Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Poezja Brackich poetów…

wtorek, 24 czerwca 2014 22:13

 

 

DO POCZYTANIA

WIERSZY KILKA

 

 

 

Zdzisława Krasnopolska

„Gimnastyka”

 

zanim wstaniesz z łóżka

fiknie jedna nóżka

potem druga…

 

i rowerek sobie śmiga, licząc do dziesięciu

potem się odkręci i… w przeciwną stronę

obie nogi przećwiczone

 

a kręgosłup? koci grzbiet

pomoże się wyprężyć

żeby bole przezwyciężyć

 

ćwicz nożyce

to bioder wspieranie

ciachasz tu na zmianę: lewą, prawą nogą

i na krzyż

do dziesięciu licząc też

 

kiedy podpierasz się głową

i leżysz na piętach

jak ten łuk napięta

licząc do dziesięciu

rozluźniasz i ćwiczysz ciało

by się dobrze sprawowało

w domu – w pracy – na spacerze

stąd pogoda ducha się bierze

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

“Przytulony do życia krydytobiorca”

 

Życie  zepchnęło  go  do  karceru,  jak  bezbronne  dziecko,

Więc  cierpliwie  czeka,  aż  go  wypuści.

Jest  coś takiego  w  nim  mocnego,  nie do  pojęcia  wręcz.

Nie  mając  zupełnie  niczego,  do  życia ma  nieprzepartą   chęć.

Na  fali  życia  dryfuje  otoczony  kokonem  cudu i wiary

W  jutro  nic  mu  nie  gwarantujące.

Nie  zawija do  portów dobroci,  nie  mają  redy.

Z  lądem  łączy  go  nić  nadziei  na   ochłapy  pracy.

Fala  wyrzuca  go  na  coś,  co  tylko mu  nic  dać  może.

Życie  w  którym  może  zamarznąć, 

Ochłapem  pracy  budzi  z  letargu  namiastką  nadziei

Budzi  i  stawia  na  nogi,  by  zrobił  jeden  krok.

Najeżone  kolcami zło  patrzy  zobojętniałymi  oczami

Na  kłębek  ciepła  i  samotności.         

Jak  zbity,  pies smutnymi  oczami  pyta  za  co?

Nic  nie  zrobił  złego.

Otoczony  lodami  arktycznymi  zła

Wygnany  z  raju, 

Ukarany  za  grzechy  Ewy,  Adam

Za  towarzystwo  ma  Erato   powierniczkę  cichej  skargi

Kim   jesteśmy  przy  nim    my  z  zasobami,

Z  gonitwą za  ich  powiększaniem.

My  co  mamy  tyle,  choć  starczy,  jeszcze  wołamy.

Człowiek  przetrwania,  unikat  w  świecie  cwaniactwa.

Wygnany  z  Raju,  nie  przez  Boga,  przez  pobratymców

Nienasyconych,  przerośniętych  cwaniactwem.

Rzucony  na  żer nowych  warunków  życia

Tworzących  nowy  model rzeczywistości.

Samolubstwa,  egocentryzmu,

Pazerności  na pieniądz zwany  dobrobytem,

Lwom finansjery  i  niedoskonałego  prawa.

Człowiek  przetrwania   przytulony  do  życia,

Przy  sobie  ma  tylko  nadzieję

Wziętą  od  Boga  na  kredyt.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Wiosenna opowieść”

 

przez niedomknięte okno

filuterna wdarła się wiosna

radością sufit okryła

ścianom nadała zieleń

 

człowiek w piecu wygasił

na oścież okno otworzył

w wygodnym siadł fotelu

i zdjął zimowe bambosze

 

 

wiosna teraz gospodarzem

na żyrandolu się buja

w kąty piętno swe wciska

zielnym ścieli się dywanem

 

i mrokiem otula ciepłym

już nic jej nie powstrzyma

nawet gdy domkniesz okno

wlezie dziurką od klucza

 

 

 

 

Helena Szymko

“Dzika plaża”


Nad błękitnym brzegiem morza
gdzie słońce plażę ogrzewa
spacery razem z tobą
to jak kawałek nieba
patrzysz mi czule w oczy
miłość mi wyznajesz
nie liczysz się z odmową
wyboru mi nie dajesz

chociaż tak bardzo bym chciała
bo przecież, jesteś mi drogi
jeszcze nie oddam ci ciała
mam swoje własne wymogi-
miłość cielesna nie starcza
musi być szerszy horyzont
bym cię dozgonnie kochała
twoją wybranką się stała
więc zaczekajmy mój miły
i nie miej do mnie żalu
gdy miłość moja rozkwitnie
dam ci czułości bezmiaru

 

 

 

Lech Kamiński
“Skrzypaczka”


Twarz skupiona  
 skrzypce   jak dziecko pod pachą
stanęła na podium  w bezruchu
skłoniła się lekko niby dama
a lat niespełna dziewiętnaście

Smyczek powędrował do góry
wydobył dźwięk
wprawdzie piskliwy drżący
 lecz nie drażnił a podniecał
- i ucichł
Parę ruchów i dźwięków przed koncertem  niezbędnych
-  bo trzeba...

Przyjęła pozycję do gry  
chwila ciszy i smyczek zatańczył szalony
przebiega tuptaka po strunach
tam i z powrotem
jak by krzesał iskry
stworzył z palcami pospołu dźwięków kaskadę
one głaskały struny pieściły miłośnie

Skrzypki grały Wieniawskiego
nutki początkowo nieśmiało jakby skrępowane
w dźwięku trochę drewnianym
później już miękko dźwięcznie rozbiegły się wszędzie
odbijały się od sufitu od ścian
drżały dźwiękiem - były i były.....
czarowały sobą

Dźwiękiem który jak wąż porażał
przykuwał uwagę śpiewał 
  wgłąb duszy przenikał

Smyczek tańczył z  wirtuozerią
czasem uderzał w staccato
dźwięk był drżał  przenikał pięknem

 Aż skończył swój taniec
 razem ze skrzypkami opadł
skłonił się - na oklaski czekając

Głośne i  zasłużone

 

 

PS Już niedługo wyeksponowane zostaną poetyckie i prozatorskie treści jakie zaprezentowane były podczas czerwcowego wieczorku literackiego. Warto zajrzeć, bo wiersze dobre i proza ciekawa...

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiersze zimą o zimie…

piątek, 17 stycznia 2014 21:05

 

  

SKORO JEST ZIMA…

 

 

 

            W końcu mamy Zimę! I to nie tylko kalendarzową ale taką prawdziwą – pogodową! We wcześniejszym artykule nieco napsioczyliśmy na Zimę, że ona taka jakaś wiosenno-jesienna. Jednym słowem – jeszcze do wczoraj – Zima była wprost zniewieściała. No, ale teraz, kiedy poprószyło - pokazała Zima lwi pazur! Pokazała Wiośnie i Jesieni, gdzie raki zimują!

            Może to i faktycznie nasza zasługa, to nagłe przebudzenie się Zimy. To my przecież wyśmialiśmy Zimę przed tygodniem, zamieszczając artykuł pt. „Skoro nie ma zimy…”, dając w podtytule: „Wiersze zimą nie o zimie…” I w tych wierszach faktycznie nic o zimie nie było! „Gonitwą myśli lgnę ku latu” – pisał Pawełek Kamin. „Wieczór zapadał pod sosnami / I gmerał ciepły wiatr znad morza” – kontynuował dalej, zimę gdzieś mając. Nie inaczej potraktował Zimę w swoim wierszu Leszek Kamiński: „kwiatek drobniutki / płatki ma fiołkowe / zapach fiołkowy / wszystko ma fiołkowe”. Przecież od nadmiaru takiej fiołkowości Zimie jak nic na ambicję siąść musiało. No i jest teraz tego efekt - w postaci białego puchu właśnie! Widocznie wkurzyła się Zima, że Bractwo Literackie z Koszalina nie chce o niej pisać. Wezbrała się w sobie i chuchnęła w deszcz swoim mroźnym (w końcu!) jęzorem, zamieniając go w puszysty śnieżek.

            A od wersów Irenki Michałowskiej („Wiosna budzi się jak noworodek / Zachwycając świeżością, pięknem / Nadzieją dobrych dni”) to Zima pewnie o mało palpitacji jakiejś nie dostała. A dobrze jej tak! Kto to widział, żeby dopiero w drugiej połowie stycznia brać się do roboty! Bumelowała przecież w grudniu i w styczniu. Myślała, że do marca tak dociągnie? Ooo nie! Nie z Brackimi takie numery!!! Okazuje się, że w wierszach Brackich moc jest wielka, o czym Zima na własnej skórze się przekonała.

            Skoro Zima wróciła już na właściwe tory, więc i my gniewać się na nią nie mamy zamiaru. Zatem spieszymy się z wierszami (teraz już w zimowe okute treści) bowiem co będzie jutro – trudno przewidzieć. Miejmy jednak nadzieję, że Zima już tak łatwo nie odpuści i będziemy mieć tej Zimy trochę Zimy…

            Zimo! Oto na zgodę nasze wiersze o Tobie i co byś jeszcze potrwała nieco. Bo kto jak kto ale dzieciaki to się okrutnie cieszą! No i niebawem ferie. Weź to po uwagę…

 

 

 

 

 

Irena Michałowska

„Odważna zima”

 

Dumna zima świat olśniła

swoją piękną szatą,

Z jesienią się rozprawiła

i przeklęła lato.

 

Rozgościła się na dobre

i przykuła mrozem,

Złote słońce namówiła

żeby przyszło potem.

 

Oj, zalotna jest ta zima

wdzięczy się i stroi

Przyodziana w zbroję z lodu

wiosny się nie boi.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Stopnieć”

 

Serca zamarzły jak jezioro

Oszalałe kochaniem – umilkły

Jezioro odtaje…

One… na swoją poczekają wiosnę?

 

Uczucia oszroniły jak okno

Oszalałe uniesieniem – przygasły

Okno odtaje…

One… na swoją poczekają wiosnę?

 

Ciała zlodowaciały jak sopel

Oszalałe gorącem – ostygły

Sopel odtaje…

One… na swoją poczekają wiosnę?

 

Osoby zamarły jak przyroda

Oszalałe miłością – odrętwiały

Przyroda odtaje…

One… na swoją poczekają wiosnę?

 

 

 

 

 

Irena Michałowska

„Zima”

 

 

Dmie, zacina, dech zapiera,

Sypie prosto w oczy.

Oto zima zawitała

I po grudzie kroczy.

 

Lecą z nieba jak motyle

Śnieżnobiałe płatki,

Każdy inną ma urodę,

Kratki, gwiazdki, kwiatki.

 

Lecą z nieba tak niewinnie,

Tyle wdzięku mają

I tak pięknie jak pierzynką

Świat nam otulają.

 

Ta pierzynka tak puszysta,

Mrozem stebnowana,

Wabi dzieci swą urodą

Od samego rana.

 

Hurra! Sanna wyśmienita,

Śmiechu co niemiara

Hulaj duszo! Świat jak z bajki!

Ulepmy bałwana!

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Jęzor zimowy”

 

I mróz mlasnął swym jęzorem

liżąc okno – szron zostawił

w wychuchanych kołach dziecięce twarze

a szyba obrazem… osobliwym obrazem

 

I mróz okrył swym jęzorem

liżąc staw – lód zostawił

dziecięcych łyżew ślady w parze

a tafla obrazem… osobliwym obrazem

 

I mróz dmuchnął swym jęzorem

liżąc deszcz – śnieg zostawił

rosną bałwany w dziecięcym gwarze

a płatek obrazem… osobliwym obrazem

 

I mróz splunął swym jęzorem

liżąc odwilż – sople zostawił

dziecięca wiosenność stapiać je każe

a sopel obrazem… osobliwym obrazem

 

 

 

PS  A prawdziwie zimowo zapowiada się nasz następny wieczorek literacki. Od zimowych tematów będzie wprost kipiał. I to już 27 stycznia! O szczegółach powiadomimy.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poezja zimą nie o zimie…

czwartek, 09 stycznia 2014 22:14

 

 

SKORO NIE MA ZIMY 

 

 

           Mamy jedynie astronomiczną zimę. Pogodowo przypomina ona raczej wiosnę. Czasami na myśl przychodzi jesień, kiedy zamiast białego puchu pada deszczyk. Ciekawe jak z tymi prezentami na święta poradził sobie św. Mikołaj? Pewnie musiał zostawić strojne renifery zaprzęgnięte do sań, bowiem płozy przy takiej pogodzie są kompletnie bezużyteczne. Przesiadł się na rower? Samochodem dowoził? Widocznie św. Mikołaj jest najwyraźniej przewidujący, więc takie anomalie pogodowe absolutnie nie są dla niego zaskoczeniem.

         Zatem bierzmy przykład ze św. Mikołaja i radźmy sobie z tą zimową niezimą. Choćby w ten sposób, by za wszelką cenę nie upierać się przy zimowych klimatach i na przykład zaserwować sobie wiersze w cieplejsze odziane treści. Oto one – utwory Brackich twórców w pełnej krasie…

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Jak wieczne wrzosy”

 

Gonitwą myśli lgnę ku latu

By opromienić moją duszę.

Tam mnie tuliły śpiewy ptaków

I muskał senny mgły okruszek.

 

Wieczór zapadał pod sosnami

I gmerał ciepły wiatr znad morza.

Splątany Twymi ramionami

Widziałem jak nam wschodzi zorza.

 

Na wydmach pachniał świerk prastary

I zajaśniały dni przyszłości.

Wtedy poznałem Boga czary

I powołania sen miłości.

 

Dziś Ci klejnoty poetyki

Składam do stóp Twych perłorosych

Owoc wydawszy me liryki

Zakwitną znów jak wieczne wrzosy.

 

 

 

Leszek Kamiński

„Fiołek”

kwiatek drobniutki
płatki ma fiołkowe
zapach fiołkowy
wszystko ma fiołkowe

zakwita wiosną na trawnikach
i ozdabia moją działkę
tworzy malutkie kobierce
cieszy oczy fioletem

dzieci nim odliczają zabawę
gdy bawią się w chowanego
kryją się jedne
szukają drugie

może odnajdą wiosnę

 

 

 

Irena Michałowska

„Wczesny świt”

 

Tak cicho jakby makiem zasiał

Tylko drobny kapuśniaczek

Łagodnie gra

Na strunach soczystej zieleni

Nieśmiało budzącej się wiosny.

 

Misterny klucz powracających

Rozgadanych żurawi

Wiosłami skrzydeł

Jak strzałami

Rozdziera niebios przestrzenie

By spełnić prawo Natury

By stał się cud przetrwania.

 

Wiosna budzi się jak noworodek

Zachwycając świeżością, pięknem

Nadzieją dobrych dni.

 

  

 

Jan Wiśniewski

„Erotyk z tłem Sztaudyngerowskim”

 

                Motto: Fraszka Jana Izydora Sztaudyngera pt.: „Sielanka”:

                           „Był las, wrzos i mech, powiedziała: Niech!”

 

Był las wrzos i mech

nie powiedziała nic gdy ją objął

Przywarła doń z ufnością

ochoczo oplotła sobą

i było to jej najprzyzwoleńsze niech

 

Był las wrzos i mech

i jej usta zachłanne  i nienasycone jego

a ptasi koncert wiosenny

potulnie w tło dał się wciszyć

 

Las wrzos i mech był dokoła

i baldachimem był i ścianą szczelną

i był kobiercem najpuchowieńszym

Był by on też mógł nad nią być

i pod i obok niej i wokół

lecz nade wszystko by mógł w nią wnijść

i poczuć się w niej honorowym gościem

By mógł być sprawcą wichrów nawałniczych

łamiących w jej zmysłach monotonię ciszy

 

Był las był wrzos i był mech

był jest i będzie prawie niezmiennym

Ona się cała pokusą stała

bezwstydnie wyzywającą swą nagością

tylko na chwile gdy on był przy niej

i mógł korzystać z jej gościnności

 

On mężnie sobą okryć się ją starał

by ukryć przed ciekawstwem świata

ten owoc o miąższu przerozkosznym

i posiąść ją odtąd tylko dla siebie

i spalać ogniem w depozyt mu danym

przez odwieczną sztafetę pokoleń

 

Ten las ciągle jest jest wrzos i mech

lecz przestał być lasem zaczarowanym

gdy nie ma w nim jego i nie ma już jej

ogarniętych przemożnym pożądaniem

 

 

 

 

PS  I co, zrobiło się cieplej?

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zimową porą poezji ciut...

piątek, 24 lutego 2012 23:33

 

 

STROFY

PŁCI BRZYDSZEJ

 

 

            Postanowiliśmy zaprezentować wiersze wyłącznie tej „brzydszej” części brackich poetów. Jeszcze kilka lat temu takim męskim rodzynkiem był Romek Dopieralski. Dobrze mu było pośród niewiast wielu, ale już chłopina zaczynał po prostu babieć. I kto wie, co by się stało, gdyby w odsiecz nie przyszedł mu poeta dwóch imion, czyli Robert Paweł Kamin. W duecie łatwiej im było swe męstwo w utworach opiewać. Aż nadszedł dzień taki, kiedy nagle inny duet brackiego okrętu zasilił szeregi. Jan było jednemu, a Kazimierz – drugiemu na imię. Wiśniewski z nazwiska ten pierwszy, zaś Gałkowski ten drugi. W kwartecie – się wie! - moc wielką poczuła męska załoga pod stopami. Wyrażała to doniośle w czynach i utworach przede wszystkim. I to ta moc najwyraźniej jeszcze jedno męskie pióro do Bractwa przyciągnęła. Ten natomiast – zwie się Lech. I nie jest to bynajmniej brat Czecha, czy też Rusa – a po prostu Kamiński.

            I tychże pięciu brackich „brzydali” wiersze teraz sczytać można. Niechaj moc nadal z nimi będzie, co by nie raz jeszcze móc mocy tej w strofach zawartej smakować do woli. Jednym słowem, jak już ktoś kiedyś napisał – „by rządz moc móc wzmóc…

 

 

 

 Robert Paweł Kamin

„Jak wieczne wrzosy”

 

Gonitwą myśli lgnę ku latu

By opromienić moją duszę.

Tam mnie tuliły śpiewy ptaków

I muskał senny mgły okruszek.

 

Wieczór zapadał pod sosnami

I gmerał ciepły wiatr znad morza.

Splątany Twymi ramionami

Widziałem jak nam wschodzi zorza.

 

Na wydmach pachniał świerk prastary

I zajaśniały dni przyszłości.

Wtedy poznałem Boga czary

I powołania sen miłości.

 

Dziś Ci klejnoty poetyki

Składam do stóp Twych perłorosych

Owoc wydawszy me liryki

Zakwitną znów jak wieczne wrzosy.

 

 

 

 

  Leszek Kamiński

„Wiersz o miłości

 

Prosisz o wiersz o miłości pani
ale miłość to słowo wielkie
uczyłem się go wymawiać latami
i dalej wypowiedzieć nie umiem
miłości uczyłem się od matki
jej była wielka bezgraniczna
próbowałem ją dać dziewczynie
a ona wzgardziła nią po prostu
miłość to zaczarowane słowo
potrafi wyczynić cuda wielkie
dlaczego ja go wypowiedzieć nie umiem
może ja tez jestem zaczarowany
może zaczarowała mnie dziewczyna
drobna niezwyczajna kiedyś
jej nie mogłem wykrztusić tego słowa
a innej kłamać się nie godzi

 

 

 

  Roman Dopieralski

„Miary życia”

 

życie

mierzone, niekiedy

jedną łzą

i jednym pocałunkiem

z marną szminką

po której szybko

znika ślad

 

i łza

byle jaka

nie słona prawie

bez smaku

i wysycha natychmiast

 

a oko

stworzone do łez

ukojenie w szlochaniu

w spazmach dramaty

i szczęście

 

w łez słoności

słodycz

a w każdej kropli

zwierciadło dni

 

oko

stworzone do łez

jak usta

do pocałunków

kiedy splecione wargi

wysysają z siebie

gorycz

 

i choć

oko stworzone do łez

życie niekiedy

jednym

mierzone pocałunkiem

 

 

 

 

  Jan Wiśniewski

„Niewypał”

 

Gdy cię ujrzałem,

w mig już wiedziałem,

że ty to Ona,

przez duże „O”.

Bujając w chmurach

krzyknąłem: „Hurra” ,

lecz źle trafiłem –

- ot i co !

 

Będąc już w niebie,

tylko dla siebie

chciałem cię mieć –

- na własność,

całą ...

Porwać cię chciałem,

zawładnąć ciałem,

sercem,

rozumem,

uczuciem,

duszą...

 

A twoje oczy,

we dnie i w nocy,

ciągle kusiły

i nadal kuszą ...

 

Świat zawirował ...

Jak zbędny balast

odrzuciłem doświadczenie,

rozsądek.

Chciałem skończyć z chaosem

i żyć od nowa,

inaczej,

od innych kobiet trzymać się z dala

i ... tra-la-la-la-la ...

 

Bo ty nie chciałaś mojej miłości,

nie chciałaś szczęścia, pieszczot, czułości,

więc mrużąc oko,

zmienna istotko,

wołam dziś: Biada

ci ! Twoja zdrada

będzie pomszczona !

 

Och, moja mała,

jak mogłaś,

śmiałaś?

 

Wiesz, co straciłaś,

dziewczyno,

co ze mnie zrobiłaś ?

Jak Albin Fredry,

chodzę wpół zgięty

i łzami zwilżam

ślady twych stóp.

Cóż mi zostało ?

Chyba me ciało,

choć jeszcze młode,

pochłonie grób.

 

A na mym grobie,

tak, na złość tobie,

wyrosną wonne

dwie lilie białe,

wyniosłe, piękne,

i będą z wdziękiem

o swej pożywce

coś plotkowały.

 

Pobliską dróżką,

będąc staruszką,

może przechodzić

będziesz z wybranym;

wtedy usłyszysz

w wieczornej ciszy,

jak użalają się

nad swym panem:

 

„Nasz pan był czysty,

jak płatki nasze.,

a świat go skrzywdził.

Brzydko! A fe !

Biedaczek zginął

z żalu za dziewczyną”.

 

A mnie cholera z grobu poderwie,

dwa białe kwiatki ze złością zerwę,

o ziemię łupnę

i wrzasnę: „Głupie”!

I wrócę znowu

na świat z uczuć grobu,

dziewczęta brał będę w ramiona

i ... już nie skonam !

 

 

 

 

  Kazimierz Gałkowski

„Wieczność przyleciała”

 

Poezja w plenerze nie jest gołębicą

ale sama fruwa

ze śpiewem ptaków

z nią unosi się melodia

i duch cudnych kwiatów

z zapachem – łanów majowych

a wieczór niepamięcią – romantycznie

obwiewa policzek

leśnym wiatrem wydmy

morze wilgocią muskało

słoną wzburzoną falą

 

To inne wezwanie miłości

nad brzegiem natury

tu nowe drzemią pokolenia

które się skorelują

uczuciami najdroższych serc

odpuść sobie - czeka młodzież !

e-mailem się fascynuje

by ciało oddychało życiem

jak szczęście Twoje

Tyś przecież solą ziemi – tu

od gwiazd roi się i mieni

 

Gwiazdy nie są w plenerze

lecz wyżej lub tam wysoko

w dzień świecą inaczej

gdyż słońce pełni dyżur

i patrzą – Twoje oczy myślą?

czy malować widok ojczysty – przejrzysty

czy kręcić scenę plaży

w atelier pod niebem gołym

wszystko co ludzkie – może się zdarzyć i nie jest mu obce

bez wspomnień? smutnych – Wielkiego Jana Spod Lipy

więc wstań Urszulko – do Ciebie przyleciała

w i e c z n o ś ć

 

to nie sen? i nie poezja? – to jeszcze oczekiwanie

 

 

 

 

 Lech Kamiński

„Dla Ciebie”

 

Jest przy mnie ta
która oddała mi serce
przed laty już wieloma
gdy świat pachniał prostotą
dziewczyna krótko obcięta
zapadła głęboko w moje oczy
i mimo że czas okrutnik
poorał bezwzględnie jej lico
dalej stoi przede mną
ta która tamtej nocy
wszystkie Twe zmarszczki
wycałuję
znów rozczochram
Twe srebrne włosy
zawsze widzą me oczy Tę
która przed wielu laty
założyła mi obrączkę
nadziei

 

 

 

 

 Roman Dopieralski

„Cykliczność”

 

wiosenne przebudzenie

dało życie

smagnięte słońcem

rozpromieniło się

rosło

sieczone majowym deszczem

targane wiatrem

nabierało mocy

 

sierp księżyca letni

kołysał je do snu

o poranku pęczniało

dojrzewało w czerwieni

sycąc się zachłannie

poranną rosą

 

jesienne słoty

wyhamowały swawole

w refleksjach życie

zaczęło się taplać

łzawiąc nie gorzej

od napęcznianych obłoków

 

a kiedy mróz na oknach

hafty wymalowywał

i ono na zapiecku

przycupnęło pokornie

wyczekując

kolejnej wiosny

 

 

 

 

  Robert Paweł Kamin

„Stało się”

 

Stało się, słowo ciałem się stało.

Ponad drzewami szumy wieczności.

Tak mi Cię było najmilsza mało,

Kiedyśmy pili nektar miłości.

 

Stało się, lico różą zabłysło.

Gdy brzmiała cicha lubości nuta.

Nad nami niebo młode zawisło,

Gdy byłaś żaru nicią osnuta.

 

Stało się, szmaragd Twych oczu płonął,

Gdy się splatały dwa życia w jedno

I kiedym w kiściach Twych ramion tonął.

Pieśń nam wiatr górski śpiewał chwalebną.

 

Stało się, los nam opale rzucił

Pod stopy nasze drogą strudzone.

Pozwól, że będę wiersz ten Ci nucił,

Jakbym miał w Tobie wyśnioną żonę.

 

 

PS  A tak na marginesie, co by listę brackich brzydali dopełnić, to trzeba dodać jeszcze Janka Lutobarskiego, Wacka Rytlewskiego i Zdziśka Grzanowicza.

O drżyjcie płci piękna, bo moc ich nie tylko w piórze, ale i w liczebności… I oczywiście w... mięśniach. No, może tylko minimalnie mniejszych w stosunku do tych z powyższych fotek...

  

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Poetyckich utworów ciut...

poniedziałek, 13 września 2010 19:37

 

TWÓRCZOŚĆ

BRACKICH POETÓW

 

 


Jan Lutobarski  Jan Lutobarski

„W koszalińskim parku"

 

Nad stawem w parku

wierzby pochylone

długie warkocze swe plotą

w zieleni wiosennej

stoją dostojne

i w lustro wody wpatrzone

nad nimi niebo

w błękit malowane

obłokiem białym

czasem przysłonięte

nastrój tworzy sielski

tak potrzebny chwili

wokół wszystko tchnie spokojem

siedzę i patrzę

bo patrzeć już muszę

urzeczony widokiem tak pięknym

odejść z parku nie mogę

gdyż uronię coś jeszcze

a potem sobie nie daruję

 

 

 

 

Robert Kamin  Robert Paweł Kamin

„Zawierzenie"

 

Chciałbym zanurzyć moją wędkę

W wodę złocistą od promieni.

Zerwać wśród kwiatów świeżą miętę,

Krzepić się w chłodzie letnich cieni.

 

Chciałbym wypłynąć motocyklem,

Na falach polskich szos odjechać.

Mijać wśród kniei sosny zwykłe

I słuchać ptaków głośne echa.

 

Chciałbym się pławić w młodych falach

Bałtyku modrych zórz połaci.

Błądzić w niebiańskich sfer oddalach,

Słuchając raju cichych braci.

 

Chciałbym wśród sennych borów głuszy,

Szukać prawdziwka królewskiego

I śpiewać pieśnią modrej duszy

Wielbienie świata dziewiczego.

 

Chciałbym w Świątyni pośród Świętych,

Gdzie lśni Królowa Ukochana,

Czarem miłości serc zaklętych

Polecić Polskę łasce Pana.

 

 

 

 

Lidia Nowosad  Lidia Nowosad

„Krążenie wody"

 

Morze przyjmuje

wszystkie krople wody

tej, pochodzącej

z deszczowej pogody

oraz tej,

co rzekami doń płynie,

które z gór spływają

najpierw gwałtownie,

a potem płyną wolno

po równinie.

 

Morze przyjmuje

wszelkie wody

 i te z nieba,

wylane dla ochłody

i te wyparowane

z jezior w gorący dzień,

które potem z deszczem

spadną weń.

Bo woda krąży

niezmiennie w przyrodzie,

zarówno przy pogodzie,

jak i przy niepogodzie.




 

Roman Dopieralski  Roman Dopieralski

"Życie fortepianem mierzone"

 

w Żelazowej Woli haust pierwszy

w Warszawie drugi, u Żywnego

u Elsnera - pełnoletniość

 

i wyfrunąłem spod ojczyzny skrzydeł

Paryż był mi domem

i koncerty w inne kraje

 

syty od poklasków

niemal wyłącznie

kompozycjom fortepianowym

się poświęciłem

 

w sercu miałem Sand

Majorkę, Marsylię...

 

kołom europejskiej awangardy

rękę podawałem

Balzak, Liszt, Heine...

zaś Adaś Mickiewicz z naszych

i Niemcewicz, i Norwid

 

a w głowie wyłącznie muzyka

polonezy, mazurki, walce...

 

choć krótkie to życie moje

na trzy części bym je podzielił

 

od wpływów wczesnoromantycznych

w okresie młodzieńczym

i cechy narodowe

kiedy mój styl się krystalizował

po ostatnie akcenty

perspektywy postromantyczne

mi otwierające

 

a teraz

konkursy mojego imienia

na ukochany mój fortepian



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wiersze brackich

środa, 28 stycznia 2009 20:24


 

KARNAWAŁ W POEZJI

(część pierwsza)

 

Są to wiersze, jakie członkowie Koszalińskiego Bractwa Literackiego zaprezentowali na styczniowym Wieczorze Literackim, zatytułowanym „W karnawale". W części pierwszej Wieczoru wiersze tematycznie przyporządkowane były tytułowi przewodniemu, czyli karnawałowi.

A zatem sczytujmy owe strofy i ruszajmy na bale !!!

 

 

Stanisława Schreuder

„MAGIA SZALEŃSTWA"


magia

szaleństwa

zbiorowy

szał na trampolinie

ogień

tańczącej ulicy

zespolenie ciał

ponad umysł i zmysły

najbliższa bliskość

korowody uniesień

tandeta i wdzięk

jarmarczność i gust

zniewolenie i wolność

- zatraca się świat

jednej nocy

A gdzie jest

twoje miejsce

gdy życie pisze ci

kolejną tragifarsę

gdy bliskość

wymieniasz

na solowy taniec

na trampolinie życia

gdy ucichła muzyka

i słyszysz tylko skołatany

głos swego serca?

 

 

 

Regina Adamowicz

„NADSZEDŁ KARNAWAŁ"


Nadszedł Karnawał - w Karnawale

W okruchach wspomnień - huczne bale

Dziś już odeszły w zapomnienie ...

Nagle  przysłano zaproszenie

Na bal ... Podobno wybór selektywny

Ma to być bal charytatywny.


Chcę iść na bal - wspomnienia wskrzeszę

Lecz nie na każdą jest on kieszeń

Masz zaproszenie - szczęścia trafem

Otwierasz „smutną" swoją szafę

Chociaż jest pełna ciuchów ubrań

Stwierdzasz że nie ma się w co ubrać


W wielką wędrówkę się wybierasz

Do wizażystki i fryzjera

By zadbał o wystrój modnej głowy

Do sklepu - po strój wieczorowy

Wśród modnych sukien coś wybierasz ...


Do bioodnowy, jubilera

Tu musisz sypnąć niezłym groszem

Kupując naszyjnik albo broszę.


Oszczędność ? puść ją płazem

Na balu trzeba się pokazać

Szałowo się ubrać i odmłodzić

By zaćmić wszystkich gdy się wchodzi


To wejście weź za punkt honoru

Gdzie jest ten bal ? W nowym „Forum"

Na sali Forum ? - bal dla V.I.PA

A gdzie jest bal dla emeryta ?


Tu nie potrzeba sukien, złota

Wystarczy tani zwykły brokat

Zwykłe korale - bluzka „seksy"

Zawsze pod ręką są „lumpeksy"


Ten „balik" w Klubie osiedlowym

Jest bardzo tani bo składkowy

A i muzyka także tania

Gra tam kapela - „Przylesianie"


Na bal do klubu się wybieram

Lecz jest mankament ...

brak partnera.



 

Jan Wiśniewski

„BIM BAM"

 

Wybija północ

bim bam

bam bam

Rozpoczyna się Nowy Rok


Wiemy

że podobnie rozpoczynały się już

lat tysiące

Więc dlaczego

czujesz ty i ja czuję

że to jest moment szczególny

wyjątkowy

I że taki będzie ten rok


Cóż z tego

że tak czuliśmy już wielokrotnie

że tak przed nami

czuły całe pokolenia

i będą czuły następne

Tak czuły

lub jedynie chciały czuć

Ale teraz

w atmosferze Nocy Sylwestrowej

po co komu historia

po co futurologia


Ten rok

zaczyna się właśnie teraz

więc musi być szczególny

Musi spełnić to

czego sobie teraz życzymy

A nawet to

o czym ośmielamy się jedynie marzyć

Musi

bo tego pragniemy

Gorąco pragniemy


Więc wierzmy w to

Bądźmy pełni wiary

wiary graniczącej z pewnością

No bo tak mówiąc między nami

kto zdoła

przekonać dziś mnie i ciebie

że ten rok nie może być

nie ma szans być

rokiem o którym

ktoś

kiedyś

znowu

będzie mógł napisać

O Roku ów

Kto zdoła przekonać

No kto




Irena Wiercińska

"KULIG NA NOWY ROK"


Czas nie chciał czekać

dzień uciekał w noc

tygodnie spiesznie zmieniały miesiące

przyszła szybko jesień i jest już zima

minął Stary Rok


Znowu bawić nas będzie karnawał

co nęci życia odmiennością

drży namiętnością

zachwyca błyszczącym brokatem

bawi muzyką i zadziwia atrakcją


Lecz gdy północ zbliżać się będzie

uciekniemy tańcom, uciekniemy muzyce

sanie z derkami i futrami czekają

konie z dzwoneczkami niecierpliwie parskają

korowód sań popędzi w poświacie księżyca


W szpalerze płonących pochodni

noc lśni ciepłym blaskiem

a okrzyki radości echem wracają z przestworzy

w śnieżystej kurzawie, polnymi drogami

pędzimy na leśną polanę z ogniskiem


Odliczamy minuty zegara

strzelają korki szampana

napełniamy błyszczące puchary

z życzeniami na Rok Nowy

ten oczekiwany, ten przyszłościowy


Szczęścia, zdrowia, pomyślności

zgody, prawdy i przyjaźni

w domu grosza niech nie zbraknie

niechaj zima zimą będzie

wiosną wiosna, lato latem


A my? Bądźmy nadal Bractwem

by jesienią podsumować

jak udał się nam starzejący ten rok

bądźmy razem w naszych trudach

i życzliwie podawajmy pomocną dłoń




Zofia Zawilska

"ZALOTNICY"


Jaki jest wiek mój

Każdy widzi

I nie pomogą czary-mary

Na zdane cud nie mogą liczyć

Ale o dziwo! właśnie teraz

Zdarza się coś

Wprost nie do wiary

Zjawiają się dwaj zalotnicy


Nic nie poradzę

Że nie umiem

Być w tym przypadku obojętna

I kontrolować reakcje swe

Gdy się zbliżają, tracę głowę

Wtedy o niczym

Nie pamiętam

Ręce mi zaczynają drżeć


A swoją drogą

Z drugiej strony

Czy dżentelmenom to przystoi

Dręczyć mnie tak na każdym kroku?

Tak bezlitośnie i bezwzględnie

Dążyć do celów tylko swoich?

Panie Parkinson!

Panie Alzheimer!

Dajcie mi święty spokój




Wacław Rytlewski

"KARNAWAŁU CZAR"


Gwiazdkę i Nowy Rok mamy za sobą

Jezusie! Maria i Józef są z Tobą

Śpij spokojnie na tym ziemskim padole

Znak krzyża pisany Ci jest na czole

Znaczy, że poznasz dole i niedole

I że staniesz na najwyższym cokole

Lecz jeszcze nikt nie zna Twojej przyszłości

Wszyscy życzą Ci zdrowia i radości

I cieszą się, że przybył nasz Zbawiciel

Boski i wszechwiedzący nauczyciel

I tak powstał nasz wesoły Karnawał

Czas wielkiej radości i uciech nawał

Stroją się panny, kawalerowie

I do tańca staną mości panowie

Niech muzyka zagra skoczne melodie

Niech zabłysną wszystkie barwy świata

Niech nie zabraknie siostry, brata i swata

Babci i dziadka, przyjaciół gromada

W tym tanecznym korowodzie Nielaba

Orkiestry niech grają do białego rana

By uczcić przybycie naszego Pana

Pana naszego życia i miłości

Świata bez nienawiści i bez złości

A więc niech żyje, niech żyje Karnawał

Niech wyprze wszelki smutek, wszelki żal

No to wszyscy naprzód marsz! na bal, na bal

A ja stary stanę z boku, zdejmę szal

I klaskać będę wam i śpiewać będę

Być może któraś zaprosi przybłędę

 

 

 

Marcelina Dopieralska (9 lat)

„WYMARZONY KARNAWAŁ"

 

W dzień karnawałowy leżałam na łóżku

Radio ze stacji „Eska" miałam tuż przy uszku

Do pokoju weszła moja mama Ala

I wszystkie rzeczy na karnawał mi wywala


Mama śmieje się i podskakuje

Że ja wreszcie na balu potańcuję

Też dołączyłam się do podskoków mamy

I razem w kółko po pokoju biegamy


Cieszyłyśmy się bardzo, lecz po chwili

Obudziłam się i usłyszałam jak skowronek kwili

Już nie było rozrzuconych ubrań na podłodze

A po zwariowanym śnie ledwie co chodzę




Kazimierz Gałkowski

„W CO SIĘ BAWIĆ?"


Świat się bawi - świat się kręci

... w głowie też

wzdycha serce ku pamięci

Piękna muzo - córko cudna

z wybranych toalet i tiuli

sylwestrowo tańczyłaś

w moich ramionach

ileś tam razy


Pamiętam te bale

a parkiet na przemian „kołysany"

walca tańczył z angielskim przeplatany

pokrzepieni melodiami

„wio koniku" i „cichej wody"

cała sala śpiewała z nami


W lustrze karnawału Ty lśniłaś

brokatem szczęśliwie przytulona

podaruj mi młodości uśmiech

w zawirowanym kieliszku szampana

w tym - już zmęczonym

ale jeszcze wzburzonym


ciepłym wspomnieniem

odnajdź go

w karnawale Anno Domini 09

styczniowym

tangiem

Ona... czeka



 

Irena Michałowska

„ZACZAROWANY ŚWIAT"

 

Ale nas zawiało

Ale zamroziło

Każdą kroplę wody

W kryształ zamieniło


Świat jak lukrowany

Lśni w promieniach słońca

I gdziekolwiek spojrzysz

Wszędzie biel rażąca


Drzewa osowiałe

Stoją jak posągi

Dźwigają konary

Niczym srebrne drągi


Niepodobne do tych

Co w jesiennej porze

Szumią gałęziami

W wielobarwnym borze


Całkiem inne od tych

Co wśród gąszczu liści

Gnieżdżą ptasią dziatwę

Co wciąż głodna piszczy


To nie są te drzewa

Co w parne południe

Wachlarzem listowia

Tak nas chłodzą cudnie


Ach - to nie te drzewa

Co w pełni rozkwitu

Obsypane kwieciem

Zdobią toń błękitu


To wszystko już pierzchło

I gdzieś uleciało

W zamian lodem skuło

Śniegiem zasypało!




Roman Dopieralski

„IGRZYSK I... PLĄSÓW"

 

nadszedł karnawału czas

nie wypada uciekać w las

na zabawy tylko i bale

zapełniać taneczne sale


z disc jockeyem  na rockowo

albo z wodzirejem barokowo

śmiało wyginać trzeba ciało

bo uzbierało się go niemało!


nóżki jak dwa serdelki

z brzucha kałdun wielki

kondycja, że pożal się Boże

tu taniec jedynie dopomoże!


precz osiadły stylu życia!

przez ciebie sporo do ukrycia

wyrzeczeń wielu jest potrzeba

dużo pląsów -  mało chleba!


od lodówki więc jak najdalej

w tegorocznym karnawale

w pogotowiu zaś lakierki

a nuż trafi się bal wielki!

 

 

 

Zdzisław Grzanowicz

„KARNAWAŁ"


Już od Sylwestra się zaczęło,

Bale co się zowie się rozpoczęły.

Bale ze studniówkami związane

I inne w dyskotekowych stylach rozchełstane.

Bawią się pary w Klubach osiedlowych,

Wszystko to odbywa się w rytmach zdrowych.

Bale w zabawnym przebraniu

I bale w galowym ubraniu.

Cóż nam pozostaje

Świat tak małym się wydaje,

Więc bawmy się szampańsko,

By poczuć się choć na chwilę pańsko.

Bo za chwilę popielec się zacznie

I będzie smutniej znacznie.

Więc korzystajmy z chwili,

Może taki bal nam życie umili.

Wszak ono jest smutne na co dzień

O czym powie każdy przechodzień



PS  Oczywiście wkrótce zaprezentujemy wiersze z drugiej części Literackiego Wieczoru. A że obfitował on w wiele atrakcji, wiersze poprzedzi jeszcze tekst humorystycznej scenki Zosi Zawilskiej pt. „Wywiad".



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

"Karnawał w wierszu i w tańcu" - wiersze członków KBL

środa, 23 stycznia 2008 19:33

 

I część

styczniowego Wieczorka Literackiego

"Karnawał w wierszu i w tańcu"

Wiersze 

członków Krajowego Bractwa Literackiego



 

 

Krystyna Pilecka

XXX



Tuż po Świętach Godów

Sam karnawał zaprasza na bal...

Dalej w tany moi mili

Byśmy w tancu się zgubili

Do tanga i do oberka:

Ona skromna, a on zerka.

I zagląda słodko w oczy

Toć karnawał przecież kroczy!

Tańczmy, mamy bal!

Ugi - bugi i cha - cha

Orkiestra nam skocznie gra.

Tańczą ręce, tańczą nogi,

Oczy, biodra (omiń progi)

I za progiem tańcz!

By wytańczyć wszystkie żale,

By się cieszyć w karnawale

Aby w duszy lekko było,

By radośniej , bardziej miło.

Z błyskiem w oku i uśmiechem.

Melancholia niechaj echem

Idzie w ciemny las.

Radość serca nam oczyszcza

Toć to prawda oczywista.

Gdzie wesele, znika żal,

Nawet w sercu mamy bal.

No to tańczmy w karnawale,

Niech nam żyją wszystkie bale.

I prywatki, i spotkania,

Niech się cieszą: Kasia, Mania,

Józek, Stasiek i ferajna,

Niech wytańczą bal!

Tańczą i słowa w wierszyku

Litery tańczą z wietrzykiem

Metafor złowiono bez liku

I zaproszono na bal.

Radością powiało w wierszu

By Nowy Rok tonął w szczęściu

By spełniał wszystkie marzenia

(Bo one są do spełnienia)

By życie było jak bal...

„Niech nam żyje bal..."

„Marsz na bal..."

 

 

Roman Dopieralski

Pląs Żywiołów

 
Smutek z wichrem tańczyć lubi

Dwa żywioły - jeden twór

Cichnąć partner zaczyna?

W melancholii drugi trwa

Mały niekiedy wystarczy podmuch

By szalony poryw znów taniec wzmógł

 

Radość z potokiem tańczyć lubi

Dwa żywioły - jeden twór

Wartkość partner zatraca?

Na płyciźnie drugi trwa

Mały niekiedy wystarczy strumień

By szalony wir znów taniec wzmógł

 

Nienawiść z lawiną tańczyć lubi

Dwa żywioły - jeden twór

W dół partner pomyka?

W obnażeniu drugi trwa

Małe niekiedy wystarczy echo

By szalony kłąb znów taniec wzmógł

 

Miłość z ogniem tańczyć lubi

Dwa żywioły - jeden twór

Do cna partner wypalony?

W pogorzelisku drugi trwa

Mała niekiedy wystarczy iskra

By szalony żar znów taniec wzmógł

 

Lidia Nowosad

Bal ze złamanym sercem


Chcę być na tym balu

na tym balu nad balami

na tym balu na tej sali

na tej sali nad salami

chcę tańcować

chcę wirować

zachwyt wzbudzać

nawet zazdrość

 

Zabierz mnie na ten bal

na ten bal nad balami

na ten bal w tej pięknej sali

w tej sali nad salami

zatańcz ze mną

wiruj ze mną

zachwyt wzbudzaj

nawet zazdrość

 

Dziękuję za ten bal

za ten bal nad balami

za ten bal na tej sali

na tej sali nad salami

za ten taniec szalony

za te wiry niepojęte

za zachwyty wyzwolone

I to jedno złamane serce

 

 



Jan Lutobarski 

Ja w karnawale

 

Karnawał chcę przeżyć

codziennie z humorem

chcę tańczyć i śpiewać

karnawału być wzorem

 

Nieważne jak ubrany

w krawacie, czy w muszce

najważniejszy wigor

gdy z panną się puszczę

 

To nie o to chodzi

co zaraz myślicie

w karnawale taniec

nam umila życie

 

Kiedy Cygan zagra

na akordeonie

ja szybkością tańca

każdego przegonię

 

W tangu argentyńskim

czy fokstrota szale

nikt tak nie zatańczy

jak ja w karnawale

 

Marcelina Dopieralska

Przebieranki

 

W co mam się ubrać

na ten karnawał?

Może w sukienkę kusą

lub w bluzkę bez rękawa

 

Chyba już wiem...

Nie... to nie to...

Wiem! Już wiem!!!

 

Nie muszę się za nic przebierać

Przecież moje życie

to jedna wielka rola

Czasem dobro, czasem niedola

 

I to nieważne

że się nie przebrałam

I tak udany będzie karnawał!

 




Zdzisław Grzanowicz

Karnawał

  Przybyli goście na salę,
wszyscy pięknie ubrani jak na bale.
Muzyka skoczne melodie gra,
każdy swą partnerkę ma.

Na ścianach kolorowe balony,
w klapach piękne kotyliony.
Wszystko wokół wiruje,
pani z panem tańcuje.

Lecz pamiętajci moi kochani
nie przetańczcie życia,
bo będzie do bani.
Wszak rok cały przed nami,
jaki będzie zdecydujecie sami.


  Zdzisława Krasnopolska

POMNIK MAŁEGO BOHATERA AK

Mała główka, duży hełm, buty wielkie lecz za wolność bić się chciało całym sercem. To dziecko zaufało dorosłym - uwierzyło w zwycięstwo, że razem wyzwolą Warszawę, pokazując męstwo. U boku dorosłych dzielnie się oni spisywali. Nie bali się okupanta hitlerowskiego - choć tacy mali. Czy szkoda ich krwi przelanej z taką godnością? Bo cóż zrobili ci wielcy na wyżynach z tą wolnością?




Podziel się
oceń
6
2

komentarze (16) | dodaj komentarz

Pamiętamy o Tobie Janie Pawle II

niedziela, 01 kwietnia 2007 22:29



W II rocznicę śmierci
naszemu kochanemu
Papieżowi Janowi Pawłowi II
- członkowie Bractwa!
Wierzymy,
że zostaniesz
Świętym


KRYSTYNA PILECKA

SANTO SUBITO

"Santo Subito"
" Santo Subito"
głos cichnie
nasila się...
woal łez przesłania wzrok
nie ma Cię - a jesteś obecny
Wielki Janie Pawle II
Twoje słowa
Twój głos...
Prosimy
wspomagaj swój Kościół
Ojczyznę
każdego z nas
niech wiara Twoja umocni
wyda plon- rozrasta się
rodzi miłość
niesie nadzieję
świętością dotykaj sumień i serc...

promienie słońca muskają zadumane twarze
drżą płomienie świeć
kwiaty pochyliły główki
wiatr zamknął księgę życia
" Santo Subito" powtarza bezgłośnie
jesteś " święty natychmiast"


OJCU ŚWIĘTEMU

Błogosłowiłeś dni nasze
chwilę każdą
składając hołd Ziemi
błogosławiłeś Życie
uczyłeś miłości i wiary
niosąc nadzieję

W ciszy Twojego spokoju
padają słowa
docierają by wzrastać
w dalszym ciągu to lekcja miłości
jak kochać i służyć
jak pięknie żyć...

Dziękujemy że byłeś z nami
dziękujemy za trud Twój i uśmiech
za " Tryptyk rzymski"
za poezję
za cierpienie w ciszy
i za ...Amen

Byłeś i jesteś podporą
ostoją
chlubą i skałą Kościoła
Tym pozostaniesz wiecznie



Lidia Nowosad

 

Byłam świadkiem

Pismo Święte

na trumnie z ciałem Papieża

Prostej cedrowej trumnie

Tchnieniem Ducha

strony poruszane

W przód
 i w tył

W tę
i w tamtą stronę

Księgę wertował wiatr ?

- Nie wiatr

lecz ducha wiew

Duch Święty wieje kędy chce

Wskazuje źródło

wiary nadziei i miłości

Czuło się Ducha moc

Widziało działanie mocy

Odczytano Ewangelię

nad ciałem Ojca Świętego

 

Wiatr
Świętą Księgę
zamknął

Czy uczynił to wiatr ?

- Nie
 to Ducha wiew

Pismo świete
czeka na otwarcie

Jan Paweł II
odszedł do wieczności

Pożegnał Plac Św. Piotra

Pożegnał ukochany lud
i cały świat

 

Santo Subito

Santo Subito

Natychmiast zostań
ŚWIĘTYM

 

 

Roman Dopieralski

Papieża sen wieczny

 

zgasło słońce

przy księżycu zgasł On

a rozgwieżdżone niebo

przysłonił kir

 

Bóg chyba zadecydował

by zamarły sklepienia

i świtaniem dopiero

zaszumiało morze

 

w otchłani ukojenie

i ze słońcem wysoko

rozniecą się nadzieje

i znów będą anioły

 

a On - śpi spokojnie

całować Jego pierścień?

odpoczynek przerywać?

wskrzeszać Go na nowo?


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Niektóre wiersze z ostatniego Wieczoru Poetyckiego

poniedziałek, 19 marca 2007 17:43


 

 Niektóre wiersze
z zaprezentowanych
na Wieczorku Literackim

 

Krystyna Pilecka

"To lubię"

to lubię - "carpe diem"

tak - to lubię

chwytam chwilę

żyję chwilą

choćby trwała tylko dzień

niech to będzie nawet marzec

8 marca lub 13-y

róża goździk czy tulipan

promień słońca

czy księżyca

i na nocnym niebie

gwiazdy...

chwytaj dzień - to lubię

chwilo trwaj - tylko

by chwil nie przegapić

by nie przeszły mimochodem

nie zginęły w toku zdarzeń

nawet jeśli... grosik zgubię

chwytam dzień i dni pieszczę

aby szczęście opromienić

kwiatom nazwy nadać nowe

potem słowa wpisać w wiersze

i... rozkoszować się chwilą

rozdać siebie trochę zmienić

nazywać rzeczy nieznane

złośliwości żadnych nigdy

by na świecie było miło

"carpe diem" - tak

to lubię... nawet jeśli

grosik zgubię

 

Robert Paweł Kamin

"Arkana wiosny"

 

Nadeszłaś z cicha utęskniona

Wiosno słowiańska w śnie zieleni

Poetów poro wymarzona

Która się w sercu tęczą mieni

W dzień błyska słońce iskrą bieli

Ziemię spowija jaskrawością

Skowronek w trelach się weseli

I upaja swą wolnością

W noc przy księżyca łunach w stawie

Kąpią się nagie dwie dziewice

Piersi ich pieszczą rosy mgławe

Wodospad włosów kryje lice

Postacie białe ich jak perły

Plotą wianeczki z żółtych lilli

Opar majowy stawu wierny

Osnuwa scenę snem idylli

Tyle masz wiosno blasków szczęścia

Ile ma wdzięku kształtna kibić

Piękna jest młodość twa dziewczęca

I tylko o niej ja chciałbym śnić

 

Zosia Zawilska

"Bractwo"

 

Jest nieboskłon niewidzialny

Gdzieś nad nami, gdzieś w przestworzu

Nasze myśli - srebrne ptaki

Konstelacje jego tworzą

Oddalają się, wirują

Lot ich szybszy od błyskawic

Ale my zaklęcia znamy

Jak je uchwycić, obłaskawić

Z różnorodnych słów splatany

Sieci jak najmisterniejsze

Budujemy srebrnym ptakom

Złote klatki - nasze wiersze

Mogą skrzydła w nich rozwijać

Lecz odlecieć już nie mogą

A my, gdy się spotykamy

Zabieramy je ze sobą

Odkrywamy swoje skarby

Przed innymi z drżeniem serca

Zachwycają nas nieznane

Inne blaski w innych wierszach

Tyle wtedy niezwykłości

W rzeczach zwykłych się odsłania

Tyle nowych w nich odcieni

Bardzo lubię te spotkania

 

Roman Dopieralski

"Milczący przyjaciel"

 

Przez sen czuję wilgoć na twarzy

Czy śnię o morzach i oceanach?

Czy już na jawie mój umysł marzy?

Otwieram jedną powiekę - drugą po chwili

Ach, to ty! Zabieraj swój jęzor!!!

Zawsze potrafisz mi ranek umilić

Brutalnie przerwany sen - koniec wylegiwania

Jednak, gdy spojrzę w te ślepia radosne

Ręka sama wyciąga się do głaskania

Po omacku zakładam nadgryzione buty

Dlaczego to robisz? Przecież masz swoją kość!

Rękaw płaszcza również jest rozpruty

Już niecierpliwie warujesz pod drzwiami

Obrożą skórzaną przyozdabiam ci szyję

Podwórkowa panorama przed nami

Na dworze zacina śnieg z deszczem

Spuszczony ze smyczy gnasz przed siebie

Kiedy trzeba wracać - ty chcesz jeszcze

Chowam się pod drzewem zmarznięty do kości

Ty biegasz i merdać ogonem nie przestajesz

Skąd w tobie tyle radości?

Gdy z zakupami wchodzę do mieszkania

Z gazetą w pysku podążasz za mną

Nie odstępujesz mnie aż do śniadania

A kiedy krzątam się po kuchni i pichcę

Ty śledzisz każdy mój ruch

Czasem ze stołu kradniesz coś cichcem

Najedzony rozkładasz się na dywanie

Niby śpisz, a jednak czuwasz

Gotowy na każde moje zawołanie

I tajemnic moich znasz wiele

Potrafisz słuchać bez końca

Lepiej niż niejedni nawet przyjaciele

Że bałaganisz wciąż tak namiętnie?

Podpatrując ciebie, widzę radość i oddanie

I choć nie mówisz - milczysz inteligentnie

 

Regina Adamowicz

"Komplement"

 

Powiedziała mi sąsiadka

Chodź - zapraszam cię na kawę

Ty rozwiążesz mą zagadkę

Trzy dni już mnie gnębi sprawa

Kiedy weszłam była córka

Coś liczyła komputerem

Duży arkusz był na biurku

Na nim cyfr nie mały szereg

A sąsiadka rzekła cicho

Może masz sprawniejsze oko

W arkusz weszło jakieś licho

A błąd ukrył się głęboko

Gdy spojrzałam na cyferki

Na arkuszu "fajki" - kreski

Dla mnie pewnie trud niewielki

Tu na pewno błąd jest "czeski"

Więc się trochę pogłowiłam

Nie zadałam wiele trudu

Błąd natychmiast zobaczyłam

Mam! - krzyknęłam - nie ma cudu!

Och! dziękuję Ci sąsiadko

Kawa stoi już gotowa

Wszystko Ci przychodzi łatwo

Oj! Ty głowę masz WOŁOWĄ

Ten komplement był mi ciosem

Więc spojrzałam dziwnie na nią

Ona rzekła mocnym głosem

Nie, przepraszam masz BARANIĄ

Sytuacja nieciekawa

Lecz się w duszy roześmiałam

Z rąk wypadła szklanka z kawą

Ja po prostu ZBARANIAŁAM...

 

Kamila Sośnicka

"Mój kot"

 

Mój kot

ma w oczach zielone szaleństwo

i ciągle bezsensownie mamrocze

pod nosem,

ze złośliwością wariata

drażniąc psa,

którego nieskomplikowane serce

nie pojmuje,

dlaczego

 

"Pająk"

 

Chodzi sobie po suficie

i nie myśli,

że jest jadowicie

straszny

Sześcionożny potwór,

przed którym z krzykiem

uciekają dziewczynki,

dynda na cienkiej nitce

przyjaźni.

Mój pająk

 

Fraszki

 Zosi Zawilskiej

"Wybór"

Na pogodę ducha

Są sposoby dwa

Albo zdobyć, co się lubi

Albo lubić, co się ma

 

"Rzeczywistość"

Zdarza się wszędzie

Również w kulturze

Że ktoś ustawi dno na górze

I jego wyższość ogłasza wszem

Dno jednak zawsze będzie dnem

 

"Prawidłowość"

Fortuna kołem się toczy

Sypiąc biednemu piach w oczy

 

"Starania"

Trzydzieści lat nas dzieli

Od państw o wysokim rozwoju

Lecz władze tak się starają

Że pewnie ten dystans podwoją

 

"Strategia"

Żeby zdobyć władzę

Jakoś se poradzę

Później mi zostanie

Już tylko przetrwanie

I to jest moje główne zadanie

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Ziemio - Tobie wierszujemy

czwartek, 07 września 2006 20:38
 
 

    BARBARA BANASZCZAK

 

Ziemio

 

 

Ziemio

chcesz wiedzieć

kim jesteśmy dla siebie nawzajem?

 

Przyjaciółmi

gdy dajesz poczucie bezpieczeństwa

Przyjaciółmi

gdy bezmyślnie mnie ranisz

Przyjaciółmi

gdy doprowadzasz do szaleństwa

Przyjaciółmi

gdy za błędy ganisz

 

Przyjaciółmi

gdy wypowiadam wojnę wprost

Przyjaciółmi

gdy myślę tylko o sobie

Przyjaciółmi

gdy budujemy nowy most

Przyjaciółmi

nawet w grobie

 

ROMAN DOPIERALSKI

 

Ziemio

 

 

Ziemio

najpiękniejsza z planet

powierzchowność twa powabna

czy w środku diament?

 

wiele krzywd i zła

skrywasz w swych trzewiach

czyś najlepszą z planet?

zależy kto ocenia...

 

niebo u ciebie i piekło

pośrodku czyściec króluje

najcudowniejszą jesteś z planet?

ciekawe gdzie miejsc brakuje...

 

dobro też masz w sobie

słońce do wszystkich puka bram

tyś najwspanialszą z planet

innej ... nie znam

 

 

Norbert Grembecki

 

Ziemio

 

 

Ziemio

przepraszam

za myśli płochością zroszone

za czyny w nadmiarze obaw spalone

za to co mogłem

 

za źdźbła trawy przydeptane

błędnym śladem ścieżek wielu

za pierwiosnki rozszarpane

krwią wersetów bez celu

za próżne sumienie

nie chciałem lepszym się stać

tak bardzo ciebie kocham

i cóż ci mogę dać?

 

Ziemio

przepraszam

za drzewa żywcem ze skóry obdarte

za rzeki srebra żywego martwe

za to że napełniam cię pustym

współczuciem dla twego cierpienia

 

Ziemio

przepraszam

choć to niczego nie zmienia

 

PIOTR KAWA

 

MATKA ZIEMIA  

 

 

Ziemio! ... To Bóg osadził

ciebie na nieboskłonie,

a potem stworzył człowieka

na przyrody twej łonie.

 

To Bóg ciebie

przeznaczył na nasze mieszkanie,

byśmy tutaj czekali

na Jego z nami spotkanie!

 

Ziemio! ... Ty jesteś narodu

ludzkiego największą matką

i tutaj życie człowieka

jest nie lada gratką,

bo przecież cóż bez ciebie

człowiek może zrobić?

Jesteś i domem, i chlebem.

na które trzeba zarobić!

 

Ziemio! ... Ty tlen nam dajesz,

byśmy oddychać czym mieli,

i deszcze, by ugaszały

pragnienie, kiedyśmy pragnęli.

Plony przeróżne na pokarm

zapewniasz nam codzienny,

minerały, co nas ogrzewają

i służą na handel wymienny!

 

Ziemio! ... Ty jesteś przez nas

niszczona i zabrudzana,

a jednak nas nie zdradzasz,

choć bywasz oszukiwana.

Sputniki ciągle „dziurawią"

twą ziemską atmosferę,

jakby ludziom wciąż było mało

i szukają - na jaką cholerę?!

 

Ziemio! ... Kiedyś byłaś

zielona i lśniłaś w błękicie...

Odnowiona będziesz przez Stwórcę,

otrzymasz nowe życie,

I Bóg mieszkańcom twoim

w końcu serca przemieni,

abyś już, Matko Ziemio,

nie cierpiała w kosmicznej przestrzeni!

 

 

PIOTR KORDAS

 

Ziemio

 

 

Ziemio moja

tyle lat już przeżyłaś

 

różne wojny widziałaś

i czułaś na sobie

przez te wszystkie lata

 

wybuchają bomby

zadają ci ból

 

ty już czasami zaczynasz

zazdrościć innym planetom

spokoju i izolacji

od nas

ludzi

 

 

JAN  LUTOBARSKI

 

MOJA MATKA ............ ZIEMIA

 

 <> 

Matka Ziemia

zakwitła na wiosnę

 

obsypana kwiatami

mieni się cała kolorami tęczy

 

to nic

że skrywa w sobie

tyle tajemnic

 

to nic

że historia bólem

zapisała szereg wojen

powodzi i trzęsień

 

to nic ...

 

zawsze ciepła dla nas

wykarmi każdego

i przytuli

 

prawdziwa matka

której wierni

zostaniemy na zawsze

 

 

Lidia Nowosad

 

Ziemio

Ziemio

Odwieczna tajemnico

Matko żywota ziemskiego

Doskonale  piękna planeto

Metaliczna kulo

krążąca w kosmosie

 

Ziemio

Płodna rodzicielko

Opiekunko żywych

i nieożywionych

Ofiarna żywicielko

 I poicielko spragnionych

 

Ziemio

Matko matek

Nosicielko strapień

Ofiaro zniszczeń

Grobowcu umarłych

 

Ziemio

Cudzie pierwotnej natury

Cząstko Wszechświata

Harmonio całości

Zagadko funkcjonalności

 

Ziemio

Nie skąpisz siebie nikomu

Obdarzasz wszystkich darami

Nie oczekujesz na nic

Oddajesz się cała

cicha i pokorna

uległa i ofiarna

 

Ziemio

Skrywasz swą boleść

w czeluściach ognia

Oblewasz się  łzami

dla samooczyszczenia

I nadal istniejesz

 

 

KRYSTYNA PILECKA

 

 

ZIEMIO...

 

Ziemio

budząca się rankiem

pozdrowieniem słońca

szeptem traw

 

wyśpiewujesz rapsod o istnieniu

deszczu kroplami orzeźwiasz życie

 

kocham cię Ziemio

 

Błogosławię ptaki

tnące powietrze

zieloność łąk i kolory kwiatów

nawet pająka ukrytego w sieci

i psa - bezdomnego przyjaciela

wplecionego w pejzaż miasta

 

Ziemio

pocięta kreskami granic

pełna ran i niepokojów

nadziei i wątpliwości

zraszana łzami radości i smutku

 

kocham cię Ziemio

rodzicielko

i powierniczko ostateczności

 

cierpliwa Matko

wychowująca

Ludzkość

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

O lecie i coraz krótszych nocach

niedziela, 03 września 2006 19:02
 
 
  

 Regina Adamowicz

 

 

 

Lato

 

Lato nagle olśniło

Po zbyt długiej wiośnie

Odsłoniło ramiona

Okularami Przyciemniło oczy.

 

Optymizmu rozwinęło żagle.

Radośniej spojrzałam na świat

I w blasku słonecznych warkoczy

Chyba lat mi ubyło.

 

Tak miło, tak lekko, tak zwiewnie

wędrować wśród łanów

pszenicznych, złocistych

gdzie kłaniają się kłosy niezżętego chleba

 

Chabry, maki ukryte

błyszczą w ich cieniu.

Stań!

Posłuchaj tylko koncertu świerszczy

ukrytych w gęstwinie zbóż.

 

Echem pobliski las zaszumiał

Zrozumiesz, że to już

że już czas

na pełnię lata i... na żniwa.

 
 

Bogna Szydłowska

 

a jeśli chodzi o lato...



ostatniej osy bzyk

już po lecie!

dzikiej gęsi krzyk

już po lecie!

Artur Andrus szuka znaków w internecie

i myśl głęboka gdzieś ulata

skończył się cudny czas

szkoda lata, ach, jak szkoda lata

żegnamy się hej, o hej

i

do następnego lata

 

BARBARA BANASZCZAK

 

***

bez miłości nie można się cieszyć

był dom

była sztuka

była rodzina

powiedziałam sobie

że chcę rozdawać szczęście

 

***

żadna miłość nie zabija

żaden morderca nie kochał

usiądź

po przeciwnej stronie stołu

nawet z bronią w ręku

 

***

Bo w dnia podszewce bywa

ukryte jedwabne życie

Widziałam pękający kokon

 

***

Powiedz skąd biorą się sny i wiersze?

Wyjaśnij szept głośny elfów i pióra

Nazwij po swojemu rzeczy nowo poznane

 

***

Pomagajcie biedronkom w drodze do nieba

One także muszą odpocząć na urlopie

Chleb własnoręcznie upieczony jest smaczniejszy

 

***

Między droga a krokiem

czyste nośmy buty

Brudasom nie podają kawy

 

Roman Dopieralski

 

 

 

 

A PO NOCY...

 

Te noce coraz krótsze

bo księżyc gdzieś gna

gwiazdy z nim w zmowie

i tajemniczy woźnica

który w pośpiechu oczyszcza niebo

już zajechał dużym wozem

i małym

kiedy z bicza strzelił

 

siatka z pajęczych błysków

rozjaśniła ziemię złowieszczo

ostrzeżenie to

że nim świt nastanie

z żywiołem przyjdzie się zmierzyć

a po burzy deszczowe łzy

które po źdźbłach

spłynąć nie zdążyły

dopada poranne słońce

jego promienie jak w zwierciadle

w nich się przeglądają

by po chwili ujrzeć ich kres

a kiedy ktoś z chmur chustę

słońcu przyodziewa

i ono z piedestału zejść musi

nawet dzień

wyłącznie

ulotnością chwil się nasyca

bo o zmroku księżyc

okryje go swym płaszczem

choć i tak

coraz krótsze te noce...

 

MONIKA ENERLICH

 

WYSPA

 

Wstrzymaj pociąg czasu

i zamknij tory codzienności

Porwę cię na Wyspę Miłosnego Opętania,

gdzie zmącimy

i wzburzymy wody przyzwoitości

 

Wilgotna od pereł rosy dziewiczego poranka,

napoję każdą cząstkę twego ciała

Ty zaś,

bądź mym stwórcą

i co noc

na piaskowym płótnie

ubarwiaj mą nagość w kolejne doznania

Wsłuchajmy się w tajemniczą ciszę kamieni,

leniwie mruczących w takt wiatru

Poddajmy się słońcu,

niech zadziwia nas swym

rannym i wieczornym makijażem.

 

Poszybujmy z rajskim ptakiem,

a dotkniemy gładkiego lica nieba

Nasyćmy oczy witrażem zieleni

odbijającym zbłąkane krople deszczu.

 

Zostań tutaj

stań się mym snem i oddechem

Niech każda chwila

tęskni za poprzednią

Tutaj mnie zdobywaj

i pozbawiaj rzeczywistości

 

Zofia Franas

 

  

LETNIE NOCE

 

Te noce coraz krótsze

Na chwilę rozgwieżdżone niebo

kłania się ziemi.

 

Letnim słońcem nagrzana szata

otula jak szalem,

rozpylając zapach kwiatów

aż po same krańce.

 

W takie noce

na krótko zasypiają ptaki

w swych wymoszczonych gniazdach

a słońce

ledwie otworzy oczy

łaskocze je promieniami

budząc z głębokości.

 

W takie letnie, krótkie noce

niedokończone dobre sny,

a chciałoby się śnić

jeszcze.

 

Piotr Kawa

POWIEW ZBLIŻAJĄCEGO SIĘ LATA

 

Te noce coraz krótsze,

niestety,

i gwiazd srebrzystych cudny blask

oraz księżyca jasny promień

krócej podziwiać mogę.

 

Gwiazdy błyszczą te same od tysięcy lat,

na ich wspaniałość patrzyli jak ja

- z zachwytem

- także ci,

którzy budowali starożytny świat.

 

Gdy tak patrzę,

jak ze snu wyłania się Ilijon,

który,

gdyby nie zachłanność Achajów

i ich króla, Agamemnona,

w swej potędze mógł kwitnąć wieki całe

 

Wielka i potężna byłaś wtedy, Trojo,

Azji Mniejszej cudowna perło,

i niby nic nie zagrażało twej świetności,

jednak przez niemoralność i podstęp upadłaś.

 

Mit mówi o Parysie,

który porwał Helenę,

ale historia dowodzi, że inne były przyczyny:

zagradzałaś, o piękna,

drogę na Wschód Grekom

pragnącym zamienić spiże na żelazo.

Potężny Hektorze,

którego męstwo chwalą potomni,

i ty piękny, lecz okrutny Achillesie,

co fatum nosiłeś w pięcie,

Odysie obdarzony mądrością,

któryś konia do podstępu uczynił,

a także ty, królu Priamie,

coś wzgardził młodych mądrością.

 

Wspominam was, wspaniałych,

i hołd wam składam, o wielcy!

I podziwiam gwiazdy,

które już nad wami jaśniały.

Wiosna mija i coraz cieplejsze,

krótsze mamy noce,

można poczuć powiew nadchodzącego lata

jak w czasach Homera.

ZDZISŁAWA KRASNOPOLSKA

 

 

 

 

Idzie jesień..

Widziałam rankiem

wiszącą w powietrzu mgłę,

przysłaniała jak tiulowa firanka

<>widok drzew i krzewów,

które ożywiła nocna rosa.

 

Nie pokazało się słońce,

nie wysuszyło rosy z liści spływającej.

To już symptomy jesieni,

dzień krótszy, zmrok zapada...

Jeszcze krótszy dzionek zapowiada.

 

Liście żółkną,

spadają jak owoce z drzew.

To już koniec lata,

trudno się z tym pogodzić,

Ale to już pewne

- to jesieni śpiew...

 

Ucichły na drzewach ptaki,

szykują się w świat daleki,

gdzie ciepło i słońce dogrzewa

i wszystko tam śpiewa...

Ale wrócą na ojczyzny łono,

gdzie je wykarmiono.

A nas czeka „babie lato"

i grzybów kosz..

A gdy,

że las odwiedzimy o choince pomyślimy,

A zimą znów lato wspomnimy.

 

Takie są uroki naszego klimatu,

że jest jesień, zima, wiosna i lato...

 

Joanna Magnes

 

UŚMIECH

 

Uśmiech jest

jak rozsypane kwiaty na łące

cieszące swym ciepłym zapachem

roztańczone motyle

jak stadko rozbzykanych pszczółek

śpieszących do ula

ile w nim słodkiego szczęścia!

jak taniec rozbawionego pasikonika

muskającego

zachwycone listki traw

jak pląsy psotnych chochlików

otwierających

wszystkie serca

jak błyszczące lustro wody w strumieniu

pieszczące

skryte tu żyjątka

jak skrzące się w słońcu kryształki lodu

odbijające w swym lustrze

najpiękniejsze chwile

uśmiech

kołysanka serca

przyciągająca

radosne wydarzenia

 

 

Te noce coraz krótsze..

 

 

Beata Piocha

 

 

 

Te noce coraz krótsze..

 

 

półsny-jawy

niesyte spełnień

unoszące nas coraz płycej

ponad bezdenność czerwcową

bledną mary w oprawie powiek

i w ciemność

spływają niepełną

po ramion gładkim hebanie

jak kręgi jałowe po wodzie

 

naszych szeptów spękane studnie

na warg marmurze stygnącym

mają smak

osłodzony przedświtem

wpiętym smugą w labirynt światła

 

<>

Ludmiła Raźniak

 

 

 

 

 

CZY WIESZ ŻE...

 

Te noce są coraz krótsze

coraz dłuższy słońca bieg

po niebie

zbliża się Kupały Noc

pełna tajemniczej mocy

Kiedy raz na rok zakwita

czarodziejski kwiat paproci

szukają go wszyscy

znajdują wybrańcy

łącząc dwa serca

w jednym rytmie bicia

i wówczas...

nie srebro

nie złoto

tylko miłość

pielęgnowana z ochotą

z jaką się szukało

kwiatu paproci

w Świętojańska Noc...

 

 

***

 

 

Lato przykrótką sukienkę nosi

słońce pigmentem brązu maluje odkryte ramiona

dojrzałym owocem kusi sięgają po niego

raz on... raz ona

i zatracają się w smaku niebiańskich rozkoszy oboje

lub raz on... raz ona

sprzyja temu czas wolny wakacji, urlopów i słońca

więc wyjeżdżają we dwoje

lub raz on... raz ona

lepiej gdy razem, bo miłość odradza się na łonie natury

co czują oboje

i on... i ona...

z niezależnych przyczyn, bywa, wyjeżdżają na raty

bo ktoś musi pilnować dziatek i chaty

wtedy on tu... tam ona

on zaczyna dostrzegać walory sąsiadki

ona tego pana, co komplementy prawi

wszystko nabiera dreszczyku emocji

znów czują się młodzi

i on... i ona

i trawi ich ogień pożądań jak żar letniego południa

zapominają oboje że w domu czeka

ona albo ona

urlop - jak lato - przykrótkie spodenki nosi

przychodzi rozstania pora

los mówi kochankom" non grata"

choć tęskni on... i szlocha ona

jak jesień za wspomnieniem lata

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Braccy kolorami malują świat

niedziela, 27 sierpnia 2006 18:00

REGINA ADAMOWICZ

Fiolet

 

Fiolet fiołki ubrał kolorem

One się w trawie schowały figlarnie

i usypiały wieczorem

Nocą - świeciły latarnie

Zerwał je chłopiec.

Pięknej dziewczynie dał fiołków całe naręcze

Ona nie wzięła - chłopcem wzgardziła

i rozsypała na tęczę.

Po latach wielu

chłopiec w kościele

został księdzem w pobliskiej parafii

Dziewczyna modli się przy ołtarzu

Zapomnieć już nie potrafi

Widzi fiołki w każdym witrażu...

Żałuje, że chłopcem wzgardziła...

Pod las na spacer chodziła często

Łzy żalu płynęły jak rosa

I tam pod lasem

wyrosły z czasem

zakwitły fioletem

wrzosy...

 

 

Magdalena Heruday

 

Granat

 

granat

nocy z pragnień i lęków

zabiera sny spod głowy

bo trzeba się będzie pokłonić

jasnej nike

lub czarnemu wiatrowi

który będzie nosił

nie nasze kule

jutro

to za chwilę

by razem stanąć

po wspólny dzień

z różnych światów

i serc

i żyć

jutro

z wiarą

że w złączone dłonie

weźmiemy radość

i ją podzielimy

bracie

i siostro

z nadzieją

że gdy przyjdzie

zamknąć oczy

nie zawiąże ich

szal samotności

dzisiaj

nikt nie śpi

 

 

Kaja Kaźmierska

 

 

***

żółtość róż

czerwień tulipanów

i zieleń liści

czy człowiek jest cząstką przyrody?

czy wszystkie ONE są żółte

a ONI czerwoni?

komu przypada w udziale nadzieja?

czy naprawdę

- jak w bukiecie -

są zdolni do niej jedynie ci

którzy widzą świat

zza parawanu większych

silniejszych?

ci

którzy jeszcze nie wiedzą

kim jest odbiorca bukietu

Czy zielone są tylko dzieci?

 

 

PIOTR KORDAS

<>

Żółć

<>

żółć zakryła

listki na gałązkach drzew

jeszcze tak niedawno

były zielone

świeciło słońce

teraz

odlatują

spadają z drzew

wiatr pomaga im wylądować

spokojnie

na trawce

będą tam mogły doczekać zimy

która pokryje je puchem

śnieżnobiałym

 

Joanna Magnes

 

KOLORY ŻYCIA

 

Wielobarwne liście jesieni

wplatają się w delikatną pajęczynę

kolorów życia...

żółty - światło nadziei

rozświetlające najciemniejsze zakamarki duszy

czerwony - promyk ciepła

rozgrzewający zagubione serca

pomarańczowy - zapach owoców

nadający sens życiu

zielony - kolor radości

wypełniający drobne chwile dnia

Wielobarwne liście jesieni

wplatają się w delikatną pajęczynę

kolorów życia...

żółty jak płomień świecy

migocący światłem pamięci

minionych wydarzeń

czerwony jak najpiękniejsze kwiaty

ubarwiające chwile codzienności

pomarańczowy jak soczysty owoc

przyciągający swym zapachem

najpiękniejsze dni

zielony jak pachnące żywicą lasy

skrywające radosne niespodzianki jutra

 

 

Lidia Nowosad

 

Błękit

 

Błękit nieba słońcem oświetlony

Odbija niebieskie promienie

tworząc barwę niebiańską

Tam kłęby chmur znalazły schronienie

i ludzkie marzenia co w nich błądzą

 

Błękit wód słońcem oświetlonych

wznosi się falą wysoką

Rodzi niespokojną barwę tajemnicy

z której wzięliśmy początek

Pragnąc ją poznać

wchodzimy w głębiny

i samych siebie

 

Błękit sukienki oświetlonej słońcem

pasuje do oczu podkreślonych kreską

I blond włosów uczesanych wiatrem

I emocji wznieconych błękitem

I marzeń zanurzonych w niebie

I zatopionej w wodach tajemnicy

 

 

IRENA PESZKIN

 

Róż

 

Róż

książę kolorów,

barwę od róż zapożyczył.

Różowi

stokrotki, storczyki, magnolie

i malwy przystojnej poliki

Kontrast jaskrawy tworzy z zielenią,

gdy z trawy wystrzela

dzwonkami

Serca różowe

kapią z gałązek

na dywan mięciutkiej murawy.

A tam

lwia paszcza ziewa różowo

wśród macierzanki rozłogów.

Opodal

floksy mrugają oczkami

i miła woń się rozsiewa.

Tuż za krzewami i wierzbą siwą

na stawku z bajeczną rzęsą,

jak egzotyczne lotosy

pływają różowe nenufary

Dalej

pergola pełna finezji

lśni girlandami różyczek.

Drobne, zadziorne, pastelowe,

jak lukrowane migdały.

Tak się różowi

ogród mych marzeń

obraz ze snów i wyobraźni

jak bajka

nie całkiem prawdziwy

świat przez różowe okulary.

 

 

Irena Peszkin

Błękit

 

Błękit

zabełtać może w głowie

tak się niebieszczą oczy Twoje.

I niebo wtedy niebieszczeje

po dniu pochmurnym,

gdy już nie leje.

I już zielono mi, i słodko

nawet, gdy mówią mi „idiotko"

spójrz, słońce w purpurze się nurza,

to znaczy, że znów będzie burza.

I cała żółknę, niczym szafran,

ale nie wierzę, że deszcz spaść ma,

a jeśli spadnie, to zbawienny.

Niebo zabłękitnieje wkrótce.

Wtedy różami wymościsz mi życie.

Poczęstujesz czerwonym winem

I zapatrzeni głęboko

w siebie odpłyniemy

w błękit z rubinem.

 

 

Krystyna Pilecka

 

Czerwień

 

Czerwień balansuje na gałęziach klonu

złoto zaprasza do tańca

Suną polonezem przez park

gubiąc rytm

gdy dylu-dylu na patykach gra wiatr

brąz zmęczony opada

dywan tkając opodal drzew

raptem do oberka kolory zrywa

psotnik-wiatr

i tańczą

tańczą do rana

aż je utuli mgła

poranna mgła

diamenty rzuci na liście

rozbłyszczy

srebrzyście kolory

by czar jesieni trwał

i trwał

wreszcie

melancholijnie

deszcz zapłacze

kap kap

i chryzantem kwiaty rozpali

szron

na gałęziach porozwiesza

mroźny zimowy pan

 

 

BOGDA SZYDŁOWSKA

***

Fajerwerki na tle mroźnego nieba

 

czerwień biel zieleń fiolet wyświechtany kopeć również

na granacie mroźnym nieba wyrastają pióropuszem nagłym

roziskrzeniem oczu chciwych są rozmarzeniem co przyniesie nowy rok

są jak w maju jaśmin napęczniały od sytości własnej woni

także chwilą za którą nie trafisz bo gubi pogoń nagle tak jak się tu wzięła

rymem rytmem własnych lśnień niechybnie prowadzona

i czym jest tego nie wyjaśnisz bo uczciwie mówiąc nie potrafisz

gdy w nas samych się rozpuszcza grafit myśli wyzwolonych od nas

i jest ledwie cząstką tego co jest może samą bielą i zielenią etc.  

 

 

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiersze Brackich inspirowane dziełami malarskimi

środa, 16 sierpnia 2006 22:36
 

KAZIMIERA SZMIT

 

 TRYPTYK „SĄD OSTATECZNY" HANSA MEMLINGA

 

 

Jakby rozszalała się burza i wtargnął mroźny wiatr

świetliste kolory postaci wzbudzają lęk

obraz jakby chciał mówić

 

w środkowej części tryptyku

jasne skrzydła Archanioła uniesione

wysoko

nad nim na tęczy widoczny Chrystus

z ranami na piersiach i stopach

świetlisty czerwony płaszcz okrywa postać

po obu stronach siedzą prorocy i uczniowie

czekając na wyrok

wysoko w górze unoszą się aniołowie

inni dmą w trąby zwiastując Ostateczny Sąd

stojący z poważną twarzą Archanioł

waży Dobro i Zło

na olbrzymiej wadze sprawdza ludzi i ich uczynki

jedna strona wagi wskazuje grzeszników

których diabły zapędzają w czeluści piekła

strącone toczą się nagie ciała, bezradne, skazane na męki

udręczone przerażone twarze

błagalnie wyciągnięte ramiona proszą o ratunek

na drugiej szali dotykającej ziemi klęczy zatopiony w modlitwie Sprawiedliwy

stąd zasłużeni wędrują po schodach ku wiecznej szczęśliwości

to scena na lewym skrzydle tryptyku: prowadzeni przez anioła

przekraczają bogato zdobioną bramę

której połyskujący złoty łuk każe przeczuwać

że wybranych czekają wspaniałości

 

Dobro tryumfuje nad Złem,

zło czynione przez grzesznika obraca się przeciw niemu

- obraz zdaje się mówić

Przez wszystko, Panie, przemawiaj

bo coraz bliższe mi ostatnie rzeczy

 

 

Ludmiła Raźniak 

 

Tańce w Bougival Renoira

 

 

Taniec radości życia

łączy parę na pierwszym planie obrazu

Ona w białej długiej

wirującej w ruchu sukni

obszytej lamówkami cynobru

jak kolor kapelusza na głowie

harmonizujący z odcieniem jej włosów

bielą cery zmysłowością ust

i delikatnym rumieńcem

Partner w granatowo-połyskliwym garniturze

słomkowym kapeluszu

uwodzicielsko przystojny

z rudawą bródką i wąsem

obejmując partnerkę w tańcu

twarz w pożądaniu do niej zbliża

Rodząca się miłość czy chwila

- myśli ona lekko uśmiechnięta

i twarz w prawo odchyla

ale słów do ucha szeptanych

spuściwszy zasłonki rzęs

z zaciekawieniem słucha

W tle żółtozielone prześwietlone

światłem i błękitem nieba drzewa

z lewej stolik z biesiadnikami

zajętymi rozmową przy kufelkach piwa

z prawej między drzewami

postaci mężczyzn i kobiet

ale patrząc na obraz

widzi się głównie tę parę

u nóg której

na ścieżce w lewym rogu obrazu

mały bukiecik fiołków

Czyżby symbol zgubionej

w wirze tańca i zmysłów skromności?

Całość piękna pełna ekspresji

pastelowo-radosna

wdzięk, postaci czar

poznać mistrza pędzla od razu -

to Renoir

 

 

Beata Piocha

 

CZESZĄCA WŁOSY

WŁADYSŁAWA ŚLEWIŃSKIEGO

 

 

Udaje że nikogo nie widzi

że świat jej obojętny

i te męskie spojrzenia

smakujące

jej profil linią grzbietu

odwrócony od świata

 

obnażona na krawędzi łóżka

w oprawie alabastrowych ramion

nachylona w siebie

przedłuża

w nieskończoność sypialnianej przestrzeni

kobiece misterium

 

u wezgłowia lusterko

pełne jej spojrzeń

choć więcej widzi dotykiem

 

zwierciadlanymi palcami

rozdziela fale ognia

skupiona

odmierzając kosmyk

za kosmykiem kipiącego piękna

 

wynurzona jak driada z błękitu koszuli

uwodzi obietnicą

 

Beata Piocha

 

 

OFELIA

JOHNA EVERRETA MILLAIS'A

 

 

Tak tu pięknie

można się w tych barwach

zatopić bez reszty

 

wśród wonnych kwiatów jaśminu

pod wierzbą

zwaloną wiatrem

o dostojeństwie przedziwnym

obumarłego piękna

 

i co tu robisz

dziewczyno

w satynowej sukience

niczym łosoś płynąca

w miłosne niespełnienie

 

dla kogo otwierasz

wilgotne objęcia

z polnych kwiatów wynurzasz dłonie

 

kto patrzy w twoje papierowe oczy

w twarz perłową - maskę obłędu

 

tak tu pięknie

ty byłaś piękna

jak muszla

 

pusta z rozpaczy

 

Kaja Kaźmierska 

 

WOLNOŚĆ WIODĄCA LUD NA BARYKADY EUGENE'A DELACROIX

 

Francjo!

Polski siostro

takeś bowiem samo zawzięta

uparta może okrutna

 

wiedziesz lud na barykady

każesz bronić

walczyć

zabijać

dajesz i odbierasz nadzieję

 

po co?

czy naprawdę wierzysz w wolność?

czy wierzysz w to

iż człowiek

póki człowiekiem jest

może być wolny?

 

BARBARA BANASZCZAK

  

Wodna kurka

Józefa Chełmońskiego

 

 

już bladym świtem

ledwie mgła ujawniła

pół metra zieloności traw

byłaś u sąsiadki

już wie

jak liczne i gdzie przelatywało stado dzikich gęsi

złączonych pod dziwnym katem

och

i piórka śmiesznie ubarwione

a teraz

kurko wodna

ledwie muskając taflę jeziora

gnasz ze świstem

do gniazda kolejnej wodnej kurki

na plotki - a fe

 

 

KAROLINA KRUK

 

  błękitne tancerki

 

 

możesz wyciągnąć do nich ciężkie ręce

póki są nadal cielesną mgłą

potem poeto nie ujrzysz ich więcej

błysną znikną podobne do słońc

 

jeszcze się będą tak wspinać na palce

jakby nieba dosięgnąć chciały

jeszcze się sączą w tle zgubione walce

nie zaproszone na finały

 

a potem ucichną kroki poeto

trzepot organdyn lekkich i rzęs

i co też się stanie z twoją podnietą

kiedy kurtyny ogłoszą kres

 

jeszcze unoszą się miękkie batysty

nim je rozwieje moc okrutna

w blaski ujęte pod pędzlem artysty

lekko wniebowstępują w płótna

 

Magdalena Heruday

 

PORTRET STANISŁAWA KOSTKI POTOCKIEGO

 

 

witaj książę

 

jeszcze dziś nie w głowie ci

oświecanie narodu

blaskiem bijącym

od sejmowych wiat

choć może marzysz

o jasnej szabli

którą wywalczyłbyś coś dobrego

aby potem

zanieść królowi z ukłonem

 

twoje oczy mierzą wysoko

wyżej

niż siedzisz dzisiaj w siodle

przejażdżką

nim zamienisz je

na Podróż do Ciemnogrodu

 

trzymasz się prosto

żeby później

nie złamać kręgosłupa

pod obcą szablą

 

żegnaj

zawsze się spotkamy

w Wilanowie

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Brackich spotkania pod drzewami

poniedziałek, 14 sierpnia 2006 15:31


REGINA ADAMOWICZ

***

Spotkali się pod wierzbą płaczącą...

W parku przy mostku, przypadkiem...

Ona niemłoda. On także już dziadkiem,

a los ich zetknął niechcący...

 

Usiedli na ławce nad rzeką, przy skwerze.

Rozmawiali o cenach, że wszystko jest drogie,

o życiu, o ziemi, że leży odłogiem.

Rozmawiali dość długo i szczerze.

 

Nagle zamilkła. Ten głos... i rysy... nieobce.

Ona odgadła, on także - z jej miny.

Znali się. Był kiedyś jej chłopcem...

 

On także poznał głos swojej dziewczyny.

To było tak dawno i czas zrobił swoje...

Rozczarowani - zamilkli oboje


ZOFIA FRANAS

 

SPOTKANIE

 

Spotkali się pod dębem rozłożystym

pod tym samym co dwadzieścia lat temu.

Aromat żołędzi otulił ich

woalem pajęczym.

Odnowiona ławka

zapraszała w swe ramiona

 

Wpatrzeni w siebie namiętnym wzrokiem

chcieli powiedzieć wszystko, bez słów,

wyrazić to, co czują serca,

bijące coraz mocniej i mocniej,

tak samo, jak za dawnych lat,

gdy byli jeszcze młodzi.

 

Powróciły wspomnienia

jakby to było wczoraj

Znów byli razem, choć przez chwilę.

Złożyli na ustach namiętny pocałunek

Dłonie splecione mocnym uściskiem

nie chcą już żadnych pożegnań.

 

Dziś siwy włos na ich skroniach

i zmarszczek już wiele

lecz pragną znów być razem

tak jak dawniej, jak kiedyś

by nie stracić tego,

co drugi raz podarował im los.

 

Norbert Grembecki

 

Spotkali się pod...

 

Spotkali się pod

a właściwie obok świerka

- to już ostatni

 

wataha wygłodniałych hien pośród stada gazeli

zbliżali się

kalając białe poszycie germańską myślą

bez pośpiechu - ofiary nie umkną

siekiery odurzone podnieceniem

pojaśniały ich smagłe lica

roziskrzone rzędem siekaczy rozpoczęły

rzeź

 

Galowie ginęli dzielnie

tam nie było łez

- bursztyn nie dojrzał

dowódca stanął naprzeciw świerka

- to już ostatni

dokoła walały się drzewie zwłoki

które wywlekano na drogę

ładując na wozy

 

Unkas spojrzał w oczy katu

znał wyrok - kat przyglądał się drzewu

było największe i najpiękniejsze

skrycie podziwiał je

pożerając ciała smoliste

odłożył siekierę nim padł pierwszy cios

odszedł

 

po chwili wracając z piłą łańcuchową

metaliczny uśmiech dla oprawcy

z nuta ironii dla siekiery

- czysta pogarda dla drzewa

 

choinka - tak je nazwano

dzieci włożyły jej gwiazdę i podarowały serca

z wanilią i cynamonem

drzewko zatrzymało wzrok na przeciwległej ścianie

dostrzegając kawałek siebie

 

- nagie zwłoki z rozpostartymi ramionami

gdy je rozbierano

On wciąż tam był

leżąc na śmietniku choinka odczuła ulgę i współczucie...

Magdalena Heruday

 

HISTORIA JEDNEGO SPOTKANIA

 

Spotkali się pod białą brzozą

ich życia były kruche jak biały opłatek

a świat

stał obleczony w przekleństwo

 

spotkali się pod białą brzozą

gdzie Bóg na chwile zesłał aniołów

i pod Jego dłonią stał się

cud ciszy

 

spotkali się pod białą brzozą

liście się roztańczyły

wiatr zdmuchnął strach z powiek

słońce niebo rozzłociło

 

spotkali się pod białą brzozą

żeby iść po wspólne jutro

dzieląc się oczami z ołowiu

póki ich ktoś nie uleczy

 

spotkali się pod białą brzozą

na drodze do jasności

wiecznej jak Bóg

i ich zapatrzenie

 

PIOTR KAWA

 

OSTATNIE SPOTKANIE

 

Spotkali się pod jaworem,

pięknym, rozłożystym klonem,

który wyglądał majestatycznie,

trzydziestu metrów sięgając koroną.

W buczynowym się spotkali lasku

panna wdzięczna o imieniu: Anna,

i ten oto dorodny młodzieniec,

którego zwano Andrzejem.

 

On i ona, spoceni w słonecznej spiekocie,

złączeni w uścisku... spragnieni miłości...

do swych uszu wyszeptali obietnice

i złączyli uroczyście usta:

- Będziesz moja na zawsze... obiecuję!

- Niech tak będzie, zostanę twą żoną!

 

Umówili się za tydzień pod jaworem,

a opodal błyszczał stawek cudny.

Przyszła panna na spotkanie umówione:

- Gdzieżeś, luby? Niech się ślub nasz stanie!

On pojawił się, niestety, załamany:

Nie dotrzymam obietnicy, mam już żonę!

 

Odszedł... Zbladła, rozżaliła się, niebożę:

- Nie chcesz mnie, to los swój złożę ... w wodzie!

Jednak wrócił, otrząsnąwszy się z uśpienia,

i miłością znowu płonie. A jej... nie ma!

- Gdzieżeś miła? Coś ty, Anno ukochana, uczyniła!?

 

Leży teraz piękna, blada, w stawie na dnie,

On z rozpaczy krzyczy i włosy wyrywa.

Widząc wszystko, jawor aż się wzdryga z żalu.

Kuliste owoce spadają ze smutkiem,

liście nakrzyżległe złowrogo szeleszczą,

przestraszony ptaszek płacze, larum wznosi,

błaga klon o zmiłowanie! I wciąż kwili...

 

Z tej tragedii morał płynie i przestroga:

Nie oddawaj dziewczę przed ślubem „słodyczy",

- nim na palcu spocznie obrączka, dbaj o to,

co raz w życiu tylko możesz ofiarować!

 

LIDIA NOWOSAD

 

DRŻĄCE SERCA

 

Spotkali się pod osiką

drżącą jak zwykle nawet przy najlżejszym powiewie

 

wiatr pieścił liście - one drżeniem odpowiadały

sprawił

że odczuli własne drganie

rąk splecionych w uścisku

ciała przytulonego do ciała

serc bijących pośpiesznie

przepełnionych miłością

 

poddali się nastrojowi

zatonęli w tym odczuwaniu

siebie

 

jak ona go kochała

jak pragnęła by z nią był

jak marzyła by chwila stała się wiecznością

 

jak on ją kochał

jak pragnął z nią zjednoczenia

jak jej pożądał tu i teraz na zawsze

 

zapatrzeni w siebie trwali

w swych pragnieniach kruchych wrażliwych

podatnych na wstrząsy jak ta osika

pod którą stali

 

nagle

poczuli zimny powiew

przywołał ich do rzeczywistości

obudził poczucie winy

dostrzegli szaleństwo czynów

przywarli do siebie ostatni raz

i odeszli

każde w swoją stronę

 

rozhulał się wiatr

przygnał ciężkie chmury

rzęsiste krople

spadły na drzewo drżące

z rozpaczy

 

Beata Piocha

 

Spotkali się pod kaliną

 

Spotkali się pod kaliną

jak w aureoli bieli

i rozchyliły się dłonie

i zapachniały uśmiechy

płatki przymknęły powieki

wstydliwe pod baldachimem

 

- arkadio moja i łasko

pod kalinowym drzewem

miłosnym zdrojem płynąca

przez rzęs ażurowe światło

i skóry żarliwość napiętą -

szeptały dłonie kochanka

 

- czy chwila bywa piękniejsza

niż teraz gdy twe ramiona

warkoczem spełnienia wplatam

w pierś nasyconą rozkoszą? -

szemrały wezbrane jej usta

  a on gwiazdy wspierał dotykiem

 

 

spotkali się pod kaliną

kwitnącą i roziskrzoną

by poznać w niebo zstąpienie

i zasnąć w wonnej kołysce

jak w uniesionych nad światem

objęciach Stworzyciela

 

Ludmiła Raźniak

 

Spotkali się pod...

 

Spotkali się pod konarami rozłożystego drzewa

odurzała młodość i zapach kwitnącej akacji

kocha...nie kocha.. .myślał

zaglądając jej głęboko w oczy

ich usta połączyły się

w miododajnym nektarze

bliskości

 

rozstali się... przekwitła akacja

każde poszło swoją drogą

on wyjechał na studia do Oxfordu

ona została w rodzinnym mieście

gnana tęsknotą i wspomnieniami

często obrywała listki akacji

szukając potwierdzenia: kocha...nie kocha...

coraz częściej wychodziło nie kocha

 

ona więdła z rozpaczy

a akacja co roku kwitła oszałamiająco

i bujniej rozrastały się jej kształty

tylko... jego nie było obok

nie kocha stwierdziła definitywnie którejś wiosny

i połączyła swe losy z innym mężczyzną

 

przyszły na świat dzieci

a szczęście ulotne

jak zapach akacji

rozmywało się w codzienności

postarzała się akacja... ona także...

 

aż którejś wiosny

spotkała pod akacją starszego pana

obrywał z gałązki listek po listku

sercem poznała

zrozumiała że kochał

tylko wówczas

przed laty nie słuchali serc bicia

a listki akacji wróżyły różnie

kocha... nie kocha...

 

KAZIMIERA SZMIT

 

Spotkali się pod...

 

Spotkali się pod rozłożystym kasztanem,

na skraju parkowej alei.

Zdziwienie i jednoczesną radość widać było na ich twarzach.

 

Patrzyli na siebie,

nic nie mówiąc, jakby zatrzymać chcieli czas,

który tak bezlitośnie ich rozdzielił.

 

- Andrzeju, czy to naprawdę dwadzieścia pięć lat

minęło od ostatniego spotkania? - wyszeptała Helena.

- Tak. Wojna wyrządziła ludziom wiele szkód, ale nam chyba największą.

Wiesz, że nie mogłem wrócić do kraju, do Ciebie.

Włochy są teraz moją drugą ojczyzną.

Cieszę się, że po latach mogę cię znów zobaczyć.

 

Z twarzy Heleny, pełnej zadumy i żalu

po krzywdzie przez los wyrządzonej,

można było wyczytać niepewność wszystkich

nieprzespanych nocy, kiedy została sama.

 

Myślała, że nie żyje... Że już go nie zobaczy...

Kłębiły się wspomnienia, myśli plączące czas dawny z teraźniejszym.

I ta ćmiąca pretensja, i niezadowolenie z tego, co się stało.

 

Jakże dużo mieli teraz do powiedzenia...

Każde z nich miało przecież swoje życie.

Nie wiedzieli o sobie nic od chwili rozstania, gdy rozpoczęła się wojna.

 

Poszli do pobliskiej kawiarni, by wskrzesić wspomnienia.

Jednak coś się skończyło, coś odeszło na zawsze...

Ich uczucia stały się inne. Obecna chwila jest ich tylko dlatego,

że było wczoraj, ale jutro już nie będzie ich wspólne

- zaszumiał kasztan, żegnając oddalające się sylwetki.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Nasza Interpersonifikacja

piątek, 04 sierpnia 2006 15:59

ROMAN DOPIERALSKI

 

 

TRYPTYK

I

DZIEŃ 

„jak po burzy spokój

- tak po nocy dzień nastaje”

Oto moja maksyma

do życia mojego pasuje jak ulał

a długie to było życia

choć kochania w nim niewiele

bom pogodzić się nie mogła

z tym, co posiadałam

 

ot, histeryczka! – powiecie

ale dzielną patriotką też być potrafiłam

przy swoich przekonaniach politycznych trwając

 

nawet kiedy po klęsce

powstania styczniowego

życie swoje musiałam

wieść znacznie uboższe

 

gdzież te rodowe herby?

ta pierwsza niespełniona miłość?

to naręcze nenufarów

i wyśnionego twarz piękna?

 

II

NOC


Potem on,

choć szlacheckiego pochodzenia

cudzymi administrował majątkami

pasował do mnie jak wół do karety

ten jego praktycyzm

i brak romantycznych porywów

ta pospolitość ograniczonego prowincjusza

 

to w ożenku z tym

wyznającym kult pracy człowiekiem

który przeciwnościom losu się nie poddawał

upatrywałam przyczynę

wszystkich swoich prawdziwych

i wyimaginowanych nieszczęść

 

niepowodzenia i konflikty

spowodowały że całą swoją uwagę poświęciłam dzieciom

i choć ciągle rozpamiętywałam dawne dzieje

już bym nie potrafiła

być taką samą jak dawniej osobą

 

 

III

ŚWIT

 

O ironio życia!

jego miłość,

której posiadał za nas dwoje

zaowocowała związkiem trwałym i lojalnym

 

to dzięki niemu dojrzałam

do zrozumienia harmonii

życia małżeńskiego

od wewnątrz godząc się z losem własnym

 

a on zestarzał się u mego boku

i zaznał choć spóźnionego

to jednak na swój sposób

wielkiego miłowania

 

być może, jestem symbolem

sentymentalnej egzaltacji

przerostu ambicji i pragnień

nad realnymi możliwościami

ale chorobliwych uczuć w końcu się wyzbyłam

 

Ja, Barbara Niechcic, z domu Ostrzeńska

męża mojego Bogumiła czcić będę po wsze czasy

a gdybym raz jeszcze narodzić się miała

z Serbinowa i Krępy uczyniłabym raj na ziemi

 

 

Magdalena Heruday

 

 

 

Ja, Katarzyna II

 

Weszłam do obcego mi pałacu

i nie zważając na nic wspięłam się

wysoko po schodach

sięgnęłam po to

co było

prawie pod samym niebem

i strąciłam w dół drewniane

marionetki

już mi niepotrzebne

Stasiu

co cię zwą królem

chciałeś żeby obracać cię w palcach

jak jedną z tych drewnianych lalek

ale dając swoje błogosławieństwo

nad twoją koroną

a ja ci ją zdjęłam z głowy

pozamykałam drzwi na klucz

spaliłam sentymenty

i gdybym chciała się dowiedzieć

jakie mają one kolory

rozchyliłabym palce

i nie wiem

co by mi z dłoni

wypadło

może nowa granica

na mapie

 

Karolina Kruk

 

 

 

Madame Récamier

 

byłaś pani łabędziem

przez chwilę

gdy łóżko przypływem podeszło

na smukłych nogach

pod samą miękkość

kaszmiru

 

jakaś ty piękna

pani

 

i któż by cię podejrzewał

aniele

o palce krwią podszyte

i schody jęczące pod stopami

gdy w niebo idziesz

lub ból

 

i gdy się nagle stajesz

wąskim księżycem

pod powiekami

poetów

 

 

LIDIA NOWOSAD

 

 

Kamiennym krzyczę głosem

 

Skamieniałam

Skamieniało serce

Skamieniało oblicze

Skamieniało cierpienie

Skamieniało wspomnienie

 

Miałam dzieci

Siedem dorodnych córek

Siedmiu dorodnych synów

Wielokrotną dumę

Wielokrotną radość

Wspaniałą przyszłość

 

Żyłam dla dzieci

Żyłam dziećmi

Żyłam w dzieciach

Kochałam

Byłam kochana

Dzieliłam miłością

 

Ja matka Niobe

Kobieta rodzicielka

Płodna niewiasta

Wydałam potomstwo światu

Pielęgnowałam nocami

Wychowałam w trudzie

 

Jedna kpina skierowana ku Leto

Jedno małe szyderstwo

Wyśmianie macierzyństwa bogini

I spadła na mnie kara

Surowa kara

Straszna sromota i zagłada

 

Wybiła Artemida me córki

Przebił Apollo mych synów

Odebrano im życie

Nie jestem już matką

Bo nie mam już dzieci

Moich ukochanych dzieci

 

O niedolo

O rozpaczy

O cierpienie

 

Zawodziłam z bólu

Wyłam z rozpaczy

Głos mi odjęto

 

Wypłakałam morze łez

Łez zabrakło

Wyschły oczy

 

Poszłam w góry

By być bliżej dzieci

By być bliżej nieba

 

I na to nie pozwolili

Zamienili w kamienny słup

Unieruchomili na wieczność

 

Stoję skamieniała

Kamiennymi płaczę łzami

Kamienne wydaję odgłosy

Kamienne we mnie cierpienie

Kamienne we mnie wspomnienie

 

 

Beata Piocha

 


 

MONOLOG DLA PENELOPY

 

 

Mówią wszyscy że zginął

ale nie dla mnie

nie dla mnie

 

Wzywam każdego ranka

wypatruję okrętu

 

Nie gaśnie iskra wiary

choć więdnie moje ciało

piersi smutkami ciężkie

wargi pękają bezsenne

 

szyję dniami by zyskać

czas dla mojej nadziei

nocą rozpruwam szatę

obolałą jak serce

pokłute igłą palce

koję słonym balsamem

 

czy gorsi są natręci

żądni mnie i dziedzictwa?

czy niepewność co będzie

gdy powróci z daleka

obcy, nieczuły człowiek

zmieniony długą rozłąką ?

 

i po co ta ofiara

kobiecość poskromiona?

czy starczy cierpliwości

na pustkę wspólnych lat?

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Modlitwa chłopa i ....

sobota, 29 lipca 2006 16:57
 
 
 
Jan Wanago
 
Modlitwa chłopa
 
Zmówiły się wszystkie bogi
I luu.. na nasze pola,
luu.. na chłopskie stogi.
Czy aż tacy my grzeszni,
żeby takie kary?
To susza,
to powódź,
to inne ciężary.
To kryzys,
restrykcje,
klęska urodzaju.
Czemuż dla nas nie ma
choć drobinki raju?
Czemuż dla nas nie ma
choć trochę normalności?
Tylko ciernie i osty,
i kolce i oset.
Ale mimo wszystko
twarda chłopska dusza.
Nie zniszczy nas powódź,
ani żadna susza.
Tak było,
jest i będzie,
jak pamięć sięga wiekiem.
A mimo wszystko westchnie:
Bądź człowiekiem
 
 
 
 
 
Regina Adamowicz
 
Zaśpiewam i zagram
 
 
Zaśpiewam i zagram
ptakom zranionym
przed lotem
małej jaskółce
ze złamanym skrzydłem
co lot często zniża
 
 
Maleńkim dzieciom
doświadczonych krzyżem
cierpienia i nędzy
 
Potem..
 
Zaśpiewam i zagram
małej sarence
uwięzionej w sidłach
Małym i drżącym
żabkom uciekającym
przed boćkiem na łące
Skowronkom wzniesionym
w błękicie
Mleczom złocistym kwitnącym
by chroniły życie
 
 
Zaśpiewam i zagram
by serce otworzyć
zanim struny pękną
na cierpienie stworzeń...
i Bogu hołd złożyć
za wszystko co stworzył
za małe 
bezbronne
i piękne

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 313  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545313
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl