Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Nie tylko wierszem, czyli felieton wieczorkowy…

niedziela, 27 lipca 2014 18:50

 

 

Z GĄSZCZU POEZJI

WYŁANIAJĄCA SIĘ

PROZA

 

 

 

         Tytuł tegoż wpisu jest jak najbardziej adekwatny do wieczorkowych treści. Na naszych literackich wieczorkach faktycznie dominuje poezja, co jest rzeczą raczej naturalną. Bo ileż można słuchać tekstów napisanych prozą?

         Tak się przyjęło, że prozę przeważnie każdy sam sobie czyta, zaś co do poezji, to najlepiej jak jest recytowana. Jednak kto na nasze wieczorki nie chodzi, a jedynie zagląda na naszego bloga, nawet owe wiersze sam musi sobie czytać. A gdyby do nas zaglądał, to rozsiadłby się wygodnie, pod ręką by miał słodki poczęstunek, a w eterze płynące autorecytacje Brackich poetów.

         Póki co, do przeczytania jest właśnie tenże kawałek prozy z ostatniego naszego wieczorka literackiego zatytułowanego "Preludium lata". Oto ona, czyli Bracki felieton Romka D…

 

 

 

 

Preludium lata

         Co jest takim preludium lata? Moim zdaniem jest to wiosna. To ona jest taką zapowiedzią lata. To wiosna przygotowuje nas, byśmy z zimowych kurtek w sposób łagodny przygotowali się na letnie wdzianka. Można zatem powiedzieć, że wiosna to taki okres aklimatyzacyjny z zimnego w ciepłe. Jest przysłowie: „I wiosna by tak nie smakowała, gdyby przedtem zimy nie było”. Analogicznie rzecz ujmując, można wręcz powiedzieć: „I lato by tak nie smakowało, gdyby przedtem wiosny nie było”.

         Przyznać trzeba, że wiosna spisała się nieźle. Przedpole przygotowała porządne, by lato mogło teraz pławić się w zieleni pośród bujnej roślinności i spijać poranną rosę z łąk osnutych delikatną pajęczyną. Wiosna nawet drzewa odpowiednio dopieściła, by latem zbierać z nich dorodne owoce.        U kresu dni swoich napoiła je odpowiednio nie żałując deszczowego napoju. A jeszcze nie tak dawno gleba po zimie lodem była skuta. Ileż to musiała się wiosna natrudzić, by ten ogrom skamieliny w kwiecie zamienić! Ileż to kry spłynąć musiało wartkimi nurtami naszych rzek, by teraz na nowo ich brzegi sitowiem i trzciną porosły. A kto co roku sprasza ptactwo z krain dalekich, by  u nas wiły swe gniazda? Jednym słowem wiosna spisała się na medal! A co teraz musi lato, aby nie zmarnować wiosennego trudu i aby jesień nie miała do niego pretensji?

         Moim zdaniem lato musi przede wszystkim dawać dużo, dużo słońca. To przecież lato jabłku maluje rumieniec. To lato swoim ciepłem sprawia, że po zimowym śnie nadmorskie kurorty znowuż ożywają turystyczną gawiedzią. To w lecie nasze blade lico okrywa się złocistą poświatą. To udane lato sprawia, że bociek ma żab pod dostatkiem i wykarmia wtedy cały swój bociani klan. Nie bez kozery mówi się, że lepsze jedno lato niż dwie zimy. Bo to lato właśnie ładuje nasze akumulatory, byśmy przetrwali jesienne słoty, zimowe chłody i przedwiośnia przymrozki. Owszem i latem zdarzają się dni gorsze, wręcz ponure. Jednak mam na to sposób! Wiecie co ja wtedy na to? A ja na to - jak na lato…                           (Roman Dopieralski)

 

PS. I pozostały jeszcze wiersze z drugiej części wieczorkowej uczty. Zajrzyjcie koniecznie, bowiem strawa duchowa będzie przednia!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowa proza…

niedziela, 20 lipca 2014 23:28

 

 

POEZJA

BRACKICH TWÓRCÓW

z...

POŚLIZGIEM

 

(część pierwsza)

 

 

 

 

 

            To dopiero pierwszy wpis w lipcu! Skąd taka długa absencja w naszych internetowych treściach? Ot, proza życia. Ten czas tak szybko leci, zwłaszcza latem, a w szczególności w lipcu. Być może rozleniwiły nas panujące upały? I to potężne upały! Takie od dawna u nas nie notowane. W pierwszej dekadzie lipca byliśmy nawet najcieplejszym krajem w Europie. Jedynie na Sycylii mieli podobne ciepełko. Zaś w Chorwacji padały deszcze, a w północnych Włoszech często grzmiało. Natomiast w naszym Mielnie bywało ponad 30 stopni w cieniu i obecnie też jest podobnie.

            Jeszcze jeden powód mógł spowodować naszą niepiśmienność. To futbolowe Mistrzostwa Świata, gdzie sławetna Brazylia potrafiła przegrać z Niemcami 1:7, a z Holandią 0:3! Pomimo takich sensacji, jest to jednak marne tłumaczenie, bowiem nie każdy jest futbolowym fanem i woli słowo pisane od wpatrywania się w dwudziestu dwóch dorosłych facetów uganiających się po boisku za jedną piłką.

            Skoro tak, wypada nam raz jeszcze przeprosić i zachęcić do poezji, którą zamieszczamy poniżej. Ową poezję niezwykłej urody Braccy poeci zaprezentowali na czerwcowym wieczorku literackim. Oto ona…

 

 

 

 

Helena Szymko

„Preludium lata”

 

Lato odzwierciedla najpiękniejsze barwy tęczy po deszczu

łąki pachnące ziołami i polnymi kwiatami

drzewa okryte szatą młodych liści

i te barwne motyle, unoszące się nad łąkami

jak spadające płatki różnobarwnych kwiatów

słońce już od samego poranka

głaszcze ziemię żarem swych promieni

spływające z nieba, złocistą smugą się mienią

lato, wszystkie uroki przed nami odsłania

między koronami drzew ptaki świergotem umilają nam pobyt

 

lato pieści nasze ciała ciepłym powiewem wiatru od morza

niosąc odgłosy spienionych morskich fal

i górskich potoków spływających szczelinami skał

wybrzmiewa biciem zakochanych serc

gdzie pośród wdzięków natury rozkwita miłość

 

lato to cudowna rytmiczna muzyka

która unosi się ponad nami

współgrająca z przyrodą zagłusza pustkę naszego serca

wybrzmiewając jego rytmem

bo rytm ludzkiego serca to oznaka życia

i melodia ludzkiego istnienia

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„W gęstwinie cudów”

 

Już słowik zaśpiewał w leśnej gęstwinie

I głos jego dźwięczny słodko dziś płynie

A z traw się wyłania kąkol nadobny

Którego strzeże bąk-brzuchacz dorodny

 

Za oknem bławatki, lilie i maki

I cudnych wonności puch wieloraki

Tak wiosna łagodnie zmienia się w lato

Raduje nam oczy świata Kreator

 

Te wonie, barwy i błękitne śpiewy

Mórz falowanie i wietrzne powiewy

Cudu są pełne jak Augustyn mawiał

Lecz przyzwyczajenie cudu odmawia

 

A kto patrzy na Ziemię niebiańsko

Ten dojrzy w stworzeniu wnet rękę Pańską

I serce wypełni treść dziękczynienia

Wdzięcznym Ci Panie za chwile olśnienia

 

 

 

 

Anna Żabczyńska

„Noc czerwcowa-księżycowa”

 

Noc księżycowa perłami rosi

Mgła lazurowa z wód się podnosi

Srebrzą się pola, śpią chaty w dole

Gwiazdy migocą z księżycem się złocą

 

Tam brzoza biała włosy rozwiała

Gdzieś olchy błotne rosną wilgotne

W wodach głębokich ryby pływają

Na nieboskłonie gwiazdy mrugają

 

Noc wonna cicha, wiatr w liściach wzdycha

Tam bębnią bąki w zielone łąki

Z dala na pustym jarze

Pastuch za bydłem gra na fujarze

 

Księżyc pyzaty zadumany słucha

Smętnej melodii starego pastucha

I znów kolejna noc kusząca kwiatem paproci

Łudzi, czaruje i znowu zwodzi licem wspomnienia

 

Darem, co jest bez trwogi

A księżyc nadyma poliki jak banie

Chowając się za chmury nieba

Odpływa śmiejąc się zuchwale

 

Noc pełna czarów powoli umyka

Wyczuwalna tylko dla duszy romantyka

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Otworzyć się”

 

chciałbym inaczej

 

każda doba świętością

z godziny spijać soki

sekundom uciec nie pozwolić

 

życie kochać

 

sens istnienia łapać w locie

w szarości szukając barw

by tęczę mieć na co dzień

 

ludzi kochać

 

bez podziałów i odrazy

w uściskach widzieć moc

nawet pośród ułomności

 

a samemu

 

nie wzbraniać się

pancerze z siebie pozrzucać

otworzyć się

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Pewnego dnia”

 

Pewnego dnia gdy ranek

Oczarowany kwieciem bzu

Gdy wiatr zakończył dawne boje

Uciszył serce rozedrgane

Nadszarpnięte niedoborem snu

Niesforne myśli moje

 

Pofrunęły jak obłok biały

Pośród błękitnych dróg

Przystanął anioł uskrzydlony

Przemówił do mnie dobry Bóg

A ja ze wzrokiem opuszczonym

 

Upadłam przed Nim na kolana

A na modlitwę brakło słów

Rozprzestrzeniała się muzyka

Była otwarta Nieba Brama

Anioł niebieski stanął znów

 

I usłyszałam głos słowika

Był to malutki szary ptak

I najskromniejszy śpiewak świata

Do głębi duszy głos przenikał

A to był chyba Nieba znak

 

Na powitanie… lata

 

 

 

 

Emilia Szybista

„Ballada o niezapominajce”

 

Pewien waleczny rycerz, na imię Karol mu było

Wyszedł nocą na spacer ze swą lubą dziewczyną

Księżyc – srebrna latarnia – przyświecał zakochanym

Dama szeptała czule – rycerzu mój kochany

Ptaszki wdzięcznie nuciły serenady miłosne

A wokół kwiecie wonne, jak to bywa na wiosnę

 

Najpiękniejsze z nich kwitły, tam gdzie bagno zdradliwe

Och Karolu, jęknęła nasza dzieweczka miła

Jeśli nie chcesz mej zguby, swą miłość chcesz okazać

Zerwij bukiecik kwiatków, a będę cię kochała

Prośba twoje rozkazem, wszak był rycerski wielce

Miłości dam ci dowód, z kwiatami oddam serce

 

Jak stał w pełnym rynsztunku, tak wkroczył w kwiecia mrowie

Zrywał białe kwiatuszki, błękitne i różowe

Panienka zachwycona, bukiet musi być piękny

Wołała, jeszcze, jeszcze, rycerzu jesteś wielki

Wejdź dalej kilka kroków tam kwitnie ich najwięcej

Krok zrobił dzielny rycerz by prośbę lubej spełnić

 

Dziarsko jeden krok zrobił i aż dreszcz mnie przenika

W bagno zaczął zapadać ten nasz rycerski rycerz

Jeszcze ostatkiem siły na brzeg kwiatuszki cisnął

I takie oto słowa do damy swej wykrzyknął:

Nie zapominaj…Ka…rola dziewczyno ukochana i bul bul

Krąg na wodzie… rycerza ani śladu

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Pociągnięte kreską słońca”

 

 

Pociągnięte kreską słońca

wcześniej jedynie ledwo przeczuwalne

i uśpione tego co wokół składniki

stają się nagle czytelne

i coraz bardziej realne

 

Dopiero dzięki pociągnięciu

słońca wschodzącego kreską

wtopione dotąd w mrok nocy

ożywają i stają się bliskie

 

Blaski dnia początkowo nieśmiałe

już po chwili zaczynają królować

Myśli znów jaśnieć, chęci działań wzrastać

zaczynają również

dzięki oddzieleniu świtu od mroku

kreską słońca

 

Pociągnięta kreską słońca granica

u budzących się rodzi wdzięczność

i jako drogowskaz promienny

z zarania dnia - bywa niezastąpioną

 

A ileż spraw obiektywnie nietrudnych

nie zostaje nigdy rozwikłanych

bo nie doznały błogosławieństwa

aktu pociągnięcia kreską słońca

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Jesteś”

Jesteś... wędrujesz ze słońcem lata...
(zawsze lubiłaś czerwiec)
przychodzisz w ciepłym dotyku wspomnień

Cienie nasze padają na tarczę czasu
malują pamięć z dobroci jakby wczorajszej
która mieni się w blasku słońca
i drży światłem gwiazd...

Kwiaty czerwca nektarem miodnieją
księżyc lśni pełni blaskiem
"dobrze że jesteś"...a jesteś chwilą
co daje uśmiech lata - szczęście ulotne
tańczące w serduszkach zielonych liści...

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Wszędzie pachniało”

 

Wszędzie pachniało. Moje myśli duszę muskały, labiryntem tajemnie przenikały

 

Palcami rozczesywałam włosy. Zapatrzone w lazurową przestrzeń

liczyłam sznury białych nitek.

Wolno po niebie płynęły, niczym oceanu okręty, od czasu do czasu

spiralne łuki zataczały.

 

W otoczeniu szumiących dębów rozłożyste paprocie cienia użyczały.

Popołudnia promienie grzały, szeroką wstęgą się rozlewały.

Zanurzone w słońcu były jak żagwie płonące.

 

Miedziane obrzeża woń żywicy roztaczały.

 

Wchodziłam w ten świat. Zachłysnęłam się nim. Był pełen powabu i piękna.

O zmierzchu, o świcie, w dzień i w nocy był oazą wytchnienia, tęsknoty, nadziei.

 

Wciąż słyszę jego śpiew. Świat niezwykły. Jedyny. Szczęśliwy. Przy nim ulatywał

gdzieś wysoko, daleko, lęk, niepokój, żal.

 

Wokół zachwycające bajeczne kolory. Marzenia, pragnienia Wszechświat ogarniały.

Przepełnione spokojem w zielonym dywanie traw zasypiały.

 

W oddali leśna symfonia drozdami rozbrzmiewała i ta gra świateł między szuwarami.

 

Na mojej dłoni na chwilę motyl przysiadł. Spojrzał, zatańczył, tęczowe skrzydła rozpostarł.

Chciałam mu pod nogi wszystkie gwiazdy rzucić. Nie zdążyłam. Nie czekał.

Radosny w przestworza odleciał.

 

Spoglądałam w niebo. Zachwycały jego purpury. W pierwszych promieniach lata

w pierwszym Słońca zenicie rozkwitał najpiękniejszy cud natury Życie.

 

 

 

PS Następnym naszym blogowym materiałem, który swoją premierę miał na ostatnim przed wakacjami wieczorku literackim będzie proza, czyli Bracki felieton Romka D. A w nim dywagacje na temat, co jest takim preludium lata? Jak zwykle będzie to felieton napisany z humorem. Bo co jak co, ale Brackie felietony Romka D. figlarne są i już!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 806  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545806
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl