Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Ostatnie wiersze Brackich w Starym Roku…

wtorek, 30 grudnia 2014 22:30

 

 

NOWOROCZNE ŻYCZENIA

z

POETYCKIM ZAŁĄCZNIKIEM

 

 

 

 

 

Z OKAZJI

NOWEGO ROKU 2015

WSZYSTKIM NASZYM SYMPATYKOM,

KTÓRZY PRZYCHODZĄ NA NASZE WIECZORKI

I KTÓRZY ODWIEDZAJĄ NASZEGO BLOGA

SKŁADAMY

NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA,

SPEŁNIENIA NAJSKRYTSZYCH MARZEŃ,

JAK NAJWIĘCEJ RADOŚCI NA CODZIEŃ

I DUŻO, DUŻO ZDROWIA!!!

 

KRAJOWE BRACTWO LITERACKIE

Z

KOSZALINA

 

/do życzeń dołączamy nasze wiersze

- ostatnie w tym Starym Roku/

 

 

 

 

 

            To już ostatnie wiersze Brackich poetów, jakie zaprezentowaliśmy  na grudniowym wieczorku literackim pt. Uśmiech Gwiazdy Betlejemskiej”. Właściwie to w ogóle ostatnie już wiersze na tym blogu... oczywiście w tym Roku Pańskim 2014.

            Życzymy przyjemnych wrażeń i co by ten Nowy Rok nie był gorszy od Starego. A że to właśnie grudzień przekazuje władzę styczniowi, zatem od portretu tegoż miesiąca nasze poetyckie treści zaczynamy...

 

 

 

Maria Rudecka

„Grudzień” (portret miesiąca)

 

O tym miesiącu piszę w wielkim trudzie.

Zapytacie: dlaczego? Bo chciałabym pięknie –

nazywałam się kiedyś tak samo: M. Grudzień.

Napiszę byle jaki portret, to mu serce pęknie.

 

Całą więc masę środków chcę na pomoc wzywać:

porównań, epitetów, przepięknych anafor

bo chciałabym niezwykłą pochwałę wyśpiewać,

cudny pean bogaty w dostatek metafor.

 

Zaczynam. Wzniosły nastrój całkiem dobrze czuję,

a środki artystyczne – te zwykle mi służą

oczami wyobraźni widzę. I co opisuję?!

Zgarbionego staruszka!

 

Dni mu się nie służą,

bo krótkie, bardzo krótkie, lecz noce bez końca,

a to w kościach coś strzyka, jakaś cienka zdaje się pierzyna,

trochę za dużo wiatru, a za mało słońca.

Ale co się tu dziwić, to grudzień, to zima.

 

Zima? No i co z tego? Przemogę nastroje:

pierwsza świeca się pali. A wnet Święta Łucja! –

patronka światła, co rozproszy wszystkie smutki moje –

właśnie teraz powstanie ważna rezolucja.

 

Już dziewięć świeczek płonie i pierzchają cienie.

Grudzień plecy prostuje. Fatygi i czasu

nie żałując ożywia radosne wspomnienie

i z sasankami podąża przez zaspy do lasu,

 

a tam świerka upatrzy lub jodłę strzelistą,

sarenki go, zające z lasu wyprowadzą,

szyszek w worek nasypią i gwiazdę świetlistą

wezwą, żeby świeciła i jak iść poradzą.

 

Drzewka pachną, świecideł w domu już bez liku,

pierniczki upieczone, wonne korzeniami.

Cudowny nastrój! Tyle świateł na niebios świeczniku.

Grudzień lat swych nie czuje. Cieszy się Świętami.

 

A w Wigilię, jak młodzian, od samego rana

ptaszkom surduty barwi, gwiazdce przypomina,

że ma zabłysnąć ledwie wniosą wiązkę siana

ma sianie się zrodziła wszak Boża Dziecina.

 

Na Pasterkę z latarnią idzie do kościoła,

sanki z dziećmi popycha, żeby szybciej było,

przypomina, że dzwonek je już od dawna woła.

Kto tam o latach myśli, kiedy mu tak miło.

 

A to przecież nie koniec – jeszcze jest Sylwester.

Wtedy, choćby ostatnie, a wykrzesze siły,

przygotuje kotylion, opłaci orkiestrę.

O Grudniu mówić trzeba: nie stary, lecz miły.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Wspomnieniami się sycąc”

 

Dopiero liście zgrabiłem

a już z chodników

lód skuwać mi przyszło

 

Jeszcze niedawno pajęcze łodzie

z nici najdoskonalszych

płynęły w przestworzach

Babiego lata wspomnienie

potrafi niejedną przetrwać zawieję

 

Drzewa odziane

w gamę barw najcudowniejszych

do granic nasycały wejrzenie

Zachowany obraz

pozwoli każdą zaspę pokonać

 

Szeregi ptasich kluczy

w najodleglejsze podążając zakątki

z pierzastym sunęły szelestem

Pamięć o lotnym spektaklu

spowoduje mrozów zelżenie

 

A wiosną powracać będę

do sopli struktur niezwykłych

niesamowitych obrazów

na szybach malowanych

i niezliczonych płatków śniegu

pośród których bliźniaczych nie dojrzysz

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Bieg Donikąd”

 

Samotnie pośród

A kokon szczelny

Szaro i zimno

Nie tylko wokół

I ten wyczerpujący bieg

Bieg w pogoni za

Za czym

 

To nic

że pusto coraz bardziej

Nadal pościg

nadal wyścig

i jeszcze przyspieszenie

I zadyszka

Tylko po co

Tylko dokąd

Na refleksję brak chwili

 

I cóż

że tuż obok istnieją inni 

Istnieją barwy tęczy

zieleń łąk

ciepło gotowe ogrzać

i cisza

I spokój

Tak upragnione

i tak bliskie

Trzeba byłoby jednak zwolnić

rozejrzeć się

uśmiechnąć

i wyciągnąć rękę

 

Ale gonitwa uzależnia

Niczym narkotyk odurza

Więc ciągle pośpiech

Wręcz bieg

Zachłanny

Zaślepiający

Bieg donikąd

Bieg w sytą nicość

W pustkę

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

(bez tytułu)

 

Na oceanie wszechświata – ziemia

Samotny okręt miotany falami dziejów

Lina okrętowa wolniutko

Zmieniła się w pajęczynę

Babiego lata.

Mgła oddalenia

Coraz gęściejsza.

Mgła zaporowa

Złej woli

Świat od świata odetnie powoli,

A dobro czasu zapomnienia

Kołderką ciszy otuli

Starego świata istnienie.

Nie zostanie nawet

Kurzu drobina.

Czas wszystko pozamiata,

I pokolenia pokryje

Rosą niepamięci,

Którą wysuszą słońca promienie

Nastanie NOWE

Bo już się pcha.

To Apokalipsy tchnienie

Dziejów świata

OSTATNIE przeznaczenie.

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Zarzewie twórczości

 

Wyłania się coś z nieświadomości,
na razie niewyraźne i nienamacalne,
dotyka swym ogromem – świadomości
i przez to staje się wreszcie realne.

 

Jak Boża iskra zapładnia natchnienie,
artysta reaguje na to tworzeniem,
wyjmuje całe hausty niczym pragnienie
i tak powstaje poezja zwana: marzeniem.

 

Teraz, gdy powstał zarys utworu,
poeta przerabia wersy w lirykę,
musi nadać wierszowi palety koloru,
aby przyjmować uwagi i krytykę.

 

Powstało dzieło zwane Bożym natchnieniem,
ale można nazwać też niezbicie,
psychologii terminem, nieświadomości tchnieniem,
która tutaj uwidacznia się sowicie.

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Podaruj cząstkę serca”

 

Podziel się sercem

Jak kromeczką chleba

Od ust odjętą

Ostatnią

 

Cząstkę serca swego

Daj niekochanym

Dzieciom

Podaruj krzywdzonym

Maltretowanym

 

Cząstkę łaknącym miłości

I

Głodnym

 

Cząsteczkę bezdomnym

Smutnym i bezradnym

Ofiarom obojętności

 

Podaruj cząstkę serca

Malutką odrobinę

Miłości

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Nie zdobyta”

 

Zdobyłem okruch sławy nieśmiertelnej

Bo serce zawsze biło mi najdzielniej

I kwiat dostałem czytelnika wonny

I powiew wiatru rzeźwiący, stukonny

 

Zdobyłem białą koronę przyrody

Zapach majowy, gdy kwitły ogrody

Świeże owoce, gdy jesień nadeszła

Czyste strumyki, gdy zima rozpierzchła

 

Zdobyłem Niebo już tutaj na Ziemi

Nie dałem się zwieść walcowi pół-cieni

I Raju kwiaty powąchałem młody

W pełni sił twórczych i w pełni urody

 

Zdobyłem świat ten bezkreśnie szeroki

I puls wyczułem życia modrooki

Zdobyłem mądrość w gorejącym krzewie

Lecz nie zdołałem zdobyć miła Ciebie

 

 

 

PS  Nasz następny wieczorek literacki, choć dopiero w przyszłym roku, to jednak już niebawem. 12 stycznia o godz. 16 (drugi poniedziałek miesiąca) będziemy się produkować na warsztatach, a ich pokłosiem będzie wieczorek literacki pt. „Srebrną wstęgą malowane” (26 stycznia, godz. 17 - czwarty poniedziałek miesiąca).

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Nie tylko wierszem…

sobota, 27 grudnia 2014 20:32

 

 

DYWAGACJE  MYSZKĄ

TRĄCAJĄCE...

(felieton)

 

 

 

 

            By być w zgodzie z comiesięczną tradycją, również na naszej grudniowej biesiadzie literackiej brackiego felietonu zabraknąć nie mogło. A przyznać trzeba, że tradycja to już całkiem długa, bowiem pół setki felietonów już dawno minęło.

            Jeśli sądzić po kondycji naszego całego Krajowego Bractwa Literackiego - z przecudnej wprost miejscowości, jaką jest Koszalin – to setka pęknie kiedyś jak nic! Zatem zapraszamy na kolejny Bracki felieton, który premierę miał na ostatnim w tym roku wieczorku literackim. Było to jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia (15 grudnia), więc temat już trąca nieco myszką. Nawet ta jesień w tytule wydaje się jakaś taka dziwna, choć w grudniu przecież kalendarzowej jesieni jest więcej aniżeli zimy...

          Trzeba po prostu wziąć poprawkę i wczuć się w jesienno-przedświąteczny klimat, jaki wtedy panował. A żeby to wszystko było jeszcze mocniej pokręcone, to obecnie przyprószyło nieco śniegiem i ów felieton zdezaktualizował się jeszcze bardziej…

 

 

Jesienno-przedświąteczne dywagacje

            Jesień dogorywa. Drzewa ostatecznie pozbyły się liści. Nawet modrzew igły już pozrzucał. Krótszy dzień. Spacery z psem mniej wędrowne. Czasem plucha, czasem dmucha. Ostatnio mróz postraszył. I dobrze. Przyjdzie zima, bielą sypnie i pozakrywa podgniłą zieleń oraz inne jesienne niedoskonałości.

            Czy o jesieni jedynie negatywnie można mówić? Oczywiście, że nie! Zwłaszcza tegoroczną jesień należy raczej zaliczyć do udanych. Zatem dlaczego o tej naszej jesieni, nawet jeżeli złota ona i polska, wyrażamy się teraz jakoś tak smętnie. Ja bym to rzucił na karb tradycji. Tradycją bowiem jest, że jak coś trwa i trwa – tęsknimy już za czymś nowym. Kończy się jesień – my już wyglądamy zimy. Stary Rok na skraju – chcemy Nowego, a nuż będzie lepszy. Zbyt długo świeci słońce, już słychać komentarze, że mogłoby popadać. Kiedy deszcz – tęsknimy za słońcem. I tak w kółko, i tak ze wszystkim.

            Ale to normalne, bo jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził. Ja jestem pewien, że nawet jak się taki ktoś urodzi, to i tak każdemu nie dogodzi… To raczej wręcz niemożliwe, bo kto by wtedy rządził Koszalinem? Teraz wybrano starego prezydenta na nową czteroletnią kadencję. Jednak sporo wyborców głosowało na tego, którego gdyby wybrano, byłby nowym prezydentem w nowej kadencji. Zatem tych wyborców, wedle powyższego przysłowia, można uważać za tych, którym nie dogodzono, bo ich kandydat przegrał walkę o prezydencki stołek…

            Z polityki zejdźmy na ziemię, tym bardziej, że rocznica narodzin Jezusa się zbliża. I w tym temacie również można drążyć. Znane przecież są dywagacje o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy. Ja na szczęście w owych dywagacjach udziału nie biorę i dogadzając samemu sobie – obydwa święta kocham jednakowoż.

            Już niedługo przystroję choinkę pachnącą żywicą, będę spoglądał w niebo, wypatrując pierwszej gwiazdki i ucztować będę pośród potraw dwunastu. Jedna sprawa tylko mnie trapi. Jeśli chodzi o prezenty pod choinką, to czy Święty Mikołaj w tej materii dogodzi mi, czy też nie dogodzi…

(Romek Dopieralski)

 

 

PS Z grudniowego wieczorku pozostało jeszcze nieco wierszy Brackich poetów. I one również będą na blogu zamieszczone, bowiem skrupulatność jest cechą charakterystyczną w gronie naszej literackiej braci. A niby mówi się, że poeci, to tacy romantycy z głową w chmurach wyłącznie…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (27) | dodaj komentarz

Świąteczna poezja w wigilijny czas…

środa, 24 grudnia 2014 12:29

 

 

ŻYCZENIA

w

POEZJĘ WPLECIONE !!!

 

 

 

 

 

Uśmiech Gwiazdy Betlejemskiej

rozkwitł nad nami.

Święty Mikołaj podjechał saniami.

Na stole talerzyk dla zbłąkanego,

sianko i potraw dwanaście,

a przy opłatku moc życzeń

i miłość tylko – nie waśnie.

 

życzy

Krajowe Bractwo Literackie

z

Koszalina,

 

dołączając do tego

poniższe wiersze

z

ostatniej biesiady literackiej

podczas której kolędowano

i

opłatkiem się dzielono.

 

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

 (bez tytułu)

 

Zima... świat chłodem drży

w bezsilności

szadzią osiada na

krzewach i drzewach

dotyka też włosów i rzęsy łaskocze

a chwila łzą  się iskrzy

 

bliska brzoza za oknem

też cała już bez liści...

 

tylko ptaki w tle  kiwają się

i wesoło śmiesznie skaczą

(czasem zaśpiewają coś w podniebnym locie)

gałęzie brzozy zaś  

cicho sopelkami płaczą

 

Zima jak zauroczenie i unicestwienie

promienie słońca chłodne

jak dotyk przemijania

jeszcze Świętowanie w tonacjach refleksji

...chwile radości zimowej ciepłe

i... życzliwe ludzkie pojednanie...

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Przesłanie Betlejemskiej gwiazdy”

 

Jasność Betlejemskiej Gwiazdy

w sercach zapisana jako drogowskaz

matczynej miłości żarem

nierzadko daje się przyćmić

szarością dnia powszedniego

 

Kiedy cyklicznie zbliża się czas

kolejnych rocznic jej apogeum

w którym swym blaskiem wtargnęła w dzieje

ciągle potrafi rozgrzać oziębłość

i to co w sercach oczyszczać z kurzu

 

Gwiazdy Betlejemskiej przesłanie

bielą opłatka niczym magnesem

ciągle gromadzi  bliskich przy stołach

by rozkwitać życzliwym uśmiechem

i empatycznym ciepłem w oczach

 

By posilone magią choinek

rozbrzmiewać w śpiewie chóralnym kolęd

od dziecka znanych

dziecięco prostych

lub refleksyjnych

zawsze radosnych

wyczekiwanych

i tak kochanych

 

Cóż że dokoła mroźnie i mrocznie

że gdzieś tam czyha złość, zawiść, wrogość

dopóki Gwiazdy Betlejemskiej jasność

wskazuje drogę ku źródłu ciepła

dążyć nią łatwiej pomimo przeszkód

 

 

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Gwiazda Dzieciątka”

 

Światłem szczodry księżycu drogi

bądź chmurą wieczora ubogi

nie świeć wszechstronnym blaskiem

gwiazdce daj uśmiech w namiastce

 

Dzisiaj odpuść nocne panowanie

gdyż nastąpi Boskie czuwanie

nie idź na spoczynek – tu ktoś się rodzi

dyżur ma Gwiazda Betlejemska – widzialna

niepowtarzalnie piękna – nie uboga

szczęśliwa i na pewno nieziemska

 

Do ciebie przyjdzie uśmiech tej gwiazdy

zdziwi nas blask życia i prawdy, który

nie zatrzyma się w Boninie ziemniaka

przy Koszalinie – ani w wodzie życia

w warszawskim Aninie, bo istnienie

Gwiazdy Jezusa nigdy nie zginie

 

Tam w Betlejem było ciepło i miłośnie

jako nie jedno polskie przedwiośnie

a my w Klubie radujemy się inaczej, sercami

bo to jest dla Nas umiłowane wezwanie

 

Jesteśmy ujęci uśmiechem gwiazdy

i dobrem Pana Zbawiciela

młody Jezus rozjaśnia ciemności świata

niczego nie żąda, ludzi uzdrawia, modli się

a Wielcy tego świata – Cezarowie – nie czczą Go

ale obwieszczają Epokę Nową

na Jego cześć

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Na pamiątkę Bożego Narodzenia”

 

Święta Bożego Narodzenia

siejąc radość

splatają się w wiarę i nadzieję

te wszystkie zakupy

świąteczne przygotowania

choinka z barwnymi ozdobami

to wszystko nas wprawia

w magiczny nastrój

i szaleństwo świętowania

 

radujemy się dnia owego

na pamiątkę narodzin Syna Bożego

a w dzień wigilijny

gdy pierwsza gwiazdka w mroku zaświeci

stół bieluśkim obrusem przykryty

pod nim garstka sianka wonnego

wokół stołu radosne twarze dorosłych i dzieci

dwanaście potraw na białym obrusie

to wszystko na pamiątkę narodzin Syna Bożego

 

łamiąc się opłatkiem, życzenia składają

a na Twoją cześć i chwałę Jezu, kolędy śpiewają

byś królował nam na wieki

w naszych sercach mieszkał

i zawsze był z nami

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Szczególny czas”

 

Szczególny czas

Gdy pierwsza z gwiazd

Ogłosi nam Nowinę

Że oto Bóg

Na świata próg

Zsyła nam Swego Syna

 

Czy cały świat

Temu jest rad?

By przyjąć Go w radości?

Tyle zła tkwi

I płyną dni

Bez dobra i miłości

 

Świeci rój gwiazd

A w każdym z miast

Cisza nie powie kochaj

Mijają dni

Zamknięte drzwi

Przed bliźnim na domofon

 

Na każdej wsi

Otworem drzwi

Lecz bliskich los oddalił

Samotny dom

Rodzice są

Młodzi w świat odjechali

 

Tak jak od lat

Niech cały świat

Gwiazdy blask opromieni

By dawny ład

Miłości kwiat

Rozkwitał wciąż na Ziemi

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Gdy się Chrystus rodzi”

 

Gdy się Chrystus rodzi

i na świat przychodzi

słowa tej kolędy

radość nam przynoszą

bo początek wiary

od zarania głoszą

wiary która święto

tak piękne nam dała

Boże Narodzenie

czci je Polska cała

jest w domu choinka

przystrojone pięknie

jest Święty Mikołaj

który przy niej klęknie

by wybrać prezenty

licznie tam złożone

dla dzieci dla dorosłych

imiennie zgromadzone

by każdy z rodziny

prezent swój otrzymał

i cieszył się z niego

najlepiej jak umiał

tak spędzone święto

w pamięci zostanie

w ciągu roku często

będzie wspominane

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„W stajence zrodzon”

 

W świetle Gwiazdy Betlejemskiej

rodziło się życie

w znoju i bólach

jak każde inne

 

Może nawet bardziej ubogie

w stajence, na sianku

baranek świadkiem i osioł

i inna jeszcze zwierzyna

 

Jeszcze jedno dziecię

by w ewidencji zapisać

sumując ilość istnień na ziemi

 

A jednak niezwykła ta noc

pod Betlejemską Gwiazdą

ten drogowskaz dla Trzech Króli

 

Ta mirra, kadzidło i złoto

dla dzieciątka leżącego w żłobie

 

Te hołdy i ukłony

niemowlęciu w stajni oddawane

 

Jezusowi Zbawicielowi

owocu żywota

zrodzonemu z Maryi

 

 

  

 

 

Robert Paweł Kamin

„Choinka”

 

Jesteś choinko strojna Niebem

Aura twa dumna lśni na jawie

Twym aromatem karmię siebie

W Kościoła strojnej, jasnej nawie

 

Skąd przyszłaś do mnie ubogiego

Choinko młoda z żywicami?

Próg przekroczyłaś domu mego

Oczarowałaś mnie darami

 

Wczoraj spokojnie rosłaś w lesie

Muskał cię żywo rosły jeleń

A dziś kolęda tobie niesie

Koronę złotą na twą zieleń

 

Przyszłaś ponownie w szczęścia bujna

Przyozdobiłem w srebro ciebie

Niech radość nasza lgnie potrójna

Bo z tobą jest nam tak jak w Niebie

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Choinka”

 

Nie  wiedziała, czy  będzie  ubierać  choinkę   na  święta.

Nie  wiedziała, czy  będzie  miała  święta.

 

Rozpostarła  swoją  niepewność  i  rzuciła  na  drzewko  wyobraźni.

Powiesiła  nadzieję.  Nie  zaświeciła.

 

Choinkę  słowem   malowaną,  dzierganą  brakiem  nadziei

Smutnym  wizerunkiem świata,  brakiem  wiary  na  dalej,

Dobrem  życia  i  istnieniem  piękna  ubierała.

 

Obwiesiła  girlandami  szmaragdowych  marzeń.

Z  upalnych dni  lata zrobiła  bombki,  było  ich  dużo.

 

Z  nieba  pościągała  gwiazdy, żeby  oświetlały drogę  do  dobra.

Cieszyła  ją  każda  ozdoba, więc  powiesiła  też  radość.

 

Z  zakamarków  pamięci  wyciągnęła  perły  szczęścia, 

Najdroższe  wspomnienia,  nie wysłane  listy,  pisane w  pamięci

Włożyła  do  żłobka,  by  rozeszły  się  po  świecie 

Jak  nauki  Jezusa o  miłowaniu człowieka  i  umiłowaniu  dobra.

 

Dodała  też  wspomnienia  pachnące  tęsknotą.

Czy  doczekają  drugiej  choinki ?

 

Dzwonki  radości  napełnione po  brzegi

Najdroższym skarbem  każdej  matki.

Perlistym  śmiechem  dziecka wieszała  nadzieję,

Że  obudzi  cud  miłości w zatwardziałym  sercu  zła

 

Noc  była  ciemna, Trzej  królowie  wyruszyli  po  Gwiazdę  Betlejemską.

Nie  wracali. Rozmyślała, czym  ustroić  czubek...

 

Sięgnęła  po króla kier.

Posadziła  go  na  tronie  Salomona,

Obdarowała  czerwonym  serduszkiem.

Królewski płaszcz  obszyty gronostajem

Spięła  platynowym  kluczem  do  prawdy.

Te  atuty  wiary,  miłości, sprawiedliwości,

Światła dla  prawdy,  otoczyła  aurą  mądrości

I  ubrała nimi  czubek swojego  drzewka.

 

Sypnęła  brokatem  uśmiechu  na  co dzień, by  było  go  dużo.

Cacka,  świecidełka,  ozdoby  błyskiem  oczu  maga  zapaliła.

 

Choinkę  radości, miłości i  światła powiesiła  na  niebie.

 

I  rozdzwoniły  się  dzwonki  kolędą ,,Lulajże  Jezuniu”,, Przybieżeli”,

Echo  niosło  radość dobrej  nowiny,

A  ludzie  się  uśmiechali.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

U Brackich z opłatkiem…

niedziela, 21 grudnia 2014 22:18

 

 

UŚMIECH GWIAZDY

BETLEJEMSKIEJ

(reportaż)

 

 

 

 

 

            Grudniowe wieczorki literackie u Brackich poetów są wyjątkowe. Nie inaczej było i teraz, choć aura nie dopisała, bowiem białego puchu nie sypnęło nawet na przysłowiowe lekarstwo. Zanim w eter poszły literackie treści, czar świąt Bożego Narodzenia wyłaniał się już u progów Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”. Pięknie przystrojona sala, na stolikach pośród słodkości ścieliły się iglaste gałązki, a scena była wprost upstrzona świątecznymi akcentami. Zaś przed sceną, złączone ze sobą przyozdobione stoły były punktem strategicznym Brackich poetów. Zasiadali przy nich grupowo, prezentując swoją najświeższą twórczość.

            Zanim jednak wieczorek rozpoczął się na dobre, minutą ciszy uczczono pamięć niedawno zmarłego nestora Bractwa – Wacława Rytlewskiego. Wacek był niezwykle barwną postacią. Pisał, śpiewał, rysował, recytował, fotografował, tłumaczył wiersze z języka francuskiego. Taki „człowiek orkiestra” - można by rzec. Ta smutna wiadomość o Wacku spadła na Bractwo jak grom z jasnego nieba. Ale cóż było robić, życie toczy się dalej, więc po minucie ciszy literackie teksty zaczęły docierać do licznie przybyłych gości.

            Na początek zaprezentowane zostały wiersze tematyczne, czyli związane z tytułem wieczorku – „Uśmiech Gwiazdy Betlejemskiej”. I choć pogodowa aura zawiodła, to przynajmniej w Brackich utworach można było oczyma wyobraźni wprost dotknąć tej białej okrywy, która już powinna do świąt nas nastrajać. „Zimowy świat wpleciony w białe pierzyny chat w oddali / Puchowe sny. Puchowe zapatrzenia i ten płaszcz zasypiających gwiazd / Radość srebrną wstęgą malowana // Patrzyłam na koronkowe śnieżynki / wirowały, rzucone w przestrzeń były jak taniec kwiatów / Zachwycały świerków zastygłe pompony / i jodeł nieruchome dywany” – tak mamiła zimowym czarem Grażyna Piekarewicz. Natomiast w klimat świąt wprowadzał wiersz Reginy Adamowicz: „Szczególny czas / gdy pierwsza z gwiazd / ogłosi nam Nowinę / że oto Bóg / na świata próg / zsyła nam Swego Syna”. Jednak w następnej zwrotce dywagowała: „Czy cały świat / temu jest rad? / by przyjąć Go w radości? / tyle zła tkwi / i płyną dni / bez dobra i miłości”. Zaś utwór zakończyła swoistym życzeniem: „Tak jak od lat / niech cały świat / Gwiazdy blask opromieni / by dawny ład / miłości kwiat / rozkwitał wciąż na ziemi”. Robert Paweł Kamin rymem do choinki przemawiał: „Jesteś choinko strojna Niebem / Aura twa dumna lśni na jawie / Twym aromatem karmię siebie / W Kościoła strojnej, jasnej nawie”.

            Jak zwykle, nie obyło się podczas literackiej uczty bez choćby odrobiny prozy. Romek Dopieralski w swoim felietonie pt. „Jesienno-przedświateczne dywagacje”, nie szczędził słów krytyki pod adresem nieprzychylnej aury: „Drzewa ostatecznie pozbyły się liści. Nawet modrzew igły już pozrzucał. Krótszy dzień. Spacery z psem mniej wędrowne. Czasem plucha, czasem dmucha…”. Za to felietonowa puenta była już w radośniejszym nastroju: „Już niedługo przystroję choinkę pachnącą żywicą. Będę spoglądał w niebo, wypatrując pierwszej gwiazdki i ucztować będę pośród potraw dwunastu. Jedna sprawa tylko mnie trapi. Jeśli chodzi o prezenty pod choinką, to czy Święty Mikołaj w tej materii mi dogodzi…”.

            W kolejnej poetyckiej części Maria Rudecka – jak co miesiąc – przedstawiła portret miesiąca: „Dni mu się nie dłużą / bo krótkie, bardzo krótkie, lecz noce bez końca / a to w kościach coś strzyka, jakaś cienka zdaje się  pierzyna / trochę za dużo wiatru, a za mało słońca / Ale co się tu dziwić, to grudzień, to zima”. Niezwykle refleksyjnie rozpoczął swój wiersz pt. „Bieg donikąd” Janek Wiśniewski: „Samotnie pośród / A kokon szczelny / Szaro i zimno / Nie tylko wokół / I ten wyczerpujący bieg / Bieg w pogoni za / Za czym”. Równie refleksyjnie, ale już z nutą goryczy Janek ów wiersz zakończył: „Ale gonitwa uzależnia / Niczym narkotyk odurza / Więc ciągle pośpiech / Wręcz bieg / Zachłanny / Zaślepiający / Bieg donikąd / Bieg w sytą nicość / W pustkę”. Pięknym słowem podzieliła się Regina Adamowicz. Jej odezwa do człowieka w wierszu pt. „Podaruj cząstkę serca” była najczystszej miary: „Podziel się sercem / Jak kromeczką chleba / Od ust odjętą / Ostatnią // Cząstke serca swego / Daj niekochanym / Dzieciom / Podaruj krzywdzonym / Maltretowanym”.

            Na tej grudniowej biesiadzie literackiej nawet wątek śpiewaczo-teatralny nastąpił. Tekst Zosi Zawilskiej pt. „Umowa społeczna”, naszpikowany potężną dawką humoru, wyśpiewany został przez Krysię Pilecką i Kazika Gałkowskiego. Utwór traktował o tym, jak to przy okrągłym stole, co na górze ma być, co na dole. Nasi bohaterowie wcieleni w postaci Halki i Barona tak do siebie śpiewali: Halka: „Ty pójdziesz górą, ty pójdziesz górą, a ja doliną / Tobie wikt z kawiorem, tobie wikt z kawiorem, mnie z margaryną”. Baron: „Ja się będę leczył, ja się będę leczył w klinikach świata / Ciebie lekarz przyjmie, ciebie lekarz przyjmie za cztery lata”. Halka: „Będziesz kupował, będziesz kupował wille, pałace / Ja mieszkanie w bloku, ja mieszkanie w bloku z trudem zapłacę”.

            Oj działo się, działo podczas grudniowej uczty literackiej w wykonaniu poetów z Krajowego Bractwa Literackiego, z jakże urokliwego miasta Koszalina. Jednak żadna to nowina, bowiem zarówno grudniowe wieczorki, jak i te w pozostałe miesiące – są po prostu wyjątkowe…

 

 

PS  Jeszcze przed świętami ukażą się wiersze o tematyce świątecznej, z tegoż właśnie wieczorku. I to takie wiersze, że do recytacji przy świątecznym stole – jak znalazł!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

C.d. listopadowej poezji...

czwartek, 18 grudnia 2014 23:09

 

 

MELANCHOLIJNIE

i

PATRIOTYCZNIE ZARAZEM

 

 

 

 

 

       Do zakończenia listopadowych treści, które popłynęły w eter na literackim wieczorku, pozostała jeszcze jedna odsłona wierszy. A że trudno uciec od jesiennej aury, od zadumy jaką nam miesiąc listopad serwuje - co z kolei przekłada się na nastrój poety, w jakim tworzy wiersz - dlatego też w tej części utwory były o miłościwie jeszcze wtedy panującym miesiącu listopadzie, choć to już było jego ostatnie niemal tchnienie. Zatem wiersze były o tym, co w tym miesiącu się wydarza. Nietrudno więc zgadnąć, że na wieczorku dominowała melancholia i patriotyzm zarazem.

 

 

 

 

 

Na początek wiersz, który jest portretem miesiąca. A jak portret miesiąca, to oczywiście poetka, która sportretowała już rok cały. A jak scharakteryzowała ów miesiąc? Tak, jak ona tylko to potrafi…

 

 

 

Maria Rudecka

 

„Listopad”

 

 

 

Listopad ma być ponury,

 

bo z drzew opadły już liście,

 

po niebie toczą się chmury

 

w złych kolorach oczywiście.

 

 

 

Nie wiem, czy to Papa Rok tak każe,

 

czy coś tak się z dawna dzieje,

 

że dźwigać smutków bagaże

 

to zadanie Listopada.

 

 

 

Niedobrze mi z tym zadaniem,

 

bo mam czasem myśli młode,

 

więc we mnie bunt i wahanie

 

rosną, mącąc ponurą urodę.

 

 

 

I powiem szczerze, bez bicia,

 

wcale się tego nie wstydzę:

 

bunt to także objaw życia,

 

a ja martwotą się brzydzę.

 

 

 

Zresztą wszystko się toczy cyklami.

 

Czy się smucę, czy nie smucę,

 

wiem, dziś pożegnam się z Wami,

 

lecz w przyszłym roku znów wrócę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uwaga na listopad! W przyszłym roku znów wróci, jak nam zakomunikowała nasza portrecistka miesięcy, Maria Rudecka. A na miesiącach, to nasza Maria się zna.

 

Najlepiej by było, gdyby wracał wyłącznie maj… czerwiec… lipiec… i sierpień ewentualnie. I koniec! Basta! Wtedy każdy z tych miesięcy mógłby panować przez kwartał. Cały rok byłby od maja do sierpnia. Kończy się sierpień, nastaje maj i tak w kółko, non stop w krótkich spodenkach…

 

Tytuł następnego wiersza brzmi zwodniczo: „Na bałtyckiej plaży”. Słysząc taki tytuł, w wyobraźni czujemy pewnie ciepły piasek pod stopami… delikatny poszum morza… czy też intensywne słońce, które chce nas strzaskać na brąz. W czym więc tkwi ambaras…

 

 

 

Anna Żabińska

 

„Na bałtyckiej plaży”

 

 

 

Wśród zbiorowiska śmieci

 

Pojawiłam się ja, marny kryształek

 

Jeszcze drobniejszego piasku

 

Wiatr zawadiacko dmie nadymając policzki

 

 

 

W rytm histerycznego pląsu życia

 

Porywa piasek w myśl ekstatycznego przekleństwa

 

Bez odpoczynku i tak dłuższy czas…

 

Jestem tak bardzo zmęczona

 

 

 

Kto zawinił? Nikt – to los, historia

 

A ja lecę dalej z wiatrem w przestworza

 

Nakazem może przekleństwa bogów rzucona

 

Ja listopadowa mgła, jak wyrzut sumienia dnia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przypuśćmy, że zagadnie nas znajomy, pytając:

 

-Dlaczego jesień to najbardziej niebezpieczna pora roku?

 

Pewnie będziemy kombinować, że to taki przejściowy miesiąc, więc o jakiegoś wirusa łatwo. Potem popleciemy coś o bakterii, która sprowadza na nas anginę. Właściwie, to sami nie wiemy dlaczego, ale wyłącznie jakieś takie choróbstwa przychodzą nam do głowy, jeśli chodzi o jesień.

 

A co na to nasz znajomy? Dlaczego jesień to najbardziej niebezpieczna pora roku?
-Bo można dostać z liścia!

 

Całe szczęście, że poezja z liścia nie daje, choć kolejny wiersz jest właśnie o jesieni…         

 

           

 

Kazimierz Gałkowski

 

„Z listopadowej aury”

 

 

 

Listopad jest matką liści upadłych

 

z maja zielonych kruszynek

 

radosnych, co w słońcu czuły życie

 

zmęczone posługą i wiatrem miłości

 

teraz leżą, zamieniają się

 

w niechcianą ściółkę i los bezlitosny

 

 

 

Ongiś wirowały jak my – pamiętasz?

 

uśmiechnięte młodością

 

teraz one nie bawią, nie szumią zwarcie

 

i nie cieszą się wysokością

 

 

 

Jest ich mało dotkniętych jesienią

 

w kolorze bursztynu

 

zasypiają w mglistej słocie

 

matki drzew myślą o dzieciach, o losie

 

przebudzenia… a daleko do przedwiośnia

 

 

 

Ten miesiąc jest też

 

ojcem różnych zdarzeń

 

nie tylko w złotej jesieni

 

lub kończącego się roku i wieku

 

a może chwili

 

 

 

Jest i będzie czasem życia i śmierci

 

istot rozumnych, stworzonych przez Kogoś

 

tam Wyżej – Wolą Nadprzyrodzonego

 

 

 

Jesień zaistniała dla pamięci pokoleń

 

dla uczuć światła – nie żarówki

 

dla ludzi z sercem i duszą

 

wiary i cichej zadumy życia

 

 

 

Z podarunkiem lat, co stanie się łaską

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Katechetka spytała Jasia:

 

-Kiedy Adam i Ewa byli w raju?

 

-Jesienią – powiedział Jaś.

 

-A dlaczego jesienią? – ponownie pyta katechetka.

 

-Bo wtedy dojrzewają jabłka.

 

Z dykteryjki przechodzimy zgrabnie do poezji. Tym bardziej, że do pionu stawia nas swoim wierszem Regina Adamowicz…

 

 

 

Regina Adamowicz

 

„Marszałku”

 

 

 

W koronie Biały Ptak

 

Łopoce na sztandarach

 

Uczmy się Polskę kochać tak

 

Jak kochał ją Marszałek

 

 

 

Pierwszy do boju on dał zew

 

By Narodowi wrócić godność

 

Marszałku! Słuszny był Twój gniew

 

Zwróciłeś Polsce Wolność

 

 

 

Twe bohaterstwo i Twój trud

 

Poruszył Polskę całą

 

A Nadwiślański Boski Cud

 

Okrył Cię Wielką chwałą

 

 

 

Walczyłeś o Wilno i o Lwów

 

Historia miejsca zmienia

 

Witają Cię Marszałku znów

 

Wileńskie i Lwowskie pokolenia

 

 

 

U stóp pomnika świeży kwiat

 

I mocniej serce bije

 

Marszałku – zna Cię cały świat

 

Wciąż w naszych sercach żyjesz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

11-go listopada obchodzimy Święto Niepodległości. To święto ma dla nas ważną symbolikę. Już od 96 lat jesteśmy wolnym narodem, bowiem po 123 latach niewoli, w 1918 roku odzyskaliśmy niepodległość!

 

Po poprzednim wierszu ten utwór jeszcze bardziej utrzymuje nas w pozycji na baczność…

 

 

 

Ludmiła Raźniak

 

„Niepodległa”

 

 

 

Szarpana przez wieki

 

zakusami wroga

 

gnębiona za niezależność

 

okupiona morzem krwi i łez

 

jej najlepszych synów

 

powstała z letargu

 

gdyż nic nie zdoła

 

stłamsić honoru

 

 

 

od przewagi wroga

 

zawsze silniejszy jest gniew

 

 

 

urodzony w niepodległej

 

czy umiesz docenić

 

wolność niezawisłość

 

swobodę słowa

 

i wiernie jej strzec

 

czy wiesz co to miłość

 

i duma narodowa

 

żeś Polak spod znaku Orła

 

 

 

pamiętaj w Twoich żyłach płynie

 

biało-czerwona krew

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W tym roku warszawski Marsz Niepodległości zakończył się nie tak jak powinien. Pewna grupa uniemożliwiła, by z szacunkiem i radością oddać hołd temu świętu. Tym kreaturom – to i tak nazbyt łagodne określenie – powinno się wiersz Ludmiły Raźniak wytatuować na czołach. Wtedy jeden patrząc na drugiego, mógłby utrwalać sobie, co to miłość i duma narodowa. Być może byłaby to dla nich szansa, by – jak pisze Ludmiła  w wierszu – „stać się Polakami spod znaki Orła”!

 

Stałym bywalcom naszych wieczorków zapewne znany jest spór pomiędzy dwoma Brackimi Janami. Żaden nie chce być Jankiem, zaś obydwaj uzurpują sobie prawa, by ich mianować Janem.

 

Na październikowym naszym spotkaniu, ówczesny Janek, czyli ten od Lutobarskich, zaprezentował znacznie dłuższy wiersz od ówczesnego Jana, tego od Wiśniewskich – dzięki czemu odebrał owemu Janowi prawa do Jana. Jak było teraz? Oto wiersz zdetronizowanego Jana…

 

 

 

Janek Wiśniewski

 

„Ster w rękach okrętowego kucharza”

 

 

 

Wyrosłem już z raczkowania, za rękę prowadzić się nie dam

 

Po cóż mi drogowskazy, jakieś nakazu i zakazu znaki

 

Przecież to ja wiem chyba najlepiej

 

co dla mnie dobre i czego chcę

 

 

 

„Sam sobie sterem żeglarzem okrętem”

 

Nic ująć nic dodać! To w dziesiątkę strzał

 

I cóż że wieszcz Adam już przed laty postawę taką piętnował

 

bo lgnąć nie będzie do tego fala kto nie lgnie do fali...

 

Lecz co mi tam wieszcze

 

 

 

Jakże figlarnym los być potrafi

 

Pojąć nie mogę jak to się stało

 

że kroczącego przed siebie solo

 

tłum mnie podobnych potrafił wchłonąć

 

bez uprzedzenia wiodąc na pokład

 

 

 

I oto jestem jednym z pasażerów okrętu

 

przez swego kucharza przejętego i podążającego w nieznane

 

Z głośnika przez który dotąd kapitan

 

podawał zwięźle cel i kurs rejsu

 

dobiega głos informujący co dziś na obiad będzie podane

 

I koniec kropka! Cóż trzeba więcej

 

 

 

Tak filozof duński Soren Kirhegaard

 

zdiagnozował zainteresowań wachlarz i stan Świata

 

do którego podążamy z uporem wręcz maniakalnym

 

Pod sztandarami postępu

 

Z wolnością nieskrępowaną na piedestał

 

wyniesioną  w miejsce  uwierających

 

jakiegoś tam Absolutu wskazań

 

 

 

Okręt i kucharz Panie Kirhegaard

 

to dziś wystarcza niby-solistom

 

 

 

„Przechodniu powiedz Sparcie”- napis ten czas zatrzeć

 

Bo jak pogodzić ojców dumne Termopile

 

i synów pytanie aż do bólu trzeźwe - za ile

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Walka o miano bycia Janem trwa! Teraz wiersz tego, który w październiku Jana W. zdetronizował…

 

 

 

Jan Lutobarski

 

„Ludzki umysł”

 

 

 

Umysł prawdę chce znać tylko

 

ją poznawać i powielać

 

ale po co męczyć głowę

 

kiedy można rozweselać

 

 

 

Życie znojem umęczone

 

tak na co dzień niewesołe

 

życie które daje siłę

 

umęczonym złym nastrojem

 

 

 

Spokój tylko jest potrzebny

 

z nim pogodzić można wszystko

 

unikając ludzi gniewnych

 

osiągniemy szczęście blisko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niniejszym stwierdzić można, iż wiersz Janka Wiśniewskiego jest znacznie dłuższy od wiersza Jana Lutobarskiego, zatem odzyskuje on prawo do Jana. Już chodzą słuchy, że aby uatrakcyjnić ów spór o miano Jana – na następnym wieczorku o zwycięstwie decydować będzie utwór krótszy. Bo ponoć wiersz jest jak sukienka: im krótszy tym lepszy…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Natomiast na poprzednim wieczorku , konferansjer Romek D. – przy zapowiedzi poniższego poety zażartował sobie, no i oberwało mu się… Powiedział: „A teraz czas na Kawę, Piotra Kawę!” A oberwało mu się, bo w kontekście miał na myśli kawę jako napój. Zaś ów poeta etymologicznie wyjaśnił, że jego nazwisko wywodzi się nie od małej czarnej, a od ptaka…

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

 

„Czy można uleczyć ojczyznę”

 

 

 

Tolerancja co „Złoty Wiek” Polski zdobiła

 

za dynastii Wazów całkowicie się zagubiła

 

brak jej doprowadził do Rzeczypospolitej upadku

 

i ostatecznie fanatyzm pozostał nam w spadku!

 

 

 

Uczmy się Polacy tolerancji z własnej historii

 

i wyciągajmy wnioski z pradawnej teorii

 

że prawdziwy Polak to nie tylko katolik przecie

 

ale każdy wolny i kochający Polskę jak wiecie!

 

 

 

To nie ten kto szuka tylko własnego zysku

 

i tego co zostanie mu we własnym pysku

 

ale ten kto o dobro Polski zabiega ustawicznie

 

i miłości i patriotyzmu nie skąpi Ojczyźnie!

 

 

 

Hasło cudne – Bóg, Honor, Ojczyzna – to znaczy

 

że patriotyzm nie tylko przez fanatyzm się tłumaczy

 

nie dewotyzmem wyznaje się Ojczyźnie miłość

 

ale wspólne dobro budują: Umiar, Tolerancja i Uczciwość!

 

 

 

Niech Bóg uchowa nasz Naród Piastowski

 

od tego co głoszą niektóre osoby z Polski

 

oni ze złych źródeł czerpią i wzmacniają fałszywą tolerancję

 

„Prawdziwy Polak to katolik!” – czy tak zbudujemy demokrację?

 

 

 

Wśród innych wyznań też są ludzie nie byle jacy

 

czyż może nie są to prawdziwi Polacy?

 

kto nie zna kalwińskich pisarzy: Łaskiego i Reja – „Ojca języka polskiego”?

 

a wśród ariańskich pisarzy: Budnego, i Frycza Modrzewskiego?

 

 

 

A ewangelicy: Józef Piłsudski i Adam Małysz nie są nam znani?

 

czy wyżej wymienieni wśród Polaków nie są cenieni i lubiani?

 

przez brak tolerancji już tyle bratniej krwi zostało przelanej

 

a przez szowinizm i nacjonalizm – na Polskę Wielką – szansy tyle przegranej!

 

 

 

W zgodzie więc teraz niech dwie katolicyzmu żyją połowy

 

i te rzymskie i te grecko-unickie głowy

 

prawosławny i protestant niech się tutaj gorzej nie czują

 

buddysta, muzułmanin czy ateista niech patriotyzmu nie marnują!

 

 

 

A jeśli zmienią postawę ci, co nieuczciwie się bogacą

 

Zachód wreszcie przestanie się „karmić” naszą pracą!

 

praca za granicą przestanie być dla nas drogą do „Raju”

 

i młodej siły nie zabraknie do rozwoju Kraju!

 

 

 

Bo tak potrzebna jest nam zwykła ludzka życzliwość

 

by żyć w Państwie którym kieruje miłość

 

i by w pokoleniach nowych wzrastali tacy

 

co z dumą krzykną: Niech żyje Polska i wszyscy Polacy!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Okazuje się, że imię, czy też nazwisko, to dla poetów ważna rzecz. Już na przykładzie Brackich poetów widać, że Jan nie chce być Jankiem, Kawa chce się wywodzić od ptaka kawki, a nie od napoju. Wobec tego nietaktem byłoby następną recytatorkę zapowiedzieć jako Ilona. Bowiem ta poetka ma na imię Helena. Zaś Ilona, jedynie po węgiersku znaczy tyle co Helena,  a po polsku Ilona, to Ilona.

 

Natomiast zapowiedź naszej Heleny po węgiersku brzmiałaby mniej więcej tak:: -Ege szeged todo buroki Madziar Ilona Szymko! Co w przetłumaczeniu na Polski (oczywiście z mocnym przymrużeniem oka!) brzmi: -Przed państwem polska poetka Helena Szymko…

 

 

 

Helena Szymko

 

„Kwiat frezji”

 

 

 

Choćbym miała malować

 

kolorami nieba

 

duszę ukoić ci chciała

 

całym kwieciem świata

 

to już nie powróci

 

miłość utracona

 

tylko najpiękniejszym

 

ze wspomnień pozostanie ona

 

 

 

najpiękniejszym dla ciebie

 

na tej naszej ziemi

 

która ci zabrała

 

co najdroższym było

 

pięknym kwiatem życia

 

co zwie się miłość

 

szczęściem utraconym

 

dla stroskanej duszy

 

słodkim jej zapachem

 

delikatnego kwiatu frezji

 

magiczną tęsknotą

 

poetyckiej finezji

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ach, ci poeci! Znany już jest nam spór o Jana, poznaliśmy etymologię nazwiska kolegi Kawy, dowiedzieliśmy się również, że nasza Hela może być Iloną, ale jedynie po węgiersku. Zaś ten poeta, nie dość że tytułuje się dwoma imionami, to jeszcze i w tytule wiersza jedno imię zamieścił…

 

           

 

Robert Paweł Kamin

 

„Do Konrada Placka”

 

 

 

Braterską nicią złączeni wiecznie

 

Ślubem przyjaźni trwali statecznie

 

Szliśmy przez życie żołnierskim krokiem

 

Mając swych myśli obok obłoki

 

 

 

Pamiętam Ciebie jako pacholę

 

Gdyś z moim życiem związał swą dolę

 

Próg przestąpiłeś domu mojego

 

Przy jasnej aurze dnia lipcowego

 

 

 

Potem zabawy przyszły dni młode

 

Kiedyśmy świata pili urodę

 

A piwo z dzbana wdzięcznie się lało

 

Wino z Andrzejem uszczęśliwiało

 

 

 

Świerszcze nam w nocy Boga chwaliły

 

Rozmowy nasze upamiętniły

 

I pośród śmiechów, gwaru i śpiewu

 

Bluszcz nas powiązał zielenią krzewu

 

 

 

Wierzę Konradzie mocjo w te prawdy

 

I je wyznaję każdemu zawżdy

 

Że co się zwiąże na Ziemi wierszem

 

Trwać będzie w Niebie najcudowniejsze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To już ostatni wiersz. Zatem i dykteryjka, którymi wieczorkowy konferansjer okraszał autorecytacje wierszy Brackich poetów – też ostatnia.

 

-Mamusiu, mam już 16 lat, czy mogę już nosić stanik?

 

-Nie zawracaj mi teraz głowy, Jasiu.

 

 

 

Krystyna Pilecka

 

„Uśmiech”

 

 

 

Pogoda ducha i cierpliwość
jak wielbłądy przeprowadzają
przez pustynię smutku...
Uśmiech trwa chwilę
zostawia wspomnienie
- ciepło czułości
opromienia radością
nigdy nie zubożeje dającego

 

Potrzebuje go każdy
najbardziej ten
co sam nie potrafi
nim obdarować...
"Kto widzi wszystko
w czarnych kolorach
temu już z rana
słońce zachodzi"...

 

 

 

 

 

Na zakończenie wieczorkowy konferansjer, Romek D. – powiedział: -„Oprócz wspaniałych wierszy dużo było dzisiaj o Jasiach, o Kawie, kawie i kawce, o Heli i Ilonie, zatem od siebie dodam jeszcze, aby w waszym życiu było wielu takich Janów, Janków i Jasiów! Aby kawy ani herbaty nigdy wam nie zbrakło. Abyście na swojej drodze, co rusz napotykali na jakąś Helenę albo Ilonę. No i jak najwięcej uśmiechu! Takiego prawdziwego na co dzień! I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi! I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Show must go on…

niedziela, 14 grudnia 2014 22:12

 

 

WIECZORKOWA

PROZA

(felieton)

  

 

            Niedawno pożegnaliśmy naszego kolegę po piórze, Wacka Rytlewskiego. No cóż – takie jest życie. Dlatego trzeba się jakoś pozbierać i dalej kontynuować nasze literackie treści. Bo ten literacki show musi dalej trwać (show must go on)...

            Zatem kontynuujemy to, co na listopadowym wieczorku („W aurze jesiennej zadumy”) się działo. Kolej teraz na ciut prozy, czyli felieton Romka D. A dlaczego na naszych wieczorkach w autorecytacje wierszy Brackich poetów wkrada się proza? Ano dlatego, że przecież nie samą poezją człowiek żyje…

           Na wieczorku felieton odczytany został jeszcze przed autorecytacjami wierszy Brackich poetów. Dlatego ważnym staje się wyjaśnienie tego faktu, bowiem celowo zachowany został jego oryginalny zapis. Po prostu czytając go, trzeba się jakby przenieść w dzień 24 listopada Roku Pańskiego 2014 i stać się jednym z gości, którzy przybyli na naszą literacką ucztę do Klubu Osiedlowego "Nasz Dom" w Koszalinie...

           Życzymy miłego wczuwania się...

 

 

FELIETON Z BRACKICH TEKSTÓW

            „Nie wiem, czy to Papa Rok tak każe / czy coś tak się z dawna składa / że dźwigać smutków bagaże / to zadanie Listopada”. Jest to jedna ze zwrotek wiersza Marysi Rudeckiej, która sportretowała w nim tenże jesienny miesiąc, a który jeszcze na wieczorku w całości usłyszymy. Ja dzisiaj, z tym moim felietonem, idę trochę na tzw. łatwiznę, bowiem postanowiłem napisać go, posiłkując się  fragmentami wierszy brackich poetów, którzy je na dzisiejszej uczcie literackiej osobiście i w całości zaprezentują.

            Tak więc z lubością nurzam się dalej w tych rewelacyjnych tekstach. A pomogą mi w tym urywki z wiersza Grażynki Piekarewicz : „Wchodzę w ten świat / W myślach, w słowach, w tym co nieskończenie piękne zatrzymuję czas // Rozgościły się we mnie wzruszenia // Odpoczywam // Zanurzam się w objęciach jesieni”. Po takich wersach nawet najbardziej kapryśna jesień jest do polubienia. Natomiast do pionu stawia mnie utwór Reginy Adamowicz: „Twe bohaterstwo i Twój trud / Poruszył Polskę całą / A Nadwiślański Boski Cud / Okrył Cię wielką chwałą”. I by na baczność nadal tkwić, moimi ustami - zaś tekstem Ludmiły Raźniak – odezwę do narodu wygłoszę: „Urodzony w Niepodległej / czy umiesz docenić / wolność / niezawisłość / swobodę słowa / i wiernie jej strzec // Czy wiesz co to miłość / i duma  narodowa / żeś Polak spod znaku Orła”. O tak, piękne to słowa, zwłaszcza w zestawieniu z datą 11-sty listopada Roku Pańskiego 1918-go, kiedy po 123 latach niewoli odzyskaliśmy niepodległość, będąc teraz wolnym narodem już od lat 96. Z tej pozycji na „baczność!” dopiero wiersz Roberta Kamina mnie wyzwolił: „Potem zabawy przyszły dni młode / Kiedyśmy świata pili urodę / A piwo z dzbana wdzięcznie się lało / Wino z Andrzejem uszczęśliwiało”. A już kompletny luzik złapałem po linijkach z utworu Jana, tego od Wiśniewskich: „Wyrosłem już z raczkowania, za rękę prowadzić się nie dam / Po cóż mi drogowskazy / jakieś nakazu i zakazu znaki / Przecież to ja wiem chyba najlepiej / co dla mnie dobre i czego chcę”.

            I wiecie co, ja po tej zwrotce z wiersza Jana nabrałem takiej nadziei, a nawet pewności, że mi się nie oberwie od brackich poetów, że tak sobie ich być może w pocie czoła stworzone wersety – podebrałem.  No cóż, intencje miałem dobre, zaś co do wyniku tegoż przedsięwzięcia, waszej poddaję się ocenie.

(Romek Dopieralski)

 

 

PS  Z materiałów dotyczących listopadowego wieczorka literackiego zostały nam jedynie wiersze z jego drugiej części. I to też niebawem się ukaże.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Żegnamy Brackiego Poetę...

piątek, 12 grudnia 2014 12:14

 

 

OSTATNIA DROGA

WACKA RYTLEWSKIEGO

 

 

 

  

 

         W dniu 9 grudnia 2014 roku, na cmentarzu Komunalnym w Koszalinie, pochowany został Wacław Rytlewski. Wacek, bo tak się do niego zwracaliśmy, do Krajowego Bractwa Literackiego należał od zawsze. Można zażartować, że nawet najstarsi górale nie pamiętają, kiedy był ów początek. Z regularnością zegarka szwajcarskiego uczestniczył w warsztatach literackich, kiedy powstawała strategia naszych występów przed publicznością. Zaś na wieczorkach z zapałem recytował swoje utwory i … fotografował. Praktycznie nie było spotkania, by Wacek zjawił się na nim bez swojego aparatu fotograficznego. A potem rozdawał nam te chwile uwiecznione na fotograficznym papierze.

         Wacek również pięknie malował. Hitem były reprodukcje jego obrazów na kartkach pocztowych, kiedy jeszcze na wieczorkach urządzaliśmy fantowe loterie. Niekiedy brało Wacka na muzykowanie, więc śpiewał nam skomponowane przez siebie utwory – z własnym oczywiście tekstem, jak na poetę przystało.

         Niestety, kilka ostatnich wieczorków było już bez Wacka i bez jego fotograficznego aparatu. Zmogła go choroba… Wacek przeżył 86 lat.

 

 

 

 

Już nad jego mogiłą, w imieniu wszystkich Brackich poetów, Ludmiła Raźniak taką oto mowę wygłosiła:

  

 

      „Żyjemy na wąskiej mieliźnie, na ruchomej ławicy czasu. Zwykliśmy ją nazywać rzeczywistością…”

                                                           (Roman Brandstaetter)

 

…Ta rzeczywistość niespodziewanie, któregoś dnia usuwa nam się spod nóg…

      W przypadku Wacława był to szaro mglisty dzień 5 grudnia 2014 r. z ołowiano ciężkim tchnieniem ostatniego oddechu.

      Dla tych, co pozostają jest to chwila zaskoczenia, smutku, bądź głębokiej refleksji…

      Kim był? Jaki ślad zostawił w nas, w naszej pamięci? Jacy my byliśmy względem niego?

      Dla odchodzącego jest to czas przejścia na tą drugą stronę. Czas rozliczenia talentów, którymi Stwórca nas obdarzył w chwili narodzin. W przypadku Wacława były one liczne – nic nie zmarnował. Oprócz ciężkiej pracy przez życie całe, która upływała również na obczyźnie (we Francji) starał się pomnażać powierzone Mu talenty, bowiem ładnie malował, fotografował, śpiewał w chórze, tłumaczył z języka francuskiego na język polski liczne wiersze ale także sam z wrażliwości swej natury je tworzył.

      Dziś rozsypały się litery wierszy, pozostaną te na zżółkniętych z czasem kartkach i te, które z licznych spotkań wryły nam się w pamięć.

      W kącie stoi smutna, bo nieprzydatna już sztaluga, a na malarskiej palecie zaschły ostatnie ślady kolorowych wizji. Ale utrwalone na płótnie pejzaże długo będą przemawiać do potomnych. To trwały ślad pamięci życia Wacława i nie zmarnowanych talentów, które pomnażał, jak pozwalał mu czas i umiejętności.

      Przeznaczeniem gnani podążamy w przyszłość, choć kresu naszego czasu nie znamy. Póki co, mamy nadzieję, że Miłosierdzie Boże rozliczając Wacława z powierzonych talentów i wybaczając ułomności ludzkiej natury, zapewni Mu miejsce wiecznej szczęśliwości, której skąpi często ziemska rzeczywistość.

     

Z żalem i smutkiem żegnają Cię

Wacku

koleżanki i koledzy

z Krajowego Bractwa Literackiego

z Koszalina

 

Wacek wśród swoich (Braccy poeci jeszcze przed starą siedzibą KBL w Klubie Garnizonowym).

 

 

Nestorzy Bractwa: Wacek z Reginą Adamowicz (jedno z ostatnich zdjęć Wacka).

 

 

Wieczór autorski Tomasza Jastruna- poety, pisarza, felietonisty, dziennikarza i dyplomaty. Na zdjęciu p. T. Jastrun z członkami KBL-u i in. gośćmi!

Wacek na wieczorze autorskim Tomasza Jastruna.

 

 

Wacek wespół z Irenką Peszkin.

 

 

  

 Wacek ulokowany w górnym lewym rogu...

 

 

Recytujący Wacek na jednym z majowych wieczorków literackich.

 

 

 

Wacek śpiewa...

 

  

Wacek i jego teczka...

 

 

Wackowi wtóruje Romek Dopieralski.

 

 

 Wacek z Brackimi po literackiej uczcie... 

 

I takim go zapamiętamy!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Listopadowa poezja…

wtorek, 09 grudnia 2014 21:00

 

 

W AURZE

LISTOPADOWEJ ZADUMY

 

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Uśmiech”

 

iskierka szczęścia tańcząca
igrająca światłem
balsam kojący
wygładzający pasemka smutku
niczym tęcza na niebie
jaśniejąca zdziwieniem
uśmiech - grymas słodki
przysiadający na ustach
i... przywracający radość
w utrudzeniu...
jak maleńki sen
pomiędzy nocą
a dniem...

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Mądrość przebaczania”

 

Oko za oko – brzmi prawda Izraela

Zmącona półsennym słowem Zbawiciela

Który nieprzyjaciół nakazał miłować

Najszczerzej odpuszczać, urazy nie chować

 

Lecz zemsta jest słodka sofistyk podpowie

I respons złowieszczy i w czynie i w słowie

Daje ukojenie i krzywdy zaciera

Ale duszę gubi w zatracenia sferach

 

Zemsta – rzeczą świętą – samurajska prawda

Przebaczenie jako na honorze zadra

Lecz ta filozofia zgoła zgubna w skutki

Kończy mieczem wojny, sens istnienia krótki

 

„Nie znajdziesz pokoju bez sprawiedliwości

Tej – bez przebaczenia”, brzmi dekret mądrości

Bo przecież Najwyższy nam odpuszcza winy

Z racji tego, że my – bliźnim to czynimy

 

Odpuszczajmy w domu, Narodzie i w świecie!

Śpiewnie woła prośba zaklęta w wersecie

Bo choć to przerasta nasze zrozumienie

W błogim raju ma kres i święte korzenie

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„O oddalaniu”

 

Oddalałam się od Ciebie dwie – trzy ulice –

Ty mówiłeś, że to nazbyt daleko

a różniły nas od siebie dwie – trzy różnice,

sercem razem – nie za górą, za rzeką.

 

Najbardziej nas zachwycały pierwsze stokrotki,

te szczególniej, co przemogły mróz, zawieruchę.

Najbardziej nas zawsze wzruszał śmiech dziecka słodki

dobre słowo, które niesie otuchę.

 

Nie musieliśmy słów tracić na pojaśnienia,

bo nam jedno wystarczyło, czasem pół słowa,

a bywało, nawet jedno spojrzenie –

do połowy wszak przylega druga połowa.

 

Oddaliłeś się tej nocy o pół wieczności,

kiedy – zamiast wiosny sygnałów słuchać –

iść począłeś w taką dal, jeszcze w ciemności…

Kos nie śpiewa, jeszcze wcześnie. Tam cisza głucha.

 

Gdybyś umiał, mógł wykrzesać choćby krzynkę siły,

gdybyś mógł czas jakiś choćby na mnie poczekać,

to byśmy razem poszli, Ty i ja, mój miły –

razem raźniej – uwierz mi – a droga taka daleka.

 

A może to tylko dla mnie cisza tak głucha,

może tam, gdzie już jesteś, nic nie cichnie, nie znika.

może tak Twoje serce, co tak pięknie umiało słuchać,

słucha tria tenorów. Brzmi cudna muzyka.

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Dzień Święta Zmarłych”

 

Ten dzień to przy mogiłach i pomnikach

w scenerii chryzantem i pożółkłych liści

o tych, którzy kochali nas i już odeszli

w zniczy płomyki zaklęta pamięć

za tych, którzy przez nas kochani

w światła zniczy wtapiana modlitwa

dla tych, którzy o naszą wolność i spokój

walczyli i polegli w chwale

w zniczy płomyki przyobleczona wdzięczność

 

A dla nas cenne chwile wyciszenia

i zadumy nad przemijaniem

o które tak trudno w codziennym zgiełku

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Wspomnienia o bliskich”

 

Tak wiele Osób Bliskich odeszło do wieczności

na cmentarzach w pokoju spoczywają ich kości

Odwiedzamy groby i w pełni zadumy ich wspominamy

a wtedy nad swym życiem w milczeniu się pochylamy

 

Niektórych dziadków, rodziców i dzieci pożegnaliśmy

nad wieloma grobami lubianych ludzi staliśmy

Wciąż odzywają się w nas nadzieja i pragnienie

Czy kiedyś znów się spotkamy? Czy możliwe tego spełnienie?

 

Tęsknota za kochanymi ludźmi nigdy nie odchodzi

gorąca miłość w naszych sercach nigdy się nie schłodzi

Tyle wspólnych przeżyć i wspomnień się odzywa

i czasem ze łzami Boga o pomoc w ukojeniu się wzywa

 

 

 

 

 

Hela Szymko

„Ucieczka w mrok”

 

Każdy człowiek potrzebuje miłości

żyje po to, aby być kochanym

nie odczuwać pustki w obojętności

obojętność bliskich zawsze bardzo rani

pragnie ciepła i zrozumienia

słów otuchy, że jest im potrzebny

zwłaszcza, kiedy walczy z chorobą

lub z kalectwem na zawsze związany

 

los obszedł się z nim bardzo okrutnie

zawiódł ciało i serce zranił

kiedyś był pełen optymizmu

wierzył jeszcze w miłość bliźniego

wtedy czuł się jeszcze kochany

gdy zaniemogło już chore ciało

serce przestało grzać

najmniejsza iskra miłości

życie dla niego straciło wartość

nie chciał, by pochłonęło go morze litości

Boże, Ty w swej dobroci tak wielkoduszny

przebacz tym wszystkim, którzy go zawiedli

obdarz miłością, tym – którzy go kochali

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Jesień”

 

Deszczowych kropel echo zbłąkane

Ostatnie liście postrącał wiatr

I znowu jesień w swe panowanie

Objęła ten piękny świat

 

Liliowe astry więdną w wazonie

Czyjeś oczy pełne są łez

Myśli jak chmury kłębią się, płyną

Witaj smutku…

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Listopadowa zaduma”

 

W aurze zadumy trwa listopad

łzę wspomnień wyciska o bliskich

już z nimi nie pójdziemy do kina

i na spacer po alejkach w liściaste dywany

 

Dla gromady rozfikanych dzieciaków

nie zagra dziadek na akordeonie

i dźwięk harmonijki ustnej

po polach się nie rozpłynie

 

Swoją spracowaną dłonią

babcia nie pogłaszcze po głowie

nie będzie nuconej kołysanki

i na śniadanie zacierek na mleku

z ciasta urobionego w niecce drewnianej

 

Nie rozweseli ojciec

swoją ostatnią dykteryjkę już mi opowiedział

choć, kiedy przy kamiennej stoję tablicy

mam wrażenie jakby

kilka jeszcze miał ich w zanadrzu

 

I matka nie ucałuje już chleba

który niechcący spadł jej na podłogę

a po krojeniu nie oczyści deski

z ostatniego okruszka po nim

 

Jednak na nowo wskrzesza listopadowy czas

w iskrzących się zniczach pulsuje

harmonijki ustnej czar

znów czuję smak zacierek na mleku

kiedy nagrobek zraszam łzą

w uszach brzmi wesoła opowieść ojca

a na desce do krojenia okruszków brak

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Zostaną na zawsze”

 

Przestępuję bramę Nekropolii

Czuję powiew spokoju

A jesienne liście

Ścielą się szelestem

Pod stopy moje

Uroczyście

Wchodzę w historię tej Ziemi

Jestem w krainie przeszłości

Na kamiennych tablicach

Nazwiska i daty wyryte

I tak wiele miłości

W chryzantemach i zniczach…

Oni tu byli kochali

Mieli najskrytsze marzenia

Najbliższy był dla nich Koszalin

I Koszalińska Ziemia

Ich śladów pamięć ludzka

Nie zatrze

Oni byli tu z nami

I zostaną wśród nas na zawsze

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Jesienne słońce”

 

Dla mnie świeci najjaśniej

słońce na zachodzie

to moja najpiękniejsza

gwiazda na ziemi

oświeca swoim blaskiem

wspomnienia tych dni radości

witanych niewinnym uśmiechem dziecka,

gdy los rozsypywał perły szczęścia na drodze.

Tych pereł szczęścia, mieniących kryształami rosy,

uśmiechu zdziwienia, oczekiwania,

rydwanów szalonej radości

wartkiej jak potok.

Gdy wszystko było piękne

niepowtarzalnym pięknem zjawisk

zauroczeniem i ekstazą.

Chociaż już jesienne słońce

dla mnie najpiękniej

świeci na zachodzie.

Kładzie ciszą złotą smugę

na drobnej fali odpływu.

Jest odbiciem

cichego westchnienia tęsknoty.

Jest oczarowaniem

miłością,  kochaniem.

Jest oczekiwaniem

i spokojem zadumy

nad nieuchwytnością

chwil przemijania,

dobrem

zatrzymania tego,

co pięknem w duszy drgnie,

obudzi zachwyt.

I trwa.

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Listopadowe rozważania”

 

Listopad w historii

Polski zapisany

o tych co odeszli

każe nam pamiętać

o tych co nam wolność

na rękach przynieśli

wyzwalając ojczyznę

krusząc jej kajdany

bo przecież niewola

ponad sto lat była

żyli w niej rodacy

był to ciężki czas

pieśni pozostały

które dziś śpiewamy

nam przypominają

dni walki i chwały

„maszerują chłopcy – maszerują

Karabiny błyszczą

szary strój

a przed nimi

drzewa salutują

bo za naszą Polskę

idą w bój”

w pamięci Polaka

ta pieśń pozostanie

i patriotyzm w duszy

niech w nas wszystkich trwa

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Przebieg literackiej uczty…

piątek, 05 grudnia 2014 13:36

 

 

„W AURZE JESIENNEJ

ZADUMY”

(reportaż z wieczorku)

 

 

Od śmiechu do łez

            Listopad jest miesiącem pełnym zadumy (Wszystkich Świętych), patriotyzmu (Święto Niepodległości Polski) ale również i zabawy (Andrzejki, Światowy Dzień Tańca). Nie inaczej było na listopadowym wieczorku zatytułowanym „W aurze jesiennej zadumy”. Autorecytacje wierszy Brackich poetów, prezentowane w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, co rusz wprawiały słuchaczy w skrajne emocje – od śmiechu do łez. Nawet comiesięczny felieton Romka D był w podobnych klimatach…

            Krysia Pilecka, prowadząca pierwszą poetycką część wieczorkowej uczty, napomknęła o jeszcze jednym ważnym listopadowym wydarzeniu. 16 listopada wybieraliśmy włodarzy miast i gmin oraz radnych ciał samorządowych. W tej materii o skrajne reakcje jest równie łatwo, bowiem chcemy przecież mieć wpływ na to, kto będzie rządził przez kolejne 4 lata, więc dynamiczne ścieranie się poglądów jest wprost nieuniknione. Jednak tej tematyki poeci nie podjęli i być może dzięki temu obeszło się na wieczorku bez jakichkolwiek poważniejszych reperkusji. Choć wiersz Roberta Kamina („Mądrość przebaczania”) początek miał ciut zadziorny: „Oko za oko – brzmi prawda Izraela / Zmącona półsennym słowem Zbawiciela / Który nieprzyjaciół nakazał miłować / Najszczerzej odpuszczać, urazy nie chować”. Janek Wiśniewski wierszem uczcił dzień 1 listopada: „O tych, którzy kochali nas i już odeszli / w zniczy płomyki zaklęta pamięć / za tych, którzy odeszli przez nas kochani / w światła zniczy wtapiana modlitwa / dla tych, którzy o naszą wolność i spokój / walczyli i polegli w chwale / w zniczy płomyki przyobleczona wdzięczność”. Zaś Anię Żabińską najwyraźniej dopadła jesienna nostalgia: „Deszczowych kropel echo zbłąkane / Ostatnie liście postrącał wiatr / I znowu jesień w swe panowanie / Objęła ten piękny świat”…

            W drugiej poetyckiej części, poprowadzonej przez Romka Dopieralskiego, w portrecie listopada Maria Rudecka ni to zapytywała, ni to stwierdzała: „Nie wiem, czy to Papa Rok tak każe / czy coś tak się z dawna składa / że dźwigać smutków bagaże / to zadanie listopada”. Jakby odezwą do narodu był utwór Ludmiły Raźniak: „Urodzony w Niepodległej / czy umiesz docenić / wolność niezawisłość / swobodę słowa / i wiernie jej strzec / Czy wiesz co to miłość / i duma narodowa / żeś Polak spod znaku Orła”. Natomiast optymistycznie jesienne klimaty wyrysowała wierszem Grażyna Piekarewicz: „U stóp drzew miedzianych liści pokłady / Wchodziłam w ten świat / W myślach, w słowach, w tym co nieskończenie piękne zatrzymywałam czas / Nostalgia rzucona w pejzaże leśnych korytarzy / I ten deszcz rzęsisty / Jego krople na źdźbłach traw / Rozwieszone błyszczały jak sznury korali”…

            W przerwach między poetyckimi blokami również i publiczność miała zajęcie, niejako czynnie biorąc w nim udział. Bowiem kto żyw, śpiewał „Hymn Bracki” do znanej melodii „Hej, hej sokoły”. Twórcą pięknego tekstu jest Zosia Zawilska. Oto jedna z trzech zwrotek: „Wśród zieleni się spotyka / Wiatr od morza i muzyka / A poezja, piękna pani / Chodzi z nami ulicami”. Kiedy przyszła kolej na refren, to aż klubowe mury trzęsły się w posadach. Nic dziwnego, skoro taką końcówkę ów hymn posiada: „Hej, hej, hej sokoły / Omijajcie góry, lasy, doły / Nie mijajcie Koszalina / Bo tu Bractwo jest! jest! jest!”

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 805  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545805
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl