Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Braccy kolorami malują świat

niedziela, 27 sierpnia 2006 18:00

REGINA ADAMOWICZ

Fiolet

 

Fiolet fiołki ubrał kolorem

One się w trawie schowały figlarnie

i usypiały wieczorem

Nocą - świeciły latarnie

Zerwał je chłopiec.

Pięknej dziewczynie dał fiołków całe naręcze

Ona nie wzięła - chłopcem wzgardziła

i rozsypała na tęczę.

Po latach wielu

chłopiec w kościele

został księdzem w pobliskiej parafii

Dziewczyna modli się przy ołtarzu

Zapomnieć już nie potrafi

Widzi fiołki w każdym witrażu...

Żałuje, że chłopcem wzgardziła...

Pod las na spacer chodziła często

Łzy żalu płynęły jak rosa

I tam pod lasem

wyrosły z czasem

zakwitły fioletem

wrzosy...

 

 

Magdalena Heruday

 

Granat

 

granat

nocy z pragnień i lęków

zabiera sny spod głowy

bo trzeba się będzie pokłonić

jasnej nike

lub czarnemu wiatrowi

który będzie nosił

nie nasze kule

jutro

to za chwilę

by razem stanąć

po wspólny dzień

z różnych światów

i serc

i żyć

jutro

z wiarą

że w złączone dłonie

weźmiemy radość

i ją podzielimy

bracie

i siostro

z nadzieją

że gdy przyjdzie

zamknąć oczy

nie zawiąże ich

szal samotności

dzisiaj

nikt nie śpi

 

 

Kaja Kaźmierska

 

 

***

żółtość róż

czerwień tulipanów

i zieleń liści

czy człowiek jest cząstką przyrody?

czy wszystkie ONE są żółte

a ONI czerwoni?

komu przypada w udziale nadzieja?

czy naprawdę

- jak w bukiecie -

są zdolni do niej jedynie ci

którzy widzą świat

zza parawanu większych

silniejszych?

ci

którzy jeszcze nie wiedzą

kim jest odbiorca bukietu

Czy zielone są tylko dzieci?

 

 

PIOTR KORDAS

<>

Żółć

<>

żółć zakryła

listki na gałązkach drzew

jeszcze tak niedawno

były zielone

świeciło słońce

teraz

odlatują

spadają z drzew

wiatr pomaga im wylądować

spokojnie

na trawce

będą tam mogły doczekać zimy

która pokryje je puchem

śnieżnobiałym

 

Joanna Magnes

 

KOLORY ŻYCIA

 

Wielobarwne liście jesieni

wplatają się w delikatną pajęczynę

kolorów życia...

żółty - światło nadziei

rozświetlające najciemniejsze zakamarki duszy

czerwony - promyk ciepła

rozgrzewający zagubione serca

pomarańczowy - zapach owoców

nadający sens życiu

zielony - kolor radości

wypełniający drobne chwile dnia

Wielobarwne liście jesieni

wplatają się w delikatną pajęczynę

kolorów życia...

żółty jak płomień świecy

migocący światłem pamięci

minionych wydarzeń

czerwony jak najpiękniejsze kwiaty

ubarwiające chwile codzienności

pomarańczowy jak soczysty owoc

przyciągający swym zapachem

najpiękniejsze dni

zielony jak pachnące żywicą lasy

skrywające radosne niespodzianki jutra

 

 

Lidia Nowosad

 

Błękit

 

Błękit nieba słońcem oświetlony

Odbija niebieskie promienie

tworząc barwę niebiańską

Tam kłęby chmur znalazły schronienie

i ludzkie marzenia co w nich błądzą

 

Błękit wód słońcem oświetlonych

wznosi się falą wysoką

Rodzi niespokojną barwę tajemnicy

z której wzięliśmy początek

Pragnąc ją poznać

wchodzimy w głębiny

i samych siebie

 

Błękit sukienki oświetlonej słońcem

pasuje do oczu podkreślonych kreską

I blond włosów uczesanych wiatrem

I emocji wznieconych błękitem

I marzeń zanurzonych w niebie

I zatopionej w wodach tajemnicy

 

 

IRENA PESZKIN

 

Róż

 

Róż

książę kolorów,

barwę od róż zapożyczył.

Różowi

stokrotki, storczyki, magnolie

i malwy przystojnej poliki

Kontrast jaskrawy tworzy z zielenią,

gdy z trawy wystrzela

dzwonkami

Serca różowe

kapią z gałązek

na dywan mięciutkiej murawy.

A tam

lwia paszcza ziewa różowo

wśród macierzanki rozłogów.

Opodal

floksy mrugają oczkami

i miła woń się rozsiewa.

Tuż za krzewami i wierzbą siwą

na stawku z bajeczną rzęsą,

jak egzotyczne lotosy

pływają różowe nenufary

Dalej

pergola pełna finezji

lśni girlandami różyczek.

Drobne, zadziorne, pastelowe,

jak lukrowane migdały.

Tak się różowi

ogród mych marzeń

obraz ze snów i wyobraźni

jak bajka

nie całkiem prawdziwy

świat przez różowe okulary.

 

 

Irena Peszkin

Błękit

 

Błękit

zabełtać może w głowie

tak się niebieszczą oczy Twoje.

I niebo wtedy niebieszczeje

po dniu pochmurnym,

gdy już nie leje.

I już zielono mi, i słodko

nawet, gdy mówią mi „idiotko"

spójrz, słońce w purpurze się nurza,

to znaczy, że znów będzie burza.

I cała żółknę, niczym szafran,

ale nie wierzę, że deszcz spaść ma,

a jeśli spadnie, to zbawienny.

Niebo zabłękitnieje wkrótce.

Wtedy różami wymościsz mi życie.

Poczęstujesz czerwonym winem

I zapatrzeni głęboko

w siebie odpłyniemy

w błękit z rubinem.

 

 

Krystyna Pilecka

 

Czerwień

 

Czerwień balansuje na gałęziach klonu

złoto zaprasza do tańca

Suną polonezem przez park

gubiąc rytm

gdy dylu-dylu na patykach gra wiatr

brąz zmęczony opada

dywan tkając opodal drzew

raptem do oberka kolory zrywa

psotnik-wiatr

i tańczą

tańczą do rana

aż je utuli mgła

poranna mgła

diamenty rzuci na liście

rozbłyszczy

srebrzyście kolory

by czar jesieni trwał

i trwał

wreszcie

melancholijnie

deszcz zapłacze

kap kap

i chryzantem kwiaty rozpali

szron

na gałęziach porozwiesza

mroźny zimowy pan

 

 

BOGDA SZYDŁOWSKA

***

Fajerwerki na tle mroźnego nieba

 

czerwień biel zieleń fiolet wyświechtany kopeć również

na granacie mroźnym nieba wyrastają pióropuszem nagłym

roziskrzeniem oczu chciwych są rozmarzeniem co przyniesie nowy rok

są jak w maju jaśmin napęczniały od sytości własnej woni

także chwilą za którą nie trafisz bo gubi pogoń nagle tak jak się tu wzięła

rymem rytmem własnych lśnień niechybnie prowadzona

i czym jest tego nie wyjaśnisz bo uczciwie mówiąc nie potrafisz

gdy w nas samych się rozpuszcza grafit myśli wyzwolonych od nas

i jest ledwie cząstką tego co jest może samą bielą i zielenią etc.  

 

 

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Tak Pisze Bogna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

sobota, 26 sierpnia 2006 20:11
 
 
Bogna Szydłowska 
 
 
 
 
 
   To było w maju

może to przeznaczenie
na pewno tego nie wiem
lecz powiem wam że
nieproste to było nie
i kontynuując ten wątek
bo dramy to ledwie początek
spotkali się byli pod drzewem
a jakim to tego nie wiem
lało więc zaistniała przyczyna
przyjmijmy że jarzębina to była
wprost śliczne i bujne drzewko
baldachy lśniły marchewką
taki kolor miały wtedy
więc rym ten ujdzie od biedy
ona miała męża i syna
a on żonę zostawił gadzina
i dwie córki co były do wzięcia
takoż dom ale wtedy nie miała o tym pojęcia
wiedziała tylko że żona od łoża jest odstawiona
że żony on tej nie kocha
no i że żona to Zocha
ojej ojejej
że jej będzie i chlebem i miodem
że z nim będzie mieć samą wygodę
pod drzewem tym prosto jak z bajki
on jej wciskał te głodne kawałki
ona w niego jak w obraz patrzyła
no i wszystko co mówił kupiła
dalej to była już draka
spód bieluśki on jej podrapał
taką brodę miał szorstką
porozrywał jej stringi i stanik
cały urok jego gdzieś zanikł
jął się do niej dobierać partiami
a ona chciała żeby w całości
wtedy przecież jest więcej radości
no i legli pod drzewem i spoczęli pod drzewem
a co dalej to nie wiem


Sen o lepszym świecie

 

 

Wtulona w sen jak w rękawiczkę

Zarzucam wędkę w środek nocy

I piękną bajkę niczym sen śnię

O świecie lepszym bez przemocy

 

Nie ma w niej nic o ben Ladenie

Ani o śmierci z głodu dzieci

Co znaczy cyklon nikt tam nie wie

A z nowojorskiej World State Center

Znudzony gołąb w miasto leci

 

I śni się bajka-samograjka

Która się plecie, plecie, plecie

O rzeczach dziwnych, niezwyczajnych

O których wy z pewnością wiecie

 

     Rak nie zabija

     AIDS to betka

     W laboratoriach brak wąglika

     Przyznacie sami, że jest pięknie

         Duch optymizmu sen przenika

 

I kiedy budzę się o świcie

Jeszcze omdlała onirycznie

Przez chwilę karmię się złudzeniem

Że żyje nam się fantastycznie

 

 

Bo trzeba myśleć pragmatycznie!

Bo chcieć to móc i tym podobnie!

Baby od dawna noszą spodnie!

Co, że niewiele stąd wynika?

Dramatycznego brak składnika?

 

       Rak nadal groźny

       AIDS nie betka

       W probówkach pełno jest wąglika

       Widać, że strasznie jakoś podle

       Problem mocnego wart lirnika

 

Niezbyt wesoło mi pomiędzy

Pierwszym i trzecim łykiem kawy

Bogu dziękuję za to co mam

Że  stąd  mi dalej do Bejrutu

A za to bliżej do Warszawy

 

I tylko ta nadzieja trzyma

Nadzieja mocno z tym związana

Że w domu mogę spać bezpiecznie

Ot, choćby do przyszłego rana

 

A że sen ziści się � to pewne

Ten sen się spełni w dużej mierze

Optymistyczny jak kwiat wiśni

Zawiera myśl w którą ja wierzę
 
 

 

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiersze Brackich inspirowane dziełami malarskimi

środa, 16 sierpnia 2006 22:36
 

KAZIMIERA SZMIT

 

 TRYPTYK „SĄD OSTATECZNY" HANSA MEMLINGA

 

 

Jakby rozszalała się burza i wtargnął mroźny wiatr

świetliste kolory postaci wzbudzają lęk

obraz jakby chciał mówić

 

w środkowej części tryptyku

jasne skrzydła Archanioła uniesione

wysoko

nad nim na tęczy widoczny Chrystus

z ranami na piersiach i stopach

świetlisty czerwony płaszcz okrywa postać

po obu stronach siedzą prorocy i uczniowie

czekając na wyrok

wysoko w górze unoszą się aniołowie

inni dmą w trąby zwiastując Ostateczny Sąd

stojący z poważną twarzą Archanioł

waży Dobro i Zło

na olbrzymiej wadze sprawdza ludzi i ich uczynki

jedna strona wagi wskazuje grzeszników

których diabły zapędzają w czeluści piekła

strącone toczą się nagie ciała, bezradne, skazane na męki

udręczone przerażone twarze

błagalnie wyciągnięte ramiona proszą o ratunek

na drugiej szali dotykającej ziemi klęczy zatopiony w modlitwie Sprawiedliwy

stąd zasłużeni wędrują po schodach ku wiecznej szczęśliwości

to scena na lewym skrzydle tryptyku: prowadzeni przez anioła

przekraczają bogato zdobioną bramę

której połyskujący złoty łuk każe przeczuwać

że wybranych czekają wspaniałości

 

Dobro tryumfuje nad Złem,

zło czynione przez grzesznika obraca się przeciw niemu

- obraz zdaje się mówić

Przez wszystko, Panie, przemawiaj

bo coraz bliższe mi ostatnie rzeczy

 

 

Ludmiła Raźniak 

 

Tańce w Bougival Renoira

 

 

Taniec radości życia

łączy parę na pierwszym planie obrazu

Ona w białej długiej

wirującej w ruchu sukni

obszytej lamówkami cynobru

jak kolor kapelusza na głowie

harmonizujący z odcieniem jej włosów

bielą cery zmysłowością ust

i delikatnym rumieńcem

Partner w granatowo-połyskliwym garniturze

słomkowym kapeluszu

uwodzicielsko przystojny

z rudawą bródką i wąsem

obejmując partnerkę w tańcu

twarz w pożądaniu do niej zbliża

Rodząca się miłość czy chwila

- myśli ona lekko uśmiechnięta

i twarz w prawo odchyla

ale słów do ucha szeptanych

spuściwszy zasłonki rzęs

z zaciekawieniem słucha

W tle żółtozielone prześwietlone

światłem i błękitem nieba drzewa

z lewej stolik z biesiadnikami

zajętymi rozmową przy kufelkach piwa

z prawej między drzewami

postaci mężczyzn i kobiet

ale patrząc na obraz

widzi się głównie tę parę

u nóg której

na ścieżce w lewym rogu obrazu

mały bukiecik fiołków

Czyżby symbol zgubionej

w wirze tańca i zmysłów skromności?

Całość piękna pełna ekspresji

pastelowo-radosna

wdzięk, postaci czar

poznać mistrza pędzla od razu -

to Renoir

 

 

Beata Piocha

 

CZESZĄCA WŁOSY

WŁADYSŁAWA ŚLEWIŃSKIEGO

 

 

Udaje że nikogo nie widzi

że świat jej obojętny

i te męskie spojrzenia

smakujące

jej profil linią grzbietu

odwrócony od świata

 

obnażona na krawędzi łóżka

w oprawie alabastrowych ramion

nachylona w siebie

przedłuża

w nieskończoność sypialnianej przestrzeni

kobiece misterium

 

u wezgłowia lusterko

pełne jej spojrzeń

choć więcej widzi dotykiem

 

zwierciadlanymi palcami

rozdziela fale ognia

skupiona

odmierzając kosmyk

za kosmykiem kipiącego piękna

 

wynurzona jak driada z błękitu koszuli

uwodzi obietnicą

 

Beata Piocha

 

 

OFELIA

JOHNA EVERRETA MILLAIS'A

 

 

Tak tu pięknie

można się w tych barwach

zatopić bez reszty

 

wśród wonnych kwiatów jaśminu

pod wierzbą

zwaloną wiatrem

o dostojeństwie przedziwnym

obumarłego piękna

 

i co tu robisz

dziewczyno

w satynowej sukience

niczym łosoś płynąca

w miłosne niespełnienie

 

dla kogo otwierasz

wilgotne objęcia

z polnych kwiatów wynurzasz dłonie

 

kto patrzy w twoje papierowe oczy

w twarz perłową - maskę obłędu

 

tak tu pięknie

ty byłaś piękna

jak muszla

 

pusta z rozpaczy

 

Kaja Kaźmierska 

 

WOLNOŚĆ WIODĄCA LUD NA BARYKADY EUGENE'A DELACROIX

 

Francjo!

Polski siostro

takeś bowiem samo zawzięta

uparta może okrutna

 

wiedziesz lud na barykady

każesz bronić

walczyć

zabijać

dajesz i odbierasz nadzieję

 

po co?

czy naprawdę wierzysz w wolność?

czy wierzysz w to

iż człowiek

póki człowiekiem jest

może być wolny?

 

BARBARA BANASZCZAK

  

Wodna kurka

Józefa Chełmońskiego

 

 

już bladym świtem

ledwie mgła ujawniła

pół metra zieloności traw

byłaś u sąsiadki

już wie

jak liczne i gdzie przelatywało stado dzikich gęsi

złączonych pod dziwnym katem

och

i piórka śmiesznie ubarwione

a teraz

kurko wodna

ledwie muskając taflę jeziora

gnasz ze świstem

do gniazda kolejnej wodnej kurki

na plotki - a fe

 

 

KAROLINA KRUK

 

  błękitne tancerki

 

 

możesz wyciągnąć do nich ciężkie ręce

póki są nadal cielesną mgłą

potem poeto nie ujrzysz ich więcej

błysną znikną podobne do słońc

 

jeszcze się będą tak wspinać na palce

jakby nieba dosięgnąć chciały

jeszcze się sączą w tle zgubione walce

nie zaproszone na finały

 

a potem ucichną kroki poeto

trzepot organdyn lekkich i rzęs

i co też się stanie z twoją podnietą

kiedy kurtyny ogłoszą kres

 

jeszcze unoszą się miękkie batysty

nim je rozwieje moc okrutna

w blaski ujęte pod pędzlem artysty

lekko wniebowstępują w płótna

 

Magdalena Heruday

 

PORTRET STANISŁAWA KOSTKI POTOCKIEGO

 

 

witaj książę

 

jeszcze dziś nie w głowie ci

oświecanie narodu

blaskiem bijącym

od sejmowych wiat

choć może marzysz

o jasnej szabli

którą wywalczyłbyś coś dobrego

aby potem

zanieść królowi z ukłonem

 

twoje oczy mierzą wysoko

wyżej

niż siedzisz dzisiaj w siodle

przejażdżką

nim zamienisz je

na Podróż do Ciemnogrodu

 

trzymasz się prosto

żeby później

nie złamać kręgosłupa

pod obcą szablą

 

żegnaj

zawsze się spotkamy

w Wilanowie

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Brackich spotkania pod drzewami

poniedziałek, 14 sierpnia 2006 15:31


REGINA ADAMOWICZ

***

Spotkali się pod wierzbą płaczącą...

W parku przy mostku, przypadkiem...

Ona niemłoda. On także już dziadkiem,

a los ich zetknął niechcący...

 

Usiedli na ławce nad rzeką, przy skwerze.

Rozmawiali o cenach, że wszystko jest drogie,

o życiu, o ziemi, że leży odłogiem.

Rozmawiali dość długo i szczerze.

 

Nagle zamilkła. Ten głos... i rysy... nieobce.

Ona odgadła, on także - z jej miny.

Znali się. Był kiedyś jej chłopcem...

 

On także poznał głos swojej dziewczyny.

To było tak dawno i czas zrobił swoje...

Rozczarowani - zamilkli oboje


ZOFIA FRANAS

 

SPOTKANIE

 

Spotkali się pod dębem rozłożystym

pod tym samym co dwadzieścia lat temu.

Aromat żołędzi otulił ich

woalem pajęczym.

Odnowiona ławka

zapraszała w swe ramiona

 

Wpatrzeni w siebie namiętnym wzrokiem

chcieli powiedzieć wszystko, bez słów,

wyrazić to, co czują serca,

bijące coraz mocniej i mocniej,

tak samo, jak za dawnych lat,

gdy byli jeszcze młodzi.

 

Powróciły wspomnienia

jakby to było wczoraj

Znów byli razem, choć przez chwilę.

Złożyli na ustach namiętny pocałunek

Dłonie splecione mocnym uściskiem

nie chcą już żadnych pożegnań.

 

Dziś siwy włos na ich skroniach

i zmarszczek już wiele

lecz pragną znów być razem

tak jak dawniej, jak kiedyś

by nie stracić tego,

co drugi raz podarował im los.

 

Norbert Grembecki

 

Spotkali się pod...

 

Spotkali się pod

a właściwie obok świerka

- to już ostatni

 

wataha wygłodniałych hien pośród stada gazeli

zbliżali się

kalając białe poszycie germańską myślą

bez pośpiechu - ofiary nie umkną

siekiery odurzone podnieceniem

pojaśniały ich smagłe lica

roziskrzone rzędem siekaczy rozpoczęły

rzeź

 

Galowie ginęli dzielnie

tam nie było łez

- bursztyn nie dojrzał

dowódca stanął naprzeciw świerka

- to już ostatni

dokoła walały się drzewie zwłoki

które wywlekano na drogę

ładując na wozy

 

Unkas spojrzał w oczy katu

znał wyrok - kat przyglądał się drzewu

było największe i najpiękniejsze

skrycie podziwiał je

pożerając ciała smoliste

odłożył siekierę nim padł pierwszy cios

odszedł

 

po chwili wracając z piłą łańcuchową

metaliczny uśmiech dla oprawcy

z nuta ironii dla siekiery

- czysta pogarda dla drzewa

 

choinka - tak je nazwano

dzieci włożyły jej gwiazdę i podarowały serca

z wanilią i cynamonem

drzewko zatrzymało wzrok na przeciwległej ścianie

dostrzegając kawałek siebie

 

- nagie zwłoki z rozpostartymi ramionami

gdy je rozbierano

On wciąż tam był

leżąc na śmietniku choinka odczuła ulgę i współczucie...

Magdalena Heruday

 

HISTORIA JEDNEGO SPOTKANIA

 

Spotkali się pod białą brzozą

ich życia były kruche jak biały opłatek

a świat

stał obleczony w przekleństwo

 

spotkali się pod białą brzozą

gdzie Bóg na chwile zesłał aniołów

i pod Jego dłonią stał się

cud ciszy

 

spotkali się pod białą brzozą

liście się roztańczyły

wiatr zdmuchnął strach z powiek

słońce niebo rozzłociło

 

spotkali się pod białą brzozą

żeby iść po wspólne jutro

dzieląc się oczami z ołowiu

póki ich ktoś nie uleczy

 

spotkali się pod białą brzozą

na drodze do jasności

wiecznej jak Bóg

i ich zapatrzenie

 

PIOTR KAWA

 

OSTATNIE SPOTKANIE

 

Spotkali się pod jaworem,

pięknym, rozłożystym klonem,

który wyglądał majestatycznie,

trzydziestu metrów sięgając koroną.

W buczynowym się spotkali lasku

panna wdzięczna o imieniu: Anna,

i ten oto dorodny młodzieniec,

którego zwano Andrzejem.

 

On i ona, spoceni w słonecznej spiekocie,

złączeni w uścisku... spragnieni miłości...

do swych uszu wyszeptali obietnice

i złączyli uroczyście usta:

- Będziesz moja na zawsze... obiecuję!

- Niech tak będzie, zostanę twą żoną!

 

Umówili się za tydzień pod jaworem,

a opodal błyszczał stawek cudny.

Przyszła panna na spotkanie umówione:

- Gdzieżeś, luby? Niech się ślub nasz stanie!

On pojawił się, niestety, załamany:

Nie dotrzymam obietnicy, mam już żonę!

 

Odszedł... Zbladła, rozżaliła się, niebożę:

- Nie chcesz mnie, to los swój złożę ... w wodzie!

Jednak wrócił, otrząsnąwszy się z uśpienia,

i miłością znowu płonie. A jej... nie ma!

- Gdzieżeś miła? Coś ty, Anno ukochana, uczyniła!?

 

Leży teraz piękna, blada, w stawie na dnie,

On z rozpaczy krzyczy i włosy wyrywa.

Widząc wszystko, jawor aż się wzdryga z żalu.

Kuliste owoce spadają ze smutkiem,

liście nakrzyżległe złowrogo szeleszczą,

przestraszony ptaszek płacze, larum wznosi,

błaga klon o zmiłowanie! I wciąż kwili...

 

Z tej tragedii morał płynie i przestroga:

Nie oddawaj dziewczę przed ślubem „słodyczy",

- nim na palcu spocznie obrączka, dbaj o to,

co raz w życiu tylko możesz ofiarować!

 

LIDIA NOWOSAD

 

DRŻĄCE SERCA

 

Spotkali się pod osiką

drżącą jak zwykle nawet przy najlżejszym powiewie

 

wiatr pieścił liście - one drżeniem odpowiadały

sprawił

że odczuli własne drganie

rąk splecionych w uścisku

ciała przytulonego do ciała

serc bijących pośpiesznie

przepełnionych miłością

 

poddali się nastrojowi

zatonęli w tym odczuwaniu

siebie

 

jak ona go kochała

jak pragnęła by z nią był

jak marzyła by chwila stała się wiecznością

 

jak on ją kochał

jak pragnął z nią zjednoczenia

jak jej pożądał tu i teraz na zawsze

 

zapatrzeni w siebie trwali

w swych pragnieniach kruchych wrażliwych

podatnych na wstrząsy jak ta osika

pod którą stali

 

nagle

poczuli zimny powiew

przywołał ich do rzeczywistości

obudził poczucie winy

dostrzegli szaleństwo czynów

przywarli do siebie ostatni raz

i odeszli

każde w swoją stronę

 

rozhulał się wiatr

przygnał ciężkie chmury

rzęsiste krople

spadły na drzewo drżące

z rozpaczy

 

Beata Piocha

 

Spotkali się pod kaliną

 

Spotkali się pod kaliną

jak w aureoli bieli

i rozchyliły się dłonie

i zapachniały uśmiechy

płatki przymknęły powieki

wstydliwe pod baldachimem

 

- arkadio moja i łasko

pod kalinowym drzewem

miłosnym zdrojem płynąca

przez rzęs ażurowe światło

i skóry żarliwość napiętą -

szeptały dłonie kochanka

 

- czy chwila bywa piękniejsza

niż teraz gdy twe ramiona

warkoczem spełnienia wplatam

w pierś nasyconą rozkoszą? -

szemrały wezbrane jej usta

  a on gwiazdy wspierał dotykiem

 

 

spotkali się pod kaliną

kwitnącą i roziskrzoną

by poznać w niebo zstąpienie

i zasnąć w wonnej kołysce

jak w uniesionych nad światem

objęciach Stworzyciela

 

Ludmiła Raźniak

 

Spotkali się pod...

 

Spotkali się pod konarami rozłożystego drzewa

odurzała młodość i zapach kwitnącej akacji

kocha...nie kocha.. .myślał

zaglądając jej głęboko w oczy

ich usta połączyły się

w miododajnym nektarze

bliskości

 

rozstali się... przekwitła akacja

każde poszło swoją drogą

on wyjechał na studia do Oxfordu

ona została w rodzinnym mieście

gnana tęsknotą i wspomnieniami

często obrywała listki akacji

szukając potwierdzenia: kocha...nie kocha...

coraz częściej wychodziło nie kocha

 

ona więdła z rozpaczy

a akacja co roku kwitła oszałamiająco

i bujniej rozrastały się jej kształty

tylko... jego nie było obok

nie kocha stwierdziła definitywnie którejś wiosny

i połączyła swe losy z innym mężczyzną

 

przyszły na świat dzieci

a szczęście ulotne

jak zapach akacji

rozmywało się w codzienności

postarzała się akacja... ona także...

 

aż którejś wiosny

spotkała pod akacją starszego pana

obrywał z gałązki listek po listku

sercem poznała

zrozumiała że kochał

tylko wówczas

przed laty nie słuchali serc bicia

a listki akacji wróżyły różnie

kocha... nie kocha...

 

KAZIMIERA SZMIT

 

Spotkali się pod...

 

Spotkali się pod rozłożystym kasztanem,

na skraju parkowej alei.

Zdziwienie i jednoczesną radość widać było na ich twarzach.

 

Patrzyli na siebie,

nic nie mówiąc, jakby zatrzymać chcieli czas,

który tak bezlitośnie ich rozdzielił.

 

- Andrzeju, czy to naprawdę dwadzieścia pięć lat

minęło od ostatniego spotkania? - wyszeptała Helena.

- Tak. Wojna wyrządziła ludziom wiele szkód, ale nam chyba największą.

Wiesz, że nie mogłem wrócić do kraju, do Ciebie.

Włochy są teraz moją drugą ojczyzną.

Cieszę się, że po latach mogę cię znów zobaczyć.

 

Z twarzy Heleny, pełnej zadumy i żalu

po krzywdzie przez los wyrządzonej,

można było wyczytać niepewność wszystkich

nieprzespanych nocy, kiedy została sama.

 

Myślała, że nie żyje... Że już go nie zobaczy...

Kłębiły się wspomnienia, myśli plączące czas dawny z teraźniejszym.

I ta ćmiąca pretensja, i niezadowolenie z tego, co się stało.

 

Jakże dużo mieli teraz do powiedzenia...

Każde z nich miało przecież swoje życie.

Nie wiedzieli o sobie nic od chwili rozstania, gdy rozpoczęła się wojna.

 

Poszli do pobliskiej kawiarni, by wskrzesić wspomnienia.

Jednak coś się skończyło, coś odeszło na zawsze...

Ich uczucia stały się inne. Obecna chwila jest ich tylko dlatego,

że było wczoraj, ale jutro już nie będzie ich wspólne

- zaszumiał kasztan, żegnając oddalające się sylwetki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Uzupełniona historia KBL

sobota, 12 sierpnia 2006 12:49
W historii 

Krajowego Bractwa Literackiego

pojawiło się wielu poetów i literatów.

To niektórym z nich zawdzięczamy

powołanie Bractwa do życia

jako Stowarzyszenia.

Wśród założycieli należy wymienić:

Eugeniusza Buczaka

( nie żyjącego już),

Krystynę Pilecką

( aktualną Kanclerz Bractwa),

Kazimierę Szmit,

Tomasza Wojciechowskiego,

Tomasz Wiśniewskiego

( Pierwszego Kanclerza Bractwa),

Annę Krystynę Kordiasz

( nie żyjącą już),

Jerzego Szafirowicza

i wielu innych.

 

Niektórzy nasi członkowie

przez pewien okres swego życia

aktywnie z nami współpracowali

i uczestniczyli

w różnorodnych przedsięwzięciach.

Teraz zaprzestali aktywnej działalności,

co nie znaczy,

że porzucili pisanie.

Na pewno tworzą nadal,

ale nie uczestniczą już tak aktywnie

w życiu Bractwa.

Może kiedyś

znów do nas powrócą

i podejmą się

wszechstronnej działalności.

Są to:

Jan Lutobarski,

Piotr Kawa,

Urszula Maria Rajch,

 

URSZULA MARIA RAJCH

 

 

MIŁOŚĆ

 

przyciężką łapą

przygarnia mnie

i utula

 

robi herbatę z malin

 

głaszcze

po przepoconych włosach

 

niezgrabnie poprawia

przygniecioną poduchę

 

- bajko ty moja -

szepce do ucha

 

 

Zofia Franas, Monika Enerlich,

Barbara Banaszczak, Emilia Ziber

 

 

EMILIA ZIBER

 

*** 

 

Czy patrzeć można na minione dzieje

przez oko które dziś „ocenia"?

czy spotkać jeszcze dzisiaj można

bezinteresownego człowieka?

spojrzeć w gwiazdy naszym bystrym okiem?

oddać się bezgraniczne niebu?

 

Nie pozwala dzisiaj na to praca

praca i tysiąc rzeczy

od świtu do świtu

 

W poszukiwaniu ciszy człowiek

udał się dziś do ... supermarketu

To jedyne miejsce ludzkiej rozrywki i relaksu

które oferuje reklama

 

Czy spotkać można dziś kogoś „stąd"?

czy wszyscy przybyli z planety „Nie mam czasu"?

 

Czy wartość pochodzi jest z ludzkich rąk i z serca

czy tylko z ilości doczesnych zapasów?

 

i wielu innych zacnych twórców.

Nie wymieniliśmy tutaj twórców młodych,

bo im poświęciliśmy wcześniejszą notkę. Zapraszamy

do przeczytania Archiwum!!!

 

Na pewno wiele osób pominęliśmy,

ale wyłącznie z nieświadomości.

Jeśli tylko dotrzemy do nazwisk

innych zacnych Braci

współtworzących Bractwo,

natychmiast uzupełnimy notkę.

Pozdrawiamy!!!

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Laureaci Ogólnopolskiego Konkursu "Istota człowieka" 2002

piątek, 11 sierpnia 2006 10:58
 

 

LAUREACI VII Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "ISTOTA CZŁOWIEKA" 2002

Jury w składzie :

Beata Piocha - przewodnicząca

Maria Górska - członek

Krystyna Pilecka - sekretarz

Na posiedzeniu w dniu 25.09.2002 r  oceniło prace nadesłane na konkurs „Istota Człowieka". Na Konkurs wpłynęło 27 zestawów poezji, 6 zestawów prozy i 6 zestawów fraszek i satyr. W sumie 195 prac. Nagrodzono następujące utwory :

w kategorii poezja

I miejsca - nie  przyznano

II miejsce ex aequo  „Rodop" Roman Dopieralski - Koszalin

II miejsce ex aequo „Niobe" - Lidia Nowosad - Koszalin

III miejsce ex aequo „Laos" - Andrzej Symonowicz - Koszalin

III miejsce ex aequo „Tycha" - Justyna Dalecka - Koszalin

Wyróżnienia:

„Wrzos" - Teresa Opacka - Ustka

„Ocelot" - Regina Adamowicz - Koszalin      

„Grot" - Błażej Adamowicz - Koszalin

„Mandragora" - Kazimiera Szmit - Koszalin

„CH.O.H" - Dorota Wardecka - Koszalin

„Orka" - Irena Peszkin - Koszalin

w kategorii proza - nagród nie przyznano (nadesłane prace nie odpowiadały tematowi konkursu)

w kategorii satyry i fraszki

Wyróżnienia:

„Wrzos" - Teresa Opacka - Ustka

„Chochlik" - Anna Krystyna Kordiasz - Koszalin

„El - Ef" - Ludmiła Rażniak - Koszalin

„Czterdziestolatek" - Grzegorz Chwieduk - Kępice

Dodatkowo jury postanowiło wyróżnić  drukiem w  tomiku pokonkursowym następujące  osoby:

„Januszek" - Jan Wanago - Wrześnica

„Sabcia" - Marta Janiszewska - Sianów

 

II nagroda ex aequo w kategorii poezji - „rodop" ROMAN DOPIERALSKI

 

CIENIA  BLASK

 

Życie - talia odkrywanych kart

Radość dnia, smutek nocy

Żelaznym uściskiem splecione

Promyk słońca?

Nieprzeniknione ciemności?

Sens odnaleźć!

Gwiazda ściągnięta na ziemię

Marzenia wyswobodzone z ram

Blask, jasność ... warto

 

Czas - nieuchwytny motyl

Kwiatu nektar, goryczy smak

Nieposkromione zegary

Bez skazy lico?

Bruzdami poorana twarz?

Sens uchwycić!

Kroczące z przemijaniem radości

Rozpromieniona jesień

Blask, jasność.. .warto

 

Dziś - na rozdrożu los

Codzienności harmonia, kariery pęd

Czas kreśli scenariusze

Osiągnięty wymarzony cel?

Życia boczny tor?

Sens dostrzec!

Za uzdę wczepiona dłoń

Nieprzetarte szlaki goreją

Blask, jasność... warto

 

Jutro - prostują się znaki zapytania

Oblicze swobodne, w niewoli jaźń

Wiele twarzy przyszłość ma

Wypełniony gwarem dom?

Tląca w kominku samotność?

Sens mieć!

Pancerzem okryta słabość

Rozświetlony cienia mrok

Blask, jasność... warto

 

II nagroda ex aequo w kategorii poezji „Niobe" Lidia Nowosad

 

WSPOMINANIE

 

Wspominam przeszłość

Burzę życia

Bagaż cierpień

Gamę doświadczeń

Przepisy na nudę

Wracam w czas młodości

Sięgam po pamięci znaki

Widzę błędy

Czynione zło

 

Wracam do przeszłości

Przeżywam wszystko od nowa

Omijam zakręty życia

Doświadczam dobrego

Naprawiam błędy

Odkupuję winy

 

Powracam w teraźniejszość

Uniewinniam samą siebie

Z nową twarzą tworzę własne ego

Staję się czysta nieskalana

Godna zaufania

Wzór do naśladowania dla innych

 

O gdyby można było

Wygumkować przeszłość

Dopisać erratę do minionego czasu

Wyeliminować niedoskonałości

Żyć według najlepszych wzorców

Bylibyśmy wtedy bliżsi

... ideałowi?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Laureaci Ogólnopolskiego Konkursu" Istota człowieka"- historia 2000

piątek, 11 sierpnia 2006 10:54
 
 

LAUREACI V Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "ISTOTA CZŁOWIEKA W CZASIE" 2000

 

JURY w składzie:

Elżbieta Szwaczko - Przewodniczący.

Anna Drozdalska - Członek Komisji.

Barbara Świderska - Członek Komisji.

Krystyna Pilecka - Sekretarz.

po ocenie utworów literackich postanowiło przyznać:

miejsce i nagroda główna - nie przyznano.

II miejsce w dziedzinie poezji przyznano:

Joanna Jankowska - Bobolice - Godło: „Kormoran".

Bogusław Janiczak - Darłowo - Godło: „J.Ludomir".

III miejsce:

Beata Piocha - Koszalin - Godło: „Skaza".

WYRÓŻNIENIE w dziedzinie poezji przyznano:

Anna Kordiasz - Koszalin - Godło: „Bartosz".

WYRÓŻNIENIE w dziedzinie prozy przyznano:

Bogusław Janiczak - Darłowo - Godło: „J. Ludomir"- opowiadanie pt. „Włóczęga".

 

 

II miejsce ex aequo Joanna Jankowska „Kormoran"

 

***

z końcem lata

umiera życie

 

biedronki

pogrzebią je w lesie

a nimfy zapłaczą

 

na gołej polanie

odprawią mszę cichą

zaproszą wrzosy

i drzewa

a elfy zatańczą

 

pod złotą kopułą

będzie padało

mech westchnie

smutno

a gnomy zanucą

 

tylko nadzieja

z kwiatem paproci

we włosach

odejdzie daleko

śląc uśmiech

tajemny

 

LAUREACI V Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "ISTOTA CZŁOWIEKA W CZASIE" 2000

 

JURY w składzie

Elżbieta Szwaczko - Przewodniczący.

Anna Drozdalska - Członek Komisji.

Barbara Świderska - Członek Komisji.

Krystyna Pilecka - Sekretarz.

po ocenie utworów literackich postanowiło przyznać:

miejsce i nagroda główna - nie przyznano.

II miejsce w dziedzinie poezji przyznano:

Joanna Jankowska - Bobolice - Godło: „Kormoran".

Bogusław Janiczak - Darłowo - Godło: „J.Ludomir".

III miejsce:

Beata Piocha - Koszalin - Godło: „Skaza".

WYRÓŻNIENIE w dziedzinie poezji przyznano:

Anna Kordiasz - Koszalin - Godło: „Bartosz".

WYRÓŻNIENIE w dziedzinie prozy przyznano:

Bogusław Janiczak - Darłowo - Godło: „J. Ludomir"- opowiadanie pt. „Włóczęga".

 

II miejsce ex aequo Joanna Jankowska „Kormoran"

 

***

z końcem lata

umiera życie

 

biedronki

pogrzebią je w lesie

a nimfy zapłaczą

 

na gołej polanie

odprawią mszę cichą

zaproszą wrzosy

i drzewa

a elfy zatańczą

 

pod złotą kopułą

będzie padało

mech westchnie

smutno

a gnomy zanucą

 

tylko nadzieja

z kwiatem paproci

we włosach

odejdzie daleko

śląc uśmiech

tajemny



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mamy wydać Antologię

środa, 09 sierpnia 2006 0:13
 
 
 
 
Odbyło się spotkanie Bractwa
w sprawie wydania Antologii
z okazji 10- lecia Konkursu
"Istota Człowieka".
Co prawda w tym roku,
będzie to już 11 edycja
tegoż konkursu,
ale dopiero teraz udało się nam
zrealizować przedsięwzięcie
dotyczące wydania
rocznicowej Antologii.
 
Pozyskaliśmy fundusze na publikację!!!
 
 
Zostaliśmy dofinansowani
przez
Wojewodę zachodniopomorskiego
oraz
Starostwo Powiatowe w Koszalinie!!!
 
 
 
 
  Antologia ma zawierać dwie części.
W pierwszej
mają się znaleźć
zwycięskie utwory
z 10 lat istnienia konkursu
na arenie ogólnopolskiej,
a w drugiej,
swoje wiersze zaprezentują
aktualni członkowie
Krajowego Bractwa Literackiego
w Koszalinie.
 
W II części
znajdą się również wiersze
poświęcone Koszalinowi.
 
Mamy nadzieję,
że na jesieni
książka opuści drukarnię
i pachnąca drukiem,
dotrze do rąk
miłośników literatury pięknej.
 
 
 

 
Trzymajcie za to kciuki!!!

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Takich letnich doznań nie znacie, więc poznajcie!!!

niedziela, 06 sierpnia 2006 21:05
 
 





 Romana Dopieralskiego
  wiersze o lecie           

DOSKONAŁY

 

Powstał z miliona blasków

kochanek - żarem uwrażliwiony

W dotyku skupia pieszczoty

a rozpalonym w oku ogniskiem

zachłanne przyciąga ciała

 

Już wdziękiem oplótł promienistym

zniewolił tchnieniem, omamił

Czerpiąc z mocy nieziemskich

najbardziej nawet samotne serca

ze zmierzchów uleczyć gotowy

 

U kresu dnia, aż po horyzont

głodne odprowadzają go spojrzenia

W błękitnej poświacie gorejący

opuszcza wszystkie kochanki

na nowo miłując o świcie

 

Owiew

 

Słońce topielca udaje

Pienisty atak fal

kanonadą głaszcze ląd

A niebo goreje

U dnia schyłku

karminowym obłożone kompresem

sięga po nocy płaszcz

I ta tęcza

Rozszarpywana przez wiatr

w zachłannych źrenicach

piętno swe wyciska

Jak z plaży piasek

przemycany w butach

do domu

 

SEN O SŁOŃCU

 

Słońce o mój parapet się oparło

Wstawaj! Nowy dzień zapisać trzeba!

Rzekło i do pokoju się wdarło

 

Wpierw otworzyłem jedno oko

A kiedy drugie mu zawtórowało

Słońce było już wysoko

 

Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz!

Krzyknąłem, kryjąc się w pościeli

Dopiero południe! Na próżno się trudzisz!

 

Ognista kula nie ustępowała

Gdy chrapnąłem ponownie

Jeszcze goręcej w okno zajrzała

 

Wilgocią pokryło się czoło

Kołdra parzyła me ciało

Straszny ukrop panował wokoło

 

Dajże pospać! - wrzasnąłem co sił

Z łóżka się wyczołgałem

Zasłoniłem zasłony, bym dalej śnił

 

A sen był cudowny! Leżałem na plaży

Szum fal koncertował miarowo

Słoneczko przygrzewało, a jam marzył...

 

Jego promyki głaskały mile

Uśmiech też świetlistej kuli udziałem

To były cudowne chwile

 

Kiedy zrealizować chciałem senne marzenia

Wyjrzałem przez okno... i wiecie co?

Słońce powiedziało mi: -Do widzenia!

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ci, co piszą w wieczności

niedziela, 06 sierpnia 2006 20:18
 
 
Musimy pamiętać o tych,
którzy od nas odeszli,
by
tworzyć nadal,
ale w wieczności,
do której się przenieśli,
a może inaczej,
do której dotarli,
po skończonym
ziemskim pielgrzymowaniu.
Są to:
śp.
Eugeniusz Buczak
- założyciel
Klubu Literackiego Stowarzyszenia Przyjaciół Koszalina
 
Wendowie
 
 
Zardzewiały skrzyp historii
zawraca mnie w czas
morskich i nadmorskich twarzy
w przestrzenie niebieskiego ognia
krajobrazów z żaglami
okrzykami jak miecze.
 
 
To Wendowie
pod niebem powszedniości
werblami kroków
bronią nienaruszalne trwanie
żółtej pomarszczonej codzienności.
 
 
Słońce wzejdzie owocem kolorowym
Wend wpatrzony w swoje grody
przebija je, śni jawność potęgi
praojców, pradziadów
Koszaliców.
 
 
Nie wie, że już pleni się
wrogi jad w dłoni morskich wiatrów.
Jego płomienne trwanie
nie zgubi własnych tropów.
 
 
śp.
Anna Krystyna Kordiasz
 
 
***
 
Nic nie mówią dzwonki
przy drzwiach rozdzwonione
jak dzwony kościelne
Znowu deszcz ciężki jak łza
znowu modlić się będą beze mnie
Bolą ręce splecione tak długo
choć podobno to innych nie męczy
Lecz w sercu głęboko mi gra
może to nie ręce tulone dręczy
 
 
 
 
śp.
Teresa Opacka
 
 
 
Nam przesłanie
 
 
Mili- kochajmy ludzi i życie,
szukajmy piękna w przyrody tchnieniu,
w jej dźwiękach, kształtach, tęczowych barwach, nawet w maleńkim, skromnym stworzeniu. Szanujmy inność każdego człeka,
jeśli nie burzy porządku rzeczy.
I rozsądzajmy wszelkie waśnie
bez używania, niezgody mieczy.
Dbajmy o naszą planetę- Z i e m i ę,
chrońmy jej łąki, sady i lasy,
glebę i wody, nad nimi niebo.
Niechaj trwa Ziemia po wszystkie czasy.
 
 
 
Zadumanie
 
 
Błyskawicznie umyka wiosna życia
po czym jesień smętkiem nas kolebie.
Noce skąpią błogich, sennych marzeń,
dnie ujmują błękitu na niebie.
Próbujemy w zwierciadle pamięci
wskrzesić, lat minionych, barwne chwile,
lecz te jawią się jak mdłe pejzaże,
jak spłowiałe, niemrawe motyle.
Wszystko bowiem tonie w odmętach nicości. Póki co- światu, ludziom i sobie
nie szczędźmy dobroci i miłości.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Młodzi twórcy w historii Bractwa

piątek, 04 sierpnia 2006 20:58
 
 
 
 
Nowsza Historia
Krajowego Bractwa Literackiego
 
 
Przez szeregi Bractwa
przewijało się wiele pokoleń:
młodych, nieco starszych,
dojrzałych
i w tzw. "w kwiecie wieku".
 
 
Członkowie Bractwa działali okresowo
bądź
bardzo aktywnie,
bądź defensywnie,
zależnie od sytuacji życiowo- losowych.
Niektórzy zaniechali współpracy,
ale nie zerwali całkowicie kontaktów.
 
 
Kto raz wstąpił w szeregi
i został członkiem Bractwa Literackiego,
nadal nim pozostaje,
niezależnie od
systematycznego udziału
w spotkaniach
i działalności
na niwie twórczej,
bowiem nie zdarzyło się,
aby ktoś wypisał się z Bractwa.
 
 
I tak do Bractwa należą tacy młodzi twórcy jak:
 
 
Karolina Kruk
 
 

Jej pierwszy wieczór I

 

roztrzepotały się światła maleńka

miękko rozlane po porcelanie

pewnie o tobie tam teraz nie wiedzą

że im się zaraz zjawiskiem staniesz

możesz się jeszcze cofnąć dziewczyno

nim cię skraj sukni pociągnie w ocean

nim cię pochwycą w ramiona książęta

i w ciemne włosy wsuną spojrzenia

można cię jeszcze ochronić maleńka

zanim dościgną cię palce i wzrok

nim będziesz stała dziecko dziewczyno

jak te kwiaty spłonione u twoich rąk

można cię jeszcze schować przed światłem

oczy przesłonić zanim znajdzie je blask

można zatrzasnąć cię w ścianach bezpiecznych

lecz na co dziewczyno ci taki czas

dla ciebie piękna te oczy wodzące

i uśmiech zbłąkany w kącikach warg

więc dziś mu nie wzbraniaj dziecko dziewczyno

raz cię zabrać jeszcze dalej niż w świat

 

Inez Popko

 

Piękna Helena (Modrzejewska)

 

w epoce długonogich kielichów

świeczników kłamstw i kłamstewek

gdy nawet łyżeczki do konfitur

znaczono emblematem

pani

z fajansowym wdziękiem zdobiłaś afisz i scenę

fortugałów flandryjskich fasonem

fiszbinem i aktem

w kolorze brzoskwiń dojrzała

jak gwiazda na firmamencie

w brabanckim kołnierzu

z wyrafinowania nadętym

mogłaś Elżbietą być

mogłaś Julią Ofelią i Desdemoną

a cóż ci z imienia zostało dzisiaj

kilka pamiątek

głupstw sukien zabawek

garstka anegdot portrety

ulica co z igieł

modrzewiom powplata wstęgi

może widziałaś zza chmurnej kurtyny

jak kamienicę tam wczoraj burzyli

a chłopcy z pestek strzelali do gołębi


Kaja Kaźmierska
 
 

DESPOTA

*

Mam do ciebie dużą rezerwę zaufania

więc nie chcę być twym uchem

by ci nie ograniczać słuchania

ale z chęcią przyjmę twej komórki posadę

by zawsze móc się rozładować

gdyż wyznaje zasadę

że wierność jest nietrwała i bywa czasem zgubą

lepiej zatem cię kontrolować

niż lojalność sprawdzać próbą

*

Nie pragnę również ograniczać ci pola widzenia

więc nie będę narządem twego wzroku

za dużo bym miała do rządzenia

ale stanę się twymi okularami

by zdążyły zaparować

nim ktoś cię omami

„Ty jesteś całym moim światem”

zimą, jesienią, latem mawiałaś

zamienię się w twe okno także

byś taki świat widziała

 
 
 

PIOTR KORDAS

 

***

żółć zakryła

listki na gałązkach drzew

jeszcze tak niedawno

były zielone

świeciło słońce

teraz

odlatują

spadają z drzew

wiatr pomaga im wylądować

spokojnie

na trawce

będą tam mogły doczekać zimy

która pokryje je puchem

śnieżnobiałym

 

 

Magdalena Heruday
 
 

POKOLENIE JANA PAWŁA II

 

jeszcze nie wiedzieliśmy
jakie granice
nam wytyczono
a już
nas skreślili
ci co wcześniej
poznali życie
i w to miejsce
wpisali
nic

nie dali nam
sztandarów
a potem krzyczeli
że nie mamy
za czym iść

więc poszliśmy
z niczym
w drugą stronę
cicho złorzecząc

aż dostaliśmy
światło
do ręki
i ciche szczęście
którym się trzeba
połamać

 

 

Magdalena Marczak

 

PRZEISTOCZENIE


jestem sobą

(Jan Kowalski,

lat 32,

głęboko wierzący,

wykształcenie wyższe)

ale to, co poza mną
krzyczy
(decybeli dwieście)

a dźwięki
(częstotliwość duża)
wpadają do

mojego-niczyjego,
zmęczonego

przewidywalną teraźniejszością

(rutyną)
ucha (aparatu słuchu)

drążą
(na wskroś przenikają)
stają się mną

(Kowalskim Janem)

ja staję się wrzaskiem
(nieskomplikowanym drganiem)
morduję
(nożem kuchennym
ze stali nierdzewnej).



Dominika Pawczyńska

***

 

otwieranie

zamykanie

podglądanie

dokładanie

domykanie

przeciąganie

wyciąganie

dorzucanie

upychanie

i zerkanie

i wzdychanie

odchodzenie

powracanie

przestawianie

potrząsanie

zgadywanie

i milczenie

a nocą szepty

a nocą cienie

 

 

KRZYSZTOF PLEWA

 

***

Usta ........

stworzono do pocałunku...

pocałunek .........

tworzy dwoje ludzi

moje usta ............

wypowiedzą mądrość

a rozmyślanie mego serca

— roztropność...

Usta ........

stworzono do pokazywania

urody uśmiechu

.......piękna kobiety

i mężczyzny

pilnujmy czasem swych ust

by za daleko nie zaszły...

 

 

 

PIOTR SURMACZ

 

***

Bo bez miłości

nie da się być

bez miłości

nie da się żyć

tak bardzo kocham

tak bardzo potrzebuję

ja tu

teraz

kocham

ty tu

teraz

kochaj

 

 

 

Norbert Grembecki

 

 

Ziemio

 

Ziemio

przepraszam

za myśli płochością zroszone

za czyny w nadmiarze obaw spalone

za to co mogłem

za źdźbła trawy przydeptane

błędnym śladem ścieżek wielu

za pierwiosnki rozszarpane

krwią wersetów bez celu

za próżne sumienie

nie chciałem lepszym się stać

tak bardzo ciebie kocham

i cóż ci mogę dać?

Ziemio

przepraszam

za drzewa żywcem ze skóry obdarte

za rzeki srebra żywego martwe

za to że napełniam cię pustym

współczuciem dla twego cierpienia

Ziemio

przepraszam

choć to niczego nie zmienia

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nasza Interpersonifikacja

piątek, 04 sierpnia 2006 15:59

ROMAN DOPIERALSKI

 

 

TRYPTYK

I

DZIEŃ 

„jak po burzy spokój

- tak po nocy dzień nastaje”

Oto moja maksyma

do życia mojego pasuje jak ulał

a długie to było życia

choć kochania w nim niewiele

bom pogodzić się nie mogła

z tym, co posiadałam

 

ot, histeryczka! – powiecie

ale dzielną patriotką też być potrafiłam

przy swoich przekonaniach politycznych trwając

 

nawet kiedy po klęsce

powstania styczniowego

życie swoje musiałam

wieść znacznie uboższe

 

gdzież te rodowe herby?

ta pierwsza niespełniona miłość?

to naręcze nenufarów

i wyśnionego twarz piękna?

 

II

NOC


Potem on,

choć szlacheckiego pochodzenia

cudzymi administrował majątkami

pasował do mnie jak wół do karety

ten jego praktycyzm

i brak romantycznych porywów

ta pospolitość ograniczonego prowincjusza

 

to w ożenku z tym

wyznającym kult pracy człowiekiem

który przeciwnościom losu się nie poddawał

upatrywałam przyczynę

wszystkich swoich prawdziwych

i wyimaginowanych nieszczęść

 

niepowodzenia i konflikty

spowodowały że całą swoją uwagę poświęciłam dzieciom

i choć ciągle rozpamiętywałam dawne dzieje

już bym nie potrafiła

być taką samą jak dawniej osobą

 

 

III

ŚWIT

 

O ironio życia!

jego miłość,

której posiadał za nas dwoje

zaowocowała związkiem trwałym i lojalnym

 

to dzięki niemu dojrzałam

do zrozumienia harmonii

życia małżeńskiego

od wewnątrz godząc się z losem własnym

 

a on zestarzał się u mego boku

i zaznał choć spóźnionego

to jednak na swój sposób

wielkiego miłowania

 

być może, jestem symbolem

sentymentalnej egzaltacji

przerostu ambicji i pragnień

nad realnymi możliwościami

ale chorobliwych uczuć w końcu się wyzbyłam

 

Ja, Barbara Niechcic, z domu Ostrzeńska

męża mojego Bogumiła czcić będę po wsze czasy

a gdybym raz jeszcze narodzić się miała

z Serbinowa i Krępy uczyniłabym raj na ziemi

 

 

Magdalena Heruday

 

 

 

Ja, Katarzyna II

 

Weszłam do obcego mi pałacu

i nie zważając na nic wspięłam się

wysoko po schodach

sięgnęłam po to

co było

prawie pod samym niebem

i strąciłam w dół drewniane

marionetki

już mi niepotrzebne

Stasiu

co cię zwą królem

chciałeś żeby obracać cię w palcach

jak jedną z tych drewnianych lalek

ale dając swoje błogosławieństwo

nad twoją koroną

a ja ci ją zdjęłam z głowy

pozamykałam drzwi na klucz

spaliłam sentymenty

i gdybym chciała się dowiedzieć

jakie mają one kolory

rozchyliłabym palce

i nie wiem

co by mi z dłoni

wypadło

może nowa granica

na mapie

 

Karolina Kruk

 

 

 

Madame Récamier

 

byłaś pani łabędziem

przez chwilę

gdy łóżko przypływem podeszło

na smukłych nogach

pod samą miękkość

kaszmiru

 

jakaś ty piękna

pani

 

i któż by cię podejrzewał

aniele

o palce krwią podszyte

i schody jęczące pod stopami

gdy w niebo idziesz

lub ból

 

i gdy się nagle stajesz

wąskim księżycem

pod powiekami

poetów

 

 

LIDIA NOWOSAD

 

 

Kamiennym krzyczę głosem

 

Skamieniałam

Skamieniało serce

Skamieniało oblicze

Skamieniało cierpienie

Skamieniało wspomnienie

 

Miałam dzieci

Siedem dorodnych córek

Siedmiu dorodnych synów

Wielokrotną dumę

Wielokrotną radość

Wspaniałą przyszłość

 

Żyłam dla dzieci

Żyłam dziećmi

Żyłam w dzieciach

Kochałam

Byłam kochana

Dzieliłam miłością

 

Ja matka Niobe

Kobieta rodzicielka

Płodna niewiasta

Wydałam potomstwo światu

Pielęgnowałam nocami

Wychowałam w trudzie

 

Jedna kpina skierowana ku Leto

Jedno małe szyderstwo

Wyśmianie macierzyństwa bogini

I spadła na mnie kara

Surowa kara

Straszna sromota i zagłada

 

Wybiła Artemida me córki

Przebił Apollo mych synów

Odebrano im życie

Nie jestem już matką

Bo nie mam już dzieci

Moich ukochanych dzieci

 

O niedolo

O rozpaczy

O cierpienie

 

Zawodziłam z bólu

Wyłam z rozpaczy

Głos mi odjęto

 

Wypłakałam morze łez

Łez zabrakło

Wyschły oczy

 

Poszłam w góry

By być bliżej dzieci

By być bliżej nieba

 

I na to nie pozwolili

Zamienili w kamienny słup

Unieruchomili na wieczność

 

Stoję skamieniała

Kamiennymi płaczę łzami

Kamienne wydaję odgłosy

Kamienne we mnie cierpienie

Kamienne we mnie wspomnienie

 

 

Beata Piocha

 


 

MONOLOG DLA PENELOPY

 

 

Mówią wszyscy że zginął

ale nie dla mnie

nie dla mnie

 

Wzywam każdego ranka

wypatruję okrętu

 

Nie gaśnie iskra wiary

choć więdnie moje ciało

piersi smutkami ciężkie

wargi pękają bezsenne

 

szyję dniami by zyskać

czas dla mojej nadziei

nocą rozpruwam szatę

obolałą jak serce

pokłute igłą palce

koję słonym balsamem

 

czy gorsi są natręci

żądni mnie i dziedzictwa?

czy niepewność co będzie

gdy powróci z daleka

obcy, nieczuły człowiek

zmieniony długą rozłąką ?

 

i po co ta ofiara

kobiecość poskromiona?

czy starczy cierpliwości

na pustkę wspólnych lat?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wszechocean, Moje marzenia i ...

środa, 02 sierpnia 2006 17:13
 
 
  Lidia Nowosad

Wszechocean

 

Jestem  wszechoceanem

Wypełnionym bezkresem wód

Niespokojnie  faluję

Przybliżam się i odpływam

Kuszę i zachęcam do tańca

Z żywiołem

 

Czujesz wilgoć

Nawilżam cię

Masuję każdą  cząstkę

Wlewam się do wnętrza

Do miejsc

gdzie nikt nie był przede mną

 

Schładzam delikatnością  kropli

Twoje ciało

Orzeźwiam i namaszczam

Otwieram głębinę

Wkrocz śmiałku odważnie

 

Czujesz  ciepły prąd

płynie jak rzeka we mnie

pieszczę nim

pociągam za sobą

w otchłań rozkoszy

 

Zanurz się w wodach

Faluj razem ze mną

Kołysz się  w jeden rytm

Coraz szybciej

Intensywniej gwałtowniej

 

Jestem wszechoceanem

Chcesz  

oszaleję dla ciebie

Popatrz jak wezbrałem

 

Rzuć się we mnie

Uniosę  twoje ciało

Czujesz  lekkość

Pływasz we mnie

 

Smakuj  mnie zmysłami

Czujesz delikatny aromat

Pachnę całą Ziemią

Pachnę rajem

Jestem twoim ukojeniem

i ukołysaniem

 

Stań się jednym ze mną

Jestem wodą życia

Jestem twoim życiem

Rozwiń się we mnie

Jak w łonie  matki

I trwaj ze mną

 

 

 

Moje marzenia

 

Powiem kocham

Pozostań na zawsze

 

Wtulę się w twoje ramiona

cała w nich się skryję


Nasze serca

zabiją synchronicznie

w jeden rytm w jeden takt

 

Pogładzisz moje włosy

przepleciesz między  palcami

utonę

w głębi twoich oczu

 

Wniknę do wnętrza

I zaistnieję w nim

szczęśliwie zespolona

na zawsze

 

Żywot człowieka

 

Co się zdarzyło
co się wydarzy


Kogo coś spotka
raz lub dwa razy


Kto się zawiedzie
kto szczęście  czuje


Z kim się kochamy
kto nas katuje


Tyle tych pytań
w głowie się mieści


Ileż w nich żalu
ileż w nich treści


Tym żyje człowiek
Czegoś się lęka


Wciąż na coś czeka
Przed Bogiem klęka


Goni od rana
ściga się z czasem


Niespodziewanie upada
na przykład pod lasem


Na łonie ziemi
ciało spoczywa


Nareszcie wiecznie
w śnie odpoczywa

 

ZADUMANIE

 
Szczęśliwi nowonarodzeni

wchodzą  w życie

które smakują 
wszystkimi zmysłami
wodzą dookoła ciekawym spojrzeniem

poddają się matczynym pieszczotom

wzrastają w bliskości z aniołami

 

Szczęśliwi którzy dojrzewają

pewnego dnia stwierdzają

że świat jest wielki i nieznany

a oni  tacy mali

Boją się puścić matczyną rękę

za chwilę z odwagą
wkraczają w dojrzałość

Snują marzenia
pragną i kochają..

 

Przeszłość jest nieodmienna
i dokonana

Przyszłość tajemnicza
kusi proroctwami

Teraźniejszość jest aktualna

i jedynie na  nią
mamy wpływ

 


„Od słowa"

 

Od słowa zaczęła się ich rozmowa

On nadepnął jej na nogę

-Przepraszam

-Rzekł do nieubogiej

Spojrzała oburzona

Niemalże wściekła

bo ta noga nieźle jej dopiekła

Niejedną zniewagę srogą

Wiązała w przeszłości z nogą

Na którą wciąż jej stawano

I jej honor deptano

 

Ujrzał jej żałosną minę

nie śmiał pytać o przyczynę

Bo wiedział co zrobił niechcący

Posłał jej uśmiech gorący

Rozgrzał on powietrze wokół

a w niej wywołał dreszcz i niepokój

Spojrzała mu w oczy głęboko

Już nawet chciała puścić oko

Ale się opamiętała

Bo skończyć to spotkanie chciała

 

Nie stało się tak jednak

Rozpoczęła się rozmowa

Od tego „przepraszam" słowa

I była na tyle interesująca

że trwała i trwała i bez końca

 

 

                                                                            


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Naszemu miastu Koszalinowi - ślemy te poemy

środa, 02 sierpnia 2006 10:37

LUDMIŁA RAŹNIAK

 


 

 

KOSZALIN - MOJE MIEJSCE NA

ZIEMI

 

Zielenie... przestrzenie...

 - to miasto moje

Koszalin - od lat

                          los sprawił - wyjechałam za ocean
..na długo...

posmutniałam...

zatęskniłam...nostalgicznie

do powietrza

             mgieł porannych  i do temperatur zmiennych

do wiatru od morza

i do krzyku mew

które we mnie rosły i wołały

jak tęsknoty zew

powróciłam ....... zrozumiałam

gdzie moje miejsce na ziemi

i tak już zostanie .... i nic tego nie 

zmieni

 

JESIENNA NOSTALGIA

 

Jesienną porą pustoszeje plaża

wtedy kontemplacja natury

i siebie jest łatwiejsza

lubię ten czas bycia sam na sam

z naturą

nie razi ołowiane niebo

jak baldachim nisko zawieszone

nad głową

z rzadka błyśnie promień słońca

jak radość w życiu która pojawia się

i znika

czas ucieka czas goni jak cumulusy

na niebie

mija życie

a my wciąż z nadzieją

oczekujemy jutra

a przecież jutro przybliża nas do kresu

 

Tylko morze wciąż szumi ...

 
 
 
KRYSTYNA PILECKA
 

 

 

 

  WINDA

 

Zatrzymała się między ósmym

a siódmym

stanęła i nic

o trzeciej w nocy

 

zadrżałam stojąc z plecakiem

na barkach

i duszą na ramieniu

 

wymarzona podróż odpływała

wraz z czasem zamkniętym

w klatce dwa na dwa

 

podróżny bagaż przybijał do ziemi

bezsilność uwięziła głos w gardle

 

nagle ...  ruszyła by się znów zatrzymać

między trzecim a drugim

 

kiełkująca nadzieja prysła

jak bańka mydlana

a ona stała jak krowa

 

znikające marzenia o podróży

zwaliły mnie z nóg

 

złośliwość rzeczy martwych

nie zna granic

 

nad ranem ruszyła...

 

 

 

BEATA PIOCHA

 


 

 

REMINISCENCJE MIELEŃSKIE

 

Epizod przywołania

 

biel zanurzona

w błękitach

 

kruchość załamanych fal

 

linia horyzontu

wyciszona mgłami

 

w ciepłej tonacji

piaszczysta smuga

 

smagana wiatrem

kępa ostrych traw

 

- drżący pędzel

rozmywa kroplę rozbitą

na papierze

 

jak pocałunek

 

 

 

IRENA PESZKIN

 


 

 

GDY MARZNĄ DŁONIE

 

Niech tak będzie

Niech tak zostanie

 

Tylko zabierz ode mnie ten chłód

Tylko zabierz te dni lodowate

 

Cała reszta -  może być jak jest

Twoje serce jak brama otwarte

Twoje oczy dziecinnie zdziwione

Nasze doby zbyt krótkie, by żyć

Jak przeciętny normalny człowiek

 

Ale niech tam...

Niech tak już będzie

Dzień za dniem

Jak dziki koń rozpędzone

 

Tylko zabierz ode mnie ten chłód

Bo nie lubię,

Gdy marzną mi dłonie

 

 

ROMAN DOPIERALSKI


 

 

 

GDZIE TEN RAJ?

 

A co to za wolność?

Co dzisiaj jest

A jutro jej nie ma...

W uzależnieniu wciąż

Albo od innych

Albo od siebie...

A co to za życie?

Co dzisiaj jest

A jutro go nie ma...

W pośpiechu wciąż

A potem marniejemy

Potem już bez nas...

A co to za miłość?

Co dzisiaj jest

A jutro jej nie ma...

W cierpieniu wciąż

Albo przez innych

Albo przez siebie...

A co to za raj?

Co dzisiaj jest

A jutro go nie ma...

W zakłamaniu wciąż

A potem marniejemy

Potem już bez nas...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Miłosne zatracenie

wtorek, 01 sierpnia 2006 0:09
 

Beata Piocha


***

Tak burzę się
płomieniem

z rozkoszą
cię zdradzam

od przepaści
po szczyt
rozpinam ramiona

dokochana do kości
patrzę w siebie
przestrzenią

i porządkuję ciało
pod niebem
twoich ust



EKSTAZA II


Jak po bezkresach chodzenie
jak oddech pełną piersią
ulga w bezwietrzny dzień

jak nagłe w mroku widzenie
jak ostre pęknięcie świtu
w skwar - upragniony cień

jak kolorami igranie
jak roziskrzenie gwiazdami
rzucone w otchłań snu

- tak słodko i nieskończenie
płynę rozkoszą nad ziemią
i spadam na nią bez tchu

NAŁÓG

Fascynuje mnie
magiczne przymierze
naszych bioder

rytmiczne
współbrzmienie w czasie
i przestrzeni

w zagłębienie pępka
wtulony
kroplą potu
upajający sen

poskramiam niecierpliwość
splecionych z tobą
zmysłów

moje uzależnienie
całuje cię na skraju
zapatrzonych ciał

wydźwiga się
z otchłani
sekret
twej władzy
nade mną
 

***
Jego pożądanie
odnajduje mnie w ciemnej krainie

przeobraża
nieogarniony pejzaż

sięga w głąb ciepłej przestrzeni
splątuje nici światła

uśmiechem
odbija się w skórze

rozrzuca pocałunki
w miękkim namiocie ramion

włosy opasane oddechem
jak skrzydła wypełniają
powietrze

przez stulone powieki
dotyk skrzy się
czerwienią

otwieram w stronę słońca
krajobraz
zamknięty udami


PRZYGOTOWANIA

Wyczekując
za parawanem miłości
ostatni raz poprawiam makijaż

pudruję policzki
uśmiechem
podkreślam linię
pocałunków

powieki
zanurzam w cieniach

ciało uczy się siebie
na pamięć

pomrukujące dłonie
przypominają o sobie
natrętnie

za parawanem
 

RYTM

Żyję w potrzasku twoich dłoni
przedzierasz się
przez moją mglistość

czerpiesz mnie ze mnie
w twoje pulsowanie

w rytm
którego nie ma

chociaż trwa zawsze
między nami

gdy ciało
widzi drugie ciało

krzycząc
 

SCHRONIENIE

Ufam twojemu ciału
ono nie umie zranić

tak ciepłe i bezpieczne
tętniące pożądaniem

kojąca
moc twych ramion

mój żywioł
ujarzmiony

krzyk
jak pęknięcie nocy

podniebne kołysanie
 
 
ZESPOLENIE

Słodko brzmiące,
rozedrgane echo,
zmysłów granie
i jedność tańcząca,
głód dotknięcia,
ciepły cień uśmiechu
uskrzydlają dwa ciała
do słońca.

Powiązane,
splecione, stulone
oddychają sobą
niestrudzenie
aż rozkoszy wezbraniem
szalone
przenikają
spojrzeniem w spojrzenie
 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 798  

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545798
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl