Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Życzenia, życzenia, życzenia…

czwartek, 31 grudnia 2015 19:33

 

 

 

NOWOROCZNE ŻYCZENIA

czyli

OSTATNI

BLOGOWY WPIS

w

STARYM 2015 ROKU

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania śmieszne fotki noworoczne

 

 

Wszelkiej pomyślności,

życzliwych ludzi obok,

zdrowia,

nigdy pustego portfela,

zero trosk,

dużo uśmiechu

w

Nowym 2016 Roku

 

 

życzy

 

 

Krajowe Bractwo Literackie

z

Koszalina

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania śmieszne fotki noworoczne

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Świątecznie u Brackich… (reportaż z wieczorku)

środa, 30 grudnia 2015 0:02

 

 

 

PODĄŻAJĄC

za

GWIAZDĄ

(reportaż)

 

 

 

 

 

 

 

            Grudniowy wieczorek literacki u Brackich poetów jest nietypowy, magiczny, jedyny w swoim rodzaju. Takie są również święta Bożego Narodzenia. Zaś połączenie tych dwóch wydarzeń – daje efekt wprost piorunujący. Zatem nie dziwi fakt, że goście, którzy przybyli tegoż grudniowego popołudnia do Klubu Osiedlowego Nasz Dom, opuszczali go wypełnieni piękną bożonarodzeniową poezją, rozśpiewani kolędowo i wzruszeni od życzeń, przełamując się u Brackich opłatkiem…

            Świąteczny stół wyglądał bajecznie. Wszyscy obecni pomieścili się przy kilkunastu połączonych ze sobą stołach w kształcie litery „U”. Nawet, gdy w pewnym momencie dołączyło do biesiadników, urzędujące za ścianą Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich,  nie zakłóciło to udanej imprezy. Po prostu o kilka stołów wydłużona została tak zwana podkowa. Na jej lśniących obrusach stały ciasta, kusiły słodycze, nęciły owoce, a wzrok przykuwało mnóstwo świątecznych stroidełek przecudnej urody – głównie autorstwa Reni Wojniłowicz. Jednak, by tradycji stało się zadość, zanim zaczęto świętowanie, Braccy poeci jak zwykle zaprezentowali swoje literackie treści, tak pieczołowicie na każdy wieczorek przygotowywane.

            Rozpoczął Romek Dopieralski swoim comiesięcznym felietonem, pt. „Magia świąt Bożego Narodzenia. Tekst tkliwy, przedstawiający dzieci, które z przyklejonymi nosami do szyb z pięknymi haftami od mrozu, wypatrują pierwszej gwiazdki na niebie, która daje sygnał, by móc się wślizgnąć pod choinkę, obsypaną prezentami. Jednak i nieco dziegciu autor w swoim felietonie również zawarł. -„Kiedyś dziecko cieszyło się zwykłą faramuszką” – odczytywał felietonista Romek. –„Dziewczynkom błyszczały oczęta, kiedy z pakunku wyciągały szmacianą lalkę, a chłopcy zachwycali się blaszanym bębenkiem. Obecnym wymaganiom niekiedy trudno sprostać”. Oberwało się także tym, którzy nadmiarem zakupionych na święta wiktuałów, później wypełniają nimi osiedlowe śmietniki.

            Poetyckie treści, które poprowadziła Krysia Pilecka, rozpoczęte zostały portretem miesiąca Marii Rudeckiej: „Razem z innymi chwalę Grudzień za mnóstwo przymiotów, / za to wszystko, co niesie od swego początku. / A bogaty w zdarzenia, hojny, wielu obdarować gotów - / zaraz wymienię według kalendarzowego porządku.” I zaczęła Maria od dnia czwartego, kiedy to górnicza brać Barbarę czci. Potem prawiła o Św. Mikołaju dnia szóstego, o adwencie, którego mrok długich nocy święta Łucja rozświeca. Najwięcej jednak czasu poświęcając Wigilii. Zaś na koniec Maria zaskoczyła wszystkich, mówiąc: -„Jestem Maria Rudecka, córka Antoniego Grudnia praprawnuczka Jana Kowalskiego, który przyjął nazwisko nowe – Grudzień… Natomiast Ania Żabińska zaprezentowała „Gwiazdkowe przesłanie”: „Chciałabym Ci dać / gwiazdę betlejemską / szczerej sympatii / Cząstkę westchnień / połączyć w bukiety / oplecione wstęgami ramion…”. Tak rozpoczął swój utwór Robert Paweł Kamin: „Już słychać muzykę fletów pasterskich / To pięknem brzemienny dźwięk kolęd sielskich / Płynie przez Betlejem cudem uroczy / I nad naszą ziemią też się roztoczy…”. Regina Adamowicz, niejako podążając za Gwiazdą Przewodnią – Gwiazdą Przeznaczenia, swój wiersz tak zakończyła: „Aby się nie zgubić patrzę w niebo z trwogą / Podążam za Tobą codziennie z nadzieją / Że spotkam się z Bogiem w stajence w Betlejem”. A tak rozpoczął swój czterozwrotkowy utwór Władek Pitak: „przez ramy czarnych okularów / których ciężar wzrok już męczy / wpadł promyk wiary zza filarów / barwami pryskający tęczy…”. Swój wiersz tak kończył Kazik Gałkowski: „Bo świat powstał na nowo – Erą Maryi / dwa tysiące piętnaście lat temu / z Narodzeniem Zbawiciela – Bożego Syna / i w tej miłości niech z nami trwa i pozostanie”. Natomiast Irenka Wiercińska w swoje strofy wplotła życzenia: „Niech w przyjaznym, szczerym gronie / Znów zapłoną zagubione miłe nastroje / Aby wszystko „moje – twoje” / Oznaczało „my – nas dwoje i gromadnie” // A więc? / Zdrowia, szczęścia, pomyślności / Darów z Bożej łaskawości / I radosnych przygód wiele / Niech się na każdej drodze życia ściele”.

            I właśnie tym życzeniom, już po autoprezentacjach wierszy Brackich poetów, tego wieczoru nie było końca. Opłatkiem się łamano, obdarowywano całusami, w tle grały kolędy, wokoło pełno miłości, radości, życzliwości, wybaczenia… – po prostu magia, magia świąt Bożego Narodzenia!

 

 Znalezione obrazy dla zapytania gwiazda betlejemska zdjecia

 

PS  Cytowane fragmenty wierszy będą przedstawione w całości w kolejnym blogowym wpisie.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Życzenia bożonarodzeniowe...

sobota, 26 grudnia 2015 14:53

 

 

Z OKAZJI
ŚWIĄT
BOŻEGO NARODZENIA...

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotografie boże narodzenie

 

 

Odrzućmy waśnie
w Jezusowe narodziny.
Rozwijajmy

przewiązane kokardami
dziecięce marzenia.
Nieskalane
jak brzemienność Maryi.
Czyste
wiarą w Świętego Mikołaja.

 

 

życzy
Krajowe Bractwo Literackie
z
Koszalina

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania foto boże narodzenie

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy poetyckich treści…

środa, 23 grudnia 2015 1:28

 

 

JESIENNE WIERSZE

w

PRZEDDZIEŃ ZIMY

(część druga)

 

 

 

 

            -W tej części wiersze będą o tematyce dowolnej. – powiedział konferansjer Romek, na powitanie w dalszej części wieczorkowych autoprezentacji Brackich poetów -Mówiłem już wcześniej, że listopad jest takim miesiącem pogodowo raczej nie najciekawszym, że pogoda ma wpływ na to jak działamy, tworzymy, więc i te wiersze są takie jakby bardziej nastrojowe, nostalgiczne wręcz melancholijne. Postanowiłem więc, na przekór listopadowej słocie, ciut humoru w tenże wieczorek tchnąć.

            Tak sobie wymyśliłem… a że myślenie nie jest moją mocną stroną więc… Zresztą sami ocenicie. Po prostu każdą zapowiedź danego autora wiersza poprzedzę jakimś rekwizytem, który niejako związany będzie z treścią wiersza – bądź też z jego wykonawcą.

            No to do dzieła! – powiedział konferansjer Romek do piersi przypinając kotylion…

 

 

Renia Adamowicz

„Święto Niepodległości”

 

Kiedy jesienne opadają liście

Barwnym dywanem ścielą się pod nogi

Dzień jest szczególny i Polakom drogi

A świętowany bardzo uroczyście

 

Szumią chorągwie biało-czerwone

Z dumą łopocą pełne godności

To polskie święto Niepodległości

W Ojczyźnie wolnej od lat jest czczone

 

Trwają modlitwy w każdym kościele

Za Kraj Ojczysty i za poległych

W walce o wolność zginęło wielu

 

Lecz mamy Polskę Kraj Niepodległy

A dla potomnych Oni są znakiem

Jak kochać Polskę i być Polakiem

 

 

 

 

            Przy tym wierszu kotylion na piersi konferansjera Romka pozostał, zaś patriotyczny akcent wzmocnił on dodatkowo małą, biało-czerwoną chorągiewką.

            -A jak jest naprawdę z tym naszym patriotyzmem? – zadał retoryczne pytanie.  – Jak to wygląda, kiedy wypadałoby wyeksponować - na przykład. na 11 listopada - wywieszenie naszych barw narodowych. Otóż przeprowadzono niedawno taki uliczny sondaż i okazało się, że flagi wywiesza ponad 90 procent Polaków!

            Dziwne… W moim blokowisku, gdzie mieszka ponad dwieście rodzin, oprócz mojej na balkonowym parterzę - tylko jedna jeszcze powiewała, u pana Józka - sąsiada z czwartego piętra…

 

 

Ludmiła Raźniak „Niepodległa”

 

/autorka wiersza nie zezwoliła na jego publikację!/

 

 

 

 

            Do zapowiedzi tego utworu, konferansjer Romek pozbył się patriotycznych akcesoriów, zaś na szyi miał zawieszoną na żółtym tle wizytówkę z własnym imieniem i nazwiskiem…

            -Co prawda na żółtym papierze… ale nie, nie… to nie tak, jak niektórzy być może pomyśleli, że ja mam tzw. żółte papiery. Ja po prostu nie miałem białego brystolu i stąd ta żółć – zaczął się gęsto tłumaczyć. - Dla niedowiarków oto dowód… - pokazał kartkę żółtego brystolu z brakującym prostokącikiem wielkości owej wizytówki…

 

 

Roman Dopieralski

„Pierwszy po Bogu”

 

gdybym pierwszym był po Bogu

jak dalece bym się zmienił

czy swój lichy ludzki wizerunek

starałbym się wynieść pod niebiosa

 

w postaci swojej

pewnie skromność musiałbym odbudować

i inne odświeżyć jeszcze cnoty

by mieć coś po stronie zalet

z uciech wielu rezygnacja byłaby konieczna

 

pewnie bliźniego bardziej

miłować bym musiał

bo cóż to za pasterz

który stada swego nie tuli

 

jakim byłbym cenzorem

co puszczał w niezmienionej postaci

jakbym się odniósł do pijaństwa

co z narkotycznym dylematem bym zrobił

a zdrady, łajdactwa i tym podobne słabości

 

czy będąc pierwszym po Bogu

aniołem zemsty bym się mianował

i wpędzał ich wszystkich

w czeluście piekieł

 

kogo w czyśćcu bym lokował

przed kim bramę niebiańską otwierał

by na spotkanie ze stwórcą

miał szansę

 

a co z chęciami awansu

u śmiertelników pokusa to wielka

będąc u boku Pierwszego

nie pchałbym się przed szereg

niepodważalną czując jego władzę

czy pokora we mnie by się odezwała

a rozsądek z zachłannością zwyciężył

 

 

 

 

            Przy zapowiedzi tegoż wiersza konferansjer Romek wyciągnął w kierunku publiczności lewa rękę z maluteńką maskotką ośmiorniczką. Następnie prawą rękę z maskotką kurczakiem-piratem. Znaczyć to miało, że wiersz nieobecnej poetki ma przeczytać jej Bracki kolega. I jakież było zdziwienie, kiedy na scenę weszła dosyć dziwnie ubrana kobieta…

 

           

Irena Wiercińska

„Ułamki życia”

 

/wiersza brak/

 

 

 

 

            Kombinacje z maskotek, które wyrazić miały płeć poszczególnych osób, okazały się jednak trafne, bowiem utwór Ireny Wiercińskiej (maskotka ośmiorniczka symbolizująca w tym przypadku płeć piękną) przeczytał przebieraniec… a był nim – znany dobrze z upodobań do tego typu rzeczy – Kazik Gałkowski, któremu konferansjer Romek przyporządkował maskotkę kurczaka pirata …

            Do zapowiedzi kolejnego Brackiego poety, konferansjer Romek wyszedł z kapeluszem na głowie, co dla uczęszczających na nasze wieczorki poetyckie było oczywiste, że wystąpi…

            Ad-ventuus… - powiedział konferansjer Romek, otwierając słownik łacińsko-polski. – Ad-ventuus znaczy przybycie, zbliżanie się. Według słownika łacińsko-polskiego są dwa znaczenie tegoż wyrazu: a) nadciąganie, przymarsz  b) nadejście, początek.

            Zatem przymaszeruj tutaj na scenę - Andrzeju Pitaku - i daj początek swojemu wierszowi pt. „Adventus”…

            I stało się! Andrzej Pitak przymaszerował na scenę!!!

 

 

Andrzej Pitak

„Adentus”

 

czerwona socha

wrzyna się w witraże

jesiennego kościoła

na ołtarz pański

niby łaska

spłynął złocistosiny

zmarznięty liść z wysoka

gwiazdami leci kość

adwentowych pieśni

 

pod zimnymi schodami

na świat patrzy

on z rodu Dawida

kapłan dziejów

mój brat

 

gdy zesłałeś go Panie

było zimno na ziemi

padały deszcze

mnie matka

nie zrodziła jeszcze

nie moja w tym wina

że z grzechu Adama

ciałem jego miotały

strachu dreszcze

 

upadnie na ziemię twardą

jak ten liść zżółknięty

pod śniegiem zastanie go gnicie

śpiewem aniołów powita wiosnę

ze zmarłego ziarna

nowe zrodzi życie

 

padają liście skrwawione

na krzyż w adwencie

 

czy wiesz

że twoje serce spragnione

nie jest samo

w golgoty zamęcie

 

 

 

 

            Konferansjer Romek wychodzi na scenę i mówi: -Miałem wiele koncepcji na rekwizyt… Najpierw chciałem jakieś kilka gwiazdek ciapnąć na sufit… albo światła na sali wygasić… ale pomyślałem, że można to też w taki sposób wyrazić. – powiedział, zakładając ogromniaste okulary z przyciemnionymi szkłami

 

 

Ola Stoczyńska

„Za horyzontem noc wstaje”

 

/wiersza brak/

 

 

 

 

            Do zapowiedzi następnego wiersza, konferansjer Romek wyszedł obwieszony serduszkami i ze znaną już maskotką ośmiorniczką…

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Jestem przy Tobie”

 

/autorka utworu nie zezwoliła na jego publikację! Możemy jedynie zdradzić, że w treściach zawierał tęskną miłość jednej osoby do drugiej/

 

 

 

 

            Do tego wiersza konferansjer Romek wyszedł jakoś dziwnie zdeformowany. Kiedy się nachylił, na plecak miał garb pokaźnych rozmiarów. I w tej zgiętej pozycji zaczął swoją zapowiedź… -Kralicki Sneżnik, to najwyższy szczyt Grupy Śnieżnika w Sudetach Wschodnich na granicy z „Pepiczkami”. Wysokość: 1425 metrów… Przed państwem poeta, który nie tak dawno zdobył ów szczyt…

            Nastąpiła lekka konsternacja, kiedy na scenę – z pewnymi trudnościami - wszedł o kuli senior Janek.  –Jak on tego dokonał – powiedział niby do siebie konferansjer Romek…

 

 

Jan Wiśniewski

„Śnieżnik”

 

Wyniosły i dumny

trwasz

Przez lat miliony

wichry i deszcze

śniegi i słońce

w przemiennych cyklach

nieustannie rzeźbią twe oblicze

 

U twych stóp czas płynie

Lodowce

wojny

rozkwity

upadki

zmiany państw

wędrówki narodów

Ty z wysokości

ciągle królujesz

 

Czym jest dla ciebie ta chwila

w której

samotny wtargnąłem

w twoją odwieczność

 

Smagany wichrem lodowatym

strzępom myśli

przebłyskującym wśród mgieł

kształt nadać pragnę

i wyryć w sercu

by nie rozpierzchły się

w zgiełku życia

 

Przecież za chwilę

powrócę do krainy

teraz korzącej się u stóp

 

A ty

niezmiennie

trwać będziesz na wysokościach

 

 

 

            Po prezentacji utworu pana Jana, konferansjer Romek wyszedł na scenę, raz jeszcze się nagiął – eksponując ów garb – po czym usunął go sobie. W rękach dzierżył gumową piłkę z autografami wszystkich Brackich poetów. Następnie wziął zamach prawą nogą i piłkę wyekspediował w publiczność. Padła ona łupem młodzieńca, być może w przyszłości również Brackiego poety…

            -Literackie treści, jakie przygotowaliśmy na dzisiejszy wieczorek, który wprost nurzał się w listopadowej symfonii - zostały wyczerpane. Tak na koniec, mamy do Was – konferansjer Romek zwrócił się do publiczności - jeszcze jedną, bardzo, ale to bardzo gorącą prośbę… byście za miesiąc znowuż do nas zawitali.

            I oczywiście przyprowadzajcie na nasze wieczorki swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle serdecznie!!! Do zobaczenia i do usłyszenia w grudniu po południu!

            I nurzajcie się w tej listopadowej symfonii, której dni kilka jeszcze zostało! Taplajcie się w niej, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem białym przykryje te jesienne pejzaże!

            Do zobaczenia!

 

 

 

PS  A następny wpis, to już będzie o grudniowym wieczorku, który był nie mniej urokliwy od listopadowego… A może nawet bardziej?

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wiersze…

poniedziałek, 21 grudnia 2015 2:39

 

 

JESIENNE WIERSZE

w

PRZEDEDNIU ZIMY

 

 

 

            Na ostatnie wiersze z jesiennego wieczorku literackiego pt. „Listopadowa symfonia” – czas nadszedł. Podobnie jak w części pierwszej, tak i tutaj obrona jesieni zastosowana w wierszach Brackich poetów, jest kontynuowana. Zwłaszcza, że kolejny konferansjer, którym był Romek Dopieralski, w swoich zapowiedziach postawił zdecydowanie na humor. Najwyraźniej wyszedł z założenia, że skoro tego dnia aura nie dopisała, to tym bardziej nie należało dobijać licznie przybyłej publiczności smętną oprawą pięknych przecież wierszy.

            Do rzeczy! Oto wiersze Brackich poetów w scenariuszowej oprawie, czyli tak jak na owym wieczorku było…

 

 

            Witam serdecznie! W tej poetyckiej części utwory będą o tematyce dowolnej. Co tam poetom w duszy grało, to na papier przelali. A że listopad jest takim miesiącem, jak to za oknem widać – no, pogodowo raczej nie najciekawszy. A wiadomo, że pogoda ma wpływ na to jak działamy, tworzymy, więc i te wiersze są takie jakby bardziej nastrojowe, nostalgiczne wręcz melancholijne.

            Mam takie pytanie na początek: Kto był na poprzednim naszym wieczorku miesiąc temu w październiku? Pamiętacie zatem, że niektórym Brackim literatom zadawałem pytanie, czy jest poetą, czy rzemieślnikiem? I teraz mam zamiar wykorzystać to w listopadowym repertuarze.

            Jako pierwsza zacznie prezentację swojego utworu Bracka literatka, która na owe pytanie odpowiedziała, że jest pół poetką – pół rzemieślniczką. Oto Maria Rudecka i jej wiersz, który jest portretem miesiąca – wiersz pt. „Listopad”…

 

 

„Nachodzą mnie ponure, smętne listopady” –

wzdycha poeta, co do dębu porównał się przecie

a to mogłoby znaczyć, że wprost nie ma rady

na smutek, który ze mnie wynika na świecie.

 

A ja, Listopad, chciałbym te kłamstwa odwołać –

mówię odpowiedzialnie – uwierzcie mi, proszę,

opinii mojej dobrej odebrać nie zdoła

nikt, przekonam, że nie tylko smutki ja przynoszę.

 

To prawda, Świętem Zmarłych zaczynam swą drogę,

ale światło im niosę, blask – jasności nadzieję

i wspominać najlepiej chcę jak tylko mogę.

Widać, że nie zło tylko, lecz i dobro przeze mnie się dzieje.

 

A co? Tu, w Polsce każdy natychmiast odpowie,

kiedy dzień jedenasty mój z pamięci przywoła,

bicie dzwonów radości, co Ojczyźnie zdrowie,

życie wróciła. Jaka pieśń, pean jaki zdoła,

jaki hymn? Może tylko mógłby „Magnificat”?

niepodległość wyśpiewać i Bogu podziękę

za ten jeden dzień piękny – skończoną udrękę.

Pomnego tego faktu radość na wskroś mnie przenika.

 

Świadomy tych jasnych proszę o wyrozumiałość

w ocenianiu mnie – inaczej nawet nie wypada –

i sam nie chcę przez pewną wrodzoną nieśmiałość.

O sprawiedliwość mogę chyba prosić:

Brońcie Państwo mnie, czyli Listopada.

 

 

 

 

            Następna nasza wykonawczyni wiersza na owo pytanie odparła słowami Stachury, mówiąc że wszystko jest poezją. Oto Krysia Pilecka i jej utwór pt. „Symbioza”…

 

 

Symbioza rozerwana…

ciepła bliskość i oddech w słuchawce

… była jeszcze wczoraj –

została na stacji pożegnań

melodią szyn

niewidzialnym dotykiem anioła

i…

otwartym oknem przyjaźni

nieskończonej

uśmiech zagadkowy poranka

bez wzruszeń bez przywołań

 

Bezsilnością wtopioną w ciszę

w oprawie nocy i dni ukryta

zaszufladkowana…

 

 

 

 

            Kolejny wykonawca uważa się za poetę i wzoruje na Mickiewiczu. Dopowiedział jeszcze, że w Krakowie – skąd pochodzi – nie rymował w swoich utworach. Zaczął dopiero na Ziemi Koszalińskiej.

            Ten wiersz Piotra Jerzego Kawy jest oczywiście również rymowany, a jego tytuł brzmi „Pragnienie i pokusa”…

 

/wiersza brak/

 

 

            Ta Bracka literatka uważa się nie tylko za poetką, ale również za artystkę, bowiem rękodzielnictwo jest jej pasją. Przed państwem poetka i artystka w jednej osobie. Oto dowód! Ten wieczorkowy plakat przecudnej urody jest jej autorstwa.  Renia Wojniłowicz z utworem zatytułowanym „Przywrócić nadzieję”…

 

Jak z bagażem życia iść

Z każdym dniem jest trudniejsze

Ciężar przez lata gromadzony

wpędza w niemoc

 

Zwieszona głowa, smutne oczy

I serce boli, że

nie ma nadziei i wiary

która czyni cuda

 

A gdyby choć na chwilę

oderwać oczy od siebie

O innych pomyśleć

Oni też swój garb dźwigają

 

I zmienić swoje negatywne myślenie

W barwniejsze przyodziać się kolory

Dojrzeć błysk na niebie

który na nowo rozpromieni

 

 

 

 

            Ten poeta uważa się za poetę, gdyż swoje utwory pisze od ręki i nie poprawia ich w nieskończoność – takiej udzielił odpowiedzi na pytanie, czy jest poetą - czy też rzemieślnikiem. On, podobnie jak Piotrek Kawa, także wzoruje się na Mickiewiczu i robi to tak dobrze, że praktycznie pisze jak Mickiewicz. Dlatego też nazywamy go w swoim gronie „Brackim Mickiewiczem”. Mało tego, on do tego stopnia jest zafascynowany naszym wieszczem Adamem, że nawet wiersze o nim tworzy

            I oto tego dowód. Robert Paweł Kamin w utworze pt. „Dwór Pana Tadeusza”…

 

/wiersza brak/

 

 

            Następna nasza Bracka literatka… Literatka? Jakoś dziwnie mi to zabrzmiało… „Bracka literatka”, to tak jakbym o poecie powiedział np. „Bracki kieliszek”… Kiedyś w literatkach piło się wodę sodową… Ale powróćmy do poezji.

            No więc – ta… literatka… - do pytania podeszła niezwykle ambitnie, bowiem do zdecydowanej odpowiedzi, że oczywiście jest poetką – dołożyła wiersz napisany na przysłowiowym kolanie, na chwilę przed udzieleniem odpowiedzi. Czym oczywiście przekonała wszystkich, że udzieliła odpowiedzi jak najbardziej prawidłowej.

            Oto Bracka szklanka… oj, pardon… Bracka literatka oczywiście, Helena Szymko i jej utwór pt. „Jak kropla bursztynu”…

 

Miłość prawdziwa

kryje w sobie piękno

minionego czasu

barwiąc tęczą obrazy

wyśnionych przeżytych

najpiękniejszych chwil

 

jak kropla bursztynu

tuli w sobie mikroskopijne

cząsteczki przeszłości

tak miłość prawdziwa

wypełnia nas bujnością

doznań i przeżyć

pozostawiają w naszych sercach

wiecznie nieśmiertelną

 

 

 

            Zostawiamy na chwilę poetyckie treści - i by złapać oddech przed kolejną porcją Brackich autoprezentacji – przedstawimy Bracki Humor, czyli „Fraszki Zosi Zawilskiej w klimacie wyborczej kiełbasy”

 

 

 

/Konferansjer Romek D. do Zosiowych fraszek dołożył komentarz i zrobił z siebie narratora tegoż humorystycznego spektaklu, zaś fraszki odczytywała Bracka poetka, Renia Wojniłowicz. Oto tego efekty…/

 

 

 

Kolejna polityczna karuzela już za nami i od 25 października mamy nowy rząd. I właśnie ta nowa władza, u co niektórych wywołuje już flustracje. Jedni się martwią, czy ich  wyrzucą, czy  nie wyrzucą, inni już zaczynają magazynować konserwy w swoich piwnicach. Narzuca się zatem pytanie: Dlaczego ten stary parlament nie utrzymał się u steru?! Może dlatego, że…

 

Czart rozkręcił karuzelę

Już zajęte miejsca wszystkie

Afera goni aferę

Aferzysta ściga aferzystę

 

A jak było, gdy częstowano nas wyborczą kiełbasą? Jaką strategię obierali potencjalni kandydaci do sejmu i senatu?

 

Żeby zdobyć władzę

Jakoś se poradzę

Później mi zostanie

Już tylko przetrwanie

 

Czy raz jeszcze okaże się, że…

 

Gdy ma być wybrany

Przyłóż go do rany

Gdy mandat otrzyma

Zaraz się wypina

 

Jak to mówią – „już po ptokach”. Mamy nowy parlament, nowy rząd z Beatą Szydło na czele. Będzie jak przed wyborami? Jakie są prognozy?

 

Emigracji zarobkowej

Wolną drogę na świat dano

Lekarze pewnie wyjadą

Grabarze chyba zostaną

 

A co z władzą ludu?

 

Tak się ma władza ludu

Do zwierzchniej władzy polskiej

Jak laska kulawego

Do laski marszałkowskiej

 

To może przynajmniej zmniejszy się w dystans dzielący nas od świetlanej przyszłości i będziemy mieć drugą Irlandię?!

 

Przyszłość jest taka świetlana

A teraźniejszość mrok oplata

Bo od świetlanej przyszłości

Dzielą nas świetlne lata

 

Jednak, co by nie było – Polak optymistą jest i basta! I z największych nawet dylematów, zawsze jakąś naukę wyciągnąć potrafi…

 

Jest on dziwnie odważny

Nie boi się szkody ni straty

Wie, że po szkodzie jest mądry

i chce być w tę mądrość bogaty

 

A oto fraszka podsumowująca…

 

Nie marudź, nie narzekaj

Że jest pogoda nieładna

Bo zawsze, co by nie było

Lepsza jest taka, niż żadna

 

-To był tak zwany„Humor Bracki”. - powiedział konferansjer Romek vel narrator tejże scenki rodzajowej - Były to fraszki naszej najwybitniejszej humorystki w dziejach naszego Bractwa, Zosi Zawilskiej!  Niestety, Zosia już w Bractwie się nie udziela, co jest dla nas niepowetowaną stratą. Na nasze szczęście mamy zgodę na korzystanie z jej tekstów do woli! Co niniejszym czynimy...

 

 

PS W kolejnym blogowym wpisie będzie kontynuacja jesiennej poezji i zarazem jej ostatnia część. Okraszona oczywiście zapowiedziami konferansjera Romka D.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Bracki felieton Romka D …

sobota, 05 grudnia 2015 3:31

 

 

PROZA, KTÓRA

co

MIESIĄC w POEZJĘ

się

WKRADA…

(felieton)

 

 

 

          Co miesiąc Romek D. dziobie te swoje prozatorskie formy. W ich ilości zbliża się już do siedemdziesiątki. I dopiero przy tym sześćdziesiątym siódmym, dostał w końcu pochwałę. Bracka poetka, Maria Rudecka - ongiś polonistka w koszalińskim "Bronku" - powiedziała: "Romek, to twój najlepszy dotychczasowy felieton. Musisz mi go zadedykować".

          No cóż, morał z tego taki, że warto tak te felietony dziobać i dziobać, by w końcu coś takiego usłyszeć...

          Oto felieton w pełnej krasie i w takiej formie, w jakiej został odczytany na wieczorku. Tytuł wieczorkowy zawężony był do listopada. zaś autor felietonu rozbudował go do całej jesieni.

          A zatem przyjemnej lektury...

 

 

 

Symfonia jesieni

            Jesień jest jak symfonia, gdzie utwór muzyczny przeznaczony na orkiestrę ma formę cyklu sonatowego, obejmującego zwykle cztery części. Każda z nich w określony sposób podporządkowana jest tematowi melodycznemu i ma wspólną tonację. Różni się jednak charakterem i tempem.

            I taka właśnie jest jesień, kiedy w części pierwszej nie wzięła jeszcze rozbratu z latem. Słońce nadal ją dopieszcza, choć liście już zatracają swą soczystą zieleń i żółć, niczym muzyczny poemat, wkrada się w jej pielesze. Kiedy dołącza czerwień i brązu wszelakie odcienie, symfonii rozpoczyna się część druga.

            Temat melodyczny jesieni jest zachowany, ale w charakterze się zmienia. Dyrygent jakby wiatry bardziej rozniecił i deszczu werbel coraz głośniejszy na parapecie. Jednak, jak przed burzą cisza nastaje, tak i w słotną symfonie wkrada się promień. To babie lato preludium swe rozpoczyna. Pajęcze nici, jak w zapisie nutowym, mkną w przestworzach batutą wiatru pchane. Krótka pająków aria - krótki ich występ solowy. Bowiem bohaterowie części trzeciej tego muzycznego spektaklu na swój występ już czekają.

            Symfonia jesienna wzmacnia swe tempo. Nad naszymi głowami orkiestry łopot skrzydeł coraz donośniejszy. Ptasie klucze w cieplejsze rejestry partytury podążają. I kiedy w tym jesiennym koncercie drzewom liści zbraknie, a słonecznej harfie coraz trudniej przedrzeć się przez dęte instrumenty chmur, przychodzi czas na jego część czwartą - ostateczną niejako.

            To listopad już na samym początku w zniczach uwerturę swą skrywa. W cieniu krzyży czeka na dyrygenta, a gdy zapałki skier rozbłyśnie, woskowany knot pierwsze zaczyna grać skrzypce. I ożywają milczące cmentarne kwatery. Połyskują na nich z nut ogniki. Bo to nasza pamięć o lokatorach niemych mogił ten epilog jesiennej symfonii współtworzy.

            Zatem z czterech części jesienna symfonia się składa. Można w zachwycie słuchać ją bez końca, a jej współbrzmienie – jest wprost nie do opisania.

 (Roman Dopieralski)

 

 

 

PS  Kolejny wpis, to będzie kontynuacja wieczorkowej poezji, jaka w listopadzie u Brackich się wydarzyła. A będzie zabawnie, będzie fikuśnie, bo konferansjer powydziwiał nieco w swoim wieczorkowym scenariuszu. Któż to taki, tenże konferansjer? Co by nie nadużywać jego imienia i nazwiska, możemy jedynie zdradzić jego inicjały: R. D.’

            Gdyby do tych inicjałów dodać „P”, można by to odczytać jako: Rejon Dróg Publicznych. Czy ów Bracki prozaik ma coś do czynienia z RDP? Może jedynie to, że od czasu do czasu, na swoich szczudełkach,  jakieś tam drogi wydeptuje…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (28) | dodaj komentarz

Listopadowa poezja Brackich…

czwartek, 03 grudnia 2015 3:31

 

 

SYMFONIA WIERSZY

BRACKICH POETÓW

 (część I)

 

 

            „Listopadowa symfonia” – tak brzmiał tytuł wieczorku literackiego. Tytuł piękny, na poły jesienno-muzyczny. W wykonaniu Brackich poetów: muzyczno-jesienno-humorystyczno-liryczny. Tak się utarło, że piękne jest lato, wiosna ze swoją świeżością, porządna zima z białą puszystością i niekoniecznie piękna jest jesień z deszczową aurą i sygnałem, że coś się kończy. Przecież nawet mówi się o „jesieni życia” i raczej nie ma w tym optymistycznego zabarwienia.

            Dlaczego właśnie jesień upatrzono sobie, kiedy chce się powiedzieć o jakimś zmierzchu czegoś, albo chcemy zaakcentować, że coś się właśnie definitywnie kończy. Wtedy jak nic – sięgamy po zwrot typu „jesień”. Czy to aby właściwe podejście? Czy sprawiedliwe to wobec jesieni?

            A może jesień – tak jak  inne pory roku – coś właśnie zwiastuje nowego, niepowtarzalnego. Po prostu coś! A może jesień padła ofiarą pewnego stereotypu, że zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny. Bo tak na zdrowy rozsądek, to we wszystkich porach roku są te tzw. dobre i złe dni. Wiosną potrafi nieźle zmrozić, że drzewa później nie chcą owocować. Ale któżby winił ją za to, skoro właśnie wiosną budzi się przyroda do życia. I nie wiadomo jak by było, ona i tak ze snu zbudzić się musi – takie są odwieczne prawa natury. Zaś latem niekiedy pogoda jest tak fatalna, że jesienią takiej nie uraczysz. Ale wystarczy, że przez kilka dni poświeci słonko i lato odzyskuje swoje dobre imię. Natomiast jaka będzie zima - zawsze trudno przewidzieć. Nieraz już na jesieni mróz skuje wszystko, co tylko ma w sobie choćby odrobinę wody, a innym razem taka prawdziwa zima zaczyna się dopiero grubo po Nowym Roku i trzyma przez pół wiosny. Ale gdzieżby zimę krytykować. Zima to zima i już!

            Co innego jesień. Ona już na wstępie ma przegrane, bo tęsknota za latem jest tak wielka, że co by jesień nie zrobiła – sympatii naszej sobie nie zaskarbi. A kiedy się już kończy – też oddychamy z ulgą, że oto zima w końcu nastanie i wymrozi te wszystkie bakterie i mszaki, jakie jesień rzekomo naprodukowała.

            Jednak Braccy literaci jakby wzięli jesień w obronę. Nawet u jej schyłku, czyli w listopadzie – potworzyli piękne o niej wiersze. I całkiem słusznie, bo we wszystkim można dojrzeć piękno, jeżeli tylko się chce i nie ulegnie utartym stereotypom. Tego piękna jesień nie ma wcale mniej od innych pór roku. Bo któż może poszczycić się taką gamą kolorów w przyrodzie. Babiego lata nie uraczysz przecież o innej porze roku, a te ptasie klucze na niebie nie są wcale brzydsze od tych wiosennych. Jedynie w przeciwnym kierunku podążają.

            Wiele przykładów można by jeszcze podać, argumentując nimi wspaniałość jesieni. My – poeci Krajowego Bractwa Literackiego – wierszem stajemy w obronie jesieni! Oto tego przykłady , gdzie podczas listopadowego wieczorku, Krysia Pilecka, zapowiadała kolejnych wykonawców, którzy ukazali listopadową jesień w jej pełnej i niepowtarzalnej krasie…

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Listopadowe nastroje”

 

Jesień nadeszła smutkiem brzemienna

Odeszły piękne dni lata

Wiatr gra melodię tęskną jesienną

Listopadową sonatę

 

Liście wiatr zrywa i poniewiera

One bezsilne łzy ronią

W takt przemijania czas im umierać

Z listopadową symfonią

 

Spadają liście w tańcu i śpiewie

Żółte brązowe i rude

Wiatr im przygrywa na każdym drzewie

Listopadową etiudę

 

Z cichą melodią wiatr się unosi

Nad nekropolią – nad tym co było

I o modlitwę żyjących prosi

O pamięć nad każdą mogiłą

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Uwerturą głaskane mogiły”

 

uwertura listopada skrywa się w zniczach

w cieniu krzyży czeka na dyrygenta

zapałki skier preludium rozpoczyna

woskowany knot pierwsze gra skrzypce

 

i połyskują na mogiłach ogniki

ożywają milczące cmentarne kwatery

wszyscy słuchaczami są tego spektaklu

nawet oni, którym przestało już bić serce

 

póty istnienie ich wiekuiste

póki płoną na ich grobach znicze

póki stanie przy nich ktoś kochający

i mrok zapałczaną batutą rozgoni

 

pomodli się ów dyskretnie

o milczącym wspomni dobre chwile

któremu pod tym nagrobnym spodem

bić już przestało kochające serce

 

i łzę uroni ów perlistą

nawet, jeżeli coś nie tak było

w żart niewinny obróci – nie wypada

o lokatorach niemych kwater mówić źle

 

pamięć symfonię współtworzy jesienną

w zniczach jej roziskrzone są nuty

uwerturą listopada głaskane ich mogiły

choć już przestało bić ich serce

 

 

 

 

Ola Stroczyńska

„Symfonią snu otulona”

 

Otulasz mnie snem

bez barw

bez kolorów

bez grafiki.

Na pewno wiem, że to Ty

Otulasz kokonem ciszy,

spokojem,

nieobecnością,

niebytem,

nieistnieniem,

ukojeniem,

błogą nieświadomością.

Wyzwalasz duszę z ciała.

Ciało odpoczywa w niemocy

Tak noc po nocy

Taki sen przed tym ostatnim,

Jakbyś mnie do niego przygotowywał.

Jestem ci ciałem i duszą posłuszna,

uległa.

Przykryta kołderką Twoich myśli.

Łagodnie wtulam głowę w ramiona.

Z ostatnim westchnieniem tęsknoty

zapadam w szarą mgłę.

Niczego nie śniąc

śpię.

Otwieram oczy szeroko, przytomnie.

Jakby ten czas snu nie istniał.

Wracam przytomnością

przykuta zdziwieniem. I wiem,

Zawsze to wiem,

że chociaż ułamek tyciuteńki,

a może mniej –

Twoja myśl  przy mnie była.

Raduję się uśmiechem

i zapamiętaniem

tego niczego do pamiętania.

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Kres Jesieni”

 

Wszystko przemija, jesień nadchodzi

Łabędź zimowy po stawie brodzi

Klon już się pali złotem ognistym

I dąb usypia listowiem krwistym

 

Wszystko przemija, jesień już w pełni

Prawom przyrody jesteśmy wierni

Żegna się z nami senna mimoza

Bez liści naga chyli się brzoza

 

Wszystko przemija, jesień odchodzi

Rybak łososia wciąga do łodzi

Morze go pieści czułkami swymi

I zapowiada nadejście zimy

 

Wszystko przemija, jesień odeszła

Nad moczarami mgła się rozpierzchła

Lecz wkrótce zabrzmi pieśń ma radosna

I wieczna tutaj zakwitnie wiosna

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Przy zbiorowej mogile”

 

Nigdy Cię nie widziałam, kochany Tatusiu,

choć żyłeś jeszcze, kiedy się urodziłam.

Żły czas do wyjścia z domu wcześniej Cię przymusi…ł.

Na Twoją fotografię jak na święty obrazek patrzyłam.

W liście pisałeś: „Taki ciekaw jestem Lusi.

Dziękuję, Jadziu, opiekuj się najlepiej jak możesz.

Wiosną się ta okropna wojna skończyć musi.

Zaraz będę chciał wrócić, w maju, w czerwcu najpóźniej – Daj Boże.

 

Wiem jak pragnąłeś wrócić, Tatku, do żony, nas dzieci

Do mnie, Twojej najmłodszej, zupełnie nieznanej.

Dziś nad miejscem spoczynku słońce jasne świeci

I widzę Twoje imię, nazwisko wypisane.

 

Nie widziałam Cię nigdy, Kochany Tatusiu.

Na podstawie zdjęć, wspomnień sobie wyobrażam.

Bój o zdobycie Wału Pomorskiego tu Cię zostać zmusił –

Dlatego nadal widzę Ciebie jak postać z ołtarza.

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Miesiąc kroplami dżdżu spajany”

 

             Motto: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…”

                                                                                  (Leopold Staff)

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A liście drzew wczoraj zaledwie przybrawszy

Szatę wielobarwne płomienno-złocistą

By olśnienia chwilą obdarzyć przechodnia

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A nad cmentarzami łagodna poświata

Będąc echem łuny z rozbłysłych w Dniu Zmarłych

Niezliczonych zniczy wokół grobów bliskich

Chcąc utrwalić pamięć nie ulega mrokom

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A przed pomnikami na placach odświętność

W Dniu Odrodzenia Polski przed niemalże wiekiem

Zgromadzone tłumy flagi defilady

I dęte orkiestry i mowy i salwy

 

Te tłumy choć może często niezbyt liczne

I jak w latach owych na co dzień skłócone

A nie to co łączy nas pielęgnujące

W tym dniu ciągle tu są i ich nie zniechęca

O szyby deszcz dzwoniąc deszcz dzwoniąc jesienny

 

O szyby dzwoniący deszcz późnojesienny

Może się niebawem w śnieżny puch przerodzić

Swą bielą gaszący porę wielobarwną

Lecz może łaskawie dać pożółkłym liściom

Chwile pożegnania ozłocone słońcem

 

 

 

 

Zdzisław Grzanowicz

„Jesień i pamięć”

 

Za oknami szarówka i deszcz siąpi

Jesień nostalgii nam nie skąpi

Na cmentarnych mogiłach migają lampiony

To za czas miniony

Czcijmy pamięć o tych, co polegli na polu chwały

Tych co w maciejówkach niepodległość wykuwali

I tych co z ruin kraj odgruzowywali

Tych spod Lenino

I tych spod Monte Cassino

Wszak krew w nich jednakowa

I nie są to puste słowa

Na szczytach władzy kłótnie

A nam w listopadzie jest smutnie

My o naszych bohaterach zawsze pamiętajmy

I na bezimiennych mogiłach żołnierzy

I kolegów znicze stawiajmy

Wszak się to należy

Cześć Im i chwała

 

 

 

PS  I co? Braccy poeci przekonali, że jesień niekoniecznie musi być tym niechcianym miesiącem? W następnym wpisie będzie kontynuacja gloryfikująca jesień. Tym razem proza Romka D. w felietonowych treściach ukaże jesień taką, jaka jest naprawdę. A jaka ona jest? Zajrzyjcie ponownie na nasz dziennik sieciowy, który z angielska blogiem się zowie, to się przekonacie. No to do następnego…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 743  

Kalendarz

« grudzień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545743
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl