Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Listopadowy wieczorek literacki...

czwartek, 28 listopada 2013 23:35

 

 

OPADŁ LIŚĆ 

JEST POEZJA

/reportaż/

 

 

         „Wiatr jesienny w liściach tańczy złotych / Ten oderwany spadając wiruje / Lśni srebrzyście kropelkami rosy / I tańcuje… w zachwycie tańcuje / Tyle chciałby jeszcze wyszeptać, powiedzieć / Ale do ziemi zbyt blisko… / I spada cicho, bezszelestnie / Nie zważając, że mokro, że ślisko…” Takimi słowami, zaczerpniętymi z własnego wiersza, Krysia Pilecka przywitała wierną publikę, która co miesiąc przybywa na wieczorki literackie koszalińskiego Bractwa. „Poezja spadającego liścia” to tytuł literackiej uczty, zaczętej felietonem Romka Dopieralskiego. „Co ma liść do poezji”, to z kolei analiza brackiego felietonisty, jakiej dokonał on na tytule głównym wieczorka. Z jego tekstu wynika, że spadające liście są inspiracją dla poetów: „Liściu, liściu dębowy / zawładnąłeś mną / i kawałkiem mojej wątroby”. Jak widać, nawet felietoniście udzieliła się poetyka spadającego liścia.

         Na stolikach, przyozdobionych pożółkłymi liśćmi, pośród słodyczy i ciastek tliły się świeczkowe ogniki. Zaś Marysia Rudecka tak rozpoczęła część autorecytatorską brackich poetów: „Wiatr szeptał, wołał, powtarzał / że już czas, że nadeszła pora / -Aleś się liściu, postarzał! / Może doczekasz wieczora…” A tak zakończył swój utwór „Skrzydłami jesieni”, poeta dwóch imion, Robert Paweł Kamin: „Zbawienny czas spoczynku ziemię świętą tuli / Która owoc wydawszy jak łono matuli / Legnie cicho w objęciach ciepłych Stworzyciela / Nim ją wiosna ogarnie skrzydłami wesela”. Niezwykle nostalgicznie do poezji nastroił listopad Irenkę Wiercińską: „W kalendarzu życia zdarza się chwila / Kiedy spoglądasz za siebie – do tyłu / By raz jeszcze poddać syntezie wszystko / Co szczęściem i co cierpieniem było”. Natomiast na wierszu Grażynki Piekarewicz piętno swe wycisnął pierwszy listopada dzień: „W koronie barwnych chryzantem, w ogniu świateł / Tęsknota, zaduma, modlitwa / I to wieczne o nich pamiętanie / Oni. Byli. Odeszli. Nie ma… / W tej świątyni Boga i ludzi / W poezji bursztynowego liścia / Oni / Na zawsze z nami”.

         Tak… to był piękny wieczorek, to były piękne wiersze. Może nie tak radosne jak zazwyczaj, ale taki właśnie jest listopad – miesiąc pełen zadumy, refleksji… no i tego spadającego pożółkłego liścia.

         Wieczorek literacki nie był tego dnia jedyną atrakcją. Po autorecytacjach wierszy brackich poetów, wystąpił gościnnie Zenon Miszewski, mieszkaniec Ustki. Właściwie, to i w wieczorku pan Zenon miał swój udział. Bowiem swoim śpiewem wypełniał wszelkie zaplanowane przerwy, czyli produkował się w tzw. przerywnikach muzycznych. Ten półkrwi Kaszub, z zawodu technik mechanik urządzeń okrętowych, równie dobrze radził sobie w prezentacji własnej twórczości. Obszernymi fragmentami prozy zainteresował publikę, która żywo reagowała na spore dawki zawartego w niej humoru. –„Proza zassała mnie i stała się moją pasją” – tak pan Zenon podsumował swój występ na koszalińskim gruncie.

 

 

PS  A dalsza część wieczorowych treści, już niebawem - będą wiersze i felieton. Zajrzyj więc koniecznie – zczytywaczu brackich tekstów na wieczorkach literackich prezentowanych!!!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Koszalińska Bibioteka Publiczna im. Joachima Lelewela zaprasza

środa, 27 listopada 2013 20:42

http://pu.i.wp.pl/bloog/94193051/145341/zaproszenie_elektron_7D_big.jpg
 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorek literacki tuż tuż…

niedziela, 24 listopada 2013 17:16

 

 

Z A P R A S Z A M Y

na

POEZJĘ

SPADAJĄCEGO LIŚCIA

 

 

Już jutro!!!

pokłosie literackich warsztatów sprzed tygodnia.

My, Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina,

z a p r a s z a m y

na wieczornicę literacką

zatytułowaną

"Poezja spadającego liścia".

W programie przewidziane są:

- autorecytacje wierszy brackich poetów w dwóch odsłonach

- „Bracki felieton”, czyli „Nie tylko wierszem”

- muzyczne przerywniki

- słodki poczęstunek

- możliwość zakupu najświeższych tomików brackich poetów

- świetna atmosfera

- gwarancja dobrze spędzonego czasu.

Literacka uczta odbędzie się

w poniedziałek (25 listopada)

o godz. 17

w Klubie Osiedlowym Nasz Dom

przy ul. Zwycięstwa 148 w Koszalinie.

 

WSTĘP WOLNY

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Spóźniony wiersz Brackiego Mickiewicza…

środa, 20 listopada 2013 14:07

 

 

RYMEM O JESIENI

 

 Grzechem byłoby tego wiersza nie zamieścić na naszym blogu. A był on zaprezentowany na październikowym wieczorku literackim. Niestety, internetowe perturbacje spowodowały, że dotarł on dopiero teraz. To już pocztą dyliżansową by było szybciej! Bowiem autor wiersza zamieszkuje niedaleko Koszalina, a konkretnie nad samym morzem – w Dąbkach. Ta posezonowa cisza, jaka teraz panuje w miejscu zamieszkania naszego Brackiego Mickiewicza – jak na niego mawiamy - najwyraźniej mu sprzyja do tworzenia superaśnych wierszy. A oto tego dowód…

 

Robert Paweł Kamin

„Kolory jesieni”

 

Przypłynęły do mnie kolory jesieni.

Każdy w swym bogactwie króluje odcieni.

Biegną tonacjami poprzez sny pustkowia

Są symbolem życia, są symbolem zdrowia.

 

Idą górą zawsze poprzez drzew korony.

Jest w nich cień nadziei, wiecznie uwielbiony.

Są w nich też i prawa przyrody zaklęte,

Które się znów zbudzą wiośnianym momentem.

 

Przypłynęły do mnie kolory jesieni.

Piękno się w nich iskrzy słonecznych promieni.

Widać ich złocistość w nawłoci rozkwitach

I purpurę wrzosów, co tonie w zachwytach.

 

Idą dołem zawsze poprzez step wyblakły.

Napełniają zmierzchem czasu puste sakwy.

Uśmiercają piękne zielone listowie

Lecz gdzie idą? Po co? Któż z was mi odpowie?

 

 

PS  Może niebawem znowuż coś się zawieruszy…

 

 


Podziel się
oceń
19
1

komentarze (1614) | dodaj komentarz

W Bractwie m.in. o poezji spadającego liścia…

niedziela, 17 listopada 2013 13:54

 

 

WARSZTATY

LITERACKIE u BRACKICH

 

 

Po październikowym wieczorku literackim „Ciepły uśmiech w jesienny czas”, pora teraz na listopadową strawę duchową pt. „Poezja spadającego liścia” (25 listopada). By jednak dojść mogło do tego, potrzebne są warsztaty literackie. To na nich przygotowywany jest wieczorek w najdrobniejszych szczegółach. To, jak wypadnie wieczorek, w głównej mierze zależy właśnie od wcześniejszych warsztatów.

 

 To na warsztatach braccy poeci szlifują swoje wieczorkowe autorecytacje!

 To na warsztatach zapada decyzja z ilu odsłon poetyckich będzie się składał wieczorek i ilu będzie prowadzących!

To na warsztatach ustalane jest, kto tym razem wystąpi w muzycznych przerywnikach!

To na warsztatach wymyślane jest słodkie menu, czyli to, co będzie na stoliku miał potencjalny gość!

To na warsztatach wymyślamy tematykę wierszy i tytuł wieczorka na następny miesiąc!

To na warsztatach … I można by tak w nieskończoność, bowiem diabeł tkwi w szczegółach. Zaś, kto jak kto, ale Braccy o swoich gości dbają wyjątkowo starannie!

 

A zatem – wszystkich zainteresowanych zapraszamy nie tylko na nasze wieczorki, ale również na warsztaty literackie, które odbędą się

18 listopada (poniedziałek)

o godzinie 16

w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”

ul. Zwycięstwa 148

w Koszalinie

 

DO ZOBACZENIA ! ! !

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wiersze Brackich o jesieni i nie tylko…

czwartek, 14 listopada 2013 22:34

 

  

DRUGA ODSŁONA

POETYCKICH TREŚCI

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Gobelin”

 

Na moim gobelinie kwiaty, tulipany tęczowymi barwami przeplatane

Ich kielichy pełne uroku, miękkim aksamitem zdobione

 

Patrzę, przytulam się do nich, dotykam

Barwy gorejące, prawdziwe, błyszczące, pulsujące atłasy

Niczym wawelskie arrasy

 

I te dywany pejzaży złotą nicią tkane

I te drzewa w oddali cichym poszumem wiatru uśpione

I ten nastrój muślinowymi myślami malowany

 

Zamykam oczy. W woalu mgieł otwierał się świat

niezwykły, doskonały

 

W turkusowej toni jeziora płynę do wspomnień i marzeń

One we mnie jak iskry latarni śniły, oddychały, drgały

 

Zanurzam się w palącym Słońcu Brukseli

Czuję jej serce radością brzmiące

Widzę jej królewskie dzielnice i te bajeczne, wiecznie

Tętniące życiem ulice

 

Szemrzą w Parku La Cambre niezwykłe wodne kryształy

 

Patrzę na mój gobelin

Oddycham akacjowymi ogrodami. W górze ścieli się miękki puch nieba

 

Wsiadam do mojej gondoli. Po drodze mijam perły belgijskiej historii

 

Jestem w tym świecie pełnym fantazji i piękna

 

W kaskadzie przeżyć i wzruszeń tęsknię za tym czasem

Tęsknię za tym rajem

Jest moim światłem

 

Zdobywam szczyty uniesień

 

Wierzę w wierną smugę nadziei, że kiedyś tu wrócę

by pozdrowić złote kopuły Grand Place Brukseli

 

Patrzę na mój gobelin

 

Za oknem ciepły uśmiech jesieni wciąż pozwala mi tęsknić i marzyć

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Jesień…”

 

Znieczulona obojętność

chodzi drogami

w ironicznym grymasie

wykrzywia twarz

 

Omija

samotność

zwątpienie

bezradność

łzy…

także wszystko

jeszcze nienazwane

 

Pustką z chłodnym

skurczem w piersi

i ciszą niemą

poraża

…tylko …

„nadzieja uczy

czekać pomaleńku…”

jest optymistką

w różowych okularach

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Byłyśmy. Jesteśmy. Będziemy?”

 

Byłyśmy tu już wtedy, kiedy was nie było,

może nie tak znów liczne, jak to widać teraz

ale byłyśmy. I ludziom, i nam się z sobą nie nudziło.

co się stało, że każą się nam stąd zabierać!

 

Byłyśmy w dawnych wiekach, w czasach Bogusławy

i potem, kiedy Wilhelm stał tu na pomniku.

Subordynację znamy. Gdy poważna sprawa,

zachować się umiemy. O co tyle krzyku?

 

Te z nas, które przetrwały wojnę i pożary,

siadały na ruinach, nim wzięto je z rynku.

Patrzyłyśmy, jak zmienia się Koszalin stary,

nowe domy rosną, pięknieją z żywą barwą tynku.

 

Żyłyśmy tym, co litosny człowiek albo miłe dzieci

dawały nam – niczego nie dziobiąc obcasem.

Wam, ludziom, nam gołębiom jedno słońce świci.

Dlaczego wypędzacie nas z rynku z kretesem

 

Jesteśmy jeszcze, bo to miejsce od innych piękniejsze.

Jesteśmy, bo nam serce wciąż tutaj trwać każe.

Jesteśmy, bo gdzież życie będzie widoczniejsze?

lecz smutno nam. Czy wiecie, wy miasta włodarze?

 

Będziemy!? Czy będziemy? To od was naprawdę zależy.

W innych miastach gołębie wciąż witają gości.

Tu inaczej, więc pomnik pamięci przestawić należy

gołębie precz, przeszkadzają wręcz wejść do przyszłości.

 

Tu nam słowa piosenki potrzebne koniecznie.

Niech zabrzmi tak jak apel, niech niesie ją wiatr,

niech dociera do wszystkich i płynie bezpiecznie

przez góry i doliny, niech ją słyszy świat.

 

Gołębie z wszystkich placów, wzywam was

na rynek w Koszalinie. Brońcie nas.

Pomóżcie nam tu z ludźmi w zgodzie żyć.

Przez wszystkie czasy odmieniajcie słowo być.

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Jesień nad jeziorem Czarnym”

 

 

Nad jeziorem Czarnym dziś jesień

Taka wspaniała złota polska

Tylko borowinowa woda

i tło lasu sosnowe

są niezmiennie ciemne

 

Dominują jaskrawe barwy

liściastych drzew i krzewów

Teraz swoje pięć minut mają

Oto paletą od żółci po czerwień

skontrastowaną z błękitem nieba

przebiły się do ról głównych

i cieszą oczy wsączając spokój

 

Latem tu gwar był

był ruch i tłok nieraz

a teraz niezmącona cisza

Tylko gdzieś jastrząb zakwili

gdzieś dzięcioł zastuka by po chwili

przepraszająco zamilknąć

 

Z ciszy dwie klacze się wyłaniają

na nich dziewczyny niemniej dorodne

a próba testowania dna przy brzegu

zaburza rozleniwienie

 

Potknięcie klaczy

zręczność dziewczęcia w bryzgach wody

kończą się perlistym śmiechem

I dziewczę w siodle a klacz znów w pionie

po kilku chwilach w dal odpływają

 

A nad jeziorem znów spokój cisza

w rozsłonecznionej tęczy kolorów

jesiennych

 

 

 

 

Helena Szymko

„Małe radości”

 

Czasem wystarczy uśmiech przyjaciela

aby rozproszyć wszelkie serca smutki

dobrze jest wtedy śmiać się do woli

bo ludzki żywot, jest coraz krótszy

nigdy nie rozpaczać nad dniem minionym

lepiej zapomnieć dawne żale

 

Najprościej wtedy iść z biegiem czasu

o złych wspomnieniach, nie myśleć wcale

ciepły, przyjazny gest komus okazany

czyjaś dłoń w porę mu podana

kojąca woń, najskromniejszego kwiatu

do tego twój uśmiech – sprawią

że zburzą się złych wspomnień ściany

 

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Syn starej ery uratowany”

 

Był sobie Pan – Wielki i Potężny

na pewno Stwórca

był i żył, bo istniał już świat

ale Ciebie, Jezu Drogi, nie pamiętam chyba

jeszcze nie było – rzeka już była

falą nieszczęścia żyła

płynęła z nurtem trwogi, jakby w ujścia progi

okrutna nieujarzmiona jak wszystkie

 

I zobacz Przyjacielu!

a był jeszcze czas starej ery

a w rzece tej pozostawione

bezbronne płynie dziecię

wtulone w koszyku leży

było to dawno i nie wiem, czy krzyczało

czy z głodu kwili? Gdyż milczało wśród chłodu rzeki

lecz cudem świętego Ducha

którego nie czuć i nie widać

 

a jakże? dziecię ocalało

 

Nie wolą władcy Cezara i nie jego rozkazami

lecz córki miłością ówczesnego Władcy – Pana

jej kobiecą wolą uratowane dziecko

Mojżeszem nazwane zostało i naszą historią

pokarm wody z wolna do ludzi popłynął

i gasi pragnienie – życie daje nam

 

Kończąc drobną biblijną powieść

w pierwszej części – jeszcze bez

ognistego krzewu z mojej

skromnej do Zbawiciela ufności

wspominam to wydarzenie w odległym czasie

po narodzeniu Jezusa Pana – jesienią, dzisiaj wieczorem

w dwa tysiące trzynastym  roku

z woli – nie mojej – z woli mojego istnienia

 

 

 

 

Emilia Szybista

„Marzyciel”

 

Wszyscy go znamy – wieczny marzyciel

żyje tym głównie, co wzniosłe

Przejmować nie lubi się niczym

i dobrych nowin jest posłem

 

Marzyciel uwielbia kwiaty

i sercu bliskiemu powierza

Szarmancki być zawsze potrafi

i ma maniery rycerza

 

Wierząc w ideały szczytne

niezmiennie taką nadzieję żywi

że świat będzie kiedyś wspaniały

i wszyscy będą szczęśliwi

 

Prorocze słowa: -Mów tak jeszcze

Marzycielu bądź nam wieszczem

my z przekonaniem powtórzymy

że w szczęściu, w piękny świat wierzymy

 

W świat pełen cudnych, pachnących kwiatów

W świat, w którym zwierzę to nasz brat słabszy

W świat, w którym ludzie są sobie braćmi

W świat, w którym dobro najwyżej znaczy

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Pajęczy statek”

 

Widziałem nić pajęczą

skrzyła się

w jesiennym słońcu

w bezwietrznych

dryfowała przestworzach

 

podmuch szarpnął

zwiewną powłoką

wygięta w żagiel

popłynęła

na skraj horyzontu

 

pajęczak

dowodził na niej

we włochate

strojny odnóża

wczepił się

w powiewny statek

 

szybował

bez skrzydeł

ikarowego jednak

nie popełni błędu

 

instynktem niesiony

zasiedli

odleglejsze łąki

 

a ja

pod powiekami

zachowam

namiastkę babiego lata

 

 

 

 

Irena Michałowska

„Rozstania”

 

Jeszcze dzionek nie wstał

Jeszcze mrok głęboki

A za oknem słychać

Jesienne odloty

 

Odlatują od nas

Żurawie, łabędzie

Tak smutno na duszy

Teraz bez nich będzie

 

Odlatują również

Dzikie gęsi, kaczki

Któż odgadnie metę

Tej wielkiej tułaczki

 

Jak wspaniały instynkt

Stworzyła natura

Że to piękne ptactwo

Uzbrojone w pióra

 

Bez map i kompasów

Bezbłędnie szybuje

I w innej ojczyźnie

Przytułek znajduje

 

Lecz gdy przyjdzie wiosna

To znów zobaczymy

Na pogodnym niebie

Te piękne ptaszyny

 

Co radosnym krzykiem

Wszystkim oznajmiają

Że na stare śmieci

Wreszcie powracają

 

 

PS I to już koniec poetyckich treści z październikowego wieczorka literackiego. Teraz czas na listopadowe natchnienia brackich poetów na papier przelane. Już w najbliższy poniedziałek odbędą się warsztaty literackie, pokłosiem czego będzie listopadowy wieczorek tydzień później. Ale o tym jeszcze oddzielnie – i przede wszystkim dokładniej - informować będziemy.

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka Dopieralskiego...

sobota, 09 listopada 2013 23:47

 

 

WIECZORKOWA PROZA

/felieton/

 


 

         To dobrze, że jest na wieczorku czytany felieton, czy źle? Tak naprawdę nigdy nie zadawałem sobie takiego pytania. No, ale skoro owe zagadnienie poruszyłem, może warto je zanalizować. Przekonać się, jakiż to ja mam stosunek do felietonów...

      Identycznie zaczyna się poniższy felieton, już ten docelowy – wieczorkowy – zaprezentowany podczas październikowej uczty literackiej, jaką Bractwo zorganizowało w siedzibie Koszalińskiego Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”. Jak widać, niekiedy wystarczy zmienić nawet podmiot główny, a i tak da się to jakoś czytać. Tylko, czy po takim felietonie można by dać tytuł, że „Polacy szczęściarzami są”, wysłuchując jakąś słowną degrengoladę?

         Powiem krótko – nie! Według mnie, felieton, podobnie jak wiersz, jest jak sukienka – im krótszy tym lepszy. Dlatego każde słowo w nim użyte jest tak ważne. Przegadany felieton to nie felieton. W dobrym felietonie podejmuje się na ogół aktualną problematykę w sposób swobodny, impresyjny. Felieton ma na celu budzenie zaciekawienia, nawiązanie bezpośredniego kontaktu z czytelnikiem. Zaś atrakcyjna forma łączy się z lekkością tonu i często żartobliwym lub satyrycznym charakterem.

         Czy ów poniższy felieton spełnia te kryteria? Nie mi oceniać… A zatem, zachęcam do jego przeczytania, a później – albo ganić, albo chwalić!!!

 

  

 

Polacy szczęściarzami są

 

         To dobrze, że jest jesień, czy źle? Tak naprawdę nigdy nie zadawałem sobie takiego pytania. No, ale skoro owe zagadnienie poruszyłem, może warto je zanalizować. Przekonać się, jakiż to ja mam stosunek do jesieni.

         Teraz, kiedy się tak zastanawiam, jesień i w ogóle wszystkie pory roku wydają mi się ciekawe, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Zaś razem ze sobą zestawione, tworzą całkiem niezły kwartet. A jaka różnorodność! Ta zima ze swoją bielą i pięknymi haftami malowanymi mrozem na szybach. Ta wiosna, podczas której wszystko budzi się do życia, by latem dojrzeć i owocem obsypać. No i ta nasza obecna jesień z gamą barw, której najdoskonalsza malarska paleta nie dorówna. Trzeba być naprawdę szczęściarzem, móc urodzić się pod taką szerokością geograficzną, gdzie pogodowa monotonia raczej nie zagraża.

         Dla porównania weźmy taką Alaskę, Grenlandię albo Sybir. Tam ciepła tyle, co kot napłakał. Ciągle chuchać w skostniałe dłonie, nosić futrzane czapy przez prawie okrągły rok, toć nudne i monotonne… A taka Afryka? Totalne przeciwieństwo. Ukrop do przesady. Pięćdziesiąt stopni Celsjusza w cieniu to normalka. U nas już przy trzydziestu stopniach koła aut grzęzną na asfaltowych pseudoautostradach. I co, tak grzęznąć i grzęznąć przez cały rok?… Niby na Równiku fajnie, bo tam żadne pory roku nie obowiązują. Siejesz, kiedy chcesz. Jednym słowem żniwa non stop! Tam nawet bez zegarków można się obejść, bo równonoc przez caluśki rok. Ale, czy to nie za monotonne. Przez dwanaście godzin mamy dzień. Potem dwanaście godzin nocnych… i tak dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, rok po roku… nuda, totalna nuda.

         Wychodzi na to, że nie ma to jak u nas, kiedy co rusz diametralnie inaczej wokoło nas. A to słonko przygrzeje, a to deszczem zaciągnie, gradem sypnie, śniegiem opruszy… Te nasze szafy pękające w szwach, bo trzeba i przewiewne ciuszki mieć na lipcowe upały i futrzaste kreacje na lutowe mrozy. To docieplanie się kamizelką we wczesnowiosenne poranki. A kiedy nastaje polska złota jesień, wystarczy ciepły uśmiech. Po prostu – „ciepły uśmiech w jesienny czas” na wieczorku u brackich poetów…

 

 

PS Niebawem kolejna porcja wieczorkowych wierszy, które w autorecytacjach brackich poetów prezentowane były w zeszłym miesiącu. Kto na wieczorku był, ten wie, że warto będzie raz jeszcze mieć z nimi kontakt - tym razem kontakt wzrokowy. 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wiersze z wieczorka literackiego…

poniedziałek, 04 listopada 2013 23:35

 

 

JESIEŃ W POEZJI

/część I/

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Jesień”

 

Jeszcze liście szeptem rozmawiają

o kolorach

o złocie, odcieniach brązu

i czerwieni

a już dywan krasny tka jesień

pod nogami

co w dżdżu mgiełce tęczowo

się mieni…

Dni krótsze, cienie wieczoru tak

dziwnie się dłużą

każda chwila mijana jak

kropla wieczności

barwami chce zabłysnąć lub

ostatnią różą

na palecie barw się znaleźć

choć chwilę zagościć…

Wreszcie melancholijnie deszcz

rozbłyszczy liście

te jak diamenty zadrżą, by

trwał czar jesieni…

Zatańczą w blasku słońca

wirując złociście

Odsłaniając gałęzi nagość

pośród opadłej czerwieni…

 

 

 

 

Emilia Szybista

„Julek jesienią”

 

Dni są coraz krótsze, o szyby deszcz dzwoni

już dorodny owoc zerwano z jabłoni

W lesie milknie ptaków śpiew

pożółkłe liście spadły z drzew

wielobarwny szal wśród traw, zimą będzie grzał

Kluczem już zamknęły ptaki porę letnią

legowisko do snu wymościł zwierz leśny

Babie lato stroi świat, spójrz jesieni cudny czas

plony zbierać, plony znieść, do spiżarni swej

Słonko wcześniej ziewa, już tonie w jeziorze

kto drepcze przez pola – jakiś mały człowiek…?

W ręku bochen chleba ma – to nasz Julek z Jamna, skrzat

Czapeczkę czerwoną zdjął, macha do nas nią

 

Julku drogi, Julku! – ze spotkania cieszą się dzieci

Julku przyjacielu, co przekazać dziś nam chcesz?

 

Niech was promyk słońca zawsze ze snu budzi

Bądźcie dobrzy dla zwierząt, życzliwi dla ludzi

Dobro, miłość, serce dajcie, kochajcie miasto, region, kraj

Taką radę wszystkim dam, gdyż tak czynię sam

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Ciepłe słowa na jesienny czas”

 

Odeszło skwarne lato – nie ma na to rady -

przyszła jesień a z nią i chłody, i deszcze –

dobrze chociaż, że dość daleko jeszcze listopad

i że słoneczko czasem uśmiechnie się jeszcze

 

Od nieba, co raz chmurne, a raz znów obłoki

ma jaśniejsze i całe spektakle przedstawi

pieśń żegnania dobiega a niebieskim gościńcem szerokim

klucz dzikich gęsi, bocianów leci lub żurawi

 

Co prawda gruszki złote i jabłka rumiane

a śliwki słodkie w sadach wciąż cieszą człowieka

ale powietrze dymem ognisk zaprawiane

a każdy dzień smutniejszy, bo z nim czas ucieka

 

Wloką się bez końca dni smętnej szarugi

a każdy bez końca i każdy tak długi

Świat deszczu już syty zamarzył o suszy

wór smutków obfity legł na ludzkiej duszy

 

Jak tu się pocieszyć, jak się tu ratować

w aptekach brakuje wciąż takiego środka

A może miast leku znaleźć dobre słowa

powiedzieć je komuś, kogo jesień spotka

 

Lub – tak sobie myślę – wziąć dziecko na ręce

i popatrzyć mu w oczka, i mrugnąć wesoło

To jest panaceum – nie trzeba nic więcej

Szron zniknie bez śladu. Znów wiosna wokoło

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

"Jesienne misterium”

 

Oto polana pośród budzącego się lasu

Jeszcze upstrzona pajęczynami

wyeksponowanymi kroplami rosy

 

Już niedługo wznoszące się Słońce

osuszy ją i rozpachni

wonią przekwitających ziół

Osuszy i rozświetli dookolny las

 

A las jest dziś rozleniwiony

Las jest syty

obficie owocujący grzybami

Syty i dumny

że może uszczęśliwiać

Uszczęśliwiać

nie tylko swoich wiernych kibiców

nie tylko sympatyków mniej gorliwych

Również dorywczych biorców

i konsumentów sezonowych darów

 

Bo las jest dziś hojny

Wręcz rozrzutny

Kimkolwiek jesteś

zaszyj się w jego głuszę

zatrzymaj na chwilę

i wsłuchaj się

Wsłuchuj się i patrz

 

Te promienie

przedzierające się przez konary

i rozświetlające poszycie

nie są już tylko spowszedniałymi  latem

zwykłymi posłańcami Słońca

Poznajesz

To już niekwestionowani trubadurzy

opiewający nadejście jesieni

 

Więc powitaj ją w ciszy

głębokim pokłonem

Przecież po to tu przybyłeś

A kosz pełen grzybów

To tylko pretekst

do uczestnictwa w cojesiennym misterium

i upominek od lasu

Upominek  za aktywną obecność

 

 

 

 

Helena Szymko

„Jesienna miłość”

 

Jesienną melodią szumiały drzewa

nawet wiatr, swą pieśnią zawodził

wirował liśćmi, jakby je w tańcu uwodził

spadały z drzew dojrzałe kasztany

błyszczały pośród traw

na kobiercu żółtych liści zachwycały

wsuwałeś mi je do kieszeni

by pozytywną energię mi przekazywały

bardzo mnie wzruszyło wspomnienie

dawnej miłości

 

przypomniała żarem okres złotej jesieni

opadłe liście z drzew tworzyły

barwne jesienne kobierce

przytuliłeś mnie czule

czułam przyspieszony twój oddech

tak mocno biło ci serce

tamte chwile, powracają, jak bumerang

każdej nadchodzącej jesieni

utkana z liści i babiego lata szata

barwami złota urzeka

jak dawniej twoje jasne oczy

ciepłym blaskiem w słońcu się mieni

 

 

 

 

Irena Michałowska

„Metamorfoza”

 

Świat w mgły białą płachtę

otulił swe wdzięki

ucichły ptaki

drzewa osowiały

kapele żabie

gdzieś ugrzęzły w mule

a pracowite pszczoły

po letniej harówce

szczelnie wypełniły

pełne miodu ule

 

Świat słońcem znużony

upałem znękany

coraz krótszym dzionkiem

odmierza swe kroki

i gromadzi hen w niebie

chyba już na zapas

ogromne deszczowe

ponure obłoki

 

Ta nasza złota jesień

płodami ciężarna

choć mniej urokliwa

od pięknego lata

to słońcem, to deszczem

a nawet ulewą

swój żywot przeplata

 

Cała przyroda

zaborczością lata

do cna przemęczona

o tej właśnie porze

zapada w sen błogi

aby nabrać siły

przed nadejściem zimy

która starym zwyczajem

pokaże swe rogi

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„W cichym szepcie jeziora”

 

Zza horyzontu wyłaniały się popielatych chmur zastępy

Płynęły w gromadach niczym nieba okręty

Raz po raz jak węże to skracały się, to wydłużały

 

Szmaragdowe niebo z wolna zasypiało

Jego wstęgi z wdziękiem gdzieś znikały

 

W oparach wrześniowych mgieł czułam więź z tym światem

W strumieniach jego światła rodziła się radość

Jakieś nowe odkrycia, nowe przeżycia, nieco niezwyczajne

Z lekka rozedrgane

 

Patrzyłam na te pejzaże, na ten raj dla malarzy

Na leśne domy w oddali, na krainę zimnych głazów

Na senne brzozy, buki, topole woalem otulone

 

Obok mnie dęby, królewskie olbrzymy swymi oczami ciekawie wokół spoglądały

Podziwiałam misterną architekturę pajęczyny w ich długie ramiona wplecioną

 

W cichym szepcie jeziora moje myśli się zanurzyły

Moje zapatrzenia, moje wzruszenia pierwszymi złotymi liśćmi usłane

 

Przede mną rozpościerały się nagie obrzeża łąk, pól i lasów

Wynurzające się z nich samotne drzewa przypominały swym kształtem

Nie z tej planety stworzenia

 

Wokół nich bajeczne wrzosy długimi rzęsami trzepotały, tanecznym pląsem urzekały

 

Pod stopami krople deszczu rozpływały się wąską strugą

Rozprzestrzeniały się, były jak podrygujące fale

 

Wszędzie spokój wpleciony w złociste jeszcze przesłony

I te ściany drzew o zmroku niczym leśne kurtyny

 

Rozkwitały jesienne barwy. Ich czary, ich zaklęcia wszechświat ogarniały

Mieniły się blaskiem niezliczonych uśmiechów szczęśliwego, jesiennego września

 

 

 

 

Aleksandra Sroczyńska

„Na pięciolinii jesieni”

 

Lato przybladło, przybladło słońce

i wszystko było mniej interesujące

Nadeszła jesień. Piękna, dzwoniąca kolorami

Niebo odzyskało obłoki

Wiatr otrząsał liście, wywijał piruety, cichł

i śmiał się szelestem

Szukała obrazów niepowtarzalnych

szukała zachwytów i dostawała

Układała uje na pięciolinii i przesyłała dalej

w akompaniamencie swojej tęsknoty

Obrazy zapadały głęboko. Jasne, ciepłe, wzniosłe

Łączyły się z przeszłym czasem jej istnienia

I odbijały echem piękna przeżytych chwil

 

 

PS  A w następnym blogowym materiale, będzie lekki oddech od poezji, czyli prozy ciut w postaci brackiego felietonu.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 753  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545753
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl