Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Biesiadowanie w środku zimy…

czwartek, 03 marca 2016 23:57

 

 

 

LITERACKO i MIŁOŚNIE

u

BRACKICH POETÓW

(reportaż)

 

 

 

            Zima wcale nie musi oznaczać stagnację. To nic, że przyroda trwa w uśpieniu – taka jest kolej rzeczy, takie są prawa natury w naszej strefie klimatycznej. Owszem, słońce zimą nas nie rozpieszcza, więc działamy jakby na zwolnionych obrotach. Jednak, tak jak słońce jest akumulatorem, który doładowuje nasze energetyczne zasoby, tak też działają na nasz organizm wieczorki literackie naszego Krajowego Bractwa. W szczególności ten ostatni – lutowy.

            Nasza literacka biesiada pod nazwą „Miłość w środku zimy” była właśnie takim akumulatorem, który doładował niejednego biesiadnika. Już sam wystrój sali był powalający. Wokoło pełno czerwonych róż, czerwonych serduszek wszelakiej wielkości i piękny plakat z bałwanem w tle i wieczorkowym tytułem umieszczonym oczywiście w ogromnym serduchu – autorstwa Reni Wojniłowicz i Oli Stroczyńskiej. Na stolikach ze słodkościami akcentów walentynkowych też nie brakowało. Dla każdego gościa była koperta przyozdobiona serduszkami, a w niej niespodzianka przygotowana przez Marysię Rudecką – jej miłosna poezja pięknie wykaligrafowana jej ręką. Oprócz poezji, która na naszych wieczorkach zdecydowanie dominuje, zaprezentowana została również proza, czyli bracki felieton Romka Dopieralskiego i autorskie „Co nieco” Władka Pitaka. Muzycznie zaś całość ubarwiał na swojej szalonej harmonijce, Mikołaj Kobus – rocznik 45-ty.

            Tematyczną część biesiady, przyporządkowaną wieczorkowemu tytułowi, poprowadziła Krysia Pilecka. W autoprezentacjach utworów brackich poetów, aż kipiało od miłości. Było jej pełno w wersach, gestach. Eter pojemnej sali Osiedlowego Klubu Mieszkaniowego „Nasz Dom” był miłością wprost przepełniony. A oto tego przykłady…

Początek wiersza Reginy Adamowicz brzmiał: „Pamiętam zimowa była pora / Śnieg zasypywał świat płatami / W serca nam trafił strzał Amora / Zauroczeni, zakochani(…)”. Dla kochanków nastały ciężkie chwile rozłąki – luby został przeniesiony służbowo: „(…)Do Kołobrzegu nad Parsętę / I zamiast spotkań słałeś listy / Co dnia czytałam je – pamiętam / Wiatr wiał od morza nienawistny…”. Czy zatem ta miłość na odległość przetrwała? „(…)Śnieg stopniał zima się cofnęła / Wiosnę witały Kontynenty / Miłość ze śniegiem też stopniała / Z wodą spłynęła do Parsęty(…)”.

Bardziej optymistyczny obraz miłości przedstawił w swoim wierszu Piotr Jerzy Kawa. Można nawet powiedzieć, że gdyby nie zima, to być może tych serc dwoje wcale by się nie spotkało: „(…)Śnieg przykrył zieleń, mróz wszystko przenika / już opuszczają swych domów podwoje / lecz ślisko było i on się potyka / zderzają się więc nagle obydwoje // I zachwycili się sobą z radością / nic sobie mówić nawet nie musieli / ich oczy płoną wzajemną miłością / o Bożym świecie całkiem zapomnieli(…)”.

Inaczej miłosny temat ujął w swym utworze Janek Lutobarski: „Miłość zimowa / jest inna jak wiecie / jest zimna zagadkowa / ale znana w świecie // Bo niejeden narciarz / co po górach szusuje / spotyka ją na śniegu / i to mu pasuje(…)”. Czy taka sezonowa miłość jest trwała? Czy taka miłość nas zadziwia? „(…)A zadziwiać będzie / do końca sezonu / aż miłość zimowa / popuści z tonu // Stanie się znów zimna / z obliczem zimowym / narciarz szusem zjedzie / rozpocznie romans nowy”.

Co do wiersza Helenki Szymko, to jest on tak krótki, że można go przytoczyć w całości: „W twoich pocałunkach / chcę tonąć bez końca / twojego ciała być wiernym oddechem / wszystkich twych myśli popłynąć strumieniem / i twojego serca odbijać się echem / a gdy już pozyskam ciebie całego / i twojego wzroku stanę się spojrzeniem / wtedy zrozumiesz jak wiele nas łączy / że twoje serce jest biciem mojego”. Utwór Helenki jest potwierdzeniem, że wiersz powinien być jak sukienka: im krótsza – tym lepsza. Bowiem nie w ilości wersów tkwi poezji przekaz, a w ich treści.

Klasą samą w sobie był na tymże wieczorku Jan Wiśniewski. Recytacja jego wiersza pt. „Niewypał” okazała się istną bombą. Tak rewelacyjnej interpretacji własnego utworu deski sceniczne tegoż osiedlowego klubu, chyba jeszcze nie zaznały. „Gdy cię ujrzałem, w mig już wiedziałem…” – rozpoczął Jan z animuszem. „…że ty to Ona, przez duże O. / Bujając w chmurach krzyknąłem: Hurra, / lecz źle trafiłem – ot i co!(…)”. I faktycznie na bujaniu w chmurach się skończyło, bowiem: „(…)Bo ty nie chciałaś mojej miłości, / nie chciałaś szczęścia, pieszczot, czułości, / więc mrużąc oko, zmienna istotko, / wołam dziś: Biada ci! Twoja zdrada / będzie pomszczona!(…)”. Nasz odtrącony Jan gotów był w imię miłości ponieść karę najwyższą: „(…)Cóż mi zostało? Chyba me ciało, / choć jeszcze młode, pochłonie grób. // A na mym grobie, tak na złość tobie, / wyrosną wonne dwie lilie białe / wyniosłe, piękne i będą z wdziękiem / o swej pożywce coś plotkowały(…) // Nasz pan był czysty, jak płatki nasze / a świat go skrzywdził. Brzydko! A fe! / Biedaczek zginął z żalu za dziewczyną(…)”.

W utworze Reni Wojniłowicz również następuje unicestwienie. Jednak (i dzięki Bogu!) nie chodzi o istotę ludzką: „Setki lat stary dąb miał / Przy wielkim stawie rybackim stał / Gdzieś, w maleńkiej wsi Czetowice / Spoglądał dumnie na przepiękne jej okolice(…)”. Z kolejnych zwrotek dowiadujemy się, że to było jej ulubione miejsce: „(…)Przyjaźń nasza wciąż się rozwijała / Przyjacielowi dębowi często się zwierzałam / O miłości platonicznej raz mu rzekłam /  Nieszczęśliwa tak miłość – bardzo go urzekła(…)”. Dramat rozgrywa się w dwóch ostatnich zwrotkach: „(…)Pewnego razu, gdy biegłam do niego / Nie ujrzałam już dębu – przyjaciela mojego / Dębie, dębie mój kochany… / Kto teraz uleczy moje rany… // Pochylona nad pniem, który pozostał po nim / W rozpaczy liść przytuliłam sercem zranionym / To ty byłeś mym szczęściem, moją radością / Największą moją… tęsknoty miłością”.

Romek Dopieralski w swoim wierszu najpierw przedstawił srogość zimy: „skute wodne akweny / drogi pełne zasp / staw pocięty łyżwą / pagórki ze śladami sań(…)”. Potem miłość w środku zimy wplótł na kanwę teatru: „(…)spierzchniętym wargom / niestraszny mróz / walentynkowy spektakl / rozkuwa kurtynę z sopli (…)”. Wiersz kończy się optymistycznie. Miłość góry przenosi – tak by można scharakteryzować jego ostatnią zwrotkę: „(…)i rozkochują się pary / rozpalają lutego okowy / w scenariuszu zimowym / nie dają się zmrozić”.

            Wiele jeszcze było miłosnych uniesień w wierszach brackich poetów. W krótkim (!) reportażu nie sposób wszystkie wymienić. Niechaj zatem taką kwintesencją będą fragmenty utworu Marysi Rudeckiej pt. „Koniec białego czarnowidztwa”: „Czy zima może nam dać coś dobrego / oprócz zasp śniegu, konieczności odmiatania, / oprócz potrzeby lgnięcia do pieca dobrze rozgrzanego, / prócz długich, gnuśnych nocy, ciepła wspominania”. Tyrada Marysiowych narzekań w stosunku do zimy trwała jeszcze przez następne trzy zwrotki, aż nagle: „(…)I nagle, o mój Boże, zrozumiałam: tu narzekań koniec, / iluminacja z nieba spłynęła do serca mojego - / wszak miłość w sercu mieszka, to w nim ogień płonie. / I zapłonął tak kiedyś w zimie. Pod koniec lutego. // Bo to całkiem nieprawda, że się tylko w maju / dzieją sprawy tak ciepłe i miłość rozkwita. / I w lutym bywa też tak jak jest w maju, / bo miarą szczęścia samo szczęście jest. I kwita.”.

 

 

 

PS  Te powyższe wiersze zaprezentowane będą w całości w następnym wpisie. Ukażą się również utwory z drugiej wieczorkowej odsłony poetyckiej, które były równie ciekawe. Tym bardziej, że przy recytacjach konferansjer połączył poetów w pary kochanków: Pygmaliona i Galateę, Parysa i Helenę, Sobieskiego i Marysieńkę i ... Wszystkiego nie zdradzimy. Trzeba zatem na naszego bloga często zaglądać. Życzymy mile spędzonego czasu przy naszych wpisach!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Na wieczorku u Brackich…

sobota, 13 lutego 2016 1:12

 

 

BIESIADNE MALOWANIE

POEZJĄ, PROZĄ, 

i

MUZYKĄ

(bracki reportaż)

 

 

 

            Styczniowe wieczorki literackie u Brackich są wyjątkowe, tak jak i sam miesiąc, który dany rok rozpoczyna. To przecież w styczniu oczekujemy znacznej poprawy naszego bytu i naszego samopoczucia. Od stycznia przecież wprowadzamy w czyn sylwestrowe postanowienia i przyrzeczenia. Jak z tym jest później – bywa różnie. U Brackich na wieczorku jest jednak tradycyjnie, czyli rewelacyjnie!

            Wieczorek pod hasłem: „Styczeń poezją malowany” rozpoczął się w huku otwieranych noworocznych szampanów. Symboliczną lampką musującego trunku obdarzony został każdy uczestnik literackiej biesiady, bowiem jak wcześniej stwierdzono – osób nieletnich na sali nie było. Braccy poeci życzyli swojej wiernej publiczności zdrowia, zaś publika w rewanżu – poetom życzyła literackiej, niewyczerpanej weny. I jak okazać się miało, z tą weną u brackich literatów jest całkiem, całkiem…

            Tradycyjnie już, wieczorek rozpoczął swoim brackim felietonem Romek Dopieralski. Jakby analogicznie do wieczorkowego tytułu – on swoją prozę malował nadzieją („Styczeń nadzieją malowany”). W owym felietonie, aż roiło się od noworocznych marzeń i postanowień, którym ulega prawie każdy z nas. Te stereotypowe już, to chęć schudnięcia, rzucenia palenia, picia, bycia lepszym dla bliźnich i wiele, wiele innych. I właśnie tytułowa „nadzieja” jest niejako felietonową puentą. Bo kiedy, z naszych postanowień nic nie wyjdzie, wtedy zostaje nam owa nadzieja. Nadzieja, że przed nami przecież niejedna jeszcze Noc Sylwestrowa, a wraz z nią nowe marzenia i postanowienia…

            Po felietonie, jak i w trakcie przerw między kolejnymi poetyckimi odsłonami, na scenę wychodził rewelacyjny Mikołaj Kobus – rocznik 45, by na swojej szalonej harmonijce muzyczne malować obrazy. Dzielnie wspomagał go Michał Dolak, instruktor z Klubu „Nasz Dom”. Skocznymi kawałkami panowie muzycy powodowali, że samo ich słuchanie, nie wystarczało zgromadzonej publiczności. Zatem cała sala była rozśpiewana i bujała się w takt harmonijkowo – gitarowych dźwięków.

            A jak styczeń tegoż wieczoru malowali swoją poezją braccy poeci? W części poprowadzonej przez Krysię Pilecką wyglądało to imponująco, tym bardziej, że wiersze przyporządkowane były biesiadnemu tytułowi. Tak swój utwór rozpoczęła Grażynka Piekarewicz: „Wokół roztaczały się lodowe dywany nieco pomarszczone, zmierzwione / W kaskadzie zimowych świateł tysiącem iskier tryskały / Iskry drgające, radosne, niespokojne / Triumfowały. Jak ogniki płomienne sypały / Czarowały. Uwodziły. Zawładnęły wszystkimi zmysłami (…)”. W wierszu Reni Wojniłowicz pt. „Jak styczeń grudniowi” dochodzi do spięcia tytułowych miesięcy. Styczeń ma pretensje do grudnia, że nie sypnął śniegiem choćby pod bożonarodzeniowe choinki: „(…) Mikołajowi przecież utrudniłeś pracę / Kiedy ja nie sypnę śniegiem, swoją stracę (…)”. Na szczęście wszystko dobrze się kończy: „(…) Bałwan styczniowi podziękował / Wykonałeś pracowicie swe zadanie / I zaprosił go na wielkie świętowanie”. U Romka Dopieralskiego styczeń w poszczególnych zwrotkach w biel ubiera pejzaże, skuwa jeziorne tafle, z Królami Trzema podąża w orszaku, babciom i dziadkom honory oddaje, zaś puentą było, że: „Styczeń natchnieniem poetów / w mrozowe witraże okna przystraja / skrzypiąc pod nogami / poetycko maluje zimę”. Janek Lutobarski, znany z wierszy wesołych, pełnych optymizmu – tak i tym razem zaprezentował się podobnie: „Jak pięknie jest przeżyć / styczeń w karnawale / ludzi pełne sale / bale gonią bale (…)”. Dobrych rad w swoim wierszu udzielała Maria Rudecka: „Przeciw mrozowi dobre ciepłe  czapki baranie / niezłe walonki z filcu, z wełny rękawice / udziergany przez babcię, siostrę długi z wełny szal / i bieg w solidnym tempie, kiedy metą dal // Rozgrzeje cię tupanie i rąk żwawe zabijanie / łyczek czegoś ciepłego, dłoni nacieranie / Pomocny się okaże z korzeniami grzaniec / ale najskuteczniejszy zawsze dobry taniec (…)”.

          Odrębnego potraktowania wymaga występ Władka Pitaka. On bowiem na wieczorku malował aktorsko. Wystąpił z prologiem do własnego monodramu pt. „Jak zrobić karierę” wg Parkinsona. Za ten monodram w 1976 r., podczas Ogólnopolskich Spotkań Amatorskich Teatrów Jednego Aktora w Zgorzelcu, Władek otrzymał główną nagrodę oraz rekomendację do udziału w Ogólnopolskim Festiwalu Zawodowych Teatrów Jednego Aktora w Toruniu. Jak łatwo policzyć, wieczorkowy występ Władka z fragmentami tegoż monodramu, odbył się jakoby w 40. rocznicę jego premiery. Prawdopodobnie owej premiery nikt z obecnych na sali nie widział, ale przyznać trzeba, że ząb czasu obszedł się z Władkiem bardzo delikatnie i na wieczorku malował on aktorsko całkiem przednio.

            W drugiej odsłonie prezentacji wierszy brackich poetów, którą poprowadził Romek Dopieralski, choć tematyka wierszy była dowolna, w eter nadal uwalniały się obrazy poezją malowane. Tak słowem malowała Ania Żabińska: „Ty jesteś falą morską / w styczniowe popołudnie / Ja ziarnem piasku / przesianym przez twe dłonie / Ty bez wysiłku płyniesz / ja cicho tonę / Na opuszczonej wyspie / pragnę być latem w słońcu / kiedy ty zostaniesz zimą (…)”. Oto malunek Piotrka Kawy: „Dusza artysty może trwać w uśpieniu / jeśli tak bywa to jest w zniewoleniu / w kajdany skuta na świat się wyrywa / trwać tak nie może bo rdzą się pokrywa (…)”. A tak kończyła swoje wierszowane malowidło Krysia Pilecka: „(…) Złożyli dary – składając / ujrzeli siebie… jak w pękniętych / zwierciadłach… a… / Serca stężały im od żalu / Więc już jak z wysokości / wracali w pokoju – inną drogą… / Trzej Królowie – Mędrcy Świata / Nauczeni Miłości…”. Natomiast Regina Adamowicz swoim subtelnym malunkiem pt. „Okno Życia” dotknęła tematu niezwykle delikatnego: „(…) Cisza pod oknem chodzi / Nadzieja cierpliwie czeka / Może matka dzieciątko urodzi / Z niewiadomej przyczyny / Je odda / W oknie położy / By miało nową Rodzinę / Kochającą / By było szczęśliwe (…)”.

            A kiedy literackie treści zostały wyczerpane, ostatnie krople szampana z kieliszków osuszone – braccy poeci zaskoczyli przybyłych na biesiadę jeszcze jedną niespodzianką. Była nią nowo powstała Księga Wpisów. I powstały w niej pierwsze wpisy. Jakie? Proszę przyjść na kolejny wieczorek (22 lutego) i samemu się wpisać, a przy okazji zlustrować to, co do Księgi wpisano w miesiącu ją inaugurującym.

 

 

PS W następnych blogowych wpisach posypią się owe obrazy brackich literatów poezją malowane. Również prozą, bo i bracki felieton też się ukaże.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Świątecznie u Brackich… (reportaż z wieczorku)

środa, 30 grudnia 2015 0:02

 

 

 

PODĄŻAJĄC

za

GWIAZDĄ

(reportaż)

 

 

 

 

 

 

 

            Grudniowy wieczorek literacki u Brackich poetów jest nietypowy, magiczny, jedyny w swoim rodzaju. Takie są również święta Bożego Narodzenia. Zaś połączenie tych dwóch wydarzeń – daje efekt wprost piorunujący. Zatem nie dziwi fakt, że goście, którzy przybyli tegoż grudniowego popołudnia do Klubu Osiedlowego Nasz Dom, opuszczali go wypełnieni piękną bożonarodzeniową poezją, rozśpiewani kolędowo i wzruszeni od życzeń, przełamując się u Brackich opłatkiem…

            Świąteczny stół wyglądał bajecznie. Wszyscy obecni pomieścili się przy kilkunastu połączonych ze sobą stołach w kształcie litery „U”. Nawet, gdy w pewnym momencie dołączyło do biesiadników, urzędujące za ścianą Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich,  nie zakłóciło to udanej imprezy. Po prostu o kilka stołów wydłużona została tak zwana podkowa. Na jej lśniących obrusach stały ciasta, kusiły słodycze, nęciły owoce, a wzrok przykuwało mnóstwo świątecznych stroidełek przecudnej urody – głównie autorstwa Reni Wojniłowicz. Jednak, by tradycji stało się zadość, zanim zaczęto świętowanie, Braccy poeci jak zwykle zaprezentowali swoje literackie treści, tak pieczołowicie na każdy wieczorek przygotowywane.

            Rozpoczął Romek Dopieralski swoim comiesięcznym felietonem, pt. „Magia świąt Bożego Narodzenia. Tekst tkliwy, przedstawiający dzieci, które z przyklejonymi nosami do szyb z pięknymi haftami od mrozu, wypatrują pierwszej gwiazdki na niebie, która daje sygnał, by móc się wślizgnąć pod choinkę, obsypaną prezentami. Jednak i nieco dziegciu autor w swoim felietonie również zawarł. -„Kiedyś dziecko cieszyło się zwykłą faramuszką” – odczytywał felietonista Romek. –„Dziewczynkom błyszczały oczęta, kiedy z pakunku wyciągały szmacianą lalkę, a chłopcy zachwycali się blaszanym bębenkiem. Obecnym wymaganiom niekiedy trudno sprostać”. Oberwało się także tym, którzy nadmiarem zakupionych na święta wiktuałów, później wypełniają nimi osiedlowe śmietniki.

            Poetyckie treści, które poprowadziła Krysia Pilecka, rozpoczęte zostały portretem miesiąca Marii Rudeckiej: „Razem z innymi chwalę Grudzień za mnóstwo przymiotów, / za to wszystko, co niesie od swego początku. / A bogaty w zdarzenia, hojny, wielu obdarować gotów - / zaraz wymienię według kalendarzowego porządku.” I zaczęła Maria od dnia czwartego, kiedy to górnicza brać Barbarę czci. Potem prawiła o Św. Mikołaju dnia szóstego, o adwencie, którego mrok długich nocy święta Łucja rozświeca. Najwięcej jednak czasu poświęcając Wigilii. Zaś na koniec Maria zaskoczyła wszystkich, mówiąc: -„Jestem Maria Rudecka, córka Antoniego Grudnia praprawnuczka Jana Kowalskiego, który przyjął nazwisko nowe – Grudzień… Natomiast Ania Żabińska zaprezentowała „Gwiazdkowe przesłanie”: „Chciałabym Ci dać / gwiazdę betlejemską / szczerej sympatii / Cząstkę westchnień / połączyć w bukiety / oplecione wstęgami ramion…”. Tak rozpoczął swój utwór Robert Paweł Kamin: „Już słychać muzykę fletów pasterskich / To pięknem brzemienny dźwięk kolęd sielskich / Płynie przez Betlejem cudem uroczy / I nad naszą ziemią też się roztoczy…”. Regina Adamowicz, niejako podążając za Gwiazdą Przewodnią – Gwiazdą Przeznaczenia, swój wiersz tak zakończyła: „Aby się nie zgubić patrzę w niebo z trwogą / Podążam za Tobą codziennie z nadzieją / Że spotkam się z Bogiem w stajence w Betlejem”. A tak rozpoczął swój czterozwrotkowy utwór Władek Pitak: „przez ramy czarnych okularów / których ciężar wzrok już męczy / wpadł promyk wiary zza filarów / barwami pryskający tęczy…”. Swój wiersz tak kończył Kazik Gałkowski: „Bo świat powstał na nowo – Erą Maryi / dwa tysiące piętnaście lat temu / z Narodzeniem Zbawiciela – Bożego Syna / i w tej miłości niech z nami trwa i pozostanie”. Natomiast Irenka Wiercińska w swoje strofy wplotła życzenia: „Niech w przyjaznym, szczerym gronie / Znów zapłoną zagubione miłe nastroje / Aby wszystko „moje – twoje” / Oznaczało „my – nas dwoje i gromadnie” // A więc? / Zdrowia, szczęścia, pomyślności / Darów z Bożej łaskawości / I radosnych przygód wiele / Niech się na każdej drodze życia ściele”.

            I właśnie tym życzeniom, już po autoprezentacjach wierszy Brackich poetów, tego wieczoru nie było końca. Opłatkiem się łamano, obdarowywano całusami, w tle grały kolędy, wokoło pełno miłości, radości, życzliwości, wybaczenia… – po prostu magia, magia świąt Bożego Narodzenia!

 

 Znalezione obrazy dla zapytania gwiazda betlejemska zdjecia

 

PS  Cytowane fragmenty wierszy będą przedstawione w całości w kolejnym blogowym wpisie.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Ostatni wieczorek Brackich w reportażowym skrócie…

wtorek, 03 listopada 2015 23:58

 

 

W KOLORACH JESIENI

(reportaż)

 

 

  

           O czym bym ostatni wieczorek literacko-muzyczny u Brackich? O kolorach jesieni, można by w skrócie odpowiedzieć. Jakie treści literackie dominowały na tymże wieczorku? Kolory jesieni – można rzec jeszcze krócej. A jak było na wieczorku? Odpowiedź nasuwa się sama. Było kolorowo i jesiennie.

            W dodatku pasuje taki opis do obecnie panującej za oknem pogodowej aury. Te drzewa prześcigające się w swoich żółciach i czerwieniach, pozbywające się koloru zieleni niemalże na naszych oczach. Syćmy się tym niepowtarzalnym widokiem, tą gamą barw, którą stworzyć może tylko natura. Bowiem najdoskonalszy nawet malarz jest zaledwie plagiatorem tego, co przyroda nam ofiarowuje ot tak, po prostu. I spieszmy się z podziwem dla niej, bo niebawem przyjdzie porządna zawierucha i do cna rozbierze drzewa z ich odzienia.

            I właśnie Braccy poeci wyszli jesieni naprzeciw, starając się zachować jej piękno w wierszach. Jak choćby Piotrek Kawa, który swój utwór pt. „Jesienna Kobieta” tak zaczyna: „W długim płaszczu stąpając po alejce w parku / podziwia drzew złocistych urok o poranku / Wiatr podwiewa odzienie i chłód ją przenika / oczarowanie sprawia – zimno szybko znika”. A tak ostatnią zwrotką Piotrek swój wiersz podsumowuje: „Kobieta jest czasami jak pora jesienna / niesłychanie kapryśna oraz często zmienna / Jest jesienną kobietą jak anioł na wietrze / takie doznania piękna unosi w powietrze”. Co jak co, ale wierszem to się Piotrek kobietom potrafi przypodobać. Natomiast Renia Wojniłowicz pędzlem wyobraźni namalowała taki obraz jesieni: „Jesień w kolorach / słońca i jabłka / i soczystej pomarańczy / czasem z wiatrem zatańczy / odchodzi pomału / zrzucając barwne liście / co w słońcu się purpurą mienią”. Mniej entuzjastycznie do tematu jesieni podszedł Janek Wiśniewski: „Nie przypadkowo / znicze cmentarze rozgwieżdżają / gdy wiatr liście z drzew strąca // Czy tylko smutek słychać / w melodii wichru / i kropel deszczu monotonii”. Ale na smutki Jana, tak zareagowała Regina Adamowicz: „Gdy szary smutek dusze ocieni / Kiedy złych wspomnień zanika ślad / Upiększaj pomaluj swój świat / Barwami pogodnej jesieni // Aby świat zakwitł kolorem / Liliowy pojawił się wrzos / Babiego lata rozsrebrzył się włos / Nadzieja zawita wieczorem”. Zaś Helenka Szymko, jakby zaczerpnęła do swojego wiersza pt. „Jesienna symfonia”, ciut nostalgii od Jana i nieco optymizmu od Reginy: „ogrody, pola, jakby uśpione / w twoją symfonię zasłuchane / snujesz się babim latem / siejąc wokół tęsknotę / pajęczą nicią otulasz krzewiny / przekwitłe kwiaty na polach / w lasach mchy, borowiny / rozległe fioletem i różem / ciągnące się w dal wrzosowiska / ach, ty polska jesieni złota / ty zawsze będziesz mojemu sercu bliska”. Znalazł się i taki poeta, który wobec jesieni wystosował poważny zarzut: „beż – uparciuch zachłanny / wszędzie warkocze swe plecie / z liścia na liść przeskakując / soczystą kradnie im zieleń”. Zatem nie dziwi tytuł wiersza – „Złodziej zieleni”, którego autorem jest Romek Dopieralski. I na koniec fragment wiersza poetki i malarki, Ludmiły Raźniak, która pięknie potrafi zarówno opisać jesień, jak i ją namalować: „Jesień złotym piórem / zakreśla kontury / ekskluzywnej szaty / lśni w niej złoto / wszystkie odcienie żółci / szamerunek brązu / i purpury / na pożegnalny bal // Liście z ledwo słyszalnym / westchnieniem / odrywają się od macierzy / i parami, solo bądź gromadnie / w takt poloneza walca / lub szalonej polki / zależy / jak kapelmistrz wiatr zagra / dostojnie… lub / w zawrotnym wirze / tańczą… tańczą… tańczą / nim spadnie deszczu łza”.

 

 

PS  W następnym wpisie powyższe fragmenty wierszy zamieszczone zostaną w całości. A potem i na prozy ciut znajdzie się miejsce, czyli na Bracki felieton Romka D. i inne jeszcze utwory z wieczorkowej części o tematyce dowolnej.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wieczorkowy reportaż…

środa, 03 czerwca 2015 17:13

 

 

CO U BRACKICH W TRAWIE

PISZCZAŁO?

 

            Było pięknie, cudownie, wspaniale… Ciągle to powtarzać? Banał! A zatem skupmy się na tym, co też Braccy literaci wymyślili takiego, że ten ich wieczorek literacko-muzyczny znowuż wypalił?!

            Jednym z powodów jest pewnie doświadczenie, bowiem robią to już od lat. Miesiąc w miesiąc – najpierw strategia na warsztatach literackich – by już przed publicznością swój kunszt literacko-poetycki zaprezentować. Można powiedzieć, że w myśl zasady – nauka nie idzie w las…

            Nie od razu było tak udanie. Przez te wszystkie lata były wzloty i upadki. Jedne osoby przychodziły inne odchodziły, ale są też i tacy, którzy są od zawsze. Niektórzy wpadali do Bractwa, mając dobre chęci. Jednak życie weryfikowało ich zapędy i całe szczęście, że na ich chęciach się kończyło. Choć co niektórym krótkie piekiełko udawało się do Bractwa wprowadzić. Bo - jak wiadomo – dobrymi chęciami całe piekło jest wybrukowane. Ale jak przystało na „stare dobre małżeństwo” – tak i Bractwo przetrwało te cieńsze lata i teraz ma się całkiem dobrze.

            Wynikiem tego jest kolejny udany wieczorek pt. „…a w sercu maj”. Choć zaczął się na smutno i refleksyjnie. Niestety – ludzie nie są nieśmiertelni – więc i w Brackim gronie zdarza się, że ktoś bezpowrotnie odejść musi.

            O Irence Michałowskiej już pisaliśmy wcześniej, zaś na majowym wieczorku poświęciliśmy jej jedną z poetyckich części. „Irenko Poetko i siostrzana duszo / O przyrodzie pisałaś śliczne poematy / Pełne miłości radości i wzruszeń / W Twych wierszach śpiewał ptaków chór skrzydlaty” – tak rozpoczęła tę część Reginka Adamowicz. Pełno pytań było w utworze Wandy Kamyk: „Co będzie gdy nas zabraknie? / Czy tylko puste miejsce w ulubionym fotelu / Ulubiony kubek do kawy”.

            Jednak życie trwa dalej – tak i Braccy literaci w dalszej wieczorkowej części starali się wyrazić nie tylko w wierszach, ileż tego miesiąca maja w ich sercach się znajduje. Choć w felietonie Romka D. było go jak na lekarstwo. Bardziej skupił się on na graficznej stronie wieczorkowego tytułu („… a w sercu maj”), wobec czego umknęło mu gdzieś sedno tematu. Jednak jego felietonowy tytuł („A w sercu <cudzysłów> i… wielokropek”) jest niezwykle wymowny i niejako daje odpowiedź na to, w którym kierunku podążył felietonista – ów felieton pisząc…

            W części dowolnej autorecytacji wierszy Brackich poetów, którą poprowadziła Krysia Pilecka – Renia Wojniłowicz tak rozpoczęła swój utwór pt. „Tam, gdzie Bóg”: „Latami całymi marzyłam o podróżach / Porośniętych bujną roślinnością wzgórzach / Tam, gdzie ptaki nad chmurami budują gniazda / Tam, gdzie poświatę daje północna gwiazda”. Taka zaś jest pierwsza zwrotka utworu pt, „Melodia duszy” – autorstwa Ani Żabińskiej: „Uformowana z miłości do pięknych uczuć / W osobistej wzniosłej, artystycznej jaźni / Pełna przenośni i pokrewnych znaczeń / Staje się bujnym tworem wyobraźni”.

            Romek Dopieralski był konferansjerem w trakcie autorecytacji wierszy Brackich poetów, kiedy utwory dotyczyły wieczorkowego tytułu. Nietrudno się więc domyślić, że utwory były o miesiącu, który od kwietnia przejmuje przysłowiową pałeczkę, by po miesiącu panowania oddać ją czerwcowi. A cóż takiego spotkało w tymże miesiącu Reginę Adamowicz? Oto, czego dowiedzieliśmy się na wieczorku z piątej zwrotki jej utworu: „W maju przeżyłam bardzo wiele / Radości, szczęścia, piękna w nim / Święto Matuli, ślub, wesele / Narodził się najmłodszy syn”. A tak o maju wyraziła się w swoim wierszu Hela Szymko: „Bo miłość odkąd istnieje / zawsze pachniała majem / kojarząc zakochanych / szaleństwem uczuć się staje”.

            Jak do tych wspomnień o Irence Michałowskiej, do tego felietonu Romka D. - nawet nie o maju – i do tych majowych autorecytacji wierszy Brackich poetów - dodać jeszcze szaloną harmonijkę i jej właściciela – Mikołaja Kobusa – to tenże majowy wieczorek po prostu nie mógł się nie udać!

 

 

PS  A za czas jakiś – wiersze z tegoż niezwykle udanego wieczorku literacko-muzycznego, zatytułowanego: „… a w sercu maj”.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Jak to na wieczorku było…

piątek, 06 marca 2015 23:32

 

 

LIRYCZNOŚĆ LUTEGO

u

BRACKICH

(reportaż)

 

 

 

            Choć luty jest najkrótszym z miesięcy, jednak nie przełożyło się to jakby na długość trwania naszej ostatniej biesiady literackiej, zorganizowanej w tymże właśnie miesiącu. Szczegółowy plan „Lirycznej odsłony lutego” składał się aż z czternastu punktów, w którym oprócz strony literackiej, dominowała również muzyka. A to za sprawą instruktorki muzycznej Zofii Beba-Bednarczyk i jej trzyosobowego zespołu „Anima” – jedenastolatki Oli Brulińskiej i o rok młodszych: Martyny Margol i Nikoli Rembowskiej. Przyjechały do nas z Zegrza Pomorskiego i podbiły serca licznie zgromadzonej publiczności.

 

 

            Muzycznie wieczorek zaczął się znanym przebojem Urszuli Sipińskiej „Są takie dni w tygodniu”, zaś felieton Romka D. rozpoczął treści literackie. W przedstawionej prozie autor zanalizował wieczorkowy tytuł próbując wyłuszczyć liryczność lutego z różnych jego odsłon. Próbował ją znaleźć w ludowych porzekadłach („Kiedy luty – obuj buty”, Luty – omarznę ci u nosa gluty”) i w ważnych dniach lkutego (Tłusty czwartek, Walentynki, Dzień Kota). Jednak lirycznością najczystszej postaci okazał się ów wieczorek literacko- muzyczny Krajowego Bractwa i jego wspaniała publiczność.

            Zatem można stwierdzić, że kiedy przyszła pora na autorecytacje wierszy Brackich poetów, mieli oni zadanie znacznie ułatwione, bowiem publiczność była już porządnie rozgrzana. Jednak do pełnej satysfakcji brak jej było tej subtelnej nuty, płynącej z lirycznych strof recytowanych utworów. Zwłaszcza, kiedy „Liryczna odsłona lutego” w wierszu Marii Rudeckiej dotyczyła jej wspomnień 1942 roku : „Surowy, groźny, mroźny, trza wzuć ciepłe buty / taką opinię miesiąc ma drugi z kolei / ale kto ma pojęcie, jak się czeka w lutym / kiedy dzieci na powrót ojca czekają w nadziei”. Natomiast Grażyna Piekarewicz bombardowała publikę takimi metaforami ze swojego utworu pt. „Zimy purpury”, że aż iskry szły: „Otaczały mnie lutego bajeczne odsłony. I te łany i te błyski. Ich czar ognisty / Drgały we mnie krople wiecznej nadziei / Budziły się wzruszenia klamrą nostalgii zamykane”.

            Epilogiem tej wspaniałej uczty literackiej było brawurowe wykonanie przeboju Maryli Rodowicz „Niech żyje bal” – przez zespół „Anima”, co z łaciny oznacza duszę. O tak, duchowej strawy na tymże wieczorku, dla nikogo nie zbrakło…

 

 

PS  Poezja z tego fenomenalnego wieczorku, gdzie ponoć iskry szły – w następnych wpisach i to niebawem!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

"Srebrną wstęgą malowane"...

środa, 04 lutego 2015 21:59

 

 

BIESIADA u BRACKICH

w

NOWYM 2015 ROKU

(reportaż)

 

 

 

            Pierwszy w tym roku wieczorek literacki stał się faktem. Zaczął go felieton Romka Dopieralskiego pt. „Noworocznych postanowień czar”. I faktycznie – tych deklaracji, jakie sobie składamy, by się w tym Nowym Roku spełniły – w tym felietonie było bez liku. Niestety, była w nim również przestroga, bowiem obietnice obietnicami, a życie życiem i nie zawsze toczy się ono według planu. Jednak najważniejsze, że w puencie tej prozy wystąpił także pierwiastek optymizmu, iż za niespełna rok – znów będzie Nowy Rok i możliwość nowych postanowień.

            Jeden z bloków programowych poświęcony był niedawno zmarłemu Brackiemu poecie, Wackowi Rytlewskiemu. Wacek był człowiekiem orkiestrą, co to i tworzył wiersze, i malował, i grywał na instrumentach szarpanych, i na harmonijce ustnej, i pisał piosenki, itp. itd. etc. Dlatego wspominki o nim zaczęliśmy od odśpiewania piosenki pt. „Piękne jest życie malarza”, której słowa są Wacka autorstwa. Potem Romek D. wyrecytował poświęcony mu utwór („O poecie wiersz”), zaś Krysia P. wespół z Kazikiem G., Piotrem Jerzym K., Jankiem W. i Robertem Pawłem K. – przedstawili jakby sylwetkę Wacka na kanwie jego wiersza pt. „Kim jesteś poezjo…”. Marysia R. także swój kamyczek dorzuciła utworem własnym pt. „Wspomnienie o Wacławie”. Natomiast wkład wszystkich obecnych był w finale wspominek o Wacławie, kiedy w posadach trzęsła się sala Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”, gdy znowuż śpiewano Wackowy tekst. W tym przypadku Wacek upatrzył sobie znany ongiś przebój kołobrzeskiego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej pt. „O mój rozmarynie”. Ostatnią zaś zwrotkę dopisali Braccy poeci, niejako w podzięce Wackowi: „Dziękujemy Wacku za piosenkę /bis/ Tośmy pośpiewali, struny rozruszali / hitem Twoim /bis/.

            W pierwszej części autorecytacji wierszy Brackich poetów tematyka była dowolna, a poprowadził ją Kazik Gałkowski. To on zapowiedział wiersz Grażynki Piekarewicz pt. „Kroplami rosy zraszam wzruszenia”, którego tytuł był zarazem jednym z jego wersów. Ciąg dalszy brzmiał następująco: „Muzyko, słyszę Twój śpiew / Idę do Ciebie w sukni uszytej ze złotych promieni / Jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki zmieniasz cały świat”. Natomiast tak zaczął swój utwór Piotr Jerzy Kawa: „Czy można być wiernym tylko jednej osobie? / Niemożliwe, na myśl przyjdzie niejednemu tobie / A jednak możliwe to jest w istocie / Jeśli twoja miłość jest w Bogu, nie w złocie”.

            Krysia Pilecka poprowadziła część tematyczną autorecytacji wierszy Brackich poetów, których treści oscylowały wokół wieczorkowego tytułu: „Srebrną wstęgą malowane”. Janek Wiśniewski, by do tegoż tytułu nawiązać, w swoich przeżyciach sięgnąć musiał bardzo głęboko. Jego wiersz pt. „Rozsrebrzone echa dzieciństwa” tak się zaczyna: „Mróz jest siarczysty, gdzieś minus dwadzieścia / a Księżyc w pełni śnieżną biel rozsrebrza / zimnoognistych iskierek bezlikiem // To księżycowe rozsrebrzenie śnieżnej bieli / mrozopochodnym chrzęstem kroków przyprawione / ciągle powraca niczym sen w moich wspomnieniach / jako wzorzec nocno-zimowego misterium”. Marysia Rudecka swój wiersz zatytułowała adekwatnie do myśli przewodniej literackiej biesiady, czyli: „Srebrną wstęgą malowane”. Oto strofa inicjująca jej utwór: „Gdy otworzyłam oczy pełniutkie zdumienia / sądziłam, że już jestem gdzie indziej, wysoko / bo jak daleko sięgnąć okiem ani krztyny cienia / wszystko białe i srebrne bez końca, szeroko”.

            Kolejną część autorecytacji wierszy tematycznych, i zarazem ostatnią, poprowadził Romek Dopieralski. W przysłowiową już „srebrną wstęgę”, Adam Opatowiecki w swoim utworze umalował jakby Nowy Rok: „Na oceanie życia napięte naiwności żagle / Że wraz z rokiem, mój los odmieni się nagle / Że troski, że biedę, samotność, kłopoty / Rok stary zabierze za progi, za płoty”. Natomiast od zimowych klimatów, choćby wierszem, próbował odciąć się Robert Kamin: „Zatęskniłem za wiosną obfitą w promienie / Skąd czerpałem dostatnio miodu słów natchnienie / Gdzie tonąłem jak w rosie w burzanach Pól Dzikich / Gdzie mnie cieniem swym hojnie karmił liść osiki”.

            Na wiosnę, to chyba jeszcze zbyt wcześnie. Bo to i luty potrafi przymrozić, i z marcem też różnie bywa. Nawet kwiecień czasami przeplata i wtedy w nim nieco zimy i nieco lata. Ale od czegóż są wieczorkowe wiersze Brackich poetów. One niejedną wiosną potrafią przywołać.

 

 

PS  W kolejnych materiałach będą wiersze z tejże literackiej biesiady w całości, a nie w cytatach, jak to ma miejsce w powyższym reportażu.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (15) | dodaj komentarz

U Brackich z opłatkiem…

niedziela, 21 grudnia 2014 22:18

 

 

UŚMIECH GWIAZDY

BETLEJEMSKIEJ

(reportaż)

 

 

 

 

 

            Grudniowe wieczorki literackie u Brackich poetów są wyjątkowe. Nie inaczej było i teraz, choć aura nie dopisała, bowiem białego puchu nie sypnęło nawet na przysłowiowe lekarstwo. Zanim w eter poszły literackie treści, czar świąt Bożego Narodzenia wyłaniał się już u progów Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”. Pięknie przystrojona sala, na stolikach pośród słodkości ścieliły się iglaste gałązki, a scena była wprost upstrzona świątecznymi akcentami. Zaś przed sceną, złączone ze sobą przyozdobione stoły były punktem strategicznym Brackich poetów. Zasiadali przy nich grupowo, prezentując swoją najświeższą twórczość.

            Zanim jednak wieczorek rozpoczął się na dobre, minutą ciszy uczczono pamięć niedawno zmarłego nestora Bractwa – Wacława Rytlewskiego. Wacek był niezwykle barwną postacią. Pisał, śpiewał, rysował, recytował, fotografował, tłumaczył wiersze z języka francuskiego. Taki „człowiek orkiestra” - można by rzec. Ta smutna wiadomość o Wacku spadła na Bractwo jak grom z jasnego nieba. Ale cóż było robić, życie toczy się dalej, więc po minucie ciszy literackie teksty zaczęły docierać do licznie przybyłych gości.

            Na początek zaprezentowane zostały wiersze tematyczne, czyli związane z tytułem wieczorku – „Uśmiech Gwiazdy Betlejemskiej”. I choć pogodowa aura zawiodła, to przynajmniej w Brackich utworach można było oczyma wyobraźni wprost dotknąć tej białej okrywy, która już powinna do świąt nas nastrajać. „Zimowy świat wpleciony w białe pierzyny chat w oddali / Puchowe sny. Puchowe zapatrzenia i ten płaszcz zasypiających gwiazd / Radość srebrną wstęgą malowana // Patrzyłam na koronkowe śnieżynki / wirowały, rzucone w przestrzeń były jak taniec kwiatów / Zachwycały świerków zastygłe pompony / i jodeł nieruchome dywany” – tak mamiła zimowym czarem Grażyna Piekarewicz. Natomiast w klimat świąt wprowadzał wiersz Reginy Adamowicz: „Szczególny czas / gdy pierwsza z gwiazd / ogłosi nam Nowinę / że oto Bóg / na świata próg / zsyła nam Swego Syna”. Jednak w następnej zwrotce dywagowała: „Czy cały świat / temu jest rad? / by przyjąć Go w radości? / tyle zła tkwi / i płyną dni / bez dobra i miłości”. Zaś utwór zakończyła swoistym życzeniem: „Tak jak od lat / niech cały świat / Gwiazdy blask opromieni / by dawny ład / miłości kwiat / rozkwitał wciąż na ziemi”. Robert Paweł Kamin rymem do choinki przemawiał: „Jesteś choinko strojna Niebem / Aura twa dumna lśni na jawie / Twym aromatem karmię siebie / W Kościoła strojnej, jasnej nawie”.

            Jak zwykle, nie obyło się podczas literackiej uczty bez choćby odrobiny prozy. Romek Dopieralski w swoim felietonie pt. „Jesienno-przedświateczne dywagacje”, nie szczędził słów krytyki pod adresem nieprzychylnej aury: „Drzewa ostatecznie pozbyły się liści. Nawet modrzew igły już pozrzucał. Krótszy dzień. Spacery z psem mniej wędrowne. Czasem plucha, czasem dmucha…”. Za to felietonowa puenta była już w radośniejszym nastroju: „Już niedługo przystroję choinkę pachnącą żywicą. Będę spoglądał w niebo, wypatrując pierwszej gwiazdki i ucztować będę pośród potraw dwunastu. Jedna sprawa tylko mnie trapi. Jeśli chodzi o prezenty pod choinką, to czy Święty Mikołaj w tej materii mi dogodzi…”.

            W kolejnej poetyckiej części Maria Rudecka – jak co miesiąc – przedstawiła portret miesiąca: „Dni mu się nie dłużą / bo krótkie, bardzo krótkie, lecz noce bez końca / a to w kościach coś strzyka, jakaś cienka zdaje się  pierzyna / trochę za dużo wiatru, a za mało słońca / Ale co się tu dziwić, to grudzień, to zima”. Niezwykle refleksyjnie rozpoczął swój wiersz pt. „Bieg donikąd” Janek Wiśniewski: „Samotnie pośród / A kokon szczelny / Szaro i zimno / Nie tylko wokół / I ten wyczerpujący bieg / Bieg w pogoni za / Za czym”. Równie refleksyjnie, ale już z nutą goryczy Janek ów wiersz zakończył: „Ale gonitwa uzależnia / Niczym narkotyk odurza / Więc ciągle pośpiech / Wręcz bieg / Zachłanny / Zaślepiający / Bieg donikąd / Bieg w sytą nicość / W pustkę”. Pięknym słowem podzieliła się Regina Adamowicz. Jej odezwa do człowieka w wierszu pt. „Podaruj cząstkę serca” była najczystszej miary: „Podziel się sercem / Jak kromeczką chleba / Od ust odjętą / Ostatnią // Cząstke serca swego / Daj niekochanym / Dzieciom / Podaruj krzywdzonym / Maltretowanym”.

            Na tej grudniowej biesiadzie literackiej nawet wątek śpiewaczo-teatralny nastąpił. Tekst Zosi Zawilskiej pt. „Umowa społeczna”, naszpikowany potężną dawką humoru, wyśpiewany został przez Krysię Pilecką i Kazika Gałkowskiego. Utwór traktował o tym, jak to przy okrągłym stole, co na górze ma być, co na dole. Nasi bohaterowie wcieleni w postaci Halki i Barona tak do siebie śpiewali: Halka: „Ty pójdziesz górą, ty pójdziesz górą, a ja doliną / Tobie wikt z kawiorem, tobie wikt z kawiorem, mnie z margaryną”. Baron: „Ja się będę leczył, ja się będę leczył w klinikach świata / Ciebie lekarz przyjmie, ciebie lekarz przyjmie za cztery lata”. Halka: „Będziesz kupował, będziesz kupował wille, pałace / Ja mieszkanie w bloku, ja mieszkanie w bloku z trudem zapłacę”.

            Oj działo się, działo podczas grudniowej uczty literackiej w wykonaniu poetów z Krajowego Bractwa Literackiego, z jakże urokliwego miasta Koszalina. Jednak żadna to nowina, bowiem zarówno grudniowe wieczorki, jak i te w pozostałe miesiące – są po prostu wyjątkowe…

 

 

PS  Jeszcze przed świętami ukażą się wiersze o tematyce świątecznej, z tegoż właśnie wieczorku. I to takie wiersze, że do recytacji przy świątecznym stole – jak znalazł!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

Przebieg literackiej uczty…

piątek, 05 grudnia 2014 13:36

 

 

„W AURZE JESIENNEJ

ZADUMY”

(reportaż z wieczorku)

 

 

Od śmiechu do łez

            Listopad jest miesiącem pełnym zadumy (Wszystkich Świętych), patriotyzmu (Święto Niepodległości Polski) ale również i zabawy (Andrzejki, Światowy Dzień Tańca). Nie inaczej było na listopadowym wieczorku zatytułowanym „W aurze jesiennej zadumy”. Autorecytacje wierszy Brackich poetów, prezentowane w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, co rusz wprawiały słuchaczy w skrajne emocje – od śmiechu do łez. Nawet comiesięczny felieton Romka D był w podobnych klimatach…

            Krysia Pilecka, prowadząca pierwszą poetycką część wieczorkowej uczty, napomknęła o jeszcze jednym ważnym listopadowym wydarzeniu. 16 listopada wybieraliśmy włodarzy miast i gmin oraz radnych ciał samorządowych. W tej materii o skrajne reakcje jest równie łatwo, bowiem chcemy przecież mieć wpływ na to, kto będzie rządził przez kolejne 4 lata, więc dynamiczne ścieranie się poglądów jest wprost nieuniknione. Jednak tej tematyki poeci nie podjęli i być może dzięki temu obeszło się na wieczorku bez jakichkolwiek poważniejszych reperkusji. Choć wiersz Roberta Kamina („Mądrość przebaczania”) początek miał ciut zadziorny: „Oko za oko – brzmi prawda Izraela / Zmącona półsennym słowem Zbawiciela / Który nieprzyjaciół nakazał miłować / Najszczerzej odpuszczać, urazy nie chować”. Janek Wiśniewski wierszem uczcił dzień 1 listopada: „O tych, którzy kochali nas i już odeszli / w zniczy płomyki zaklęta pamięć / za tych, którzy odeszli przez nas kochani / w światła zniczy wtapiana modlitwa / dla tych, którzy o naszą wolność i spokój / walczyli i polegli w chwale / w zniczy płomyki przyobleczona wdzięczność”. Zaś Anię Żabińską najwyraźniej dopadła jesienna nostalgia: „Deszczowych kropel echo zbłąkane / Ostatnie liście postrącał wiatr / I znowu jesień w swe panowanie / Objęła ten piękny świat”…

            W drugiej poetyckiej części, poprowadzonej przez Romka Dopieralskiego, w portrecie listopada Maria Rudecka ni to zapytywała, ni to stwierdzała: „Nie wiem, czy to Papa Rok tak każe / czy coś tak się z dawna składa / że dźwigać smutków bagaże / to zadanie listopada”. Jakby odezwą do narodu był utwór Ludmiły Raźniak: „Urodzony w Niepodległej / czy umiesz docenić / wolność niezawisłość / swobodę słowa / i wiernie jej strzec / Czy wiesz co to miłość / i duma narodowa / żeś Polak spod znaku Orła”. Natomiast optymistycznie jesienne klimaty wyrysowała wierszem Grażyna Piekarewicz: „U stóp drzew miedzianych liści pokłady / Wchodziłam w ten świat / W myślach, w słowach, w tym co nieskończenie piękne zatrzymywałam czas / Nostalgia rzucona w pejzaże leśnych korytarzy / I ten deszcz rzęsisty / Jego krople na źdźbłach traw / Rozwieszone błyszczały jak sznury korali”…

            W przerwach między poetyckimi blokami również i publiczność miała zajęcie, niejako czynnie biorąc w nim udział. Bowiem kto żyw, śpiewał „Hymn Bracki” do znanej melodii „Hej, hej sokoły”. Twórcą pięknego tekstu jest Zosia Zawilska. Oto jedna z trzech zwrotek: „Wśród zieleni się spotyka / Wiatr od morza i muzyka / A poezja, piękna pani / Chodzi z nami ulicami”. Kiedy przyszła kolej na refren, to aż klubowe mury trzęsły się w posadach. Nic dziwnego, skoro taką końcówkę ów hymn posiada: „Hej, hej, hej sokoły / Omijajcie góry, lasy, doły / Nie mijajcie Koszalina / Bo tu Bractwo jest! jest! jest!”

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Literacki wieczorek u Brackich…

wtorek, 11 listopada 2014 21:11

 

 

MUŚNIĘCI PRZEZ JESIEŃ

(reportaż)

 

 

            Ten wieczorek literacki muśnięty został jesienią i to w stopniu znacznym. Zza okien Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”, gdzie uczta poetycka się odbyła, widoczny był spotęgowany opad liści z drzew, co optymistycznie raczej nie nastrajało. Tenże klimat najwyraźniej udzielił się literackiej braci. Ich wiersze nacechowane były nostalgią i tęsknotą. Nawet bracki felieton muśnięty został przez jesień. Czyż wypada się temu dziwić, skoro tytuł literackiego wieczoru brzmiał nie inaczej, jak: „Muśnięcie jesieni”…

            „Jesienią zapachniało / dni słońcem złocone / przyroda barwami maluje widoki / tęsknota za czymś niesie / oczy zaszły łzami” – dramatyczną nutą rozpoczęła swój utwór Helena Szymko, by po chwili w wiersz wpleść optymizm: „a jesienna pani uśmiech śle uroczy”. Już od jakiegoś czasu Maria Rudecka portretuje miesiące. W pierwszej poetyckiej części padło na wrzesień” „Dawno zamilkły kosy / Rozścieliły się wrzosy / Śle sygnały jesień / Zjawiam się ja – wrzesień”. Dosyć mocno muśnięta jesienią musiała zostać Ania Żabińska, skoro tak spuentowała swój wiersz: „Z rana słońca, ciepła i wody brakuje / Wieczorem hormonu wzrastania”. Jednak dwa kolejne i zarazem ostatnie wersy dają nadzieję na lepsze jutro: „Teraz będą powoli zbierane na pocieszenie / różnorodne dary jesieni”.

            Bracki felietonista, Romek Dopieralski, również  muśnięty został  przez jesień. W swojej prozie opisywał, jak to za czapką przez pół godziny po podwórku ganiał, a wiatr turlał ją przez kałuże i wzbijał w górę, kiedy ów podbiegał. I na liście się uskarża, że co rusz jakiś ląduje mu na głowie. Felietonista również wyjaśnia, po cóż drzewa gubią liście. Z jednej strony krytykuje jesień, z drugiej zaś – stara się zrozumieć te niby anomalie pogodowe, by w na koniec tak stwierdzić: „Nawet muśnięcia jesieni też można polubić”.

            Część druga autorecytacji wierszy brackich poetów była znacznie weselsza, bowiem tematyka ich treści nie dotyczyła już wyłącznie jesieni. Maria Rudecka sportretowała kolejny miesiąc: „Imię me cudzoziemiec – każdy – śmiesznie powie / ale to nie przeszkadza mnie – Październikowi / Nawet lubię, gdy jakiś Niemiec je sepleni / do żadnych „ś” „ź” Germanie nieprzyzwyczajeni”. Inny poeta, Zdzisław Grzanowicz, wychwalał dzień z własnego życiorysu wycięty, w którym: „stało się wielkie wydarzenie / mojemu wnusiowi Dziubelkowi / dwa ząbki wyrosły / jakiż to był dzień / radosny i wzniosły”. Natomiast Janek Lutobarski każdą z pór roku sportretował pozytywnie i radośnie. On nawet jesieni uśmiech przykleił: „Ścianę lasu, piękną zieleń / w brąz nam pomaluje / Niech maluje - myślę sobie / jeżeli tak czuje  // Ja kolory takie lubię / mnie to nie przeszkadza / A u kobiet brąz jest modny / i nawet się zgadzam”.

            Występująca u nas gościnnie, pani Lucyna Łagodzicz, również nie poddała się jesiennej nostalgii. W przerwach między poszczególnymi poetyckimi odsłonami raczyła nas tańcami hiszpańskich Cyganów. Jednym słowem, w ten jesienny czas, pod „strzechy” osiedlowego klubu zawitało krwiste flamenco.

 

 

PS  Niebawem pojemność literackiej uczty, która miała swój finał podczas październikowego wieczoru literackiego, będzie zaprezentowana na łamach tegoż blogu. A działo się sporo…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Na wieczorku u Brackich…

sobota, 11 października 2014 20:07

 

 

ECHA LATA W POEZJI

(reportaż)

 

 

 

 

 

            Cudowną porą roku jest lato. Jedyna jego wada, że tak szybko mija. Nie inaczej było i teraz, kiedy kalendarzowe lato usunęło się w cień, by zrobić miejsce jesieni. Jednak od czego jest poezja i pomysłowość Brackich poetów, którzy rozpoczęli nowy literacki sezon, wspominając  właśnie minione lato.

            Zatem na wieczorku zatytułowanym „Błękitne echa lata” od razu zrobiło się cieplej, gdy w autorecytacjach Brackich poetów owe echa co rusz odbijały się od ścian Klubu Osiedlowego Nasz Dom. Jan Wiśniewski takim oto echem zakończył swój utwór: „ Tę ciszę, zieleń i nieba błękit / i dobroczynność działania wody / zakląć dziś chciałbym / aby się stały echem lata”. Zaś Helena Szymko takie strofy do lata kierowała: „Jak dobrze cieszyć się tobą / wychodząc ci naprzeciw / w letniej barwnej sukience”. Maria Rudecka letnie echa ujęła, portretując miesiąc lipiec: „To ja – Lipiec. Takie moje miano / Od kwitnienia lip kiedyś imię mi nadano / i takie tylko chcę nosić, bo mi pachnie miodem / i brzęczy mi pszczołami. Rozbrat wziąłem z chłodem”. Wiersze z pierwszej wieczorkowej  części można podsumować krótko – były optymistyczne. Nawet comiesięczny felieton Romka D. swoją finalną puentą nie spowodował, że licznie zgromadzeni miłośnicy słowa pisanego popadli w jesienną nostalgię: „No cóż, jesień teraz, ale błękitne echa lata na długo jeszcze w nas pozostaną”.

 

(Oto przecudnej urody plakat autorstwa Oli Stroczyńskiej. Podczas całego wieczorku stał na honorowym miejscu, czyli na scenie, która okupywana była przez recytujących poetów.)

 

            Drugą część poetycką – w treściach dowolną – rozpoczęła Maria Rudecka. Tym razem sportretowała sierpień: „W naręczu ziół pomieszam miętę z rozmarynem / pod rozstajną kapliczka złożę je świątkowi / na dywan z mgieł usiądę jak na baśniową drezynę / odejdę, lecz wpierw oddam rządy memu bratu – Wrześniowi”. Natomiast tak zrymował nasz Bracki Mickiewicz, czyli Robert Paweł Kamin: „Zgodziłem się Panie na śmierci ramiona / Niech dzieła swojego w milczeniu dokona / Lecz niech odważnie – dziś słowo me stanie / Na pozostanie w grobie – nie zgadzam się Panie”.

            Zaś na pozostanie w smutku z powodu zakończenia lata, nie zgodzili się Braccy poeci, dając dowód na to poprzez swoje atrakcyjne utwory - pełne życia i nadziei…

 

 

PS  W następnych wpisach będzie to, co w reportażu zapisane i jeszcze więcej.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Preludium lata u Brackich…

poniedziałek, 30 czerwca 2014 18:35

 

 

TOAST

na

CZEŚĆ LATA!

(reportaż)

 

 

 

         Tematem przewodnim ostatniego wieczorku literackiego przed wakacyjną przerwą było lato, a właściwie jego początek. Zatem tytuł literackiej biesiady – „Preludium lata” – był jak najbardziej adekwatny do sytuacji. Natomiast słodki poczęstunek wystawiony na wielu stolikach miał kto konsumować, bowiem publiczność dopisała nad wyraz. Wieczorek toczył się wartko, był dynamiczny z dużą dozą humoru. Przerwy pomiędzy poszczególnymi odsłonami z autorecytacjami wierszy Brackich poetów umilał na swojej genialnej harmonijce Mikołaj Kobus. Właściwie to harmonijka była raczej najzwyklejsza, jedynie w rękach pana Mikołaja nabierała tejże genialności. Również na prozę znalazło się miejsce, czyli felieton Romka D..

             I właśnie prozą – jak co miesiąc – rozpoczął się wieczorek literacki   w przyjaznych progach Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”. Felieton był oczywiście tematyczny, więc obracał się wokół lata od pierwszego wersu, aż po ostatni. W prologu wychwalana pod niebiosa była wiosna, która przygotowała porządne przedpole, by lato mogło bez problemów rozpocząć swe panowanie. W epilogu wystąpiło stwierdzenie, że to, czego lato przede wszystkim musi dać, to dużo, dużo słońca.

            A jak było w poetyckich treściach? Robert Paweł Kamin tak rozpoczął swój wiersz pt. „W gęstwinie cudów”: Już słowik zaśpiewał w leśnej gęstwinie / I głos jego dźwięczny słodko dziś płynie / A z traw się wyłania kąkol nadobny / którego strzeże bąk-brzuchacz dorodny”. Zaś Grażyna Piekarewicz tak zakańcza swój utwór: „Spoglądałam w niebo. Zachwycały jego purpury.        W pierwszych promieniach lata, w pierwszym słońca zenicie rozkwitał najpiękniejszy cud natury życie”. Niezwykle obrazowo o nocy czerwcowej recytowała Anna Żabińska: „Noc księżycowa perłami rosi / Mgła lazurowa     z wód się podnosi / Srebrzą się pola, śpią chaty w dole / Gwiazdy migocą,    z księżycem się złocą”. Miłośnie do tematu podeszła Helena Szymko: „Lato pieści nasze ciała powiewem wiatru od morza / wybrzmiewa biciem zakochanych serc / gdzie pośród wdzięków natury rozkwita miłość”. Natomiast wyraźne misterium jest w utworze Reginy Adamowicz: „Pośród błękitnych dróg / Przystanął anioł uskrzydlony / Przemówił do mnie dobry Bóg / A ja ze wzrokiem opuszczonym / Upadłam przed Nim na kolana”.

         A kiedy już zabrakło poetyckich uniesień, polał się szampan. Poeci, wespół z przybyłą publicznością, podnosząc kieliszki z musującym napojem, na cześć lata wznieśli radosny toast.

 

    

 

PS. W następnym wpisie zamieścimy prześlicznej urody wieczorkowe wiersze. Nafaszerowane będą one latem we wszelkich możliwych konfiguracjach. Spomiędzy wersów i strof lato będzie się z nich wylewać całymi strumieniami…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorek literacki w opisie…

środa, 04 czerwca 2014 22:47

 

 

FINAŁ

LITERACKIEJ

BIESIADY

 

 

  

 

 

            Wieczorek literacki zatytułowany „Wiosenne nastroje” przeszedł do historii i to tej raczej mile wspominanej. Bowiem Braccy poeci zaserwowali słuchaczom dobrą poezję sporych rozmiarów. Utwory były – jak sugeruje wieczorkowy tytuł – jak wiosenne nastroje, czyli nastrojowe i liryczne, optymistyczne i refleksyjne, okazjonalne i zmysłowe, a nawet trafił się wiersz instruktażowy. W poezję również wplecione były klimaty muzyczne. Śpiewaczy duet, Ewa Falkiewicz i Bartosz Piechocki – harcerze ZHP przy Hufcu Ziemi Koszalińskiej – serwowali piękne utwory, akompaniując sobie grą na gitarach.

            A zaczęło się jak zwykle felietonem Romka D., czyli comiesięcznym cyklem pt. „Nie tylko wierszem…”. Felieton był niemalże gotową receptą na bycie szczęśliwym. Wystarczy dużo śmiechu, by nasz mózg zaczął produkować drogocenne endoktryny, a pogodne nastawienie do świata wytworzy w nas serotoninę, zwaną hormonem szczęścia. Ot i cała tajemnica.

            „Wiosenne mgły mnie budzą rano / I słowik tak radośnie śpiewa / Wiązkę mych słów nieskalaną / Rzucam na wiatr – niech je rozwiewa” – tak w pierwszej wieczorkowej części recytował Robert Paweł Kamin. Natomiast Ola Stroczyńska w swoim utworze przedstawiła wiatr o poranku: „Maestro wiosennych nastrojów / Zabrał ciemne chmury / I posuwistym krokiem poloneza / Oddalił się by dalej czarować / Wiatrowa muzyka umilkła / A słońce ciszą zagościło na resztę dnia”. Zaś Jan Lutobarski w swoich treściach poszedł w ornitologię: „Widziałem ptaki / kolorowe jak kwiaty / śpiewem swym / radość przynosiły // przyleciały z krajów / gdzie żyły bo musiały / doczekać polskiej wiosny”.

            Dowolna tematyka w drugiej części sprawiła, że Zdzisia Krasnopolska zaprezentowała poetycki fitness: „Zanim wstaniesz z łóżka / fiknie jedna nóżka / potem druga… / A kręgosłup? – koci grzbiet / pomoże się wyprężyć / żeby bóle przezwyciężyć”. Lech Kamiński zauroczony pewną skrzypaczką, tak recytował: „Przyjęła pozycję do gry / chwila ciszy i smyczek zatańczył szalony / przebiega tuptaka po strunach / tam i z powrotem / jakby krzesał iskry”. Co do Heleny Szymko, to ona w erotyczne weszła klimaty: „mimo, że jesteś mi drogi / jeszcze nie oddam ci ciała / mam swoje własne wymogi / miłość cielesna nie starczy / musi być szerszy horyzont”.

            I tak oto wiosenne nastroje Brackich poetów przekute w wiersze, okraszane jeszcze złotymi myślami Roberta Kamina z jego tomiku pt. „Perełki życia” – dały finał kolejnej udanej biesiadzie literackiej.

 

 

 

PS  W następnym blogowym wpisie prezentowane będzie to, co na tejże biesiadzie literackiej się działo. A zatem będzie w całości przedstawiony ornitologiczny wiersz Jana Lutobarskigo. Poetycki fitness Zdzisi Krasnopolskiej da nam pomysł na kolejne ćwiczenia własnego ciała, a erotyk Heli Szymko - też będzie miał swój finał.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nie tylko wierszem, czyli proza Romka D.

czwartek, 27 marca 2014 22:31

 

 

REPORTAŻ Z KIELICHA

PRZEBIŚNIEGU

 

 

 

 

 

 

            Można powiedzieć, że nasz wieczorek literacki inaugurujący nadejście wiosny udał się nam nad podziw. Publiczność dopisała i wytrzymała do końca, choć biesiada znacznie się wydłużyła. Oprócz autorecytacji wierszy Brackich poetów, na koniec zaprezentowała się również kilkuosobowa ekipa z białogardzkiej grupy poetyckiej. Tegoż wieczoru jakby wszystko było razy dwa. Nawet osamotniony do tej pory w swych muzycznych poczynaniach, Mikołaj Kobus – tym razem scenę dzielić musiał ze śpiewaczym zespołem „Stokrotek Nowobramskich".

            Tradycyjnie już literackie treści rozpoczęto prozą Romka D. pt. „Felieton z kielicha przebiśniegu”, która nawiązywała do wieczorkowego tytułu brzmiącego: „Poezja z kielicha przebiśniegu”. Ten poetycko-prozatorski felieton z odrobiną przysłów i symboli kończy się apelem do wszystkich, by dbano o te cebulkowe roślinki o białych kwiatuszkach, czyli przebiśniegi, zwane także śnieżyczkami.

            Poezję z kielicha przebiśniegu „wylewać” rozpoczął Janek Wiśniewski: „Spraw, by rozkoszy fala / wzniosła mnie hen do raju / I ambrozją mnie nakarm / napój nektarem” – upraszał Janek swoją muzę. A tak budzi się do życia wiosna w utworze Reginy Adamowicz: „Pierwszy kwiat rozwinął się przy drodze / liliowy krokus wynurzył się z traw / bociek na jednej nodze / szuka w mokradłach żab”. Krysia Pilecka swoim wierszem „Ciepły dotyk” uderzyła w liryczną nutę: „Gdy kogoś ogrzewasz dotykiem dłoni / radosny uśmiech pojawi się na twarzy / strumień uczuć czuły – żarem popłynie / i rozpali iskrę co ledwie się żarzy”. Adam Opatowiecki tak rymował o jednej ze swoich małych przyjemności: „Radość znajduję w herbaty łyku / w tym mocnym z liści naparze / Który się rodzi w starym imbryku / a jeszcze lepiej, gdy w samowarze”. Oto druga jego mała przyjemność: „No i z tytoniu mam przyjemności / których zastąpić niczym nie pragnę / Ten dymny spokój, dymne radości / wysoką mają w tym życiu rangę”.

            Trwaj chwilo, trwaj! – chciałoby się powiedzieć o naszym wieczorku. Niestety jak wszystko, tak i nasza literacka uczta skończyć się musiała. Na pocieszenie pozostaje fakt, że kolejna biesiada już w kwietniu.

 

 

 

 

 

 

PS   Jak zwykle wieczorkowe wiersze i Bracki felieton w oryginale odtwarzane będą na tymże blogu w następnych wpisach. Tym razem materiały zostaną obficie okraszone zdjęciami.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lutowy wieczorek czas zacząć…

środa, 19 lutego 2014 20:09

 

 

  

KARNAWAŁ, MIŁOŚĆ i …

(reportaż)

 

 

 

 

            Kolejny nasz wieczorek literacki tylko dowiódł, że co jak co, ale na nasze biesiady przychodzić warto. Bo to i na dobry felieton można trafić, i ciekawej muzyki posłuchać, i przede wszystkim mnóstwo na nim rewelacyjnej poezji. Jednym słowem, gdyby literackie teksty były nie tylko strawą duchową, a również przechodziły przez żołądek – to każdy z gości opuszczałby nasze spotkania z potężną nadwagą…

            A co takiego było w tym lutowym wieczorku pt. „Karnawał, miłość i…”? A choćby to, że jego tytuł był jakby niedopowiedziany, co nie omieszkał zauważyć w swoim brackim felietonie Romek D. Jednak na koniec przyznał, iż ów wielokropek w tytule sens swój ma, dając poecie po prostu dowolność w temacie.

            Tej dowolności bynajmniej nie było w pierwszej części poprowadzonej przez Krysię Pilecką, gdzie dominował pierwszy człon z tytułu, czyli „karnawał”. „W karnawałowych toastach / ochoczo wznoszonych na przekór rozsądkowi / czerń nocy rozkwita tęczą” – tak rozpoczął swój wiersz Janek Wiśniewski. A tak swój utwór zakończyła Hela Szymko: „Tylko z tobą ta noc dziś coś znaczy / moje serce wali jak młotem / liczy się tylko to, co jest teraz / nie chcę wiedzieć, co będzie potem”. I jeszcze jeden początek wiersza, którego autorem jest Lech Kamiński: „Wylała się muzyka różowym kolorem / zaskrzypiała basetla / zapiszczały puzony / muzyka jazzem pobiegła do nieba / bal wszystkim głosi – tańczcie Święci”.

            W drugiej odsłonie poetyckich treści, poprowadzonej przez Romka Dopieralskiego, poezja podążyła w kierunku drugiego słowa z wieczorkowego tytułu, czyli „miłości”. Toteż Robert Kamin w wierszu pt. „Do Czesława Niemena” nie kryje miłości i uwielbienia, którą darzy nieżyjącego już lirycznego bohatera swojego utworu: „Teraz jesteś na drugiej stronie rzeki Niemen / Na Twym głosie orszaki wzniosły w Nieba sienie / Bo kto za życia śpiewał jak Anielskie chóry / Ten po śmierci dostanie srebrne skrzydłopióry”. Natomiast wiersz Janka Lutobarskiego można przypiąć do spójnika „i” oraz wielokropka, wieńczących wieczorkowy tytuł. „Już zmęczony zimą długą / czas nostalgii żegnać chcę / zacząć życie w świecie słońca / o kwitnących drzewach śnię” – sczytywał Janek strofy ze swojego utworu pt. „Oczekiwanie wiosny” – utworu, po którym literackie zasoby lutowego wieczorka zostały dokumentnie wyczerpane.

 

 

PS  I tak po kawałku przedstawiać będziemy na blogu to, co na lutowym wieczorku się wydarzyło. A że wydarzyło się sporo, więc i materiałów wieczorkowych szykuje się niemało.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Pierwszy w tym roku literacki szlif…

czwartek, 30 stycznia 2014 23:23

 

 

I PIĘKNY, I MAGICZNY…

(reportaż)

 

 

 

            Pierwszy wieczorek literacki Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina w Anno Domini 2014 stał się faktem. Rozpoczął go walc pt. „Skarb” Straussa. Potem strzeliły korki od szampana i obopólnie odśpiewano tradycyjne „Sto lat!”. Te śpiewne życzenia Braccy twórcy adresowali do przybyłej publiczności, a publiczność – do Bractwa.

            Kiedy wybrzmiał ostatni akord walca, za comiesięczny cykl – „Nie tylko wierszem, czyli proza Romka D.” – wziął się ów Romek, Dopieralskim zwany. Jego jubileuszowy felieton wieczorkowy (pięćdziesiąty!) pt. „Magiczne oblicza zim”, na początku jedynie z tytułu nawiązywał do myśli przewodniej literackiej biesiady. Jednak puenta była dobitna, krótka (bo to była dobra puenta) i na temat.

            Za to pierwsza część autorecytacji wierszy Brackich poetów tematem przewodnim („Magiczne oblicze zimy”) przesiąknięta była na wskroś – od pierwszego utworu po ostatni. Hela Szymko tak „skrobnęła” w swoim „Zimowym pejzażu”: „Malarka zima maluje widoki / po skostniałej ziemi / puszyste dywany ściele”. Janek Wiśniewski widocznie swój wiersz tworzył w czasie, kiedy była zima, ale wyłącznie kalendarzowa, pogodowo przypominająca wiosnę: „Magiczne oblicze zimy / dziś niełatwo dostrzec w realu / gdy temperatura tak minusom niechętna / przed powinnością śnieżenia ciągle się wzbrania”. A co na to Zdzichu Grzanowicz? „Wszystkiemu winny jest Gender chochlik cholerny” – grzmiał podczas recytacji, wtórując Jankowi. – „Wszak o nim tylko się ostatnio gada / taki to z niego kawał dziada” (ten chochlik Gender oczywiście, a nie Janek).

            Co jakiś czas, by nie dopuścić do recytatorskiej monotonii, na swoich klawiszach przygrywał (i to jak!) Mikołaj Kobus. W eter szły: „Serenada Księżycowa” G. Millera, „Besame Mucho” C. Valezqueza, „Przeminęło z wiatrem” A. Lewandowskiego i wiele, wiele innych szlagierów.

            Natomiast tradycyjnie zaczęto część drugą Brackich utworów poetyckich, co znaczy, że była ona w treściach jak najbardziej dowolna. Poprzez poezję można było podzielić się tym, co danemu poecie na wątrobie na przykład w danym momencie siedziało. Tak też zapewne uczyniła Ola Stroczyńska, tworząc wiersz pt. „Rezygnacja”: „Zmęczona smutkiem, pajaca rolą / poukładała niemożliwości / dotarcia do ludzkiej świadomości / ograniczonej głupotą niewiary”. A tak w utworze „Głuchota” zarymował Robert Paweł Kamin: „Późno zakwitłaś w moim życiu / Może zbyt późno na spełnienie / Kochałem Ciebie już w powiciu / Miłując nasze przeznaczenie”.

            Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Tak też było w przypadku tegoż wieczorka. Okazało się bowiem, że słowo „magia” z biesiadnego tytułu: „Magia zimowej aury”, obecna była cały czas podczas trwania tejże literackiej uczty. Publiczność opuszczała magiczne tego dnia mury Klubu Osiedlowego „Nasz Dom” z potężną dawką magicznej strawy duchowej. Zaś Braccy poeci zapewniali, że lutowe spotkanie będzie nie mniej magiczne!

 

 

PS  W następnych wpisach zaprezentujemy te magiczne wieczorkowe wiersze i felieton. A może jeszcze coś magicznego…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

To był dopiero wieczorek…

czwartek, 12 grudnia 2013 22:10

 

 

JAK TO U BRACKICH

WESOŁO I SERDECZNIE

/reportaż/

 

 

         To był dopiero wieczorek! Nie dość, że nastrojowy, bo w świąteczne tematy to jeszcze pełen humoru, żartów i wszelakiej słodkości, od których stoliki się uginały. A do tego jeszcze dopisała wierna publiczność i pokazało się wiele, wiele nowych twarzy. Po prostu trzeba było dostawić kilka stolików, co nie stanowiło najmniejszego nawet problemu. Bowiem Braccy poeci oprócz umiejętności w posługiwaniu się piórem, są równie dobrzy w organizowaniu wieczorków. Klub Osiedlowy „Nasz Dom” też swoją rękę dołożył, więc artystyczne przedsięwzięcie pt. „W jasności Betlejemskiej” nie mogło się nie udać…

         Jak o wieczorkowych ojcach sukcesu mowa to wypada napomknąć również o super kolędowym duecie, Mikołaju Kobusie i jego wnuczce Emilii Mroczkowskiej. Zaopatrzyli oni muzycznie znaczną część literackiej biesiady, rozpoczętej przez Krysię Pilecką, wierszami o treściach świątecznych. O „Adwentowych dumaniach” Janek Wiśniewski recytował: „W oczekiwaniu, jeszcze wśród mroku / na roratach gromadzimy się tłumnie / by pieśnią ojców prosić Cię Boże / Oj, wstrzymaj, wstrzymaj Swoje zagniewanie”. Wiersz Irenki Wiercińskiej miał życzeniowe odzienie: „Cicha noc – święta Noc / W sercach naszych życzeń moc / Anioł skrzydłem okrył świat / Dał nam w dłonie miliard lamp”. Cudnie zakończył autorecytację Janek Rodak: „Ten biały opłatek na stole / Co drżącą ręką podajesz / Uśmiechem wnika do serca / Gdy miłość swoją podajesz”.

         W myśl zasady, że nie samą poezją człowiek żyje, tak i na każdym wieczorku u Brackich jest też i miejsce dla prozy. A jak proza, to i Romek Dopieralski wraz ze swoim comiesięcznym felietonem. Tym razem na tapetę wziął świąteczno – zimowe klimaty. Ślizgnął się więc od św. Mikołaja, przez sowieckiego Dziadka Mroza aż po Piaskowego Dziadka z enerdowskiej dobranocki. Felieton zakończył stwierdzeniem, że choć święta Bożego Narodzenia są co roku to nigdy nam nie spowszednieją i swoją magią zawsze będą nas zaskakiwać.

         W drugiej odsłonie wieczorka nastrój świąteczny zaczął wytracać swój pęd, przechodząc w utwory o tematyce dowolnej. By jednak całkowicie nie odejść od bożonarodzeniowych treści, prowadzący tę część Romek Dopieralski, między wierszami (w przenośni i dosłownie) przemycał zwyczaje i obyczaje dotyczące owych świąt. A o nadziei tak zaczęła swój utwór Hela Szymko: „Ty, jak talizman / chronisz mnie od zguby / jesteś jak deszcz / w dni letniej posuchy / wiecznym filarem, który podpiera / mój świat – by nie runął”. Natomiast Robert Kamin tak spuentował swój utwór zatytułowany „Sen spełnienia”: „Póki Ciebie nie ma wiersze płodzę płynne / Lecą słowa w potok, bieleją niewinne / Lecz gdy Ciebie ujrzę przy mym boku zbrojnym / Odłożę me pióro i zasnę spokojny”. Zaś Grażynka Piekarewicz, najwyraźniej wsłuchana w ciszę, takowy stworzyła wiersz: „Wsłuchiwałam się w ciszę. Plątanina myśli w pajęczynie lodowymi strukturami tkana. / Wokół poezja zimowej natury ubrana w pomarańczowe łuny nieba i te pieszczoty i te nagie  / bajecznie rozgałęzione drzewa”.

         Długo jeszcze po zakończeniu części artystycznej nie opuszczano murów Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”, bowiem faktycznie zrobiło się tak jakoś po domowemu. Przy pięknych kolędach łamano się opłatkiem. Tego dnia od Brackich poetów – nie wyszedł nikt bez serdecznych życzeń.

 

 

PS  Pięknych wierszy na wieczorku było całe mnóstwo. W powyższym reportażu są zaledwie szczątki kilku z nich. Oczywiście systematycznie prawie wszystkie będą na bloku zaprezentowane - łącznie z felietonem.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Listopadowy wieczorek literacki...

czwartek, 28 listopada 2013 23:35

 

 

OPADŁ LIŚĆ 

JEST POEZJA

/reportaż/

 

 

         „Wiatr jesienny w liściach tańczy złotych / Ten oderwany spadając wiruje / Lśni srebrzyście kropelkami rosy / I tańcuje… w zachwycie tańcuje / Tyle chciałby jeszcze wyszeptać, powiedzieć / Ale do ziemi zbyt blisko… / I spada cicho, bezszelestnie / Nie zważając, że mokro, że ślisko…” Takimi słowami, zaczerpniętymi z własnego wiersza, Krysia Pilecka przywitała wierną publikę, która co miesiąc przybywa na wieczorki literackie koszalińskiego Bractwa. „Poezja spadającego liścia” to tytuł literackiej uczty, zaczętej felietonem Romka Dopieralskiego. „Co ma liść do poezji”, to z kolei analiza brackiego felietonisty, jakiej dokonał on na tytule głównym wieczorka. Z jego tekstu wynika, że spadające liście są inspiracją dla poetów: „Liściu, liściu dębowy / zawładnąłeś mną / i kawałkiem mojej wątroby”. Jak widać, nawet felietoniście udzieliła się poetyka spadającego liścia.

         Na stolikach, przyozdobionych pożółkłymi liśćmi, pośród słodyczy i ciastek tliły się świeczkowe ogniki. Zaś Marysia Rudecka tak rozpoczęła część autorecytatorską brackich poetów: „Wiatr szeptał, wołał, powtarzał / że już czas, że nadeszła pora / -Aleś się liściu, postarzał! / Może doczekasz wieczora…” A tak zakończył swój utwór „Skrzydłami jesieni”, poeta dwóch imion, Robert Paweł Kamin: „Zbawienny czas spoczynku ziemię świętą tuli / Która owoc wydawszy jak łono matuli / Legnie cicho w objęciach ciepłych Stworzyciela / Nim ją wiosna ogarnie skrzydłami wesela”. Niezwykle nostalgicznie do poezji nastroił listopad Irenkę Wiercińską: „W kalendarzu życia zdarza się chwila / Kiedy spoglądasz za siebie – do tyłu / By raz jeszcze poddać syntezie wszystko / Co szczęściem i co cierpieniem było”. Natomiast na wierszu Grażynki Piekarewicz piętno swe wycisnął pierwszy listopada dzień: „W koronie barwnych chryzantem, w ogniu świateł / Tęsknota, zaduma, modlitwa / I to wieczne o nich pamiętanie / Oni. Byli. Odeszli. Nie ma… / W tej świątyni Boga i ludzi / W poezji bursztynowego liścia / Oni / Na zawsze z nami”.

         Tak… to był piękny wieczorek, to były piękne wiersze. Może nie tak radosne jak zazwyczaj, ale taki właśnie jest listopad – miesiąc pełen zadumy, refleksji… no i tego spadającego pożółkłego liścia.

         Wieczorek literacki nie był tego dnia jedyną atrakcją. Po autorecytacjach wierszy brackich poetów, wystąpił gościnnie Zenon Miszewski, mieszkaniec Ustki. Właściwie, to i w wieczorku pan Zenon miał swój udział. Bowiem swoim śpiewem wypełniał wszelkie zaplanowane przerwy, czyli produkował się w tzw. przerywnikach muzycznych. Ten półkrwi Kaszub, z zawodu technik mechanik urządzeń okrętowych, równie dobrze radził sobie w prezentacji własnej twórczości. Obszernymi fragmentami prozy zainteresował publikę, która żywo reagowała na spore dawki zawartego w niej humoru. –„Proza zassała mnie i stała się moją pasją” – tak pan Zenon podsumował swój występ na koszalińskim gruncie.

 

 

PS  A dalsza część wieczorowych treści, już niebawem - będą wiersze i felieton. Zajrzyj więc koniecznie – zczytywaczu brackich tekstów na wieczorkach literackich prezentowanych!!!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Bracki reportaż, czyli październikowy wieczorek literacki w opisie...

czwartek, 31 października 2013 16:46

 

 

CIEPŁY UŚMIECH

w

JESIENNY CZAS


/reportaż/

 

 

            Licznie zgromadzona publiczność, żądna słowa recytowanego, wypełniła po brzegi gościnne progi Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”. Główni bohaterowie wieczorku literackiego, uzbrojeni w ciepły uśmiech i w wiersze o tematyce jesiennej, co rusz wysyłali w eter poetyckie treści. Dało się nawet posłyszeć bracki felieton, również jesieni poświęcony. Zaś w muzycznych przerywnikach, Stanisław Kobus dokonywał niezwykłej wirtuozerii na malutkiej harmonijce ustnej.

            Pierwszą odsłonę autorecytacji wierszy brackich poetów, poprowadzoną przez Krysię Pilecką, rozpoczął Paweł Kamin wierszem „Kolory jesieni”. U tegoż brackiego wieszcza, rymującego niezgorzej od samego Adasia od Mickiewiczów, tytułowe kolory jesieni przypływają do nas i skrzą się w promieniach słońca. A tak to wygląda w wierszu Emilki Szybistej: „Kluczem już zamknęły ptaki porę letnią / legowisko do snu wymościł zwierz leśny / Babie lato stroi świat, spójrz jesieni cudny czas”. U Heleny Szymko odżyły wspomnienia, które znalazły swe ujście w wierszu pt. „Jesienna miłość”: „Opadłe liście z drzew / tworzyły barwne kobierce / przytuliłeś mnie czule / czułam przyspieszony twój oddech / tak mocno biło ci serce”. Natomiast Irenka Michałowska tak swój utwór rozpoczyna: „Świat w mgły białą płachtę / otulił swe wdzięki / ucichły ptaki / drzewa osowiały / kapele żabie gdzieś ugrzęzły w mule”.

            W drugiej odsłonie literackich treści, którą poprowadził Kazik Gałkowski, tematyka była dowolna. Grażynka Piekarewicz, w wierszu „Gobelin”, upaja się pięknem jednej ze stolic Beneluksu: „Zanurzam się w palącym słońcu Brukseli / Czuję jej serce radością brzmiące / Widzę jej królewskie dzielnice i te bajeczne, wiecznie / tętniące życiem ulice”. Dla Janka Wiśniewskiego nawet najzwyklejsza wycieczka jest pretekstem do napisania wiersza. Oto, co przerwało mu niezmąconą ciszę nad wodami jeziora Czarnego koło Strzekęcina: „Tylko gdzieś jastrząb zakwili / gdzieś dzięcioł zastuka by po chwili / przepraszająco zamilknąć / Z ciszy dwie klacze się wyłaniają / na nich dziewczyny niemniej dorodne / a próba testowania dna przy brzegu / zaburza rozleniwienie / Potknięcie klaczy / zręczność dziewczęcia w bryzgach wody / kończą się perlistym śmiechem”. W utworze Krysi Pileckiej „znieczulona obojętność / chodzi drogami / w ironicznym grymasie / wykrzywia twarz”, a „nadzieja uczy / czekać pomaleńku / jest optymistką / w różowych okularach”. Zaś dowód na to, że nawet swoje niezadowolenie można wyrazić w sposób piękny, dała Maria Rudecka w wierszu pt. „Byłyśmy. Jesteśmy. Będziemy?” Oto jego kwintesencja: „Gołębie z wszystkich placów, wzywam was / na rynek w Koszalinie. Brońcie nas / Pomóżcie nam tu z ludźmi w zgodzie żyć / Przez wszystkie czasy odmieniajcie słowo być”.

            Następne spotkanie z przecudnej urody strofami z wierszy brackich poetów, przyjdzie nam wysłuchać już w klimatach listopadowych. „Poezja spadającego liścia” – to będzie tytuł kolejnego wieczorka Krajowego Bractwa Literackiego.

 

 

PS W następnym blogowym materiale ukażą się wieczorkowe wiersze brackich poetów. Zajrzyjcie tu koniecznie, by przekonać się, jak pięknie można się wyrażać o jesieni i nie tylko.

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Bracki reportaż Romka D.

piątek, 23 września 2011 23:13

 

 

WIECZOREK

z

„POWAKACYJNEGO REMANENTU”

 

 

            Koszalińskie Bractwo Literackie, wieczorkiem pt. „Powakacyjny remanent”, zainaugurowało w środę (21 września) nowy sezon literacki. –„I tak już od dekady, zawsze we wrześniu, niczym Feniks z popiołów odradzamy się! Po wakacyjnej przerwie, z naładowanymi akumulatorami, znowuż powracamy do naszych cyklicznych wieczorków, by słowem pisanym dzielić się jak kromką chleba”  – tak oto dzielił się swoim felietonem Romek Dopieralski, rozpoczynając ową literacką ucztę.

            W pierwszej poetyckiej odsłonie licznie zgromadzona publiczność w klubie KSM „Nasz Dom” przyjmowała w darze od brackich poetów wiersze o tematyce mijającego lata. –„Szumne wierzby rozplotły / swe warkocze / wokół w loki ułożone / malwy, pelargonie” – to wersy z wiersza Grażynki Piekarewicz. A tak letni poranek widziała Irenka Peszkin: „w cynamonowej aurze / słodki kawy łyk”, by swój utwór zakończyć: „w zapachu lipy kwitnącej / wiruje cicho / nasz mały świat”.

            Warunkiem kwalifikacyjnym dla wierszy do drugiej części brackich autorecytacji był wątek erotyczny. –„pojawiałeś się co dzień / w marynarskim mundurze / razem spędzonych chwil / nie mógł już cofnąć czas” – opisywała intymne chwile Hela Szymko w wierszu „Cudowne lato”. Zaś Krysia Pilecka tymi słowami utwór rozpoczyna: -„Serce na sercu / rozwiane włosy / spojrzenia / z półprzymkniętych powiek / Czterolistna koniczynka / między ustami”.

            Nie dało się podciągnąć pod wspólny mianownik wierszy w trzeciej odsłonie wieczorka, gdyż tematyka utworów była dowolna. Na przykład u Irenki Michałowskiej adresatem lirycznym w jej wierszu jest urzędnik: -„Siedzi w biurze urzędniczka / Niczym Mańka-Wstańka / Jak balon nadęta / A na biurku leżą wdzięcznie / Jej bujne piersista”. Natomiast w „Refleksje po odjeździe Chórów Polonijnych z Koszalina” popadła Maria Rudecka i tak też swój wiersz zatytułowała: „Czy musisz przewędrować ziemi obcej szlakiem / Doznawać niepowodzeń, liczyć serca blizny / By uznawać, żeś tej ziemi synem, żeś Polakiem / Że twoje życie puste, gdyś jest bez ojczyzny”.

            Całkowitą niespodzianką był śpiewny finał wieczorka, kiedy „Operę z operetką w jednym akcie” – humorystyczny tekst Zosi Zawilskiej o tematyce przedwyborczej – wykonali Lidia Nowosad i Kazik Gałkowski. Ona była Halką, on zaś Baronem Cygańskim. Ona śpiewała: „Tobie garnitur, tobie garnitur przyśle Armani / Ja będę szukała, ja będę szukała lumpeksów tanich”. On w odpowiedzi: „Ja się będę leczył, ja się będę leczył w klinikach świata / Ciebie lekarz przyjmie, ciebie lekarz przyjmie za cztery lata”.

            Nie mniej ciekawe były przerwy między poszczególnymi częściami wieczorka. Umilała je Bianka Szalaty, uczennica Państwowego Zespołu Szkół Muzycznych z Koszalina, laureatka wielu już prestiżowych nagród gitarowych. Wyszarpywane przez nią na strunach utwory wybitnych klasyków tegoż instrumentu – dech wprost zapierały.

 

 

PS Niebawem ukażą się wiersze i felieton z wrześniowego wieczorka literacko-muzycznego, okraszone licznymi fotkami.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Bractwo idzie na urlop...

piątek, 17 czerwca 2011 14:25

 

 

SZCZEGÓŁOWO

i

REPORTAŻOWO

o

POŻEGNALNYM

WIECZORKU LITERACKIM

 

 

 

            Prowadzący, Romek Dopieralski, przywitał licznie zebranych gości na ostatnim wieczorku przed wakacyjną przerwą. Rozstajemy się na dwa miesiące, by od września na nowo zacząć literacko wieczorkować. Jak widać - jesteśmy taktowni - i dbamy o to, by zanadto sobą nie zanudzić. To oczywiście kokieteria… Prawda jest taka, że tzw. urlop każdemu się należy. Zatem i my korzystamy z tychże socjalnych dobrodziejstw – i serwujemy sobie dwa miesiące laby.

            Ale zanim to nastąpiło –musieliśmy jeszcze czerwcowy wieczorek literacki gościom zaprezentować – co oczywiście nie było dla nas obowiązkiem, a najprawdziwszą wprost przyjemnością! Bo dla kogo, jak dla kogo, ale dla tak miłych, rewelacyjnych, wspaniałych, wprost genialnych gości – to warto pisać te wiersze, felietony, dzieląc się słowem pisanym jak opłatkiem!!!

I po tej właśnie wazelinie, co by gości mieć po swojej stronie, braccy poeci przeszli do konkretów…

            A na tym finalnym wieczorku zatytułowanym „Pomysł na czerwiec” - działo się faktycznie sporo! Tempo było iście sprinterskie, więc o podsypianiu nie było mowy. Po felietonie Romka D., który próbował uzmysłowił wszystkim, że każdy z nas dzieckiem jest, nastąpiła pierwsza odsłona poetyckich treści, zatytułowana „Jak trudno napisać krótki wiersz”. I te wiersze - proszę sobie wyobrazić – były faktycznie … krótkie. Co nie jest takie proste, gdy wena twórcza zanadto się rozhasa. Trudno ją wtedy okiełznać i powstają takie elaboraty, przy których słuchacz co rusz zasypia. Tak więc w tej części zasypianie gościom nie groziło.

            W drugiej poetyckiej części też było trudno o choćby drzemkę, gdyż zaczęto ją minikonkursem na Najlepszy Bracki Limeryk. Wygrał tekst autorstwa nieobecnej Reginy Adamowicz. Zaś złotego cukierka odebrał - zastępujący Reginę - Janek Wiśniewski, obiecując, że nagrodę bez uprzedniego wycyckania – odda.

            Natomiast nieco ukołysała, albo raczej wyciszyła gości - trzecia część poetyckich treści, gdzie tematyka wierszy była dowolna. Choć też przebiegła niezwykle żwawo. Najwyraźniej brackim poetom spieszyło się, by owe wakacje jak najszybciej już zacząć. W tym miejscu wypada napomknąć, że tę część poprowadziła Ludmiła Raźniak, udanie debiutując w roli wieczorkowego konferansjera.

            Ale już w czwartej części znowuż nastąpiło przyspieszenie, bowiem całość wieczorka zakańczała fraszka – forma literacka bodaj najkrótsza. A że dodatkowo przedstawiono ją humorystycznie, więc nim z bicza trzasnęło – już był fraszki koniec. Dziwili się nawet obecni na wieczorku goście, i byli – można by rzec – wielce zawiedzeni, że tego wspaniałego wieczorka literackiego również nastąpił koniec. A jak do tego dodać jeszcze, że przerwy pomiędzy poszczególnymi częściami były wypełnione piosenkami i to naprawdę wysokich lotów, bowiem wykonawczyniami były niezwykle uzdolnione uczennice Zespołu Szkół Muzycznych z Koszalina – to tylko wypada współczuć tym, którzy na wieczorku nie byli! 

 

   

 

WIECZOREK W SZCZEGÓLE:

 

1. Przywitanie gości na wieczorku literackim pt. „Pomysł na czerwiec”.

 

2. Przerywnik muzyczny: Weronika Gunerka – piosenka Kelly Clarkson        „A moment like this” („Taka chwila jak teraz”)

 


3. „Nie tylko wierszem”, czyli „Bracki felieton Romka Dopieralskiego”   pt. „Bo wszystkie dzieci nasze są”.

 

4. I część autorecytacji brackich poetów – „Jak trudno napisać krótki wiersz” / prowadząca: Lidia Nowosad.



 

5. Przerywnik muzyczny: Dominika Adamska – piosenka Zbigniewa Wodeckiego

„Zacznij od Bacha”.

 


 

6. II część autorecytacji brackich poetów – „Limeryki” (konkurs) / prowadzący:

Roman Dopieralski.

 


7. Przerywnik muzyczny: Wika Gunerka – piosenka Ryszarda Rynkowskiego „Śpiewająco”.

 

8. III część autorecytacji brackich poetów – „Tematyka dowolna” / prowadząca:

Ludmiła Raźniak.

 

 


9. Przerywnik muzyczny: Dominika Adamska – piosenka Lary Fabian „Caruso”.

 

10. IV część autorecytacji brackich poetów – „Fraszka” / prowadzący: Roman

Dopieralski.

 


11. Pożegnanie gości z zaproszeniem na wrzesień.

 


 


 

 

PS  Następne blogowe wpisy będziemy wypełniać treściami z poszczególnych części wieczorkowych. Można powiedzieć, że będziemy szli jak po sznurku według powyższego planu zawartego w „Wieczorku w szczególe”.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Tak było na marcowym wieczorku...

sobota, 19 marca 2011 23:22

 

 

WIOSNA, KOBIETA i ŚPIEW

(reportaż)

 

 

Miesiąc marzec jest w roku miesiącem przełomowym. To w marcu odchodzi zima, a swoje władanie rozpoczyna wiosna. A jak wiosna, to i słońca więcej zarówno nad głową jak i w sercu. I w tych właśnie klimatach prosperował wieczorek poetycko-muzyczny zorganizowany przez Krajowe Bractwo Literackie. Miejscem tejże uczty były gościnne progi Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”.

Tradycyjnie już literackie treści rozpoczęte zostały felietonem Romka Dopieralskiego. W cyklu „Nie tylko wierszem…” zaprezentował on na poły zabawny, na poły poważny tekst poświęcony najbardziej rozpowszechnionemu związkowi chemicznemu w przyrodzie, którego w każdej komórce musi być nie mniej niż 75 procent. Po tym felietonie, zatytułowanym „Eliksir życia”, który poświęcony był przypadającemu na 22-gi dzień marca Światowemu Dniu Wody, w ruch poszły skrzypce. Basia Krajewska, uczennica Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie, brawurowo wykonanym adagio z I sonaty Jana S. Bacha, wprowadziła wieczorek pt. „Kobieta, wiosna i śpiew” na poetyckie tory.

Tu już brylowała Beata Piocha, z mikrofonem w jednej ręce i z puszką Pandory w drugiej. To z owej puszki wyciągali batoniki zwycięzcy, którzy po każdorazowej autorecytacji brackich poetów odgadywali zakamuflowane w wierszach postacie sławnych kobiet. A były nimi: biblijna Ewka, Katarzyna II, Isadora Duncan, Skarlett O’Hara, Dziewica Orleańska, czy też z naszych niewiast: Agnieszka Osiecka, Hanka Bielicka, Kasia Sobczyk i Justyna Bogutówna. Natomiast Justyna Pastewska, to nie kolejna bohaterka któregoś z wierszy, a szkolna skrzypaczka, która w muzycznym przerywniku zabrała licznie zgromadzoną publiczność w świat Niccolo Paganiniego, wykonując Kaprys Nr 21 op. 1.

W drugiej odsłonie wieczorka poetyka znowuż poświęcona była płci zdecydowanie piękniejszej. Prowadząca, Krysia Pilecka, najpierw puściła do boju płeć zdecydowanie brzydszą, by w swoich utworach mogli oni opiewać bohaterki z 8-go Marca. Potem brackie poetki swoimi lirycznymi peanami uczciły nadchodzącą milowymi krokami wiosnę. A po strawie duchowej i zaproszeniu gości na kwietniowy już wieczorek, przyszła kolej na szwedzki stół obficie zastawiony słodkim poczęstunkiem.

(Roman Dopieralski)

 

 

 

PS  To, o czym napomknięto w reportażu, czyli felieton i wiersze, ukażą się już niebawem w kolejnych wpisach blogowych. Zatem warto wrócić tutaj ponownie, by choćby dowiedzieć się ileż wody dziennie spija drzewo i jak wypada ono w konfrontacji z człowiekiem. Do wierszy specjalnie namawiać raczej nie trzeba, bo chyba każdemu zależeć powinno na sprawieniu sobie przyjemności w obcowaniu z bracką poezją. A więc – do następnego!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wieczorkowy reportaż...

czwartek, 24 lutego 2011 22:10

 

 

LUTY w MIŁOŚĆ OBUTY

  

         

 

Jeszcze kiedyś miesiąc luty kojarzony był wyłącznie z tęgimi mrozami. „Jak luty nastaje, śnieg jeszcze nie staje” – mawia przysłowie i faktycznie zima teraz na całego z białym puchem łącznie. Jednak zapożyczyliśmy sobie z Zachodu Święto Zakochanych, czyli Walentynki, które przypadają 14-go dnia tegoż miesiąca i od razu jakby cieplej wokoło się zrobiło. Nie inaczej było 16-go lutego, kiedy w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” zorganizowaliśmy comiesięczny wieczorek literacki pt. „Na miłość nigdy nie jest za późno”. Braccy poeci swoimi autorecytacjami rozgrzewali więc licznie przybyłą publiczność, raczącą się słodkim poczęstunkiem. Dopełnieniem literackich treści były przerywniki muzyczne w wykonaniu uczniów z Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie.

W pierwszej części, poprowadzonej przez Kazika Gałkowskiego, Janek Wiśniewski w wierszu „Czy pamiętasz” zapytywał swoją kochankę: „Pamiętasz / niecierpliwe wołanie ciał / złączonych ustami / i łomot serc / w zimowej ciszy”. Na falach nie mniej miłosnych nadawał Robert Kamin (notabene atrakcyjny jeszcze kawaler!): „Omastą słowa afekt wielbię / Na dzień Świętego Walentego / Rzeźbię myślami w uczuć drewnie / By dostać się do snu rześkiego”. A nestorce naszego Bractwa, Reginie Adamowicz, wciąż bale w głowie: „Wsiadamy gromadą, wzięłam suknię szal / Kuligiem z paradą jedziemy na bal / Ruszają wnet konie, a spod kopyt skra / Dzwoneczki w takt dzwonią i muzyka gra”. Zaś Romek Dopieralski, jakby chcąc uciąć wszelkie negatywy, jakie niekiedy posłyszeć można o zapożyczonych z Zachodu Walentynkach, tak argumentuje: „O symbol tu chodzi / O gest, pocztówkę, słowo / I już czujesz się kochanym // Bo luty zobowiązuje / Gorącym więc sercem / Stapiaj sople, rozkochuj”.

Drugą odsłonę autorecytacji wierszy brackich poetów. podczas której tematyka miłosna wciąż dominowała, poprowadziła Krysia Pilecka. Oto lityczne strofy Grażynki Piekarewicz: „otulam się Tobą / jak dywanem szumnych traw / w Twoich ramionach / płynę, szybuję / w Twojej ciszy / niepokoje zrzucam z siebie”. Natomiast wiersz Irenki Peszkin, o aluzyjnym tytule „Premierowa noc”, tak się kończy: „Nie pamiętam / To tak dawno było / Czy mówiłeś do mnie / Jakieś słowa / Nie / Słów przecież / Nam obojgu zabrakło / Była to nasza / Noc premierowa”.  A tak swoje walentynkowe wspominki rozpoczęła Emilka Szybista: „W tym dzisiejszym smutnym czasie / Gdy lat „siątek” odczuć da się / Gdy wciąż boli, strzyka, gniecie / Choć karnawał już na świecie / Siądę z dziadkiem przy kominku / Napar z lipy już nie winko / I wspomnimy lata miłe / Jak to przed półwieczem było”. I jak tu Święta Zakochanych nie polubić, skoro mnóstwo pozytywnych wywołuje wibracji. W miłosne klimaty wchodzi nawet misterna szadź z oziębłym mrozem, co Irenka Michałowska odnotowała w swoim utworze „Zimowe zaloty”: „Otuliła swym koronkowym haftem zziębnięte drzewa / I pełna wdzięku, uwodzicielskiej urody / Wyszła na spotkanie z hardym, oziębłym mrozem”. Jednym słowem – na wieczorku przemiłośnie było.

 

 

PS  Wiersze z dwóch wieczorkowych części ukażą się na blogu niebawem. A warto je przeczytać, by miłosnymi treściami choćby ogrzać się w te mroźne jeszcze dni.

 

   

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Było tak biednie, że aż bogato...

poniedziałek, 29 listopada 2010 23:56

 

 

POKONKURSOWE CO NIECO…

(reportaż z domieszką komentarza)

 

 W Koszalińskiej Bibliotece Publicznej nastąpiło rozstrzygnięcie XV edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego „Istota człowieka” im. Eugeniusza Buczaka. Sądząc po poczęstunku, to było jak w poprzednich edycjach, a nawet nieco lepiej od co niektórych. Jednak w pokonkursowym tomiku przedmowa została zatytułowana: „Na bezrybiu… czyli o konkursie kilkorga autorów (z nutą goryczy w tle)”. Tej żółci faktycznie polało się sporo. Tylko że, czy we właściwym popłynęła ona kierunku? Jak można mieć pretensje do wygrywających konkursy literackie ? [„(…)Komercjalizacja tego typu imprez i nastawienie na zysk ich uczestników są szokujące i niesmaczne (…)”]. Przecież po to się je organizuje, by wyłonić laureatów pięknego słowa. No i wierzmy w niezawisłość jurorów. Te laury dla laureatów nie są chyba za częstotliwość uczestnictwa? Zresztą konkursowe tuzy do Koszalina nie zawitały, bo… nagrody mizerne. Tysiąc złotych (1 tys. zł) od starostwa powiatowego w Koszalinie i obrazek od prezydenta miasta Koszalina dla głównego laureata konkursu – czy to dużo? Widocznie tak, skoro na ostatniej stronie tegoż tomiku, w podzięce za pomoc w organizacji konkursu, wymienieni wyżej okazali się sponsorami strategicznymi…

Jednak nie ma co biadolić. Po każdej burzy przecież w końcu słońce musi zaświecić, zaś po latach chudych zwykle te tłuste nastają. Natomiast co do tegorocznej „Istoty człowieka”, to od strony organizacyjnej było całkiem znośnie. Protokół pokonkursowy został wystawiony. Była konferansjerka. Była część poetycka, w której zaprezentowano wszystkich (!) laureatów. Całość przeplatano muzycznymi akcentami i to na wysokim poziomie. Wirtuozi skrzypiec z Koszalińskiej Szkoły Muzycznej dostarczyli wielu pięknych doznań dość licznie przybyłym gościom. Były oklaski, uściski rąk, nawet całusy. Była miejscowa telewizja, która nie omieszkała sfilmować obecnego prezydenta Koszalina, jak chciał wręczyć ową strategiczną nagrodę główną, czyli malutki, niepozorny obrazek. Niestety, główny laureat się nie zjawił. Prezydent zaś pościskał jeszcze kilka rąk i nie czekając na część recytatorską – pognał dalej. Za kilka dni w wyborczej dogrywce się rozstrzygnie, czy ponownie będzie prezydentem. Może za rok to on właśnie znowuż będzie strategicznym sponsorem kolejnej edycji „Istoty człowieka”. I może konkursowe tuzy już przyjadą…

(Roman  Dopieralski)

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wrześniowy wieczorek w opisie...

sobota, 18 września 2010 23:36


 

ECHA LATA
PO BRACKU

 


 


Po wakacyjnej przerwie Stowarzyszenie Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina wznowiło literacką działalność. Niezmiennie już, w trzeci czwartek miesiąca, odbył się wieczorek zatytułowany „Echa lata". Już same przygotowania (warsztaty literackie w pierwszy czwartek miesiąca i spotkanie robocze w drugi czwartek) oraz oryginalnie przystrojona salka Klubu Garnizonowego świadczyły o porządnym naładowaniu akumulatorów członków Bractwa podczas tej letniej przerwy. Zwłaszcza pewne elementy dekoracji (slipy i ... biustonosz) niezwykle wymownie przedstawiały owe tytułowe „echa lata"...

Wieczorek zaczął się od tematycznego felietonu Romka Dopieralskiego pt. „Gdzie diabeł nie może...". Chodziło oczywiście o Brackich poetów, którzy pod kątem turystyki wakacje spędzili dosyć aktywnie. „Bo taki poeta, jak się nie poszlaja po obcych landach, to niby skąd ma później pomysły czerpać na literackie hiciory? - usprawiedliwiał wszędobylstwo ludzi pióra w swojej prozie autor felietonu.

W pierwszej odsłonie autorecytacji wiersze dotyczyły liryki opisowej pośredniej, którą wcześniej szlifowano na warsztatach prowadzonych przez Beatę Piochę. Ich tytuł brzmiał „Piękno Polski słowem malowane" i chodziło o to, żeby każdy z poetów opisał miejsce, które w czasie wakacji urzekło go najbardziej. Aby spełnić pewne uwarunkowania liryki opisowej poeta musiał ponadto skupić się na tym co tam było, a nie co konkretnie widział. Krótko mówiąc, trzeba było użyć takich słów, by słuchacz nie będąc w danym miejscu - zobaczył je. Efekty były następujące. Lidka Nowosad przedstawiła klif między Rowami a Ustką: „(...) Obnażony profil urwistego wzgórza / Historia opoki od zarania dziejów / Skamielina utkana / Ziarnami piasku z plątaniną korzeni (...)". Zaś Góry Stołowe zainspirowały Irenę Michałowską: „(...) jak wielkie drapacze chmur / spoglądają na nas /  z kamienną obojętnością / i wiarą niepokonanej siły // urzekają niezwykłą siłą / szczycą się mnogością mrocznych korytarzy / jak wąż krętych / ożywianych szarą zielenią wątłych mchów (...)".

Część drugą poetyckich treści wypełniły wiersze z inicjującym wersem: „pociągnięte kreską słońca". Emilka Szybista tak swój utwór zaczęła: „Pociągnięte kreską słońca moje serce, moje myśli / Gdy przy stole gość zasiądzie z mą rodziną, moi bliscy / Kiedy zgodnie pieśń zanucą, żart ktoś powie, śmiech wywoła / Chwilo trwaj, słońce jest we mnie, w głębi duszy wtedy wołam (...)". A tak Krysia Wajda: „Pociągnięte kreską słońca / bagaż marzeń / koszyk pragnień / zwykły dzień i noc niezwykła / sakwa wspomnień / droga prosta / zakręt zdarzeń / los nieznany / przyszłość niema / to co daje niebo ziemia (...)".

W trzeciej części tematyka wierszy była dowolna. W melancholię poszła na przykład Regina Adamowicz opisując schyłek lata: „(...) U schyłku lata / po ściętym zbożu / nagie ścierniska / stoją jak świece płonące rzędem / Bogu w podzięce / Minęła susza / i czas powodzi / Zapłakał człowiek / gdy stracił wszystko / ręce załamał (...)". W miłosnych klimatach taplał się Robert Kamin, poświęcając wiersz pewnej Marioli: „(...) Mariolu, błogą mnie nicią osnułaś / Kiedym do Raju dotarł przez Twe usta / Ty drżenie duszy mojej jako pierwsza / Kobieta nimbem wieczności tulona (...)". Natomiast Janek Wiśniewski doznawał uniesień, kiedy recytował o tym, jak siedział w Poroninie przed Muzeum swojego imiennika - Jana Kasprowicza: „(...) Oto rzeka jak dawniej / i zieleń / i szczyty zamglone w oddali / Pejzaż wezbrany rymami / któreś ręką tak hojną / zgarniał w księgi / Jak je uchwycić / i złożyć w hymn / na cześć gór / na cześć ciszy / i myśli / i ukochania (...)".

Przerwy pomiędzy poetyckimi częściami umilane były śpiewem uczennic Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie. Manuela i Dominika, występując solo bądź w duecie, zaprezentowały znane szlagiery zarówno polskich jak i zagranicznych wykonawców. A niezwykle dynamicznie przeprowadzony wieczorek, ku rozczarowaniu licznie zgromadzonej publiczności, szybko niestety dobiegł końca. Następna zaś okazja na zobaczenie Brackim wyjadaczy poetyckich treści - dopiero za miesiąc, na kolejnym wieczorku zatytułowanym „Złotym piórem jesieni". I naprawdę błędem będzie, nie wziąć udziału w takim literackim kąsku. (RD)


 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

O tym, jak wypowiedziano wojnę oślim uszom na książkowych kartkach

wtorek, 18 maja 2010 23:57


 

BRACCY POECI
W
ZAKŁADKOWYM TEMACIE

 


Członkowie Bractwa często zapraszani są do szkolnych i przedszkolnych placówek. Tak było i tym razem, kiedy w koszalińskim Przedszkolu Nr 14 organizowano II edycję Zabawy Plastycznej pt. „Zakładka dla Tadka". Organizacją i prowadzeniem zajęły się dwie Ele - Wilga i Jakubowska oraz Dorota Gruchała, wychowawczynie z tegoż przedszkola.


                


Celem całej imprezy jest zainteresowanie dzieci literaturą piękną i książką, jako źródłem wiedzy, przeżyć, doświadczeń, jak również rozbudzenie u nich wyobraźni i poczucia estetyki oraz wyrobienia nawyku dbania o książki i ich szanowania, właśnie poprzez używanie zakładek. Artystycznymi występami przywitały zebranych gości dzieci 4, 5 i 6-letnie z tutejszego przedszkola. „Rybki" śpiewały tak:


„Kolorowa książka, książka ulubiona

obrazkami, literkami chce przemówić do nas

Bajki stare, bajki nowe są w mej książce kolorowej

Kolorową książkę czytać się nauczę

i otworzę bramę bajek własnym złotym kluczem".

              

Starsze dzieci z grupy „Krasnoludki" odtańczyły „Dziecięce zabawy", gdzie rekwizytem każdej tancerki był wózeczek z lalką.

               

Zaś w podróż po świecie bajek, wierszy, opowiadań i baśni zabrali zebranych braccy poeci. Regina Adamowicz przedstawiła w wierszu pt. "Rozmowa" słowną potyczkę komputera z książką o tym, kto z nich ważniejszy.
 

Zginęła smuga światła wąska

Mrok się po kątach rozpościerał

Leżąca na półce książka

Słyszała słowa komputera

 

Jak Ci się na tej półce leży?

Nikt Cię nie czyta moja pani

Dziś do mnie świat należy

Mnie wychwalają moi fani

 

To ja panuję na tym świecie

Jesteś przeze mnie pokonana

A wiadomości w Internecie

Są chętnie odbierane

 

Mój młodszy bracie co za bzdura

Bezużyteczny będziesz właśnie

Gdy nie podłączą Cię do sznura

Lub kiedy światło zgaśnie

 

Nie martw się książko przemądrzała

Zdobędę wielką sławę w świecie

Dziś nawet dziatwa mała

Umie serfować w Internecie

 

Jesteś jak zwykle samochwała

Bo właśnie we mnie masz zalążek

A człowiek, który Cię wynalazł

Musiał przeczytać wiele książek

 

Z rozmowy tej wynika

Że temat bardzo grzązki

Ale to wybór czytelnika

Który wciąż kocha dobre książki



Krysia Pilecka swoim wierszem pt. "Książkowe powroty" uzmysłowiła wszystkim, jacy to możemy być szczęśliwi, mając książkę na wyciągnięcie ręki:

 

wieczorem wracam do słów

niewypowiedzianych

wracam tęsknotą ciekawości

szczęśliwa że jesteś

w zasięgu rąk

 

wysłuchuję słowo po słowie

w rytmie przewracanych kart

mijając znajomych - nieznajomych

z różnych stron

 

chwilami zamykam oczy

(zmęczenie daje znak)

do kart wtulę policzek

i we mnie jest

twój świat

 

fascynacje zachwyty

wędrówki ciągłe przez dzieje

cała muzyka świata

stepy kwitnących łąk

twarze wyśnione z tęsknot

wychodzące z tłumu cieni

i tyle istnień różnych

ilu ...dotykam ...stron

 

Natomiast Romek Dopieralski stworzył wiersz ("Nie tylko dla Tadka") wyłącznie na daną okoliczność, gdzie o zakładkę do książek oczywiście chodziło:

 

Na początek będzie zagadka

Co to jest? Cienkie, podłużne

Widziałem ją w książce u Tadka?

 

Zatem w książkach one zamieszkują

Przytulone do karteczek

Bezpiecznie w nich się czują

 

Wspaniałe te z papieru chatki

Każde dziecko zakładkę tam trzyma

Kaśki, Dorotki, Krzyśki, no i Tadki

 

Taka zakładka może być papierowa

Z materiału, plastiku, drewna

A także magnetyczna i metalowa

 

Zakładki są też w różnym kolorze

W kształtach dowolne, jedynie

Wyobraźnia ograniczyć to może

 

Wzory na nich bywają w kwiatki

Z planem lekcji, albo z kalendarzem

Takie też widziałem zakładki

 

Jednym słowem dobra taka zakładka

Bo czytanie umilić nam może

I jest ona... nie tylko dla Tadka

 

Jeszcze jeden z zaproszonych gości o książkach i zakładkach rozprawiał. Zaprzyjaźniona z przedszkolem Danuta Krajewska z osiedlowej biblioteki, opowiedziała o pewnej pani, która oddała przeczytaną już książkę wraz ze swoją zakładką, czyli banknotem 100 złotowym. Klucze w bibliotecznych egzemplarzach również nie należą do rzadkości. A najgorzej, kiedy czytelnicy robią ośle uszy na pół strony. -„Dlatego tak bardzo ważna jest zakładka" - rzekła na zakończenie pani Krajewska, jakby nawiązując do meritum sprawy.
Kiedy już przyszła kolej, by rozstrzygnąć, która z zakładek jest najpiękniejsza, okazało się, że wszystkie zasługują na najwyższe wyróżnienie. Zatem wszystkie zakładki 23 dzieci z dziewięciu koszalińskich przeszkoli (7, 8, 9, 12, 13, 14, 15, 16, 23) zostały nagrodzone.
W podsumowaniu całej imprezy takie oto padły słowa: „To dzięki takim między innymi spotkaniom dziecko w przyszłości będzie odczuwało potrzebę kontaktu z książką, no i... zakładką".
(Roman Dopieralski)



      
                

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Międzynarodowy Dzień Pisarzy...

środa, 03 marca 2010 22:34


 

PRZEDSZKOLE NR 14

OTWOREM PRZED POETAMI

(reportaż) 


Kilkoro brackich zaproszono dzisiaj do koszalińskiego Przedszkola nr 14. Okazje ku temu były dwie: 24-lecie powstania tejże placówki i Międzynarodowy Dzień Pisarzy. Tak więc, członkowie Stowarzyszenia Krajowe Bractwo Literackie w składzie: Krystyna Pilecka, Regina Adamowicz i Roman Dopieralski oraz zaprzyjaźniona z przedszkolem bibliotekarka, Danuta Krajewska, z Biblioteki Publicznej Filii nr 11, usiedli na miejscach dla gości.

 

 

Pomysłodawczyni tej wspaniałej czytelniczej uczty -p. Elżbieta Wilga w otoczeniu Przedszkolnej Braci


Dyrektor przedszkola, Irena Żurawska, wyłuszczyła na wstępie, któż to siedzi przy dostawionym stoliku koło zaproszonych gości.  -„Oto Rada Dzieci, współdecydująca o ważnych sprawach w przedszkolu. Niektórzy mówią, że dzieci i ryby głosu nie mają. U nas jest inaczej i prawa dziecka w tym przedszkolu są przestrzegane" - zapewniała pani dyrektor. Następnie głos oddano tym, o których była mowa. -„My, dzieci z Rady Dzieci i Klubu Czytających Przedszkolaków, chcemy zaprezentować napisane przez was wiersze oraz nasze czytelnicze umiejętności." - powiedziała z ładną dykcją 6-letnia Wiktoria Balcerzak. Po chwili wyrecytowała: „Koszalin to nasze miasto / Mieszkamy w Koszalinie / Tu mamy park z amfiteatrem / Tu przez park nasza Dzierżęcinka płynie". Zaś jej rówieśniczka, Karolina Piwowarska, takie sczytywała strofy: „Gdy jabłka śnią jeszcze w sadzie / Nocka gwiazdy zbiera / Do kołysek kładzie / Wiatr je lekko kołysze / Poranną siejąc ciszę. Nie gorzej z czytaniem radził sobie Michał Bugajski: „Pięć palców ręka ma zatem / A każdy każdemu jest bratem / Razem wzięci dłoń tworzą / Albo pięść, kiedy w ścisku się ułożą".

W części artystycznej swoje wokalne umiejętności zaprezentowały „Rybki", dzieci z grupy 5-latków, pod wodzą wychowawczyni, Eli Wilgi. O rok starsze „Krasnale", których przygotowała Ela Jakubowska, produkowały się ruchowo podczas muzyczno-teatralnej scenki pt. „Taniec małych poetów".

 

 

Goście zasiedli na honorowych miejscach, a Zespół Rybki dał piękny muzyczny występ.


W końcu przyszła kolej na autoprezentacje zaproszonych gości. Na pierwszy ogień poszła Krysia Pilecka ze swoją opowieścią dla małego czytelnika, zatytułowaną „Mewa śmieszka - co nad morzem mieszka". Dzieci słuchały z zaciekawieniem i reagowały śmiechem, bowiem tekst był wesoły i optymistyczny. Potem Regina Adamowicz została wywołana „do odpowiedzi". Mówiła wierszem o „Biedronce":

 

W promykach słonka

fruwała biedronka

i zamiast na łączce

usiadła na rączce

dziewczynki z przedszkola

o imieniu Ola

 

Ola się cieszyła

i kropki liczyła

nie zdążyła zliczyć

bo Jaś zaczął krzyczeć

 

Biedronka ze strachu

usiadła na dachu

czy może na drzewie

 

I teraz nikt nie wie

ile ma kropeczek

jedna z biedroneczek

 

Kolejny z brackich poetów, Romek Dopieralski, stworzył wiersz („Moje kochane przedszkole") z okazji rocznicy powstania tejże placówki dla przedszkolnych dzieci:

 

Dwadzieścia cztery lata ma nasze kochane Przedszkole

Niekiedy nawet tutaj niż w domu przebywać wolę

Jest to ładny budynek z ogrodem dużym

A w nim drzewa iglaste, liściaste i krzaczki róży

 

Pomieszczenia w Przedszkolu są bardzo kolorowe

Na ścianach porozwieszane nasze prace wzorowe

Samych sal - tych naszych dziecięcych - jest aż osiem

Mamy tutaj co robić, więc nikt nie dłubie w nosie

 

Na sali gimnastycznej ćwiczymy swe ciało

Albo na rytmicznej, gdyby nam było jeszcze mało

Jest też sala telewizyjna, gdzie bajki oglądamy

Jednym słowem ciągle się uczymy albo w coś gramy

 

Słoneczka, Poziomki i Misie, to najmłodsi z nas

Rybki, Żabki, Biedronki - są ze starszych klas

A najwięksi z Krasnoludków i Piłeczek się wywodzą

I jeszcze Motylki, które już ostatni rok tutaj chodzą

 

Pewnie chcecie trafić do naszego Przedszkola właśnie

Ono w Koszalinie na ul. Wańkowicza, numer piętnaście

A internetowy adres to: www.przedszkole14.com

Czyli tam, gdzie na co dzień drugi jest nasz dom

 

Ostatni z gości wyłamał się z konwencji czytającego bądź recytującego. Była to bibliotekarka, Danuta Krajewska, która z kolei retorycznie przygotowała się znakomicie. Swoją wypowiedź zakończyła słowami: -„Absolutnie nie obawiam się, by Internet wyparł książkę. Jestem pewna, że książka obroni się sama!"

Na ciekawy pomysł wpadli organizatorzy spotkania. Kto przeczytał wiersz, ten odrysowywał swoją dłoń na potężnym arkuszu papieru przytwierdzonym do sztalugi i ozdabiał ją swoim podpisem.

Na koniec, z ust Ireny Żurawskiej - dyrektorki niezwykle sympatycznego przedszkola, dało się słyszeć: -„Z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarza, wszystkim pisarzom dużo zdrowia i ciekawych pomysłów na nowe dzieła". I co by nie być gołosłowną, obdarowała każdego z zaproszonych gości finezyjnym  podziękowaniem na czerpanym papierze formatu A4 do jednej ręki i różyczką do drugiej.

 

 

Krystyna Pilecka już po spotkaniu, produkowała się czytając dzieciom bajeczki do snu!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Reportaż z lutowego wieczorka literackiego...

środa, 24 lutego 2010 22:06

 

 

W WIERSZACH NIE TYLKO
O MIŁOŚCI

 

Szczelnie wypełniona była Sala Kominkowa w Klubie Garnizonowym podczas wieczorka literackiego pt. „Pod Walentynkowym urokiem", jaki zorganizowało Krajowe Bractwo Literackie - od niedawna samodzielne już Stowarzyszenie. Jak zwykle publiczność miała zaserwowaną szeroką gamę literacko-muzycznych treści, począwszy od prozy, po poezję w trzech odsłonach i kilka muzycznych szlagierów w wykonaniu uzdolnionych solistek.

 

W pierwszej odsłonie autorecytacji brackich poetów tematem przewodnim była miłość i walentynkowe szaleństwa. W wierszu Krysi Pileckiej podmiotem lirycznym jest zdecydowanie „on": „Miłość, mój miły / to ty / Tęsknota bolesna / gorąca / to ty / Czekanie nieustanne / bez końca / to ty". Grażynka Piekarewicz (ustami Lidki Nowosad) również o „nim" puściła w eter treści: „Przy Tobie jestem cichym, nagim drzewem / Przy Tobie tylko istnieję / Oddycham Tobą / w te noce upojne, gorące // Przy Tobie myśli szczęśliwe / ulotne, zalotne, powrotne". Dla odmiany w  utworze Romka Dopieralskiego podmiotem lirycznym jest „ona": "Kiedy już zbroją Boga / zostanę przyozdobiony / i niewidzialny dla twoich oczu / zejdę do ciebie / znowuż blisko chciałbym". U Ireny Wiercińskiej słowo „kocham" było na piedestale, zdefiniowane w pięciu zwrotkach. Tak brzmiała ostatnia: „Kocham - słowo, które znaczyć może wszystko / I które nic nie znaczy w fałszywych ustach / Bo nie poparte czynem, gubi swą szlachetność". A tak zaczęła o miłości Lidia Nowosad: „Miłość to żar, to doskonałość / Nigdy jej nadto, wciąż jest jej za mało / Szukasz jej codziennie, oczy wypatrujesz / Może ją spotkasz, czasami już tak czujesz". Tak zaś podsumowała ten temat Regina Adamowicz: „Miłość jest wielkim Bożym darem / Przywraca wiarę w dobroć i... człowieka". Natomiast Robert Kamin jak zwykle zrymował: „Bo choć logika złudą sączy / I rozum chłodne racje splata / To przecież Pan Bóg nas połączył / Jeszcze w przededniu tego świata".

W drugiej poetyckiej części utwory brackich poetów dotyczyły dni ważnych w miesiącu lutym. Piotrek Kawa, zwany Herbatą, napisał wiersz z okazji Dnia Handlowca, biorąc go najwyraźniej w obronę: „Życie każdego handlowca / To nie taka sprawa prosta / Ciągle walczy o przetrwanie / Zarywając przy tym spanie". Natomiast Zdzisiek Grzanowicz temat Dnia Bezpiecznego Internetu potraktował jako przestrogę: „Pamiętajmy o bezpiecznym Internecie / I nie dajmy dzieciom oglądać wszystkiego jak leci / Są rzeczy do których trzeba dorosnąć / Inaczej mogą życiem wstrząsnąć". Światowy Dzień Kota Ludmiła Raźniak uczciła „Zwierzeniami Rudzika": „Dla mojego pana jestem najpiękniejszy / kochany jak nikt / Mój pan zapewnia mi pieszczoty i wikt // Sam nie zje, byle zaspokoić moje zachcianki / Oprócz whiskasa dostaję pyszne kęsy szynki / Czasem łyżeczkę smacznej śmietanki". Za Tłusty Czwartek wzięła się Emilia Szybista: „Produkt tłusty i ciężkostrawny, zawsze trafia do wątroby / Jest przyczyną nadmiaru wagi i niejednej choroby // Ale w tym dniu zapomnij o sercu, miażdżycach i cukrzycy / Bo ilość zjedzonych pączków na szczęście należy przeliczyć". Jeden z wierszy o Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją został nawet odśpiewany. Znana bracka humorystka, Zosia Zawilska, stworzyła bowiem operę z operetką w jednym akcie, gdzie Halką była Lidka Nowosad, a Baronem Cygańskim - Kazik Gałkowski. Na zakończenie tegoż niezwykłego wiersza, tzw. Chór Depresyjny (Zdzisia Krasnopolska, Piotr Kawa i Robert Kamin) zawtórował do melodii znanego utworu Edyty Gepert („Jaka róża taki cierń"): „Jakie ziarno, taki kłos - nie dziwi nic / Jaka kasa, taki los - nie dziwi nic // Jaki żołądź, taki dąb - nie dziwi nic / Jaki wybór, taki rząd - nie dziwi nic // Jakie drzewa, taki gaj - nie dziwi nic / Jakie rządy, taki raj - nie dziwi nic".

W trzeciej poetyckiej części, zatytułowanej „Z kapelusza Kazika", znalazły się wiersze, które nie można było zaklasyfikować do żadnej z wcześniejszych odsłon. Zdzisia Krasnopolska w swoim utworze kuchnię przyrównała do poezji: „Kuchnia to poezja / to smaku i zapachu finezja / wytwór mej fantazji // By składniki dobrać, dopasować ich proporcje / utworzymy ze smacznych dań pożądane porcje". O zimowej zaś tęsknocie było w wierszu Grażynki Piekarewicz: „Przez śnieżne okna oglądam świat / Pochylone drzewa, ich nagie gałązki / wygięte w lodowy łuk / W zimowej ciszy / zimowe obłoki mkną przez świat / Jestem zimą samą w sobie". A Krysia Pilecka tak zakańcza swój utwór pt. „Zima 2010": „Ot,  zima! / Przyszła nagle, zaskoczyła / i trzyma i trzyma... / Tylko jasny promień słońca / ciepły i radosny / Jakby wołał: hej kochani / byleby do wiosny!".

I tą Krysiową odezwą do upragnionej wiosny zakończony został kolejny udany wieczorek literacki, ubarwiany muzycznie przez uczennice z Gimnazjum Szkoły Muzycznej, w składzie: Manuela Dobrowolska, Emilia Wiszniewska, Michalina Olszewska i Dominika Adamska.

(wynotował skrótowo: Roman Dopieralski)

 

  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wieczorkowy reportaż Romka Dopieralskiego...

poniedziałek, 08 lutego 2010 23:22

 

SŁOWO

na

ZIMOWE WIECZORY

 

 

Zima dopisuje i śniegu jest w bród. Wydawać by się mogło, że to teraz dla wszystkich temat numer jeden. Jednak poeci Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina nie dali się tej zimowej wszechobecności i w literackim wieczorku, zatytułowanym „Na początku było słowo" - swoje utwory poświęcili właśnie owemu „słowu".

 

I tak nestorka Bractwa, Regina Adamowicz, z wielkim pietyzmem zawsze dbająca o czystość swoich słów, napisała: „Na początku było słowo / A słowo było u Boga / I Bóg obdarzył człowieka mową / I rozwijało się słowo". W innym wierszu dywagacje Irenki Peszkin, można by porównać do tych o kurze i jajku. „Słowo było pierwsze, czy spojrzenie?" - zapytuje autorka w pierwszym wersie, tak wiersz kończąc: „To pierwsze słowo / z nami zostaje / najświętsze słowo - Mama". A oto jak Irena Wiercińska ukazuje „słowa" dwa oblicza: „Dobre ludzkie słowo może stać się złotem / Osłodą - okrutnej samotności w tłumie / I w kojeniu cierpienia - skutecznym lekarstwem // Złe słowo może być orężem, co zabija / Co niszczy człowieczą wrażliwość na bliźnich / I nie pozwala światu spełniać się w pokoju". Nieustannie rymujący Robert Kamin i tym razem też „słowem" rymował: „Przyszłaś z cicha utęskniona / Jedyna harfo mojej duszy / Będziesz słowem uwieczniona / Co dzielnie czasu kopię kruszy". Natomiast Krystyna Wajda, w wierszu białym, nadała „słowu" symbol drogi: „Słowo... / opasało głodnych / zasiało ziarna wiary / pokazało drogę / prostą / bez zakrętów // Człowiek / wytyczył szlak / po swojemu / wybrał skróty // Zbawienie zostawił / pod znakiem zapytania". Jednak ostatnie poetyckie słowo o „słowie" należało w tej literacko-wieczorkowej scenerii do Lidii Nowosad. Swój utwór rozpoczęła: „Na początku było słowo / Ono było prawdziwą miłością / Miłość stała się ciałem", by tak go zakończyć: „Miłość cierpliwie czeka / Na tych którzy jej nie przyjęli / By słowo się wypełniło". Nic dodać, nic ująć - zwłaszcza przed zbliżającymi się Walentynkami.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Ostatni literacki wieczorek A.D. 2009

wtorek, 22 grudnia 2009 23:51




WIGILIJNY WIECZÓR POETYCKI

(reportaż)
 


W naszych comiesięcznych wieczorkach staramy się, by każde ważniejsze wydarzenie przekuć w wiersz. Tym razem temat Bożego Narodzenia miał swoją wyłączność. Nadchodzącym świętom poświęciliśmy całe literackie przedsięwzięcie, które jak zwykle odbyło się w gościnnych progach Klubu Garnizonowego. 

W części pierwszej wieczorka wiersze brackich poetów przywoływały tradycje, zwyczaje i symbole wigilijne. „Przy choince i z opłatkiem / stoi już rodzina / miłym słowem, życzeniami / Wigilię zaczyna" - tak rozpoczął Jan Lutobarski recytację swojego utworu. Choć bombki wypierają z choinek symbolikę, to jednak Emilia Szybista stworzyła wiersz o jabłku: „Witam cię Adasiu! / Jabłko pyszne polecam wprost z rajskiego drzewa / Ugryź kęs, niebo w gębie / Na imię mam Ewa". Zaś Irena Peszkin Wigilię przedstawia w lirycznym tekście: „Niebo łaskawsze niż co dzień / noc pełna niespodzianek / na strunie wyciszonej / kolędę w duszy gra". Natomiast Robert Kamin - wciąż wierny zasadzie, że wszystkie drogi prowadzą do rymu - i tych co odeszli, też w wierszu opiewa: „Duch dziadka za oknem ranne śpiewa zorze / Babcia marszczy wiatrem rozespane morze / Tatko z mamą w kuchni pierogi gotują / Dzieci wraz z wujostwem choinkę rychtują". A ślinka wprost cieknie, kiedy Krystyny Pieleckiej słyszy się wersy: „karp w galarecie jak żywy / oczu oderwać nie sposób / kluski z makiem pachną słodko / to zasługa miodu".

W drugiej wieczorkowej części wiersze w swoim inicjalnym wersie nawiązywały do słów ulubionej kolędy, by później rozwinąć się w szereg refleksji i skojarzeń na temat współczesności, ludzi, obyczajów i sensu świętowania. Oto zaczątek wiersza Ireny Wiercińskiej: „Cicha noc, święta noc / W sercach naszych życzeń moc / Anioł skrzydłem okrył świat / Dał nam w dłonie milion lamp". A tak swój utwór zaczęła Beata Piocha: „Lulajże, lulaj Jezuniu / lulaj i nie budź się jeszcze / nasz świat wciąż chyba nie jest / na twoje przyjście gotowy". Tak go zaś kończąc: „Lulajże, lulaj, Jezuniu / utul go,  dobra matulu / chyba nie trzeba mu więcej / cierpienia za nas i bólu".

Zanim na wieczorku zaczęto dzielić się opłatkiem, zwyczajem nieznanym nigdzie poza Polską, braccy poeci zaprezentowali jeszcze w części trzeciej opłatek wierszowany. Lidka Nowosad dzieliła się tymi oto słowami: „Przełamuję się tym wierszem jak opłatkiem / Dzielę się myślą, która z serca płynie / Głoszę wieść o Narodzeniu Pana / Ona ma szansę odmienić Wasze życie".

(Roman Dopieralski)

 

PS  Proszę nas odwiedzać, a jeszcze przed świętami uraczymy prześlicznej urody świątecznymi wierszami opiewającymi tradycje, zwyczaje i symbole wigilijne. Będą też wiersze inspirowane kolędami, a także życzenia dla rodziny, rodaków, ludzkości, czyli wszystko to, co było na minionym wieczorku. Aha, i felieton też oczywiście będzie.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

O listopadowym wieczorku literackim...

piątek, 27 listopada 2009 23:55

 

 

WIECZORKOWA POMROCZNOŚĆ

(reportaż)

 

Listopad jest miesiącem, w którym o melancholię nie trudno. Zwłaszcza poetycka wrażliwość sprawia, że ta tęsknota za większą dawką słońca, za ciepłem, czy wręcz za czymś bliżej nie określonym uwidacznia się w wierszach w sposób znaczący. Tak też było podczas minionego wieczorka literackiego pt. „Listopadem malowane", zorganizowanego przez Krajowe Bractwo Literackie.

 

W Sali Kominkowej Klubu Garnizonowego listopadowy wieczorek zaczął się nietypowo. Podczas autorecytacji - przy stołach ustawionych w podkowę - braccy poeci nie opuszczali swoich miejsc, siedząc wraz z gośćmi. Wyjątkiem był jedynie tematyczny felieton Romka Dopieralskiego odczytany na scenicznym podwyższeniu. Okazało się, że listopad i na prozie wybija swoje melancholijno-nostalgiczne piętno. W felietonie padło wprost stwierdzenie, że dla skrajnych listopadowych pesymistów ten miesiąc jest trzydziestodniową przerwą z życiorysie! Jedynie goście okazali się w tym felietonowym zapisie optymistami, udowadniając ów fakt przyjściem na tenże wieczorek.

Poezja od prozy została przedzielona muzycznym przerywnikiem. „Intymny świat" Igi Cembrzyńskiej odśpiewała uczennica III klasy Państwowej Szkoły Muzycznej II stopnia, Manuela Dobrowolska. W eter poszły piękne słowa piosenki: „A ja mam swój intymny mały świat // Hen za morzem smutków, za górami marzeń tam // Wiedzie doń zagubionych ścieżek ślad // Senne półksiężyce mogą wskazać drogę nam..."

A w pierwszej części poetyckich uniesień było tak: „Bezlistne drzewa / desperacko / próbują być piękne // tną / garbatymi konarami / nalot wilgoci" - to fragment wiersza Beaty Piochy. W utworze Krysi Wajdy jedynie wiatr nieuległy był listopadowi: „walcząc z coraz ostrzejszym powietrzem / podejmuje rękawicę / i w porywach łapie / ostatnie oddechy / odchodzącej jesieni". Melancholia dopadła nawet Janka Lutobarskiego, autora radosnych raczej wierszy: „W taką pogodę / ptaki nawet milkną / usłane sianem / łąki niesprzątnięte / gdzie ich urok wiosenny". Natomiast Irenka Peszkin miesiąc listopad podciągnęła już do czerni wręcz niedościgłej: „Generalna próba / zmierzchu / wszak zmrok / zapadnie i dla nas / nieuchronnie". Zaś Zdzisiek Grzanowicz poszedł w listopadowy patos: „Czcijmy pamięć o tych, co polegli na polu chwały / Tych, co w maciejówkach niepodległość wykuwali / I tych, co z ruin kraj odgruzowywali / Tych spod Lenino / I tych spod Monte Cassino". Na listopad skarżył się nawet nasz słupski gość - Maciek Michalski, który po raz pierwszy przekroczył skromne Bractwa progi: „zaczyna doskwierać brak słońca / który usiłujemy zastąpić / blaskiem cmentarnych lampek". Jednak w dalszej fazie wiersza, Maciek zaczyna widzieć wszystko jakby optymistyczniej: „a kiedy to się nie udaje / szukamy świateł w sobie".

Nawet od pięknej poezji trzeba nieco odpocząć. Tym razem przerywnik muzyczny zaśpiewano w duecie. Do poznanej już Manueli Dobrowolskiej dołączyła jej koleżanka ze szkolnej ławy, Emilka Wiszniewska. Razem rozkołysały publikę szlagierowym „Sway" zespołu Pussycat Dolls. Jak na "laleczkowe kociaki" przystało, rozpoczęły tymi oto słowami: „When marimba rhythms start to play / Dance with me, make me sway / Like a lazy ocean hugs the shore / Hold me close, sway me more...".

Druga poetycka odsłona rozpoczęła się bardziej optymistycznie. Emilka Szybista, najwyraźniej nie przejęta listopadowym marazmem, tak zaczęła swój wiersz: „Argumentów wiele i wszystkie zasadne / tyle cennych zalet nie ma pora żadna / Niezwykle urocza, bogata, zasobna / dumna i potężna, i niezwykle szczodra". W sukurs poszła Emilce nestorka Bractwa, Regina Adamowicz: „Wiosna  już za nami / Minęły lata dni gorące / My wciąż żyjemy wspomnieniami / A z życiem trzeba na bieżąco // Spójrz na te piękne dni jesienne / Patrz jak spadają liście złote / Chociaż pogoda bywa zmienna / Na pewno każdy ma na coś ochotę". Ewa Pietrzak też nie poddała się listopadowej pomroczności: „Zagrajmy z jesienią w zielone / o jeszcze jeden kasztan w kieszeni / kiść jarzębiny podrzuconej do karmika / szelest liści na wspólnym spacerze". A już wprost zakpiła sobie z listopadowych smutków Zosia Zawilska. Jej utwór pt. „Grzybobranie" był opowieścią na jedną sylabę. Oto jego pierwsza zwrotka: „Świt się kluł, pełzł jak wąż / Bo mrok wciąż chciał tu trwać / Aż gdy blask od zórz wszedł / Mrok się skrył za pnie drzew / I dzień już mógł się stać".

I jeszcze jeden przerywnik muzyczny dało się posłyszeć tego wieczoru. Emilka Wiszniewska odśpiewała piękny utwór Hani Banaszak - „Tak bym chciała kochać już". A tak w zapisie wygląda jedna ze zwrotek, tejże zmysłowej piosenki: „Tak bym chciała kochać już / ja nie mam czasu do stracenia / mnie się spieszy / Pieszczotę twych pocałunków / błysk miłosnych burz / ja poznać chciałabym już!". Czy są to również pragnienia młodej wieczorkowej wykonawczyni?

Ostatnią, trzecią już część wierszy rozpoczął Romek Dopieralski utworem „Po prostu wiersz". Ten wiersz był o dylemacie jaki miał autor w związku z napisaniem wiersza. Dylemat ów rozwiązany został, bowiem wiersz powstał. W tej części tylko Bogda Szydłowska i Krysia Pilecka kontynuowały listopadowy wątek. Bogda swój utwór poświęciła listopadowej rocznicy obalenia muru berlińskiego: „i runął mur / przed chwilą / równą dwudziestu latom // to się naprawdę zdarzyło // rozbity uprzedzeń atom / dokonał cudu / czerw bestii zdychał". Zaś wiersz Krysi Pileckiej - jakby odezwa - tak się kończył: „Prawdo odwieczna / w listopadową zadumę / tchnij okruch nadziei / przybliż świętych / obcowanie...". Nieco innego rodzaju obcowanie wystapiło u Janka Wiśniewskiego („Sam na sam z morzem"): „Rozkołysane i spienione / w jesiennym sztormie / smagnięciami mokrego wichru / w obcowania intymność zapraszasz". Natomiast wiersz Irenki Wiercińskiej pt. „Mały Maksio piłkę kopie..." wyczerpał wieczorkowy limit na poezję - „Mały chłopiec piłkę kopie / ona turla się i znika / gdzieś pod stołem goni kota / który przed nią skocznie fika // Kiedy nóżka trafia w piłkę / rączki same robią klask / wiemy wtedy już na pewno / w małym Maksiu - piłkarz Maks". I tak oto od listopadowej pomroczności, wieczorek literacki dotarł w swych treściach do dziecięcej beztroski.

(Roman Dopieralski)

 

 

PS  Niebawem będzie zaprezentowany owy felieton czytany na stojąco i  wiersze z wieczorowej autoprezentacji poezji z pozycji siedzącej.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Fotorelacja z Listopadowego Wieczoru Literackiego

piątek, 20 listopada 2009 20:02

Tak było wczoraj na naszym wyjątkowym
 Wieczorze Literackim
p.t. "Listopadem malowane"




To była prawdziwa i wyjątkowa biesiada literacka



Poeci prezentowali swoje utwory wśród zgromadzonej publiczności.
 Na zdjęciu Maciej Michalski, który przybył do nas ze Słupska.



Te dwie młode damy to wokalistki z Zespołu Szkół Muzycznych w Koszalinie,
które oprawiły pięknym śpiewem naszą literacką biesiadę.



Beata Piocha- reżyserka wieczoru i prowadząca w jednej osobie.



Sala była wypełniona przez miłośników żywego słowa:
literatów, czyli członków KBL, oraz wierną publiczność.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Reportaż z XIV edycji "Istoty człowieka"

niedziela, 25 października 2009 23:25



PO TRZYKROĆ UDANA IMPREZA

 

To już czternasty raz, jak w Koszalinie rozstrzygano o literackich nagrodach w Ogólnopolskim Konkursie „Istota człowieka" im. Eugeniusza Buczaka. Już po raz czternasty ktoś wygrał, kogoś wyróżniono, komuś wydrukowano wiersz w pokonkursowym tomiku. Czternasty raz Koszalińskie Bractwo Literackie było gospodarzem tejże literackiej uczty. I każda kolejna edycja tylko potwierdza, że ten stan rzeczy będzie trwać i trwać, gdyż ten konkurs już na dobre wrósł w tutejszy literacki grunt.

 

W miniony piątek, dokładnie o godzinie siedemnastej, w pięknej Sali Kominkowej koszalińskiego Klubu Garnizonowego, Beata Piocha - konferansjer, sekretarz konkursu i Kanclerz Bractwa - wprost trojąc się, w każdej z trzech wymienionych ról, rozpoczęła literacki festiwal. Po niej przechwycił mikrofon juror przewodniczący, ks. Henryk Romanik, poeta, biblista i wykładowca w Wyższym Seminarium Duchownym w Koszalinie. Jak widać, on również jakby w trójosób przedstawion, mówił nawet za trzech, to znaczy długo, ale bardzo ciekawie. -Staraliśmy się czytać wszystkie utwory jednym ciurkiem, żeby każda z prac oceniana była w podobnych warunkach i nastrojach - uchylił nieco rąbka tajemnicy z jurorskich obrad ksiądz Romanik. To może przy okazji wypadałoby przedstawić pozostałe dwie osoby z jurorskiego składu, zachowując oczywiście powyższy kod trójkowy. Tak więc, Krystyna Pilecka - poetka, członek koszalińskiego oddziału Związku Literatów Polskich i do niedawna Kanclerz Bractwa oraz Adrian Adamowicz - poeta, dziennikarz Radia „Koszalin" i ... osoba świecka.

Recytacją nagrodzonych prac zajęli się braccy poeci. Zaczęto od wyróżnienia za kobiece spojrzenie na świat. Jest to konkursowa nowość, świadcząca o tym, że „Istota człowieka" nie jest czymś skostniałym i się rozwija. A doceniony przez jurorów utwór Eli Galoch zaczyna się tak: -Kiedy Gośka szła do nieba / nie mówiła o niczym innym, tylko o naszej rzece / Chciała pić wódkę ze sklepu przy zakręcie i zagryzać / wujowymi pomidorami... Kolejną świeżynką było wyróżnienie im. Kardynała Ignacego Jeża dla Katarzyny Zychli za utwór pt. „Spojrzenie mojego Boga". Autorka stwierdza w nim, że kiedy patrzy na nią jej czteroletnia córeczka, to Bóg ma oczy zielone. Kiedy patrzy na nią ukochany mężczyzna, oczy Boga są brązowe jak kasztany. Zaś, kiedy starsza córka - Bóg ma oczy złote jak kropla miodu. Natomiast z końcówki wiersza dowiadujemy się: spojrzenie Boga ma kolor turkusowy / kiedy wbrew i mimo wszystko / kocham. Kolejne recytacje dotyczyły nagrodzonych w kategoriach już sztandarowych konkursu, czyli poezji, prozy oraz fraszki i satyry.

Do zabawnego incydentu doszło podczas odczytu wyróżnionej fraszki zatytułowanej „Otępienie", Marioli Pumpołowicz. Tytułowe otępienie dotyczy pewnej części ciała u mężczyzny, która jest niezwykle istotna, kiedy żyje się w dalekim kraju i jest się szejkiem mającym znacznie więcej niż jedną żonę. W końcowej fazie recytacji, po słowach: Kiedy już spełnił swoje zachcianki / i harem setką dziewcząt odmłodził / to musiał sprawdzić swoje wybranki / wtedy... cel pracy ogiera zmroził  - mikrofon jakby współgrał z tekstem, bowiem obrócił się wokół osi statywu, bezwładnie zwisając. Zatem dwuwersowy morał, brzmiący: Po co wymieniać wciąż młodsze żony / skoro scyzoryk jest przytępiony - odczytany już został przy jakby zwiędniętym mikrofonie.

Na koniec części oficjalnej nastąpiły serie podziękowań. Zaczęto od tych dla jurorów, którzy swoją konkursową powinność potraktowali charytatywnie, za sprawdzenie wszystkich prac i ich ocenienie, nie biorąc nawet przysłowiowego grosza. Potem nie obeszło się bez łez wzruszenia, kiedy niedawna jeszcze Kanclerz Bractwa, Krystyna Pilecka, przekazywała pałeczkę swojej następczyni, Beacie Piocha. Kolejne łzy pociekły, kiedy obecna Kanclerz Bractwa, owa Beata, wręczała kwiaty i bombonierkę byłej Kanclerz, owej Krysi, tym samym dziękując w imieniu całego Bractwa za podwójną kadencję.

Nie wszystko jednak było tego wieczoru łzawe i krystaliczne. Oberwało się nieco Polskiej Kolei Państwowej, za to, że likwidując wiele połączeń kolejowych, spowodowała, iż do Koszalina dotrzeć z odleglejszych zakątków Polski - nie jest wcale tak łatwo. I to prawdopodobnie było powodem, że na rozstrzygnięcie konkursu „Istoty człowieka" nie dotarli co niektórzy laureaci: Arkadiusz Stosur z Krakowa (II nagroda w kategorii poezji i III nagroda ex aequo w kategorii prozy), Andrzej Ziobrowski z Nowej Huty (III nagroda, poezja), Katarzyna Zychla z Sieniawy Żarskiej (wyróżnienie im. Kard. Ignacego Jeża), Ela Galoch z Turku (wyróżnienie za kobiece spojrzenie na świat), Aneta Gizińska-Hwozdyk z Deszczna (III nagroda ex aequo, proza). Przyjechała natomiast Edyta Wysocka z pobliskiego Miastka, (I nagroda w kategorii poezji), wielokrotna już laureatka brackiego konkursu. Z wielkopolskiego Śremu udało się również dotrzeć Małgorzacie Marcinkowskiej (III nagroda ex aequo, proza). Do kompletu nagrodzonych brakuje już tylko Marioli Pumpołowicz z Koszalina (wyróżnienie w kategorii fraszki i satyry), osobiście odbierającej nagrodę rzeczową i pieniężną. -Może by tak w następną konkursową edycję zaangażować pracowników PKP? I wtedy do każdej z nagród dołączyć bilet w obydwie strony... - zażartował na koniec przewodniczący jurorskiego składu, ks. Romanik.

(Roman Dopieralski)

A oto fotorelacja z literackiej imprezy 

Beata Piocha w roli sekretarza konkursu i prowadzącej imprezę

 

Krystyna Pilecka w trakcie czytania  protokołu pokonkursowego

 

Lidia Nowosad prezentuje utwory laureatów konkursu

 

Biesiada literacka



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Bracki reportaż Romka Dopieralskiego

poniedziałek, 21 września 2009 23:26

 

 NO I PO WAKACJACH


Kanikuła się skończyła, zatem braccy nowy sezon rozpoczęli. W Sali Kominkowej, gdzie Klubu Garnizonowego gościnne przyjmują ich progi - odbył się wieczorek literacki pt. „No i po wakacjach". Artystyczne przedsięwzięcie poprowadziła Beata Piocha, która po dwuletniej przerwie powróciła na brackie łono.

Wieczorek rozpoczęto muzycznie. Patrycja Chojnacka z koszalińskiej szkoły muzycznej odśpiewała utwór Agnieszki Osieckiej pt. „Kto tam u Ciebie jest". Refleksje związane z latem, które były tematem pierwszej odsłony autorecytacji poetów z Bractwa, poprzedził już stały punkt programu, czyli felieton Romka Dopieralskiego. Autor starał się jakoś zarekomendować jesień, twierdząc, że  wcale nie musi być ona smutna, ani nawet gorsza od lata. Jedna z argumentacji była następująca: „Kto lubi swoją teściową, ten na jesieni rad. Po sezonowej bytności na działce, przenosi się ona z powrotem do domu". Natomiast w poezji dominowały tematy miłosne. Oto fragment wiersza Ewy Pietrzak „(Nie)oczekiwanie: „Odnalazłeś mnie na tej samej plaży następnego lata / nawet rysunek namalowany twoim spojrzeniem / pozostał na ciele i pamięć ciekawskich dłoni". Zaś wiersz Stanisławy Schreuder „Chcę" tak się kończy: „by odtąd iść w szczęśliwy czas / w słoneczną jasność każdej chwili / choć młodość minie każdy wie / zostanie serce co nie zmyli". Równie pięknie kończy się wiersz Emilii Szybistej „Oczywiście", a jego przesłanie brzmi tak: „Czy wypada pokochać świat cały? / Niebo, gwiazdy, obłoki i zorze? / Oczywiście! / Ale nade wszystko / To człowieka winien kochać człowiek".

W miarę upływu czasu tematy letnie ustępować poczęły jesiennym klimatom. Wyraźnie wyczuwało się jak ostatnie westchnienie lata na żaglach jesieni odpływa. Już następny wiersz Krystyny Wajdy „Był czas", tylko to potwierdził „Był czas wytchnienia / goniony rytmem wakacyjnych uczuć / Zadzwonił dzwonek / i zamknął wszystko w kopertach wspomnień". Zdarzały się też wiersze rymowane. Tu niepodzielnie królował Robert Kamin, którego utwory są jakby z minionej epoki. Oto kilka wersów owego romantyka, zaczerpniętych z wiersza „Zbudziła się jesień": „Zbudziła się jesień lekkim drgnieniem chłodu / Pszczelarz dobył z ula wrzosowego miodu / Ważka przypomniała smutną smugę lata / Warkocz wokół klonu senny bluszcz zaplata". Co do poetki Lidii Nowosad, to ona sobie tak utrwaliła lato w wierszu „A lato już minęło, że zapewne smutki jesieni będą jej obce: „Utrwaliłam morze / I jego kolory / Plażę / I żółty piach / Utrwaliłam las / I piękno drzew / Poznanych ludzi / Roześmianą twarz".

Przerwami między poetyckimi odsłonami zajęła się dwójka młodych ludzi uzdolnionych muzycznie. Wspomniana już Patrycja Chojnacka odśpiewała jeszcze „Piosenkę księżycową" z repertuaru Anity Lipnickiej, a na gitarze klasycznej wystąpił dwukrotnie Mateusz Kowalski, uczeń II klasy gimnazjalnej z koszalińskiego "muzyka". Brawurowo wyszarpał na strunach swojego sprzętu „Country jamboree" Dawida Thorlaksona i „Schody do nieba" zespołu Led Zeppelin.

Tematem części trzeciej wieczorka był mało popularny ostatnio patriotyzm. Zwłaszcza daje się to zauważyć wśród młodego pokolenia, które niekiedy zapomina o ważnych rocznicach. Było więc o powstaniu warszawskim w utworze Zofii Zawilskiej „Wspomnienie lata 44". Jedna z poetek, a była nią Irena Michałowska, stworzyła wiersz pt. „Chluba Koszalina". Tytułowym bohaterem okazał się nasz kulturalny przybytek - amfiteatr. I choć wersy głównie przepełnione były zachwytami, to i dostało się też władzom miasta, za to, że obiekt nie jest tak do końca wykorzystany jak powinien. Ludmiłę Raźniak natomiast zainspirowała niedawna szósta edycja festiwalu „Integracja Ty i Ja". Swój wiersz zakończyła słowami: „Sprostać zwycięzcom potrafisz - tylko wyjdź z cienia".

(Roman Dopieralski)

 

PS Następną wieczorkową pozycją będą wiersze. A że prześlicznej urody, więc na blog zaglądnijcie koniecznie!!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Jak to było u brackich na wieczorku?

poniedziałek, 25 maja 2009 23:52

 

NIEDALEKO PADA JABŁKO OD... POETY

/reportaż/ 


Wieczorek pt. „I niech tylko zakwitną jabłonie" był kolejną poetycką ucztą, jaką Koszalińskie Bractwo Literackie ofiarowało wiernej rzeszy ludzi kochających słowo pisane, a recytacje w szczególności. Tradycyjnie już rozpoczęto prozą Romka Dopieralskiego. Jego felieton „Drzewo brackich poetów" był oczywiście o jabłoni. A po jego zakończeniu, raczej nikt z obecnych już nie wątpił, że kasztany zakwitają dla maturzystów - zaś jabłonie dla poetów.

W poetyckiej odsłonie wieczorka tematyka wierszy krążyła wokół wiosny, maja i miłości. Janek Lutobarski tak oto całkiem świadomie rymem wyznawał: „Lubię wiosnę / wiem dlaczego / zieleń kwiatem zasypana / lubię wiosnę / bo świat inny / jest każdego rana". A tak widzi maj Irenka Michałowska: „Spragniona matka - Ziemia / chłepce łapczywie życiodajne strugi / Ulewa rzęzi, sobą się zachwyca / Kryształ przejrzysty, bijąc siarczyście / fontannami tryska". Natomiast wiersz Piotrka Kawy, pt. „Majówkowe reminiscencje", w zapisie komputerowym jest jedną czerwoną plamą. Tyle w nim nazw nieznanych dla komputerowego słownika, że prawie wszystko jest owym kolorem podkreślone. Piotruś był na przepięknej wycieczce w Izraelu, a wiersz jest tego odzwierciedleniem. To tylko niektóre nazwy: Jaffa, Cezarea, Kana, Tyberiada, Tabgha, Kafarnaum, Magdala, Yordanit, En - Gedi, En - Avedat, Eljata i wiele, wiele innych. W maju jest Dzień Matki, więc i braccy poeci nie zapomnieli, by poetyckie złożyć jej hołdy. „Proszę, byś czuła, troskliwa / Zawsze w pobliżu mnie była / Bo także ludziom dorosłym / Niezbędna jest matki miłość // Proszę! Gdy będzie Ci smutno / Gdy chmury się zjawią na niebie / Byś mogła na dziecko swe liczyć / Wezwij mnie w każdej potrzebie" - to fragment utworu Emilki Szybistej, pt. „Do Ciebie Mamo!". „Odeszłaś, życie tak chciało / To, co mi dałaś - przetrwało / Na zawsze zostało / Przytulam się do Ciebie / Jestem przy Tobie / Wciąż kwitną niezapominajki / W moim życiu i na Twoim grobie" - tak zaś wybrzmiały na wieczorku ostatnie wersy wiersza Grażynki Piekarewicz, pt. „Tobie Mamo". O innej miłości recytował Janek Wiśniewski. On własnej żonie - obecnej na Sali - wyznawał: „Czy wiesz, że pragnę / byś była ze mną / zawsze / Tylko Ty i ja / jak dwa satelity / krążące dookoła Planety Miłości".
A co będzie na czerwcowym wieczorku? Zdradzę tylko, że wiersze popłyną w plenerze. A po nich ognisko, tańce i śpiew...

(Roman Dopieralski)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Kwietniowy Wieczorek Literacki

czwartek, 30 kwietnia 2009 23:59

 


KWIECIEŃ - PLECIEŃ

(reportaż)

 

 

Minutą ciszy rozpoczął się comiesięczny wieczorek literacki Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina. Uczczono w ten sposób pamięć o ofiarach tragedii z Kamienia Pomorskiego i czwartą rocznicę śmierci Papieża Polaka - Jana Pawła II. Tytułem przewodnim wieczorku, który odbył się w Klubie Garnizonowym, był „Kwiecień - plecień" i wokół niego krążyły poetyckie i prozatorskie treści brackich poetów. I właśnie prozą rozpoczął wieczorek Roman Dopieralski. Jego felieton dotyczył dni ważnych kwietnia, których jest aż trzydzieści cztery. W telegraficznym skrócie rzec można, że kwiecień zaczyna się żartobliwie prima aprilisem, a kończy na poważnie - Światowym Dniem Sprzeciwu wobec Bicia Dzieci (30 kwietnia).

Natomiast w pierwszej części poetyckiej odsłony, odbyły się wiosenno-świąteczne autoprezentacje brackich poetów. Tak z nadejścia wiosny cieszyła się Irenka Michałowska w wierszu „Przedświąteczna krzątanina: „Radosna wiosenka wreszcie zawitała / I pospołu ze słońcem zimę nam przegnała / No i pełna wdzięku, kolorowa, miła / Przy świątecznym stole z nami zagościła". W innym utworze jajo pytało swego twórcę: „Dlaczego ja w skorupce? Kuro, czyja to wina?". Jajeczna rodzicielka wyjaśnia: „Jesteś jajem, mój drogi i jajem zostaniesz / Jeżeli pod zad jakiś się nie dostaniesz". Nie ucieszyło to jaja, które absolutnie nie chciało kurzego mieć rodowodu. I tym samym główny dylemat został nierozstrzygnięty, bowiem tak się kończy wiersz: „Jaki z tego morał, czy powie mi który? / Kura mądrzejsza od jaja, czy jajo od kury?". Że w połowie kwietnia łąka w kwietną się zamienia, o tym informował utwór Grażyny Piekarewicz pt. „Skowronek i motyl": „białe margerytki wychylają głowę ku słońcu / trawa z pożółkłej sukni, w soczystą zieleń się przebiera / a kolorowy motyl rozpostarł swe skrzydła nad kwiatami". Zaś  w wierszu „Błogosławiony dom", Regina Adamowicz tak oto dom przedstawiła: „Tam zamieszkują ludzie prości / Do nich prowadzi prosta droga / W sercach rozkwita kwiat miłości / Na ustach noszą imię Boga // Gość w modrzewiowy wchodząc próg /Witany starym obyczajem / Błogosławiony dom, gdzie mieszka Bóg / I stoją krzyże na rozstajach". Również wewnętrzny bunt Stasi Schreuder znalazł swoje odzwierciedlenie w wierszu. Modne ostatnio oczernianie w sferach politycznych, tak przedstawiła: „Był czas, gdy za słowa / zamykały się drzwi z jednej strony / wolność wypełniała ścieżki podziemnych korytarzy / wpuszczając wąski promyk nadziei". Co zatem? Oto końcowe wersy wiersza mocno zbulwersowanej autorki: „Był czas, gdy niezawinioną  mądrość palono na stosie / Jest czas, by zawinioną głupotę spalić raz na zawsze / By nie spełnił się Norwidowski sen, że ideał sięgnął bruku".

Druga odsłona poetyckich autoprezentacji dotyczyła dni ważnych w kwietniu. Zaczęła Zosia Zawilska wierszem „Prima aprilis". Oto pierwsza zwrotka: „Prima aprilis to pamiątka czasów ponurych i tajemniczych / Kiedy oszustwa uprawiano prostym sposobem chałupniczym". A tak wiersz się kończył: „Bo czasy, które panują teraz, tak się wyraża: / Era papiera i komputera - epoka łgarza". Zdzichu Grzanowicz wylał nieco żalu na temat Święta Wojskowej Służby Zdrowia (4 kwietnia): „Próbowano system zdrowia reformować / No cóż powiem - lepiej nie chorować / Ot co pozostaje nam maluczkim na tym ziemskim padole / Wypić małego drinka na zdrowie służby zdrowia przy biesiadnym stole". Janek Lutobarski rozmarzył się w wierszu pt. „Cyganie", który upamiętniał Międzynarodowy Dzień Romów (8 kwietnia): „Romanse śpiewane niosły się po lesie / tańczące cyganki spódnicą powiewały / echo tamtych dni do dziś się niesie / te dni w mej pamięci na zawsze pozostały/. Dzień Piwa (23 kwietnia) uświetnił wierszem „Święto browaru" Kazik Gałkowski: „Święto piwa - bez kozery, jest świętem chmielu / Dla smakoszów wielu, ktoś z bufetu zaśpiewał / Hop hop, szklanka piwa teraz!". Równie radośnie potraktowała swój temat Emilia Szybista. Oto skrawek jej wiersza pt. „To nie Kuba", który uświetniał Międzynarodowy Dzień Świadomości Zagrożenia Hałasem (25 kwietnia): „Bardzo lubię hałasować, tupać, krzyczeć i wariować / Lecz, gdy ktoś coś głośno powie, awanturę jemu zrobię". Natomiast Międzynarodowy Dzień Tańca (29 kwietnia), wzięła w obroty Lidia Nowosad. Jej na wpół śpiewany wiersz „Dobry taniec nie jest zły" brzmiał tak: „Czy to w kwietniu, czy w karnawale / tańczyć można praktycznie stale". Oto jego część śpiewana przez liczną rzeszę słuchaczy: „Bo dobry taniec nie jest zły / on umila życia dni".

Po wierszach odbyła się loteria książkowo-gadżetowa. Sierota Jaś, Sierotka Marysia i dwóch niezwykle urodziwych Skrzatów, co rusz obdarowywali gości jakimś prześlicznej urody prezentem. I w tak oto przyjaznych klimatach, zakończony został kolejny udany Wieczorek Literacki.

(Roman Dopieralski )


PS 
Piękne wiersze z pierwszej wieczorkowej odsłony już niebawem na tymże blogu. Zatem bądźcie cierpliwi, a będzie Wam wynagrodzone...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Reportaż z marcowego wieczorku literackiego

niedziela, 22 marca 2009 23:59

 


TAJEMNA MOC WIOSNY 

  

Na comiesięcznym wieczorku literackim, który koszalińskie Bractwo zorganizowało w czwartkowe popołudnie w Klubie Garnizonowym, wyraźnie dało się odczuć wiosenne podrygi. Już chociażby sam tytuł wieczorka - „Obudź się do życia" - zobowiązywał niejako, by na tejże marcowej imprezie nie przysnąć. Takowego przypadku nie zaobserwowano, co świadczyć może o tym, że wieczorek się podobał.

Również felieton tematyczny Romka Dopieralskiego, rozpoczynający artystyczne przedsięwzięcie, co rusz informował o kolejnych wiosennych przebudzeniach. Duży nacisk był kładziony na to, aby człowiek - ważny trybik planety Ziemia - na wiosnę zdecydowanie zwielokrotnił swoją aktywność. Jedyne dni jakie mogą go spowolnić w marcu, to tylko 5 marca (Dzień Teściowej) i 20 marca (Dzień bez Mięsa). Ogólnym objawem w obydwu przypadkach może być ściskanie w dołku. Choć znane są i takie historie, że co niektórzy zięciowie wolą dzień bez mięsa, aniżeli bez teściowej. Tłumaczą to konieczną w ich życiu dawką adrenaliny, jaką daje im słowna utarczka z ukochaną Panią Matką.

W pierwszej poetyckiej odsłonie braccy poeci kontynuowali wątek przebudzania, jak choćby Piotruś Kawa w swoim utworze zatytułowanym „Czas przemiany": „Ciepłe dni nadejdą, więc tym już się cieszcie / Odrzucimy ciepłe ubrania i buty wreszcie / Słońce coraz wyżej na horyzoncie świeci / Nastrój zapanuje lepszy - u dorosłych i u dzieci". Co by nie przesłodzić za bardzo i ku przestrodze raczej, Regina Adamowicz w wierszu „Pesymiści" napisała tak: „Pesymiści cóż wiecie o wiośnie / Gdy szarym smutkiem / Stroicie oblicze / A wkoło tak pięknie zielono / Radośnie". Jeżeli na sali obecni byli jacyś bohaterowie tegoż utworu, to musiało im nieźle wejść w pięty, bowiem Regina stwierdzała wprost: „Nie czują rozwijających się liści / Nie dla nich pachną modrzewie / Nie widzą pierwszych przebiśniegów". Sytuację próbowała złagodzić Irenka Wiercińska tymi oto słowami: „przyjdzie / w różowej sukience / przejdzie po zielonej trawie / zajrzy / nieśmiało w okna / śpiewać ptakom rozkaże // wiosna / ożywi każdego / zamieni / smutek w nadzieję // pozwoli / cieszyć się dzieciom / zachęci / młodych do pracy". Najwyraźniej poskutkowało, bowiem po wierszach w tej odsłonie, wszyscy obecni na sali, z uśmiechami na ustach, odśpiewywali „Bracki hymn".

W drugiej części poetyckie treści dotyczyły ważnych dni miesiąca miłościwie nam panującego, czyli marca. Gdyby chcieć wszystkie uhonorować, utworów byłoby ponad czterdzieści. A niektóre dni są naprawdę ważne i już na dobre zakorzenione w naszych tradycjach. Oczywiście nie mogło nie być o 8 marca, skoro nawet o 10 marca było: „Dzień Mężczyzny jest oke'y - myślę sobie / Jednak nie upodabniajmy go do Dnia Kobiet / Bo wtedy te wszystkie Tomki, Kaziki, Leony / Dostawać będą zamiast rajstop... kalesony". Nie dopuszczono również, by przysłowiowy szewc w dziurawych butach chadzał. Dlatego Międzynarodowemu Dniu Poezji (21 marca) poświęcono dwa utwory. Oto fragment wiersza Grażynki Piekarewicz: „jesteś natchnieniem / i dla wielu zbawieniem / zrywaniem się o świcie / łapaniem słów w locie / sztuką na scenie / długą wędrówką przez życie". Nic dodać, nic ująć. Potęga wiersza zawarta w tych delikatnych strofach jest zaiste imponująca. Po takim wierszu nie sposób pozostać głazem. Janek Wiśniewski też wyszedł z założenia, że nie wystarczy napisać jakikolwiek wiersz, aby uczcić Dzień Poezji i spłodził utwór również o poezji: „Jednak piszę / Piszę / bo ciągle wierzę / że poezja może ułatwić / dostrzeganie piękna / wyrywanie się / choćby na chwilę / z codzienności / Wierzę / że bez niej / życie byłoby szare / zbyt szare // Więc piszę".

Kolejną wieczorkową pozycją była „Prezentacja jednego autora", czyli Irenka Michałowska show. Ze wstępu o niej dowiedzieć się można było, że jej kolebką jest Toruń, gdzie w tamtejszym gimnazjum pojawiła się chęć pisania pierwszych wierszy. Obecnie jest koszalinianką i członkinią tutejszego Bractwa Literackiego. W prezentacji jej wierszy, pomocni okazali się braccy poeci. Pośród kilku wierszy nie zabrakło oczywiście wiosennych klimatów: „Wczesną wiosną wśród zieleni / Słychać głośne świergotanie / Chmara wróbli starych, młodych / Przyfrunęła na zebranie". Irenka jest również fraszkopisarską: „Zanim rzucisz kamieniem / W stronę przeciwnika / Złap wprzódy swój rozum / Który ci umyka". Gromkimi brawami na koniec prezentacji uczczono literackie zapędy Ireny.

Zaś cały wieczorek zakańczała loteria książkowo-gadżetowa. Kilka ciekawych czytelniczych pozycji znalazło nowych właścicieli. W gadżetach jak zwykle królowała Regina Adamowicz, która do każdego loteryjnego drobiażdżku dołączała przezabawny tekścik.

- „To była porządna dawka strawy duchowej..." - dało się posłyszeć wśród opuszczających garnizonowe mury brackich gości.

(Roman Dopieralski)




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Przegląd poezji dziecięcej.

wtorek, 10 marca 2009 14:26



BRACCY POECI
U PRZEDSZKOLAKÓW

 

To już III Przegląd Twórczości Koszalińskich Poetów jaki corocznie organizuje Przedszkole Nr 11 w Koszalinie. Celem przeglądu jest popularyzowanie wierszy dla dzieci, rozwijanie u nich recytatorskich uzdolnień, kształtowanie umiejętności w zakresie publicznych występów i uczenie zdrowej rywalizacji. Zatem dumni i bladzi weszli koszalińscy poeci (goście honorowi) na salę wypełnioną dziećmi, ich rodzicami i nauczycielami z kilkunastu koszalińskich przedszkoli - jednego nawet z Bonina.

Zasady uczestnictwa były proste. Każde przedszkole wytypować miało jednego reprezentanta, który zaprezentuje jeden dowolny utwór z zasobów koszalińskich poetów, piszących wiersze dla dzieci. Nad całością czuwała prowadząca artystyczną imprezę, Beata Malec, wspomagana przez Alicję Barańczak.

Tak więc dwunastu małoletnich wykonawców poczęło recytować wiersze Reginy Adamowicz, Krysi Pileckiej, Romana Dopieralskiego i Czesława Kuriaty. Radzili sobie naprawdę doskonale. Pamięciowe opanowanie wierszowanych tekstów bez zarzutu, interpretacja utworów oryginalna, a ogólny wyraz artystyczny (gest sceniczny, strój, element ruchu) wprost rewelacyjny. Jedna z najmłodszych uczestniczek, 3-letnia Kornelka, okryta od stóp po czubek nosa owadzim strojem, recytowała wiersz Krysi Pileckiej o zmartwionej biedronce, co to smutna była, bo kropeczki pogubiła. Inny owad, 6-letni Michał, w srebrnym kapeluszu z czerwonym otokiem, trzepocząc czarnymi skrzydełkami, deklamował utwór Reginy Adamowicz: „Czarny żuk wędrował / Po kwiatkach i trawce / Ujrzały go dzieci / W parku na huśtawce". Zaś 5-letni Gabryś zrobił aktorską wprost wyliczankę, z czego składają się końcówki naszych górnych kończyn. Posłużył mu do tego wiersz Romka Dopieralskiego pt. „Dłonie": „Po  środku sterczy palec środkowy / Najwyższy - więc podporą dla głowy / A przy nim tkwi serdeczny / Często przyozdabiany, artystycznie użyteczny". Ciekawym przebraniem popisał się 5-letni Jakub z bonińskiego przedszkola, w utworze Reginy Adamowicz „Kosz na śmieci". Dosłowność stroju była wprost porażająca. Po jeszcze jeden wiersz Krysi Pileckiej sięgnęła 3-letnia Antonina, najwyraźniej lokalna patriotka, bowiem treści jakie przedstawiała słuchaczom dotyczyły wyłącznie naszego miasta: „Znad morza do Koszalina / Przyfrunęła mewa / I krzyczy i skrzyczy / Mewa po prostu tak śpiewa". Jedynie 5-letni Hubercik miał małą wpadkę z wystartowaniem. Wezbrał się jednak w sobie i już po chwili deklamował „Smoczy ząb", Romka Dopieralskiego. w którym okrutnego tytułowego bohatera wykańcza ropny stan zęba, w wyniku niedbałości o czystość jamy gębowej. A morał z wiersza wynikał taki: „Z podobnej zaś historii / Również Kraków słynie / Tam siarką struto smoka / Tu brak dentysty jedynie".

Po recytacjach dziecięcych, produkować zaczęli się dorośli. Dostali oni losowo wybrane rymowanki, składające się z dwóch wyrazów. Z nich to należało stworzyć krótki wierszyk. Oto co wynikło z kombinacji „kot - płot": „Wskoczył kot na płot / I wymyślił wierszyk w lot / Wiersz był krótki i uroczy / A kot miał zielone oczy". A tak inny dorosły poeta wpasował się w słowa „koń - słoń": „Był sobie raz koń / Co uszy miał jak słoń / Wachlował się nimi stale / Przeważnie w weekendy i w karnawale / Zazdrosny więc bardzo był słoń / Że takie uszy jak on - ma również koń". Ponoć wszystkie rymowanki trafią do „Przedszkolnej księgi rymowanek", do której już wiele zabawnych tekstów wpisano. Oto niektóre: „Uważaj, uważaj dziku, jedziesz na starym silniku", „Syrenka z rybką pływała i morskie opowieści jej opowiadała", „Kwiatek, kwiatek rośnie i myśli o wiośnie", czy choćby kulinarna nieco rymowanka: „Lisek, lisek był chytruskiem i lubił pierogi ruskie".

Kiedy już nasycono się słowem pisanym, dzieciom za brawurowe recytacje wręczono nagrody, a ich wychowawcom podziękowania. I jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na sali pojawił się stół z napojami i łakociami. Pośród swobodnych rozmów i zdjęć pamiątkowych, co rusz honorowi goście przypieczętowywali swoje utwory autografem dla swoich przyjaciół mniejszych. -„Poezja jest czymś ważnym. Życie przemija, a poezja pozostaje. Dzięki wierszom wasze serduszka będą stale uśmiechnięte do całego świata" - powiedziała na zakończenie, w formie przesłania do dzieci, dyrektorka Przedszkola Nr 11, Ela Michajłowicz. Zaś w stronę dorosłych dorzuciła: -"I oczywiście zapraszam już za rok, na IV Przegląd Twórczości Koszalińskich Poetów".


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Wieczór zdominowany przez miłość !!!

poniedziałek, 23 lutego 2009 22:17

 

REPORTAŻ Z WIECZORKA

LITERACKIEGO

luty 2009

 


KOCHAĆ, ZNACZY ŻYĆ PIĘKNIEJ

Urokliwa Sala Kominkowa Garnizonowego Klubu była tym razem miejscem, gdzie w eter szły miłosne strofy w przeróżnych konfiguracjach gramatyczno - słowno - śpiewnych. Zewsząd zwisały walentynkowo - miłosne atrybuty w postaci serc różnej wielkości, serpentyn i balonów. Przy stołach z poczęstunkiem na słodko siedzieli goście. Jak na tłusty czwartek przystało, dodatkową atrakcją na półmiskach były stosy pączków, a na scenicznym podwyższeniu produkował się pieśniaczy zespół „Jantarowy kwiat", pod przewodnictwem Kazika Dulata.

I tak oto zaczął się kolejny comiesięczny (zawsze w trzeci czwartek) Wieczorek Literacki zorganizowany przez Koszalińskie Bractwo Literackie. I nic to, że za oknami śnieg i mróz, bowiem na sali zimowych klimatów nie wyczuwało się wcale. Zobowiązywał do tego choćby tytuł samego wieczorka („Kochać, znaczy żyć lepiej") i Walentynki, które w tym zimowym miesiącu zaaklimatyzowały się u nas już na dobre.

Literacką część wieczoru otworzył felieton Romka Dopieralskiego, gdzie w „Poczcie kochanków w pigułce" przedstawił on tychże kochliwych w kolejności do epok, w jakich im przyszło miłością się zachłystywać. Jednak sprawa pierwszych kochanków wyjaśniona nie została. Wszak Adam i Ewa nie mieli żadnych wzorów ani wyboru. Ale już na pewno na miano super kochanka zasłużył sobie Parys, porywając piękną Helenę, co stało się przyczyną wojny trojańskiej. Niezgorszy był Henryk VIII, choć w sposób dziwny to okazywał, bo przy pomocy siekiery, ścinając swoją drugą żonę, Annę Boleyn. W Romkowym felietonie było jeszcze o wielu kochankach, zaś co do ostatnich - tu kwestia jest otwarta. Każdy z nas kochankiem zostać przecież może. A za sto, dwieście lat, kto wie, może historycy coś tam o nas wyskrobią.

Natomiast w poezji, we własnych prezentacjach brackich poetów, starano się niekiedy miłość zdefiniować, jak to czyniła Krysia Pilecka: „miłość to twoje usta / dotyk i... / błogi szelest słów / miłość to twoje włosy / oczy pełne nieba / dłonie szukające drogi / w labiryncie namiętności". Emilka Szybista próbowała ją nazwać: „garnąc się, wielbić, czuć wolę bożą / cholewki smalić, tracić głowę / mieć się ku sobie, lubować / chodzić w konkury i admirować / miętę, sympatię i skłonność czuć / podryw, ciągoty, mania czy chuć". Irenka Michałowska zapewniała nawet, że mało jej nie jest: „W miłości tonie cały świat / to nieprawda, że jest jej brak". Nie obyło się również bez pewnych zawodów z nią związanych, o czym recytowała Irenka Wiercińska: „Mnie cieszyła miłość głęboka i ślepa / Ty chciałeś, by kryształ popękał i zgasło w nim światło / Wolałeś odejść tam, gdzie twardą ziemię czuje stopa". Nie obeszło się też bez porad, których udzielał nestor męskiej części Bractwa, Wacek Rytlewski: „Nie zapominajcie zakochani / Źle pojęta miłość ciężko rani / Bo miłość to nie tylko zabawa / Nie tylko żarty, winko i kawa". A co, kiedy miłości nie ma? Na to próbował odpowiedzieć Romek Dopieralski: „ jeśli jej nie ma / suchy płacz! / zmierzch bez dna / pozbawiony zmysłów świat / ciało więdnie... zanika".

Tylko jedna poetka wyłamała się z miłosnej wieczorkowej konwencji, recytując: „Ja nie będę o miłości pisać zimą / Na ten temat mogę pisać, gdy jest maj / Niech wybaczą mi Walenty z Walentyną / Że im prozą będę życzyć naj, naj, naj". Jednak już po chwili cała prawda wyszła na jaw, kiedy owa poetka, Zosia Zawilska, doczytała postscriptum zamieszczone pod wierszem: „Miał ten wierszyk zamaskować rzecz żałosną / Nie potrafię o miłości nic napisać - ani zimą, ani wiosną". Oczywiście był to żart naszej brackiej mistrzyni humoru, dzięki czemu hasło przewodnie, że „Kochać, znaczy żyć piękniej", tego wieczoru zostało jeszcze bardziej ugruntowane.

Po porządnej dawce poezji przyszła kolej na loterię książkowo - gadżetową. Fundatorem wielu książek jest koszalińska filia biblioteczna nr 8, mieszcząca się przy ul. Andersa. Zaś fizycznym ich dostarczycielem - Bernard Konarski. Na jego też ręce złożyliśmy przyjaznej filii podziękowania, które w sposób wprost rewelacyjny przygotowała kolejna nasza mistrzyni - tym razem od pisemnych podziękowań - Irenka Wiercińska.

Były jeszcze inne możliwości, by z Wieczorka Literackiego wyjść wzbogaconym o dobry wiersz, czy też tomik autorstwa jednego z brackich. Jedną z nich był „stolik z wielkim braniem", który uginał się pod stosem wierszy członków bractwa. Każdy chętny mógł wziąć ich dowolną ilość. Nieco inne reguły panowały na sąsiednim stole, gdzie prowadzono sprzedaż tomików po niewygórowanych cenach. Zaś dodatkową atrakcją dla nabywcy jakiejkolwiek pozycji, było natychmiastowe uzyskanie autografu wraz z dedykacją od autora.

Wieczorek zakończyło odczytanie tzw. „wiersza na rąk wiele". Jest to nowa pozycja, jaką braccy poeci wymyślili dla jeszcze większego uatrakcyjnienia literackich wieczorów. Polegało to na tym, że kartkę z wersem inicjującym („Dziś z miłością popatrz na mnie...") dano gościom z prośbą, by każdy dopisał od siebie po jednym wersie. W zamyśle było wspólne stworzenie wiersza. Co wyszło? O tym w późniejszych blogowych relacjach.

(Roman Dopieralski)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Reportaż z Wieczoru Literackiego

czwartek, 22 stycznia 2009 16:05


W KARNAWALE

(reportaż)


Po raz pierwszy w nowym roku swoją literacką powinność, wobec miłośników słowa pisanego, spełniło Koszalińskie Bractwo Literackie. Comiesięczny (zawsze trzeci czwartek miesiąca) Wieczór Literacki jak zwykle odbył się w gościnnych progach Klubu Garnizonowego. Jego tytuł brzmiał „W karnawale", czemu wierna była pierwsza odsłona artystycznego spektaklu i felieton Romka Dopieralskiego, którym całość rozpoczęto.

W wierszu zatytułowanym „Igrzysk i... pląsów", rada na karnawałowy czas była prosta: „od lodówki jak najdalej / w tegorocznym karnawale / w pogotowiu zaś lakierki / a nuż trafi się bal wielki". W innym utworze, poetka Regina Adamowicz ze swadą opisała bal emeryta: „tu nie potrzeba sukien, złota / wystarczy tani zwykły brokat / zwykłe korale - bluzka sexy / zawsze pod ręką są lumpeksy". Jednak wystąpił pewien problem z balem związany: „na ten bal do klubu się wybieram / lecz jest mankament... brak partnera". W podobnej jakby sytuacji znalazł się Wacek Rytlewski: „no to wszyscy naprzód marsz! na bal, na bal / a ja stary stanę z boku, zdejmę szal / i klaskać będę wam i śpiewać będę / być może któraś zaprosi przybłędę". Niemalże natychmiast po recytacji - owego poetę chętna już była zaprosić prowadząca tę część Wieczoru Literackiego - Krysia Pilecka i jeszcze kilka innych osób z publiczności.

Przerywnikiem w poezji była humorystyczna etiuda autorstwa Zosi Zawilskiej, zatytułowana „Wywiad". Koszalińscy poeci pozbawieni swych piór i ołówków, wczuli się w rolę niby przechodniów, którzy zagadnięci przez rasowego dziennikarza o bolączki swego miasta - odpowiadali wprost i dosłownie śpiewająco. Zaś do zabawnie sformułowanych odpowiedzi wykorzystano melodie dawnych polskich szlagierów. Oto jedno z pytań: -Koszalin w sezonie letnim staje się miastem o wzmożonym ruchu. Co państwo możecie powiedzieć o jego rozwiązaniach komunikacyjnych? A śpiewająca odpowiedź brzmiała tak:

Jadą wozy kolorowe po ulicy

Jadą póki są daleko obwodnicy

Obwodnicę tylko po to ma Koszalin

Żeby sobie tu kierowcy w korkach stali...

Druga część poetyckich treści poprzedzona była mini prozą Marcelinki Dopieralskiej. Ta trzecioklasistka, która niespełna trzy tygodnie temu skończyła dziewięć lat, najwyraźniej chce konkurować w prozie ze swoim tatą, już od dawna parającym się tym gatunkiem literackim. W jej surrealistycznym utworze idzie ona sobie w wieczór Sylwestrowy przez las. Potem zasypia pod Sylwestrową sosenką, by z uśmiechem na ustach obudzić się rankiem - bez jakichkolwiek odmrożeń - już w Nowym Roku.

Co do samych wierszy, to każdy występ brackiego literata poprzedzony był krótką rymowanką dotyczącą jego imienia. Oto kilka z nich: „Każdy w pas się zgina, kiedy recytuje Adamowicz Regina". „Roztapia się lód pod stopami pingwina, kiedy recytuje Dopieralska Marcelina", „Jeszcze bardziej smakuje placek, kiedy recytuje Rytlewski Wacek". Zaś „każda rozświetla się arena, kiedy recytuje Wiercińska Irena". A owa Irena wiersz o kominiarzu napisała: „pan kominiarz szczęście niesie / więc nie straszcie mnie już więcej / że mnie porwie, w las zaniesie / i do dziupli schowa sowiej". A Romek („W cieniu Tytus i Atomek, kiedy recytuje Dopieralski Romek") w swoim utworze uosobił zimowy jęzor: „i mróz mlasnął swym jęzorem / liżąc okno - szron zostawił / w wychuchanych kołach dziecięce twarze / a szyba obrazem... osobliwym obrazem...". Nawet wiersz o morzu był. Irenka („Do czerwoności rozgrzana scena, kiedy recytuje Michałowska Irena") pisała, że choć piękny ten nasz Bałtyk, to niebezpieczny także być potrafi: „hucz i dudnij, rzucaj pianą / i szalej sztormami / widać serca ci nie dano / że tak igrasz z nami".

A na zakończenie Literackiego Wieczoru odbyła się loteria książkowo-gadżetowa. Sierotka Marysia (Marcelinka Dopieralska) rozlosowała dużo tomików poezji poetów spoza Bractwa. Prawie każdy dostawał słynną już pocztówkę Wacka, ze sfotografowanymi jego obrazami w formie właśnie owej pocztówki. Gadżety jak zwykle były zabawne - niektóre z dołączonym tekstem humorystycznym. Na przykład jedna z pań otrzymała pacynkę z wyglądu sympatyczną, aczkolwiek niekoniecznie atrakcyjną. Do niej dołączony był zwitek papieru z treścią: „Jeśli się na bal wybierasz, mogę służyć za partnera". Dodatkową atrakcją były skrzaty (Kazik Gałkowski i Janek Wiśniewski), dostarczające szczęśliwcom loteryjne suweniry, na głowach mając czapeczki prześlicznej urody.

(Roman Dopieralski)


PS Kolejna taka impreza, a może nawet i lepsza, bowiem nasza inwencja twórcza za każdym razem rośnie - już w następny trzeci czwartek miesiąca, czyli w dziewiętnasty dzień lutego. Rezerwujcie więc czas! Atrakcji szykuje się co niemiara.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Spektakt literacki "Z kolędą w tle"

poniedziałek, 15 grudnia 2008 19:51


 ŚWIĄTECZNY WIECZOREK BRACKICH W REPORTAŻU

 

Koszalińskie Bractwo Literackie przedstawiło w Klubie Garnizonowym  wieczorek pt. „Z kolędą w tle". Świąteczny wystrój sali, gdzie braccy poeci dawali upust swoim literackim zainteresowaniom, zasygnalizował, że święta tuż tuż. Z motywem głównym, czyli choinką w tle, wieczorek rozpoczęto „prezentacją jednego autora", czyli Krysia Pilecka show. Na zmianę ze Stasią Schreuder sczytywały one strofy wierszy z najnowszego tomiku Krysi, zatytułowanego „Zza ściany światła", którego wydanie współfinansowało Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina.

Jednak prawdziwy charakter wieczorka, czyli świąteczny, nastąpił wraz z felietonem Romka Dopieralskiego o przewrotnym tytule „ Święta, święta i po świętach". Zawarta w nim ironia, odnosiła się do dorosłych, którzy czas świąt postrzegają niekiedy poprzez pryzmat krzywego zwierciadła: „... już w wigilię biadolenie, że po świętach znowu do pracy", albo: „... ile stresu, kiedy piękna, kosztowna i w dodatku ręcznie malowana bombka z niewiadomych przyczyn pęka w dłoniach". Zaś koniec świątecznego okresu, jest jakby zaczątkiem do nowych utrapień: „... ile to potem tego poświątecznego sprzątania? Tyle zawsze przygotowań, a tu rach ciach i po świętach!". Całe szczęście, że felieton kończy dziecięca wizja świąt Bożego Narodzenia: „... nie ma nic piękniejszego od widoku dziecka, kiedy z noskiem przy zamarzniętej szybie wypatruje najpierw pierwszej gwiazdki, a później podjeżdżającego saniami pod dom Świętego Mikołaja z workiem prezentów".

W drugiej odsłonie wieczorka braccy poeci w zaprezentowanych wierszach felietonowej ironii starali się nie przemycać. Ludmiła Rażniak recytowała: „Pełna niebieskiej chwały / spływa na ziemię Noc Betlejemska / i cisza otula świat / W ludzkich sercach słychać / szczęśliwe pienia aniołów / to Bóg się w nas rodzi". Natomiast Marcelinka Dopieralska napisała: „Rzucam właśnie list / do aniołów w niebie /  W życzeniach do Mikołaja / jest napis: Dla ciebie". Jako ciekawostkę dodam, że ten ośmioletni poetycki szkrabek, corocznie wysyła do Laponii najprawdziwsze listy do owego Mikołaja z pokaźną listą prezentów, które by mile widział pod swoją choinką. Zaś z wiersza Emilii Szybistej popłynęła prośba do Najwyższego: „O Panie Boże Ty to sprawić chciej /Niech wigilia nie trwa tylko jeden dzień / Niechby przez trzysta kilkadziesiąt dni / Człowiek dla człowieka dobrym bratem był". W wielu utworach podkreślano magię świątecznego biesiadowania: „Nie bądź sam! / Świat do Ciebie otwiera ramiona / Bo jest czas, święta czas / Gdy popłynie rodzinna kolęda / Pan wśród nas! Ty wśród nas!" - tak obwieszczała Stasia Schreuder. A tak kończył swój utwór Kazik Gałkowski: „Uwierzcie Jezusowi z Betlejem / Pan syna nam powierzył, by / Zamieszkał w koszalińskim mieście / Taki maluśki, malusieńki / I jeśli go kochasz to podobny jest do Ciebie / Gdyż on pierwszy Ciebie umiłował / Na obraz i podobieństwo swoje". A co na to Janek Wiśniewski?: „Oto grota stajenna / i siano w żłóbku / Oto Maryja / w chuście tuląca Dziecię / Nieboska sceneria uczłowieczenia Bóstwa / I tylko gwiazda drogowskazem". Jedynie jeden wiersz o tytule „Mikołaj XXI wieku", Romka Dopieralskiego, próbował zakłócić tą poetycko-świąteczną idyllę : „Worów nie nosi na plecach / Już nie przenika przez komin / Głośno pięścią do drzwi wali / Albo naciska domofon". Szczęśliwie w ostatnim wersie autor wyjaśnił, że tylko tak śnił okrutnie i już niebawem przystąpi do strojenia cudnego drzewka.

Dalszy ciąg świąteczno-wieczorkowej aury kontynuowała najmłodsza członkini Bractwa, Marcelinka Dopieralska. Śpiewając kolędę „Lulajże Jezuniu" co niektórym zwilżyła ona oczy. I nawet kończące literacki spektakl życzenia skierowane do gości, nie okazały się bynajmniej końcem  świątecznej wzniosłości tegoż wieczorka. Bowiem po dzieleniu się opłatkiem nastąpiło kolędowanie na głosów wiele. A wśród śpiewaczych talentów dało się posłyszeć nawet Andrzeja Jakubowskiego, zastępcę prezydenta Koszalina i kapelana pułkowego, Mariusza Antczaka. Tak więc świąteczne wydanie wieczorka zapewne tylko ugruntowało przybyłych w przekonaniu, że czas świąt, to magiczny czas...

(Roman Dopieralski)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Fotoreportaż z listopadowego wieczoru literackiego

poniedziałek, 24 listopada 2008 18:01



Pierwsza część wieczoru poświęcona była pamięci.  Otworzył ją koncert skrzypcowy  Adagio C-mol J. S. Bacha.
Ta część,  była w całości poświęcona książce Lidii Nowosad - "Bogu dziękuję za Magdę", która stanowi zapis pamiętnikarsko- poetycki bólu, cierpień, buntu i zmagań  ze śmiertelną  chorobą oraz jest dowodem wiary, nadziei i miłości zarówno chorującej córki Magdy jak i jej matki.



Stanisława Schreuder podczas wzruszającej, pełnej zadumy i refleksji  prezentacji utworów z książki "Bogu dziękuję za Magdę".
Scenografię stanowiły palące się świece i  obrazy o tematyce jesiennej,  namalowane przez członkinię Bractwa i malarkę w jednej osobie
- Ludmiłę Raźniak.



Jan Wiśniewski recytował autorskie utwory poświęcone jesieni i pamięci!



Całkiem nieplanowo,  na koniec wieczoru,  zagościł w naszych progach zespół śpiewaczy "Jantarowe głosy",
który zaśpiewał kilka pieśni , w tym jedną napisaną do wiersza Reginy Adamowicz.

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

"Letnie klimaty" w reportażu

niedziela, 21 września 2008 16:15

 
 

 

WSZYSTKO CO PIĘKNE...

 

 

Po wakacyjnej przerwie Bractwo wznowiło artystyczną działalność Wieczorkiem Literackim pt. "Letnie klimaty". Dwuznaczność tytułu mogłaby sugerować, że chodzi o klimaty niezbyt ciepłe. Jednak już mój felieton - tradycyjnie odczytywany na wstępie - wprowadził zebranych na właściwe tory. Dotyczył on wakacyjnych wojaży w ustroju dawnym i teraźniejszym. W felietonie było o Polaku, który kiedyś w Kraju Rad handlował "żuwaczkami" (guma do żucia), papierosami za Odrą, czy też kryształowym wazonem u Madziarów. Zaś dzisiejszego Polaka ukazałem przy egipskich piramidach - gdzieś koło Sfinksa, na afrykańskim safari, tudzież spacerującego w weekend po Londynie...

W pierwszej części literackiej wiersze dotyczyły tematu głównego, czyli lata. Janek Wiśniewski po swojej letniej wędrówce na szczyt napisał: "wyżej już tylko błękit / a dookoła / nagroda za trud / oczyma chłonięta / w najszlachetniejsze zakamarki duszy / w najtrwalsze sejfy pamięci". Stasia Schreuder proponowała: "energię słońca / zamieńmy / na energię miłości / która ogrzeje każde miejsce". A tak opisywane były nadmorskie klimaty przez Reginę Adamowicz: "wicher fale pienił / wydymał / z szumem zawył złowrogo / zajadle / z głębin wyjrzały złe moce / bryzgi piany rzucając / na plażę". A oto refleksje samego morza w wierszu Lidki Nowosad: "wchodzą we mnie brudni i spoceni / przesiąknięci dymem papierosowym / opróżniają swoje przepełnione pęcherze"... 

W części drugiej poetycka uczta nie była podporządkowana żadnym tematom. Kazik Gałkowski pisał o gwiazdach: "podglądają miasta i wodne wstęgi / w blaskach cudne lśnią horyzonty / lasy, zielone pola i sioła / gwiazd policzyć nikt nie zdoła". Marcelinka Dopieralska potraktowała temat bajkowo: "a zanim Calineczka poznała króla elfów / musiała długo zmykać żwawo / przed ogromną brzydką żabą". A Ewa Pietrzak synowi dedykowała wiersz: "teraz domem częściej ci las lub góra / wędrowaniem znaczysz swój ślad // upiekłam szarlotkę / wpadnij na chwilę z wizytą / zwłaszcza dzisiaj". Natomiast o trwaniu kruchego, ludzkiego żywota pisała Krysia Pilecka: "zbieram siebie / z godzin / przesypywanych / między palcami / z wątpliwości / wtłoczonych w krwioobieg / niewyczerpaną / frazą słowa". Dwa z wierszy zostały nawet odśpiewane. Lidka Nowosad swój wiersz pt. "Belfrzy" podpięła pod muzykę jednej z pieśni Bułata Okudżawy. Zaś Wacek Rytlewski, zachowując autentyczność wyrazu francuskiego, własny utwór ("Mój Koszalin") wykonał na modłę normandzkiej piosenki ludowej...  

W dalszych odsłonach Wieczorka były stałe punkty programu, czyli tzw. gwoździe. W "Prezentacji jednego autora" recytowano fraszki Zosi Zawilskiej z jej świeżo wydanego tomiku "Grządki fraszek". W loterii książkowej fantami były również zabawne gadżety, a w krótkich przerwach między poszczególnymi częściami publiczność z brackim akompaniamentem odśpiewywała Bracki Hymn... 

 Po prawie dwugodzinnym spektaklu artystycznym, bez pośpiechu i z pewnym ociąganiem, opuszczane były mury garnizonowego klubu. No cóż - wszystko co piękne, szybko się kończy...

 

/Roman Dopieralski/

 

 

PS  W następnej blogowej odsłonie będą wieczorkowe wiersze, m.in. te wymienione skrótowo w powyższym reportażu.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Koszalińscy poeci w terenie

poniedziałek, 16 czerwca 2008 21:35

 

 

DAMNICA MEKKĄ POETÓW

 

 Już po raz siódmy koszalińskie Bractwo wzięło udział w VII (rzecz jasna) Powiatowych Spotkaniach z Poezją (Nie)Profesjonalną. Corocznie odbywają się one w Sali Lustrzanej Ośrodka Szkolno - Wychowawczego w Damnicy (koło Słupska). Jak zwykle pokłosiem tegoż spotkania jest Antologia poezji wiejskiej. Tym razem jej tytuł brzmi "Pod parasolem zieleni". W latach poprzednich były to: "Wiejscy poeci", "Motyle i anioły", "Wiersze jak chabry w pszenicznym łanie", "Może otulę jesień" oraz "Aleja tęsknot"...

Trzeba przyznać, że pod kątem poezji i poetów, Słupsk jest chyba ewenementem na skalę krajową. W okazałej sali starostwa co miesiąc spotykają się poeci z tamtejszych okolic. Zaś twórca tej całej idei, Zbigniew Babiarz-Zych, stworzył w periodyku “Powiatu Słupskiego” 16-stonicowy dodatek literacki: “Wieś Tworzącą”. Nawet indywidualne tomiki poetów wydawane są dzięki staraniom słupskiego starostwa, które bierze na siebie również ich promocję, przekazując je do bibliotek na terenie powiatu…

Z tak zwanego “wkręta”, korzystają też i koszalińscy poeci. W tym roku na łamach Antologii zaisnieli: Regina Adamowicz, Roman Dopieralski, Lidia Nowosad, Irena Peszkin i Ludmiła Raźniak. Każdy z nich otrzymał po cztery Antologie i uścisk dłoni słupskiego starosty, Sławomira Ziemianowicza, okraszony przesympatycznym uśmiechem wójta gminy Damnica, pani Marii Janusz. Rozstrzygnięto także II Konkurs Satyryczno-Kabaretowy o “Laur Czołowego Ludowego Prześmiewcy 2008”. Został nim dobrze znany koszalińskiemu Bractwu, niezrównany gawędziarz – Janek Wanago z podsłupskiej Wrześnicy…

Ludowo, balladowo, rokowe przerywniki muzyczne okraszały chwile, kiedy ustawały autorskie recytacje wierszy. Na koniec zaś, w kuluarach Lustrzanej Sali, można było umoczyć usta w napoju poetów, czyli czerwonym winie i posmakować słodkości w dużym wyborze ciast...

No to do zobaczenia Damnico za rok! Może i koszalińskie starostwo ów pomysł podchwyci…

/Roman Dopieralski/

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Majowy reportaż z Wieczorka Literackiego

niedziela, 18 maja 2008 12:58

 

 

MAJOWY RAJ

 

Majowy Wieczorek Literacki już za nami.

Jak na maj przystało – było majowo,

czyli radośnie, śpiewnie i z humorem.

A zaczęło się na maksa!

I w przenośni, i dosłownie.

Najpierw telewizja kablowa MAX uszykowała sobie przedpole,

by “kręcić” materiał z wieczorka,

potem na maksa ruszyło do boju Literackie Bractwo…

Rozpoczęto tematycznym felietonem.

O maju oczywiście i dniach ważnych w tym miesiącu.

Było więc o Dniu Bociana, o Święcie Pracy.

A że bez pracy nie ma kołaczy,

z prozy przestawiono się na poezję

i następni braccy poczęli recytować swoje utwory.



(Prowadząca Bractwo i wieczór - Krystyna Pilecka)


W pierwszej części wieczorka wiersze dotyczyły,

rzecz jasna – maja.

“Imię ma dźwięczne

króciutkie

barwę – najzieleńszą

a woń – skoszonej łąki

najświeższą (…)”

- oto maj w jednym z wierszy.

A w innym:

“Tylko w maju to zdarzyć się mogło /

gdy kwitły kasztany i stokrotki polne

a ja poczułam, że nastał czas szczęścia

i pora na zamążpójście…

już nie byłam do wzięcia”.

W kolejnych recytacjach padały wprost stwierdzenia,

że w maju świat na nowo się budzi,

że ten miesiąc dodaje odwagi i kusi,

by za szczęściem gonić.

Jeden z poetów wyznał nawet,

że kiedy w maju lubą swą poznawał,

ona z ziemią z działki pod paznokciami,

częstowała go majową rzodkiewką…

Po tej majowej nawałnicy upiętej w strofy utworów,

zrobiło się śpiewnie.

Przerobione słowa znanej pieśni biesiadnej

( “Hej,hej, hej sokoły!”) śpiewała także publiczność,

zczytując tekst z rozdanych wcześniej kartek.

 


( Brackie trele na głosów wiele)


Zaś w drugiej części dowolnej wieczorka,

ktoś o wróbelkowym ćwierkaniu się rozpisał:

“(…) ćwirek w prawo ćwircia w lewo

wszystkie razem frrr pod niebo

(…) ćwirku – ćwirci – ćwirkuteńko

czasem głośno to znów bardzo cichuteńko (…)”

Był również wiersz na dwa głosy,

gdzie on alkoholik,

ona – jego była kochanka.

Natomiast po utworze,

o relacjach jego autora względem własnego imienia,

nasunął się wniosek,

że imię, to taka łata przypięta do nas zaraz po urodzeniu…

 


( Roman + Wacław = takich dwóch, co to góry przenosić mogą z miejsca na miejsce)


W trzeciej odsłonie artystycznej uczty,

odbyła się prezentacja jednego autora,

a po niej loteria książkowo – fantowa z humorystycznymi gadżetami.

Jednym słowem wieczorek udany.

Zaś jego tytuł: “Wszystko co piękne zdarza się w maju”

– w pełni to odzwierciedlił.

/ Roman Dopieralski /

 

PS Kolejną pozycją z majowego wieczorka,

zaprezentowaną na blogu,

będą wiersze z jego I części,

czyli o maju.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

23 kwietnia - Światowym Dniem Książki

środa, 23 kwietnia 2008 16:56

 

 

DZIEŃ KSIĄŻKI PO KATALOŃSKU

Z okazji Światowego Dnia Książki, który przypada dzisiaj (23 kwietnia), dwoje członków Bractwa, Krysia Pilecka i Roman Dopieralski, zostało zaproszonych do Szkoły Podstawowej nr 10. Koszalińska podstawówka zorganizowała imprezę czytelniczą. W pięknie przystrojonej sali gimnastycznej widownię stanowili uczniowie klas I – III.

Imprezę otworzyły krótkie inscenizacje literatury dziecięcej w wykonaniu klasy II a. –“O czym bajka ta donosi?” – padło pytanie do publiczności po zakończeniu pierwszej scenki. –“O Jasiu i Małgosi!” – zgodnie odpowiedziano. Sytuacja powtórzyła się po drugiej scence: -“Z królewiczem na zamku mieszka, bo to jest?” / -“Królewna Śnieżka!”. I podobnie było po ostatniej inscenizacji: -“Dobrze wiecie, ta dzieweczka ma na imię?” / -“Calineczka!”.

Prowadząca spotkanie, Maria Turowska, przybliżyła zebranym, że Międzynarodowy Dzień Książki powstał dwanaście lat temu z inicjatywy rządu Hiszpanii. Po dziś dzień mieszkańcy Katalonii z tej właśnie okazji obdarowują się książką i czerwoną różą.

Następnie przyszła kolej na koszalińskich poetów. Zaczęła Krysia Pilecka, która tytułem wstępu wyjawiła, że inspiracją do pisania wierszy dla dzieci, są jej wnuczęta. Wiersz “Gołębie przy ratuszu” był o dziecku pragnącym nakarmić fruwającą ferajnę przy koszalińskim ratuszu. W drugim utworze (“Zielona żabka”) jego tytułowa bohaterka była strasznie przemądrzała. Miała jednak dużo szczęścia. Bowiem kiedy złapał ją bocian, zamiast żabkę zjeść, powiedział: -“Zaniosę cię do mamy / Ale pamiętaj… - koniec z przechwałkami!”.

W przypadku kolejnego zaproszonego gościa, Romka Dopieralskiego, inspiracją do pisania dla najmłodszych, jest jego córka Marcelinka. Do niej to, przychodziła kiedyś Kaczka Opowiadaczka i opowiadała o swoich przygodach. Wiersz “Kaczka w parku” był taką pierwszą przygodą, którą tym razem usłyszeli także uczniowie SP nr 10.

Na zakończenie obchodów Światowego Dnia Książki, uczniom wypożyczającym z biblioteki najwięcej książek wręczono “Złote Zakładki”.  -"Patron naszej szkoły, Stefan Żeromski, byłby z was zadowolony!" - powiedział do nagrodzonych dyr. "dziesiątki", Jurek Dziubasik. Zaś gościom honorowym podziękowano po katalońsku. Krysi i Romkowi wręczono piękne dyplomy i oczywiście zgodnie z katalońskim zwyczajem – czerwoną różę.

 /R.D./

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Reportaż z wieczorka o Papieżu

sobota, 19 kwietnia 2008 0:59

 

 

W ALBUMIE PAMIĘCI

 

Tym razem cały niemalże wieczorek poświęcony był naszemu papieżowi, Janowi Pawłowi II. Dokładnie drugiego kwietnia o godz. 21.37 minęła trzecia rocznica jego śmierci. Toteż salka w Klubie Garnizonowym przystrojona została papieskimi motywami. Pianino okryte watykańską biało-żółtą barwą, a na stelażu stał duży obraz z wizerunkiem Jana Pawła II…

Gośćmi honorowymi byli: proboszcz parafii Ducha Świętego, Kazimierz Bednarski i kapelan pułkowy, kapitan Mariusz Antczak. Kiedy ucichły pieśni poświęcone papieżowi, rozpoczął wieczorek swoim felietonem Roman Dopieralski. Jego “Papież – apostoł. Jan Paweł II”, to ukazanie fenomenu, jakim był papież, nie zapominając o jego normalności z jaką komunikował się on z wiernymi, czy też o jego dużym poczuciu humoru. Potem w ciszy i skupieniu wychodzili kolejno poeci, by choćby wierszem oddać hołd tak wielkiemu człowiekowii. Po recytacji każdy z nich stawiał zapaloną świeczkę przy wizerunku z papieżem…

W utworach przewijał się nie tylko wątek olbrzymiego żalu: “zgasło słońce / przy księżycu zgasł on / a rozgwieżdżone niebo / przysłonił kir…”, ale i wielkiej nadziei: “…Ojcze / sterniku kościoła / byłeś, jesteś i będziesz / radością płaczącego świata / nadzieją życia w umieraniu / harmonią w chaosie istnienia / światłem w tunelu ciemności…”. Papież tak do końca nas nie opuścił: “…On o nas pamięta / dostrzegam nieraz w chmurze / okno nie domknięte / i postać w purpurze / przedwieczornej zorzy…”. Obdarzył nas hojnie: “…klejnoty słów / zamknięte w szkatułach encyklik / wystarczy otworzyć / aby uderzył blask prawdy / blaski wiary, nadziei i miłości…” Wciąż jeszcze kiełkują ziarna dobroci, zasiane przez niego: “…Ojcze, chcę jak Ty zwrócić poranionemu / świat, by w zamglonych oczach / nadzieję odnalazł, tę kroplę szczęścia / w kąciku życia wśród burz…” Nawet dzieci kochają go instynktownie: “…Ojciec Święty i do Koszalina też kiedyś zawitał / A na Górze Chełmskiej tłum ludzi go witał / Mnie wtedy jeszcze nie było na świecie / Ale teraz Jego obraz w mym sercu już znajdziecie”. Tak zakończyła swój wiersz, zatytułowany “Nasz kochany Papież”, najmłodsza członkini Bractwa – ośmioletnia Marcelinka…

Po prezentacji wierszy wśród publiczności rozdano teksty “Barki”, ulubionej pieśni Jana Pawła II, po czym a capella zaczęto śpiewać. Tutaj prym wiódł proboszcz Bednarski, choć przy refrenie ( “O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś / Twoje usta dziś wyrzekły me imię / Swoją barkę pozostawiam na brzegu / Razem z Tobą nowy zacznę dziś łów”) gardeł nie żałował już nikt…

 

 

Proboszcz Bednarski raz jeszcze wysforował się na czoło, kiedy recytował własną poezję i wspominał czasy studenckie w Krakowie. Wówczas to jego wykładowcą był biskup Karol Wojtyła. -“Wcale nie był nadzwyczajnym pedagogiem. Przez cały wykład przeważnie zczytywał z podręczników, ale miał w sobie takie światło, które przyciągało do Niego ludzi…” – opowiadał o późniejszym Papieżu proboszcz Bednarski. Na koniec dodał: - “Papież był wielki, bo miał wiele innych talentów i przede wszystkim ogromny charyzmat”

Papieski wieczorek zakończony został anegdotami, których bohaterem był właśnie Jan Paweł II. Dystans do samego siebie i zmniejszanie dystansu do ludzi były cechami charakterystycznymi dla Karola Wojtyły. Zadziwiał ludzi, gdy jako biskup biegł, aby zdążyć na spotkanie i jako kardynał, gdy zjeżdżał po poręczy zamiast zejść po schodach. Tak! Nasz Papież był cudowny!!!

/ Roman Dopieralski /

 

PS Już wkrótce ukażą się wiersze wieczorkowe  poświęcone Papieżowi.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

II Przegląd Twórczości Koszalińskich Poetów

piątek, 07 marca 2008 12:32

 

 

PRZEDSZKOLAKI RECYTUJĄ

 

W czwartkowe przedpołudnie (6 marca) koszalińskie Przedszkole nr 11 już po raz drugi było organizatorem “Przeglądu Twórczości Koszalińskich Poetów”. Celem tej uroczystości jest popularyzacja wierszy dla dzieci stworzonych przez miejskich poetów. Całej imprezie przyglądały się bacznie wizytator z kuratorium oświaty, Danuta Czerwińska, wraz z kierownikiem katedry edukacji wczesnoszkolnej, panią Ireną Żywno. 

W tym roku ze środowiska poetów zaproszono Krystynę Pilecką, Reginę Adamowicz i Romana Dopieralskiego (cała trójka należy do Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie). To przede wszystkim ich wiersze recytowały dzieci z koszalińskich przedszkoli. Prowadzące poetycką imprezę panie, Beata Malec i Ala Barańczak, co rusz przekazywały mikrofon młodemu miłośnikowi poezji.

Wiersze potrafią być pouczające, o czym przekonywał zebranych Aleksander Brzostek z Przedszkola nr 7, w utworze Ryszarda Ulickiego pt. “Trzy najważniejsze telefony”. (…)Kiedy wykręcisz numer 997 / to policja przyjedzie / ale dzwoń tam tylko wtedy / gdy jesteś w biedzie(…) – recytował mały Olek, któremu sekundował wzruszony tata.

 Edukacyjne przesłanie też można w wierszu zawrzeć. Zrobił to Łukasz Wątor z Przedszkola nr 14, który przedstawił utwór Reginy Adamowicz - “Kosz na śmieci”. (…)Często widzę, że są dzieci / które nie wrzucają śmieci / lecz rzucają gdzie popadnie / a to bardzo jest nieładnie(…) – żalił się tytułowy bohater wiersza, stojący w parku tuż przy skwerku.

Natomiast Gabrysia Wasilak, reprezentująca Przedszkole nr 13, wyjaśniając skąd w koszalińskim parku wziął się łabędź, sięgnęła po wiersz Krysi Pileckiej: (…)W Mielnie nogi w morzu pomoczył / i z drogi zboczył / Wypatrzył gdzie rzeczka płynie / i znalazł się w Koszalinie(…).

Zaś Pawełek Piórkowski z Przedszkola nr 15, oprócz recytacji wiersza Marceliny Dopieralskiej pt. “Perłowa łódź”, zaopatrzył się również w rekwizyt, czyli w muszlę z piórkiem: (…)Piórko jej żaglem i już gotowa / Z muszelki dużej łódź perłowa(…)

Po dziecięcej interpretacji wierszy przyszła kolej na gości honorowych, czyli poetów już nieco doroślejszych. Oprócz recytacji własnych utworów, opowiadali także o “trudach” tworzenia wierszy. –“Dziewięć wierszy świątecznych stworzyłam kiedyś w przeddzień Bożego Narodzenia… - chwaliła się Regina Adamowicz. – “Wiersze są w nas i wcale nie trzeba znać alfabetu, by je tworzyć…” – zachęcał przedszkolaków do poetyckiej przygody kolejny gość honorowy – Roman Dopieralski.

Na zakończenie - dzieci za swój twórczy wkład w II Przegląd Twórczości Koszalińskich Poetów - otrzymały książkowe nagrody i dyplomy. – Mam nadzieję, że popularyzacja wierszy dla dzieci będzie rosła w siłę i za rok spotkamy się ponownie…” – podsumowała optymistycznie, dyrektor Przedszkola nr 11, Ela Michajłowicz.

/Roman Dopieralski/

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

REPORTAŻ Z WIECZORKA LITERACKIEGO - LUTY 2008

wtorek, 26 lutego 2008 7:30

WIERSZE, SZAMPAN I ŚPIEW

Kolejny literacki czwartek 

w wykonaniu członków koszalińskiego Bractwa

był niezwykle bogaty,

zarówno w słowo pisane,

jak i w inne atrakcje.

Zaczęło się od dostawiania krzeseł,

bowiem frekwencja gości dopisała nad podziw.

Krysia Pilecka, kanclerz Bractwa,

zanim poprowadziła część pierwszą

literackiego wieczorka,

zapowiedziała felieton Romka Dopieralskiego

pt. „Nie ma zimy, jest Walenty".

On zaś nie zostawił suchej nitki na drogowcach,

których zima zawsze zaskakuje.

I to nawet wtedy,

kiedy jej nie ma.

Natomiast świętego Walentego wyniósł na wyżyny.

O patronie zakochanych

była też część pierwsza wieczorka

zatytułowanego zresztą:

„Kochaj i pisz - pisz bo kochasz...".

Zaczął go Piotrek Kawa

utworem "Miłości upragniona".

Na wieczorku udany debiut „zaliczyła"

Stasia Schreuder

pisząca o miłości domagającej się spełnienia.

Już po samych tytułach widać,

że to najpiękniejsze na świecie uczucie

było wszechobecne

(„Z miłości mrę", „Była raz sobie miłość", „Miła, dla Ciebie",

„Czym jest zakochanie", „Kocham aby kochać").

Nawet ośmioletnia Marcelinka Dopieralska

wstrzeliła się w temat.

-„(...) strzelam do ludzi z sercowych strzał

trochę się śmieję, gdy mówią ał (...)

- recytowała swój wiersz zatytułowany

„Ja w skórze Amora"...

Część druga

nie miała ograniczeń tematycznych.

Zatem jeden z poetów taplał się na dnie swojej duszy.

Inny marzył o podróży na obłoku nocy.

-„Zadrwiłeś ze mnie, Panie

obdarzając wrażliwością (...)"

- żaliła się natomiast jedna z poetek.

Zaś całość zakończyła

Lidka Nowosad

wierszem „Co to było?".

A był to totalny odlot

dotyczący prawdopodobnie erotycznych uniesień

- tyle tylko,

że miał on miejsce prawdopodobnie

w wyobraźni tejże autorki...

Tego wieczoru Bractwo

zaprezentowało w części trzeciej nowy twór,

czyli „Prezentację jednego autora".

Pionierem był Janek Lutobarski

i jego wiersze ze świeżutkiego tomiku

„Chwile malowane słowem".

Po ciekawie poprowadzonej prezentacji

przez jego przyjaciół po piórze,

Janek raczył wszystkich zebranych lampką szampana.

Wtórował mu zespół śpiewaczy

„Szczęśliwa 13",

która faktycznie okazała się szczęśliwą,

bowiem kilkoro z jej ekipy

wylosowało nagrody

w loterii książkowej.

Jak się okazało

- szczęście dopisało wszystkim.

Oprócz porządnej strawy duchowej

- każdy wychodził z tego artystycznego przedsięwzięcia

z piękną kartką pocztową

malowaną ręką Wacka Rytlewskiego.

Można rzec,

że Walenty, Janek i Wacek

- tegoż wieczoru mieli „branie"...

 /Roman Dopieralski/

 

PS Też tam byłem. 
Wiersze czytałem i szampana piłem.
I kartkę pocztową Wacka też posiadam. / R.D.





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Reportaż ze Styczniowego Wieczoru Literackiego p.t."Karnawał w wierszu i w tańcu"

sobota, 19 stycznia 2008 16:53

Karnawałowe wierszowanie

Kolejny literacki czwartek

zaserwowało koszalińskie Bractwo

sympatykom słowa pisanego.

Prawie dwugodzinny program literackiego wieczorka,

zatytułowanego

„Karnawał w wierszu i w tańcu",

obfitował w wiele atrakcji.

Był felieton i wiersze.

Była loteria książkowa

i bracki humor,

czyli szopka w wykonaniu zespołowym członków Bractwa.

Licznie przybyli goście raczyli się poczęstunkiem na słodko.

Zaś cały spektakl zwieńczony został lampką szampana.

Ale po kolei...

W pierwszej części artystycznej

tematem przewodnim był karnawał.

Romek Dopieralski w swoim humorystycznym felietonie

pt. „Karnawał, czy carnaval" - rozważał wyższość jednego nad drugim.

Wiersze również były wesołe.

Zresztą o karnawale inaczej pisać raczej nie wypada.

Choćby utwór Reni Adamowicz („Mój bal"),

której ósmy już krzyżyk na swych plecach dźwigać przyszło,

był oryginalnym zamysłem

spędzenia karnawałowych szaleństw w naszych „piknych" Tatrach.

„Wypasiony" tematycznie wiersz zaprezentowała też Krysia Pilecka.

Natomiast Marcelina Dopieralska,

jakby wbrew tytułowi swojego wiersza

pt. „Przebieranki"

- tak oto kończy swój utwór:

„(...)I to nieważne, że się nie przebrałam

 I tak udany będzie karnawał(...)".

 


 

W części drugiej literackiego wieczorka

przeważała refleksja i nostalgia nad upływającym czasem.

No cóż,

z każdym zakańczaniem się starego roku

i wchodzeniem w nowy

- takie stany ducha są często nieuniknione.

Na przykład wiersz Lidki Nowosad,

„Witaj Nowy Roku",

był pełen pokory:

„(...)Dasz mi to,

co dla mnie masz!

Przyjmę to,

co mi dasz!!!(...)".

Od tej konwencji rozpamiętującej to,

co minęło

- oderwał się Piotr Kawa miłosnym wierszem

„Podniebny statek".

Także Janek Lutobarski,

zamiast rozmyślać

- wolał z motylami trzymać „sztamę" w utworze

„Pragnienie latania"...

 

 

W loterii książkowej sierotka Marysia

(Marcelina Dopieralska - juniorka)

i sierota Jaś

(Roman Dopieralski - senior),

w asyście Lidki Nowosad i Janka Lutobarskiego,

rozlosowali wśród gości książki autorstwa członków Bractwa.

-Dwadzieścia pięć wylosujcie..."

- dało się słyszeć rozpaczliwy ton z publiczności,

kiedy jeszcze właściciela nie miała

już tylko ostatnia książkowa pozycja.

Niestety!

szczęśliwcem została osoba z numerkiem „dwadzieścia dziewięć".

-„Proszę spróbować za miesiąc"

- pocieszał pechowca sierota Jaś...

Kompletnym hitem wieczoru

była brawurowo przedstawiona szopka wigilijna

Zosi Zawilskiej pt. „Casting".


 

Wół (Piotrek Kawa),

świnia (Renia Adamowicz),

wrona (Krysia Pilecka),

niedźwiedź (Janek Lutobarski),

Myszka Myki (Irena Wiercińska),

kot (Kazia Szmit),

Koziołek Matołek (Zosia Zawilska),

baran (Lidia Nowosad),

pies Nero (Marcelina Dopieralska)

oraz właściciel psa i narrator (Roman Dopieralski)

- dali niezły pokaz aktorstwa i dużego poczucia humoru.

Kto na wieczorku nie był,

niech żałuje! Bo kto był,

ten gościnne progi Klubu Garnizonowego,

opuszczał z uśmiechem...

/Romek Dopieralski/



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 286  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545286
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl