Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wieczorkowa proza...

środa, 30 grudnia 2009 14:59



Felieton jest już od kilku lat stałą pozycją naszych wieczorków. Od niego owe literackie uczty się zaczynają. Nie inaczej było i na tym przedświątecznym wieczorku. Z jedną jedynie zmianą, że został on poprzedzony kolędą. Ogólnie kolęd było sporo. Zaś w wykonaniu dziewczyn z koszalińskiej Szkoły Muzycznej, brzmiały wyjątkowo pięknie. Zaczęła Michasia Olszewska ("Bóg się rodzi" i "Gdy śliczna Panna Syna kołysała"). Potem przekazała kolędową pałeczkę Dominice Adamskiej ("Mizerna cicha"). Następną piękną kolędą uraczyła nas Matylda Błąkała ("Cicha noc"). A na koniec odśpiewały już wspólnym głosem ("Dzisiaj w Betlejem").



W INTERESIE GOŚCI
(felieton)

 
Pisanie tego felietonu strasznie mi nie szło. Gdyby były mistrzostwa w pisaniu felietonów, byłbym championem w nieiściu. No, ale jakoś wziąłem się w karby - w końcu na każdym wieczorku czytam swoje prozowe dokonania -  no i napisałem. A co mnie zainspirowało?

Kilka dni temu spojrzałem w okno, a tam - ku mojemu zaskoczeniu i przede wszystkim służb porządkowo-drogowych - biało! Kompletnie biało! W pierwszym momencie ucieszyłem się. -„Dziecko kocha śnieg, pójdę z nim na sanki" - pomyślałem. -„No tak, a co ze służbami porządkowymi naszych dróg? - to była moja druga myśl. Przecież tych biedaków wciąż ta zima zaskakuje, a potem media wyśmiewają się z nich, że drogi znowu nieprzejezdne, a oni sami jakoby w zimowy sen zapadli. Ja bym też na ich miejscu jakiś barłóg sobie znalazł i przeczekał w nim do odwilży. Bo kto to widział, żeby tyle dróg samochodom budować! A to drogi krajowe, a to drogi szybkiego ruchu, a niedługo może nawet i autostrady z prawdziwego zdarzenia. Bo Polak honor swój ma i od Ukraińca gorszy być nie chce jak się Europa do nas zwali za niespełna trzy lata. No i odśnieżaj to później! A co odśnieżysz - za plecami na nowo dosypuje. Po prostu robota Syzyfa, a w dodatku zimno na dworze. Psa żal wypędzić, a co dopiero tych biedaków z pługami i łopatami do odśnieżania. Poza tym każdy śnieg ma to do siebie, że w końcu ulega samoistnemu stopnieniu...

Kolejna myśl, jaka mnie dopadła, kiedy tak lampiłem się na te ciężkie warunki pogodowe za oknem - to byliście Wy! Tak, Wy, moi mili! No bo drogowców już usprawiedliwiłem, na drogi wyjeżdżać nie muszą. No, a na naszą literacką ucztę jakoś dobrnąć trzeba. Bo jak to...wieczorek bez czytelnika to jak wierzba bez płaczu... Dlatego podziwiam Was! Przybyliście tutaj w taki ziąb... Mam jedynie nadzieję, że nuda u nas nie zagości i będziecie się dobrze bawić. No, ostatecznie leży to w Waszym interesie.

Roman Dopieralski



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Część poetycka grudniowego wieczorka...

niedziela, 27 grudnia 2009 23:24

 

 

WIGILIA W POEZJI

(część I)

 

 

Oto pierwsza odsłona grudniowego wieczorka literackiego, zatytułowana „Wigilie polskie. Tradycje, zwyczaje i symbole wigilijne".

Wierszy jest tyle, ile wigilijnych potraw na stole być powinno, czyli dokładnie dwanaście...

 

 

KAZIK GAŁKOWSKI

 

Jest to wiersz poety, który w poprzednim sezonie, jako sceniczny rekwizyt upodobał sobie czarny kapelusz. Jak było teraz? Niestety, ów kapelusz naszemu poecie... zaginął.

 

„Wigilia adwentu"

 

Nad mrokiem

Światła ulicy dominowały

Wyżej tajemne gwiazdy

W szacie proroctwa i powagi

W ciemnościach milczał świat

Anioł knuł niecoś

Przywróciła się wieść

Brzemienna Maryi

Adventus to oczekiwanie

I narodzenie Pana

Wiary miłości oraz nadziei

To czas oczyszczenia wtedy

Bielimy izby wybielamy serca

To pomysł na światło życia

Na nowe narodzenie

Pana drugie milenijne

A twoje jakie? czyje?

Nowe dzieci choinka

Opłatek synowa z synem

Mówią świątecznie dobranoc

Jezu mój mały

Który Wielki jesteś w niebie

Przyjdź wieczorem

Adventus uszykował Ci

Siano w żłobie

 

 

 

JANEK LUTOBARSKI

 

Przysłowie brzmi: Wigilia jasna, święty Jan ciemny obiecują rok przyjemny. A jak jest w utworze naszego Jana?

 

„Wigilie polskie"

 

Przy choince i z opłatkiem

stoi już rodzina

miłym słowem, życzeniami

Wigilię zaczyna

 

Już opłatek jest łamany

a uściskom nie ma końca

taki dzień jest ludziom dany

że są bliżej słońca

 

Promień serce rozwesela

są tak sobie bliscy

nikt o swarach nie pamięta

już szczęśliwi wszyscy

 

 

 

IRENKA WIERCIŃSKA

 

Podłaźniczka, połaźniki, gaje - co to takiego? Okazuje się, że to taka dawna namiastka choinki. Ponad 100 lat temu jeszcze nie ścinano na święta świerkowych drzewek, zaś słodyczami, orzeszkami i wstążkami przyozdabiano jedynie gałązki świerkowe lub sosnowe. I te właśnie podłaźniczki wieszano pod sufitem, wierząc, że sprowadzają one szczęście do domu... Wiersz natomiast jest o tradycyjnej choince.

 

„Wigilijna choinka"

 

W zielonym, ciemnym rosłaś lesie

Wiatr szumem do snu cię kołysał

Śpiew ptaków budził cię rannym echem

A deszcz rzęsisty gałęzie obmywał

 

A dzisiaj gościsz w naszym domu

Pachnąca żywicznym igliwiem

Stoisz skromnie, by nie wadzić nikomu

I patrzysz, co się dzieje za oknem

 

Czekamy na błysk pierwszej gwiazdki

Co się stroić paradnie zezwala

W kartonikach czekają stroiki

Srebrny łańcuch i świecidełka

 

Wszędzie cicho, radośnie, spokojnie

Aż księżyc zagląda w okienka

Bo wieczór Wigilii jest wyjątkiem

W czekaniu na przyjście dzieciątka

 

Już słychać przy saniach dzwonki

Czas więc siadać do wieczerzy dostatniej

Z zaproszonym gościem bezdomnym

Jadła starczy, podzielimy się opłatkiem

 

Potem razem zaśpiewamy kolędy

I pasterką wypełnioną światłem

Rozpoczniemy długie świętowanie

Kłaniając się pokornie przed żłobkiem

 

 

 

ZDZISIA KRASNOPOLSKA

 

Trudno dzisiaj wyobrazić sobie święta Bożego Narodzenia bez choinki. Bo i pod czym Mikołaj by prezenty upychał...

Ten wiersz jest taką swoistą biografią pewnego świerkowego drzewka.

 

„Choinka"

 

Choineczka mała z nasiona szyszki powstała

a wiatry ją niosły, wirowały

aż w glebę trafiła, korzonki zapuściła i rosła

 

Marząc, by tak wyrosła jak ta wysoka sosna

co słońce jej zabiera i wodę wypija

przez co się słabiej rozwija

 

Gdy tak rozmyślała, wyroku się nie spodziewała

wycięto ją, do domu zabrano, ustrojono

obwieszona błyskotkami, słodyczami

 

Czuła się zmęczona, nieszczęśliwa

choć tyle radości dzieciom sprawiła

 

Po świętach na śmietnik trafiła

bardzo smutny widok tworzyła

 

 

 

EMILKA SZYBISTA

 

Ależ los spotkał tę biedną choinkę z poprzedniego wiersza... Brrrr... No cóż, krótki jest żywot ciętych choinek, choć niewątpliwie barwny. Bowiem przystrajamy je w przeróżne ozdóbki i świecidełka. Co bardziej ambitni stroiciele nie zapominają również o symbolach. I właśnie o jednym z nich jest kolejny wiersz.

 

„Jabłko"

 

Jabłko to owoc drzewa, które w raju rosło

Jest Ziemi emblematem i władzy królewskiej

Jest symbolem wieczności, wiedzy i urody

Lecz i powodem wojen jak jabłko niezgody

Były jabłka zatrute, złote, kwaśne, zakazane

Ale nasze jabłuszka to źródło witamin

Spójrzcie jakie kolory, a sądząc z zapachu

Grzechem go nie spróbować. -Witam cię Adasiu!

Jabłko pyszne polecam wprost z rajskiego drzewa

Ugryź kęs, niebo w gębie, na imię mam Ewa

 

 

 

ZDZICHU GRZANOWICZ

 

Temat świerkowych drzewek wyczerpany. Nawet o jabłonkę poeci zahaczyli. Zaś ten wiersz jest równie pogodny jak i to przysłowie: „Gdy w Narodzenie pogodnie, będzie tak cztery tygodnie".

 

„Dzień narodzin Pana"

 

Według podania Hipolita zawartego w Księdze Daniela

Przyjście Pana w Betlejem się stało,

Przed wiekami z Kalendami się wiązało.

W dniach przesilenia wypada,

W Wigilię życzenia się składa.

Postne potrawy konsumuje,

Białym opłatkiem przełamuje.

Odświętnie się przyodziewa,

Przy wigilijnym stole Kolędy śpiewa.

Ludzie choinkę bombkami przyozdabiają,

W domach kłótnie zamierają.

Zawsze jedno nakrycie się pozostawia dla wędrowca strudzonego,

Wszak nie ma w tym nic złego.

Potraw nieparzystą liczbę przygotowuje,

Wszystkich Mikołaj prezentami obdarowuje.

Pamiętać należy o tych co kraj opuścili,

Bądźmy w tym dniu dla siebie mili

Wszak Pan się narodził

I nauczając po świecie chodził.

Niech to będzie czas pojednania

Ludzi ze sobą się bratania

 

 

 

ZOSIA ZAWILSKA

 

A teraz będzie troszkę nietypowo, bowiem ten wiersz jest swoistą scenką rodzajową na dwa głosy. Do odtworzenia tejże scenki, czyli tego niby wiersza, potrzebne były dwie osoby - gospodarz i kolędnik. I faktycznie na wieczorku zaimprowizowano ową scenkę, w której kolędnik swoje kwestie odśpiewywał.

 

„Kolędnicy"

 

(Wchodzi kolędnik z gwiazdą i śpiewa)

 

Przyszli kolędnicy by wam dobrze życzyć,

By wam dobrze życzyć,

Niech państwo łaskawi będą

I nas przyjmą dziś z kolędą.

 

Gospodarz: Jakich nas? Jacy kolędnicy? Widzę tu jednego kolędnika.

 

Kolędnik: Jest nas trzech!

(śpiewa):

Ja tu właśnie wpadłem z aniołem i diabłem,

Z aniołem i diabłem;

Taka trójstronna komisja

To najlepszy skład na dzisiaj.

 

Gospodarz: Ale anioła ani diabła też nie widzę.

 

Kolędnik: I nie zobaczysz. To nie są istoty cielesne, to są duchy, byty niewidzialne. Nie widać ich, ale swoje robią.

 

Gospodarz: Niech ci będzie, ale z kolędnikami zawsze chodził Herod. Dlaczego go nie ma?

 

Kolędnik: Herod nie jest niezastąpiony. Świat sobie świetnie radzi bez niego. (śpiewa):

Żeby wyginęły wam niewinne dziatki,

To już resort zdrowia sprytnie to załatwił.

Brakuje szpitali, w świat powyjeżdżali

Lekarze.

 

Gospodarz: Z kolędnikami chodziła też zawsze śmierć z kosą na ramieniu.

 

Kolędnik: A chodziła, chodziła i była niezmordowana, ale teraz zrobiła się z niej wielka pani. Chodzić jej się nie chce. Wyczekuje w klinikach, żeby jej na tacy ludzi podawać. Eutanazyją się każe nazywać. Do niektórych to musiała kilka razy podchodzić, a tam ma wszystko pewne.

 

Gospodarz: Nie dziwię się. Każdy lubi komfort. Ale pamiętam z dzieciństwa, że kolędnicy chodzili zawsze z Żydem. Dlaczego nie ma Żyda?

 

Kolędnik: (rozgląda się niespokojnie i śpiewa)

 

Nie mów  tego słowa i o nic nie pytaj,

Bo każdy pomyśli, żeś antysemita.

Spokój temu dajmy, wesoło śpiewajmy

Hej kolęda, kolęda.

 

Gospodarz: Acha. Przypomniało mi się, że z kolędnikami chodził też żołnierz. Ktoś musiał zabić Heroda.

 

Kolędnik: Cicho. Zapomniałeś, kto jest w roli Heroda? Po co fatygować żołnierza, jak on ma inne sprawy na głowie.

 

Gospodarz: Jakie sprawy?

 

Kolędnik (śpiewa)

 

By ratować honor żołnierskiego stanu

Właśnie się sposobi do Afganistanu,

Tam nas będzie bronił, pamiętajmy o nim,

Hej kolęda, kolęda.

 

Gospodarz: Czyli praktycznie jesteś sam. To po co właściwie przyszedłeś?

 

Kolędnik (śpiewa, kłania się i wychodzi)

 

Żeby nie zaginął świąteczny obyczaj,

Jednoosobowa spółka kolędnicza

Składa wam życzenia szczęścia, powodzenia,

Hej kolęda, kolęda.

 

 

 

IRENKA PESZKIN

 

Po tej brawurowo wykonanej scence - wiersz tradycyjny. Można by rzec nawet, że świąteczno - liryczny. Takie bowiem wiersze tworzy owa poetka.

 

„Niezwykły czas"

 

Od wieków czczony niezmiennie

niezwykły świąteczny czas

cichutkim kwileniem

dziecięcia

otwiera wrota przyszłości

 

Te chwile z rozrzewnieniem

przeżywa każdy z nas

 

Niebo łaskawsze niż co dzień

noc pełna niespodzianek

na strunie wyciszonej

kolędę w duszy gra

 

Spotkania rodzinne ckliwe

przysmaki i szelest

opłatka

aromat choinki żywej

świeży upojny jak las

 

W świec migotliwych

ognikach

mroki znikają i smutki

dookoła pogodne twarze

 

Oczy płoną ich blaskiem

uczucia rodzinne wyznając

 

 

 

GRAŻYNKA PIEKAREWICZ

 

Nie mniej lirycznie będzie i w tym wierszu, poprzedzonym przysłowiem: „Wigilia piękna, a jutrznia jasna, będzie stodoła ciasna".

 

„Wigilia"

 

Srebrna gałązka

na stole.

Srebrny deszcz nieba,

wigilijna noc święta.

Rodzi się

Miłość

Wiara

Nadzieja.

W świątecznej szacie

nagie drzewo dojrzewa.

Głos cichych dzwoneczków

dochodzi z oddali.

Biały płatek,

blask świecy na stole.

Choinka

w szacie kolorowych bombek.

Dotykam jej delikatnych

jak puch gałązek.

Wigilia

Światło Wszystkich Świateł.

 

 

 

ROBERCIK KAMIN

 

Ponoć wszystkie drogi prowadzą do rymu... Takowe mniemanie ma chyba kolejny poeta, który w Bractwie innego wiersza niż rymowany jeszcze nie zaprezentował. Ale za to jakie to są rymy! Pewnie i Adaś Mickiewicz by się ich nie powstydził.

 

„Miejsce na słowo"

 

Dzisiaj dzień Wigilii, dzień końca zmierzchania

Dzień jasności wielkiej i czasu czuwania

Właśnie wzeszło słońce, tarczą majestatu

Niesie lśnienie świecy klęczącemu światu

 

Duch dziadka za oknem ranne śpiewa zorze

Babcia marszczy wiatrem rozespane morze

Tatko z mamą w kuchni pierogi gotują

Dzieci wraz z wujostwem choinkę rychtują

 

Już się obwiesiła słowiańska madonna

Już włosem anielskim i świeczkami płonna

Stroi się bombkami, gwiazdą głowę kryje

Dzwonkami na wiwat uroczyście bije

 

Roznosi się wokół zapach nasz świerkowy

Wszelki duch się cieszy z grudniowej odnowy

Siano pod obrusem szepcze słów pacierze

Przemawia po ludzku wszelkie żywe zwierze

 

Rozbrzmiewa kolęda tradycją stuleci

Słowem, którym w żarze rzucali poeci

Muzyką perełek sennych i kojących

Aurą wieszczych przeczuć na duktach wabiących

 

Dzień Świąt pięknych nastał - ludzkość opromieni

Serce nasze w radość niebiańską przemieni

Więc Wigilii słowo wierszem Wam zanoszę

Jedno stołu miejsce - zostawcie mu proszę

 

 

 

KRYSIA PILECKA

 

Od świątecznych delicji zawartych w tym wierszu - ślina na brodę sama wycieka. Co by nie przedłużać, wypada jedynie krótko rzec: „W wigilię mróz, będzie siana wóz".

 

„Wigilia"

 

Tradycyjnie potrawy

na białych obrusach

musi być dwanaście;

karp w galarecie jak żywy

oczu oderwać nie sposób

uszkom - do barszczu

nie bardzo spieszno

wigilię celebrować wypada

kluski z makiem pachną

słodko - to zasługa miodu

a wszystko w świątecznej

oprawie w blasku świec

najbardziej uroczystym

tak od pierwszej gwiazdki

aż do pasterki kiedy to

Bóg się rodzi

i razem z pastuszkami

pokłonić się trzeba

niebieskiej dziecinie

wśród nocnej ciszy

 

 

 

JANEK WIŚNIEWSKI

 

To ostatni wiersz w tej pierwszej poetyckiej odsłonie. W tytułach tych 12 utworów słowo „wigilia" przewinęło się aż 7 razy. Zaś wierszy o tytule „Wigilia" - jest trzy. Oto trzecia „Wigilia" - po Grażynkowej i Krysiowej - tym razem Jankowa.

 

„Wigilia"

 

Biel dzielonego opłatka

jednoczy przy stole

w zadumie

ogarniającej wczoraj

i dziś

i jutro

 

Zapach garści siana pod obrusem

żywiczna woń drzewka

lampek migotliwe ogniki

i spokój kolędowej melodii

wykwitają życzliwością w oczach

i sercach

 

Zjednoczeni miłością

pusty talerz stawiamy w rogu stołu

dla niespodziewanego

nieznajomego

czy zbłąkanego

 

Dziś może zasiąść tu każdy

i każdy będzie nam bratem

 

Dlaczego tylko dziś

 

 

PS  Kolejną wieczorkową pozycją będzie prozy ciut, czyli felieton Romka Dopieralskiego, a potem druga i trzecia część poetyckich treści.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Życzenia! życzenia! życzenia!

piątek, 25 grudnia 2009 19:15



BOŻE NARODZENIE 2009


Pod obrusem siano
I talerzyk dla zbłąkanego
A kiedy wstaniecie rano
By nie przegapić niczego
Tej aury spotkań rodzinnych
I wspólnego biesiadowania
Bo w święta nie ma winnych
To czas kolędowania

tego życzy wszystkim blogowiczom
Krajowe Bractwo Literackie
z
Koszalina



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Ostatni literacki wieczorek A.D. 2009

wtorek, 22 grudnia 2009 23:51




WIGILIJNY WIECZÓR POETYCKI

(reportaż)
 


W naszych comiesięcznych wieczorkach staramy się, by każde ważniejsze wydarzenie przekuć w wiersz. Tym razem temat Bożego Narodzenia miał swoją wyłączność. Nadchodzącym świętom poświęciliśmy całe literackie przedsięwzięcie, które jak zwykle odbyło się w gościnnych progach Klubu Garnizonowego. 

W części pierwszej wieczorka wiersze brackich poetów przywoływały tradycje, zwyczaje i symbole wigilijne. „Przy choince i z opłatkiem / stoi już rodzina / miłym słowem, życzeniami / Wigilię zaczyna" - tak rozpoczął Jan Lutobarski recytację swojego utworu. Choć bombki wypierają z choinek symbolikę, to jednak Emilia Szybista stworzyła wiersz o jabłku: „Witam cię Adasiu! / Jabłko pyszne polecam wprost z rajskiego drzewa / Ugryź kęs, niebo w gębie / Na imię mam Ewa". Zaś Irena Peszkin Wigilię przedstawia w lirycznym tekście: „Niebo łaskawsze niż co dzień / noc pełna niespodzianek / na strunie wyciszonej / kolędę w duszy gra". Natomiast Robert Kamin - wciąż wierny zasadzie, że wszystkie drogi prowadzą do rymu - i tych co odeszli, też w wierszu opiewa: „Duch dziadka za oknem ranne śpiewa zorze / Babcia marszczy wiatrem rozespane morze / Tatko z mamą w kuchni pierogi gotują / Dzieci wraz z wujostwem choinkę rychtują". A ślinka wprost cieknie, kiedy Krystyny Pieleckiej słyszy się wersy: „karp w galarecie jak żywy / oczu oderwać nie sposób / kluski z makiem pachną słodko / to zasługa miodu".

W drugiej wieczorkowej części wiersze w swoim inicjalnym wersie nawiązywały do słów ulubionej kolędy, by później rozwinąć się w szereg refleksji i skojarzeń na temat współczesności, ludzi, obyczajów i sensu świętowania. Oto zaczątek wiersza Ireny Wiercińskiej: „Cicha noc, święta noc / W sercach naszych życzeń moc / Anioł skrzydłem okrył świat / Dał nam w dłonie milion lamp". A tak swój utwór zaczęła Beata Piocha: „Lulajże, lulaj Jezuniu / lulaj i nie budź się jeszcze / nasz świat wciąż chyba nie jest / na twoje przyjście gotowy". Tak go zaś kończąc: „Lulajże, lulaj, Jezuniu / utul go,  dobra matulu / chyba nie trzeba mu więcej / cierpienia za nas i bólu".

Zanim na wieczorku zaczęto dzielić się opłatkiem, zwyczajem nieznanym nigdzie poza Polską, braccy poeci zaprezentowali jeszcze w części trzeciej opłatek wierszowany. Lidka Nowosad dzieliła się tymi oto słowami: „Przełamuję się tym wierszem jak opłatkiem / Dzielę się myślą, która z serca płynie / Głoszę wieść o Narodzeniu Pana / Ona ma szansę odmienić Wasze życie".

(Roman Dopieralski)

 

PS  Proszę nas odwiedzać, a jeszcze przed świętami uraczymy prześlicznej urody świątecznymi wierszami opiewającymi tradycje, zwyczaje i symbole wigilijne. Będą też wiersze inspirowane kolędami, a także życzenia dla rodziny, rodaków, ludzkości, czyli wszystko to, co było na minionym wieczorku. Aha, i felieton też oczywiście będzie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Nasz słupski kolega...

sobota, 19 grudnia 2009 19:33

 


MACIEK MICHALSKI

zwany MAKSIEM

 

 

Maksio odwiedził nas w listopadzie. Wziął udział w naszym wieczorku literackim pt. „Listopadem malowane", co uwiecznione zostało w blogowym fotoreportażu. I przyznać trzeba, że to „malowanie" słowem wyszło mu doskonale. Ładnie recytował. Nawet pożyczył superaśny scyzoryk, kiedy trzeba było w trybie natychmiastowym naprawić okulary koledze po piórze. Maksio to po prostu równy gość i niezły poeta. Co zaraz zostanie udokumentowane poniższym materiałem...

 

Zaczniemy od materiału o Maksiu, który ukazał się w tegorocznej antologii poezji pt. „Gdzie kwitną sny". Chodzi o już siódme z kolei poetyckie przedsięwzięcie, w które angażują się: słupskie starostwo i władze pobliskiej Damnicy. Jest to naprawdę cudnie wydana antologia z piękna oprawą plastyczną. Do tego twórczość i kolorowe zdjęcie o każdym autorze wraz z krótką o nim notką. W tym względzie Koszalin jest za Słupskiem o całe lata świetlne. I tak patrząc na teraźniejsze poczynania włodarzy naszego miasta, ten dystans może jedynie ulec powiększeniu.

Jednak wracajmy do Maksia. W notce o sobie do antologii napisał on:

Z zawodu jestem marynarzem, mechanikiem wachtowym. Poezja stanowi dla mnie formę terapii, zdystansowania się przed stechnologizowanym, pędzącym ku swemu przeznaczeniu światem.

A oto trzy wiersze (z pięciu) Maksia zawarte w antologii pt. „Gdzie kwitną sny":

 

 

Podróż mistyczna

 

Jest droga wprost z Morskiego Oka

do Pięciu Stawów, przez Świstówkę,

kiedy nie mogę zmrużyć oka

to się w nią wtapiam jak w kosówkę

 

Jest mi niezbędna jak powietrze,

jak ptaki w oknie albo tuje.

W myślach odtwarzam ją i pieszczę

w mistyczną podróż pielgrzymuję.

 

Szukam jej w księgach i legendach

zbójnickie rozpytując watry.

Niezmiennie piękna w stu gawędach

umiłowana droga w Tatry.

 

 

 

Ślady

 

Ludzie jak ślimaki zostawiają ślady

i ciągną za sobą nić babiego lata.

Z niej odczytasz wierność lub cień podłej zdrady

bo jesteśmy listem pisanym do świata.

 

Wyciskamy piętno, bezsporny autograf

każdym swoim słowem i każdym działaniem

i albo bluźnierczy kreślimy cyrograf

albo list miłosny zwany zmartwychwstaniem

 

 

 

Przypowieść o olbrzymie

 

Z pisaniem poezji jest jak z wędkowaniem,

chociaż sprzęt się zmienia, niezmienne metody.

Większość jest milczeniem, cierpliwym czekaniem,

modlitwą o lekkie poruszenie wody.

 

Misterne zgłębianie tajemnic mistrzostwa,

opowieści święte w zimowe wieczory,

relacja mistrz - uczeń, więc droga uczniostwa,

nadzieja na sukces; zawody, splendory.

 

I nie wiesz doprawdy siadając nad wodą

co czeka na końcu gdy woda się ruszy.

Decyduje anioł, choć za twoją zgodą

wyławiasz olbrzyma z głębin własnej duszy!

 

 

 

Ponadto Maksio, po tymże listopadowym wieczorku u nas, przesłał nam również swoje fraszki i satyry, udowadniając, że i w tej materii dobrze sobie radzi...

 

 

SATYRA:

 

Demokracja - okupacja

W łańcuchy skuto słowa i myśli
lud nieświadomy wszechkontroli
jesteśmy wolni niezawiśli
my orwelowkie stado PROLI!

Od naszej suwerennej woli
honor zależy oraz cnota
mamy granulat, puszkę coli
jesteśmy wolni, daj pilota!

 

Puszka Pandory

Przebiegły człek obdarzył życiem
Krzemową, sztuczną inteligencję
Proszki na złe samopoczucie,
Podręczne pompki na potencję.

I coraz bardziej go pochłania
Ten wirtualny świat,
Stała tresura miast poznania
Lepsza od starych krat!

Kamery w windzie i w urzędzie
Na dworcu, sklepie, skrzyżowaniu
Cyfrowy anioł krok w krok, wszędzie
Komórka śledzi cię w mieszkaniu.

A wszystko w imię utrzymania
Przewrotnych ustaw demokracji.
Totalitaryzm nam się kłania!
Światowe centrum informacji!

 

 

Konserwatysta

Lubię starą whisky,
Stare samochody,
Starych win meniski,
Płótna starej mody.

Kocham moją starą
Moje stare śmieci,
Wierzę starą wiarą,
Po staremu leci.

Wiersze piszę rymem,
Całkiem po staremu.
Konkursy przegrywam,
Stary, powiedz czemu?!

 


FRASZKA:

Na krytyka

Krytyk tym się zwykle różni od poety,
że poeta tworzy a krytyk niestety.


Na poetę


Poeta bajdurzyć umie o miłości
co krytyka wkurza bo on mu zazdrości.


Symbioza

Krytyk ma gazetę, gość na stanowisku,
gazetą poetę okłada po pysku.


Moja rada

Lecz jeśli masz talent, nie usiłuj psioczyć,
pisz wiersze i szalej, mogą ci naskoczyć!

 

 

PS  Pewnie Maksio jeszcze nie raz wpadnie do Koszalina...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bracki humor...

czwartek, 17 grudnia 2009 11:59


Uchowała nam się jeszcze jedna rzecz z listopadowego wieczorka literackiego. To istna perełka autorstwa naszej brackiej humorystki, Zosi Zawilskiej. Jest to materiał tak różny od poezji przedstawianej na naszych spotkaniach i do comiesięcznego tematycznego felietonu też go przypiąć się nie da, że wymaga on wprost wyodrębnienia. Co też czynimy...

 

 

 

ZOFIA ZAWILSKA

„Raport o stanie zdrowia"

 

 

Raport sporządzono w oparciu o monitoring  metodą swobodnych skojarzeń. Taki dobór metodologii daje gwarancję najbardziej adekwatnej do rzeczywistości treści sporządzonych dokumentów.

         Raport obejmuje cztery zasadnicze problemy zdrowotne:

1. Choroby  układu kostnego.

2. Problemy niedosłuchu.

3. Grypa i jej rodzaje.

4. Niepełnosprawność.

 

          W dziale pierwszym dotyczącym układu kostnego najbardziej niebezpieczną okazuje się osteoporoza, a szczególnie jej odmiana zwana osteoporozus politykus. Atakuje ona nagminnie kręgosłupy polityków, niejednokrotnie zżerając je doszczętnie. W grupie ryzyka znajdują się także parlamentarzyści, radni i działacze samorządowi oraz urzędnicy państwowi i samorządowi wszystkich szczebli. Ostatnie badania wykazały, że atakowane są również wszelkie organa sprawiedliwości.

 

         Drugim z kolei zagrożeniem okazały się problemy niedosłuchu. Laryngolodzy od dawna bili na alarm, ale dopiero, kiedy schorzenie stało się powszechne, zajęto się nim poważnie. Jako główne przeciwdziałanie tej chorobie, prócz tradycyjnej terapii udostępniano potrzebującym aparaty słuchowe. Niestety, właśnie wskutek niedosłuchu, zamiast aparatów słuchowych, zaczęto gdzie się da, zakładać aparaty podsłuchowe. Działania okazały się skuteczne, sprawa natychmiast stała się bardzo głośna.

 

         Kolejną grupą groźnych schorzeń są wszelkie odmiany grypy. Jako główną przyczynę badania wskazują tu lekkomyślne i naiwne traktowanie Kataru, zwłaszcza tego egzotycznego od którego tak bardzo ucierpieli pracownicy naszych stoczni. Wśród katarowych powikłań często pojawia się grypa, nie można wykluczyć również tej świńskiej. Należy jednak dodać, że wśród wielu świńskich spraw grypa stanowi niewielki procent.

 

         Czwartym i ostatnim problemem objętym niniejszym raportem jest  problem niepełnosprawności, przy czym chodzi tu o niepełnosprawność fizyczną. Ta akurat sprawa jest wyjątkowo skomplikowana, a jej rozpoznanie wymaga jeszcze wielu dociekliwych badań.  Chodzi tu o inwazję jednorękich bandytów. Jako jednoręczni byli oni objęci szczególną opieką, ponieważ jednak nie przestali być bandytami, teraz będzie z nimi krucho, chociaż wiadomo, że bandyta jednoręki jest mniej groźny, niż dwuręki. Istnieje nawet teoria, że bandytów  jednorękich wykreowali twórcy przyjaznego państwa, przekonując, że jednoręki krzywdy wielkiej nie zrobi.

 

Na tym raport zakończono.                                     Monitorująca: Zofia Zawilska


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zaproszenie na grudniowy wieczór literacko-muzyczny pt."Wigilijny opłatek poetycki"

niedziela, 13 grudnia 2009 11:27

Krajowe Bractwo Literackie w Koszalinie

serdecznie zaprasza miłośników poezji i piosenki
na grudniowy wieczór literacko-muzyczny
pod tytułem
„Wigilijny opłatek poetycki"
który odbędzie w czwartek, 17 grudnia,  
w Klubie Garnizonowym przy ulicy Andersa 32.
Początek spotkania o godzinie 17.00



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy wieczorkowej poezji...

poniedziałek, 07 grudnia 2009 19:40


 

WIERSZE BRACKICH POETÓW

(część II i III)

 


Materiał z ostatniego wieczorka literackiego brackich poetów został wyczerpany. Przed nami już niebawem kolejny wieczorek. Będzie on świąteczny, z łamanym opłatkiem, z kolędą itd. O konkretach jeszcze powiadomimy. Oto prześlicznej urody utwory brackich z wieczorka pt. "Listopadem malowane"...




EMILIA SZYBISTA

„Nowy wizerunek - petycja w sprawie

jesieni"

 

Chodzi wiejską dróżką, przez ulice, parki.

Chodzi borem, lasem - przez pola i łąki.

Strojna w mgieł welony, strugą deszczu tryska,

Wichrowym skowytem gromi, gani wszystko

 

- Niech ptaki zamilkną! Niech opadną liście!

Słońce niech za czarną chmurę się ukryje!

Niech będzie ponuro, mgliście, nieprzejrzyście     

Ma być szaro, smętnie, wręcz melancholijnie.

Wczesny zmierzch niech z hukiem

zatrzaśnie drzwi domów!

Rolety opuścić! Nie ma tu nikogo!

Gdy żurawim kluczem zamknę ciepłą porę

i babiego lata ostatnią nić zbiorę,

Siedź jak mysz pod miotłą, nosa nie wytykaj,

katarem uraczę, chrypką kaszlem, grypą.

 

Tak przemawia jesień, wyje, jęczy, skrzeczy,

Tak ją uwiecznili malarze, poeci     

Chuda, wstrętna baba, w podartej kapocie,

z rozwichrzonym włosem, z zakrzywionym nosem

Nie z nami te gierki, my się nie boimy,

Złotą polską jesień znamy i lubimy.

Dojrzała, pogodna, rozłożysta pani,

do sadu zaprasza i kusi jabłkami.

Kwaszone ogórki to niebo w gębusi,

z pigwy galaretki każdy podjeść musi.

Z gąsiorów kusząco mrugają nalewki,

sprzyjają leczeniu, służą do rozgrzewki.

No i jaka pora równać z nią się może?

W obronie jesieni petycję przedłożę...

Proszę was w imieniu skrzywdzonej jesieni,

aby od tej chwili sąd o niej się zmienił,    

Argumentów wiele i wszystkie zasadne

tyle cennych zalet nie ma pora żadna:

Niezwykle urocza, bogata, zasobna,

dumna i potężna, i niezwykle szczodra.

 

 

 

LUDMIŁA RAŹNIAK

„Lato przekwita czasem

przeszłym..."

 

Lato przekwita czasem przeszłym

umilkł już ptaków śpiew

kępy zeschniętych traw

i zmurszały upałem mech

 

w poszyciu lasu

czas przyszły się czai

borowik pachnie wigilią

 

drzewa jak harfy

rozebrane z futerałów liści

poddają się koncertom

wiatru jesieni

 

jeszcze niebo rzęsiście zapłacze

nim siwy czarodziej mróz

zamieni łzy melancholii

w białe motyle śniegu

 

a w alejce parku srebrny pan

i jesienna pani

łagodna czułość wiatru

pieści im włosy ...

a oni pod rączkę pomaleńku

prowadzą na spacer wspomnienia

 

 

 

REGINA ADAMOWICZ

„Dla Seniora"

 

Wiosna, lato już za nami

Minęły letnie dni gorące

My wciąż żyjemy wspomnieniami

A z życiem trzeba na bieżąco

 

Spójrz na te piękne dni jesienne

Patrz jak spadają liście złote

Chociaż pogoda bywa zmienna

Na pewno każdy ma ochotę

 

W parku na ławce usiąść w słońcu

Ogrzać się jego promieniami

Patrząc na liście spadające

Tańczące w słońcu kolorami

 

Wirują one w blasku słońca

Jak baleriny w tym balecie

Wiatr je unosi w wir bez końca

W barwnej jesiennej swej palecie

 

W swym zamyśleniu spojrzysz na nie

Jesiennym tańcem umęczone

W przyrodzie wciąż trwa przemijanie

My przemijamy tak jak one

 

Tym, co odeszli, mamy pamięć

W milczącym blasku świec i zniczy

I tak na zawsze pozostanie

Bo przyjaźń w niebie też się liczy

 

Piękna jest każda roku pora

Jesienne skarby płyną deszczem

A coraz biedniej u seniora

Chciałby on godniej pożyć jeszcze

 

 

 

IRENA PESZKIN

„Klucz"

 

Widziałam dzisiaj

klucz do nieba

Na błękicie bladym

wysmaganym

aurą października

komendą rozkrzyczany

ruchliwy

czarny klucz

ostatnich żurawi

 

Ulotne znamię jesieni

I to muśnięcie

złotym zapachem liścia

co zawirował

i sfrunął na ramię

jak kropka nad "i"

jesiennej impresji

 

A spacer - urokliwy

jak udane kadry

pogodnego filmu

z efektami szelestu

chrzęstu żołędzi

akcentami irgi

wielobarwnej

i miłego szczebiotu

wśród krzewów

i koralowych jarzębin

 

I jeszcze

ten cichy powiew

nostalgii

 

Obrazy

zamotane

w srebrny muślin pajęczyn

jak w kokonie

do snu ułożę

w pamięci

 

 

 

MACIEJ MICHALSKI

„Jesień"                                                                                                   

 

Jesień, zmierzwione pługiem pola,

Jarzębinowe uroczyska,

Pajęczej sieci aureola,

Ptasie sejmiki na pastwiskach.

 

Jesień, mgły suną wśród sitowia,

Klangor żurawi pośród gwiazd,

Wiatr zbiera żniwo wśród listowia,

Wymiata pustkę z ptasich gniazd.

 

Jesień to przebogate sady.

Złocistych skarbów pełne kosze,

Pękatych słoi barykady,

Kałuże, katar i kalosze.

 

Jesień, brzemienne deszczem chmury,

Pasjanse z liści stu kolorów,

Suszonych grzybów długie sznury,

Ciepło kominków wśród wieczorów.

 

Nim biały całun świat odmieni,

Wciąż celebruję sen o cudzie

i zmierzam wolno ku jesieni

Tam, gdzie mieszkają dobrzy ludzie.

 

 

 

ROBERT PAWEŁ KAMIN

„Kalejdoskop"

 

Biegną rozbuchane miesiące jesienne,

Za nimi zostaje lato wiatrem senne.

Niosą sakwy czasu przepełnione złotem.

Purpurę na twarzy, schyłkowości cnotę.

 

Październik przybrany jest w szlachecki żupan,

Na karnawale fal przybywa w szalupach.

Sztormem i wichurą gra na okarynce.

Złotem i kasztanem wymoszcza gościńce.

 

Listopad jest nagi jak blada dziewica,

Co stoi przed lubym, gdy snu tajemnica.

Przynosi niepokój i szarość istnienia.

Woła o spoczynek w nim stroskana Ziemia.

 

A grudzień najstarszym jest bratem jesieni.

To on w tajemnicy się w zimę przemieni.

A z zimą przybędą dziarscy bracia biali.

Wigilię znów będą wyczarowywali.

 

 

 

KRYSTYNA WAJDA

„Jesień w dłoni"

 

Podniosłam jesień

 

Liść klonu

w mojej zmęczonej dłoni

 

Ubrany w ciepłe kolory słońca

przeplatane kropeczkami zielonego lata

 

Śliczny

szeleszczący

kołysany wiatrem

 

Wydobywa uśmiech

z pokładów

stroskanego oblicza

 

 

 

LIDIA NOWOSAD

„Oda do klonowego liścia"

 

No i ...oderwałeś się od matki

krótko szybowałeś w przestworzach

w kołysaniu łagodnie opadłeś na ziemię

 

Stąd nie ma już powrotu na drzewo

Jeszcze istniejesz w liściowej postaci

Wkrótce ulegniesz przemianie

 

Pozostaną po tobie jakieś sole

Którymi użyźnisz ziemię

Może zasilisz swoją matkę

 

Dzisiaj jeszcze cieszysz oko

żółto-czerwonym zabarwieniem

brązowiejącym urokliwie

 

Niebawem pokryjesz się nalotem

a potem ...

potem wiesz co będzie

 

Nic w przyrodzie nie ginie

Tylko zmienia swoją postać

 

 

 

EWA PIETRZAK

„Spacer"

 

Zagrajmy z jesienią w zielone
o jeszcze jeden kasztan w kieszeni
kiść jarzębiny podrzuconej do karmnika
szelest liści na wspólnym spacerze

zagrajmy o kosmyk rudych włosów
związanych niechcący nicią pajęczą
wyjdźmy naprzeciw buczynie
zanim całkiem się zapurpurzy

zagrajmy z tą złotą nim wiewiórki
schowają skrzętnie wszystkie orzechy
z ciemniejącej pod lasem leszczyny
a powietrze załzawi rzęsiście

oszukajmy jeszcze tę jedną

 

 

 

ZOFIA ZAWILSKA

„Grzybobranie"

(opowieść na jedną sylabę)

 

Świt się kluł, pełzł jak wąż,

Bo mrok wciąż chciał tu trwać,

Aż gdy blask od zórz wszedł,

Mrok się skrył za pnie drzew

I dzień już mógł się stać.

Był już bus i był tłum,

Śmiech i gwar w las się wdarł.

Grzyb rósł w krąg

I sam wprost szedł do rąk

Lecz gdzie Krzyś? Miał tu być.

Nie ma go, a miał przyjść.

Wiem, on jest gdzieś w tej mgle

I swą myśl do mnie śle.

O! Jest tam! Jest tam z nią.

Tak, on z nią siadł na pniu.

A więc to tak, to z nią znów?

Na to już brak mi słów.

Co mi tam. Gdzie mój kosz?

Chcę w nim mieć

Tak co bądź: grzyb, liść, śmieć

I z tym wyjść przed nim wprost

Niech zna mój styl,

Chcę drzeć się w głos;

Precz od dziś! Tej się czep!

A ten kosz masz na łeb.

Nie! To nie tak!

O bij mnie grom!

A niech to szlag.

To nie był on

To nie był Krzyś.

To był mój szef.

Wstał - jak zły lew.

A ja w tył zwrot i skok za krzew.

Tam, kurs na dom

I sprint i bieg, choć mil ze dwie,

I drzwi na klucz, i nie ma mnie.

 

PS

Teraz na grzyby chodzę co dzień,

Później sprzedaję je przy drodze.

 

 

 

IRENA WIERCIŃSKA

„Mały Maksio piłkę kopie..."

 

Pani Jesień mgłą zasnuta

zrzuca liście żółte i brązowe

chmurka deszczem pokropiła

prowadzimy więc życie domowe

 

Mały Maksio biega, psoci

i radość go nie opuszcza

w kąt ucieka mały „Kocik"

lecz Maksia cieszy tylko piłka

 

Tata lekko ją popycha

Maksio ze śmiechem za nią goni

potem silniej piłkę kopie

Tata mówi - „Będzie nowy Boniek!"

 

Mały chłopiec piłkę kopie

ona turla się i znika

gdzieś pod stołem goni kota

który przed nią skocznie fika

 

Kiedy nóżka trafia w piłke

rączki same robią klask

wiemy wtedy już na pewno

w małym Maksiu - piłkarz Max

 

On już wie, co znaczy piłka

na boisku i na podłodze

jeszcze tylko strzałów kilka

a pewnie będzie gol za golem

 

Dziadek patrzy i podziwia

lecz nie wierzy w sukces wielki

długie lata czekać trzeba

zanim aplauz przyjdzie wszelki

 

Tata zaś po nosem nuci

„A mój synek bawi się radośnie

wczoraj bramki strzelił dwie

a na sukces - poczekajmy aż urośnie"

 

 

 

BOGDA SZYDŁOWSKA

„Haniebne mury"

(w dwudziestą rocznicę obalenia
muru berlińskiego)

 

i runął mur

przed chwilą

równą dwudziestu latom

 

to się naprawdę zdarzyło

 

rozbity uprzedzeń atom

dokonał cudu

czerw bestii zdychał

 

listopad noc wiwaty

i mur pokryły kwiaty

kolorowych graffiti

 

maj w nas rozkwitał

 

świecie nasz - jakiś ty mały

choć ciebie o to nie proszą

mury na nowo się wznoszą

 

i mimo że czas się zmienia

wyrzuty naszego sumienia

żadną są bronią

 

 

 

ROMAN DOPIERALSKI

„Po prostu wiersz"

czy wiersz musi być konkretny

i twardo stąpając po ziemi

siermiężne mam kreślić kształty

ubierać wszystko w realizm

nie tolerować utopii

fantastom dać kopniaka

i kąsać co się da

by łez nie marnotrawić

 

a może w liryczne wejdę klimaty

i w obłokach poszukam schronienia

muskaniem się nasycę

upoję słońca wschodem

piękno wciąż dopieszczać będę

dłońmi otulę wątły płomyk

i nie zważając na szarość

w rozedrganej nucie znajdę ukojenie

 

może jednak nic nie zdefiniuję

klamrami nie zepnę

tematu nie wyłuszczę

nie będę moralizować

nie dam gotowych rozwiązań

i siebie nie narzucę

nie zmuszę wierszem do niczego

po prostu go napiszę

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wieczorkowa proza...

sobota, 05 grudnia 2009 23:28

 

„Listopadem malowane"

(bracki felieton)

 

Listopadem malowane... Piękny tytuł... Piękny zarówno od strony poetyckiej, jak i prozatorskiej. W wierszu, kiedy o malowaniu mowa, to wiadomo, że chodzi o przenośnię, bo nikt przecież nie weźmie pędzla do rąk i nie pokryje farbą tych wszystkich liści w przebogatą paletę żółtego i brązowego koloru. Zaś w prozie, kiedy raczej konkret jest zalecany, możemy więc z czystym sumieniem obmalować, czyli mówiąc dosadniej - obsmarować - owy właśnie listopad.

Bo czymże tu się zachwycać, kiedy dzień staje się coraz krótszy. I to nie tylko z powodów astronomicznych, gdyż państwowym to dekretem przestawić trzeba było zegarki, odbierając listopadowym popołudniom godzinkę słonecznego światła. To w listopadzie krążą nad naszymi głowami niespokojne chmary ptaków, podrywając także nasze myśli do marzeń o odlocie w jaśniejsze strony... Tak swoją drogą... dziwne są te ptaki, które zostają u nas na zimę. Człowiek pewnie lepszy by zrobił użytek z tychże ptasich skrzydeł. Biorąc namiar na cieplejsze klimaty, schładzał by się teraz zimnym napojem w cieniu jakiejś kokosowej palmy, albo oparty o Sfinksa, wygrzewał pod egipskim niebem...

Kiedy wsłuchać się w rodaków rozmowy na tematy pogodowo-kalendarzowe, rozmówców można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to ci, dla których listopad nie jest tym najbardziej ponurym miesiącem w roku. Nastrój napędza im oczekiwanie na grudzień, a grudzień to wiadomo - Mikołajki, Gwiazdka, Święta z choinką, rodziną, no i oczywiście prezenty od Świętego Mikołaja, który aż z odległej Skandynawii się do nas fatyguje. Tak więc, żyjąc przyjemnością oczekiwania na przyjemności, jakoś ten listopad im mija... Druga grupa pogodowo-kalendarzowych rozmówców ma ciężej. Mroków listopada nic nie jest w stanie im rozjaśnić. „Jest ponuro, zimno, ciemno wszędzie / Luźna plomba dzwoni w zębie / Oj, co to będzie?! / Co to będzie?!" - słowa tejże kabaretowej piosenki są im szczególnie bliskie. Ten miesiąc jest dla nich wybitnie najciemniejszym miesiącem w roku. Ci skrajni listopadowi pesymiści twierdzą nawet, że listopad to trzydzieści dni przerwy w życiorysie...

A państwo... do jakiej grupy się zaliczacie? Dla Was listopad ma aż trzydzieści dni, czy tylko trzydzieści? Coś mi się wydaje, że... Wy lubicie listopad... Dlaczego? To proste! Bo tylko w listopadzie można przyjść do nas i sprawdzić, co ten listopad namalował w naszych wierszach...

 (Roman Dopieralski)

 

PS  Przepraszamy, że już grudzień, a felieton tyczy się listopada. No cóż, ten czas tak szybko leci... A czasami i powspominać warto. Skoro tak, to niebawem pojawi się na blogu jeszcze druga i trzecia część wierszy z literackiego wieczorka brackich poetów.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

"Listopadem malowane" - poezja...

środa, 02 grudnia 2009 23:41


 

WIECZORKOWA POEZJA BRACKICH

(część 1)

 

 

ROMAN DOPIERALSKI

„Listopadem malowane"

 

Listopadem malowane liście

żółkną, beżowieją 

na mokrych chodnikach

gnijące ich kiście

 

Listopadem malowane

mury z wilgotnymi naciekami

sieczone przez wiatr

zza okien obraz ponury

 

Listopadem malowane

oblicze skryte za kołnierzem

zakatarzone, zziębnięte

cmentarnym rozjaśnione zniczem

 

I wierszem zawładnął listopad

w wers wszedł brutalnie

w strofę się wcisnął

nastrojem swoim go dopadł

 

 

 

 

BOGDA SZYDŁOWSKA

„Jak listopad przegrywa w

miesięcznym rankingu"

 

żeby nie powiedzieć wszystkiego

co najgorsze o nim od razu nadmienię

że listopada nie lubię a nawet nie cierpię

 

pewnie to się stąd bierze

że on wzbudza we mnie

uczucia prometejskie tak niejednoznaczne

 

co gorsza żal ogromny wywołuje

a także nieci gorycz i bunt z przyczyny

obchodzonego wówczas Święta Zmarłych

 

bo jak już się jesień zacznie

to nie ma rady przychodzą umarli

i idą ze mną przez zimę aż do Wielkiej Nocy

 

nie znoszę listopada dodatkowo za grzechy

jego powszechne oraz pospolite

w tym wiatr chłód groby milczące

i deszcz na policzkach

 

 

 

 

ZDZISŁAW GRZANOWICZ

„Jesień i pamięć"

 

Za oknami szarówka i deszcz siąpi,

Jesień radości nam skąpi.

Na cmentarnych mogiłach migają lampiony,

To za czas miniony,

 

Czcijmy pamięć

tych, co polegli na polu chwały,

co w maciejówkach niepodległość wykuwali

co z ruin kraj odgruzowywali.

 

Tych z pod Lenino,

I spod Monte Cassino,

Wszak krew w nich jednakowa

I nie są to puste słowa.

 

Na szczytach władzy kłótnie,

A nam w listopadzie coraz smutniej.

 

Jednak o bohaterach zawsze pamiętajmy

I na bezimiennych mogiłach znicze stawiajmy.

 

 

 

 

IRENA PESZKIN

„Próba zmierzchu"

 

W morzu kwiatów pełgające ogniki

Szelest żwiru

zapach liści i świec

Pod kopułą perłowoszarą

wibrują szepty modlitwy

 

Łzy

połykane w ciszy

w drżących palcach

różaniec

 

Łuną wspomnień rozedrgana

mogilna gorycz chryzantem

 

Ocean szeptów

wyciszony nieszpornie

 

Generalna próba zmierzchu

wszak zmrok

zapadnie dla nas

nieuchronnie

 

 

 

 

GRAŻYNA PIEKAREWICZ

„Zasnęli, poszli..."

 

Zasnęli, poszli

w objęcia złotej zorzy.

 

U ich wezgłowia sen święty.

 

Poszli przez życia czas,

Poszli przez życia głaz.

 

Zasnęło ich słońce.

Nie jaśnieje wschód.

 

Białe lilie kołyszą się na ich grobach.

 

Pamięć o nich zamknięta

w wiecznych słowach.

 

Odeszli za szybko,

za wcześnie.

 

Na dalekim niebie

płyną listopadowe obłoki.

 

Pamięć - słowa na dziś,

na jutro,

na wczoraj.

 

Nad nimi brzozy szumiące.

Zamknięci u stóp zimnej skały.

 

W świętą godzinę

Odejdzie mrok.

 

ONI...

Staną szczęśliwi przed obliczem

BOGA.

 

 

 

 

EWA PIETRZAK

„Do nieznanego boga"

 

hej ty co z fantazją umilasz mi życie
rzucając pod nogi coraz to nowe wyzwania
w najprzemyślniejszych kształtach
może już wystarczy
  
nie jestem herkulesem życie też mam jedno
nie chcę wyróżniać się w tłumie więc proszę
ogranicz swoją hojność i daj mi spokojnie
wydziergać ten wełniany sweter
zanim nadejdą późnojesienne chłody

 

 

 

 

KRYSTYNA WAJDA

„Odchodząca jesień"

 

 

Pośród smutnych

całkiem nagich drzew

przedziera się blade światło dnia

 

Głęboka warstwa liści

przybita

ciężarem deszczowej wody

wydaje ostatnie jęki

szeleszczącego szeptu

 

Ponure niebo

tak od niechcenia

chcąc zachować pozorny ład

i spokój

wysila się

by uporządkować chmury

w równym szeregu

 

Jedynie wiatr

walcząc z coraz ostrzejszym powietrzem

podejmuje rękawicę

i w porywach łapie

ostatnie oddechy

odchodzącej jesieni

 

 

 

 

ROBERT PAWEŁ KAMIN

„Nadzieja"

 

Zaszumiały wierzby liśćmi ostatnimi.

Chmury się otwarły wstęgami zgubnymi.

Oziminy wzeszły mieczami jesieni.

Słońce spoza mgły blado się rumieni.

 

Zapłakały brzozy nagim wstydu brzmieniem.

Listopad przynosi złote uniesienie.

Wrzos chłodnym fioletem zasypia przy lesie.

Wiatr ostatnie pióro żurawia dziś niesie.

 

Zasmucił się dąb brat sędziwy wieczności.

Czas go ogołocił z letniej zamożności.

Tylko bluszcz zielony jeszcze wąs mu krzewi.

Oplata niemrawo gniazdo pstrych cietrzewi.

 

Zakwiliła olcha swym żałosnym tonem.

Kościół Częstochowski rozbrzmiał starym dzwonem.

Wszystko dziś zamiera w niezgłębionym kresie.

Lecz nadzieja sercu - powiew wiosny niesie.

 

 

 

 

IRENA WIERCIŃSKA

„Smutna jesień"

 

Rozgniewała się jesień 2009

i zmieniła kolejność przemijania.

Nie pozwoliła zalśnić rosie

na trawach ubranych w sieć pajęczą.

 

Odwróciła naszą uwagę

od ptaków odlatujących w kluczach.

Nie poczekała, by słońce zalśniło

w powolnej zmianie kolorów.

 

Zaskoczyła nas śniegiem

i nagłym ogołoceniem drzew.

W przyśpieszeniu poczerniały krzewy

wtuliły w ziemię zmrożone łodygi.

 

Dzieciom umknęło zbieranie kasztanów,

piłka nie dotknęła podwórkowych zabaw.

Rózgi grypowe chłoszczą świat,

 

A miało być zabawnie,

a mogło być radośnie,

bo przecież jesień nas syci

słodkością owoców

i leśnych darów urokiem.

 

 

 

 

BEATA PIOCHA

„Pejzaż"

 

Bezlistne drzewa

desperacko

próbują być

piękne

 

tną

garbatymi konarami

nalot wilgoci

 

pola błagają

spłaszczone niebo

o kołdrę śniegu

 

paprocie szronu

kwitną wstydliwie

na horyzoncie

 

chłodnym akcentem

spływa spod pędzla

cień listopada

 

 

 

 

MACIEJ MICHALSKI

„Radiolatarnie"

 

Listopad nastraja refleksyjnie

poetycko i kulturalnie

zaczyna doskwierać brak słońca

który usiłujemy zastąpić

blaskiem cmentarnych lampek

a kiedy to się nie udaje

szukamy świateł w sobie

bywa że sami emitujemy

kwanty światła

skoncentrowane wiązki słów

wierszowane zestawy ratunkowe

dla tych co mają uszy i oczy

albo przynajmniej- serca

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 716  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545716
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl