Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wieczorkowego wierszowania ciąg dalszy…

czwartek, 27 listopada 2014 22:56

 

 

DOWOLNOŚĆ TEMATU

w

WIECZORKOWEJ POEZJI

(część II)

 

 

 

 

            W drugiej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów, jak sam tytuł sugeruje, utwory nie były obwarowane jakąkolwiek tematyką. Były więc one różne, były przeróżne, różnorodne były, różnorakie nawet, by nie powiedzieć, że były niejednolite, czyli jakby różnolite… Te wiersze po prostu były jakie były.

            Ciekawić zapewne może, jak one wybrzmiały? Jak te wiersze pobrzmiewały, czy też rozbrzmiewały? Jak one dochodziły, dobiegały, dolatywały, dosięgały uszu licznie przybyłych? No cóż, jest taka niepisana zasada, że jeżeli dany recytator nie brzęczy, nie  szczęka, nie piszczy, nie fiuka, nie świszczy, nie syczy, czy też nie szemrze, tudzież nie skrzeczy – to całkiem możliwe, że recytacja udać się może.

            Jak zatem wybrzmiały wiersze Brackich poetów w tej drugiej części literackiej uczty? Nieskromnie możemy zapewnić, że rewelacyjnie jak zwykle! Zresztą kto był ten wie. Zaś kto nie był, temu pozostaje nasza opinia i poniższe utwory. Choć odbiór wiersza przeczytanego nijak się ma do recytowanego i to przez samego autora. Jednak i takie są opinie, że dobry wiersz sam się wybroni – bez względu na okoliczności…

 

 

 

            A szlaki Brackim poetom przecierała w tej poetyckiej części poetka, która ostatnio trudni się portretowaniem miesięcy. W części pierwszej sportretowała miesiąc wrzesień, zaś teraz kolejny…

 

Maria Rudecka

„Październik”

 

Imię me cudzoziemiec – każdy – śmiesznie powie,

ale to nie  przeszkadza mnie – Październikowi.

Nawet lubię, gdy jakiś Niemiec je sepleni -

do żadnych „ś” „ź” Germanie nieprzyzwyczajeni.

 

Podobnie albo gorzej jeszcze jest z Węgrami,

zresztą niech Państwo kiedyś posłuchają sami

jak biedny Węgier to Październik pociesznie przekręca

do nauki madziarskiej mowy nas zachęca.

 

Ja lubię swoje imię, bo oryginalne

nie to, co taki oktober – przecież to banalne,

do tego nielogiczne, wszak miesiąc dziesiąty

to dziesiąty – nie może się nazywać ósmy czy dziewiąty.

 

Październik, bo paździerze leciały aż miło

i uwalniały włókno – tak to drzewiej było.

Przy międleniu, choć praca ciężka, nucą pieśni śliczne

Polskie imię – jak widać – jest wiec historyczne.

 

 

 

 

 

            Kolejny wiersz będzie wierszem bardzo osobistym, bowiem jego autor, przedstawi w nim historię swojego rodzinnego miasta. Oto Piotr Jerzy Kawa i jego utwór zatytułowany „Kolebka polskości”…

 

Piotr Jerzy Kawa

„Kolebka polskości”

 

Nim Celtowie do Brytanii trafili,
nad rzeką Wisłą swe monety bili,
i kopce ziemne wszędzie tu sypali,
z grobowców królów słońce oglądali.

 

Przy wzgórzu Wawel zły smok całożerca,
ludzi porywał okrutny morderca,
Krak Wandal zabił go i gród zbudował,
umarł król, a lud w kopcu go pochował.

 

Znad Dniepru Biali Chorwaci przybyli,
Słowian Wandali z sobą zjednoczyli,
nazwali Kraków na cześć króla Kraka,
z Karyntii władcy – i z legend Polaka.

 

O Gnieźnie ptaki jeszcze nie śpiewały,
krakowskie bramy gości przyjmowały.
Większość Chorwatów na Bałkan ruszyło,
reszta kraj Wiślan tutaj utworzyło.

 

Cyryl z Metodym z Moraw przyjechali,
księciu na Wiślech chrzest wnet nakazali,
z Bizancjum w Słowian języku przyjmował,
A plemię Wiślan Morawom zhołdował.

 

Lecz państwo Czeskie Kraków zniewoliło,
Państwu Wislandia stać się nie zwoliło.
Dopiero Mieszko gdy Polan zjednoczył,
Wiślan wyzwolił i z Polską połączył.

 

Polskę Bolesław w królestwo przemienił,
Historię wzgórza Wawel wnet odmienił,
Kraj Wiślan przybrał nazwę Małopolski,
i z Wielkopolską sercem są dla Polski.

 

Gdy Gniezno czeski król spalił Mieszkowi,
nie pozostało nic Kazimierzowi
jak do Krakowa przenieść swą stolicę
i chwałą wieczną zdobić tę dzielnicę.

 

Stąd „złote myśli”, „złoty wiek” Polskości,
tu spoczywają królów naszych kości.
Od Kraka echa polskiej sławy trwają,
Polacy Kraków z dumą wspominają.

 

 

 

 

 

            Z dziennika kobiety:

Dzień 1. Postanowiłam przejść na dietę.

Dzień 2. Postanowiłam nie podejmować pochopnych decyzji.

            Po tym swoistym zapisie pamiętnikarskim czas na poezję…

 

Helena Szymko

„Odcienie miłości”

 

Unikajcie moi drodzy zakochania

to marzenie gdy się spełni

wzrok przysłania

każdy pragnie poznać smak miłości

lecz to dwojga serc

zamknięta jest pułapka

dla zakochanych

niewidzialna złota klatka

 

Miłość sprawia, że żyjemy w nieważkości

czerpiemy z niej namiętność i doznania

lecz gdy zabraknie jednak wzajemności

smutne skutki bywają zakochania

czerwień zwie się kolorem miłości

z biegiem lat przekształca się w szarość

albo w barwę zwykłej codzienności

 

 

 

 

 

            Ta poetka swoje refleksje skondensowała w zaledwie dwóch krótkich strofach. Jednak treści w tym utworze tyle, że i kilka wierszy można by nimi obdzielić…

           

 

Anna Żabińska

„Refleksja”

 

Mądrości - ucz mnie odróżniać prawdę od fałszu

Dobro od zła, piękno od brzydoty

Ucz wybierać własne ścieżki

Odrzucać pozory

 

Pokryj blizny pudrem, aby nie rozpaczać

Nie potykać się o problemy, umieć wybaczać

Ukaż przepastność i trzymaj mocno

By podmuch ufności i bliźnich nie strącił mnie w nicość

 

 

 

 

 

            Po tym wierszu nastąpił przerywnik taneczny. Wystąpiła gościnnie Pani Lucyna Łagodzisz. Ubrana w strój Flamandki zaprezentowała żywy rytmiczny taniec hiszpańskich Cyganów, czyli flamenco.

            Ciekawostka: Flamandczyk w języku hiszpańskim znaczy Cygan.

 

            Po krwistym flamenco kontynuowane były autorecytacje wierszy Brackich poetów. Można powiedzieć, że przedłużano trwanie tejże wieczorkowej części. Dalej ją ciągnięto, podtrzymywano jakby. A zatem wznawiano ją… ponawiano, reaktywowano, wracano do niej, czy też przywracano ją. Jednym słowem nastąpił jej ciąg dalszy…

 

            A rozpoczął ją wiersz naszego Jana – nie mylić z Jankiem! Kto na nasze wieczorki przychodzi, ten wie o jaki spór chodzi. Niewtajemniczonym wypada wyjaśnić, że ten Jan uzurpuje sobie wszelkie prawa do tejże formy tegoż imienia, przez co ten drugi Jan (Lutobarski) musi być Jankiem.

            Poniższy wiersz naszego Jana jest wyjątkowo krótki, jak na jego możliwości. Widocznie tym razem Jan kierował się zasadą, że wiersz powinien być jak sukienka: im krótsza – tym lepsza…

 

Jan Wiśniewski

„Gdzież pragnień czar”

 

Permanentnie syty

nie tęsknisz już za ucztami Olimpu

za ambrozji i nektaru smakiem

 

Epatowany zewsząd seksem

nawet zrozumieć nie potrafisz

Izoldy i Tristana, Romea i Julii

Laury i Filona rozterek i cierpień

 

Lecz czy szczęśliwszym jesteś

bez presji pragnień i cierpień

które inspirowały pokolenia

           

 

 

 

 

            Zaraz po Janie - tak dla kontrastu - wystąpił Janek. Ten, który z Janem bój o Jana toczy. Wiersz Janka był nieco dłuższy od wiersza Jana. Gdyby tą miarą ich spór rozstrzygać, to już od tamtej chwili Janek byłby Janem, a Jan – Jankiem. Bowiem nasz Janek skrobnął utwór o czterech porach roku. Opisał każdą z pór, więc tych strofek trochę mu się uzbierało…

           

Janek Lutobarski

„Cztery pory roku”

 

Wiosna, wiosna – tak czekałem

kwiatem sypie wszędzie

jednak lato owoc rodzi

potrzebny nam będzie

 

A więc lato, tylko lato

niech zostanie wiecznie

wiecznie? ale fajnie

byłoby bajecznie

 

Jesień chłodna planowana

już pędzi po ziemi

swoim chłodem nas dopadnie

będziemy zdziwieni

 

Ścianę lasu, piękną zieleń

w brąz nam pomaluje

niech maluje myślę sobie

jeżeli tak czuję

 

Ja kolory takie lubię

mnie to nie przeszkadza

a u kobiet brąz jest modny

i nawet się zgadzam

 

Jednak zima wszystko zmienia

bielą brąz pokrywa

śniegu dywan rozpościera

bo tak w zimie bywa

 

 

 

 

 

            Była anegdotka o krótkim wierszu, będzie więc i o długim.

Poeta chwali się krytykowi:
– Udało mi się stworzyć długi wiersz.
Krytyk czyta wiersz, po czym stwierdza:
– Długi to on jest, ale się nie udało.

            Za to naszej Grażynce Piekarewicz się udało! Jednak i tym razem recytację scedowała na swoją koleżankę po piórze. Oto Krysia Pilecka z cudzym wierszem, czyli Grażynkowym, pt. „Chwytam w dłonie bursztynowy czas”.

 

Aleksandra Stroczyńska

„Uwielbiam

 

Jest ktoś

kogo obrazy

słowem malowane

u w i e l b i a m

To poezja zamyślenia

nad słowem

Słowa – wiatru powiewem

tworzą leniwe obrazy

nasycone ciszą

zmysłowością

zamyśleniem

nostalgią

samotnością

Delikatne jak muśnięcie motyla

wirujące

zwiewne

Zachwycają wiotkością

miękkością

zamyśleniem nad czasem

życiem

chwili upływem

Te pełne wdzięku i ciepła

 zadumania

w objęciach muzy

UWIELBIAM

 

 

 

 

 

                        Pewien poeta w rozmowie stale mówił o sobie, o swoich odczytach i sukcesach. W pewnej chwili się zorientował i mówi:
– Ale przepraszam, ja tak ciągle o sobie. Porozmawiajmy o panu. Jak panu się podobał mój ostatni wiersz?

            To oczywiście nie był jakikolwiek przytyk do jakiegokolwiek brackiego poety, Absolutnie!

           

Robert Paweł Kamin

„Szmaragdami słów”

 

Szmaragdami słów pieśń Ci niosę miła

By naszą miłość wieczność osrebrzyła

Niechaj myśl biegnie roztańczona sławą

Niech Ziemię naszą rozhuśta niemrawą

 

Ty niesiesz wianek poezji perłowej

Przed Tobą łaska, z Tobą Aniołowie

I dobroć wokół diamentem kreślona

I radość Twoja wiecznie roztańczona

 

Ja zbroję noszę rycerstwa błędnego

I słów okruchy wiersza kochanego

Wciąż podejmuję walkę z wyobraźnią

„Ja” lirycznego zwierciadlaną jaźnią

 

Szmaragdami słów pieszczę Ciebie dzisiaj

Mgły wierszy moich proszę nie unikaj

Daj się im powieźć do alkowy naszej

Nim żar młodości łzami nie zagaszę

 

 

 

 

 

            Ostatnia dykteryjka, bowiem i wiersz ostał się ino jeden.

Rozmowa dwóch poetów:
– Podobno podczas recytacji obrzucono cię pomidorami?
– Niestety.
– Ale słyszałem, że były też oklaski?
– Tak, przy trafieniach.

            Po takiej zapowiedzi nasza ostatnia recytatorka jednak odważyła się wystąpić. Nie obawiała się w ogóle. Widocznie zauważyła już wcześniej, że żadnych pomidorów na salę nikt nie przemycił…

 

Regina Adamowicz

„Marzenia o żaglach”

 

Spokojne morze nas wita

Uśmiechem marzeń błękitnych

Na gładkiej fali przejrzystej

Gwiazdki srebrzyste rozkwitły

 

Przyjacielskie jest morze

Bez fal grzywiastych i ciche

Szerokie bezkresne bezdroże

Podziwiaj odpoczywaj oddychaj

 

Gdy tęsknota ogarnie Cię nagle

By w szerokiej popłynąć przestrzeni

W myślach białe pojawią się żagle

Lecz nadal zostajesz na ziemi

 

Niebo i morze się zmienia

Wieczorem błękit fioletem obdarza

I chociaż opadają marzenia

Brak żagli i nie ma żeglarza

 

 

 

            I tak oto dobrnięto do końca poetyckich treści w autorecytacjach wierszy Brackich poetów. Od siebie konferansjer Romek dodał, by mimo wszystko marzyć o żaglach, bo każde marzenie w końcu się spełnia.  -I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi! – rzucił jeszcze na odchodne.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Nie tylko prozą, czyli bracki felieton…

środa, 19 listopada 2014 19:17

 

 

MUŚNIĘTY FELIETONISTA

 

 

  

            Co by nie nastąpił przesyt poetyckich treści podczas literackiej uczty u brackich poetów, jako tak zwany przerywnik stosowany jest felieton. Ta proza odczytywana przez Romka D. zwykle bywa rezolutna i podszyta jest humorem. Nawiązuje przeważnie do tematu przewodniego wieczorku.

            Ciekawe, czym teraz felietonista podszył swój felieton. Kto chce poznać – niechaj sczytuje, co poniżej zapisane…

           

 

Muśnięty przez jesień

           Musnęła mnie jesień. Co rusz jakiś liść ląduje mi na głowie. Drzewa nie dosyć, że pozbawiane są zieloności, to jeszcze łyse się robią w tempie błyskawicznym. I znowuż przed domem wyrósł mi komin elektrociepłowni, zakrywany dotąd przez dorodne topole. Nad przedszkolem zwieszają się ich ramiona, obficie zrzucając swoje pożółkłe odzienie. Ja te drzewa nawet rozumiem. To ich pomysł na przetrwanie zimy. Zamiast tracić siły dokarmiając liście, wolą magazynować energię, by równą walkę móc toczyć z mrozem.

            Czy pan, grabiący teren przedszkola, jest również jak ja – wyrozumiały? Niczym Syzyf, z wielkim  mozołem, nierówną toczy walkę. Siły natury trudnym są przeciwnikiem i zgrabiony trawnik, już po chwili, ponownie pod liściastą kryje się peleryną. Mozół jego nagrodzony jednak będzie. W końcu ostatni opadnie liść, a on odstawi swoje grabie w gospodarczy kąt.

            Musnęła mnie jesień. Za czapką przez pół godziny po podwórku ganiałem. Wiatr turlał ją przez kałuże i wzbijał w górę, kiedy podbiegałem. Ja go nawet rozumiem, bo kiedy ma się wyszumieć? Latem nie lubią go wczasowicze. Wiosną okazuje mu wzgardę utrudzona po zimie przyroda. Dlatego wiatr teraz sobie folguje i przechodniom okrycia zrywa z głów.

            Musnęła mnie jesień. Z nieba jak z cebra we mnie chlusnęło, nim parasol zdążyłem rozłożyć. Po grzbiecie zimna pociekła mi strużka i w butach chlupało. Ale i to można zrozumieć. Przecież chmury w końcu  skroplić się muszą.

            Reasumując: co rusz dostaję liściem po głowie, wiatrem mam smaganą twarz, a w butach deszczówka mi chlupie. Czy ja zatem jesień lubię? Oczywiście, że lubię! Bo nic nie zastąpi tej przebogatej palety jesiennych barw, widoku płynących po niebie pajęczych nici i tych gwarnych ptasich kluczy w przestworzach. Nawet muśnięcia jesieni też można polubić.

/Roman Dopieralski/

 

 

 

PS  A niebawem – druga część wierszy brackich poetów z humorystycznym komentarzem, czyli wszystko to, co miało miejsce podczas ostatniego wieczorku literackiego.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wierszowanie…

poniedziałek, 17 listopada 2014 21:50

 

 

JAK TO JESIEŃ

POETÓW MUSNĘŁA

(część I)

 

 

 

            „Muśnięcie jesieni” to tytuł pierwszej wieczorkowej części autorecytacji wierszy brackich poetów. Zatem wiersze dotyczyły właśnie tejże, miłościwie nam panującej pory roku. Wchodzimy w fazę tzw. jesieni głębokiej, więc i te wiersze są raczej nostalgiczne, melancholijne, wręcz smutne. Chociaż i optymizm z niektórych też wypływa.

            W końcu tak wygląda coroczny porządek pór roku w naszej strefie klimatycznej. I upodobania też są różne. Jeden lubi wygrzewać się latem na rozgrzanym piasku, inny cieszy się, kiedy wokoło śnieżna biel aż po horyzont. Jeszcze innego rajcują wiosenne klimaty, a co niektórych nawet zimna i wyjątkowo mokra jesień cieszy nad wyraz.

            A co brackim poetom zagrało w duszach? Oto ich wiersze, które na wieczorku zapowiadała Krysia Pilecka…

 

 

 

Maria Rudecka

„Wrzesień”

 

Dawno zamilkły kosy.

Rozścieliły się wrzosy.

Śle sygnały jesień.

Zjawiam się ja – wrzesień.

 

Pomaluję liście.

Złotem oczywiście,

purpurą i brązem.

 

Uporam się z wiązem,

to przejdę do klonów

 

Nie lubię jesionów.

Takie monotonne:

żółcienie dozgonne,

bez urozmaiceń.

 

Barwię według życzeń.

 

Ale ten czas znika!

Coś dla października

zostawić też muszę.

Młodszy brat ma duszę,

barw paletę całą.

Sporo prac zostało.

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Muśnięcie jesieni”

 

Jesienią zapachniało

dni słońcem złocone

przyroda barwami maluje widoki

tęsknota za czymś niesie

oczy zaszły łzami

a jesienna Pani, uśmiech śle uroczy

głowę przystroiła jesiennymi kwiatami

odcieniami barwi spadające liście

 

jej rudawe włosy rozwiały wiatry

babiego lata nitki w nie wplątały

szatę ma przetkaną fioletami wrzosów

koralami jarzębin chce nas zauroczyć

płomiennym blaskiem całą promienieje

wprawiając nas w zachwyt ciepłymi barwami

tegoroczna jesień wszystkich zadziwiła

szkoda, że tak krótko pozostanie z nami

 

 

 

 

 

Ola Stroczyńska

„Wspomnienie lata”

 

Dla mnie świeci najjaśniej

słońce na zachodzie.

To moja najpiękniejsza

Gwiazda na ziemi,

Oświeca swym blaskiem

Najpiękniejsze wspomnienia

Kładzie ciszą złotą smugę

Na drobnej fali odpływu.

Jest odbiciem

Cichego westchnienia tęsknoty,

Jest oczarowaniem,

Miłością, kochaniem,

Jest oczekiwaniem

I spokojem zadumy

Nad nieuchwytnością

Chwil przemijania

Dobrem zatrzymania ego,

Co pięknem w duszy drgnie,

Obudzi zachwyt.

I trwa.

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Jesienne misterium”

 

Oto polana pośród budzącego się lasu

Jeszcze upstrzona pajęczynami

wyeksponowanymi kroplami rosy

 

Już niedługo wznoszące się Słońce

osuszy ją i rozpachni

wonią przekwitających ziół

Osuszy i rozświetli dookolny las

 

A las jest dziś rozleniwiony

Las jest syty

obficie owocujący grzybami

Syty i dumny

że może uszczęśliwiać

Uszczęśliwiać

nie tylko swoich wiernych kibiców

nie tylko sympatyków mniej gorliwych

Również dorywczych biorców

i konsumentów sezonowych darów

 

Bo las jest dziś hojny

Wręcz rozrzutny

Kimkolwiek jesteś

zaszyj się w jego głuszę

zatrzymaj na chwilę

i wsłuchaj się

Wsłuchuj się i patrz

 

Te promienie

przedzierające się przez konary

i rozświetlające poszycie

nie są już tylko spowszedniałymi  latem

zwykłymi posłańcami Słońca

Poznajesz

To już niekwestionowani trubadurzy

opiewający nadejście jesieni

 

Więc powitaj ją w ciszy

Pokłoń głęboko

Przecież po to tu przybyłeś

A kosz pełen grzybów

To tylko pretekst

do uczestnictwa w cojesiennym misterium

i upominek od lasu

Upominek  za aktywną obecność

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Jesienna melancholia”

 

Przyszłaś już! Cóż, wcale nie proszona

Przyniosłaś w zamian lata trochę darów

Nie będziemy się jednak tym tak bardzo zachwycali

Ponieważ nie każdemu miła ta rekompensata

 

Dałaś trochę kwiatów, ale nie tak wonnych

Jak za czasów lata

Pozwoliłaś się cieszyć rumieńcem i sokiem owoców

Liliowym wrzosem na leśnych ostępach

 

Nie zapomniałaś też obdarzyć nas grzybami

Wśród mchów, paproci i iglaków

A w ogródkach astry, gladiole i żółte nagietki

Owszem barwne, lekko postrzępione i liście kolorowe

 

Wabią ku sobie świat owadzi jeszcze trochę

Lecz coraz wolniej, krócej i bez entuzjazmu

No wiadomo – nie ma zbyt wiele bodźca

Cudu natury, który wszystkim kieruje

 

Z rana słońca, ciepła i wody brakuje

Wieczorem – hormonu wzrastania

Teraz będą powoli zbierane na pocieszenie

Różnorodne dary jesieni

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Muśnięcie jesieni”

 

Na zielonych drzewach owoc

w sadzie nam dojrzewa

a na drzewie mały ptaszek

tak przepięknie śpiewa

 

To jest jesień? Myślę sobie

przecież tak jak w lecie

wszystko w koło jest zielone

takie piękne przecież

 

I powinno tak pozostać

do zimy daleko

po co zmieniać nam kolory

musnąć tylko lekko

 

Brązem las pomalowany

owszem piękny będzie

ale czasu na to mamy

zieleń lepsza wszędzie

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Skrzydłami jesieni”

 

Rozbłysła złotym puchem jesień senna, mgława.

Za oknem forte wróbli brzmi wesoła wrzawa.

Nici pajęcze płyną pośród barw i blasków.

Słychać polskość w poszumie naszych, gęstych lasków.

 

Jeszcze raz dzisiaj słyszę jak co roku błogi.

Śpiew zaginionej gęsi, podniebnej niebogi.

Żurawi klucze na pól modrym nieboskłonie.

Śpiew, co pacierzem cichym w Bałtyku utonie.

 

Jeszcze woń słodka płynie złotej zórz mimozy

I piruetem się kręci pośród starej łozy.

Lecz już sen chłodny widać pośród lawy świata.

Już niedługo jedwabiem spadnie śniegu szata.

 

Zbawienny czas spoczynku ziemie świętą tuli,

Która owoc wydawszy jak dziecię matuli.

Legnie cicho w objęciach ciepłych Stworzyciela.

Nim ją wiosna ogarnie skrzydłami wesela.

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Dywagacje jesiennego miasta

 

Wiatr owiewa, wszelkie zakamarki mych ulic,
Wdziera się tam, gdzie nie dotarł w lecie,
Przystraja me ulice, kolorowymi liśćmi,
I czyni ze mnie, cudowne jesienne miasto.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

W zimie smutno zasnute, jestem mgłą i lodem,
Na wiosnę przystrajają mnie, kwitnące drzewa,
W lecie słońce, topi asfalt mych ulic, swym żarem,
Dopiero jesień, zdobi mnie, welonem kolorów.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

Kiedyż to, jak nie w jesieni, powstaje babie lato?
Cudowne zjawisko, upstrzone słonecznym blaskiem,
I choć często spacerować trzeba z parasolem,
To jednak spacery stają się bardziej romantyczne.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

Zakochane pary, wychodzą częściej na zewnątrz,
Bo nie ma już teraz, letniego gorąca,
Nie jest również jeszcze, zbyt zimno przecież,
Czyż nie jest najwspanialej, w mieście jesienią?

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

To dzięki częstemu deszczowi, i sile wiatru,
Jestem czyste i wolne, od ogromu kurzu,
Choć niektórzy ludzie, usuwają skrzętnie liście,
To ja jestem z nich dumne, jak złoto mnie ubogacają.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

 

 

 

 

Zdzisław Grzanowicz

„Dwa ząbki”

 

Lato przeminęło

nic atrakcyjnego nie przyniosło

 

Smętnie czas płynął

niczym nowym nie zasłynął

Choć stało się wielkie wydarzenie

Mojemu wnusiowi Dziubelkowi dwa ząbki wyrosły

jakiż to był dzień radosny i wzniosły

 

Byłem nad morzem widziałem na fali bałwany

Takiż to był ciepłego lata urok przemijany

 

I przyszła jesień niosąca smutek i nostalgię

A potem będzie biała zima puszysta

aż nadejdzie wiosna ze złotymi

strzałami promieni słonecznych

i taki jest ciąg zdarzeń odwieczny

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Dotyk jesieni”

 

Smagnęła mnie jesień

liściem dostałem po głowie

deszcz mi grzbiet złoił

zsiekał grad

dogonił wiatr

w głęboką wdepnąłem kałużę

 

Dopadła mnie jesień

skuliłem się w sobie

mój świat zmalał

w oczach jeszcze słońca blask

ciepły sweter wrócił do łask

brutalny rozbrat z latem

 

Zastała mnie jesień

wspomnieniom otworzyłem drzwi

z melancholią się skumałem

jakby kolejny uciekał rok

wolniejszy staje się krok

a przede mną jeszcze zima

 

Musnęła mnie jesień

poranną spijam rosę

babiego lata czuję tchnienie

paletą pięknych barw uwrażliwiony

głowę zadzieram w drzew korony

i zliczam ptasie klucze na niebie

 

 

 

PS  Kolejną blogową pozycją, jaką zaprezentujemy będzie „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D”. Jego autor został muśnięty przez jesień i taki też tytuł nadał swej prozie, czyli „Muśnięty przez jesień”. A muskany był na różne sposoby. Na jakie? O tym w następnym wpisie…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Literacki wieczorek u Brackich…

wtorek, 11 listopada 2014 21:11

 

 

MUŚNIĘCI PRZEZ JESIEŃ

(reportaż)

 

 

            Ten wieczorek literacki muśnięty został jesienią i to w stopniu znacznym. Zza okien Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”, gdzie uczta poetycka się odbyła, widoczny był spotęgowany opad liści z drzew, co optymistycznie raczej nie nastrajało. Tenże klimat najwyraźniej udzielił się literackiej braci. Ich wiersze nacechowane były nostalgią i tęsknotą. Nawet bracki felieton muśnięty został przez jesień. Czyż wypada się temu dziwić, skoro tytuł literackiego wieczoru brzmiał nie inaczej, jak: „Muśnięcie jesieni”…

            „Jesienią zapachniało / dni słońcem złocone / przyroda barwami maluje widoki / tęsknota za czymś niesie / oczy zaszły łzami” – dramatyczną nutą rozpoczęła swój utwór Helena Szymko, by po chwili w wiersz wpleść optymizm: „a jesienna pani uśmiech śle uroczy”. Już od jakiegoś czasu Maria Rudecka portretuje miesiące. W pierwszej poetyckiej części padło na wrzesień” „Dawno zamilkły kosy / Rozścieliły się wrzosy / Śle sygnały jesień / Zjawiam się ja – wrzesień”. Dosyć mocno muśnięta jesienią musiała zostać Ania Żabińska, skoro tak spuentowała swój wiersz: „Z rana słońca, ciepła i wody brakuje / Wieczorem hormonu wzrastania”. Jednak dwa kolejne i zarazem ostatnie wersy dają nadzieję na lepsze jutro: „Teraz będą powoli zbierane na pocieszenie / różnorodne dary jesieni”.

            Bracki felietonista, Romek Dopieralski, również  muśnięty został  przez jesień. W swojej prozie opisywał, jak to za czapką przez pół godziny po podwórku ganiał, a wiatr turlał ją przez kałuże i wzbijał w górę, kiedy ów podbiegał. I na liście się uskarża, że co rusz jakiś ląduje mu na głowie. Felietonista również wyjaśnia, po cóż drzewa gubią liście. Z jednej strony krytykuje jesień, z drugiej zaś – stara się zrozumieć te niby anomalie pogodowe, by w na koniec tak stwierdzić: „Nawet muśnięcia jesieni też można polubić”.

            Część druga autorecytacji wierszy brackich poetów była znacznie weselsza, bowiem tematyka ich treści nie dotyczyła już wyłącznie jesieni. Maria Rudecka sportretowała kolejny miesiąc: „Imię me cudzoziemiec – każdy – śmiesznie powie / ale to nie przeszkadza mnie – Październikowi / Nawet lubię, gdy jakiś Niemiec je sepleni / do żadnych „ś” „ź” Germanie nieprzyzwyczajeni”. Inny poeta, Zdzisław Grzanowicz, wychwalał dzień z własnego życiorysu wycięty, w którym: „stało się wielkie wydarzenie / mojemu wnusiowi Dziubelkowi / dwa ząbki wyrosły / jakiż to był dzień / radosny i wzniosły”. Natomiast Janek Lutobarski każdą z pór roku sportretował pozytywnie i radośnie. On nawet jesieni uśmiech przykleił: „Ścianę lasu, piękną zieleń / w brąz nam pomaluje / Niech maluje - myślę sobie / jeżeli tak czuje  // Ja kolory takie lubię / mnie to nie przeszkadza / A u kobiet brąz jest modny / i nawet się zgadzam”.

            Występująca u nas gościnnie, pani Lucyna Łagodzicz, również nie poddała się jesiennej nostalgii. W przerwach między poszczególnymi poetyckimi odsłonami raczyła nas tańcami hiszpańskich Cyganów. Jednym słowem, w ten jesienny czas, pod „strzechy” osiedlowego klubu zawitało krwiste flamenco.

 

 

PS  Niebawem pojemność literackiej uczty, która miała swój finał podczas październikowego wieczoru literackiego, będzie zaprezentowana na łamach tegoż blogu. A działo się sporo…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 269  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545269
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl