Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Ostatnia część obiecanych wierszy…

czwartek, 26 lutego 2015 16:13

 

 

POEZJI NAWET SPÓŹNIONEJ

NIGDY DOSYĆ…

 

  

 

             Oto obiecywana wcześniej ostatnia część autorecytacji wierszy Brackich poetów ze styczniowego jeszcze wieczorka. Jak to mówią – lepiej późno niż wcale… A skąd takie opóźnienie? No cóż – najzwyklejsza w świecie opieszałość. A to nie było czasu, a to z kotem do weterynarza, a to z córką – gimnazjalistką ostatniej klasy -  lekcje odrabiać, a to zmęczenie, a to nadmiar energii… Można by tak wymieniać bez końca. Nawet brak powodu niekiedy też może być powodem…

            Natomiast, żeby jakoś tę opieszałość wynagrodzić, wiersze zaprezentujemy wraz z całym scenariuszem konferansjera, Romka Dopieralskiego, który tę poetycką odsłonę poprowadził…

 

           

 

            Witam w drugiej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów. Będzie to kontynuacja tego, co Krysia Pilecka rozpoczęła, czyli część tematyczna. A jak część tematyczna, to podporządkowana tytułowi dzisiejszej biesiady literackiej, który brzmi: „Srebrną wstęgą malowane”.

            Jak widać jestem całkiem nieźle przygotowany, bo ja jestem taka antraktowa papla, czyli wieczorkowy konferansjer.

            Żeby jeszcze bardziej się do Was zbliżyć, przełamać te tzw. pierwsze lody, czy też wejść z Wami w interakcję, co teraz takie modne i na topie – powiem krótko: -Cześć! Jestem Romek! Jak się macie?

            Widzę, że interakcja marnie nam wyszła… Jednak nie jest tragicznie, nie dopatrujmy się dramaturgii… Choć nie podjąłem z Wami zbyt ożywionego dialogu, to również nikt z Was się przecież nie poskarżył, nie ponarzekał, że wieczorek nudny, że krzesła twarde, więc mimo wszystko tę naszą interakcję mogę zaliczyć raczej do udanych…

            Przechodzę teraz do meritum sprawy… Za chwilę nasze zmysły słuchowe pieszczone będą nietuzinkową wprost poezją. Te przecudnej urody wiersze podziałają również i na inne nasze zmysły. Oczyma wyobraźni zostaniemy przeniesieni do świata autorów tychże treści. Być może będziemy czuć werbalnie i organoleptycznie to, co czuł dany poeta w chwili tworzenia, smakując w zachwycie każde wyrecytowane słowo.

            Mniemam, że wiersze Brackich poetów powalą Was na kolana i długo będą utrzymywać w tej niewygodnej pozycji…

           

            A rozpoczniemy tę poetycką część utworem Adama Opatowieckiego pt. „Nowy Rok”. Adasia z nami niestety nie ma. Ale jest Ania Żabińska i to ona wyrecytuje nam ten piękny utwór…

 

Adam Opatowiecki

„Nowy Rok”

 

Na oceanie życia, napięte naiwności żagle

Że wraz z rokiem, mój los odmieni się nagle

Że troski, że bieda, samotność, kłopoty

Rok stary zabierze za progi, za płoty

 

Jeśli tak nie będzie, jak się tak nie stanie

Też będę miał za co dziękować ci Panie

Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu

Dawała nadzieję, trzymała przy życiu

 

A rok nowy wystrzeli szczęścia fajerwerkami

Myśli rozświetli i znikną rozterki

I groszem posypie i starość odmłodzi

A serce brzemienne znów miłość urodzi

 

Jeśli tak będzie, jak się tak nie stanie

Też  będę miał za co dziękować ci Panie

Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu

Dawała nadzieję, trzymała przy życiu

 

Rok nowy przeżyje miesięcy dwanaście

I stanie się starym, i zniknie, i zgaśnie

I ja kiedyś, na krańcach oceanu tego

Zobaczę światło latarni, portu ostatniego

 

A jeśli tak będzie, jak się już tak stanie

Za cóż dziękować miałbym ci Panie?

Za wiarę naiwną, czy za to, że skrycie

Wraz z moja nadzieją zabrałeś mi życie

 

 

 

 

 

 

            Kto lubi zimę? Pewnie dzieci. Zwłaszcza teraz, kiedy ferie. Bo to ulepić bałwana można, poślizgać się na lodzie, na sankach pozjeżdżać z górki, porzucać się śnieżkami. Ale musi być spełnionych kilka warunków. Dwa mianowicie: musi być mróz i śnieg.

            Tylko jak już jest mróz i śnieg, to są też tacy, którzy zimy nie lubią. To z pewnością drogowcy, których zima i tak co roku zaskakuje. Ledwie sypnie śniegiem, a już słychać komunikaty, że zima sparaliżowała połowę Polski. Druga zaś połowa podzieliła się na dwa mniejsze obozy, z których jeden jest atakowany przez wirusa grypy, a do drugiego próbuje się dorwać bakteria wywołująca problemy górnych dróg oddechowych.

            Zostawmy jednak te ogólnokrajowe dywagacje i skupmy się na własnym podwórku. Posłuchajmy teraz poetę, który wyrecytuje swój pierwszy w tym roku stworzony wiersz. Oto Kazik Gałkowski i jego poetycka świerzynka, czyli utwór pt. „Srebro styczniowego uśmiechu”…

 

Kazimierz Gałkowski

„Srebro styczniowego uśmiechu”

 

W ciszy nocnej Księżyc

ubrał się w srebro

towarzystwem gwiazd uradowany

gdzie władzę dzierży wiekami

świeci nocą, wciąż kontempluje

blaskiem niczym słońce króluje

przelicza gwiazdy bez liczydeł

naszą chwilą ciszy, gdy śpimy

 

Nie jest chyba despotą

bo gwiazdozbiór dusz

koryguje co rusz

co się tam dzieje

ale w galaktyce

jest stabilny od wieków

silny jak chłop na roli – orką chwili

permanentny w ruchach planet

 

A nocą trochę inny – chłodem zimny

nadrabia uśmiechem światła

z sercem bliski globu – inteligentny

zaleca się do planet i ślicznych gwiazd

ale na pewno nie grzeszy

fajnie… jest naszą ostoją

świecą w przestworzach prawicy

z pewnością jest świętym

 

Ja póki co – asystować mu będę

posrebrzę i namaluję wstęgę

a potem mróz i zimę z kryształkami

białego, niewinnego śniegu

ale z pyłkiem wiatru i siłą Nadprzyrodzonego

który wzbogaci świat zimą w Nowym Roku

gdyż zamieszka na krzewach i gałęziach drzew

 

Domownicy go zaproszą

do szyb, okien - bo lubią

niepojęte wzory

srebrem malowane

 

 

 

 

 

            Następny wiersz jest zatytułowany „Nowy Rok”. Zapewne inspiracją do jego napisania był właśnie ów miłościwie panujący nam właśnie teraz - Nowy Rok. Tylko, czy on jeszcze taki „nowy”? Owszem, nowszego nie mamy, ale ten, co mamy, to już tych dni troszkę mu stuknęło.

            Gdzieś tak na początku kwietnia weźmiemy go na tapetę, tak jak niedawno panią premier Ewę Kopacz, kiedy jej sto dni rządzenia minęło. Ciekawe jak my ten 2015-ty podsumujemy. Czy mu się oberwie, że w styczniu się nie popisał i śniegiem na ferie nie sypnął? Czy też ochrzanimy go, że w marcu znowuż było jak w garncu? A może sprowadzi nam piękną wiosenkę i będzie trzeba go chwalić?

            Póki co, dajmy mu te sto dni na przetarcie, a my posłuchamy teraz Krysi Pileckiej i jej wiersza pt. „Nowy Rok”…

 

Krystyna Pilecka

„Nowy Rok…”

 

Początek...

Pod płachtą tajemnicy

radości i smutki

Popłynął bałwan

z zeszłorocznego śniegu

Nowe pobrzękuje

kryształem przyszłości

 

Zadziwienie

człapie po kałużach

W przedsionku nieba

życzenia o zielonej

nadziei i dobroci...

Gwiazdy z rękawa nocy

sypią szczęście

 

Początek...

ze wschodów i zachodów

słońca...

z marzeń o przyszłości

z naszych wspólnych

spraw...

 

 

 

 

 

            Zrobię teraz wtręt do poetyckich treści i opowiem dykteryjkę o niesfornym płatku śniegu…

Wysoko w powietrzu spotykają się dwa płatki śniegu. Pierwszy pyta:

-Gdzie lecisz?

-Lecę w Tatry, na skocznię narciarską.

-A ja na autostradę, zrobię jakiś karambol samochodowy!

            Teraz będzie poezja poetki nie recytującej. Już pewnie się domyślacie, że chodzi o naszą Grażynkę Piekarewicz, autorkę przecudnych lirycznych treści w poetyckich wersach zawartych.

            A skoro Grażynka nie recytuje, to innych do recytacji zobowiązuje. No proszę – jak mi się rymło. Co prawda z takim rymem daleko mi jeszcze do pięknej Grażynkowej liryki, ale zaczyn już jakiś powstał. Za miesiąc, na kolejnym wieczorku dołożę następny wers i gdzieś tak za rok z jedną całą zwrotkę uda mi się sklecić…

            Jednak nie o moich poetyckich poczynaniach teraz rozprawiać, a o wierszu Grażynki Piekarewicz pt. „Pachniały oszronione ściany”. Wyrecytuje go Helena Szymko…

 

Grażyna Piekarewicz

„Pachniały oszronione ściany”

 

 

            /Autorka tegoż wiersza nie życzyła sobie, by go na blogu udostępniać. Wolę poetki oczywiście uszanować trzeba, a zatem niech żałuje ten, kto na wieczorku nie był, bo wiersz jest przecudnej urody…?

 

 

 

 

 

            Eskimos ciągnie na sankach lodówkę. Widzi go drugi i pyta się:

-Po co Ci ta lodówka, jest minus 20 stopni?

-A niech się dzieciaki trochę ogrzeją.

            Nie bez kozery przytoczyłem ten żarcik o niskich temperaturach, bowiem tytuł kolejnego wiersza brzmi „Mróz”, a jego autorem jest Piotr Jerzy Kawa. Piotrze, rozgrzej nas swoim wierszem…

 

Piotr Jerzy Kawa

„Mróz”

 

Zimno przeszywa nasze głowy,
mróz trzaskający szumi wkoło,
temperatura skacze jak szalona,
jak mamy się zachować?

Jest otwarta przestrzeń,
nie mamy schronienia od zimna,
zastanówmy się:
Czy uda nam się uratować…?

Mróz szumi w naszych uszach,
toniemy w zaspach śnieżnych,
Giniemy…?
Utonęliśmy...!

Nie! To nam się tylko zdaje,
lecz dzieje się na jawie,
choć wszystko jak we śnie.
Budzimy się…!

Błądzimy w labiryncie,
zasypanych ścieżek szukamy,
by się wydostać.
Chyba nie uda się…?!

Lecz szczęście nas nie opuściło,
wędrowaliśmy cały dzień,
nareszcie koniec drogi.
Czas rozgrzać się…!

 

 

 

 

 

 

 

            Czy wiecie, kto to jest prawdziwy narciarz?

-To człowiek, którego stać na luksus połamania nóg w bardzo znanej miejscowości górskiej, przy pomocy bajecznie drogiego sprzętu.

            Tę z kolei dykteryjkę przytoczyłem, gdyż następny wiersz zatytułowany jest „W podróży do Zakopanego”. A jak wiadomo – Zakopane dosyć często śniegiem jest zasypywane, więc nie bez powodu dzierży miano naszej zimowej stolicy. Zatem prawdziwych narciarzy i ich połamanych kończyn dolnych jest tam zapewne w bród.

            A jakiż to od nas poeta do tegoż Zakopanego się wybrał? Jest nim nasz Bracki Mickiewicz, czyli rymujący poeta dwóch imion: Robert Paweł Kamin!

            Robercie, swoim wierszem - choćby w wyobraźni - ale zabierz nas w te pikne polskie Tatry, ino kulosów ty sobie nie łam…

 

Robert Kaweł Kamin

„W podróży do Zakopanego”

 

Przyszłość mnie zabiera gdzieś w dal nienazwaną

Jaśnieje nadzieja radością naddaną

Leci motyl czasu cichym słów pacierzem

Wstęgę złotą życia obłokiem odmierzę

 

Głuchość krasnolica zapada przede mną

Mknę do Tatr kochanych przez mgłę – chmurę senną

Jest przy mnie mój anioł natchnienia młodego

Śle mi  liście słowa z jedwabiu modrego

 

Czym mnie zauroczy wiatr Zakopanego

Co nam nie żałuje uścisku szczodrego?

Płynie nad sosnami, targa drzew korony

I lekko wiruje w głuszy gdzieś zemdlony

 

Czy się znów ukryję wśród kosodrzewiny

Lub w kaskadach włosów lubej mej dziewczyny?

Podążę, gdzie strumyk grań promieniem muska

Będę pił ze źródła… zaklętego w ustach

 

 

 

 

 

            Koncepcję dopasowywania dykteryjek do tytułów recytowanych dzisiaj wierszy zachowam już do końca. Niestety ostał nam się ino jeden utwór, zatem i dykteryjka to już ostatnia.

            Tytuł wiersza: „W Sylwestrową noc”, więc a propos tejże nocy, ciśnie mi się na usta taki oto króciutki żarcik, jak to w kilka dni po noworocznych szaleństwach spotyka się dwóch znajomych:

-Jak spędziłeś Sylwestra?

-Nie wiem, jeszcze mi nie opowiadali…

            A co nam opowie swoim wierszem Ludmiła Raźniak? Oto nasza miła Ludmiła i jej utwór „W Sylwestrową noc”…

 

Ludmiła Raźniak

„W Sylwestrową noc”

 

            / Ludmiła oczywiście opowiedziała nam swoim wierszem bardzo ładnym wierszem. Niestety, w tym przypadku – podobnie jak u Grażynki Piekarewicz- autorka również nie zezwoliła na jego blogową publikację…

            Jedynie jeden wers będzie ujawniony, co by scenariusz już do końca przedstawić w formie niezmienionej… /

 

 

 

 

            Trudno nie zgodzić się z puentą, z jaką Ludmiła zakończyła swój wiersz, że „rzeczywistość każdemu pisze inne zakończenie bajki”. A jakie to będą zakończenia? To już wyłącznie od nas samych zależy!

            My już na przykład zakończyliśmy właśnie swoją bajkę, zwaną wieczorkiem literackim. Podobała się ta nasza bajka, czy nie – nie nam oceniać. Oczywiście staraliśmy się jak zwykle i jak zwykle mieliśmy wspaniałą publiczność!

            Dziękujemy wam z całego serca i życzymy, by te Wasze bajki miały wyłącznie szczęśliwe zakończenia…

            I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi!

            I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Zabierajcie na te nasze literackie biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

 

            / Na sali zapanowała wrzawa. Oklaskom nie było końca. Najwyraźniej literacka biesiada przypadła widzom do gustu.

            Na koniec konferansjer Romek powiedział: /

 

            A o tym, co? kto? gdzie? kiedy? dlaczego? i jak? – powie nam nasza niezastąpiona Krysia Pilecka!

 

            / No i wyszła Krysia Pilecka, informując, że 9 lutego 2015 r. o godz.16 – odbędą się warsztaty, których pokłosiem są wieczorki. Zaś sam wieczorek odbędzie się 23 lutego 2015 r. o godz. 17, a jego tytuł brzmieć będzie „Liryczna odsłona lutego”.

            I ten lutowy wieczorek  – zgodnie z tym, co mówiła Krysia P. – już się odbył i ponoć nie był wcale gorszy od tego super styczniowego!

            W ostatnim słowie Krysia powiedziała o stoliku z Brackim tekstem, usytuowanym na sali pod filarem i że jest możliwość zaopatrzenia się w tomiki Brackich poetów z dedykacją na gorąco. Pochwaliła jeszcze Olę Stroczyńską za przepiękny plakat, na tle którego, recytowali Braccy poeci. /

 

 

 

PS  Niebawem ruszymy z tekstami tejże lutowej literacko-muzycznej biesiady, bo faktycznie działo się na niej, że ho ho!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Oj, będzie się działo!

niedziela, 22 lutego 2015 22:51

 

 

ZAPRASZAMY

na

BIESIADĘ

LITERACKO-MUZYCZNĄ

 

 

 

         Zapraszamy na wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „Liryczna odsłona lutego”. W programie: autorecytacje wierszy Brackich poetów, „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D.” i muzyczne przerywniki w wykonaniu dziecięcego zespołu z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem Zofii Beby-Bednarczyk. Ponadto słodki poczęstunek oraz możliwość zaopatrzenia się w tomiki poetów z KBL.

 

Wstęp wolny.

 

Literacko-muzyczny wieczorek odbędzie się jutro! 23 lutego (poniedziałek) o godz. 17 w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, ul. Zwycięstwa 148. 

 

 

 

PLAN SZCZEGÓLOWY:

 

 1. Przywitanie gości.

 2. Nie tylko wierszem, czyli Bracki felieton Romka D. pt. „Liryczne odsłony lutego”.

 3.Przerywnik muzyczny (1).

 4. I część poetycka - tematyczna / prowadząca: Krysia P.

 5. Przerywnik muzyczny (2).

 6. II część poetycka – dowolna / prow. Kazik G.

 7. Przerywnik muzyczny (3).

 8. III część poetycka – tematyczna / prow. Krysia P.

 9. Przerywnik muzyczny (4).

 10. IV część poetycka (I odsłona) – dowolna / prow. Romek D.

 11. Przerywnik muzyczny (5).

 12. IV część poetycka (II odsłona) – dowolna / prow. Romek D.

 13. Przerywnik muzyczny (6).

 14. Zakończenie.

 

 

PS  Przyprowadźcie na tą literacką biesiadę swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką! DO ZOBACZENIA!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kontynuacja wieczorkowych treści...

piątek, 20 lutego 2015 20:31

 

 

WIERSZE BRACKICH

na

ZADANY TEMAT

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania sroga zima fotki 

 

 

            Po części poświęconej Wackowi Rytlewskiemu, przyszła pora na autorecytacje wierszy Brackich poetów. Ich utwory były podporządkowane tematowi, jaki został wymyślony na warsztatach. Można powiedzieć, że to jakby praca domowa. Być może ktoś pomyśli, że niedobrze narzucać poecie temat, że wiersz powinien być wynikiem tego, co poeta czuje w danym momencie. Owszem, jednak takie – nazwijmy to – przymuszenie pozwala na napisanie wiersza w inny sposób. Wiersz taki wcale nie musi być gorszy. W końcu Bracki poeta na napisanie takiego wiersza ma prawie cały miesiąc, więc znając temat może przez ten miesiąc na tyle dojrzeć do niego, że wiersz okaże się nie pracą domową, a utworem bardzo głębokim i przemyślanym.

            Krysia Pilecka poprowadziła tę tematyczną część autorecytacji wierszy Brackich poetów. Zaś temat i zarazem tytuł literackiej biesiady brzmiał: „Srebrną wstęgą malowane”. Oto wiersze z tejże wieczorkowej odsłony…

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Srebrną wstęgą malowane”

 

Gdy otworzyłam oczy pełniutkie zdumienia,

sądziłam, że już jestem gdzie indziej, wysoko,

bo jak daleko sięgnąć okiem ani krzyny cienia –

wszystko białe i srebrne bez końca, szeroko.

 

Ulica nasza jakby nie miała zakrętów,

ni początku, ni końca, skrzy się i zachwyca

tak, jakby ktoś garściami nasypywał diamentów

lub okrył ją srebrzystą poświatą księżyca.

 

Domy… Czy to są domy? Wczoraj jeszcze nimi były,

no i przed chwilą wyszłam też z domu naszego,

całe w bieli i srebrze. Widok bardzo miły.

Może to jakaś bajka? Coś bardzo pięknego!

 

Ale królowej śniegu daremnie wyglądać,

choć jakieś sanie sunę i dźwięk srebrzystego

dzwonka słyszę. Spod biało srebrnej czapy woźnica spogląda.

Teraz poznaję: spod tej ogromnej wysrebrzonej czapy

znajome mnie spojrzenie zadziwia zdumiewa

to tajemniczy woźnica aż koń dmucha w chrapy

tak jakby ducha widział. A tam były drzewa.

 

Jeszcze wczoraj wieczorem stały już bez liści,

były smutne, tonęły w dziwnej melancholii –

dziś miast nagich gałęzi pióropusze białych kiści

a na bladym lazurze nieba wysokiego

srebrną kreśli się wstęgą prosta tajemnicza

już prawie do zenitu dobiega samego

zamyślać chyba dotrzeć do Boga oblicza.

 

Zamykam znowu oczy, otwieram, przymykam,

znów otwieram” biel – srebro, srebro –biel na przemian

ulicą Jagiellońską cichutko pomyka

rozdzwoniony sznur sani. Jaka piękna zima.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Okuty w zmarzlinę”

 

Przyszła do mnie zima

niepewna w poczynaniach

wycofała się na topniejących nogach

ponowiła próbę

mocniejszym chuchem skuła wszystko

trzaskają drzewa

w zmarzlinie toczy się życie

 

Przyfrunęła do mnie zima

w śnieżnym płatku jej wizerunek

puszystą bielą chodnik przyodziewa

w zamieci w każdy wciska się kąt

z chmur śniegowe bałwany

rozstąpić może odwilż

albo rozgoni dopiero przedwiośnie

 

Przyjechała do mnie zima

przedwcześnie i z poślizgiem

w odwilży sunęła po mokrych asfaltach

powróciła jednak

płozami sań zarysowała przestrzeń

śnieżne mosty teraz

i wydrążone tunele

 

Żywioł…

z płatka śniegu wzięty

i z lodowego stalaktytu

błyszczącego pod strzechą

kroplę wody uwięził w kałuży

a rzekę przyozdobił srebrną wstęgą

która nieprędko z niej spłynie

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Spacer nad morzem”

 

Tak pięknie dziś nad morzem

wszystko biały śnieg pokrywa

jarzy się w promieniach słońca

a zew dnia do spaceru wzywa

dostojnie, spokojnie, ni wiatru zamieci

promienie słońca swym blaskiem

w przymrużone oczy świecą

aż chce się wdychać to mroźne powietrze

pełne morskiego jodu

choć śnieg trzeszczy pod butami

tak miło iść plażą do przodu

 

w srebrzystych szatach wydmy

na drzewach misterne korony

plaża prawie wyludniona

tylko wierne towarzyszki morza

unoszą się nad głowami

taki spacer dodaje werwy i siły

zwłaszcza, gdy duch już niemłody

a nadmorski baśniowy krajobraz

przyciąga swoistym urokiem

choć kry pokrywają przybrzeżne wody

taki spacer, to wyciszenie umysłu

i radość, która w ciele chłód rozgrzewa

gdy zlatują się wokół ciebie mewy

by uchwycić w locie choć kruszynkę chleba

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Już zaistniałeś!”

 

Jesteś ten nowy? Do tego bardzo młody!

Ale nie czyń z siebie wielkiego dobrodzieja

Oto dodajesz wszystkim lat

Mimo to wiwatują i cieszą się z tego przybycia

 

Miniony stary rok, który nas opuścił

Miał wiele pozytywów, choć nie brakło minusów

A ty, piętnasty, nie wiadomo, co nam zaoferujesz

Zdrowie, nowe perspektywy, pogodę duch i nadzieję?

 

Będziesz twierdził zapewne, że to od nas będzie zależało

Czy i jak życie nasze się potoczy każdego dnia?

Ile będzie w nim radości, nie daj Bóg smutku i łez…

Ale cóż – życie niezależnie od tego stary, czy młody – nowy

 

Zawsze będzie miało swoje prawa i będzie dozować

Trochę zimy, a potem pozostałych pór roku

A pory te mogą być związane, jak do tej pory

Z chorobami i kłopotami dnia codziennego

 

Ale uwierzymy, że będzie nowa Polska wiosna

Z przeuroczym kwieciem, zapachem bzów i czeremchy

Przede wszystkim ze śpiewem słowików oraz

Z nadzieją na zaistnienie lepszych dni

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Daj zgodę i miłość”

 

Czas przeciął wstęgę i Nowy Rok wkroczył

W królestwo własnego kraju Kalendarza

Nowy Rok młody czym pragnie zaskoczyć

Ile obiecuje nam nowych i miłych wydarzeń

 

Witając Rok Nowy zaświeciły gwiazdy

Wzbiły się w niebo spadając na ziemię

A w naszych sercach rozkwitły marzenia

Szczęśliwego, lepszego płynęły życzenia

 

O Roku Nowy bądź dla nas szczęśliwy

Niech słońce jaśniej dla wszystkich zaświeci

Niech Cię wspomaga Anioł dobrotliwy

 

I radość przynosi dla wnuków i dzieci

Niech bogactwo bursztynu ozdobi nam plaże

Daj zgodę i miłość jak obyczaj każe

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Droga do Ciebie”

 

       Kwintesencja:

                 Na ulicy Szczęście

                 dozorca zamiata

                 jego ostatnie okruchy.

 

Droga do Ciebie

śladem lotu ćmy,

srebrzystym pyłem skrzydeł,

smużką cieńszą, niż pajęcza nić.

 

Tym  srebrzystym  śladem,

po którym  stąpają cichutko

myśli niewidzące,  szare, smutne,

potargane wolą  czasu,

otulone srebrną wstęga mgły 

nie wyschniętych wspomnień.

 

W promieniach zachodzącego słońca

raz złotem, raz srebrem się mieni.

Jest modlitwą i wspomnień cieniem.

 

Nie znika, choć oczy zamykam.

I tak do końca:

do zachodu słońca za horyzontem,

do zmierzchu szarego,

do nocy z poświatą księżyca,

do rana,  aż ją światło

bladego świtu wchłonie

i wiatr zapominania rozwieje.

 

 

 

PS Co by tradycji stało się zadość, do prezentacji całego wieczorka literackiego pt. „Srebrną wstęgą malowane” brakuje jeszcze jednej odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów. I oczywiście już niebawem się ona ukaże. A będą to wiersze Adasia O., Kazika G., Krysi P., Grażyny P., Piotra K. i Roberta K. A zatem – do miłego!

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

O Wacku na wesoło…

wtorek, 17 lutego 2015 18:19

 

 

 

BIESIADNE

WSPOMNIENIE

o

WACŁAWIE…

 

 

 

 

 

            Na styczniowym wieczorku literackim jedną z poetyckich części poświęciliśmy naszemu niedawno zmarłemu poecie, Wacławowi Rytlewskiemu. Postanowiliśmy odejść od pewnego stereotypu w tego typu sytuacjach i powspominać Wacka na wesoło. Był on człowiekiem pogodnym, uczynnym, skromnym, więc zadanie mieliśmy ułatwione, bowiem Wacek miał w swoim pisarskim zestawie wiele zabawnych tekstów.

            Wspominki zaczęliśmy od śpiewu. Wacek napisał słowa do melodii piosenki pt. „Piękne życie kowbojów” i nadał temu przedsięwzięciu tytuł „Piękne życie malarza”. Już z tego krótkiego zapisu widać, że Wacek był człowiekiem wielu profesji. Oprócz wierszy pisał piosenki, zaś nie bez kozery w tytule jednej z nich znalazł się właśnie malarz, bo Wacek również malował i rysował. On nawet pogrywał sobie na instrumentach szarpanych i harmonijce ustnej.

            Oto tekst piosenki, którą brawurowo wykonał zespół złożony – specjalnie na tę okazję –  z Brackich poetów. A byli to: Helena Szymko, Janek Wiśniewski, Kazik Gałkowski i Piotr Kawa.

 

 

 

Piękne życie malarza

 

Piękne życie spędzają malarze

Zbrojni w pędzle objeżdżają kraj

Co potrafią – malarz nam pokaże

Na obrazie cudownym jak raj

 

Jak kowboj po płótnie malarz goni

Wyobraźnią przez prerie, skały

Nie rewolwer lecz pędzel ma w dłoni

Przed nim cel stoi – blejtram biały

 

            Adio – o, adio – o!

            Celnie farbą strzela malarz śmiały

            Adio – o, adio – o!

            Kolory będą mile grały

 

Trafiony cel mocno się rumieni

A biel przytłoczona powodzią

Skaczących kolorów i odcieni

Zamienia się w jezioro z łodzią

 

Pokonany blejtram się poddaje

Uderzenia pędzla ustają

Mieszać farby kowboj już przestaje

Koledzy obraz już wieszają

 

            Adio – o, adio – o!

            Celnie farbą strzela malarz śmiały

            Adio – o, adio – o!

            Kolory będą mile grały

 

/Wacław Rytlewski 30.07.2010r.

melodia amer. piosenki: „Piękne życie kowbojów”/

 

 

 

            Z rozśpiewanych rytmów przeszliśmy w bardziej liryczne nuty. Tutaj Bracki kolega Wacka, Romek Dopieralski, zaprezentował wiersz jemu poświęcony…

 

 

 

O poecie wiersz

 

był poeta…

wrażliwy na świat

wersem ulotność chwytał

zmysłami wszystko brał

 

gdzie przystanął

gdzie przysiadł

zawsze przy sobie

ołówek miał

 

w chmury wpatrzony

przyrodą się zachwycał

poszum wiatru

melodię mu grał

 

tworzył z pasją

z pasją żył

każdemu zawsze

dobre słowo słał

 

nie ma już poety

jest po nim ślad

w zapisanych strofach

wiele z siebie dał

 

 

 

            Następnie Krysia Pilecka, wespół z Brackimi poetami (Kazik Gałkowski, Janek Wiśniewski, Robert Kamin i Piotr Kawa), zaprezentowała jeden z wierszy Wacka, który był niejako autobiograficznym zapisem. Oto niektóre fragmenty tego dosyć długiego wiersza…

 

 

 

Matko moja

 

Gdziekolwiek jesteś

matko najdroższa

gdziekolwiek jesteś

w bezkresne zaświaty

przyjmij łaskawie

szczere moje przeprosiny

 

tak prędko odleciałaś

do wieczności krainy

wojny czas okrutny

nadwerężył wątłe twoje siły

nieraz wcześniej

mierzyłaś się z chorobą

kiedy po trudach podróży

sama ze mną i siostrą moją

do ojca naszego jechałaś

do Francji dalekiej

za chlebem

 

rok trzydziesty piąty

rok feralny pełen grozy

ciężki wypadek ojca

pogrążył cię w kłopoty

długo sama pozostałaś

z piątką zawsze głodnych

twoich dzieci

nieraz cicho zapłakałaś

 

(…)

 

bardzo ciebie kochałem

mówię ta całkiem szczerze

ale drążyła moje serce

chorobliwa tęsknota

tęsknota do ojczyzny

do ojczyzny w pilnej potrzebie

 

(…)

 

w lipcu czterdziestego ósmego roku

z polonijną wycieczką młodzieży

ziściło się moje marzenie

stanąłem na polskiej ziemi

moja radość nie znała granic

 

(…)

 

w Koszęcinie się zatrzymaliśmy

tu bawili się przed wojną

możni panowie

teraz my tu nieco poszaleliśmy

wspólnie z polską młodzieżą

tutaj wojna nie dotarła

 

przed nami stała Warszawa

a raczej to co zostało – ruiny

morze ruin – serce ściskało

gruzów wysokie góry

a wśród nich ścieżki jako ulice

straszą spalone kamienice

oczodołami pustych okien

na tych gruzach mrowie ludzi

uzbrojeni w kilofy i łopaty

tak jak wczoraj zbrojne

teraz pracą mozolną

swoje miasto ratowały

Warszawa leczyła swoje rany

wtedy podjąłem męską decyzję

w Polsce już pozostanę

wybacz mamo inaczej nie mogłem

 

(…)

 

wiem, że tego też pragnęłaś

sama nas uczyłaś miłości

do Boga i do ojczyzny

ale strach przed nieznaną

nową już ojczyzną ludową

napędzony tchórzliwą propagandą

zatrzymał ciebie i ojca

 

ja ten strach pokonałem

z Polską ślub wziąłem

na zawsze na dobre i na złe

 

(…)

 

/Wacław Rytlewski 09.05.2010r./

 

 

 

            Z powyższego wiersza wynika, że Wacek opuścił Francję w roku 1948, mając wtedy dwadzieścia lat. Wacek swoją biegłą znajomość języka francuskiego wielokrotnie wykorzystywał do przeróżnych tłumaczeń francuskiej poezji  na język polski.

            Bracka koleżanka Wacka, Marysia Rudecka,  również napisała wiersz dla niego, czy też raczej – wiersz wspominający Wacka…

 

 

 

„Wspomnienie o Wacławie”

 

Był koniec listopada. Zimno. Zima prawie.

Jeśli był jakiś listek zbłąkany na drzewie,

to chyba jeden. Ze szpitala wróciłeś, Wacławie,

gdy Cię spytałam: -Skąd wziąłeś pomysł? Powiedziałeś: -Nie wiem.

Temat przecież już wcześniej znałem, a tam patrzę w okno,

nic z pozoru nie widać, aż na ramy krańcach

dwa listeczki przylgnęły, szyby w deszczu mokną

ale nagle wiatr powiał, chwycił je do tańca.

 

To znikały na chwilę, to się pojawiały,

potem było ich więcej, złoty balet liści

i przypomniałem sobie dzień, gdym jako jeszcze chłopczyk mały

patrzył na taki taniec, czekając na mamy przyjście.

 

A wspominam czemu, bo to było we Francji dawno, dawno temu…

tu autobus nadjechał. Wacław wszedł do niego…

nie zapytałam nigdy potem, a był czas po temu

dopiero na cmentarzu westchnęłam: -dlaczego?

 

 

 

            O tak, spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, jak również spieszmy się pytać…

            Na zakończenie wspominek o Wacławie, w Osiedlowym Klubie „Nasz Dom”, ponownie dało się posłyszeć doniosłe śpiewanie. Tym razem śpiewali wszyscy obecni, bez jakichkolwiek wyjątków. A dlaczego? Należy się kilka słów wyjaśnienia, bowiem podobna sytuacja już kiedyś miała miejsce i jest ona opisana na tymże blogu. Jest to wpis z kwietnia 2008 roku, a teraz skopiowany prawie że kropka w kropkę:

 

 

HIT WACKA RYTLEWSKIEGO

 

Po raz pierwszy na Wieczorku Literackim, przerwa między poszczególnymi jego częściami, wypełniona została twórczością własną członków Bractwa wraz z wykonaniem. W tym muzycznym przedsięwzięciu czynny udział wzięła również publiczność, wśród której rozdysponowano powielony wcześniej tekst piosenki Wacka Rytlewskiego. Wacek przerobił słowa znanego ongiś przeboju Kołobrzeskiego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, pt. “O mój rozmarynie rozwijaj się…”

 

“O MÓJ ROZMARYNIE…”

 

O mój rozmarynie rozwijaj się } bis

Pójdziem na jednego, potem na drugiego } bis

Napijmy się…

 

A jak będzie mało, powtórzy się } bis

Niech się świat kołuje, niech się człek raduje} bis

Upijmy się…

 

Kiedy publiczność z pewną nieśmiałością podeszła na początku do śpiewnego przerywnika, jeden z członków Bractwa wstał i zaintonował…

 

O mój gościu miły, śpiewaj głośniej } bis

Niech se Wacław myśli, że sen mu się ziścił } bis

Hit Opola…

 

Poskutkowało!!! Te prawie sto gardeł zaczęło śpiewać tak, że cały Klub Garnizonowy trząsł się w posadach. Wtedy naszą siedzibą był właśnie Klub Garnizonowy przy ul. Andersa…

 

Choć by się dom spalił, świat walił się } bis

Póki żyć będziemy, pić nie przestaniemy } bis

Gorzałczynę…

 

A kiedy świat zniknie, my w kosmosie } bis

Błąkać się będziemy, do nieba dojdziemy } bis

Kołysząc się…

 

W niebie z aniołami wypije się } bis

Niebiańską gorzałkę, potem pastorałkę } bis

Zaśpiewa się…

 

Jeśli nas do piekła Bóg wyrzuci } bis

Z diabłami do stołu, siądziemy pospołu } bis

Szkłem trącim się…

 

Na koniec, niejako w podzięce Wackowi, jeszcze głośniej niż dotychczas – zawtórowano…

 

Dziękujemy Wacku za piosenkę } bis

Tośmy pośpiewali, struny rozruszali } bis

Hitem Twoim…

 

Tekst piosenki nie jest bynajmniej zachętą do zwiększonego spożycia trunku, o którym mowa w powyższym tekście. Sam autor zapewniał zebranych, że jest abstynentem absolutnym, a owa piosenka jedynie pretekstem do dobrej zabawy.

 

 

(fotka z wieczorku literackego z kwietnia 2008 roku)

 

 

            Owszem, tekst skopiowany... miało się nawet wrażenie, jakby to było przed siedmioma laty… Jednak są pewne różnice. Wtedy (w 2008 roku) naszą siedzibą był nieistniejący już przy ul. Andersa Klub Garnizonowy  – teraz Klub Osiedlowy „Nasz Dom” przy ul. Zwycięstwa jest miejscem naszych literackich biesiad. I ta najważniejsza różnica – wtedy razem ze wszystkimi śpiewał również… Wacek… Wacek Rytlewski…

 

 

 

PS  W artykule z 12 grudnia 2014 roku są blogowe zdjęcia Wacka. Jednym słowem - jakkolwiek to zabrzmi - Wacek w całej krasie!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Wieczorkowa proza…

środa, 11 lutego 2015 15:36

 

 

NIE TYLKO WIERSZEM

czyli

FELIETON ROMKA D.

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki 

 

 

            Jeszcze kiedyś, na wieczorkach literackich wyłącznie recytowano wiersze. Jeszcze kiedyś, ale już w czasach nam bliższych, postanowiono wprowadzić na literacką biesiadę ciut prozy. No i wprowadzono. Było to we wrześniu 2006 roku, a felieton zatytułowany był „Optymista znad Wisły”. Natomiast jego autorem był - też raczej - optymista, ale znad Dzierżęcinki, rzeki nieco mniejszej, przepływającej przez Koszalin – gród naszego Krajowego Bractwa Literackiego.

            I tenże poeta – prozaik po dziś dzień odczytuje swoje felietony na comiesięcznych spektaklach literackich, organizowanych przez Brackich poetów. Trwa to więc już czas jakiś, zatem uzbierało się tych felietonów już niemało. Na najbliższej biesiadzie (23 lutego) nastąpi niejako kolejny jubileusz, bowiem będzie to felieton numer 60!

            Póki co, zapraszamy na ten styczniowy - pięćdziesiąty dziewiąty…

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

 

Noworocznych postanowień czar

 

            Nowy Rok swoje prawa ma. Zaczynają się one już w jego wigilię, kiedy w Sylwestra zobowiązujemy się do zmian, jakie chcemy wprowadzić w naszym życiu, w tymże Nowym Roku. Do stereotypów należą rzucanie palenia i zakusy na schudnięcie. Ambitniejsze deklaracje to nauka języków obcych od podstaw dla kogoś, kto jeszcze ni w ząb nie „spika” ani nie „szprecha”. Tudzież poszerzenie lingwistycznych horyzontów u bardziej zaawansowanych, którzy idiomy poszczególnych języków mają w jednym palcu, ale do płynnego porozumienia się z chińczykiem jeszcze im nieco brakuje.

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

            Do takich popularniejszych postanowień noworocznych, które by nas jeszcze bardziej udoskonaliły, można zaliczyć formowanie własnego ciała. Ten aktywniejszy tryb życia u jednych przejawiać się może bieganiem, u drugich chodzeniem na basen, albo chodzeniem z kijkami zaś domatorom zostaje robienie „brzuszków” na dywanie. Chęć ukulturalnienia się też pewnie niejednemu przyszła do głowy. –Przynajmniej raz w miesiącu muszę zaliczyć teatr, kino, filharmonię, muzeum, jakiś wernisaż i obowiązkowo wieczorek literacki!” – tak zapewne przyrzekali sobie osobnicy, którzy w Starym Roku z ukulturalnieniem najwyraźniej byli na bakier. Na naszych noworocznych listach zobowiązań figurował być może większy szacunek do bliźniego. Życzenie sobie większej punktualności i nieużywanie brzydkich słów też mogło się tam znaleźć oraz wiele, wiele innych mniej lub bardziej dziwacznych obietnic, których spełnienia chcielibyśmy w tym Nowym - pachnącym jeszcze świeżością – Roku.

 

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

            Jednak tak to już bywa, że obietnice obietnicami, a życie życiem i nie zawsze toczy się ono tak, jakbyśmy sobie zaplanowali. Najważniejsze, aby się nie załamywać, kiedy coś nie wychodzi. Za niespełna rok, znów będzie Nowy Rok i możliwość nowych postanowień. Ważne, aby chcieć się poprawiać, coś w sobie zmieniać, czegoś nowego się uczyć. Jak to mówią - dla chcącego nic trudnego! Ja, na ten przykład, w tym roku w filharmonii jeszcze nie byłem, w muzeum też moja noga nie stanęła, ale jestem oto na wieczorku literackim! I felieton nawet napisałem! Ukulturalnienie więc wdrożyłem? Wdrożyłem! Można? Można!… Dziękuję!

       

Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki 

 

PS  W następnym materiale będzie część, którą na literackiej biesiadzie poświęciliśmy Wackowi Rytlewskiemu. Będą zatem dwie piosenki tego niedawno zmarłego Brackiego poety, jego jeden wiersz, który posłużył jakby do przybliżenia sylwetki Wacka i dwa inne utwory jemu poświęcone, a napisane przez Brackich poetów.

 

 Znalezione obrazy dla zapytania noworoczne fotki

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Utwory wieczorkowe…

niedziela, 08 lutego 2015 21:19

 

 

TEMATYKA DOWOLNA

 WIERSZY BRACKICH

POETÓW

 

 

 

 

            Oto wiersze Brackich poetów, które były zaprezentowane w pierwszej części styczniowej biesiady literackiej zatytułowanej „Srebrną wstęgą malowane”. Kazik Gałkowski poprowadził tę część, co rusz zapowiedzi kolejnych recytatorów okraszając zabawnym komentarzem. Pokusił się nawet o zaśpiewanie kolędy, co przyszło mu z łatwością, bowiem czynny z niego chórzysta od lat wielu.

 

 

Maria Rudecka

„Inteligencja doświadczenia”

 

Możesz pieniędzy mieć bez liku,

wydawać je tak od niechcenia,

wpiszesz się w grono rozrzutników –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Garnitur twój każdy z butiku,

koszul masz nie do policzenia,

a ciągle brak ci będzie szyku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Podnosić możesz głos do krzyku,

coś postulując nie do spełnienia,

a nie pozyskasz zwolenników –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Stosować możesz mnóstwo trików,

po linie chodzić bez zabezpieczenia,

ale cyrkowca nie będziesz mieć szyku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

I fakultetów mając bez liku,

takiego – siakiego wykształcenia,

czy się przechwalasz, nieszczęśniku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Mnie, com przeżyła rówieśników,

przetrwałam i niepowodzenia,

życie nie szczędzi wciąż klopsików –

miast inteligencji doświadczenia

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Wierność

 

Czy można być wiernym tylko jednej osobie?

Niemożliwe, na myśl przyjdzie niejednemu tobie!

A jednak możliwe to jest w istocie,

jeśli twoja miłość jest w Bogu, nie w złocie.

 

Bo tylko On: Stworzyciel daje miłość prawdziwą,

która przetrwa złe chwile i dalej jest godziwą.

Mamy przecież wiele godnych postaci do naśladowania,

i zazwyczaj Rodzice nasi są przykładem ze sobą trwania.

 

To oni choć przeżyli niejedne złe chwile,

byli sobie wierni przez szmat życia tyle.

Ale złoty środek na miłość nie istnieje,

bez poświęcenia, trudu i pracy - miłość kuleje.

 

Ja jednak uważam, że być wiernym należy,

bez względu na to, czy ktoś w to uwierzy.

Bo jeśli na początku wieczną miłość się zaplanuje,

to nic i nikt nigdy jej nie zrujnuje.

 

Nie można zakładać, że w przyszłości coś się zdarzy,

bo każde serce zdradliwe o tym marzy.

Jeśli więc ktoś wątpi w swą wierność choć w myśli,

To na pewno „coś” niepotrzebnego wymyśli.

 

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Kroplami rosy zraszam wzruszenia”

 

Muślinowym woalem tęsknoty drzwi marzeniom otwieram.

 

Niebo tęczowymi światłami się mieni, złoci, srebrzy.

Gamą przeżyć do tańca się wspinam.

 

Kroplami rosy zraszam wzruszenia. Muzyko, słyszę Twój śpiew. Idę do Ciebie w sukni uszytej ze złotych promieni. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki zmieniasz cały świat.

 

Upajam się szelestem Twego zmysłowego piękna. Tańczę. Wiruję. Wsłuchuję się w Ciebie.

Twój szept. Twój śmiech i płacz. Twoje drgania, falowania.

 

Zamykam oczy. Muzyko z nadziejami, z pragnieniami wchodzę w ten świat.

I ten Twój blask.

 

Na marmurowym piedestale rozpalają się płomienie namiętności.

Oddycham Tobą. Kołysz mnie i unoś po niebo wysoko, wysoko.

 

U Twych stóp składam morze czułości. W Twoich ramionach zasypiam.

Ty i Twój czar promieniujący, zachwycający.

 

Rozkoszuję się Tobą na jawie i we śnie. Z lekkością motyla chwytam w dłonie szczęśliwe chwile.

Z Tobą po ścieżkach życia niezwykłe wędrowanie.

 

Dla Ciebie taneczne akrobacje, tanga, polonezy i walce. Szaleństwo wyobraźni i myśli niepokornych. Tam gdzie Ty tam Ja.

By żyć. By trwać.

 

Pod osłoną nocy tańcz ze mną aż do świtu, tańcz.

Przenieś mnie do szemrzących strumieni i wonnych łąk.

 

Muzyko, unieś mnie do gwiazd w ten niepowtarzalny, karnawałowy czas.

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Czy to tylko echo”

 

Nie – to autentyczne ptasie trele

Może nie tak energicznie brzmiące, jak wiosną, czy latem

Ale mimo krótkich chwil przebłysku słońca, opadów, czy zimna

Są wśród nas fruwający mali przyjaciele od lat nam towarzyszący

 

Wiadomo, że jest im ciężko, trudno

Brakuje pokarmu tym naszym milusińskim

A my nie bądźmy nieczuli na ich wołania

Okruszynami chleba powszedniego dzielmy się z nimi

 

Idąc aleją wzdłuż szarych, może czasem

Lekko oszronionych gałęzi drzew, czy krzewów

Bądź kępek zielonych fragmentów traw

No właśnie, czy to jest kalendarzowa zima, czy jej echo?

 

Niestety – puchu białego, czy tych przeuroczych

Śnieżynek tak niewiele – tak nam do nich tęskno!

A zatem, czy to tylko echo – pogłos, że to zima?

Przecież dalej dostrzegamy zielone liście iglaków

 

Oto sosny, świerki, jodły, tuje – i właśnie to zima?!

Gdy promienie słońca zabłysną złotem, srebrem w przestrzeni

Kiedy aura nas rozpieszcza swoim nikłym kolorytem

Wędrujemy przed siebie, nabierając w płuca oddechów tej niby zimy

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Podróż w nieznane”

 

Tak często odchodzą ludzie

pozostawiając po sobie pustkę

i ślad swojej egzystencji

są pośród nich poeci

pisali o życiu, miłości

dodając wersom woni kwiatów

lub zraszając je łzami

ludzie o wrażliwym sercu

i bujnej wyobraźni

na zawsze z poezją związani

 

to nic, że bujali w obłokach

kochając świat fantazji

to właśnie oni

z szarości dnia codziennego

wydobywali barwę życia

a gdy ich między nami zabrakło

pozostał po nich trwały ślad

w ich poezji, którą teraz czytamy

śmierć to droga w nieznane

nie znamy przeznaczenia

mamy tylko taką nadzieję

że wszystkich, którzy odeszli

jednakowo utuli ziemia

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

"Srebrną wstęgą malowane"...

środa, 04 lutego 2015 21:59

 

 

BIESIADA u BRACKICH

w

NOWYM 2015 ROKU

(reportaż)

 

 

 

            Pierwszy w tym roku wieczorek literacki stał się faktem. Zaczął go felieton Romka Dopieralskiego pt. „Noworocznych postanowień czar”. I faktycznie – tych deklaracji, jakie sobie składamy, by się w tym Nowym Roku spełniły – w tym felietonie było bez liku. Niestety, była w nim również przestroga, bowiem obietnice obietnicami, a życie życiem i nie zawsze toczy się ono według planu. Jednak najważniejsze, że w puencie tej prozy wystąpił także pierwiastek optymizmu, iż za niespełna rok – znów będzie Nowy Rok i możliwość nowych postanowień.

            Jeden z bloków programowych poświęcony był niedawno zmarłemu Brackiemu poecie, Wackowi Rytlewskiemu. Wacek był człowiekiem orkiestrą, co to i tworzył wiersze, i malował, i grywał na instrumentach szarpanych, i na harmonijce ustnej, i pisał piosenki, itp. itd. etc. Dlatego wspominki o nim zaczęliśmy od odśpiewania piosenki pt. „Piękne jest życie malarza”, której słowa są Wacka autorstwa. Potem Romek D. wyrecytował poświęcony mu utwór („O poecie wiersz”), zaś Krysia P. wespół z Kazikiem G., Piotrem Jerzym K., Jankiem W. i Robertem Pawłem K. – przedstawili jakby sylwetkę Wacka na kanwie jego wiersza pt. „Kim jesteś poezjo…”. Marysia R. także swój kamyczek dorzuciła utworem własnym pt. „Wspomnienie o Wacławie”. Natomiast wkład wszystkich obecnych był w finale wspominek o Wacławie, kiedy w posadach trzęsła się sala Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”, gdy znowuż śpiewano Wackowy tekst. W tym przypadku Wacek upatrzył sobie znany ongiś przebój kołobrzeskiego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej pt. „O mój rozmarynie”. Ostatnią zaś zwrotkę dopisali Braccy poeci, niejako w podzięce Wackowi: „Dziękujemy Wacku za piosenkę /bis/ Tośmy pośpiewali, struny rozruszali / hitem Twoim /bis/.

            W pierwszej części autorecytacji wierszy Brackich poetów tematyka była dowolna, a poprowadził ją Kazik Gałkowski. To on zapowiedział wiersz Grażynki Piekarewicz pt. „Kroplami rosy zraszam wzruszenia”, którego tytuł był zarazem jednym z jego wersów. Ciąg dalszy brzmiał następująco: „Muzyko, słyszę Twój śpiew / Idę do Ciebie w sukni uszytej ze złotych promieni / Jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki zmieniasz cały świat”. Natomiast tak zaczął swój utwór Piotr Jerzy Kawa: „Czy można być wiernym tylko jednej osobie? / Niemożliwe, na myśl przyjdzie niejednemu tobie / A jednak możliwe to jest w istocie / Jeśli twoja miłość jest w Bogu, nie w złocie”.

            Krysia Pilecka poprowadziła część tematyczną autorecytacji wierszy Brackich poetów, których treści oscylowały wokół wieczorkowego tytułu: „Srebrną wstęgą malowane”. Janek Wiśniewski, by do tegoż tytułu nawiązać, w swoich przeżyciach sięgnąć musiał bardzo głęboko. Jego wiersz pt. „Rozsrebrzone echa dzieciństwa” tak się zaczyna: „Mróz jest siarczysty, gdzieś minus dwadzieścia / a Księżyc w pełni śnieżną biel rozsrebrza / zimnoognistych iskierek bezlikiem // To księżycowe rozsrebrzenie śnieżnej bieli / mrozopochodnym chrzęstem kroków przyprawione / ciągle powraca niczym sen w moich wspomnieniach / jako wzorzec nocno-zimowego misterium”. Marysia Rudecka swój wiersz zatytułowała adekwatnie do myśli przewodniej literackiej biesiady, czyli: „Srebrną wstęgą malowane”. Oto strofa inicjująca jej utwór: „Gdy otworzyłam oczy pełniutkie zdumienia / sądziłam, że już jestem gdzie indziej, wysoko / bo jak daleko sięgnąć okiem ani krztyny cienia / wszystko białe i srebrne bez końca, szeroko”.

            Kolejną część autorecytacji wierszy tematycznych, i zarazem ostatnią, poprowadził Romek Dopieralski. W przysłowiową już „srebrną wstęgę”, Adam Opatowiecki w swoim utworze umalował jakby Nowy Rok: „Na oceanie życia napięte naiwności żagle / Że wraz z rokiem, mój los odmieni się nagle / Że troski, że biedę, samotność, kłopoty / Rok stary zabierze za progi, za płoty”. Natomiast od zimowych klimatów, choćby wierszem, próbował odciąć się Robert Kamin: „Zatęskniłem za wiosną obfitą w promienie / Skąd czerpałem dostatnio miodu słów natchnienie / Gdzie tonąłem jak w rosie w burzanach Pól Dzikich / Gdzie mnie cieniem swym hojnie karmił liść osiki”.

            Na wiosnę, to chyba jeszcze zbyt wcześnie. Bo to i luty potrafi przymrozić, i z marcem też różnie bywa. Nawet kwiecień czasami przeplata i wtedy w nim nieco zimy i nieco lata. Ale od czegóż są wieczorkowe wiersze Brackich poetów. One niejedną wiosną potrafią przywołać.

 

 

PS  W kolejnych materiałach będą wiersze z tejże literackiej biesiady w całości, a nie w cytatach, jak to ma miejsce w powyższym reportażu.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 757  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
232425262728 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545757
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl