magdy. To Ona odczyta swój list do Pana Boga, w końcowej sekwencji przedstawienia. Przy stoliku najbliższym sceny siedzi Stasia Schreuder, zaś pośrodku sali - wśród publiczności - Krysia Pilecka. One będą recytować tomikowe wiersze Lidii...

Wchodzi kolejna młoda dziewczyna (Sara Kuptc). Do szyi przykłada rezonansowe pudło skrzypiec i zaczyna grać. Eter sali wypełnia Adagio C-mol, Jana Sebastiana Bacha. Kiedy muzyka cichnie, rozpoczynają się recytacje...

 

Oświetlona światłem miłości

Rozbudzona do życia z nadzieją

Idę do Ciebie pełna ufności

Idę samotnie gęstą życia knieją

 

Mam na imię Magda i mieszkam w Koszalinie.

Jestem owocem miłości Lidii i Marka...

 

Jesteś kwiatem samotnym

na bezkresnej łące

co ledwie zakwitł

Jesteś kwiatem delitatnym

na niebieskiej łące

Jesteś kwiatem nadziei

na ziemskim padole

 

...Jestem na tym świecie, bo tak chciał mój Stwórca - Bóg. A skoro już się tu znalazłam, mam prawo do życia. Dlaczego tak jest? Dlaczego ludzkie uczucia są jak kałuże: płytkie i tak szybko wysychają? Czemu nie potrafię od nowa się napełnić, czekać na deszcz? Dlaczego ludzkie uczucia chwieją się jak sekundnik mojego Boga Czasu, a potem ustają? Co potrafi je znów ruszyć?...

 

Lećcie moje marzenia, wysoko w chmury!

Zatańczcie ponad pułapem nieba

Niech rozbłyśnie w was słońce!

Rozwińcie skrzydła jak ptaki

Zamieńcie się w rzeczywistość

 

Dajcie mi śpiewać

wołać prosić wielbić

 

Pięknie żyć, by kochać świat

Pięknie żyć, sięgać wyżej traw!

Pięknie żyć znaczy zbawiać świat

Pięknie żyć znaczy dawać się!

Pięknie żyć, wewnętrznie spalać się!

Pięknie żyć, innym siebie nieść!

Pięknie żyć, znacząc życia treść!

 

...Cieszę się, że wylądowałam właśnie na Ziemi, a nie gdzieś tam het, het daleko... Ja mam swoje małe kłopoty w porównaniu ze światowymi problemami, ale trudno mi sobie z nimi poradzić: boli mnie noga (chyba nerwowo)...

 

W trosce w bólu rodzi się życie

nic nie może łatwe być

bo nic łatwo nie przychodzi

 

Pytałam Boga

Otrzymałam odpowiedź

Dziękuję Bogu, że mnie wysłuchał...

... Przestań martwić się o jutro...

 

Dajcie mi wykrzyczeć

Ten psalm do końca...

 

...Wszystko mnie boli! Noga! Pęcherz! Głowa! Czy to koniec ?

Czy to koniec mnie...

 

Krzyk wydobywa się z piersi

Bunt i rozpacz rozpierają moje ciało...

Muszę wziąć się w karby i rozwiązać problemy...

Wstanę i zacznę wszystko od nowa

Pójdę przed siebie ku słońcu

Spojrzę pogodnie w przyszłość

Nie będę oglądać się wstecz

Wymażę wszysto z pamięci

Zbuduję...

Stworzę...

Wzbiję się wysoko

Zagłuszę krzyk śpiewem ...

Wygaszę...

 

Pozwólcie wykrzyczeć ból

Pozwólcie płakać...

 

...Mam nadzieję na dobre jutro. Tak chciałabym, by kolejne dni były dobre, coraz lepsze, sprawiały mi radość, satysfakcję z istnienia, z bycia.

Nadzieja - matką głupich, mówią, ale ciągle ją mam przy sobie.

Wierzę, że moje marzenia, nadzieja, kiedyś się spełnią...

 

Życie oddaj mi radość, wolność i swobodę

Oddaj mi uśmiech na twarzy i serca pogodę

Oddaj marzenia, nadzieję i pragnienia

Oddaj barwę kwiatów, zapach ziemi, trzepot skrzydeł ptaków

... Oddaj wszystko, co zabrałeś pewną nocą...

Dlaczego? i po co?

 

Ojcze z niebios. Boże Panie! Pobłogosław dzieci swe!

które ręce wyciągają i o zdrowie proszą Cię

Daj im Panie, o co proszą i do serca przytul je!

... Ojcze z niebios. Boże Panie!

 

...Jestem z siebie dumna! Niektórzy zamartwiają się non-stop swoją chorobą, a ja mam nawet momenty, kiedy jej nie czuję, i wiem, że jestem już zdrowa! Bo taka jest prawda!

Cofając zatem czas w pamiętniku znalazłam mało rzeczy na temat leczenia tej choroby, większość to rzeczy pochodne.

Zatem uważam się za mądrą dziewczynę. Nie zostawiam tu żadnych znaków bólu, cierpienia, strachu... choć nie zaprzeczam, że nie ma takich chwil, kiedy nie chce mi się płakać, lub po prostu wyć.

Mam wiele pytań: Dlaczego?...

 

Goń czas

Spiesz się żyć

Bądź zawsze sobą...

Nie zatrzymuj się

Gnaj ciągle do przodu

Wtedy nikt i nic nie zdąrzy Cię zranić...

 

Jak Cię prosić? Jak Cię błagać? Jak uzyskać wysłuchanie?

Czy słyszysz?

Czy pomoc okażesz Panie?

Co mam robić? Co mam czynić? Co odmienić może los kiedy zstąpisz?

Kiedy cud uczynisz?

Kiedy skończy się męka?

Okaż litość, okaż łaskę, skomlę, jęczę, wysłuchaj mnie, Panie Boże!

 

Nikt nie pomoże Ci cierpieć

Nikt nie ujmie Ci bólu

Nikt nie odbierze choroby!

 

Nieeee... Nie pozwalam

Niech zniknie ból w tej chwili

Ciało mojego dziecka jest świątynią Boga!

Nie może w nim działać zło!

Dlaczego pozwalasz Panie na niszczenie tej świątyni?

 

... do 28.01 nie wiedziano co mi jest. Ale mam dosyć tych opowiastek. Będę jeździć na tę "chemię" i czekać na rychły powrót do zdrowia. Musi się zdarzyć cud, bo ja w niego wierzę. Wierzę, że Bóg mnie wyleczy!...

 

Upaść, żeby wstać!

Wstać, żeby znów upaść.

W górę ku niebu!

W dół ku ziemi!

 

 

...Nadrabiam. Jest 04.11.1998. Mam katar, boli mnie gira! Napisałam list do zmarłego Dziadka Ludwika.

Kochany Dziadku!

Jestem ciekawa, jak Ci tam? Bo chyba jesteś w Niebie? A nawet jak nie, to za chwilę się tam znajdziesz, bo w końcu jesteś cudowny. Nie znam Cię prawie wcale, tyle co od mamy, babci, po prostu ze słuchu. Czemu odszedłeś tak wcześnie? Jakbyś nie mógł trochę poczekać i zobaczyć mnie? Na pewno byśmy się polubili. Chciałabym, by mój tata był podobny do Ciebie, chociaż muszę przyznać, że teraz trochę się poprawił. Ale ty byłbyś dla mnie wspaniałym dziadkiem i jesteś nim mimo Twej nieobecności tutaj na Ziemi. Proszę Cię, wstaw się za mną tam, hen, wysoko i spraw, bym szczęśliwie dotarła do Ciebie w swoim czasie. I wspieraj moją mamę, bo jest jej to bardzo potrzebne. Kocham Cię.

Magda

 

Czynimy odwrotnie, niż planujemy

Dostajemy to, czego nie oczekujemy!

Fenomen niedościgniony - Bóg!

Czyni w życiu naszym cud!

Jaki cud? Nie dowiesz się!

O tym on jedynie wie!

 

... Mam już perukę i pięć włosów na krzyż na głowie!

Boje się! Zamykam ten rozdział!...

 

- Halo!

Czy to Pan Bóg?! Poproszę Pana Boga.

Niech będzie pochwalony. Czy mogę prosić o zmianę losu?

A czy mogę otrzymać dar zdrowia dla dziecka?

 

...Życie jest darem, który otrzymaliśmy z góry

Dopiero teraz czuję, ile ono znaczy, gdy choroba mnie ogarnęła i stała się przeznaczeniem. Jednak wiem, że jestem już zdrowa.

Bo Bóg tego chce i (Ja też!)...

 

Ofiaruję Ci Panie, całą siebie

wszystko co posiadam, całą rodzinę

otocz nas szczodrobliwą opieką

otocz tarczą miłości, nim zginę

Niechaj trud mojego życia nie będzie nadaremny

a cierpienie bezowocne

 

Buduj w nas świątynię swoją, serce od miłości mocne

Oddajemy Ci się cali, bądź w nas wielkim gospodarzem.

 

Ty pierwsza uczyłaś mnie chodzić

Mówić mamo, słowo kocham powiedzieć

Ty pokazałaś mi, że świat jest moim sprzymierzeńcem

A zło nie rządzi nami

Dzięki Tobie poznałam smak miłości, radości i uznania

Nauczyłaś mnie być godnym człowiekiem

I wierzyć, że Bóg jest naszym Panem

Twoja nauka dla mnie nigdy się nie skończy

Zawsze będę potrzebować Twojej rady, wsparcia i nagany

Bo takie jest życie

To jedna wielka szkoła

A Ty jesteś jej belfrem

 

Wieczna uczennica

Magda

 

(Życzenia Magdy przekazane na Dzień Nauczyciela)

 

 

Jestem bólem, niemym krzykiem i cierpieniem.

Jestem smutkiem, czarą goryczy i zwątpieniem.

Jestem pustką, rozdartą raną i przerażeniem.

Jestem ofiarą, nieszczęściem i cieniem.

Nie wiem tylko, czy jestem choć trochę sobą?

 

Jestem rozterką, ciągłym jękiem i rozpaczą.

Jestem buntem, złamaną gałązką i bezsilnością.

Jestem żałością, rozdartym sercem i niemożnością.

Jestem kresem, ciągłym lękiem i zniszczeniem.

Nie wiem tylko, czy w ogóle jestem jeszcze sobą?

 

Niech będzie chwała i dziękczynienie! Amen.

 

...Mamo, ja nie chcę tak żyć!!!

Mamo, pomóż mi! Dlaczego ja?...

 

Jak mogę pomóc? Jak ulgę nieść?

Kiedy mnie samej nie starcza siły

Próbuję jednak wynieść ją

Na wiary, ufności wyżyny

 

...Czujecie wakacje? Ja nie czuję ich aż tak bardzo, bo przecież w roku szkolnym też miałam wolne, poza tym w wakacje będę miała i tak i tak chemię.

Wykuruję się jedynie na obozie. W nim pokładam nadzieję. Musi być udany. Ja muszę się zabawić. Będzie super bo ja tak chcę...

Co z Michałem? Nie wiem! Zależy jak się zachowa. Byle dobrze!...

 

Goń czas, spiesz się żyć!

Bądź zawsze sobą...

Nie zatrzymuj się...

Gnaj ciągle do przodu

... Wtedy nikt i nic nie zdąży Cię zranić!

 

Poznałam Boga

Dotknęłam Boga

Poczułam Boga

w moim cierpiącym dziecku

 

Pozwólcie krzyczeć

Pozwólcie płakać

Czy to już koniec?

Nie, to początek!

 

...Życie jest życiem. Na razie cierpię. Nie chodzę do szkoły, nie uczę się. Szukałam swojego odpowiedniego miejsca. Liczę, że to się w końcu skończy. Ja już nie mam siły!...

 

- Jestem tu!

- To znaczy gdzie?

- Tu gdzie jestem!

- Gdzie więc jesteś?

- Mówię, że jestem tu!

- Dalej nie wiem, gdzie jest to "tu"...

- To "tu" jest "tu", gdzie jestem!

- Dziwnie mówisz, a ja nadal nie wiem, gdzie jesteś?

- Lepiej, żebyś nie wiedziała co to za miejsce... Nie chciałabyś być tu ze mną.

- Skąd o tym wiesz?

- Wiem, bo nikt nie chce przebywać chory w szpitalu onkologicznym.

 

...Pomocy! Co ja takiego zrobiłam, że jest mi aż tak źle?

Boże, czy Ty wiesz, jak ja bardzo cierpię. Już nie mam siły. To mnie wykańcza. Michał daleko. A poza tym ja go w ogóle nie obchodzę...

Ja choruję i to bardzo poważnie. Najgorsze jest to, że nie czuję tego tak jak powinnam, że moja choroba może odebrać mi życie!

Oczywiście jest to mało prawdopodobne... Ale ryzyko jest... Czy przeżyję

czy nie, zależy od mojej wiary, ode mnie, mojej woli, mojego organizmu.

Ja chcę żyć!...

 

To wiem! To czuję! Ty Boże mnie w tym utwierdzasz, że Magda wyzdrowieje.

Skończą się cierpienia i nasze nieszczęścia.

 

O Maryjo! Mateńko Niepokalana

Przyjmij moją prośbę słaną Ci od rana...

 

nie je

prawie wcale nie pije

cierpi

ledwo żyje...

jeszcze w niej serce bije

nie żałuje swej matki

nie wzywa nikogo

nie pragnie niczego

tkwi w pół śnie, pół jawie

jakby nieobecna

a jednak cieniutka nitka życia

trzyma ją na ziemi

 

Znajdź w sobie siły!

Dźwignij się z łoża boleści

Możesz tak wiele

Nic nie przyjdzie samo

Zaproś moc do siebie

Zobaczysz, odwrócisz czarną kartę

Los uśmiechnie się do Ciebie, córeczko!

 

...Ja jestem po to, żeby żyć, kochać, a nie umierać.

Hmmm... Kochać, to niby zwykłe proste słowo a jak wiele znaczy. Wydaje mi się, że teraz jestem zakochana. A jak się czuję? Dziwnie! Trochę mi to przeszkadza. To ciągłe myślenie, czy napisze? Co czuje? Czy mu zależy? Czy się bawi?...

 

... Kiedy spotkam tego księcia z bajki ? Co jutro zmieni się w moim życiu? Czy znajdę prawdziwego przyjaciela na zawsze ? Czy ja muszę tak cierpieć i męczyć wszystkich?

... To się zmieni! Obiecuję...

 

Patrzeć w słońce

Szukać szczęścia

Sięgać aż do granic nieba

Łapać oddech

Ogniem zionąć

Chwytać wczoraj

Biec do przodu...

 

Nie ma cierpienia, z którego nie można wyjść

Trzeba znaleźć w sobie tę właściwą furtkę

przez którą wejdzie wyzwolenie od męki i ulga dla ciała!

 

Kochany Panie Boże!

Piszę do Ciebie list pełen żalu

Zawiera od smutek i tęsknotę za normalnością...

Pragnienie powrotu do domu Kasi, mojej drugiej córeczki

Żyję w koszmarze, bólu i udręce

Wśród śmierci, płaczu cierpiących dzieci

Ciężko mi bardzo i sił brakuje

Nie wiem czy zdołam dokonać tego

Czego zapewne ode mnie oczekujesz

Czekam na odpowiedź Boże Najdroższy

Odpisz, odpowiedz, dziś, jutro, w wieczności

Niech sprawy moje przed Tobą złożone

Jeśli to możliwe, będą załatwione

Z wielkim szacunkiem, miłością i chwałą

Kończę ten list do Ciebie pisany

Wierząc, że dotrze pocztą niebiańską.

Zwyczajna matka.

Amen.

 

 

 

/ Magda odeszła 22 lipca 2000 roku, w święto Marii Magdaleny /

 

 

 

List matki do Pana Boga zakańcza recytacje. Cisza. Po chwili na scenę wychodzi kolejna młoda dziewczyna (Magdalena Kozakiewicz). Podobnie jak wcześniej w prologu jej koleżanka, tak teraz Ona w epilogu zaczyna na skrzypcach grać utwór Jana Sebastiana Bacha. Preludium E-dur zamyka spektakl zatytułowany "Bogu dziękuję za Magdę".

 

 

 

Postscriptum

Za ujmującą modlitwę słów, za odkrywanie sensu dobrego życia w prawdzie i miłości, za siłę wiary, za przesłanie nam wszystkim nadziei, których los nie oszczędza, za budujące pielgrzymowanie - której przesłaniem jest ten tomik - z głębi serca pochylam się nad wielkością słów w wydaniu Lidii Nowosad

/ Stanisława Schreuder /

 

 

 

PS Słowa - kwiaty, zroszone łzami matki, płyną w tym materiale nieprzebranym strumieniem, który każdy z nas przyjmuje na swój sposób. Dlatego też Stasia Schreuder celowo pominęła stronice bólu zapisane w rozdziale "Odejście", by oszczędzić otwierania - niezagojonej czasem - rany autorce tomiku "Bogu dziękuję za Magdę", Lidce Nowosad.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Fotoreportaż z listopadowego wieczoru literackiego

poniedziałek, 24 listopada 2008 18:01



Pierwsza część wieczoru poświęcona była pamięci.  Otworzył ją koncert skrzypcowy  Adagio C-mol J. S. Bacha.
Ta część,  była w całości poświęcona książce Lidii Nowosad - "Bogu dziękuję za Magdę", która stanowi zapis pamiętnikarsko- poetycki bólu, cierpień, buntu i zmagań  ze śmiertelną  chorobą oraz jest dowodem wiary, nadziei i miłości zarówno chorującej córki Magdy jak i jej matki.



Stanisława Schreuder podczas wzruszającej, pełnej zadumy i refleksji  prezentacji utworów z książki "Bogu dziękuję za Magdę".
Scenografię stanowiły palące się świece i  obrazy o tematyce jesiennej,  namalowane przez członkinię Bractwa i malarkę w jednej osobie
- Ludmiłę Raźniak.



Jan Wiśniewski recytował autorskie utwory poświęcone jesieni i pamięci!



Całkiem nieplanowo,  na koniec wieczoru,  zagościł w naszych progach zespół śpiewaczy "Jantarowe głosy",
który zaśpiewał kilka pieśni , w tym jedną napisaną do wiersza Reginy Adamowicz.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Listopadowy Wieczorek koszalińskiego Bractwa Literackiego

sobota, 22 listopada 2008 12:13

  

"JESIEŃ I PAMIĘĆ" u BRACKICH


Po dwumiesięcznej absencji spowodowanej rozstrzygnięciem Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Istota człowieka", w czwartek odbył się literacki Wieczorek koszalińskiego Bractwa. W szczelnie wypełnionej sali Klubu Garnizonowego dominował wątek jesienno - nostalgiczny. Pełno porozrzucanych zżółkniętych liści, palące się świece, a na sztalugach w punkcie centralnym sceny, dwa olejne obrazy autorstwa członkini Bractwa, Ludmiły Raźniak, z motywami ogałacającej się przyrody.

     W stałej już wieczorkowej pozycji, czyli "prezentacji jednego autora", Stasia Schreuder zmontowała wzruszający materiał z tomiku "Bogu dziękuję za Magdę", Lidii Nowosad. Była to przejmująca liryczna rozmowa z Bogiem, córką i przeznaczeniem, gdy gorycz życia z powodu śmierci córki wypełniła brzegi. W czterech odsłonach ukazane zostało misterium bólu, rozpaczy, krzyku, niemocy i bezsilności, a nade wszystko wielkiej wiary i pokory wobec losu. Prezentację uświetniły utwory Jana Sebastiana Bacha na skrzypcach, w wykonaniu dziewcząt z koszalińskiej szkoły muzycznej: Adagio C-mol w prologu i w epilogu Preludium E-dur.

     W drugiej odsłonie Wieczorka, zatytułowanego "Jesień i pamięć", członkowie Bractwa zaprezentowali swoje utwory z naciskiem na drugi człon w tytule. Zaczęło się od "Ogrodów pamięci" Zosi Zawilskiej: "To w nich rozmaryn się rozwinął / I rozkwitają pąki białych róż / Czerwone maki z Monte Casino / Proszą o pamięć z dalekich wzgórz". Całość, składającą się z dwunastu utworów, zakończyły "Rozmowy z dziadkiem" ośmioletniej Marceliny Dopieralskiej. W jej wierszu mała dziewczynka stoi nad grobem i... "Tak myślę, że rozmawiam z kochanym dziadkiem / Spod powieki - cicho, cicho - spada łza ukradkiem".

     Drugie podejście brackich poetów dokonało się w trzeciej części Wieczorka. Tym razem tematycznie i recytatorsko zmagali się z jesienią i listopadowym patriotyzmem. Irenka Michałowska tak rozpoczęła swój utwór pt. "Rozstania": "Jeszcze dzionek nie wstał / Jeszcze mrok głęboki / A za oknem słychać / Jesienne odloty". Kolejne jesienne akcenty zawarto w wierszach: "Jesienna szaruga", "Wołanie jesiennej Przyrody", "Złodziej zieleni", "Wyprawa po jesienne słońce", czy też po prostu "Jesień". Natomiast Wieczorek zakończył utwór Zdziśka Grzanowicza, który tytułem "Jesień i pamięć" spiął jakby całe poetyckie przedsięwzięcie: "Na szczytach władzy kłótnie / A nam w listopadzie jest smutnie / My o naszych bohaterach zawsze pamiętajmy / I na bezimiennych mogiłach żołnierzy i kolegów znicze stawiajmy...".

/ Roman Dopieralski /


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Nagrodzeni w "Istocie człowieka" (część 5)

czwartek, 20 listopada 2008 23:40

 

LAUREACI W PROZIE (ciąg dalszy)

 

 

 

Wyróżnienia w kategorii prozy:

 

 

Marian Nadolski z Koszalina

"NA KRAWĘDZI SNU" (fragment)

 

Stoję na brzegu, a morze budzi się po spokojnej nocy. Krótkie fale przejmują rozbłyskujące światło dnia. Niebo szybko zmienia barwę z czerwono-żółtej w żółtą, a potem staje się bladozielone. Delikatne porywy wiatru marszczą powierzchnię wody. Światło przesiąka z góry jak przez olbrzymią, zawieszoną poprzecznie szybę z mlecznego szkła. Pojawiają się turkusowe i błękitne chmury, połączone między sobą delikatnymi żyłkami. Gdzieś wysoko przebija się czerwone tło, które nagle zaczyna świecić. Ognisty żar wschodzącego słońca opanowuje część nieba, podnosi się za chmurami i przebija z każdej przerwy między nimi. Patrzę na ograniczony wyraźną już linią horyzontu wielobarwny nieboskłon. Zbudzony po chłodnej nocy, szybko ładuje się świetlistą energią. Nagle ukazuje się dumna krawędź naszej gwiazdy dziennej. Natychmiast ulatnia się szarzyzna wody parującej o przedświcie, a morze faluje we wszystkich odcieniach zieleni. Słońce powoli podnosi się z głębiny. Spoglądam za siebie.

 

 

 

Hubert Tucholka z Warszawy

"RESZTA JEST MILCZENIEM" (fragment)

 

Są inne światy. Odkrywamy je z prawdziwym zdziwieniem, zaskoczeniem nawet, kiedy tylko na chwilę wyrwiemy się z chaosu dnia codziennego, kiedy wreszcie nasze wszystkie pilne sprawy do załatwienia przestają panować nad nami, kiedy opuszczamy miejsce naszego stałego pobytu i udajemy się w kraj, w inne miejsca, do innych ludzi. Do ludzi, którym nie mamy nic do powiedzenia i którzy też, na szczęście, nic od nas nie chcą, o których możemy się otrzeć, których możemy poznać. I wtedy zauważymy, że istnieją inne światy. Rzecz niby oczywista, a zaskakująca. Dlatego lubię podróżować, choć zawsze przecież wracam w to samo miejsce. Inne światy ciekawie jest poznawać, ale któż z nas zdecydowałby się na pozostanie w nich, mając świadomość, że zamienia tylko jeden świat na drugi? Całej wódki nie wypijesz i wszystkich kobiet nie... jak mówi rosyjskie przysłowie. Dosadne, ale dodające otuchy ludziom pazernym na życie, którym przeszkadza swiadomość, że wszystkiego jednak mieć nie można, choć chciałoby się, bo niby i czemu nie. Życie jest więc sztuką wyboru - jak głosiła reklama telefonów komórkowych, czy może nawet maszynek do golenia. Maszynka do golenia to ważna rzecz, kto wie nawet, czy nie najważniejsza - może uczynić nasze życie pasmem udręk i mąk lub zapewnić nam szczęście i sukces. Tak jak właściwy wybór majonezu. To jest przecież najważniejsze i o to w naszym życiu chodzi.

 

 

 

Henryk Cyprian Konkol z Berlina

"PODARTA SIEĆ" (fragment)

 

Biała ostra bryza zapowiadająca ładny, ciepły i ostatni już sierpniowy dzień wakacji. Na wschodzie jaśniała jutrzenka skacząć po seledynowo-modrej wodzie małego morza miriadami skrzących słońc. Piasek szerokiej w tym miejscu plaży był mokry po nocnej rosie. Koralikami nizały się odciśnięte pazurki czajek, rybitw, burzyków i innego ptasiego drobiazgu. Na drobnej fali, jak małe korabie statecznie kołysały się śpiące mewy i alki. Nad brzegiem morza po nocnych mgłach było jeszcze bardzo chłodno. Wysoko, gdzieś nad Darżlubską Puszczą na pogodnym błękitnym niebie ciągnęło czarne stado kormoranów.

Wieczorem zlecą czarnymi gromadami na przybrzeżne piaski w poszukiwaniu wyrzuconych na brzeg śniętych ryb. Bywały także dni, gdy ryb starczało dla całej kormoraniej kolonii. Były to nieliczne dni krótkich, gwałtownych letnich sztormów przewalających się z bełtanymi, rozkołysanymi grzywami przez wąski pasek półwyspu. Nadchodziły, często bez widocznego ostrzeżenia goniąc na płaskie brzegi fale za falą i wlewały głęboko w głąb lądu. Stromymi grzywami wiły sterczące z piachu głazy i kawałek po kawałku zabierały ląd. W takie dni nikt nie wypływał na morze. Małe czarne rybackie łodzie ze sterczącym drągiem masztu i białym paskiem na burtach, były bez szans w walce z rozszalałym żywiołem.


PS Jeszcze tylko kategoria "fraszka" i wszyscy laureaci Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Istota człowieka" A.D. 2008, który koszalińskie Bractwo corocznie organizuje, będą na blogu podani jak na tacy. A będzie do śmiechu, bo teksty naprawdę dobre i pisane z tzw. jajem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zapraszamy na Wieczór Literacki

wtorek, 18 listopada 2008 19:47

W najbliższy czwartek
czyli 20 listopada 2008r.,
jak zwykle o godzinie 17,00
w Klubie Granizonowym na ul. Andersa
odbędzie się wyjątkowy
Wieczór Literacki
pod tytułem "Jesień i pamięć".

Program wieczoru będzie troszkę inny niż zwykle
 i zmieniony w stosunku do zapowiedzi
w "Miesiącu w Koszalinie".

W pierwszej części wieczoru
odbędzie się
wzruszająca prezentacja książki Lidii Nowosad
p.t. " Bogu dziękuję za Magdę".
W kolejnych częściach: drugiej i trzeciej,
prezentacja utworów członków KBL,
tematyczne nawiązujących do tytułu wieczoru:
"Jesień i pamięć".
Tym razem nie będzie loterii gadżetów i książek
oraz przerywnika w postaci Brackiego Hymnu.

Serdecznie zapraszamy!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Bracka - laureatką konkursu literackiego!

poniedziałek, 17 listopada 2008 14:51

 

 

 REGINA ADAMOWICZ - BĘDZIN 2008!!

 

 Regina Adamowicz

 W I edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literacko - Plastycznego pt. "Znasz li ten kraj", która miała swoje rozstrzygnięcie w październiku br. w Będzinie, również i członkini naszego Bractwa dostąpiła zaszczytu bycia laureatem!!!

Jury konkursu, organizowanego przez Stowarzyszenie Twórców Zagłębia Dąbrowskiego z Będzina, postanowiło uhonorować Reginę Adamowicz II nagrodą w dziedzinie poezji.

 

Regina to nasza konkursowa weteranka. Długo by tu wymieniać zdobyte przez nią nagrody. Zresztą po cóż cofać się w przeszłość, kiedy wiecznie młoda Regina udowadnia, że wciąż jest na poetyckiej fali. A mówią, że poetą się bywa... Może kiedyś Regina zdradzi tajemnicę: Co czynić, by poetą być nieustannie?

Nagrodzony wiersz pt. "Gdzie takie niebo", już niebawem zaprezentowany będzie przez samą autorkę na czwartkowym Wieczorku Literackim naszego Bractwa (20 listopada), o czym dokładnie jeszcze poinformujemy na tymże blogu.

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Nagrodzeni w "Istocie człowieka" 2008 (część 4)

środa, 12 listopada 2008 21:38

 

 

LAUREACI W PROZIE (ciąg dalszy)

 

 

 

No, no - nielicha wymiana zdań przeprowadzana jest w komentarzach wcześniejszego wpisu, dotyczącego nagrodzonej prozy Piotra Bulaka "Szczęśliwy gołąb". Tak więc nie cichną emocje związane z XIII edycją Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Istota człowieka"!

A teraz już zapowiadana wcześniej proza autorki, mieszkanki miasta słynącego z kopalni soli, czyli Wieliczki. Niestety dysponujemy jedynie fragmentem. Podobnie rzecz się ma z wyróżnioną prozą Bogusława Janiczaka z Darłowa. No cóż, tak krawiec kraje jak mu materiału staje. Przyjemnej lektury.

 

 

 

III nagroda w kategorii prozy:

 

Anna Piliszewska z Wieliczki

 

PIEŚŃ O ISTNIENIU (fragment)

 

W porze rdzewienia ciszy kobiety opuściły zagrody, dźwigając ciężkie, wiklinowe kosze.

Stąpały sennie i bardzo powoli, przedzierając się przez pędy pnączy o haczykowato wygiętych włosach. Płożące się łodygi szorstko dotykały ich stóp.

Opasłe trzmiele trącały z szelestem ząbkowane brzegi sercowatych u nasady liści. Poskręcane cienie wsączały się w ziemię prawie niewidocznie.

Wielki zielony obszar zdawał się falować.

Słońce padało skośnie - dawno minęło południe.

- Spójrz, one zawsze wiją się w prawo... - powiedziała półłysa starucha, odgarniając sękatym palcem żółty, pojedyńczy kosmyk przyklejony do czoła. Następnie wskazała nim pęd, który oplótł jej łydkę pokrytą jasną, pomarszczoną skórą.

- A...? Rzeczywiście... - odparła jej młoda.

- Urodzi się dziewczynka... - dodała dotykając brzucha.

Naraz zgodnie pochyliły się, przysuwając kosze. Wprawnymi palcami obrywały kwiaty podobne do drobnych szyszek.

Brzęczenie pszczół chwilami przycichało i wtedy słyszały wyraźnie śmiech i przekleństwa mężczyzn tnących wiklinowe pędy z wierzb rosnących rzędem tuż przy starych groblach. Wtenczas jak gdyby tknięte wewnętrznym nakazem przyspieszały.

Pracowały bez ustanku, w milczeniu.

 

 

 

 

Wyróżnienie w kategorii prozy:

 

Bogusław Janiczak z Darłowa

 

NIEZNAJOMA Z KATEDRY (fragment)

 

Zawsze lubił koncerty muzyki organowej. Kiedy tylko miał okazję, starał się o bilety na każdy koncert w swoim mieście. Nie opuszczał żadnego. Kiedy wyjeżdżał do innych miast, zawsze starał się o to, żeby pójść na jakiś koncert muzyki klasycznej, a zwłaszcza organowej, której słuchał od wielu lat. Dlatego też, kiedy zobaczył plakat na słupie ogłoszeniowym, że wieczorem odbędzie się koncert muzyki organowej w katedrze, nie namyślał się długo. Do katedry trudno nie trafić. Miasto nie było zbyt duże, a katedra znajdowała się w jego starej części, gdzie stało jeszcze sporo kamieniczek rodem ze średniowiecza. Wieża katedry górowała nad dachami starych domów, widoczna z daleka. Wieczorem poszedł na koncert. Z hotelu w którym się zatrzymał, niedaleko było do katedry. Słuchaczy nie było zbyt wielu, przeważały osoby starsze. Może powodem była zimna, deszczowa pogoda. Może dlatego, że to dopiero początek tygodnia, a może co innego. Nie zastanawiał się nad tym. Rozglądał się ciekawie we wnętrzu katedry. Stare, drewniane ławki, ołtarz główny pełen ozdób i rzeźb. I organy na chórze, chyba najważniejsze po ołtarzu głównym w tej katedrze. Zajął miejsce w ławce z tyłu. Słyszalność była dobra. Zapowiadał jakiś starszy pan w czarnym garniturze i okularach. Był jakiś kameralny zespół smyczkowy, organist i solista. Muzyka organowa przeplatała się ze smyczkową. Solistka była naprawdę dobra. Śpiewała głównie Bacha. Najbardziej mu się podobała "Ave Maria". Siedział zasłuchany, nie zwracając uwagi na nikogo, jak większość słuchaczy tego koncertu. Nie znał tutaj nikogo, przyjechał do tego miasta wczoraj wieczorem w sprawach handlowych. Miał tutaj zostać do końca tygodnia, a potem wracać do domu

 

 

 

PS Do kompletu nagrodzonych w prozie, brakuje trzech utworów wyróżnionych. Jeden z nich jest autorstwa mieszkańca pięknego miasta, niegdyś wojewódzkiego, nad niepozorną rzeczką Dzierżęcinką. Mniemam, że nazewnictwo owej rzeczki może służyć do plątania języków obcokrajowcom. Kolejna nagrodzona osoba pochodzi ze stolycy naszej, a ostatnia ze stolicy sąsiada z Zachodu.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Nagrodzeni w "Istocie człowieka" 2008 (część 3)

niedziela, 09 listopada 2008 23:30


 

LAUREACI PROZY (ciąg dalszy)

 

  

Kolej na następną prozę docenioną przez jurorów w XIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego, organizowanego przez koszalińskie Bractwo Literackie. Tym razem będzie to utwór Piotrka Bulaka z Ząbek k/Warszawy, zatytułowany "Szczęśliwy gołąb". Struktura tekstu jest zaiste nietypowa. Można by rzec, że miejscami autor jakby pisał przez kalkę. Co prawda puenta nie jest zbyt zaskakująca, bowiem już przynajmniej w połowie tekstu wyłania się dość wyraźnie. Jednak sam pomysł jest superaśny. A zatem - przyjemnej lektury.

  

 

Piotr Bulak - Ząbki k/Warszawy

 

SZCZĘŚLIWY GOŁĄB

 

W gołębniku, na kurniku mieszkał bardzo stary gołąb. Miał tyle lat, że nikt nawet nie pamiętał ile. Gołąb Staruszek był już prawie ślepy i prawie nie mógł już latać, za to potrafił pięknie opowiadać. Któregoś dnia przyleciał do niego taki młody, jeszcze do końca nieopierzony, gołąbek i zapytał go:

- Gołębiu Staruszku, ty znasz życie jak mało kto, a ja szukam szczęścia. Powiedzże mi, Gołębiu Staruszku, gdzie można znaleźć to szczęście?

- Oj, trudne pytania zadajesz, bardzo trudne pytania - zamyślił się stary gołąb - Ja ci powiem tak. Jak byłem młody, to też szukałem szczęścia. Oj, szukałem tego szczęścia. Szukałem jak szalony. Szukałem dniami i nocami. Nocami i dniami. Za siedmioma górami i za siedmioma rzekami.

- I co? I co?

- I niestety nigdzie nie mogłem go znaleźć. Tak myślałem sobie, że przecież to szczęście gdzieś musi być. Ale niechybnie musiało się przede mną gdzieś schować. Dlatego obiecałem sobie, że je znajdę. Tylko gdzie je znaleźć? I tak główkowałem i główkowałem i im bardziej główkowałem, tym bardziej byłem nieszczęśliwy. Więc postanowiłem go naprawdę poszukać. Pomyślałem, że to szczęście musi być gdzieś hen, daleko. Za horyzontem. Wyleciałem więc z naszego pięknego, polskiego gołębnika i poleciałem przed siebie. Do Afryki. I jak tak leciałem i leciałem to ziemia była inna ale jakby ta sama i woda była inna ale jakby ta sama i Słońce było inne ale jakby takie same i powietrze było inne ale jakby takie same. I wszystko było inne ale jakby takie same. I leciałem i leciałem i muszę ci powiedzieć, że cały czas jak tak leciałem przed siebie, to czułem się szczęśliwy. Szczęśliwy i wreszcie wolny. I im bardziej się zbliżałem do Afryki, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pamiętam dobrze ten moment, jak po wielu dniach lotu ujrzałem wreszcie z daleka Czarny Ląd. Wtedy to poczułem nawet przez moment taki przypływ szczęścia. I jak wreszcie doleciałem do Afryki, to byłem bardziej szczęśliwy, niż gdy wylatywałem z gołębnika. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście musi być w takim razie w Afryce. I byłem pewny, że je tam znajdę. I szukałem tego szczęścia w Afryce i szukałem i nie mogłem go znaleźć. A im dłużej szukałem, tym mniej byłem szczęśliwy. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście to chyba jednak nie jest w Afryce, tylko gdzie indziej. Gdzieś dalej. No to poleciałem dalej - przed siebie. Za wielką wodę. Do Ameryki. I jak tak leciałem to ziemia była inna ale jakby ta sama i woda była inna ale jakby ta sama i Słońce było inne ale jakby takie same i powietrze było inne ale jakby takie same. I wszystko było inne ale jakby takie same. I leciałem i leciałem i muszę ci powiedzieć, że cały czas jak tak leciałem przed siebie, to czułem się szczęśliwy. Szczęśliwy i wolny. I im bardziej się zbliżałem do Ameryki, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pamiętam dobrze ten moment, jak po wielu dniach lotu nad bezkresnym oceanem ujrzałem wreszcie z daleka wybrzeże Ameryki. Wtedy to poczułem nawet przez moment taki przypływ szczęścia. I jak wreszcie doleciałem do Ameryki, to byłem bardziej szczęśliwy, niż gdy wylatywałem z Afryki. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście musi być w takim razie w Ameryce. I byłem pewny, że je tam znajdę. I szukałem tego szczęścia w obu Amerykach i szukałem i nie mogłem go znaleźć. A im dłużej szukałem, tym mniej byłem szczęśliwy. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście to chyba jednak nie jest w Ameryce, tylko gdzie indziej. Gdzieś dalej. No to poleciałem dalej - przed siebie. Do Australii. I jak tak leciałem to ziemia była inna ale jakby ta sama i woda była inna ale jakby ta sama i Słońce było inne ale jakby takie same i powietrze było inne ale jakby takie same. I wszystko było inne ale jakby takie same. I leciałem i leciałem i muszę ci powiedzieć, że cały czas jak tak leciałem przed siebie, to czułem się szczęśliwy. Szczęśliwy i wolny. I im bardziej się zbliżałem do Australii, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pamiętam dobrze ten moment, jak po wielu dniach lotu nad bezkresnym oceanem ujrzałem wreszcie z daleka wybrzeże Australii. Wtedy to poczułem nawet przez moment taki przypływ szczęścia. I jak wreszcie doleciałem do Australii, to byłem bardziej szczęśliwy, niż gdy wylatywałem z Ameryki. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście musi być w takim razie w Australii. I byłem pewny, że je tam znajdę. I szukałem tego szczęścia w Australii i szukałem i nie mogłem go znaleźć. A im dłużej szukałem, tym mniej byłem szczęśliwy. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście to chyba jednak nie jest w Australii, tylko gdzie indziej. Gdzieś dalej. No to poleciałem dalej - przed siebie. Do Azji. I jak tak leciałem to ziemia była inna ale jakby ta sama i woda była inna ale jakby ta sama i Słońce było inne ale jakby takie same i powietrze było inne ale jakby takie same. I wszystko było inne ale jakby takie same. I leciałem i leciałem i muszę ci powiedzieć, że cały czas jak tak leciałem przed siebie, to czułem się szczęśliwy. Szczęśliwy i wolny. I im bardziej się zbliżałem do Azji, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pamiętam dobrze ten moment, jak po długim locie nad bezkresnym oceanem ujrzałem wreszcie z daleka wybrzeże Azji. Wtedy to poczułem nawet przez moment taki przypływ szczęścia. I jak wreszcie doleciałem do Azji, to byłem bardziej szczęśliwy, niż gdy wylatywałem z Australii. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście musi być w takim razie w Azji. I byłem pewny, że je tam znajdę. I szukałem tego szczęścia w Azji i szukałem i nie mogłem go znaleźć. A im dłużej szukałem, tym mniej byłem szczęśliwy. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście to chyba jednak nie jest w Azji, tylko gdzie indziej. Gdzieś dalej. No to poleciałem dalej - przed siebie. Do Europy. I jak tak leciałem to ziemia była inna ale jakby ta sama i woda była inna ale jakby ta sama i Słońce było inne ale jakby takie same i powietrze było inne ale jakby takie same. I wszystko było inne ale jakby takie same. I leciałem i leciałem i muszę ci powiedzieć, że cały czas jak tak leciałem przed siebie, to czułem się szczęśliwy. Szczęśliwy i wolny. I im bardziej się zbliżałem do Europy, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pamiętam dobrze ten moment, jak po wielu dniach lotu nad bezkresną przestrzenią ujrzałem wreszcie Europę. Wtedy to poczułem nawet przez moment taki przypływ szczęścia. I jak wreszcie doleciałem do Europy, to byłem bardziej szczęśliwy, niż gdy wylatywałem z Azji. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście musi być w takim razie w Europie. I byłem pewny, że je tam znajdę. I szukałem tego szczęścia w Europie i szukałem i nie mogłem go znaleźć. A im dłużej szukałem, tym mniej byłem szczęśliwy. Więc pomyślałem sobie, że to szczęście to chyba jednak nie jest w Europie, tylko gdzie indziej. Gdzieś dalej. Tylko gdzie, jak obleciałem już całą kulę ziemską dookoła? I jak się tak zastanawiałem i zastanawiałem to pomyślałem sobie, że skoro jestem już w Europie, to odwiedzę nasz gołębnik. I pamiętam, że jak tylko o tym pomyślałem, to od razu poczułem się szczęśliwszy. Wyleciałem z ciemnego lasu w bezkresną przestrzeń jasnego nieba. I jak tak leciałem i cały czas leciałem w pełnym Słońcu, to czułem się naprawdę szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy i wolny. I im bardziej się zbliżałem do naszego gołębnika, tym bardziej byłem szczęśliwy. Pamiętam dobrze ten moment, jak po długim locie ujrzałem wreszcie z daleka nasz gołębnik. Wtedy to poczułem taki naprawdę wielki przypływ ogromnego szczęścia. I jak w końcu doleciałem do naszego gołębnika, to byłem o wiele bardziej szczęśliwszy, niż gdy wylatywałem z poprzedniego miejsca. I wtedy sobie pomyślałem, że to prawdziwe szczęście to musi być w takim razie w naszym gołębniku. Bo chociaż, jak leciałem, to wszystko dookoła się zmieniało to ja i tak pozostawałem jakby niezmiennym. I mi się wydawało, że byłem innym ale byłem w zasadzie taki sam. I byłem bardziej szczęśliwy i starszy i mądrzejszy ale czułem się jakbym właściwie nigdy nie opuścił gołębnika. Tylko dlaczego ja tego wcześniej nie zauważyłem? Dlaczego musiałem oblecieć całą Ziemię dookoła, żeby to dostrzec? I wtedy sobie pomyślałem, że zawsze wydaje nam się, że szczęście jest tam, gdzie nas nie ma. Że szczęście jest zawsze gdzie indziej. Gdzieś dalej. Za horyzontem. Ale jeżeli nie odbędziemy dużo ważniejszej podróży - wewnętrznej, to choćbyśmy cały świat zlecieli i tak nie znajdziemy szczęścia. Jeżeli nie znajdziemy szczęścia w sobie, to nigdzie go nie znajdziemy. W końcu, jak to mówią: szczęście jest tam, gdzie jest twój dom. I wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej...

  

 

PS Kolejna nagrodzona proza już niebawem. Zdradzę tylko tyle, że jej autorką jest mieszkanka miejscowości słynącej z kopalni soli


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Nagrodzeni w "Istocie człowieka" 2008 (część 2)

piątek, 07 listopada 2008 23:33

 

 

LAUREACI W PROZIE

 

 

No i czas na prozę, której w tym konkursie było zdecydowanie mniej. Jednak jest to już regułą raczej wszystkich konkursów. A dlaczego? Gdyby chcieć zinterpretować prozę, tu zapewne łatwiej o większą zgodność aniżeli w przypadku poezji. Proza to coś konkretnego. Tu nie można wydziwiać, nie stawiając znaków interpunkcyjnych. Trzeba pisać konkretnie i zrozumiale. Inaczej przy dłuższych tekstach czytelnik odłoży na bok tekst, który jest niespójny i sprawia mu kłopoty. Przecież nie będzie się czytelnik głowił w nieskończoność o co autorowi chodzić może. Tak, proza to konkret. Słabi za prozę po prostu się nie zabierają.

Zobaczmy zatem utwory prozatorskich mocarzy Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Istota człowieka", który koszalińskie Bractwo zorganizowało już po raz trzynasty.

 

 

W kategorii prozy przyznano:

 

I miejsce - nie przyznano

 

II miejsce

Stanisława Schreuder z Jamna k/Koszalina

 

III miejsce

Piotr Bulak z Ząbek k/Warszawy

Anna Piliszewska z Wieliczki

 

Wyróżnieni

Bogusław Janiczak z Darłowa

Henryk Cyprian Konkol z Berlina (Niemcy)

Marian Nadolski z Koszalina

Hubert Tucholka z Warszawy

 

 

Jako ciekawostkę dodać wypada, że to najwyższe uznanie jurorów przyznano naszej Brackiej koleżance. To u nas bierze ona udział w warsztatach literackich i produkuje się na Wieczorkach. Przyznać również trzeba, że pilną jest Bracką. A dlaczego tyle o Stasi? Przecież ogólnie jest wiadomą sprawą, że sukces wielu ojców ma...

 

Stasia Schreuder / II nagroda (proza)

 

BĘDĘ KAŻDYM...


Nieważny lubił czytać. Wiedział, że książki i gazety to świat ludzi mądrych. Choć nie miał tam miejsca, chciał się do niego zbliżyć. Znaleziona książka cieszyła go tak samo jak koszula czy buty, które wygrzebał. Jedni żartowali z niego, a on wiedział swoje. Teraz znowu otworzył stronę, do której wracał od miesiąca. Czytał zdanie, które nie dawało mu spokoju. Uporczywie wracał do słów: "Gdy jest się nikim, jedynym sposobem, by być kimś, jest zostać kim innym". Nie znał tytułu książki, ani autora, bo pierwsze i ostatnie strony były wyrwane. Te słowa były skierowane do niego.

Był nikim. Życie codzienne przypominało mu o tym. Na ulicy, gdy grzebał w "rogu obfitości", w sklepie, gdy wysupłał 2,40 na chleb, w aptece, gdy brudną ręką podawał pieniądze. Zapragnął być Każdym, nie żeby od razu być Kimś, bo to było nieosiągalne, ale być człowiekiem, wtopić się w tłum i nie wzbudzać odrazy. Teraz i w tej chwili postanowił. On Nieważny, już nigdy nie sięgnie po kieliszek, znajdzie pracę i... na razie dosyć marzeń na dziś.

Heniek zawołał do Zgubowskiego:

- Chcę być Każdym i będę. Tak, wiem to na pewno.

- Znowu bredzisz. Myślisz, że to tak hop-siup i wszystko jest proste.

- A dlaczego nie?

- Zadajesz głupie pytania. Zaraz Ci to wyjaśnię. Każdy to gość - rozumiesz? To ten, co ma cztery ściany, nieważne, czy będzie to metr na metr, z grzybem czy bez , ale należy do niego. W tym swoim pokoju może być tak długo, jak zechce i nikomu nic do tego. Ma swoje łóżko. Myje się codziennie, nie kradnie wody z publicznej toalety, tak jak ty.

- Czy możesz przerwać? - rzekł poirytowany Nieważny.

- Nie, bo nie skończyłem. Każdy, przeważnie pracuje, albo kombinuje, albo liczy pieniądze.

- To tak jak ja - cały dzień pracowałem i otrzymałem 6,50.

- Praca Każdego jest potrzebna, a Twoja?

- Ale nie zawsze tak będzie. Kiedy nasza szczęśliwość ziemska się skończy, ci ostatni będą pierwszymi - to znaczy: my - dodał Nieważny i uśmiechnął się odsłaniając bezzębność jak u niemowlęcia.

- A kto Ci powiedział, że tak będzie?

- Bo jest napisane w najważniejszej księdze świata.

- Wiele rzeczy zapisano i co z tego?

- Choćby... to, że Każdy może... głosować - ot co!

- Ale ty znowu nie jesteś Każdym, bo bez zameldowania nie masz dowodu i nie możesz głosować!

- Może to i lepiej. Bo nie głosując ani na sprawiedliwych, ani na niesprawiedliwych nie czynimy nikomu krzywdy.

W pokoju "pod chmurką" zapanowała cisza. Tylko wiatr bezpańsko hulał, zawodził smutnie. Pod wpływem tego grania odzywały się ukrywane tęsknoty duszy z coraz większą siłą. Bo choć ciało w łachmanach, dusza ma te same pragnienia.

Przyjaciel usnął, a Nieważny lubił te chwile, kiedy zostawał sam na sam ze swoimi myślami. Wydawało mu się, że jest malarzem i tworzy kolorowy świat, jednakowy dla wszystkich. To znów skrzypkiem. Kochał ten instrument, choć nie wiedział dlaczego. Przypominał mu zawodzenie, może płacz, coś czego nie mógł jednoznacznie określić. Czuł, że muzyka to nuty niebios przysłane na ziemię, by świat uczynić lepszym.

Podciągnął wyżej derkę, wymościł wygodnie posłanie ze świeżo przyniesionych kartonów.

- Czas na odpoczynek - powiedział głośno.

- Wyłączysz telewizor, czy ja mam to zrobić?

- Wiesz, że nie mamy prądu, a to, co tu stoi, to tylko obudowa.

- Kiedyś będzie i prąd, i telewizor, obiecuję!

Posłucham radia - przyłożył do ucha znalezione słuchawki i wydawało mu się, że słyszy muzykę, jakby grał na strunach marzeń.

Te wspomnienia ogrzewały nie tylko duszę, przenikały do wyziębionych rąk, obejmowały umysł, uspokajały skołatane serce. W tym zapamiętaniu usnął. Śnił, że śpi obok Marii, obejmuje ją tak mocno jak dawniej, aż obudził go ból palców wbijanych w twardą tekturę.

Kochał ją bardzo, choć nazywała do nieudacznikiem. A już wydawało się, że oderwał się od ziemi, od zataczającej się matki i bełkoczącego ojca, kiedy w wieku 16 lat uciekł z domu i rozpoczął pracę na budowie. Tam spotkał porządnego szefa, który go wiele nauczył, dał dach nad głową i pozwolił czytać książki zgromadzone w swojej bibliotece. Czytał zachłannie, choć nie wszystko rozumiał, bo miał chyba pijany umysł wyssany z mlekiem matki.

I zauroczyła go Maria, którą poznał na weselu. Choć dławiło go w gardle z wrażenia, zaprosił ją do tańca. Pachniała konwalią, miała oczy dojrzałej wiśni. I kiedy po paru miesiącach znajomości zgodziła się zostać jego żoną, był najszczęśliwszy na ziemi. Takim jak on nie pisane było szczęście. Gdy okazało się, że nie może być ojcem, bo i tu natura mu poskąpiła, wdała się w romans i oświadczyła, że nie ma czego tu szukać.

Tak zakończył się etap życia, z którego już się nie podniósł. Im bardziej widział oczy dojrzałej wiśni, tym bardziej oddalał się cel od normalności. Wypłakał się na ramieniu dawno zapomnianej matki. Ze słowami: "Napij się synku, a zapomnisz o bólu" podsunęła mu pierwszy kieliszek. Odtąd topił smutek w tym samym winie, stracił pracę, dach nad głową i godność. Znalazł miejsce opuszczone przez Boga i ludzi.

Ze snu pomieszanego z jawą, z marzeń o utraconym świecie wyrwały go pojękiwania przyjaciela. Spojrzał na Zgubowskiego, dotknął rozpalonego ciała i zrozumiał, że jest źle. Wstał natychmiast i ruszył na "nocny obchód", by kupić lekarstwa i coś do jedzenia. Już nie krępował się, gdy grzebał w "rogu obfitości". Nauczył się żyć w zgodzie z bakteriami i aż dziw, że nie czyniły mu krzywdy. Dzisiaj był szczęściarzem, bo w kieszeni znalezionej marynarki było aż 20 zł (to trzy dni ciężkiej pracy!). Pobiegł do apteki, poprosił o lekarstwa. Wykrochmalona farmaceutka spojrzała na niego z obrzydzeniem i rzuciła resztę. Im bardziej był upokorzony tym głębiej utkwiły mu słowa, że musi być innym. Zgubowski poczuł się lepiej. To dobry znak.

On, Nieważny, już postanowił. Dziś. Ostatecznie. Umył się w rzece, ogolił, nałożył znalezioną koszulę i rzekł do przyjaciela:

- Czekaj tu na mnie. Wrócę za tydzień po Ciebie - i udał się do odległego miasta. Krążył długo wokół budującego się kompleksu domów. - Tu będę pracował - powiedział do siebie i wszedł do środka.

- Przyjmę każdą pracę - rzekł na wstępie.

- A co ty umiesz?

- Wszystko - i sam się zdziwił, że stać go było na taką odpowiedź. - Zrobię wszystko, żeby być Każdym.

Siedzący przy stole robotnicy podnieśli głowy nie rozumiejąc go. On wiedział, co to znaczy. To był pierwszy szczebel, żeby być Każdym, mieć dach nad głową, nieważne, czy metr na metr, z grzybem czy bez, żeby podnieść się z ziemi... żeby...

 

 

PS

Jest to w całości przedstawiona najwyżej przez jurorów oceniona proza. A proza wiadomo - objętościowo zbyt krótka być nie może. Zatem kolejne prozatorskie utwory nagradzone w XIII edycji "Istoty człowieka", ukażą się w następnych blogowych wpisach.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

W Święto Wszystkich Świętych

niedziela, 02 listopada 2008 21:51

 


O NICH TYLKO DOBRZE

Zaduszki

"Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą..." - przypominamy sobie słowa poety, ks. Jana Twardowskiego, w ten szczególny dzień Wszystkich Świętych. Niesamowita jest ta atmosfera nekropolii, kiedy żyjących więcej, aniżeli grobów, strojnych w świece i kolorowe chryzantemy. I w nas samych też dzieje się coś niezwykłego. Wyciszamy się, popadamy w zadumę i przede wszystkim pragniemy bliskości bliźnich...

Łacińskie przysłowie powiada: "Jeśli mówić o zmarłych to tylko dobrze". I tak też z reguły się czyni. Nawet sam czas zaciera jakieś zadry, wygładzając charaktery i poczynania obywatelom Tamtego Świata za ich żywota. Bo czyż miarą oceny zmarłych nie jest Miłosierdzie...

"Dzień zaduszny bywa pluśny" - mawia przysłowie. Tym razem niebo nie zapłakało. Świeczkom dane było palić się od wczesnych godzin rannych, aż po ich kres. Kiedy późnym wieczorem raz jeszcze poszedłem na cmentarz, oniemiałem z wrażenia. Na niebie gwiazd naręcze nie do zliczenia. Obraz doskonały - można by rzec. Zapach topionego wosku odurzał, migocące światełka pulsowały miarowo, zaś delikatny powiew ciepłego powietrza otumaniał...

Kiedy stanąłem nad grobem mojej babci i ojca mego, miałem wrażenie przeniesienia się w inny wymiar czasowy. Jakbym przyszedł z najzwyklejszą wizytą. Przed moimi oczyma jej obraz, opartej plecami o piec kaflowy, z nierozłącznym różańcem w dłoniach. On, oczywiście pod krawatem, czytający wszystko, co tylko do rąk mu wpadnie. Był dobrym zięciem. Więc i tutaj pewnie dobrze im razem. To On, na krótko przed jej odejściem, zabrał ją na pola i łąki dalekie, po których stąpała jako mała dziewczynka...

(Roman Dopieralski)

 

Zaduszki


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 721  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545721
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl