Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka Dopieralskiego...

sobota, 26 czerwca 2010 12:28




 Roman Dopieralski

 

CAŁUŚNY DZIONEK

(felieton wieczorkowy)

 

Któż z nas się nie całował albo przynajmniej nie był całowany. Człowiek jest istotą stadną, więc raczej trudno kogoś takiego byłoby znaleźć. Tym bardziej, że teraz nawet jest Światowy Dzień Pocałunku przypadający szóstego dnia czerwca. Zatem pozwolę sobie ten temat nieco rozwinąć. Proszę się nie obawiać - będę wyłącznie teoretyzować...

Pocałować można serdecznie, namiętnie, oschle, po ojcowsku, po siostrzanemu, ze czcią, czy też z macierzyńską czułością. Całujemy dzieci na dobranoc, mężów na do widzenia, kochanków na dzień dobry. Pocałować można również klamkę, kiedy nie zastanie się nikogo w domu (nie polecam robić tego na mrozie, bo zostaniemy w takiej pozycji do wiosennych roztopów). Całowanie występuje również w różnego rodzaju porzekadłach. Jeżeli na przykład chcemy coś wyrazić, że my bardzo chętnie, wręcz skwapliwie, to jest na to krótkie określenie - „z pocałowaniem ręki". A kiedy chcemy, żeby ktoś dał nam święty spokój i czepił się np. tramwaja, to takiego też można krótko - „całuj psa w nos!" (oczywiście z mocnym wykrzyknikiem na końcu). No właśnie, a gdzie oprócz psiego nosa można całować. Możliwości są raczej nieograniczone, ale zazwyczaj w rękę, w usta, w czoło itd. Kiedyś w rękę całowało się nawet swego ojca, by oddać mu należną cześć. Teraz rzadko która kobieta chce być w to miejsce całowana. Tak zwany „cmok nonsens" przechodzi do lamusa. Znam też takie przysłowie, które mówi, że „Pocałunek jest to zapytanie się górnego piętra, czy dolne jest do zajęcia". Zauważyłem ostatnio, że u mężczyzn przybywa do całowania tzw. górnego piętra. Te wysokie czoła, te zakola aż po kark. Można więc takiego pana - owłosionego inaczej - zamiast w rękę cmoknął w czaszkę. Jakaś równowaga przecież zachowana być musi. Choć niektórzy chcąc to tuszować, nawet własny łuk brwiowy są gotowi zaczesywać na tył głowy.

A w jakiej formie można serwować pocałunki? Można je składać, oddawać, wyciskać. Można nimi kogoś okryć, obsypać, obdarować. Można je przesyłać ręką albo korespondencyjnie na walentynkowych kartach. A co z takim, co to kiedyś całował niczym z dubeltówki, a teraz zaprzestał? Można załatwić go przysłowiem: „Całowałeś nieraz, całuj i teraz!" . Oby tylko nie było tak, jak w kolejnym przysłowiu, co to „W twarz całuje, a z tyłu sztylet pakuje". Przeciwnicy całusów też mają swoje rymowane mądrości: „Z całowania - ni miłości, ni kochania". Zaś zwolennicy kontrują: „Nie masz kochania bez całowania!".

Oby tylko i mnie nie potraktowano jakimś przysłowiem, kiedy ów felieton nie przypadnie do gustu. I będę musiał wtedy np. „cmoknąć się przez lewe ramię w prawy półdupek"...

(RD)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Poezja w kominkowej, biesiada w plenerze...

czwartek, 24 czerwca 2010 20:43

 

WIECZOREK
NA CZTERY FAJERY!

 

 

Pogoda dopisała, więc czerwcowy wieczorek pt. „Czerwcowe nuty" można było zorganizować wedle wcześniej przygotowanego planu. A był on zaiste imponujący. Każdą z części (było ich trzy) poprzedzał wirtuozerski występ pianistyczny uczennicy Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie. Przyznać trzeba, że w Sali Kominkowej Klubu Garnizonowego muzyka poważna pięknie rozbrzmiewa. Duże pomieszczenie, wysoki strop - dają rewelacyjne rezultaty...

Wieczorek zaczął się tradycyjnie, bo prozą. „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka Dopieralskiego" dotyczył szóstego dnia czerwca, kiedy obchodzony jest Dzień Pocałunku. W Romkowym felietonie pt. „Całuśny dzionek" było niemal wszystko o całowaniu - oczywiście teorią zaczynając i na teorii kończąc. Humorystyczny w swojej wymowie felieton dawał nawet porady, by nie całować klamek na mrozie i kobiet w rękę, bo sobie tego nie życzą (tzw. cmok nonsens). Natomiast przyzwalał na obkładanie całusami łysiejących czaszek mężczyzn owłosionych inaczej...

W pierwszej poetyckiej odsłonie swoje autorecytacje jak zwykle zaprezentowali braccy poeci. I jak zwykle ich wiersze odzwierciedlały to, co w danym czasie się dzieje. Rok 2010 jest „Rokiem Szopena" (200 rocznica urodzin), więc w tej części, poprowadzonej przez Krysię Pilecką (była Kanclerz Bractwa), utwory poświęcone były owemu właśnie Wielkiemu Polakowi. Na przykład w wierszu pt. „Zmysłami smakować Szopena" jego autor każdemu zmysłowi podporządkował jedną zwrotkę: „Gdyby dźwięki pachniały / cały świat by łapał / w nozdrza muzykę Szopena // z kwiatowych dywanów / polonez jego uwolniony / bryzę niósłby w korowodzie / aż po tatrzańskie zbocza / i zapachem szczyty nasycał", albo: „Gdyby dźwięki dotykały / cały świat by ściskał / ramionami muzykę Szopena // z bólów rozkoszy / mazurek jego uwolniony / najlżejsze uwrażliwiłby czucie / i pieścił w skocznym rytmie / łąki Żelazowej Woli"...

W części drugiej, prowadzonej przez obecną Kanclerz Bractwa, Beatę Piochę, tematyka muzyki poważnej została rozszerzona. W wierszach trzeba było zastosować terminologie tegoż rodzaju muzyki. Jak choćby w wierszu pt. „Czerwcowa kompozycja", gdzie autor zapytywał wprost: „Jakie są czerwcowe nuty / jaka orkiestra nimi rozporządza / jaki dyrygent trzyma to w garści". Potem próbuje na to odpowiedzieć: „czerwiec bywa jak corrida / rozgrzany do czerwoności / w tempie allegro / poruszają się postacie / a gorąca Carmen / przytupuje uwodzicielsko". Niekiedy poeta stosował porównania na bazie kontrastu: „czerwiec bryzie nadaje adagio / smagając piaskiem / po wydelikaconej twarzy / halnym chłosnąć też potrafi / gdy wirującym pożera walcem". Wiersz również kończy się pytaniem. Tyle, że o gotową odpowiedź jest raczej trudno, bowiem każdemu z nas w duszy inaczej czerwiec gra: „a w finale / forte czy piano / kiedy już lipcowi / przekazuje on batutę".

Na zakończenie artystycznej części wieczorka, by nastrój przysposobić do przejścia w plener, gdzie czekało ognisko i pieczone kiełbaski - odbyła się jeszcze prezentacja znanego koszalińskiego kompozytora i dyrygenta, Jana Kowalczyka. Poprowadził ją Roman Dopieralski (Wicekanclerz Bractwa) już na wstępie zaznaczając, że limit tego dnia na muzykę poważną został wyczerpany, wobec czego na folklor nadszedł czas. Prezentacja honorowego gościa, której inicjatorkami były brackie poetki (Emilka Szybista i Zosia Zawilska), polegała na sczytywaniu o nim co pikantniejszych fragmentów z gazetowych przedruków. Niektóre sięgały nawet lat sześćdziesiątych. Już sam język, jakim posługiwali się ówcześni żurnaliści w połączeniu z terminologią, jaka w komunistycznym ustroju wtedy obowiązywała - spowodowało, że atmosfera znacznie się rozluźniła i co rusz wybuchały salwy śmiechu. Niespodziewający się tak gorącego przyjęcia, Pan Jan złapał za gitarę i w podzięce zagrał kilka skocznych taktów. A kiedy zasiadł na honorowym miejscu, to jemu zaczęto grać. Koszaliński zespół „Jantarowy Kwiat z Krainy Julków" pod przewodnictwem Kazika Dulata, zaprezentował biografię śpiewaną o Panu Janie Kowalczyku, która była jakby śpiewnym dopowiedzeniem tego, co wcześniej nie zostało sczytane z gazetowych przedruków...

Część biesiadna, to już plener w parku Klubu Garnizonowego. Iskry z ogniska trzaskały, a podpiekane na patykach kiełbasy skwierczały roznosząc apetyczny aromat. Folklorystyczny zespół Kazika Dulata również i na powietrzu koncertował w najlepsze. Co zdolniejsi z gości przyłączali się do ludowych przyśpiewek. Co odważniejsi - zaczęli tańczyć. A w miarę upływającego czasu biesiadna atmosfera ogarnęła już wszystkich...


PS  Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka Dopieralskiego pt. "Całuśny dzionek", będzie kolejnym powieczorkowym materiałem.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

...a potem plener!

środa, 16 czerwca 2010 14:51

 

ZAPRASZAMY

na

WIECZOREK LITERACKI !!!

 

 

Rezerwujcie sobie terminy

by jutro

17 czerwca (czwartek) godz. 17

przybyć na

WIECZOREK PLENEROWY

do Klubu Garnizonowego

przy

ul. Andersa 32

w

Koszalinie

 

Najpierw w Sali Kominkowej nasycimy się:

- poezją w dwóch odsłonach

(wiersze zainspirowane Fryderykiem Chopinem

i wiersze z muzycznym akcentem)

- tematycznym felietonem Romka Dopieralskiego

pt. „Całuśny dzionek"

- oraz folklorem w trzeciej odsłonie wieczorka

z gościem honorowym na czele

czyli

znanym i cenionym w świecie koszalińskiej muzyki

kompozytorem

Janem Kowalczykiem

 

Będzie też sporo muzycznych przerywników

w wykonaniu uczniów

Zespołu Szkół Muzycznych

w Koszalinie

 

Po części artystycznej:

- ognisko w parku Klubu Garnizonowego

- pieczone kiełbaski

- biesiadna muzyka

 

 

ZAPRASZAMY SERDECZNIE !!!


PS. Wstęp wolny. Prosimy jedynie o zabranie ze sobą dobrego humoru.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Stare i nowe... Wiersze Beaty P.

sobota, 12 czerwca 2010 22:38



KOBIETA CZESANA PO KĄPIELI  Edgara Degas

Zastygam piaszczysta
w błogiej
szezlongu gnuśności

zamieram
majestatycznie
rozpiętym na płótnie ciałem

rozgrzana
wody objęciem
jaśnieję przyjemnością
poddając się
pieszczocie
i dyscyplinie grzebienia

w biodrach soczystych
zanurzam
łuk dłoni poszukujących
kształtu klepsydry
jak wzoru

dzięki
epoko gorsetów

za sztywny
pozór lekkości
za fiszbinowy parawan
dla ułomności kibici

a może kokon
z którego
wyfrunę pięknem
spełnionym
i rozpękną się pąki
piersi moich
nieśmiałe

ten nadmiar
smaków życia
rozkoszy podniebienia

rozkoszy
którą jestem
gdy ciało
omyłam z grzechu
a może
dla grzechu właśnie

przestań
dziewczyno niezręczna
zbudziłaś mnie
z zadumy
szarpiącym ciosem
grzebienia

czyżbyś była
zazdrosna o to
czego nikt nigdy
odebrać mi nie zdoła

o włosów moich
jedwab
skrzydła moje
miedziane






***

Zbroja rozpada się 
pod dotykiem
palców 

srebrzę się 
niepodobna do siebie

i rosną 
ku mnie 
stęsknione drzewa 

stykamy się 
nad łukiem
tęczy
czubkami języków 

pod skórą
noszę diabła

mówi
jak mam
tobą oddychać


AKSJOMAT

Są chwile
które nie powinny
zamieniać się
w wiersze

słowa
w których można
się zagubić

miejsca
gdzie mgła nigdy
nie opada

i ściany w nas
granice
światła

noce
których nie sposób
przeczekać

westchnienia
jak dotknięcia mroku

i pustka spojrzeń
odwieszona
pomiędzy
nagle obce
dłonie



SAMOKRYTYKA


Brak krytycyzmu
to ostatnia rzecz
jaką możesz mi zarzucić

obciążaj mnie
czym zechcesz
odpowiedzialnością
grzechem
podejrzeniem

oskarżaj o wszystko
czemu nie jestem winna
prowokuj do gwałtownych reakcji
zapamiętania w gniewie

rzucaj mi w twarz słowa
rozstrzelaj obelgami
doprowadź do szału

tylko nie patrz na mnie  
z lustra
takim wzrokiem

próbuję obrysować miękko
kontur ust
które nasz mężczyzna
będzie wkrótce całował




WĄTEK

Gdy już
ucichną werble
wygładzą się fale
wyszumią oddechy
w półcieniu
rozświetlą ciała
przytulone ustami

spomiędzy dłoni
wyławiam lepkie
zawiązki
wierszy

spijam
natchnioną senność







TAKIE TO DZIWNE, NIESPODZIEWANE

Z mojego okna
widać było
kalendarze

po sobie kolejno
dni i noce
w rytmie niezmiennym
łomot roboczych ranków
podwórka zastygłe niedzielą
prywatność przyległa szczelnie
do szyb i kruchych sufitów

z mojego okna
widać było
miasto

krzykliwe i zawzięte
domy sterczące w niebo
samochody rozkasłane
potrącające ulice
gnające przez skrzyżowania

z mojego okna
widać było
życie

poprzecinanie żaluzjami
jak mrugnięciem powiek
prześwietlony sen
noc w prześwitach
każda tak samo
jak to samo okno
od świtu do świtu

z mojego okna
widać
jasne niebo

moje okno
na oścież otwarte
i powróciło powietrze
i przypomniało się światło
i życie moje
w tym mieście
jak nowe
noce i dni



***
Tyle pytań
wątpliwości tyle

co mam z tym zrobić
gdzie się zatrzymać
wplątana w ramiona
i spiętrzenia wspomnień

ktoś
moje dzisiaj
uwięził w świetle

dokąd biec
dokąd uciec
by podnieść
i ponieść dalej
to co się zdarzyło

nieprzewidziane
szalone
na przekór
odległościom
oczekiwaniom
wbrew wszystkiemu
co znałam

dokąd uciec
przed sobą

zamiast odpowiedzi
pokusa
spełnienia
w zasłuchaniu

bliskości
wspólnych nut










Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Promocja Tomiku Reginy Adamowicz pt. "Myśli Dalekie i Bliskie"

sobota, 12 czerwca 2010 18:44
Promocja nowego Tomiku Poetyckiego
Reginy Adamowicz
p.t. :Myśli Dalekie I Bliskie"






Dnia 11 czerwca 2010 r.
W Koszalińskim Domku Kata
na ul. Grodzkiej
Odbyła się promocja nowego, piątego już,
 w dorobku poetyckim
 Reginy Adamowicz,
tomiku wierszy
pod tytułem "Myśli Dalekie I Bliskie".
Na spotkanie z poetką przybyło liczne grono gości.
Wiersze recytowały:
Beata Piocha
Krystyna Pilecka
i Lidia Nowosad
- na co dzień działające w KBL-u.
Muzycznie ubogacał spotkanie
Stanisław Żabiński
- Prezes Stowarzyszenia Ikar,
który napisał muzykę
do kilku wybranych utworów z tomiku Reginy.
Wtórowały mu:
Beata i Asia Hawran
-dwie instrumentalistki
z Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie.
Podczas spotkania można było porozmawiać z poetką
oraz otrzymać jej autograf.
Spotkanie zakończyła wspaniała biesiada.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Fraszka wyborcza, czyli puentą w politykę...

piątek, 11 czerwca 2010 9:47

 

FRASZKI

ZOSI ZAWILSKIEJ

(część VI)

 

 Zofia Zawilska

 

Tomik „Grządki fraszek" Zosi Zawilskiej ma pięć rozdziałów. Połowa fraszek z każdego z nich już została zaprezentowana, zatem przyszła kolej, by dzieła dopełnić.

Nie bez kozery zaczniemy od rozdziału V pt. „Dookoła urny". Wybory prezydenckie za pasem, więc temat jak najbardziej na czasie. A że polityka z reguły poważnym jest tematem, nawet jeżeli niepoważnie zachowują się jej przedstawiciele - warto okrasić ją wesołą fraszką z celną puentą.

Co do samych wyborów, to niejeden z nas zadaje sobie pytanie, czy w obliczu fal powodziowych wybory odbyć się powinny. Z jednej strony nie ogłaszamy klęski żywiołowej, bo to by odłożyło wybory na co najmniej pół roku. Z drugiej zaś strony, kraj na gwałt potrzebuje przywódcy.

Przyznać trzeba, że splotu katastrof, jakie w ostatnim czasie dotknęły Polskę, nawet najlepszy reżyser Hollywoodu by nie wymyślił. Choć, gdyby żył Alfred Hitchcock, jego można by posądzać o dotychczasowy scenariusz.

Co zatem. Widok ludzi, którym woda pozabierała cały życiowy dorobek - udający się kajakami do urn wyborczych usytuowanych w namiotach, czy dalsze kontynuowanie funkcji p.o. (pełniący obowiązki) na najwyższym stołku RP ?!

Póki co, humor, a w szczególności dobra fraszka - dobre są na wszystko...

 

 

 

WYBORY

 

Potężny oręż ludu

Przez demokrację dany

Gwarancja poprawy życia

Rzecz jasna, dla wybranych

 

 

 

PLAN

 

Wejdę na piedestał

Bom jeszcze tam nie stał

Kiedy już będę na postumencie

Któż mi zarzuci, żem beztalencie

 

 

 

ZMIENNOŚĆ

 

Choć są wybierani

Kryształowi sami

Wielu dla prywaty

Robi z siebie szmaty

 

 

 

WŁADCA

 

Na dowód intencji czystych

Rozpoczął od wielkiej czystki

 

 

 

STATUS

 

Przed wyborami

Wszyscy biedni są odpowiedni

Po wyborach

Każdy ubogi to kula u nogi

 

 

 

TROSKA

 

Troska o dobro wspólne

Zadręcza mnie nim zasnę

Nie spocznę, póki ono

Nie będzie moje własne

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Kiedy maj uderza do głowy (część II)...

sobota, 05 czerwca 2010 23:36



 

WIERSZEM

o

KOSZALINIE

 



 



W drugiej części majowego wieczorka literackiego ("Uderzył nam maj do głowy") wiersze poświęcone były Koszalinowi, przecudnej urody miastu położonemu nad Dzierżęcinką. A to z tej racji, między innymi, że właśnie w maju Koszalin obchodził 744-te urodziny. Bowiem 23 maja 1266 roku biskup kamieński Herman von Gleichen nadał Koszalinowi prawa miejskie. Pierwszymi wójtami nowo lokowanego na prawie lubeckim miasta byli osadźcy Markward i Hartmann. Zaś Koszalin zajmował w tym czasie powierzchnię stu łanów. Ówczesne łany miewały różne wielkości, więc nie ma sensu tego przeliczać, ale powiedzieć wypada, że obecny Koszalin ma blisko 100 km kw., czyli tyle, ile... Barcelona. W tym hiszpańskim mieście mieszka jedynie 15-krotnie więcej ludzi.

 

 

Zostawmy jednak te hektary, a weźmy się za wersy, strofy, czy też całe wiersze. I właśnie taki cały wiersz o Koszalinie, gdzie nawet jego tytuł brzmi „Koszalin", będzie utworem inicjującym drugą odsłonę literackiego wieczoru...

 

Zosia Zawilska

"Koszalin"

 

To nie takie niemożliwe

I nie całkiem wykluczone

Że ta góra blisko nas

To zaklęta siódma góra

A las na niej

To baśniowy siódmy las

 

Nie wiadomo nic pewnego

Lecz wskazuje na to wiele

I być może

Że u stóp tej siódmej gory

Jest za lasem czarodziejskim

Siódme morze

 

Bo się zdarza, że nad miastem

Na błękicie jest anioła

Delikatny skrzydeł ślad

Słychać wtedy w szumie lasu

W fal muzyce

Że się właśnie

Spełnia czar

 

 

 

 

Wiersz Zosi Zawilskiej wpędził w baśniowy nastrój. Zaś kolejny autor sięga w wierszu po legendy. A o koszalińskim grodzie jest ich sporo. Na przykład "O Rostku, co służył u Olbrzyma", o „Prząśniczce", o „Wróżbie Swantewita", „O dobrych karzełkach znad brzegów Jamna", o tym „Jak rycerz Bonin diabłu duszę zaprzedał", czy też „Smutna opowieść o rycerzu Bulgrinie". Natomiast w tym wierszu będzie „O zbójcach z Góry Chełmskiej i mosiężnym rogu"...

 

Jan Wiśniewski

„Wiosna na Górze Chełmskiej"

 

Słońce pracowicie brązowi skórę

i przyobleka w zieleń korony drzew

Aromatyczny poszum lasu

ptasią symfonię transmituje

Stopniowo wnikam w tajemnice kniei

Wsłuchuję się w jej pieśń o wiośnie

 

A reżyser spektaklu

powoli opuszcza scenę

ustępując miejsca mroczniejącym cieniom

Las tajemniczym szeptem

rozpoczyna swą opowieść

Oto szczygieł nie mogąc zasnąć

wspomina z żoną podróż z dalekich krajów

Oto wykrot złorzeczy burzy

A sędziwy buk pykając fajkę

przekazuje wnukom rodzinną klechdę

Budzą się leśne duchy

i zapomniani bogowie

Na swym dawnym miejscu staje gontyna

w której odziani w skóry poganie

składają dary Bielbohowi

Nagle ciszę przerywa krzyk dziewczyny

uciekającej przed zbójcami

 

Otwieram oczy

Księżyc uśmiecha się wyrozumiale

Dobranoc kniejo

Schodzę w kierunku majaczącego u podnóża

miejskiego światłozbioru

 

 

 

 

W 1286 roku, kiedy Koszalin był już miastem z 20-sto letnim stażem, ukończono budowę palisady chroniącej miasto. Z tego czasu pochodzi też pierwsza wzmianka o koszalińskim ratuszu. I proszę sobie wyobrazić, że w powojennym Koszalinie, nie zegar na Ratuszu wskazywał jego mieszkańcom czas. Z relacji autorki wiersza dowiadujemy się, że ten zegar znajdował się nad wejściem do jednej z kamienic przy ul. Zwycięstwa, tuż przy Katedrze. Niestety, podczas przeddożynkowego „przemeblowania" w 1975 roku, owa Kamienica została wyburzona. A co ze słynnym zegarem, pod którym nie raz umawiał się ówczesny podlotek, czyli autorka wiersza? Może więc wiersz owego podlotka - dziś już nestorki Bractwa - coś nam wyjawi...

 

Regina Adamowicz

„Zegar"

 

Twarz miał okrągłą

jak słońce

pyzaty uśmiechnięty

podobał się

dziewczętom

stawały w jego cieniu

on znał je po imieniu

 

Umawiał na spotkania

poglądał na nie z gory

znał je

wiedział gdzie się która czesze

na wszystkie miał oko

poznawał fryzury

ta była w "Rococo"

a tamta niecnota

męczyła się w papilotach

 

Mądry był stateczny

a w każdy dzień świąteczny

pod jego nadzorem

spacerowały pary

I późnym wieczorem zasypiał

poczciwy stary zegar

 

Tyle lat wiernie służył

poszerzano ulice

czas zburzył kamienice

i zegar odszedł do museum

a może jako trofeum

służy jakiemuś hobbiście

 

Tylko dziewczęta z tamtych lat

tak bardzo się zmieniły

pod okiem starego zegara

czas przeminął i starość

przyfrunęła jak ptak...

 

 

 

 

Ach te randki pod zegarami?... Dziewczyny umawiają się tam z blondynami, a potem wychodzą za brunetów. Tak to już w życiu bywa...

Natomiast piękny jest widok Koszalina z lotu ptaka. Takich wrażeń można doświadczyć  z wieży widokowej, znajdującej się na wysokości 137 m. n.p.m. Ów szczyt zwany jest obecnie Górą Chełmską, choć niekiedy określany na mapach topograficznych jako Krzyżanka. Zapewne od wzniesionego w 1829 roku pomnika w postaci krzyża na ośmiobocznym cokole kamiennym. Do dnia dzisiejszego przetrwał jedynie cokół.

Widok z wieży widokowej jest imponujący. Ale z lotu ptaka można też inaczej Koszalin poobserwować. Można choćby w wyobraźni stać się owym ptakiem, a potem wrażenia przelać na papier, co też uczyniła kolejna autorka wiersza...

 

Krystyna Pilecka

„Jak ptak"

 

jak ptak

siadam  w  koszalińskim  parku

na   drzewie  z  obciętą

gałęzią

mówią

że  to  drzewo „wisielca"

wykonywano  na  nim  wyroki

( gałąż  już  uschła)

jak  ptak

fruwam  bo  inaczej

nie  umiem

spocznę  trochę

na  wieży  ratusza

popatrzę  na  katedrę  koszalińską

z  czternastego  wieku

napiję  się  trochę  wody

w  fontannie

i  pofrunę  dalej ...

 

jak  ptak

skaczę  po  dachach

szukając  śladów  historii

myślą  biegnę

w  przeszłość  i  przyszłość

wijąc  gniazdo

w  konarach

by  móc  wracać

gdy  tęsknota  zniewoli

lub  ukryć  się  gdy

mocniej  zawieje  wiatr ...

 

 

 

Budynek dawnej katowni, tuż przy parku Książąt Pomorskich, musiał kiedyś budzić wyłącznie strach i grozę. Budowla pochodząca prawdopodobnie z drugiej połowy XV wieku, po wielu przebudowaniach zatraciła nieco na swoim wyglądzie, a jeszcze więcej na swoim przeznaczeniu. Dom Kata jest obecnie przybytkiem kultury i jeżeli już dochodzi tam do ścinania głów, to wyłącznie na teatralnej scence, która się tam znajduje. A o tymże niezwykle urokliwym teraz koszalińskim zabytku, jest następny wiersz...

 

Irena Michałowska

„Dom Kata"

 

Stoi on na skraju parku

W oknie ozdobna krata

Kto by pomyślał, że tutaj

Był przed wiekami dom kata

 

A że czas w miejscu nie stoi

Jak z bicza mijają lata

Nasz mini teatr Dialog

Zawładnął domem kata

 

No i na przekór przeszłości

Miast wionąć strachem i grozą

Do domu kata na ucztę duszy

Liczni mieszkańcy przychodzą

 

Dzięki rozrywkom, jakie nam Dialog

Tak umiejętnie przeplata

Poszła w niepamięć okrutna działalność

Głośnego niegdyś kata  

 

 

 

 

A teraz będzie seria czterech wierszy, czterech różnych autorów zarówno pod kątem wieku jak i przynależności do Koszalińskiej Ziemi. Jak wiadomo, Koszalin i ziemie tzw. zachodnie, zasiedlane były po wojnie ludnością napływową z całej Polski. I takim właśnie przedstawicielem jest Kazik Gałkowski, który wraz z rodziną przyjechał tutaj z województwa poznańskiego. Oto wiersz poety, który na ziemie odzyskane przyjechał z krainy, gdzie na ziemniaki mówią "pyry"...

 

Kazik Gałkowski

„Koszalin jest pięknie... spokojny"

 

Umiłowanym moim miastem

jest ojczysty pomorski kraj

tu można pracować i żyć

to z parkiem - Dzierżęcinki raj

Już od wieków nie jesteś

Brandenburgii małolatem

ani regencją Prus - zostań

zdrowym miastem - Polak tu wrósł

Siedemset czterdzieści cztery lata

Tobie w maju wleci

chwałą tych co odbudowywali

osiedla skwery pokoleniom dzieci

Mamy cudną Chełmską Górę

Amfiteatr I wyższe uczelnie

wnet filharmonia powstanie

będzie w sercach naszych

Pana Zmartwychwstanie

Są tu majowe i nasze

rodzienne wspomnienia miłości

w Katedrze mieszka Jasna Pani

z różańcem od wieków zarania

Mamy wszystko w mieście

bo metrami - ulic blisko

"Emka" nowe supermarkety

"Piotra i Pawła" domy szklane

Kwiatów i zieleni mnóstwo

a zamiast Urzędu Wojewody

stanął Naczelnik Józef - nasz z wąsem

by oddać hołd - mu jutro

Kocham Koszalin miasto

bo miłość jest wzajemna

tu odpoczywam śpiewam i piszę

 

 

 

 

A teraz poetka zrodzona na koszalińskiej Ziemi. Tutaj dorastała, tutaj z koszulą w zębach biegała za przysłowiową orkiestrą, tutaj miewała (a może i nadal miewa) romantyczne randki. Jedynie, by zostać nauczycielką - na wyższą uczelnię wyjechała do Słupska. Ale to pewnie tylko dlatego, że wtedy jeszcze w Koszalinie nie było takowych możliwości. Ale szybko powróciła do miasta rodzinnego z tytułem magistra i do dziś dnia koszalińskie dzieci naucza biologii - oczywiście w koszalińskiej szkole. Oto wiersz Koszalinianki z kości i krwi...

 

Lidia Nowosad

„Koszalin - moje miejsce na Ziemi"

 

Każdy ma swoje miejsce na Ziemi,
a moim miejscem jest Koszalin
i nic tego nie zmieni.
To tutaj, urodziłam się przed laty wiele.
To tutaj, ochrzciłam się w Katedralnym Kościele.
To tutaj, wzrastałam i dojrzewałam.
To tutaj, swoje pierwsze miłości, przeżywałam.
Tutaj, założyłam swoją rodzinę

i na świat wydałam córkę Katarzynę.

Kocham to miasto, jak żadne inne
i nie zamienię go na inne.

Moje miasto Koszalin,

moje miejsce na Ziemi,

wszystkimi barwami się mieni.

Kolorowe ulice mieszkańców witają,

do codziennych spacerów miło zapraszają.
W nim rozkosznie płynie każda chwila.

Śpiew ptaków, od rana życie umila.
To tutaj czuję się  bezpiecznie,
to tutaj życie płynie  bajecznie.

Kocham to miasto, jak żadne inne

I nie zamienię go na inne.
 


 

A teraz historia chłopca, który jedynie lata szkolne spędził w Koszalinie. Jednak Koszalin nadal pozostał mu szalenie bliski. Tu przecież należy do Bractwa Literackiego - czyli on jakby tutejszy! Tym bardziej, że i mieszka niedaleko, bo w Dąbkach. No, samodzielne kiedyś Jamno - teraz już jest dzielnicą Koszalina. Może więc i Dąbki podobny spotka los, czym Koszalin na sile tylko zyska... Nie o hektarach jednak w tym miejscu pisać wypada. Zatem wiersz chłopca znad morza czas najwyższy zaprezentować...

 

Robert Paweł Kamin

"Koszalin mych lat chłopięcych"

 

Koszalin! Miasto mojej młodości.

Miodem wiosny mnie często ugościł.

Olśniewał cichym promieniem słońca.

Słał ukojenie niebnego gońca.

 

Koszalin szkołą mnie obdarował

I sportem duszę mą zahartował.

Przytulił chłodem parków powabnych.

Przyodział dumą dziejów pradawnych.

 

Tutaj spędziłem lata chłopięce.

Tutaj się moje zrodziło szczęście.

Tu też przyjechał Karol Wojtyła.

Rzucić nadzieję wiatrem w mogiłach.

 

Moje więc miasto jest naznaczone.

Splendorem Mistrza słów uświęcone.

Mój Koszalinie - ja syn tej ziemi.

Dziękuje Tobie, że lśnisz wśród cieni.

 

 

 

 

Koszalin niestety utracił rangę miasta wojewódzkiego, więc i siłą rzeczy nastąpiło wiele przetasowań personalnych. Spowodowało to opuszczenie Koszalina przez wielu jego mieszkańców. Już w roku 1999 w Koszalinie zameldowanych było ponad 112 tys. ludzi. Ostatnio jakby coś drgnęło w demograficznym temacie i Koszalin ponownie zaczyna się "zagęszczać" (stan na 1 stycznia 2010r. - 109 538 Koszalinian). I oto czwarta już zapowiadana osoba, tzw. świeży narybek, jeśli chodzi o koszalińską przynależność. Bowiem Koszalinianką jest od niedawna, bo dopiero od sierpnia roku 2008. Zrodzona zaś w Międzyrzeczu Wielkopolskim, woj. lubuskie...

 

Krystyna Wajda

„Uśmiech"

 

Uśmiecham się do miasta

które znam jeszcze tak mało

 

Uśmiecham się do domów

które światłami okien

puszczają do mnie oko

 

Na wpół uśpionym ulicom

posyłam uśmiech

próbując podchwycić ich rytm

 

Pozdrawiam drzewa

otulone woalem wiosny

 

Uśmiecham się do lasu

który bukową melodią

kołysze miasto

do spokojnego snu

 

Mijając nieznajomych

idę dumna

 

Idę i słucham głosu serca

które niczym zegar

wybija wciąż te same słowa

 

Już wiem że zostanę tutaj

i tak po prostu pokocham

miasto otulone bukową strażą   

 

 

 

 

Na koniec zaś wiersz poetki, którą właściwie powinno się włączyć do najświeższej jakby kategorii osób przynależnych do Koszalińskiej Ziemi. Jest to bowiem mieszkanka wspominanego już Jamna, czyli że zamieszkuje ona jedną z koszalińskich dzielnic. Bowiem 1-go stycznia 2010 roku, po blisko 700 latach, Jamno powróciło do macierzy, ponownie stając się częścią Koszalina. Jako ciekawostkę można dodać, że nazwa Jamna pochodzi od lisich jam, których pełno było w tamtejszej okolicy. Oto wiersz świeżo upieczonej Koszalinianki, czyli mieszkanki miasta położonego teraz nad jeziorem Jamno...

 

Emilia Szybista

„Jamno - Dzielnica Koszalina"

 

Od lat trwają spory myślą starzy młodzi

Skąd wzięła się nazwa, od czego pochodzi

 

Historyk wysuwa swoją tezę skromną

Że Jamno to dawny, legendarny Jomsborg

W kształcie niecki jama, etnograf poucza

Kryjówka zwierzęca, krecia czy borsucza

 

Naszych nor najwięcej, lisek się oburza

Nora, czyli jama, a jam w Jamnie dużo

 

Nazwa smoczej jamy stwierdza smok jamneński

Jamę przekopałem, do jeziora z Chełmskiej

 

Jam nie w ciemię bity, w Jamnie chłop zawoła

Jam w wielu językach znaczy wielka woda

 

Następne stulecia nie rozstrzygną sporu

Jamno to oaza tradycji, folklore

 

W Jamna krajobrazie julek jest wpisany

Skrzacik opiekuńczy przez wszystkich kochany

 

A julkowe bractwo jak głosi podanie

Mieszka tuż za miedzą w prastarym kurhanie

 

Jamno kilkakrotnie zmieniało oblicze

Było miastem portem, potem wsią rolniczą

 

W barwach Koszalina bardzo mu do twarzy

W miasto się wtopiło o żegludze marzy

 

To nie ma znaczenia, czy wioska, czy miasto

Kochamy tę ziemię przodków, naszą własną

 

Kochamy tradycje, dzieje, obyczaje

Dumni, że mieszkamy w przepięknej enklawie

 

 

 

I na tym zakończyła się część wieczoru literackiego poświęcona miastu leżącemu nad Dzierżęcinką, na cudownych morenowych wzniesieniach Góry Chełmskiej. Miasto, które w dzielnicy Jamno ma swojego Koszałka (stateczek przeprawiający pasażerów przez jezioro Jamno na nadmorskie piaski), a w jednym z parków przepiękny Amfiteatr. W centrum usytuowana jest Katedra - nie licząc murów miejskich - najstarszy zabytek Koszalina. Jest też Kaplica św. Gertrudy z XIV wieku stojąca nieopodal budynku przecudnej urody, który pełni funkcję Bałtyckiego Teatru Dramatycznego.

Długo by tu jeszcze wymieniać. Trzeba po prostu pójść na spacer po tymże mieście i mieć oczy szeroko otwarte, bo pięknych widoków ci tutaj dostatek!
 


Zobacz obraz w pełnych rozmiarach
 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 787  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
282930    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545787
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl