Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Felieton wieczorkowy

poniedziałek, 30 czerwca 2008 10:21

 

 

PROZA NA LATO

 

Kolejny dzisiaj Wieczorek Literacki. Choć kolejny to jednak nie taki on zwyczajny. I co roku jest podobnie. Zawsze on – ten czerwcowy - jest taki nietypowy. A co w nim takiego innego? Co wyróżnia go od tych innych wcześniejszych, które już za nami? A może on zwykły, najzwyklejszy, niczym nie różniący się od pozostałych…

Może te poprzednie nasze przedsięwzięcia artystyczne też nieprzeciętne były? No bo przecież ludzie przychodzą na te Wieczorki. Nie ziewają, nie zasypiają na nich, nie dłubią sobie w no… chciałem powiedzieć, to znaczy nie oczyszczają przegród nosowych w celu ich udrożnienia. Zatem można wnioskować, że Wieczorki naszego Bractwa w jakiś tam sposób nawet się im podobają…

I ja chyba nawet wiem dlaczego? Bo my nie jesteśmy zaskorupiali i oto z garnizonowych murów wyszliśmy na łono natury. My nie jesteśmy konserwatywni, co rusz starając się tworzyć poetyckie niusy. Ja na przykład na poprzednim Wieczorku majowym pisałem coś o maju. A teraz już nie piszę o maju – tylko o czerwcu! My przede wszystkim nie jesteśmy prozaiczni. Jedynie mój felieton jest tym tak zwanym wyjątkiem potwierdzającym regułę. I tylko niekiedy dopada nas proza życia. A tak to my wyłącznie poezją żyjemy (nie mylić czasem, że z poezji, bo to jest raczej nie możliwe). Tak więc poezja jest w nas…

A taki na przykład statystyczny Kowalski, to on non stop operuje prozą. My zaś statystycznie się wyłamując, odrywamy się słowem od codzienności. Każdy kolejny wers przedłuża nam wędrówkę po zakamarkach naszej wyobraźni. A najpiękniej jest wtedy, kiedy i naszych słuchaczy uda się nam naszą twórczością omamić…

Choćby dzisiaj, na tym nietypowym ponoć Wieczorku. A nietypowy on z tego powodu, że przedwakacyjny, plenerowy. I już teraz zapraszamy na ten kolejny nietypowy – powakacyjny, czyli wrześniowy inauguracyjny…

/Roman Dopieralski/

 

 

PS Kolejna porcja wieczorkowych wierszy już niebawem. Tematem I części, zatytułowanej "Rymy na lato", były (analogicznie rzecz ujmując) rymowane utwory o lecie. W części II dobór wierszy był czysto przypadkowy, czyli tzw. temat dowolny. I rymów za wiele w nich nie jest. No cóż, dominują teraz wiersze białe. Bowiem poeci ze skutecznością godną podziwu wszelkie rymy ze swoich utworów usuwają.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Autoprezentacja Stanisławy Schreuder

piątek, 27 czerwca 2008 21:25

Autoprezentacja Stanisławy  Schreuder




Każdy z nas ma swoją drogę

         - życia wątek

Więc pozwólcie, że coś powiem

         trochę wierszem - na początek

W życiu wiele się zdarzyło

I przyznam

          nie żałuję tego, co było !

Jest coś, co warto wspomnieć

i też... co chciałoby się-zapomnieć

Bilans zysków i strat

         - wart upływu lat !

Dzieciństwo - czasy ciężkie - pod górkę

Radość wielka

         kontakt z książką pod chmurką

Potem Kraków

biblioteki, muzea, wystawy,

         świat niepowtarzalny, ciekawy.

Ślęczałam nad książką

         rozprawiając się

         z niejednym wieszczem

Niedosyt wiedzy

         mając... jeszcze

Mądrości wciąż przybywało

studia - gładko -

         a to odwagi dodawało !

Z bagażem wiedzy ruszyłam

         do szkoły

W liceum - lat... naście

a potem w świat - do Koszalina

życie w miare poprawnie

         płynęło i... płynie

Praca w liceum M - pierwsza

oj padło tam wiele

         lirycznego wiersza

Teatrów, kabaretów,

         słów na okazję -

         nie zliczę

Na rok kultura otworzyła ramiona

         i w Młodzieżowym...

         pracę ,,zleciła" mi ona

Gdy Instrumentalna

         otworzyła podwoje

zaprosiła ,,mię" wówczas

         na swoje ,,pokoje"

Koncerty, koncerty

         liczne, prześliczne

I inne sprawy

         głęboko liryczne !

Gdy w zawodzie wybiła

         trzydziestka

Czas na mnie !

         popłynęła łezka !

Brak zajęcia w kraju

         za granicę rzucił

Choć mój świat domowy

         bardzo się zasmucił

I tak w kraju

         kwiatów i porządku

Płynął ciąg dalszy

         życiowego wątku

Tęsknota za krajem

         - smutek stanem duszy

I żadna siła

         tego nie zagłuszy.

Po latach tułaczki

         i pięknych podróży

Jestem znów wśród swoich

         przyszłość dobrze wróży

Czas na papier przelać

         wrażenia i myśli

Może świat piękniejszy

         zechce nam się przyśnić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiersze z czerwcowego Wieczorka Literackiego

piątek, 27 czerwca 2008 16:15

 

 

POEZJA BRACKICH W PLENERZE (1)

 

 

 

RYMY NA LATO - część I

 

1. Irena Wiercińska “KRUCHA JAK MUSZELKA”

 

2. Kazimierz Gałkowski “RYM – NIE WIEM PO CO?”

 

3. Roman Dopieralski “DOSKONAŁY”

 

4. Piotr Kawa “POWIEW GORĄCEGO LATA”

 

5. Lidia Nowosad “LATO RYMAMI SŁYNĄCE”

 

6. Zofia Zawilska “RYMY NA LATO 2008”

 

7. Krystyna Pilecka “LATO”

 

8. Stanisława Schreuder “CZAS NA LATA ODNOWĘ”

 

9. Marcelina Dopieralska “NADCHODZĄ WAKACJE”

 

10. Wacław Rytlewski “MÓJ KOSZALIN”

 

 

 

 

Irena Wiercińska

"KRUCHA JAK MUSZELKA"

 

jak mam ciebie brać miłośnie

kiedy krucha jesteś

jak kryształ rozświetlony

w promieniach słońca

błyskotliwy

barwami róż i księżyca

snującego się w ciszy milczenia

po nieboskłonie nocy

jak lampa Aladyna

spełniająca marzenia

 

jak mam ciebie brać

kiedy błyski z bieli twojego

żaru

zdzierają radość odwagi

i ostrzegają przed poparzeniem

bo twoja kruchość

mojej niecierpliwości

nie wytrzyma

zapłonie ogniem cierpienia

i zgaśnie w moich dłoniach

 

jak mam żyć

kiedy serce z czułością

rwie się do ciebie

byś mogła spełniać

moje tęsknoty

w moich czułych palcach

w moim istnieniu

jak najcenniejsza kropla

dając smak życia

i orzeźwienie

na cały dzień

 

jak mam ciebie brać

abyś się nie rozprysła

na drobne kawałki

boś krucha jak muszelka

z nad morza

a tyś przecież

filiżanka z miśni

z esencjonalną herbatą

którą chcę podnieść do ust

delektować się

i pić rozmarzona smakiem

który budzi uśpione

natchnienia

 

adieu!

odchodzę na kilka chwil

by zapomnieć lśnienia

zaczarowanych wspomnień

lecz wiem

że wrócę jak bumerng

do stołu gdzie stoi

moja

unc tasse de the’

błyskotliwa

z wijącą się smugą

kuszącego aromatu

mojej nie ustającej

tęsknoty

bez ciebie nie byłoby

mojej poezji

 

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

"RYM – NIE WIEM PO CO?"

 

Rymy rymami, a ja między wami

jak babie lato w obłoki polecę

czerwiec rozpoczyna się dziecka dniem

jest matczynym i ojcowskim świętem

 

W rodzinę cichaczem się wcina

w becie masz bliźniaki

blond córę … i śniadego syna

 

Później gramoli się koniec edukacji

zakwitły kasztany na egzaminy

za drzwiami są myśli bliżej wakacji

 

Lato w kolejce nie wiem po co?

czekają Danusie, Jancie i Janki

a chłopy jak świece malowane dzbanki

 

Lato jeszcze trwa – słońce doskwiera

a piłkarzy z orłem Leo szlifuje

na puchar europejskiej piłki

 

W czerwcu rachubą jest półrocze

świeże są warzywa i wczesne owoce

degustują się truskawki z czereśniami

 

Spożywaj dużo witaminowych skrobi

jedz najlepsze delicje z alfy

w Bractwie żyj twórczo długimi latami

 

Ty mój drogi kolego i druhno

z gadżetu temperówki

upominek uwiłaś dla Romana

czerwcowy wianek

niewinnie pachnący – poetycki

 

a ja ciemną nocą puszczę go ze świecą

do Dzierżęcinki – niech niebo rozjaśni

 

 

 

 

Roman Dopieralski

"DOSKONAŁY"

 

powstał z miliona blasków

kochanek – żarem uwrażliwiony

w dotyku skupia pieszczoty

a rozpalonym w oku ogniskiem

zachłanne przyciąga ciała

 

już wdziękiem oplótł promiennym

zniewolił tchnieniem, omamił

czerpiąc z mocy nieziemskich

najbardziej nawet samotne serca

ze zmierzchów uleczyć gotowy

 

u kresu dnia, aż po horyzont

głodne odprowadzają go spojrzenia

w błękitnej poświacie gorejący

opuszcza wszystkie kochanki

na nowo miłując o świcie

 

 

 

 

Piotr Kawa

"POWIEW GORĄCEGO LATA"

 

Wiosna minęła bezpowrotnie

i gorąco pali nas okrutnie

Trawa zżółknięta niczym ściernisko

wyschnięta, gdy jest skoszona nisko

 

Słońce wysoko świeci i praży

wtedy każdemu się marzy

aby położyć się na morskiej plaży

i oddać się fantazji morskich wojaży

 

Piasek rozgrzany grzeje nasze kości

jest jak lekarstwo na niejedne dolegliwości

a kąpiel w morskiej topieli

jest wspaniałością jak dotyk anieli

 

Brak deszczu daje się roślinom we znaki

i jest to problem nie byle jaki

bo susza prowadzi do nieurodzaju

i do podwyżek cen żywności w kraju

 

Przed oczami deszczu wizja się pojawia

jak dobrze, gdy się on w nocy zjawia

bo wtedy powietrze rano jest rześkie

i słońce poranne nie jest takie ciężkie

 

Świeć nam za dnia kochane słoneczko

aby cieszyło się ciepłem każde dziecko

a ty Księżycu pilnuj w nocy rosy

by było zielono i rosły zboża kłosy

 

 

 

 

Lidia Nowosad

"LATO RYMAMI SŁYNĄCE"

 

Lato rymami słynące

jak zające rankiem skaczące po łące

jak rosa poranna błyszcząca na trawach

jak rechot żab wodnych pluskających w stawach

 

Lato rymami słynące

jak drzewa listowiem szumiące

jak bzyczenie os nad kwieciem łąkowym

jak rozpalona ziemia pachnąca zapachem nowym

 

Lato rymami słynące

jak ogniska wieczorem dymiące

jak śpiew ptaków w zieleniejącym lesie

jak pieśń żeglarzy płynących po wód bezkresie

 

 

 

 

Zofia Zawilska

"RYMY NA LATO 2008"

 

Lato blisko, już za progiem

A tu wszystko takie drogie

Gdzie nie spojrzeć, wszędzie kwiaty

Tak daleko do wypłaty

 

Niebo pełne białych chmurek

Czynsze znowu idą w górę

Ludzie myślą już o plaży

O wyjeździe szkoda marzyć

 

Góry kocham całą duszą

Banki mnie kredytem kuszą

Woda jezior taka modra

Jak pożyczę, to skąd oddam?

 

Pięknie musi być nad morzem

Z dnia na dzień jest w sklepach drożej

Coraz mocniej grzeje słońce

Jak tu związać koniec z końcem?

 

Siąść i płakać? O nie! Wcale!

Na balkonie się opalę

Las mam blisko, morze blisko

Jest wspaniale mimo wszystko

Byle zdrowie dopisało

Cała reszta znaczy mało

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

"LATO"

 

zanurzone w zieleni

przez pryzmat światła

kwiaty lata na łąkach i w lesie

w tęczowych kolorach

 

letnie słońce radosne

tyle wdzięku i piękna

dla nas niesie…

 

i jeszcze tak przemienia

koloryt naszej skóry

słodkim brązem powleka

w aksamit miękkości

tyle rozkoszy przy tym

i wzruszeń radosnych

że każdy choćby trochę

zadziera nos do góry…

 

a lato… kroczy dumnie

w kusych dziewcząt spódniczkach

w spodenkach krótkich chłopców

w dekoltach do pasa prawie

czasem zabłądzi nawet

w rozgrzanym słońcem tłumie

i zanurkuje cichaczem

w zielonej miękkiej trawie

 

 

 

 

Stanisława Schreuder

"CZAS NA LATA ODNOWĘ…"

 

Lekkość, akordy, zmienność

To nie bal, to codzienność

Pantarej – wszystko płynie

W minucie i godzinie

Nabrzmiałe, dojrzałe

Owoce aż się proszą

Zrywaj kiściami, garściami

 

Czas spijać soki

Raczyć się winem

Gdy urlopuje dusza

A dni rytmicznie płyną

Czas na zaległe rozmowy

Na dziecinny gwar w piaskownicy

Na pełną życia odnowę

I radość na zwykłej ulicy

 

Warto otworzyć okna

I wpuścić spóźnioną miłość

Niechaj nie czeka samotna

Lecz otwarta na nową zażyłość

Niech lata nie mącą burze

Już przyczajone do skoku

W miejsce kolców – podawaj róże

Kwitną pięknie w tej porze roku

 

Zabierz ze sobą w bagażach

Mądrość i ducha pogodę

Otwieraj świat nowych wrażeń

W sąsiedztwie: dobro i zgoda

I ręczę, że wiele się zdarzy

Nad jeziorem, nad rzeką, w górach

Gdy uśmiech przykleisz do twarzy

To słońce zaświeci w chmurach

 

I morze muśnie bursztynem

I fale orzeźwią twe ciało

Upij się życiem jak winem

Którego jest ciągle za mało

Nie szukaj piękna daleko

Ono jest tuż tuż – przy Tobie

Ukryte wciąż tęskni i czeka

Na Ciebie i każdego człowieka

 

A gdy już wypoczniesz – wracaj

Do bliskich przyjaciół, do domu

Niech lato zagości rok cały

Pogodnie, życzliwie, inaczej

 

 

 

 

Marcelina Dopieralska

"NADCHODZĄ WAKACJE"

 

Dlaczego wszędzie gwar i huk wesoły?

Czyżby dzieci kończyły już szkoły?

Ach tak!

Wakacje!!!

Plecaki i walizki pakujemy

I czasami chrupek paki

Jadą z nami lalki i pluszaki

A pod boki

Bierzemy teczki naszych marzeń

 

 

 

Wacław Rytlewski

"MÓJ KOSZALIN"

 

Koszalin! Moje miasto ukochane

Choć zniszczone, od nowa budowane

Środkowego Pomorza to stolica

Gdzie Świętej Gertrudy stoi kaplica

I gdzie Katedra Świętej Marii panny

W której grają słynne w kraju organy…

 

Pod Tobą dwanaście powiatów stało

Pod Twoją opieką się rozwijało

Wieś się bogaciła, rosły fabryki

Obce Ci były niegodne wybryki

Z wielkim rozmachem budowano szkoły

I z ziemi wyrosły liczne kościoły

I nowe osiedla wszędzie powstawały

Nowymi przybyszami szybko się zasiedlały

 

I przyszły nowe czasy, wszyscy to wiedzą

Miało być lepiej u nas i za miedzą!

Tak się nie stało – podcięto Ci skrzydła

Zazdrosnikom się Twoja władza zbrzydła

Kaganiec, Koszalinie, na twarz Ci nałożono

“Macie być biedni!” – w Szczecinie mówiono

“My lepiej wiemy, co wam potrzeba

Kiełbasy plasterek i kromka chleba!”

 

Że u nas były dożynki krajowe?

Że nasz region ma tradycje bojowe?

Że Białogard dał Polsce prezydenta?

A Koszalin kościołowi prominenta?

Że mamy historyczną Górę Chełmską

Z historią chwalebną, historią męską

Z cichym sanktuarium i wysoką wieżą

Papież się tam modlił za tych, co nie wierzą

Że to moje miasto chlubić się może

(Za brak skromności wybacz mi Boże)

 

To wszystko dla Szczecina nic nie znaczy

Nikt tego tematu podjąć nie raczy

My jednak lepiej wiemy, co nam trzeba

Chcemy władzę bliżej ziemi niż nieba!

Przywróćcie KOSZALINOWI województwo

A wyciśniemy z niego dobra mnóstwo!

 

 

PS Następną wieczorkową pozycją na Brackim bloku będzie felieton Romka Dopieralskiego pt. "Proza na lato".

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

"Zaduma" Ireny Wiercińskiej w Domku Kata

środa, 25 czerwca 2008 12:04

Wczoraj był wielki dzień
Ireny Wiercińskiej,



poetki należącej do Krajowego Bractwa Literackiego,
która to w Domku Kata na ul. Grodzkiej w Koszalinie,
miała
promocję swojego tomiku poetyckiego
p.t. "Zaduma".




Irenę, do wydania książki zachęciła grupa członków Bractwa
z kanclerzem Bractwa - Krystyną Pilecką, na czele.
Wieczór należał do bardzo udanych,
duch poezji ogarnął każdego przybyłego do Domku Kata.

Prezentacji tomiku podjęła się Krystyna Pilecka,
prowadząca spotkanie z autorką
oraz jako jedna z recytatorek utworów Ireny Wiercińskiej.
Dorobek literacki autorki prezentowali ponadto:
Beata Piocha, Lidia Nowosad, Roman Dopieralski, Stanisława Schreuder,
Ludmiła Raźniak i Kazimierz Gałkowski,
będący, podobnie jak Irena, członkami Krajowego Bractwa Literackiego.

Irena Wiercińska do prezentacji tomiku wybrała utwory,
które wspaniale korelowały z tytułem książki.
Wśród nich znalazły się wiersze takie jak:
"Zmęczenie", "Tango Koszalina", "Noc", "Życie niczym...",
"Z listu ojca", "Zerwana struna", ...,
w sumie zaprezentowano dwadzieścia osiem utworów,
w dwóch blokach,
a sama autorka zarecytowała tytułowy utwór
pt. "Zaduma"

W świetle lampki nagrobnej
uwięziony jest CZAS,
ten, który mija nieuchronnie
i ten, który nieustannie przypływa.

W cieple migocącego płomienia
zamknięta jest PAMIĘĆ.
Ta tkliwa w osłonie miłości
i ta, w okruchach wspomnienia.

Jesteśmy za tymi, co odeszli
i przed tymi, którzy przyjdą po nas.
A między nami zawsze jest ŚWIATŁO
wiecznej tęsknoty za doskonałością
życia chwili.


Utwory Ireny prowokują do przemyśleń nad światem,
problemami dnia codziennego,
cierpieniem i przemijaniem.
Wprowadzają w nostalgiczny nastrój,
wzruszają, uczą patriotyzmu lokalnego,
prowokują do zadumy i zatrzymania się w czasie,
by zachwycić się pięknem otaczającej przyrody.
Na wieczorze współgrały
z cichą muzyką w wykonaniu
p. Stanisława Żabińskiego
ze STOWARZYSZENIA "IKAR"


Irena nie zapomniała wyrazić wdzięczności i podziękowań
sposorom tomiku w osobach:
Państwa Krystyny i Janusza Łapińskich
.
Podziękowała także wszystkim przyjaciołom,
inspiratorom przedsięwzięcia,
członkom Bractwa Literackiego
i przybyłym gościom,
bez których to osób,
zaduma nad "Zadumą",
nie osiągnęłaby takiego poziomu uniesień poetyckich.

Promocję zakończyła dekoracja autorki wieńcem laurowym,
nałożonym na głowę poetki
przez siostrę po piórze- Ludmiłę Raźniak,
do wtóru z wierszowanymi życzeniami
napisanymi specjalnie na tę okazję.
Gratulacjom i życzeniom nie było końca,
a na zakończenie przyuroczego wieczoru promocyjnego,
wszyscy wzięli udział w biesiadzie literackiej,
zasponsorowanej przez bohaterkę wieczoru.

Pani Irenie życzymy dalszych sukcesów na niwie literackiej
i wydania kolejnych tomików.

(Lidia Nowosad)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Reportaż z Wieczorka Literackiego - czerwiec 2008

wtorek, 24 czerwca 2008 15:08

 

 

 

RYMY NA LATO U BRACKICH

 

 

Sezon literacki 2007/2008 koszalińskiego Bractwa zakończony. Jak co roku przedwakacyjny wieczorek odbył się w plenerze, tym razem na dziedzińcu Klubu Garnizonowego. W promieniach słonecznych recytacje wierszy barwną tęczą wibrowały w eterze. Licznie przybyła publiczność, zachłanna na piękne słowo, oklaskiwała gorąco poetyckich gladiatorów…

“Rymy na lato” tak zatytułowany był ów wieczorek i tak też było w jego pierwszej części artystycznej. Wszystkie wiersze oscylowały wokół letnich klimatów, faktycznie rymując się niekiedy. Na przykład u Kazika Gałkowskiego czerwiec to: “(…) W rodzinę cichaczem się wcina / w becie masz bliźniaki / blond córę… i śniadego syna (…)”. Zaś Piotrek Kawa wiersz kończy takim apelem: “Świeć nam za dnia kochane słoneczko / aby cieszyło się ciepłem każde dziecko / a ty księżycu pilnuj w nocy rosy / by było zielono i rosły zboża kłosy”. A dla tych, którzy ze względów finansowych będą musieli z wakacyjnych wojaży zrezygnować, dobrą receptą może się okazać jedna ze zwrotek utworu Zosi Zawilskiej: “Siąść i płakać? O nie! Wcale! / Na balkonie się opalę / Las mam blisko, morze blisko / Jest wspaniale mimo wszystko / Byle zdrowie dopisało / Cała reszta znaczy mało”

W drugiej odsłonie wieczorka wiersze nie miały narzuconej tematyki, toteż Lidka Nowosad do tematu wodnego podeszła biblijnie i bez rymów: “I wylał Bóg łzy szczęścia na Ziemię / By zrosić ją życiodajną wodą (…)”. Wodniście było również w utworze Marceliny Dopieralskiej: “(…) Na imię miał Roni / A mieszkał w morskiej toni (…)”. Natomiast debiutujący w Bractwie Marian Kwidziński tak zakończył swój wiersz: “Dziś gdy “pilotem” karty historii się zmienia / ja wolę iść posłuchać / co mówi Matka Ziemia”

Po loterii książkowo – gadżetowej i zaśpiewanym wraz z publicznością muzycznym przerywniku (“Mewy i sokoły”), który stał się już niemalże Brackim hymnem, rozpoczęło się biesiadowanie przy ognisku. Kartki z wierszami zamieniono na nadziane na kij kiełbaski. Mięsiwo nad ogniskiem skwierczało, ludziska śpiewali, by po konsumpcji ruszyć w tany. Oby ino kolejny literacki sezon nie był ani o ciut gorszy…

/Roman Dopieralski/

 

 

PS Następne wieczorkowe kawałki, czyli wiersze, felieton i zmieniony nieco "Bracki hymn" - już niebawem.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Ich wiersze były w słupskiej Antologii

niedziela, 22 czerwca 2008 10:09

 

“POŁĄCZ MNIE W CAŁOŚĆ”

 

 

Lidia Nowosad

 

 

 

Oto co powiedziała członkini koszalińskiego Bractwa i co zostało wynotowane w rozdziale słupskiej Antologii – “Autorzy do czytelnika”:

-Poezja to moja pasja, sposób na odreagowanie, schronienie, ucieczka od codzienności, oaza spokoju i wyciszenia, ale też możliwość wykrzyczenia się, wyżalenia, wypłakania.

 

 

 

DUCHOWA I FIZYCZNA

 

Tej mnie duchowej

pomóż

rozwinąć skrzydła

bym mogła ulecieć

do bram niebieskich

na spotkanie Pana

 

Tej mnie fizycznej

pomóż

twardo stąpać po ziemi

cieszyć się życiem

zmysłami świat poznawać

smakować rzeczywistość

 

Połącz

mnie w całość

bym duchowa

wspierała fizyczną

bym fizyczna

żyła w zgodzie z duchową

 

Pomóż Panie

przecież znasz mnie

utkałeś mnie w łonie matki

stworzyłeś mnie tak cudownie

dzięki Tobie zaistniałam

 

 

 

NARODZINY WIERSZA

 

Ach cóż cię natchnąć może

mistrzu poetycki

gdzie zrodzą się pragnienia

skąd zaczerpniesz mocy

 

Czy wena spłynie z niebios

gdy lira dźwięcznie zabrzmi

gdy harfa odgłos wyda

gdy laur zwieńczy skroń

 

Kierujesz wzrok ku górze

może z chmur odczytasz wers

może z babiego lata słowa spleciesz

może anieli podyktują wiersz

 

Erato cię nawiedza

i mami piersią nagą

Apollo jej wtóruje

nagi obnaża tors

 

I rodzi się poezja

już widać pierwsze słowa

już pióro drży z podniety

…i jest już nowy wiersz

 

 

PS Do kompletu koszalińskich poetów, których wiersze zamieszczono w słupskiej Antologii, brakuje jeszcze Ireny Peszkin i Ludmiły Raźniak. Niestety, owe poetki, nie zezwalają na internetowe publikacje ich utworów.

Możemy natomiast zamieścić innych poetów - już słupskich - jeżeli otrzymamy jakikolwiek sygnał (np. w komentarzu) obwieszczający takową ochotę.

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Ich wiersze były w słupskiej Antologii

sobota, 21 czerwca 2008 0:28

 

 

“ŻYCIE JAK PUSTA SZAFA”

 

Roman Dopieralski

 

Roman Dopieralski

 

Oto co powiedział członek koszalińskiego Bractwa i co zostało wynotowane w rozdziale słupskiej Antologii – “Autorzy do czytelnika”:

- Alfred Hitchcock, mistrz w stosowaniu efektów napięcia i grozy miał rację: “Kino, to nic innego jak samo życie. Wycięto z niego jedynie fragmenty nudy”. Ta sama maksyma pasuje również do literatury. Tu nawet nie ma potrzeby większych “cięć”. Zapis jest pełniejszy od ekranowej wizji, zaś umiejętnie opisanymi fragmentami “nudy” można się zachwycać”.

 

 

 

ŁZA NA JAWIE

 

Nie lubię rzeczy starych

Ani oglądać się za siebie

Ty czerpiesz z lamusa

I wspomnienia odświeżasz

 

Dla mnie tylko jutro

Nocą świtu wyczekuję

Ty stare trzymasz zegary

I wolno pokonujesz czas

 

Planami wytyczam drogę

Po znakach brnę w przód

Ty stary wyciągasz notes

I w przemijanie wnikasz

 

W snach płynę pod prąd

Sztormom stawiam czoło

Ty starą dryfujesz łajbą

I blisko masz brzeg

 

A na jawie - jestem stary

Nieudolnie maskuję łzę

Ty na jawie jesteś ze mną

I wciąż młodniejesz …

 

 

 

ŻYCIORYS DO UŁOŻENIA

 

Życie jak pusta szafa

Jak wieszak bez palta

I klucz się gdzieś podział

I otwierane skrzypią drzwi

 

Przestrzeń w czeluści

A w niej życiorys jakiś

Z białymi plamami

I naftaliną na wskroś

 

Życie jak pusta szafa

Ty ją wypełnij!

Poukładaj w niej zalety

Wady porozwieszaj

 

Wejdź do niej i poczuj ją

Wypełnij wnętrze sensem

Niech się zagęszcza, pulsuje

I rozwiera na oścież

 

Wyeksponuj w niej siebie

Nasycaj życia zapachem

Szuflady wyłóż dobrem

Grzechów też nie wyrzucaj

 

 

 

Z MIŁOŚCI MRĘ

 

kiedy już zbroją Boga

zostanę przyozdobiony

i niewidzialny dla twoich oczu

zejdę do ciebie

znowuż blisko chciałbym

 

skrzydła swe obedrę

byś miękko pod głową miała

obłokami powypycham piernaty

okryję kocem, którego barwy

z najprawdziwszej wezmą się tęczy

a do snu anielski chór cię ukołysze

 

za dnia przeszkody usuwać będę

to ja wyłączę zapomniany czajnik

przed deszczem osłonię

i znad głowy zdmuchnę skwar

w zaspach tunele wydrążę bezpieczne

a światłem z zakochanych wciąż oczu

rozwidnię każdą z twych dróg

 

z tobą i ten inny cieszyłby mnie świat

gdzie nawet noce ponoć są białe

ty miałabyś rozgwieżdżone niebo

i w gwiazdę byś się zapatrzyła

jak niegdyś w oczy moje

a ja otarłbym wszelką łzę

 

 

 

ŚMIERĆ W RAJU

 

upadł anioł

już się nie podniósł

 

wbity w chmurne łoże

skulone ma ramiona

podwinięte skrzydła

i lico blade

które w bieli poświacie

nieziemskim jest obrazem

 

anioła niebo wysłało

by ludzkim patronował losom

 

to on - w cieniu dobra

ujarzmiał piekło

w czyśćcu o stan łaski upraszał

bez niego

nikt prawie rajskich

nie dochodził zaszczytów

 

jednak upadł

dosięgnął go grzech pierworodny

 

…a niby odporny miał być

na człowiecze niedoskonałości

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ich wiersze były w słupskiej Antologii

piątek, 20 czerwca 2008 22:29

 

 

“OLCHY KĄPAŁY GAŁĄZKI W RUCZAJU”

 

 

REGINA ADAMOWICZ

 

Regina Adamowicz

 

Oto co powiedziała członkini koszalińskiego Bractwa i co zostało wynotowane w rozdziale słupskiej Antologii - “Autorzy do czytelnika”:

- Twórczość wiejskich poetów mnie urzeka szczególnie, bo pachnie wsią, nie tą bardziej cywilizowaną, lecz naturalnym oddechem przyrody, nie zniszczonej nowoczesnością. W tych wierszach pachną łąki i kwiaty, czuje się świeżość wody, słońca i uczucia są zawsze szczere, bez udawanej naturalności.

 

 

 

LUBIĘ

 

Lubię wiatry i burze

rumiane słońca zachody

szum wody w małym strumyku

w ogrodzie podziwiać róże

lubię wspominać wiek młody

pomarzyć po cichu

do chwil wiosennych powracać

zapachem świerków oddychać

czy na nic już więcej

nie liczyć?

 

A jednak pragnę przywołać

wiosenny zapach czeremchy

powietrze pachnące po burzy

gdy boso człapałam na łące

po deszczu w ogromnej kałuży

cóż z tego że w domu

strofowała mnie mama

Nie biegaj po łące boso

przeziębisz się

A ja nie mówiąc nikomu

to lubię – szeptałam sobie

pod nosem

 

Dziś patrząc na chmury w błękicie

i poruszane liście wiatrem

uśmiecham się do życia

bo żyć dla innych warto

rozumiem ruch przyrody

poddany czasu próbie

życie przemija

świat się zmnienia

a ja się cieszę nawet deszczem

i lubię

gdy jeszcze

mam coś do zrobienia

 

 

 

KSIĘŻYCU!

 

Smugą światła

przebijasz się z góry

z zawadiacką miną

rozpychasz chmury

swoją pucołowatą twarzą

okrągłą uśmiechniętą

odwiedzasz zakochanych

ożywiasz uszczęśliwiasz

gdy jesteś w pełni

ludzie marzą

o miłości

 

A ja – wolę cię z profilu

gdy patrzysz w bok

nie prosto w oczy

jesteś uroczy

czuję nić wątłą

łączącą ciebie ze mną

myśli moje

podążające w ciemność

tniesz na pasemka

wersów

na okruszynki słów

i okruchów

przypisanych tobie

 

Znów

piszę wiersz

o miłości

i o tym co czuje

zakochany człowiek

 

 

 

BIAŁA BRZOZA

 

Z tęsknotą wracam

do kraju dzieciństwa

do pięknej ziemi

znad Niemna

gdzie wody Wilii

piękne przejrzyste

płynęły przez Wilno

w noc ciemną

 

Gdzie olchy kąpały

gałązki w ruczaju

a obok kwitła czeremcha

do lat dzieciństwa

powracam i kraju

wspomnieniem rzewności

i piękna

 

Oczami duszy

spoglądam na łąki

gdzie kwiatów było najwięcej

czuję swym sercem

jeszcze ból rozłąki

tak pięknie tam kwitły kaczeńce

 

Los w inne przeniósł strony

tęsknoty nic zgasić nie zdoła

kiedy ruszyły na Zachód wagony

malały wieżyczki

kościoła

 

Na nowej Ziemi

“Ziemi Obiecanej”

tu gdzie od morza wiatr wieje

mały obrazek

Pani z Ostrej Bramy

dodawał otuchy

i budził nadzieję

 

I biała brzoza

wysmukła, wyniosła

drzewo – powiernica

młodych lat wspomnienie

Ona tu była pomogła najwięcej

w Nową Ojczyznę

zapuścić korzenie

 

 

 

MORZE JESIENIĄ

 

Morze jesienią

nastraja spokojem

łagodną falą przybija

do brzegu

monotonią napełnia

duszę

myśli moje

zwolnione tętno

czuję w obiegu

krwi

 

Fale za sobą

nieustannie gonią

wracając znikają

w wielkim wód bezkresie

mewa do lotu

zrywa się nad tonią

krzyk mewy

echo z wiatrem

niesie

 

Opustoszała plaża

jak zwykle jesienią

spacerowicz rzadko przemierza

piaszczyste nadmorze

kamyki na plaży

bursztynem się mienią

ozłocone blaskiem

przedwieczornej

zorzy

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Koszalińscy poeci w terenie

poniedziałek, 16 czerwca 2008 21:35

 

 

DAMNICA MEKKĄ POETÓW

 

 Już po raz siódmy koszalińskie Bractwo wzięło udział w VII (rzecz jasna) Powiatowych Spotkaniach z Poezją (Nie)Profesjonalną. Corocznie odbywają się one w Sali Lustrzanej Ośrodka Szkolno - Wychowawczego w Damnicy (koło Słupska). Jak zwykle pokłosiem tegoż spotkania jest Antologia poezji wiejskiej. Tym razem jej tytuł brzmi "Pod parasolem zieleni". W latach poprzednich były to: "Wiejscy poeci", "Motyle i anioły", "Wiersze jak chabry w pszenicznym łanie", "Może otulę jesień" oraz "Aleja tęsknot"...

Trzeba przyznać, że pod kątem poezji i poetów, Słupsk jest chyba ewenementem na skalę krajową. W okazałej sali starostwa co miesiąc spotykają się poeci z tamtejszych okolic. Zaś twórca tej całej idei, Zbigniew Babiarz-Zych, stworzył w periodyku “Powiatu Słupskiego” 16-stonicowy dodatek literacki: “Wieś Tworzącą”. Nawet indywidualne tomiki poetów wydawane są dzięki staraniom słupskiego starostwa, które bierze na siebie również ich promocję, przekazując je do bibliotek na terenie powiatu…

Z tak zwanego “wkręta”, korzystają też i koszalińscy poeci. W tym roku na łamach Antologii zaisnieli: Regina Adamowicz, Roman Dopieralski, Lidia Nowosad, Irena Peszkin i Ludmiła Raźniak. Każdy z nich otrzymał po cztery Antologie i uścisk dłoni słupskiego starosty, Sławomira Ziemianowicza, okraszony przesympatycznym uśmiechem wójta gminy Damnica, pani Marii Janusz. Rozstrzygnięto także II Konkurs Satyryczno-Kabaretowy o “Laur Czołowego Ludowego Prześmiewcy 2008”. Został nim dobrze znany koszalińskiemu Bractwu, niezrównany gawędziarz – Janek Wanago z podsłupskiej Wrześnicy…

Ludowo, balladowo, rokowe przerywniki muzyczne okraszały chwile, kiedy ustawały autorskie recytacje wierszy. Na koniec zaś, w kuluarach Lustrzanej Sali, można było umoczyć usta w napoju poetów, czyli czerwonym winie i posmakować słodkości w dużym wyborze ciast...

No to do zobaczenia Damnico za rok! Może i koszalińskie starostwo ów pomysł podchwyci…

/Roman Dopieralski/

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Tomasz Jastrun w Koszalinie

piątek, 13 czerwca 2008 14:01

 

 

“Z NATURY JESTEM PESYMISTĄ…”

 

 

Tomasz Jastrun – poeta, eseista, krytyk literacki, reporter – spotkał się wczoraj (12 czerwca, czwartek) w koszalińskim Klubie Garnizonowym z czytelnikami. Jest on laureatem wielu nagród (Fundacja Roberta Gravesa, Fundacja Kościelskich, nagroda kulturalna NSZZ “Solidarność” za twórczość z okresu stanu wojennego, nagroda Dziennikarzy Niezależnych im. A. Słonimskiego, nagroda liter. paryskiej “Kultury”). W stanie wojennym ukrywał się, był internowany. W latach 1982-88 redagował drugi obieg pisma literackiego “Wezwanie”. W latach 1990-94 był dyrektorem Instytutu Polskiego w Sztokholmie i attache kulturalnym w Szwecji. Obecnie daje się poznać jako komentator polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej...

 

W sali kominkowej Garnizonowego Klubu Tomasz Jastrun odpowiadał na pytania licznie zebranych słuchaczy. I to nic, że krzesła w połowie obsadzone były żołnierzami zasadniczej służby wojskowej. Fakt faktem, iż wolnych miejsc siedzących nie było wcale, a co niektórzy poborowi musieli nawet na stojąco podpierać salowe ściany i parapety…

W dzieciństwie Jastrun mieszkał niemalże wyłącznie wśród pisarzy. Matka pisała książki dla dzieci, ojciec poeta, eseista. Sąsiad z parteru – pisarz. Nad nim też mieszkał pisarz. -“Istne wariatkowo. Komunistyczny wymysł, by pisarzy skupić w jednym miejscu” – skarżył się nieco pan Jastrun – junior, stwierdzając, że teraz tak by nie mógł. -“Byłem za blisko tego wszystkiego, by być pod wielkim wpływem ich twórczości. Tak to już z reguły jest, że będąc chłopcem, nie docenia się i nawet nie zauważa talentów innych ludzi…”

“Piszę teraz dużo, tak zwane teksty na zamówienie. Ja to nazywam odrabianiem lekcji. Do tygodnika “Newsweeka” na przykład muszę napisać felieton. Myślę, że pobyt w Koszalinie podsunie mi jakiś temat…” - wyznał pełen nadziei pan Tomasz. Przyznał się jeszcze do uzależnienia w szukaniu tematów. -“Nawet teraz, kiedy z państwem siedzę, też szukam…

O Związku Literatów Polskich Jastrun powiedział: “Uważam, że pisarzom takie związki nie są potrzebne” . Spowodował tym stwierdzeniem lekki szmerek na sali. Obecni wśród publiczności przedstawiciele koszalińskiego oddziału ZLP poczęli oponować i przedstawiać swoje racje, co do korzyści wynikających dla piszącego z przynależności do owego związku. Jastrun trwał nieugięcie przy swoich poglądach, twierdząc: “Kiedyś bycie w takim związku to był prestiż. Nie tak łatwo było do niego należeć. Swego czasu na jego czele stał nie byle kto, bo sam Jarosław Iwaszkiewicz. A teraz… młodzi literaci na takie zebrania nie chodzą wcale…”. Dodał jeszcze, że środowiska literackie istniały za PRL-u. Teraz już nie ma czegoś takiego. Teraz literat jest sam na sam z internetem co najwyżej. Co jemu osobiście odpowiada, bowiem jest indywidualistą i w tym układzie czuje się najlepiej…

“Oglądałerm swoje teczki, te okruszki, które bezpieka zbierała na mój temat.” opowiedział Jastrun nieco o swojej niedziałalności agenturalnej, bowiem żadnym Lolkiem, czy też Bolkiem nigdy nie był i być nie ma najmniejszego zamiaru. –“Tych teczek o mnie jest chyba sześć, albo i więcej” kontynuował inwigilacyjny temat pan Tomasz. –“A śledził mnie Fin o węgierskich korzeniach. Te jego raporty o mnie były “cudownie” humorystyczne. Umarł parę lat temu na serce, więc nie będę go już musiał mordować za to, co mi zrobił” – równie humorystycznie wyraził się Jastrun o swoim “aniele stróżu”. W 1986 roku pisarza uznano za przypadek beznadziejny, niereformowalny i nie do przekabacenia, wobec czego teczki już na dobre zostały odłożone do archiwum ówczesnego Urzędu Bezpieczeństwa…

-“Z natury jestem pesymistą…” określił się Jastrun zapytany o swoją twórczość. Zaś o swojej ostatniej książce powiedział: “Jest ona mroczna, ciemna. Każdy pyta, ile z tego, to moje własne przeżycia. Niezmiennie odpowiadam, że to wszystko jakby fikcja”. A książka “Rzeka podziemna” wydana w 2005 roku, to fistoria pogrążającego się w depresji człowieka, który nie wytrzymuje tempa pędzącej coraz szybciej cywilizacji. “(…)Ludzie po śmierci wyglądają o wiele młodziej, znika z ich twarzy napięcie, gdyż odchodzi cierpienie(…)” – to urywek z owej książki i zarazem wniosek, do którego dochodzi jej główny bohater, chcący się unicestwić.

O poezji Jastrun powiedział: “Poezja przychodzi i odchodzi. Poezja, to skupienie. Zaś w obecnych czasach trudno o skupienie. Dominuje pośpiech, pocięty obraz i SMS-y. Współczesność nie sprzyja poezji. Teraz jest tak, że wszyscy piszą, a nikt tego nie czyta i tych tomików nie kupuje…”. Następnie zaczął recytować swoje utwory. “Pierwsze spojrzenie”, to wiersz oparty na kanwie własnego przeżycia, kiedy półtoraroczny wnuczek spojrzał w niebo i spytał go o gwiazdy. “Śnieg”, “Widzenie”, “Lekcja religii z ks. Twardowskim” to kolejne utwory. Z tomiku pt. “Tylko miłość idzie do nieba” wyrecytował: “Przytul się do mnie” i “Jeszcze raz o miłości”. –“Jestem teraz rozdarty pomiędzy narodzinami i śmiercią. Już zaczynają odchodzić moi przyjaciele. Z drugiej zaś strony rodzina zaczyna mi się powiększać” – powiedział, kiedy z tomiku “Powitania i pożegnania” sczytywał “Boksera”. Potem był jeszcze “Pies”, “O karaluchu”, by puentować “Uśmiechem”…

Na zakończenie spotkania Jastrun otrzymał od Koszalińskiego Bractwa Literackiego – Antologię “Przez pryzmat 10 lat” i ostatnie (dwunaste) pokonkursowe wydanie tomiku “Istoty Człowieka”. Antologia przedstawia historię dziesięciu edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego im. Eugeniusza Buczaka oraz sylwetki i wiersze poetów należących do Bractwa. Zaś “Istota Człowieka” to konkurs, który Bractwo corocznie organizuje. W tym roku odbędzie się jego trzynasta już edycja. Od Klubu Garnizonowego czwartkowy gość dostał “aniołka na szczęście”, czyli tzw. rzemiosło ręczne. –“Choć jestem areligijny, to w anioły wierzę!” – powiedział Tomasz Jastrun na odchodne.

/Roman Dopieralski/

 

 

 

PS W imieniu swoim i całego Bractwa, życzę panu Tomaszowi Jastrunowi przyjemnej lektury, kiedy owe prezenty od naszego Bractwa będzie sczytywał.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Spotkanie z Tomaszem Jastrunem

środa, 11 czerwca 2008 23:38

 

 

WARSZAWSKI LITERAT W KLUBIE GARNIZONOWYM

 

Tomasz Jastrun, Warszawa, 20 maja 2007 r.

 

Tomasz Jastrun, syn poetki Mieczysławy Buczkówny i poety Mieczysława Jastruna, przyjeżdża do Koszalina. Spotkanie z nim odbędzie się jutro (12 czerwca, czwartek) o godz. 18 w Klubie Garnizonowym przy ul. Andersa.

Urodzony w 1950 roku, Tomasz Jastrun, jest poetą, prozaikiem, eseistą, krytykiem literackim i reporterem.

 

 

Oto fragmenty jego twórczości:

 

 

WIERSZE:

 

Dom w ogrodzie

 

Właścicielka jest przekwitłą kobietą
Częstuje nas kawą i herbatą
Pokazuje palce zajęte przez gościec
Mówi - nie mam już dużo czasu

 

Patrzę przez okno
Ogród pożera ten dom
Może to najlepsze rozwiązanie

 

Nie wiem co o tym myśleć

 

Dlatego idę ze ślepą szklanką
Od stołu do ust
Od ust do stołu

 

 

 

 

Nie lubię długich wierszy

 

Krótki wiersz jest jak kamień
Można nim cisnąć
Podrzucić jak piłkę
Lub połknąć przed zaśnięciem

 

Długie wiersze są jak ulice
Gdzie na poboczach stoją samochody
A leniwy tłum ogląda wystawy

 

Krótki wiersz zmieści się w jednym oddechu
W jednej otwartej lub zaciśniętej dłoni
W jednym westchnieniu i jęku

 

Długie wiersze są dzisiaj niepraktyczne
Trudno skupić się przy nich
W nieustającym bełkocie zdarzeń

 

Krótki wiersz jest znakiem naszych czasów
Ziarnem które czeka na swoją porę

 

 

 

 

FELIETON:

 

Świat który chrapie

 

Chrapanie zawsze mnie fascynowało. Jako szczególny rodzaj ludzkiej mowy nieartykułowanej. To tak jakby w człowieku mieszkało jakieś zwierzę, które budzi się gdy ten śpi i dawaj grasować po nocy, łazić po mieszkaniu, czasami zachodzić do sąsiadów. W chrapaniu jest więc coś komicznego, jakaś wielka pokraczność. Chrapiący mężczyzna to mała estetyczna bieda, nieszczęście kiedy chrapie subtelna kobieta, to już się nie mieści w głowie!
Jaki jest wpływ chrapania na życie uczuciowe ludzi? Ogromny! Spanie w jednym łóżku cementuje związek, a miliony ludzi śpi osobno z powodu chrapania. Chrapią z reguły mężczyźni (70%) , więc cierpią ich partnerki. Zbadano, że z powodu chrapania partnera, druga osoba śpi około dwóch godzin mniej na dobę.
Na świecie chrapie 2 miliardy ludzi, w Polsce 8 milionów. Gdyby to światowe chrapanie zsynchronizować, kula ziemska rozpadła by się na skutek drgań. Koniec świata z powodu chrapania? Na pewno ma miejsce koniec wielu związków. Jeśli ktoś naprawdę kocha, to wybaczy nawet chrapanie, ale po kilku latach, gdy
miłość nieuchronnie przygasa, chrapanie bywa górą.
Badano głośność chrapania , trudno dać wiarę, ale liczni chrapacze ilością decybeli przebiją młot pneumatyczny. ( Rekord świata głośności chrapania to 87,5 decybeli, a młot pneumatyczny to jedynie 75.) Dźwięk bywa tak przenikliwy, że nawet grube ściany nie pomogą. Kto z nas nie doświadczył tego dramatu. Inna sprawa, że dobrze zsynchronizowany orgazm sąsiadów bywa nie mniej przenikliwy, a za to bardziej przejmujący, ale to tylko chwila, gdy chrapanie jest
nieznośnie uporczywe. Znajomy lekarz, opowiadał mi, jak pewien chrapacz terroryzował cały szpital, przeniesiono go z łóżkiem do piwnic, nie pomogło. Stan wielu chorych pogorszył się.
Chrapacz jak alkoholik nie chce się przyznać, że ma ten problem. Przecież nie słyszy swego chrapania. Ja chrapię, to niemożliwe! Wielu moich znajomych, prosiło by nagrać ich na magnetofon, inaczej nie uwierzą. Jak odsłuchali to chodzili potem zgnębieni Zdarza się, że własne chrapanie budzi chrapiącego, znam to z autopsji, co z
a cudowne rozdwojenie jaźni! ( ja tylko czasami podchrapuję, wiec mam nadzieje, że nie stracę sympatii czytelników)
Chrapiący mogą się pocieszać, że Winston Churchill - według "pomiarów" pewnego oficera marynarki w roku 1944 nasłuchującego na pokładzie st
atku roku miał "35-decybeli. Większość prezydentów USA chrapała , szczególnie dokuczliwy był Teodor Roosvelt Nie wiem dlaczego, ale dałbym głowę, że Piłsudski chrapał i że okrutnie chrapie Wałęsa.
Możemy więc uznać, że w ramach podnoszenia kołdry z łóżka naszych dramatów ujawnił się oto kolejny. Ujawniono już zniewolenie kobiety (w ramach tego ujawnienia kobiecy orgazm okrutnie zabiedzony i ledwie żywy wybiegł rześko na słońce.) Ujawniono molestowanie dzieci, bicie ich, w szkole i pracy mobbing, wyszła z ukrycia na miękkich nogach męska impotencja, długo można by tak wyliczać. A kiedyś to wszystko było po kołdrą. Trwa więc wielkie ujawnianie. Zwykle na dobre, gdyż ta cała sfera ukryta była jak zdechły szczur w studni. Czasami na złe, gdyż przy okazji ujawniania schorzeń i dramatów, ujawnia się prywatność ludzi a pzresadna ciekawośc bywa piekłem . Komercyjne media polują na słabości znanych postaci, jak na grubą zwierzynę. Programy w stylu Wielkiego Brata uczą nas zbiorowego podglądania. Pisma brukowe triumfu
ją też w Polsce i usilnie pracują by każdy ideał sięgnął bruku.
Tu rodzi się ważne pytanie, tak dla odbiorców mediów, jak dla zasilających ich swoją pracą. Jak daleko można ujawniać prywatność swoją i innych? Jedno pewne, co było nie do pomyślenia zaledwi
e dziesięć lat tem, jest już na porządku dziennym. Gdzie jesteście granice!? Jesteśmy w ruchu - odpowiadają. A przecież żadna cywilizacja nie ocaleje bez norm, form i granic. Ja sam pisząc zastanawiam się, jak wiele mogę pisać o sobie? Napisać, nie napisać? Napiszę. (Tak właśnie kiedyś skończy się świat.)
Niedawno byłem na masażu gorącymi kamieniami. (dziękuję Magda) Miał trwać dwie godziny. Cieszyłem się, a przyjemności nie miałem żadnej. Od razu zasnąłem. Kiedy masażystka mnie obudziła, byłem w rozpaczy. Nie mogła mnie obudzić od razu? Jak by mało nieszczęść, dziewczyna mówi; cierpi pan na bezdech. Ja, bezdchowiec! Niemożliwe! Ujawnienie bezdechu to kolejna rewelacja spod kołdry. Odkryto że od 4 % do 20% populacji to chrapacze bezdechowi, pochrapując wstrzymują oddech, mózg jest niedotleniany, więc za dnia bywa się zmęczonym, sprzyja to wielu chorobom. Nie ma żartów! Bezdech na szczęście się leczy. A póki się nie przebadam dzielę się obawą - jak tu spać bez dechu nad głową!?

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wiersze Stasi Schreuder

wtorek, 10 czerwca 2008 23:39

 

 

STASIA SCHREUDER W TRZECH ODSŁONACH

 

 

Czas na lata odnowę…

 

Lekkość, akordy, zmienność

To nie bal, to codzienność

Pantarej – wszystko płynie

W minucie i godzinie

Nabrzmiałe, dojrzałe

Owoce aż się proszą

Zrywaj – kiściami, garściami

 

Czas spijać soki

Raczyć się winem

Gdy urlopuje dusza

A dni rytmicznie płyną

Czas na zaległe rozmowy

Na dziecinny gwar w piaskownicy

Na pełną życia odnowę

I radość na zwykłej ulicy

 

Warto otworzyć okna

I wpuścić spóźnioną miłość

Niechaj nie czeka samotna

Lecz otwarta na nową zażyłość

Niech lata nie mącą burze

Już przyczajone do skoku

W miejsce kolców – podawaj róże

Kwitną pięknie w tej porze roku

 

Zabierz ze sobą w bagażach

Mądrość i ducha pogodę

Otwieraj świat nowych wrażeń

W sąsiedztwie : dobro i zgoda

I ręczę że wiele się zdarzy

Nad jeziorem, nad rzeką, w górach

Gdy uśmiech przykleisz do twarzy

To słońce zaświeci w chmurach

 

I morze muśnie bursztynem

I fale orzeźwią twe ciało

Upij się życiem jak winem

Którego jest ciągle za mało

Nie szukaj piękna daleko

Ono jest tuż tuż – przy Tobie

Ukryte wciąż tęskni i czeka

Na Ciebie i każdego człowieka

 

A gdy już wypoczniesz – wracaj

Do bliskich przyjaciół, do domu

Niech lato zagości rok cały

Pogodnie, życzliwie, inaczej

 

 

 

 

Słoneczny Panie

 

Dumny jak paw

Przejeżdżasz po nieboskłonie

W złocistym rydwanie

Ciekawski – pod woalami chmur

Podpatrujesz Ziemię

Tak jak my

Jesteś humorzasty

Nierówno dzielisz swe bogactwo

Tu rzucisz, tam odbierasz

Rozzłoszczony do czerwoności

Palisz wszystko po drodze

Umierają rzeki

drzewa

ludzie

Wysyłasz ludy Afryki

W drogę bez powrotu

Drażnisz pory roku

Dzielisz świat na gorszych i lepszych

Wyglądasz zza chmur

I patrzysz na dzieło zniszczenia

Zmieniasz się jak w kalejdoskopie

Kiedy masz ochotę

Wysyłasz promienie

A my unosimy

Wysoko ręce

Podnosimy głowy

By nasycić się Tobą

Pomyśl o nas

Wysyłaj dobrą energię

Pocztą która dociera regularnie

Jesteś kochankiem lata

Ciepłych pór roku

Rozbierasz je

Sycisz młodą nagością

Lubisz

Gdy olśniewająco błyszczą

Ubierają

Odcienie brązu

Paradują

Kręcąc biodrami

Rozchylają

Miejsca niedostępne

Czekają

Na spotkanie z księżycem

Dojrzałe

Twoim ciepłem

Spełniają

Sen przeznaczenia

 

 

 

 

Śliczna energetyczna brzozo

 

Moja energetyczna

Wystarczy lekki poduch

ścielesz się dywanem zieloności

pleciesz z liści warkocze

stroisz się jak panna młoda

prostujesz kręgosłup

i pniesz się do góry

Gdy rozmawiasz ze słońcem

gwiazdami

księżycem

Stajesz się plamą

Gdy dzień zamyka drzwi

tajemnicą nocy

Skoro świt

Ruszasz w bój ze słońcem

Gdy żar leje się z nieba

Częstujesz chłodem

Jak filiżanką kawy

I niestrudzenie

Zapraszasz na pogawędkę

Zapisujesz długowieczność

bez recepty

Rozdajesz prezenty

Tym którzy chcą płynąć

z Twoim szumem

z wielogłosową orkiestrą

która wsłuchuje się w rytm

batuty dyrygenta – wiatru

Tańczy – by widowisko było pełniejsze

Jest w czym przebierać

posuwiste polonezy

skoczne oberki

To znów dostojny walc

pod amfiteatrem nieba

Kończysz spektakl

kłaniając się nokturnem nocy

I gdy obudzi się dzień

wyruszysz do marszu

bez wyłączności

dla wybranych

Moja Ty śliczna – energetyczna

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

warsztaty czerwcowe

wtorek, 10 czerwca 2008 19:30

W najbliższy czwartek
odbędzie się jak zawsze,
spotkanie warsztatowe.
Będziemy przygotowywać wieczór plenerowy
na zakończenie sezonu poetyckiego
w  Klubie Granizonowym.
Tytuł czerwcowego wieczoru to:
"Rymy na lato",
zatem jest to już ostatnia chwila
na ich napisanie.
Przypominamy,
że rymy częstochowskie na lato,
są raczej niemile widziane,
dlatego starajcie się ich wystrzegać
za wszelką cenę!

 Do zobaczenia!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wiosenne ostatki

środa, 04 czerwca 2008 23:54

 

 

ROBERT KAMIN W TRZECH ODSŁONACH

 

 

 

 

 

Robert, to taki nasz Bracki Mickiewicz. Tworzy rymowane zgłoskowce, nienaganne w swojej formie i oryginalne w temacie. Jednym słowem – zdolna z niego bestyja. Świadczą o tym poniższe 11-zgłoskowce, gdzie każde słowo jest celne i wyważone. W jego wierszach po prostu nie ma rzeczy zbędnych, zwanych niekiedy zapchajdziurą, o co w zgłoskowcach nie trudno.

 

 

 

 

Wiosna i Ty

 

Nad przebiśniegiem unosił się dumnie

Sen wiosny pierwszy w niezłomnej postaci

Zima odeszła w skutej lodem trumnie

Dziś serca nasze nadzieja wzbogaci

 

Tam biegną dziarsko już miesiące letnie

Jak palce lubej po skrzypcach lipowych

Jeden żółtego krokusa wnet zetnie

Drugi w pszenicy utoruje drogi

 

Płyną strumienie z białych źródeł śniegu

Brzegiem muskają łopianu oblicza

Zieleń kradną i do błękitu w biegu

Wkładają kolor rajskiego odbicia

 

Oazy zimy zostają w pamięci

Jak w stawie modrym falą niesione kry

Za oknem wiosna nadobnie się święci

A w sercu wiosną zostaniesz zawsze Ty

 

 

 

 

Przedwiosenny sen

 

Widzę nareszcie rozpuszczone śniegi

Co płyną żywe jak sen o zieleni

I widzę wiosny nadwiślańskie brzegi

I słońca siostrę co się w stawie mieni

 

Widzę przebiśnieg młodzieńczy i dumny

Który pobożnie zwraca się ku niebu

I pączków liści gotyckie kolumny

Rosnących martwych powstałemu drzewu

 

I widzę sady pięknie umajone

Kwieciem i wonią gryczanego miodu

I widzę wiosny liliową koronę

Pazia królowej gołębia ogrodu

 

Widzę łąk bujnych dziewiczą urodę

I Elizejskie natury wierzeje

Widzę te wszystkie cuda wiosny młodej

Mimo iż zamieć za oknem szaleje

 

 

 

 

Głos tęsknoty

 

Z chabrowego nieba spadłaś przed laty

W oczętach swych miałaś rajskie zaświaty

Olśniłaś poezję aurą dobroci

W uniesione serce wlałaś łakoci

 

Rano w muślinowej białej sukience

Lubiłaś biegać po zielonej łące

A szkarłaty zorzy płynące wschodem

Barwiły Twe lica złocistym miodem

 

Wieczorem lubiłaś morskie kąpiele

Gdy dźwięczały mile słowicze trele

A dookoła żywioł cichy i smutny

I na wodzie słońca blask bałamutny

 

Teraz jesteś lata świetlne ode mnie

Serce me jak piołun na piaskach więdnie

Lecz wołasz ma Muzo o uwiecznienie

A tęsknota jak nikt – budzi natchnienie

 

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 715  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545715
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl