Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Kawałek dobrej prozy...

poniedziałek, 11 lipca 2011 20:25

 

 

FENOMEN ŻYCIA

według

ROMKA DOPIERALSKIEGO

 

 

FENOMEN ŻYCIA   Roman Dopieralski

 

Narodziny

         Już w łonie matki zaczęła się moja aktywność ruchowa. -O! Znowu kopnął! - dzieliła się wrażeniami przyszła rodzicielka. Świadomość deformacji ciała przegrała z instynktem macierzyńskim. Jej wiotka sylwetka zmieniła kształty, by po kilku miesiącach eksplodować. Rozpocząłem nowe życie!

         Odcięcie pępowiny i żyjemy na własny rachunek. Nie w zaciszu matczynego łona, ale w trzewiach rzeczywistości.  W obcym, nowym świecie, w którym już nie jest tak ciepło i bezpiecznie. Ten nagły płacz - przeraźliwy, spazmatyczny - to nasza reakcja na szok narodzin.

         Jedno cięcie skalpelem pozbawiło mnie życiodajnego przewodu. Koniec z czerpaniem matczynych soków. Właściwie to nadal egzystowałem, ale już na zewnątrz, uczepiony sutków. Bezwarunkowy odruch ssaka.

 

 

Pokarm

         Niegdyś dumnie wznoszące się ku górze. Było to takie oczywiste, banalne. Doskonała natura uzbrojona w jędrne mięśnie, utrzymywała te dwie krągłości na odpowiednim poziomie. Teraz ciążą – ciągną ku ziemi. Źródło najdoskonalszego pokarmu.

         Nabrzmiałe, utkane gęstą siatką żyłek, były w pełnej gotowości na każde moje zawołanie. -Pij, pij skarbeczku! - zachęcała matka, wpatrzona w mój pęczniejący brzuszek jak w obrazek. To ten świat zmusił mnie do tego. To tutaj poznałem uczucie głodu. Ssałem więc bez opamiętania, aż piersi matki zrobiły się sfatygowane, zmęczone, nadmiernie wyeksploatowane. Już nigdy nie powróciły do dawnej świetności.

 

 

Mowa

         W końcu przestajemy być biernie ssącym niemowlakiem. -Och! Jak on cudownie gaworzy! - zachwycają się ciotki i babcie. -Ciu ciu, ciu ciu… - ciuciają do dziecka w nieznanym nikomu języku. Później następuje gorączkowe wyczekiwanie, co wypowie pierwsze – mama, czy tata? Znika kolejna bariera. Teraz dzieciaki, to nakręcone katarynki. -Tra la la, tra la la… - wypełnia eter dziecięcy świegot. Tysiącami pytań zarzucają rodziców, by jak najszybciej poznać ten ponoć najcudowniejszy ze światów.

         Dziewczynki są na ogół subtelniejsze. Ich świat lalek jest zdecydowanie delikatniejszy od chłopięcych ciężarówek i rewolwerów z plastiku. Już w piaskownicy, sepleniący jeszcze szczerbole, posługują się językiem mało wybrednym. Jestem tego niechlubnym przykładem. Żałuję wielu słów wypowiedzianych w swoim życiu. Słowo raz rzucone, nie powraca niestety. Milczenie niekiedy jest złotem.

 

 

Pierwsze kroki

         Ciekawi świata wszędzie wtykamy nosa. Wszystko nas intryguje. Wielkimi haustami pochłaniamy kolejny dzień. Każda doba, to kolosalna dawka nowych doświadczeń. -Jeszcze! Jeszcze! - domaga się chłonny umysł, raczkujący w niesamowitej sprzeczności zdarzeń. -Popatrz, ale nie dotykaj. Dotykaj, ale nie próbuj. Próbuj, ale nie łykaj - co rusz wtłacza się w podświadomość berbecia.

         Umiejętność chodzenia zdaje się być dziecinnie łatwa, gdy się ją posiądzie. Ileż upadków i niepowodzeń poprzedza ten fakt. Najpierw wczepieni w ojcowską nogawkę albo w matczyną spódnicę stoimy na trzęsących się nóżkach. Duma i triumf rozpiera małe ciałko, że oto z poziomu przeszliśmy w pion. Kiedy grawitacja okazuje się nieco łaskawsza, nieskoordynowanym krokiem ruszamy przed siebie. -No tak, teraz to już oka nie będzie można z niego spuścić -  wzdychają rodzice, a wszelkie kanty w domu zamieniają się w zaokrąglenia. Wszędzie pełno barykad. Zaś artykuły ogólnego zagrożenia dla wszędobylskiego obywatela wędrują na wyższe półki.

 

 

Wzrastanie

         Na samym początku dysponujemy nieproporcjonalnie dużą głową w porównaniu z resztą ciała, które składa się z malutkich serdelków. Później na stojąco można wejść pod stół. Kolejnym miernikiem jest klamka przy drzwiach. Szybko się z nią zrównujemy. -O! Kontakt! - w dziecięcym zachwycie światło zostaje co rusz zapalane i gaszone. Kreski wzrostu stawiane są coraz wyżej i wyżej. Przerastamy rodziców.

         Pęd w górę jest niepohamowany. W pewnym momencie wydaje się, że nasze ręce sięgają ziemi. Eksplozja wydłużania koryguje to. Teraz zbyt długie nogi i krótki korpus są problemem. Kiedy wszystkie fazy wzrostu dochodzą do porozumienia, z brzydkiego kaczątka przeistaczamy się w pięknego łabędzia. Oto doskonałość natury – cud tworzenia.

         Przeszedłem wszystkie te fazy. Nie przypadła mi do gustu ta z długimi rękoma. -O patrzcie, orangutan idzie! - docinali złośliwcy i dodawali jeszcze: -Ten to ma złodziejskie ręce!  W końcu frustracje mnie opuściły, kiedy otrzymałem w darze coś z łabędzia.

 

 

Dojrzewanie

         Przeładowane klasy, zbiorowość nie tolerująca indywidualnego myślenia, wtłaczanie wiedzy poprzez pamięciowe wkuwanie i kilka innych idiotyzmów charakteryzuje szkolnictwo. Nie umniejsza to jednak olbrzymiej roli, jaką szkoła odgrywa w życiu młodego człowieka. Pierwsze kulfony pisane atramentem, pierwsze litery wyczytywane z elementarza. To tam dowiedziałem się, że Ala ma Asa, a kot ma Alę. Tam ciągnąłem koleżanki za warkoczyki. Tam przełamywałem kolejne bariery niewiedzy. Świat stawał się coraz mniej tajemniczy, kontynenty poczęły się kurczyć. -O kurcze! Jaki on malutki – wzdycham teraz widząc pierwszoklasistę.

         Im wyższa klasa, tym hormony bardziej szalone. Zmieniamy się biologicznie i chemicznie. Na gładkich twarzyczkach wyskakują krosty. W nienagannych dotąd strukturach skórnych bazują wągry. Twarze nastolatków stają się poligonem doświadczalnym dla kosmetycznych specjałów. Szczęściarz ów, kto tego nie doświadczył. Ja cierpiałem ponad miarę, strzelając nabrzmiałymi zmianami ropnymi na prawo i lewo.

         Łaskawsza była mutacja. Prawie tego nie zauważyłem. Nie piałem wstydliwie jak moi koledzy, kiedy stali na środku klasy wyciągnięci do odpowiedzi. Byłem również wdzięczny naturze, że nie musiałem miesiąc w miesiąc chować ukradkiem malutki pakuneczek, jak to czyniły moje koleżanki dojrzewające do roli kobiet.

 

 

Zbiorowość

         Człowiek jest istotą stadną. Kiedy ze sobą przebywamy, mieszają się nasze energie. Po zsumowaniu dysponujemy niezłym potencjałem, mogącym przenieść góry. Takie pomnażanie siły, to konieczność. Jednostka niewiele może zdziałać. W pojedynkę przetrwanie bywa trudne.

         Czasami są w życiu chwile izolacji. To nic dobrego. Samotność szybko obezwładnia. Odbiera chęć działania, komunikowania się. Destrukcja naszego jestestwa jest przerażająca. Nie tak łatwo ponownie rzucić się w wir życia, które nie stoi w miejscu, nie czeka, ale gna do przodu jak opętane. Trzeba chwytać dzień! Tak jakby to miał być nasz ostatni. Trzeba wysysać z niego wszystkie soki i nie zostawiać nic na jutro.

         Lubię konkurować. Moim wyimaginowanym przeciwnikiem jestem ja sam. Wysoko stawiam poprzeczkę. Pokonywanie własnych słabości - to cieszy. Być może doskonaląc siebie sprawiamy, że łatwiej nam współżyć z innymi. Świadomi swoich wad może jesteśmy bardziej przystępni. W samego siebie wejrzeć wnikliwie i z przymrużeniem oka na innych. Może to jest klucz?

 

 

Przyjaźnie

         Ponoć wszystkie przyjaźnie zawiązują się w młodości, później są to tylko układy. Przyjaźń w dzieciństwie cechuje autentyzm. Niekiedy aż do bólu, gdy na podwórku ktoś komuś rozkwasza nos, a po chwili zawierany jest rozejm i powstaje przyjaźń – taka prawdziwa do grobowej deski.

         Moje podwórko znajdowało się w odrapanej czynszowej kamienicy. Choć w punkcie centralnym stał śmietnik, to nie zamieniłbym go na żadne inne. Doświadczałem na nim wspaniałych przeżyć. To tam przyjaźnie mniej lub bardziej trwałe brały swój początek. Obskurne podwórko na stałe ma miejsce w przytulnej szufladzie mojej pamięci.

         Pamięć jest wieczna – przyjaźnie bywają ulotne. -Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - da się słyszeć z ust tych doświadczonych przez życie. Co z tymi, którzy nie będą mieli okazji wystawić swoich przyjaciół na próbę. Może lepiej nie kusić losu, by wokoło nie zrobiło się pusto.

 

 

Rodzina

         Na początku nieufność. Zaborcza walka o każdą głaskankę, łaskotkę, o jak najlepsze miejsce na kolanach u rodzica. Później rywalizacja na całego. Próba sił, argumentów, racji, chęć podporządkowania. I nagle olśnienie! Cierpimy, kiedy on cierpi. Za niego dalibyśmy się pokroić na drobne kawałki. Gotowi jesteśmy skoczyć w ogień. Niekiedy olśnienie ulega wypaleniu, bo nie ma odzewu. Jednak trzeba być dobrej myśli. Drzewo genealogiczne, więzy krwi – rządzą się swoimi prawami.

         Każdy ma swojego protoplastę. Jedynie jajko i kura mają dylemat - kto był pierwszy. U nas to takie oczywiste. Jesteśmy owocem powstałym z miłości duchowej i cielesnej albo tylko cielesnej. Wariant z miłością wyłącznie duchową raczej nie wchodzi w grę. Zatem jeżeli jest nam dane zaznać prawdziwego ciepła rodzinnego, tośmy w czepku rodzeni. Jeżeli nie, nawet najcieplejsza kurtka będzie tylko cienkim bezrękawnikiem.

         Zdarza się, że dopiero w wieku dojrzałym robi się nam ciepło, kiedy sami zbudujemy solidny dom na porządnym fundamencie. Jednak łatwe to nie jest. Błędy swego protoplasty często bywają powielane.

 

 

Miłość

         Nagle zdradzamy rodziców. Zauważamy, że oprócz nich są na świecie również inni, których też trzeba obdarować miłością. Zaczyna się fascynacja. Niekiedy już w piaskownicy rodzice mają konkurentów. Czasami na opak – chcieliby rywalizować, ale nie mają z kim. Z początku to im odpowiada. Później odzywają się niepohamowane instynkty – chęć niańczenia wnucząt. Pytają wtedy niby przypadkiem o kogoś, kogo wcześniej nie tolerowali. -Przyprowadź swoją sympatię na herbatkę - proponują swoim zatwardziałym w samotności pociechom.

         -Kiedy wiadomo, że to właśnie ta jedna, jedyna wymarzona miłość? - dręczy umysł pytanie podczas kolejnego zauroczenia. -A jeżeli dam się usidlić, to przestanę szukać? - pada kolejna niepewność i obawa, co do trafności wyboru. Wygodniej wykrzyczeć, że jeszcze nie teraz! Pogoń za kimś nieznanym, bliżej nie określonym, wydaje się bezpieczniejsza. A może to tylko ucieczka? Oby nie przegalopować za bardzo. Strzały Amora mogą nie dosięgnąć. Kto wtedy winien? Niezdecydowany łowczy, czy płocha łania?

         Mnie się udało! Polowanie zakończyłem strzałem w dziesiątkę. Amor z łuku również ugodził skutecznie. Łatwiej nam teraz poruszać się po tarczy życia.

 

 

Wiara

         Chrześcijanie rodzą się z grzechem pierworodnym i starają przestrzegać dziesięciu przykazań. Wyznawcy islamu wczytują się w Koran i pielgrzymują do Mekki. W hinduizmie wierzą w niezliczoną ilość bogów i w reinkarnacje. Buddyści nie mają osobowego Boga, a stan nirwany wyzwala ich z cierpień i żądz tego świata. W judaizmie trzeba przestrzegać szabasu, zaś chłopców czeka obrzezanie. To tylko pięć wielkich religii świata pośród wielu innych wyznań, a już jaka różnorodność. Jednak wiele je zespala. Każda religia sprowadza się do bycia szczęśliwym i dawania szczęścia innym. Nie wyrządzać zła drugiemu człowiekowi i być zawsze w porządku z samym sobą.

         Jaką religię ja wyznaję? Czyż ważne jest nazewnictwo? Chcę być szczęśliwym i innym dawać szczęście. W swoim wywodzie jestem zapewne mało oryginalny, by nie powiedzieć – pospolity. Któż by tak nie chciał. Tylko dlaczego w życiu jest to takie trudne?

 

Potomstwo

         Koło narodzin i śmierci kręci się nieustannie. Bowiem życie to łańcuszek – obieg zamknięty. Jedni odchodzą, drudzy uzupełniają brakujące ogniwa. Sęk w tym, aby nie przerwać przyjętego porządku, któremu dane było wyjść z chaosu. Czyż nie żyjemy dopóki na kartach historii tkwi choćby drobina nas samych. Wystarczy o nas okruch czyichś wspomnień, aby zasmakować wieczności. Pamięć trwalsza od materii.

         Kobieta moich marzeń i ja, chłopiec z jej snów, chcemy żeby było nas więcej. Nie dla wypełnienia pustki, której nie ma. A może już jest? A instynkty rodzicielskie są właśnie lepiszczem, na zaczynające się uwidaczniać prześwity na wspólnej tarczy życia. Za dobrze nam ze sobą, aby dociekać aż tak nagiej prawdy, szukając tychże prześwitów . Lepiej nie kusić losu. Dziurę i w całym można znaleźć. Po co nam chaos!

         Wypatrujemy nowego życia, jak w wigilię Bożego Narodzenia pierwszej gwiazdki na niebie. Czymże trwanie bez tego wyczekiwania!? I oto cały fenomen życia - fenomen narodzin! Jeszcze jedno w łańcuchu ogniwo.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wieczorkowe autorecytacje - fraszki...

poniedziałek, 04 lipca 2011 23:59

 

 

OSTATNI W LIPCU

POMYSŁ NA CZERWIEC

(część IV)



 

 

            Po wierszach krótkich, po limerykach i po utworach o tematyce dowolnej – dla odmiany fraszka, która była ostanią już częścią poetyckich treści z czerwcowego wieczorka literackiego.

            A co na to „Słownik wyrazów obcych”? Źródeł należy szukać w języku włoskim: od „frasche” (frascze) w liczbie mnogiej, co oznacza „bagatele” – do „frasca” (frascza), co jest po prostu „gałązką”. Zatem słowo „fraszka” może oznaczać jakąś drobnostkę, bagatelkę. Zaś w literaturze fraszka jest krótkim, żartobliwym i wierszowanym utworem literackim, najczęściej na błahy temat, dotyczący jakiegoś zdarzenia lub osoby, zamknięty wyrazistą puentą stanowiącą wyostrzenie myśli lub konkluzję.

            Po tej małej wstawce informacyjnej, podanej tak tylko, co by formalności stała się zadość – oto fraszki brackich poetów w pełnej krasie…

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Gościnność”

Miej serce pełne miłości
nie żałuj niczego dla gości
goście ci podziękują
twoją kieszeń zrujnują

 

 

 

Emilia Szybista

„Cele wyższe”

 

Do wyższych celów jestem stworzony

Stwierdził – odchodząc do wyższej żony

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„Trzecia płeć”

 

Malowane na pstro włosy, kolczyki, korale

Chłopak to, czy transwestyta?

Bo męskości w nim wcale

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Łaciata dama”

 

Pewna łaciata dama, rodem z PGR-u z listy PSL

Dostała się do sejmu, a w nim bardzo ryczy

I do innych osłów krzyczy

Że chaos wszędzie panuje

A lud na wsi głód czuje

-Przecież ta cholera, to nie moja wina

twierdzi opozycja

To nadmiar sfermentowanego wina

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Dialog”

Jeden bąk do drugiego
gdzie wędrujesz znów kolego
lecę szukać nowej żony
bom u starej  poniżony

 

 

 

Irena Michałowska

„Zawiedziony”

 

Moje gorące serce

Wiele zdrad przebacza

Choć zrobiłaś ze mnie

O zgrozo – Rogacza!

 

 

Emilia Szybista

„Optymista”

 

Już nadeszła jesień życia

Radości nie kryjesz

Z Twojej półki dawno biorą

A Ty jeszcze żyjesz

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„O mowo polska…”

 

Gdy słyszę wulgarny przerywnik co słowo

Zastanawiam się:

-Po co chodziło do szkoły to owo?

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Pytanie

Jeden pan pyta drugiego
-Jak tam zdrówko panie kolego
-Och dziękuję, samo zdrowie
Tylko pamięć znikła w głowie

 

 

 

Regina Adamowicz

„Motylem był”

 

Motylem był – nie ptakiem

I skakał z kwiatka na kwiatek

Aż kiedyś wpadł w sidła

I opadły mu skrzydła

 

 

 

Emilia Szybista

„Dziękczynienie z poprawką”

 

Wielbię Cię Stwórco

Za to, co ludzkości dałeś

Jedno bym do poprawki zgłosiła

To… starość!

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„Ku refleksji”

 

Lepiej być utytułowany

Jak wytatuowany

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Przyjaciel”

Przyjaciel do przyjaciela
-No, udana ta niedziela
Zawsze będę ci pomocny
Kiedy weźmiesz dyżur nocny

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Euro bez samobója”

 

Fortuna piłką się toczy

A bramki według Górskiego są dwie
Czym Polaku dojedziesz na Euro?

Czy raczkiem wycofasz się?

W lesie rozkopane są rowy

Tam na autostradzie mostów brak

Stacje i tory wykręca duch srogi

A kibiców trafia szlag

Oby dysydenci nie strzelili sobie samobója

 

 

 

Emilia Szybista

„Przed i po”

Przed…

Kocha! lubi! szanuje!

Po…

Nie dba! nie chce! żałuje!

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„O poetach”

 

Na firmamencie poetyckiego nieba

Coraz to nowa gwiazdka błyśnie

Zanim na orbitę wejdzie

Co niektórych olśni… zachłyśnie…

I jak szybko wzeszła… pryśnie!

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Wamp

Co za wamp jest z tej kobity!
Mówi szwagier niedopity
Gdzie tylko spojrzeć same cuda
Przy niej to nie grozi nuda

 

 

 

Irena Michałowska

„Przestroga”

 

Nie dokazuj moja miła

Nie przeceniaj swego ciała

Byś w tej niecnej grze miłosnej

Ścieżek życia nie splątała

 

 

 

Emilia Szybista

„Noc Kupały”

 

W czerwcu Noc Kupały

Co znaczą te słowa?

Słońce się przesila

Będziem kupałować (kąpać się)

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„Błysnąć”

 

Tatuaż… kolczyk w nosie

Kolczyk na języku

Kolczyk tu… i… tam

Tylko rozumu nie widać

U tych dam

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Pszczoła”

Pszczoła zapyla kwiatek
-Daj więcej pyłku - prosi bławatek
Pszczoła na to: -Nic z tego!
Musi ci wystarczyć kolego

 

 

 

Emilia Szybista

„Obyczajowe”

 

Na nowy model wymienię:

Żonę, samochód oraz sumienie

 

 

 

Ludmiła Raźniak

„By olśnić wielu…”

 

Meteorem geniuszu

Wyspiański w Krakowie

Za życia błysnął

Ale jak to zwykle bywa

Dopiero po śmierci – w pełni

Świat się nim zachłysnął

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Igraszka”

Każda fraszka to igraszka
dla umysłu to zabawa
przed obrazą też obawa

 

 

 

Emilia Szybista

„Strategia wyborcza”

 

Ugłaskaj chłopa

A potem… kopa

 

 

 

Roman Dopieralski

Poeta z Bractwa rodem”

 

Jestem Romek z Koszalina rodem

Piszę wiersz do kartki siedząc przodem

Piszę i piszę – robią się odciski

Tego by mi nie zrobiły

Najcięższe nawet walizki

Kiedy jednak myśl nieco skrócę

Jest ryzyko, że do owej kartki

Tyłem się odwrócę

 


             I to już fraszki koniec! Tym oto fraszkowym akcentem zakończył się również i cały wieczorek literacki zatytułowany „Pomysł na czerwiec”. Mamy nadzieję, że jakiś pomysł na czerwiec został z naszych treści być może wychwycony. Teraz jeszcze tylko oby znaleźć pomysł na lipiec i sierpień, bo we wrześniu - to my już wracamy i znowuż jakiś pomysł podsuniemy.

            A zatem – jeśli chodzi o nasze wieczorki literackie - to żegnamy się do września A we wrześniu ruszymy z wielką pompą, mając naładowane przez wakacje baterie.

 

 

PS  Blogu oczywiście na wakacje nie zamykamy. Bo poeci – tak naprawdę – wakacji nie mają. Wena dopada i nie ma zlituj! Pisać trzeba!!! Zatem dobrych materiałów przez wakacje na tymże blogu z pewnością nie zabraknie!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 325  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545325
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl