Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wieczorkowa poezja lutego (część II)…

czwartek, 27 lutego 2014 22:49

 

 

KARNAWAŁ i MIŁOŚĆ

w POEZJI

(część II)

 

 

   

 

 

Roman Dopieralski

„M” w scenerii zimowej

 

Na falach w eterze

Randek jest sporo

Madonnie wtóruje Sting

Śpiewa Wodecki z Korą

 

A Walenty z Walentyną

Wywijają w tańcu

Bo Dzień Zakochanych

Jak amen w różańcu

 

Zewsząd wesołe harce

Miłosne słychać trele

Serca się radują

Na to sposobów wiele

 

Z życzeniami pocztówka

Serduszko z piernika

Ze scenerii zimowej

Niech miłość nie znika

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Jak taniec…”

 

Karnawał trwa…

Życie jak taniec

Balansuje

Pomiędzy mocą

a słabością

dobrem a…

złem

byciem a

wegetacją…

Usta pieczętujemy

uśmiechem

mimo – woli

Obietnic dotykamy

pieszczotą

…taniec trwa…

Brak czasu

na zwyczajny

ludzki gest

byleby żyć

w zgodzie

ze sobą

zrozumieć i dokonać

wyboru;

co cieszy – co boli

tak

bez zatrzymania

w rytmie walca

tanga … czy break dance

ze staniem na głowie

 

i … odwieczny dylemat

„być albo nie być”…

natłok myśli

w szufladzie bez dna …

Żyć – nie oglądając się

za siebie

trzeba póki jeszcze

taniec trwa

karnawał trwa …

dopóki sił

„być”…

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Potęga szczęścia”

 

Radość mi serce wypełnia kwieciem

Kiedy pomyślę o tej kobiecie

Gdym pośród woni pełnego lata

Rym srebrnopióry dla niej wyplatał

 

Podążaliśmy na Kanał Szczuczy

Miłości letniej zabrzmiały nuty

A las nadmorski tulił nas cieniem

Zaczarowany Twoim imieniem

 

Wypatrywałem leśnych poziomek

Gdy ku końcowi chylił się dzionek

A Ty je jadłaś z radosnym wzrokiem

Światłość rzucając na dni pomrokę

 

Rozmawialiśmy o wszystkim zgoła

Dusza się śmiała raźna, wesoła

Choć tylko jeden dzień taki miałem

Potęgi szczęścia raz ja doznałem

 

 

 

Lech Kamiński

Różowa kapela

 

Wylała się muzyka różowym kolorem

zaskrzypiała basetla

zapiszczały puzony

muzyka jazzem pobiegła do nieba

bal wszystkim głosi – tańczcie Święci

 

Basetla brzęczy przedrzeźnia trąbkę

trąbka się złości – spójrzcie koledzy

po co to takie brzęczy w kapeli

niech sobie idzie i nie straszy smykiem

 

Basetla na skargi robi się głucha

szarpie za struny

rytmicznie stuka

trąbka pokrętnie prowadzi wątek

a saksofony – gubią porządek

 

Naraz zamilkło basetli brząkanie

i ustał srebrny trąbki głosik

ustały saksofony ze swym zardzewiałym głosem

 

Na tym skończyła się różowa muzyka

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Miłość i… to właśnie”

 

Miłość winna być wieczna

a nie wietrzna powiewem aury natury

jak czasem Ksawery lub halny

często jedzie do ślubu nie

karetami lecz saniami

drogami karnawału

i ścieżkami życia Roku Pańskiego

 

Noworocznie obłędnie tańczy

w mroźne śnieżyce

rozgrzewa wielbicieli

nie pali i nie pije

nie tabaczy – wtedy to z rymem

chłop nic nie znaczy

 

A Ona do serca mu

naga wchodzi

przypadkowo dziecka

z niczego… nie urodzi

póki co dziewczę pragnie

tęskni kocha a On też

 

Ma wizję – tym razem

wieczności

podobną do ciebie do człowieka

z wieku w którym żyjemy

do miłości intelektu – do przyrostu rodziny

ale nie do gender ideologii

 

Ani do łatwego kroku

gdzieś z boku

bo według Wisławy poza

paznokciami i funta kłaków

nie pozostanie nic

poza duszą

 

Mówię  to znakiem

mojego papirusu

twardej Trzcionki i dysku

Nowego Roku i niech tak zostanie

Bo Karnawał, miłość

i… właśnie to

jest drogowskazem Twoim

 

 

 

Irena Wiercińska

„Nie lękaj się życia”

 

Nie chowaj się w kamień żalu

tam jest ciasno i ciemno

Tam zapomnisz o miłym dniu słonecznym

o drzewach kołyszących się w podmuchach wiatru

i nieboskłonie, gdzie świeci księżyc i śpiewają gwiazdy

 

Czy podglądasz jak szybują ptaki?

Jak pachną bzy i jaśminy?

Kiedy kwitną niezapominajki?

Jak róże powoli rozwijają płatki

i jak jabłka spadają jesienią z jabłoni?

 

Nie chowaj się w noc wspomnień

jeśli niosą ze sobą ciężar życia

Przyglądaj się mrówkom, które dźwigają na grzbiecie liście

- budulec na dom w postaci kopca

One wiedzą, że trwanie zależy od odwagi i wspólnego działania

 

Las jak życie szumi i odsłania

maleńkie istoty walczące o swój byt

wśród wrzosów i pachnącej żywicy sosen

szczęśliwe, że spełniają obowiązki codzienne

dla siebie i przyszłych pokoleń

 

Kochajmy życie, aby jego uroki

nie uciekły nam nie zauważone

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

Fraszki

 

„Fraszka matrymonialna”

W ogłoszeniu napisała: „Zatańczyłabym walca Mendelsona w sukni z płatków”

Czekała dwa karnawały

Napisała: „Chcę tańczyć z tobą całą noc…”

Czekała…

Nadal czeka na ławce rezerwowych

 

„Fraszka o kulturze”

Pan nadepnął psa na łapę.

Nie przeprosił.

Pies urazę do dziś nosi.

 

„Małżeństwo niedoskonałe”

Nie ważna jest miłość

Ważny jest seks

Mówił rozwiedziony

Mąż do żony eks

 

„Nienasycony”

Najgorszy typ człowieka,

co w złotej łódce siedzi

i jeszcze narzeka

 

"Fraszka o osiołku"

Osiołkowi w żłoby dano.

W jednym mało...

a o drugim zapomniano.

 

 

 

PS  Następnym razem odpoczniemy nieco od poezji, bowiem zaprezentowany zostanie wieczorkowy felieton Romka D. Kto lubi teksty podszyte humorem, zawiedziony nie będzie.

 

  

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja lutego…

niedziela, 23 lutego 2014 23:23

 

 

KARNAWAŁ i MIŁOŚĆ

w POEZJI

 

 

            W pierwszej części lutowego wieczorka autorecytacje wierszy Brackich poetów okraszała swoim komentarzem Krysia Pilecka. Licznych gości powitała tymi słowami: „A karnawał, moi mili / jak co roku / zaprasza na bal / Bo gdy radość – znika żal / Więc bawmy się w karnawale / i niech znikną wszystkie żale / A w sercu niech radość trwa!”

            Oto jedna czwarta wieczorkowej poezji lutego z literackiej biesiady zatytułowanej: „Karnawał, miłość i…” A dlaczego tylko tyle? Bowiem zarówno Krysia Pilecka w części pierwszej - jak i Romek Dopieralski w części drugiej – wiersze podzielili na dwie części. Dzięki temu było więcej miejsca na muzykę. A tą okraszał wieczorek Mikołaj Kobus…

 

 

    

 

 

Jan Wiśniewski

„Noc roztańczona”

 

W karnawałowych toastach

ochoczo wznoszonych na przekór rozsądkowi

czerń nocy rozkwita tęczą

 

Oczyma olśnionymi do pucharu chwytam

kuszącą soczystość jabłka

kipiący chłód szampana

wdzięk róży

i śnieżyczki zachłanne rwanie się ku słońcu

Chwytam do pucharu

i mieszam w koktajl odurzający

Smak tak dobrze znany

a zdawał się już tylko wspomnieniem

 

Wychylić zawartość do dna

jeszcze raz nim minie noc

W górę puchary

Choć wokół zima

oczy powiewem myśli wiosennych

mózg zniewalają

 

Oto motyle w upojnym locie wirują

Wtem podmuch gorący rytm lotu zmienia

Lecz lot odurzający trwa

Trwa w nieskończoność

 

Oto taniec ścian

odpływających poza świadomość

Oto muśnięcie skrzydłem motylim

jak chwila ulotne

Oto upojenie radością oczu wirujących dokoła

Tak blisko

Tak blisko usta roześmiane

Tak blisko ciała rozognione rytmem

 

Więc pijmy haustami życie

Pijmy do dna i tańczmy dalej

Karnawałowa noc trwa

Noc tańca i czaru i olśnienia

niepomna świtu który nadejdzie

nadejść musi

 

Oczarowana tańcem czy pamiętasz

że jestem przy tobie

Jeszcze jestem

 

 

 

Helena Szymko  

„Karnawał”

 

Już karnawał, czas szaleństwa

tę noc chcę przetańczyć do rana

wirować z tobą na gładkim parkiecie

w rytmie muzyki zakochana

poprowadź mnie miły

pełnym gracji krokiem

delikatnie trzymając w ramionach

bądź dziś oparciem dla mojego boku

będziemy przemykać miedzy parami

wzajemnie dotrzymując sobie kroku

 

a orkiestra hucznie przygrywa

wszystkie pary wirują na Sali

każda z nich uśmiechnięta, szczęśliwa

odbijany! – ktoś woła przed nami

znów ląduję w silnych ramionach

inna pani już ciebie zdobywa

wymieniamy się czule spojrzeniami

cała płonę od twojego wzroku

pragnę, byś znów uchwycił mnie w tańcu

tylko z tobą ta noc dziś coś znaczy

moje serce wali jak młotem

liczy się tylko to, co jest teraz

nie chcę wiedzieć co będzie potem

 

 

 

Maria Rudecka  

„Sposób na zimę”

 

Kto chce opinię piecucha mieć pewną,

komu na sędziwości tak bardzo zależy,

niechaj od maja już gromadzi drewno,

w piecu pali od lipca, pod pierzyną leży.

 

Kto drży zanim mróz chwyci, przeraża go luty

a zaspy śnieżne jawią mu się jak jakie majaki,

niech na walonki z filcu zamieni swe buty,

i zamiast ciepłych kurtek przywdzieje waciaki.

 

Kto z przerażeniem co dzień o gradusach słucha,

sześć niżej zera, nie daj Boże, lepiej,

niech się rozgląda, gdzie ciepła poducha,

i miejsca sobie szuka na nalepie.

 

A kto nalepy nie ma (skąd nalepa w mieście?),

niech w fotelu wśród pledów, skór baranich siada,

przy kominku (kominek konieczny, uwierzcie)

i niech wnukom o ciepłych krajach opowiada.

 

A my? My, co nas zimy hartowały niegdysiejsze,

takie jak w 40-tym, 55-tym, zresztą inne mrozy wszystkie,

perswadowały: teraz zimy łagodniejsze

zniesiemy i tę – zwłaszcza w dobrym towarzystwie.

 

A my? My, cośmy nie raz, co to mróz poznali

a niedostępny był tak rum jak grzaniec,

wytrawny, jak i dotąd zawsześmy wytrwali

został wszak jeszcze sposób – piękny sposób – taniec

 

Taniec ten dokoluśka, z przytupem, hołupcem,

może polka, oberek, a może kozaczek,

żeby biadać, że zima, że mróz trzeba by być…

Nogi już trochę ciężkie, ale dusza skacze.

 

P.S.

Darujcie, młodzi, bo tu wśród nas są też i tacy

darujcie więc, że w imieniu starszych się odzywam

opinię malkontentów wszak mają Polacy,

a ja niniejszym wyznaniem z tą opinią zrywam.

 

 

 

Grażyna Piekarewicz   

„Ty, która w moje sny złote promienie wplatasz”

 

Patrzę w zachwycie na pogodne miłości oblicze. W nieba błękicie wciąż tętni Jej życie.

 

Patrzę na Ciebie. Jesteś we mnie. Jesteś siłą i myślą. Przy Tobie otulam się wzruszeń aksamitnym puchem.

 

Ty, która w moje sny złote promienie wplatasz, Ty, która jesteś najpiękniejszym kwiatem.

 

Wsłuchuję się w Ciebie, Twoje drgania, Twoje pulsowania. Pełna blasku rozmawiasz ze światem.

 

Jesteś w szepcie strumieni i w śpiewie ptaków. Jesteś białym płatkiem śniegu i złotym liściem jesieni. Rozlewasz się wodospadem tajemnic.

 

Ty, pełna tęsknot, pragnień i wzruszeń.

Wypełniasz mą duszę drgającym żarem. Wszystkimi barwami tęczy płoniesz.

 

Jesteś ciszą, westchnieniem. Pragnę Cię, bo dajesz na życie nadzieję.

 

Jesteś. Wciąż w Ciebie wierzę.

Przy Tobie nie boję się stąpać po kruchych mostach rozpaczy.

Twoim słowom ufam. I choć czasem jak mgła poranna pojawiasz się i znikasz, w obłokach zadumy szczęścia w Tobie szukam.

 

Płyniesz przez życie rzeką wzburzoną. Rzucana w meandry czasu, szarpana bólem, zmęczona, masz twarz anioła.

 

Patrzę na Ciebie. Całą sobą Cię chłonę. Zamyślenie Twych oczu urzeka.

 

Zwrócona do świata w harmonii swych kształtów, rzucasz kaskady słońca.

I ten Twój powab i ta radość porannym brzaskiem rzeźbiona i ta smuga rozkoszy, co oplata ciała.

 

Twoje wzory i te kolory. Jesteś teraźniejszością, przeszłością.

Modlitwą na Dziś, na Jutro, na Wczoraj.

 

Jesteś światłem zorzy i morzem cierpienia. Wyniesiona na piedestał.

Zraniona i oszalała. Zdeptana.

 

Trwaj Miłości i bądź nade wszystko

niezwyciężona

wieczna.

 

 

 

Jan Lutobarski   

„Ja w karnawale”

 

Karnawał chcę przeżyć

codziennie z humorem

chcę tańczyć i śpiewać

tancerza być wzorem

 

Nieważne jak ubrany

w krawacie, czy w muszce

najważniejszy wigor

gdy z panną się puszczę

 

To nie o to chodzi

co zaraz myślicie

w karnawale taniec

nam umila życie

 

Kiedy Cygan zagra

na akordeonie

ja szybkością tańca

każdego przegonię

 

W tangu argentyńskim

czy fokstrota szale

nikt tak nie zatańczy

jak ja w karnawale

 

 

 

Regina Adamowicz   

„Mój karnawał”

 

Tuż obok zabawa muzyka już gra

Karnawał karnawał cóż z tego że trwa

Nagle niesforna napada mnie myśl

A czy mi nie wolno zabawić się dziś?

 

Kupuję więc bilet pojadę gdzieś w dal

Zabawię się chwilę gdy trafię na bal

Zakopane – Krupówki podróży mej cel

Narciarze jak mrówki nartami tną biel

 

Śnieg drzewa otulił śnieg bielą się skrzy

Bal będzie i kulig zabawię trzy dni

Tu sanna prawdziwa wielu panów pań

Dyskutując żywo wsiadają do sań

 

Wsiadamy gromadą wzięłam suknię szal

Kuligiem z paradą jedziemy na bal

Ruszają wnet konie a z pod kopyt skra

Dzwoneczki w takt dzwonią i muzyka gra

 

Gwarzymy wesoło a oto i dwór

Tak biało wokoło tak śnieżnie wśród gór

Wysiadamy z sanek a przed nami bar

Stoliki przybrane płynie walca czar

 

Niektórzy w bufecie gorący grog był

Inni na parkiecie próbują swych sił

Par wszystkich nie zliczę stoję jakby w śnie

Widzę królewicza nagle prosi mnie

 

Do pierwszego walca jest piękny jak nikt

Wirujemy w tańcu mnie myli się rytm

Szepce mi do ucha słowa: „tylko Ty”

Ja niby go nie słucham szczęścia płyną łzy

 

Spełnia się marzenie

Chcę powiedzieć mu

Słyszę uderzenie

Huk! – zbudził ze snu

 

 

 

Adam Opatowiecki   

„Miłość to nie karnawał”

 

Karnawał, to ponoć święto radości

muzyki, tańca oraz miłości.

Miłość? Jak to pogodzić?

Pozwolę sobie z tym się nie zgodzić!

 

Miłość byłaby płytka i mała,

gdyby karnawał przypominała

Kochanie nie może być jak cekiny,

maski, przebrania i arlekiny.

 

Nie może pląsać w rytm muzyki,

ni być nadętą jak baloniki.

Myślę, że miłość taka po prostu,

dla uczuć wróżbą – rychłego postu!

 

 

PS  Niebawem ukarze się podobna dawka poezji, czyli kolejna jedna czwarta z wieczorkowej biesiady.

 

  

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lutowy wieczorek czas zacząć…

środa, 19 lutego 2014 20:09

 

 

  

KARNAWAŁ, MIŁOŚĆ i …

(reportaż)

 

 

 

 

            Kolejny nasz wieczorek literacki tylko dowiódł, że co jak co, ale na nasze biesiady przychodzić warto. Bo to i na dobry felieton można trafić, i ciekawej muzyki posłuchać, i przede wszystkim mnóstwo na nim rewelacyjnej poezji. Jednym słowem, gdyby literackie teksty były nie tylko strawą duchową, a również przechodziły przez żołądek – to każdy z gości opuszczałby nasze spotkania z potężną nadwagą…

            A co takiego było w tym lutowym wieczorku pt. „Karnawał, miłość i…”? A choćby to, że jego tytuł był jakby niedopowiedziany, co nie omieszkał zauważyć w swoim brackim felietonie Romek D. Jednak na koniec przyznał, iż ów wielokropek w tytule sens swój ma, dając poecie po prostu dowolność w temacie.

            Tej dowolności bynajmniej nie było w pierwszej części poprowadzonej przez Krysię Pilecką, gdzie dominował pierwszy człon z tytułu, czyli „karnawał”. „W karnawałowych toastach / ochoczo wznoszonych na przekór rozsądkowi / czerń nocy rozkwita tęczą” – tak rozpoczął swój wiersz Janek Wiśniewski. A tak swój utwór zakończyła Hela Szymko: „Tylko z tobą ta noc dziś coś znaczy / moje serce wali jak młotem / liczy się tylko to, co jest teraz / nie chcę wiedzieć, co będzie potem”. I jeszcze jeden początek wiersza, którego autorem jest Lech Kamiński: „Wylała się muzyka różowym kolorem / zaskrzypiała basetla / zapiszczały puzony / muzyka jazzem pobiegła do nieba / bal wszystkim głosi – tańczcie Święci”.

            W drugiej odsłonie poetyckich treści, poprowadzonej przez Romka Dopieralskiego, poezja podążyła w kierunku drugiego słowa z wieczorkowego tytułu, czyli „miłości”. Toteż Robert Kamin w wierszu pt. „Do Czesława Niemena” nie kryje miłości i uwielbienia, którą darzy nieżyjącego już lirycznego bohatera swojego utworu: „Teraz jesteś na drugiej stronie rzeki Niemen / Na Twym głosie orszaki wzniosły w Nieba sienie / Bo kto za życia śpiewał jak Anielskie chóry / Ten po śmierci dostanie srebrne skrzydłopióry”. Natomiast wiersz Janka Lutobarskiego można przypiąć do spójnika „i” oraz wielokropka, wieńczących wieczorkowy tytuł. „Już zmęczony zimą długą / czas nostalgii żegnać chcę / zacząć życie w świecie słońca / o kwitnących drzewach śnię” – sczytywał Janek strofy ze swojego utworu pt. „Oczekiwanie wiosny” – utworu, po którym literackie zasoby lutowego wieczorka zostały dokumentnie wyczerpane.

 

 

PS  I tak po kawałku przedstawiać będziemy na blogu to, co na lutowym wieczorku się wydarzyło. A że wydarzyło się sporo, więc i materiałów wieczorkowych szykuje się niemało.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powróćmy do tego co już było...

wtorek, 18 lutego 2014 18:33
 

 

 http://pu.i.wp.pl/bloog/94193051/145341/Opera_emerytalna_201_Rg_big.jpg

 

POWRÓĆMY JAK ZA

DAWNYCH LAT...

 

 

Link na fragment "Opery emerytalnej" według Zofii Zawilskiej

w wykonaniu Brackich.

Oto on

http://www.youtube.com/watch?v=esyHk1RhqRU

 

http://youtu.be/UKWo6yd4oIE

 

http://www.youtube.com/watch?v=eMsow8Au4w4

 

Miłych wrażeń podczas oglądania i słuchania.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jubileuszowy Ogólnopolski Konkurs Poetycki...

wtorek, 18 lutego 2014 18:30

 

 

XXV Jubileuszowy

Ogólnopolski Konkurs Poetycki

im. Jana Krzewniaka

 

 

Regulamin Konkursu

 

1. W konkursie mogą brać udział wszyscy autorzy bez względu na przynależność do związków twórczych.

2. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest nadesłanie zestawu pięciu utworów poetyckich o dowolnej tematyce, w pięciu egzemplarzach maszynopisu lub czytelnego rękopisu. Prace nie mogą  być wcześniej nagradzane lub publikowane w formie papierowej lub na stronie internetowej. Zestawy powinny być opatrzone godłem.

3. Organizatorzy nie ograniczają ilości zestawów nadesłanych przez jednego autora.

4. Do tekstów należy dołączyć zaklejoną kopertę, podpisaną tym samym godłem co teksty, zawierającą następujące informacje: imię i nazwisko, dokładny adres autora prac, telefon.

5. Prace należy nadsyłać do 4 kwietnia 2014 roku na adres: Redakcja "Głosu Karczewa"

05 - 480 Karczew ul. Warszawska 28 z dopiskiem "Konkurs poetycki". Prace, które organizatorzy konkursu otrzymają po terminie, nie będą brały udziału w konkursie. Liczy się data stempla pocztowego.

6. Organizatorzy podkreślają, że Nagrody I stopnia oraz II stopnia mogą być przyznane dla jednego twórcy raz na trzy lata.

7. Jury, w skład którego wejdą znani literaci i krytycy oraz przedstawiciele komitetu organizacyjnego, przyzna następujące nagrody, które zostały ustalone według stawek brutto:

                   Nagroda   I stopnia                                             3 000 złotych

                   Nagroda  II stopnia                                             2.500 złotych

                   Nagroda III stopnia                                             1.500 złotych

                   Nagroda MGOK                                                       500 złotych

                   Nagroda "Głosu Karczewa"                                   500 złotych

                   Nagroda Parafii Karczew                                      500 złotych

 

Oraz  4 wyróżnienia po 250 złotych każde,

ufundowane przez Komunalne Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Karczewie.

 

8. Nagrody - Głosu Karczewa oraz Nagroda Miejsko Gminnego Ośrodka Kultury - zostaną przyznane przede wszystkim za utwory poświęcone miastu i gminie Karczew.

9. Jury zastrzega sobie prawo innego podziału nagród.

10. Ogłoszenie wyników i wręczenie nagród odbędzie się 14 czerwca 2014 roku. O dokładnym terminie i miejscu ogłoszenia wyników konkursu i wręczenia nagród wszyscy laureaci zostaną powiadomieni specjalnym zaproszeniem.

11. Odbiór nagród możliwy jest wyłącznie podczas imprezy finałowej. Organizatorzy nie przesyłają nagród pocztą.

12. Nadesłanych prac organizatorzy nie odsyłają.

13. Organizatorzy dołożą wszelkich starań, aby nagrodzone i wyróżnione prace zostały opublikowane. Za opublikowanie prac autorom nie będą przysługiwały dodatkowe honoraria.

14. Koszty wyżywienia i noclegów pokrywają organizatorzy.

15. Organizatorzy nie pokrywają kosztów przyjazdu na uroczystość wręczenia nagród.

16. Sprawy nie ujęte regulaminem i sporne rozstrzyga Jury oraz Komitet Organizacyjny.

  

Dodatkowych informacji i wyjaśnień udziela Krzysztof Kasprzak  tel. 505 409 078

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowej poezji ciąg dalszy…

czwartek, 13 lutego 2014 21:06

 

 

MAGICZNE WIERSZE

ze

STYCZNIOWEJ BIESIADY

(część II)

 

 

            Wieczorkowy konferansjer, Romek D., zaprosił na drugą wieczorkową odsłonę autorecytacji wierszy Brackich poetów, co miało miejsce na wieczorku literackim pt. "Magia zimowej aury". W tej drugiej części tematyka utworów oscylowała wokół miłościwie nam panującego w zeszłym miesiącu - miesiąca „stycznia” Anno Domini 2014. Było więc o tym, co w styczniu się wydarza, czyli o karnawale, o kolędzie, o takich trzech co to…

            -„Powiem krótko…” – rzekł wieczorkowy konferansjer. -Magiczny klimacie dzisiejszej uczty literackiej - trwaj dalej! Wciągaj w siebie całą widownię! Zawładnij nią bez reszty! Powal na kolana i długo utrzymuj w tej niewygodnej pozycji!!!”

            Po tych słowach rozpoczęły się poetyckie wyczyny Brackich poetów. Oto one…

 

 

 

Maria Rudecka

„Styczeń”

 

Syty marzeń a także i najlepszych życzeń,

uśmiechnięty i to tak od ucha do ucha,

wszedł buńczucznie w szaliku z wełny, miesiąc styczeń,

w półkożuszku baranim i w czapce z kożucha.

 

Rozpanoszył się zaraz, rozgościł się wszędzie

to, co było dotychczas, wywrócił na nice

i obwieścił stanowczo – on tu rządzić będzie.

Wrzasnął: Gdzie się podziały moje rękawice!

 

Gdzie się podziały ciepłe portki, te z parzenicami

a przede wszystkim moje ciepłe ulubione buty.

Ja nie jestem najgorszy – zobaczycie sami.

Nie jestem tak surowy jak braciszek luty.

 

 

 

Pewna zbitka trzech męskich imion jest tak charakterystyczna, że po jej usłyszeniu od razu wiadomo, o co chodzi. Jednemu było Kacper, drugiemu Melchior, a ten trzeci to Baltazar. Jeden miał złoto, drugi kadzidło, a ten trzeci mirrę…

-„Przed państwem sprawczyni magicznego klimatu z poprzedniej wieczorkowej części, Krysia Pilecka!” – tak zapowiedział wcześniejszą wieczorkową konferansjerkę – obecny wieczorkowy konferansjer…

 

Krystyna Pilecka

„Trzej Królowie”

 

Oni jechali – Trzej Królowie

Tajemnicę przesypując jak ziarno

Z głodem Wiary, Miłości i Nadziei…

Jechali za Światłem Gwiazdy

przez noc głuchą i czarną

-Ja też Panie głodna jestem Ciebie…

Aby kochać woła serce moje

Wiatr echem głos niesie, powtarza

W oczach rosa łez, rozpaczy niepokoje

-Złoto miłości, Kadzidło zachwytu,

Mirrę cierpienia – wciąż złożyć Ci pragnę

Kocham jak umiem… przed Tobą

padam na kolana

Ręce wyciągam, choć me ręce puste…

Wybacz Panie, wybacz… nie rozumiem…

-Lecz widzę Jezu serca Twego ranę…

wiem na pewno, że chcę być przy Tobie

Tylko pomóż mi zostać

miłosierdziem przytul… wtedy powstanę…

Jechali Oni… Trzej Królowie

tajemnicę zgłębiając jak ziarno…

Z głodem Wiary, Miłości i Nadziei…

przez noc głuchą, noc czarną…

znaleźli Dziecię…

„Pokój ludziom Dobrej Woli…”

 

 

 

Wieczorkowy konferansjer dwoił się i troił, by magiczny klimat wieczorka utrzymać. W pewnym momencie postanowił opowiedzieć dykteryjkę:

-Izydor, może masz przy sobie sto złotych?

-Nie mam ani złamanego grosza.

-No, a w domu?

-Dziękuję. W domu wszyscy zdrowi!

Wracając do poezji, po dwóch paniach przyszła w końcu kolej na poetę - faceta. Oto wiersz autorstwa tej brzydszej z płci…

 

Kazimierz Gałkowski

„Prolog chwili”

 

Stary rok jako starzec

mimo że ma policzone dni

czasowo się nie kończy

gdyż doba zmienia mu godziny

milczącym zachodem słońca

 

A miesiąc rozpychają dekadę w czasie

regułą skorelowane z roku na rok

w niepojęte przestrzenie wszechświata

z duszami wiernych nie tylko aniołów

 

My w skromności poddani

minutami żyjemy w płynącej

chwili wodą życia

i bijącego serca póki co

a godziny nasze ciągłym szczęściem są

tkwią w przedsionku niepokojem nocy

 

Dni zaś budzą nas i ciebie

słońcem radości i zacnym humorem

co najmniej w satysfakcji

latającego wiosennego motyla

by doczekać rozczarowań różnych i miłych

 

Okazjonalnie w noc sylwestrową et caetera

tych dojrzałych następnych rocznic

z winem, szampanem i uśmiechem miłości

rozpocząć nowe dni zmienną chwilą

urokiem danego mi życia

ludziom życzę Do siego Roku!

 

 

 

W Nowym Roku lubimy składać sobie przeróżne przyrzeczenia. A to schudniemy, a to rzucimy palenie albo weźmiemy się za naukę języków obcych.

-„Ponoć rzucenie palenia jest łatwe” – zagaił do publiczności wieczorkowy konferansjer. –„Wiem coś o tym, bo sam rzucałem setki razy…”

Oto wiersz dwustuprocentowej abstynentki nikotynowej…

 

Zdzisława Krasnopolska 

„Placek świąteczny za kolędę”

 

Jaki ładny, wyrośnięty i rumiany

za kolędę wyśpiewany, z marmoladą

buraczaną, co na kartki sprzedawano

 

Ślinka leci, zapach kusi, lecz dziękować

wpierw Mamusi, że upiekła ten jedyny

i dzielony sprawiedliwie na dwa dni

 

Bo wiadomo jak tradycja nakazuje

młodzież starszym kolęduje pod oknami

kiedy śnieg pod nogami się skrzy

 

W ten wieczór nikt nie odmówi dziecku

które śpiewa po sąsiedzku, tak jak umie

by zarobić na ten placek za kolędę

 

 

 

21-go stycznia był Dzień Babci. Zatem wszystkim babciom złożono, ciut spóźnione, ale serdeczne życzenia!!! Od siebie wieczorkowy konferansjer dodał jeszcze taki oto skromny żarcik:

Babcia nieprawidłowo przechodzi przez jezdnię. Widzi to policjant i krzyczy:

-Babciu, na zebry, na zebry!

-Ty idź na zebry, smarkaczu jeden! Ja mam rentę!

 

Helena Szymko

„Gorące rytmy”

 

Szał muzyki opanował wszystkich

w gorącym rytmie kołyszą się ciała

każda para błyszczy na parkiecie

serce z sercem taktem związane

ciała prężą się dotykając namiętnie

panie giętkie i pięknie ubrane

rytmy coraz to bardziej gorętsze

nogi same unoszą się w tańcu

jakby w magicznej euforii trwały

 

Samba wprawiła w szał muzyki

szalonemu rytmowi poddała tańczących

a orkiestra wciąż im przygrywa

jakby z wesela Wyspiańskiego była

pląsy, śmiechy, wirują sylwetki

pary sobą zafascynowane

jakby chochlik kręcił nimi w koło

w tym magicznym kręgu jak marionetki

nim kur zapieje, czar pryśnie

będą tańczyć do samego rana

 

 

 

Zaś 22-go stycznia był Dzień Dziadka. Oczywiście wszystkim dziadkom również złożono życzenia wszystkiego najlepszego!!! No i oczywiście skromna dykteryjka od wieczorowego konferansjera też miała swoje miejsce:

Pan po siedemdziesiątce bierze ślub z osiemnastoletnią dziewczyną. Budzi to zdziwienie i komentarze.

-Przecież za dziesięć lat ona będzie miała lat dwadzieścia osiem, a pan co? – pyta świadek.

-Wtedy się z nią rozwiodę i znów się ożenię z osiemnastką!

 

Jan Wiśniewski

„Zagubienie”

 

Czarny punkcik

rzucony hojną ręką chmury

beznadziejnie

powoli opada

Niepostrzeżenie

przeradza się

w puszysty biały płatek

 

Już

już ma dotknąć ziemi

gdy wtem

siadłszy na powiew wiatru

unosi się do góry

pełen beztroski

 

Ale to tylko chwila

I znów

nieuchronnie opada w dół

gdzie wchłania go

biała śnieżna masa

 

Zapomniany

wśród miliardów współbraci

próbuje trwać

 

 

 

            I tak oto dokumentnie wyczerpana została wieczorkowa pula z wierszami Brackich poetów, które recytowane były na styczniowej biesiadzie literackiej. Wieczorkowi konferansjerzy, czyli Krysia P. wespół z Romkiem D., podziękowali wspaniałej publiczności, która w dobrych humorach dotrwała do ostatniej strofy wieczorkowych treści.

            -„I już teraz zapraszamy na lutowy wieczorek literacki!” – na koniec obwieściła gościom wieczorkowa konferansjerka, Krysia P. –„A tytuł jego brzmieć będzie „Karnawał, miłość i…” – zawtórował Krysi P. wieczorkowy konferansjer, Romek D.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

niedziela, 09 lutego 2014 23:08

 

 

MAGICZNE WIERSZE

ze

STYCZNIOWEJ BIESIADY

(część I)

 

 

 

  

 

            Romek Dopieralski poprowadził dalszą część magicznego wieczorka literackiego o magicznym tytule: „Magiczne oblicze zimy”. Postarał się on zachować ten niewątpliwie magiczny klimat, który wytworzyła wcześniej Krysia Pilecka i Braccy poeci z recytacjami swoich wierszy w pierwszej poetyckiej części. Dzielnie do tegoż magicznego klimatu przyczyniał się też pan Mikołaj Kobus i jego magiczne zdolności muzyczne prezentowane co jakiś czas, pomiędzy poetyckimi dawkami. I oczywiście widownia też w owej magii swój udział miała, i to wcale nie mały…

            Wyszło na to, że ten magiczny klimat Romek miał podany wprost na tacy. Zatem, żeby go nie zniweczyć, zaprosił w tej drugiej wieczorkowej części na dwie odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów, z muzycznym przerywnikiem pomiędzy tymi właśnie odsłonami.

            W pierwszej części tematyka wierszy była dowolna, mocno refleksyjna, taka stateczna, wyciszona, przebogata w głębokie przemyślenia i treści. Ta część była po prostu… magiczna.

            Natomiast w drugiej części poeci powrócili niejako do magicznego oblicza zimy, czyli do motywu przewodniego uczty literackiej. Ale o tym później.

            A tymczasem wiersze z pierwszej odsłony…

 

           

 

 

Jako pierwszy recytatorskie szlaki miał przecierać Leszek Kamiński. Niestety, wyeliminowała go choroba. Zatem Leszkową poezji batutę wziął do ręki Robert Paweł Kamin i on wyrecytował Leszka wiersz…

 

Leszek Kamiński

„Batuta”

 

Wzniosła się nad ciszę

a ona stała się głęboka gęsta niecierpliwa

objęła władzę nad salą

 

Smyczek zawisł

jakby myślał

jakby mówił

że zaraz usłyszycie

 

Opadł na struny stalowe

zapłakały dźwiękiem

uszu delikatną pieszczotą

 

Dźwięki wokół motylami fruwały

pod sufitem po sali wszędzie

wypełniły sobą ciszę

biegały po sali i trwały

 

Płakały za batutą

trzmielami grały

grały i grały

a cisza…

gęstniała tym dźwiękiem

 

Teraz zamarła

motyle i trzmiele opadły

jak płatki śniegu

jak myśli i wzruszenia

zwyciężyła cisza

 

Wybuchło gęstością podziękowań

zadrżały mury zachwytem

trwało i trwało

ucichło

i nastała pustka

 

 

 

A teraz wiersz Oli albo raczej utwór Aleksandry. Bo Ola może być na przykład z przedszkola. Zaś jak z Bractwa Literackiego to raczej Aleksandra. A jak Aleksandra to Stroczyńska. A jak Aleksandra Stroczyńska to i wiersz pt. „Rezygnacja”…

 

Aleksandra Stroczyńska

„Rezygnacja”

 

Zmęczona smutkiem, pajaca rolą

Poukładała niemożliwości

Dotarcia do ludzkiej świadomości

Ograniczonej głupotą niewiary

W realność niemożliwego

I zadufania naiwnością oplecionego

Nie widzącego dalej

Jak czubek własnego nosa

Nie znalazła żadnej drogi

Nie zablokowanej buforami mamony

Żadnej i do nikogo

 

 

 

Na wieczorku miał miejsce debiut absolutny. Tego poetę faktycznie poznaliśmy dopiero na wieczorku. A tak do tego doszło…

Na ostatnich naszych warsztatach literackich, gdzie opracowujemy wieczorkowy program, Ola - ale nie ta z przedszkola tylko z naszego Bractwa – czyli Aleksandra Stroczyńska, powiedziała, że na wieczorek przywiezie z Mielna swojego znajomego poetę. Pokazała nam jego wiersze, które wszystkim się spodobały. Zawierzyliśmy więc Oli i on faktycznie przyjechał, wyrecytował swój wiersz i pojechał z powrotem do Mielna. Oto wiersz Adasia, być może naszego nowego kolegi…

 

Adam Opatowiecki

„Na plaży obłoków”

 

Na krańcu plaży obłoków
Na brzegu błękitu nieba
Spełnienie wizji proroków
Nadzieja której tak trzeba

W te chwile wcale nie chciane
Na które nikt się nie spóźni
Myśli z bezsensu przesiane
Nicość zabiera po próżni

W próżnie wszyscy bogowie
W nicość obłudna wiara
I wódka pita za zdrowie
I za zbawienie ofiara

Modlitw już nie potrzeba
Fałszywe słowa proroków
Na brzegu błękitnego nieba
Na krańcu plaży obłoków

 

 

 

Niektórzy potrafią pięknie recytować, nie umiejąc jednak piękne wiersze tworzyć. Inni swoją recytacją najcudowniejszy wiersz w proch obrócą, zniweczą. Są też i tacy, co to w jednym i w drugim są dobrzy. A my w swoich Brackich szeregach mamy Grażynkę Piekarewicz, która gdyby zechciała swoje wiersze recytować, zdecydowanie do tej ostatniej z wymienionych grup poetów by należała.

Niestety, nasza Grażynka w recytacji wysługuje się Krysią Pilecką, więc o niej można jedynie powiedzieć, że wiersze tworzy piękne, rewelacyjne, wprost bajeczne. Zaś - co do recytacji - to pięknie, rewelacyjnie i bajecznie recytuje Krysia Pilecka. I tak też było tym razem…

 

Grażyna Piekarewicz

„W oczy zimy patrzę”

 

W oczy zimy patrzę.

Twarz Twoją widzę. W Twoje oczy patrzę.

Do Ciebie w takt upojnego walca na palcach się unoszę.

 

Otulam się płaszczem diamentowych marzeń.

Dotykam Cię skrawkiem śnieżnego puchu.

Idę do Ciebie, Kochany bez wytchnienia.

 

W ogniu zatraceń zanurzam się w Tobie.

Cała w Tobie tonę.

Dotykam Cię blaskiem poranka, iskrą nadziei.

Nasze tęsknoty. Nasze rozstania. Nasze powroty.

 

I ta cisza przy Tobie dookoła. I to światło,

co promieni tysiącem się mini.

 

Przy Tobie szczęście rozlane zapachem zimowego nieba.

Dążenia w morze szafirowej przestrzeni wplecione.

 

Pragnienia, że Jesteś, że Będziesz.

I ten Księżyc co dla nas świeci

i ten płomień rozkoszy, co serca nam pali

i ten obłok nieba nad nami. Dla chwili.

Dla spełnienia.

Dla Ciebie, dla mnie, dla Nas, Kochany.

 

Przy Tobie wsłuchuję się w szmer srebrnych strumieni.

Dla Ciebie rozchylam różane pąki uniesień.

 

Nasza miłość rosą, deszczem, słońcem, milczeniem.

 

Mój świat to Ja i Ty.

W światłach karnawału biły nam radości dzwony.

 

Śniłeś mi się tej nocy. Zgasły nagle szczęśliwe gwiazdy nieba.

 

Już Cię Kochany nie ma.

 

W oczy zimy patrzę.

Twarz Twoją widzę. W Twoje oczy patrzę.

 

W kryształowej kuli pamiętania

szukam szczęścia, do Ciebie na palcach się wspinam.

I te piruety i te kwiaty i te słowa.

 

By żyć, by być, by trwać, w tej wiecznej miłości do Ciebie

w miłości bez granic.

 

 

 

Zapewne wszyscy pamiętamy niedawny dramat z Kamienia Pomorskiego, który wydarzył się w pierwszy dzień Nowego Roku. Wypadki drogowe to bardzo poważny problem w dobie wciąż rozwijającego się przemysłu samochodowego.

Oto wiersz, który jest jakby taką odezwą do ludzi, do nas samych - jest jakby przestrogą. Bowiem to nie samochód jest sprawcą wypadków – on jest tylko narzędziem w rękach tego, kto nim kieruje…

 

Regina Adamowicz

„Opamiętajcie się!”

 

Słońce olśniło krzew

dzikiej róży

owoce róży świeże rumiane

jak krew

rozlana na drodze

 

w jej kropli odczytasz

ile jest bólu

ile tragedii w tym czasie

 

zabici ranni

i krzyż zatknięty

na trasie

krzyżyki małe

krzyże rodzinne

 

ludzie co wam się stało

giną istoty

bliskie niewinne

wypadków tyle poprzez promile

czy może

przez brak ostrożności

 

opamiętajcie się ludzie

nie zabijajcie się

litości!!!

 

 

 

To ostatni wiersz z tej części, gdzie wiersze są o tematyce dowolnej. Autor wiersza poszedł w jego treściach w „głuchotę”. To znaczy może nie tak dosłownie w głuchotę. Tak jest po prostu zatytułowany jego wiersz, po wysłuchaniu którego, nikt z obecnych na wieczorku głuchym raczej nie pozostał.

A gdzie na tych eterycznych falach poezji Roberta Pawła Kamina - wziętych z jego wiersza - zawędrujesz Ty, szanowny czytelniku? Sprawdźmy…

 

Robert Kamin

„Głuchota”

 

O Tobie z Tobą i przez Ciebie

Wszystko się stało, co się stało

Byłem już w piekle, byłem w Niebie

A szczęście rano mi zapiało

 

Późno zakwitłaś w moim życiu

Może zbyt późno na spełnienie

Kochałem Ciebie już w powiciu

Miłując nasze przeznaczenie

 

Słońce wstawało platynowe

Księżyc ubierał szatę nocy

Minęły lata już miodowe

Samotne nasze życia kłosy

 

I dźwięczy echo dni minionych

Splątane we mgłę sino-szarą

Samotny płacze narzeczony

Głos Boga był dla Ciebie marą

 

 

PS  Wychodząc z założenia, że nie samym wierszem człowiek żyje, postanowiliśmy nieco odpocząć od poezji. Pomógł nam w tym niezastąpiony muzyczny showman, pan Mikołaj Kobus. Po muzycznym przerywniku kontynuowaliśmy poetyckie treści, ale o tym w następnym materiale…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Odrobina wieczorkowej prozy…

środa, 05 lutego 2014 23:00

 

 

NIE TYLKO WIERSZEM

czyli

BRACKI FELIETON

  

 

         Jak ktoś tego bloga w miarę regularnie śledzi, z pewnością zauważył, że prozy ciutka również tutaj bywa zamieszczana. Jest to przeważnie tak zwana proza wieczorkowa czytana na literackich biesiadach. Krótko rzecz ujmując – to comiesięczny cykl pt. „Nie tylko wierszem, czyli bracki felieton Romka D.” Jeszcze tylko zostaje nam rozszyfrowanie owej literki „D” i już będzie wiadomo, że tą ciutką prozy literackie wieczorki Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina okrasza niejaki Romek Dopieralski.

         Romek D. widocznie lubi to czynić, bowiem tych wieczorkowych felietonów nazbierało się już równo pięćdziesiąt, o czym ich twórca nie omieszkał napomknąć dosyć dobitnie w tym właśnie pięćdziesiątym felietonie.

         O czym jeszcze nabajdurzył Romek D. w tychże felietonowych treściach, dalej zdradzać już nie będziemy. Trzeba po prostu komputerową myszką zjechać nieco w dół i felieton przed czytelnikiem – rzec by można – stoi otworem…

 

Magiczne oblicza zim

       Po raz pięćdziesiąty wystawiam na próbę Waszą cierpliwość, prezentując swój comiesięczny cykl zatytułowany: „Nie tylko wierszem, czyli proza Romka D.”. To już mój pięćdziesiąty bracki felieton, który Wam czytam na literackim wieczorku. Nie napomykam o tym, żeby się chwalić, że to już tyle prozy wyszło spod mojej ręki. Ani też dlatego, żeby pokazać jaki to ze mnie skrupulatny gość. Choć po prawdzie raczej jestem skrupulatny i nie ukrywam, iż chwalić też się czasami lubię.

      Bo ludzie pióra chyba lubią się chwalić swoją twórczością. Ewentualnie nie chwalą się ci, którzy piszą wyłącznie do szuflady. Uważam jednak, że chęć chwalenia się jest tylko kwestią czasu. Przecież wielu z piszących zaczynało w szufladach najpierw lokować swoje pisanie. Tak więc, taką oto mam radę dla obecnie piszących do szuflad:    -„Człowieku piszący do szuflady! Nie ukrywaj tego, co właśnie napisałeś! I tak prędzej czy później, chcąc się pochwalić, wyciągniesz to coś z owej właśnie szuflady!”.

         Jest jeszcze jeden powód, dla którego chwalę się tym pięćdziesiątym brackim felietonem Romka D. To jego cyfra! Tak… „pięćdziesiątka” ma coś w sobie… Kiedy przełożymy ją na lata pożycia małżeńskiego – mamy wtedy „złote gody”. „Pięćdziesiątka” to również połowa wieku albo pół setki, czyli połowa czegoś ze stu tudzież polecenie dla kelnera: -„Poproszę pół setki i dwie galaretki!” Jednym słowem „pięćdziesiątka” - jak by nie patrzeć - to taki ładny i okrągły jubileusik.

         Tylko że, to wszystko razem wzięte nijak ma się do tematyki tegoż grudniowego wieczorka literackiego, którego tytuł brzmi: „Magiczne oblicze zimy”. Do tej pory zawsze się starałem, żeby moje felietony jednak nawiązywały w treściach do tych naszych literackich biesiad. I tu Was zaskoczę, bo ten felieton też nawiązuje…

 Otóż ten pięćdziesiąty felieton napisany jest ręką obecnego pięćdziesięciolatka, który z „magicznymi obliczami zimy” ma do czynienia w swoim życiu już po raz pięćdziesiąty. Pięćdziesiąt przeżytych zim! I wiecie co? Każda z tych zim miała swoje magiczne oblicze. Magiczne byłe te moje zimy z wczesnego dzieciństwa i te, kiedy dorastałem, stawałem się mężczyzną, kochankiem, mężem, ojcem. Obecna zima też jest magiczna, bo oto stoję tutaj – teraz, czytając tenże pięćdziesiąty felieton. I oby każda następna zima oblicze miała również magiczne. Czego sobie i Wam serdecznie życzę.

 

 

PS  Informacja dla złaknionych Brackiej poezji! W następnym wpisie będą wiersze z drugiej części styczniowego wieczorka literackiego.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

niedziela, 02 lutego 2014 23:24

 

 

MAGICZNE OBLICZE ZIMY

w

BRACKICH WIERSZACH

 

 

  

 

            Są to utwory z pierwszej części styczniowego wieczorka literackiego, który poprowadziła Krysia Pilecka. Wiersze są tematyczne, czyli dotyczą stycznia i zimy w ogóle. Może dziwić fakt, że pomimo, iż utwory są aktualne to jednak u jednych poetów zima jest przedstawiona jako zima, a u innych jako cieplejsza pora roku. I jest to jak najbardziej zgodne z prawdą, bowiem aura w tym roku jest przewrotna. Kiedy przygotowywaliśmy wiersze na wieczorek literacki – wtedy nie było ani śniegu, ani mrozu. Zaś kiedy wieczorka nadszedł czas – zima skuła mrozem wszystko dookoła i przyprószyła swym białym puchem. A jak jest teraz? Każdy widzi.

            Oto tegoroczna zima okiem i piórem Brackiego poety, w przeróżnych konfiguracjach uchwycona…

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Magiczne oblicze zimy”

 

Magiczne oblicze zimy

dziś nie łatwo dostrzec w realu

gdy temperatura tak minusom niechętna

przed powinnością śnieżenia ciągle się wzbrania

 

Więc aby nie ulec pokusie

pogrążenia się w e- rzeczywistości

do skarbnicy swych wspomnień sięgam

 

Oto jawi się w zimowej szacie

jedna z hal w Beskidzie Żywieckim

najpiękniejsza z nich – Hala Boracza

I już ciepłem kusi przytulne schronisko

a kolor zimy króluje wokół

Muldy dla nart i nóg młodych niestraszne

i warstwa śniegu bezpiecznie miąższa

wwabiają w świat szaleństw

 

Więc z poświstem w uszach szus w dół

i po chwil kilku mozolna wędrówka

przez Halę Lipowską, potem Rysiankę

Wokół wszechwładna biel, królestwo ciszy

a smreki otulone czapami śniegu

wprowadzają bajkową nierealność

 

Wędrówkę w scenerii zimowo – górskiej

wyzwala z czasu śniegowa wszechbiel

a śmiech radosny, gdy śnieżna okiść

spływa za kołnierz z drzewa gałęzi

rozjaśnia ciszę i biel rozdźwięcza

 

I cóż że  gdzieś tam w dole, gdzie jestem teraz

królują barwy różne od wymarzonych

w chwili gdy ten wiersz piszę w pocie czoła

od ducha jego tytułu dalekie

 

Ale to są te dość często powracające

choć tak odległe w czasoprzestrzeni

najlepiej magiczność zimy obrazujące

moje młodzieńcze wspomnienia

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„W magicznym obliczu zimy”

 

Wszędzie opary chłodnych mgieł rozwieszone nad wąwozami

i te w dolinach zastygłe, nieruchome mroźne lawy.

 

I te zjawiskowe łuny nieba światu rozdające swe blaski.

 

Gdzieniegdzie lodową przestrzeń obejmowały

życiodajne nieba promienie. Mieniły się, połyskiwały,

to złotem, to srebrem sypały.

 

Senne polany w oddali białym jedwabiem błyszczały.

Nagie szczyty gór niczym wyniosłe piramidy poprzecinane

spiralnymi wstęgami, urodą zniewalały.

 

Otaczały mnie zewsząd górskich potoków wodne Krzyształy

i te ściany lasu w zimowe futra przyodziane.

U ich stóp ziemi puchowe dywany z lekka

podmuchem wiatru dryfowały.

 

W górze kaskady śnieżynek podniebny rajd uskuteczniały.

Długo wzbijały się, wirowały, przystrojone barwnymi

cekinami z lekkością motyla w dół opadały.

 

Patrzyłem w zachwycie na te arcydzieła

wszechmocnej natury.

Rozkoszowałem się widokiem strzelistych świerków,

jodeł, modrzewi. Zamykały ciszę splecionymi koronami.

Wsłuchiwałam się w drzemiące pod śnieżnymi

poduszkami życie.

 

Rodziła się radość. Tętniły we mnie wzruszeń wodospady.

 

W darze tatrzańskie pejzaże szeleściły, śpiewały, szeptały.

 

Patrzę na to niebo i na tę ziemię.

 

W magicznym obliczu zimy widzę kunszt tajemniczy

i niepojęte piękno.

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Bajka o zimie”

 

Dawno temu dawno

O tym już nikt nie pamięta

Ciepło było na ziemi

Śniegu nie było na święta

 

Zima była króciutka

Była zwiastunem wiosny

Pełno było zieleni

A kwiatki kwitły i rosły

 

Zima mawiała z żalem

Do wiosny i jesieni

Jestem niepotrzebna wam wcale

Ktoś musi mój los odmienić

 

Aż spotkała się z mrozem

Pewnego chłodnego poranka

Zima jechała powozem

A mróz odpoczywał na sankach

 

Dobrze że ciebie spotkałam

Odezwał się mróz okryty szronem

Myślałam że jesteś w bieli zimo

A ty wciąż jesteś zieloną

 

Mój mrozie w policzki mnie szczypiesz

Tak mrozić to przecież nie zdrowo

Zimo ja Cię gwiazdami obsypię

Uczynię Cię śnieżną królową

 

Skończą się dni krótkie gorące

Słońce też będzie Ci świecić

Będziesz trwałą trzy albo cztery miesiące

I będziesz kochana przez dzieci

 

Mróz Sprzymierzeniec Dobrodziej

Wezwał wiatry i chmury śniegowe

Najprawdziwszy zimowy czarodziej

Uczynił zimę królową

 

W białej puszystej szacie

Przybywa Zima na ziemię

A mróz jej najlepszy przyjaciel

Czarodziejskim dotykiem świat zmienia

 

Wiatr w śnieżnej już hula zamieci

Śnieg srebrem się skrzy o porankach

Z zimy ucieszyły się dzieci

I zjeżdżają z pagórków

Na sankach…

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Oblicze zimy”

 

magiczne oblicze zimy

kiedy biel po horyzont

i w soplach wodne kaskady

 

tną policzki arktyczne powiewy

a do szpiku kości wkrada się mróz

przez najdoskonalsze nawet odzienie

 

lody skuwają potężnych akwenów połacie

a zatrzymane w swym pędzie fale

unikatowe tworzą rzeźby

 

bezruch w przestworzach zakłócić może

puchowy jedynie opad

i śnieżne czapy okrywają przyrodę

która w zimowym tkwi letargu

 

nie do zliczenia tych płatków masa

gdzie dwóch identycznych

nie ma na świecie

 

i to jest magia

takie jest oblicze zimy

 

 

 

 

Helena Szymko

„Zimowy pejzaż”

 

Malarka zima maluje widoki

po skostniałej ziemi

puszyste dywany ściele

drzewa choć gołe mają konary

pokryte śniegiem

niesamowitego uroku ziemi dodają

sterylny krajobraz utracił swe barwy

jakby się w zimowej scenerii zatracił

 

między śnieżnymi płatkami

szybują mewy po niebie

odwiedzają Koszalin całymi chmarami

nadbrzeżne wody pokryła krami

i jak na mroźną władczynię przystało

wciąż sypie śniegiem i dobrze się trzyma

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Wiosny pierwsze liście”

 

Choć zima srogo jeży igły

W śnieżnych zasypach roziskrzona

Myśl moja leci jako skrzydły

Tam, gdzie kwitnienia bzów korona

 

I widzę duszę mego serca

Kobierce kwiatów pod stopami

Jako wiślany prawowierna

Chce się jej cieszyć zapachami

 

Niechaj wystrzelą liście młode

I się ozdobia zielennością

Ja będę głosił ich urodę

Stopiony z ciepłych mgieł miłością

 

Wejdźcie w mą duszę kwiaty polne

Pobożnie swoją pieśń zapiszcie

Niechaj weselem mkną sny wolne

Już widzę wiosny pierwsze liście

 

 

 

 

Adam Opatowiecki

„Nowy Rok”

Na oceanie życia napięte naiwności żagle
Że wraz z rokiem, mój los odmieni się nagle,
Że troski, że biedę, samotność, kłopoty
Rok stary zabierze za progi, za ploty

Jeśli tak nie będzie, jak się tak nie stanie,
Tez będę miał za co dziękować ci Panie;
Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu
Dawała nadzieję, trzymała przy życiu.

A rok nowy wystrzeli szczęścia fajerwerki,
Czerń myśli rozświetli i znikną rozterki,
I groszem posypie i starość odmłodzi
A serce brzemienne znów miłość urodzi

Jeśli tak nie będzie, jak się tak nie stanie,
Tez będę miał za co dziękować Ci Panie
Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu
Dawała nadzieję, trzymała przy życiu.

Rok nowy przeżyje miesięcy dwanaście,
I stanie się starym, i zniknie, i zgaśnie...
I ja kiedyś, na krańcach oceanu tego,
Zobaczę światło latarni, portu ostatniego.

A jeśli tak będzie, jak się już tak stanie,
Za cóż dziękować miałbym Ci Panie?
Za wiarę naiwną, czy za to że skrycie
Wraz z moją nadzieją zabrałeś mi życie?

 

 

PS  Ze styczniowego wieczorka literackiego będą jeszcze wiersze z drugiej jego części i będzie też felieton Romka D.

 

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 782  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
2425262728  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545782
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl