Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 278 087 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Andrzej Symonowicz dzieli się swoją poezją...

wtorek, 27 października 2009 16:51


ANDRZEJ SYMONOWICZ

 

 

ODEJŚCIE

 

Za pięć  godzin odejdzie...

niezapłacone rachunki,

niedokończony list,

zgniecione zdjęcie z młodości,

zawiedziona miłość,

żal...

 

Już tylko cztery godziny

w kominku gasną rozżarzone węgle,

nieodebrany telefon,

słabnący zapach,

wzrok, który gubi się pośród łez,

zegar, co jeszcze tyka....

 

Do końca życia trzy godziny

przed oczami przesuwają się wydarzenia z zamierzchłych lat,

spotkani ludzie, odbyte rozmowy,

radości, rozczarowania,

odpływają, niczym chmury na nieboskłonie

...w nicość

 

Dwie godziny

pozostał żal

            łzy

            smutek,

            niedosyt

            niespełnienie

 

za godzinę przyjdzie koniec,

umrze dla urzędów

            dla statystyki,

            dla ogłoszeń duszpasterskich,

            dla gazet, nekrologów, najbliższych...

 


 

CHATKA


na skraju lasu, w cieniu  lip starych,

maleńka chatka się kryje,

każdy tam może zawsze zagościć,

dwoje staruszków tam żyje.

 

Czy to wędrowiec z mrocznej krainy,

 Czy to przybłęda zza lasu,

Wszyscy tam będą mile widziani,

Nikt nie oszczędzi im czasu.

 

Często przychodzą tam dzieci i wdowy,

Aby utulić swe żale,

aby posłuchać babci i dziadka,

bo tam się czują wspaniale.

 

Babcia naparzy świeżej herbatki,

Dziadek nalewki poszuka,

I  świeży placek poda do stołu,

Gdy przybysz do drzwi zastuka.

 

Prócz smakołyków każdy otrzyma

Słowo pociechy na drogę,

Spory pakunek ciast i owoców

Na pożegnanie Idź z Bogiem.

 

Więc gdy, przybyszu, w lesie zabłądzisz,

I małą chatkę zobaczysz,

Wejdź tam i spojrzyj na starych ludzi,

Prawdziwa miłość to znaczy

 

Zabierz ją w plecak, szczelnie zapakuj,

pod swoje strzechy ją wprowadź,

i w swoim domu, z twymi bliskimi,

rozpocznij życie od nowa.

 

 

 

LIST


Drogi Adamie

Z ziemi wzięty, z błotnego pyłu

Ulepiłem Cię o brzasku dnia

W nozdrza twoje tchnąłem życie,

Ręce, nogi dostałeś, byś chodził w mojej obecności,

umysł, byś mnie poszukiwał,

oczy, by wpatrywały się w świat, który dla ciebie uczyniłem,

uszy, abyś wsłuchiwał się w melodię przyrody,

usta, aby wypowiadały to, kim jesteś,

serce, byś kochał tych, których spotykasz,

dałem ci Ewę, matkę żyjących, byś wsparcie miał u niej,

a tyś wybrał podszept węźa, co chciał twej zguby,

wybrałeś siebie, by bogiem się stawać,

wrota raju zamkniętymi się stały, byś tęsknił za mną,

pragnę, byś tęsknotę tę wyniósł ponad wszystko,

Czekam na Ciebie,

 Twój Bóg 

 

 

 

JESTEŚ

 

W blasku majowego słońca

Zobaczyłem twą szatę, lśniącą niczym jedwab,

Oczy twoje pełne blasku spojrzały na mnie,

Nasze dłonie dotknęły się niczym usta w pocałunku,

Twój głos, niczym balsam, koił me zranione serce,

Słowa twoje, niczym Salomonowa mądrość,

Rozświetlały ciemność mego serca

Byłaś niczym prorokini dnia, zwiastunka słońca o poranku,

Spojrzenie twoje milsze od likieru słodkiego,

Jesteś. To wystarczy. Nie musisz niczego posiadać.

Twoje ubóstwo bogactwem się staje,

Twoja skromność nad dary wszelakie,

Chcę, byś tylko była. Nic więcej.

 

 

 

PYTANIA

 

Kimże ja jestem, cóż we mnie siedzi

Niech ktoś udzieli mi odpowiedzi

Bo w mądrych księgach szukać niełatwo

I nie znajduje nic wśród gawiedzi

 

Po co istnieję, co jest mym celem,

Czy użyć świata, przeżyć wesele,

Czy wśród bogactwa znaleźć rozkosze,

Zwiedzić zakątki, których tak wiele

 

Jak znaleźć pokój, szczęściem się raczyć

Nie być podobny do złych tułaczy,

Miejsce swe w świecie mieć już na zawsze,

Kto mi te prawdy dziś wytłumaczy

 

Kto mi odkryje życia koleje,

Że ktoś umiera, że coś się dzieje,

Kto da zrozumieć prawdy odwieczne,

Sekret spokoju, gdy świat szaleje.

 

I w zakamarku duszy mej szukam

Tej odpowiedzi, gdzie mogę, pukam,

Aby nie dręczył mnie już frasunek

Do drzwi mądrości pewnie zastukam.

 

I na dnie serca słyszę glos duszy,

Pozbądź się dumy, spróbuj ją skruszyć,

Chciej szukać tego, co niepozorne,

By znaleźć szczęście, nastaw swe uszy.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Co się odwlecze...

wtorek, 13 października 2009 20:40



„W KROPLI CZASU"

RAZ JESZCZE

 

 Dokładnie 7 lutego br. w koszalińskim Domku Kata przy ul. Grodzkiej odbyła się prezentacja tomiku „W kropli czasu" Stanisławy Schreuder, członkini Bractwa. Krótko przed prezentacją przeprowadziła się ona z Koszalina do pobliskiego Jamna. Obecnie znowu jest mieszkanką Koszalina, choć już się nie przeprowadzała. Po prostu Jamno przyłączono do Koszalina. To oczywiście ciekawostka, a nie temat główny. A temat główny wart jest uwagi, choć na swej aktualności stracił niby wiele. Jednak treści w nim zawarte absolutnie nie! Bowiem chodzi o poezję, a poezja nie zna granic i czas też jej się nie ima.

Główna bohaterka wieczoru, Stasia Schreuder - w asyście swojej córki Ani i brackiego literata, Romka Dopieralskiego - przedstawiła swoje liryczne utwory, spinając je jakby wspólną klamrą. W całość artystycznego przedsięwzięcia wpleciono również utwory muzyki klasycznej, w wykonaniu byłych i aktualnych uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej. Jeden z muzyków specjalnie na ten wieczór przyjechał aż z Holandii.

Recenzje jakie zebrał ów literacko - muzyczny spektakl były szalenie pozytywne. „W sali wypełnionej po same brzegi miłośnikami poezji, w atmosferze wzajemnej życzliwości, przyjaźni i wzruszenia, odbyło się swoiste misterium słowa i muzyki klasycznej" - pisano w lokalnej prasie. „Każdy kto wsłuchiwał się w swoisty dialog poetycki, prowadzony przez recytatorów, odkrywał w nim prawdę o codzienności, przemijaniu, miłości, wierze i nadziei oraz o człowieku z wszystkimi jego emocjami!" - takie zaś opisy pojawiały się w blogowych komentarzach.

Zatem warto odtworzyć te liryczne treści. Oto one:

 

Scenariusz prezentacji "W kropli czasu"

(osoby:

S - autorka wierszy,  Stasia Schreuder

A - Ona, córka Stasi - Ania

M - On, bracki kolega - Romek)

 

S             W kropli czasu

                               otwieram i zamykam

                               moją codzienność

                dotykam spraw

                               rozsypanych

                               na ścieżce życia

                i pędzlem uczuć

                               nakładam kolory poezji

               

               

                                  A          Miłość

nie zaczyna i nie kończy na słowach

dotyka głębiej

M                        na upływ czasu

            odpowiada pamięcią

A           porządkuje kruchość zdarzeń

M          zapisuje w kardiogramie serca

A           buduje most

            odporny na upływ czasu

M          wciąż na nowo otwiera

            album pamięci

 

 

A                      Miłość ma różne twarze

      łączność krwi

      jedność serca

M                     pierwsza

      rośnie, pięknieje i trwa

jest moja

A             druga - traci blask i odchodzi

Razem       chcę zatrzymać obie

   powiedz, że to możliwe

                                    
S              to jeszcze i już początek

      wspólnej drogi

w nieznane lecz pewne

      bo znaczone

      siłą miłości, nadziei i wiary

w najszczęśliwsze

      codzienne dzień dobry

i czułość na dobranoc

      jesteście wybrańcami

                      dobrego losu

gdy zwyczajności

      dodacie świątecznego blasku

szarości przemijania

      wiosennej świeżości uczuć

otwierajcie serca - szeroko

miłością sięgnijcie gwiazd

      marzeniom

      nadajcie kosmiczny wymiar

by wracając na ziemię

      stały się waszą rzeczywistością

 

 

M                  Kocham cię powiedziałem po raz pierwszy

kocham cię i tak już zostanie

nasza codzienność nie powszednieje

            nawet smutek jest mniej dotkliwy

            bo pokonuje go siła uczuć

A                                  otwierasz przede mną świat

                            wspomnień

M                                 każde nasze rozstanie

            to gorączka oczekiwania na chwile

            które zaskoczą niecodziennością

A                    -pamiętam zapach kwiatów naszego poznania

wiązanki zaskakujące różnorodnością kolorów

M                                 bo każdy rok był inny

            choć równie piękny-

A                    nie powszedniejemy

ciesząc się pełnią życia

M                             świat jest piękny

            bo czytam to w twoich oczach

            zatrzymujemy naszą młodość

            w powtórkach miłości -

            - w oczach naszych dzieci

            które utrwaliły to, co najlepsze

 

 

A             Dziękuję ci za czas

      który się nie zestarzał

za uśmiech - światło w mroku

za chwile

      które nazywały naszą bliskość

za lata, które oswajały ból

za sens codziennej wspinaczki

za to, że jesteś

 

 

M                    Pamiętasz

            pierwszą laurkę czasu

wymieniliśmy nagość

            pod płaszczem nocy

zlizywaliśmy

            oczekiwanie dnia

A                  powiedziałeś

            nasze życie

            zapiszemy kolorami kwiatów

uwierzyłam

            warto było

M                    pokonaliśmy drogi

            zawirowania

A                    choć czas

            nie pyta

piękno życia

            jest ciągle

            na wyciągnięcie ręki

M                    kolory

            są te same

            w każdej porze roku

A          późnym popołudniem

            nie tracą

                            intensywności

 

 

M                     Każde miejsce jest rejestrem zdarzeń

      bliskich i dalekich

      planowanych i przypadkowych

jak wspominasz

      to miejsce

      gdy w gorączce odliczałaś czas

A                 bawiąc się w zgadywankę

      przyjdzie, nie przyjdzie

A             a miejsce nad jeziorem

które bezlitośnie zamykało południe

łącząc żar lata i serca

M                 z jaką melodią

      łączysz mowę morza

A             jak przyjmujesz codzienność

przesuwając w lustrze życia

godziny miesiące lata

M                 czy jestem

      tak samo ważny?

 

                      Muzyka

 

S                   Chcę

podnosić się na nowo

łączyć kroplę do kropli

            by płynąć rzeką ufności

            codziennej skończoności

            wpisywać sens trwania

            zrozumieć

niepojęte misterium miłości

 

 

A                      Na twoje przyjście

      zapaliłam świece

rozebrałeś z intymności

      nazywając bez słów

powiedziałam

      niech chwila

      stanie się wiecznością

świt przyszedł za wcześnie

bezradnie

      ubrałeś pośpiech

tylko boczne wyjście

      -otwarte

jeszcze jedna wstydliwa

      strona życia

 

 

M                  Wychodząc z żebra Adama

chciałaś zakosztować

drzewa dobrego i złego

choć upadłaś

            warto było

wybacz sobie

to nie koniec

            to początek

teraz wiesz

            jak wygląda raj na ziemi

w tym samym rzędzie

            stoją wszystkie Ewy

            bezwstydne i nagie

miłość rozgrzesza

 

 

A            Gdybym wtedy wiedziała

przywdziałabym

      wór pokutny

za nasze i wasze winy

za wszystkie Ewy świata

to Adam smakował owoc

mówił  - jesteś rajem

tworzymy prawo ziemi

choć byłam wysoko -

      - schodziłam w dół

gorycz wypełniała brzegi

po latach znalazłam drogę

nie wchodzę na szczyt

nie schodzę w dół

podążam prostą

            drogą

 

 

S                     Marzenia

            aksamitne motyle

upojone

            zapachem nasturcji

            żółcią mlecza na łące

            mlekiem rozkwitłej jabłoni

wolne i ponadczasowe

            uniesione ku słońcu

zapominają o dniu

            w którym zamieszkała

            cisza

 

 

A             Spróbuj choć trochę

      zmniejszyć przestrzeń

wokół nas

      przemijanie

za nami

      niedosyt bliskości

przed nami

      niepewność jutra

to co trwa

      jest piękne

to co nastąpi

      niepewne

M            czy piękno jest zawsze pięknem?

A             czy róża gdy więdnie

      jeszcze pachnie?

M            czy można zatrzymać

      spadające gwiazdy?

A            co było i jest chwilą?

 

                      Muzyka

 

S                 Muzyka - głos duszy

magiczne znaki

            ożyły

            harmonią zapisu

mistrzowską ręką dyrygenta

            zaistniały

w pełni triumfu

            trwają

            oddając nastrój twórcy

            częstując pięknem słuchaczy

            zastygły w oczekiwaniu

w oklaskach podnoszą się na nowo

czekają na nieśmiertelność

            bo są darem nieba

 

 

A             Uwierz

      w ciepło słońca

      spowitego w chmurach

                uwierz w ożywczy podmuch

      w bezruchu

                uwierz w dobre wieści

      nie wysłanych listów

uwierz w lepsze jutro

      choć dziś - rani bólem

uwierz

      bo wiara

      przybliża rzeczy niemożliwe

 

 

M               Gdy zechcesz to w Wielkim Wozie

wyścielę wnętrze gwiazdami

i podaruję Ci miłość

zamkniętą samotnie za drzwiami

 

wiem, że jesteś gdzieś w tłumie

który chwilowo cię ukrył

już prawie znam twoje imię

i czekam niecierpliwie

 

A                    razem pójdziemy przez życie

przez wschody i zachody słońca

jednako przyjmiemy burze

żar lata i chłodu miesiące

 

 

M                    Nic nie jest miłością

A                                  wszystko jest miłością

M                    nic nie jest szczęściem

A                                  wszystko jest szczęściem

M                  nic nie jest smutkiem

A                                  wszystko jest smutkiem

M                  nic nie jest radością

A                                  wszystko jest radością

Razem          wybierz

            pierwszą albo drugą

                                                     alternatywę

 

 

A              Niepewność

               wróżka bez kart

               budzi uśpioną wyobraźnię

               otwiera stronice strachu

               stawia znaki zapytania

S               po co karmisz się

               niepewnością

               postaw znak równości

               między mieć i chcieć

               pozwól dniom płynąć rzeką

               nazwij radością codzienność

               odmień miłość we wszystkich

               przypadkach

               otwórz strumień prostych spraw

               niech płyną swoim nurtem

               pogodzeni żyją dłużej

 

 

A                      Powtarzałam

      wszystkie drogi prowadzą do ciebie

      pojawiły się znaki ostrzegawcze

      potem ślepa uliczka

wędrowałam

      w czasie i przestrzeni

zasypiałam

      snem nieprzespanym

noc śmiała się szyderczo

świt przecierał

      zapłakane oczy

w gorączce dnia

      szukałam zapomnienia

zachód łączyłam

      ze wschodem

lata zamknęły pustkę

zrozumiałam

 

 

M                  Gdy oddalisz

            ból nieobecności

uchronisz

            ciepło wspomnień

nazwiesz

            dzień na nowo

zamkniesz drzwi

            przed histerią zdarzeń

oswoisz

            samotność nocy

wypełnisz nadzieją

            dni, które nastąpią

tylko wtedy

            przeszłość

ustąpi teraźniejszości

 

MUZYKA

 

S              Moje małe szczęścia

      chcę zamknąć

      w kropli czasu

a potem

      wypuścić jak spragnionego

      do lotu ptaka

by dzielić je i mnożyć

      w przestrzeni dobra

ogrzewać w promieniach lata

osuszyć zapłakane dni jesieni

by lodowate ręce zimy

      rozgrzać z przyjściem wiosny

 

 

A             Czekasz zatroskana

      ze wzrokiem

      utkwionym w szybę

bo czas niepokoi wskazówki zegara

otwierasz szeroko ramiona

      tuląc skołatane serce

      i ciszę dotyku

wykreślasz nazwę pożegnań

      które dławią

      otwierasz strumień miłości

morze wspomnień malowanych

      tęsknotą

niepokoisz czas

wydłużasz dobę

czekasz na powroty

      które są pytaniem

      niepokojem

i wbrew wszystkiemu

      nadzieją

i choć czas zapisał wiele stronic

włosy zmieniły kolor

oczy niepotrzebnie stają się

      szkliste

ciągle czekasz tak samo

 

 

S                 Jesteś wciąż ta sama

      maleńka wielkość na dnie serca

 

 

A             Zadziwiasz mnie świecie

      wielki i nieobjęty

pełen hiobowych wieści

      i mrocznych wyznań czasu

ciągłości rzeczy

      nieproszonych i nie przewidywanych

kto znajdzie sposób

      na normalność

      na zwyczajnych obcowanie

      na żywot doczesny

                            amen

 

 

M           Wyszedłem z domu

błądziłem

      po rozstajnych drogach

zrywałem

      zakazane owoce

odliczałem czas

      w kieliszkach wina

rozbierałem

      w odsłonach nocy

rozwiązywałem

      kryminalne zagadki

rozmieniałem

      na drobne

dziś chcę

      wrócić do domu

      znaleźć drogę

      zrywać dojrzałe owoce

      odliczać czas

                      na rozsądnym zegarze

      ubierać miłość nieprzerwanie

      znaleźć odpowiedź na zagadkę

                      mego życia

Czy nie za późno ?

A             Drzwi naszego domu

                         są zawsze otwarte

 

 

S              W rozhisteryzowanym tłumie

      szukam miejsca

moje myśli

      kołują lotem ptaka

gonią nieprzytomnie

serce podchodzi za wysoko

nie umiem podnieść głowy

nazwać po imieniu oczekiwanie

odpowiedzieć na pytania

wbrew logice

      i samej sobie

                      trwam

            zawieszona

między niebem a ziemią

 

 

A                    Nikt nie dał gwarancji

            że życie będzie przyjemnością

nikt nie przygotował

            do dźwigania ciężaru

            ponad siły

nikt nie zapisał

            że jutro nie dotknie

            nowym wyzwaniem

nikt nie zapewnił

            że życie będzie

            odcinaniem kuponów

M                    a jednak

            bez gwarancji

            i braku zapewnień

jesteś w środku życia

jakby to co dotyka bólem

            działo się obok

 

A                 Panie

            pozwól

            zrozumieć swoją wolę

            gdy odebrałeś prawo głosu

A                    pozwól

            wypłynąć na powierzchnię

            gdy fala życia spycha na dno

M                    pozwól

            przyjąć los

            który kpi z mojej bezbronności

A                    pozwól

            zrozumieć twoją wolę

            gdy zapadł wyrok przeznaczenia

M                    pozwól

            dostrzec logikę

            w chaosie i przypadkowości

A                    nie jutro za miesiąc za rok

M                    ale dziś zaraz natychmiast

            bo niecierpliwi czas

            który nadchodzi

 

 

A           Wieczne miasto

      w sennej zadumie

      budzącego dnia

gorączka oczekiwania

      na Placu Świętego Piotra

zniecierpliwiony czas

      wmieszany w wielojęzyczny tłum

skupiona modlitwa nieba i ziemi

namioty rąk bez granic i kontynentów

żar słońca i serc w korowodzie myśli

''niech chwila stanie się wiecznością''

teraz i w tej chwili

      dotknąć boskości w ziemskim wymiarze

wyrzeźbiony w cierpieniu

      apostoł prawdy

mową bez słów przytulił pielgrzymów świata

S              I ja w zjednoczonej wspólnocie

      dotknęłam boskości

chwila stała się wiecznością

 

Pauza

 

A                    Byłeś

M                    Jesteś

S                     Będziesz

 

                              Muzyka / "Ave Maryja" (gitara i skrzypce)

 

S              Byłaś tam

      jesteś przy mnie

      gdy obmywałam rany życia

                      w strumieniu czystym

byłaś przy mnie

      gdy pragnienie

      gasiła woda życia

                      ze źródła nadziei

jesteś przy mnie

      gdy cierpienie innych

      rzeźbi w skale mego serca

      gdy czas jak rzeka

      płynie coraz szybciej

byłaś tam

      jesteś tu

w czas pogody, burzy i nadziei

 

 

A                    Pod słonecznym niebem

dojrzewasz

jak owoc uwieszony

u ramion drzewa

kołysze cię śpiew oceanu

budzi głos rybaków

i szelest darów morza

roztańczonych w szafirowej toni

odsłaniasz pulsujące serce

Algarve

to znów każesz zmierzyć się

z kamienną mową głazów

rozsiadłych na bezdrożach

nieujarzmioną naturą sprzed wieków

która kurczy oddech ziemi

otwierasz gościnne drzwi turystom

by płynać po nowoczesnych szlakach

dotarli do oazy pięknego kraju

p i e l g r z y m o m

wpatrzonym w oczy świata

F A T I M Ę

pozwalasz zrozumieć sens istnienia

 

 

S              W kropli czasu otwieram i zamykam moje wędrowanie

Wysyłam telegramy do Boga i człowieka

 

 

M                  Ten czas

            przyszedł nieproszony

panosząc się stawał

            wyrażał

            słowa gesty i czyny

zbierał żniwo

            choć nie zasiewał

ziarna wdeptywał w ziemię

gdy przyszedł czas

            - zaczynały kiełkować

rosły wbrew wszystkiemu

            stając w nierównym starciu

choć ścieliły ziemię

            dywanem młodości

zwierały siły

by Rzeczpospolita

                        stała się niepospolita

 

 

A             Myśli zamknięte w kopertach

      znaczki - pocałunki

przyklejone do zapłakanej nocy

M            wrócę - pamiętaj -

A             dojrzewała młodość

      idąc w pojedynkę

tęsknota wilgotniała

bezsilność wypełniała przestrzeń

słuch szkolił odgłos karabinów

wrócisz ! pamiętaj !

S              zaklejała zapłakane listy

owoc miłości

      prowadziła za rączkę

w albumie pamięci

      zapisywała powitanie

które stało się...pożegnaniem

nie wrócił

A             będę pamiętać

 

                                     Muzyka

 

S          Kraju

urodzony z wody

i mądrości człowieka

jak cię opisać

tulipanowy kraju

jakimi kolorami namalować piękno

którym zachwycasz

 

 

M            Równinny dywan

bajeczna architektura

wstęgi kanałów

z przycumowanymi statkami

zwodzone mosty

drzwi do dalszej żeglugi                    

rowerowe drogi i autostrady

wzdłuż i wszerz            

kierowcy z planety uprzejmości

mieszkańcy z praktycznym

zastosowaniem "my"

w miejsce "ja"

nowe obszary

wydarte wszechobecnej wodzie

 Afsluitdijk

- najdłuższa autostrada

przez ocean

wyspy - perły w koronie

królestwo kwiatów

w królewskiej Holandii

warto zobaczyć piękno

rzeźbę natury i ręki człowieka

 

 

S                     Groningen

      dalekie i obce

          by oswoić inność

               w chłód północy

               wpisałam polskość

     i choć z wieży świętego Marcina

          nie widać Bałtyku

               wchodziłam na szczyt

               by oddychać pełniej

     czułam się jak ptak

              który zna jedną

              drogę powrotną

w bogactwie ryb wielkiego rynku

     czułam zapach morza

     tuliłam piękno

              ukwieconych okolic

     zespalałam się z tłumem

              na spacerowym deptaku

     otworzyłam serce dla przyjaciół

              za którymi tęsknię

     a kiedy niemożliwe stało się możliwe

              złączyłam pożegnania i powroty

 

                     Muzyka / "Tulipany z Amsterdamu"



A            Wiem że bywasz tu i tam

że zwiedzałeś to i owo

uwierz proszę mi na słowo

warto zwiedzić Amsterdam

  M                      na dni parę na przygodę

      a najlepiej w środku lata

      i nie skłamię jeśli dodam

      to prawdziwe centrum świata

A             jeśli szukasz coś dla ducha

trzeba wstąpić do muzeum

w podziw wprawi kunszt van Gogha

to początek apogeum

M                     gościnności i przygody

      plac Rembrandta ci użyczy

      na tarasie kawiarnianym

      wielobarwny tłum z ulicy

A             jeśli ważna ci historia

wstąp pod pomnik na plac Dam

chwil refleksji i zadumę

zostaw tam

    M                 osobliwe opowieści

      prezentują kamienice

      w mowie rzeźb w zapisie znaków

      odsłaniają tajemnice

A           jest coś z magii tego miasta

z rzeźbą mostów z kanałami

deszczem świateł w lustrze wody

płynącymi tramwajami

     M                      kiedy noc okrywa ziemię

      miasto budzi się do życia

      bez pruderii zakłamania

      w świetle latarń i księżyca

A            coś dla ciała i dla ducha

w tolerancji otwartości

w środku lata i nie tylko

ma w zanadrzu dla swych gości

 

 

M           W hiszpańskich odsłonach nocy

poznasz

boski smak flamenco

w pulsujących obrazach

zmysłowości bez tajemnic

w magnetyzującej kobiecości

porywającym festiwalu ruchu

w gorączce uczuć

której nie oddają słowa

 

 

S              San Sebastian

,,Baskijska Nicea''

perła w zamkniętej muszli

słońce - rozpalone oczy świata

świdrująca brązowa nagość

królewska korona gór

      Igeldo i Urgull

wstęga autostrad

zawieszona

      między niebem i ziemią

auta płynące jak łodzie

      ocean szmaragdowy

      i aksamitny

urokliwa przystań

      z zapachem ryb

urzekające piękno

      serce podchodzi za wysoko

i może

      a przede wszystkim dlatego

myśli jak utęsknione ptaki

      wędrują

      do mojej Nicei

      położonej nad Bałtykiem

perły zamkniętej w muszli

      bursztynów rozrzuconych nad morzem

      moim oddechem

      moim sercem

                      ż y c i e m

 

 

A                  Wrócisz

            choć dziś

            wydaje się to niemożliwe

bo zagłuszyłeś tęsknotę

            intensywnością życia

nie miej złudzeń

            że wymażesz z pamięci

            zapach dzieciństwa

            zatroskanie matki

            gdy uczyła cię życia

            spontaniczności uczuć

M                    wrócisz

            bo piękno którym sycisz wzrok

            jest zimne i obce

nie wypełni miejsc

            swojskiej zwyczajności

            zapachu chleba

            serca najbliższych

A           wrócisz

            bo tu jest twoje miejsce

bo będziesz u siebie

 

 

S              Tęsknotą

      rysowałam kontury miasta

miłością

      zapisywałam wspomnienia

w czasie teraźniejszym

      zamykałam pożegnania

w oczekiwaniu

      przybliżałam dzień powrotu

pielęgnowałam w snach

kąpałam we łzach

czekałam na bliskość

      która jest życiem

dziś każdy dzień jest świętem

 

 

M                  W kropli czasu

A                  W kropli czasu

S                   W kropli czasu

 

                                     Muzyka

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Braccy z poezją ruszyli...

niedziela, 13 września 2009 19:12


 

STASIA SCHREUDER

W POETYCKIM UNIESIENIU

 

 Stanisława Schreuder

 

Ona  i  On

 

Jest jego życiem, od kiedy pamięta

jest ważna,nawet bardzo

będzie jej zawsze wierny

obejmuje ją wzrokiem

jest szczęściarzem, należy do niego

głaszcze jej hebanową skórę

a kiedy stroi się w zieloność

/w zieleni każdemu do twarzy/

złoci się słońcem

dojrzewają razem

ona-wypełnieniem brzemienna

on - spełniony oczekiwaniem

świętują z tej okazji -raz w roku -

bez tortu,

bo to nie w zwyczaju

nie zawsze  jest łaskawa

kiedy on już zaciera ręce

że tym razem...

... ona  zabiera  to co cenne

/a tak bardzo liczył/

nie można być za bardzo...

to jednak nic nie zmieni

są do siebie podobni

poorani zmarszczkami

smagani wiatrem

wypaleni słońcem

zawsze będzie ją kochać

bo go żywi

jego ziemia

ziemia ojców

I zawsze będzie wiejska

choć zapisana

do miasta

 

 

 

 

 

Ciemnoniebieskie

 

Tu jest jego miejsce

zapisane w kronice ziemi

w ukłonach drzew

w szumie falujących pól

w pozdrowieniach mew

ukrytego w zaroślach ptactwa

w radości wędkarza

który uśmiecha się

do rozdygotanej ryby

/gdyby ona mogła mówić/

w przygodach  śmiałków

unoszonych siłą wiatru

w nocnych wyznaniach

zakochanych

którzy nazywają chwile

- od dziś

wody jeziora wpisują

n o w o ś ć

która płynie ku morzu

a w niej głos syreny:

do szczęśliwego

w gorące lato

dzień po dniu

 

 

 

 

 

Każdy czas dobry jest

 

U brzegu jeziora

rozsiadła się przystań

i ty na chwile tu przystań

wody jeziora

ślą echo pozdrowień

słychać gwar

tupot nóg

wszyscy śpieszą

bo czeka koszałek

wybrał czas

letni czas

gdy żar z nieba

zaprasza nad morze

ciesz się z nim

z pięknych chwil

gdy tnie fale

w rytm walca tańczące

śpiewa mu

w uszy wiatr

który teraz

nie złości się wcale

są też dni

szare dni

kiedy słońce

leni się wyjść w drogę

wtedy też

jak sam wiesz

czeka morze

z jodowym oddechem

każdy czas

dobry jest

kiedy idziesz

przez życie z uśmiechem

 

 

 

 

 

Pod obecność - nieobecna

 

Pospieszny oddech

pod rozciętym płaszczem

histeria mew

na grzbietach fal

gniewne języki piany

na granacie i szarościach

krzyk

dryfujący na krawędzi

bezradność

zanurzającej się chwili

i jeszcze raz

na powierzchni

rozdygotana kropla

w morzu istnienia

pod obecność

już nieobecna

wypisana

z rejestru ironii.

 

 

 

 

 

 Recepta na jesień

 

Spróbujmy tak na serio

pokochać jesień jak lato

ja to zrobiłam już dawno

zapewniam, że było warto !

 

Spisałam kontrakt z pogodą

bo bliski to rodzaj żeński

choć grozi jak wulkan to gaśnie

i w tym jej zaleta ... właśnie.

 

Kocham tak samo słońce

gdy świeci i zachodzi

i list zaklejam pośpiesznie

do kogoś, kto też odchodzi

 

I nic nie robię z tego

że pada choć miało świecić

bo wtedy zakładam kalosze

i smutne chwile rozśmieszam.

 

I wracam do grzechów dzieciństwa

i chmurom zaplatam warkocze

otulam się wiatrem jak szalem

by dzień każdy czym innym zaskoczyć

 

Chłód już zamknęłam w spiżarni

niech dary natury chłodzi

zamknięty w królestwie cieni

czuje czas tak jak dawniej - młody

 

I śpiewam na swojską nutę

gdy deszcz o szyby dzwoni

i czekam, za chwilę tu będą

dzwonek u drzwi ! To oni !

 

Na słotę, szarugę i deszcze

grono przyjaciół - najlepsze

wpisuję w kalendarz jesieni

przyjaźń, bo najpiękniejsza.

 

 

 

 

 

Dla Ciebie Polsko


Przerwana młodość

niespełniona dojrzałość

noce z głową na karabinie

...czuwanie

piekło nieprzetartych szlaków

brzozowe krzyże

zastygłe bólem milczenia

n i e p o k o r n i

n i e p o k o n a n i

gorycz klęski i smak zwycięstwa

by niebo przybliżyć do ziemi

dla ciebie P o l s k o

zmartwychwstały sen pokoleń

historia sumień,

gdy podnosiłaś się z klęczek

testament

w księdze ocalenia

wieczna warta

pamięć i zaduma

powroty

słowa. wiele słów

cisza codzienności

... c z u w a  n i e

by ... nigdy i ... nic ...

 

dla ciebie P o l s k o

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (2) | dodaj komentarz

Sylwetka poety

środa, 04 marca 2009 19:29

 

Andrzej Marciniewski

Andrzej  sam o sobie napisał:

Pierwsze wiersze napisałem

w czasie pobytu w sanatorium w Kudowie Zdroju w 2004 roku.

Napisałem je  jednego dnia,  a   raczej jednej nocy.

Powstały od razu trzy wiersze,

oczywiście za przyczyną i inspiracją   pewnej  „Onej".

Z zamiłowania jestem taternikiem.

Byłem na najwyższych szczytach Tatr tj. Rysach i Gerlachu,

zdobyłem również  inne szczyty   Tatr.

Jestem żeglarzem, pszczelarzem,  działkowiczem i ...marnym poetą.

 

Niżej prezentujemy nadesłane wiersze:


Andrzej Marciniewski

 

Jak to łaska ogromna

 

Jaka to łaska ogromna

spotkałem ciebie na mojej drodze

Podniosłem to szczęście i pieściłem

jak umiałem i jak mogłem

Zawsze wiedziałem

 kiedyś będę bardzo tęsknił

 

Jaka to łaska ogromna

kochać ciebie będąc blisko

Podziwiam wszystko

To kim jesteś

Czym się otaczasz

Jak się uśmiechasz

Co robisz jak mówisz jaka jesteś

 

 

Andrzej Marciniewski


***

 

Bóg  stworzył ciebie dla mnie

przyjdziesz jak zjawisko

w białej szacie

rozpuścisz włosy

pójdziemy promenadą marzeń

 

Jeśli nie przyjdziesz

ułożę słowa stworzone dla ciebie

w moim łóżku

posklejam kawałki twego ciała

ze wzburzonych wspomnień

 

 

Andrzej Marciniewski


Tacy sami

 

Pierwsze zbliżenie po latach

Było jak jazda po spienionych falach

Tonęliśmy w odmętach zatracenia

 

Drugie spotkanie po latach

Było jak jazda figurowa na tafli lodu

Dawne wspomnienia odżyły na nowo

 

Zapatrzeni w siebie myśleliśmy

Czy zmarszczek nam przybyło

Czy pozostaliśmy tacy sami

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

"W kropli czasu"- debiutancki tomik poetycki St. Schreuder

niedziela, 08 lutego 2009 19:59




Wczoraj czyli 7 lutego 2009 r. o godz. 17,00, w Domku Kata, w Koszalinie
odbyła się  prezentacja debiutanckiego tomiku poetyckiego
Stanisławy Schreuder
pt. "W kropli czasu".
W sali wypełnionej po same brzegi, głównie przyjaciółmi Stasi, miłośnikami poezji i członkami bractwa,
w  atmosferze wzajemnej życzliwości, przyjaźni , poetyckiego uniesienia  i wzruszenia
odbyło się swoiste misterium poezji  i muzyki klasycznej.
 Główna bohaterka wieczoru w otoczeniu recytatorów: Córki i Brackiego w osobie  Romka Dopieralskiego,
przedstawiła w niezwykle subtelny, profesjonalny sposób swoje liryczne utwory,
 które ozdabiane były  utworami muzyki klasycznej
w wykonaniu byłych i aktualnych uczniów Państwowej Szkoły Muzycznej.
Należy tu dodać, że  jeden z nich, spaecjalnie na ten wieczór przyjechał z dalekiej Holandii.
Każdy kto wsłuchiwał się w  swoisty dialog poetycki  prowadzony przez recytatorów,
 odkrywał w nim prawdę o codzienności, przemijaniu,  miłości, wierze i nadziei
 oraz o człowieku z wszystkimi jego emocjami!
Słowo wstępne w tomiku napisały:
 Kanclerz KBL- Krystyna Pilecka oraz Ludmiła Janusewicz- członek ZLP.
Pani Krystyna stwierdziła, że można  w nim znaleźć budujące przesłanie:
 "ucz nas żyć na nowo/ odnaleźć sens w bezsensie/ nadzieję w beznadziei".
Dalej Krystyna Pilecka napisała:
"Wszystko to łączą świeże i trafne metafory oraz ciekawe, poetyckie widzenie świata,
także humor, fantazje, wrażliwość i liryka."
Natomiast Ludmiła Janusewicz napisała,
 że Stasia  "nareszcie dojrzała do pokazania światu swoich wierszy
i myślę, że to słuszna decyzja,
bo jej wiersze są dojrzałe w warstwie treściowej, jak i formalnej.
(...) To afirmacja życia we wszelkich jego przejawach."

Książka została wydana nakładem własnym,
w Zakładzie Poligraficznym POLIMER w Koszalinie.
Piękne ilustracje wykonał w niej Ryszard Dąbrowski,
a projekt okładki - Mariusz Król..
Twarda oprawa i bardzo wygodny do czytania  format, dopełniają dzieło.

Tomik autorka podzieliła na części:
Miłość nie jedno ma imię
Bliskie najbliższe
Z wiarą w pomyślność, z nadzieją na spełnienie, z miłością, która nie traci blasku
 Między niebem a ziemią
Pocztówki z podróży
Mimo wszystko nadzieja.

Niechaj dwa poniższe wiersze:
"W kropli czasu"  i wiersz bez tytułu
dodatkowo zachęcą Was
do sięgnięcia po autorski tomik
Stanislawy Schreuder

 W kropli czasu...

Moje małe  szczęścia
chcę zamknąć
w kropli czasu
a potem
wypuścić jak spragnionego
do lotu ptaka
by dzielić je i mnożyć
w przestrzeni dobra
ogrzewać w promieniach lata
osuszyć zapłakane dni jesieni
by lodowate ręce zimy
rozgrzać z przyjciem wiosny


***
W kropli czasu
zamykam i otwieram
codzienność...
z wiarą- w pomyślność
z nadzieją
- na spełnienie
z miłością,
która nie traci blasku


Kto nie był na wczorajszej prezentacji,
niech żałuje,
 bo takie wieczory są unikalne
 i przemijają jak mgnienie
lub spływają kroplami,
...kroplami czasu!!!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Prezentacja tomiku "W kropli czasu"

sobota, 07 lutego 2009 12:40


STASIA SCHREUDER W DOMKU KATA


Kto żyw

zjawić się dzisiaj musi

na prezentacji tomiku

naszej członkini Bractwa

Stasi Schreuder.


  • Stanisława Schreuder


Namiary:

kto - Stasia Schreuder

co - promocja tomiku „W kropli czasu"

gdzie - Domek Kata, ul. Grodzka 3, Koszalin

kiedy - sobota (7 lutego) godz.17

dlaczego - bo to piękny tomik

jak - jeżeli chodzi o przybycie

to wszelkimi możliwymi sposobami


 

Dla podostrzenia apetytu

przypomnę już istniejącą na blogu

autoprezentację Stasi Schreuder

spisaną - jak to na autoprezentacji - jej ręką

 

 


Każdy z nas ma swoją drogę

- życia wątek

Więc pozwólcie, że coś powiem

trochę wierszem - na początek

W życiu wiele się zdarzyło

I przyznam

nie żałuję tego, co było !

Jest coś, co warto wspomnieć

i też... co chciałoby się-zapomnieć

Bilans zysków i strat

- wart upływu lat !

Dzieciństwo - czasy ciężkie - pod górkę

Radość wielka

kontakt z książką pod chmurką

Potem Kraków

biblioteki, muzea, wystawy,

świat niepowtarzalny, ciekawy.

Ślęczałam nad książką

rozprawiając się

z niejednym wieszczem

Niedosyt wiedzy

mając... jeszcze

Mądrości wciąż przybywało

studia - gładko -

a to odwagi dodawało !

Z bagażem wiedzy ruszyłam

do szkoły

W liceum - lat... naście

a potem w świat - do Koszalina

życie w miare poprawnie

płynęło i... płynie

Praca w liceum M - pierwsza

oj padło tam wiele

lirycznego wiersza

Teatrów, kabaretów,

słów na okazję -

nie zliczę

Na rok kultura otworzyła ramiona

i w Młodzieżowym...

pracę ,,zleciła" mi ona

Gdy Instrumentalna

otworzyła podwoje

zaprosiła ,,mię" wówczas

na swoje ,,pokoje"

Koncerty, koncerty

liczne, prześliczne

I inne sprawy

głęboko liryczne !

Gdy w zawodzie wybiła

trzydziestka

Czas na mnie !

popłynęła łezka !

Brak zajęcia w kraju

za granicę rzucił

Choć mój świat domowy

bardzo się zasmucił

I tak w kraju

kwiatów i porządku

Płynął ciąg dalszy

życiowego wątku

Tęsknota za krajem

- smutek stanem duszy

I żadna siła

tego nie zagłuszy.

Po latach tułaczki

i pięknych podróży

Jestem znów wśród swoich

przyszłość dobrze wróży

Czas na papier przelać

wrażenia i myśli

Może świat piękniejszy

zechce nam się przyśnić.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wiersze, wiersze, wiersze...

czwartek, 18 grudnia 2008 23:10


TWÓRCZOŚĆ STANISŁAWY SCHREUDER


 

  • Stanisława Schreuder


Miłość

nie zaczyna i nie kończy na słowach

dotyka głębiej

na upływ czasu

odpowiada pamięcią

porządkuje kruchość zdarzeń

zapisuje w kardiogramie serca

buduje most

            odporny na upływ czasu

wciąż na nowo otwiera

            album pamięci


******************************


Codziennie zapalamy ogień

jest chwila

            gdy z iskry wybucha płomień

to znów niespodziewanie gaśnie

wystarczy złączyć dłonie

            tchnąć trochę ciepła

            by na nowo

              zabłysła iskra

                        nadziei

to od nas zależy

            czy powstanie

            płomień

            żar

            czy popiół

trzeba ciągle

            czuwać

            by ciepło ogrzewało serca


**************************



Nic nie jest miłością

            wszystko jest miłością

nic nie jest szczęściem

            wszystko jest szczęściem

nic nie jest smutkiem

            wszystko jest smutkiem

wybierz

            pierwszą albo drugą

            alternatywę


*************************



Nie mów nic

            zmyjesz świeżość naszego spojrzenia

nie mów nic

            zmącisz ciszę majowego szeptu

nie mów nic

            jesień będzie słoneczna

nie mów nic

            zima jest tylko oczekiwaniem

nie mów nic

            wiosna obudzi nas na nowo


**********************



Niepewność

            wróżka bez kart

            budzi uśpioną wyobraźnię

            otwiera stronice strachu

            stawia znaki zapytania

po co karmisz się

            niepewnością

            postaw znak równości

            między mieć i chcieć

            pozwól dniom płynąć rzeką

            nazwij radością codzienność

            odmień miłość we wszystkich

            przypadkach

            otwórz strumień prostych spraw

            niech płyną swoim nurtem

            pogodzeni żyją dłużej



*******************



Marzenia

            aksamitne motyle

upojone

            zapachem nasturcji

            żółcią mlecza na łące

            mlekiem rozkwitłej jabłoni

wolne i ponadczasowe

            uniesione ku słońcu

zapominają o dniu

            w którym zamieszkała

            cisza



***************



Moje małe szczęścia

            chcę zamknąć

            w kropli czasu

a potem

            wypuścić jak spragnionego

            do lotu ptaka

by dzielić je i mnożyć

            w przestrzeni dobra

ogrzewać w promieniach lata

osuszyć zapłakane dni jesieni

by lodowate ręce zimy

            rozgrzać z przyjściem wiosny


**************



Choć nie po drodze

            chcę mieć je obie

nie obok siebie

            w sobie

pierwsza

            od gór do Bałtyku

znaczona

            szlakami pól bitewnych

            matczynym błogosławieństwem

            częstochowską jasnością

            z nie rozgrzeszonym sumieniem historii

            burzona i budowana

            zniewolona i wolna

            upokorzona i dumna

            zakompleksiona i otwarta

            emigrująca i powracająca

            kłótliwa i zjednoczona

            rozmodlona i histeryczna

            zwycięska legendą solidarności

            wyróżniona apostołem miłości

            bogata duchem i głosem pokoleń

druga

            oszczędzona przez historię

            dostatnia mądrością budowania

            zorganizowana i gospodarna

            królewska nie tylko z nazwy

            ze skrojonymi za krótko polderami

            milczącymi wiatrakami

            dywanami tulipanów

            świecka i altruistyczna

            otwarta i tolerancyjna

jak połączyć je obie

            bez uczucia niedosytu

            obie są ważne

a tylko jedna

            najważniejsza



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bractwo ma nową Bracką!

piątek, 24 października 2008 20:40



Krystyna Wajda Horodko
i jej twórczość
 

 

 


Urodziłam się w Międzyrzeczu (woj: lubuskie). Lata dziecięce i okres dorastania spędziłam w rodzinnych stronach. Później los rzucił mnie nieco dalej. Kilka lat mieszkałam w Poznaniu, byłam też mieszkanką Gdańska. Ostatnie  dziewiętnaście lat swojego życia przed przyjazdem do Koszalina spędziłam w małym miasteczku Leśna, położonym u podnóża Gór Izerskich (dolnośląskie). W Koszalinie od sierpnia 2008 roku.

Moja przygoda z pisaniem rozpoczęła się w 2004 r. W tym, stosunkowo krótkim czasie powstał znaczny zbiór mojej twórczości. Poza poezją piszę powieści, opowiadania, fraszki, baśnie, bajki. Moje utwory i wzmianki o mojej pasji ukazywały się w takich czasopismach jak: Ziemia Lubańska, Przegląd Lubański, Niedziela Legnicka - dodatek do Ogólnopolskiego Tygodnika Katolickiego "Niedziela", Tygodnik Ogólnopolski Angora, Forum - Magazyn Pracowników i Przedstawicieli Firmy Provident, zgorzeleckie Obrzeża.

Zadebiutowałam tomikiem wierszy zatytułowanym Zasłyszane wśród traw, który na rynku księgarskim ukazał się w czerwcu 2007 r. Kolejny tomik poezji Wyczytane z obłoków wydałam w kwietniu 2009r. Tuż po nim światło dzienne ujrzał zbiór fraszek Szept liści. Namiastkę mojej twórczości można znaleźć także w almanachach członków Grupy Literackiej "Nurt" skupionej przy Miejskim Domu Kultury w Lubaniu: Ślady czasu (styczeń 2007), Witraże słów (kwiecień 2009), a także w książeczce pokonkursowej Koszalińska Niezapominajka (maj 2009), wydanej przez Koszalińską Bibliotekę Publiczną.

W grudniu 2008 roku w I Ogólnopolskim Bajecznym Konkursie Literackim i Ilustratorskim pod hasłem Kwiat Narodu Polski Rozkwita, zorganizowanym przez Wydawnictwo Polskie Muzyka w Duszy gra w Ostródzie (woj.warmińsko-mazurskie) w dwóch kategoriach wyróżniona zostałam drukiem. Moja baśń Księżniczka Sylwana i wiersz Ciapciurapciuś ukażą się w almanachu pokonkursowym zatytułowanym Bajeczne bajki opowiadania wiersze ilustracje najwybitniejszych artystów polskich (www.muzykawduszygra.pl). W tym samym czasie zadebiutowałam w Poczcie Poetyckiej Radia Koszalin. Nagrodzona zostałam także w I Konkursie Poetyckim zorganizowanym przez Koszalińską Bibliotekę publiczną „Koszalińska Niezapominajka"

Poza poezją interesuję się fotografią i rysunkiem. Kocham przyrodę, wędrówki i podróże. Szczegóły dotyczące mojej twórczości są na prywatnej stronie: krystynawajda.prv.pl

W przygotowaniu: Utwory dla dzieci:

"Opowieści spod złocistej tęczy" (zbiór 14 baśni)

"Bajki wierszowane i nie tylko" (zbiór 55 krótkich, wierszowanych bajeczek)

Powieści:

"Nie można mieć wszystkiego"

"Gdzieś tam zapisane"

"Zawirowania"

"Wołanie o normalność"

"W potrzasku"

"Chcę znowu się śmiać"

A oto kilka wierszy autorstwa Krystyny Wajdy Horodko:

 

 

Kotara wspomnień

 

Za kotarą wspomnień

chowa się przeszłość

wydzielając obrazy

od niechcenia

Rozbiegane myśli

przemierzają labirynt czasu

szukając uparcie tego

co łzę z niewoli uwolni

 

 

 

Pocałunek księcia

 

Uśmiech tak piękny jasny

bijący blaskiem

niewyobrażalnej mocy

polany eliksirem wody

ze słonego źródła

zamknął się czekając

na pocałunek księcia

 

 

 

Senne marzenia

 

Zamknięte za kulisami snu

niepewne pokładów swoich sił

boją się przebudzenia

i starcia z rzeczywistością

 

 

 

Skąpy czas

 

Czułam błogość która ciepłem

wyścielała każdy centymetr

mojego ciała

Czułam aureolę będącą

kloszem bezpieczeństwa

Czułam że jestem kochana

Czas wtrącił się i zabrał

to co zapachniało wiosną

 

 

 

Zdeptane uczucie

 

Uczucie zdeptane w zalążku

nie miało szans by wykiełkować

i ozdobić losy dwojga rozbitków

błądzących po ścieżkach

pędzącego świata

Pokonane przemieniło się

w cierpienie zamknięte

w czterech ścianach pokoju

ogromnego domu

Tulone odgłosem

płynących melodii

szukało ukojenia bólu

 

 

 

Piszę również bajki dla dzieci:

 

 

JESIENNE LIŚCIE

 

Wstaję, spoglądam w okno. Drzewa uśpione jeszcze,

leniwie ruszają się, tchnięte powiewem wiatru.

Tu liść spadnie, tam w sadzie jakiś owoc zleci.

Jest jesień, jesień piękna. Słońce jeszcze świeci.

Jesień mieniąca się paletą brązu, żółci, zgniłej zieleni.

Jest czerwień, pomarańcz, rudy i wiele, wiele innych odcieni.

Odcieni tych barw, co tak cieszą oczy.

Patrzę nadal. Widzę chmury. Zasłonią słońce.

A co z liśćmi? Deszcz je zaraz zmoczy!

Nie będą lśniły w słońcu. Będą ciężkie, smutne.

A przecież, gdy suche... ? Piękne są, są cudne.

Lubią tańczyć z wiatrem, co chmury przegoni.

Lubią uśmiech dziecka, gdy schyla się po nie.

Uśmiechają się wtedy... ty tego nie widzisz.

Gdy ci o tym mówię, ogromnie się dziwisz.

- Nie, to niemożliwe! Liść się nie uśmiecha!

- A jednak? Spójrz uważnie! On na ciebie czeka.

Chce trafić do książki, chce byś go zasuszył.

A gdy spojrzysz kiedyś, na pewno się wzruszysz.

I wspomnisz moje słowa, że jednak tak było.

Że liść się uśmiecha, że on także żyje.

I że to jest prawda, że to się nie śniło.

 

 

 

KLEKSODAMA

 

Kleksodama, stała w kącie całkiem sama.

Kleks gdzieś zniknął, poszedł sobie.

- Co ja teraz biedna zrobię?

Nie chcę być tu całkiem sama!

Ze zmartwienia włosy szarpie.

Aż tu..., co to? Co się dzieje?

Kleksodama już nie smutna,

wprost się śmieje!

Inny Kleksik się pojawia.

Tam, gdzie stąpa, znaki stawia.

Coraz więcej Kleksów wkoło

nagle..., robi się wesoło.

Przestrzeń cała się wypełnia,

wszystko wnet się całkiem zmienia.

Kleksodama rusza w tany,

stary Kleks jest załamany.

- Co się dzieje? Co to znaczy?

Nie dowierza..., w osłupieniu stoi, patrzy.

- Dołącz do nas!

Grzecznie prosi Kleksodama.

- Nie zostawiaj mnie już więcej,

ani chwilkę nie chcę zostać całkiem sama.

 

 

 

MAŁA STROJNISIA

 

Pewna dziewczynka wprost oszalała,

całymi dniami przed lustrem stała.

Nie pomagało wołanie mamy:

- Znowu nie zdążysz! Proszę..., kochanie!

- Już..., już schodzę! Zaraz przestanę!

Zaraz się jednak wciąż odwlekało

i nadal czasu przed swym zwierciadłem

mała strojnisia spędzała nie mało.

Nagle w pośpiechu po schodach zbiega,

mija kuchnię, chwyta plecak.

- A..., a śniadanie?

- Zjem w szkole! Nie martw się,

nic mi się nie stanie!

Po szkole, w pośpiechu do domu wpada,

plecak w kąt rzuca i znowu to samo...,

zamiast do stołu, przed lustrem siada.

Mama zmęczona, z nadzieją woła.

- Córciu, kochanie! Obiad na stole!

- Nie teraz mamo! Teraz nie mogę!

Mała strojnisia znowu w trans wpada,

zmienia fryzury, coraz to nowe ciuchy zakłada.

Przy tym do lustra stroi różne miny.

Uwierzcie mi..., nie ma drugiej takiej dziewczyny.

Nagle strojnisia słyszy pukanie.

W drzwiach staje mama, mina nie tęga...

- Nie możesz tak nieustannie!

- Wiem! Wiem! Już idę!

Jednak "już" dla strojnisi odmienne znaczenie miało,

najczęściej w "później", czy w "potem" się przemieniało.

A czas uciekał, pędząc do przodu na nic nie zważał.

- Ostatni raz powtarzam!

- Już dobrze! Przepraszam!

Wreszcie nadeszła niezwykła chwila,

która "już" w "teraz" wnet przemieniła.

Takim sposobem nie tylko małej strojnisi życie odmieniła.

 

 

 

MÓJ ZWARIOWANY ŚWIAT

 

W moim świecie zwariowanym nie ma taty, ani mamy.

Jest w nim myszka, jest kot stary.

Jest też budzik opętany, który chodzi jak szalony.

Gdy zadzwoni, sprzęty lecą z każdej strony.

W kącie fotel rozbujany, wściekle kolorowe ściany.

Śmieszne gwiazdki na suficie rozświetlają moje życie.

Jest i lampa zwariowana, która się zapala sama.

Są też prądy, które wieją tak, aż huczy

między książek stronicami.

Książki śmieją się czasami, do rozpuku, na głos cały.

Kto to ujrzy, ze zdziwienia wprost wytrzeszcza gały.

Aby tego było mało, nie uwierzysz... co się stało

w moim świecie zwariowanym.

Otóż..., razu pewnego ducha oczy me ujrzały.

Najpierw, zlękłam się ogromnie, później

uśmiech się pokazał, gdyż to był Kacperek mały.

Dobry duszek, prosto z bajki tutaj przybył,

w otoczeniu chmary muszek, które skrzydła złote miały.

Nie zdążyłam się odezwać, w jednej chwili,

przez otworek malusieńki wyleciały.

Zaraz po nich zniknął także duszek mały.

Dziwnie smutno się zrobiło w moim świecie zwariowanym,

gdzie pajęczyn cała masa, gdzie maskotka królik hasa,

gdzie komoda ze skarbami.

Czy ciekawie jest w mym świecie...?

Ja to wiem, wy... osądźcie sami.

 

 

 

RADIO I TELEWIZOR

 

Wieczorem, gdy domownicy już spali,

radio odezwało się do telewizora:

- Jak się czujesz mój sąsiedzie? Powiedz, jak w ogóle ci się wiedzie?

- Ach...! - westchnął ciężko telewizor.

- Ach, nie pytaj się sąsiedzie. Mam już dość takiego życia!

Dość patrzenia na to wszystko! Dość tych kłótni o pilota!

Oni chyba mają kota! Każdy włącza inną stację,

nie wiadomo, kto ma rację. Często ledwo się obudzą,

za pilota wprost chwytają. Gram od rana do wieczora,

często jeszcze późno w nocy. Co mam zrobić?

Co poradzić? Powiedz, gdzie szukać pomocy?

- Tak...! Rozumiem...! Chcesz odpocząć też czasami.

Chcesz spokoju, trochę ciszy. Jesteś jednak na ich służbie.

Masz im służyć! Na co liczysz?

- Ale..., ja chcę dłużej pożyć, chociaż trochę..., odrobinę.

- Czasy...! Takie czasy! Taka pora. Ludzie nie potrafią

obejść się bez telewizora.

- Ach! - westchnął telewizor znowu.

- Chciałbym trafić do domu, gdzie jest miłość,

są zabawy, są rozmowy. A ja...? Od czasu do czasu.

Wtedy długo będę nowy...

Rozmarzył się telewizor.

- Będę czekać z utęsknieniem, gdy zobaczę ich szczęśliwych.

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wiersze dla najmłodszych (część IV)

niedziela, 07 września 2008 20:43

 

 

MARCELINA DOPIERALSKA – DZIECIOM

 

 

 Marcelina Dopieralska

 

 

Jest najmłodszą członkinią Bractwa. Choć w grudniu skończy dopiero dziewięć lat, już dała się poznać jako poetka dosyć aktywna w swoich poczynaniach. Będąc przedszkolakiem, wzięła udział w II Prezentacji Poezji Dziecięcej “Dzieci Wiersze Piszą”. Jej wiersz napisany wespół ze swoim tatą (“Perłowa łódź”) został wydrukowany w tomiku poezji pisanej przez przedszkolaki. Z odczytami już swojej samodzielnie tworzonej poezji zadebiutowała na Brackich Wieczorkach Literackich we wrześniu 2007 roku, jako siedmioletnia drugoklasistka. Czyni to po dziś dzień z frekwencją godną pozazdroszczenia. W marcu 2008 r. odwiedziła koszalińskie przedszkole nr 14 i zapoznała dzieci ze swoimi utworami. W maju wzięła udział w VI Międzyszkolnym Przeglądzie Twórczości Dzieci i Młodzieży. Zaś w czerwcu odwiedziła kolejne przedszkole (nr 12), którego była absolwentką, i czytała swoje utwory w ogólnopolskiej akcji “Cała Polska Czyta Dzieciom”.

Obecnie Marcelina chodzi do trzeciej klasy SP Nr 9 o profilu baletowym. Na najbliższym Wieczorku Literackim, który odbędzie się 18 września, z pewnością znowuż zaskoczy słuchaczy swoimi dojrzałymi wierszami i nienaganną recytacją.

Tylko, czy aby wiersze poniżej zaprezentowane są adresowane do dzieci? Owszem – ich twórcą jest bardzo młody człowiek, ale czy to jest takie równoznaczne i ewidentne? Oceńcie sami…

 

 

 

BRZOZA (7 lat)

 

Rośnie przed moim domem.

Rośnie tam od małego.

Lecz jednak ma coś fajnego…

 

Zawsze do szkoły idę,

więc korzystam z tego.

Korzystam z tego

i się cieszę.

 

Kiedy obok niej przechodzę,

rozmawiam z nią po cichu.

Robię to także,

gdy wracam ze szkoły.

 

 

 

WISI SOBIE (7 lat)

 

Po cichutku, ciszkiem, ciszkiem

Mikołajek wita myszkę

Wisi sobie na drabinie

Przecież właśnie z tego słynie

 

Nos ma duży jak buraczek

A od mrozu piękny szlaczek

Wisi sobie na drabinie

Przecież właśnie z tego słynie

 

Serdecznie wita wszystkie dzieci

Gdy pierwsza gwiazdka zaświeci

Siada się wtedy przy stole

O Matko! Pierniki w kole!!!

 

A Mikołaj – jak Mikołaj

Wisi sobie na drabinie

Przecież właśnie z tego słynie

 

 

 

LEŚNA WRÓŻKA (8 lat)

 

Jak myślicie, wszyscy ludzie

Kto zaczarował drzewa i kwiaty?

I krzewy i wszystkie inne rośliny?

 

To Leśna Wróżka!

 

W moich marzeniach

Jest taka mała

Że aż jej nie widać

 

Lecz w rzeczywistości

Leśna Wróżka może być nawet

Wielkości mojego taty

 

 

 

MIKOŁAJ PRZYCHODZI

W ŚWIĄTECZNEJ POWODZI (7 lat)

 

Mikołaju! Jak wytrzymujesz ten duży mróz,

gdy wokoło pełno bielutkiej powodzi?

 

To jest puszysty, lecz zimny śnieg

Tarzamy się w nim i bałwany lepimy

Jest bardzo wesoło, kulig robimy

I naprawdę świetnie się bawimy!

 

 

 

JAK KOTEK Z MYSZKĄ

TAŃCOWAŁ (8 lat)

 

Przy szafeczce obok drzwi

Siedzi myszka chi chi chi

Za segmentem kotek ciszkiem

Czai się na małą myszkę?

 

Gdy dorośli tańczą oberka

Kotek już na myszkę zerka

Kotek szary jest i gładki

Za to myszka w białe łatki

 

Ciągle jest muzyka wokół

Kotu lśnią ciasteczka w oku

Myszce w główce tylko serek

Dalej! Razem! Już w oberek!!!

 

Może, gdy będą tańcować

Ludzie dadzą coś posmakować

Pyszne ciastka, pyszny serek

I już tańczą drugi oberek

 

 

 

JA W SKÓRZE AMORA (8 lat)

 

Jestem Amorem

Mam białe skrzydła i stare szaty

Więc mogę latać - po prostu latać

 

Jestem Amorem

Mam białe skrzydła i łuk i strzały

Więc mogę latać – po prostu latać

 

Strzelam do ludzi z sercowych strzał

Trochę się śmieję, gdy mówią –“ał”

 

I to nieważne, że to ich boli

I tak wychodzą ze swej niedoli

 

To ja, ja Amor

Z Walentynek słynę

Po prostu słynę… po prostu słynę…

 

 

PS I na tym kończymy prezentację Brackich poetów piszących wiersze dla najmłodszych, bowiem tylko owa czwórka takowe tworzy. Być może kiedyś jeszcze powrócimy do tego pomysłu, gdyż wymienieni poeci w swoim repertuarze podobnych utworów mają sporo.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Autoprezentacja Stanisławy Schreuder

piątek, 27 czerwca 2008 21:25

Autoprezentacja Stanisławy  Schreuder




Każdy z nas ma swoją drogę

         - życia wątek

Więc pozwólcie, że coś powiem

         trochę wierszem - na początek

W życiu wiele się zdarzyło

I przyznam

          nie żałuję tego, co było !

Jest coś, co warto wspomnieć

i też... co chciałoby się-zapomnieć

Bilans zysków i strat

         - wart upływu lat !

Dzieciństwo - czasy ciężkie - pod górkę

Radość wielka

         kontakt z książką pod chmurką

Potem Kraków

biblioteki, muzea, wystawy,

         świat niepowtarzalny, ciekawy.

Ślęczałam nad książką

         rozprawiając się

         z niejednym wieszczem

Niedosyt wiedzy

         mając... jeszcze

Mądrości wciąż przybywało

studia - gładko -

         a to odwagi dodawało !

Z bagażem wiedzy ruszyłam

         do szkoły

W liceum - lat... naście

a potem w świat - do Koszalina

życie w miare poprawnie

         płynęło i... płynie

Praca w liceum M - pierwsza

oj padło tam wiele

         lirycznego wiersza

Teatrów, kabaretów,

         słów na okazję -

         nie zliczę

Na rok kultura otworzyła ramiona

         i w Młodzieżowym...

         pracę ,,zleciła" mi ona

Gdy Instrumentalna

         otworzyła podwoje

zaprosiła ,,mię" wówczas

         na swoje ,,pokoje"

Koncerty, koncerty

         liczne, prześliczne

I inne sprawy

         głęboko liryczne !

Gdy w zawodzie wybiła

         trzydziestka

Czas na mnie !

         popłynęła łezka !

Brak zajęcia w kraju

         za granicę rzucił

Choć mój świat domowy

         bardzo się zasmucił

I tak w kraju

         kwiatów i porządku

Płynął ciąg dalszy

         życiowego wątku

Tęsknota za krajem

         - smutek stanem duszy

I żadna siła

         tego nie zagłuszy.

Po latach tułaczki

         i pięknych podróży

Jestem znów wśród swoich

         przyszłość dobrze wróży

Czas na papier przelać

         wrażenia i myśli

Może świat piękniejszy

         zechce nam się przyśnić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiersze Stasi Schreuder

wtorek, 10 czerwca 2008 23:39

 

 

STASIA SCHREUDER W TRZECH ODSŁONACH

 

 

Czas na lata odnowę…

 

Lekkość, akordy, zmienność

To nie bal, to codzienność

Pantarej – wszystko płynie

W minucie i godzinie

Nabrzmiałe, dojrzałe

Owoce aż się proszą

Zrywaj – kiściami, garściami

 

Czas spijać soki

Raczyć się winem

Gdy urlopuje dusza

A dni rytmicznie płyną

Czas na zaległe rozmowy

Na dziecinny gwar w piaskownicy

Na pełną życia odnowę

I radość na zwykłej ulicy

 

Warto otworzyć okna

I wpuścić spóźnioną miłość

Niechaj nie czeka samotna

Lecz otwarta na nową zażyłość

Niech lata nie mącą burze

Już przyczajone do skoku

W miejsce kolców – podawaj róże

Kwitną pięknie w tej porze roku

 

Zabierz ze sobą w bagażach

Mądrość i ducha pogodę

Otwieraj świat nowych wrażeń

W sąsiedztwie : dobro i zgoda

I ręczę że wiele się zdarzy

Nad jeziorem, nad rzeką, w górach

Gdy uśmiech przykleisz do twarzy

To słońce zaświeci w chmurach

 

I morze muśnie bursztynem

I fale orzeźwią twe ciało

Upij się życiem jak winem

Którego jest ciągle za mało

Nie szukaj piękna daleko

Ono jest tuż tuż – przy Tobie

Ukryte wciąż tęskni i czeka

Na Ciebie i każdego człowieka

 

A gdy już wypoczniesz – wracaj

Do bliskich przyjaciół, do domu

Niech lato zagości rok cały

Pogodnie, życzliwie, inaczej

 

 

 

 

Słoneczny Panie

 

Dumny jak paw

Przejeżdżasz po nieboskłonie

W złocistym rydwanie

Ciekawski – pod woalami chmur

Podpatrujesz Ziemię

Tak jak my

Jesteś humorzasty

Nierówno dzielisz swe bogactwo

Tu rzucisz, tam odbierasz

Rozzłoszczony do czerwoności

Palisz wszystko po drodze

Umierają rzeki

drzewa

ludzie

Wysyłasz ludy Afryki

W drogę bez powrotu

Drażnisz pory roku

Dzielisz świat na gorszych i lepszych

Wyglądasz zza chmur

I patrzysz na dzieło zniszczenia

Zmieniasz się jak w kalejdoskopie

Kiedy masz ochotę

Wysyłasz promienie

A my unosimy

Wysoko ręce

Podnosimy głowy

By nasycić się Tobą

Pomyśl o nas

Wysyłaj dobrą energię

Pocztą która dociera regularnie

Jesteś kochankiem lata

Ciepłych pór roku

Rozbierasz je

Sycisz młodą nagością

Lubisz

Gdy olśniewająco błyszczą

Ubierają

Odcienie brązu

Paradują

Kręcąc biodrami

Rozchylają

Miejsca niedostępne

Czekają

Na spotkanie z księżycem

Dojrzałe

Twoim ciepłem

Spełniają

Sen przeznaczenia

 

 

 

 

Śliczna energetyczna brzozo

 

Moja energetyczna

Wystarczy lekki poduch

ścielesz się dywanem zieloności

pleciesz z liści warkocze

stroisz się jak panna młoda

prostujesz kręgosłup

i pniesz się do góry

Gdy rozmawiasz ze słońcem

gwiazdami

księżycem

Stajesz się plamą

Gdy dzień zamyka drzwi

tajemnicą nocy

Skoro świt

Ruszasz w bój ze słońcem

Gdy żar leje się z nieba

Częstujesz chłodem

Jak filiżanką kawy

I niestrudzenie

Zapraszasz na pogawędkę

Zapisujesz długowieczność

bez recepty

Rozdajesz prezenty

Tym którzy chcą płynąć

z Twoim szumem

z wielogłosową orkiestrą

która wsłuchuje się w rytm

batuty dyrygenta – wiatru

Tańczy – by widowisko było pełniejsze

Jest w czym przebierać

posuwiste polonezy

skoczne oberki

To znów dostojny walc

pod amfiteatrem nieba

Kończysz spektakl

kłaniając się nokturnem nocy

I gdy obudzi się dzień

wyruszysz do marszu

bez wyłączności

dla wybranych

Moja Ty śliczna – energetyczna

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Piotr Kawa o sobie....i swojej poezji

poniedziałek, 14 stycznia 2008 20:24

Piotr Kawa o sobie ...i swojej poezji




Urodziłem się w 1969 r. w Krakowie.

Przez wiele lat pracowałem w Wydawnictwach uczelnianych, m.in. w Wydawnictwie UJ z Krakowa i Wydawnictwie NAKOM z Poznania. Od 1999 roku mieszkamy z żoną Joasią i synem Pawłem w Koszalinie.

Moją przygodę z poezją rozpocząłem w 1983 r., będąc uczniem VIII klasy szkoły podstawo­wej.

Zawiera ona moje fascynacje, natchnienia i przeżycia ja­kich doznałem w cią­gu tych prawie 25 lat pisania. Mają one związek z moim indywidualnym związkiem z Bogiem, muzyką, poe­zją, snami, psycho­logią C.G. Junga, ważnymi wydarzeniami w moim życiu, teologią chrześcijańską, wizjami postrzegania wiary i miłości, filozofią, his­torią, mitologią, socjologią, literaturą fantasy i science-fiction, środowis­kiem natu­ral­nym, astrologią, życiem społeczno-politycznym, publicy­sty­ką, odczu­waniem własnej duszy oraz osiągnięciem ra­dości i se­n­su życia.

Moja poezja posiada różnorodną strukturę, budowę i formę. Piszę wiersze liryczne i proza­torskie (tzw. wolne wiersze), m.in.: pieśni, fraszki, treny, ballady, sonety, ody, a także piosenki i pieśni młodzieżowe - patriotyczne i religijne.

Zawsze podchodziłem indywidualnie do poezji, pragnąc jak najmniej inspirować się twór­czoś­cią innych poetów, a głównie sugerując się swo­ją indywidualną jej wizją. Takie do niej podejście odsuwało mnie od zbiorowego odbiorcy mojej twórczości, a przybliżało raczej do poje­dyn­czych jednostek. Nie musiałem zatem martwić się o komercyjność swoich "dziełek", co zawsze sprawiało mi nie­sły­cha­ną przyjemność z pisania.

Ktoś zadał mi kiedyś pytanie, czym jest dla mnie poezja?

Myślę, że jest to ukazanie naszego wewnętrznego świata przez jednych nazywa­ne­go indy­w­idu­alizmem, przez innych zaś ży­ciem duchowym. To nie­zmie­rzona kraina, której nie widzimy, a jednak jest czasami ważniejszą stroną naszego życia doczesnego. Poe­z­ja jest również językiem duszy, połączona zaś z muzyką tworzy prawdziwy wymiar rzeczywistości.

Od lutego 2004 r. jestem członkiem Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina.

 

Bibliografia:

 

Lipiec 2004

Debiut literacko-wydawniczy

Dwuczęściowa antologia pt.: Podsycanie ognia niepokojem - Antologia wierszy najlepszych - 5 moich wierszy o miłości

(Oficyna Wydawnicza "MAK", Szczecin 2004, tom I, s. 130-133).

 

Grudzień 2006

Jubileuszowa antologia pt.: Istota człowieka - Przez pryzmat 10 lat, Antologia - 2 moje wiersze o matce

(Krajowe Bractwo Literackie - Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina, Koszalin 2006, s. 179-180).

 

Maj 2007

Tomik pt.: Koszalin w poezji - 3 moje wiersze o Koszalinie

(Krajowe Bractwo Literackie - Stowarzyszenie Przyjaciół Koszalina, Koszalin 2006, s. 20-22).

WIERSZE:

Podniebny statek

Płyniemy wielkim żaglowcem,
Na utkanych żaglach przez wiatr,
Przez podniebną krainę,
Pod chmurami ukrytą tak.

 

Chcemy tam dopłynąć,
I pozostać chociaż przez chwilę,
Aby w tym zakątku,
Dopełnić naszą miłość.

 

Mijamy kłębiaste chmury,
A słońca jasny promień,
Muska nas po twarzach,
Zachęcając w swoją stronę.

 

Żagli w kłębiastej poświacie,
Nie dostrzegamy gołym okiem,
To nasz podniebny statek,
Bezszelestnie przez niebo mknie.

 

Zbliżamy się nareszcie,
Bramy są otwarte,
Nikt nas nie woła,
Kraina jest pusta.

 

Nareszcie jesteśmy sami,
Opuszczamy nasz statek,
Teraz nadchodzi ta chwila,
Dopełni się nasze szczęście.

 

Kołysze się niebo w radości,
Spogląda na nas wiatr,
A my w objęciach złączeni,
Patrzymy z góry na świat.

 

Piękna ta chwila,
Przepełnia kielich radości,
Czy długo potrwa,
Chcemy wiecznie tak trwać.

 

Lecz już przyszedł na nas czas,
Wiatr z podniebnego statku woła,
Musimy opuścić podniebną krainę,
Nasze marzenia rozwiewają się jak mgła.

 

(Piotr Kawa - Kraków 1991)

Głębia miłości

Czymże jesteś, o miłości piękna?
Która jak zorza jasno świecisz,
Jak prawdziwa głębia prawdy,
Która drąży serce jak rozterka.

 

Jak naprawdę mam Cię traktować?
Czy znosić na serio, czy żartem przyjmować?
Czy to, co czuję jest twórcze,
Jak prawdziwe błogosławieństwo Boże?

 

Czy to wszystko da się wyjaśnić dzisiaj?
Czy jest ktokolwiek, kto to zapamięta?
To głębia prawdziwej miłości,
Która w moim sercu jest zaklęta.

 

(Piotr Kawa - Kraków 1991)

Tchnienie twojej duszy

Kiedy dzisiaj widzę Cię,
To zapiera Mi znów dech,
Staję przez to lekki się,
I czekam aż Cię zobaczę.

 

Bo to jest tchnienie twojej duszy,
Które ociera o mój oddech się,
I przez to lepiej się czuję - bo jesteś
Jak "mała iskierka" w moim śnie.

 

Cóż poczniemy osobno we wszechświecie tym,
Ale przecież możemy razem przez życie iść,
Wystarczy tylko dobrej woli garść,
A objawi się Nam upragniona droga do gwiazd.

 

Wtedy Ty i Ja,
Będziemy świecić na nieboskłonie,
Jak dwa światła, ogniki dwa,
Które drogę mleczną wskażą Nam.

 

Twoja dusza leciutko muska Mnie,
To zapowiedź wiecznego szczęścia,
Wtedy dopiero pojawia "Prawda" się,
Jak "Duch", który mówi: "Kim dla mnie jesteś?

 

(Piotr Kawa - Kraków 1993)

Duma Narodu

Ojczyzno wspaniała, rozległa i trwała,
Co ponad tysiąc lat kwitniesz,
Już nieraz twa głowa w upadku zlegała,
By podnieść się w chwale ojczystej!

 

Cóżeś już w swojej historii nie miała?
Przeróżne zdarzenia i uniesienia.
A jednak wytrwałaś, choć we krwi skąpana,
W pamięci Narodu wytrwałaś.

 

Toż piękne są chwały twej wieki,
Czy znowu powrócą i ducha przywrócą,
Gdy Naród twój dumny powstanie
I zrzuci swe bierne postępowanie?

 

Tradycji ojczystej tu nigdy nie zbraknie,
To dobrze, bo czyni to z nas wszystkich właśnie,
Prawdziwą jedność, co zwie się braterską,
A którą inni patriotyzmem zwą.

 

Miłości wzajemnej tak trzeba nam wiele,
By Naród nasz odżył po męce dwuwiecznej.
Bo toczył nas smród tej wschodniej plwawicy,
Plon teraz zbieramy okrutnej krwawicy.

 

Łykamy znów obce, co idzie z zachodu,
Miast brać to, co daje Ojczyzna za młodu,
Grzęźniemy, więc w groźnym bagnie laicyzmu,
A gnuśność zagłusza w nas ducha patriotyzmu.

 

Poczwara to straszna, co łeb swój rozciąga,
A my to łykamy i wciąż się dławimy,
Miast czerpać ze swojskiej tradycyji,
To głowę, jak dzieci tracimy.

 

Więc jeśli się w porę nasz Naród nie ocknie,
To może nadejść czas nauki srogiej,
Że znów schwyci nasze gardło,
Jakieś obce i niechciane stadło.

 

To doświadczenie przez nas niepożądane,
Już nieraz sprawiało uczucie, że wolności brak,
Lecz dzięki jednomyślności w działaniu,
Przeradzało się w dumy narodowej smak.

 

(Piotr Kawa - Poznań 1997)

Wierność

Czy można być wiernym, tylko jednej osobie,
Niemożliwe, na myśl przyjdzie, niejednemu tobie,
A jednak możliwe, to jest w istocie,
Jeśli twoja miłość, jest w Bogu, nie w złocie.

 

Bo tylko On: Stworzyciel, daje miłość prawdziwą,
Która przetrwa złe chwile, i dalej jest godziwą,
Mamy przecież, wiele godnych postaci, do naśladowania,
I zazwyczaj, Rodzice nasi są przykładem, ze sobą trwania.

 

To oni, choć przeżyli, niejedne złe chwile,
Byli sobie wierni, przez szmat życia tyle,
Ale złoty środek na miłość, nie istnieje,
Bez poświęcenia, trudu i pracy, miłość kuleje.

 

Ja jednak uważam, że być wiernym należy,
Bez względu na to, czy ktoś w to uwierzy,
Bo jeśli na początku, wieczną miłość się zaplanuje,
To nic i nikt nigdy, jej nie zrujnuje.

 

Nie można zakładać, że w przyszłości, coś się zdarzy,
Bo każde serce zdradliwe, o tym marzy,
Jeśli więc ktoś wątpi, w swą wierność, choć w myśli,
To na pewno, coś niepotrzebnego wymyśli.

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2002)

Sentyment czy pożegnanie?

Krakowie mój miły, przepiękny, prastary,
Me serce wciąż tęskni, za tobą bez miary,
Ten brak bycia tutaj, odczuwam tak srodze,
Że myśl straty ciebie, pogrąża mnie w trwodze.

 

Tyś źródłem mej: poezji i chęci do życia,
Duch twój się unosi, i nie jest do wyzbycia,
To tutaj zawsze, będą moje rodzinne korzenie,
Tu też zostawiłem, dzieciństwa marzenie.

 

Tu spędziłem część życia, niesłychanie mile,
Choć różne były tutaj, dobre i złe chwile,
To jednak nigdy ta miłość, mego serca nie opuści,
Do powrotu sentyment, czy pożegnanie zagości?

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2003)

Miłość nie zazna końca

Prawdziwa miłość, czyż może się skończyć?
Jeśli Bóg wierny, zdołał kogoś połączyć,
Jest to przecież, tak silne złączenie,
Że niemożliwym zdaje się, rozłączenie.

 

A jednak miłość, jest niczym piękna roślina,
I wtedy owocuje, gdy powstaje rodzina,
Bo cóż człowiekowi, jest z takiej miłości,
Przecież bez dzieci, nie ma do końca radości.

 

Bycie rodzicem, jest Bożym błogosławieństwem,
Ale bez odpowiedzialności, może stać się przekleństwem,
Dlatego ostrożnie z miłością, obchodzić się należy,
I nie jest ważne, czy ktoś w to wierzy, czy nie wierzy.

 

Pielęgnowanie przez całe życie, tego cudu wspaniałego,
Prowadzić może w ostateczności, tylko do jednego,
Spotkamy się z tą naszą drugą połową, u Boga w niebie,
I życie z nią stanie się, wieczne dla Ciebie.

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2004)

Elfowy sonet

Jestem tym, którego nie można dostrzec na razie,
A przecież wszyscy mnie znają, jak w jakimś obrazie,
Niewidzialnym być dla ludzi, jest wygodną zaletą,
Ale kusi mnie czasami, by się ujawnić, okropną podnietą.

 

Moja postać jest: wyższa i nieco smuklejsza
Od przeciętnego człowieka, zatem dostojniejsza,
Nie płaczę, choć doznaję radości, czy smutku,
I kroczę dostojnie, i bezszelestnie powolutku.

 

Moja twarz i postać cała, jak obłok jest biała,
Nie mam duszy, lecz nieśmiertelność ma, jest trwała,
Można mnie zabić, ale tylko ciało, nie ducha,
Przyjacielem wiernym będę, jeśli uznasz mnie, za druha.

 

Większość nas opuściła, kiedyś tę ziemską krainę,
Odpływając hen za morze, i zasilając wieczności gminę,
Tym samym, zostawiając innym rasom, władania dziedzinę.

 

Jednym z niewielu jestem, co na Ziemi nas zostało,
Chronimy ludzi tam, gdzie dobrych Aniołów brakowało,
Niestety, by uchronić całkowicie, jest nas nazbyt mało.

 

Mamy tego samego Stwórcę, którego ludzie, mając
Modlą się, czego my nie robimy, różnie Go zachwalając
Doznajemy Go, w każdej chwili, inaczej Go postrzegając.

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2004)

Koszalin

Pięknym i wspaniałym jesteś, Koszalinie,
Miastem w tej pomorskiej krainie.
Nic ci uroku twego nie ujmuje,
Choć wojewódzkiego statusu brakuje.

 

Duży i rozległy, trwasz tu, blisko morza,
Cudny w krajobrazy i czyste przestworza.
Tyś był piastowskim grodem przed wiekami,
Lecz Germanie przez stulecia rwali cię szponami.

 

Na pół ciebie przecina rzeczka Dzierżęcinka.
Kto amfiteatr ujrzy, temu zrzednie minka.
Nie doceniono twórcy Hasiora w Krakowie,
Więc jego "ptaki" górują w twej osnowie.

 

I Park Książąt Pomorskich jest twoją ozdobą,
Opodal, na Górze Chełmskiej, zachwycam się tobą.
Na północy jezioro Jamno oddziela cię od morza,
Na południu - Lubiatowskie błyszczy niczym zorza.

 

Już osiem lat spędziłem w tej twojej dziedzinie,
I chęć mieszkania tutaj chyba mi nie minie.
Podziwiam, więc cudne okolice twoje
I miłością do ciebie kraszę lica swoje.

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2004)

Jamneńskie pejzaże

Jakież to piękno ciebie utworzyło
I z czeluści morza ciebie wydobyło?
Tafla twa swym urokiem mnie przyciąga,
I często chcę po tobie pływać - Jamno!

 

Pierwszy raz ciebie zobaczyłem,
Gdy jeszcze pierwszakiem byłem,
Teraz, gdy mieszkam niedaleko,
Odwiedzam cię często - Mielno!

 

Cóż dodać można do uroku tej okolicy?
Ten krajobraz jest przecież dziewiczy,
Tu łączy się Jamno kanałem z morzem
I chętnie na tej plaży się położę - Unieście!

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2004)

Świątynia przyrody

W koszalińskich podwojach to cudo się znajduje,
I ciągnąc się z północy na południe, lica swe ukazuje
Wzdłuż malowniczej rzeki, Dzierżęcinki,
Niczym wspaniała okrasa tej cudnej dolinki.

 

Przez środek przecina go ulica Zwycięstwa,
Lecz w niczym nie ujmuje to z jego piękna.
Znajdują się tutaj wspaniałe pomniki przyrody
I piękne stawy, gdzie łabędzie zażywają ochłody.

 

Ręce niemieckich artystów to cudo stworzyły,
Ale teraz polskie pokolenia będą oczy swe cieszyły,
I ja często, gdy mam dosyć słońca i fal morskich,
W cieniu zażywam piękna Parku Książąt Pomorskich.

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2004)

Ostatnie spotkanie

Spotkali się pod jaworem, pięknym
rozłożystym klonem, na przyjęcie chętnym,
który majestatycznie wygląda,
i koroną z trzydziestu metrów spogląda.

 

W buczynowym lasku to się odbyło,
pannie na imię Anna, ślicznie było,
i był również dorodny młodzieniec,
o imieniu Rudolf, z pochodzenia Niemiec.

 

On i ona w słonecznej spiekocie spoceni,
w uścisku złączeni... miłości spragnieni...
usta swe soczyste połączone mieli,
i obietnice swe do uszów szepnęli:

 

- Będziesz moja na zawsze? ... ma żona!
- Niech tak będzie... zostanę - westchnęła ona.
I za tydzień pod jaworem się umówili,
gdzie stawek błyszczy i ptaszek kwili.

 

Przyszła panna na umówione spotkanie.
- Gdzieżeś luby? Niech się ślub nasz stanie!
On już wychodzi, zasmucony: - Ze wstydu płonę!
Nie mogę obietnicy dotrzymać, mam już żonę!

 

On odszedł, ona zbladła, rozżaliła się niebożę.
- Nie chcesz mnie, to los swój... w wodzie złożę!
On zawrócił otrząsnąwszy się z "uśpienia",
miłością jego lico płonie, słychać serca drżenia!

 

- Gdzieżeś jest urodziwa? Cóżeś droga uczyniła!?
Leżysz piękna, blada, w stawie na dnie miła!
Z rozpaczy teraz krzyczy i włosy swe wyrywa,
jawor widząc co się dzieje, z żalu się podrywa.

 

Owoce o kulistych łebkach ze smutku spadają,
liście nakrzyżległe złowrogo szelest wydają,
ptaszek przycupnięty, kwili... larum wznosi,
jawor ów z trwogą ... o zmiłowanie prosi!

 

Z tragedii tej morał się wysnuwa, nie byle jaki,
oddaj dziewczę wianek po ślubie, jeśli skory taki,
winien ów młodzieniec wpierw pierścień darować,
zatroszcz się o to... co raz w życiu możesz ofiarować!

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2004

Pożegnanie Marka!

Już od bardzo wczesnej młodości
zachwycałeś mnie niezwykłością radości,
która z twojej muzyki emanowała
i w piosenkach i wierszach się ukrywała!

 

Pozostały po tobie utwory znakomite,
które świecą jak diamenty na nowo odkryte,
ukazują: jak powinno się podchodzić do wolności,
do ojczyzny, do sztuki, a także do miłości!

 

Zachęcałeś, jak piękno "ocalić od zapomnienia",
i jak miłości nie pozbawić istnienia,
jak "nie dokazywać" wiele wśród ludzi,
i co pożądliwość najlepiej ostudzi!

 

Gdy decydowałem o wyborze żony,
to wtedy w twą stronę oddałem pokłony,
bo myślom "niepewności" zadałem pytanie:
"Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie?"

 

W "chruśniaku malinowym" poznałem odczucia,
które jak "magia obłoków" chroni od zatrucia -
umysłu - czymś, jak "szalona lokomotywa",
co jak "korowód" trwa i w myślach przebywa!

 

Żegnaj wspaniały inspiratorze, poeto i trubadurze,
"W dzikie wino zaplątany", pokazałeś kulturze,
jak łączyć poezję z muzyką, co "w mej duszy gra" piosenki,
Słońcu krzyknę: "Wiosna!, Ach to Ty...:" jesteś Marku wielki!

 

(Piotr Kawa - Koszalin 2006)

Moje Miasto

Wznoszę się w górę jak ptak,
W bliskie chmur przestworza,
A w moim sercu radości smak,
Widokiem koszalińskiego Pomorza.

 

Pode mną miasto szeroko się rozciąga,
Z trzech stron lasami jest otoczone,
A na północy ich brak, widok mój przyciąga:
Jamno! - kanałem przelewa się w morze słone.

 

W centrum rynek i katedra - jej styl gotycki,
Obok Muzeum Okręgowe i Domek Kata,
Dostrzegam Piłsudskiego przed Urzędem i Teatr Bałtycki,
A w parkowej osnowie - Amfiteatr - czynny w czasie lata.

 

Miasto ulicą Śródmiejską jest podzielonym,
Kolorowe ekrany są ochroną tej okolicy,
Opodal Ptaki Hasiora stoją na wzgórzu ukwieconym,
A nowy stadion Bałtyku jest atrakcją tej dzielnicy.

 

Z południa na północ majestatycznie się rozciąga,
Wzdłuż - jak wąż wijącej się - rzeczki Dzierżęcinki,
Wspaniały rezerwat przyrody, i uwagę przyciąga:
Park Książąt Pomorskich - okras tej cudnej dolinki.

 

Na północy - Jamno malowniczo położone,
Pełne żaglówek i jachtów, tu
Wąskim pasem lądu oddzielone,
Od sięgającego Bałtyku - horyzontu.

 

Na zachodzie - dymią kominy,
Miejskiej przemysłowej dzielnicy,
Widzę liczne zakłady tej gminy,
A dalej znów las w całej okolicy.

 

Na północnym-wschodzie - Góra Chełmska wyrasta,
Z wieżą widokową i lasem aż do Sianowa,
Są to płuca tego urokliwego miasta,
I moje ulubione szlaki - wędrówek bez słowa.

 

Na południowym-wschodzie - wśród otaczającej zieleni,
Błyszczy Lubiatowskie jezioro dostojnie,
Wypływa z niego Dzierżęcinka, wśród kamieni
I płynie przez miasto ku morzu spokojnie.

 

Wzruszony tym niesamowitym widokiem,
Uświadomiłem sobie, jak zdziwiona jest moja mina,
Gdy obudziłem się nagle, ze szczęśliwym wzrokiem
Odkryłem nowe uczucie: miłości do Koszalina!

(Piotr Kawa - Koszalin 2007)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

"Wiatrem i słowem" - tomik poetycki Ewy Pietrzak

środa, 26 grudnia 2007 21:22





Strona tytułowa tomiku poetyckiego Ewy Pietrzak



Druga strona okładki tomiku Ewy Pietrzak

Już wcześniej powinnam była napisać
o nowym tomiku poetyckim Ewy Pietrzak,
 wydanym w Legnicy przez przyjaciół  Ewy,
jeszcze  w 2007 r.
Tomik zawiera 36 utworów poetyckich,
wybranych przez wydawcę książeczki.
Są to bardzo ładne wiersze,
ciepłe i kobiece,
refleksyjne i pełne zadumy,
takie,
 jak napisał to wydawca
na okładce wydanego tomiku.
Czyta się je z wielką przyjemnością,
bo są autentyczne,
realistyczne,
a przy tym
tak bardzo zwięzłe
w swojej formie i wymowie.

Oto niektóre z nich:

Szczęście

nie mam poczucia winy
że pozwoliłam słowom
tak sztuka po sztuce
przekroczyć granice
intymności

prawda obrała kurs
tylko  w jedną stronę

twarz mam jasną


Czekaniem

zatruwa
tęsknotą otwartych błękitów
wpatrzonych w granatowy ekran nocy
karmi
bólem uszu wsłuchanych w szmer
najczulszych szeptów światłowodów
poi
goryczą spragnionych ust
szelestem papierowych pocałunków


Ćma

wyszłam na chwilę
w oczach wciąż tamten las
i w skrzydłach ptaków
odnajdę powrotną drogę

ubrałam mrok
w dłoniach ukryte ciepło
tysiącem słońc wypuszczę
na wolność

zgasiłam uśmiech
by zdmuchnąć ćmę
szmer jej cichego za mną lotu
i niespokojne spojrzenie

nie pozwól
żebym musiała się odwrócić


Poganka

poprowadzę do świątyni
gdzie podanie ust ma
 smak macierzanki

powiodę przed ołtarz
aleją o zapachu
żywicy

szeptem wskażę drogę
do najcichszych
tajemnic

spowita nagością
dotykiem twoim zatańczę
nasz ślub


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Oto Marcelina Dopieralska

poniedziałek, 03 grudnia 2007 17:40



 

Marcelina Dopieralska

Zodiakalny Koziorożec.


Urodzona w starym jeszcze tysiącleciu
- na cztery dni przed nowym millenium (27 XII 1999r.).

Swoją poetycką drogą zaczęła kroczyć już jako „zerówkowicz"

z Przedszkola nr 12 w Koszalinie.
Przygotowywana pod okiem p. Moniki Szałajko,
w czerwcu 2006 roku wzięła udział
w II Prezentacji Poezji Dziecięcej.
Jej wiersz „Perłowa łódź"
- napisany wespół ze swoim tatą
- przyczynił się do otrzymania wielu nagród
 (plecak wypchany słodyczami i szkolnymi akcesoriami)
i wydrukowany został w drugim  tomiku poezji
pisanej przez przedszkolaki.
Obecnie jest uczennicą drugiej klasy
 o profilu baletowym w SP nr 9 w Koszalinie.
W Krajowym Bractwie Literackim
 zadebiutowała na wrześniowym Wieczorku Literackim,

recytując własne wiersze.
Dodatkowo działa
w „Twórczym Zapiecku"
koszalińskiego Młodzieżowego Domu Kultury.

 

 

PERŁOWA ŁÓDŹ
 (wiersz nie w pełni własny)

 

-Ty się ze mną nie kłóć!

-To jest moja perłowa łódź!!!

 

 Do chłopca powiedziała dziewczynka

Dziewczynka o imieniu Marcelinka

 

Tematem sporu była muszelka

Nie taka mała, ale wieeelka!

Piórko jej żaglem i już gotowa

Z muszelki dużej łódź perłowa

 

Według chłopca, czyli Jurka

Łódź podobna jest do ogórka

-Ona przecież nie zielona!

Rzekła Marcelinka wielce urażona

 

-A czy pływać umie ogórek?

-Czy dobry z ogórka  jest nurek?

Pytać chłopca zaczęła dziewczynka

Dziewczynka o imieniu Marcelinka

 

Żadnej odpowiedzi nie otrzymała

Więc o muszlach tak opowiedziała

-Zapamiętaj Jurku! Łódź perłowa

-To małża domu zaledwie połowa

 

Nawet sto lat może mieć małż

Trzysta kilo wagi też nie fałsz

A taka choćby z małża perła

Zdobi wiele koron i berła

 

Pięknie o muszlach mówiła dziewczynka

Dziewczynka o imieniu Marcelinka

I odtąd chłopiec, czyli Jurek

Wiedział, że perłowa łódź to nie ogórek

 

NADCHODZĄ WAKACJE

 

Dlaczego wszędzie gwar i huk wesoły?

Czyżby dzieci kończyły już szkoły?

Ach tak!

Wakację!!!

Plecaki i walizki pakujemy

I czasami chrupek paki

Jadą z nami lalki i pluszaki

A pod boki

Bierzemy teczki naszych marzeń

(czerwiec 2007)

 

PELARGONIA

 

Rosła sobie raz pelargonia

Zupełnie jak pelargonia

Lecz ta pelargonia rosła

Rzecz rzadko spotykana

Na polu - sama jak palec

I gdy tak rosła

Na pustym polu

Tak - to było jesienią

Wzdychała, malała

I do zimowego snu zapadała

(czerwiec 2007)

 

PRZYRODA

 

 

W przyrodzie - kwiaty w ogrodzie

Mocno pną się w górę

A ja patrzę - są do nieba

W niebie chmury

No a w chmurach

Ptaszek śpiewa

I z chęcią na tych kwiatach usiądzie

(wrzesień 2007)

 

ŻÓŁTO-ZIELONE OBIETNICE

 

 Jestem- bezludna wyspo

jestem, bo obiecałam

i dalej będę obiecywać

tak w kółko, aż do wieczora

 

Jestem - bezludna wyspo

ubrana w żółto-zielone palmy

i będziesz zawsze taka

dla mnie przynajmniej

(wrzesień 2007)

 

JESIEŃ

Listopad - liście opadają

Ale ja widzę tylko ich cienie

Bo za mną już lato

A przede mną jesień

 

Jesień - tak jesień

Kolorowa nawet w nocy

Gdy budzę się i patrzę

Patrzę przez okno

 

Nie chcę wtedy spać

Tak - to jesień

Pobudza do życia

Ale z zimą tak nie będzie

(październik 2007)

 

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Brackie debiuty!

poniedziałek, 08 października 2007 20:12

DEBIUT W DUECIE


Podczas wrześniowego Wieczorku Literackiego
doszło w Bractwie do dwóch debiutów:
Wiktorii Lejtan

(świeżo upieczona prababcia)
 i Marceliny Dopieralskiej
 (drugoklasistka szkoły podstawowej).


  Koszalińskie Bractwo Literackie
zawsze było mocno zróżnicowane
pod względem wieku,
wykształcenia,
 czy też chociażby poglądów rasowych.
Jednak tym razem w kwestii wieku
najprawdopodobniej padł rekord.
O dacie urodzin płci pięknej się nie mówi
- zatem różnica lat dzieląca Wiktorię i Marcelinę
 - do ogólnej wiadomości podana nie będzie.
Inaczej rzecz się ma z poezją,
 która żadnych granic się nie ima.
Oto twórczość obydwu poetek,
 gdzie długość utworów nie sugeruje bynajmniej
wieku danego twórcy.

 

Wiktoria Lejtan

„TUŁACZY LOS"

 

Na dzikich stepach w dalekim Kazachstanie

objąć tę przestrzeń wzrokiem człowiek nie jest w stanie

latem rosną tam karłowate drzewa i bujne trawy

a zimą jest duży mróz i ogromne ze śniugu zwały

 

Kraj ten jest dziki i bardzo surowy

o stałym zamieszkaniu nie byłoby mowy

ludzie tam żyją skromnie i nieraz o głodzie

latem pasą stada kóz i owiec w bezkresnej zagrodzie

 

A wśród wysokich i gęstych chwastów - buranów

gnieżdżą się chmary komarów i różnych owadów

które dotkliwie ludziom i zwierzętom dokuczają

a na skalistych zboczach węże w słońcu się wygrzewają

i wcale się nie płoszą i na człowieka uwagi nie zwracają

 

Zimą, kiedy ziemia pokryta jest grubą warstwą śniegu

a mróz silny tworzy białą ścianę - śnieżną, mroźną

lisy i wilki z głodu wyją i są bardzo groźne

na dzikim i prawie bezludnym stepie

 

Po wybuchu wojny w połowie dwudziestego wieku

różnie ludziom splatały się losy

 

Młoda dziewczyna została dotknięta tym okrutnym ciosem

znalazła się na dalekim pustkowiu w Kazachstanie

gdzie od głodu nieraz ratowało znalezione w polu ziarno kłosów

dorastała w okrutnych warunkach i głodzie

wśród obcych ludzi obojętnych i strasznym chłodzie

coraz bardziej wycieńczona, bezsilna

a pomoc nie nadchodziła

 

Minęło dużo czasu na tej nieludzkiej ziemi

a ona czekała z nadzieją, kiedy to się zmieni

wreszcie nadeszła chwila szczęścia i radości

mogła wrócić w strony rodzinne i już na stałe zagościć

 

Wszystko zaczęło na lepsze się zmieniać

mogła założyć rodzinę i z tego się cieszyć

pomału sobie życie na ojczystej ziemi układała

dzieci dorosły i babcią została

a potem lata w spokoju upływały

rodzina się rozrastała, wnuki przybywały

 

Tamta dziewczyna, która młode lata na dzikim stepie spędziła

dożyła sędziwego wieku

i jest wśród dzieci i wnuków szczęśliwa

 

Życzę im z całego serca, aby ta gehenna ich omijała

którą ja do końca życia będę pamiętała

nie jest bajką historia, którą opisałam

bo to ja w takich warunkach dorastałam

 

 

 

Marcelina Dopieralska

„JABŁOŃ"

 

Tej jabłoni mi żal

bo ma tyle lat

Ale wczesną wiosną

zakwita

ten jej piękny kwiat

 

 

„KROPELKA"

 

Była sobie raz kropelka

Nie mała i też nie wielka

Gdy tak spadała z góry na dół

to coś zauważyła

- „Ale my przeciwko ptakom

mamy pecha" - wzdychała

- „One mogą latać wszędzie

A my się przeciskamy

kropla po kropli

A gdy już wylądujemy

zamieniamy się w zwykłą

mokrą plamę"





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Poeci - Dzieciom. "Podróż z Krzysiem"

piątek, 01 czerwca 2007 7:24

Ewa  Pietrzak

Podróż z Krzysiem

Tyle wierszy, opowiadań już o Krzysiach napisano.
A o jednym małym Krzysiu jakby trochę zapomniano?
Nie, nieprawda, o tym Krzysiu pamiętają wszyscy wkoło.
Nikt jak Krzyś ten nie potrafi wciąż uśmiechać się wesoło.
 
Aby uśmiech gościł zawsze na maleńkiej dziecka buzi
wyruszymy razem z Krzysiem w świat daleki. Cel podróży?
Może warto najpierw zwiedzić kraj imć Pana Andersena?
Razem z Gerdą Kaya szukać lub w kaloszach szczęścia biegać.
 
A po drodze spojrzeć jeszcze na najnowsze szaty króla.
Z Calineczką pożeglować, zerknąć do latającego kufra.
Zatem proszę moi mili, podstawiają już wagony.
Krzyś jest dzisiaj maszynistą. Mój wagon, to ten zielony.
 
Wyruszamy więc ochoczo za białą lokomotywą.
Słońce do nas się uśmiecha, potrząsając złotą grzywą.
Nad pociągiem dzikie gęsi machają do nas skrzydłami.
Na polach, które mijamy, sarny tupią kopytkami.
 
Właśnie drogę nam przebiega wiewióreczka z rudą kitą.
Garść orzeszków Krzyś jej sypnął, na kolację będzie sytą.
Zza zakrętu nas podgląda para młodych wilczych oczu.
Siwy żuraw szpera w trawach krocząc dumnie po poboczu.
 
Ciągle zmienia się krajobraz, wciąż przed nami nowe dziwy.
A to tunel nas pochłonie niczym smok, taki prawdziwy.
Zaraz jednak z jego brzucha wyjeżdżamy w zieleń lasu,
by po chwili brzegiem morza pędzić z hukiem i hałasem.

Cóż za podróż zwariowana, pola, lasy, miasta, góry.
Raz jest lato, zima, lato, co się dzieje nie rozumiem.
Krzyś się śmieje, aż się trzęsie, że ze mnie jest straszna gapa,
Bo ta podróż, moi mili, była dookoła świata.

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Poznajmy Ewę i jej wiersze

sobota, 21 kwietnia 2007 22:47


 

 Ewa Pietrzak,
tak mówi o sobie:
W Koszalinie zamieszkałam w 1970 r.

Pracuję zawodowo,
mam sporo zainteresowań,
należę do tej kategorii ludzi,
którym wciąż brakuje czasu.
Wiersze zaczęłam pisać w wieku dojrzałym.
Albo inaczej,
 dojrzałam do tego,
 aby zacząć pisać wiersze.
Mniej więcej dwa lata temu,
 powstał
- nazywam to urodził się
- mój pierwszy tekst.
Zasmakowałam w dziele tworzenia
i teraz już nie potrafię się obejść bez pisania.
 A piszę o ludziach,
ich emocjach,
radościach i smutkach.
 O tym, co uwiera lub cieszy.
 O sobie pewnie też trochę
 i o mojej wielkiej miłości
- Naturze.
Nie wiem jak długo
moja przygoda z pisaniem potrwa,
wiem jednak,
 że jest dla mnie ważna
 i bardzo bym chciała każdemu,
kto czyta to co napiszę,
dać trochę radości.
 Ot, kroplę małą, maleńką.
Wiem, że poetką się nie jest,
że można nią bywać.
Jeśli mnie się udaje czasem,
 tak nawet niezbyt często,
to już sukces.

 

Szukając

 

pochyliłam się pomiędzy zmierzchem a świtem

jednak jestem chociaż nie istnieję z braku barw

zaznaczam na mapie zdarzeń swoje miejsce

 

rozdaję było i będzie
dzisiaj zatrzymuję dla siebie

w pełni dnia wyszłam na rozgadaną ulicę

nie znalazłam swojego odbicia w żadnej szybie

 

ktoś z przechodniów zanucił

Jest tyle błękitu w twoich oczach - jasna

 

Poganka

 

poprowadzę do świątyni
gdzie podanie ust
ma smak macierzanki

powiodę przed ołtarz
aleją o zapachu
żywicy

szeptem wskażę drogę
do najcichszych
tajemnic

spowita nagością
dotykiem twoim zatańczę
nasz ślub

 

Podróż

 

nie mam kłopotów z pamięcią
ale ciebie nie mogę

nocne szepty nie przynoszą ukojenia
zbyt głęboko sięgasz rozebrana
czuję jasność istnienia
by za chwilę

usilnie zacierać ślady
pozostawionych na skórze słów

 

nie jestem smutna
próbuję zrozumieć czas i  miejsce

zasypuję wspomnienie i zostaję
bilet mam w jedną stronę

 

 

 

Lato

nosiłam je w sobie dziewięć miesięcy 
pełne wonnych ziół  
lasu tajemnic 
 
w krąg brzmiało muzyką 
owadzim mruczeniem  
wiatru melodią 
 
rozświetlone słońcem 
kładło miód na serce  
niosło nadzieje 
 
miałam być brzemienna 
do późnej jesieni 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wiersze Piotra Kawy: " Matka ludzi" i " Cudowna osoba"

niedziela, 18 lutego 2007 18:36




Piotr Kawa

Matka ludzi


Jestem tą,
którą oskarżacie niesłusznie,
bo za to,
że grzeszycie,
na mnie zrzucacie winę.
Jestem tą,
która jest
"kością z męskiej kości"
i ulepszonym
Boga Miłości stworzeniem.

Naga chodziłam po Raju,
nie przeczuwając niczego,
a opętany
gromadził przeciwko mnie
złe siły.
Z początku było mi dobrze,
ale nie czułam wolności,
gdy Opatrzności wzrok
miałam na sobie wszędzie.

Przecież ten wąż
był kiedyś Światłości Aniołem
i Nieśmiertelności
doskonalszym stworzeniem...
Czy miałam szansę najmniejszą,
by zwyciężyć pokusę
i ze swym mężem
żyć dalej w rajskim ogrodzie?

Przecież nawet sam Bóg
nie zniszczył zła od razu,
wydając tylko rozkaz
wygnania go z nieba:
już wtedy trzeba było
pozbyć się szatana,
aby dalsze stworzenie
mogło żyć w zgodzie z Panem.

Nawet mój Adam kochany
nie ustrzegł się podstępu,
a jednak każdy mężczyzna mówi:
 winna jest Ewa!
Jednak to ja
jestem matką ludzi,
niedocenioną małżonką,
która pierwsza
zrodziła człowieka!

Drugą Ewę zwiecie Maryją,
matką Jezusa...
Czy nie czujecie,
że kiedyś poznacie mnie prawdziwą.
Jak na początku byłam
dla Boga
narzędziem zrodzenia,
tak
- matka ludzi
- zdepczę węża na końcu świata.


Cudowna osoba

O matce napisać wiersz
to jak hołd oddać
niezwykłej osobie
i ten jedynie miłość tę wypowie,
kto Ją naprawdę pokochał
za ...życie.

Gdy byłem mały,
ona mnie chroniła
na swój,
jedynie sobie,
znany sposób,
bym się nie zranił
i nigdy nie upadł.
Jak widać,
wzrosłem całkiem okazale.

Gdy dorastałem,
 oprócz Jej miłości
poznałem cierpliwość
 i moc tolerancji.
 Nie byłem wtedy
 łatwy w wychowaniu,
 a jednak,
Jej się to udało.

To Ona myślami
 czuwa całe życie
z niewysłowionej,
bezwarunkowej miłości.
Troszczy się,
jak tylko najlepiej potrafi.
Nawet jeśli jest daleko,
śledzi z oddali.

Umie współczuć i pocieszyć,
gdy tego nieraz potrzebuję.
Tak kochać umie
wyłącznie Bóg,
dlatego mama
jest tak cudowną osobą.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Andrzej Symonowicz i Zofia Franas

czwartek, 01 lutego 2007 15:55

Andrzej Symonowicz



Ma 36 lat,
z wykształcenia- teolog,
żonaty,
ojciec 3-letniego Brtka.
Interesuje się sportem,
historią, szachami.
Pisze od 6 lat,
otrzymał wyróżnienie
w Ogólnopolskim Konkursie Literackim
" Istota człowieka".
Pisuje do pisma
"Opoka"
dla osób niepełnosprawnych.

Kim jestem

pomiędzy życiem a śmiercią
bólem a ukojeniem
wiernocią a zdradą
dobrem a złem
prawdą a kłamstwem
miłością a nienawiścią
akceptacją a odrzuceniem
jest człowiek

Szukam człowieka

szukam człowieka
który spojrzy z miłością
w kraju nienawiści
który nie uderzy
nawet spojrzeniem
który zrozumie
przebaczy
zapomni
w krainie nieczułości
który nie wsadzi do ciasnej szuflady
który znajdzie czas
dobre słowo
który uwierzy
pośród wielu niewierzących
który poda rękę
w tłumie obojętnych
który podniesie na duchu
szukam człowieka

Zofia Franas



Mieszkanka Koszalina,
ekonomistka,
pracuje w księgowości
Zakładu Energetycznego,
z zamiłowaniem pisze wiersze
i okolicznościowe fraszki.

Demoniczna kobieta

Dostojna pani w szarym garniturku
otoczona stosem papierów na biurku
w szybkim tempie zwołała zebranie
zapraszając poddanych na spotkanie

Niczym ta piękność z dynastii egipskiej
nie zważając na uwagi ciżby wścibskiej
despotycznie wyznaczyła zadanie
dając krótki czas na wykonanie

Choć wykształceniem i wiedzą błyszcząca
dla nieposłusznych zdrajców trująca
wygodnie rozsiadła się w fotelu
mając u swych stóp słuchaczy wielu

Jak tamta z wysokości tronu egipskiego
kiwnięciem palca wskazującego
niewinne dusze wyznacza na zagładę
z najgorszym wrogiem daje sobie radę

Choć złota korona nie ciąży na głowie
zimna jak lód w swej większej połowie
a hardość w niej taka niespotykana
rządzi nawet pod nieobecność swego pana

Ciało delikatne więc sercu tamtej istoty
na liczne romanse nie brakowało ochoty
wciąż nienasycona tworzyła nowe plany
jak walczyć z imperium stale podbijanym

I ta pani aby nie popaść w niełaskę
stworzyła system niczym państwo własne
i chytrze dąży do obranego celu
paląc za sobą mosty i wciąż depcząc wielu



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bogna Szydłowska i jej " Cukiernia nr 5"

piątek, 01 grudnia 2006 16:17


Bogna Szydłowska



Rodowita koszalinianka.
Od lat
pisze do szuflady.
Związana z koszalińskim Stwoarzyszeniem
-Teatr Propozycji "Dialog",
należy do Krajowego Bractwa Literackiego.

Cukiernia nr 5

każdego dnia bliżej
każdego dnia dalej
każdego dnia witasz
każdego dnia żegnasz
miłość
gdzie zamiast nocy dzień
tam słowa jasne
krzepkie cierpliwe i swobodne
tam jestem gdy
ramieniem w siebie
zgarniasz cień
jakby nie było nocy
tam jestem i jem tort
lukier pudrowy
syropu słodki smalec
i nie ma mowy o tym
by jakiś tu zdarzył się zakalec
w zakładzie tym
przy stole mistrz ciastek i słodyczy
z niezwykłą wparwą kraje tort
i wiele szczęścia życzy
a tort jest pyszny bo bezowy
ciągle weselny
z parą gołąbków na cokole
i dumną różą malinową


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Magdalena Heruday

czwartek, 23 listopada 2006 17:49




Magdalena Heruday
Urodziła się w 1985 roku
w Kołobrzegu,
ukończyła I LO im. St. Dubois
w Koszalinie,
 obecnie studiuje
 w Poznaniu.
Wyróżniona m.in.
w Wojewódzkim Konkursie
" Literacki Start".
Otrzymała I nagrodę
w VI Ogólnopolskim Konkursie
 o Zbrodni Katyńskiej
oraz w  w konkursie
im. K. K. Baczyńskiego.
Otrzymała również
nagrodę Prezydenta Miasta Koszalina
w dziedzinie
upowszechniania kultury
 ( grudzień 2003 r.).

List z popiołów
( B. Baczyńskiej)

oddajcie mi mojego
żołnierza
poetę
czasu kurz
wyniesie go z ciemności
i połóżcie choćby na zimnym bruku
pozwólcie nam na chwilę
zapomnieć jak smakuje piach
i jak gorąca jest posadzka w kościele
od zstępującego piekła
do jego rąk
mam większe prawo
niż wieczność
która mu stawia tablice
na placu teatralnym
oddajcie mi mojego
księcia poetów
z pałacowych gruzów
ja przecież tylko
chcę mu opatrzeć ranną głowę


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Irena Peszkin i jej wiersze

poniedziałek, 30 października 2006 16:23




Irena Peszkin

Urodziła się na Wołyniu,
a w sierpniu 1945 r.
przybyła z rodziną na tzw. Ziemie Odzyskane.
Do 7 roku życia mieszkała
w okolicach Kołobrzegu,
 następnie
w Białogardzie, Mielnie i Koszalinie.
Jest członkiem KBL w Koszalinie,
uczestniczy również
 w życiu literackim Słupska,
w tzw.
" Wtorkowych Spotkaniach Literackich",
których owocem są cztery antologie,
wydane staraniem
Starostwa Słupskiego.
Jej dorobek to II nagroda i trzy wyróżnienia
 w konkursach;
druk wierszy w kilkunastu antologiach
 i w prasie
( jeden z wierszy opublikowała niedawno
" Angora"),
także zagranicznej
( pismo Polonii Amerykańskiej" Żeglarz").
W 2000 r. wydała
autorki tomik wierszy lirycznych
"W szkatule serca",
a Radio Koszalin
zaznaczyło jej udział
w Poczcie Poetyckiej
umieszczeniem tomiku na płycie CD.

Gdy marzną dłonie

Niech tak będzie
Niech tak zostanie

Tylko zabierz ode mnie ten chłód
Tylko zabierz te dni lodowate

Cała reszta- może być jak jest
 Twoje serce jak brama otwarte
Twoje oczy dziecinnie zdziwione
Nasze doby zbyt krótkie by żyć
Jak przeciętny normalny człowiek

Ale niech tam...
Niech tak już będzie
Dzień za dniem
Jak dziki koń rozpędzone

Tylko zabierz ode mnie ten chłód
Bo nie lubię
Gdy marzną mi dłonie
 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Miłosne wyznania

czwartek, 07 września 2006 21:47

 

 

 

 

 

WERONIKA TKACZYK

 

***

Upiłabym Cię

kroplą mojej krwi

- rozbudzonej

i wtłoczyła ją w twoje żyły

Ujęła w karby

przestrzeń serca

i biła nimi

wedle swojej nagości

Gdybym tylko była karmelowa

porywczo niewyraźna

i miała duszę

jak kły jednorożca - wyostrzone

zatopiłabym Cię

w sobie

 

 

Erotyk

bezproblemowo stawiam kroki

po twojej ręce

palcami rozgarniam palce

prostuję linie papilarne

odczytując z nich swój kształt

pragnienie nie jest ułudą

jest nasze

ja pragnę

ty pragniesz

bezproblemowo stawiam kroki

po twoich ustach

językiem je rozczesuję

miękkimi skokami przez zęby

łagodzę swój kształt

pragnienie nie jest ułudą

jest w nas

moje kroki są miękkie

plastyczne

 

Bogna Szydłowska

 

 

****

poorana twarz bruzdami

a każda bruzda � kawał czasu

marszczysz brwi

nie możesz czegoś znaleźć

w plątaninie myśli głucho odbija się echo

wypadła gdzieś zakładka

gubisz się

zasępiasz

jedno ucho już nie słyszy

a jedno oko jest różowe

z wdziękiem starasz się ukryć ziewnięcia

brak ci chyba tlenu

twierdzisz, że jesteś uczepiony do ściany

a wermiszel to twoje liny

nieprawda

jesteś moim człowiekiem śniegu

moim słodkim yeti

którego karmię nadzieją

a wierzysz mi bezgranicznie

przechowujesz w sobie cynicznego potwora

tylko ja wiem

ile cię kosztuje zakładanie mu kagańca

muszkatołowy  jest zapach twego potu

ty zawsze trudzisz się dla mnie

a ja porywam cię

w nieskończenie długą podróż

w przewrotną przyszłość

z której nie ma powrotu

 

 

KAZIMIERA SZMIT

 

Dla ciebie

 

Dla ciebie strofy piękne chcę budować,

marzeń legendy zapisywać w nich.

Moc skrzydeł dodać miłości naszej,

jak muza bronić od nastrojów złych.

 

W kielichy sztuki uchwycę słowa.

Rozproszę rymy niczym bryzgi piany.

W kunsztownych strofach mowy uskrzydlonej

rozkwitnie miłość dwojga zakochanych.

 

Bukiety uczuć przemienię w poemat,

aby był blaskiem jak słoneczne dni.

Zamknięty w rytmach jak w Bacha chorałach

płomień miłości niech się w sercach tli.

 

I chociaż życie przemija tak szybko,

w wierszach zostanie płomień niegasnący,

moc czułych myśli i trwałej miłości,

których życiowe burze nie zamącą.

 

Nawet gdy słowa wierszy już umilkną,

pomiędzy nami nie będzie milczenia:

na dłoniach drżących pozostaną ślady

strof napisanych i... nasze marzenia.

 

URSZULA MARIA RAJCH

 

MIŁOŚĆ

 

przyciężką łapą

przygarnia mnie

i utula

robi herbatę z malin

głaszcze

po przepoconych włosach

niezgrabnie poprawia

przygniecioną poduchę

- bajko ty moja -

szepce do ucha

 

KRZYSZTOF PLEWA

 

***

Usta ........

stworzono do pocałunku...

pocałunek .........

tworzy dwoje ludzi

moje usta ............ wypowiedzą mądrość

a rozmyślanie mego serca - roztropność...

Usta ........

stworzono do pokazywania

urody uśmiechu

.......piękna kobiety

i mężczyzny

pilnujmy czasem swych ust

by za daleko nie zaszły...

 

***

...miłość jest sercem

sercem

które lata niczym ptak

Miłość

czujemy wtedy gdy

dwa serca

połączą się ze sobą

lecz jest to decyzja...

.....decyzja

do której dwa serca

dojrzewają każdego dnia

...ale nagle miłość

może się przełamać w dolę

nienawiści

rozpaczy

i smutku...

Miłość

..czasami się przed nią strzeżmy...

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Mona Lisa z holenderskiego miasteczka

wtorek, 05 września 2006 20:48
 
 
 
Bogna Szydłowska
 
 
 
  
Mona Lisa z holenderskiego miasteczka 
 
  

z tą samą napiętą uwagą szarobrązowych oczu
właściwie ów kolor trudny jest do określenia
coś pośredniego miedzy kolorem wody bezpośrednio po deszczu
w płynącym przez miasto kanale a słabym naparem herbaty
podawanym w domu mistrza Johannesa
w holenderskim miasteczku Delft gdzie mieszka
śledzi każdy mój ruch przenika w głąb lustra

czy możliwe bym była nią także

trochę boję się tego co może się zdarzyć
mam ku temu powody lecz na razie
zaklęta w ten rodzaj istnienia z ram cierpliwie patrzę

jestem dziewczyną z kolczykiem z perłą
tu w tej szklanej tafli srebrem pokrytej od spodu
wyłaniam się nieoczekiwanie dla siebie samej
z niebytu przeszłych zdarzeń
niczym z obrazu holenderskiego mistrza
w ugru znajomej tonacji

mój pan ma pracownię malarską to królestwo sztuki
dla mnie to świat z bajki
okrążając sztalugi przynoszę mu z kuchni gorącą herbatę
patrząc na kolory wszystko we mnie śpiewa
uśmiecham się mój pan to dostrzega odwzajemnia uśmiech
więc uciekam bo nie wiem co może mnie spotkać
wciąż ludzkie języki ranią tak jak gwoździe

poznałam chłopaka czasem o nim myślę
pracuje jako pomocnik rzeźnika
jakież on ma zęby

mijam kramy i schodzę nad wodę tam kupuję ryby
idzie za mną pies przyjaźnie machając ogonem
jego się nie boję

ilekroć mijam znajomą mi jatkę
spoza kotar szynki wyskakuje do mnie ukazując zęby
hej Griet kiedy wyznaczysz mi randkę

uciekam ze śmiechem jak szybko potrafię
i czuję jak pali mnie wszystko pod suknią
tak jakby rękami napinał mi skórę

biegnę a w koszu podskakują ryby
dopadam do domu a tam świeża praca
trzeba upiec chleby i przyoblec pościel
gdy się z tym uporam wspinam się na górę
pokonując schody po dwa i trzy stopnie

mój pan mierzy wzrokiem kolory leżące na płótnie
pachnie świeżą farbą wiem że czekał na mnie

pragnie też usłyszeć czy mi się podoba to co namalował
bardzo lecz potrafię tylko kiwać głową
bo to co tu widzę wzrusza mnie tak bardzo
że nie umiem znaleźć właściwego słowa
ktoś go tego uczył czy to dar od Boga

zaraz też uciekam bo pani mnie woła
zbiegam więc po schodach
mocno poruszona z żywiczną wonią na dłoniach

życie jest okrutne dni się często dłużą
nieraz aż się słaniam gdy słońce zachodzi
moja pani jest bardzo nieufna i boi się również
a najbardziej tego że ktoś ją okradnie

jak pięknie nieraz słońce oświetla pracownię
z niezłomną nadzieją przenikając przez szyb cienką taflę
zdejmuję saboty i siadam na krześle
od olejnych zapachów kręci mi się w głowie od kolorów ślepnę

dobrze wiem że muszę ogromnie uważać
jak i to że życie w tym miasteczku spędzę
czuję także że zostanę tutaj i to już na zawsze
w tej pracowni
uwieczniona przez mistrza
z nieswoim kolczykiem z wtopioną weń perłą
 

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tak Pisze Bogna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

sobota, 26 sierpnia 2006 20:11
 
 
Bogna Szydłowska 
 
 
 
 
 
   To było w maju

może to przeznaczenie
na pewno tego nie wiem
lecz powiem wam że
nieproste to było nie
i kontynuując ten wątek
bo dramy to ledwie początek
spotkali się byli pod drzewem
a jakim to tego nie wiem
lało więc zaistniała przyczyna
przyjmijmy że jarzębina to była
wprost śliczne i bujne drzewko
baldachy lśniły marchewką
taki kolor miały wtedy
więc rym ten ujdzie od biedy
ona miała męża i syna
a on żonę zostawił gadzina
i dwie córki co były do wzięcia
takoż dom ale wtedy nie miała o tym pojęcia
wiedziała tylko że żona od łoża jest odstawiona
że żony on tej nie kocha
no i że żona to Zocha
ojej ojejej
że jej będzie i chlebem i miodem
że z nim będzie mieć samą wygodę
pod drzewem tym prosto jak z bajki
on jej wciskał te głodne kawałki
ona w niego jak w obraz patrzyła
no i wszystko co mówił kupiła
dalej to była już draka
spód bieluśki on jej podrapał
taką brodę miał szorstką
porozrywał jej stringi i stanik
cały urok jego gdzieś zanikł
jął się do niej dobierać partiami
a ona chciała żeby w całości
wtedy przecież jest więcej radości
no i legli pod drzewem i spoczęli pod drzewem
a co dalej to nie wiem


Sen o lepszym świecie

 

 

Wtulona w sen jak w rękawiczkę

Zarzucam wędkę w środek nocy

I piękną bajkę niczym sen śnię

O świecie lepszym bez przemocy

 

Nie ma w niej nic o ben Ladenie

Ani o śmierci z głodu dzieci

Co znaczy cyklon nikt tam nie wie

A z nowojorskiej World State Center

Znudzony gołąb w miasto leci

 

I śni się bajka-samograjka

Która się plecie, plecie, plecie

O rzeczach dziwnych, niezwyczajnych

O których wy z pewnością wiecie

 

     Rak nie zabija

     AIDS to betka

     W laboratoriach brak wąglika

     Przyznacie sami, że jest pięknie

         Duch optymizmu sen przenika

 

I kiedy budzę się o świcie

Jeszcze omdlała onirycznie

Przez chwilę karmię się złudzeniem

Że żyje nam się fantastycznie

 

 

Bo trzeba myśleć pragmatycznie!

Bo chcieć to móc i tym podobnie!

Baby od dawna noszą spodnie!

Co, że niewiele stąd wynika?

Dramatycznego brak składnika?

 

       Rak nadal groźny

       AIDS nie betka

       W probówkach pełno jest wąglika

       Widać, że strasznie jakoś podle

       Problem mocnego wart lirnika

 

Niezbyt wesoło mi pomiędzy

Pierwszym i trzecim łykiem kawy

Bogu dziękuję za to co mam

Że  stąd  mi dalej do Bejrutu

A za to bliżej do Warszawy

 

I tylko ta nadzieja trzyma

Nadzieja mocno z tym związana

Że w domu mogę spać bezpiecznie

Ot, choćby do przyszłego rana

 

A że sen ziści się � to pewne

Ten sen się spełni w dużej mierze

Optymistyczny jak kwiat wiśni

Zawiera myśl w którą ja wierzę
 
 

 

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Przedstawiamy koszalińską poetkę -Kazimierę Szmit

czwartek, 27 lipca 2006 0:19
 
 

Kazimiera Szmit
 
 Należy do grona współzałożycieli KBL.
W jej dorobku literackim znajdują się
tomiki poetyckie:
" Cisze i sztormy",
 " Muzyka duszy",
 " Strofy z dedykacją"
( wydany przez MOK w Koszalinie),
" Z głębi duszy",
" W labiryncie spraw".
 W przygotowaniu:
" W teatrze blasków i cieni",
" Miłość niejedno ma imię",
" W roztańczonym kręgu słów"
oraz jeszcze nie wydane:
powieść " Pozwólcie nam być sobą"
oraz zbiór opowiadań.
Nagradzana i wyróżniana
w konkursach literackich.
 Opowiadania i wiersze publikowane
w środowiskowych wydawnictwach
Poznania i Warszawy.

Człowiek- to brzmi dumnie

Człowiek!- To brzmi dumnie.
Istota zdolna do tworzenia.
Pełen dobroci i nienawiści.
Jak kameleon może się zmieniać.

Wytycza drogi proste, zawiłe.
Wpływa na losy ludzkości.
Chce być władcą Wszechświata,
nie zawsze ma miejsce dla miłości.
Nie straszne mu wysokie szczyty,
 głębiny oceanów i mórz.
Lekko stąpa po Ziemi
razem z pieśniami rozszalałych burz.

W potędze woli i władzy
nie przejmuje się żadną chwilą.
W okrucieństwie i ślepej nienawiści
potrafi zburzyć boski Babilon


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 20 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 699  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545699
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4231 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl