Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wiersze Ireny Michałowskiej...

niedziela, 20 lutego 2011 17:19

 

 

W PRZYRODĘ WTOPIONA

 

 

 

Nasza Bracka poetka, Irenka Michałowska, to typowa liryczka. W jej wierszach wiele jest ciepła, wzruszeń, a nade wszystko umiłowania do naszej Matki Przyrody. Jej utwory uzmysławiają nam, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywa to, co nas otacza, a do czego nie zawsze podchodzimy z należytym szacunkiem. I dobrze Irenko, że w swoich wierszach jakby uczulasz na te sprawy, bo w końcu człowiek nie jest przecież przysłowiowym pępkiem świata na tejże planecie…

 

 

Szkoła życia

 

Ileż tu zwierzeń i szeptów przyjaznych

Wyznań miłosnych i radości życia

Nie ma w tym stadle ni cienia obłudy

To kunszt harmonii i sztuka współżycia

 

Mógłbyś człowieku  bez końca się wsłuchać

W ten świergot miłosny, co w obłoki wzlata.

To pieśń wolności, radości i szczęścia,

W której się piękno z rzewnością przeplata

 

W wiosennym słońcu zieleń soczysta

Domem się stała tej szczęśliwej braci

Pochylmy czoła – uczcijmy tę świętość

A Bóg nam rychlej złość naszą przebaczy

 

 

 

Całą epopeję o wsi napisał kiedyś Władysław Reymont, za co nawet literackiego Nobla dostał. I słusznie, bo pięknie przedstawił tam cykliczność panującą w przyrodzie, głównie na wsi w następujących po sobie porach roku. Niestety, ten obraz wsi reymontowskiej odszedł do lamusa, zaś Irenka z rozrzewnieniem go wspomina…

 

Nowe czasy

 

Już nam nie zadzwonią kosy

Nie zaparskają konie

Nie zadudni ziemia kopytem zraniona

Już nas nie wezwie w pole

Z sierpami, pełnymi dzbanami mleka

I bochnami chleba

Żniwna, ciężka pora.

 

Już nam nie zagrają żeńcy

W złocistych pokosach

Wdzięcznych, wiejskich pieśni

Kosą wykrzesanych

Już nie usłyszymy śpiewnego skowronka

Wiernego przyjaciela pól kosą dzierganych

Ni koników polnych wśród maków i chabrów

Zawzięcie cykających, w żniwach zakochanych

 

Już nie usłyszymy głośnych kos klepania

Niesionych echem pod słomiane strzechy

Ni kwileń przepiórek wypłoszonych kosą

Nie zranimy stopy rżyskiem, chodząc po nim boso

Nie staniemy oko w oko ze znajomym boćkiem

Dumnie kroczącym wśród zwalonych snopów

I już nigdy nie spotkamy pośród pól ciężarnych ziarnem

Tych poczciwych, spracowanych, z kosą w ręku – chłopów

 

I już nigdy nie powiemy

W tej słonecznej, żniwnej porze

Chyląc czoło ku czci pracy –

Szczęść wam Panie Boże !

 

 

 

Jednak Irence i obecny obraz wsi też jest bliski, choć już taki… nowocześniejszy…

 

Prostota

 

O wsi piękna, wsi urocza

Brzemienna płodami lata

W różne barwy przyodziana

W woń ziół, kwiatów przebogata

 

Cicha, dostojna, powabna

Wdzięczna nagością przyrody

Ileż w tobie prostoty

I zwykłej wiejskiej urody

 

 

 

A w morzu, to Irenka jest wprost zakochana!

 

Pieśń majowa

 

Chwalcie Bałtyk modrooki

Szumem fali rozigrany

Chwalcie niebo z obłokami

Ozdobione mew stadami

 

Chwalcie wschody i zachody

W morskiej toni zatopione

I majestatyczne łuny

Nad morską tonią wzniecone

 

Chwalcie morze rozszalałe

Sztormowymi porywami

Białogrzywą, rwącą falę

Tryskającą fontannami

 

Chwalcie plażę płowowłosą

Morskim tchnieniem rozwichrzoną

Paciorkami kamiennymi

Niby kolią ozdobioną

 

Chwalcie parne dni

Podmuchem morskim rzeźwione

I czernią zdobione noce

Szeptem toni ukojone

 

 

 

Irenka jest rasową poetką, więc przyrodę opisuje we wszystkich jej aspektach. Sięga po pióro, by opisywać nie tylko wyłącznie roziskrzone słońce, ale i wtedy, kiedy go brak…

 

Zaskoczenie

 

Niebo z ziemią się zrównało

Zawisły nad nią ciężkie chmury

W koło pociemniało

A krzyże błyskawic, co się pojawiają

Szybko ku matce ziemi ramiona schylają

Grążąc w niej cienkie, cierniste pazury

Jakby uciekały – zanim grzmot ponury

Głuchym echem wstrząśnie powietrze i chmury

 

Zadudniła ziemia cała co - w ciemnościach broczy

Obrzucona tysiącami roziskrzonych oczu

Wreszcie deszcz  lunął ostry i rzęsisty

W smugach błyskawic – jak kryształ przejrzysty

 

I choć południe – a ciemność dokoła

Burza grzmotami niby kogoś woła

A my wobec niej tak bardzo bezbronni

Jak w czeluści studni

Z lękiem patrzymy w niebo

Gdzie huczy i dudni

Skąd sypią się na nas

Strzały błyskawicy

A pioruny – jak pociski

Śmigając po niebie

Padają w mogiłę ziemi

Która je pogrzebie

 

 

 

A jakie są marzenia Irenki?

 

Marzenie

 

Tak bym chciała żyć beztrosko

Daleko od ludzi

Bo ta cała gra życiowa

Już mnie nieraz nudzi

 

Tak bym chciała żyć swobodnie

Pozbyć się sztuczności

Nie wysilać się na grzeczność

Wbrew sprzecznej oschłości

 

Tak bym chciała żyć swobodnie

Bez sztucznej okrasy

Tak po prostu całą duszą

Chłonąc łąki, lasy...

 

Biegać boso po pastwiskach

Goniąc za motylem

Słuchać jak gadają ptaki

Zachłysnąć się dymem

 

Co z ogniska mgłą się toczy

Po majowej łące.

Tak bym chciała chłonąć duszą

Zagony pachnące

 

Gorejące w blasku słońca

Miodowe łubiny

Rwać garściami pęki kwiatów

Zachwycać się nimi...

 

Tak bym chciała w lustrze stawu

Ujrzeć się znów młodą

I pozostać już na zawsze

Li tylko z Przyrodą

 

 

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Kamień i morze...

wtorek, 24 sierpnia 2010 20:22

 

IRENY MICHAŁOWSKIEJ

WIERSZE DWA

 

 

Irena Michałowska 

 

 

Dwa losy

 

Spłodziła cię ziemia

Malutki kamyku

Leżysz cicho na jej łonie

W szemrzącym strumyku.

 

Jakżeś nie podobny

Do głazu górskiego

Nękanego nieustannie

Oszalałą pianą

Potoku rwącego.

 

 

 

Moja miłości

 

Hucz i dudnij, rzucaj pianą

I szalej sztormami -

Widać serca ci nie dano,

Że tak igrasz z nami!

 

Twardą duszę masz Bałtyku,

Ramiona ze stali

I tak groźnie patrzysz na  nas,

Choć my tacy mali.

 

Bywa i tak mój Bałtyku,

Że jesteś okrutny,

Tyle złości w twym dotyku,

Takiś twardy, butny!

 

Tak bym chciała cię ujarzmić,

Wykarczować złości -

Lecz daremne me starania -

Igrasz z mej miłości.

 

Czasem jednak mój Bałtyku

Jesteś jak baranek -

Potulniutki, skromny, cichy

Jak wiosny poranek.

 

Mój Bałtyku, mój wspaniały

Jakże kocham ciebie -

Pokrzepiona twoim szeptem

Czuję się jak w niebie.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Poezja brackiej...

poniedziałek, 15 marca 2010 23:14

 

 

WIERSZE

IRENKI MICHAŁOWSKIEJ

 

Irena Michałowska 

 

Oto siedem wierszy naszej brackiej poetki, kobiety niezwykle delikatnej, ale i mocnej jak trzeba. Choćby ostatnio, kiedy stoczyła zażarty bój z własną chorobą i oczywiście go wygrała. Na co dzień zawsze uśmiechnięta, czego i nam życzy w swoim wierszu pt. „Dobra rada". Najwyraźniej miłośniczka czosnku, co wynika z innego utworu - „Rarytas". U nas czosnek jest w niełasce z powodu jego ostrego zapachu, zaś na Zachodzie - choćby we Francji - to warzywko konsumuje się tonami, gdyż jego właściwości są niezastąpione. Irenka kocha koty i w ogóle wszelkie zwierzątka. Widać to po wierszu „Skowronek". I zapewne, jak niejeden z nas, z niecierpliwością wypatruje wiosny, co wyczuwa się w wierszu pt. „Wczesny świt".

 

 

 „Bezprawie"

 

Panie profesorze - mam problem nie lada,

Bo gdzie się nie ruszę, to w ucho mi wpada

Taki zwrot nijaki- pojąć go nie mogę,

Dlatego do pana zwracam się o radę.

 

Otóż proszę pana - nie wiem co się dzieje,

Że krążą między nami nijakie „ojeje"

Nie dość, że „ojeje"- to jeszcze „kochane",

Choć mówiąc szczerze, wcale mi nie znane.

 

„Ojejciu kochany" - na przystanku słyszę,

Uciekł mi autobus, piechotą iść muszę.

Innym znowu razem „ojejciu kochany"

Z ust się wydobywa przerażonej damy,

To znów wymieniają go wytworni panowie,

Którym notabene żadne głupstwa w głowie.

 

Ten „ojej" zwykły i „ojej kochany"

We wszystkich przypadkach

Przez nas odmieniany

Panoszy się wszędzie i o każdej porze,

Można go usłyszeć w biurze, na festynie,

W teatrze, w oborze.

 

Fakt ten mnie przeraża i ciekawość budzi

Jak taki zwykły „ojej" wtargnął między ludzi

Zróbmy więc obławę - uwięźmy waćpana -

A będzie to dla nas gratka niesłychana !

 

 

 

„Nie trwońmy czasu"

 

Chwytajmy każdą chwilę

Jak skarb najcenniejszy

Przecież to ona w godzinach

Życie nam odmierza.

 

Nie trwońmy czasu -

Tak wielkiego daru

Danego na całe życie-

Strzeżmy go bacznie

I chrońmy od złego

Niczym jak oka źrenice.

 

Nie trwońmy czasu,

Bo gdy przeminie -

Nie wróci !

Jedynie spełni swą powinność

I w marny proch nas obróci !

 

 

 

„Dobra rada"

 

Uśmiechnij się -

Przecież to takie proste.

Wystarczy tylko jeden gest,

A już jest jaśniej wokół nas.

 

Uśmiechnij się -

Tak ci z tym do twarzy.

Uśmiech nic nie kosztuje,

A tak dużo waży.

 

Z uśmiechem - wiedz o tym,

Raźniej iść przez życie,

A więc nie żałuj go nikomu,

To się opłaca sowicie !

 

 

 

„Rarytas"

 

Lubię czosnek ponad życie

To rarytas wielki

Jego zapach urokliwy

Jest po prostu sielski.

 

Ta jego zadziorność

Wielce mnie zachwyca

Jedźcie ludzie czosnek

Będą gładkie lica.

 

Skromniutka cebulka,

Co mi łzy wyciska

W porównaniu z czosnkiem

Nie jest mi zbyt bliska.

 

Serce moje szybciej bije,

Gdy smak jego czuję

I zapewniam wszem i wobec

Nigdy nie choruję!

 

 

 

„Skowronek"

 

Ptaszku szary - maleńki

Niczym grudka ziemi

Wśród złocistych mniszków

Wdzięcznie śpiewający.

 

Ty skromna kruszyno

Na nieba błękicie,

Co swą radosną piosnką

Darzysz nas obficie,

 

Co niczym struna niebios

Podmuchem wiatru muskana

Koisz nasze dusze

O zmierzchu i z rana.

 

Bez ciebie ptaszyno

Nie byłoby wiosny

Wszak ze snu ją budzi

Twój świergot radosny.

 

 

 

„Wczesny świt"

 

Już świt się przebił  przez aksamit nocy,

Już gra muzyka skrzydlata radosnym echem niesiona,

Już tętni życiem świeży poranek,

Już młodziutka wiosna bierze nas w ramiona.

 

Już pierwszy promień zbudzonego słońca

Nieśmiało muska zziębnięte opary,

Już pierzchła zima ptakami spłoszona,

Weselej czas mierzą zegary.

 

 

 

„Zakochani"

 

Młody księżyc

         Uwodziciel

W pięknej nocy

         Zakochany

Obdarował swą

         Wybrankę

Złotymi gwiazdami.

 

Bezgranicznie sobie

         Wierni

Zapatrzeni w siebie

Już od niepamiętnych

         Czasów

Wędrują po niebie.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Irenka Michałowska przesyła...

wtorek, 16 czerwca 2009 11:49


 

WIERSZE Z ELEKTRONICZNEJ POCZTY


 
 Irena Michałowska


Nasza bracka poetka, Irenka Michałowska, przesłała do nas, czyli prowadzących bloga, swoje wiersze.
Tematycznie zahaczają o kwiecień, o wiosnę, ale tę koszalińską i muchomor jest też bohaterem jednego z nich, i nasze majestatyczne Tatry. Nawet utwór - nazwijmy go meteorologicznym - znalazł tu swoje miejsce. Jego treść jak ulał pasuje do paskudnej deszczowej aury, z jaką przyszło się nam ostatnio borykać. A może właśnie ona była inspiracją do napisania owego wiersza...

 

 

 

Ile wdzięku

 

Zalotny pan muchomor

Odziany w czerwony czepek

Przyozdobił w białe kropki

Swój trujący łepek.

 

Stoi dumnie pod jałowcem

Wabi swą urodą

Lecz niestety, kto go spotka

Zaraz kopnie nogą.

 

Oj - nie niszczcie muchomorka,

Niechże sobie rośnie,

Z jego wdziękiem i urodą

Jakże tu radośnie!

 

A że piękny, lecz trujący

To już jego sprawa.

Czyż z tego właśnie powodu

Nie ma do życia prawa?

 

 

 

Leśne bajanie

 

Łuk horyzontu czernią lasu

Próg ziemi rysuje,

Nocną ciszę krzyk ptaka przenika,

Złota tarcza księżyca

W stawie się przegląda,

A nikła mgiełka, jak motyl

Nad wodą pomyka.

 

Smukła trzcina szelestem

Puchaczom wtóruje,

Senna ziemia kaszubska

Do snu się układa

I łagodnym poszumem

Sosnowego lasu

Na dobranoc bajki opowiada.

 

 

 

Kwietniowa niespodzianka

 

Czemu o Panie teraz,

Gdy zakwitły kwiaty,

A drzewa w barwne

Odziały się szaty,

Teraz, gdy ziemia

Wonna, kolorowa

Wybucha soczystą zielenią

 

Czemu o Panie teraz

Właśnie teraz wiosną,

Gdy życiodajne słońce

Dokonało dzieła

I z każdego skrawka

Obudzonej ziemi

Źdźbło trawy wyziera

Ty Panie zsyłasz

Nie wiadomo po co

Swój szron srebrzysty

Piękne dzieło nieba.

 

Zostaw o Panie

Te piękne ozdoby

Na czas właściwy,

Na czas zimowy,

Gdy matka ziemia

Jeszcze jest ciężarna

Gdy jeszcze w jej łonie

Nie spęczniały ziarna.

 

Gdy zmęczone drzewa

Po jesiennym plonie

W nagim sadzie drzemią

Śniegiem otulone.

 

Nie sprawiaj nam Panie

Tej wielkiej przykrości

By te wszystkie

Dary Ziemi

Owoc jej miłości

Pewnej mroźnej nocy

O tej wiosennej porze

Przemarzły - umarły

Ocal je o Boże !

 

 

 

Koszalińska wiosna

 

Marcowe słońce zza chmurki wyziera

Rześki chłód nocy jak złodziej umyka

I w miejskim parku znów budzi się życie

I już rozbrzmiewa przyrody muzyka.

 

I drżą w powietrzu tysiączne struny

muskane letnim powiewem

I szumią drzewa i pachną kwiaty

I cały park rozbrzmiewa śpiewem.

 

Już całe miasto rozbudzone

Codziennym rytmem oszalałe

W zenicie słońca zatopione

Wieczorną porą już omdlałe.

 

Kocham te świty czyste jak kryształ

I te sterane ciężkim dniem wieczory

Kocham te ciche poczciwe noce

Królestwo gwiazd - poświaty księżyca

Wszak one dają nam wytchnienie

I siły do życia.

 

 

 

Zaskoczenie

 

Niebo z ziemią się zrównało

Zawisły nad nią ciężkie chmury

W koło pociemniało

A krzyże błyskawic, co się pojawiają

Szybko ku matce ziemi ramiona schylają,

Grążąc w niej cienkie, cierniste pazury

Jakby uciekały - zanim grzmot ponury

Głuchym echem wstrząśnie powietrze i chmury.

 

Zadudniła ziemia cała co - w ciemnościach broczy

Obrzucona tysiącami roziskrzonych oczu.

Wreszcie deszcz  lunął ostry i rzęsisty

W smugach błyskawic - jak kryształ przejrzysty.

 

I choć południe - a ciemność dokoła

Burza grzmotami niby kogoś woła,

A my wobec niej tak bardzo bezbronni

Jak w czeluści studni

Z lękiem patrzymy w niebo

Gdzie huczy i dudni,

Skąd sypią się na nas

Strzały błyskawicy,

A pioruny - jak pociski

Śmigając po niebie

Padają w mogiłę ziemi

Która je pogrzebie.

 

 

 

Tatry

 

Tak pokornie, w skupieniu

I grobowej ciszy

Niczym posągi wartę swą pełnicie

Pełne majestatu, potęgi i dumy

Od niepamiętnych czasów

Przemierzacie życie.

 

Wasza uroda, ten cud natury

Dech nam zapiera,

Do głębi zachwyca

Na zawsze pozostanie

Nieodgadniona

Nie odczytana do reszty

Wasza tajemnica.

 

Schylamy czoła i pozdrawiamy

Boski majestat

W wnętrzu was ukryty

I podążamy wytrwale do góry

I zdobywamy

Niebotyczne szczyty.

 

Wdzięczni Ci jesteśmy

Sprawco tej uciechy

Za błękit morza

I wyniosłe góry

No i w podzięce

Za te dobrodziejstwa

Krzyż Twój pozdrawiamy

Tkwiący u szczytu

Giewontowej góry.

 

By uczcić pamięć

Tych co tu zostali

I kości swoje

Tu pozostawili

Niechaj zdrowaśkę

Za ich nieśmiertelność

Każdy z nas zmówi

W tej zadumy chwili.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wieczorkowa prezentacja brackiej

sobota, 04 kwietnia 2009 14:36


 

„PREZENTACJA JEDNEGO AUTORA"

czyli

IRENA MICHAŁOWSKA
SHOW

 

 Irena Michałowska

 

Moją kolebką jest Toruń i tu w gimnazjum pojawiła się chęć pisania pierwszych wierszy. W późniejszych latach, gdy moją małą ojczyzną była Ziemia Mazowiecka - też pisałam, choć na papier swoje spostrzeżenia i przeżycia przelewałam w nikłym stopniu. Po wojnie los rzucił mnie na Ziemie Odzyskane i od roku 1962 jestem koszalinianką.

 

Przez wiele lat nie chwytałam za pióro, dopiero krótko przed przejściem na wcześniejszą emeryturę obudziła się we mnie wena twórcza. I tak w roku 1992 uzyskałam I miejsce w Ogólnopolskim Konkursie Radiowym pt. „Wspomnienia z wakacji - urlopu". Nagrodą były trzytygodniowe wczasy w Zakopanem zorganizowane przez Fundację Domu Literata i Domów Pracy Twórczej w Warszawie.

 

W latach 1994 - 98 wiersze moje emitowane były cyklicznie W Radio Koszalin oraz publikowane w prasie lokalnej i miesięczniku „Koszalin" redagowanym przez Towarzystwo Przyjaciół Koszalina.

W tych samych latach Krajowe Bractwo Literackie z Koszalina ogłosiło Ogólnopolski Konkurs Literacki „ Istota Człowieka". W jego trzech kolejnych edycjach brałam udział, co zaowocowało  opublikowaniem kilkudziesięciu moich wierszy w pokonkursowych Almanachach Literackich „Istoty Człowieka".

 

I znów nastała wieloletnia przerwa w pisaniu. Pod koniec 2008 roku ponownie skierowałam kroki właśnie tu - do Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie

I aby jak najdłużej trwała przygoda w jakże miłym towarzystwie!

 

 

 

„PRZEMIJANIE"

 

Rodzimy się tak jak wiosna

W nieśmiałym blasku promieni

 

Dojrzewamy - jak owoce

Pośród szumiącej zieleni

 

Przemijamy tak jak lato

Zbliżając się ku jesieni

 

Odchodzimy bezpowrotnie

Życiową walką strudzeni

 

Odchodzimy - lecz przetrwamy

Wierną pamięcią  wskrzeszani

 

Odchodzimy - i na wieki

istnienie  swe zachowamy

Wszak nieśmiertelną duszę mamy

 

 

 

„SKURCZONY ŚWIAT"

 

Złota, piękna jesień

Zgubiła ozdoby

Porwał je podmuch wiatru

Ostry, zimny, wrogi

 

Świat jakby się skurczył

Zmalał, omdlał

Przycupnął w pokorze...

 

Zanim zbawienna wiosna

Do bramy zapuka

I czarodziejskim  uśmiechem

Z uśpienia przebudzi

Naszą piękną przyrodę

I nas - szarych ludzi

 

 

 

„MÓJ RAJ"

 

Dostojna, kwitnąca lipa

Króluje wśród zieleni

Pod nią mak nieboraczek zagubiony w trawie

Wdzięcznie się rumieni

 

Skowronki, jak szare kule

W szmaragdy łąk spadają

A w pobliskim parowie

Leniwe żaby półgłosem gadają

 

Upojną ciszę zalotne kukanie przenika

To znów płocha wilga

Wołając Zofiję

W gąszczu świerków znika

 

A hen daleko na horyzoncie

Z licznych kominów dymy się snują

I szarą płachtą - jak wielkie kałuże

Po niebie wędrują

 

A tu - raj po prostu - powietrze jak balsam

Wonne kwiaty lipy zachłanne pszczoły

Nektarem częstują

A nad łanami zbóż wąsatych

Barwne motyle - jak baletnice

Wśród maków wirują

 

Jaka tu cisza - spokój

I sceneria błoga

Którą nam zsyła szczodrość Natury

Prosto z rąk Boga

 

 

 

„SZCZERA PRAWDA"

 

Sowa sowie powiedziała, co pewnej nocy widziała

Olaboga - kumo droga, aż mnie rozbolała głowa

Cztery myszy  rozmawiały, że się z kotem pokumały

 

Co też pani opowiada, przecież to rzecz niemożliwa

Prędzej by sowa noc przespała, niż mysz z kotem rozmawiała!

 

Pani droga, mówię prawdę, nie dodaję ani krztyny

Kot zapraszał wszystkie myszy do siebie na urodziny!

 

Pani miła, co za bajki, przecież to jest wielka bzdura!

Prędzej każda z nas by zjadła nadzianego siarką szczura!

 

Niechże pani w to uwierzy, przysięgam na nietoperza!

Myszy ślinkę już łykały, co to będzie za wieczerza!

 

Ale pani bzdury plecie, czyżby pani nie wiedziała

Że jeszcze nigdzie na świecie mysz z kotami nie gadała!

 

Nic nie plotę, prawdę mówię, kocur taki był milutki

W oczy patrzył, wąs podkręcał, był pokorny i cichutki

 

Nie do wiary, co za bzdura, jeszcze pani nie słyszała

Jaka kocia jest natura, jak ich ród podstępnie działa?

 

Co tam pani gadać będę, pani jakaś nienormalna

Nowe czasy, świat się zmienia, epoka satelitarna!

Jeśli pani całe życie będzie w dziupli przesypiała

To niedługo pani droga nie będziesz już nic wiedziała!

 

 

 

„PRZYKŁAD Z GÓRY"

 

Wczesną wiosną wśród zieleni

Słychać głośne świergotanie

Chmara wróbli starych, młodych

Przyfrunęła na zebranie

 

Co za wrzawa, podniecenie

Wszystkie naraz ćwir - ćwirują

I pozbawione skrupułów

Mówiąc niegrzecznie - pyskują

 

Rozjuszone krzyczą, wrzeszczą

Nawzajem się oskarżają

Bez pardonu przekrzykują

I jak gołym okiem widać

Nasz obyczaj naśladują

 

Przebudzona ze snu sowa

Patrząc na to wszystko z góry

Nie może pojąć dlaczego

Wszystkim tak bardzo

Brakuje kultury


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 19 lutego 2018

Licznik odwiedzin:  545 314  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
262728    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog Krajowego Bractwa Literackiego w Koszalinie zrzeszającego lokalnych literatów głównie poetów.

O mnie


Jestem Romek spod znaku Wodnika. Mieszkam w Koszalinie. Pisanie, to mój późno odkryty żywioł. Poza tym zawsze był sport. Jestem niezłym dendrologiem drzew owocowych. Specjalizuję się w wyrobie win.

ukryj współtwórców

Statystyki

Odwiedziny: 545314
Wpisy
  • liczba: 707
  • komentarze: 5421
Galerie
  • liczba zdjęć: 93
  • komentarze: 27
Bloog istnieje od: 4230 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl