Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Biesiada literacka u Brackich…

poniedziałek, 30 listopada 2015 0:00

 

 

LISTOPADOWA SYMFONIA

w

WIERSZACH ZAWARTA

(reportaż)

 

 

 

            Listopad to z reguły jesienna słota do kwadratu, kiedy słońca jak na lekarstwo i do uśmiechu nam jakoś nie po drodze. Pogodowa aura wpędza więc w apatię, stanem naszej duszy rozporządza melancholia, a nostalgia za latem osiąga punkt kulminacyjny. Wtedy najlepiej udać się na comiesięczny wieczorek literacki, który w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” organizują poeci z Krajowego Bractwa Literackiego. Oni najbardziej nawet stroskaną duszyczkę potrafią swoją twórczością pocieszyć, zainteresować i do działania zainspirować.

            Nie inaczej działo się i tym razem. Hasłem przewodnim literackiej biesiady były listopadowe klimaty. I choć one są jakie są, to przynajmniej przez te dwie godziny wszyscy obecni nie przejmowali się tym, że za oknem hulał jesienny wiatr, było zimno, wilgotno – wręcz ponuro. Bowiem na scenie co rusz działo się coś nowego. A to poezja płynęła gładko jak szemrzący strumyk w rozgwieżdżoną letnią noc. A to felietonowa proza przedstawiała listopadową symfonię w taki sposób, że jesień można by uznać za najpiękniejszą porę roku. Być może tak jest faktycznie? Natomiast w muzycznych przerywnikach pomiędzy literackimi treściami, uczniowie z budowlanego technikum swoim śpiewem uwrażliwiali słuchowe bodźce wiernej Brackiej publiczności. Znalazło się nawet miejsce na scenkę rodzajową, podsumowującą w sposób niezwykle humorystyczny październikowe wybory parlamentarne.

            Wieczorek zatytułowany „Listopadowa symfonia” rozpoczął się felietonem Romka Dopieralskiego. W swojej prozie sprowadził on jesień do tytułowej symfonii i wedle muzycznych reguł przedstawił ją w czterech odsłonach. Pierwszą część umieścił w słonecznej scenerii, kiedy jesienna zieleń zaczyna powoli zatracać swoją soczystość. W drugiej nieco zmienił jej charakter, przyodziewając ją w wiatry i deszcze, zahaczając o pajęcze nici babiego lata. W trzeciej części jego jesienna symfonia wzmocniła tempo, by ukazać łopot skrzydeł ptasich kluczy podążających w cieplejsze klimaty. Finalną część czwartą zamknął uwerturą listopada, która w zniczach się skrywa.

            W poetyckiej części pierwszej Braccy literaci prezentowali swoje utwory przyporządkowane wieczorkowemu tytułowi. Helena Szymko tak rozpoczęła wiersz: „szelestem liści tańczy na wietrze / szmerem wody zadziwia w strumieniach / jakby chciała, by ją zapamiętano / i pozostać w naszych marzeniach / już nie tak ciepła, słoneczna, złocista / ale wietrzna i bardziej szara / owiana smutkiem, zimna i dżdżysta”. Regina Adamowicz w swoim utworze skoncentrowała się na dniu zadusznym: „Z cichą melodią wiatr się unosi / Nad nekropolią – nad tym co było / I o modlitwę żyjących prosi / O pamięć nad każdą mogiłą”. Janek Wiśniewski wers inicjujący do swojego utworu zapożyczył od Leopolda Staffa „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…” - „a przed pomnikami na placach odświętność / w Dniu Odrodzenia Polski przed niemalże wiekiem / zgromadzone tłumy flagi defilady / i dęte orkiestry i mowy i salwy”. Tak rymował Robert Paweł Kamin: „Wszystko przemija, jesień już w pełni / Prawom przyrody jesteśmy wierni / Żegna się z nami senna mimoza / Bez liści naga chyli się brzoza”. Natomiast Grażyna Piekarewicz, zachwycona listopadowym pejzażem, takie spłodziła słowa: „Na obrzeżach nieba moje zamyślenia, moje zapatrzenia / Marzenia skryte w płaszczu lśniących kasztanów / Zachwycają jesienne liście. Fascynują ich podniebne akrobacje / Łączą się ze sobą, wirują / jak ptaki gdzieś odlatują. Magicznym podmuchem z gracją w dół spadają”.

            W części drugiej poetyckich treści tematyka utworów była dowolna. Tradycyjnie już, Maria Rudecka sportretowała dany miesiąc: „Nachodzą mnie ponure, smętne listopady / wzdycha poeta, co do dębu porównał się przecie / a to mogłoby znaczyć, że wprost nie ma rady / na smutek, który ze mnie wynika na świecie // A ja, Listopad, chciałbym te kłamstwa odwołać / mówię odpowiedzialnie – uwierzcie mi, proszę, / opinii mojej dobrej odebrać nie zdoła / nikt, przekonam, że nie tylko smutki ja przynoszę”. Renia Wojniłowicz wiersz zaczęła pesymistycznie: „Zwieszona głowa, smutne oczy / i serce tak boli, że / nie ma już nadziei i wiary / która czyni cuda”, by w ostatniej zwrotce tą nadzieję jednak przywrócić: „Zmienić swoje negatywne myślenie / w barwniejsze przyodziać się kolory / dojrzeć błysk na niebie / który na nowo rozpromieni”. Andrzej Pitak tak rozpoczął swój utwór: „czerwona socha / wrzyna się w witraże / jesiennego kościoła / na ołtarz pański / niby łaska / spłynął złocisto-siny / zmarznięty liść z wysoka / gwiazdami leci kiść / adwentowych pieśni”. Romek Dopieralski w swoich wersach dość odważnie dywagował: „gdybym pierwszym był po Bogu / jak dalece bym się zmienił / czy swój lichy ludzki wizerunek / starałbym się wynieść pod niebiosa // w postaci swojej / pewnie skromność musiałbym odbudować / i inne odświeżyć jeszcze cnoty / by mieć coś po stronie zalet / z uciech wielu rezygnacja byłaby konieczna”. Zaś poetyckie zmagania zakończył Janek Wiśniewski, który na gorąco spisał swoje doznania, kiedy zdobywał najwyższy szczyt Grupy Śnieżnika w Sudetach Wschodnich: „Wyniosły i dumny / trwasz / Przez lat miliony / wichry i deszcze / śniegi i słońce / w przemiennych cyklach / nieustannie rzeźbią twe oblicze”.

 

 

PS  Fragmenty wierszy Brackich poetów, które w tymże reportażu są cytowane, niebawem zaprezentujemy w całości.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy wieczorkowej poezji…

piątek, 20 listopada 2015 0:01

 

 

WIERSZE

w

KOLORACH JESIENI

/część druga/

 

 

 

            W tej części wieczorkowych treści wierszowanych tematyka była dowolna. Poprowadził ją Romek Dopieralski.

            Oto wieczorkowy scenariusz Romka D. - wierne odtworzenie tego, co w siedzibie Bractwa Literackiego się działo, czyli w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”…

 

 

 

            Witam serdecznie! Cisza wyborcza minęła… zakaz agitacji i podawania sondaży już nie obowiązuje, wobec tego przeprowadziłem taki prywatny  sondaż… i z niego wynikło, że najlepiej będzie jak to właśnie ja poprowadzę dalszą część w której swoje wiersze będą czytać Braccy poeci.

            Jeszcze tylko tak się nieskromnie pochwalę… ale to już tak na marginesie, że otrzymałem wynik znacznie lepszy od partii „Razem”, bo ja przekroczyłem próg 5-cio procentowy. No cóż, okazuje się, że „razem”  w polityce, to niekoniecznie musi być lepiej.

            Natomiast w przypadku naszego Bractwa Literackiego – „razem” nabiera znaczenia wybitnie pozytywnego, bowiem już od kilkunastu lat prezentujemy przed Państwem naszą twórczość i jak widać, nasi wierni słuchacze – nadal tymi wiernymi pozostają!

            I za to z całego serca – a nawet wątroby – dziękujemy Wam bardzo, bardzo gorąco!!!

 

            A teraz przechodzimy zgrabnie do poezji… Za chwilę scena wypełni się Brackimi literatami. Co niektórzy będą sobie siedzieć na krzesełku, inni postoją, a jeszcze inni usiądą na tym oto podeście. Jednym słowem stworzymy taką poetycką inscenizację!

            Zatem zapraszam Brackich poetów! Zajmujcie swoje literacko-strategiczne pozycje, by móc zaprezentować swoje utwory. Jeszcze tylko napomknę, że tematyka utworów w tej części jest dowolna…

 

            Zacznie nestorka naszego Bractwa i jak na nestorkę przystało, siedzi sobie wygodnie na krzesełku – Regina Adamowicz i jej wiersz  pt. „Inny świat”…

 

Odchodzą dni godziny sekundy

zegar życia odmierza czas

ciszą wypełnione dni

zapadają się w przeszłość

 

Obok tworzy się inny świat

tkwię w nim a on się zmienia

po bliskich jeszcze czuję ślad

pamięci a Ziemia

wciąż się kręci

 

I naprzód Ida pokolenia

wnosząc nowy porządek

nowe obyczaje

 

Mój świat kochany świat

zostaje nie nadąża

nostalgicznie cofa się

wstecz

to jest już przedsmak

przemijania

 

 

 

            Teraz przechodzę do Jana Wiśniewskiego, który w naszej poetyckiej inscenizacji przyjął pozycję stojącą. Jan zaprezentuje utwór pt. „U grobu błogosławionego księdza Jerzego”…

 

Blok granitowy w kształcie krzyża

narzutowe głazy łańcuchem skute w różaniec

i nieco wypukła zieleń jako tło

To miejsce spoczynku księdza Jerzego

tuż przy świętego Stanisława kościele

który tak rozsławił

 

To tu na Żoliborzu rozkwitał heroizm kapłana

gdy nadszedł CZAS

Czas próby i świadectwa

Tu wątłość ciała przestała być przeszkodą

dla ducha podnoszącego z kolan tłumy

Tłumy łaknące słowa jako drogowskazu

jako latarni pośród mroku

latarni odpędzającej w mrok zwątpienie

 

Gdy nadszedł Jego Czas

kamień do nóg uwiązany pomógł oprawcom

zepchnąć ciało w głębię otchłani

aby mógł zostać z niej wyniesiony

w męczeńską świętość

 

Dziś podziemie świątyni

w której nauczał błogosławiony ksiądz Jerzy

wypełnione pamiątkami po nim

i czasach których stał się symbolem

unaocznia konieczność dziękczynnych modłów

za teraźniejszość

mimo jej nie kończących się ułomności

 

A mnie mieszkańca Koszalina zaskoczył mile

w dość poczesnym miejscu tu umieszczony

niewielki transparent biało – czerwony

o treści „Przysięgamy

mówić do końca żyć dla początku

Solidarność Koszalin 84”

 

 

 

            A teraz jestem przy takiej swoistej kombinacji scenicznej stojąco - stojącej. Na schodku stoi autorka utworu pt. „Nadmorskie krajobrazy” – Grażynka Piekarewicz, a nieco niżej ponętną pozycję przyjęła nasza niezwykle atrakcyjna Krysia Pilecka, która ów wiersz przeczyta…

 

/wiersza brak/

 

 

 

            Niekiedy się zdarza, że inscenizator wychodzi poza zasięg swojego działania i też bierze udział w spektaklu. Ta sytuacja teraz właśnie nastąpi.

            Krzesła są już zajęte, osób stojących jest wystarczająca ilość, więc dla siebie wymyśliłem, że przysiądę na tymże konferansjerskim stoliku. Przed państwem konferansjer, czyli „antraktowa papla” przemieniony w lektora - Romek Dopieralski i jego wiersz pt. „Słońce w betonie”…

 

nie dostrzegając słońca

spacerujemy po ruchomych schodach

w betonowych przestrzeniach

z plastikowych wyjadamy misek

z nawyku trzymamy się za ręce

głowa niby w chmurach

ale nie widzimy gwiazd

i czekamy w sterylnej pościeli

zanim pastylka na sen

zakończy kolejny udany niby dzień

 

naprędce dopijamy poranną kawę

napięty harmonogram nas popędza

w pracy jak co dzień

wyczekiwany nadchodzi kolejny weekend

grilowane dopiekają się mięsiwa

po brodzie spływa ich tłuszcz

z przyjaciółmi internetowe rozmowy

lukrowanym serialem wypełniamy ciszę

na ścianach w obrazkach uśmiechnięta rodzina

mija kolejna udana niby godzina

 

a słońce jest nad głowę

w tym pędzie się zatrzymać

by w jego cieple się otworzyć

i z rozgaworzoną rodziną przy stole

nasycać się schabowym z kapustą

w uściskach dotyk uwrażliwiać

a na ławce w parku głowę zadrzeć wysoko

konstelacja gwiazd czeka na twój podziw

i przenieś te obrazy w błogi sen

którym zwieńczysz udany dzień

 

 

 

            Oto jeszcze jedna kombinacja sceniczna, gdzie siedzi autorka wiersza – Irena Wiercińska, a stojąca za nią Hela Szymko zaprezentuje jej utwór zatytułowany „Zagubienie”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            Podążam teraz do poety, który ów wiersz spłodził w roku moich narodzin, co nie koniecznie oznacza, że jest on moim ojcem – tylko ojcem swego wiersza pt. „Zaduszki”. A tym ojcem własnego utworu jest Władysław Andrzej Pitak…

 

stara

równa z ziemią mogiła

i świeczka

staruszka ją wtuliła

lub dzieweczka

 

na grobie

brzozy krzyżem

okryta cieniem

ona

skapiała

miotana

żółtym płomieniem

płakała

cierpiała

 

dzięki niej

dusza uboga

żołnierza

porwała życia ogień

i do Boga

zmierza

 

 

 

            Ta poetka zajęła niemalże centralne miejsce w tejże literackiej inscenizacji, a jest nią nasza miła Ludmiła Raźniak z wierszem pt, „W listopadowej zadumie”…

 

/Ludmiła nie zezwoliła na publikację wiersza/

 

 

            To był ostatni wiersz w tej części Brackich prezentacji utworów własnych. A udział   w tej literackiej inscenizacji wzięli: Regina, Jan, Irena z recytatorką Helą, Grażynka z recytatorką Krysią, Ludmiła i Andrzej oraz moja skromna osoba – Romek.

            Zmieniamy inscenizację, Braccy literaci rozchodzą się do swoich stolików ze słodkim poczęstunkiem. Zmieniamy również repertuar, bowiem wystąpi teraz nasz jubilat – Mikołaj Kobus rocznik 45-ty, co jak łatwo przeliczyć daje równe 70-siąt wiosen - i jego szalona harmonijka, raczej znacznie od niego młodsza!

 

 

- - - - - - - - - -

 

 

            Witam ponownie na ostatniej już części prezentacji wierszy Brackich poetów. Tematyka utworów będzie dowolna, ale wystąpi pewien element, który jakby zepnie wszystkie utwory… choć raczej nie utwory, a ich autorów.

            Pomysł na tą część podsunęła mi pewna dyskusja, która wywiązała się podczas naszych literackich warsztatów, które to są pokłosiem naszych wieczorków. Mianowicie chodzi o zagadnienie: Kogo powinno się mianować poetą, a kogo jedynie rzemieślnikiem tworzącym wiersze?

            Jest to właściwie dylemat rzeka. Praktycznie tyle poglądów ilu piszących, więc aby zanadto nie przedłużać – ja teraz przeczytam wiersz, który stworzyłem jakby na potrzeby wprowadzenia w ów temat,   a potem każda z recytujących osób swoją cegiełkę dorzuci…

 

czy poetą jest ten

kto w gwiazdach się nurza

weną liźnięty

tworzy gorączkowo

i nie odrywa ołówka

aż po wiersza koniec

 

czy ten, kto temat sobie narzuca

magluje go dogłębnie

przenikliwie analizuje

i w jego rdzeń się wgryzając

nowe odkrywa wątki

w które wcześniej nie wnikał

 

muza pierwszemu

podrzuca wersy gładkie

strofy same się układają

sedno wyłania się z kontekstu

on, nie bacząc na świat cały

wieńczy utwór, ołówek odkładając

 

ten drugi

raz po raz skreśla

co w wierszu zgrzyta

aby osiągnąć struktury doskonałość

wersety dopieszcza wytrwale

i dopina swego, kropkę stawiając

 

„poetą się bywa”

mawia przysłowie stare

czy ten nim jest

natchniony w chwili danej

czy ów, który z mozołem

dzieło swoje wykuwa

 

 

 

            Oczywiście mój wiersz danej kwestii nie rozstrzyga. Moje osobiste zdanie jest takie, że nie mam pojęcia, gdzież jest ta granica, mówiąca że poetą jest się np. odtąd dotąd – a rzemieślnikiem: odtąd dotąd. No, można jeszcze jedną umowną granicę postawić, idąc w dół - między rzemieślnikiem a grafomanem… ale to już może na następnym wieczorku…

            A może nasi Braccy literaci coś nam rozwidnią w tym temacie? Zatem zastosuję pewien fortel i każdemu z czytających swój wiersz zadam to samo krótkie pytanie…

            Jako pierwszą poproszę Helenkę Szymko z wierszem pt. Bezsilność”. Heleno – spytam wprost: Jesteś poetką czy rzemieślniczką?

(Hela opowiedziała się za poetką.)

            A zatem poetko ty nasza - scena jest twoja…

 

Obarczeni ciężarem, którym los przytłacza

chowając się przed światem, żyją w jego cieniu

zaciskamy wargi, żeby nie wyć z bólu

nie dla nas radosne korzystanie z życia

doświadczanie cudów otaczającej przyrody

los tak okrutny skazał nas na niemoc

wasze życie zamknięta na zawsze w cierpieniu

 

spragnieni wszystkiego, co dane jest innym

powszechnie dostępne, nam wciąż utrudnione

jesteśmy ofiarami, los srogi z nas zakpił

jak żyć bez wolności, kiedy własne ciało

wciąż będzie trwało w stworzonym bezwładem

bezwzględnym więzieniu

 

 

 

            A swoją drogą, ciekawe jak tworzył swoją poezję urodzony w Kaliszu Adam Asnyk, student Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego w Marymoncie, Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie i Wrocławiu. Czym się posiłkował tworząc np. pisany tercyną poemat „Sen grobów” mając wtedy lat 27-em?

            Ciekawe jest również, jak określi się kolejna nasza recytatorka, Maria. Marysiu, zanim zaczniesz recytację, to samo pytanie: Jesteś poetką czy rzemieślniczką?

(Maria stwierdziła, że jest pół poetką – pół rzemieślniczką)

Maria Rudecka i jej wiersz pt. „Wyznanie (przedśmiertne) Dona z La Manczy”…

 

Wiem już, boć z mądrości waszej coś przecie mi dane,

że to jest karczma stara, a tam na wzgórkach to stoją wiatraki

nie olbrzymy przez Prestona złego znów zaczarowane

a tam banda złoczyńców – nie godne pomocy biedaki.

 

Ta dziewucha z kołtunem na głowie, z brudnymi nogami

co Aldona, co pisać ni czytać nie umie,

gary z mywa i pierze, pasie krowę, opiekuje się kurami.

Niczym się nie wyróżnia w wiejskich dziewek tłumie.

 

Wiem, Rosynant to szkapa – nie rumak bojowy.

Sanczo to chłop poczciwy, ale nie giermek wprawiony

w sztuce rycerskiej, a ten jego osioł, co na pozór zdrowy,

brzuch ma prawie do ziemi i jest ochwacony.

 

Czy mnie zwać będą Rycerzem Smętnego Oblicza,

czy Rycerzem Pogromcą Lwów – o to nie stoję.

Głowę rycerza hełm zdobić winien, nie zaś balwierska miednica,

ciało – zbroja rycerska, nie te blachy moje.

 

To nie Freston pozbawił mnie tych ksiąg rycerskich,

lecz rumiana gosposia z moją siostrzenica bladą

spaliły je – okrutne! – na podworcu wiejskim

i nie posłużą mi już żadną mądrą radą.

 

Możecie tryumfować, chwalcy powszedniości.

Badźcie radzi, że widzę świat tak, jak wy widziecie,

Ja mogę uznać to za dowód „wielkiej” uczoności –

tylko na co mie takie szare, pospolite życie?!!!

 

 

 

            A jak twórczość poetycka wyglądała u Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, który żył krótko, bo ledwie 23-lata. Studiował polonistykę na tajnych kompletach w czasie okupacji niemieckiej i ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych Rezerwy. Jedno jest pewne – tworzył w ukryciu i szybko, bo w rękopisach zachowało się około 500-set utworów poetyckich, w tym kilkanaście obszernych poematów, a także wierszowany dramat.

            A teraz wyrywam do odpowiedzi Piotra Jerzego Kawę. Piotrze, jesteś poetą czy rzemieślnikiem?

(Piotr uważa się za poetę i wzoruje na Mickiewiczu. W Krakowie – skąd pochodzi – nie rymować w swoich utworach. Zaczął dopiero na Ziemi Koszalińskiej)

Piotrze, zaprezentuj swój utwór zatytułowany „Srebrne wzgórza”…

 

W mroku i we mgle krążą myśli twoje,

otwórz szeroko wreszcie oczy swoje.

Zjawi się wtedy lśniące „srebrne wzgórze”,

które dostrzeże hen wysoko w górze.

 

Wierzchołek sięga nieomal niebios bram,

cokolwiek zrobisz to twój wzrok spocznie tam.

Błyszczy jak klejnot niezwykle ci drogi,

nic nie ukoi już w twym sercu trwogi.

 

Bo tylko w myślach twój duch doń się zbliża,

a jednak „wzgórze” to wciąż się przybliża.

Choćbyś wierzchołek jego osiągnąć chciał

w sercu zrodzony jednak strach będziesz miał.

 

Nim pogodzisz się wreszcie z przeznaczeniem,

to wpierw rozlicz się ze swoim sumieniem.

„Wzgórze” jestestwo całe twe pochłania,

dusza spragniona miłości się kłania.

 

 

 

            A jak tworzył poeta, dramaturg Juliusz Słowacki? Wzorce miał wprost doskonałe. Był synem profesora literatury polskiej w Liceum Krzemienieckim i na Uniwersytecie Wileńskim, wychowywany w środowisku elity umysłowej Krzemieńca i Wilna. Słowacki tworzył na obczyźnie, głównie w Genewie i Paryżu, gdzie zmarł na gruźlicę w wieku 40-stu lat.

            Poproszę teraz Renię Wojniłowicz. Reni również zadam sławetne już na tym wieczorku pytanie: Reniu, jesteś poetką czy rzemieślnikiem?

(Renia uważa się za poetkę, a raczej za artystkę)

Przed państwem Renia Wojniłowicz i utwór pt. „Puste krzesło”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            A jak tworzył nasz noblista z roku 1980, Czesław Miłosz, który podczas studiów prawniczych współzakładał wileńską grupę poetycką „Żagary”? Jakby wzorem Słowackiego, Miłosz również tworzył na obczyźnie. Najpierw we Francji, gdzie trafił, wstępując do służby dyplomatycznej, by osiąść później w Berkeley na Uniwersytecie Kalifornijskim jako profesor języków i literatur słowiańskich.

            A teraz czytać swój wiersz będzie Kazik Gałkowski. Ale zanim to nastąpi - czego nasz niezwykle atrakcyjny Kazimierz już się domyśla – czeka go pytanko. Kaziku, jesteś poetą czy rzemieślnikiem? Tylko nie mów, że naleśnikiem, jak mi to oznajmiłeś w rozmowie telefonicznej…

(Kazik, jak przystało na człowieka lubiącego pożartować – odpowiedział, że poeta to nie rzemieślnik i nie naleśnik.)

Twoja odpowiedź, Kaziku, została zaliczona, wobec tego możesz przystąpić do prezentacji swojego wiersza pt. "Wieczór"…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            A jak tworzyła swoją poezję Wisława Szymborska, uhonorowana Nagrodą Nobla - podobnie jak o 12-ście lat starszy jej kolega po piórze, Czesław Miłosz? Studiowała ona filologię polską i socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, na łamach prasy debiutując jako poetka w wieku 14-stu lat. Poezja Szymborskiej uznawana jest za jedno z najbardziej oryginalnych zjawisk współczesnej literatury polskiej.

            I weź tu teraz po takiej zapowiedzi - wyjdź na scenę i recytuj swój wiersz. Ale co tam, Krysia Pilecka sobie poradzi… Krysiu, jednak i ciebie nie ominie pytanie: Jesteś poetką czy rzemieślnikiem?

(Wypowiedź Krysi była treściwa i raczej jednoznaczna, bowiem poparła ją słowami Stachury, że wszystko jest poezją

            Krysiu, twoja wypowiedź mnie zadawala. A teraz zaprezentuj swój utwór pt. „Pieśń o Sekwanie”…

 

 

 

            A jak tworzył urodzony w Zaosiu pod Nowogródkiem, a zmarły w Stambule, największy poeta Polski, Adam Mickiewicz? Już na studiach na Wydziale Literatury Uniwersytetu w Wilnie współzakładał Towarzystwo Filomatów. No właśnie, jak on tworzył tak wspaniałe dzieła? Tak trzepnął rękawem i co… „Pan Tadeusz” mu wyskoczył? Potrząsnął drugim… i już – są „Sonety Krymskie”. A „Oda do młodości” pewnie z nogawki mu wypadła. Dla mnie – zwykłego śmiertelnika - są to rzeczy niepojęte! I to bez Internetu, bez wikipedii, nie mówiąc już o radiu, telewizji, czy też jeszcze bardziej zaawansowanych technicznie źródłach do pozyskiwania wiadomości. Ot, po prostu, literacki geniusz!

            Nie bez kozery zestawiłem w jednej parze Mickiewicza i naszego Brackiego literata – Roberta Pawła Kamina. Bowiem Kamin, to taki nasz „Bracki Mickiewicz”. Na Mickiewiczu się on wzoruje. Nawet wiersz, który za chwilę zaprezentuje, też o Mickiewiczu jest.

            A ty, Robercie, coś literackiego geniusza sobie upodobał – jesteś poetą czy rzemieślnikiem?

(Robert uważa się za poetę, gdyż swoje utwory pisze od ręki i nie poprawia ich w nieskończoność.)

Poeto Robercie Pawle Kaminie – przeczytaj swoje dzieło zatytułowane „Adam i Maryla”…

 

O jakże Ci gorzko Adamie było,
Kiedyś Marylę swą żegnał trzykrotnie.
Kiedy jej serce w twą duszę się wpiło
I kiedy gasła twa istność ulotnie.

Wtedy płakałeś i dniami, nocami,
A Zan ratował cię przed zgubnym nożem.
Przeszłości otoczył cię świat marzeniami;
Nic nie trzymało cię w tym świecie Bożem.

Wrzesień cię osnuł swej mgły melancholią;
Nie mogłeś pisać w ten czas przeokropny
I smutek otoczył cię swoją glorią
I wyplatałeś haft życia samotny.

Dziś ciebie nie ma na ziemskim padole,
Już w cieniu sześciu lip siedzisz z Marylą.
Szczęśliwi jesteście w Raju we dwoje,
A dusze ze źródła miłości piją.

 

 

 

            Oto literackie treści z dzisiejszego wieczorka, który taplał się niejako „w kolorach jesieni”, zostały wyczerpane. Tak na koniec, mamy do Was jeszcze jedną, taką bardzo, ale to bardzo gorącą prośbę… byście za miesiąc znowuż do nas zawitali.

 

A teraz kilka istotnych informacji:

  • Jedyna przykra informacja, jaką muszę się dzisiaj z Wami podzielić, to taka, że następny nasz wieczorek literacki dopiero 24-tego listopada. A jego tytuł brzmieć będzie – „Listopadowa symfonia”!
  • Zaś już 6 listopada, czyli w czwartek - Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki!
  • Ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Reni Wojniłowicz.
  • Zaś literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity nasz dzisiejszy jubilat, pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie genialna – harmonijka!
  • A na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!
  • I koniecznie zaglądajcie na naszego Brackiego bloga! Tam znajdziecie wszystko o nas i o naszych poczynaniach.

 

            I oczywiście przyprowadzajcie na nasze wieczorki swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle serdecznie!!! Do zobaczenia i do usłyszenia w listopadzie!

            I taplajcie się w tych kolorach jesieni, które są niezwykle piękne! Nurzajcie się w nich, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem białym przykryje te wielobarwne pejzaże!

            Do zobaczenia!

 

 

PS Jak z powyższego scenariusza wynika, już za dni kilka – a konkretnie w najbliższy poniedziałek – kolejny wieczorek literacko-muzyczny naszego Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina. A zatem do zobaczenia w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, gdzie nasza siedziba, albo na blogu, gdzie znowuż obszerną relację z tegoż wieczorka zaprezentujemy!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wieczorkowy felieton...

sobota, 14 listopada 2015 0:12

 

 

NIE TYLKO WIERSZEM

czyli

BRACKI FELIETON

Romka D.

 

 

 

          Felietony na wieczorkach, czyli tak zwany cykl - "Nie tylko wierszem..." - to tradycja z przysłowiową dużą brodą, bowiem tej prozy uzbierało się już kilka dziesiątek. Właśnie obecny felieton jest sześćdziesiątym piątym.

          Niezmiennie od lat ich lektorem i zarazem autorem jest Romek Dopieralski. Przeważnie są to felietony optymistyczne z dużą dozą humoru. Jaki jest ten 65-ty? Oto jego treści...

 

 

foto romek.jpg

 

W kolorach jesieni się taplać

            To dobrze, że jest jesień czy źle? Wszystkie pory roku wydają się ciekawe, oryginalne i jedyne w swoim rodzaju. Zaś razem ze sobą zestawione, tworzą całkiem niezły kwartet. A jaka różnorodność! Ta zima ze swoją bielą i pięknymi haftami mrozem malowanymi na szybach. Ta wiosna, podczas której wszystko budzi się do życia, by latem dojrzeć i owocem obsypać. No i ta nasza obecna jesień z gamą barw, której najdoskonalsza malarska paleta nie dorówna. Trzeba być naprawdę szczęściarzem, móc urodzić się pod taką szerokością geograficzną, gdzie pogodowa monotonia raczej nie zagraża.

            Dla porównania weźmy taką Alaskę, Grenlandię albo Sybir. Tam ciepła tyle, co kot napłakał. Ciągle chuchać w skostniałe dłonie, nosić futrzane czapy przez okrągły rok, toć nudne i monotonne… A taka Afryka? Totalne przeciwieństwo. Ukrop do przesady. Pięćdziesiąt stopni Celsjusza w cieniu to normalka. U nas już przy trzydziestu koła aut grzęzną na asfaltowych pseudoautostradach. I co, tak grzęznąć i grzęznąć przez cały rok?… Niby na Równiku idealnie, bo tam żadne pory roku nie obowiązują. Siejesz, kiedy chcesz. Jednym słowem żniwa non stop! Tam nawet bez zegarków można się obejść, bo  przez cały rok jest równonoc. Ale, czy to nie za monotonne. Przez dwanaście godzin mamy dzień. Potem dwanaście godzin nocnych… i tak dzień w dzień, miesiąc w miesiąc, rok po roku… nuda, totalna nuda.

            Wychodzi na to, że nie ma to jak u nas, kiedy co rusz diametralnie inaczej wokoło. A to słonko przygrzeje, a to deszczem zaciągnie, gradem sypnie, śniegiem dowali… O tak, nie ma to jak polska złota jesień! Można taplać się do woli w jej kolorach. I koniecznie trzeba się nasycać jesienią, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem przykryje te wielobarwne pejzaże. Ale póki co, zachłystujmy się Bracką poezją, bo ona też tysiącami barw się mieni.

 

  

PS Kolejnym wpisem będą wieczorkowe wiersze z drugiej jego części.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

piątek, 06 listopada 2015 3:01

 

 

WIERSZE

w

KOLORACH JESIENI

 

 

 

            Oto obiecane wiersze Brackich poetów z październikowego wieczorka literackiego. „W kolorach jesieni” – taki był jego tytuł i w tym też klimacie są owe utwory. Bowiem te literackie treści były tematyczne, czyli przyporządkowane wieczorowemu tytułowi.

            Do recytacji „wywoływała” Krysia Pilecka – konferansjerka i poetka w jednej osobie. Oczywiście jej przedmowy przed danym utworem były pełne ciepła i liryzmu. Bo też i taka jest Krysia w rzeczy samej.

            Oto wieczorkowe utwory. Przyjemnej lektury…

 

 

 

Maria Rudecka

„Październik”

 

Posłaniu swemu zwykle dosyć wierni

jesteśmy, my, bracia to jest 12 miesięcy.

Pod tym względem nie różnię się i ja październik

i pełnię służbę swoją poważnie. Nic więcej.

 

A jaki jestem? Rozważyć spróbujmy.

Własne CV to nie jest dowód miarodajny,

bo na każdego pogląd można mieć podwójny

na mnie również, wszak miesiąc jestem tak zwyczajny.

 

Bo ja nie pierwszy, co otwiera drzwi kalendarzowi,

nie szósty – czerwiec – roku każdego cezura,

nie ostatni zimny, lecz czekany dzięki opłatkowi –

zwykły, dziesiąty, bardzo przeciętna figura.

 

Może się tak wydawać, ale znów w istocie

jest inaczej, bo wszystko ma tę drugą stronę,

więc najpierw barwny jestem, cały jak skąpany w złocie,

a potem nawet szary. Koniec gry w zielone!

 

A w wydarzenia jaki jestem bogaty i hojny:

jedno nie najciekawsze w skutkach – Październik Czerwony,

inne sympatyczniejsze, no bo choć niezbrojny

Polski! Październik z nadzieją, a więc wymarzony.

 

Już paździerze nie lecą, nie fruwają wszędzie –

nie te czasy, ale liść każdy jak co roku spada.

Do snu wiatr drzewa rozbiera. Tak było i będzie.

Kłaniam się Państwu ja, październik. Tak przecież wypada.

 

PS

Acha! Byłbym zapomniał! Wyjaśnię na koniec,

co tam o CV mówiłem. Życiorys ubogi?…

Z dwu poprzednich jednakże coś wynika. Teraz gonię!

Papa Rok przypomina, że czas bardzo drogi.

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Jesień”

 

Zachciało się jesieni

pofiglować w sadzie

wzięła wielobarwny pędzel

pomalowała owoce

do koszyka je włożyła

 

Każde z osobna

dokładnie obejrzała

jeszcze koloru złotego

i zielonego, troszkę czerwieni

 

Rozejrzała się dokładnie

pomyślała że o liściach zapomniała.

wzięła więc się do roboty

farby pomieszała

i na drzewa je wylała

I tak też drzewa

szatę swą odmieniły

 

Na jesieni kolor swój

w brąz konary zmieniły

tak się napracowała

że w pajęczą nić się zaplątała

 

Srebrem się teraz mieni

w poświacie księżyca

jest już jesień

zimna i dżdżysta

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Żurawie”

 

Już odlatują nasze żurawie,

Łkając pogodnie jak przed snem dziecię

Wierszem je żegnam dzisiaj łaskawie.

Wiosenną porą zoczę je przecie.

 

Odeszło lato jak mgła poranna.

jedno słońce widziałem tylko.

Tutaj wybija mych słów fontanna

I myślą jestem przy Tobie chwilką.

 

Czas mija szybko, a wieczność czeka.

Księżyc przegania słońce z niebiosów.

Dolą smutku jest dola człowieka.

Cierpienie genem jest naszych losów.

 

Jedna mnie tylko nadzieja trzyma,

Kiedy mimozę widzę na trawie,

Że ziemska skończy się pantomima,

A w Niebie będą nasze żurawie.

 

 

 

 

Helena Szymko

„Jesienna symfonia”

 

Rozszumiały się drzewa

barwnych liści szelestem

ich korony lśnią w słońcu

wiatr powiewem je pieści

jesienną symfonię zwiastując

och, jesieni złocista, kasztanami błyszcząca

paletą barw nas zadziwiasz

melodyjna liśćmi drżąca

barwami ciepłymi prześliczna

 

 

ogrody, pola, jakby uśpione

w twoją symfonię zasłuchane

snujesz się babim latem

siejąc wokół tęsknotę

pajęczą nicią otulasz krzewiny

przekwitłe kwiaty na polach

w lasach mchy, borowiny

rozległe fioletem i różem

ciągnące się w dal wrzosowiska

ach, ty polska jesieni złota

ty zawsze będziesz mojemu sercu bliska

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Złodziej zieleni"

 

beż – uparciuch zachłanny

wszędzie warkocze swe plecie

z liścia na liść przeskakując

soczystą kradnie im zieleń

 

niesiony podmuchem wiatru

łąki grzebieniem czesze

posmutniały wnet trawy

ze swej wyzute zieleni

 

gdzie pojawi się tylko

co dotykiem swym muśnie

żadnych nie czyniąc wyjątków

wszelką zagarnia zieleń

 

i nas próbuje omamić

wdziękiem swoim jesiennym

choć uroków ma wiele

beż – rywalem zieleni

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Pomaluj swój świat”

 

Gdy szary smutek dusze ocieni

Kiedy złych wspomnień zanika ślad

Upiększaj pomaluj swój świat

Barwami pogodnej jesieni

 

Aby świat zakwitł kolorem

Liliowy pojawił się wrzos

Babiego lata rozsrebrzył się włos

Nadzieja zawita wieczorem

 

Nadzieja Twe serce otworzy

Odnajdziesz siebie wśród dróg

Na ziemi w ogromnej przestrzeni

 

Dziś podziękować byś mógł

Za świat za wszystko co stworzył

I podarował nam Bóg

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Smutny urok jesieni”

 

Seledynowa dziewiczość kwietnia

i swawolna tęczowość maja

inspirują poetów

i ekstatują lud

napawając trwogą

życia profesorów

 

Lecz

w narkotycznej pogoni za chwilą

gdzież miejsce na refleksję

 

Przemyślenia rodzą się

w scenerii liści spadających

i lotu babiego lata

wśród przestrzeni pól niezmierzonej

w jesiennym wymieszaniu

żółci z czerwienią na stokach gór

i jękliwego szumu fal spienionych

 

Nie przypadkowo

znicze cmentarze rozgwieżdżają

gdy wiatr liście z drzew strąca

 

Czy tylko smutek słychać

w melodii wichru

i kropel deszczu monotonii

 

 

PS  W następnym blogowym wpisie odetchniemy nieco od poezji. Przedstawimy felieton Romka D., który – co jest już wieloletnią tradycją – comiesięczny wieczorek rozpoczyna. Zajrzyjcie zatem, by tej prozy ciut sobie sczytać.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Ostatni wieczorek Brackich w reportażowym skrócie…

wtorek, 03 listopada 2015 23:58

 

 

W KOLORACH JESIENI

(reportaż)

 

 

  

           O czym bym ostatni wieczorek literacko-muzyczny u Brackich? O kolorach jesieni, można by w skrócie odpowiedzieć. Jakie treści literackie dominowały na tymże wieczorku? Kolory jesieni – można rzec jeszcze krócej. A jak było na wieczorku? Odpowiedź nasuwa się sama. Było kolorowo i jesiennie.

            W dodatku pasuje taki opis do obecnie panującej za oknem pogodowej aury. Te drzewa prześcigające się w swoich żółciach i czerwieniach, pozbywające się koloru zieleni niemalże na naszych oczach. Syćmy się tym niepowtarzalnym widokiem, tą gamą barw, którą stworzyć może tylko natura. Bowiem najdoskonalszy nawet malarz jest zaledwie plagiatorem tego, co przyroda nam ofiarowuje ot tak, po prostu. I spieszmy się z podziwem dla niej, bo niebawem przyjdzie porządna zawierucha i do cna rozbierze drzewa z ich odzienia.

            I właśnie Braccy poeci wyszli jesieni naprzeciw, starając się zachować jej piękno w wierszach. Jak choćby Piotrek Kawa, który swój utwór pt. „Jesienna Kobieta” tak zaczyna: „W długim płaszczu stąpając po alejce w parku / podziwia drzew złocistych urok o poranku / Wiatr podwiewa odzienie i chłód ją przenika / oczarowanie sprawia – zimno szybko znika”. A tak ostatnią zwrotką Piotrek swój wiersz podsumowuje: „Kobieta jest czasami jak pora jesienna / niesłychanie kapryśna oraz często zmienna / Jest jesienną kobietą jak anioł na wietrze / takie doznania piękna unosi w powietrze”. Co jak co, ale wierszem to się Piotrek kobietom potrafi przypodobać. Natomiast Renia Wojniłowicz pędzlem wyobraźni namalowała taki obraz jesieni: „Jesień w kolorach / słońca i jabłka / i soczystej pomarańczy / czasem z wiatrem zatańczy / odchodzi pomału / zrzucając barwne liście / co w słońcu się purpurą mienią”. Mniej entuzjastycznie do tematu jesieni podszedł Janek Wiśniewski: „Nie przypadkowo / znicze cmentarze rozgwieżdżają / gdy wiatr liście z drzew strąca // Czy tylko smutek słychać / w melodii wichru / i kropel deszczu monotonii”. Ale na smutki Jana, tak zareagowała Regina Adamowicz: „Gdy szary smutek dusze ocieni / Kiedy złych wspomnień zanika ślad / Upiększaj pomaluj swój świat / Barwami pogodnej jesieni // Aby świat zakwitł kolorem / Liliowy pojawił się wrzos / Babiego lata rozsrebrzył się włos / Nadzieja zawita wieczorem”. Zaś Helenka Szymko, jakby zaczerpnęła do swojego wiersza pt. „Jesienna symfonia”, ciut nostalgii od Jana i nieco optymizmu od Reginy: „ogrody, pola, jakby uśpione / w twoją symfonię zasłuchane / snujesz się babim latem / siejąc wokół tęsknotę / pajęczą nicią otulasz krzewiny / przekwitłe kwiaty na polach / w lasach mchy, borowiny / rozległe fioletem i różem / ciągnące się w dal wrzosowiska / ach, ty polska jesieni złota / ty zawsze będziesz mojemu sercu bliska”. Znalazł się i taki poeta, który wobec jesieni wystosował poważny zarzut: „beż – uparciuch zachłanny / wszędzie warkocze swe plecie / z liścia na liść przeskakując / soczystą kradnie im zieleń”. Zatem nie dziwi tytuł wiersza – „Złodziej zieleni”, którego autorem jest Romek Dopieralski. I na koniec fragment wiersza poetki i malarki, Ludmiły Raźniak, która pięknie potrafi zarówno opisać jesień, jak i ją namalować: „Jesień złotym piórem / zakreśla kontury / ekskluzywnej szaty / lśni w niej złoto / wszystkie odcienie żółci / szamerunek brązu / i purpury / na pożegnalny bal // Liście z ledwo słyszalnym / westchnieniem / odrywają się od macierzy / i parami, solo bądź gromadnie / w takt poloneza walca / lub szalonej polki / zależy / jak kapelmistrz wiatr zagra / dostojnie… lub / w zawrotnym wirze / tańczą… tańczą… tańczą / nim spadnie deszczu łza”.

 

 

PS  W następnym wpisie powyższe fragmenty wierszy zamieszczone zostaną w całości. A potem i na prozy ciut znajdzie się miejsce, czyli na Bracki felieton Romka D. i inne jeszcze utwory z wieczorkowej części o tematyce dowolnej.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 293  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545293
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl