Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Bo to już dzisiaj!

poniedziałek, 23 marca 2015 11:03

 

 

ZAPRASZAMY

SERDECZNIE

na

BIESIADĘ

LITERACKO-MUZYCZNĄ

 

 

 

         Zapraszamy na wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”. W programie: autorecytacje wierszy Brackich poetów w czterech odsłonach, „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D.” pt. „Kiedy już wróci dotyk” i muzyczne przerywniki w wykonaniu zespołu wokalnego „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem Zofii Beba-Bednarczyk. Ponadto słodki poczęstunek oraz możliwość zaopatrzenia się w tomiki poetów z Krajowego Bractwa Literackiego, czyli mówiąc krótko  - Brackich poetów.

 

Wstęp wolny.

 

Literacko-muzyczny wieczorek odbędzie się dzisiaj! 23 marca (poniedziałek) o godz. 17 w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, ul. Zwycięstwa 148. 

 

 

 

PLAN SZCZEGÓŁOWY:

 

 

  1. Przywitanie gości.

 

  1. Nie tylko wierszem, czyli Bracki felieton Romka D. pt. „Kiedy już wróci dotyk”.

 

  1. Przerywnik muzyczny (1).

 

  1.  I część poetycka - tematyczna / prowadząca: Krysia P.

 

  1. Przerywnik muzyczny (2).

 

  1. II część poetycka – dowolna / prow. Romek D.

 

  1. Przerywnik muzyczny (3).

 

  1. III część poetycka – dowolna / prow. Krysia P.

 

  1. Przerywnik muzyczny (4).

 

10. IV część poetycka – tematyczna / prow. Romek D.

 

11. Zakończenie.

 

 

 

PS  Przyprowadźcie swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

DO ZOBACZYSKA!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (32) | dodaj komentarz

Ostatnie utwory lirycznego miesiąca…

piątek, 20 marca 2015 23:13

 

 

BIESIADNE WIERSZE

BRACKICH

w

SCENARIUSZOWEJ OPRAWIE

 

 

 

 

 

            Witam na czwartej części autorecytacji wierszy Brackich poetów. Za nami już dwie liryczne odsłony lutego, które poprowadziła Krysia Pilecka i jedna część utworów dowolnych, gdzie konferansjerem był nasz atrakcyjny Kazimierz, czyli ten od Gałkowskich. Teraz na mnie padło, czyli na Romka Dopieralskiego - i to ja będę tą antraktową paplą.

 

 

            No ja raczej nie mogę o sobie powiedzieć „atrakcyjny”, bo jeszcze ktoś mnie posądzi o nadużycie. Zaś co do tematyki wierszy, jakie za chwilę posłyszycie, będzie to taki poetycki misz masz mosz. Jednym słowem będzie to jakby kontynuacja tej części, którą poprowadził atrakcyjny Kazimierz, czyli wiersze dowolne, gdzie poetę nie ograniczały jakiekolwiek ramy.

 

 

            Zobaczmy zatem, jak bez tych ram poradził sobie ten poeta. Co mu w duszy zagrało, cóż ze swych trzewi wytrząsnął, co też ręka jego uzbrojona w ołówek poczyniła na tej kartce papieru. A może raczej klawiatura… komputerowa klawiatura – bo ten poeta z komputerem radzi sobie całkiem całkiem…

            Oto nasz komputerowy Bracki poeta, Janek Wiśniewski i jego wiersz zatytułowany „Na poezję znów czas”…

 

 

Jan Wiśniewski

„Na poezję znów czas”

 

Syna spłodziłem

drzewo zasadziłem

domu już nie zbuduję

Czas wzbogacony wnukami

rozrzutnie spowolniał

 

Dominująca w życiu proza

błąkającej gdzieś na obrzeżach

poezji już nie przyćmiewa

Już nic nie muszę a mogę

co chcę i co lubię robić

 

Więc wzbudzam w sobie wenę

w odstawce przytępioną

by swej poezji przywrócić

bardziej znaczącą rolę

w wierszoterapii nurcie

 

Czynię to głównie dla siebie

bo pisząc kląć nie potrafię

i gubię do przekleństw powody

A na użalanie się

czasu po prostu nie starcza

 

I szkoda

 

 

* * * * *

 

 

            A’propos Janka komputerowca, to przypomniał mi się taki dowcip, który jakoby zaprzecza, że kiedyś nie było tych technicznych zdobyczy komputerowo – internetowych…

 

Mówi wnuk do dziadka.
- Kiedyś to mieliście źle. Nie było nternetu, komórek, czatu ani gadu-gadu…. Jak Ty w ogóle babcię poznałeś?
- No jak nie było? Wszystko to było – odpowiada dziadek.
- Ale jak to?
- No przecież babcia mieszkała w internacie, jak wracała ze szkoły to ja stałem na czatach, wychodziłem i z babcią na gadu-gadu, a jakby nie komórka to i Ciebie, i Twojego ojca by nie było…

 

            A teraz poeta, który też pewnie chadzał na gadu-gadu – a może nadal chadza i na czatach wyczekuje… Co do komórki, to milknę, by o jedno słowo za dużo nie powiedzieć…

            Przed państwem Piotr Jerzy Kawa i jej utwór pt. „Pewność czy nadzieja”…

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Pewność czy nadzieja?”

Skąd czerpać pewność można i dlaczego?
Może egoizm ma z tym coś wspólnego?
Co więc pewnością, a co jest nadzieją?
Ślepą i krętą to życia aleją.

Być pewnym brzmi to przecież bardzo dumnie,
lecz przygotował Bóg dla nas tak cudnie,
że w Nim jest pewność i w Nim jest nadzieja
i dzieli hojnie, z sercem dobrodzieja.

Co daje Nam tę pewność doskonałą?
To Słowo Boże jest bronią wspaniałą!
Można więc użyć ten “miecz obosieczny”,
wszystko zawodzi, wtedy on konieczny.

Z nadzieją w sercu swym czy rzec pragniemy?
I autorytet Boga strzec będziemy?
Co mówić z całą możemy pewnością,
by się nie stało czasem bezczelnością?

Nie bądźmy zatem zbyt pewni niczego,
najlepiej trzymać się Słowa Bożego!
I nic na Ziemi nie jest dziś pewniejsze,
bo Słowo Stwórcy jest najistotniejsze!

 

 

* * * * *

 

 

            W naszym kraju cieszenie się z życia i z osiągniętych sukcesów jest raczej wysoce nieetyczne. Pogrymasić… ponarzekać… pozazdrościć sąsiadowi… to dopiero jest postawa prawdziwego Polaka.

            Natomiast my – Braccy poeci – najwyraźniej wyłamujemy się z tej godnej pożałowania postawy. My nie mamy czasu na takie dyrdymały. Jak się jeden wieczorek literacki kończy, my już myślimy o następnym. Może w tym jest sposób na zgorzkniałość, by innym dawać coś od siebie.

             Z tą wyłączną idyllą w naszym Brackim zespole, to oczywiście lekka przesada. Na wieczorkach może to tak wygląda, ale na naszych warsztatach, czyli dwa tygodnie wcześniej, kiedy przygotowujemy materiały na owe wieczorki – to się dopiero dzieje!

            To całe wybieranie wierszy do poszczególnych części, to poprawianie utworów, bo jakiś błąd gramatyczny się wkradł – a wiadomo przecież, jak wyczuleni są poeci na punkcie swojej twórczości. Niejednokrotnie musimy głosować, bo jakaś sprawa staje na przysłowiowym ostrzu noża i nijak nie można jej rozstrzygnąć…

            To oczywiście żart… Proszę spojrzeć na nas – żadnych ran kłutych, żadnych ran szarpanych, żadnych siniaków, nawet uzębienie nie naruszone. Za to jedno jest pewne! Na tych warsztatach nie próżnujemy!!!

            Dowodem tego są nasze wiersze, jak choćby ten. Krysiu, chodź tutaj i zaprezentuj swój przecudnej urody utwór o katolickim miejscu pielgrzymkowym u podnóży Pirenejów. Krystyna Pilecka i utwór pt. „Lourdes – Massabielska Grota”…

 

 

Krystyna Pilecka

„Lourdes – Masabielska Grota…”

(na Dzień Chorego)

 

Ciszy Anielskiej pełna
Masabielska Grota
Tańczą płomyki świec
w szept modlitw dyskretny wsłuchane…
Źrenice wypatrują Pięknej Pani
co w sukni rajsko barwionej
na ziemię patrzy szczodrobliwie…

Chwilę przenika Miłość i Wiara
Woda Źródlana orzeźwia słabe ciała
i koi zziębnięte dusze…
Dłonie ściskają róże oplecione
paciorkami różańca
Prośby – jak dym kadzidła
unoszą się ku niebu…

Nadzieja tchnie zielenią drzew
żyje w panoramie gór
od lat łączy serca rozmodlone…
Ukryta w zagłębieniach skalnych Grota
przytula łaską – jak szarfą błękitną
„Uzdrowienia Chorych”
ofiarując moc niewyczerpanej
Źródlanej Wody i NADZIEJĘ…

 

 

* * * * *

 

 

            Miesiąc luty, choć jest krótki, to wiele się w nim dzieje. Zwłaszcza od 11-go do 18-go, czyli od środy do środy. Ten okres w tym roku jest wręcz obładowany dniami ważnymi. A taki był harmonogram tych ośmiu dni…

            W środę Światowy Dzień Chorego, ale co tam – trzeba było szybko zdrowieć, bo w czwartek był Tłusty Czwartek i przynajmniej dwa tuziny kalorycznych słodkości człowiek spałaszować musiał! W piątek oddaliśmy cześć naszym gadającym pudłom, bo to był Światowy Dzień Radia. W sobotę tekturowe serduszka były na piedestale – Walentynek czar zawładnął światem! Łączyliśmy się w pary, na spacerach trzymaliśmy się za ręce… W niedzielę mogliśmy już przeprowadzać rozwody, bo to Dzień Singli miał swój dzień. W poniedziałek lepiej było nic nie wysyłać pocztą – świętowali listonosze w Europejski Dzień Listonosza. We wtorek Dzień Kota był. Jak ktoś nie miał kota, to też żadna tragedia się nie stała, bo kota można było zastąpić śledziem. Toż to Ostatki były przecież, więc na tańce hulańce czas to ostatni. A w środę Popielec… i szlaban na mięsne wiktuały.

            Od środy do środy – no proszę ile się działo! A ile dziać się będzie w poetyckich treściach Zdzisi Krasnopolskiej? Oto Zdzisława Krasnopolska i jej wiersz pt. „Dłonie - ręce”…

 

 

Zdzisława Krasnopolska

„Dłonie – ręce”

 

Spracowane ręce, choć niepiękne

Nie zadbane - lecz szacunku godne

Przez artystów na płótnie utrwalone

Lub rzeźbione z różnego tworzywa

Ręka poorana bruzdami zmarszczek

Mówi wiele o osobie, kiedy wróżkę pyta

 

Na dłoni linie się krzyżują

Które chiromantki odczytują, niczym kod

Ile pracy w życiu było, ile wody się zużyło

Ciepła, zimna – lecz licznika tam nie było

By się policzyło trud

 

Ból, zmęczenie, miarą było

Kiedy wodę wiadrem się nosiło

Za to rączki, gdy zadbane, gładkie

Wypielęgnowane i pachnące

Mało robią - mówią wiele

Żyją sobie jak w niedzielę

Pracę mają lekką, czystą

Więc prezencja oczywista

 

 

* * * * *

 

 

            Napomknąłem o tym szalonym natłoku dni ważnych w miesiącu lutym. I właśnie a’propos jednego z nich, czyli Tłustego Czwartku - dnia, w którym bezkarnie opychamy się tymi pulchnymi słodkościami – choć   z tą pulchnością w dobie masowej produkcji, to różnie bywa – przypomniała mi się taka dykteryjka, jak to spotykają się dwa pączki:

 

-Czuję się taki pusty… - mówi jeden pączek do drugiego.

-Czemu?

-Bo nie mam dżemu!

           

            A teraz będzie debiut absolutny w naszym Bractwie, jeśli chodzi o recytację, bowiem ten poeta już u nas był i nawet występował na poprzednim styczniowym wieczorku. Tyle, że jako akordeonista. Kto był na tym wieczorku, ten widział, jak pan Kazimierz Dulat najpierw przybieżył na scenę ze swoim instrumentem, a potem przybieżali do Betlejem pasterze w kolędzie granej przez pana Kazika.

            Natomiast dzisiaj usłyszymy wiersz pana Kazimierza Dulata / pt. „A nam żal lata” – ładnie się zrymowało – i pan Kazimierz będzie sobie akompaniował na akordeonie, czyli tzw. łosz end goł (wash and go) – dwa w jednym…

 

Kazimierz Dulat

„A nam lata żal”

 

Płyną chmury znad Bałtyku

Słońce blado świeci

Puste plaże po horyzont

Mewa z krzykiem leci

 

Tylko dwoje skrytych kocem

Siedzi gdzieś na wydmie

Od Bałtyku ciągnie chłodem

To już jesień idzie

 

A nam lata żal…

A nam lata żal…

 

Było ciepło, było słońce

Były pełne plaże

Teraz babie lato płynie

I dżdżu łzy po twarzy

 

Minie jesień, minie luty

Wiosna buchnie kwieciem

Przyjdzie lato, więc poczekaj

Teraz skryj się w chacie

 

A nam lata żal…

A nam lata żal…

 

 

* * * * *

 

 

            Co do dni ważnych w roku, to np. dla mnie – właściciela dwóch futrzaków – istotny jest Dzień Kota obchodzony 17-go lutego. Koty są niesamowite! One już tyle tysiącleci są z człowiekiem, a praktycznie tak do końca nie zostały przez nas udomowione. Ta ich niezwykła niezależność aż poraża!

            Ten mój młodszy kot, Ziutek, jest świrnięty, bo to i małolat, i kocur jakby nie było, więc jego zachowania nie ma sensu analizować. Za to drugim moim kotem jest dostojna nestorka kociego gatunku rasy europejskiej o imieniu Cętka. Ma już 16-ście lat, co w przeliczeniu na koci wiek daje nam tych wiosen ponad 80-siąt, więc w jej przypadku mógłbym oczekiwać jakiejś choćby nici zażyłości w stosunku do mnie.

            A jak jest? Kiedy ją wołam: -Cętka! Cętuś! – od szesnastu lat jest tak samo. Czasem tylko przystanie… popatrzy na mnie z wyższością… i powraca do swoich zajęć.

           

            Kontynuując koci wątek, znam taki dowcip, jak Jasio na lekcji polskiego odmienia rzeczownik „kot” przez przypadki:

-Mianownik: kot.

-Dopełniacz: kota.

-Celownik: kotu.

-Biernik: kota.

-Narzędnik: z kotem.

-Miejscownik: o kocie.

-Wołacz: kici kici!

           

            Koty to wdzięczny temat, można by o tych naszych milusińskich bez końca, ale nam trzeba powrócić do poezji. Uczyni to teraz swoim utworem pt. „Miłość i porcelana” - Maria Rudecka…

 

 

Maria Rudecka

„Miłość i porcelana”

 

Miarą uczucia, pani kochana,

od kilku wieków jest porcelana,

bo porcelana, proszę mi wierzyć,

uczucia ludzkie pomaga mierzyć.

 

Gdy ślubem łączą swe życie młodzi,

każdy weselnik z darem przychodzi,

często, chcąc dobrze być postrzeganym

serwis chodzieski da z porcelany.

 

Już po weselu w miejscu z darami

stoją serwisy więc tuzinami,

czasem jednakże, czasem w wyborze,

tak wiele jak na angielskim dworze.

 

Niemcy – praktyczni – obyczaj mają

taki, że zaraz część rozbijają,

bo gdzież się tyle zmieści serwisów

tłuką więc trochę według przepisu.

 

A przepis każe dobra marnować,

aby złe duchy tak odczarować.

W Polsce oszczędność zwycięża –

Oszczędność to mieć w kieszeni węża?

 

Lata mijają – to cecha czasu –

ubywa z wolna wszelkich zapasów

i porcelany też – wszak taka krucha! –

szczególnie, kiedy ślubny nie słucha.

 

Trzeba oceniać to należycie,

jeśli serwisów na całe życie

starczy i ciągle te same mamy –

znaczy, że wcale się nie kochamy.

 

U mnie się serwis zmienia co trochę,

nawet co miesiąc, bo mąż mnie kocha!

Miarą miłości, pani kochana,

proszę mi wierzyć, jest porcelana.

 

 

* * * * *

 

 

            Pewien poeta zorganizował sobie wieczorek recytatorski w szpitalu. Charytatywnie dla pacjentów i personelu.

Godzinę trwały deklamacje, wreszcie koniec. Na sali panowała kompletna cisza. Do artysty podszedł jeden z anestezjologów i ściskając prawicę poety powiedział:

-Szacuneczek, mistrzu… szacuneczek…

            Nasz Bracki poeta, który za chwilę wystąpi, on z kolei swoimi wierszami wprost ożywia słuchaczy, przebudza największych nawet narkoleptyków! Gdyby to nie był wieczorek literacki, tylko np. „Mam talent”, albo jakieś inne telewizyjne szoł, to bym powiedział: -Na tego poetę wyślijcie SMS, ten poeta jest the best!

            Przed państwem Robert Paweł Kamin i jego wiersz, który ponoć ulecza z narkolepsji - zatytułowany „Rodzina”…

 

Robert Paweł Kamin

„Rodzina”

 

Przybądź ma miła, już wiatr Ciebie woła

I deszcze płaczą tak smutno dokoła

Już klękam z kwiatem zimowym na ręku

W maju konwalii nazrywam do pęku

 

Przybądź ma miła już łuna jaśnieje

Głos gdzieś kołacze z stajenki w Betlejem

Wspak nie ustawaj swojej duszy młodej

I w grób za życia nie wkładaj urody

 

Przybądź ma miła, nim wiosna zakwitnie

Zajmij swe miejsce dostatnie i szczytne

Siądź po prawicy mojego ramienia

Czas w słońcu stanąć i wyjść z mroku cienia

 

Przybądź ma miła jak szczep wonny grona

Udrękę lęku na zawsze pokonaj

I dziatwy nasze otul jak wiklina

I skosztuj owoc, co zwie się rodzina

 

 

 

            Teraz powiem do rymu: -Był to wiersz Kamina / pt. „Rodzina”. A tak swoją drogą, to miał rację mistrz Jeremi Przybora, kiedy śpiewał:

-Rodzina, ach rodzina. Rodzina nie cieszy, nie cieszy gdy jest, lecz kiedy jej nie ma samotnyś jak pies…

            Tak patrzę po Was… i widzę, że za te wszystkie wiersze, jakie dało się dzisiaj posłyszeć, to od żadnego anestezjologa gratulacji byśmy raczej nie otrzymali… Wszyscy tacy ożywieni, rześcy, nikt nie chrapie, nawet ziewnięć żadnych nie odnotowałem. Wspaniali! Jesteście po prostu wspaniali!

            Jednak mam dla Was niestety złą informację… był to już ostatni wiersz, jaki mieliśmy do zaprezentowania na dzisiejszym spotkaniu literacko-muzycznym… A teraz usta moje wypowiedzą jedynie te oto słowa: -Przed państwem piosenka finałowa! Oto zespół „Anima” w piosence pt. „Niech żyje bal!”

 

 

* * * * *

 

 

            Nasze literackie treści umilał nam fenomenalny zespół „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem pani Zosii Beby-Bednarczyk! Wielkie brawa dla nich!

            Nasi wspaniali Braccy poeci również stanęli na wysokości zadania! Brawa dla Brackich poetów, którzy są solą koszalińskiej Ziemi!

 

 

            Jednak nie było by tego wszystkiego, gdyby nie Wy - goście naszej literackiej biesiady. Jesteście najwspanialszą publicznością na świecie! Brawo! Z czystym sumieniem możecie sami sobie bić brawo i na pewno dołączą się do tego Braccy poeci! Brawo dla wspaniałej Brackiej publiczności!!!

 

 

            I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze literackie biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Do zobaczenia za miesiąc! Na kolejnym naszym wieczorku literackim pt. „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”.

 

 

 

PS  Niebawem nowy wieczorek literacki. Ale o tym wkrótce…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Nie samą poezją człowiek żyje…

piątek, 13 marca 2015 20:28

 

 

PROZATORSKA

LIRYCZNOŚĆ LUTEGO

(Bracki felieton)

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania luty fotki

 

 

Liryczność zimowego miesiąca

 

            „Liryczna odsłona lutego” – taki jest tytuł dzisiejszej biesiady literackiej. Postanowiłem więc, zanalizować ów tytuł i wyłuszczyć liryczność lutego z różnych jego odsłon. Może w ludowych porzekadłach coś znajdę. Wszak przysłowia są mądrością narodów, a w każdym narodzie tej lirycznej nuty na co dzień, choć odrobinę by się przydało.

            Nie można przecież myśleć ciągle o niespłaconych kredytach we frankach szwajcarskich albo bez ustanku przysłuchiwać się telewizyjnym debatom naszych polityków, choćby byli super uczciwi i obiecywali przemieszczanie się wyłącznie transportem publicznym, rezygnując z całkiem niezłych funduszy za tzw. kilometrówki. „Kiedy luty – obuj buty” – mówi przysłowie. Jakiejś wyjątkowości i liryki być może, kiedyś by się człowiek w tym dopatrzył, gdy inny człek z drewniakami pod pachą szedł do kościoła i dopiero u jego progu te buty zakładał. Teraz but towarem jest łatwo dostępnym, więc       o uczuciowość do niego raczej trudno, kiedy w dodatku widzi się jeszcze stosy całkiem dobrych zelówek, walających się po śmietnikach. Co do przysłowia: „Luty – omarzną ci      u nosa gluty” – z przyczyn oczywistych analizować nie będę.

            Może z dni ważnych lutego liryzm jaki wyłowię? W Tłustym czwartku dopatrywałbym się wyłącznie liryczności łzawej, kiedy najpierw z rozkoszą oddajemy się tej słodkiej rozpuście, a potem wpadamy w czarną rozpacz, jak się pozbyć tych kalorycznych nadwyżek. Mam… w końcu znalazłem coś, co rozgrzewa nasze serca nawet wtedy, kiedy luty staje na wysokości zadania i przeogromnym mrozem skuwa wszystko wokoło. To są Walentynki, to są te kartonowe serduszka, jakie sobie ofiarowujemy. Te nasze osobiste uczucia i doznania, nastroje i refleksje, ta liryka wypływająca z pocałunków, przytuleń, spojrzeń zakochanych oczu – to wszystko razem wzięte roztapia nawet najsroższe okowy lutego. Po paru dniach jest Dzień Kota, więc tę naszą powalentynkową serdeczność przenosimy na naszych futrzastych milusińskich. I znowuż jest miłośnie, i znowuż jest lirycznie, tym bardziej, że w tym roku Dzień Kota zbiegł się z Ostatkami, czyli popularnym „śledzikiem”. Bo potem, to już tylko liryka religijna bez karnawałowych szaleństw, ale za to z Popielcem i czterdziestodniowym poszczeniem.

            I oto, z tej uduchowionej aury wyłania się liryczność najczystrzej miary. Świecka to tradycja, comiesięczna, od lat kultywowana i prezentowana z wielkim pietyzmem. Co to takiego? To wieczorki literackie Krajowego Bractwa i wspaniała publiczność, biorąca w tym udział.

/Roman Dopieralski/

 

Znalezione obrazy dla zapytania luty fotki

 

 

PS  I jeszcze została nam – by literacki wieczorek u Brackich zakończyć ostatnią kropką -porcja utworów o tematyce dowolnej. Będzie okraszona humorystycznym komentarzem, który był udziałem antraktowej papli, czyli Brackiego konferansjera. Nawet kilka dowcipów też przedstawionych będzie. Jednym słowem – to, co na naszym wieczorku się wydarzyło, to i u nas na blogu będzie odzwierciedlone. Choć wiadomo, co na żywca, to na żywca…

A taka okazja już niebawem. 23 marca organizujemy kolejną literacką biesiadę, o której jeszcze napomkniemy!

 

 

 Znalezione obrazy dla zapytania luty fotki

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

wtorek, 10 marca 2015 17:47

 

 

„LIRYCZNA ODSŁONA

LUTEGO”

UTWORY TEMATYCZNE

 

 

 

            Czas na wieczorkowe wiersze z biesiady literackiej zatytułowanej „Liryczna odsłona lutego”. Tą część poprowadziła Krysia Pilecka. Z właściwym sobie wdziękiem zapowiadała Brackich poetów, by ich autorecytacje zachwycały licznie przybyłą publiczność.

 

           

            Na tymże zdjęciu widać właśnie Krysię w konferansjerskim szale. W tle dwie wokalistki zespołu "Anima": Ola Brulińska i Martyna Margol. Zaś lewą stronę fotki wypełnia prześlicznej urody wieczorkowy plakat autorstwa Brackiej poetki - Aleksandry Stroczyńskiej.

            A że na wieczorku działo się wspaniale, dowodem mogą być poniższe wiersze…

 

 

 

Anna Żabińska

„Liryzm lutego”

 

Oj, luty, luteńku, nie bądź taki ważny!

Choć jesteś ten drugi w nowym roku

Jak cię liryzować? Jesteś taki połowiczny

Z jednej strony weekendowy, a z drugiej nostalgiczny

 

Wyczarowujesz sople lodowe na dachach

Niczym kryształy mieniącej się kolorami tęczy

Czasem misternie rzeźbione śnieżynki

Tworzące dywany białego puchu w przyrodzie

 

Jesteś świadkiem szumu wiatru, jęków obłędnej zawiei

Bardzo rzadko nikłych chwil przebłysku słońca na niebie

To jednak kochany wszystko potrwa niedługo

Bo krótki jest czas twoich zmiennych nastrojów

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Poetycka nocna eskapada”

 

W lutową noc mknę pospiesznym pociągiem,
w uszach muzyka brzmi ze znanym songiem!
Niesamowitość wdziera się do duszy
i chęć baśniowej podróży mnie wzruszy!

 

To jest jak puenta liryczna dramatu,
nie poznanego, wzniosłego tematu!
Za oknem miga teatr światło-cieni,
a wyobraźnia śnieg w taniec zamieni!

 

Sen na powieki już się zaczął skradać,
imaginacja z refleksją układać!
Celebrujące marzeń snu krainy,
wystąpić chciały bez większej przyczyny!

 

Poezja z muzą mruga światłem w biegu,
lodowy zamek jak kwiat przebiśniegu!
Zawieja w uścisk krajobraz dopada,
taka w pociągu była eskapada!

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Miesiąc Luty”

 

Mroźny poranek wita się ze słońcem

skostniała ziemia

perlistym śniegiem pokryta

gdzie sięgnąć wzrokiem

cała ziemia w bieli

zimowy miesiąc luty nas wita

to nie zabawa, to nie przelewki

zimowy miesiąc podkuł swe buty

 

czerwieni nosy i szczypie w uszy

puszystym śniegiem wszystko oprószył

jak długo jeszcze będzie nas mroził

jak długo luty będzie się puszył

byle do wiosny, byle do marca

a potem luty niech chowa swoje

lodem podkute zimowe buty

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Wiatr wiosenny”

 

Zawiej wietrze wiosenny z południowej strony

Niechaj świat będzie tobą wiernie okolony

Niech się rozpuszczą śniegi, które Ziemię duszą

O niech kwiaty uroczo pszczoły wonią kuszą

 

Zawiej wietrze wiosenny z całą swoją siłą

Zatańcz walca śmiało nad zimową mogiłą

Niechaj oczko puści nam pierwiosnek młody

I niech śmieje się krokus dziewczęcej urody

 

Zawiej wietrze wiosenny, ożyw błonia szare

Niech się całe wypełnią miodowym nektarem

I niech strumyk popłynie ożywczy jak wiosna

Niechaj w słońcu się błyszczy jaskółka radosna

 

Zawiej wietrze wiosenny ptakom w skrzydła śmiało

Aby nigdy ich śpiewu nam nie brakowało

Zawiej wietrze wiosenny i zawiruj w Niebie

Skrzydłem podziękuj temu, który posłał ciebie

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Moja liryczna odsłona lutego”

(wspomnienie z 1942 roku)

 

Surowy, groźny, mroźny, trza wzuć ciepłe buty -

taką opinię miesiąc ma drugi z kolei,

ale kto ma pojęcie, jak się czeka w lutym,

kiedy dzieci na powrót ojca czekają w nadziei.

 

W izbie dusznej – nie z ciepła – z lampy karbidowej

cisną się wokół stołu – okno zaciemnione

odsłonić go nie wolno, choć każde gotowe,

wyjrzeć, czy tata wraca nareszcie do domu.

 

Właśnie rano sąsiedzi mówili mamusi,

że na Podlasiu wilki znowu wyszły w nocy,

a tatuś na forszpanie, drewno przywieźć musi.

Ciemność, a on nie wraca. Skąd wezwie pomocy?

 

Szepczemy więc zdrowaśki, serce bije z trwogi,

wilcze ślepia się zdają zza pieca wyziewać.

Panno Święta Gromniczna, strzeż tatowej drogi,

gdy się przez kopne śniegi do domu przedzierać.

 

Na ścianie naszej izby obraz podniszczony,

białą postać okrąża wilków ciemna zgraja,

lecz od światła gromnicy już na wszystkie strony

zdaje się pierzchać, wyjąc. Nadzieją nastraja.

 

Milkniemy. Cisza taka i nasłuchiwanie,

że na pewno modlitwę naszą Bóg usłyszy

i wysłucha. Wysłuchał. Jakiś turkot znajomy! O, dzięki Ci, Panie!

Tatuś wrócił. Jak dobrze! Radość słychać w ciszy.

 

Wilki ognia się boją i światła wszelkiego.

Matka Boża z gromnicą zapaloną stała,

przestraszyły się bestie światła gromnicznego.

To Ona, Ona tatę nam uratowała.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Oblicza lutego”

 

luty niejedno oblicze ma

by nadmiar czasu wyrównać

co czwartą zimę przybywa dnia

 

choć on krótki – postraszyć może

śniegiem sypnie, mrozem liźnie

o najmniej spodziewanej porze

 

dlatego każdy człek dobrze wie

i w lutym zakłada buty

wirus wtedy nie rozwija się

 

luty w lirycznej też odsłonie

kiedy pocztówkę z serduszkiem

mąż ofiarowuje swej żonie

 

walentynkowy czar lutego

niczym Amor strzałą trafia

w kawalera i żonatego

 

z czegóż jeszcze znany miesiąc ów

otóż w lutym na świat przyszedł

twórca tychże rymowanych słów

 

 

 

 

 

Jan  Wiśniewski

„Uodpornienie”

 

Oko błysnęło mglistą wilgocią

i zrodziło łzę

 

Ciepła kropla

nagle rzucona

w niepojęty dla siebie świat

zaczęła powoli spływać

po zoranym bruzdami policzku

 

Smętnie minęła zaciśnięte wargi

oderwała się od twarzy

runęła w dół

i dotknęła ziemi

 

Dotknęła ziemi

już jako

jedna z lodowych twardych kulek

 

 

 

PS  Kolejna dawka wieczorkowych wierszy – przedzielona wieczorkowym felietonem – za niedługi  czas się ukaże. Felieton będzie jak zwykle podszyty humorem, zaś wiersze o tematyce dowolnej.

Warto zajrzeć, bo teksty Brackich są superaśne!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Jak to na wieczorku było…

piątek, 06 marca 2015 23:32

 

 

LIRYCZNOŚĆ LUTEGO

u

BRACKICH

(reportaż)

 

 

 

            Choć luty jest najkrótszym z miesięcy, jednak nie przełożyło się to jakby na długość trwania naszej ostatniej biesiady literackiej, zorganizowanej w tymże właśnie miesiącu. Szczegółowy plan „Lirycznej odsłony lutego” składał się aż z czternastu punktów, w którym oprócz strony literackiej, dominowała również muzyka. A to za sprawą instruktorki muzycznej Zofii Beba-Bednarczyk i jej trzyosobowego zespołu „Anima” – jedenastolatki Oli Brulińskiej i o rok młodszych: Martyny Margol i Nikoli Rembowskiej. Przyjechały do nas z Zegrza Pomorskiego i podbiły serca licznie zgromadzonej publiczności.

 

 

            Muzycznie wieczorek zaczął się znanym przebojem Urszuli Sipińskiej „Są takie dni w tygodniu”, zaś felieton Romka D. rozpoczął treści literackie. W przedstawionej prozie autor zanalizował wieczorkowy tytuł próbując wyłuszczyć liryczność lutego z różnych jego odsłon. Próbował ją znaleźć w ludowych porzekadłach („Kiedy luty – obuj buty”, Luty – omarznę ci u nosa gluty”) i w ważnych dniach lkutego (Tłusty czwartek, Walentynki, Dzień Kota). Jednak lirycznością najczystszej postaci okazał się ów wieczorek literacko- muzyczny Krajowego Bractwa i jego wspaniała publiczność.

            Zatem można stwierdzić, że kiedy przyszła pora na autorecytacje wierszy Brackich poetów, mieli oni zadanie znacznie ułatwione, bowiem publiczność była już porządnie rozgrzana. Jednak do pełnej satysfakcji brak jej było tej subtelnej nuty, płynącej z lirycznych strof recytowanych utworów. Zwłaszcza, kiedy „Liryczna odsłona lutego” w wierszu Marii Rudeckiej dotyczyła jej wspomnień 1942 roku : „Surowy, groźny, mroźny, trza wzuć ciepłe buty / taką opinię miesiąc ma drugi z kolei / ale kto ma pojęcie, jak się czeka w lutym / kiedy dzieci na powrót ojca czekają w nadziei”. Natomiast Grażyna Piekarewicz bombardowała publikę takimi metaforami ze swojego utworu pt. „Zimy purpury”, że aż iskry szły: „Otaczały mnie lutego bajeczne odsłony. I te łany i te błyski. Ich czar ognisty / Drgały we mnie krople wiecznej nadziei / Budziły się wzruszenia klamrą nostalgii zamykane”.

            Epilogiem tej wspaniałej uczty literackiej było brawurowe wykonanie przeboju Maryli Rodowicz „Niech żyje bal” – przez zespół „Anima”, co z łaciny oznacza duszę. O tak, duchowej strawy na tymże wieczorku, dla nikogo nie zbrakło…

 

 

PS  Poezja z tego fenomenalnego wieczorku, gdzie ponoć iskry szły – w następnych wpisach i to niebawem!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 330  

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545330
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl