Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wieczorkowe autorecytacje - tematyka dowolna...

czwartek, 30 czerwca 2011 23:52

 

 

JESZCZE JEDEN

POMYSŁ NA CZERWIEC

(część trzecia)

 

 

            Czas na trzecią odsłonę autorecytacji brackich poetów. która nastąpiła podczas ostatniego wieczorka literackiego. Tematyka wierszy była dowolna, zaś jako prowadząca tą część zadebiutowała nasza miła Ludmiła, czyli Ludmiła Raźniak. Debiut wypadł okazale. Większych wpadek nie zanotowano i co najważniejsze – stan liczebny słuchaczy nie uszczuplił się choćby o jedną osobę.  

            A oto wiersze, które spowodowały, że słuchaczom tyłki do krzeseł przyrosły…

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Miłość nie liczy lat”

miłość nie liczy czasu ni lat
nie wiemy kiedy nadchodzi
rozkwita jak polny kwiat
zbyt rzadko dostrzegany

rankiem był jeszcze
stulonym pąkiem
w południe już
 w pełnym rozkwicie

miłość nadchodzi
jak burza i wiatr
zmienia całe nasze życie

ogarnie umysł
jak rwący potok
popłynie w żyłach
gorącym strumieniem

tworząc źródło
wielkiej namiętności
staje się -
spełnionym marzeniem


 

 

Leszek Kamiński

„Do Bronka – górala”

 

Twoja kraina

na wieki będzie zachwycać

razem z rycerzami,

w złotej grocie

Janosiku

ze swą sprawiedliwością

 

Będzie,

bo zawsze są chętni na widoki

które z nóg zwalają,

gdy zachwyt aż uszami wychodzi

 

Zawsze

Trzy Korony

królują przy krzyżu z Giewontu

stawy błyszczą skrami,

a świerki dorodnością

więc płyńcie

potoki szalone między kamieniami

skalne granie

zachwycą wędrowców

więc nie bój się o swoje skarby,

wspaniała duszo górala

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Szarotka”

 

W kozic harce zapatrzona

w krainę turni się wspięła,

lecz urokiem gór olśniona

na płasience  przycupnęła ...

 

Hen w dali wyniosłe szczyty,

u stóp rozkwiecone hale,

a w górze morze błękitu ...

Po cóż wędrować dalej ?

 

Przytuliła się do skały

i już przy niej pozostała .

 

 

 

 

Irena Michałowska

„Oczekiwanie

 

Las omdlał z pragnienia

I drzemie w bezruchu

Wsysając łapczywie

Ostatki wilgoci

 

A powiędłe trawy

Już bez znaku życia

Bezwładnie się chylą

Wśród wiotkiej paproci

 

Skwarne południe zawisło w powietrzu

Na błękicie nieba ani śladu chmurki

Rój owadów brzęczy ośmielony ciszą

A kapele ptasie odurzone słońcem

W cienistych altanach resztkami sił dyszą

 

Parno i duszno – siły opadają

Wytrwale świerszcze ledwie z cicha grają

Płocha zwierzyna zaszyła się w haszcze

Zamarło życie leśne – trwa oczekiwanie

Na zbawienne krople, na deszczu zesłanie

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Letnie rozterki

czyli

Przypowieść o lecie”

 

Zachęcone wiosennym ciepłem

lato wylazło na łowy

W sobie się wzmogło

i zachłyśnięte wolnością

snuć poczęło plany

 

Ze słońcem zrobię porządek!

Dlaczego u kresu dnia

takie słabsze jakieś

Chłodniejszy świat wtedy

a to przeszkadza mi w pracy

 

Z księżycem też się rozliczę!

Ja do śpiochów nie należę

a kiedy wstaję – jeszcze nie świta

Księżyc ze słońcem

najwyraźniej są w zmowie

 

I deszcz ma swoje humory!

Choć z cebra lać potrafi

nie za często chodzi łzawy

Wciąż tylko kombinuje

jak tu dopiec biednej trawie

 

A najgorsze są te istoty

z bladym licem na twarzy

Chowają się w gniazdach

zamiast wylec na place

Nie nawykłem do takich obrazów

 

I zaczęło lato powątpiewać

Rzekło nawet, że ciut za wcześnie

I do wora manatki chowając

znów w cieniu wiosny

kryjówkę sobie znalazło

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Jak krople rosy”

 

Jestem jak kropla rosy na liściu jabłoni

Która za chwilę zniknie spadając na ziemię

Odbicie lustrzane widać jak na dłoni

Piękno otaczającego świata pod obłoków cieniem

 

Jestem małą kroplą w kosmicznej przestrzeni

Tak pragnę zatrzymać tęczowe odbicie

Bo tyle piękna zostawię na ziemi

Zamknięte w kropli jest człowiecze życie

 

Przemija szybko – czas ten przeżyć pięknie

Marzeniem się odrodzić w tej kropli na nowo

I czas zatrzymać zanim kropla pęknie

Potomnym zostawić zapisane słowo

 

 

  

 

Robert Paweł Kamin

„Wzajemność”

 

Przecedzone przez liście słoneczne promienie

Tworzą światła fontanny i przedziwne cienie

Lato zbliża się modrym snem bez przemijania

Wszelka żywa istota śpiewa pieśń przetrwania

 

Kwiaty radości w sercu zakwitły w jasną toń

Kto siał w płaczu obfitym, w weselu zbierze plon

Świat niesie poetyckie woni uniesienie

Tylko w naturze czystej znajdzie dom natchnienie

 

Poezją można w pełni kreślić cudność Ziemi

I sięgnąć rzeczy boskich ukrytych korzeni

Niech płyną słowa w tukę nad las nieprzebrany

I brzmią w pięknie wiary – jak głos nieprzejednany

 

Naturo! Kwiecie Boga w pejzażu skapana

Rechotem tulisz do snu, trelem budzisz z rana

Cóż ci mogę dać w zamian – ja, biedny filozof?

Tylko w tobie nurzane, pięknem lśniące słowo

 

 

 

 

Emilia Szybista

„Kupała – Kupalnocka”

 

O tym, że w wigilię Św. Jana jest Noc Kupały

Pogański zwyczaj, wśród Słowian znany

wiedzą współcześni

I w noc czerwcową ogniska palą się sobótkowe

 

By ogień w domach był czysty, jasny

Zioła bylicy niosą niewiasty

Przez stos płonący skaczą młodzieńcy

Im dalej skoczy, tym sławy więcej

 

Przez ogień pędzą bydło domowe

By mleczne było, płodne i zdrowe

Zaklęcia wróżby, śpiewy, swawole

Panny puszczają wianki na wodę

 

A dzielni chłopcy śmiałkowie młodzi

Szukają w lasach kwiatu paproci

Bo jak podano w starej legendzie

Szczęście osiągnie kto go zdobędzie

 

Łado! Kupało! Najkrótsza nocko!

Orgie! Obrzędy, z blaskiem się skończą

Ognie wygasną wyszumi piwo

Pierwszy dzień lata, upały, żniwa

 

Za rok, by szukać paproci kwiatu

Znów w lasy ruszy armia junaków

Młodym niestraszna Kąpiel Płomienna

Ni strata wianków w skutkach brzemienna

 

 

 

 

Wacław Rytlewski

„Słowo najdroższe”

 

Jest jedno takie słowo

Choć nie brzmi jednakowo

Wszędzie znaczy to samo

Słowo klucz – słowo „mamo”

Najdroższe jest na świecie

Wszyscy dobrze to wiecie

Mięciutkie jak aksamit

Potężne jak dynamit

Pierwsze, co dziecko powie

I zachowa w swej głowie

Słowo droższe od złota

Kojące, kiedy słota

Nigdy nie zardzewieje

Nie zniszczą go zawieje

Ani zrządzenia losu

Sławne jest bez rozgłosu

Gdy dziecka głowa boli

Błagalnie mimo woli

We łzach rzeknie to słówko

I już nie bolisz główko!

Zawsze jest, gdy potrzeba

Nie zje, da kromkę chleba

I na spacer zabierze

A wszystko w dobrej wierze

Niebo i ziemię rusza

Bo taka jest jej dusza

Byś żył zdrów i szczęśliwy

Wiarą w Boga żarliwy

A to słowo, to: „Mama”!

Najdroższa w świecie Dama!

 

 

PS  Pozostała jeszcze jedna część literackich treści z czerwcowego wieczorka. Są to fraszki. A zatem spora dawka humoru już wkrótce!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wieczorkowe autorecytacje - limeryki...

poniedziałek, 27 czerwca 2011 17:12

 

 

DRUGA CZĘŚĆ

POMYSŁU NA CZERWIEC

(OTWARTY KONKURS na NLBT)

 



 


            Po wyjątkowo krótkich wierszach brackich poetów w pierwszej części wieczorka, przyszła kolej na limeryk. Cóż to takiego? Z angielskiego – Limerick – jest to miasto i hrabstwo w Irlandii. W literaturze zaś – gatunek żartobliwej poezji opartej na absurdalnym, groteskowym dowcipie słownym, czyli taka igraszka słowna związana głównie z określoną osobą lub miejscem. I właśnie na tymże wieczorku postanowiliśmy zorganizować taki szybki Otwarty Konkurs na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy.

            Trzy osoby zgodziły się wziąć udział. Jest to bezpieczna ilość uczestników, bo nawet ten ostatni jakby co - też na tak zwane „pudło” się załapie. Konkurs poprowadził jego pomysłodawca – Romek Dopieralski. Zaś twórcami sześciu limeryków, które miały wziąć udział w konkursie, były trzy brackie poetki: Lidia Nowosad, Regina Adamowicz i Ludmiła Raźniak. Sądząc po personaliach – sprawa prosta – trzy kobiety. Jednak na środek sali wyszły dwie kobiety i… mężczyzna ponoć. Bo kiedy prowadzący, Romek D., zagadnął owego: -„Kim jesteś tajemnicza istoto?”. W odpowiedzi usłyszał: -„Jestem Marysia!”. Ta odpowiedź jednak nie uśpiła czujnego oka prowadzącego. Po szybkiej i wnikliwej dedukcji wyszło na jaw, że owa Marysia to Janek Wiśniewski – Reginę Adamowicz tylko zastępujący.

            Zatem w ostateczności do Otwartego Konkursu na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy przystąpiły dwie „limeryczki” i jedna podróbka. Każdy z uczestników konkursu miał odczytać po dwa swoje limeryki. Zaś o tym, który limeryk był najlepszy miała zadecydować publiczność. Po wysłuchaniu wszystkich utworów, to moc ich oklasków zadecyduje, który limeryk najbardziej im się spodobał.

            Na chybcika wybrano trzy osoby, które swoim narządem słuchu wychwycą decybele z oklasków. Jedna z osób (Kazik Gałkowski), zgłosiła się na chętnego, więc została przewodniczącym w gronie wychwytywaczy decybeli. Prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej „Nasz Dom”, Eugeniusza Redlarskiego, wytypował prowadzący, zaś niejaka pani Maria wzięta została z łapanki. Publiczność swój zachwyt mogła wyrażać zarówno rękoma jak i nogami.

            Przy kolejności odczytywania limeryków zastosowano zasadę szkolnego dziennika. Tu bezapelacyjnie wygrała ze swoją literą początkującą zarówno alfabet jak i nazwisko – Adamowicz Regina, zastępowana przez Jana W. – wcześniej podającego się za niejaką Marysię. Literka „N” w polskim alfabecie jest przed „R”, zatem jako druga czytała swoje limeryki - N jak Nowosad, zwana Lidią. Limerykowe trio zakańczać miała - R jak Raźniak, co się Ludmiłą zowie.

            Oto dwie limerykowe rundy, w których uczestnicy konkursu przeczytali po jednym limeryku…

 

 

I RUNDA:

 

Regina Adamowicz

„O podkopach”

 

Pewien gospodarz mieszka w Świdwinie

Z podkopów na cały powiat on słynie

A to jest kawał chłopa

Pod każdym dołki kopał

Pod jednym wykopał jaskinię

 

 

 

Lidia Nowosad

„Lidia Grafomanka”

 

Limeryk pisała pewna Lidia z Koszalina

Bo podobno poetką była ta dziewczyna

Pisała kreśliła

Niewiele stworzyła

Okazała się grafomanką kobiecina

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„Wdowiec z Cieszyna”

 

Staremu wdowcowi z miasta Cieszyna

Zawróciła w głowie młoda dziewczyna

Miał przychówek spory

Jej w głowie były amory

Wkrótce uwiodła mu syna

 

 

 

 

II RUNDA:

 

Regina Adamowicz

„O dużych pieniądzach”

 

Pewien urzędnik ze wsi Podczele

Lubił sprawy załatwiać w niedzielę

Kochał duże pieniądze

Teraz go chyba osadzą

Od jednego przyjął ich za wiele

 

 

 

Lidia Nowosad

„Limerycy”

 

Dwaj twórcy limeryków starli się w Zakopanem

Jeden od drugiego chciał być większym panem

Za pióra chwycili

Arcydzieła stworzyli

Wyszło że pierwszy jest …. większym chamem

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„Muzyk z Koszalina”

 

Pewien muzyk w Koszalinie jak wiecie

Grał doskonale na flecie

Oblegały go młode dziewczyny

Wiadomo z jakiej przyczyny

Głośno o nim było nie tylko w powiecie

 

 

 

            Walka brackich poetów, rzec by można na słowa, na celne puenty, na humor zawarty w limerykach – była szalenie emocjonująca. Po każdej prezentacji następował hałas, jakiego być może mury Klubu Osiedlowego „Nasz Dom” jeszcze nie zaznały. Publiczność wprost szalała, by rękoma, nogami i czym się tylko dało – wyrazić swoją aprobatę odnośnie danego limeryku. Natomiast wyłapywacze  decybeli strzygli uszy i coś skrzętnie notowali w zwojach swoich mózgów. To oni bowiem, w sobie tylko znany sposób, ustalić mieli skalę tychże decybeli przy każdorazowym odczycie danego utworu. I to właśnie ta skala już ostatecznie posłużyła do wytypowanie kolejności w Otwartym Konkursie na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy, w skrócie - OKnaNLBT.

            No i w końcu „nadejszła wielkopomna” chwila. Po burzliwych obradach wyłapywaczy decybeli, w składzie: Kazik Gałkowski – przewodniczący, Eugeniusz Redlarski – zastępca przewodniczącego i Maria z łapanki jako członek – ustalili oni, że…

 

  • Najlepszym limerykiem w Otwartym Konkursie na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy (OKnaNLBT) zostaje limeryk pt. „O podkopach”, autorstwa Reginy Adamowicz
  • Drugim najlepszym limerykiem w Otwartym Konkursie na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy (OKnaNLBT) zostaje limeryk pt. „Muzyk z Koszalina”, autorstwa Ludmiły Raźniak
  • Trzecim najlepszym limerykiem w Otwartym Konkursie na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy (OKnaNLBT) zostaje limeryk pt. „Lidia grafomanka”, autorstwa Lidii Nowosad.

 

            Oczywiście nie obyło się bez nagród. Twórca najlepszego limeryku dostał cukierka owiniętego złotym papierkiem. Papierek przy cukierku dla twórcy drugiego najlepszego limeryku był koloru srebrnego, a ten trzeci cukierek za trzeci najlepszy limeryk – był oczywiście koloru brązowego.

            Po tych konkursowych emocjach zaserwowano gościom i uczestnikom konkursu chwilę ukojenia, którą była niewątpliwie piosenka Zbyszka Wodeckiego („Zacznij od Bacha”) w wykonaniu Dominiki Adamskiej, uczennicy Zespołu Szkół Muzycznych z Koszalina. A za czas jakiś, może znowuż konkursik z limeryków…

 

 

Oto ciekawostki z Otwartego Konkursu na Najlepszy Limeryk Brackiego Twórcy (OKnaNLBT):

  • Jak wcześniej zakładano, że trzy osoby to najbezpieczniejsza ilość osób biorących w tymże konkursie – tak też się stało. Okazało się bowiem, że autorka limeryku, który podobał się najmniej – też znalazła się na tak zwanym pudle, zajmując miejsce trzecie.
  • Nagrodą za zajęcie trzeciego miejsca nie był wcale cukierek owinięty w papierek koloru brązowego. Jak się później okazało, kolor papierka był bliżej nieokreślony i ktoś nawet zawyrokował, że jest to niewątpliwie kolor sraczkoburaczkowy.
  • Co do pierwszej nagrody – cukierka owiniętego w złocisty papierek – to Jan Wiśniewski, podający się za Marysię, a jedynie zastępujący zwyciężczynię konkursu Reginę Adamowicz – zobowiązał się on do oddania nagrody we właściwe ręce, czyli w ręce Reginy, bez wcześniejszego wycyckania owej nagrody.
  • Proszę wczytać się tytuł limeryku, który zajął ostatnie, czyli trzecie miejsce („Lidia grafomanka”). Wnioski mogą nasunąć się same, że oto autorka tegoż dzieła (notabene Lidia) sama sobie takowe miejsce niejako wykrakała.

 

 

PS  Następnym razem zaprezentujemy trzecią wieczorkową odsłonę, czyli autorecytacje wierszy brackich poetów o tematyce dowolnej.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wieczorkowe autorecytacje - wiersz krótki...

czwartek, 23 czerwca 2011 19:28

 

 

POMYSŁ NA CZERWIEC

(część pierwsza)

 

 

         -Braccy, czyli koszalińscy poeci zrzeszeni w Krajowym Bractwie Literackim, mają pewien niewielki problem, z którym próbują się uporać, a który teraz, za ich zgodą, ujawnię – tak zaczęła pierwszą część autorecytacji wierszy brackich poetów, Lidia Nowosad, która tą wieczorkową odsłonę poprowadziła.

         Otóż okazuje się, że Braccy nie lubią i nie bardzo chcą - w większości oczywiście - pisać krótkich wypowiedzi lirycznych. Stąd tworzą lirykę, rzec można – wielkogabarytową. A przecież na niejednych warsztatach literackich poruszane były kwestie ograniczania ilości słów w utworach poetyckich. Niestety, na niewiele się to zdawało. Aż… przyszedł czas na zadanie domowe, które zostało wymyślone przez naszą Kanclerz Beatę Piochę, na literackich warsztatach poprzedzających wieczór literacki.

         Tym zadaniem było napisanie utworu na temat: „Jak trudno napisać krótki wiersz”, który to utwór, mógł być do wyboru: autocharakterystyką, wierszem poświęconym osobie, która ma trudności z pisaniem krótkich form lub mógł być dedykacją dla osoby piszącej epistoły. Pokłosiem zadania domowego, nie przez wszystkich wykonanego, była prezentacja poniższych utworów, na tymże czerwcowym wieczorku.

         Prowadząca tą wieczorkową część z krótkim wierszem, Lidka Nowosad, odstąpiła od tradycyjnej formuły prezentacji wierszy, przedstawiając całość w jednym bloku bez jakiejkolwiek przerwy. I przyznać trzeba, że był to strzał w przysłowiową „dziesiątkę”. Porozsiadani na scenicznych schodach poeci, dynamicznie i żywiołowo wyrecytowali swoje – naprawdę krótkie – wiersze. Zaś gromkie brawa na koniec jeszcze bardziej utwierdziły brackich poetów, że warto pisać krótko i treściwie.

         Oto przykłady, jakimi skrótami myślowymi poszli i z jakimi trudnościami zmierzyli się nasi poeci z Bractwa.

 


 


 

Lidia Nowosad

„Jak trudno napisać krótki wiersz”

 

Z mozołem zasiadłam do tworzenia

Wiersza wyjątkowego

Który miał być czystą poezją

Krótką formą  wypowiedzi

Mojej kipiącej duszy

 

Wena miała mnie prowadzić

Po arkanach poetyckich

Przysiadła z boku

Obiecała kontrolować słowotok

Powstrzymywać go

 

Tymczasem przysnęła

A ja popłynęłam na fali

Natchnieniem prowadzona

Z mojego krótkiego arcydzieła

Powstała epopeja

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Metawiersz”

 

Jedni poprawiają wiersze w nieskończoność

Czyniąc z poetyki rzemiosło zwyczajne

Ogień natchnienia nie może ich owionąć

W duszach ich nie drzemie słowo życiodajne

 

Inni piszą teksty bez rytmu i rymu

Dziennie ich powstaje szeroka plejada

Głos ich słychać tylko pośród własnych synów

Rzadko wieszczy duch dziś ustami ich włada

 

U mnie jasność duszy oczy mi rozpala

Krótko tylko płonie me ognisko wiersza

Lecz w tej chwilce widzę Nieba skrawek z dala

A w pamięci mi lśni zorza słów najpierwsza

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Krótki wiersz”

 

Napisać wiersz krótki

Niełatwa wcale to rzecz

Kiedy nasza wena

Nie ma zamiaru iść precz

 

Biedny więc poeta

Który pisać jeszcze chciał

A tu kończyć trzeba

Bo zadanie takie miał

 

Jak go nie zniechęcić

I by wena była wciąż

Może treść z materią

Winna być jak jeden mąż

 

 

 

 

Emilia Szybista

„Krótko o lecie”

 

O tej porze roku, od czerwca do września

Pisali poeci, dawni i współcześni

Opiewając słońce, ptaszęta i kwiety

Pięknie o Sobótce pisał Jan przed laty

A ja powiem krótko, tworząc „letnie” rymy

Miną trzy miesiące jesień pochwalimy

Po jesieni zimę i znów człek radosny

Z otuchą zawoła - „Byleby do wiosny!”

 

 

 

 

Leszek Kamiński

„Krótka myśl”

 

Jak błysk w oku dziewczyny

Jak poranek piękna

gdy zorzą ptaki

do śpiewu wzywa

Jak myśl

która nad poziomy wylata

mądra

Melodyjna jak fugi Bacha

Czysta w słowach

jak wody strumyka

który w górach się wzbudził

Takie chcę pisać wiersze

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Krótko o sobie”

 

Wściekle mądrych odrzucam

To nie dla mnie test

Ludzi zwykłych zasmucam

Coś już we mnie jest

 

Raz wesoły raz smutny

Błądzę wokół was

Wiem że bywam okrutny

Wiem… to mija mój czas

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Limeryk nieefektywny”

 

Pewien emeryt z miasta Koszalina

Ciągle od nowa pisać zaczynał

Pragnął wiersz spłodzić zwięzły i krótki

Jakie są tego efekty, skutki?

Oceńcie sami! Bo to już koniec wiersza… taki finał!

 

 

 

PS  No i proszę, jak krótko, szybko i treściwie – całkiem jak nie u Brackich. W następnym wpisie też będzie krótko, bo o limerykach. A konkretnie o tym, który z brackich limeryków wyklaskano i wytupano jako najlepszy!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

"Nie tylko wierszem"...

poniedziałek, 20 czerwca 2011 18:41

 

 

…czyli

„BRACKI FELIETON

ROMKA D."


  

 

         W poprzednim wpisie było, że „Bractwo idzie na urlop”. Owszem – w odniesieniu do wieczorków. Nie będzie jedynie literackich uczt w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” w miesiącach: lipcu i sierpniu. Bo poeta, prozaik, czy też literat w ogóle – tak naprawdę nigdy nie idzie na urlop. Nie da rady schować pióro głęboko w szufladzie, a atrament wylać do zlewu. Potrzeba pisania dopaść może w każdej chwili i wtedy nie ma zlituj! Prawdziwy literat nie jest w stanie odmówić sobie pisania, kiedy świetny pomysł bombarduje jego wyobraźnię, a wena wprost rozsadza od środka. Tak więc, wakacje bez pisania są, ale nie dla literatów. U nich zawsze pióro w gotowości…

         I bardzo dobrze, że literaci tak mają. Dzięki temu, kiedy braccy poeci ruszą we wrześniu ponownie z wieczorkami – to w literackich treściach będzie można wybierać jak w przysłowiowych ulęgałkach!

         To jednak przyszłość, choć bliżej określona. A co zatem działo się w niedawnej przeszłości? Reportaż z wieczorka literackiego i jego szczegółowy opis już podaliśmy, teraz czas na zaprezentowanie tego, co w tym opisie przedstawiono. A że literacki wieczorek u brackich od jakiegoś już czasu zaczyna się prozą, zatem od tego zaczynamy. Oto „Nie tylko wierszem”, czyli „Bracki felieton Romka D.”…

 

 

 „Bo wszystkie dzieci nasze są”   Roman Dopieralski

Już pierwszy dzień czerwca daje powód do napisania felietonu, bo wiadomo - Międzynarodowy Dzień Dziecka. Zatem w ten dzień mi również należy się taryfa ulgowa i takową taryfę ja muszę dać. Jeśli chodzi o ten pierwszy przypadek, to ja - Roman Dopieralski, najmłodsze dziecię Heleny Dopieralskiej - uzurpuję sobie wszelkie przywileje w Dniu Dziecka. Tylko, że wyrosłem już nieco… Można rzec, że już dziadzieję pomału i nie bardzo wiem, czego żądać! Gdybym był młodszy – sprawa prosta. Paczka cukierków albo czekolada, by mnie usatysfakcjonowały. A co dzisiaj? Krem do golenia? Najnowsze żyletki „Sensor Excel” firmy „Gilette”? Od strony praktycznej to i owszem. Używam owych żylet – właściwiej byłoby powiedzieć „nożyków” - już od lat i jestem z nich zadowolony. Jednak chyba raczej – a nawet na pewno – nie chodzi tutaj o praktyczność. Wprost przeciwnie!!! Od takiego rozumowania jak najdalej, kiedy myślimy o uszczęśliwianiu swoich dzieci. I tu właśnie stykam się z tą drugą taryfą ulgową, o której na początku wspomniałem i którą to ja dać muszę. Bowiem oprócz bycia dzieckiem wobec swojej mamy Heleny, ja również mam dziecko, będąc ojcem córki Marcelinki. Już tak się wcześniej wymądrzyłem, że pewnie uznać mnie można za autorytet w sprawach uszczęśliwiania wszystkich dzieci na całym świecie w dniu Międzynarodowego Dnia Dziecka. No cóż, przynajmniej staram się wobec swojej córki, by tym prezentem nie był ten przysłowiowy krem do golenia, czy też nożyki firmy „Gilette”.  Co prawda córka nie jest jeszcze tak całkiem dorosła, ale nawet jak już kompletnie wydorośleje, na pewno nie sprezentuję jej rajstop, czy też biustonosza. Może będzie to wesołe miasteczko,  o którym ja zawsze marzyłem. Myślę, że jeżeli poprosi mnie w tym dniu o coś, co będzie wykonalne i w miarę logiczne, i rozsądne - to nie odmówię. Bo w takim dniu o swoich dzieciach pamiętać trzeba w szczególności! I nieważne, czy one jeszcze w kołysce, czy już ze skronią przyprószoną siwizną. To co ja w końcu bym chciał od matki Helenki w Dniu Dziecka? Teraz to już chyba wystarczy mi zwykła pamięć…

/Roman Dopieralski/

 

 

PS  W dalszej blogowej prezentacji tego, co na naszym literackim wieczorku się działo, kolejność ze szczegółowego opisu zachowana będzie, więc następnym razem kłaniają się wiersze krótkie. Sami przekonacie się, że choć wena brackich rozsadza, to stać ich na powściągliwość, by ją przekuć w krótki jedynie tekst.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bractwo idzie na urlop...

piątek, 17 czerwca 2011 14:25

 

 

SZCZEGÓŁOWO

i

REPORTAŻOWO

o

POŻEGNALNYM

WIECZORKU LITERACKIM

 

 

 

            Prowadzący, Romek Dopieralski, przywitał licznie zebranych gości na ostatnim wieczorku przed wakacyjną przerwą. Rozstajemy się na dwa miesiące, by od września na nowo zacząć literacko wieczorkować. Jak widać - jesteśmy taktowni - i dbamy o to, by zanadto sobą nie zanudzić. To oczywiście kokieteria… Prawda jest taka, że tzw. urlop każdemu się należy. Zatem i my korzystamy z tychże socjalnych dobrodziejstw – i serwujemy sobie dwa miesiące laby.

            Ale zanim to nastąpiło –musieliśmy jeszcze czerwcowy wieczorek literacki gościom zaprezentować – co oczywiście nie było dla nas obowiązkiem, a najprawdziwszą wprost przyjemnością! Bo dla kogo, jak dla kogo, ale dla tak miłych, rewelacyjnych, wspaniałych, wprost genialnych gości – to warto pisać te wiersze, felietony, dzieląc się słowem pisanym jak opłatkiem!!!

I po tej właśnie wazelinie, co by gości mieć po swojej stronie, braccy poeci przeszli do konkretów…

            A na tym finalnym wieczorku zatytułowanym „Pomysł na czerwiec” - działo się faktycznie sporo! Tempo było iście sprinterskie, więc o podsypianiu nie było mowy. Po felietonie Romka D., który próbował uzmysłowił wszystkim, że każdy z nas dzieckiem jest, nastąpiła pierwsza odsłona poetyckich treści, zatytułowana „Jak trudno napisać krótki wiersz”. I te wiersze - proszę sobie wyobrazić – były faktycznie … krótkie. Co nie jest takie proste, gdy wena twórcza zanadto się rozhasa. Trudno ją wtedy okiełznać i powstają takie elaboraty, przy których słuchacz co rusz zasypia. Tak więc w tej części zasypianie gościom nie groziło.

            W drugiej poetyckiej części też było trudno o choćby drzemkę, gdyż zaczęto ją minikonkursem na Najlepszy Bracki Limeryk. Wygrał tekst autorstwa nieobecnej Reginy Adamowicz. Zaś złotego cukierka odebrał - zastępujący Reginę - Janek Wiśniewski, obiecując, że nagrodę bez uprzedniego wycyckania – odda.

            Natomiast nieco ukołysała, albo raczej wyciszyła gości - trzecia część poetyckich treści, gdzie tematyka wierszy była dowolna. Choć też przebiegła niezwykle żwawo. Najwyraźniej brackim poetom spieszyło się, by owe wakacje jak najszybciej już zacząć. W tym miejscu wypada napomknąć, że tę część poprowadziła Ludmiła Raźniak, udanie debiutując w roli wieczorkowego konferansjera.

            Ale już w czwartej części znowuż nastąpiło przyspieszenie, bowiem całość wieczorka zakańczała fraszka – forma literacka bodaj najkrótsza. A że dodatkowo przedstawiono ją humorystycznie, więc nim z bicza trzasnęło – już był fraszki koniec. Dziwili się nawet obecni na wieczorku goście, i byli – można by rzec – wielce zawiedzeni, że tego wspaniałego wieczorka literackiego również nastąpił koniec. A jak do tego dodać jeszcze, że przerwy pomiędzy poszczególnymi częściami były wypełnione piosenkami i to naprawdę wysokich lotów, bowiem wykonawczyniami były niezwykle uzdolnione uczennice Zespołu Szkół Muzycznych z Koszalina – to tylko wypada współczuć tym, którzy na wieczorku nie byli! 

 

   

 

WIECZOREK W SZCZEGÓLE:

 

1. Przywitanie gości na wieczorku literackim pt. „Pomysł na czerwiec”.

 

2. Przerywnik muzyczny: Weronika Gunerka – piosenka Kelly Clarkson        „A moment like this” („Taka chwila jak teraz”)

 


3. „Nie tylko wierszem”, czyli „Bracki felieton Romka Dopieralskiego”   pt. „Bo wszystkie dzieci nasze są”.

 

4. I część autorecytacji brackich poetów – „Jak trudno napisać krótki wiersz” / prowadząca: Lidia Nowosad.



 

5. Przerywnik muzyczny: Dominika Adamska – piosenka Zbigniewa Wodeckiego

„Zacznij od Bacha”.

 


 

6. II część autorecytacji brackich poetów – „Limeryki” (konkurs) / prowadzący:

Roman Dopieralski.

 


7. Przerywnik muzyczny: Wika Gunerka – piosenka Ryszarda Rynkowskiego „Śpiewająco”.

 

8. III część autorecytacji brackich poetów – „Tematyka dowolna” / prowadząca:

Ludmiła Raźniak.

 

 


9. Przerywnik muzyczny: Dominika Adamska – piosenka Lary Fabian „Caruso”.

 

10. IV część autorecytacji brackich poetów – „Fraszka” / prowadzący: Roman

Dopieralski.

 


11. Pożegnanie gości z zaproszeniem na wrzesień.

 


 


 

 

PS  Następne blogowe wpisy będziemy wypełniać treściami z poszczególnych części wieczorkowych. Można powiedzieć, że będziemy szli jak po sznurku według powyższego planu zawartego w „Wieczorku w szczególe”.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Braccy poeci z pomysłem na czerwiec...

środa, 15 czerwca 2011 10:54

 

 

ZAPROSZENIE

na

WIECZOREK

LITERACKO-MUZYCZNY!!!

  

Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina zaprasza na wieczorek literacko - muzyczny pt. "Pomysł na czerwiec".

W części artystycznej: 

    1. Autorecytacje wierszy brackich poetów w trzech odsłonach:

            - pierwsza część pt. "Jak trudno napisać krótki wiersz" będzie o wierszach ... krótkich

            - w drugiej części minikonkurs na Najlepszy Bracki Limeryk

- w części trzeciej tematyka wierszy dowolna

            - część czwarta, to fraszki.

    2. Co by poezją przesytu nie było - "Nie tylko wierszem" czyli "Bracki felieton Romka D."

    3. Co by literackimi tekstami słuchaczy nie uśpić - muzyczne przerywniki w wykonaniu uczniów Zespołu Szkół Muzycznych z Koszalina. Wika Gunerka zaśpiewa piosenkę Kelly Clarkson "A moment like this" i utwór Ryszarda Rynkowskiego "Śpiewająco". Natomiast jej szkolna koleżanka, Dominika Adamska, odśpiewa "Zacznij od Bacha" - Zbigniewa Wodeckiego i "Caruso" - Lary Fabian.

Początek literacko - muzycznej uczty, okraszonej słodkim poczęstunkiem, dzisiaj (środa, 15 czerwca) o godz. 17 w gościnnych progach Klubu Osiedlowego "Nasz Dom" w Koszalinie przy ul. Zwycięstwa 148.

Wstęp wolny.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sukces brackich poetów...

niedziela, 12 czerwca 2011 23:56

 

 

NIE ZAPOMNIELI

o

„NIEZAPOMINAJCE”

 

 

Już po raz kolejny poeci z Bractwa wprost zawładnęli konkursem poetyckim, który od pięciu lat jest organizowany dla mieszkańców Koszalina. Mowa o „Koszalińskiej Niezapominajce” – takim miejskim święcie przyjaźni, miłości i pamięci.

Laureatami tegoż konkursu zostali następujący braccy poeci w kolejności alfabetycznej: Regina Adamowicz, Roman Dopieralski, Irena Michałowska, Lidia Nowosad, Krystyna Pilecka, Ludmiła Raźniak i Jan Wiśniewski. Przyznać trzeba, że siedmioro na dziesięcioro nagrodzonych w kategorii dorosłych, to całkiem niezły wynik.

A zatem – na cześć brackich laureatów –  w pełni zasłużone: HIP! HIP! HURA!!!

No i oczywiście wypada zaprezentować nagrodzone utwory, które wydrukowane zostały w pokonkursowym tomiku prześlicznej urody.

 

 

 

Regina Adamowicz  Regina Adamowicz

„Ku nieskończoności”

 

Strumykiem wśród pól i łąk zielonych

Nad którymi olchy pochylone stoją

Płynę tęsknotą marzeń niespełnionych

Ten kraj lat młodszych był Ojczyzną moją

 

Zostały w pamięci piękne krajobrazy

Łąki kwitnące nad strumyka brzegiem

Pełne barwnych kaczeńców. A ileż to razy

Zimą wiatr ostry wiał zacinał śniegiem

 

Tam białe obłoki nad małym strumieniem

Płyną jak dawniej po błękitnym niebie

Przywołując pamięć wyblakłym wspomnieniom

Ojczyzno lat młodych jakże brak mi ciebie

 

Bóg mnie prowadził przez życia bezdroża

Zatarły się lata beztroskiej młodości

Szmer małych strumyków zastąpił szum morza

Bezkres wód płynących ku nieskończoności

 

 

 

 

Roman Dopieralski  Roman Dopieralski

„Chciałbym napisać wiersz…”

 

Chciałbym napisać wiersz

ale taki niezwykły

niebanalny

radosny, ale nie szczebiotliwy

poważny, ale nie smutny

 

chciałbym wierszem się wypowiedzieć

ale go nie przegadać

 

może coś naprawić wierszem?

słowami pokonać błądzenie

i ambitne wytyczyć plany

wersem właściwą wskazać drogę

w strofie stabilny znaleźć grunt

 

i serca otwierać wierszem

jak drzwi z masywnych okuć

a ciężkie podnosząc zasłony

w literach powodować błysk

 

wierszem zbliżać ludzi ku sobie

by każdej zgłoski posłyszeli dźwięk

 

chciałbym napisać taki wiersz…

 

 

 

„Tatostwo”

 

Zostałem ojcem! Ojcem! Tatą!

Co w tym dziwnego?

Nic, a właściwie owszem

Czyż jest coś cudowniejszego!

 

Można mieć piękny samochód

Nigdy nie zaznać chłodu

Jadać najwykwintniejsze potrawy

A jednak czuć smak głodu

 

To samotność we dwoje

Bez sensu ciągłe za czymś bieganie

Pustka, której nic nie wypełni

Kiedy ojcem się nie zostanie

 

Wtedy człowiek rośnie

Niczym Ikar skrzydeł dostaje

Niegroźne nawet najgorętsze słońca

Zwykły wosk stalą się staje

 

I choć obowiązków spiętrzenie

W duszy słoneczne lato

Życie pełniejsze kolorów nabiera

Kiedy ktoś do ciebie mówi: -Tato!

 

 

 

 

Irena Michałowska 

„Koszalin”

  

Wilgotne opary do ziemi się tulą

Niecierpliwe słońce promienie wysyła

Budzi się przyroda z nocnego omdlenia

Nieśmiały śpiew ptaków zen nocy odbiera

 

Blady świt coraz śmielej

Przez półmrok się wdziera

Coraz szybciej serce mego miast bije

Rytmicznym tętnem pulsują ulice

I dniem codziennym mój Koszalin żyje

 

A ja jak huba w drzewo, tak wrosłam w te mury

I nie rozdzieli nas żadna siła

Wszak tu w tym grodzie nad Dzierżęcinką

Każdy skrawek ziemi, nieba i każda ulica

Memu sercu miła

 

 

 

 

Lidia Nowosad 

„Niezapominajki”

 

Niezapominajką jestem

Rosnę nad potoczkiem

Jestem cudnie błękitna

Patrzę żółtym oczkiem

 

Miło mi w tej scenerii

Na potoczek patrzę

Może swoje odbicie

Jak Narcyz zobaczę

 

Kilka moich odmian

Zdobi florę Ziemi

Jeśli nie wyginę

Nic się nie zmieni

 

Będę szeptać bajki

Płynącym łódkami

I uśmiechać się będę

Wszystkimi płatkami

 

Niezabudką  jestem

Także mysim uszkiem

Jednak najważniejsze

To jestem kwiatuszkiem

 

Przypominam wszystkim

Co ważne co miłe

Dobrymi wspomnieniami

Umilam życia chwile

 

 

 

 

Krystyna Pilecka  Krystyna Pilecka

xxx

 

wpaść

na kawę

tak po ludzku

wyjść naprzeciw

ptakom

posłuchać

tąpać po trawie

niech całuje bose stopy

ramieniem objąć

zapłakane dziecko…

to takie proste

że… aż trudno

temu sprostać…

 

 

„Czekamy na siebie”

 

drżąc

czekamy na siebie

trochę żeśmy się

zestarzeli

sił nam

ubyło

posiwiała nasza

miłość

słodka namiętność

nie mdleje już

z rozkoszy

a jednak

 

 

 

 

Ludmiła Raźniak 

xxx

 

na dnie

naszych pragnień

leży dobro

chcielibyśmy

obdzielać nim świat

 

na dnie

naszych pragnień

leży miłość

czujemy wciąż

jej niedosyt

 

na dnie

naszych pragnień

leży wiosna

marzymy by wiecznie

rozkwitać

 

tymczasem

 

świat obdziela nas

niepokojem dni

 

miłość więdnie

jak kwiat

bądź zabiera ją

przeznaczenie

 

a wiosna

ulatnia się

niepostrzeżenie

 

mijający czas

ciszą…

i chłodem śniegu

studzi nasze

pragnienia

 

 

 

 

Jan Wiśniewski 

„Czy jeszcze umiesz”

 

Pamiętasz

bajeczny świat dziecięcych marzeń

lirykę pierwszych wzruszeń

i młodzieńcze porywy

gdy pełen pasji

chciałeś mierzyć „siły na zamiary”

w harmonii z „czuciem i wiarą”

 

Dojrzawszy

zbędne niepokoje

z uśmiechem odrzuciłeś

Nie materializowane dążenia

włożyłeś do szuflady bezsensu

Porwał cię

urok epoki czynów

Sens współuczestnictwa

współtworzenia

i rywalizacji

Albo też

cel zamknąłeś

w pogoni za użyciem

i w gromadzeniu wytworów epoki

W gromadzeniu za wszelką cenę

 

Lecz

w kanonadzie dźwięków

słyszeć śpiew ptaka

w eksplozji wrażeń

zrozumieć zieleń

w orgii świateł

mruganie gwiazd dostrzec

w schematach

siebie nie roztrwonić

w pogoni za

nie zapominać o celu

i drogi nie gubić

czy jeszcze umiesz

 

 

 

„Moje miasto”

 

Są na świecie tysiące miast

piękniejszych, większych, wspaniałych,

ale ja kocham najbardziej

cichy Koszalin.

 

Marzę o Rio de Janeiro,

śni mi się Paryż, Wenecja...

Ale ja kocham Koszalin

miłością dziecka.

 

Bo tu mi świeciło Słońce

przez wiele pięknych lat,

tu jest mój dom, przyjaciele,

mój cały świat.

 

Plaża mieleńska jest moim

Lazurowym Wybrzeżem,

a Góra Chełmska jak Olimp

od burz mnie strzeże.

 

Są na świecie tysiące miast,

jak Tokio, Kraków, Toronto,

ja jednak tylko Koszalin

kocham gorąco.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Szkolny slam...

niedziela, 05 czerwca 2011 23:58

  

 

BRACCY POECI

w

KOSZALIŃSKIEJ PODSTAWÓWCE

  

 

Można powiedzieć, że braccy poeci poszli za ciosem. Po slamie w plenerze („Slam Deptak”) na Dni Koszalina – w parę dni później, w koszalińskiej Podstawówce nr 17 zorganizowali następny. Jak się okazało, był on pierwszym slamem w tychże murach, a konkretnie w tejże szkolnej bibliotece.

   

DSC01898.JPG

(Uczniowie klas IV i V oklaskujący slamerów)

                    

Tak więc czytelnia była miejscem, gdzie odbyło się spotkanie pod głównym tytułem: „Powiew wiosny w Koszalinie i w poezji”. Natomiast zaproszeni goście, czyli - Lidia Nowosad (notabene „biolożka” w tej szkole), Robert Paweł Kamin i Romek Dopieralski – wzięli się za tworzenie I Szkolnego Konkursu Slamowego na najpiękniejszą interpretację wierszy o Koszalinie dla uczniów klas IV i V.

 

   DSC01947.JPG                      

(Główni bohaterowie szkolnego slamu, czyli slamerzy)

 

Oto regulamin szkolnego slamu:

1. Organizatorem Slamu Poetyckiego są poeci Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina.

2. Slam odbędzie się 25 maja 2011 r. w bibliotece Szkoły Podst. Nr 17 w Koszalinie, ul. Melchiora Wańkowicza 11.

3. Slam będzie trwał od godz. 10.55 – 11.20, ogłoszenie wyników o godz. 11.25.

4. Zgłoszenie do udziału w konkursie następuje na zasadzie: „kto pierwszy ten lepszy”.

5. Zgłoszenie powinno obejmować: imię, nazwisko autora, tytuł utworu.

6. W przypadku większej niż 6 ilości zgłoszeń Organizator zastrzega sobie prawo do wyboru uczestników Slamu Poetyckiego.

7. Każdy uczestnik dostaje losowo jeden wiersz, który musi osobiście zaprezentować publiczności w czasie 3 min.

8. Używanie rekwizytów, kostiumów i instrumentów muzycznych jest dopuszczalne.

9. Slamerzy mogą też występować w parach lub większych grupach. Jeśli slamerzy zdecydują się na występ grupowy otrzymają nagrodę do podziału.

10. Utwory przedstawione na Slamie będą oceniane przez publiczność, na podstawie jawnych oklasków.

11. Wygrywa slamer, który otrzyma najgłośniejsze oklaski, wyrażone zarówno klaskaniem w dłonie, jak i przez tupanie nogami.

12. Po zmierzeniu decybeli aparatem słuchowym Organizatora Slamu, wyniki zostaną podane do publicznej wiadomości.

13. Przewidziane są nagrody słodko-liryczne dla wszystkich uczestników.

14. Ostateczna interpretacja Regulaminu należy do Organizatora.

 

Trzeba przyznać, że uczniowie ochoczo wychodzili na środek i jak starzy recytatorzy deklamowali wiersze o Koszalinie, o naszym Bałtyku i o pobliskiej Górze Chełmskiej, której morenowe wzniesienia są w pasie nadmorskim unikatowe w skali kraju.

 

  DSC01941.JPG      

(Zliczanie decybeli decydujących o wyborze najlepszego szkolnego slamera przez prowadzących slam: Romka Dopieralskiego, Pawła Kamina i Lidkę Nowosad)

 

Zgodnie z punktem 11 regulaminu, który mówi o tym, że wygrywa slamer otrzymujący najgłośniejsze oklaski, wyrażone zarówno klaskaniem w dłonie jak i przez tupanie nogami – kolejność zajętych miejsc jest następująca:

1. Klaudia Chodur kl. V d (wiersz Lidii Nowosad pt. „Koszalińska mgła”)

2. Maja Michalak kl. V b (wiersz Krysi Sylwestrzak, „Blisko Bałtyku)

3. Piotr Wycech kl. V e (wiersz Doroty Dzięgielewskiej, „Ulice Koszalina”)

4. Magdalena Wojciechowska kl. V d (wiersz Lidii Nowosad, „Pragnę tańczyć z gołębiami”)

5. Przemek Szymczyk kl. V c (wiersz Andrzeja Symonowicza, „Góra Chełmska”)

6. Agnieszka Skrzypek kl. IV e (wiersz Ireny Peszkin, „Moje miejsce”)

7. Ania Karpińska kl. IV f  (wiersz Krystyny Pileckiej „Gołębie przy ratuszu”)

8. Wiktoria Żebrowska kl. IV c (wiersz Krystyny Pileckiej, „Nasze miasto Koszalin”)

9. Karolina Madera kl. IV e (wiersz Ireny Peszkin, „Widok z Góry Chełmskiej”)

Oczywiście były nagrody. Książki i dyplomy ufundowała szkoła. Natomiast słodycze i swoje wiersze z dedykacją – dla każdego uczestnika - to inicjatywa brackich poetów.

 

 DSC01952.JPG

    (Laureaci I Szkolnego Konkursu Slamowego w SP17: Klaudia Chodur, Piotr Wycech i Maja Michalak) 

 

Już chodzą słuchy, że to choć pierwszy, to z całą pewnością nie ostatni szkolny slam. A zatem: Do następnego! I co by nie był gorszy od tego premierowego…

 

  DSC01957.JPG                 

(Sprawcy całego slamowego zamieszania: Romek Dopieralski, Lidia Nowosad - szalona biolożka i Paweł Kamin z różami za fatygę)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Koszalin ma urodziny!!!

piątek, 03 czerwca 2011 10:35

 

 

MOCNY AKCENT BRACKICH

w

„DNI KOSZALINA”

 

 

W tym roku braccy poeci intensywnie zaangażowali się w tegoroczne uczczenie „Dni Koszalina” i jego 745 lecie. Po plenerowym slamie na półdeptaku ulicy Zwycięstwa - głównej arterii miasta – nasze Bractwo niejako powtórzyło wcześniejszy wieczorek („Koszalińscy poeci miastu”) sprzed kilku dni, który odbył się w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”.

Niby ten sam program, ci sami wykonawcy, a jednak było inaczej! W plenerze, czyli pod tzw. chmurką – recytacja wierszy jest utrudniona. Przede wszystkim nie ma tej idealnej ciszy, jaką się ma w kameralnych zazwyczaj salkach, gdzie słowo mówione trafia do odbiorcy nie napotykając po drodze na żadne przeszkody. A w plenerze takich przeszkód jest wiele. A to przejeżdżający nieopodal samochód, ktoś nawołujący kogoś na piwo, a to dzwony kościelne, a to wiatr porywający z szumem foliową torbę, itp. dyrdymały. Zaś jak wiemy - słowo raz wypowiedziane nie powraca. Ale co tam, trzeba zbierać doświadczenia, a wieczorek w plenerze, jaki przeżyliśmy w „Dni Koszalina”, choć był dla nas swoistym poligonem zapewne wymierne korzyści w przyszłości z tego będą.

W tym miejscu warto przytoczyć wiersz Romka Dopieralskiego, który do plenerów niejako nawiązuje…

 

 

Wiersz w plenerze

 

nie ma to jak

żywot w plenerze

płynę ja sobie

w słonecznym eterze

na liściu przycupnę

o gałąź się otrę

przebiegnę po trawce

może gdzieś dotrę

 

albo wiatrem niesiony

natrafię na burzę

deszcz mnie usiecze

na kłującą nadzieję się różę

umoczony – bezdźwięcznie

wyzionę ducha

i do żadnego

nie wpłynę ucha

 

albo natrafię na ścianę

i echem wtedy odpowiem

czy to jeszcze będę ja?

czy wrażenie słuchowe?

a co mi tam!

mogę być nawet echem

obym urzekał tylko

łzą… choćby śmiechem

 

 

 

No to pociągnijmy wątek literacki Romka D., bowiem jeśli o treści plenerowego wieczorka  chodzi, to jedynie felieton był inny. W Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” był zaprezentowany felieton o kontrowersyjnym dość tytule: „Biusty tak – mózgi nie”. Zaś na scenie ustawionej na półdeptaku ulicy Zwycięstwa (notabene Klub Osiedlowy jest przy tej samej ulicy, tylko jakieś sto numerów dalej) felieton był taki…


 

 

Koszalin jak Barcelona

            Koszalin ma urodziny. Kończy 745 lat. Piękny wiek! Gdyby tak chcieć mu odśpiewać: „Happy birthday to you, happy birthday to you. happy birthday miasto Koszalin, happy birthday tooo youuu”. Tylko wtedy zamiast mnie, powinna to zrobić jakaś seks bomba o włosach blond. Powinna jeszcze mieć taką białą zwiewną  i plisowaną sukienkę. I obowiązkowo powinna stanąć na takiej metalowej kracie. A spod tej kraty… taki strumień powietrza…

            W tym momencie muszę przerwać moją felietonową dygresyjkę, bowiem jeśli chodzi o odśpiewanie Koszalinowi jubileuszowej przyśpiewki, to mnie raczej frapuje inna rzecz. Mianowicie… Nie zaśpiewamy mu przecież: „Sto lat! sto lat!”. To mógł zaśpiewać biskup kamieński Herman von Gleichen, kiedy przemianowywał wieś Koszalin, nadając mu prawa miejskie. Tak mogli również podśpiewywać nowo lokowanemu na prawie lubeckim miastu – jego pierwsi wójtowie, osadźcy Markward i Hartmann. No to jak wobec tego ma Koszalinowi odśpiewać jubileuszówkę jego obecny włodarz? Może by tak pan Piotr zaokrąglił nieco: „Osiemset! osiemset! niech żyje, żyje nam…”. Brzmi nawet nieźle. Hm… czy pan Piotr to podchwyci… Może on woli więcej zer, więc pod tysiąc podciągnie. Ja na przykład – gdybym był prezydentem tak pięknego miasta jak Koszalin – co najmniej dwa tysiące lat bym mu życzył! Albo trzy tysiączki od razu, a co! Jak szaleć to szaleć! Taką historię bym Koszalinowi dorobił, że nawet Rzym z Romulusem byłby przy nim szczeniakiem. Bo władza, poczucie władzy, to daje taką energię, taką siłę, że… góry można przenosić! A jeszcze lepiej morza. I wtedy… ten nasz zimny Bałtyk z północy… siup na południe. No i ewentualnie te nasze morenowe wzniesienia, bym na północ wyekspediował, by się tam śnieg dłużej mógł utrzymać.

            A tak w ogóle, to Koszalin ma coś z wielkich metropolii. Jego obecna powierzchnia ma blisko 100 km kw., czyli tyle, ile Barcelona! A skoro już o Hiszpanię niechcący zahaczyłem, to może by tak dla uatrakcyjnienia przepuścić tym półdeptakiem ulicy Zwycięstwa… stadko byków, jak w Pampelunie! No, ja na tej podwyższonej scenie miałbym dobrze… Jest jeszcze jeden ciekawy hiszpański zwyczaj, w takim miasteczku w rejonie Walencji. Tylko tak się zastanawiam, czy o tym napomykać… Bo w tym przypadku - na tym podwyższeniu – byłbym celem numer jeden, gdyby i w Koszalinie takowa bitwa na pomidory się rozpętała…

 

 

PS  W następnych wpisach będzie o pewnym slamie w pewnej szkole i o pewnym konkursie literackim w pewnej bibliotece…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wiersze posłyszane w "Naszym Domu"...

środa, 01 czerwca 2011 14:12

 

 

WIECZORKOWA POEZJA

BRACKICH POETÓW

 

 

W tej poetyckiej części wieczorka literackiego pt. „Koszalińscy poeci miastu” wiersze były o wiośnie, o wydmowych trawach, o zaślubinach Bałtyku też było napomknięte. Był utwór wytykający koszalińskie bolączki, a zaraz po nim lirycznie o morzu po zachodzie słońca. No i o kielichu natchnienia też było.

Jednym słowem literacko działo się sporo, zaś iście poetycki rozrzut sprawił, że zapewne każdy dla siebie coś tam przysposobił.

 

  

            

fot.1 Wieczorkowy "Rodzynek" - Paulina Skoczyk w trakcie "Wielkiego Poloneza Es-dur", F. Chopina.

fot.2 Wieczorkowe "Rodzynki Dwa" - Karolina Gustaw na skrzypcach w introdukcji i Tarantelli - Pablo de Sarasate - przy akompaniamencie swojej nauczycielki, Doroty Kuryło.

fot.3 Niezawodni jak zwykle wieczorkowi goście.

 

 

Na pierwszy ogień recytatorski poszedł wiersz, który został napisany przez emerytowane ciało pedagogiczne. Ta poetka najpierw dzieciom ze Starych Bielic wlewała olej do głów, by swój nauczycielki żywot zakończyć w koszalińskim gimnazjum.

A teraz jest członkinią Koszalińskiego Bractwa Literackiego i zamiast do gmachu z rozwrzeszczaną ferajną, chodzi do Klubu Osiedlowego „Nasz Dom” na nasze literackie warsztaty i wieczorki.

 

Grażyna Piekarewicz

„W moim parku”

 

W moim parku jak w zaczarowanym ogrodzie magia barw urzeka

Barwy żółte, pomarańczowe, turkusowe, szafirowe

mienią się jak cekiny w niezwykłe kształty ułożone

Bajeczne rododendrony ze snu się obudziły, białe akacje

przed żarem na chwilę swe głowy do ziemi schyliły

Królewskie dęby w misternym splocie swe korony światu rozłożyły

 

A purpurowa róża skąpana w traw zieleni, wokół atłasowym dywanem się ścieli

W moim parku błękitna cisza nakłania do marzeń

Zastygam w tej ciszy, słońce o brzeg nieba zahacza

Patrzę jak w zalotnym tańcu biała mewa radosne koło zatacza

Z oddali dochodzi wiatru szeptanie

słychać przyrody szczęśliwych nut granie

 

Oddycham zapachem wodnych szuwarów

szukam szczęścia w czterolistnej koniczynie

Otulona płaszczem aksamitnych liści odpoczywam

Nadzieją kwitną myśli

Mój park jest oazą ciszy i spokoju

Bywa moją radością, tęsknotą

Wiosną, latem, jesienią i zimą swą urodą zachwyca

 

 

 

 

A teraz poeta, który w życiu zawodowym był geografem i geologiem, zaś prywatnie - od zawsze – poetą. –„Do Nobla mi daleko…” – tak podsumowuje swoją literacką pasję. I choć personalia ten nasz poeta ma raczej mało oryginalne, bo po prostu bardzo popularne jest jego nazwisko, to nijak ma się to do jego wierszy. Jego utwory bowiem są po prostu niepowtarzalne – takie jakby nie „wiśniewskie”. No i niechcący się wygadałem…

 

Jan Wiśniewski

„Trawom wydmowym chwała”.

 

Choć piasek wydm niegościnny

tak skłonny poddać się wichrom

wy trwacie

 

Choć szkwały jesienne smagają

boleśnie wasze łodygi

trwacie

 

Choć morze  spienione wściekle

brzeg szarpiąc straszy pożarciem

choć Słońce soki ostatnie

wysysa zachłannie z piasków

wy trwacie

 

Trwacie wpuściwszy korzenie

gdzie żar i wicher nie sięga

Do serca ziemi swych przodków

Swej ziemi

 

 

 

 

I jeszcze jedno pedagogiczne niegdyś ciało teraz za pisanie wierszy się wzięło. Ta nauczycielka belfrowała przez 44 lata. Kwiecistego mówienia po polsku uczyła zarówno ekonomistów jak i licealistów.

Choć mała wzrostem, wyższe wykształcenie zdobywała, i to ho, ho… na Uniwersytecie Jagiellońskim!!!

 

Maria Rudecka

„Nasze morze”.

 

Ten postaw błękitu ogromny

jest podobno oknem na swiat

Po tej wielkiej burzy

otwarło się ono znacznie szerzej

Jakiś młody mężczyzna w mundurze

podszedł do niego

do biegnących na powitanie fal

rzucił pierścień

zanurzył sztandar

i słowa przysięgi wypowiedział tak głośno

że szum fal ich nie zagłuszył

Słyszało morze

słyszeli wszyscy

 

W kilka lat później na wydmie stanął baca

który dotąd znał góry i hale

Teraz – zamiast owiec

zaczął liczyć gale wełniste

i powiedział: -„Jaka wielga woda!”

 

Już sześć krzyżyków noszę na swym grzbiecie

Sporo niby widziałem, zwyczajnie, nie młody

Opinię włóczykija mam w całym powicie

Lecz nie widziałem jeszcze tak wielgachnej wody

Na mapie – toć widziałem – Bałtyk jest nieduży

Gdzież mu do Pacyfiku, nawet wód mniejszych

A tu widzę szmat wody, co Ślebodzie służy

A teraz ja bogatszy i trochę mądrzejszy

 

W zdumieniu ręce załamał i dodał:

„Że tu bez mojej jestem straśnie wielką szkodą

Że moja baba nie widzi tej ogromnej wody

Żałuję. Przywiezę ją tu kiedy

Powetuję szkody!

 

 

 

 

Najtrudniej jest powiedzieć coś o siebie. Łatwo wtedy o nadmierną przechwałkę albo negację. Dlatego będzie krótko: -„Jestem budowlańcem z literackim zacięciem. Nawet ktoś kiedyś powiedział o mojej twórczości, że tworzę misternie, jakbym mur z cegieł stawiał. W pierwszej wieczorkowej części zaprezentowałem utwór pt. „O Koszalinie sen pierwszy”. Było to idylliczne przedstawienie naszego miasta, teraz zaś – w drugim śnie o Koszalinie - będzie pikantniej”.

 

Roman Dopieralski
”O Koszalinie sen drugi”.

 

Miałem sen…

i jak ptak

wzbiłem się ponad Koszalin

 

Na ratuszu przysiadłem

by centrum miasta móc ogarnąć

gdzie o deptak sporne toczą się rozmowy

Psioczą kierowcy

chwalą plan architekci

Od okolicznych zaś gołębi

się wywiedziałem

że sam ratusz dobrą renomą

wśród mieszkańców też nie grzeszy

-Czy dlatego – przez myśl mi przeszło

gołębie tak go naznaczają?

 

Zacząłem inne oblatywać rejony

Co rusz na jakiś hipermarket trafiałem

Gdzie kupujący mieszczą to wszystko?

kiedy ja z garści okruszków jestem zadowolony

 

Już wiem, co ma wspólnego

z drogami ser szwajcarski

Jak to dobrze, że latam

i nic mnie nie obchodzą

te poorane asfalty

 

Na łono natury więc zapragnąłem

Jednak na skrajach lasu

ludzkie niechlujstwo jak na dłoni

Skrzyły się pośród zieleni części samochodowe

kawałki betonu i resztki z czyjegoś ogródka

 

O wodzie wnet pomyślałem

bo skwar się zrobił

i uaktywniły się te z wysypisk fetory

-Być może już wkrótce -

dzięcioł do mnie zagaił

-powstanie tutaj wody całe mnóstwo!

Miał pewnie dzięcioł na myśli baseny

O obiecywankach przy ulicy Rolnej

już od dawna słyszałem

 

Cóż więc miałem począć

Wzbiłem się ponad Koszalin

pod sobą zostawiając te miejskie klimaty

 

 

 

A teraz wiersz  nestorki naszego Bractwa z energią jak Himalaje. Na co dzień można ją spotkać w co najmniej kilku koszalińskich stowarzyszeniach. Odczyty swojej twórczości ma w szkołach, przedszkolach, a kiedy już te placówki są zamykane - ona przerzuca się na dorosłych odbiorców poezji.

 

Regina Adamowicz

„Po zachodzie słońca”

 

Koronkowa piana na fali

Układa się w ruchomy wzorek

Morze szumi, a w oddali

Niebo ciemnieje. Wieczorem

 

Po zachodzie słońca

Gdy morze zalśni różowo

Wędrują fale bez końca

Jeszcze widać nić kolorową

 

Ginącego, gasnącego blasku

A z wód głębiny

Na przybrzeżnym piasku

Osiadają kruszynki bursztynu

 

Cisza. Nie słychać mew krzyku

Noc gwiazdy wieczorne zapala

A nad brzegami Bałtyku

Nocą piach plaży zlizuje wciąż fala

 

 

 

 

O tym mieszkańcu Dąbek można rzec – koszaliński Mickiewicz. Bowiem wierny jest on rymom i zgłoskom. No i literackiego talentu w nim wiele. Jest jeszcze jedna charakteryzująca go cecha. To sposób, w jaki przypieczętowuje on swoje utwory. Większość poetów po prostu podpisuje się imieniem i nazwiskiem. Niektórzy jedynie ksywką albo samymi inicjałami nawet. A on?

Na przykład swój poprzedni wiersz podpisał następująco: Robert Paweł Kamin / Grzmiąca / Czwartek / 28. 04. 2011 rok / godzina 7:00. A ów wiersz tak podpisał: „Kielich Natchnienia” / Robert Paweł Kamin / Oborniki Wielkopolskie / Sobota / 07. 05. 2011 rok / godzina 12:08.

 

Robert Paweł Kamin

„Kielich natchnienia”.

 

Kwiaty rozsypały różowe pogłowie

Jasność pochwyciło zielone listowie.

Blask  słońca spoczął na pąkach sennych drzewa.

Muzyka woni świat kwitnieniem odziewa.

 

Pośród gąszczy piękna, wśród róż bladookich

Zatopieni w trawach, pod niebem wysokim.

Mknęli w zatracenie, wiecznością spowici

Zaplątani w serca kochające nici.

 

On był dla niej duszą, duszy jej przeczystej

Ona sercem jego serca tkanki mglistej.

Pogrążeni w otchłań, poza osią czasu

Szli wskazówką uczuć boskiego kompasu.

 

A gdy księżyc wyszedł i osrebrzył sosny,

Zielenią otulił, sen Ziemi radosny.

Przyszło ukojenie i pieśń życia cicha

Rozlała się szczęściem z natchnienia kielicha.

 

 

 

 

Ten poeta łamie wszelkie konwenanse. Niby inżynier, niby zapalony komputerowiec, a wrażliwy i sentymentalny jak… przedpotopowa maszyna do pisania. To nasz najświeższy bracki nabytek!

 

Leszek Kamiński

„Wiatr od morza”.

 

Wiatr nad Bałtykiem się wzbudził
bawił się igraszką fal
na ich grzbiecie dopłynął do brzegu
morze porzucił, na mieleńskiej plaży usiadł

Najpierw - zbadał okolice
miasto Koszalin, spodobało mu się
można tam pozamiatać ulice
a kurzem, w okna rzucić,
na złość pań

Albo zatańczyć sobie oberka
z drzewami w parku,
które mają już ze sto lat
kapelusze pozrywać mężczyznom
kobietom spódnicę podwiewać – o tak.

Drzewa tańczą ociężale
gałęzie fruwają tam i tu
konary skrzypią, huczy wiatr
diabelski taniec niechaj trwa

A gdy już skończy się wiatru muzyka
drzewa odetchną, pójdą spać
wiatr wróci nad swój mieleński morza brzeg
by dalej berka z falami grać.

Pozostanie po nim gorąca cisza
niejeden wspomni dla ochłody jego czas
morski wiatr, ten co w żagle dmucha
morska bryza, przygody morskiej chwat 

 

 

 

 

I na koniec nasza była wieloletnia kanclerz Bractwa. Choć na kanclerskiej emeryturze, to jej literackie pióro, jakby drugą przeżywało młodość. Jest ona bowiem taką koszalińską multitomistką i w ilości wydanych tomików poezji w naszym grodzie - nie ma sobie równych!

Ten wiersz oczywiście też już znalazł swoje miejsce w tomiku („O świcie i o zmierzchu”).

 

Krystyna Pilecka

„Morska muzyka”.

 

w szmaragdowej kieszeni morza

rytmicznie pulsują fale

wtulają się w złoty piasek

i szemrzą

i mruczą

to morska muzyka

 

zasłuchana w jego melodie

tworzę wnętrze utkane

marzeniami

i tęczą wyobraźni

maluję wiersz

muzyką morskich

strof…

 

 

 

I tak oto poetyckie treści Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina zostały wyczerpane.

A oto bohaterowie tejże uczty literackiej:

poeta od urodzenia - Janek Wiśniewski

byłe ciała pedagogiczne - Grażynka Piekarewicz i Maria Rudecka

z energią jak Himalaje – Regina Adamowicz

multitomistka – Krysia Pilecka

koszaliński Mickiewicz z Dąbek - Robert Paweł Kamin

poeta inżynier - Leszek Kamiński

oraz budowlaniec z literackim zacięciem – Romek Dopieralski

A kto czuje niedosyt, już teraz zapraszamy na nasze kolejne wieczorki literackie, które organizujemy zawsze w trzecią środę miesiąca w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” przy ul. Zwycięstwa 148 w Koszalinie!

 

         

fot.1 Koszaliński Mickiewicz z Dąbek - Robert K. - podczas recytacji wiersza w I wieczorkowej odsłonie, którą poprowadziła widoczna po lewej stronie Krysia Pilecka.

fot.2 Budowlaniec z literackim zacięciem - Romek D. - prezentuje niezwykle smaczne "poetyckie menu" zaprezentowane w II wieczorkowej części, którą ów budowlaniec poprowadził (pomysłowadczyniami i wykonawcami tejże tablicy są panie z Klubu Osiedlowego "Nasz Dom" z Anią Pietrasińską, kierowniczką Klubu, na czele).

fot.3 Janek W. - jak na poetę od urodzenia przystało, oczywiście w trakcie recytacji swojego utworu.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 784  

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545784
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl