Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 088 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Kawałek dobrej prozy...

poniedziałek, 11 lipca 2011 20:25

 

 

FENOMEN ŻYCIA

według

ROMKA DOPIERALSKIEGO

 

 

FENOMEN ŻYCIA   Roman Dopieralski

 

Narodziny

         Już w łonie matki zaczęła się moja aktywność ruchowa. -O! Znowu kopnął! - dzieliła się wrażeniami przyszła rodzicielka. Świadomość deformacji ciała przegrała z instynktem macierzyńskim. Jej wiotka sylwetka zmieniła kształty, by po kilku miesiącach eksplodować. Rozpocząłem nowe życie!

         Odcięcie pępowiny i żyjemy na własny rachunek. Nie w zaciszu matczynego łona, ale w trzewiach rzeczywistości.  W obcym, nowym świecie, w którym już nie jest tak ciepło i bezpiecznie. Ten nagły płacz - przeraźliwy, spazmatyczny - to nasza reakcja na szok narodzin.

         Jedno cięcie skalpelem pozbawiło mnie życiodajnego przewodu. Koniec z czerpaniem matczynych soków. Właściwie to nadal egzystowałem, ale już na zewnątrz, uczepiony sutków. Bezwarunkowy odruch ssaka.

 

 

Pokarm

         Niegdyś dumnie wznoszące się ku górze. Było to takie oczywiste, banalne. Doskonała natura uzbrojona w jędrne mięśnie, utrzymywała te dwie krągłości na odpowiednim poziomie. Teraz ciążą – ciągną ku ziemi. Źródło najdoskonalszego pokarmu.

         Nabrzmiałe, utkane gęstą siatką żyłek, były w pełnej gotowości na każde moje zawołanie. -Pij, pij skarbeczku! - zachęcała matka, wpatrzona w mój pęczniejący brzuszek jak w obrazek. To ten świat zmusił mnie do tego. To tutaj poznałem uczucie głodu. Ssałem więc bez opamiętania, aż piersi matki zrobiły się sfatygowane, zmęczone, nadmiernie wyeksploatowane. Już nigdy nie powróciły do dawnej świetności.

 

 

Mowa

         W końcu przestajemy być biernie ssącym niemowlakiem. -Och! Jak on cudownie gaworzy! - zachwycają się ciotki i babcie. -Ciu ciu, ciu ciu… - ciuciają do dziecka w nieznanym nikomu języku. Później następuje gorączkowe wyczekiwanie, co wypowie pierwsze – mama, czy tata? Znika kolejna bariera. Teraz dzieciaki, to nakręcone katarynki. -Tra la la, tra la la… - wypełnia eter dziecięcy świegot. Tysiącami pytań zarzucają rodziców, by jak najszybciej poznać ten ponoć najcudowniejszy ze światów.

         Dziewczynki są na ogół subtelniejsze. Ich świat lalek jest zdecydowanie delikatniejszy od chłopięcych ciężarówek i rewolwerów z plastiku. Już w piaskownicy, sepleniący jeszcze szczerbole, posługują się językiem mało wybrednym. Jestem tego niechlubnym przykładem. Żałuję wielu słów wypowiedzianych w swoim życiu. Słowo raz rzucone, nie powraca niestety. Milczenie niekiedy jest złotem.

 

 

Pierwsze kroki

         Ciekawi świata wszędzie wtykamy nosa. Wszystko nas intryguje. Wielkimi haustami pochłaniamy kolejny dzień. Każda doba, to kolosalna dawka nowych doświadczeń. -Jeszcze! Jeszcze! - domaga się chłonny umysł, raczkujący w niesamowitej sprzeczności zdarzeń. -Popatrz, ale nie dotykaj. Dotykaj, ale nie próbuj. Próbuj, ale nie łykaj - co rusz wtłacza się w podświadomość berbecia.

         Umiejętność chodzenia zdaje się być dziecinnie łatwa, gdy się ją posiądzie. Ileż upadków i niepowodzeń poprzedza ten fakt. Najpierw wczepieni w ojcowską nogawkę albo w matczyną spódnicę stoimy na trzęsących się nóżkach. Duma i triumf rozpiera małe ciałko, że oto z poziomu przeszliśmy w pion. Kiedy grawitacja okazuje się nieco łaskawsza, nieskoordynowanym krokiem ruszamy przed siebie. -No tak, teraz to już oka nie będzie można z niego spuścić -  wzdychają rodzice, a wszelkie kanty w domu zamieniają się w zaokrąglenia. Wszędzie pełno barykad. Zaś artykuły ogólnego zagrożenia dla wszędobylskiego obywatela wędrują na wyższe półki.

 

 

Wzrastanie

         Na samym początku dysponujemy nieproporcjonalnie dużą głową w porównaniu z resztą ciała, które składa się z malutkich serdelków. Później na stojąco można wejść pod stół. Kolejnym miernikiem jest klamka przy drzwiach. Szybko się z nią zrównujemy. -O! Kontakt! - w dziecięcym zachwycie światło zostaje co rusz zapalane i gaszone. Kreski wzrostu stawiane są coraz wyżej i wyżej. Przerastamy rodziców.

         Pęd w górę jest niepohamowany. W pewnym momencie wydaje się, że nasze ręce sięgają ziemi. Eksplozja wydłużania koryguje to. Teraz zbyt długie nogi i krótki korpus są problemem. Kiedy wszystkie fazy wzrostu dochodzą do porozumienia, z brzydkiego kaczątka przeistaczamy się w pięknego łabędzia. Oto doskonałość natury – cud tworzenia.

         Przeszedłem wszystkie te fazy. Nie przypadła mi do gustu ta z długimi rękoma. -O patrzcie, orangutan idzie! - docinali złośliwcy i dodawali jeszcze: -Ten to ma złodziejskie ręce!  W końcu frustracje mnie opuściły, kiedy otrzymałem w darze coś z łabędzia.

 

 

Dojrzewanie

         Przeładowane klasy, zbiorowość nie tolerująca indywidualnego myślenia, wtłaczanie wiedzy poprzez pamięciowe wkuwanie i kilka innych idiotyzmów charakteryzuje szkolnictwo. Nie umniejsza to jednak olbrzymiej roli, jaką szkoła odgrywa w życiu młodego człowieka. Pierwsze kulfony pisane atramentem, pierwsze litery wyczytywane z elementarza. To tam dowiedziałem się, że Ala ma Asa, a kot ma Alę. Tam ciągnąłem koleżanki za warkoczyki. Tam przełamywałem kolejne bariery niewiedzy. Świat stawał się coraz mniej tajemniczy, kontynenty poczęły się kurczyć. -O kurcze! Jaki on malutki – wzdycham teraz widząc pierwszoklasistę.

         Im wyższa klasa, tym hormony bardziej szalone. Zmieniamy się biologicznie i chemicznie. Na gładkich twarzyczkach wyskakują krosty. W nienagannych dotąd strukturach skórnych bazują wągry. Twarze nastolatków stają się poligonem doświadczalnym dla kosmetycznych specjałów. Szczęściarz ów, kto tego nie doświadczył. Ja cierpiałem ponad miarę, strzelając nabrzmiałymi zmianami ropnymi na prawo i lewo.

         Łaskawsza była mutacja. Prawie tego nie zauważyłem. Nie piałem wstydliwie jak moi koledzy, kiedy stali na środku klasy wyciągnięci do odpowiedzi. Byłem również wdzięczny naturze, że nie musiałem miesiąc w miesiąc chować ukradkiem malutki pakuneczek, jak to czyniły moje koleżanki dojrzewające do roli kobiet.

 

 

Zbiorowość

         Człowiek jest istotą stadną. Kiedy ze sobą przebywamy, mieszają się nasze energie. Po zsumowaniu dysponujemy niezłym potencjałem, mogącym przenieść góry. Takie pomnażanie siły, to konieczność. Jednostka niewiele może zdziałać. W pojedynkę przetrwanie bywa trudne.

         Czasami są w życiu chwile izolacji. To nic dobrego. Samotność szybko obezwładnia. Odbiera chęć działania, komunikowania się. Destrukcja naszego jestestwa jest przerażająca. Nie tak łatwo ponownie rzucić się w wir życia, które nie stoi w miejscu, nie czeka, ale gna do przodu jak opętane. Trzeba chwytać dzień! Tak jakby to miał być nasz ostatni. Trzeba wysysać z niego wszystkie soki i nie zostawiać nic na jutro.

         Lubię konkurować. Moim wyimaginowanym przeciwnikiem jestem ja sam. Wysoko stawiam poprzeczkę. Pokonywanie własnych słabości - to cieszy. Być może doskonaląc siebie sprawiamy, że łatwiej nam współżyć z innymi. Świadomi swoich wad może jesteśmy bardziej przystępni. W samego siebie wejrzeć wnikliwie i z przymrużeniem oka na innych. Może to jest klucz?

 

 

Przyjaźnie

         Ponoć wszystkie przyjaźnie zawiązują się w młodości, później są to tylko układy. Przyjaźń w dzieciństwie cechuje autentyzm. Niekiedy aż do bólu, gdy na podwórku ktoś komuś rozkwasza nos, a po chwili zawierany jest rozejm i powstaje przyjaźń – taka prawdziwa do grobowej deski.

         Moje podwórko znajdowało się w odrapanej czynszowej kamienicy. Choć w punkcie centralnym stał śmietnik, to nie zamieniłbym go na żadne inne. Doświadczałem na nim wspaniałych przeżyć. To tam przyjaźnie mniej lub bardziej trwałe brały swój początek. Obskurne podwórko na stałe ma miejsce w przytulnej szufladzie mojej pamięci.

         Pamięć jest wieczna – przyjaźnie bywają ulotne. -Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - da się słyszeć z ust tych doświadczonych przez życie. Co z tymi, którzy nie będą mieli okazji wystawić swoich przyjaciół na próbę. Może lepiej nie kusić losu, by wokoło nie zrobiło się pusto.

 

 

Rodzina

         Na początku nieufność. Zaborcza walka o każdą głaskankę, łaskotkę, o jak najlepsze miejsce na kolanach u rodzica. Później rywalizacja na całego. Próba sił, argumentów, racji, chęć podporządkowania. I nagle olśnienie! Cierpimy, kiedy on cierpi. Za niego dalibyśmy się pokroić na drobne kawałki. Gotowi jesteśmy skoczyć w ogień. Niekiedy olśnienie ulega wypaleniu, bo nie ma odzewu. Jednak trzeba być dobrej myśli. Drzewo genealogiczne, więzy krwi – rządzą się swoimi prawami.

         Każdy ma swojego protoplastę. Jedynie jajko i kura mają dylemat - kto był pierwszy. U nas to takie oczywiste. Jesteśmy owocem powstałym z miłości duchowej i cielesnej albo tylko cielesnej. Wariant z miłością wyłącznie duchową raczej nie wchodzi w grę. Zatem jeżeli jest nam dane zaznać prawdziwego ciepła rodzinnego, tośmy w czepku rodzeni. Jeżeli nie, nawet najcieplejsza kurtka będzie tylko cienkim bezrękawnikiem.

         Zdarza się, że dopiero w wieku dojrzałym robi się nam ciepło, kiedy sami zbudujemy solidny dom na porządnym fundamencie. Jednak łatwe to nie jest. Błędy swego protoplasty często bywają powielane.

 

 

Miłość

         Nagle zdradzamy rodziców. Zauważamy, że oprócz nich są na świecie również inni, których też trzeba obdarować miłością. Zaczyna się fascynacja. Niekiedy już w piaskownicy rodzice mają konkurentów. Czasami na opak – chcieliby rywalizować, ale nie mają z kim. Z początku to im odpowiada. Później odzywają się niepohamowane instynkty – chęć niańczenia wnucząt. Pytają wtedy niby przypadkiem o kogoś, kogo wcześniej nie tolerowali. -Przyprowadź swoją sympatię na herbatkę - proponują swoim zatwardziałym w samotności pociechom.

         -Kiedy wiadomo, że to właśnie ta jedna, jedyna wymarzona miłość? - dręczy umysł pytanie podczas kolejnego zauroczenia. -A jeżeli dam się usidlić, to przestanę szukać? - pada kolejna niepewność i obawa, co do trafności wyboru. Wygodniej wykrzyczeć, że jeszcze nie teraz! Pogoń za kimś nieznanym, bliżej nie określonym, wydaje się bezpieczniejsza. A może to tylko ucieczka? Oby nie przegalopować za bardzo. Strzały Amora mogą nie dosięgnąć. Kto wtedy winien? Niezdecydowany łowczy, czy płocha łania?

         Mnie się udało! Polowanie zakończyłem strzałem w dziesiątkę. Amor z łuku również ugodził skutecznie. Łatwiej nam teraz poruszać się po tarczy życia.

 

 

Wiara

         Chrześcijanie rodzą się z grzechem pierworodnym i starają przestrzegać dziesięciu przykazań. Wyznawcy islamu wczytują się w Koran i pielgrzymują do Mekki. W hinduizmie wierzą w niezliczoną ilość bogów i w reinkarnacje. Buddyści nie mają osobowego Boga, a stan nirwany wyzwala ich z cierpień i żądz tego świata. W judaizmie trzeba przestrzegać szabasu, zaś chłopców czeka obrzezanie. To tylko pięć wielkich religii świata pośród wielu innych wyznań, a już jaka różnorodność. Jednak wiele je zespala. Każda religia sprowadza się do bycia szczęśliwym i dawania szczęścia innym. Nie wyrządzać zła drugiemu człowiekowi i być zawsze w porządku z samym sobą.

         Jaką religię ja wyznaję? Czyż ważne jest nazewnictwo? Chcę być szczęśliwym i innym dawać szczęście. W swoim wywodzie jestem zapewne mało oryginalny, by nie powiedzieć – pospolity. Któż by tak nie chciał. Tylko dlaczego w życiu jest to takie trudne?

 

Potomstwo

         Koło narodzin i śmierci kręci się nieustannie. Bowiem życie to łańcuszek – obieg zamknięty. Jedni odchodzą, drudzy uzupełniają brakujące ogniwa. Sęk w tym, aby nie przerwać przyjętego porządku, któremu dane było wyjść z chaosu. Czyż nie żyjemy dopóki na kartach historii tkwi choćby drobina nas samych. Wystarczy o nas okruch czyichś wspomnień, aby zasmakować wieczności. Pamięć trwalsza od materii.

         Kobieta moich marzeń i ja, chłopiec z jej snów, chcemy żeby było nas więcej. Nie dla wypełnienia pustki, której nie ma. A może już jest? A instynkty rodzicielskie są właśnie lepiszczem, na zaczynające się uwidaczniać prześwity na wspólnej tarczy życia. Za dobrze nam ze sobą, aby dociekać aż tak nagiej prawdy, szukając tychże prześwitów . Lepiej nie kusić losu. Dziurę i w całym można znaleźć. Po co nam chaos!

         Wypatrujemy nowego życia, jak w wigilię Bożego Narodzenia pierwszej gwiazdki na niebie. Czymże trwanie bez tego wyczekiwania!? I oto cały fenomen życia - fenomen narodzin! Jeszcze jedno w łańcuchu ogniwo.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wiersze dla najmłodszych (część 3)

czwartek, 28 sierpnia 2008 23:44

 

 

ROMEK DOPIERALSKI – DZIECIOM

 

 

Roman Dopieralski

 

 

Tym razem zaprezentowane zostaną wiersze kolejnego członka Bractwa, który również nie stroni od odczytów swojej twórczości w przedszkolach i szkołach.

Romek Dopieralski pierwszy wiersz dla dzieci napisał dopiero, kiedy sam został ojcem. Było to lat kilka temu i nadal udaje mu się co jakiś czas płodzić – wiersze dla dzieci oczywiście. A co będzie, gdy pan Roman zostanie dziadkiem? Być może pisanie wierszy dla najmłodszych ulegnie zwielokrotnieniu…

 

 

 

 

DŁONIE

 

Ile palców nasza ręka ma?

Cztery? siedem? a może dwa?

 

Najgrubszy z nich to kciuk

Autostopowicz, samotnik i mruk

 

Obok dumnie wznosi się wskazujący

Lubi grozić, wytykać - jest wyciszający

 

Po środku sterczy palec środkowy

Najwyższy - więc podporą dla głowy

 

A przy nim tkwi serdeczny

Często przyozdabiany, artystycznie użyteczny

 

Prezentację zamyka palec mały

Który jest palcem rozweselającym i śmiałym

 

Pięć palców ręka ma zatem

A każdy każdemu jest bratem

 

Razem wzięci dłoń tworzą

Albo pięść, kiedy w ścisku się ułożą

 

I zapewne każdy o tym wie

Że dłoni człowiek ma dwie

 

 

 

 

LEŚNY ŻYWOT

 

Pobudka! Pobudka! Pobudka!

Krzyknęła wyspana jagódka

Wtórował jej dorodny borowik

Który niczym poranny słowik

Pobudki takt zaczął wyśpiewywać

 

Słonko coraz wyżej się wspinało

Więc następne roślinki już wybudzało

Niektóre ziewały jeszcze głośno

Pewnie by sobie pospały z lubością

Ale to już było niemożliwe

 

Bo gdy w lesie robi się jasno

Każda roślinka kroczy drogą własną

Na łodygach prężą się kwiaty

Nawet trawa nie rośnie na raty

Okrywając ziemię dywanem zielonym

 

W słońcu swe liście suszą drzewa

Na gałęziach leśna brać się wygrzewa

Inaczej mają jodły, sosny, świerki

One zamiast liści mają igiełki

I tylko modrzew gubi je na zimę

 

Niekiedy i deszcz w lesie popada

I nie jest to wcale żadna wada

Ściółka przecież musi być wilgotna

Wtedy każda roślinka, nawet ta błotna

Nie wyschnie na wiór z pragnienia

 

A gdy już słońce za horyzont się chowa

Do życia budzi się puchata sowa

Roślinki zaś do snu się szykują

Jutro ze świtem znów ku niebu poszybują

Te nasze leśne płuca zielone

 

 

 

 

PROSIAKI NIE DŁUBIĄ

 

Nie dłub w nosie

Boś nie prosie!

Tylko prosie

Dłubie w nosie!

Upomina rodzic malca

Łapiąc go za palca

Czy aby prosie

Dłubie w nosie?

Myśli brzdąc

Kciuka ssąc

Chyba raczej nie

Zaś kto widział wie

Że w chlewie kwiczy

A nie leży na pryczy

Tarza się w błocie

Nie nosi nic w złocie

Chrumka zadowolone

Kiedy jest najedzone

Ryjkiem w ziemi ryje

I bez dłubania żyje!

Więc co wy na to

Mamo i tato?

Kto dłubie w nosie?

Czy aby prosie?

 

 

 

 

SMOCZY ZĄB

 

Dawno, dawno temu

Żył sobie smok okropny

Cierpiał straszliwie

Bo miał ból zęba ropny

 

Z paszczy zamiast ognia

Sączyła się ropa

A smoczych jęków

Słuchała cała Europa

 

Przez kilka tygodni

Nie zmrużył smok oka

Nie jadł, nie pił

Ciężka był dola smoka

 

- Może ktoś mi pomoże!

- Albo chociaż wysłucha

Na pomoc smok liczył

Ale nie doczekał się zucha

 

Nie było odważnego

Kto by smokowi

Zechciał w jego jaskini

Obolałą paszczę uzdrowić

 

Bo uchodził on za okrutnika

Jak pamięcią sięgnąć wstecz

Dlatego poczęto wykrzykiwać

- Ze smokiem precz !!!

 

Zły smok słabł w oczach

I nim minął rok

Przez jednego zęba

Pokonany został smok

 

Z podobnej zaś historii

Również Kraków słynie

Tam siarką struto smoka

Tu brak dentysty jedynie

 

 

 

 

WÓŁ I MUŁ

 

Ciągnął wół

Na kołach stół

W drogi pół

Woła zmienił muł

 

Muł jak muł

Wziął stół

I czworo kół

Toczył w dół

 

Kiedy muł

Pruł w dół

W nozdrzach czuł

Zapach ziół

 

Uknuł wnet muł

Zatrzymał stół

I kęsy ziół

Pazernie żuł

 

Struł się muł

Strawą z ziół

Parskał i pluł

Po kątach snuł

 

Co na to wół?

Znów ciągnie stół

A przymulony muł

Stoi jak wół

 

 

 

PS  Być może jeszcze przed końcem wakacji uda się przedstawić dziecięce wiersze kolejnego Brackiego. Kogo? Niespodzianka...

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Ich wiersze były w słupskiej Antologii

sobota, 21 czerwca 2008 0:28

 

 

“ŻYCIE JAK PUSTA SZAFA”

 

Roman Dopieralski

 

Roman Dopieralski

 

Oto co powiedział członek koszalińskiego Bractwa i co zostało wynotowane w rozdziale słupskiej Antologii – “Autorzy do czytelnika”:

- Alfred Hitchcock, mistrz w stosowaniu efektów napięcia i grozy miał rację: “Kino, to nic innego jak samo życie. Wycięto z niego jedynie fragmenty nudy”. Ta sama maksyma pasuje również do literatury. Tu nawet nie ma potrzeby większych “cięć”. Zapis jest pełniejszy od ekranowej wizji, zaś umiejętnie opisanymi fragmentami “nudy” można się zachwycać”.

 

 

 

ŁZA NA JAWIE

 

Nie lubię rzeczy starych

Ani oglądać się za siebie

Ty czerpiesz z lamusa

I wspomnienia odświeżasz

 

Dla mnie tylko jutro

Nocą świtu wyczekuję

Ty stare trzymasz zegary

I wolno pokonujesz czas

 

Planami wytyczam drogę

Po znakach brnę w przód

Ty stary wyciągasz notes

I w przemijanie wnikasz

 

W snach płynę pod prąd

Sztormom stawiam czoło

Ty starą dryfujesz łajbą

I blisko masz brzeg

 

A na jawie - jestem stary

Nieudolnie maskuję łzę

Ty na jawie jesteś ze mną

I wciąż młodniejesz …

 

 

 

ŻYCIORYS DO UŁOŻENIA

 

Życie jak pusta szafa

Jak wieszak bez palta

I klucz się gdzieś podział

I otwierane skrzypią drzwi

 

Przestrzeń w czeluści

A w niej życiorys jakiś

Z białymi plamami

I naftaliną na wskroś

 

Życie jak pusta szafa

Ty ją wypełnij!

Poukładaj w niej zalety

Wady porozwieszaj

 

Wejdź do niej i poczuj ją

Wypełnij wnętrze sensem

Niech się zagęszcza, pulsuje

I rozwiera na oścież

 

Wyeksponuj w niej siebie

Nasycaj życia zapachem

Szuflady wyłóż dobrem

Grzechów też nie wyrzucaj

 

 

 

Z MIŁOŚCI MRĘ

 

kiedy już zbroją Boga

zostanę przyozdobiony

i niewidzialny dla twoich oczu

zejdę do ciebie

znowuż blisko chciałbym

 

skrzydła swe obedrę

byś miękko pod głową miała

obłokami powypycham piernaty

okryję kocem, którego barwy

z najprawdziwszej wezmą się tęczy

a do snu anielski chór cię ukołysze

 

za dnia przeszkody usuwać będę

to ja wyłączę zapomniany czajnik

przed deszczem osłonię

i znad głowy zdmuchnę skwar

w zaspach tunele wydrążę bezpieczne

a światłem z zakochanych wciąż oczu

rozwidnię każdą z twych dróg

 

z tobą i ten inny cieszyłby mnie świat

gdzie nawet noce ponoć są białe

ty miałabyś rozgwieżdżone niebo

i w gwiazdę byś się zapatrzyła

jak niegdyś w oczy moje

a ja otarłbym wszelką łzę

 

 

 

ŚMIERĆ W RAJU

 

upadł anioł

już się nie podniósł

 

wbity w chmurne łoże

skulone ma ramiona

podwinięte skrzydła

i lico blade

które w bieli poświacie

nieziemskim jest obrazem

 

anioła niebo wysłało

by ludzkim patronował losom

 

to on - w cieniu dobra

ujarzmiał piekło

w czyśćcu o stan łaski upraszał

bez niego

nikt prawie rajskich

nie dochodził zaszczytów

 

jednak upadł

dosięgnął go grzech pierworodny

 

…a niby odporny miał być

na człowiecze niedoskonałości

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

cd. "WIELKANOCNYCH KLIMATÓW"

poniedziałek, 17 marca 2008 13:48

 

Roman Dopieralski

 Roman Dopieralski

 

Życzenia Wielkanocne

 

*

Niezwykle radosny jest w tym roku początek wiosny

Kończy się czterdziestodniowe odchudzanie

W Wielką Noc czeka nas Pana zmartwychwstanie

A w Prima Aprilis - Poniedziałek Lany

Uważaj na kubeł zimnej wody

I na to, że możesz być żartobliwie oszukany /2002

*

Zbliża się Wielkiej Nocy czas

Już z palmą byliśmy w kościele

Już nastrój świąteczny narasta w nas

Na Wielkanocną czekamy teraz niedzielę

By Pana naszego Zmartwychwstanie świętować

Stuknąć się pisanką, zjeść z lukru barana

Zaś w lany Poniedziałek wody nie żałować

Oblewając się nawzajem od samego rana /2006

*

Uczcijmy głośnym Alleluja!

Noc Wielką – Zmartwychwstanie

Post był długi, więc teraz

W to świąteczne śniadanie

Symbolem życia – jajkiem

Stuknąć się trzeba i podzielić

A wszelkie waśnie, spory

Zaniechać tej Wielkiej Niedzieli /2007

*

Pulsują Palmy od kolorów

Do końca postu dni niewiele

Pisankom wciąż przybywa wzorów

Wielkanoc w najbliższą Niedzielę!

Już Zajączek w rzeżuszce się mości

I bukszpanem zdobiony Baranek

Oby przy stole moc było gości

A w Poniedziałek… lany poranek! /2008

*

ps Data przy tych życzeniach jest istotna. Proszę zauważyć, że życzenia z 2002 roku na obecne kartki świąteczne się nie nadają. W tym roku Lany Poniedziałek nie wypada w Prima Aprilis.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Życzenia Bożonarodzeniowe Romana Dopieralskiego

piątek, 21 grudnia 2007 21:33

Święta Bożego Narodzenia za pasem.

Po szaleństwie sms-owych notek,

pisanie życzeń na kartkach pocztowych jakby wracało do łask.

Zatem prezentuję swoje życzenia,

które tworzę od sześciu już lat.

Jeżeli komuś przypadną do gustu

- proszę bardzo,

 są do wykorzystania!!!

Jeśli to możliwe,

proszę w komentarzu podać,

życzenia z którego roku podobają się najbardziej.

 

PS Wszystkim blogowiczom,
z okazji Świąt,
dedykuję jedno z poniższych życzeń
(do wyboru!). / R.D.

 

 

Roman Dopieralski

życzenia Bożonarodzeniowe


W te śnieżnomroźne (oby!) Święta

Ślemy najgorętsze życzenia

Zdolne rozpuścić arktycznego bałwana

A w Sylwestrowe szaleństwa

Niechaj mocne będą buty Wasze i głowy

                                                      (2001)

 

 

I mróz mlasnął swym jęzorem

Liżąc deszcz - śnieg zostawił

Opłatek w Wigilię, Boże Narodzenie z bałwanem

A na saniach Święty Mikołaj z prezentami w darze

I mróz mlasnął swym jęzorem

Liżąc staw - lód zostawił

Stary Rok łyżwowym odchodzi krokiem

A Nowy syci szampanem w tanecznym gwarze

                                                                 (2002)

 

 

Po raz wtóry przystrojony świerk

Kruchą bombką i anielskim włosem

Na stole potraw dwanaście

I talerz dla zbłąkanego gościa

Po raz wtóry odwiedza Mikołaj

Słychać kolędowanie na głosy

W Nowy Rok szampańskie nastroje

A świat bielą śniegu przyprószony

                                               (2003)

 

 

Bałwan z marchewkowym nosem się roztopił

A święty Mikołaj zgolił brodę

Nawet pies nie chce gadać w Wigilię

To fikcja być musi - zły sen...

Pusty talerz dla zbłąkanego

W każdym na pewno czeka domu

A Sylwestrowe fajerwerki na niebie

Na Twoich przecież tańcować będą oczach

                                                           (2004)

 

 

Przyozdabiajmy świerkowe drzewa

Rzeczywistość niech z fikcją się zlewa

Niechaj Mikołaj przybywa Święty

By wszystkim porozdawać prezenty!

Kiedy zaś Wróżka da znak

Przestańmy od grochu oddzielać mak

I szaleństwom oddajmy się Sylwestrowym

By z uśmiechem witać Rok Nowy 

                                                   (2005)

 

 

W Boże Narodzenie

Śnieg jest w cenie

By w pobielonym krajobrazie

Pierwszą ujrzeć gwiazdkę

Na wigilijnym nieba obrazie

W Boże Narodzenie

Rodzina jest w cenie

By w świątecznym gwarze

Czarem kolędowej nuty

Rozjaśniać wszystkie twarze 

                                   (2006)

 

 

By w Wigilię Bożego Narodzenia

Pośród potraw dwunastu

Z Chrystusowym ciałem w opłatku

Móc z całą podzielić się rodziną

Z przyozdobioną zaś kreacją

Tańcem żegnać Rok Stary

By o północy lampką szampana

Nowy w przyjaznej witać biesiadzie

                                             (2007)

 

/Tworzę również życzenia Wielkanocne,
ale o tym w odpowiednim czasie.../





Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Jak było na lutowym Wieczorze Literackim?

piątek, 23 lutego 2007 21:32

 

 

TO JUŻ BYŁO, ALE PRZEKONAJCIE SIĘ JAK BYŁO! 

 

Co
Wieczorek Literacki,
organizowany przez Krajowe Bractwo Literackie
z Koszalina,
zatytułowany
"Miłość - niejedno imię ma...
co nam jeszcze w duszy gra".

Kto
-
Członkowie Bractwa Literackiego.

Gdzie
-
Klub Garnizonowy w Koszalinie
(siedziba Bractwa)
przy ul. Andersa 32,
tel/faks 343 75 59.

Kiedy
-
16 lutego 2007 roku, godz. 17.00
(jak w każdy trzeci piątek miesiąca).

Dlaczego
-
Aby dać upust temu,
co poetom z Bractwa w duszy gra
i się tym podzielić z przybyłymi gośćmi.

Jak
-
Poprzez recytacje własne poetów z Bractwa
i muzyczne przerywniki w wykonaniu zespołu śpiewaczy koszalińskiego koła
Polskiego Związku Niewidomych, "Szczęśliwa 13", pod kierunkiem Kazimierza Dulata.

 

 

Iście Walentynkowy wystrój sali,
a w szczególności sceny,
był tworem pracowników Klubu Garnizonowego.
Na stołach porozrzucane wzorzyste karteczki wszelakich rozmiarów z tekścikami o miłości
na odwrocie z mnóstwem świeczek wokoło.
W punkcie centralnym sceny kanapa
pokryta niebieskim suknem,
a za nią delikatne brzozowe gałązki
upstrzone niezliczoną ilością serduszek.
O nagłośnienie zadbała Maria Górska.
Na sali gwarno i wesoło aż do momentu,
kiedy na scenie zjawia się Beata Piocha
i rozpoczyna część artystyczną,
zapowiadając felieton Romana Dopieralskiego zatytułowany "Karnawałowe spalanie kalorii".

 

Karnawałowy okres balów i zabaw rozpoczyna się najczęściej w dniu Trzech Króli, a kończy w Środę Popielcową. To najlepszy moment na złapanie dobrej formy. Szybki rock and roll, czy emocjonująca salsa, pozwolą na utratę paru kilogramów i poprawią naszą kondycję. Nie oszukujmy się - zimą, jak o żadnej innej porze roku - potrafi się odłożyć tu i ówdzie nieco tłuszczyku. Płci pięknej przeważnie bioderka zaokrąglają się jeszcze bardziej, a mężczyźni w swoich paskach od spodni dorabiają dodatkowe dziurki. I wtedy właśnie należy wprowadzić karnawałowe spalanie kalorii. Tylko, że wtedy też wymyślamy przeróżne fortele, by czynnego udziału w tym nie brać. A to kobiety nie mają odpowiedniej kiecki, a płci brzydkiej zwis męski ozdobny, czyli krawat - gdzieś się zapodział. A to buty za ciasne, a na nowe nie mamy funduszy, albo są fundusze, ale nie mamy czasu. To znów jest czas, ale właśnie rozbolała nas głowa... i tak w koło Macieju...

Prawda zaś jest taka, że wystarczą wyłącznie dobre chęci. Bowiem karnawał jest świetnym czasem ku temu, by zaszaleć na parkietach nie tylko dyskotek i klubów, ale również we własnym domu. Nawet przedpotopowy adapter na korbkę spowoduje, że w tańcu rozładujemy napięcie, rozluźnimy mięśnie i jednocześnie utracimy na wadze. Już po godzinie będziemy lżejsi o pięćset kilokalorii i oczyścimy nasz organizm ze szkodliwych toksyn. Pamiętajmy również, że taniec, to nie tylko zdrowy ruch dla ciała, ale i dla umysłu. Bo jak mówią: w zdrowym ciele zdrowy duch!...

Tak jak karnawałowe szaleństwa rozgrzewają nasze ciała - tak Walentynki w zimowe dni rozgrzewają nasze serca. Tradycja Dnia św. Walentego przywędrowała do nas z Zachodu. W czternasty dzień lutego młodzi i starsi ulegają pocztowemu szaleństwu. Wysyłają do wybranych osób kartki zawierające niepodpisane wyznania miłosne bądź zapewnienia o przyjaźni. To chyba dobrze, że mroźne lutowe powietrze wypełnione jest aurą miłości. Przecież wtedy nawet najtwardszy głaz nabiera tkliwości, a najbardziej nawet zmrożony sopel topnieje. Niechaj potwierdzeniem będzie ten oto wiersz:

 

UCZUCIOWA DOSTOSOWALNOŚĆ NAKRĘTEK

 

Nakrętko moja mała

Ładny słoik wcześniej miałaś

Oj! dbałaś ty o niego, dbałaś...

 

Nakrętko moja mała

Szczelność słoika zawsze zachowywałaś

Oj! otulałaś ty go, otulałaś...

 

Nakrętko moja mała

Wprost nieprzytomnie za nim szalałaś

Oj! pilnowałaś ty go, pilnowałaś...

 

Nakrętko moja mała

W końcu bez słoika zostałaś

Oj! opłakiwałaś ty go, opłakiwałaś...

 

Nakrętko moja mała

Nowego twista teraz dostałaś

Oj! pokochałaś ty go, pokochałaś...

 

Nakrętko moja mała

Do innego słoika szybko się dostosowałaś

Oj! niestałaś ty, niestałaś...

 

 

 

Taki był początek Wieczoru,
a zaraz po nim,
 miłosne utwory recytowali,
 raz po raz,
 koszalińscy poeci i poetki.
Dziś dwa z prezentowanych utworów:

 

 

Roman Dopieralski

ZMYSŁOWOŚĆ

 

wejdź w serce

zanurz się

zachłyśnij

w pulsację wsłuchaj

piórem tam maczanym

miłość spisuj

rozogniaj

 

wejdź w spojrzenie

upajaj się

nie ugaszaj

w głąb wniknij

koduj obrazy

twórz pejzaże

rozjaśniaj

 

wejdź w dotyk

uwrażliwiaj się

rozkoszuj

do drugiej dłoni

dłoń dopasuj

z pieszczot splataj los

utulaj

 

 

Roman Dopieralski

 BEZ RETUSZU

 

komedia na dworcu

kiedy wjechał pociąg

i wysiadł On

 

gumo filce na nogach

grzbiet kufajką okryty

czapka uszanka oczywiście

a w ręku frezja

pachnąca różowa frezja

 

kontrastował z otoczeniem

wydawać by się mogło

że jakiś przystaneczek odludny

może pole, szczere najlepiej

byłyby dla niego

miejscem akuratnym

jednak, jak okazać się miało

nie szata zdobi wyłącznie

 

zyskiwał z chwilą każdą

ufnym strzelał spojrzeniem

spod śmiesznej

wydobywającym się czapki

i buty już nie raziły

kolorystycznie stapiając się

z peronu asfaltem

 

tylko kapota

ale i jej przybladł fason

kiedy pociąg wjechał

i wysiadła Ona

 

chusta na głowie

z przewiązaniem pod brodą

na nogach drewniaki

powyżej z bistoru spodnie

modnie, czy niemodnie

ale oryginalnie na pewno

 

 

teraz Ona

brzemię spojrzeń   dworcowego tłumu

na siebie wzięła

 

jednak On

jak na dżentelmena przystało

choć z wolna

anonimowym się stawał

blask odzyskiwać zaczął

różowym wymachując kwiatkiem

 

Hela! - wrzasnął

i do kobiecego oryginału

przez bagaży gąszcze

już gnał na oślep

 

Leonie! - posłyszał ów swe imię

z czułością taką wypowiadane

kiedy różową wręczał frezję

i na klęczkach

spracowane dłonie

lubej swej obcałowywał

 

łza jak groch

spłynęła oryginalności kobiecej

po nie upudrowanych policzkach

i wtopiła w chusty węzeł

<>pod brodą zawiązany
 

a Leon?

na różową frezję

w dworcowym klimacie

nawet i tą trojańską

by zwiódł Helenę

i co?

czyż strój i wygląd

decydujące mają znaczenie?

 

 



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sylwetka Literata- Romana Dopieralskiego

środa, 15 listopada 2006 16:48


Roman Dopieralski




Urodził się i mieszka w Koszalinie.
Zodiakalny Wodnik
 ( rocznik 1963),
zawodowo związany z budownictwem.
Poezją zainteresował się późno,
bo dopiero w nowym tysiącleciu.
Nieco wcześniej urzekła go proza,
czego zaczątkiem mogło być
dwuletnie studium dziennikarskie.
Zaszczytu konkursowego laureata
po raz pierwszy dostąpił w 2002r.,
w VII edycji
Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego
" Istota człowieka".
Został członkiem
Krajowego Bractwa Literackiego
i wierszom zaczął poświęcać więcej czasu,
 a wówczas
w sukurs jurorom koszalińskim
poszli również jurorzy
ze Zgorzelca, Pruszkowa, Warszawy,...

W tłumie

anonimowo wtuleni w noc
z musu w dzień wtłoczeni
a kiedy dopada udręka
za rękaw szarpie ręka
i cel wędrówki znów okeślony

anonimowo wsłuchani w tłum
z musu w wonność wdeptani
a kiedy okrywa smog
 za krokiem słychać krok
i cel wędrówki znów przenikniony

anonimowo kąsani przez życie
z musu w czeluść wpatrzeni
a kiedy ogarnia mrok
za wzrokiem podąża wzrok
i cel wędrówki znów odgadniony


Pośród słów"

 

Gdy się modlimy, czy Bóg patrzy

na formę naszych słów

czy dbałość o szyk w zdaniu zachować

pauzą akcentować każdą ze strof

a nad wymową każdego słowa

w głęboką popadać zadumę

 

A co z rymami

bratać nimi wersy, nadając

śpiewność modlitewnym konstrukcjom

czy jednak przy białym wierszu

paciorki różańca w palcach przebierać

 

A jeżeli w słowach jest żar naszych modlitw

to w wielkich, czy w małych literach

tkwi ich sedno

bardziej pewni zrozumienia będziemy

zachowując płynność wypowiedzi

czy rwać temat i w dygresjach się pławić

 

A może słowom nie stawiać piramid

mieć myśli jak kryształ i serce w koronie

Bóg patrzenie ma na przestrzał

i być może je dojrzy

nawet pośród marnych słów

 




Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Takich letnich doznań nie znacie, więc poznajcie!!!

niedziela, 06 sierpnia 2006 21:05
 
 





 Romana Dopieralskiego
  wiersze o lecie           

DOSKONAŁY

 

Powstał z miliona blasków

kochanek - żarem uwrażliwiony

W dotyku skupia pieszczoty

a rozpalonym w oku ogniskiem

zachłanne przyciąga ciała

 

Już wdziękiem oplótł promienistym

zniewolił tchnieniem, omamił

Czerpiąc z mocy nieziemskich

najbardziej nawet samotne serca

ze zmierzchów uleczyć gotowy

 

U kresu dnia, aż po horyzont

głodne odprowadzają go spojrzenia

W błękitnej poświacie gorejący

opuszcza wszystkie kochanki

na nowo miłując o świcie

 

Owiew

 

Słońce topielca udaje

Pienisty atak fal

kanonadą głaszcze ląd

A niebo goreje

U dnia schyłku

karminowym obłożone kompresem

sięga po nocy płaszcz

I ta tęcza

Rozszarpywana przez wiatr

w zachłannych źrenicach

piętno swe wyciska

Jak z plaży piasek

przemycany w butach

do domu

 

SEN O SŁOŃCU

 

Słońce o mój parapet się oparło

Wstawaj! Nowy dzień zapisać trzeba!

Rzekło i do pokoju się wdarło

 

Wpierw otworzyłem jedno oko

A kiedy drugie mu zawtórowało

Słońce było już wysoko

 

Dlaczego tak wcześnie mnie budzisz!

Krzyknąłem, kryjąc się w pościeli

Dopiero południe! Na próżno się trudzisz!

 

Ognista kula nie ustępowała

Gdy chrapnąłem ponownie

Jeszcze goręcej w okno zajrzała

 

Wilgocią pokryło się czoło

Kołdra parzyła me ciało

Straszny ukrop panował wokoło

 

Dajże pospać! - wrzasnąłem co sił

Z łóżka się wyczołgałem

Zasłoniłem zasłony, bym dalej śnił

 

A sen był cudowny! Leżałem na plaży

Szum fal koncertował miarowo

Słoneczko przygrzewało, a jam marzył...

 

Jego promyki głaskały mile

Uśmiech też świetlistej kuli udziałem

To były cudowne chwile

 

Kiedy zrealizować chciałem senne marzenia

Wyjrzałem przez okno... i wiecie co?

Słońce powiedziało mi: -Do widzenia!

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 726  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545726
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl