Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Święta i związane z tym zwyczaje (część II)

piątek, 24 grudnia 2010 14:13

 

 

BOŻE NARODZENIE

A.D. 2010

 

Christmas collage.PNG

 

Niech Święta

Bożego Narodzenia

i

Wigilijny wieczór

upłyną

w

szczęściu i radości

przy

staropolskich kolędach

i

zapachu świerkowej gałązki.

 

  

 

A teraz druga część bożonarodzeniowych zwyczajów. W poprzednim wpisie było już o pasterce, choince, opłatku, kolędach i prezentach gwiazdkowych. Teraz będzie o wieczerzy wigilijnej, żłobku, jasełkach, kartkach świątecznych i o Objawieniu Pańskim. A na deser – duchowa strawa w postaci wiersza brackiego poety…

 

Wieczerza wigilijna

Wigilia jest dniem poprzedzającym Boże Narodzenie. Słowo wigilia pochodzi od łacińskiego vigilare, co znaczy: czuwać, być czujnym. W Kościele od starożytności obchodzono wigilie, czyli czuwano, aby o północy godnie powitać nadejście dnia świątecznego. W wigilię Bożego Narodzenia gromadzimy się w gronie najbliższych, by oczekiwać przyjścia Jezusa. Polska tradycja nakazuje zasiąść do wieczerzy, gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka na niebie. Gwiazdka ta jest symbolem Gwiazdy Betlejemskiej.

Zgodnie z obowiązującym obecnie prawem kościelnym nie ma w tym dniu obowiązku zachowania postu, jednak dawna tradycja każe powstrzymać się w tym dniu od potraw mięsnych. Na początku wieczerzy wigilijnej odczytuje się fragment Ewangelii mówiący o narodzeniu Jezusa ( Łk 2, 1-20) i zaczyna wieczerzę modlitwą. Następnie wszyscy dzielą się opłatkiem i składają sobie wzajemnie życzenia. Życzenia te nie powinny być gotowymi formułkami, które się wyrecytuje - powinny one płynąć z serca, być szczere i autentyczne, gdyż składamy je najbliższym sobie osobom.

Były i są różne zwyczaje dotyczące ilości i zawartości potraw wigilijnych. Symbolem wigilii są potrawy z ryby, zwłaszcza karpia. W starożytności ryba symbolizowała Jezusa. Z poszczególnych liter tego słowa, zapisanego w transkrypcji greckiej, chrześcijanie odczytywali: Jesus Christos Theu Hios, Soter - Jezus Chrystus Syn Boga, Zbawiciel. Zwyczajowo podaje się także barszcz z uszkami, potem grzyby z kapustą, ryby gotowane lub pieczone, kluski z makiem, kompot z suszonych owoców, itd. Rybą będącą nieodłącznym symbolem wigilii stał się karp. Na ogół przygotowuje się 7, 9 względnie 12 potraw. Przyjęło się pozostawienie wolnego nakrycia przy stole dla ewentualnego gościa lub też symbolicznie dla Chrystusa.

We wschodnich regionach obowiązkowo podaje się kutię (gotowaną pszenicę lub jęczmień z miodem, orzechami i migdałami). Po skończonej wieczerzy śpiewa się kolędy i obdarowuje prezentami.

 

 

Żłóbek

Zrozumiałe jest, że grota betlejemska, miejsce narodzin Chrystusa, wraz ze znajdującym się tam żłóbkiem, od samego początku była miejscem szczególnej czci chrześcijan. Dokumentują to liczne przekazy ze starożytności chrześcijańskiej (np. pisma Orygenesa z r. 248). Z polecenia Heleny, matki cesarza Konstantyna zbudowano nad grotą w IV wieku Bazylikę Narodzin Chrystusa. W następnym wieku doznała ona znacznych uszkodzeń, ale już około 540 roku z polecenia cesarza Justyniana została ona odrestaurowana i w swej zasadniczej konstrukcji przetrwała nieuszkodzona do dnia dzisiejszego. Została ona nawet oszczędzona w czasie niszczycielskiej inwazji perskiej w roku 614. Ocaliły bazylikę wymalowane nad wejściem postaci (trzech) mędrców ubranych w szaty perskie.

Rozpowszechnienie idei budowania i "odtwarzania" żłóbka betlejemskiego w kościołach parafialnych zawdzięczamy duszpasterskiej intuicji św. Franciszka (XIII w.). Św. Bonawentura (1274 r.) opisując na zlecenie zakonu franciszkańskiego oficjalny żywot św. Franciszka z Asyżu (tzw. "Legenda maior") podaje, że założyciel zakonu zbudował w pobliżu kościoła w Greccio w roku 1223 obszerną szopkę, w której znalazło się nawet miejsce dla osła i dla woła. Z czasem promotorami tradycji żłóbkowej stały się także inne zakony. Szopkę, poza postaciami św. Rodziny stopniowo zaczęli wypełniać pasterze, aniołowie, królowie (ewangelijni magowie), słudzy Heroda i jego dworzanie.

Z czasem szopka coraz bardziej się aktualizuje. Świętej Rodzinie towarzyszą przy żłóbku charakterystyczni przedstawiciele danego narodu - np. mieszczanie, chłopi, rzemieślnicy, górale, aktualni przedstawiciele władzy cywilnej, wojsko, itd. W okresach szczególnie trudnych politycznie, szopki nabierają charakteru patriotycznego, czy wręcz symbolicznego. Pierwotnie szopki stawiano i budowano dla celów parafialnych. Przyjmuje się powszechnie, że szopki te zaczęły pojawiać się także w domach prywatnych dopiero od XVIII wieku pod wpływem tzw. (pseudo) reform austriackich Józefa II, który zakazał w swoim cesarstwie prezentowania bożonarodzeniowych przedstawień w budynkach kościelnych.

Polskie szopki wywodzą się z Włoch, a przywędrowały do nas wraz z franciszkanami. Wśród wielu tradycji polskich szopek, najbardziej znane są tzw. szopki krakowskie, cenione i znane już od XIX wieku. Od roku 1927 istnieje nawet tradycja konkursu na najpiękniejszy jej egzemplarz. Doroczna wystawa tych szopek (z przerwą w czasie okupacji niemieckiej oraz okresu stalinowskiego 1950-1954) odbywa się w pobliżu pomnika Adama Mickiewicza na Rynku Krakowskim.

 

 

Jasełka

W drugim dniu świąt Bożego Narodzenia, czyli we wspomnienie św. Szczepana, rozpoczynał się okres "jasełek". Trwał on przez wieki do uroczystości Matki Bożej Gromnicznej (2.II.), czyli do dnia ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Nazwa "jasełka" tematycznie wskazuje na tematykę tych przedstawień. Jasełka po staropolsku to po prostu żłób, rodzaj drabinek, jeszcze dziś stosowanych, które służą do podawania bydłu czy koniom siana. Stawia się je także w lasach, by podkarmiać zwierzynę łowną. W żłóbku został złożony Chrystus po swoim narodzeniu. Zatem "jasełka" prezentują udramatyzowane, teatralne sceny na temat przyjścia Chrystusa Pana na świat.

Początków jasełek poszukują historycy w intuicji św. Franciszka z Asyżu, który w 1223 roku zainscenizował pierwszą "żywą" szopkę. Tej nocy niewielka grota w pobliżu Greccio była miejscem, gdzie na oczach okolicznych wieśniaków po raz pierwszy rozegrała się scena narodzin Jezusa. Pomysł ten został szybko rozpowszechniony przez współbraci św. Franciszka - zakonników franciszkanów, którzy w krótkim czasie rozpowszechnili się po całej Europie niosąc ze sobą zwyczaj budowania żłobka i wystawiania jasełek. Początkowo miejscem widowisk był budynek kościelny, a dopiero później, gdy niektóre postaci teatralne, jak śmierć, pasterze, czy diabły, zachowywały się coraz swawolniej, przedstawienia jasełkowe prezentowano w szopach czy większych izbach. Wówczas pierwotna, wyłącznie religijna treść, została obudowana wieloma elementami wtórnymi, przeważnie komicznymi, "ku uciesze" widzów stając się często "pobożną komedią". Od XVIII w. żywych aktorów zaczęły zastępować kukiełki, którym głosu udzielali ukryci kolędnicy, a z czasem "szkolni" aktorzy, którzy na sposób objazdowy odwiedzali różne dwory szlacheckie, czy nawet profesjonalnie zbudowane pomieszczenia teatralne.

 

 

Kartki świąteczne

Swoistym prezentem pamięci związanym z uroczystością Bożego Narodzenia jest bardzo popularny na całym świecie zwyczaj wysyłania do krewnych, przyjaciół czy znajomych okolicznościowych kartek z życzeniami świątecznymi.

Sir Henry Cole (1808-1882), pierwszy dyrektor Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie, miał bardzo wielu znajomych. Wypisywanie listów ze świątecznymi życzeniami zajmowało mu mnóstwo czasu. W 1843 roku, przed Bożym Narodzeniem, wpadł na świetny pomysł. Postanowił zamówić u znajomego malarza rysunek z wypisanymi życzeniami, a następnie powielić go w drukarni i rozesłać do znajomych. Rysunek, przedstawiający rodzinę wznoszącą toast, wykonał artysta z Londynu, John Calcott Horsley (1817–1903). Cole kazał wydrukować tysiąc egzemplarzy, zapewniając sobie zapas na następne lata.

Pierwsze kartki były wysyłane jak listy, w kopertach. Popularność zdobywały dość powoli. Prawdziwą rewolucją w ich historii było dopiero wprowadzenie kart pocztowych, nie wymagających koperty. Adres umieszczano bezpośrednio na karcie. Spowodowało to szybkie rozpowszechnienie się tej formy składania życzeń świątecznych. Według "Kuriera Warszawskiego" z 1881 roku, w Europie, w samym tylko 1879 roku takich kart pocztowych rozesłano 350 milionów.

W 1900 roku w Warszawie ogłoszono konkurs na nazwę karty pocztowej w języku polskim. Jury, składające się z członków redakcji "Słownika Języka Polskiego", rozpatrywało pięć propozycji: "liścik", "listówka", "otwartka", "pisanka" i "pocztówka". Ta ostatnia nazwa została zgłoszona przez Henryka Sienkiewicza. Wybrano właśnie "pocztówkę".

Dzisiaj, gdy zwyczaj ten przyjął się już na całym świecie, a ilość wysyłanych kartek świątecznych liczy się na dziesiątki milionów, warto zapytać ludzi wierzących, czy treść kartek i banalne często słowa życzeń mają jeszcze związek z istotą - sensem religijnego źródła tych życzeń, czyli z faktem narodzin Jezusa Chrystusa? Czy wolno dopuścić, aby laickie kartki świąteczne z "bombkami" choinkowymi, saniami na śniegu itd. wyparły lub zatarły plastyczne wyobrażenia związane z wejściem Chrystusa w dzieje świata? I życzenia świąteczne mogą być świadectwem wiary...

Pisząc kartki świąteczne trzeba też pamiętać, że nawet najciekawszy sms czy animowana e-kartka nie zastąpi życzeń płynących z serca.

 

 

Objawienie Pańskie

Obchodzona każdego roku 6 stycznia uroczystość Objawienia Pańskiego, zwana w polskiej tradycji świętem Trzech Króli, jest najstarszym - obok Wielkanocy - świętem kościelnym. Boże Narodzenie koncentruje się na uniżeniu Jezusa, a Objawienie Pańskie wskazuje na Boską wielkość nowonarodzonego Dziecięcia. Bóstwo Chrystusa uznali Mędrcy ze Wschodu, padając przed Nim na twarz, oddając Mu pokłon i ofiarując dary. To samo Bóstwo obwieścił głos Ojca z nieba w momencie chrztu Chrystusa w wodach Jordanu. Swe Bóstwo okazał wobec Apostołów sam Jezus, gdy dokonał pierwszego cudu przemiany wody w wino, aby "objawić swoją chwałę i by uwierzyli w Niego Jego uczniowie". W mędrcach - "reprezentantach wyznawców sąsiednich religii pogańskich - Ewangelia widzi pierwociny narodów, które przyjmą Dobrą Nowinę zbawienia".

Objawienie Pańskie było znane już od III w. Tego właśnie dnia obchodził Kościół grecki święto Bożego Narodzenia, ale w treści znacznie poszerzonej: jako uroczystość Epifanii, czyli zjawienia się Boga na ziemi w tajemnicy wcielenia. Na Zachodzie uroczystość Objawienia Pańskiego datuje się od końca IV w. (oddzielnie od Bożego Narodzenia).

Chociaż uroczystość Objawienia Pańskiego powszechnie jest u nas zwana świętem Trzech Króli, jednak Ewangelie nie nazywają Mędrców królami, ani też nie podają ich liczby. O trzech Mędrcach - w związku z symbolicznymi trzema darami, jakie złożyli Chrystusowi - zaczęto pisać w III w. Ich imiona - Kacper, Melchior, Baltazar - pojawiły się w średniowieczu.

Magowie który przybyli do Betlejem złożyli Jezusowi swoje dary. Kadzidło i mirra były wówczas na wagę złota. Należały bowiem do najkosztowniejszych darów. Była to żywica z rzadkich drzew o silnym i miłym zapachu. Palono ją dla przyjemności w pałacach możnych.

Od XV/XVI w. w kościołach poświęca się kadzidło i kredę. Kredą oznaczamy drzwi na znak, że w naszym mieszkaniu przyjęliśmy Wcielonego Syna Bożego. Piszemy na drzwiach litery K+M+B, które mają oznaczać imiona Mędrców (Kacper, Melchior, Baltazar) lub też mogą być pierwszymi literami łacińskiego zdania: (Niech) Chrystus mieszkanie błogosławi - po łacinie: Christus mansionem benedicat. Zwykle dodajemy jeszcze aktualny rok.

Objawienie Pańskie jest świętem nakazanym i tego dnia każda osoba wierząca ma obowiązek uczestnictwa we mszy świętej.

 

 

 

I przyszła kolej na deser, czyli tzw. strawę duchową. Oto wiersz jednego z brackich poetów:

 

 

Paweł Kamin

Wigilijny świerk

 

Choinko! Sercem Chrześcijańska

Obliczem ciepłym roziskrzona

Historia twoja brzmi słowiańska

Przyszłość twa wiecznie rozmarzona

 

Choinko! Okiem kochającym

Otaczam twoją boską szatę

I w przyszłym , świętym śnie modlącym

Odtwarzam pierwszych świąt mych datę

 

Choinko! Ty mnie nauczyłaś

Pierścieniem złotym:  magii Boga

Przede mną Nieba otworzyłaś

Skąd raju jasna lśni odnoga

 

Choinko! Zbawczo utulona

Rodziny jednasz w dniu miłości

W włos tyś anielski ubarwiona

Powiedz czy rośniesz tam w Wieczności?

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Święta i związane z tym zwyczaje (część I)...

środa, 22 grudnia 2010 19:23

 

 

POŚRÓD KOCHANYCH

OSÓB…

 

 

  

Boże Narodzenie to najważniejsze, zaraz po Wielkanocy, święto w roku. Jednak przez kilkaset lat po narodzeniu Jezusa święta Bożego Narodzenia nie były znane. Dopiero w IV w. z polecenia cesarzowej Heleny wzniesiono w Betlejem, w miejscu gdzie narodził się Jezus bazylikę Narodzenia Pańskiego. Z czasem powstał zwyczaj budowania stajenki, by upamiętnić fakt, że Jezus narodził się w stajni, powstała msza zwana pasterką by upamiętnić nocną wizytę pasterzy w noc Bożego Narodzenia i wiele innych świątecznych zwyczajów.

Także nasze domy są pełne świątecznego klimatu. Zmieniają one swój wygląd, pojawia się choinka, ozdoby, świąteczne wypieki i prezenty - wszystko po to, aby podkreślić świąteczny charakter tego bożonarodzeniowego czasu.
W Wigilie spotykamy się z rodziną przy stole, dzielimy się opłatkiem, składamy życzenia, śpiewamy kolędy, by potem, o północy iść na pasterkę. Czasem jednak całkiem zwyczajnie zapominamy, co mają poszczególne zwyczaje oznaczać. Oto takie w pigułce przypomnienie sobie sensu gestów, wykonywanych podczas świąt.

 

 

 

Zwyczaje bożonarodzeniowe:

pasterka

choinka

opłatek

kolędy

prezenty gwiazdkowe

wieczerza wigilijna

karty świąteczne

żłóbek

jasełka

objawienie pańskie.

 

 

 

Pasterka

Pasterka to Msza św. która jest odprawiana o północy w noc Bożego Narodzenia. Udział w tej szczególnej Eucharystii całych rodzin jest najważniejszym elementem świętowania dnia przyjścia Jezusa na świat.

Od V wieku istniał specjalny formularz mszy na Boże Narodzenie. Od połowy VI wieku w Rzymie była obecność odprawiania w tym dniu trzech specjalnych Mszy św.: tzw. "Pasterki" w nocy, Mszy o świcie i Mszy w dzień. Papież udawał się najpierw o północy do bazyliki Santa Maria Maggiore, dedykowanej macierzyństwu Maryi. Istniała tam (już od VI w.) replika groty betlejemskiej jako osobna kaplica dobudowana do bazyliki. Papieski zwyczaj celebrowania trzech Mszy św. w uroczystość narodzin Chrystusa Pana przyjęli stopniowo wszyscy kapłani. Również od IX wieku zaczęto ten zwyczaj wyjaśniać potrójnym narodzeniem Chrystusa: odwiecznym zrodzeniem przez Boga Ojca, narodzeniem w czasie z Maryi Dziewicy oraz mistycznym rodzeniem się Chrystusa w sercach ludzkich. W tych trzech mszach świętych widziano również echo - znak hołdu złożonego przez aniołów, pasterzy i trzech króli, stąd zwano te formularze mszalne: anielskim, pasterskim i królewskim.

"Pasterka", czyli Msza Bożego Narodzenia odprawiana o północy, otwiera oktawę liturgicznych obchodów związanych z tajemnicą Wcielenia, czyli przyjęcia przez Syna Bożego ludzkiej natury i przyjścia na świat.

 

 

Choinka

 Jednym ze zwyczajów najbardziej kojarzących się nam ze świętami są choinki. Stawiamy je w domu i przystrajamy, a zapach sosny lub jodły nieodłącznie kojarzy się nam ze świętami. Dziś jednak nawet w przybliżony sposób nie można określić, od kiedy iglaste drzewko stało się symbolem świąt. 

Faktem jest, iż na jednym z miedziorytów malarza i grafika Łukasza Cranacha Starszego (1553 r.), w bliskości żłóbka bożonarodzeniowego rozpoznajemy drzewko jodłowe ozdobione gwiazdą i świeczkami. Na pewno więc zwyczaj strojenia na święta choinki sięga XVI w. W następnych stuleciach różne świadectwa historyczne potwierdzają występowanie choinek, także w domach mieszkalnych, wnoszonych właśnie w dzień obchodów Adama i Ewy (24 grudnia). Zwyczaj ten rozpowszechnił się w mieszczańskich rodzinach niemieckich, tyrolskich, austriackich promieniując stamtąd, zwłaszcza w wieku XIX, na pozostałe kraje Europy.

Z tradycją drzewka świątecznego nieodłącznie były związane ozdoby. Im również nadawano głębszy sens. W XIX wieku zaczęto na szczycie jodły umieszczać gwiazdę, która przypominała o gwieździe betlejemskiej. W zawieszanych jabłkach dopatrywano się nawiązania do biblijnego owocu z raju, który skusił Adama i Ewę. W papierowych łańcuchach rozpoznawano zniewolenie grzechem. Oświetlenie choinkowe miało wskazywać na Chrystusa, który przyszedł na świat jako "światło na oświecenie pogan", a żywe, zielone drzewo jodłowe miałoby symbolizować Chrystusa - źródło wszelkiego życia. Warto o tym pamiętać strojąc swoje świąteczne drzewko. A ubiera się je dopiero w wieczór wigilijny. Aby jednak zapalić świeczki, trzeba poczekać na pojawienie się na niebie pierwszej gwiazdy.

 

 

Opłatek

Tradycyjnie spożywanie wieczerzy wigilijnej poprzedza dzielenie się białym opłatkiem, czyli bardzo cienkim, przaśnym (niekwaszonym) chlebem. Ten prosty, jakże ludzki zwyczaj, zawiera w sobie bardzo głęboką symbolikę. Najpierw mówi ona o "byciu razem". Zasiadamy do jednego stołu by świętować przyjście Jezusa, a przecież ludzie poróżnieni i skłóceni ze sobą nie mogą razem świętować. Ta wspólnota stołu domaga się wzajemnego zrozumienia, wybaczenia, zgody na wzajemną inność, tchnie życzliwością. Przełamany biały opłatek to piękny znak, wyrażający miłość i jedność zebranych uczestników Wigilii ze wspólnotą Kościoła. Wyraża on też poświęcenie się i służbę bliźnim. Łączy ze sobą ludzi nawet najbardziej poróżnionych. Współcześnie praktykuje się też przesyłanie przełamanego opłatka w liście do najbliższych, z którymi nie możemy się spotkać.

Sam zwyczaj dzielenia się chlebem w postaci opłatka był znany od początków Kościoła. Nie miał on jednak początkowo żadnego związku z Bożym Narodzenie. Powstał on w związku ze Mszą św., gdyż kawałki opłatka posyłano tym, którzy nie mogli być na mszy. Dzielono się nimi wyrażając wzajemną miłość, życzliwość, przynależność do tego samego lokalnego kościoła. Przesyłali go sobie biskupi, a kapłani wiernym.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach ta tradycja zakorzeniła się w Polsce. Najstarsza wzmianka o tej praktyce w polskich rodzinach pochodzi z końca XVIII wieku. Dzisiaj jest to już wyłącznie polski zwyczaj, jak przypomina nam Cyprian Kamil Norwid:
"Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,
Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,
Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".

 

 

Kolędy

Dzisiaj nazwa "kolędy" kojarzy się przede wszystkim z pieśniami o tematyce bożonarodzeniowej względnie odwiedzinami duszpasterskimi w tymże okresie odbywanymi we wszystkich parafiach polskich. Sama nazwa "kolęda" jest pochodzenia i tradycji rzymskiej. Wyraz kolęda pochodzi od łacińskiego słowa "calendae" oznaczające pierwszy dzień miesiąca.

Kolęda w Polsce oznacza przede wszystkim pieśń religijną, związaną tematycznie z narodzinami Chrystusa. Najstarsza polska kolęda "Zdrów bądź królu anielski" pochodzi z 1424 roku, choć sam termin kolęda utrwalił się dopiero w XVII w. W okresie tym powstawało wiele pastorałek i kolęd. Zrozumiałe jest, że kolędy wypełnione były (i są) tematyką nawiązującą do biblijnych opisów narodzin Chrystusa Pana, zwłaszcza do wydarzeń Nocy Betlejemskiej, pokłonu pasterzy, klimatu groty czy stajenki, w której przyszedł na świat Zbawiciel. Stopniowo kolędy zaczęły przypominać inne wydarzenia związane z dziecięctwem Chrystusa: rzeź niemowląt, hołd mędrców (czyli tzw. Trzech Króli), sen św. Józefa (pierwszy i drugi), ucieczkę do Egiptu itd.

Ilość znanych i opisanych kolęd osiąga liczbę ponad pół tysiąca.

 

 

Prezenty gwiazdkowe

Powszechna praktyka wzajemnego obdarowywania się prezentami (zwłaszcza dzieci) związana była pierwotnie z kultem i życiorysem św. Mikołaja, biskupa diecezji Bari (Włochy), wielkiego jałmużnika żyjącego w IV wieku. Jego niezwykła hojność, troska o biednych, stały się symbolem i uosobieniem miłości każdego bliźniego. Właśnie w okresie świąt bożonarodzeniowych znalazła swoje logiczne uzasadnienie i to już w średniowieczu.

Dzisiejszą tradycję wręczania świątecznych prezentów zawdzięczamy protestantom, którzy zaniechali zwyczaju "św. Mikołaja", a prezenty dawali swoim dzieciom jako dar samego "Dzieciątka Jezus". Z czasem wszystkie kraje chrześcijańskie, także katolickie przyjęły tę praktykę. Jednakże ślad dawnej tradycji biskupa - św. Mikołaja nadal rozpoznajemy w postaci tzw. gwiazdora ubranego w szaty biskupie, z mitrą i pastorałem, względnie nazywanego wprost Santa Claus (kraje anglosaskie) czy Sinterklaas (Holandia).

Zatem to św. Mikołaj w wigilię Bożego Narodzenia przynosi nadal prezenty, a dzieci nadal ze swoją dziecięcą wiarą piszą do niego listy.

 

 

 

I na koniec, podobnie jak w poprzednim materiale – nieco strawy duchowej, czyli wiersz jednego z brackich poetów…

 

Roman Dopieralski

Pośród kochanych osób

 

i sypnęły śnieżne anioły

i lodowy ludzik się postarał

dzieciaki lepią bałwany

na ślizgawkach zdzierają kolana

 

a dorośli w swoich paltach

okuci w czapki i szale

ganiają od sklepu do sklepu

w tym świątecznym karnawale

 

i kiedy już pierwsza gwiazdka

na stole potraw dwanaście leży

opłatkowych życzeń jest czas

i na zbłąkanego czeka talerzyk

 

i sianko pod obrusem białym

pływające uszka w barszczu

oczywiście karp w galarecie

i pierogi z grzybowym farszem

 

i spełniają się marzenia

gdy spod choinki ukradkiem

dzieci podbierają prezenty

dzieląc się z babcią i dziadkiem

 

zwieńczeniem świątecznej aury

kolędowanie na wiele głosów

bo nie ma nic piękniejszego

od świąt pośród kochanych osób

 

 

PS  W następnym materiale, co by temat zakończyć, podamy pięć kolejnych bożonarodzeniowych zwyczajów, czyli: wieczerza wigilijna, kartki świąteczne, żłobek, jasełka i Objawienie Pańskie.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Świąteczna strawa duchowa...

poniedziałek, 20 grudnia 2010 0:12


 

ŚWIĘTA ZA PASEM

 

 

W tradycji już naszej jest, by w święta jadła sobie nie żałować. No bo jak tu nie spróbować wszystkiego, kiedy świąteczny stół taki strojny i pod smakołykami aż się ugina. Tak dla samousprawiedliwienia tylko sobie przetłumaczamy, że Boże Narodzenie przecież raz w roku tylko, więc hulaj apetycie!!! A co po świętach? Rozpacz, bo nie możemy wcisnąć się w ulubione dżinsy. Zaś dietetycy są zgodni, że bez umiaru biesiadowanie świąteczne kończy się rozchwianiem ośrodka głodu i sytości, co w niedalekiej przyszłości daje nam nadwyżki w postaci kilku kilogramów.

Tak dla ochłody, co by już w święta powstrzymać czasem rękę sięgającą po kolejną potrawę, oto tabelka z kaloriami:

- talerz barszczu (30 kcal)

- karp w galarecie (125  g – 170 kcal)

- filety z dorsza po grecku (200 g – 304 kcal)

- sałatka jarzynowa z majonezem (100 g – 186 kcal)

- pierogi z kapustą i grzybami (od 4 do 6 sztuk – 430 kcal)

- ciasto drożdżowe (1 kawałek – 140 kcal)

- makowiec ( 100 g – 400 kcal)

- sernik (mała kostka – 237 kcal)

To tylko namiastka tego, co zniknie w naszym żołądku. Przez te prawie trzy dni obżarstwa uzbiera się całkiem niezły kopczyk. Ci, którzy później spalają to poprzez ćwiczenia wiedzą, że wymaga to wielu wyrzeczeń i sporego samozaparcia. Tak na wszelki wypadek lekkie przypomnienie jak spalić nadmiar zjadanych kalorii:

- godzina szybkiej jazdy na łyżwach (500 kcal)

- sylwestrowe tańce (600 kcal)

- intensywna godzina zakupów (240 kcal).

- przygotowywanie kolacji wigilijnej (około 300 kcal)

- nasze oblucje przed przyjęciem poprawiające urodę (150 kcal).

 

A na koniec coś znacznie przyjemniejszego. Po jego przeczytaniu żadnych kalorii nam nie przybędzie, choć to też strawa – tyle że… duchowa. Oto świąteczna potrawka poetycka autorstwa brackiego poety:

 

 

Robert Paweł Kamin

Pieśń świąt radosnych

 

Ciepło rozbłysły gwiazdy na niebie,

Co betlejemską są duszą tchnące.

Pieśń ma pobożna Panie do Ciebie,

Niesie wersety błogo modlące.

 

Już mnie kołysze kolęda cicha

I w lekką senność wprowadza czule.

Czyni mi z serca radości mnicha.

Jej wstęgą Ziemię całą otulę.

 

Już lśni się jasność Wigilii starej.

Ją kochającym wzrokiem spowijam.

I z Narodzonym radości czarę.

Dziś u bram Raju szczęśliwy spijam.

 

Znów o północy w cichości sielskiej.

Piosnka świąt zabrzmi w nocnym czuwaniu.

I przy choince pięknem anielskiej.

Myślą uderzę w dzwon memu Panu.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Konkursowa fraszka i satyra z odrobiną poezji...

poniedziałek, 13 grudnia 2010 23:32

  

 

NAGRODZONA

FRASZKA i SATYRA

„ISTOTA CZŁOWIEKA”

AD 2010

 

 

 

I to już ostatnia porcja nagrodzonych tekstów z pokonkursowego tomiku Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Eugeniusza Buczaka „Istota człowieka”, zorganizowanego przez Stowarzyszenie Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina.

Po poezji i prozie przyszedł czas na trzecią kategorię, czyli fraszka i satyra. Samo słowo fraszka wywodzi się z włoskiego „frasca”, co oznacza – gałązka, zaś w liczbie mnogiej „frasce” to bagatele, drobnostki. I tak jest w istocie, bo fraszka to krótki utwór poetycki, najczęściej żartobliwy i na błahy temat o charakterze anegdotycznym, zamknięty wyrazistą puentą stanowiącą wyostrzenie myśli lub konkluzję. Fraszka renesansowa miała charakter głównie sytuacyjny, współczesna często posługuje się kontrastem form językowych.

A jakie są te nagrodzone fraszki w XV edycji naszego konkursu „Istota człowieka” AD 2010? Oto one…

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII SATYRY I FRASZKI: godło „karambol”, ŁUCJA GOCEK, CHOJNICE

 

Limeryki:

 

***

Wujek Władek z miasta Ryki

świetne w skokach miał wyniki -

skok na kasę, w bok, na piwo

ale raz mu wyszło krzywo

W cioci Jadzi wskoczył wnyki

 

 

***

Pewien radca prawny z Kętów

brał łapówki od klientów

pobudował willę, basen

limuzynę kupił z czasem

Teraz siedzi, bo nie umiał brać zakrętów

 

 

 

Małżeństwo na medal

ona przez płotki

a on w dal

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII SATYRY I FRASZKI: godło „kociamber”, MAŁGORZATA BORZESZKOWSKA, LĘBORK

 

Otwarta głowa

 

„Ach, mam otwartą głowę"

kolegom się chwali

urzędnik NFZ-u

w chirurgicznej sali.

 

 

 

Na miłośnika jedwabiu

 

Płynął w jedwabiach przez życie,

aż spotkał pewną Kicię

i osiadł na życia mieliźnie

w gustownie jedwabnej bieliźnie,

z kolekcją srebrnych guzików.

I ręką... w złoconym nocniku.

 

 

 

Na menagera

 

Chciał przejść przez igielne ucho,

zahaczył laptopem i muchą.

 

 

 

Limeryki-Fryderyki

 

Mówią o z Polski Fryderyku,

że miał w Europie fanek bez liku

słuchano pieśni i scherz,

a ileż złamanych serc

zostawił! Tyle co walczyków.

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII SATYRY I FRASZKI: godło „Toja”, ZYGMUNT KRÓLAK, BIESIEKIERZ

 

Piękne różnice

 

Ludzie tak pięknie się różnią

Ktoś chce być głodny ktoś syty

Ich różne ssania w żołądku

To różne gabaryty

 

Nie znajdziesz więc ideałów

Każda postura niestety

Choć bliska posiadaczowi

Ma wady i zalety

 

Szczupły się chwali umiarem

Stosuje dietę zdrową

Lecz byle wiatr go poniesie

Jak pustą torbę foliową

 

Więc stateczniejszym się zdaje

Człowiek jak mówią przy tuszy

Tego i trąba powietrzna

Mimo swej siły nie ruszy

 

W upodobaniach podobnie

Wielu podobno zachwyca

Gdy skąpy kostium plażowy

Wdziewa stercząca miednica

 

Inny znów wyda fortunę

Do ostatniego pensa

By zbliżyć się chociaż wzrokiem

Do pań z obrazów Rubensa

 

Obaj gdy patrzą odwrotnie

Krzyczą zapewne - litości

Większości to jednak nie razi

Jeśli w tym nie ma skrajności

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII SATYRY I FRASZKI: godło „TORYS”, JANUARY WITKOWSKI, KALINA WIELKA

 

Od radosnego rogacza

 

Odkąd ma żona sypia z pryncypałem,

Mam święty spokój i awans dostałem.

 

 

 

Rada dla niewiernego

 

Nie podrywaj uperfumowanych pań,

Bo żona cię obwącha i powie żeś drań.

 

 

 

Od „zaradnej”

 

Rada ja i nie rada...

Bo mąż podobny do wilka,

A dzieci do sąsiada.

 

 

 

Do niewiernego

 

Kobiety są nieodgadnione:

Kochanka tak kocha ciebie,

Jak ty kochasz żonę.

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE DRUKIEM W KATEGORII POEZJI: godło „funkcja życiowa", MACIEJ RZYMSKI, ŁODŹ

 

***

Prawda o nas wypełza,

w niekontrolowanych sekwencjach. Bełkot zostaje

zastąpiony sylogizmami. To co poukładane

budzi aprobatę. Nasze zwycięstwo nad chaosem

to odgarnięty śnieg. Nie dotykamy istoty,

rzeczy zastępują nam drogę. Gęste powietrze,

w którym łowimy dźwięki. Torujemy przejście

od nie wiem do matematyki. Do prawdy

zbliża nas to co nieprzemyślane. Na nic

dedukcja pozbawiona emocji. Niestety

więcej o naszym zakłopotaniu mówią wiersze

niż drobiazgowa indukcja. Zachowujemy się jak cząsteczki,

które zostały poderwane z krzesła. Gdy ktoś otworzył okno.

Wykorzystujemy 15% substancji mózgowej. Aż strach pomyśleć.

Co będzie gdy skolonizujemy wolne obszary.

Gdy wpadamy w histerię, w duszy gra nam Sex

Pistols. Nowe rozdanie nie wchodzi w grę. W filozofii

trzeba męczyć się. Determinizm błędów,

które wytyczyły współrzędne. Cogito ergo sum,

każda teza rodzi swoją antytezę.

Istotne wydaje się jedynie to czego żałujemy,

że powiedzieliśmy.

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE DRUKIEM W KATEGORII POEZJI: godło „Terrazza Del Caffe”, DOMINIK PIOTR ŻYBURTOWICZ, KOSZALIN

 

Światełko (albo przebłysk żywota utraconego)

 

Dla Teresy Tomsi

 

Nagle otwieram oczy w dalekiej Rosji.

W życiu nie byłem w Rosji, ale

otwieram tam oczy i widzę światełko. Miękkie

i czułe, w oddali maleństwo.

 

To graniczna stróżówka, na pewno. Po prawej las,

naprzeciw droga. Wewnątrz strach.

 

Więc oto Syberia lub jakaś rubież

na wschodzie, śnieg

to wierny, odwieczny towarzysz. W blokadzie stoją

sowieckie ciężarówki, ukryty w przyczepie

wychylam głowę; mróz zżera skórę, lecz klapki

rosyjskiej uszanki ratują.

 

Wyglądam z przyczepy i widzę światełko, miękkie,

dziecinne światełko. Jest тут! Грузи винтовку!* - krzyczą na zewnątrz.

 

Ale ja zatapiam się w nim -. W tej gwiazdce

spokojnej i pięknej. Jak lampka choinki

dziecięcej, li la.

 

Rosja. Śnieg. Noc dziwna, nie moja. Strzał.

 

 

 

* Jest тут! Грузи винтовку!! - Jest tutaj! Ładuj karabin!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zawartość z pokonkursowego tomiku (cd.) ...

czwartek, 09 grudnia 2010 23:59

 

 

NAGRODZONA

PROZA

„ISTOTA CZŁOWIEKA”

AD 2010

 

 

 

Z tego względu, że już sporo słów padło na tym bloogu pod adresem słowa wstępnego do pokonkursowego tomiku, postanowiliśmy owy tekst zaprezentować.

Ponadto, wedle obietnic, przedstawiamy również nagrodzoną prozę. O prozie mówi się, że jest to mowa niewiązana, pozbawiona miar wierszowych. Ale istnieje również taki oto termin literacki: „proza poetycka”. I wcale nie jest on terminem martwym, o czym przekonuje nas Przyboś w swoich wierszach pisanych prozą, czy choćby Żeromski w tekstach znacznie dłuższych.

Wracając do konkursu „Istota człowieka”, to zaledwie dwie prace (III nagroda i wyróżnienie) zostały nagrodzone, bowiem I i II nagrody jury nie przyznało. Ale co tam, ilość przecież nie jest jakimkolwiek wykładnikiem jakości.

Zatem życzymy przyjemnej lektury…

 

 

 

SŁOWO WSTĘPNE 

 

Na bezrybiu..., czyli o konkursie kilkorga autorów (z nutą goryczy w tle) 

 

Nikt nigdy nie mówił, że organizowanie konkursów zobowiązuje… do ich organizowania. Nikt również nie zmuszał nas do ogłaszania XV edycji konkursu „Istota człowieka”, i to w roku, kiedy nasze stowarzyszenie przechodziło szereg przeobrażeń (nazwijmy je „administracyjno-sądowo-bankowymi”).

No, dobrze, nikt nas nie zmuszał, ale coś jednak sprawiło, że wobec edycji niemal jubileuszowej czuliśmy pewne zobowiązania, moralne czy honorowe, bo to już pewna tradycja w naszej działalności i... w naszym mieście. Dlatego konkurs został ogłoszony, choć z nieco mniejszym niż przed laty rozmachem.

Pech chciał, że władze miasta ze względów proceduralno-formalnych nie mogły nas w organizacji konkursu wspomóc finansowo - jak to czyniły co roku, jedynie Prezydent Koszalina objął nas symbolicznym patronatem. W dodatku rok 2010, pod wieloma względami trudny, wręcz tragiczny dla naszego kraju, to jednocześnie rok wyborów, co okazało się istotnym utrudnieniem naszych działań. Mogliśmy liczyć jedynie na efektywną pomoc Starostwa Powiatowego, za co gorąco dziękujemy.

 

Poprzednie edycje „Istoty człowieka” uświadomiły nam dwie niepokojące prawdy po pierwsze, rozstrzyganie konkursu w październiku niemal zawsze wiązało się z nieobecnością większości laureatów na imprezie finałowej: głównie ze względu na to, że październik to chyba najbardziej „poetycki” miesiąc w roku, bowiem w tym okresie w całym kraju odbywają się podsumowania wielu literackich konkursów. Trudno być jednocześnie na wszystkich, a większość naszych laureatów (i to jest ta druga prawda, o której wspominałam) bierze udział w takich konkursach niemal „hurtem”, w wielu z nich otrzymując nagrody, i to wcale pokaźne, czego, niestety, nasz konkurs nigdy nie mógł im zapewnić.

W dodatku niektórzy twórcy, na przestrzeni tych lat przez nas nagrodzeni, okazali się wytrawnymi graczami w dziedzinie „wygrywania konkursów”, więcej, oni wręcz z nich „żyją”. Komercjalizacja tego typu imprez i nastawienie na zysk ich uczestników wydały nam się szokujące i niesmaczne. A gdzie się podziała poetycka wrażliwość? Gdzie bezinteresowna potrzeba dzielenia się refleksją? Gdzie szczery dialog z ”czującymi podobnie”?

W efekcie tych konstatacji przesunęliśmy terminy i nadsyłania prac, i samego rozstrzygnięcia (i to na listopad, co w związku z samorządową kampanią wyborczą okazało się chybionym pomysłem) oraz zaostrzyliśmy kryteria regulaminowe.

 

W takim miejscu zwykle dokonuje się podsumowania konkursu. Zostałam do tego upoważniona przez pozostałych jurorów.

Zakrojony na mniejszą skalę tegoroczny konkurs „Istota człowieka” przyniósł skromne żniwo: wpłynęło mniej prac niż zazwyczaj, jeszcze mniej przeszło przez „sito” krytyki jurorów. Choć ogólnie poziom nie zachwycił, żadnych kontrowersji ani sporów o werdykt nie było. Los okazał się jednak na tyle przewrotny, że w gronie autorów nagrodzonych i wyróżnionych powtórzyły się pewne nazwiska, co liczbę laureatów jeszcze bardziej ograniczyło.

 

Edycja XV to edycja niemal jubileuszowa. To jest też czas na podsumowanie i rozważenie samej istoty organizacji takiego konkursu... Na refleksję z nutą goryczy w tle.

Beata Piocha, Kanclerz KBL, sekretarz konkursu

 

 

 

 

NAGRODZONA PROZA

 

III NAGRODA W KATEGORII PROZY: godło TOR, LECHOSŁAW CIERNIAK, SŁUPSK

 

JASNOWIDZ

 

Do południa było spokojnie, ale o czternastej taki tłum zgromadził się przed Urzędem, że pomyślałem: - albo strajkują albo bombę podłożyli, więc pytam kobietę z dzieckiem  na obu rękach:

- Co jest ?

- Jeszcze nic nie wiadomo.

- Co nic nie wiadomo ? - wstałem z ławki i w żyrafiej pozycji dociekam szyją, żeby lepiej widzieć.

- Jeszcze nic nie wiadomo - powtórzyła. - Zaraz przyjedzie.

- Kto przyjedzie ?

- Na jasnowidza czekają. Jakiś Harison z Anglii.

- O, kurcze. A po co nam jasnowidz ?

- Opozycja go ściągnęła. Wiem, bo moja córka pracuje w Urzędzie. Chcą udowodnić, że cały budżet, zagospodarowanie przestrzenne i inne prognozowania w ostatnich uchwałach są do niczego i jasnowidz ma to rozstrzygnąć.

- O, kurcze. A dlaczego z Anglii ? - zapytałem kobietę z dzieckiem teraz już na jednym ręku.

- Bo autorytet w prognozowaniach gospodarczych.

- Telewizja będzie?

- Nie będzie. Zastrzegł sobie kameralność. Wszystkie sporne dokumenty dotyczące rozporządzeń i uchwał mają być złożone w sali konferencyjnej na okrągłym stoliczku, a okna zasłonięte zielonymi kotarami. Potem Harison zamknie się w tej sali i mocno skontemplowany położy na tych dokumentach dłoń na dwadzieścia sekund.

- O, kurcze.

- I wtedy wyjdzie tak, albo tak

- O, kurcze.

Potem wydarzenia potoczyły się aż za szybko. Harison wysiadł z limuzyny, ozdobił sobą przez moment portal Urzędu , po czym zniknął w tym wielopartyjnym zamczysku i dobrze, że nadszedł Fred.

- Nic jeszcze nie wiadomo - powiedziałem do Freda, przedtem relacjonując mu konspektowo, o co chodzi. - Wyjdzie tak albo tak.

Byłem tak zdenerwowany, że spaliłem Fredowi z pięć papierosów. Kobieta z dzieckiem na jednym ręku wmieszała się w tłum i obiecała nam niezwłocznie zrelacjonować, czy wyszło tak albo tak. I potem stało się. Kobieta wróciła cała blada i tak rozdygotana,  że dzieciak nie mógł się nacieszyć tym potrząsaniem.

- No i co, no i co?

- Harisona zabierają do szpitala - dygotała dalej, a dzieciak był wniebowzięty.

- O, kurcze. Co się stało?

- Nie wytrzymał napięcia. Kiedy położył dłoń na tych dokumentach na dwadzieścia sekund, to już po trzech dostał wysypki po sam łokieć. Nie może ruszać ręką.

- O, kurcze - nogi się pode mną ugięły.- I co to znaczy?

- Opozycja ma szansę wrócić do koryta - odparła

- Może wreszcie będzie dobrze - głośno zadumał się Fred.

- Jakie tam "dobrze" - zdenerwował kobietę. - Boże, jaki pan głupi politycznie. Wszystko będzie po staremu.

I w zgodnym milczeniu usiedliśmy sobie na ławce w tym naszym parku.

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII PROZY: godło „krakers”, ŁUCJA GOCEK, CHOJNICE

 

POMPON (fragment)

 

Widywałam go wcześniej, ale nic o nim nie wiedziałam. Prawie każdego ranka, kiedy szłam na przystanek autobusowy, pchał swój wózek wyładowany różnymi rupieciami w głąb osiedla. Od jesieni do wiosny nosił śmieszną czapkę z pomponem i pomarańczowy szalik na granatowym waciaku. Latem widywałam go rzadko, pewnie dlatego, że kiedy wyruszałam z domu, słońce już świeciło od kilku godzin i śmietniki dawno były przetrząśnięte. Któregoś listopadowego ranka bardzo się spieszyłam, i zabrany z domu worek z odpadkami rzuciłam do otwartego śmietnika z odległości jakichś dwóch metrów, by niepotrzebnie się nie zatrzymywać. Z wnętrza kontenera usłyszałam głośne :

- Ał! Psiakrew!

Od razu domyśliłam się, że mój pakunek trafił w kogoś, kto buszował w środku w poszukiwaniu „skarbów". Chcąc nie chcąc, zawróciłam. Z kontenera wychyliła się głowa w znajomej mi czapce.

- Dzień dobry, przepraszam bardzo, nie spodziewałam się, że ktoś może tam być - powiedziałam zaniepokojona, czy przypadkiem nie wyrządziłam temu człowiekowi jakiejś krzywdy, bo wśród śmieci były dwa dość spore, drewniane kloce.

- E, nic nie szkodzi. Nie pani pierwsza.... - odparł mężczyzna uśmiechając się i jednocześnie strzepując z siebie obierki z buraków. - A pani pewnie do pracy? Moja praca tutaj, po śmietnikach. Jakoś trzeba zarabiać. Wie pani, dziś raz praca jest, raz jej nie ma. Pracowałem w zakładach meblowych, ale jak upadły, nikt już takiego starego rupiecia zatrudnić nie chciał. Wtedy to jeszcze dla ludzi byłem pan Karol, dziś mówią na mnie Pompon. Ale... pani pewnie czasu nie ma, a ja niepotrzebnie zawracam głowę. Dziękuję za troskę i dobrego dnia życzę.

- Do widzenia! - uspokojona, że nic się nie stało, ruszyłam dalej. W ciągu dnia jednak wracałam myślą do porannego zdarzenia i do „Pompona", którego od tej pory miałam już nigdy nie mijać obojętnie. Celowo wychodziłam z domu kilka minut wcześniej, by zamienić z nim parę słów. Niekiedy zabierałam dla niego trochę domowego ciasta, jakieś słoiki z przetworami własnej roboty albo kotlety schabowe, które, jak się okazało, bardzo lubił. Z czasem nasze pogawędki stawały się coraz dłuższe, aż sąsiedzi zaczęli żartować, że mam uważać, bo chyba mu „wpadłam w oko", taki teraz zawsze ogolony i brudu za paznokciami nie widać, bo w rękawice ochronne się zaopatrzył. Nie zrażały mnie te docinki. Wiedziałam, że nie ma w nich złośliwości, jak już, to raczej troska. Przestrzegali, żebym broń Boże, nie zdradziła mu swojego adresu, bo nigdy nie wiadomo, czy „taki" nie wykorzysta okazji, nie włamie się, nie okradnie. Tymczasem zbliżała się Wigilia i zastanawiałam się, czy nie zaprosić pana Karola na kolację. W końcu, czy nie po to stawiamy puste nakrycie, by rzeczywiście móc przyjąć niespodziewanego gościa? No tak, ale zaproszony gość, to już nie niespodziewany. Poza tym czułam, że bliscy nie byliby zadowoleni z mojego pomysłu, bo przecież przyjeżdżają do domu zaledwie kilka razy w roku, chcą wtedy nacieszyć się sobą, czuć się swobodnie. Pomyślałam, że lepiej będzie przygotować paczkę ze smakołykami i jakimś upominkiem, i dać ją panu Karolowi tuż przed świętami. Niestety, w ostatni tydzień adwentu już go nie spotkałam. Pojawił się dopiero po Nowym Roku. Nie miał ani wózka, ani czapki. Stał kilka metrów od śmietnika. Okazało się, że czekał na mnie. Powiedział, że chciał się pożegnać, bo wyjeżdża. W jakimś nagłym odruchu zaprosiłam go do domu na herbatę. Miałam urlop i nigdzie nie musiałam się spieszyć, a w szafie czekała przecież przygotowana na święta paczka. Pan Karol najpierw odmówił, ale wreszcie dał się przekonać. Usiedliśmy w kuchni, bo tam było najcieplej. Nastawiłam czajnik i zapytałam, skąd ta decyzja o wyjeździe.

- Długo by opowiadać – odparł [...]

 

 

 

PS  Kategorii literackich w konkursie „Istota człowieka” było trzy. A zatem do zaprezentowania pozostały jeszcze nagrodzone prace w kategorii fraszki i satyry. Ale o tym w następnym materiale.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

To, co w pokonkursowym tomiku zostało druknięte...

poniedziałek, 06 grudnia 2010 0:14

 

 

NAGRODZONA

POEZJA

„ISTOTA CZŁOWIEKA”

AD 2010

 

 

 

Piętnasta edycja Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Istota człowieka” im. Eugeniusza Buczaka stała się już historią. Niezła to już tradycja! Piętnaście lat, to nie w kij dmuchał, że się tak mało poetycko w tym miejscu wyrażę. Jednak pod adresem właśnie tego konkursu coś ostatnio dzieje się brzydkiego. Wystarczy choćby poczytać blogowe komentarze. Jednak fakt faktem, że tego smrodu należy szukać u podstaw, czyli w samym gnieździe. Jak to mówią: „ryba psuje się od głowy”. O przedmowie do pokonkursowego tomiku już na blogu co nieco było. Myślę, że żaden Bracki poeta już nigdy się nie pokusi o to, by w podobny sposób promować tenże konkurs z bogatą przecież tradycją.

A zatem, czas skończyć z pomówieniami, wszelkimi pretensjami i zająć się raczej przekuwaniem pięknych myśli w słowa. Choćby tak, jak uczynili to laureaci XV edycji koszalińskiego konkursu w swoich nagrodzonych utworach. (R.D.)

Oto one:

 

 

 

I NAGRODA W KATEGORII POEZJI:

godło: „Krzysztof”, ELA GALOCH, TUREK

 

***

 

Nie przerywaj! Rytmem wołaj

jak Cortázar. Mroczny choreograf - a taki archaicznie

przeczulony na tle naszej frustracji. Gramy w klasy i gubimy

wyrażenia: Z tamtej strony, tej i różnych.

Potem nienasyceni, możemy trzepotać się po Wilhelmie Gustloffie.

To już nie kabaret: Psy łaszą się, psy nie szczekają, oblizują nogi stołów.

Do torpedy nie przyznał się nawet sąsiad. Będzie więcej

takich karminowych witraży w tle egzotycznego serialu.

Ważne są zmysły, potem misja.

 

Przekornie odejdziesz. Nóż tkwi w szczegółach.

Salsa stringi, błyszczące - parzą bardziej od nagości

Więc na początku będziesz się tylko zwierzać.

Później przemilczać foniczną stronę bytu. Czasem

nawet śnić miłość. Czwarty telefon od żony i fraza zniknie do dna.

A my dotarliśmy tylko do kolan. Powinno rozłączyć się

górną kwestię ud, mówi trener. Ale nie móc

z czegokolwiek wyspowiadać się, jakie to upokarzające dla mężczyzny

Zapomniałeś już? Nie zawsze musimy być policzalni.

Ale przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym.

 

Wypijmy jeszcze raz za Paryż outsidera,

nikt nie umie się tak pięknie pocić.

Patos miesza się z rozrzuconymi draperiami,

nie będziesz w stanie ich przymierzyć. Pozostali panowie

włożą czółenka na najniższym obcasie, bo za oknem

zabawa i gadające szafy. Talito, tylko nie płosz perkusisty

różowymi spinkami, znów musiałabym przyłapać w jego oczach

bezradność. Przecież to Puerto Rico: Między tamburynem

a trąbką, furkot spódnic i stukot koturnów - na kopytach,

trzy numery za dużych.

 

 

***

 

Lubię, gdy otępia upał. Z przechodniami

szukamy się między coca colą, fantą, z lodem i bez,

zastanawiając się, jakie o tej porze jest nabrzeże:

Niezwykłe czy obrzydliwe? Może po miesiącach

jałowego czekania trzeba przytrzymać klatkę? Mężczyźni

zza krat powiedzą wszystko, co chce się przeżyć. Ale za daleko nam.

Więc uciekamy między stare samochody bez hamulców, też kłamią.

Światu przedstawiam się jako twarda. Z zachodu, znad morza,

wprost ze mnie - wyłaniają się potwory kormoranów.

Lecz pod kocem schodzi powietrze.

 

Wyobraźnia pulsuje niczym wakacje

z mgiełką rewolucji na niewyraźnej fotografii.

Uśmiechasz się jak po prozaku. Filmy są wreszcie myślami.

Posłuchaj jak Kazik w piosence z brudu robi sztukę.

Przecież nie można nikogo delikatnie zbudzić z czekania.

Brutalizm powszedniości wygrywa. Nawet w sagach

zło zazwyczaj jest silniejsze od ziemi, tylko potem fałszywie

głaszczą nas finałem. Najlepiej przetrawić siebie

w ciężkim zapachu spacerujących Niemców,

bo za powiekami dzieci i psy tarzają się po zapchlonej plaży.

Blaszany bębenek na razie milczy. Więc wypijmy

kolejnego sznapsa, przez chwilę będzie kolorowym

sykiem sztucznych ogni.

 

Wciąż rosnę, ale zielone płuca ekranu już się zaciskają.

Chwytam się obślizgłych teleobiektywów, jakby istnienie

stało się tylko wieżą bez kokpitów. Po seansie

przypinam woskowe śmigła i płynę w miasto.

Trochę złotej kredki, podkład i tusz,

tylko jeszcze trzeba wiedzieć, co komu dać:

Mojra położyła rękę na ramieniu córki.

 

 

 

 

II NAGRODA W KATEGORII POEZJI:

godło „KOR”, LECHOSŁAW CIERNIAK, SŁUPSK

 

„Majestat kobiet”

 

Nie musisz zaraz się rozbierać

żeby nie było pokrótce

Do ud droga od ziemi jak do nieba

a centymetrowa skala kłamie

że to na wyciągnięcie ręki

w libidowym raz dwa trzy

Rozbieraj się najpierw zapięta po szyję

w swój szczelnie odziany majestat

i przy muzyce

że nie wierzysz własnym uszom

Potem umowę ciał spiszemy na czas nieokreślony

i w morfinowym zdumieniu

że już niepotrzebny maj

sprzedamy księżyc z gwiazdami za psie grosze

a bramy nieba na trzy spusty

otworzymy jednym kluczem

Nasze rozmowy ciał przy drzwiach zamkniętych

potrwają do rana

a dotykami zdyszanych sylab

stworzą słowa w nieziemskie zdania

i tak po cichu

że palpitacje głośniejsze

Czasy są ciężkie

ale nigdy nie sprzedawaj sukni ślubnej

bo już nie uszyją ci szaty

z tak bezzmarszczkowego materiału

Czasy są ciężkie

ale nie wypożyczaj sukni ślubnej

bo jak można oddać aureolę welonu

wieczną przecież

 

 

„Dziejowy epizod…”

 

no i wybuchła sobie wojna

Pogniewano się śmiertelnie na życie

i wystarczyło pieniędzy

żeby nas zrównać z ziemią ciężkim sprzętem

a generałowie nie uważali

i w płaczu wdów nie zabrakło tonacji

na nowy hymn zrzeszenia sierot

Po uzgodnieniach trzech stron

/dwóch się biło a trzeci skorzystał/

kamienie węgielne zakwitły

ale znowu zapomniano wybudować most

w cztery strony świata

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII POEZJI:

godło „mrumru”, ŁUCJA GOCEK, CHOJNICE

 

„Tylko. Aż.”

 

Na tym brzegu możesz zostawić wszystko

prócz miłości - mówił — Chętnie

wezmą twój dom, twoje pole, książki.

Miłość musisz rozdać sam, co do kropli.

 

Popatrz, tyle zostało po dziadku Konstantym:

ramka rzeźbiona kozikiem dla babci na święta

i przestrzelone skrzypce. Esesman kazał grać

Lili Marleen... Jedynie smyczek wyszedł z tego cało.

 

Śmierć nigdy nie rzuca rękawicy

nie szuka sekundantów. Zraniony instrument

stale przypomina, że honorowy kodeks

tutaj nie obowiązuje. Obowiązuje miłość. Tylko. Aż.

 

Popatrz, tyle zostało po babci Mariannie:

postrzępiona legitymacja położnej

i kilkoro staruszków z pomieszaną pamięcią

którym przecinała kiedyś pępowinę.

 

Obyśmy - mówił - gdy nam zwiędnie skóra

a umysł tułać będzie się gdzieś w czarnej dziurze

byli, jak oni, jedynie naczyniem które wylało już

obfitość źródła. Naczyniem tylko. Aż.

 

Dziś słowa ojca znów słyszę wyraźnie

choć zostało po nim ledwie kilka fotografii

laska, okulary w rogowej oprawie

i szkaplerzny medalik ze startym rewersem.

 

I kropla, z której miłość wzbiera teraz we mnie

Tylko tyle, synu. Tylko. Aż.

 

 

 

 

WYRÓŻNIENIE W KATEGORII POEZJI:

godło „KOBIETA”, MARZENA PRZEKWAS-SIEMIĄTKOWSKA, SZAMOTUŁY

 

***

 

Zawaliły się we mnie mury obronne

 

Szept przytrzaśnięty drzwiami jak szalik

 

Smutek stromy jak schody do piwnicy

 

Zagubieni w panice myśli

trzymamy się kapeluszy

 

Zabrakło mi ciebie

na obrzeża ramion

 

 

 

***

 

W zmęczonym pokoju

zapach babci

 

świeca kaszle

arcydziełem modlitwy

 

zgorzkniała niemoc

z popękanymi ustami

płynie z matowego lustra

 

żółty obrus poplamiony nutami

 

twoje słowa

jak cukierki zachłannie zjadamy

 

a jednak

ten peron

 

porosły pomnikami

zbliża się

 

 

PS  W następnym materiale będzie nagrodzona w konkursie proza.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 750  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545750
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl