Bloog Wirtualna Polska
Są 1 278 053 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wieczorek literacko-muzyczny u Brackich...

sobota, 04 marca 2017 22:11

 

 

W OKOWACH

KLUBU OSIEDLOWEGO

 

 

Ta nasza literacka biesiada pt. "W okowach lutego" odbyła się w ostatni dzień tegoż najkrótszego w roku miesiąca. Wierna bracka publiczność szczelnie wypełniła salę Klubu Osiedlowego "Nasz Dom". A program do zrealizowania, był zaiste imponujący!

Wieczorek rozpoczął felieton Romka Dopieralskiego, w którym krytykował on zimę, zaś wychwalał Walentego. Zatem felietonowy tytuł - "Nie ma zimy jest Walenty" - był adekwatny do jego treści.

Treści poetyckie zapoczątkował Janek Wiśniewski w swojej autoprezentacji, składającej się z kilku utworów. Po latach powróciliśmy do tej formy. Na następnym wieczorku będzie to Stasia Schreuder.

Świetnym posunięciem było zaproszenie na wieczorek zespołu pieśniaczego "Karpaty". Piękne, mocne głosy sześciu panów spowodowały prawdziwą euforię publiczności. Domagano się bisów! Niestety, Klub stawia nam twarde warunki czasowe, więc po pięciu prześlicznej urody piosenkach panowie musieli ustąpić miejsca brackim poetom.

Krysia Pilecka poprowadziła część tematyczną, dotyczącą wieczorkowego tytułu ("W okowach lutego"), zaś wiersze o tematyce dowolnej znalazły swoje miejsce w części, którą poprowadził Romek Dopieralski.

Jeszcze jedną pieśniaczą atrakcją na wieczorku był Józef Kamiński. Brawurowo wykonał a'capella dwa utwory: balladę rosyjską pt. "Włóczęga" i piosenkę Marka Torzewskiego pt. "Pozwól mi Panie", do której słowa napisał Ryszard Ulicki.

 

Zdjęcie użytkownika Roman Dopieralski.

Zdjęcie użytkownika Roman Dopieralski.
Zdjęcie użytkownika Roman Dopieralski.
Zdjęcie użytkownika Roman Dopieralski.
Zdjęcie użytkownika Roman Dopieralski.
 
 
 
PS Następny wieczorek odbędzie się już wiosną, 27 marca. Jego tytuł: "W marcu jak w garncu".
 
 
 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wiersze o miłości…

niedziela, 06 marca 2016 23:49

 

 

MIŁOŚĆ w ŚRODKU ZIMY

w

POEZJĘ UJĘTA

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Niewypał”

 

Gdy cię ujrzałem, w mig już wiedziałem,

że ty to Ona, przez duże „O”.

Bujając w chmurach krzyknąłem: „Hurra” ,

lecz źle trafiłem - ot i co !

 

Będąc już w niebie, tylko dla siebie

chciałem cię mieć – na własność, całą;

Porwać cię chciałem, zawładnąć ciałem,

sercem, rozumem, uczuciem, duszą...

A twoje oczy, we dnie i w nocy,

ciągle kusiły ... I nadal kuszą !

 

Świat zawirował ... Jak zbędny balast

odrzuciłem doświadczenie, rozsądek.

Chciałem skończyć z chaosem

i żyć od nowa, inaczej,

od innych kobiet trzymać się z dala

i ... tra-la-la-la-la ...

 

Bo ty nie chciałaś mojej miłości,

nie chciałaś szczęścia, pieszczot, czułości,

więc mrużąc oko, zmienna istotko,

wołam dziś: Biada ci ! Twoja zdrada

będzie pomszczona !

 

Och, moja mała, jak mogłaś, śmiałaś?

Wiesz, co straciłaś,

dziewczyno, co ze mnie zrobiłaś ?

Jak Albin Fredry chodzę wpół zgięty

i łzami zwilżam ślady twych stóp.

Cóż mi zostało ? Chyba me ciało,

choć jeszcze młode, pochłonie grób.

 

A na mym grobie, tak, na złość tobie,

wyrosną wonne dwie lilie białe,

wyniosłe, piękne, i będą z wdziękiem

o swej pożywce coś plotkowały.

 

Pobliską dróżką, będąc staruszką,

może przechodzić będziesz z wybranym;

wtedy usłyszysz w wieczornej ciszy,

jak użalają się nad swym panem:

„Nasz pan był czysty, jak płatki nasze.,

a świat go skrzywdził. Brzydko! A fe !

Biedaczek zginął  z żalu za dziewczyną”.

 

A mnie cholerrra z grobu poderwie,

dwa białe kwiatki ze złością zerwę,

o ziemię łupnę i wrzasnę: „Głupie”!

I wrócę znowu na świat z uczuć grobu,

dziewczęta brał będę w ramiona

i ... już nie skonam !

 

 

 

 

Helena Szymko

„Gdy cię pozyskam”

 

W twoich pocałunkach

chcę tonąć bez końca

twojego ciała być wiernym oddechem

wszystkich twych myśli popłynąć strumieniem

i twojego serca odbijać się echem

a gdy już pozyskam ciebie całego

i twojego wzroku stanę się spojrzeniem

wtedy zrozumiesz jak wiele nas łączy

że twoje serce jest biciem mojego

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Miłość w środku zimy”

 

skute wodne akweny

drogi pełne zasp

staw pocięty łyżwą

pagórki ze śladami sań

 

niby morsom tylko

przychylny ten stan

jednak i w rdzeń zimy

odwilż może się wdać

 

to miłość – serc dwoje

splecionych rąk uścisk

w surowej zmarzlinie

wyciska swój dotyk

 

spierzchniętym wargom

niestraszny mróz

walentynkowy spektakl

rozkuwa kurtynę z sopli

 

areną kochanków

skrząca poświata księżyca

z białego puchu rekwizyt

ściele się po scenie

 

i rozkochują się pary

rozpalają lutego okowy

w scenariuszu zimowym

nie dają się zmrozić

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Miłość zimowa w górach”

 

Miłość zimowa

jest inna jak wiecie

jest zimna zagadkowa

ale znana w świecie

 

Bo niejeden narciarz

co po górach szusuje

spotyka ją na śniegu

i to mu pasuje

 

Razem z tą miłością

spędza potem czas

w kurorcie przepięknym

i zadziwia nas

 

A zadziwiać będzie

do końca sezonu

aż miłość zimowa

popuści z tonu

 

Stanie się znów zimna

z obliczem zimowym

narciarz szusem zjedzie

rozpocznie romans nowy”

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Moja miłość niespełniona”

 

Setki lat stary dąb miał

przy wielkim stawie rybackim stał

Gdzieś w maleńkiej wsi Czetowice

spoglądał dumnie na przepiękne jej okolice

 

Nie jedną historie miłosną poznał

Zaszczytne miejsce przecież piastował

Był wielki w swej sile nie niezrównany

Od wieków wiatrem i słońcem muskany

 

W wiosenny, słoneczny dzień

Dąb zauważył idący dziewczęcy cień

To byłam ja - promiennie się uśmiechałam

Gdy podeszłam, cichutko mu zaśpiewałam

 

Objęłam go mocno na przywitanie

Witaj dębie, posłuchajmy ptaków ćwierkanie

Ryby w stawie ogonkami o wodę pluskały

Tatarak i lilie w takt im akompaniowały

 

Przyjaźń nasza wciąż się rozwijała

Przyjacielowi dębowi często się zwierzałam

O miłości platonicznej raz mu rzekłam

Nieszczęśliwa ta miłość-bardzo go urzekła

 

Dąb zatroskany był o mnie

Cenną więc radę więc do mnie

Jeśli kochasz - to z wzajemnością

Serca ze skały nie żyją piękną miłością

 

Pewnego razu, gdy biegłam do niego

Nie ujrzałam już dębu - przyjaciela swojego

Dębie, dębie mój kochany...

Kto teraz uleczy moje rany...

 

Pochylona nad pniem, który pozostał po nim

W rozpaczy liść przytuliłam sercem zranionym...

To ty byłeś mym szczęściem, moją radością

Największą moją...tęsknoty miłością

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Donkichotowe serce”

 

Gdzie jesteś ma luba, szczęściem obramowana

I gdzie jest Twa dusza niebiańska, ukochana?

Czy  stąpasz po ziemi czy raj łzami haftujesz?

Czy tęsknoty moje połową serca czujesz?

 

Gdzie jesteś ma luba mgłą brylantu osnuta

I gdzie Twojej harfy hen niebiańska nuta?

Czy błądzisz bez celu na horyzoncie zguby?

Czy gdzieś przy ołtarzu innemu szepniesz: „luby”?

 

Gdzie jesteś ma luba w powłóczystej sukience?

Czy będę mógł kiedyś pocałować Twe ręce

I stanąć  w promieniach Twej słonecznej osoby?

Być dla ciebie mężem Twej chluby i ozdoby.

 

Gdzie jesteś ma luba z kosmosem duszy swojej?

Ty jesteś ostoją szczęśliwości dziś mojej

I mimo, że ręki nie podasz na kobiercu

To zawsze w mym będziesz - donkichotowym sercu.

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Zimowa miłość”

 

Pamiętam zimowa była pora

Śnieg zasypywał świat płatami

W serca nam trafił strzał Amora

Zauroczeni, zakochani

 

Nic to że wichry i zamiecie

Mróz dokuczliwie szczypał w uszy

Spotkania trwały wciąż w duecie

Myślałam że żadna siła nie wykruszy

 

Naszej miłości i nie zatrze

Wyznań że trwałe będzie Twoje słowo

Wiatr nieprzyjazny wieje zawsze

A Ty przeniosłeś się służbowo

 

Do Kołobrzegu nad Parsętę

I zamiast spotkań słałeś listy

Co dnia czytałam je – pamiętam

Wiatr wiał od morza nienawistny

 

Śnieg stopniał zima się cofnęła

Wiosnę witały Kontynenty

Miłość ze śniegiem też stopniała

Z wodą spłynęła do Parsęty

 

Czas zerwał karty z kalendarza

Do innej przeniósł je krainy

Czasem przypomnieć mi się zdarza

Tę naszą miłość w środku zimy

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Koniec białego czarnowidztwa”

 

Czy zima może nam dać coś dobrego

oprócz zasp śniegu, konieczności odmiatania,

oprócz potrzeby lgnięcia do pieca dobrze rozgrzanego,

prócz długich, gnuśnych nocy, ciepła wspominania.

 

Oprócz tęsknoty za słońcem, która serce nam pożera,

prócz widoku wron czarnych – a kraczą nie próżno –

prócz mrozu, co biedakom nadzieję przeżycia odbiera,

prócz rozstania – na razie – z swą torbą podróżną.

 

Prócz śnieżynek, na które dzieci przez okno popatrzą,

prócz bałwanka w rondlu na głowie – zamiast cylinderka,

prócz gila, jemiołuszki, zimorodka, gdy przylecieć raczą,

prócz słoneczka, co – z rzadka – z góry na nas zerka.

 

Cały świat, jak w letargu, jak by człowiek spadał w dół

i gdy już tak przyroda na złość życiu drzemie,

trzeba mieć wielki talent – nie małego skąpe pół,

żeby stworzyć choć wierszyk o miłości w zimie.

 

I nagle, o mój Boże, zrozumiałam: tu narzekań koniec,

iluminacja z nieba spłynęła do serca mojego

wszak miłość w sercu mieszka, to w nim ogień płonie.

I zapłonął tak kiedyś w zimie. Pod koniec lutego.

 

Bo to całkiem nieprawda, że się tylko w maju

dzieją sprawy tak ciepłe i miłość rozkwita.

I w lutym bywa też tak jak jest w maju,

bo miarą szczęścia samo szczęście jest. I kwita.

 

 

 

PS  W następnym wpisie będzie bracki felieton Romka D., bowiem na naszych wieczorkach – oprócz poezji - serwujemy również prozę.

 

 

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

niedziela, 21 lutego 2016 23:56

 

 

MIESIĄC, KTÓRY POEZJĄ

był

MALOWANY

 

 

 

            Oto wiersze, które braccy poeci prezentowali w części pierwszej literackiego wieczorku pt. „Styczeń poezją malowany”. Inspiracją dla nich był ów wieczorkowy tytuł. Konferansjerkę poprowadziła Krysia Pilecka. 

 

 

Maria Rudecka

„Przeciw mrozom”

 

Przeciw mrozowi dobre ciepła czapki – baranice,

niezłe walonki z filcu, z wełny rękawice,

udziergany przez babcię, siostrę długi z wełny szal

i bieg w solidnym tempie, kiedy metą dal.

 

Rozgrzeje cię tupanie i rąk żwawe zabijanie,

łyczek czegoś ciepłego, dłoni nacieranie.

Pomocny się okaże z korzeniami grzaniec.

ale najskuteczniejszy zawsze dobry taniec.

 

Dobry! Nie żadne tam klasyczne menuety, tanga,

a nawet i nie mazur. Dzisiejsza taneczna balanga

preferuje to salsę, makarenę, to lambadę jaką.

Ja na mróz radę miałam, mam zawsze jednaką:

 

Poleczkę tańczcie skoczną czy oberka. Są rozgrzewające.

W zimie zastąpią grzaniec. Rozgrzeją jak słońce.

Rytm oberka zdrowotnie podziała i na stare kości,

a polka ciepło da i wiele przyjemności.

 

Potwierdzi to i polskie dziewczę, riknie ceska Holka,

że na mróz jest najlepsza, najlepsza jest polka.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Styczeń poezją malowany”

 

styczeń w biel ubiera pejzaże

pierzyną z puchu

ogrzewa skostniałe przestrzenie

pola i łąki

aż po horyzont ściele

 

styczeń skuwa jeziorne tafle

biblijnym idąc przykładem

też zamienia wodę

i nasyca się łyżwowym śladem

rysowanym na jego obrazie

 

styczeń z królami trzema

podąża w orszaku

w koronie z sopli

scala wiernych

złaknionych dobrej nowiny

 

styczeń babciom i dziadkom

honory oddaje

ich wnukom w prezencie

ślizgawki funduje

i materiał na śnieżne kule

 

styczeń natchnieniem poetów

w mrozowe witraże

okna przystraja

skrzypiąc pod stopami

poetycko maluje zimę

 

 

 

 

Helena Szymko

„Karnawał”

 

Już karnawał , czas szaleństwa

tę noc chcę przetańczyć do rana

wirować z tobą na gładkim parkiecie

w rytmach

muzyki zakochania

poprowadź mnie miły

pełnym gracji krokiem

delikatnie trzymaj w ramionach

bądź dziś oparciem dla mojego boku

 

a orkiestra hucznie przygrywa

wszystkie pary wirują na Sali

każda z nich uśmiechnięta, szczęśliwa

odbijany, ktoś woła przed nami

znów ląduję w silnych ramionach

inna pani już ciebie zdobywa

wymieniamy się czule spojrzeniami

cała płonę od twojego wzroku

pragnę, byś znów uchwycił mnie w tańcu

tylko z tobą ta noc dziś coś znaczy

moje serce wali jak młotem

liczy się tylko to, co jest teraz

nie chcę wiedzieć, co będzie potem

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Styczniowe szaleństwa”

 

Upojeni bąbelkami szampana

Snuć będziemy marzenia , lite przyrzeczenia

Które Merkury ubarwi

W wizjonerskim wodniku

Roztańczona dusza przez świat pomknie

Na przełaj – byle dalej

Od trosk, niepowodzeń, trudnych chwil…

Sople wiszące na gałęziach smukłych świerków

Rytmicznie podrygują

To znak, że korowód styczniowy

W odcieniach diamentowej bieli

Zbliża się upojony karnawałowym szaleństwem

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Karnawałowe szaleństwa”

 

Jak pięknie jest przeżyć

styczeń w karnawale

ludzi pełne sale

bale gonią bale

 

I tak pozostanie

jakiś czas w tym roku

inni będą tańczyć

ja stał będę z boku

 

Radość w sercu moim

jednak pozostanie

zapamiętam dobrze

innych balowanie

 

Ten styczeń poezją

jest pomalowany

taki pozostanie

w pamięci zapisany

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Jak styczeń grudniowi”

 

Szarością grudzień nas powitał

O zgodę na bezśnieżność nie zapytał

Tak przecież nie wypada

Aby śnieg pod choinkę nie napadał

 

-Mikołajowi przecież utrudniłeś pracę!

-Kiedy ja nie sypnę śniegiem, swoją stracę!

Styczeń rzekł grudniowi

-Co ja teraz powiem bałwanowi?

 

Ze złości skrzypiał w mroźnym humorze

Zabrał się do roboty w ferworze

-Ja teraz tu nowy porządek zaprowadzę!

-Nic nie ujdzie mojej uwadze!

 

I tworzył styczeń zaspy jak oszalały

Krajobrazy w puchową biel się ubierały

Szadź otuliła drzewa, przewody energetyczne

Przecież takie od zarania zima ma wytyczne

 

Styczeń zatem z weną poetycką malował

Bałwan styczniowi za to podziękował

-Wykonałeś pracowicie swe zadanie

I zaprosił go na wielkie świętowanie

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Hej, Muzyko”

 

Hej, Muzyko… Karnawał…

Muzyko zmrokiem fioletowym

budzi zmysły

tęsknotą przenika granice

horyzontu…

Dźwiękiem odcieni unosi do

nieba i…

dreszcz piękna wypełnia

spokojem pastelowym

Garścią etiud nieśmiałości

głębię ukazuje –

spływającą jak dar w liter

klawiaturę i…

jest drogą trosk – marzeń

wplatanych w wątek wrażliwości

ukrywanych z mgłą pragnień

w codzienności zdarzeń…

Hej, Muzyko!

 

 

PS Niebawem zamieścimy bracki felieton Romka D., który to prozą miesiąc malował…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Wiersze z grudniowej biesiady literackiej...

środa, 06 stycznia 2016 1:34

 

 

PODĄŻAJĄC

za

ŚWIĄTECZNĄ POEZJĄ

 

 

 

            Oto obiecana porcja wierszy z grudniowego wieczorku literackiego pt. „Podążając za Gwiazdą”. Jak wskazuje tytuł – wiersze są typowo tematyczne i dotyczą oczywiście świąt bożonarodzeniowych.

            Najpierw pomyśleliśmy, że już po świętach i materiał zrobił się nieaktualny. Jednak Boże Narodzenie to taka chwila, która mogłaby trwać wiecznie i pewnie mało kto rościłby do tego pretensje. Dlatego odważyliśmy się na odtworzenie grudniowej Brackiej poezji, by raz jeszcze poczuć ten niepowtarzalny w roku czas…

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Regina Adamowicz

„Podążam za Tobą”

 

Gwiazdo Przewodnia Gwiazdo Przeznaczenia

Ty mi przyświecasz blaskiem na błękicie

Oświetlasz drogę wiodącą przez życie

Od dnia narodzin – początku istnienia

 

Gdy czasem bledniesz lub chowasz się w chmurze

Błądzę po zawiłych często krętych ścieżkach

Na nizinach ziemi gdy Ty w niebie mieszkasz

W nieskończoności pośród gwiazd w lazurze

 

Świeciłaś mi zawsze w niebezpiecznych chwilach

Podążałam za Tobą wyznaczoną drogą

Trudno Cię odnaleźć gdy gwiazd świeci tyle

 

Aby się nie zgubić patrzę w niebo z trwogą

Podążam za Tobą codziennie z nadzieją

Że spotkam się z Bogiem w stajence w Betlejem

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Andrzej Pitak

„Wielka Orkiestra”

 

przez ramy czarnych okularów

których ciężar wzrok już męczy

wpadł promyk wiary zza filarów

barwami pryskający tęczy

 

spod grubych szkieł mikroskopem

ślepymi łzami na kształt rozety

rozlewa promieni potopem

na brodę siwego poety

 

jak majster w dłoń zręczną bierze

krajobraz ust i kształt ich zmienia

promienie słów zmieniają się w wieże

i biją dzwonem godzinę marzenia

 

śnieg srebrzy przęsła rozetom

od gwiazd nowych śpiewa jaśniej

i przed starym rozwarł poetą

drzwi w portalu księżycowej baśni

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Helena Szymko

„Magia świąt Bożego Narodzenia”

 

Na ulicach gwarno, kolorowo

na wystawach różnobarwnych lampek blask

już choinki wyprzedają, wigilii zbliża się czas

to już święta, noc magiczna

blaskiem gwiazdy rozpoczęta

wielobarwne w oknach błyski

śmieją oczy się dziecięce, gdy po wieczerzy

spod choinki podarunki biorą w ręce

 

czar choinki na komodzie

przypomina mi Cię Boże, jak w Betlejem

narodzony, śpisz na sianku

w cienką chustę otulony – Jezu malusieńki

trze Królowie, monarchowie, dary Ci wręczają

złoto, mirrę i kadzidło oraz hołd składają

radując się, że narodził się zbawiciel

naszych grzechów odkupiciel –

syn Boga najwyższego i Maryi, najświętsze panienki

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Roman Dopieralski

Dziecięcość Bożego Narodzenia”

 

magia świąt, kiedy w przeddzień

narodzin dzieciątka

pod stopami biały chrzęści puch

 

śnieżne toczysz kule

marchewkowy rekwizyt wbijasz

w ostatnią z nich

i pędzisz tam, gdzie pachnie świerkiem

wieczerzą

gdzie ciepło i bezpiecznie

 

musisz zdążyć nim pierwsza gwiazda

ożywi niebo

po którym śmigną płozy sań

a strojne renifery

sprowadzą go na ziemię

z worem pełnym niespodzianek

 

co tchu podbiegniesz

do magicznego drzewka

przyodzianego milionem barw

 

o bożym zapominając świecie

będziesz rozwijać przewiązane kokardami

dziecięce marzenia

nieskalane

jak brzemienność Maryi

i czyste

wiarą w świętego Mikołaja

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Krystyna Pilecka

„Podążając za gwiazdą”

 

Jeszcze wypatrujemy jej

by podążać…

Jeszcze wieniec adwentowy

Pośród świec – jodły i świerku

przybrał blask

I Mikołaj Święty przez świat

szedł – dźwigając worek

„Naszych spraw”…

Jeszcze oczekiwania czas –

oczekiwania czas…

Za chwilę – z opłatkiem białym

blisko siebie – poczujemy się

wszyscy tak – jak w niebie

I podążymy za Gwiazdą

w dzień Bożego Narodzenia

Blask Jej – niech wypełni

Dobro i opromieni

każde, najskrytsze życzenie

Które ukryte – drzemie w nas

w ten jedyny, magiczny

radosny czas

 

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania fotki boże narodzenie

Jan Wiśniewski

„Na przekór oku i szkiełku”

 

I cóż, że szkiełko i oko

w bezkresach śródgwiezdnych

przestrzeni na Twe Królestwo

w którym jest mieszkań wiele

umiejscowić nie potrafią

 

I cóż, że szkiełko i oko

w świecie, który jednym STAŃ SIĘ

z nicości jak mówi Pismo

w ciągu dni siedmiu stworzyłeś

tak wiele zła wokół widzą

 

I cóż, że szkiełko i oko

Zamiast rozświetlać DROGĘ DO

Często przysłaniają drogowskazy

Którymi czucie i wiara

Uprzystępniać ją się starają

 

Oku i szkiełku na przekór

szlakiem Betlejemskiej Gwiazdy

podążać pragnę do końca

wierząc, że za horyzontem

czeka rozsłoneczniona wieczność

 

 

 

PS  Żeby grudniowych treści wieczorkowych stało się zadość, do zaprezentowania pozostał jeszcze felieton Romka D. – czyli prozy ciut w następnym wpisie nastąpi…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy poetyckich treści…

środa, 23 grudnia 2015 1:28

 

 

JESIENNE WIERSZE

w

PRZEDDZIEŃ ZIMY

(część druga)

 

 

 

 

            -W tej części wiersze będą o tematyce dowolnej. – powiedział konferansjer Romek, na powitanie w dalszej części wieczorkowych autoprezentacji Brackich poetów -Mówiłem już wcześniej, że listopad jest takim miesiącem pogodowo raczej nie najciekawszym, że pogoda ma wpływ na to jak działamy, tworzymy, więc i te wiersze są takie jakby bardziej nastrojowe, nostalgiczne wręcz melancholijne. Postanowiłem więc, na przekór listopadowej słocie, ciut humoru w tenże wieczorek tchnąć.

            Tak sobie wymyśliłem… a że myślenie nie jest moją mocną stroną więc… Zresztą sami ocenicie. Po prostu każdą zapowiedź danego autora wiersza poprzedzę jakimś rekwizytem, który niejako związany będzie z treścią wiersza – bądź też z jego wykonawcą.

            No to do dzieła! – powiedział konferansjer Romek do piersi przypinając kotylion…

 

 

Renia Adamowicz

„Święto Niepodległości”

 

Kiedy jesienne opadają liście

Barwnym dywanem ścielą się pod nogi

Dzień jest szczególny i Polakom drogi

A świętowany bardzo uroczyście

 

Szumią chorągwie biało-czerwone

Z dumą łopocą pełne godności

To polskie święto Niepodległości

W Ojczyźnie wolnej od lat jest czczone

 

Trwają modlitwy w każdym kościele

Za Kraj Ojczysty i za poległych

W walce o wolność zginęło wielu

 

Lecz mamy Polskę Kraj Niepodległy

A dla potomnych Oni są znakiem

Jak kochać Polskę i być Polakiem

 

 

 

 

            Przy tym wierszu kotylion na piersi konferansjera Romka pozostał, zaś patriotyczny akcent wzmocnił on dodatkowo małą, biało-czerwoną chorągiewką.

            -A jak jest naprawdę z tym naszym patriotyzmem? – zadał retoryczne pytanie.  – Jak to wygląda, kiedy wypadałoby wyeksponować - na przykład. na 11 listopada - wywieszenie naszych barw narodowych. Otóż przeprowadzono niedawno taki uliczny sondaż i okazało się, że flagi wywiesza ponad 90 procent Polaków!

            Dziwne… W moim blokowisku, gdzie mieszka ponad dwieście rodzin, oprócz mojej na balkonowym parterzę - tylko jedna jeszcze powiewała, u pana Józka - sąsiada z czwartego piętra…

 

 

Ludmiła Raźniak „Niepodległa”

 

/autorka wiersza nie zezwoliła na jego publikację!/

 

 

 

 

            Do zapowiedzi tego utworu, konferansjer Romek pozbył się patriotycznych akcesoriów, zaś na szyi miał zawieszoną na żółtym tle wizytówkę z własnym imieniem i nazwiskiem…

            -Co prawda na żółtym papierze… ale nie, nie… to nie tak, jak niektórzy być może pomyśleli, że ja mam tzw. żółte papiery. Ja po prostu nie miałem białego brystolu i stąd ta żółć – zaczął się gęsto tłumaczyć. - Dla niedowiarków oto dowód… - pokazał kartkę żółtego brystolu z brakującym prostokącikiem wielkości owej wizytówki…

 

 

Roman Dopieralski

„Pierwszy po Bogu”

 

gdybym pierwszym był po Bogu

jak dalece bym się zmienił

czy swój lichy ludzki wizerunek

starałbym się wynieść pod niebiosa

 

w postaci swojej

pewnie skromność musiałbym odbudować

i inne odświeżyć jeszcze cnoty

by mieć coś po stronie zalet

z uciech wielu rezygnacja byłaby konieczna

 

pewnie bliźniego bardziej

miłować bym musiał

bo cóż to za pasterz

który stada swego nie tuli

 

jakim byłbym cenzorem

co puszczał w niezmienionej postaci

jakbym się odniósł do pijaństwa

co z narkotycznym dylematem bym zrobił

a zdrady, łajdactwa i tym podobne słabości

 

czy będąc pierwszym po Bogu

aniołem zemsty bym się mianował

i wpędzał ich wszystkich

w czeluście piekieł

 

kogo w czyśćcu bym lokował

przed kim bramę niebiańską otwierał

by na spotkanie ze stwórcą

miał szansę

 

a co z chęciami awansu

u śmiertelników pokusa to wielka

będąc u boku Pierwszego

nie pchałbym się przed szereg

niepodważalną czując jego władzę

czy pokora we mnie by się odezwała

a rozsądek z zachłannością zwyciężył

 

 

 

 

            Przy zapowiedzi tegoż wiersza konferansjer Romek wyciągnął w kierunku publiczności lewa rękę z maluteńką maskotką ośmiorniczką. Następnie prawą rękę z maskotką kurczakiem-piratem. Znaczyć to miało, że wiersz nieobecnej poetki ma przeczytać jej Bracki kolega. I jakież było zdziwienie, kiedy na scenę weszła dosyć dziwnie ubrana kobieta…

 

           

Irena Wiercińska

„Ułamki życia”

 

/wiersza brak/

 

 

 

 

            Kombinacje z maskotek, które wyrazić miały płeć poszczególnych osób, okazały się jednak trafne, bowiem utwór Ireny Wiercińskiej (maskotka ośmiorniczka symbolizująca w tym przypadku płeć piękną) przeczytał przebieraniec… a był nim – znany dobrze z upodobań do tego typu rzeczy – Kazik Gałkowski, któremu konferansjer Romek przyporządkował maskotkę kurczaka pirata …

            Do zapowiedzi kolejnego Brackiego poety, konferansjer Romek wyszedł z kapeluszem na głowie, co dla uczęszczających na nasze wieczorki poetyckie było oczywiste, że wystąpi…

            Ad-ventuus… - powiedział konferansjer Romek, otwierając słownik łacińsko-polski. – Ad-ventuus znaczy przybycie, zbliżanie się. Według słownika łacińsko-polskiego są dwa znaczenie tegoż wyrazu: a) nadciąganie, przymarsz  b) nadejście, początek.

            Zatem przymaszeruj tutaj na scenę - Andrzeju Pitaku - i daj początek swojemu wierszowi pt. „Adventus”…

            I stało się! Andrzej Pitak przymaszerował na scenę!!!

 

 

Andrzej Pitak

„Adentus”

 

czerwona socha

wrzyna się w witraże

jesiennego kościoła

na ołtarz pański

niby łaska

spłynął złocistosiny

zmarznięty liść z wysoka

gwiazdami leci kość

adwentowych pieśni

 

pod zimnymi schodami

na świat patrzy

on z rodu Dawida

kapłan dziejów

mój brat

 

gdy zesłałeś go Panie

było zimno na ziemi

padały deszcze

mnie matka

nie zrodziła jeszcze

nie moja w tym wina

że z grzechu Adama

ciałem jego miotały

strachu dreszcze

 

upadnie na ziemię twardą

jak ten liść zżółknięty

pod śniegiem zastanie go gnicie

śpiewem aniołów powita wiosnę

ze zmarłego ziarna

nowe zrodzi życie

 

padają liście skrwawione

na krzyż w adwencie

 

czy wiesz

że twoje serce spragnione

nie jest samo

w golgoty zamęcie

 

 

 

 

            Konferansjer Romek wychodzi na scenę i mówi: -Miałem wiele koncepcji na rekwizyt… Najpierw chciałem jakieś kilka gwiazdek ciapnąć na sufit… albo światła na sali wygasić… ale pomyślałem, że można to też w taki sposób wyrazić. – powiedział, zakładając ogromniaste okulary z przyciemnionymi szkłami

 

 

Ola Stoczyńska

„Za horyzontem noc wstaje”

 

/wiersza brak/

 

 

 

 

            Do zapowiedzi następnego wiersza, konferansjer Romek wyszedł obwieszony serduszkami i ze znaną już maskotką ośmiorniczką…

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Jestem przy Tobie”

 

/autorka utworu nie zezwoliła na jego publikację! Możemy jedynie zdradzić, że w treściach zawierał tęskną miłość jednej osoby do drugiej/

 

 

 

 

            Do tego wiersza konferansjer Romek wyszedł jakoś dziwnie zdeformowany. Kiedy się nachylił, na plecak miał garb pokaźnych rozmiarów. I w tej zgiętej pozycji zaczął swoją zapowiedź… -Kralicki Sneżnik, to najwyższy szczyt Grupy Śnieżnika w Sudetach Wschodnich na granicy z „Pepiczkami”. Wysokość: 1425 metrów… Przed państwem poeta, który nie tak dawno zdobył ów szczyt…

            Nastąpiła lekka konsternacja, kiedy na scenę – z pewnymi trudnościami - wszedł o kuli senior Janek.  –Jak on tego dokonał – powiedział niby do siebie konferansjer Romek…

 

 

Jan Wiśniewski

„Śnieżnik”

 

Wyniosły i dumny

trwasz

Przez lat miliony

wichry i deszcze

śniegi i słońce

w przemiennych cyklach

nieustannie rzeźbią twe oblicze

 

U twych stóp czas płynie

Lodowce

wojny

rozkwity

upadki

zmiany państw

wędrówki narodów

Ty z wysokości

ciągle królujesz

 

Czym jest dla ciebie ta chwila

w której

samotny wtargnąłem

w twoją odwieczność

 

Smagany wichrem lodowatym

strzępom myśli

przebłyskującym wśród mgieł

kształt nadać pragnę

i wyryć w sercu

by nie rozpierzchły się

w zgiełku życia

 

Przecież za chwilę

powrócę do krainy

teraz korzącej się u stóp

 

A ty

niezmiennie

trwać będziesz na wysokościach

 

 

 

            Po prezentacji utworu pana Jana, konferansjer Romek wyszedł na scenę, raz jeszcze się nagiął – eksponując ów garb – po czym usunął go sobie. W rękach dzierżył gumową piłkę z autografami wszystkich Brackich poetów. Następnie wziął zamach prawą nogą i piłkę wyekspediował w publiczność. Padła ona łupem młodzieńca, być może w przyszłości również Brackiego poety…

            -Literackie treści, jakie przygotowaliśmy na dzisiejszy wieczorek, który wprost nurzał się w listopadowej symfonii - zostały wyczerpane. Tak na koniec, mamy do Was – konferansjer Romek zwrócił się do publiczności - jeszcze jedną, bardzo, ale to bardzo gorącą prośbę… byście za miesiąc znowuż do nas zawitali.

            I oczywiście przyprowadzajcie na nasze wieczorki swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle serdecznie!!! Do zobaczenia i do usłyszenia w grudniu po południu!

            I nurzajcie się w tej listopadowej symfonii, której dni kilka jeszcze zostało! Taplajcie się w niej, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem białym przykryje te jesienne pejzaże!

            Do zobaczenia!

 

 

 

PS  A następny wpis, to już będzie o grudniowym wieczorku, który był nie mniej urokliwy od listopadowego… A może nawet bardziej?

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wiersze…

poniedziałek, 21 grudnia 2015 2:39

 

 

JESIENNE WIERSZE

w

PRZEDEDNIU ZIMY

 

 

 

            Na ostatnie wiersze z jesiennego wieczorku literackiego pt. „Listopadowa symfonia” – czas nadszedł. Podobnie jak w części pierwszej, tak i tutaj obrona jesieni zastosowana w wierszach Brackich poetów, jest kontynuowana. Zwłaszcza, że kolejny konferansjer, którym był Romek Dopieralski, w swoich zapowiedziach postawił zdecydowanie na humor. Najwyraźniej wyszedł z założenia, że skoro tego dnia aura nie dopisała, to tym bardziej nie należało dobijać licznie przybyłej publiczności smętną oprawą pięknych przecież wierszy.

            Do rzeczy! Oto wiersze Brackich poetów w scenariuszowej oprawie, czyli tak jak na owym wieczorku było…

 

 

            Witam serdecznie! W tej poetyckiej części utwory będą o tematyce dowolnej. Co tam poetom w duszy grało, to na papier przelali. A że listopad jest takim miesiącem, jak to za oknem widać – no, pogodowo raczej nie najciekawszy. A wiadomo, że pogoda ma wpływ na to jak działamy, tworzymy, więc i te wiersze są takie jakby bardziej nastrojowe, nostalgiczne wręcz melancholijne.

            Mam takie pytanie na początek: Kto był na poprzednim naszym wieczorku miesiąc temu w październiku? Pamiętacie zatem, że niektórym Brackim literatom zadawałem pytanie, czy jest poetą, czy rzemieślnikiem? I teraz mam zamiar wykorzystać to w listopadowym repertuarze.

            Jako pierwsza zacznie prezentację swojego utworu Bracka literatka, która na owe pytanie odpowiedziała, że jest pół poetką – pół rzemieślniczką. Oto Maria Rudecka i jej wiersz, który jest portretem miesiąca – wiersz pt. „Listopad”…

 

 

„Nachodzą mnie ponure, smętne listopady” –

wzdycha poeta, co do dębu porównał się przecie

a to mogłoby znaczyć, że wprost nie ma rady

na smutek, który ze mnie wynika na świecie.

 

A ja, Listopad, chciałbym te kłamstwa odwołać –

mówię odpowiedzialnie – uwierzcie mi, proszę,

opinii mojej dobrej odebrać nie zdoła

nikt, przekonam, że nie tylko smutki ja przynoszę.

 

To prawda, Świętem Zmarłych zaczynam swą drogę,

ale światło im niosę, blask – jasności nadzieję

i wspominać najlepiej chcę jak tylko mogę.

Widać, że nie zło tylko, lecz i dobro przeze mnie się dzieje.

 

A co? Tu, w Polsce każdy natychmiast odpowie,

kiedy dzień jedenasty mój z pamięci przywoła,

bicie dzwonów radości, co Ojczyźnie zdrowie,

życie wróciła. Jaka pieśń, pean jaki zdoła,

jaki hymn? Może tylko mógłby „Magnificat”?

niepodległość wyśpiewać i Bogu podziękę

za ten jeden dzień piękny – skończoną udrękę.

Pomnego tego faktu radość na wskroś mnie przenika.

 

Świadomy tych jasnych proszę o wyrozumiałość

w ocenianiu mnie – inaczej nawet nie wypada –

i sam nie chcę przez pewną wrodzoną nieśmiałość.

O sprawiedliwość mogę chyba prosić:

Brońcie Państwo mnie, czyli Listopada.

 

 

 

 

            Następna nasza wykonawczyni wiersza na owo pytanie odparła słowami Stachury, mówiąc że wszystko jest poezją. Oto Krysia Pilecka i jej utwór pt. „Symbioza”…

 

 

Symbioza rozerwana…

ciepła bliskość i oddech w słuchawce

… była jeszcze wczoraj –

została na stacji pożegnań

melodią szyn

niewidzialnym dotykiem anioła

i…

otwartym oknem przyjaźni

nieskończonej

uśmiech zagadkowy poranka

bez wzruszeń bez przywołań

 

Bezsilnością wtopioną w ciszę

w oprawie nocy i dni ukryta

zaszufladkowana…

 

 

 

 

            Kolejny wykonawca uważa się za poetę i wzoruje na Mickiewiczu. Dopowiedział jeszcze, że w Krakowie – skąd pochodzi – nie rymował w swoich utworach. Zaczął dopiero na Ziemi Koszalińskiej.

            Ten wiersz Piotra Jerzego Kawy jest oczywiście również rymowany, a jego tytuł brzmi „Pragnienie i pokusa”…

 

/wiersza brak/

 

 

            Ta Bracka literatka uważa się nie tylko za poetką, ale również za artystkę, bowiem rękodzielnictwo jest jej pasją. Przed państwem poetka i artystka w jednej osobie. Oto dowód! Ten wieczorkowy plakat przecudnej urody jest jej autorstwa.  Renia Wojniłowicz z utworem zatytułowanym „Przywrócić nadzieję”…

 

Jak z bagażem życia iść

Z każdym dniem jest trudniejsze

Ciężar przez lata gromadzony

wpędza w niemoc

 

Zwieszona głowa, smutne oczy

I serce boli, że

nie ma nadziei i wiary

która czyni cuda

 

A gdyby choć na chwilę

oderwać oczy od siebie

O innych pomyśleć

Oni też swój garb dźwigają

 

I zmienić swoje negatywne myślenie

W barwniejsze przyodziać się kolory

Dojrzeć błysk na niebie

który na nowo rozpromieni

 

 

 

 

            Ten poeta uważa się za poetę, gdyż swoje utwory pisze od ręki i nie poprawia ich w nieskończoność – takiej udzielił odpowiedzi na pytanie, czy jest poetą - czy też rzemieślnikiem. On, podobnie jak Piotrek Kawa, także wzoruje się na Mickiewiczu i robi to tak dobrze, że praktycznie pisze jak Mickiewicz. Dlatego też nazywamy go w swoim gronie „Brackim Mickiewiczem”. Mało tego, on do tego stopnia jest zafascynowany naszym wieszczem Adamem, że nawet wiersze o nim tworzy

            I oto tego dowód. Robert Paweł Kamin w utworze pt. „Dwór Pana Tadeusza”…

 

/wiersza brak/

 

 

            Następna nasza Bracka literatka… Literatka? Jakoś dziwnie mi to zabrzmiało… „Bracka literatka”, to tak jakbym o poecie powiedział np. „Bracki kieliszek”… Kiedyś w literatkach piło się wodę sodową… Ale powróćmy do poezji.

            No więc – ta… literatka… - do pytania podeszła niezwykle ambitnie, bowiem do zdecydowanej odpowiedzi, że oczywiście jest poetką – dołożyła wiersz napisany na przysłowiowym kolanie, na chwilę przed udzieleniem odpowiedzi. Czym oczywiście przekonała wszystkich, że udzieliła odpowiedzi jak najbardziej prawidłowej.

            Oto Bracka szklanka… oj, pardon… Bracka literatka oczywiście, Helena Szymko i jej utwór pt. „Jak kropla bursztynu”…

 

Miłość prawdziwa

kryje w sobie piękno

minionego czasu

barwiąc tęczą obrazy

wyśnionych przeżytych

najpiękniejszych chwil

 

jak kropla bursztynu

tuli w sobie mikroskopijne

cząsteczki przeszłości

tak miłość prawdziwa

wypełnia nas bujnością

doznań i przeżyć

pozostawiają w naszych sercach

wiecznie nieśmiertelną

 

 

 

            Zostawiamy na chwilę poetyckie treści - i by złapać oddech przed kolejną porcją Brackich autoprezentacji – przedstawimy Bracki Humor, czyli „Fraszki Zosi Zawilskiej w klimacie wyborczej kiełbasy”

 

 

 

/Konferansjer Romek D. do Zosiowych fraszek dołożył komentarz i zrobił z siebie narratora tegoż humorystycznego spektaklu, zaś fraszki odczytywała Bracka poetka, Renia Wojniłowicz. Oto tego efekty…/

 

 

 

Kolejna polityczna karuzela już za nami i od 25 października mamy nowy rząd. I właśnie ta nowa władza, u co niektórych wywołuje już flustracje. Jedni się martwią, czy ich  wyrzucą, czy  nie wyrzucą, inni już zaczynają magazynować konserwy w swoich piwnicach. Narzuca się zatem pytanie: Dlaczego ten stary parlament nie utrzymał się u steru?! Może dlatego, że…

 

Czart rozkręcił karuzelę

Już zajęte miejsca wszystkie

Afera goni aferę

Aferzysta ściga aferzystę

 

A jak było, gdy częstowano nas wyborczą kiełbasą? Jaką strategię obierali potencjalni kandydaci do sejmu i senatu?

 

Żeby zdobyć władzę

Jakoś se poradzę

Później mi zostanie

Już tylko przetrwanie

 

Czy raz jeszcze okaże się, że…

 

Gdy ma być wybrany

Przyłóż go do rany

Gdy mandat otrzyma

Zaraz się wypina

 

Jak to mówią – „już po ptokach”. Mamy nowy parlament, nowy rząd z Beatą Szydło na czele. Będzie jak przed wyborami? Jakie są prognozy?

 

Emigracji zarobkowej

Wolną drogę na świat dano

Lekarze pewnie wyjadą

Grabarze chyba zostaną

 

A co z władzą ludu?

 

Tak się ma władza ludu

Do zwierzchniej władzy polskiej

Jak laska kulawego

Do laski marszałkowskiej

 

To może przynajmniej zmniejszy się w dystans dzielący nas od świetlanej przyszłości i będziemy mieć drugą Irlandię?!

 

Przyszłość jest taka świetlana

A teraźniejszość mrok oplata

Bo od świetlanej przyszłości

Dzielą nas świetlne lata

 

Jednak, co by nie było – Polak optymistą jest i basta! I z największych nawet dylematów, zawsze jakąś naukę wyciągnąć potrafi…

 

Jest on dziwnie odważny

Nie boi się szkody ni straty

Wie, że po szkodzie jest mądry

i chce być w tę mądrość bogaty

 

A oto fraszka podsumowująca…

 

Nie marudź, nie narzekaj

Że jest pogoda nieładna

Bo zawsze, co by nie było

Lepsza jest taka, niż żadna

 

-To był tak zwany„Humor Bracki”. - powiedział konferansjer Romek vel narrator tejże scenki rodzajowej - Były to fraszki naszej najwybitniejszej humorystki w dziejach naszego Bractwa, Zosi Zawilskiej!  Niestety, Zosia już w Bractwie się nie udziela, co jest dla nas niepowetowaną stratą. Na nasze szczęście mamy zgodę na korzystanie z jej tekstów do woli! Co niniejszym czynimy...

 

 

PS W kolejnym blogowym wpisie będzie kontynuacja jesiennej poezji i zarazem jej ostatnia część. Okraszona oczywiście zapowiedziami konferansjera Romka D.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Listopadowa poezja Brackich…

czwartek, 03 grudnia 2015 3:31

 

 

SYMFONIA WIERSZY

BRACKICH POETÓW

 (część I)

 

 

            „Listopadowa symfonia” – tak brzmiał tytuł wieczorku literackiego. Tytuł piękny, na poły jesienno-muzyczny. W wykonaniu Brackich poetów: muzyczno-jesienno-humorystyczno-liryczny. Tak się utarło, że piękne jest lato, wiosna ze swoją świeżością, porządna zima z białą puszystością i niekoniecznie piękna jest jesień z deszczową aurą i sygnałem, że coś się kończy. Przecież nawet mówi się o „jesieni życia” i raczej nie ma w tym optymistycznego zabarwienia.

            Dlaczego właśnie jesień upatrzono sobie, kiedy chce się powiedzieć o jakimś zmierzchu czegoś, albo chcemy zaakcentować, że coś się właśnie definitywnie kończy. Wtedy jak nic – sięgamy po zwrot typu „jesień”. Czy to aby właściwe podejście? Czy sprawiedliwe to wobec jesieni?

            A może jesień – tak jak  inne pory roku – coś właśnie zwiastuje nowego, niepowtarzalnego. Po prostu coś! A może jesień padła ofiarą pewnego stereotypu, że zawsze musi być jakiś kozioł ofiarny. Bo tak na zdrowy rozsądek, to we wszystkich porach roku są te tzw. dobre i złe dni. Wiosną potrafi nieźle zmrozić, że drzewa później nie chcą owocować. Ale któżby winił ją za to, skoro właśnie wiosną budzi się przyroda do życia. I nie wiadomo jak by było, ona i tak ze snu zbudzić się musi – takie są odwieczne prawa natury. Zaś latem niekiedy pogoda jest tak fatalna, że jesienią takiej nie uraczysz. Ale wystarczy, że przez kilka dni poświeci słonko i lato odzyskuje swoje dobre imię. Natomiast jaka będzie zima - zawsze trudno przewidzieć. Nieraz już na jesieni mróz skuje wszystko, co tylko ma w sobie choćby odrobinę wody, a innym razem taka prawdziwa zima zaczyna się dopiero grubo po Nowym Roku i trzyma przez pół wiosny. Ale gdzieżby zimę krytykować. Zima to zima i już!

            Co innego jesień. Ona już na wstępie ma przegrane, bo tęsknota za latem jest tak wielka, że co by jesień nie zrobiła – sympatii naszej sobie nie zaskarbi. A kiedy się już kończy – też oddychamy z ulgą, że oto zima w końcu nastanie i wymrozi te wszystkie bakterie i mszaki, jakie jesień rzekomo naprodukowała.

            Jednak Braccy literaci jakby wzięli jesień w obronę. Nawet u jej schyłku, czyli w listopadzie – potworzyli piękne o niej wiersze. I całkiem słusznie, bo we wszystkim można dojrzeć piękno, jeżeli tylko się chce i nie ulegnie utartym stereotypom. Tego piękna jesień nie ma wcale mniej od innych pór roku. Bo któż może poszczycić się taką gamą kolorów w przyrodzie. Babiego lata nie uraczysz przecież o innej porze roku, a te ptasie klucze na niebie nie są wcale brzydsze od tych wiosennych. Jedynie w przeciwnym kierunku podążają.

            Wiele przykładów można by jeszcze podać, argumentując nimi wspaniałość jesieni. My – poeci Krajowego Bractwa Literackiego – wierszem stajemy w obronie jesieni! Oto tego przykłady , gdzie podczas listopadowego wieczorku, Krysia Pilecka, zapowiadała kolejnych wykonawców, którzy ukazali listopadową jesień w jej pełnej i niepowtarzalnej krasie…

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Listopadowe nastroje”

 

Jesień nadeszła smutkiem brzemienna

Odeszły piękne dni lata

Wiatr gra melodię tęskną jesienną

Listopadową sonatę

 

Liście wiatr zrywa i poniewiera

One bezsilne łzy ronią

W takt przemijania czas im umierać

Z listopadową symfonią

 

Spadają liście w tańcu i śpiewie

Żółte brązowe i rude

Wiatr im przygrywa na każdym drzewie

Listopadową etiudę

 

Z cichą melodią wiatr się unosi

Nad nekropolią – nad tym co było

I o modlitwę żyjących prosi

O pamięć nad każdą mogiłą

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Uwerturą głaskane mogiły”

 

uwertura listopada skrywa się w zniczach

w cieniu krzyży czeka na dyrygenta

zapałki skier preludium rozpoczyna

woskowany knot pierwsze gra skrzypce

 

i połyskują na mogiłach ogniki

ożywają milczące cmentarne kwatery

wszyscy słuchaczami są tego spektaklu

nawet oni, którym przestało już bić serce

 

póty istnienie ich wiekuiste

póki płoną na ich grobach znicze

póki stanie przy nich ktoś kochający

i mrok zapałczaną batutą rozgoni

 

pomodli się ów dyskretnie

o milczącym wspomni dobre chwile

któremu pod tym nagrobnym spodem

bić już przestało kochające serce

 

i łzę uroni ów perlistą

nawet, jeżeli coś nie tak było

w żart niewinny obróci – nie wypada

o lokatorach niemych kwater mówić źle

 

pamięć symfonię współtworzy jesienną

w zniczach jej roziskrzone są nuty

uwerturą listopada głaskane ich mogiły

choć już przestało bić ich serce

 

 

 

 

Ola Stroczyńska

„Symfonią snu otulona”

 

Otulasz mnie snem

bez barw

bez kolorów

bez grafiki.

Na pewno wiem, że to Ty

Otulasz kokonem ciszy,

spokojem,

nieobecnością,

niebytem,

nieistnieniem,

ukojeniem,

błogą nieświadomością.

Wyzwalasz duszę z ciała.

Ciało odpoczywa w niemocy

Tak noc po nocy

Taki sen przed tym ostatnim,

Jakbyś mnie do niego przygotowywał.

Jestem ci ciałem i duszą posłuszna,

uległa.

Przykryta kołderką Twoich myśli.

Łagodnie wtulam głowę w ramiona.

Z ostatnim westchnieniem tęsknoty

zapadam w szarą mgłę.

Niczego nie śniąc

śpię.

Otwieram oczy szeroko, przytomnie.

Jakby ten czas snu nie istniał.

Wracam przytomnością

przykuta zdziwieniem. I wiem,

Zawsze to wiem,

że chociaż ułamek tyciuteńki,

a może mniej –

Twoja myśl  przy mnie była.

Raduję się uśmiechem

i zapamiętaniem

tego niczego do pamiętania.

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Kres Jesieni”

 

Wszystko przemija, jesień nadchodzi

Łabędź zimowy po stawie brodzi

Klon już się pali złotem ognistym

I dąb usypia listowiem krwistym

 

Wszystko przemija, jesień już w pełni

Prawom przyrody jesteśmy wierni

Żegna się z nami senna mimoza

Bez liści naga chyli się brzoza

 

Wszystko przemija, jesień odchodzi

Rybak łososia wciąga do łodzi

Morze go pieści czułkami swymi

I zapowiada nadejście zimy

 

Wszystko przemija, jesień odeszła

Nad moczarami mgła się rozpierzchła

Lecz wkrótce zabrzmi pieśń ma radosna

I wieczna tutaj zakwitnie wiosna

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Przy zbiorowej mogile”

 

Nigdy Cię nie widziałam, kochany Tatusiu,

choć żyłeś jeszcze, kiedy się urodziłam.

Żły czas do wyjścia z domu wcześniej Cię przymusi…ł.

Na Twoją fotografię jak na święty obrazek patrzyłam.

W liście pisałeś: „Taki ciekaw jestem Lusi.

Dziękuję, Jadziu, opiekuj się najlepiej jak możesz.

Wiosną się ta okropna wojna skończyć musi.

Zaraz będę chciał wrócić, w maju, w czerwcu najpóźniej – Daj Boże.

 

Wiem jak pragnąłeś wrócić, Tatku, do żony, nas dzieci

Do mnie, Twojej najmłodszej, zupełnie nieznanej.

Dziś nad miejscem spoczynku słońce jasne świeci

I widzę Twoje imię, nazwisko wypisane.

 

Nie widziałam Cię nigdy, Kochany Tatusiu.

Na podstawie zdjęć, wspomnień sobie wyobrażam.

Bój o zdobycie Wału Pomorskiego tu Cię zostać zmusił –

Dlatego nadal widzę Ciebie jak postać z ołtarza.

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Miesiąc kroplami dżdżu spajany”

 

             Motto: „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…”

                                                                                  (Leopold Staff)

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A liście drzew wczoraj zaledwie przybrawszy

Szatę wielobarwne płomienno-złocistą

By olśnienia chwilą obdarzyć przechodnia

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A nad cmentarzami łagodna poświata

Będąc echem łuny z rozbłysłych w Dniu Zmarłych

Niezliczonych zniczy wokół grobów bliskich

Chcąc utrwalić pamięć nie ulega mrokom

 

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

A przed pomnikami na placach odświętność

W Dniu Odrodzenia Polski przed niemalże wiekiem

Zgromadzone tłumy flagi defilady

I dęte orkiestry i mowy i salwy

 

Te tłumy choć może często niezbyt liczne

I jak w latach owych na co dzień skłócone

A nie to co łączy nas pielęgnujące

W tym dniu ciągle tu są i ich nie zniechęca

O szyby deszcz dzwoniąc deszcz dzwoniąc jesienny

 

O szyby dzwoniący deszcz późnojesienny

Może się niebawem w śnieżny puch przerodzić

Swą bielą gaszący porę wielobarwną

Lecz może łaskawie dać pożółkłym liściom

Chwile pożegnania ozłocone słońcem

 

 

 

 

Zdzisław Grzanowicz

„Jesień i pamięć”

 

Za oknami szarówka i deszcz siąpi

Jesień nostalgii nam nie skąpi

Na cmentarnych mogiłach migają lampiony

To za czas miniony

Czcijmy pamięć o tych, co polegli na polu chwały

Tych co w maciejówkach niepodległość wykuwali

I tych co z ruin kraj odgruzowywali

Tych spod Lenino

I tych spod Monte Cassino

Wszak krew w nich jednakowa

I nie są to puste słowa

Na szczytach władzy kłótnie

A nam w listopadzie jest smutnie

My o naszych bohaterach zawsze pamiętajmy

I na bezimiennych mogiłach żołnierzy

I kolegów znicze stawiajmy

Wszak się to należy

Cześć Im i chwała

 

 

 

PS  I co? Braccy poeci przekonali, że jesień niekoniecznie musi być tym niechcianym miesiącem? W następnym wpisie będzie kontynuacja gloryfikująca jesień. Tym razem proza Romka D. w felietonowych treściach ukaże jesień taką, jaka jest naprawdę. A jaka ona jest? Zajrzyjcie ponownie na nasz dziennik sieciowy, który z angielska blogiem się zowie, to się przekonacie. No to do następnego…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Biesiada literacka u Brackich…

poniedziałek, 30 listopada 2015 0:00

 

 

LISTOPADOWA SYMFONIA

w

WIERSZACH ZAWARTA

(reportaż)

 

 

 

            Listopad to z reguły jesienna słota do kwadratu, kiedy słońca jak na lekarstwo i do uśmiechu nam jakoś nie po drodze. Pogodowa aura wpędza więc w apatię, stanem naszej duszy rozporządza melancholia, a nostalgia za latem osiąga punkt kulminacyjny. Wtedy najlepiej udać się na comiesięczny wieczorek literacki, który w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom” organizują poeci z Krajowego Bractwa Literackiego. Oni najbardziej nawet stroskaną duszyczkę potrafią swoją twórczością pocieszyć, zainteresować i do działania zainspirować.

            Nie inaczej działo się i tym razem. Hasłem przewodnim literackiej biesiady były listopadowe klimaty. I choć one są jakie są, to przynajmniej przez te dwie godziny wszyscy obecni nie przejmowali się tym, że za oknem hulał jesienny wiatr, było zimno, wilgotno – wręcz ponuro. Bowiem na scenie co rusz działo się coś nowego. A to poezja płynęła gładko jak szemrzący strumyk w rozgwieżdżoną letnią noc. A to felietonowa proza przedstawiała listopadową symfonię w taki sposób, że jesień można by uznać za najpiękniejszą porę roku. Być może tak jest faktycznie? Natomiast w muzycznych przerywnikach pomiędzy literackimi treściami, uczniowie z budowlanego technikum swoim śpiewem uwrażliwiali słuchowe bodźce wiernej Brackiej publiczności. Znalazło się nawet miejsce na scenkę rodzajową, podsumowującą w sposób niezwykle humorystyczny październikowe wybory parlamentarne.

            Wieczorek zatytułowany „Listopadowa symfonia” rozpoczął się felietonem Romka Dopieralskiego. W swojej prozie sprowadził on jesień do tytułowej symfonii i wedle muzycznych reguł przedstawił ją w czterech odsłonach. Pierwszą część umieścił w słonecznej scenerii, kiedy jesienna zieleń zaczyna powoli zatracać swoją soczystość. W drugiej nieco zmienił jej charakter, przyodziewając ją w wiatry i deszcze, zahaczając o pajęcze nici babiego lata. W trzeciej części jego jesienna symfonia wzmocniła tempo, by ukazać łopot skrzydeł ptasich kluczy podążających w cieplejsze klimaty. Finalną część czwartą zamknął uwerturą listopada, która w zniczach się skrywa.

            W poetyckiej części pierwszej Braccy literaci prezentowali swoje utwory przyporządkowane wieczorkowemu tytułowi. Helena Szymko tak rozpoczęła wiersz: „szelestem liści tańczy na wietrze / szmerem wody zadziwia w strumieniach / jakby chciała, by ją zapamiętano / i pozostać w naszych marzeniach / już nie tak ciepła, słoneczna, złocista / ale wietrzna i bardziej szara / owiana smutkiem, zimna i dżdżysta”. Regina Adamowicz w swoim utworze skoncentrowała się na dniu zadusznym: „Z cichą melodią wiatr się unosi / Nad nekropolią – nad tym co było / I o modlitwę żyjących prosi / O pamięć nad każdą mogiłą”. Janek Wiśniewski wers inicjujący do swojego utworu zapożyczył od Leopolda Staffa „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny…” - „a przed pomnikami na placach odświętność / w Dniu Odrodzenia Polski przed niemalże wiekiem / zgromadzone tłumy flagi defilady / i dęte orkiestry i mowy i salwy”. Tak rymował Robert Paweł Kamin: „Wszystko przemija, jesień już w pełni / Prawom przyrody jesteśmy wierni / Żegna się z nami senna mimoza / Bez liści naga chyli się brzoza”. Natomiast Grażyna Piekarewicz, zachwycona listopadowym pejzażem, takie spłodziła słowa: „Na obrzeżach nieba moje zamyślenia, moje zapatrzenia / Marzenia skryte w płaszczu lśniących kasztanów / Zachwycają jesienne liście. Fascynują ich podniebne akrobacje / Łączą się ze sobą, wirują / jak ptaki gdzieś odlatują. Magicznym podmuchem z gracją w dół spadają”.

            W części drugiej poetyckich treści tematyka utworów była dowolna. Tradycyjnie już, Maria Rudecka sportretowała dany miesiąc: „Nachodzą mnie ponure, smętne listopady / wzdycha poeta, co do dębu porównał się przecie / a to mogłoby znaczyć, że wprost nie ma rady / na smutek, który ze mnie wynika na świecie // A ja, Listopad, chciałbym te kłamstwa odwołać / mówię odpowiedzialnie – uwierzcie mi, proszę, / opinii mojej dobrej odebrać nie zdoła / nikt, przekonam, że nie tylko smutki ja przynoszę”. Renia Wojniłowicz wiersz zaczęła pesymistycznie: „Zwieszona głowa, smutne oczy / i serce tak boli, że / nie ma już nadziei i wiary / która czyni cuda”, by w ostatniej zwrotce tą nadzieję jednak przywrócić: „Zmienić swoje negatywne myślenie / w barwniejsze przyodziać się kolory / dojrzeć błysk na niebie / który na nowo rozpromieni”. Andrzej Pitak tak rozpoczął swój utwór: „czerwona socha / wrzyna się w witraże / jesiennego kościoła / na ołtarz pański / niby łaska / spłynął złocisto-siny / zmarznięty liść z wysoka / gwiazdami leci kiść / adwentowych pieśni”. Romek Dopieralski w swoich wersach dość odważnie dywagował: „gdybym pierwszym był po Bogu / jak dalece bym się zmienił / czy swój lichy ludzki wizerunek / starałbym się wynieść pod niebiosa // w postaci swojej / pewnie skromność musiałbym odbudować / i inne odświeżyć jeszcze cnoty / by mieć coś po stronie zalet / z uciech wielu rezygnacja byłaby konieczna”. Zaś poetyckie zmagania zakończył Janek Wiśniewski, który na gorąco spisał swoje doznania, kiedy zdobywał najwyższy szczyt Grupy Śnieżnika w Sudetach Wschodnich: „Wyniosły i dumny / trwasz / Przez lat miliony / wichry i deszcze / śniegi i słońce / w przemiennych cyklach / nieustannie rzeźbią twe oblicze”.

 

 

PS  Fragmenty wierszy Brackich poetów, które w tymże reportażu są cytowane, niebawem zaprezentujemy w całości.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Ciąg dalszy wieczorkowej poezji…

piątek, 20 listopada 2015 0:01

 

 

WIERSZE

w

KOLORACH JESIENI

/część druga/

 

 

 

            W tej części wieczorkowych treści wierszowanych tematyka była dowolna. Poprowadził ją Romek Dopieralski.

            Oto wieczorkowy scenariusz Romka D. - wierne odtworzenie tego, co w siedzibie Bractwa Literackiego się działo, czyli w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”…

 

 

 

            Witam serdecznie! Cisza wyborcza minęła… zakaz agitacji i podawania sondaży już nie obowiązuje, wobec tego przeprowadziłem taki prywatny  sondaż… i z niego wynikło, że najlepiej będzie jak to właśnie ja poprowadzę dalszą część w której swoje wiersze będą czytać Braccy poeci.

            Jeszcze tylko tak się nieskromnie pochwalę… ale to już tak na marginesie, że otrzymałem wynik znacznie lepszy od partii „Razem”, bo ja przekroczyłem próg 5-cio procentowy. No cóż, okazuje się, że „razem”  w polityce, to niekoniecznie musi być lepiej.

            Natomiast w przypadku naszego Bractwa Literackiego – „razem” nabiera znaczenia wybitnie pozytywnego, bowiem już od kilkunastu lat prezentujemy przed Państwem naszą twórczość i jak widać, nasi wierni słuchacze – nadal tymi wiernymi pozostają!

            I za to z całego serca – a nawet wątroby – dziękujemy Wam bardzo, bardzo gorąco!!!

 

            A teraz przechodzimy zgrabnie do poezji… Za chwilę scena wypełni się Brackimi literatami. Co niektórzy będą sobie siedzieć na krzesełku, inni postoją, a jeszcze inni usiądą na tym oto podeście. Jednym słowem stworzymy taką poetycką inscenizację!

            Zatem zapraszam Brackich poetów! Zajmujcie swoje literacko-strategiczne pozycje, by móc zaprezentować swoje utwory. Jeszcze tylko napomknę, że tematyka utworów w tej części jest dowolna…

 

            Zacznie nestorka naszego Bractwa i jak na nestorkę przystało, siedzi sobie wygodnie na krzesełku – Regina Adamowicz i jej wiersz  pt. „Inny świat”…

 

Odchodzą dni godziny sekundy

zegar życia odmierza czas

ciszą wypełnione dni

zapadają się w przeszłość

 

Obok tworzy się inny świat

tkwię w nim a on się zmienia

po bliskich jeszcze czuję ślad

pamięci a Ziemia

wciąż się kręci

 

I naprzód Ida pokolenia

wnosząc nowy porządek

nowe obyczaje

 

Mój świat kochany świat

zostaje nie nadąża

nostalgicznie cofa się

wstecz

to jest już przedsmak

przemijania

 

 

 

            Teraz przechodzę do Jana Wiśniewskiego, który w naszej poetyckiej inscenizacji przyjął pozycję stojącą. Jan zaprezentuje utwór pt. „U grobu błogosławionego księdza Jerzego”…

 

Blok granitowy w kształcie krzyża

narzutowe głazy łańcuchem skute w różaniec

i nieco wypukła zieleń jako tło

To miejsce spoczynku księdza Jerzego

tuż przy świętego Stanisława kościele

który tak rozsławił

 

To tu na Żoliborzu rozkwitał heroizm kapłana

gdy nadszedł CZAS

Czas próby i świadectwa

Tu wątłość ciała przestała być przeszkodą

dla ducha podnoszącego z kolan tłumy

Tłumy łaknące słowa jako drogowskazu

jako latarni pośród mroku

latarni odpędzającej w mrok zwątpienie

 

Gdy nadszedł Jego Czas

kamień do nóg uwiązany pomógł oprawcom

zepchnąć ciało w głębię otchłani

aby mógł zostać z niej wyniesiony

w męczeńską świętość

 

Dziś podziemie świątyni

w której nauczał błogosławiony ksiądz Jerzy

wypełnione pamiątkami po nim

i czasach których stał się symbolem

unaocznia konieczność dziękczynnych modłów

za teraźniejszość

mimo jej nie kończących się ułomności

 

A mnie mieszkańca Koszalina zaskoczył mile

w dość poczesnym miejscu tu umieszczony

niewielki transparent biało – czerwony

o treści „Przysięgamy

mówić do końca żyć dla początku

Solidarność Koszalin 84”

 

 

 

            A teraz jestem przy takiej swoistej kombinacji scenicznej stojąco - stojącej. Na schodku stoi autorka utworu pt. „Nadmorskie krajobrazy” – Grażynka Piekarewicz, a nieco niżej ponętną pozycję przyjęła nasza niezwykle atrakcyjna Krysia Pilecka, która ów wiersz przeczyta…

 

/wiersza brak/

 

 

 

            Niekiedy się zdarza, że inscenizator wychodzi poza zasięg swojego działania i też bierze udział w spektaklu. Ta sytuacja teraz właśnie nastąpi.

            Krzesła są już zajęte, osób stojących jest wystarczająca ilość, więc dla siebie wymyśliłem, że przysiądę na tymże konferansjerskim stoliku. Przed państwem konferansjer, czyli „antraktowa papla” przemieniony w lektora - Romek Dopieralski i jego wiersz pt. „Słońce w betonie”…

 

nie dostrzegając słońca

spacerujemy po ruchomych schodach

w betonowych przestrzeniach

z plastikowych wyjadamy misek

z nawyku trzymamy się za ręce

głowa niby w chmurach

ale nie widzimy gwiazd

i czekamy w sterylnej pościeli

zanim pastylka na sen

zakończy kolejny udany niby dzień

 

naprędce dopijamy poranną kawę

napięty harmonogram nas popędza

w pracy jak co dzień

wyczekiwany nadchodzi kolejny weekend

grilowane dopiekają się mięsiwa

po brodzie spływa ich tłuszcz

z przyjaciółmi internetowe rozmowy

lukrowanym serialem wypełniamy ciszę

na ścianach w obrazkach uśmiechnięta rodzina

mija kolejna udana niby godzina

 

a słońce jest nad głowę

w tym pędzie się zatrzymać

by w jego cieple się otworzyć

i z rozgaworzoną rodziną przy stole

nasycać się schabowym z kapustą

w uściskach dotyk uwrażliwiać

a na ławce w parku głowę zadrzeć wysoko

konstelacja gwiazd czeka na twój podziw

i przenieś te obrazy w błogi sen

którym zwieńczysz udany dzień

 

 

 

            Oto jeszcze jedna kombinacja sceniczna, gdzie siedzi autorka wiersza – Irena Wiercińska, a stojąca za nią Hela Szymko zaprezentuje jej utwór zatytułowany „Zagubienie”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            Podążam teraz do poety, który ów wiersz spłodził w roku moich narodzin, co nie koniecznie oznacza, że jest on moim ojcem – tylko ojcem swego wiersza pt. „Zaduszki”. A tym ojcem własnego utworu jest Władysław Andrzej Pitak…

 

stara

równa z ziemią mogiła

i świeczka

staruszka ją wtuliła

lub dzieweczka

 

na grobie

brzozy krzyżem

okryta cieniem

ona

skapiała

miotana

żółtym płomieniem

płakała

cierpiała

 

dzięki niej

dusza uboga

żołnierza

porwała życia ogień

i do Boga

zmierza

 

 

 

            Ta poetka zajęła niemalże centralne miejsce w tejże literackiej inscenizacji, a jest nią nasza miła Ludmiła Raźniak z wierszem pt, „W listopadowej zadumie”…

 

/Ludmiła nie zezwoliła na publikację wiersza/

 

 

            To był ostatni wiersz w tej części Brackich prezentacji utworów własnych. A udział   w tej literackiej inscenizacji wzięli: Regina, Jan, Irena z recytatorką Helą, Grażynka z recytatorką Krysią, Ludmiła i Andrzej oraz moja skromna osoba – Romek.

            Zmieniamy inscenizację, Braccy literaci rozchodzą się do swoich stolików ze słodkim poczęstunkiem. Zmieniamy również repertuar, bowiem wystąpi teraz nasz jubilat – Mikołaj Kobus rocznik 45-ty, co jak łatwo przeliczyć daje równe 70-siąt wiosen - i jego szalona harmonijka, raczej znacznie od niego młodsza!

 

 

- - - - - - - - - -

 

 

            Witam ponownie na ostatniej już części prezentacji wierszy Brackich poetów. Tematyka utworów będzie dowolna, ale wystąpi pewien element, który jakby zepnie wszystkie utwory… choć raczej nie utwory, a ich autorów.

            Pomysł na tą część podsunęła mi pewna dyskusja, która wywiązała się podczas naszych literackich warsztatów, które to są pokłosiem naszych wieczorków. Mianowicie chodzi o zagadnienie: Kogo powinno się mianować poetą, a kogo jedynie rzemieślnikiem tworzącym wiersze?

            Jest to właściwie dylemat rzeka. Praktycznie tyle poglądów ilu piszących, więc aby zanadto nie przedłużać – ja teraz przeczytam wiersz, który stworzyłem jakby na potrzeby wprowadzenia w ów temat,   a potem każda z recytujących osób swoją cegiełkę dorzuci…

 

czy poetą jest ten

kto w gwiazdach się nurza

weną liźnięty

tworzy gorączkowo

i nie odrywa ołówka

aż po wiersza koniec

 

czy ten, kto temat sobie narzuca

magluje go dogłębnie

przenikliwie analizuje

i w jego rdzeń się wgryzając

nowe odkrywa wątki

w które wcześniej nie wnikał

 

muza pierwszemu

podrzuca wersy gładkie

strofy same się układają

sedno wyłania się z kontekstu

on, nie bacząc na świat cały

wieńczy utwór, ołówek odkładając

 

ten drugi

raz po raz skreśla

co w wierszu zgrzyta

aby osiągnąć struktury doskonałość

wersety dopieszcza wytrwale

i dopina swego, kropkę stawiając

 

„poetą się bywa”

mawia przysłowie stare

czy ten nim jest

natchniony w chwili danej

czy ów, który z mozołem

dzieło swoje wykuwa

 

 

 

            Oczywiście mój wiersz danej kwestii nie rozstrzyga. Moje osobiste zdanie jest takie, że nie mam pojęcia, gdzież jest ta granica, mówiąca że poetą jest się np. odtąd dotąd – a rzemieślnikiem: odtąd dotąd. No, można jeszcze jedną umowną granicę postawić, idąc w dół - między rzemieślnikiem a grafomanem… ale to już może na następnym wieczorku…

            A może nasi Braccy literaci coś nam rozwidnią w tym temacie? Zatem zastosuję pewien fortel i każdemu z czytających swój wiersz zadam to samo krótkie pytanie…

            Jako pierwszą poproszę Helenkę Szymko z wierszem pt. Bezsilność”. Heleno – spytam wprost: Jesteś poetką czy rzemieślniczką?

(Hela opowiedziała się za poetką.)

            A zatem poetko ty nasza - scena jest twoja…

 

Obarczeni ciężarem, którym los przytłacza

chowając się przed światem, żyją w jego cieniu

zaciskamy wargi, żeby nie wyć z bólu

nie dla nas radosne korzystanie z życia

doświadczanie cudów otaczającej przyrody

los tak okrutny skazał nas na niemoc

wasze życie zamknięta na zawsze w cierpieniu

 

spragnieni wszystkiego, co dane jest innym

powszechnie dostępne, nam wciąż utrudnione

jesteśmy ofiarami, los srogi z nas zakpił

jak żyć bez wolności, kiedy własne ciało

wciąż będzie trwało w stworzonym bezwładem

bezwzględnym więzieniu

 

 

 

            A swoją drogą, ciekawe jak tworzył swoją poezję urodzony w Kaliszu Adam Asnyk, student Instytutu Gospodarstwa Wiejskiego w Marymoncie, Akademii Medyko-Chirurgicznej w Warszawie i Wrocławiu. Czym się posiłkował tworząc np. pisany tercyną poemat „Sen grobów” mając wtedy lat 27-em?

            Ciekawe jest również, jak określi się kolejna nasza recytatorka, Maria. Marysiu, zanim zaczniesz recytację, to samo pytanie: Jesteś poetką czy rzemieślniczką?

(Maria stwierdziła, że jest pół poetką – pół rzemieślniczką)

Maria Rudecka i jej wiersz pt. „Wyznanie (przedśmiertne) Dona z La Manczy”…

 

Wiem już, boć z mądrości waszej coś przecie mi dane,

że to jest karczma stara, a tam na wzgórkach to stoją wiatraki

nie olbrzymy przez Prestona złego znów zaczarowane

a tam banda złoczyńców – nie godne pomocy biedaki.

 

Ta dziewucha z kołtunem na głowie, z brudnymi nogami

co Aldona, co pisać ni czytać nie umie,

gary z mywa i pierze, pasie krowę, opiekuje się kurami.

Niczym się nie wyróżnia w wiejskich dziewek tłumie.

 

Wiem, Rosynant to szkapa – nie rumak bojowy.

Sanczo to chłop poczciwy, ale nie giermek wprawiony

w sztuce rycerskiej, a ten jego osioł, co na pozór zdrowy,

brzuch ma prawie do ziemi i jest ochwacony.

 

Czy mnie zwać będą Rycerzem Smętnego Oblicza,

czy Rycerzem Pogromcą Lwów – o to nie stoję.

Głowę rycerza hełm zdobić winien, nie zaś balwierska miednica,

ciało – zbroja rycerska, nie te blachy moje.

 

To nie Freston pozbawił mnie tych ksiąg rycerskich,

lecz rumiana gosposia z moją siostrzenica bladą

spaliły je – okrutne! – na podworcu wiejskim

i nie posłużą mi już żadną mądrą radą.

 

Możecie tryumfować, chwalcy powszedniości.

Badźcie radzi, że widzę świat tak, jak wy widziecie,

Ja mogę uznać to za dowód „wielkiej” uczoności –

tylko na co mie takie szare, pospolite życie?!!!

 

 

 

            A jak twórczość poetycka wyglądała u Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, który żył krótko, bo ledwie 23-lata. Studiował polonistykę na tajnych kompletach w czasie okupacji niemieckiej i ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych Rezerwy. Jedno jest pewne – tworzył w ukryciu i szybko, bo w rękopisach zachowało się około 500-set utworów poetyckich, w tym kilkanaście obszernych poematów, a także wierszowany dramat.

            A teraz wyrywam do odpowiedzi Piotra Jerzego Kawę. Piotrze, jesteś poetą czy rzemieślnikiem?

(Piotr uważa się za poetę i wzoruje na Mickiewiczu. W Krakowie – skąd pochodzi – nie rymować w swoich utworach. Zaczął dopiero na Ziemi Koszalińskiej)

Piotrze, zaprezentuj swój utwór zatytułowany „Srebrne wzgórza”…

 

W mroku i we mgle krążą myśli twoje,

otwórz szeroko wreszcie oczy swoje.

Zjawi się wtedy lśniące „srebrne wzgórze”,

które dostrzeże hen wysoko w górze.

 

Wierzchołek sięga nieomal niebios bram,

cokolwiek zrobisz to twój wzrok spocznie tam.

Błyszczy jak klejnot niezwykle ci drogi,

nic nie ukoi już w twym sercu trwogi.

 

Bo tylko w myślach twój duch doń się zbliża,

a jednak „wzgórze” to wciąż się przybliża.

Choćbyś wierzchołek jego osiągnąć chciał

w sercu zrodzony jednak strach będziesz miał.

 

Nim pogodzisz się wreszcie z przeznaczeniem,

to wpierw rozlicz się ze swoim sumieniem.

„Wzgórze” jestestwo całe twe pochłania,

dusza spragniona miłości się kłania.

 

 

 

            A jak tworzył poeta, dramaturg Juliusz Słowacki? Wzorce miał wprost doskonałe. Był synem profesora literatury polskiej w Liceum Krzemienieckim i na Uniwersytecie Wileńskim, wychowywany w środowisku elity umysłowej Krzemieńca i Wilna. Słowacki tworzył na obczyźnie, głównie w Genewie i Paryżu, gdzie zmarł na gruźlicę w wieku 40-stu lat.

            Poproszę teraz Renię Wojniłowicz. Reni również zadam sławetne już na tym wieczorku pytanie: Reniu, jesteś poetką czy rzemieślnikiem?

(Renia uważa się za poetkę, a raczej za artystkę)

Przed państwem Renia Wojniłowicz i utwór pt. „Puste krzesło”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            A jak tworzył nasz noblista z roku 1980, Czesław Miłosz, który podczas studiów prawniczych współzakładał wileńską grupę poetycką „Żagary”? Jakby wzorem Słowackiego, Miłosz również tworzył na obczyźnie. Najpierw we Francji, gdzie trafił, wstępując do służby dyplomatycznej, by osiąść później w Berkeley na Uniwersytecie Kalifornijskim jako profesor języków i literatur słowiańskich.

            A teraz czytać swój wiersz będzie Kazik Gałkowski. Ale zanim to nastąpi - czego nasz niezwykle atrakcyjny Kazimierz już się domyśla – czeka go pytanko. Kaziku, jesteś poetą czy rzemieślnikiem? Tylko nie mów, że naleśnikiem, jak mi to oznajmiłeś w rozmowie telefonicznej…

(Kazik, jak przystało na człowieka lubiącego pożartować – odpowiedział, że poeta to nie rzemieślnik i nie naleśnik.)

Twoja odpowiedź, Kaziku, została zaliczona, wobec tego możesz przystąpić do prezentacji swojego wiersza pt. "Wieczór"…

 

/brak wiersza/

 

 

 

            A jak tworzyła swoją poezję Wisława Szymborska, uhonorowana Nagrodą Nobla - podobnie jak o 12-ście lat starszy jej kolega po piórze, Czesław Miłosz? Studiowała ona filologię polską i socjologię na Uniwersytecie Jagiellońskim, na łamach prasy debiutując jako poetka w wieku 14-stu lat. Poezja Szymborskiej uznawana jest za jedno z najbardziej oryginalnych zjawisk współczesnej literatury polskiej.

            I weź tu teraz po takiej zapowiedzi - wyjdź na scenę i recytuj swój wiersz. Ale co tam, Krysia Pilecka sobie poradzi… Krysiu, jednak i ciebie nie ominie pytanie: Jesteś poetką czy rzemieślnikiem?

(Wypowiedź Krysi była treściwa i raczej jednoznaczna, bowiem poparła ją słowami Stachury, że wszystko jest poezją

            Krysiu, twoja wypowiedź mnie zadawala. A teraz zaprezentuj swój utwór pt. „Pieśń o Sekwanie”…

 

 

 

            A jak tworzył urodzony w Zaosiu pod Nowogródkiem, a zmarły w Stambule, największy poeta Polski, Adam Mickiewicz? Już na studiach na Wydziale Literatury Uniwersytetu w Wilnie współzakładał Towarzystwo Filomatów. No właśnie, jak on tworzył tak wspaniałe dzieła? Tak trzepnął rękawem i co… „Pan Tadeusz” mu wyskoczył? Potrząsnął drugim… i już – są „Sonety Krymskie”. A „Oda do młodości” pewnie z nogawki mu wypadła. Dla mnie – zwykłego śmiertelnika - są to rzeczy niepojęte! I to bez Internetu, bez wikipedii, nie mówiąc już o radiu, telewizji, czy też jeszcze bardziej zaawansowanych technicznie źródłach do pozyskiwania wiadomości. Ot, po prostu, literacki geniusz!

            Nie bez kozery zestawiłem w jednej parze Mickiewicza i naszego Brackiego literata – Roberta Pawła Kamina. Bowiem Kamin, to taki nasz „Bracki Mickiewicz”. Na Mickiewiczu się on wzoruje. Nawet wiersz, który za chwilę zaprezentuje, też o Mickiewiczu jest.

            A ty, Robercie, coś literackiego geniusza sobie upodobał – jesteś poetą czy rzemieślnikiem?

(Robert uważa się za poetę, gdyż swoje utwory pisze od ręki i nie poprawia ich w nieskończoność.)

Poeto Robercie Pawle Kaminie – przeczytaj swoje dzieło zatytułowane „Adam i Maryla”…

 

O jakże Ci gorzko Adamie było,
Kiedyś Marylę swą żegnał trzykrotnie.
Kiedy jej serce w twą duszę się wpiło
I kiedy gasła twa istność ulotnie.

Wtedy płakałeś i dniami, nocami,
A Zan ratował cię przed zgubnym nożem.
Przeszłości otoczył cię świat marzeniami;
Nic nie trzymało cię w tym świecie Bożem.

Wrzesień cię osnuł swej mgły melancholią;
Nie mogłeś pisać w ten czas przeokropny
I smutek otoczył cię swoją glorią
I wyplatałeś haft życia samotny.

Dziś ciebie nie ma na ziemskim padole,
Już w cieniu sześciu lip siedzisz z Marylą.
Szczęśliwi jesteście w Raju we dwoje,
A dusze ze źródła miłości piją.

 

 

 

            Oto literackie treści z dzisiejszego wieczorka, który taplał się niejako „w kolorach jesieni”, zostały wyczerpane. Tak na koniec, mamy do Was jeszcze jedną, taką bardzo, ale to bardzo gorącą prośbę… byście za miesiąc znowuż do nas zawitali.

 

A teraz kilka istotnych informacji:

  • Jedyna przykra informacja, jaką muszę się dzisiaj z Wami podzielić, to taka, że następny nasz wieczorek literacki dopiero 24-tego listopada. A jego tytuł brzmieć będzie – „Listopadowa symfonia”!
  • Zaś już 6 listopada, czyli w czwartek - Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki!
  • Ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Reni Wojniłowicz.
  • Zaś literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity nasz dzisiejszy jubilat, pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie genialna – harmonijka!
  • A na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!
  • I koniecznie zaglądajcie na naszego Brackiego bloga! Tam znajdziecie wszystko o nas i o naszych poczynaniach.

 

            I oczywiście przyprowadzajcie na nasze wieczorki swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle serdecznie!!! Do zobaczenia i do usłyszenia w listopadzie!

            I taplajcie się w tych kolorach jesieni, które są niezwykle piękne! Nurzajcie się w nich, zanim przyjdą mrozy, spadnie śnieg i puchem białym przykryje te wielobarwne pejzaże!

            Do zobaczenia!

 

 

PS Jak z powyższego scenariusza wynika, już za dni kilka – a konkretnie w najbliższy poniedziałek – kolejny wieczorek literacko-muzyczny naszego Krajowego Bractwa Literackiego z Koszalina. A zatem do zobaczenia w Klubie Osiedlowym „Nasz Dom”, gdzie nasza siedziba, albo na blogu, gdzie znowuż obszerną relację z tegoż wieczorka zaprezentujemy!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

piątek, 06 listopada 2015 3:01

 

 

WIERSZE

w

KOLORACH JESIENI

 

 

 

            Oto obiecane wiersze Brackich poetów z październikowego wieczorka literackiego. „W kolorach jesieni” – taki był jego tytuł i w tym też klimacie są owe utwory. Bowiem te literackie treści były tematyczne, czyli przyporządkowane wieczorowemu tytułowi.

            Do recytacji „wywoływała” Krysia Pilecka – konferansjerka i poetka w jednej osobie. Oczywiście jej przedmowy przed danym utworem były pełne ciepła i liryzmu. Bo też i taka jest Krysia w rzeczy samej.

            Oto wieczorkowe utwory. Przyjemnej lektury…

 

 

 

Maria Rudecka

„Październik”

 

Posłaniu swemu zwykle dosyć wierni

jesteśmy, my, bracia to jest 12 miesięcy.

Pod tym względem nie różnię się i ja październik

i pełnię służbę swoją poważnie. Nic więcej.

 

A jaki jestem? Rozważyć spróbujmy.

Własne CV to nie jest dowód miarodajny,

bo na każdego pogląd można mieć podwójny

na mnie również, wszak miesiąc jestem tak zwyczajny.

 

Bo ja nie pierwszy, co otwiera drzwi kalendarzowi,

nie szósty – czerwiec – roku każdego cezura,

nie ostatni zimny, lecz czekany dzięki opłatkowi –

zwykły, dziesiąty, bardzo przeciętna figura.

 

Może się tak wydawać, ale znów w istocie

jest inaczej, bo wszystko ma tę drugą stronę,

więc najpierw barwny jestem, cały jak skąpany w złocie,

a potem nawet szary. Koniec gry w zielone!

 

A w wydarzenia jaki jestem bogaty i hojny:

jedno nie najciekawsze w skutkach – Październik Czerwony,

inne sympatyczniejsze, no bo choć niezbrojny

Polski! Październik z nadzieją, a więc wymarzony.

 

Już paździerze nie lecą, nie fruwają wszędzie –

nie te czasy, ale liść każdy jak co roku spada.

Do snu wiatr drzewa rozbiera. Tak było i będzie.

Kłaniam się Państwu ja, październik. Tak przecież wypada.

 

PS

Acha! Byłbym zapomniał! Wyjaśnię na koniec,

co tam o CV mówiłem. Życiorys ubogi?…

Z dwu poprzednich jednakże coś wynika. Teraz gonię!

Papa Rok przypomina, że czas bardzo drogi.

 

 

 

 

Renia Wojniłowicz

„Jesień”

 

Zachciało się jesieni

pofiglować w sadzie

wzięła wielobarwny pędzel

pomalowała owoce

do koszyka je włożyła

 

Każde z osobna

dokładnie obejrzała

jeszcze koloru złotego

i zielonego, troszkę czerwieni

 

Rozejrzała się dokładnie

pomyślała że o liściach zapomniała.

wzięła więc się do roboty

farby pomieszała

i na drzewa je wylała

I tak też drzewa

szatę swą odmieniły

 

Na jesieni kolor swój

w brąz konary zmieniły

tak się napracowała

że w pajęczą nić się zaplątała

 

Srebrem się teraz mieni

w poświacie księżyca

jest już jesień

zimna i dżdżysta

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Żurawie”

 

Już odlatują nasze żurawie,

Łkając pogodnie jak przed snem dziecię

Wierszem je żegnam dzisiaj łaskawie.

Wiosenną porą zoczę je przecie.

 

Odeszło lato jak mgła poranna.

jedno słońce widziałem tylko.

Tutaj wybija mych słów fontanna

I myślą jestem przy Tobie chwilką.

 

Czas mija szybko, a wieczność czeka.

Księżyc przegania słońce z niebiosów.

Dolą smutku jest dola człowieka.

Cierpienie genem jest naszych losów.

 

Jedna mnie tylko nadzieja trzyma,

Kiedy mimozę widzę na trawie,

Że ziemska skończy się pantomima,

A w Niebie będą nasze żurawie.

 

 

 

 

Helena Szymko

„Jesienna symfonia”

 

Rozszumiały się drzewa

barwnych liści szelestem

ich korony lśnią w słońcu

wiatr powiewem je pieści

jesienną symfonię zwiastując

och, jesieni złocista, kasztanami błyszcząca

paletą barw nas zadziwiasz

melodyjna liśćmi drżąca

barwami ciepłymi prześliczna

 

 

ogrody, pola, jakby uśpione

w twoją symfonię zasłuchane

snujesz się babim latem

siejąc wokół tęsknotę

pajęczą nicią otulasz krzewiny

przekwitłe kwiaty na polach

w lasach mchy, borowiny

rozległe fioletem i różem

ciągnące się w dal wrzosowiska

ach, ty polska jesieni złota

ty zawsze będziesz mojemu sercu bliska

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Złodziej zieleni"

 

beż – uparciuch zachłanny

wszędzie warkocze swe plecie

z liścia na liść przeskakując

soczystą kradnie im zieleń

 

niesiony podmuchem wiatru

łąki grzebieniem czesze

posmutniały wnet trawy

ze swej wyzute zieleni

 

gdzie pojawi się tylko

co dotykiem swym muśnie

żadnych nie czyniąc wyjątków

wszelką zagarnia zieleń

 

i nas próbuje omamić

wdziękiem swoim jesiennym

choć uroków ma wiele

beż – rywalem zieleni

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Pomaluj swój świat”

 

Gdy szary smutek dusze ocieni

Kiedy złych wspomnień zanika ślad

Upiększaj pomaluj swój świat

Barwami pogodnej jesieni

 

Aby świat zakwitł kolorem

Liliowy pojawił się wrzos

Babiego lata rozsrebrzył się włos

Nadzieja zawita wieczorem

 

Nadzieja Twe serce otworzy

Odnajdziesz siebie wśród dróg

Na ziemi w ogromnej przestrzeni

 

Dziś podziękować byś mógł

Za świat za wszystko co stworzył

I podarował nam Bóg

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Smutny urok jesieni”

 

Seledynowa dziewiczość kwietnia

i swawolna tęczowość maja

inspirują poetów

i ekstatują lud

napawając trwogą

życia profesorów

 

Lecz

w narkotycznej pogoni za chwilą

gdzież miejsce na refleksję

 

Przemyślenia rodzą się

w scenerii liści spadających

i lotu babiego lata

wśród przestrzeni pól niezmierzonej

w jesiennym wymieszaniu

żółci z czerwienią na stokach gór

i jękliwego szumu fal spienionych

 

Nie przypadkowo

znicze cmentarze rozgwieżdżają

gdy wiatr liście z drzew strąca

 

Czy tylko smutek słychać

w melodii wichru

i kropel deszczu monotonii

 

 

PS  W następnym blogowym wpisie odetchniemy nieco od poezji. Przedstawimy felieton Romka D., który – co jest już wieloletnią tradycją – comiesięczny wieczorek rozpoczyna. Zajrzyjcie zatem, by tej prozy ciut sobie sczytać.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Wiersze z czerwca o tematyce dowolnej…

wtorek, 20 października 2015 1:34

 

 

CIĄG DALSZY

WIECZORKOWYCH ZALEGŁOŚCI

 

 

 

            Kontynuujemy odrabianie blogowych zaległości, dotyczących czerwcowego wieczorka literackiego. Wcześniej zaprezentowaliśmy wiersze tematyczne, czyli poświęcone wieczorkowemu tytułowi: „Uśmiech lata”. A teraz będzie tak…

 

            Oto wieczorkowy scenariusz Romana Dopieralskiego z autorecytacji wierszy Brackich poetów w częściach o tematyce dowolnej…

 

            Witam serdecznie w kolejnej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów. Jestem Romek Dopieralski i to mi przypadł w udziale zaszczyt kontynuowania literackiego wieczorka zatytułowanego - „Uśmiech lata”. Utwory w tej części nie są ujęte w żadne ramy, czyli można powiedzieć, że ich tematyka jest dowolna.

            Będą zatem refleksje o życiu, które bywa zbyt krótkie, o zachwycie naszym pięknym Bałtykiem, o ucieczce we wspomnieniach do Ziemi Kresowej – a konkretnie do Wilna, będą egipskie porównania, o naszej Matce Ziemi też będzie, a nawet o klockach, które pewnemu poecie się rozsypały…

 

            A poetką, która rozpocznie tą część - jest Helena Szymko i jej wiersz pt. „Życie bywa zbyt krótkie”…

 

Helena Szymko

„Życie bywa zbyt krótkie”

 

nie żałuj w życiu niczego  

nie marnuj go na żale 

wyjdź lepiej naprzeciw tego 

co pozostało nieznane 

zmierzaj ku przyszłości 

trudności pokonuj z uśmiechem - 

wychodź na przeciw miłości 

 

a czyste życia karty 

zapełniaj szczęściem od nowa  

życie bywa zbyt krótkie 

żeby przeszłości żałować 

płyń zawsze z nurtem czasu 

zachowaj pogodę ducha

idź przez życie z uśmiechem 

bo każdy na uśmiech czeka 

jedynym sensem życia -

jest miłość, do drugiego człowieka

 

 

 

 

            Kolejnym recytatorem swojej twórczości będzie ponownie przedstawicielka płci pięknej. I nie jest to wcale przypadek… Powiem więcej – jest to świadomy zamysł… mojego autorstwa zresztą. Tak, sam wpadłem ma ten niezwykle genialny pomysł… choć odgrzewany…

            Ale po kolei. O co chodzi w tym moim pomyśle trącającym przysłowiową myszką? Otóż, kto był na naszym majowym wieczorku, ten być może pamięta, że recytatorów podzieliłem na tzw. „rodzynki” i „rodzyny”. Rodzynki – jak łatwo się domyślić – to ta ładniejsza część Brackiej ekipy, zaś rodzyny – to poeci reprezentujący tę brzydszą płeć.

            A zatem poproszę Bracką rodzynkę, Renię Wojniłowicz ze swoim utworem pt. „Majestatyczne piękno Bałtyku”…

 

Renia Wojniłowicz

„Majestatyczne piękno Bałtyku”

Już świt się zaczyna

Powoli, leniwie budzi się słońce

utkane ze złocistych promieni

 

Pozorna cisza - bielące się fale

majestatycznie płyną ku brzegu

Jedna po drugiej, przybierając na sile

 

Morze w kolorze niebieskim

W gamie jego odcieni

szafirowy, zielony, ołowianoszary

 

I ten zachód słońca

co za chwilę zatopi swe złote promienie

Unoszą się na lustrze Bałtyku

aż po horyzont

 

W mej dłoni maleńkie muszelki

Rześki wiatr przyjemnie muska twarz

Skrzeczą mewy

a pod stopami gorący piach

I ten poszum fal, co zapiera dech

 

Wspomnienia o morzu zachowam w sercu

by zatęskniło, za naszym Bałtykiem

by tu znów kiedyś wróciło

 

 

 

 

            Jak wiadomo, od nadmiaru słodyczy może człowieka zemdlić, dlatego teraz w te rodzynki nieco dziegciu włożę i opowiem kawał o babie…

 

Podchodzi zapłakana baba do policjanta i lamentuje:

-Bandyta! Zabrał mi wszystkie pieniądze… Wszystko, co uskładałam… Ukradł mi wszystko…

-A gdzieżeście, babo, te pieniądze trzymali?

-A tu, pod tą fałdą spódnicy.

-I nie czuliście, jak wam je brał?

-Czułam, czułam, ale myślałam, że on w uczciwych zamiarach…

 

            A po tym kawałowym dziegciu, znowuż miód! Bo oto nasza miła Ludmiła Raźniak i jej wiersz pt. „Tyle piękna wokół”…

 

/wiersza brak, bowiem autorka nie chce go na blogu publikować/

 

 

 

 

            A teraz wystąpi rodzynka - nestorka! Rodzynka, której energii pozazdrościć może niejeden rodzynkowy podlotek! Rodzynka, dla której występ na naszych wieczorkach, to zaledwie malutki skrawek jej literackiej działalności. Ona jest wszędzie! W „Złotym Wieku” się udziela, w Stowarzyszeniu „Opoka”, jest Dzieckiem Wojny, ma odczyty w przedszkolach, w szkołach. Długo by można tak wymieniać…

            Raz mi się nawet zdarzyło, że otwieram w domu lodówkę, a tam kto? Oczywiście nasza Rodzynka Nestorka!

            Przed państwem wulkan energii, Regina Adamowicz w utworze pt. „Czeremcha”…

 

Regina Adamowicz

„Czeremcha”

 

Na skraju lasu rosa lśni srebrzyście

Gdzie przepływa wąska i leniwa struga

Gdzie niezapominajka modrym oczkiem mruga

Tam zakwitła czeremcha. Stoi uroczyście

 

W białą szatę kwiecistą ubrana

Smutna samotna. Wiatr aromat niesie

I wielką tęsknotę rozsiewa po lesie

Za Ziemią Wileńską ludziom odebraną

 

Przychodzę i siadam pod czeremchy cieniem

Z ogromną tęsknotą wiarą nieomylną

Choć na Pomorzu już wrosłam korzeniem

 

Pamięć nieprzerwanie leży w sercu silna

Do Ziemi Kresowej wciąż wracam wspomnieniem

I krążę we śnie ulicami Wilna

 

 

 

 

5. Anna Żabińska „Krzew chęci…”

            A teraz mam do was takie zapytanie… Lubicie nasze wieczorki? A lubicie moją konferansjerkę? To dobrze… bo teraz mam gorszą zapowiedź. Jakoś nic mi nie przychodziło do głowy, więc powiem krótko…

            Wystąpi kolejny Bracki rodzynek – Anna Żabińska z utworem zatytułowanym „Krzew chęci”…

 

/wiersza brak/

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            Po Brackich rodzynkach, przyszedł czas na Brackie rodzyny, czyli Rodzyn Robert Paweł, Rodzyn Andrzej alias Dziunio, Rodzyn Piotr Jerzy i finalnie - Rodzyn znacznie skromniejszy od pozostałych, bo o jednym tylko imieniu - Romek.

 

 

 

            A szlaki Brackim rodzynom, przecierać będzie nieustannie rymujący poeta dwóch imion i jednego nazwiska – Robert Paweł Kamin. Uczyni to wierszem pt. „Do młodych”…

 

Robert Paweł Kamin

„Do młodych”

 

Hej! W szale młodością wczesną upojeni

Zanim Niebo olśni lub piekło przemieni

Uchwyćmy ster życia myślą gromowładną

Zanim nas wszechmocne martwoty dopadną

 

Wypuśćmy słów naszych żagle śnieżnobiałe

I dążeń młodości miecze ogniotrwałe!

Niechaj się świat wstydem krwawym zarumieni

I gna w swej starości w smutną smugę cieni

 

Razem więc pochwyćmy słońca promień jasny

Dobrem i mądrością karmmy umysł ciasny

Niech miłości ślepej pomknie święta siła

Pan nią pokieruje lub z przekory żmija

 

Zapalmy swe serca tym ogniem prastarym

Który dziady nasze krzesali z prawd wiary

Ogniem, który kładzie gmachy zła pokotem

I mury ciemności w drobny pył druzgoce

 

 

 

 

            Wiersza – przed recytacją - z reguły nie powinno się tłumaczyć, czy też objaśniać jego poszczególne elementy. Jednak ten Rodzyn chciałby parę słów o swoim utworze powiedzieć.

            Przed państwem Rodzyn Andrzej alias Dziunio i jego „Egipskie ciemności”… ups!… przepraszam: „Egipskie porównania”…

 

Andrzej Pitak

„Egipskie porównania”

 

Jestem hathor

pani czerwonej góry

niebiańska fontanna rąk

nad głową białej krowy

ostry szkic bezruchu

gdy w taflę lustra

wplatasz włosy

niecierpliwe jak grzebień

i zapachem tańca

napełniasz nogi

białym motylem

pyłku czarnego kwiatu

i dyski słońca

między rogami

 

Jestem typhon

kwiat napełniony jadem

poczęty z jaj in vitro

głową zahaczam gwiazdy

ze smoczych głów

palcami z płomieni

i gęstym przekleństwem

za gardło i usta

chwytany przez węże

tłusty i rozogniony

gestem czarnego boga

niszczę gmachy marzeń

by nieść realność

mych wezuwiuszy

 

 

 

 

            I jak się czujemy po wierszu Rodzyna Andrzeja alias Dziunia? Egipskie ciemności zostały rozproszone? Myślę, że tak – bo nasza wspaniała publiczność, to wysublimowani poetycko słuchacze… Zatem przechodzimy do kolejnego Rodzyna.

            A będzie nim Rodzyn – oczywiście dwóch imion, bo Poeci Rodzyny przeważnie tak mają – Piotr Jerzy Kawa w utworze pt. „Matka Ziemia”…

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

            A’ propos naszej Matki Ziemi, to my jej chyba raczej nie szanujemy, bo z segregacją śmieci jest u nas coś nie tak… plastykowe wywozimy do lasu liściastego, a papierowe przeważnie do iglastego…

            A teraz będzie poeta Rodzyn, niezwykle skromny poeta, bo zaledwie o jednym imieniu. Na dodatek nie trzeba go wcale zapowiadać… bo on sam się zapowie…

            Rodzyn Roman Dopieralski, wiersz pt. „Rozsypały się klocki”…

 

 

Roman Dopieralski

„Rozsypały się klocki”

 

Bóg mnie osądzi

a miało być inaczej

sam sobie katem być miałem

nie raniąc nikogo po drodze

trakty właściwe wytyczać chciałem

kręgiem przyjaciół się otoczyć

decydować o własnym losie

 

coś nie wyszło

gruchnęło z łoskotem

rozsypały się klocki

układane z takim mozołem

choć dopieszczałem ich kształty

polerowałem ich kanty

jednak legły w chaosie

 

Bóg mnie osądzi

jego cenniki wygórowane

ja kruchy, niemrawy

ale żałuję i gotów jestem zapłacić

a trakty właściwe wytyczać chciałem

kręgiem przyjaciół się otoczyć

decydować o własnym losie

 

miało być inaczej

miało być ciekawiej

słonecznie miało być

da Bóg, że się starałem

dopieszczałem klocków kształty

polerowałem ich kanty

zostały jednak nie ułożone

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            A teraz odpocznijmy nieco od poetyckich treści i przenieśmy się w zaczarowany świat fenomenalnej harmonijki i jej właściciela – Mikołaja Kobusa – rocznik 45!

 

 

 

- - - - - - - - - - - - - - -

 

 

 

            I nadszedł czas, by zaprezentować ostatnią dzisiaj odsłonę autorecytacji wierszy Brackich poetów na wieczorku literacko-muzycznym pt. „Uśmiech lata”.

            By tego uśmiechu - a przede wszystkim pozytywnych duchowych odczuć jeszcze nieco naprodukować - zaprezentujemy wiersze przecudnej urody w wykonaniu naszych Rodzynek i to tych, które oprócz swoich wierszy – recytuję także utwory cudze, chociaż też Brackie.

             A zatem zapraszamy rodzynki-recytatorki: Krysię Pilecką, Wandę Kamyk i Marię Rudecką…

 

 

            Najpierw nasze recytatorskie rodzynki zaprezentują wiersze tzw. cudze, czyli utwory innych Brackich rodzynek – tych, które z różnych powodów swoich wierszy nie recytują:

 

Grażyna Piekarewicz / recyt. Krysia Pilecka

„Z każdym uderzeniem serca”

 

/autorka wiersza nie zezwoliła na jego blogową publikację/

 

 

 

 

Zdzisława Krasnopolska / recyt. Wanda Kamyk

„Kwiatki z rabatki”

 

Kwitną już lwie paszcze;

ich się nie głaszcze, a gdy przycisnąć jeden w palcach,

miniaturka paszczy lwa się ukaże

i rozbawi dzieciom twarze.

 

Równocześnie są i astry

piękne, przeróżne kolory i wzory,

chińskie igiełkowe, strzępiaste, puszyste,

kędzierzawe jak loki trwałe do przymrozków wytrzymałe.

 

Aksamitki – śmierdziuszki, to skromne kwiatuszki małe

ale barwy intensywne i zapachy też,

więc szkodniki uciekają,

szkody im nie wyrządzają.

 

Jeszcze inne ochraniają kwiatki,

zdobiąc do mrozów rabatki.

 

Są już wczesne chryzantemy

małe kwiatki niskie

a kolory ładne wszystkie

we wazonie pięknie stoją.

 

A mieczyki, czy gladiole,

też piękny kwiat na łodydze

wysokiej od dołu

piękny kielich rozkwita.

 

I następne po nim

aż do pęka górnego ostatniego,

przy nim mieczykowaty liść

podtrzymuje całą kiść.

 

A kolory są przeróżne

od różowych do łososiowych,

żółtych, białych, purpurowych

aż do fioletowych.

 

 

 

 

Ola Stroczyńska / recyt. Krysia Pilecka

„Różowe myśli lata”

                                                           motto: Z  krainy  wspominania 

                                                                       nikt  nas  nie  wygoni.

Pod  parasolem  oczu

Co  kolor  nieba  odbijały

Zakwitła  różą.

 

Uśmiech  pęczniał

Gnał  w  przestworza

Nieujarzmiony,

Odbijał  w  lustrze  tęczową  radość.

 

Błyskawice  rozświetlały  niebo

Pięknem  fajerwerków

Barwiły chmury  kolorami,

Deszcz  był  radością.

 

Garściami czerpała  słodycz

Ekstazy  trwania.

Beczka  nie  miała  dna.

 

Oczy  oślepione  baskiem

Szalonego  szczęścia 

Patrzyły  zachwytem

Nastrój  uskrzydlał.

 

Wiatr podniebny  artysta

malował  obrazy  oczarowania

 

Właścicielka  różowych  myśli

I  wachlarza  uśmiechu  tańczącego radością

Kładła  głowę  na  poduszce  szczęścia

Ramiona  otulało  zmęczenie  bajką  dnia

 

Ranek  witał  nadzieją ,

Słońce  zapraszało  na  wernisaże.

 

Jeden  różowy dzień  obudził  zdziwieniem.

Coś  się  pokręciło, świat  zawirował.

 

Dreptała    kałuży  kropki  kończącej  zdanie

Proszę  zapomnieć....

Różowy  motyl  przez  różowe  okno  odleciał

 

Na  parapecie  lata  różowych  chwil - krzyk.

Uśmiech  zamarł  podkówką.

 

 

 

 

Emilia Szybista / recyt. Maria R.

„Sobótka”

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

Irena Wiercińska / recyt. Krysia P.

„Schody poezji”

 

/brak wiersza/

 

 

 

 

            A teraz wiersze własne naszych Brackich Rodzynek:

 

 

 

Wanda Kamyk

„Koncert o świcie”

 

Wilgotnym rankiem, świtem szarym jeszcze

cisza nocy trwa w bezruchu

nawet listek nie szeleści.

Zaczyna się koncert za oknem sypialni.

 

Symfonię rozpoczyna drozd śpiewak.

Siedzi wysoko, na czubku świerka.

Wtóruje mu czyżyk - elegancik w zielonym

garniturku i żabociku żółtym.

Kolorowa zięba we wdzianku z żurnala

swoim głosikiem świat zachwala.

I zaczyna śpiew i taniec w rytmach rocka.

Piękna muzyka, gdy słychać jeszcze

kosa, czyżyka, szarego wróbelka,

bo on także chętnie ćwierka.

Słychać też szpaka co żółtym dziobem,

słowika kopiuje miłosne trele.

Od razu duszy weselej,

bo wstajesz i wiesz.

Dzień muzyką jest dla Ciebie.

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Szukaj intruza”

 

Jeśli ci nawet czasu zbyt wiele nie zbywa,

na rozumne ćwiczenia poświęć jeszcze krzynę,

na tej niezwykłej kartce intruz się ukrywa

postaraj się odnaleźć kocura – kocinę.

 

Ta zabawa – z pozoru – łatwa nie jest wcale,

bo ilu ludzi szuka, tylu całkiem inną drogę

wybiera: jedni na anatomii skupiają się, ale

(mnie) ja mam wiele podejrzeń – pomylić się mogę.

 

Matematyk proporcje rozważa i wzory przykłada

humanista znów polot ceni, wdzięk, niezwykłe wrażenie

analityk – bankowiec funduszów możliwości bada.

co jeden zgadujący, to inne myślenie.

 

Zgadywało nas troje – stąd racje z różnej sfery.

Oskarżonych /podejrzanych na kartce

jest kociaków/ typeczków cztery.

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Trwanie – istnienie”

 

Dzień za dniem

trwanie

istnienie

między tobą

a mną

smakiem kawy

a cierpkością wina

między uśmiechem

a łzą

krzykiem

i szeptem

 

W pamięci

czasu upływającego

istnienie nasze

trwanie we

wszechświecie

ciepłe słońcem miłości

i pełne niepokoju

tkane ciszą

i piorunami

odwiecznymi

głosami ziemi

 

 

 

 

            Dziękujemy naszym recytatorskim pracusiom, którzy od recytacji cudzych wierszy nie stronią. I oczywiście dziękujemy wszystkim Brackim poetom. Wielkie brawa dla nich! Bo oni są przecież solą tejże Ziemi Koszalińskiej!!!

            I nieustające brawa i podziękowania dla naszej wspaniałej publiczności! Bez Was – moi drodzy – nie mielibyśmy takiego zapału do pisania! Bez Was, być może te piękne wiersze w ogóle by nie powstały. Zatem, czuć się możecie współtwórcami tychże literackich dokonań!!!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie genialna – harmonijka!

 

A teraz udzielę paru istotnych informacji:

  • Jedyna przykra informacja, jaką muszę się dzisiaj z Wami podzielić, to taka, że następny nasz wieczorek literacki dopiero we wrześniu i to aż 28 września, czyli tradycyjnie już w czwarty poniedziałek miesiąca. A jego tytuł brzmieć będzie – „Jeszcze lato”!
  • Zaś w drugi poniedziałek miesiąca, czyli 14 września Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki!
  • Ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Reni Wojniłowicz.
  • A na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!
  • I koniecznie zaglądajcie na naszego Brackiego bloga! Tam znajdziecie wszystko o nas i o naszych poczynaniach. Tam nawet możecie zobaczyć siebie, bowiem artykuły z wieczorków okraszamy zdjęciami! Adres bloga: www.bractwo.bloog.pl

 

            I to tyle na dzisiaj – moi drodzy… Mamy tylko nadzieję, że czas     u nas spędzony – nie był czasem straconym. Bo to jest dla nas najważniejsze, byście Wy – droga widownio – byli jak najbardziej ukontentowani.

            I oczywiście przyprowadźcie na ten wrześniowy wieczorek swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Już dzisiaj zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia i do usłyszenia we wrześniu!

            I aby uśmiech lata z ust Waszych nigdy nie znikał!

 

 

 

PS  W następnych wpisach nadrobimy zaległości z września, po których wyjdziemy już na tzw. prostą! A zajrzyjcie koniecznie, bo we wrześniu działo się! Oj, działo!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Koniec przydługiej laby…

poniedziałek, 19 października 2015 23:25

 

 

CZAS RUSZYĆ

Z

KOPYTA!

 

            Przepraszamy za tak długie milczenie. Bez sensu byłoby szukanie wytłumaczeń, dlaczego to milczenie trwało aż tak długo. Po prostu rozleniwieni po wakacjach, nie podjęliśmy się blogowej działalności i to tak trwało, i trwało – aż zastał nas październik. A do nadrobienia jest sporo, bo pomimo blogowej posuchy, w naszym literackim Bractwie to się jednak coś działo i to całkiem niemało. No proszę – jak się ładnie rymnęło.

            Na początek przedstawimy w pigułce zaległy wieczorek literacki – ten czerwcowy. Gdzie Krym, a gdzie Rzym – można by rzec, zestawiając ze sobą miesiąc czerwiec i obecnie nam panujący październik. Jednak wychodzimy z założenia, że skoro powstała tak duża dziura datowa w naszych blogowych wpisach, to przynajmniej będziemy skrupulatni i wszystko, co już się wydarzyło – potraktujemy choćby skrótowo.

            A zatem…

 

 

UŚMIECH LATA…

/…czerwcowy wieczorek literacki/

 

 

            A działo się na tym wieczorku całkiem sporo! Zaprezentowaliśmy aż cztery części autorecytacji wierszy Brackich poetów, sporo muzycznych przerywników Mikołaja Kobusa, felieton Romka Dopieralskiego i nawet skecz Reni Wojniłowicz też dał się upchać w tenże wieczorek literacko – muzyczny.

 

            Wieczorek – co już jest tradycją - rozpoczął się felietonem Romka Dopieralskiego…

 

„Uśmiech lata”

            Choć to kolejny wieczorek literacki, to jednak nie jest on taki zwyczajny. Zawsze on – ten czerwcowy – jest taki nietypowy. A co w nim takiego innego? Co wyróżnia go od tych innych wcześniejszych, które już za nami? A może on zwykły, najzwyklejszy, niczym nie różniący się od pozostałych.

            Może te poprzednie nasze przedsięwzięcia artystyczne też nieprzeciętne były? No bo przecież przychodzicie na nasze Wieczorki. Nie ziewacie, nie zasypiacie na nich, nie dłubiecie sobie w no… chciałem powiedzieć, to znaczy… nie oczyszczacie przegród nosowych w celu ich udrożnienia. Zatem można wnioskować, że wieczorki naszego Bractwa w jakiś tam sposób nawet Wam się podobają.

            I ja chyba nawet wiem dlaczego? Bo my – w odróżnieniu od lata – staramy się! Staramy się, by na naszych wieczorkach było ciekawie. A lato co? Przejęło schedę po wiośnie i od razu zimniej się zrobiło. My nasze wieczorki urozmaicamy. Dzisiaj na przykład będzie nawet skecz. A lato niezwykle monotonne jest. Pochmurno - deszcz, deszcz - pochmurno i tak w kółko. My staramy się, by na Waszych twarzach uśmiech zakwitał. A lato? Słońce zasklepiło się na amen i swoich promieni użyczać nie ma zamiaru. My przede wszystkim nie jesteśmy prozaiczni. Jedynie mój felieton jest tak zwanym wyjątkiem potwierdzającym regułę. I tylko niekiedy dopada nas proza życia. A tak to my wyłącznie poezją żyjemy (nie mylić czasem, że z poezji, bo to jest raczej nie możliwe). Tak więc poezja jest w nas! A co jest w lecie?

            W lecie jest uśmiech! Bo jakie by ono nie było, to na lato czeka się z niecierpliwością. Jeszcze lato się nie kończy, a my już za nim tęsknimy. Bo lato ma w sobie magię wakacji, urlopów, wędrówek w nieznane, nowych przygód, nowych znajomości. To latem ładujemy swoje baterie, by przetrwać jesienne słoty, zimowe zamiecie i wiosenne przymrozki.

            O tak, lato to jest jedna wielka poezja…

 

 

 

 

            Oto kilka utworów zaprezentowanych przez Brackich poetów  w częściach tematycznych, czyli dotyczących wieczorkowego tytułu: „Uśmiech lata”. Konferansjerem w tych częściach była Krysia Pilecka…

 

 

Jan Wiśniewski

„Nad jeziorem Topiele”

 

nad jeziorem Topiele

w nadleśnym błękicie

szybuje orzeł bielik

pełen majestatu

 

królewski birkut z przestworzy

spogląda wyniośle na chmarę

kruków chcących zawładnąć

ciszą nad jeziorem Topiele

 

spogląda z przestworzy i się dziwi

po co kruki, rybitwy i mewy

tę nadjeziorną harmonię

zakłócają z natrętnym uporem

 

przecież wzbogacona głosami

krzyżówek i łysek i czernic

byłaby już szczodrze kompletna

bez tych krzykaczy – wie to już bielik

 

a ja choć czuję się intruzem

który przybywa dla spędzenia

wolnego czasu i odjeżdża

chłonąć harmonię tu się staram

 

jak dobrze wczuć się w tę ciszę

i uczyć się znów ją słyszeć

rano, we dnie, lub wieczorem

bo bez przerwy

koi nerwy

cisza nad tym jeziorem

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Letni poranek”

           

Obudziłeś  mnie  o  świcie

Czy  obudziłam  się  sama?

Nie.

To  był  pocałunek  słońcem.

Przysłałeś  mi list

O  pięknie  letniego  poranka.

Niewdzięczna

Nie  wstałam,  by  z  tobą  witać  dzień.

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„A w sercu lato”

 

uśmiech lata wykrzywił mi twarz

półgębkiem lato przywitałem

wiosnę mając pod powieką

lata jeszcze nie uwzględniałem

 

zbyt piękne wiosny zaloty

chłonę je ze wszystkich sił

trwam wciąż w jej klimatach

jakbym w letargu jakimś był

 

a czas przecież najwyższy

z latem w romans się wdać

by jednak zamiary były czyste

nie mogę przy wiośnie wciąż trwać

 

albo lato, albo wiosna

nie można dwóch kochanek chcieć

choć wiosna równie piękna

teraz w sercu muszę lato mieć

 

 

 

 

Helena Szymko

„Czas urlopów”

 

lato - jak sączący się napój bogów 

spływa na nas błogością upalnych dni

wzbogaca wewnętrznie i uspakaja 

zachwyca, malowniczymi okolicami 

i otaczającą dzikością przyrody

błogie dni spędzone na łonie natury

sprawiają, że czujemy się - wyzwoleni

wypoczęci i pozbawieni stresu 

promienie słońca działają kojąco 

skóra pozbywa się negatywnej energii

lubię zapach traw i ziemi 

porośniętej dzikimi roślinami 

kwiaty, zdobiące zielonych traw kobierce

nawet źdźbła traw, w swojej prostocie są tak urokliwe

na niebie szybujące podróżniczki 

ich pióra mienią się w blasku iskrzącego słońca

swą obecnością - oznajmiają bliskość morza

pomimo upału, czas jakby się zatrzymał

wokół szum wiatru i ta kojąca słodka cisza

tylko w oddali słychać - zanikające odgłosy miasta

 

 

 

 

Regina Wojniłowicz

„Gołębie serce”

 

W letni dzień mówisz mi

smutek odrzuć, otrzyj łzy.

I tak też uczyniłam

łzy na szczęście zamieniłam.

Jednak oczy me blaskiem nadal lśniły,

to ty mnie zdradziłeś – twoje oczy mnie zdradziły!

Mgiełko poranna - swym pięknem onieśmielasz mnie,

bym o pomoc ciebie prosiła

Byś z władcą wiatrów mnie ukryła.

Rzucę się w głębiny oceanu, by miłość żyła,

by tęsknota serca mego więcej mnie nie raniła

Wietrze, wietrzyku mój - rozwiej wieści me po świecie całym,

może się ukryję w zakątku małym.

Lecz głębina poświęcenia mego nie przyjęła…

Na powierzchnię nimfa morska mnie wynurzyła

i do życia przywróciła.

Resztkami sił piórek białej mewy się chwyciłam

Gołębie serce, wybacz mi… wybacz.

Tak bardzo ciebie pokochałam,

dla ciebie moja miłość ocalała.

J tchu już mi brakuje,

moje szczęście odlatuje

I cóż się dzieje?

Jasność dnia w ciemność się przemieniła,

ukochanego z wody głębina morska wynurzyła

i do życia przywróciła.

Jesteś jakiś inny, choć postać ta sama…

Witaj moja… moja kochana…

I czuły pocałunek na policzku mi złożyłeś…

I znów, znów znikasz!

Głębia oceanu ciebie wezwała…

Czyż z sideł śmierci ciebie wyrwała?

Czy jesteś oceanem nocą wzburzonym?

Uczuciem nie spełnionym?

Czyż na Twą miłość nie zasługuję?

Więc po cóż mam żyć…?

I znów morze się wzburzyło,

potężnymi falami o skalny brzeg z siłą sztormu uderzyło.

Zapadła cisza… wody oceanu się uspokoiły…

Biała mewa przyleciała

i te słowa wypowiedziała:

Twój kochany żyje, gołębie serce ma!

On Ciebie bardzo… bardzo kocha…

…I śmierć nas nie chciała -

wzajemna nasza miłość ocalała.

 

 

 

PS  W następnym wpisie będzie kontynuacja poetyckich treści, czyli dalszy ciąg czerwcowego wieczorka literackiego pt. „Uśmiech lata”. Materiał przedstawimy w dość ciekawej formie. A zatem zapraszamy ponownie!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Nie samą prozą człowiek żyje…

sobota, 20 czerwca 2015 23:46

 

 

WIERSZE

POETÓW, KTÓRZY

W SERCU MIELI

M  A  J

 

 

            Po prozie z wcześniejszego wpisu – czas na poezję! A będzie to poezja, którą Braccy poeci zaprezentowali na majowym wieczorku literackim pt. „…a w sercu maj”. Tą tematyczną część autorecytacji wierszy poetów z Bractwa poprowadził Romek Dopieralski i poniżej przedstawiamy jego scenariusz, którym posiłkował się podczas swojej konferansjerki.

 

 

 

Scenariusz wieczorkowy - „… a w sercu maj” / maj 2015

            Witam w części tematycznej autorecytacji wierszy Brackich poetów. A jak wiemy – tematem przewodnim jest na dzisiejszym wieczorku miłościwie nam jeszcze panujący – miesiąc maj. Zaś tytuł owego wieczorku brzmi: „A… w sercu maj”.

            Jak się zatem nietrudno domyślić – w tych wierszach będzie zapewne dominować terminologia związana z majem. I rzeczywiście – maj przedstawiony jest w tych utworach w przeróżnych konfiguracjach!

 

            Maj jest na przykład miesiącem, w którym – pomimo, że nie ma w sobie litery „r” – równie chętnie zawierane są związki małżeńskie, by potem – również w maju rodziły się nam córki i synowie… Choć niby w porzekadle jest, że w maju powinniśmy dopiero czynić starania a’ propos naszych nienarodzonych jeszcze pociech…

            Oto poetka, która swego czasu już w sierpniu czyniła właśnie owe starania, by w maju móc się cieszyć z narodzin swojego najmłodszego syna… Regina Adamowicz i jej przesiąknięty majem wiersz pt. „Z czułego serca”…

 

Regina Adamowicz

„Z czułego serca”

 

Tyle minęło dni majowych

Niezapomnianych wiele lat

A niespodzianek przywiał nowych

Niespokojnego czasu wiatr

 

Przez różne w życiu przeszłam burze

Wiele wylałam smutku łez

Lecz w maju kwiatów kwitnie dużo

Zapachem nęci biały bez

 

Pamiętam majowe dni radosne

Pierwszą Komunię biały kwiat

Niezapomniany powiew wiosny

I kolorowy piękny świat

 

Życie wciąż pędzi jak szalone

Majowe stale liczę dni

Marzenia nigdy niespełnione

I zawieszane w puste sny

 

W maju przeżyłam bardzo wiele

Radości, szczęścia piękna w nim

Święto Matuli, ślub, wesele

Narodził się najmłodszy syn

 

Maj o Ojczyźnie też pamięta

Chorągwie szumią niby las

Któż majowego nie zna święta

Serca radością biją w nas

 

Biało-czerwona kolorowo

Sztandary zdobią cały kraj

I z każdym rokiem wciąż na nowo

Z całego serca – kocham maj

 

 

 

 

 

            Kolejna nasza poetka wieczorkowy tytuł potraktowała niemalże dosłownie. Według niej – miłość odkąd istnieje – nie może pachnieć na przykład styczniem, lutym, marcem, czy też kwietniem. Nawet czerwcem nie pachnie, ani lipcem, tudzież sierpniem. Wrzesień i październik też nie wchodzą w rachubę, a już tym bardziej listopad i grudzień.

            Oto dowód na to! Przed państwem Helena Szymko w utworze – i w tym miejscu mogę zacytować wieczorkowy tytuł – wiersz pt. „A w sercu maj”…

 

 

Helena Szymko

„A w sercu maj”

 

Majowa miłość - 

rozkwita w słońcu, ogarnia umysł 

serce wypełnia błogością

i sam już nie wiesz

co się z tobą dzieje 

i co dalej będzie - 

z tą twoją majową miłością

bo maj, nam miłość maluje

 

bielą kwiatów -

obsypał owocowe drzewa

magnolie bzy zakwitają 

odurzając barwą i wonią 

serce przepełnia radość

w duszy skowronek śpiewa

maj, wiosennym szaleństwem nas bawi

muzyką w głowach szumi

majową miłością mami

bo miłość odkąd istnieje

zawsze pachniała majem

kojarząc zakochanych -

szaleństwem uczuć się staje

 

 

 

 

 

 

            Miesiąc maj, to również niezły terapeuta! Bo kiedy na przedwiośniu zauważamy, że nasze życie zasuwa jak pośpieszny pociąg, to właśnie maj nas koi – maj i jego piękno!

            Nasza miła Ludmiła, czyli Ludmiła Raźniak w utworze pt. „A w sercu maj…

 

Ludmiła Raźniak

„A w sercu ciągle maj”

 

/autorka wiersza, nie użyczyła go na cele tegoż bloga/

 

 

 

 

 

            A u tej poetki, maj to: kuszące konwalie, zmysłowe forsycje, wonne łąki, rozległe polany, zachwycające kaczeńce, bajeczne ogrody, mnóstwo bzów… i czego tam jeszcze o maju nie ma! A to, że maj taki     i siaki, a że maj owaki…

            Ale co ja będę się produkował, wyrywając z kontekstu jedynie epitety z tegoż wiersza – tym bardziej, że nawet autorka nie chce go recytować… Aż dziw bierze, bo przecudnej urody ów utwór. Ale ona tak zawsze, bo to nasz taki Bracki recytatorski leniuszek, czyli Grażynka Piekarewicz!

            Recytacja wiersza Grażyny Piekarewicz pt. „Maj szumiał konwaliami” – scedowana została na Krysię Pilecką… Krysiu scalaj te epitety, które ja wyrywałem z kontekstu – scalaj je w jedną całość!

 

Grażyna Piekarewicz

„Maj szumiał konwaliami”

 

/i w tym przypadku autorka wiersza, nie wyraziła zgody na jego blogową publikację/

 

 

 

 

            Ten poeta, swój wiersz poświęcił osobie, której zawdzięcza, że tu jest. Właściwie, to my wszyscy zawdzięczamy tym osobom, że w ogóle jesteśmy! Te osoby, to nasze matki!

            Jutro – w 26-ty dzień maja – świętować będziemy Dzień Matki! Jak widać - maj jest tak cudowny, że nawet znalazł miejsce, by te najdroższe nam osoby – właśnie w maju uhonorować…

            Oto Janek Wiśniewski i jego wiersz Matce poświęcony…

 

Jan Wiśniewski

„Matce”

 

Pamięć widzi niezmiennie dłonie

pracowite i niestrudzone

I serce  wszechobecne

rozjaśniające codzienność promieniem Słońca

Narodzonego

wiodłaś w życie za rękę

chroniąc i ucząc

Chroniłaś

przed przeciwnościami ponad siły

Uczyłaś

iść wybierając drogę

myśleć, patrzeć i czuć

sercem

 

Z otulonego lasami świata dzieciństwa

wyszedłem

z wyrytym w sercu Twoim drogowskazem

Wyszedłem spod skrzydeł pełnych ciepła

swoją przecierać drogę

Na rozdrożach

wspomnienie ciepła matczynej dłoni

służyło i nadal służy radą

 

Dziś

swoje dzieci prowadząc

chciałbym tak jak Ty

 

Swą wiosnę i lato

nam dzieciom ofiarowałaś bez reszty

Teraz już jesień

Twe włosy siwiejące

twarz poorana życiem

siły wyczerpane

zdrowie zniszczone

Lecz serce ciągle gorące

Lecz oczy ciągle młode

W Domu ucichł już gwar i śmiech beztroski

Ty jednak trwasz tu niezmiennie

Więc wracamy do niego pełni ufności

ogrzać stwardniałe życiem serca

i chłonąć kojące echa

przepojonego Tobą dzieciństwa

 

 

 

 

 

            Maj jak zapanuje, to jest go wtedy wszędzie pełno. Jest przed puszczą, jest za puszczą, koło puszczy, przy puszczy, nawet nad puszczą też jest maj!

            A w wierszu naszej kolejnej poetki, to maj jest także w samym sercu puszczy! Oto nasz już nie najnowszy Bracki nabytek, dla którego dzisiejszy wieczorek jest prapremierowy, bowiem debiut absolutny miała ta poetka - już teraz nasza Bracka poetka – podczas kwietniowej biesiady. Renia Wojniłowicz i jej utwór zatytułowany: „W sercu puszczy – maj”…

 

Renia Wojniłowicz

„W sercu puszczy – maj”

 

W sercu puszczy polana

Z milionami kropel rosy o poranku

W poświacie promieni słońca ogrzewa

Łono natury - chłodem nocy zawładnięte

 

Maj – mieszkańcom lasu – daje w darze

Dywan z soczystej zieleni

Utkany z kwiatów ziół w kolorach tęczy

Po burzy architekt Niebios go projektował

 

Tęcza – malowana Boską wyobraźnią

Bo tylko On artystą niebiańskim jest

I choć czasem w sercu chłodne miesiące

To dzisiaj rozgościł się maj

 

Na polanie, gdzie mieszkańcy lasu

Z promieni słońca utkany dywan

Wnika w głąb naszej wyobraźni

W wiosennym majestacie przyrody

 

 

 

 

 

            Nie sposób, nie zachwycić się majem… Te łąkowe stokrotki, te niezapominajki gdzieś nad ruczajem. Nawet te żółte kobierce z bardzo pospolitym zresztą mniszkiem pospolitym – może bardziej znanym pod roboczą nazwą „mlecz” albo „dmuchawiec” – są również pięknym tworem naszej majowej w przyrodzie dekoracji.

            A oto zachwyt nad majem, w wykonaniu Krysi Pileckiej w utworze pt. „Zachwyt”…

 

 

Krystyna Pilecka

„ Zachwyt”

 

A w sercu – Maj…

Pochylić się nad stokrotką na łące

Mleczem żółtym jak słoneczka jasne

Dostrzec kwiatem niezapominajki maleńki

Zachwycić się zielenią młodą

Jak to w maju… i

Dotknąć

Przygarnąć bogactwo natury, co…

Urzeka zadziwia wiosenną urodą

Nadzieję niesie radość spełniającą

A zawsze marzenia budzi gdy uśpione

I ziszcza – niczym gwiazdy spadające

 

 

 

 

 

            Już chciałem kontynuować gloryfikację maja i rzec, że maj na naszym wieczorku, to nawet zostanie sportretowany. Jednak portret danego miesiąca jest u nas czymś oczywistym. Kto na nasze wieczorki uczęszcza w miarę regularnie, ten z pewnością zauważył, że u nas co miesiąc portretujemy jakiś miesiąc…

            A to za sprawą naszej Brackiej portrecistki, która i tym razem  - bez użycia farb – sportretowała ów miesiąc maj! Maria Rudecka w wierszu pt. „Maj”…

 

Maria Rudecka

„Maj”

 

Ja miałam być dziewczynką. To dlatego Tata,

chcąc mnie inaczej widzieć w swoich synów gronie

kazał krawcowi uszyć dla mnie i na całe lata

suknie w kolorach przez dziewczęta ulubionych.

 

Zaraz się polecenia Taty – Roku wypełniły

i delikatną zieleń, coraz mocniejszą, soczystszą,

kolor kwiatów konwalii oraz innych i nie tylko białych,

także liliowych, błękitnych, złotych w pracowni uszyto.

 

Bracia mi zazdrościli – to uczucie znane –

każdy zaraz pomyślał: czemu maj – nie ja?

nie mnie to wyróżnienie przez Tatę przydane?

Ojciec zaś rzekł surowo: „Zawiść – cech brzydka, zła”.

 

A do mnie: „Ty mi się nie smuć, mała, mały,

i słowa ojcowskiego, jego moc też znaj –

coś moje oczy – miast sukienek – dla ciebie wybrały:

będziesz sprawiał, że w sercach gościć będzie maj,

że w sercach gościć będzie maj.”

 

 

 

 

 

            Pewien Bracki poeta, być może chcąc się jakoś wyróżnić - w tych majowych treściach – swojemu wierszowi nadał tytuł jakby nieco odbiegający od tytułu wieczorkowego. Tak jak wcześniejsi recytatorzy    w swoich wierszach miesiąc maj mieli zazwyczaj w sercu, tak on w swoim utworze umieścił go w innej części ciała…

            Ciekawe, czy komuś jakaś nieprzyzwoita myśl przyszła do głowy – właśnie z ową częścią ciała związaną… Jeżeli tak, to te osoby będą raczej zawiedzione… bo w tym przypadku chodzi o… o głowę!

            Ciekawe, jakiemu to poecie-imbecylowi przyszło do głowy, by maj mieć… w głowie, a nie jak wszyscy - w sercu! Przed państwem autor tego oto wiersza… Roman Do…pie…ral…Dopieralski… O kurde… to o mnie mowa… No trudno, „Słowo się rzekło,kobyłka u płotu” – recytować trzeba!

            Roman Dopieralski – wiersz pt. „A w głowie maj”…

 

Roman Dopieralski

„A w sercu maj”

 

drzewa eksplodowały

rozbudzony kasztanowiec

obwieszcza o maturach

zakwitła niezapominajka

mleczu żółta struktura

zawładnęła trawnikiem

 

gotowa do rozrodu ziemia

użycza swe łono

szczodrze jest karmiona

roślin zachłanność

jednak panuje harmonia

w tym pędzie ku słońcu

 

i bocian przyfrunął

na przydrożnym słupie

ulokował rodzinę

uaktywnił się kret

aż po horyzontu linię

ziemię kopcami zdobi

 

głaszcze po twarzy

wiatr majowy

majowym deszczem

zraszane polne areały

nawet pioruny złowieszcze

majowi dały azyl

 

zrzucane zimna okowy

z krą spłynęły

drżenia o wschodzie

zakochania nadszedł czas

kwitnienia teraz w przyrodzie

a w głowie maj

 

 

 

 

 

            Proszę państwa, w tych Brackich autorecytacjach, w tych wierszach, które posłyszeliśmy – maj był w sercach, maj był w głowie, a ja teraz proponuję, by maj był również w naszych uszach!

            Dlatego do akcji wkroczy teraz pan Mikołaj Kobus – rocznik 45 - ze swoją fenomenalną harmonijką…

 

 

 

            I tak oto wyczerpaliśmy nasze literackie zasoby, które przygotowaliśmy na dzisiejszy wieczorek literacko-muzyczny zatytułowany „A… w sercu maj”.

            Wielkie brawa dla głównych aktorów dzisiejszej uczty literackiej - Brackich poetów, którzy są solą naszej Koszalińskiej Ziemi!

            I nie mniejsze brawa dla naszej wiernej, Brackiej publiczności, która jest najwspanialszą publicznością na świecie! Braccy poeci – bijcie mocne brawa dla wspaniałej Brackiej publiczności!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty i jego równie fenomenalna, niezrównana i niesamowita – harmonijka!

 

A teraz sypnę paroma istotnymi informacjami:

  • W drugi poniedziałek miesiąca, czyli już 8 czerwca Roku Pańskiego 2015 o godz.16 – odbędą się nasze warsztaty literackie. Pokłosiem tychże warsztatów są nasze wieczorki!
  • W czwarty poniedziałek miesiąca, czyli 22 czerwca o godz. 17 – zapraszamy już dzisiaj na kolejną ucztę literacko-muzyczną, czyli nasz wieczorek literacki pt. „Uśmiech lata”.
  • Na stoliku z Brackim tekstem – tam pod filarem - są do nabycia tomiki Brackich poetów z możliwością dedykacji na gorąco!

 

            I to tyle na dzisiaj – moi drodzy… Mamy tylko nadzieję, że czas u nas spędzony – nie był czasem straconym. Bo to jest dla nas najważniejsze, byście Wy – droga widownio – byli jak najbardziej ukontentowani.

            Staraliśmy się więc, jak najwięcej tego maja – tej dobrej przecież energii – tchnąć w wasze serca! I być może, jak wyjdziecie teraz od nas  i ktoś się Was spyta: -Co masz w sercu? Odpowiedź będzie krótka: -Maj!

            I oczywiście przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia! Do usłyszenia! …A w sercach Waszych – niechaj będzie… maj!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Brackie szeregi się uszczupliły...

czwartek, 11 czerwca 2015 23:59

 

 

O

IRENCE MICHAŁOWSKIEJ

RAZ

JESZCZE...

 

 

Irenka - zawsze radosna, uśmiechnięta, życzliwa, koleżeńska, ciepła i... taka też była jej poezja.
A co o Irence - czy też dla Irenki - napisali jej Braccy znajomi i przyjaciele?

 

 

 

Regina Adamowicz

"Na pożegnanie"

 

Irenko Poetko i siostrzana duszo

O przyrodzie pisałeś śliczne poematy

Pełne miłości radości i wzruszeń

W Twych wierszach śpiewał ptaków chór skrzydlaty

 

Odeszłaś odpłynęłaś na białym obłoku

W ciszy nas opuściłaś odchodząc o świcie

Nie napisałaś wspomnień o pamiętnym roku

A który piętno odcisnął w Twym życiu

 

Z Twoich ust usłyszałam o pięknej przyrodzie

W czasie gdy smutek Twe serce ogarnął

Chyba wtedy dobry Bóg Ci wynagrodził

Udziałem w filmie "Niebieskie Jak Morze Czarne"

 

Byłaś maleńką gwiazdeczką na ziemi

W roli zakonnicy dzieciom dotrzymując kroku

Widziałam żegnając Cię łzami rzewnymi

Jak szłaś z aniołkami po białym obłoku

 

 

 

 

Maria Rudecka

"Naszej Irence na chwilowe rozstanie"

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Poezji Brackich poetów ciąg dalszy…

czwartek, 21 maja 2015 14:19

 

 

POETYCKI ROZKWIT

ale… w

TEMATYCE DOWOLNEJ

(wierszy część druga)

 

 

 

            Drugą część wieczorkowych autorecytacji wierszy Brackich poetów poprowadził Romek Dopieralski. Tym razem były to wiersze o tematyce dowolnej, czyli niekoniecznie dotyczące wieczorkowego tytułu, który brzmiał: „W poetyckim rozkwicie”.

            Czy zaś te wiersze są takowym właśnie poetyckim rozkwitem poszczególnego poety? Sprawdźmy…

 

 

 

            -Witam serdecznie! – przywitał się konferansjer Romek Dopieralski z nadal liczną widownią, na czele z Ludmiłą Janusewicz - prezesem koszalińskiego oddziału Związku Literatów Polskich - bowiem nikt z przybyłych na wieczorek, po jego pierwszej części sali klubu osiedlowego „Nasz Dom” nie opuścił. -To ja teraz będę zapowiadał poetów, Brackich poetów, którzy w autorecytacjach zaprezentują swoje utwory. Rozrzut tematyczny wierszy jest znaczny: od śpiewu słowika, przez arkana wiosny, aż po klucz żurawi.

 

            A przecierać poetyckie ścieżki w tej części literacko-muzycznej biesiady będzie wiersz Heleny Szymko…

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„Bądźmy dla innych mili”

 

Ułatwiajmy sobie życie wzajemnie

to takie szczytne, a nic nie kosztuje

zwyczajny międzyludzki miły gest -

może sprawić uśmiech na zatroskanej twarzy

pomimo nieszczęść -

świat wcale nie jest taki zły

on naszym wspólnym domem jest

 

niech wiara w człowieka nigdy nie zaginie

darzmy się nawzajem uprzejmością

a złe zdarzenia, będą mniej bolesne

dbajmy o uczciwość naszej duszy

wszystko co posiadamy teraz -

to tylko dobra doczesne

nie poddajmy się znieczulicy

pozostaną po nas dobre wspomnienia

bo serce dobrego człowieka

zawsze los innego wzruszy

 

 

* * * * *

 

 

            Proszę państwa, moje wieczorkowe scenariusze są tak przeważnie skonstruowane, że jest jakaś myśl przewodnia, która jakby spina ze sobą te wszystkie moje zapowiedzi.

            Już tych scenariuszy trochę było, można by pomyśleć, że im dalej w las – tym ciemniej, a więc każdy następny scenariusz będzie mi coraz trudniej napisać.

            Postaram się dzisiaj obalić tą tezę, bowiem uważam, że tych możliwości jest niezliczona ilość. Tak samo jak i tematów na napisanie wiersza. Owszem, dobry wiersz – że tak powiem kolokwialnie - nie wytrzepie się z rękawa, ale fakt jest faktem, iż pisać można o wszystkim…

            Choćby o tym filarze… (konferansjer Romek wskazał na filar, który od zawsze zdobi - a przede wszystkim podpiera - strop sali klubu osiedlowego „Nasz Dom”). Tak… o tym właśnie filarze będzie wiersz. Uwaga! Wiersz o filarze pt. „Rymowanka o filarze”…

           

            filarze – mój ty, kochany filarze

            co dać nam możesz w darze

            cienia kawałek… kto go wykorzysta

            poeta jakiś, albo zbłąkany turysta

            tudzież gość wieczorkowy

            wtulając się w twój deseń tynkowy

 

            A teraz wiersz lotów znacznie wyższych. Przed państwem Robert Paweł Kamin…

 

 

Robert Paweł Kamin

„Arkana wiosny”

 

Nadeszłaś z cicha utęskniona

Wiosno słowiańska w śnie zieleni

Poetów poro wymarzona

Która się w sercu tęczą mieni

 

W dzień błyska słońce iskrą bieli

Ziemię spowija jaskrawością

Skowronek w trelach się weseli

I się upaja swą wolnością

 

W noc przy księżyca łunach, w stawie

Kąpią się nagie dwie dziewice

Piersi ich pieszczą rosy mgławe

Wodospad włosów kryje lice

 

Postacie białe ich jak perły

Plotą wianeczki z żółtych lilii

Opar majowy stawu wierny

Osnuwa scenę snem idylli

 

Tyle masz, wiosno, blasków szczęścia

Ile ma wdzięku kształtna kibić

Piękna jest młodość twa dziewczęca

I tylko o niej dziś chciałbym śnić

 

 

* * * * *

 

 

            Jeszcze jeden dowód na to, że pisać wiersze każdy może – tylko trochę lepiej lub trochę gorzej…

            Był wierszyk rymowany o tym filarze (konferansjer Romek wskazał na klubowy filar), a że nie ma innego filara, to teraz też będzie o nim. Będzie to również rymowanka, ale tzw. diatryba, odznaczająca się gwałtownym tonem – zwykle wyrażająca protest lub krytykę. Wierszyk ma tytuł „Diatryba na filar’”…

 

            filarze, co tkwisz na wprost mojej twarzy

            od twych spojrzeń, aż mnie skóra parzy

            tynkiem jesteś przyozdobiony

            lecz najwyraźniej czymś zmartwiony

            czymże? wszak struktura twa wymalowana

            spojrzyj więc, filarze, łagodniej na Romana         

 

            Po tej parodii wiersza powracamy do prawdziwej poezji, a umożliwi to nam utwór Grażynki Piekarewicz, ale nie ona sama, bowiem scedowała  recytację na swoją Bracką koleżankę, Krysię Pilecką…

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Wspomnienia”

 

Płatkami róż dotykam chwile. Czekam na nie. W każdym obłoku, w każdym promieniu nieba.

Szeroką strugą rozlane nadzieje, dążenia. Pragnienia jak skrzydła motyla rozpostarte, wzniesione do lotu. Subtelnym muśnięciem nostalgii dają znać o sobie, tam, gdzie kwitną wzruszenia.

 

Wspomnienia. W muzyce wiatru, w zapachu kwiatów. W mojej duszy niczym morskie fale płyną radośnie. Tanecznie, skocznie. Ich nagość i powab. Ich ruchy pełne gracji, szybkie, płynne, zwinne. Szepczą. Drgają. Spowite mgieł długim szalem o ciszę błagają. Spokojne. Słodkie.

 

Jak w poetyckim natury rozkwicie napawają refleksją, tętnią życiem. Ich barwy turkusowe, purpurowe.

 

Czasem w głębokiej zadumie pogrążone.

 

Wspomnienia. W myślach, w modlitwie, w słowie. W huraganie życia, na złocistych wstęgach nieba bólem, uśmiechem wypełnione. Na szczytach uniesień srebrnymi kroplami tęsknoty zroszone. Usłane marzeniami, targane wichrami. Dla nich Jestem. Dla nich żyję.

 

Płatkami wspomnień dotykam chwile. Duszę iskrami rozpalają. Dla nich niebo gwiazdami rozbłyśnie.

 

Blask pamiętania rzucony na pulsujące życie. Płomienie tęsknoty w dłonie chwytam i to zamyśleń samotne wędrowanie. Wspomnienia. Prawdziwe, trudne, niezwykłe, szczęśliwe. Ich oczy w światłach nocy wciąż pełne ciepła i rozkoszy.

 

 

* * * * *

 

 

            Jestem konsekwentny i z uporem maniaka brnę dalej w poetycki banał. Poprzednio była diatryba - teraz będzie wierszyk strukturalny, oczywiście o filarze pt. „Trzynastozgłoskowcem o milczącym filarze”…

 

            filarze, mych tajemnic ty znasz bardzo wiele

            kiedy w panice chodzą dreszcze po mym ciele

            a tu wyjść trzeba na scenę i recytować

            dopomóż! cóż czynić, by się nie ugotować

            filar milczał… ja odrętwiały też milczałem

            milczał wciąż – nawet, kiedy ja się przełamałem

 

            A tak na poważnie, wystąpi teraz Andrzej Pitak…

 

 

Andrzej Pitak

„Gdzie moja baśń”

 

Jest piękny świat

za oknem snu

świat zielonooki

w samym środku rzęs

Maj, ziemski raj

możesz go mieć

chodź do nas mały, chodź

porzuć szaty białych łez

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie jest lustro mojej twarzy?

Gdzie moja baśń?

Gdzie ogrody pełne marzeń?

Gdzie moja baśń

krzepi dobrą pamięć snami?

Gdzie moja baśń

siedmiu nocy za lasami?

 

Cień twarzy złej

podnosi wzrok

wąską powieką ust

głosi szminki sens

Dokoła step

i zimny deszcz

parasoli kryje żal

gasi blaski wątłych świec

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie jest lustro mojej twarzy?

Gdzie moja baśń?

Gdzie ogrody pełne marzeń?

Gdzie moja baśń

krzepi dobrą pamięć snami?

Gdzie moja baśń

siedmiu nocy za lasami?

 

Jak mogłem przejść

w dorosły świat?

Siedmiu gór nie łączy

siedem wielkich rzek

Jak myśleć mam

o nowym dniu

gdy nas bajka dzieli

rzeka małych, ludzkich serc?

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie jest lustro mojej twarzy?

Gdzie moja baśń?

Gdzie ogrody pełne marzeń?

Gdzie moja baśń

krzepi dobrą pamięć snami?

Gdzie moja baśń

siedmiu nocy za lasami?

 

Gdzie moja baśń?

Gdzie moja?

Gdzie?

 

 

* * * * *

 

 

            Już chyba się domyślamy, że znowuż będzie o… filarze. I bardzo dobrze się domyślamy, bowiem faktycznie będzie o filarze… A co będzie o filarze? O filarze będzie dytyramb, czyli utwór pełen patosu i entuzjazmu, wyrażający przesadną pochwałę. Tytuł tegoż pseudo-wiersza: „Dytyramb o filarze”…

 

            filarze! tyś jak kariatyda

            najpiękniejsza z podpór!

            w całości żeś powabny

            wspaniałości tyś potwór!

 

            brzydoty i zła

            nie skrywasz w swych trzewiach

            tyś najcudowniejszym wspornikiem!

            bez względu na to, kto ocenia…

 

            Czas na prawdziwy wiersz. Co prawda nie będzie to dytyramb… Będzie to drugi wiersz naszej dzisiejszej debiutantki, czyli naszej najmłodszej stażem Brackiej poetki. Dwa tygodnie temu przyszła na nasze warsztaty literackie i miejmy nadzieję, że zostanie już z nami na dobre i złe.

            Powitajmy gorącymi oklaskami - takimi dla otuchy – nasz najnowszy Bracki nabytek – Reginę Wojniłowicz…

 

 

Regina Wojniłowicz

„Śpiew skowronka”

 

Ciepło i słonecznie dzisiaj, choć lekki wietrzyk wieje

To nic – i tak jest pięknie

Jestem szczęśliwa, bo jesteś przy mnie

Słyszysz, jak skowronek śpiewa?

 

Spójrz na lot ptaka… a tam drugi

W zalotach szybują po niebie

Przyszła do nas wiosna – piękna, powabna

Idziemy we dwoje nie mówiąc nic

 

Po chwili pytasz mnie - Miła, jesteś szczęśliwa?

Nie odpowiadam ani słowem

Bo miłego nie ma… Jestem z przyrodą sama

Wśród zwierząt – mieszkańców tego raju

 

Każda pora dnia i nocy majestatyczne ma piękno

A gdy przedświt budzi się w maju

Ukazuje rozpościerającą się ulotną mgłę

Łąki pokrywającą milionami kropel rosy

 

Słychać lecące żurawie, gdy budzi się słońce

Które leniwie wstaje w kolorach purpury

I rozgrzewa po wiosennej nocy łono natury

I ja sięgam po te Boskie – dla mej duszy – dary

 

Szczęśliwy ten, kto pięknem natury nienasycony

Kto czuje coś, czego dotknąć nie można

Kto słyszy coś, czego inni nie słyszą

Kto widzi to, czego inni zobaczyć nie chcą

 

 

* * * * *

 

 

            Już wiadomo, kto będzie podmiotem literackim w moim kolejnym wierszyku. Jednak nie wiadomo, w jakim ten wierszyk będzie charakterze. Po pełnym patosu dytyrambie - tak dla kontrastu – chyba dobra byłaby waleta, poetycki utwór o charakterze elegijnym, w którym dominuje nastrój smutku i melancholii…

            Oto wierszydło-straszydło mojego autorstwa – proszę zauważyć, jakąż ja muszę cechować się odwagą, przyznając się do takich wierszy… Tytuł mojego tworu brzmi: „O filarze ta waleta”…

 

            filarze! co by to było, gdyby ktoś ciebie zburzyć chciał!

            o matko jedyna! jakąż żałobę ja bym po tobie miał!

            nie! to niemożliwe! tak stać się nie może!

            wiem, iż nie wzywa się imienia Bożego nadaremno

            lecz w takim przypadku byłoby tak ze mną

            iż musiałbym zawezwać: O Boże!

 

            Pora na kolejny prawdziwy wiersz. A będzie to utwór - a nie twór, jak w moim przypadku - autorstwa Jana Wiśniewskiego…

 

 

Jan Wiśniewski

„Na poezję czas numer jeden”

 

Poezję młodzieńczą tworzą wichry

targające z mocą w sprzeczne strony

kiedy wsłuchane w słowicze trele

nagle zagłusza piekąca żądza

 

Poeta choć nie wie jeszcze dokąd

po co, dlaczego i jak chce zmierzać

już czuje w sobie moc wytyczania

nowych dróg na Parnasu wierzchołek

 

Żądny wrażeń z beztroską może wzlatać

nad poziomy lub nisko upadać

i obalać kanony i prądy

nowe w poezji bez wytchnienia płodzić

 

W burzy hormonów nie ma oporów

aby na zamiary mierzyć siły

a gdy czasem się zdarzy, że się sparzy

świat mu się wali niczym z kart domek

 

Młodzieńcza poezja w zmaganiach z życiem

gdzieś się rozpływa niepostrzeżenie

bo codzienność dojrzała przeważnie

działa zgodnie z regułami prozy

 

 

* * * * *

 

 

            A teraz rodzajowo nie będę wydziwiać i po poprzednim wierszyku pt. „O filarze ta waleta”, gdzie było smutno i melancholijnie - jak to w walecie - teraz będzie, że tak powiem – z duchem czasu, czyli wierszyk biały – bez rymu, bez zachowania jakiejkolwiek struktury… Wierszyk pt. „O filarze wierszyk”…

 

            filar, który oparciem stropu w osiedlowym klubie był

            miał to coś, czuło się jego moc w pobliżu recytując

            niby głuchy jak pień i stał jak słup soli pośród gości

            jednak miał to coś, czego nie miały inne filary

            nie potrafię powiedzieć, w czym tkwiła jego inność

            może w tym, że z poezją miał do czynienia…

 

            Po wierszyku o filarze – czas na porządną porcję poezji! A jak porządna porcja, to w wykonaniu Krysi Pileckiej…

 

 

Krystyna Pilecka

„Kto miłości nie zna”

 

Kto miłości nie zna – nigdy jej nie znajdzie

gdy się wciąż czeka na nią – nikogo nie kocha…

Jak trawa na wietrze kołysze się tylko

i pochyla cichutko a z tęsknoty szlocha

 

Ona jest… czasem wydeptuje ścieżki

wyciąga ręce o zmierzchu dotyka

przybliża się spokojnie - bywa niewidzialne

drży światłem w trelach ptasich jak dźwięczna muzyka

 

Klęka przy nas z pokorą i bywa zdumiona

że bez żalu szczęście porzuciła własne

Nie wdzięczności pragnie bo przychodzi sama

wnosząc radość spełnienia – jaśniejącą blaskiem

 

 

* * * * *

 

 

            Proszę państwa obiecuję, że to już ostatnie moje pseudo-poetyckie dzieło. A skoro ostatnie, to może niech ono będzie na wesoło. A jak na wesoło, to ekloga będzie dobra. Bo ekloga, to w poezji starożytnej - a potem i nowożytnej - utwór malujący szczęśliwe życie, utwór zbliżony do idylli. Oto wierszyk pt. „Ekloga o filarach”…

 

 

            jak dobrze wszystkim, że was mamy

            ostoje nasze, podpory, wzmocnienia!

            jakże bez was – cokoły kochane!

            wasze strzeliste konstrukcje pionowe

            idealnie komponują z naszym żywotem

            w tym najcudowniejszym ze światów

            wy - monumentalne filary i my – kruche istoty

            razem stabilny tworzymy twór…

 

            Po tej mojej eklodze o filarach – teraz wiersz taki prawdziwy… porządny… rymowany… utwór Piotra Jerzego Kawy…

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Klucz żurawi”

 

Kluczem żurawi otwieram serca drzwi

Ciepło rozgrzewa arterie mojej krwi

Krzyk mój przywoła Wiosnę i nadzieję

Zagoszczą znowu, zanim się podzieję

 

Żurawie wreszcie już tu przyleciały

Ku moim stronom lot swój skierowały

A gdy cel lotu z góry zobaczyły

Chętnie pozostać tu postanowiły

 

Uszczęśliwione miłym powitaniem

I moim rzewnym utęsknionym łkaniem

Tak się ptaszęta mocno rozczuliły

Że Pani Wiośnie pieśni zanuciły

 

W sercu swym słyszę klucza żurawi śpiew

Ukoi on mój przesilony gniew

Gdy mój zły nastrój czułością ostudzi

To chęć do życia znowu we mnie wzbudzi

 

 

* * * * *

 

 

            Tak, jak na początku powiedziałem, w tej ostatniej już wieczorkowej części poetyckiej, było od śpiewu słowika, przez arkana wiosny, aż po klucz żurawi, który właśnie zaprezentował nam Piotrek Kawa.

            Chciałem przeprosić - co wrażliwsze ucho - za te moje wierszydła, które stworzone zostały tylko i wyłącznie na potrzeby dzisiejszej biesiady literacko-muzycznej, której tytuł brzmi: „W poetyckim rozkwicie”.

            Oczywiście nie uzurpuję sobie jakichkolwiek praw do tego, że te moje twory przyczyniły się do owego poetyckiego rozkwitu. One posłużyły mi jedynie do tego, by jakoś wypełnić ten czas pomiędzy wierszami naprawdę ładnymi i wartościowymi.

            A autorzy tych wierszy ładnych i wartościowych, to są nasi Braccy poeci, czyli sól naszej Ziemi Koszalińskiej! Wielkie brawa dla tych poetów!

            Również wielkie brawa dla naszej wiernej, Brackiej publiczności, która jest najwspanialszą publicznością na świecie! Braccy poeci – bijcie mocne brawa dla wspaniałej Brackiej publiczności!

            Było nam niezmiernie miło gościć Was w progach Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”! Przecież nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Wy, goście naszej literackiej biesiady! Bo nasze spotkania bez was, to jak wierzba bez płaczu, to jak Achilles bez pięty!

            A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny, niezrównany, niesamowity pan Mikołaj Kobus rocznik 45-ty.

            I oczywiście przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych     i kogo tylko tam macie pod ręką! Zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia! Do usłyszenia!

 

 

 

PS  A już w poniedziałek (24 maja), kto żyw – niech przyjdzie na kolejny nasz wieczorek literacko-muzyczny do Klubu Osiedlowego „Nasz Dom” w Koszalinie!!!

W tym przypadku godziną "W" – jest godzina 17.00!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

Poezja Brackich poetów…

czwartek, 14 maja 2015 16:46

 

 

W POETYCKIM ROZKWICIE

(wierszy część pierwsza)

 

 

 

            Pierwszą część wieczorkowych autorecytacji wierszy Brackich poetów poprowadziła Krysia Pilecka. Były to wiersze tematyczne, czyli dotyczące wieczorkowego tytułu, który brzmiał: „W poetyckim rozkwicie”.

            Czy poniższe wiersze są takowym właśnie poetyckim rozkwitem poszczególnego poety? Sprawdźmy…

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Zbawienna śnieżyczka”

 

O perłowobiały leśny przebiśniegu,

Co głowę wychylasz lękliwie spod śniegu!

Kiedy ciebie w dumnej zobaczę zieleni,

Która panią wiosny odwiecznie się mieni?

 

Gdybym ciebie mogła musnąć po kielichu,

Przytulić do piersi w sosnowym zaciszu

I wydobyć z ciebie nutę optymizmu,

Byłabym szczęśliwym piewcą panteizmu.

 

Gdybym ciebie mogła w serca uniesieniu

Wynieść na ołtarze w Franciszka imieniu,

Pociągnąć za listek w sferę boskiej sieni,

Stałabym się  świętą chodzącą po ziemi.

 

 

 

 

 

Helena Szymko-Krzyczkowska

„W Kwietniowym czasie”

 

Kiedy przyroda budzi się wiosną 

ziemia pokryta jest soczystą zielenią 

na działkach, w ogrodach, wielkie porządki

pierwsze siewy już na polach   

drzewa, krzewy chlubią się pąkami

kwiecień, ściele ziemię traw zielenią

kwieciem mniszka złocistego

co barwą żółci się rumieni
dodając uroku  ziemi

 

już dawno bociany przyleciały 

swoją obecność klekotem znaczą

budują gniazda na drzewach ptaki 

niebawem młode się wyklują

kwiaty z osłonek, wychyliły główki 

wiosna, cudną woń roztacza

już marzannę zatopiono

niech nastanie czas radości 

życie pomknie nowym torem 

a gdy miesiąc maj nadejdzie

czule z kwietniem  się obejmie

swym urokiem nas otoczą

raj dla duszy i dla oczu 

zapanuje wówczas wszędzie 

 

 

 

 

 

Irena Wiercińska

„Chwile wiosny”

 

Kiedy wiosna słońcem błyśnie

nie pozwoli zadrzeć z zimna

oczy śmieją się radośnie

w sercu rodzą się nadzieje

na chwile szczęśliwe

 

Spojrzyj w prawo

spojrzyj w lewo

ciesz się słońcem

i z nadzieją idź odważnie

tam, gdzie spełni

się marzenie

 

To dla ciebie dziś

zabłysło słońce wiosenne

i obiecuje radość

chwile przyjazne

i dużo szczęścia

 

Korzystaj z wiosennego słońca

nie żałuj radosnego spojrzenia

i nie zamykaj go

w sercu

ono pragnie ocieplić też Ziemię

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Jak kwiat rozkwita”

 

Chociaż zwyczajnie płynie życie

Sercem przeżywam, tchnienie wiosny

Igłami w niebo kłują sosny

Cały świat mieni się w rozkwicie

 

Wiosenna pora wciąż na nowo

Odradza się w sercach i zieleni

Poeci istnieją, a na ziemi

Jak kwiat rozkwita piękne słowo

 

W rozkwicie wiosny i natchnienia

Słownych melodii płynie fala

Na mistrzów słowa czeka ziemia

 

Niech moc poezji nie pozwala

Wprowadzać nowych i słów pustych

Pegaz wciąż wspiera złotoustych

 

 

 

 

 

Regina Wojniłowicz

„O świcie”

 

Daleko jestem od swych rodzinnych stron

Szłam tam, gdzie serce wskazało drogę

I cóż z tego – jestem sama pośród tysięcy ludzi

 

Tu nie ma tej drogi, gdzie w dzieciństwie biegałam

Tu nie ma strumyka, gdzie puszczałam łódki z papieru

Tu nie ma koleżanki, która warkocze miała długie

 

Dom stał pod lasem, gdy szłam moją drogą

Gdy budziłam się o świcie, koncert słyszałam

Rechotanie żab i krzyk dzikiego ptactwa

 

Żurawie przelatywały nad mym domem

Dzikie gęsi i łabędzie – a wieczorem…

Koncert cichł, by powracać o świcie

 

Jakże pięknie jest w mej krainie dzikiego ptactwa

W krainie znaczonej skalnymi garbami

Gór, które tajemnic oczami spoglądają na teren

 

To ty, Kraino, swym górskim sercem przyciągasz

Masz przyjaciół, którzy u Twych stóp mieszkają

I miliony ludzi, którzy Ciebie uwielbiają

 

Szłam do Ciebie w promieniach słońca

Odpoczywałam pośród bukowego cienia

Coraz wyżej się wspinałam, podziwiając Ciebie

 

Czy jeszcze znajdę moją drogę, mój strumyk

Krainę, która w cudownych barwach się mieni

Gdzie ponad skałami piękny orzeł biały szybuje

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„W poetyckim rozkwicie”

 

W zapachu ziół i kwiatów oraz poezji w czarze

Szukam miłości bezinteresownej i w każdym wieku

Zwłaszcza tej romantycznej, tchnącej wiosną i ukojeniem

Poszukuję jej w myślach, słowach i w tolerancji

 

Piękna jest miłość poranna zroszona uczuciem

Widoczna w kielichach różnobarwnych pierwiosnków

Mieniąca się subtelnymi krokusami

Seledynem nabrzmiałych poezją pączków drzew i krzewów

 

W poezji jest tyle przeuroczych słów

Tak, jak codzienne szukanie miłości Bożej

A potem podążanie za tą miłością przed siebie

Bo taka przecież jest miłość w jej pełnym poetyckim rozkwicie

 

 

 

PS  Druga część wierszy z wieczorka pt. „W poetyckim rozkwicie” – już niebawem. A

będzie poetycko i z humorem, bowiem do każdego z wierszy dołączony będzie nielichy kawałek konferansjerskiej „nawijki”.

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Wiersze, wiersze, wiersze…

sobota, 02 maja 2015 17:55

 

 

UTWORY BRACKICH POETÓW

w

SCENARIUSZOWEJ OTOCZCE

 

 

 

            -Witam niezmiernie serdecznie i wylewnie w drugiej poetyckiej części autorecytacji wierszy Brackich poetów – tak przywitał licznie przybyłą publiczność Romek Dopieralski. Po czym kontynuował -Choć tytuł dzisiejszej biesiady literacko-muzycznej brzmi „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”, to również i na wiersze o tematyce dowolnej też miejsce się znajdzie. I właśnie teraz na te wiersze przyszedł czas!

            Tak się złożyło, że recytować będą w tej części wyłącznie poetki, czyli Regina, Krysia, Grażyna, Ania, oraz Ludmiła. Można by się zaniepokoić – a gdzie te chłopy? Gdzie te orły, sokoły, bażanty… Nie ma, nie ma, nie ma… Bo oni byli w tej części u Krysi Pileckiej. Przypadek?

            No cóż, całkiem zrozumiałe, że Krysia ma u mężczyzn większe względy ode mnie, więc oni u niej z wierszami się ulokowali. Zresztą ja również wolałem recytować u Krysi… Za to u mnie są teraz same panie, co tylko świadczyć może, że wszystko jest u nas w porządku i na miejscu.

            Tak… ja sam i pięć Brackich poetek! Jestem w Raju…

 

 

* * * * *

 

 

Wróćmy jednak do samej poezji, A zacznie tę część, nestorka naszego literackiego Bractwa – Regina Adamowicz, wierszem pt. „Miłość do adopcji”…

 

Regina Adamowicz

„Miłość do adopcji”

 

Miłość samotna

Błąka się wśród ludzi

Wyrzucona z domu

Niepotrzebna nikomu

Uczucia nie budzi

 

Czeka na adopcję jak dzieci

Odrzucone niechciane

 

Wyszła z bogatego domu

Wyrzucona wygnana

 

W domu nowym z fasadą ozdobną

Gdzie uczucie rozkwitło

Przed laty

Rodzina mieszka razem

Lecz każdy osobno

W salonie zamieszkała pycha

Zabrakło kącika

Dla miłości

 

Dziś miłość odrzucona

Znalazła nową opcję

Zatwierdzono adopcję

Patrzy w przyszłość z nadzieją

 

Jeszcze ludzie istnieją

Co swoim życiem się dzielą

Wiarą chlebem i sercem

Cieszą się każdą Niedzielą

Dziękując Bogu za każdy dzień

I obudzenie się rano

 

Nie żądając nic więcej

 

 

* * * * *

 

 

Władysław Broniewski napisał coś takiego:

Nie wiem, co to poezja

nie wiem, po co i na co

wiem, że czasami ludzie

czytają wiersze i płaczą…

Czy będziemy płakać po wysłuchaniu tegoż wiersza? Może nie… tym bardziej, że jego tytuł brzmi „Uśmiech”! Choć Krysiu, rozbaw nas swoim wierszem albo stratuj – przynajmniej ja wybaczę ci jak bratu!

Krystyna Pilecka i jej uśmiech… tzn. tytuł wiersza „Uśmiech”. Choć jak tak na Krysię popatrzeć, to ona zawsze ma na twarzy uśmiech…

 

Krystyna Pilecka

„Uśmiech”

 

Zawsze jest czas na uśmiech

walczy o ciebie

nawet łza pod okularem

i… odbija świat

w kolorach tęczy

 

Ciepłem dotyka myśli

marzeń wciśniętych

w głębię jestestwa

całuje smutki – by…

niepostrzeżenie rozjaśnić

kąciki ust…

 

 

* * * * *

 

 

Proszę państwa, wiosna do nas już przyszła, więc:

(Konferansjer Romek zaczyna śpiewać…)

Ciepły szalik śpi już w szafie, słońce zerka w okna.

Obudziły się krokusy, bo wróciła wiosna.

Daj rękę, wiosenko i chodź razem z nami.

Motylek Cytrynek będzie nas prowadził.

Tak teraz śpiewają przedszkolaki w swoich przedszkolach… Właściwie to nie tak – broń Boże – oni tylko takie piosenki śpiewają… bo mi w fałszowaniu dorównać, to raczej rzecz niemożliwa… To ja już może lepiej wiersz jakiś zapowiem…

Grażyna Piekarewicz i jej wiersz pt. „Na przekór szarości”! Jak by to było fajnie, gdyby tak Grażynka wyszła teraz i zafałszowała tak jak ja… Ale ona tak nie zrobi, bo Grażynka recytację swojego wiersza scedowała na Helenkę Szymko! Oto wiersz Grażyny Piekarewicz, pt. „Na przekór szarości”, w wykonaniu Heleny Szymko…

 

Grażyna Piekarewicz

„Na przekór szarości”

 

/autorka tegoż wiersza – nie chce, by go publikować!/

 

 

* * * * *

 

 

Tak… próbkę swoich wokalnych możliwości już zaprezentowałem… To teraz może lepiej będzie, jak zarecytuję kawałek wiersza…

Uciekaj! Ty zimowa powłoko!

Wiośnie nie spodobał się puch

Teraz moja przyszła kolej!

I atrybuty swoje puściła w ruch

Najpierw ze Słonkiem się dogadała

Ono bałwany roztopiło w mig

W kałużach marchewkowe nosy

To pierwszy wiosenny trik

To początek wiersza pewnego poety… dobrego zresztą poety… by nie powiedzieć, że doskonałego poety. To wiersz Brackiego poety… dobrego Brackiego poety, by nie powiedzieć… no dobrze… to mój wiersz…

Ale, co by się nadmiernie nie przechwalać, bowiem moja rola raczej taka, by innych prezentować. Zapowiem teraz Bracką poetkę – Anię Żabińską i jej utwór pt. „Rozważania”…

 

Anna Żabińska

„Rozważania”

 

Twierdzisz, że na nic nie masz czasu

Bo wszystko dzieje się zbyt prędko

Że jeszcze tego nie zrobiłeś

W końcu musisz znaleźć czas

 

Odkładasz to na chwilę tylko

Na dzień kolejny, miesiąc przyszły

Na nowy rok, może lata całe

Tak jakby to było bez znaczenia

 

A ktoś, kto dał Ci tutaj wszystko

Wierzy w ciebie bezgranicznie

I trzyma kciuki gdzieś tam w niebie

Na wszystko przecież dał Ci czas

 

 

* * * * *

 

 

Proszę państwa… cytować urywków wierszy mi nie wolno, bo wyłącznie siebie bym cytował… to może jakiś kawał powiem…

Długo dywagowałem, czy właśnie tę dykteryjkę opowiedzieć. Jest przecież tysiące innych. Tylko, że do kawałów ja nie mam głowy. Jakoś szybko mi z niej wyparowują. Dlatego ten humorek, bo krótki, to go zapamiętałem. Aaa… powiem go, najwyżej oberwę jakimś zgniłym pomidorem…

Mąż do żony:
- Wiosna przyszła, taka piękna pogoda, a ty męczysz się myciem podłóg. Wyszłabyś lepiej na dwór i umyła samochód...

(Konferansjer Romek nie został obrzucony – nawet zgniłym pomidorem, więc…)

O… myślałem, że będzie gorzej… jakoś niczym nie oberwałem. Jednak, żeby losu nie kusić, szybko zapowiem poezję… Nasza miła Ludmiła Raźniak i jej wiersz pt. „Alarm ekologiczny”…

 

Ludmiła Raźniak

„Alarm ekologiczny”

 

/autorka tegoż wiersza – nie życzy sobie, by go publikować/

 

 

* * * * *

 

 

            Proszę państwa, po tym „alarmie ekologicznym” musimy się teraz z poetyckimi treściami ewakuować na czas jakiś. Zaś brak poezji wypełnią nam w tym czasie solistki zespołu „Anima”: Ola, Martyna i Nikola pod przewodnictwem pani Zosi Beba-Bednarczyk. Piosenka z repertuaru Violetty Villas pt. „Ale Maryja”…

 

 

* * * * *

 

 

            -A teraz ostatnia już część autorecytacji wierszy Brackich poetów – powiedział konferansjer Romek, kiedy  już wybrzmiały ostatnie akordy przecudnej pieśni Violetty Villas. Po czym dodał: -Będzie to druga odsłona wierszy tematycznych, nawiązujących w swoich treściach do tytułu dzisiejszego wieczorka, czyli do „Zaczarowanej muzyki pierwiosnka”.

            W tej pierwszej tematycznej części, na samym początku dzisiejszej biesiady, którą poprowadziła Krysia Pilecka, usłyszeliśmy wiersze Reginy, Ireny, Romana, Ani, Piotra i Ludmiły. A teraz zaprezentują się: Jan – niegdyś geograf i geolog, dzisiaj poezji Pan! Krysia, która wiersze pisze nie od dzisiaj! Hela, u której wczoraj była niedziela! Janek, któremu wiersz przynosi każdy poranek! Grażynka – nasza nierecytująca dziewczynka oraz Robert, który imion ma dwa – Paweł to jego drugie ja! Co do mnie - jestem Romek z bierzmowania – Tomek…

 

 

 

A zacznie tę część, wierszem pt. „Tchnienie przedwiośnia”, Wiśniewski Jan – jak już mówiłem - niegdyś geograf i geolog, dzisiaj poezji Pan…

 

Jan Wiśniewski

„Tchnienie przedwiośnia”

 

Tchnienie ożywcze

ledwie odczute

lecz przeczuwane

z rosnącą mocą

powiew tęsknoty

z dreszczem nadziei

wyczekiwanej

ze snu budzącej

 

Piosnka skowronka

klangor żurawi

i rechot żabi

w zieleń lękliwą

w biel przebiśniegów

i żółć pierwiosnków

przyobleczone

obiecująco

 

Jeszcze nieśmiałe

promienie Słońca

coraz odważniej

zaprzęgające

bodźce przedwiośnia

aby współgrały

aby rozbrzmiewały

jedną melodią

 

To już nie zima

jeszcze nie wiosna

wśródpierwiosnkowy

czas prób orkiestry

tuż przed koncertem

wiosennych orgii

światła i dźwięków

barw i zapachów

 

 

* * * * *

 

 

Okazuje się, że nie tylko ludzie tęsknią za wiosną – zwierzęta również…

Jest zima. Dwa jelenie stoją na paśniku i żują ospale siano nałożone przez gajowego. W pewnej chwili jeden z jeleni mówi:

-Chciałbym, żeby już była wiosna.

-Tak ci mróz doskwiera?

-Nie, tylko już mi obrzydło to stołówkowe jedzenie!

A teraz swój utwór pt. „Pierwiosnek” wyrecytuje poetka, która wiersze pisze nie od dzisiaj, czyli Pilecka Krysia…

 

Krystyna Pilecka

„Pierwiosnek”

 

Pierwiosnek

unosi ostrożnie kwiat

łapie promień słońca ciepły

wyczarowuje wiosenną muzykę

serenadę o zieleni z kwiatem jabłoni w tle

 

Powiekę

otwiera oko dnia

ostrożnie zielone firanki

myśli radosnych upina na rzęsach

i gałęzie drzew pół na pół nagie rozkołysane

 

Nadzieja

faluje jak mgła nad

odradzającej się zielonej trawy

symbolem i przyśpieszonym oddechem

czekania na błękit nieba wiosenny przeznaczony

na tę właśnie porę roku jak pragnienie bliżej szczęścia…

 

 

* * * * *

 

 

Nieżyjący już znany aktor amerykański, Robin Williams jako John Keating, w filmie pt. „Stowarzyszenie Umarłych Poetów” powiedział:

Nie czytamy poezji dlatego, że jest ładna. Czytamy ją, bo należymy do gatunku ludzkiego, a człowiek ma uczucia. Medycyna, prawo, finanse  czy technika to wspaniałe dziedziny, ale żyjemy dla poezji, piękna, miłości.

Zgodzić się z takim twierdzeniem? W końcu powiedziała nam o tym postać fikcyjna… Za to ta poetka, która wystąpi teraz - nie jest fikcyjna. To poetka z krwi i kości! To jest… Szymko Hela, u której wczoraj była niedziela…

 

Helena Szymko

„Wiosenny niepokój”

           

Wiesz kochanie

tak pięknie dziś było

otworzyłam okno – słońcem zajaśniało

wiosna mnie powitała

jej wonią powiało

moje oczy z radością ją witały

czy to miłość sprawiła, że się pojawiła

wokół słychać trel ptaków

pąki drzew rozkwitają

 

ziemię przystroiła w zieleni traw

pierwiosnki, złociste kaczeńce

tak mocno z podniecenia

zabiło mi serce

swym pojawieniem – burzy wszelki spokój

a w moim sercu zasiała niepokój

 

 

* * * * *

 

 

Ten poeta hołduje zasadzie, że wiersz powinien być jak sukienka – im krótsza, tym lepsza. Może dlatego tworzy ich mnóstwo, sypiąc nimi, jak z przysłowiowego rękawa.

Oto Lutobarski Janek, któremu wiersz przynosi każdy poranek…

 

Janek Lutobarski

„Kobieta”

 

Kobieta demon

Czy kobieta anioł

Kto ją postrzega

Inną niż jest

 

Stworzona po to

By życie dać innym

Potrafi nieść szczęście

I przez życie przejść

 

Mimo demonicznej

Czasami natury

Stwarza pozór szczęścia

Chociaż inną jest

 

Jednak widzimy

W niej dobroć ukrytą

Gdy w potrzebie innym

Może pomoc nieść

 

Kobieta nie demon

A kobieta anioł

Pragnie tylko szczęścia

W ludzkie serca wnieść

 

Spokój i harmonia

Która ją otacza

Udziela się wszystkim

I świat piękny jest

 

 

* * * * *

 

 

Znana aktorka, Anna Dymna, powiedziała:

Gdy recytujemy nie swoje wiersze, zdarza się, że forma zabija treść. Najlepiej jak poeci sami recytują swoje utwory, bowiem czytają je prosto, konkretnie i poezja czytana w ten sposób brzmi najlepiej. Zaś Wisława Szymborska powiedziała mi, że trzeba czytać tak, jakby się głośno myślało. Wtedy słowo nie traci swojej mocy i sensu.

Zatem wiersz, który teraz posłyszymy, powinna wyrecytować jego autorka. Jednak tak się nie stanie, bo… Grażynka to nasz nie recytująca dziewczynka… To taki nasz recytatorski leniuszek.

A kto się podejmie tegoż trudnego zadania, by formą wiersza - treści nie zabić? Wiersz Grażyny Piekarewicz pt. „Pierwiosnki” zaprezentuje Pilecka Krysia, która recytuje nie od dzisiaj…

 

Grażyna Piekarewicz

„Pierwiosnki”

 

Rozkwitły. Pąki rozchyliły. Liście żagle rozpostarły.

Atłasowym podmuchem ziemię pieszczą…

Słońce grzeje je ciepłym warkoczem…

Jeszcze drzemiące, drżące, zalotne…

 

Pierwiosnki. Pierwsze wiosny zwiastuny.

Rozświetlone tęsknotą, marzeniem.

Zdobione złotym promieniem.

 

W odświętne szaty odziane w słodkie trele wsłuchane.

Jaśniejące wdziękiem szarość przesłaniają.

W kroplach deszczu perłą błyszczące.

 

Spoglądam na nie. Ich oczy w słońce i w gwiazdy wpatrzone.

Roztańczone. Zmysłowe.

W cieniu malowniczych ścian ich wijące się,

rozłożyste wstęgi.

 

W żywym, płynnym, magicznym ruchu

nostalgią natchnione.

 

W brzmieniu muzyki wiatru nagie ogrody

ścielą barwnym wodospadem. Falują kwietne dzbany.

Ich szepty, poszumy w tęsknocie do raju.

Westchnienia. Uniesienia. Oczekiwanie. Wołanie.

Lśniących łez korale i ta wędrówka w świat marzeń.

 

Pierwiosnki. W pieszczotach nieba są jak zorzy blaski.

Oblane tęsknoty strumieniem w marcowe brzaski

są pełne radości i upojnej woni.

Ich kielichy kaskadowe, pierzaste, splecione, złączone.

Niekwestionowani władcy wiosennej natury.

W nich nieskończone źródło nadziei.

Zachwycają ich wzajemne relacje

w szansie na życie, na trwanie.

 

 

* * * * *

 

 

Na lekcji plastyki pani każe przedstawić wiosnę…
Nauczycielka podchodzi do Jasia i mówi: 
- Czemu nic nie narysowałeś. 
- Ale ja naprawdę narysowałem. 
- Ale co? 
- Osła i łąkę 
- A gdzie jest ta łąka? 
- Osioł zjadł 
- A gdzie jest osioł? 
- A najadł się i poszedł.

Miejmy nadzieję, że naszemu ostatniemu już dzisiaj recytatorowi ów zwierzak wiersza nie pożarł. Kto nim będzie? Robert, który imion ma dwa – Paweł to jego drugie ja…

 

Robert Paweł Kamin

„Arkana Wiosny”

 

Nadeszłaś z cicha, utęskniona

Wiosno słowiańska w śnie zieleni,

Poetów poro wymarzona,

Która się w sercu tęczą mieni.

 

W dzień błyska słońce iskrą bieli,

Ziemię spowija jaskrawością.

Skowronek w trelach się weseli

I się upaja swą wolnością.

 

W noc przy księżyca łunach, w stawie

Kąpią się nagie dwie dziewice.

Piersi ich pieszczą rosy mgławe,

Wodospad włosów kryje lice.

 

Postacie białe ich jak perły

Plotą wianeczki z żółtych lilii.

Opar majowy stawu wierny

Osnuwa scenę snem idylli.

 

Tyle masz, wiosno, blasków szczęścia,

Ile ma wdzięku kształtna kibić.

Piękna jest młodość twa dziewczęca

I tylko o niej dziś chciałbym śnić.

 

 

* * * * *

 

 

            To już był niestety… albo stety… ostatni wiersz naszej dzisiejszej biesiady literacko-muzycznej, nad którą unosiła się „zaczarowana muzyka pierwiosnka”.

            Było nam niezmiernie miło gościć Was w progach Klubu Osiedlowego „Nasz Dom”! Przecież nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie Wy - goście naszej literackiej biesiady! Jesteście najwspanialszą publicznością na świecie! Brawo dla wspaniałej Brackiej publiczności!!!

            Nasi Braccy poeci również stanęli na wysokości zadania! Brawa dla Brackich poetów, którzy są solą koszalińskiej Ziemi!

             A literackie treści - muzycznie umilał nam fenomenalny zespół wokalny „Anima” działający przy parafii pw Matki Boskiej Częstochowskiej - z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem pani Zosii Beba-Bednarczyk! Oto solistki zespołu „Anima”: Ola Brulińska, Martyna Margol i Nikola Rembowska Brawa dla zespołu „Anima”!

            A o tym, co? kto? gdzie? kiedy? dlaczego? i jak? – jak zwykle powie nam nasza niezastąpiona Krysia Pilecka!

 

(Kiedy wyszła Krysia Pilecka, powiedziała…)

            -W drugi poniedziałek miesiąca, czyli 13 kwietnia 2015 r. o godz.16 - mamy warsztaty. Pokłosiem tychże warsztatów są nasze wieczorki! W czwarty poniedziałek miesiąca, czyli 27 kwietnia 2015 r. o godz. 17 – kolejna uczta literacko-muzyczna, czyli nasz wieczorek literacki pt. „W poetyckim rozkwicie”. Zaś ten przecudnej urody plakat jest autorstwa Kazika Gałkowskiego. A na stoliku z Brackim tekstem są do nabycia tomiki Brackich poetów z dedykacją na gorąco!

 

            -I oczywiście przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką! Zapraszamy niezwykle gorąco!!! Do zobaczenia! Do usłyszenia! – powiedział na koniec konferansjer Romek.

 

* * * * *

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Poezja Brackich poetów…

wtorek, 14 kwietnia 2015 21:54

 

 

MARCOWA POEZJA

w

KWIETNYM MIESIĄCU

(część I)

 

 

 

            Tak się złożyło, że marcowy wieczorek literacki pt. „Zaczarowana muzyka pierwiosnka” dopiero teraz będzie zaprezentowany na Brackim blogu. Zresztą poezja jest taka, że czas się jej nie ima, więc żadnego zgrzytu być nie powinno. Owszem, niektóre wiersze są o przymrozkach na przedwiośniu. W jednym utworze jest nawet napomknięcie o zimie że: „Jeszcze w natarciu, choć coraz trudniej / zimie zachować porządek / Jeszcze biało, puszyście i lodowato / choć skrzy się już tylko w poświacie księżyca”.

            Jednak i to nie szkodzi, bowiem w marcu jak w garncu, zaś kwiecień jest przecież pletniem, który też przeplata, bo w nim trochę zimy i trochę lata. Kilka dni temu ludzie w krótkich koszulkach chodzili, a dzisiaj trzeba było przeprosić ciepłe kurtki.

            A jak było na tym marcowym wieczorku literackim? Ano, przede wszystkim poetycko – za sprawą autorecytacji wierszy Brackich poetów, prozatorsko – za sprawą comiesięcznego felietonu Romka D., muzycznie – za sprawą zespołu „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem Zosi Beba-Bednarczyk, oraz za sprawą instrumentalnego solisty – Mikołaja Kobusa, wesoło – za sprawą konferansjerów prowadzących ów wieczorek i co najważniejsze było wspaniale - za sprawą najwspanialszej Brackiej publiczności!!!

 

 

            Na zdjęciu widać kawałek sceny Klubu Osiedlowego "Nasz Dom", Martynę Margol - wokalistkę zespołu "Anima" i jego mózg, czyli Zosię Beba-Bednarczyk oraz wieczorkowy plakat autorstwa Kazika Gałkowskiego.

            A oto marcowe wiersze z części poprowadzonej przez Krysię Pilecką, które i do kwietnia pasują jak ulał…

 

 

 

Anna Żabińska

„Marzec podmuchem przedwiośnia”

 

Jesteś trochę kapryśny

Czasem powiejesz zimnem, potem ciepłem otulasz

Pozostawiasz lekko oszronione drzewa, następnie je rosisz

Choć błota i śniegi jeszcze, ale mrozy nie wrócą

 

Może uważasz się za ważniaka

Przecież w rzymskim kalendarzu są „Idy marcowe”

W środku marca, poświęcone Marsowi

Znane jako święta w 44 roku przed naszą erą

 

A dziś tu i teraz – marzec pachnie czymś nowym

Wprowadza jak każdego roku niedościgłe marzenia

A może jednak ta huśtawka różnych dobrych idei marcowych

Na dobre zagości w sercach i dyszy Polaków

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

“Nadchodzi czas pierwiosnka”

 

Jeszcze w natarciu, choć coraz trudniej

zimie zachować porządek

 

Jeszcze biało, puszyście i lodowato

choć skrzy się już tylko w poświacie księżyca

 

Słoneczne południa odkrywają asfalty

obumierają sople przyssane do rynien

jedynie nieliczne dotrwają do wieczora

 

I w przyrodzie przedwiośnia roztopy

drzewa zrzucają ze swych ramion śnieżne czapy

a spod ciepłego okucia trawa wychynęła na skwerach

 

Zmarzliny ze śladami łyżew opuszczają wodne akweny

w lustrach rzek przegląda się teraz słońce

a zadowolone kaczki tną jeziorne tafle

 

Po bałwanie tylko marchewkowy nos się ostał

i sagan, co głowę mu zdobił

 

Kanałami spływa zimowy kapitał

zewsząd słychać zaczarowaną muzykę pierwiosnka

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

“Upragniona wiosna”

 

Słońce już wcześniej wschodzić rozpoczęło

I grzeje znowu ciepłem doskonałym

Noszenie ubrań cieńszych się zaczęło

A znosić zimno nie jest niczym trwałym

 

Radość do życia już chętniej powraca

Odradza się znów, bo w letargu tkwiła

Marzenie w plany rychło się wzbogaca

Na romantyczność godzina wybiła

 

Już przebiśniegów głos teraz zanika

I głośniej słychać jak wręcz okazale

Zaczarowana pierwiosnka muzyka

Brzmi w moich uszach nieomal wspaniale

 

Szarość i śnieg już znika niczym zmora

Trawa już wyszła o ziemię zazdrosna

Nadchodzi roku najpiękniejsza pora

Oczekiwana z utęsknieniem wiosna

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

“Horyzontu zmiennoprzejrzystość”

 

W dali horyzont na biegu wstecznym

Jak go zatrzymać choćby na chwilę

Jak go zatrzymać i wglądnąć w poza

Zanim przekroczę granicę cienia

 

Horyzont ciągle zmiennoprzejrzysty

Wiem

Nie wiem

Chciałbym niczym w wahadle

 

Już jestem pewien pełen ufności

Gdy znów zwątpienie zmarszcza toń czystą

Czy szkwał to tylko przemijający

Czy też zapowiedź wichrowej burzy

 

Gdy przewodnicy zamiast objaśniać

Zbyt często błądzą siejąc zgorszenie

Któż mi podpowie jak wtopić w jedność

Wiarę i rozum oraz nadzieję

 

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

“Pierwiosnki”

 

Rozkwitły. Pąki rozchyliły. Liście żagle rozpostarły.

Atłasowym podmuchem ziemię pieszczą.

Słońce je grzeje ciepłym warkoczem.

Jeszcze drzemiące, drżące, zalotne.

 

Pierwiosnki. Pierwsze wiosny zwiastuny.

Rozświetlone tęsknotą, marzeniem.

Zdobione złotym promieniem.

 

W odświętne szaty odziane w słodkie trele wsłuchane.

Jaśniejące wdziękiem szarość przesłaniają.

W kroplach deszczu perłą błyszczące.

 

Spoglądam na nie. Ich oczy w słońce I w gwiazdy wpatrzone.

Roztańczone, Zmysłowe.

W cieniu malowniczych ścian ich wijące się,

rozłożyste wstęgi.

 

W żywym, płynnym, magicznym ruchu

nostalgią natchnione.

 

W brzmieniu muzyki wiatru nagie ogrody

ścielą barwnym wodospadem. Falują kwietne dzbany.

Ich szepty, poszumy w tęsknocie do raju.

Westchnienia. Uniesienia. Oczekiwanie. Wołanie.

Lśniących łez korale i ta wędrówka w świat marzeń.

 

Pierwiosnki. W pieszczotach nieba są jak zorzy blaski.

Oblane tęsknoty strumieniem w marcowe brzaski

są pełne radości I upojnej woni.

Ich kielichy kaskadowe, pierzaste, splecione, złączone.

Niekwestionowanie władcy wiosennej natury.

W nich nieskończone źródło nadziei.

Zachwycają ich wzajemne relacje

w szansie na życie, na trwanie.

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

“Śniłaś mi się jak co noc…”

 

Śniłaś mi się jak co noc, ozdobiona w mgławicę

Pieściłem śnieżne dłonie, całowałem Twe lice

A deszcz padał nad nami, płatków róży wiosenny

I spowijał nas zefir morski, lekki i senny

 

Śniłaś mi się jak co noc, jakaś smutna, daleka

Czyżby ci coś było? Na wieści o Tobie czekam

Może Cię coś udręcza, może trawi choroba?

Myśl posyłam kojącą niech Cię muśnie odnowa

 

Śniłaś mi się jak co noc, w białej sukni dziewiczej

Wszystkich haftów, koronek i falbanek nie zliczę

Szłaś procesją majową do Najświętszej Panienki

Więc Pan ma Cię w opiece, za to składam Mu dzięki

 

Śniłaś mi się jak co noc, czerwcowym snem zieleni

Oczu Twych jasny chaber, wciąż na jawie się mieni

Już Morfeusz zapukał, właśnie północ wybiła

O jedno proszę Wieczność: byś znów mi się przyśniła

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

“Kobieta – Matka Polka”

 

Jedni cudowną ciebie nazywają

Inni za słabszą lub piękną płeć mają

Mąż powie żonie: Puchem marnym będziesz

Czy bez kobiety jednak się obejdziesz?

 

Są w mitologii takie wojowniczki

Jak Amazonki – dla mężczyzn modliszki

Helena – wojny, co była przyczyną

Lichy świat bez nich, bo odwagą słyną

 

Wanda – Ojczyznę śmiercią ratowała

Jadwiga – Polski Królową się stała

Dla Marysienki – był Sobieski mężem

Marii Skłodowskiej – odkrycia orężem

 

Kobieta dba o ognisko domowe

By dzieci było do życia gotowe

Umie ugotować – hołubi tym męża

Swą uległością – z mądrością zwycięża

 

Matko Polko! – czyś Kobietą gotową

By byc piękniejszą narodu połową?

Rozsławiaj Naród nasz przez cnoty swoje

A przetrwa poprzez Matki serce twoje!

 

 

 

 

 

Helena Szymko

“Planeto Ziemio”

 

Karmisz nas energią życia

otulasz płaszczem nadziei

jesteś ostoją całej ludzkości

niebieskim ciałem we wszechświecie

skąpana w deszczu, pachniesz świeżością

urokiem przyrody onieśmielasz

porami roku barwisz swe obszary

bieluśkim śniegiem zimą powielasz

chłostana wichrami, rozpalona żarem

czerwienią lawy buchasz w niebiosa

ślesz nam nadzieję

to znów kataklizmami wokół siejesz

 

planeto Ziemio – jesteś tak zmienna

wciąż okazujesz inne oblicze

pomimo to tyś wyjątkowa

pośród planet we wszechświecie

dajesz schronienie całej ludzkości

my nie dajemy nic w zamian

niszczymy twoje cuda natury

 

jesteś kolebką życia na ziemi

w niej dla nas tylko schronienie

jak długo jeszcze będziesz nas chronić

słać nam codzienną nadzieję

może się ludzkość wreszcie obudzi

ze snu twardego jak kamień

by chronić swoje miejsce na ziemi

szacunkiem darzyć planetę Ziemię

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

“O lecie marzenie”

 

może nad morze

pojechać można

kiedy pogoda ładna jest

 

na falach skrzy się

słoneczny obraz

od wschodu, aż po dnia kres

 

piasek na plaży

łagodnie kąsa

stopy, które grzęzną w nim

 

a tam, gdzie morze

muszle wyrzuca

ich poławiacze wiodą prym

 

wokoło leży

turystów mrowie

by ciału nadać brązu ton

 

z piasku powstają

zamków budowle

które owiewa plaży woń

 

cóż piękniejszego

nas spotkać może

nad morzem, gdzie poszum fal

 

usiąść na brzegu

o słońca zachodzie

i wzrokiem chwytać morską dal

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

“Dni przedostatnie”

 

O dniach przedostatnich

Milczą kalendarze

Gdy otrzymasz w darze

Ten dzień drogocenny

Może zdążysz jeszcze

Kogoś pożegnać

I odwiedzić w porę

 

Dni przedostatnie

Na które się czeka

Do nich się tęskni

I o których marzy

Nadchodzą zawsze

Łzy spłyna po twarzy

Czasem one będą

Oznaką radości

 

Dni które nieraz

Przynoszą nadzieję

I szczęście w życiu

Jeszcze zaistnieje

Dni które czasem

Przyjdą niespodzianie

Odcisną piętno

Trwały ślad zostanie

 

Czasem we wspomnieniach

Odrodzą się nagle

Gdy wracasz do miejsca

I w myślach przystaniesz

Gdy wiatr żartowniś

Zaplącze się w żagle pamięci

Na leśnej polanie

Znów rozkwitają radośnie

Przylaszczki, zawilce, krokusy

Kwiaty polskiego przedwiośnia

A jam am w pamięci spotkanie

Uścisk dłoni bratni

W dniu przedostatnim

 

 

 

PS  Wieczorkowy felieton Romka D. pt. “Kiedy już wróci dotyk” I druga część wieczorkowych wierszy – w następnych wpisach… Już niebawem…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Ostatnie utwory lirycznego miesiąca…

piątek, 20 marca 2015 23:13

 

 

BIESIADNE WIERSZE

BRACKICH

w

SCENARIUSZOWEJ OPRAWIE

 

 

 

 

 

            Witam na czwartej części autorecytacji wierszy Brackich poetów. Za nami już dwie liryczne odsłony lutego, które poprowadziła Krysia Pilecka i jedna część utworów dowolnych, gdzie konferansjerem był nasz atrakcyjny Kazimierz, czyli ten od Gałkowskich. Teraz na mnie padło, czyli na Romka Dopieralskiego - i to ja będę tą antraktową paplą.

 

 

            No ja raczej nie mogę o sobie powiedzieć „atrakcyjny”, bo jeszcze ktoś mnie posądzi o nadużycie. Zaś co do tematyki wierszy, jakie za chwilę posłyszycie, będzie to taki poetycki misz masz mosz. Jednym słowem będzie to jakby kontynuacja tej części, którą poprowadził atrakcyjny Kazimierz, czyli wiersze dowolne, gdzie poetę nie ograniczały jakiekolwiek ramy.

 

 

            Zobaczmy zatem, jak bez tych ram poradził sobie ten poeta. Co mu w duszy zagrało, cóż ze swych trzewi wytrząsnął, co też ręka jego uzbrojona w ołówek poczyniła na tej kartce papieru. A może raczej klawiatura… komputerowa klawiatura – bo ten poeta z komputerem radzi sobie całkiem całkiem…

            Oto nasz komputerowy Bracki poeta, Janek Wiśniewski i jego wiersz zatytułowany „Na poezję znów czas”…

 

 

Jan Wiśniewski

„Na poezję znów czas”

 

Syna spłodziłem

drzewo zasadziłem

domu już nie zbuduję

Czas wzbogacony wnukami

rozrzutnie spowolniał

 

Dominująca w życiu proza

błąkającej gdzieś na obrzeżach

poezji już nie przyćmiewa

Już nic nie muszę a mogę

co chcę i co lubię robić

 

Więc wzbudzam w sobie wenę

w odstawce przytępioną

by swej poezji przywrócić

bardziej znaczącą rolę

w wierszoterapii nurcie

 

Czynię to głównie dla siebie

bo pisząc kląć nie potrafię

i gubię do przekleństw powody

A na użalanie się

czasu po prostu nie starcza

 

I szkoda

 

 

* * * * *

 

 

            A’propos Janka komputerowca, to przypomniał mi się taki dowcip, który jakoby zaprzecza, że kiedyś nie było tych technicznych zdobyczy komputerowo – internetowych…

 

Mówi wnuk do dziadka.
- Kiedyś to mieliście źle. Nie było nternetu, komórek, czatu ani gadu-gadu…. Jak Ty w ogóle babcię poznałeś?
- No jak nie było? Wszystko to było – odpowiada dziadek.
- Ale jak to?
- No przecież babcia mieszkała w internacie, jak wracała ze szkoły to ja stałem na czatach, wychodziłem i z babcią na gadu-gadu, a jakby nie komórka to i Ciebie, i Twojego ojca by nie było…

 

            A teraz poeta, który też pewnie chadzał na gadu-gadu – a może nadal chadza i na czatach wyczekuje… Co do komórki, to milknę, by o jedno słowo za dużo nie powiedzieć…

            Przed państwem Piotr Jerzy Kawa i jej utwór pt. „Pewność czy nadzieja”…

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Pewność czy nadzieja?”

Skąd czerpać pewność można i dlaczego?
Może egoizm ma z tym coś wspólnego?
Co więc pewnością, a co jest nadzieją?
Ślepą i krętą to życia aleją.

Być pewnym brzmi to przecież bardzo dumnie,
lecz przygotował Bóg dla nas tak cudnie,
że w Nim jest pewność i w Nim jest nadzieja
i dzieli hojnie, z sercem dobrodzieja.

Co daje Nam tę pewność doskonałą?
To Słowo Boże jest bronią wspaniałą!
Można więc użyć ten “miecz obosieczny”,
wszystko zawodzi, wtedy on konieczny.

Z nadzieją w sercu swym czy rzec pragniemy?
I autorytet Boga strzec będziemy?
Co mówić z całą możemy pewnością,
by się nie stało czasem bezczelnością?

Nie bądźmy zatem zbyt pewni niczego,
najlepiej trzymać się Słowa Bożego!
I nic na Ziemi nie jest dziś pewniejsze,
bo Słowo Stwórcy jest najistotniejsze!

 

 

* * * * *

 

 

            W naszym kraju cieszenie się z życia i z osiągniętych sukcesów jest raczej wysoce nieetyczne. Pogrymasić… ponarzekać… pozazdrościć sąsiadowi… to dopiero jest postawa prawdziwego Polaka.

            Natomiast my – Braccy poeci – najwyraźniej wyłamujemy się z tej godnej pożałowania postawy. My nie mamy czasu na takie dyrdymały. Jak się jeden wieczorek literacki kończy, my już myślimy o następnym. Może w tym jest sposób na zgorzkniałość, by innym dawać coś od siebie.

             Z tą wyłączną idyllą w naszym Brackim zespole, to oczywiście lekka przesada. Na wieczorkach może to tak wygląda, ale na naszych warsztatach, czyli dwa tygodnie wcześniej, kiedy przygotowujemy materiały na owe wieczorki – to się dopiero dzieje!

            To całe wybieranie wierszy do poszczególnych części, to poprawianie utworów, bo jakiś błąd gramatyczny się wkradł – a wiadomo przecież, jak wyczuleni są poeci na punkcie swojej twórczości. Niejednokrotnie musimy głosować, bo jakaś sprawa staje na przysłowiowym ostrzu noża i nijak nie można jej rozstrzygnąć…

            To oczywiście żart… Proszę spojrzeć na nas – żadnych ran kłutych, żadnych ran szarpanych, żadnych siniaków, nawet uzębienie nie naruszone. Za to jedno jest pewne! Na tych warsztatach nie próżnujemy!!!

            Dowodem tego są nasze wiersze, jak choćby ten. Krysiu, chodź tutaj i zaprezentuj swój przecudnej urody utwór o katolickim miejscu pielgrzymkowym u podnóży Pirenejów. Krystyna Pilecka i utwór pt. „Lourdes – Massabielska Grota”…

 

 

Krystyna Pilecka

„Lourdes – Masabielska Grota…”

(na Dzień Chorego)

 

Ciszy Anielskiej pełna
Masabielska Grota
Tańczą płomyki świec
w szept modlitw dyskretny wsłuchane…
Źrenice wypatrują Pięknej Pani
co w sukni rajsko barwionej
na ziemię patrzy szczodrobliwie…

Chwilę przenika Miłość i Wiara
Woda Źródlana orzeźwia słabe ciała
i koi zziębnięte dusze…
Dłonie ściskają róże oplecione
paciorkami różańca
Prośby – jak dym kadzidła
unoszą się ku niebu…

Nadzieja tchnie zielenią drzew
żyje w panoramie gór
od lat łączy serca rozmodlone…
Ukryta w zagłębieniach skalnych Grota
przytula łaską – jak szarfą błękitną
„Uzdrowienia Chorych”
ofiarując moc niewyczerpanej
Źródlanej Wody i NADZIEJĘ…

 

 

* * * * *

 

 

            Miesiąc luty, choć jest krótki, to wiele się w nim dzieje. Zwłaszcza od 11-go do 18-go, czyli od środy do środy. Ten okres w tym roku jest wręcz obładowany dniami ważnymi. A taki był harmonogram tych ośmiu dni…

            W środę Światowy Dzień Chorego, ale co tam – trzeba było szybko zdrowieć, bo w czwartek był Tłusty Czwartek i przynajmniej dwa tuziny kalorycznych słodkości człowiek spałaszować musiał! W piątek oddaliśmy cześć naszym gadającym pudłom, bo to był Światowy Dzień Radia. W sobotę tekturowe serduszka były na piedestale – Walentynek czar zawładnął światem! Łączyliśmy się w pary, na spacerach trzymaliśmy się za ręce… W niedzielę mogliśmy już przeprowadzać rozwody, bo to Dzień Singli miał swój dzień. W poniedziałek lepiej było nic nie wysyłać pocztą – świętowali listonosze w Europejski Dzień Listonosza. We wtorek Dzień Kota był. Jak ktoś nie miał kota, to też żadna tragedia się nie stała, bo kota można było zastąpić śledziem. Toż to Ostatki były przecież, więc na tańce hulańce czas to ostatni. A w środę Popielec… i szlaban na mięsne wiktuały.

            Od środy do środy – no proszę ile się działo! A ile dziać się będzie w poetyckich treściach Zdzisi Krasnopolskiej? Oto Zdzisława Krasnopolska i jej wiersz pt. „Dłonie - ręce”…

 

 

Zdzisława Krasnopolska

„Dłonie – ręce”

 

Spracowane ręce, choć niepiękne

Nie zadbane - lecz szacunku godne

Przez artystów na płótnie utrwalone

Lub rzeźbione z różnego tworzywa

Ręka poorana bruzdami zmarszczek

Mówi wiele o osobie, kiedy wróżkę pyta

 

Na dłoni linie się krzyżują

Które chiromantki odczytują, niczym kod

Ile pracy w życiu było, ile wody się zużyło

Ciepła, zimna – lecz licznika tam nie było

By się policzyło trud

 

Ból, zmęczenie, miarą było

Kiedy wodę wiadrem się nosiło

Za to rączki, gdy zadbane, gładkie

Wypielęgnowane i pachnące

Mało robią - mówią wiele

Żyją sobie jak w niedzielę

Pracę mają lekką, czystą

Więc prezencja oczywista

 

 

* * * * *

 

 

            Napomknąłem o tym szalonym natłoku dni ważnych w miesiącu lutym. I właśnie a’propos jednego z nich, czyli Tłustego Czwartku - dnia, w którym bezkarnie opychamy się tymi pulchnymi słodkościami – choć   z tą pulchnością w dobie masowej produkcji, to różnie bywa – przypomniała mi się taka dykteryjka, jak to spotykają się dwa pączki:

 

-Czuję się taki pusty… - mówi jeden pączek do drugiego.

-Czemu?

-Bo nie mam dżemu!

           

            A teraz będzie debiut absolutny w naszym Bractwie, jeśli chodzi o recytację, bowiem ten poeta już u nas był i nawet występował na poprzednim styczniowym wieczorku. Tyle, że jako akordeonista. Kto był na tym wieczorku, ten widział, jak pan Kazimierz Dulat najpierw przybieżył na scenę ze swoim instrumentem, a potem przybieżali do Betlejem pasterze w kolędzie granej przez pana Kazika.

            Natomiast dzisiaj usłyszymy wiersz pana Kazimierza Dulata / pt. „A nam żal lata” – ładnie się zrymowało – i pan Kazimierz będzie sobie akompaniował na akordeonie, czyli tzw. łosz end goł (wash and go) – dwa w jednym…

 

Kazimierz Dulat

„A nam lata żal”

 

Płyną chmury znad Bałtyku

Słońce blado świeci

Puste plaże po horyzont

Mewa z krzykiem leci

 

Tylko dwoje skrytych kocem

Siedzi gdzieś na wydmie

Od Bałtyku ciągnie chłodem

To już jesień idzie

 

A nam lata żal…

A nam lata żal…

 

Było ciepło, było słońce

Były pełne plaże

Teraz babie lato płynie

I dżdżu łzy po twarzy

 

Minie jesień, minie luty

Wiosna buchnie kwieciem

Przyjdzie lato, więc poczekaj

Teraz skryj się w chacie

 

A nam lata żal…

A nam lata żal…

 

 

* * * * *

 

 

            Co do dni ważnych w roku, to np. dla mnie – właściciela dwóch futrzaków – istotny jest Dzień Kota obchodzony 17-go lutego. Koty są niesamowite! One już tyle tysiącleci są z człowiekiem, a praktycznie tak do końca nie zostały przez nas udomowione. Ta ich niezwykła niezależność aż poraża!

            Ten mój młodszy kot, Ziutek, jest świrnięty, bo to i małolat, i kocur jakby nie było, więc jego zachowania nie ma sensu analizować. Za to drugim moim kotem jest dostojna nestorka kociego gatunku rasy europejskiej o imieniu Cętka. Ma już 16-ście lat, co w przeliczeniu na koci wiek daje nam tych wiosen ponad 80-siąt, więc w jej przypadku mógłbym oczekiwać jakiejś choćby nici zażyłości w stosunku do mnie.

            A jak jest? Kiedy ją wołam: -Cętka! Cętuś! – od szesnastu lat jest tak samo. Czasem tylko przystanie… popatrzy na mnie z wyższością… i powraca do swoich zajęć.

           

            Kontynuując koci wątek, znam taki dowcip, jak Jasio na lekcji polskiego odmienia rzeczownik „kot” przez przypadki:

-Mianownik: kot.

-Dopełniacz: kota.

-Celownik: kotu.

-Biernik: kota.

-Narzędnik: z kotem.

-Miejscownik: o kocie.

-Wołacz: kici kici!

           

            Koty to wdzięczny temat, można by o tych naszych milusińskich bez końca, ale nam trzeba powrócić do poezji. Uczyni to teraz swoim utworem pt. „Miłość i porcelana” - Maria Rudecka…

 

 

Maria Rudecka

„Miłość i porcelana”

 

Miarą uczucia, pani kochana,

od kilku wieków jest porcelana,

bo porcelana, proszę mi wierzyć,

uczucia ludzkie pomaga mierzyć.

 

Gdy ślubem łączą swe życie młodzi,

każdy weselnik z darem przychodzi,

często, chcąc dobrze być postrzeganym

serwis chodzieski da z porcelany.

 

Już po weselu w miejscu z darami

stoją serwisy więc tuzinami,

czasem jednakże, czasem w wyborze,

tak wiele jak na angielskim dworze.

 

Niemcy – praktyczni – obyczaj mają

taki, że zaraz część rozbijają,

bo gdzież się tyle zmieści serwisów

tłuką więc trochę według przepisu.

 

A przepis każe dobra marnować,

aby złe duchy tak odczarować.

W Polsce oszczędność zwycięża –

Oszczędność to mieć w kieszeni węża?

 

Lata mijają – to cecha czasu –

ubywa z wolna wszelkich zapasów

i porcelany też – wszak taka krucha! –

szczególnie, kiedy ślubny nie słucha.

 

Trzeba oceniać to należycie,

jeśli serwisów na całe życie

starczy i ciągle te same mamy –

znaczy, że wcale się nie kochamy.

 

U mnie się serwis zmienia co trochę,

nawet co miesiąc, bo mąż mnie kocha!

Miarą miłości, pani kochana,

proszę mi wierzyć, jest porcelana.

 

 

* * * * *

 

 

            Pewien poeta zorganizował sobie wieczorek recytatorski w szpitalu. Charytatywnie dla pacjentów i personelu.

Godzinę trwały deklamacje, wreszcie koniec. Na sali panowała kompletna cisza. Do artysty podszedł jeden z anestezjologów i ściskając prawicę poety powiedział:

-Szacuneczek, mistrzu… szacuneczek…

            Nasz Bracki poeta, który za chwilę wystąpi, on z kolei swoimi wierszami wprost ożywia słuchaczy, przebudza największych nawet narkoleptyków! Gdyby to nie był wieczorek literacki, tylko np. „Mam talent”, albo jakieś inne telewizyjne szoł, to bym powiedział: -Na tego poetę wyślijcie SMS, ten poeta jest the best!

            Przed państwem Robert Paweł Kamin i jego wiersz, który ponoć ulecza z narkolepsji - zatytułowany „Rodzina”…

 

Robert Paweł Kamin

„Rodzina”

 

Przybądź ma miła, już wiatr Ciebie woła

I deszcze płaczą tak smutno dokoła

Już klękam z kwiatem zimowym na ręku

W maju konwalii nazrywam do pęku

 

Przybądź ma miła już łuna jaśnieje

Głos gdzieś kołacze z stajenki w Betlejem

Wspak nie ustawaj swojej duszy młodej

I w grób za życia nie wkładaj urody

 

Przybądź ma miła, nim wiosna zakwitnie

Zajmij swe miejsce dostatnie i szczytne

Siądź po prawicy mojego ramienia

Czas w słońcu stanąć i wyjść z mroku cienia

 

Przybądź ma miła jak szczep wonny grona

Udrękę lęku na zawsze pokonaj

I dziatwy nasze otul jak wiklina

I skosztuj owoc, co zwie się rodzina

 

 

 

            Teraz powiem do rymu: -Był to wiersz Kamina / pt. „Rodzina”. A tak swoją drogą, to miał rację mistrz Jeremi Przybora, kiedy śpiewał:

-Rodzina, ach rodzina. Rodzina nie cieszy, nie cieszy gdy jest, lecz kiedy jej nie ma samotnyś jak pies…

            Tak patrzę po Was… i widzę, że za te wszystkie wiersze, jakie dało się dzisiaj posłyszeć, to od żadnego anestezjologa gratulacji byśmy raczej nie otrzymali… Wszyscy tacy ożywieni, rześcy, nikt nie chrapie, nawet ziewnięć żadnych nie odnotowałem. Wspaniali! Jesteście po prostu wspaniali!

            Jednak mam dla Was niestety złą informację… był to już ostatni wiersz, jaki mieliśmy do zaprezentowania na dzisiejszym spotkaniu literacko-muzycznym… A teraz usta moje wypowiedzą jedynie te oto słowa: -Przed państwem piosenka finałowa! Oto zespół „Anima” w piosence pt. „Niech żyje bal!”

 

 

* * * * *

 

 

            Nasze literackie treści umilał nam fenomenalny zespół „Anima” z Zegrza Pomorskiego pod przewodnictwem pani Zosii Beby-Bednarczyk! Wielkie brawa dla nich!

            Nasi wspaniali Braccy poeci również stanęli na wysokości zadania! Brawa dla Brackich poetów, którzy są solą koszalińskiej Ziemi!

 

 

            Jednak nie było by tego wszystkiego, gdyby nie Wy - goście naszej literackiej biesiady. Jesteście najwspanialszą publicznością na świecie! Brawo! Z czystym sumieniem możecie sami sobie bić brawo i na pewno dołączą się do tego Braccy poeci! Brawo dla wspaniałej Brackiej publiczności!!!

 

 

            I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Przyprowadzajcie na nasze literackie biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych i kogo tylko tam macie pod ręką!

            Do zobaczenia za miesiąc! Na kolejnym naszym wieczorku literackim pt. „Zaczarowana muzyka pierwiosnka”.

 

 

 

PS  Niebawem nowy wieczorek literacki. Ale o tym wkrótce…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

wtorek, 10 marca 2015 17:47

 

 

„LIRYCZNA ODSŁONA

LUTEGO”

UTWORY TEMATYCZNE

 

 

 

            Czas na wieczorkowe wiersze z biesiady literackiej zatytułowanej „Liryczna odsłona lutego”. Tą część poprowadziła Krysia Pilecka. Z właściwym sobie wdziękiem zapowiadała Brackich poetów, by ich autorecytacje zachwycały licznie przybyłą publiczność.

 

           

            Na tymże zdjęciu widać właśnie Krysię w konferansjerskim szale. W tle dwie wokalistki zespołu "Anima": Ola Brulińska i Martyna Margol. Zaś lewą stronę fotki wypełnia prześlicznej urody wieczorkowy plakat autorstwa Brackiej poetki - Aleksandry Stroczyńskiej.

            A że na wieczorku działo się wspaniale, dowodem mogą być poniższe wiersze…

 

 

 

Anna Żabińska

„Liryzm lutego”

 

Oj, luty, luteńku, nie bądź taki ważny!

Choć jesteś ten drugi w nowym roku

Jak cię liryzować? Jesteś taki połowiczny

Z jednej strony weekendowy, a z drugiej nostalgiczny

 

Wyczarowujesz sople lodowe na dachach

Niczym kryształy mieniącej się kolorami tęczy

Czasem misternie rzeźbione śnieżynki

Tworzące dywany białego puchu w przyrodzie

 

Jesteś świadkiem szumu wiatru, jęków obłędnej zawiei

Bardzo rzadko nikłych chwil przebłysku słońca na niebie

To jednak kochany wszystko potrwa niedługo

Bo krótki jest czas twoich zmiennych nastrojów

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Poetycka nocna eskapada”

 

W lutową noc mknę pospiesznym pociągiem,
w uszach muzyka brzmi ze znanym songiem!
Niesamowitość wdziera się do duszy
i chęć baśniowej podróży mnie wzruszy!

 

To jest jak puenta liryczna dramatu,
nie poznanego, wzniosłego tematu!
Za oknem miga teatr światło-cieni,
a wyobraźnia śnieg w taniec zamieni!

 

Sen na powieki już się zaczął skradać,
imaginacja z refleksją układać!
Celebrujące marzeń snu krainy,
wystąpić chciały bez większej przyczyny!

 

Poezja z muzą mruga światłem w biegu,
lodowy zamek jak kwiat przebiśniegu!
Zawieja w uścisk krajobraz dopada,
taka w pociągu była eskapada!

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Miesiąc Luty”

 

Mroźny poranek wita się ze słońcem

skostniała ziemia

perlistym śniegiem pokryta

gdzie sięgnąć wzrokiem

cała ziemia w bieli

zimowy miesiąc luty nas wita

to nie zabawa, to nie przelewki

zimowy miesiąc podkuł swe buty

 

czerwieni nosy i szczypie w uszy

puszystym śniegiem wszystko oprószył

jak długo jeszcze będzie nas mroził

jak długo luty będzie się puszył

byle do wiosny, byle do marca

a potem luty niech chowa swoje

lodem podkute zimowe buty

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Wiatr wiosenny”

 

Zawiej wietrze wiosenny z południowej strony

Niechaj świat będzie tobą wiernie okolony

Niech się rozpuszczą śniegi, które Ziemię duszą

O niech kwiaty uroczo pszczoły wonią kuszą

 

Zawiej wietrze wiosenny z całą swoją siłą

Zatańcz walca śmiało nad zimową mogiłą

Niechaj oczko puści nam pierwiosnek młody

I niech śmieje się krokus dziewczęcej urody

 

Zawiej wietrze wiosenny, ożyw błonia szare

Niech się całe wypełnią miodowym nektarem

I niech strumyk popłynie ożywczy jak wiosna

Niechaj w słońcu się błyszczy jaskółka radosna

 

Zawiej wietrze wiosenny ptakom w skrzydła śmiało

Aby nigdy ich śpiewu nam nie brakowało

Zawiej wietrze wiosenny i zawiruj w Niebie

Skrzydłem podziękuj temu, który posłał ciebie

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Moja liryczna odsłona lutego”

(wspomnienie z 1942 roku)

 

Surowy, groźny, mroźny, trza wzuć ciepłe buty -

taką opinię miesiąc ma drugi z kolei,

ale kto ma pojęcie, jak się czeka w lutym,

kiedy dzieci na powrót ojca czekają w nadziei.

 

W izbie dusznej – nie z ciepła – z lampy karbidowej

cisną się wokół stołu – okno zaciemnione

odsłonić go nie wolno, choć każde gotowe,

wyjrzeć, czy tata wraca nareszcie do domu.

 

Właśnie rano sąsiedzi mówili mamusi,

że na Podlasiu wilki znowu wyszły w nocy,

a tatuś na forszpanie, drewno przywieźć musi.

Ciemność, a on nie wraca. Skąd wezwie pomocy?

 

Szepczemy więc zdrowaśki, serce bije z trwogi,

wilcze ślepia się zdają zza pieca wyziewać.

Panno Święta Gromniczna, strzeż tatowej drogi,

gdy się przez kopne śniegi do domu przedzierać.

 

Na ścianie naszej izby obraz podniszczony,

białą postać okrąża wilków ciemna zgraja,

lecz od światła gromnicy już na wszystkie strony

zdaje się pierzchać, wyjąc. Nadzieją nastraja.

 

Milkniemy. Cisza taka i nasłuchiwanie,

że na pewno modlitwę naszą Bóg usłyszy

i wysłucha. Wysłuchał. Jakiś turkot znajomy! O, dzięki Ci, Panie!

Tatuś wrócił. Jak dobrze! Radość słychać w ciszy.

 

Wilki ognia się boją i światła wszelkiego.

Matka Boża z gromnicą zapaloną stała,

przestraszyły się bestie światła gromnicznego.

To Ona, Ona tatę nam uratowała.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Oblicza lutego”

 

luty niejedno oblicze ma

by nadmiar czasu wyrównać

co czwartą zimę przybywa dnia

 

choć on krótki – postraszyć może

śniegiem sypnie, mrozem liźnie

o najmniej spodziewanej porze

 

dlatego każdy człek dobrze wie

i w lutym zakłada buty

wirus wtedy nie rozwija się

 

luty w lirycznej też odsłonie

kiedy pocztówkę z serduszkiem

mąż ofiarowuje swej żonie

 

walentynkowy czar lutego

niczym Amor strzałą trafia

w kawalera i żonatego

 

z czegóż jeszcze znany miesiąc ów

otóż w lutym na świat przyszedł

twórca tychże rymowanych słów

 

 

 

 

 

Jan  Wiśniewski

„Uodpornienie”

 

Oko błysnęło mglistą wilgocią

i zrodziło łzę

 

Ciepła kropla

nagle rzucona

w niepojęty dla siebie świat

zaczęła powoli spływać

po zoranym bruzdami policzku

 

Smętnie minęła zaciśnięte wargi

oderwała się od twarzy

runęła w dół

i dotknęła ziemi

 

Dotknęła ziemi

już jako

jedna z lodowych twardych kulek

 

 

 

PS  Kolejna dawka wieczorkowych wierszy – przedzielona wieczorkowym felietonem – za niedługi  czas się ukaże. Felieton będzie jak zwykle podszyty humorem, zaś wiersze o tematyce dowolnej.

Warto zajrzeć, bo teksty Brackich są superaśne!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Ostatnia część obiecanych wierszy…

czwartek, 26 lutego 2015 16:13

 

 

POEZJI NAWET SPÓŹNIONEJ

NIGDY DOSYĆ…

 

  

 

             Oto obiecywana wcześniej ostatnia część autorecytacji wierszy Brackich poetów ze styczniowego jeszcze wieczorka. Jak to mówią – lepiej późno niż wcale… A skąd takie opóźnienie? No cóż – najzwyklejsza w świecie opieszałość. A to nie było czasu, a to z kotem do weterynarza, a to z córką – gimnazjalistką ostatniej klasy -  lekcje odrabiać, a to zmęczenie, a to nadmiar energii… Można by tak wymieniać bez końca. Nawet brak powodu niekiedy też może być powodem…

            Natomiast, żeby jakoś tę opieszałość wynagrodzić, wiersze zaprezentujemy wraz z całym scenariuszem konferansjera, Romka Dopieralskiego, który tę poetycką odsłonę poprowadził…

 

           

 

            Witam w drugiej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów. Będzie to kontynuacja tego, co Krysia Pilecka rozpoczęła, czyli część tematyczna. A jak część tematyczna, to podporządkowana tytułowi dzisiejszej biesiady literackiej, który brzmi: „Srebrną wstęgą malowane”.

            Jak widać jestem całkiem nieźle przygotowany, bo ja jestem taka antraktowa papla, czyli wieczorkowy konferansjer.

            Żeby jeszcze bardziej się do Was zbliżyć, przełamać te tzw. pierwsze lody, czy też wejść z Wami w interakcję, co teraz takie modne i na topie – powiem krótko: -Cześć! Jestem Romek! Jak się macie?

            Widzę, że interakcja marnie nam wyszła… Jednak nie jest tragicznie, nie dopatrujmy się dramaturgii… Choć nie podjąłem z Wami zbyt ożywionego dialogu, to również nikt z Was się przecież nie poskarżył, nie ponarzekał, że wieczorek nudny, że krzesła twarde, więc mimo wszystko tę naszą interakcję mogę zaliczyć raczej do udanych…

            Przechodzę teraz do meritum sprawy… Za chwilę nasze zmysły słuchowe pieszczone będą nietuzinkową wprost poezją. Te przecudnej urody wiersze podziałają również i na inne nasze zmysły. Oczyma wyobraźni zostaniemy przeniesieni do świata autorów tychże treści. Być może będziemy czuć werbalnie i organoleptycznie to, co czuł dany poeta w chwili tworzenia, smakując w zachwycie każde wyrecytowane słowo.

            Mniemam, że wiersze Brackich poetów powalą Was na kolana i długo będą utrzymywać w tej niewygodnej pozycji…

           

            A rozpoczniemy tę poetycką część utworem Adama Opatowieckiego pt. „Nowy Rok”. Adasia z nami niestety nie ma. Ale jest Ania Żabińska i to ona wyrecytuje nam ten piękny utwór…

 

Adam Opatowiecki

„Nowy Rok”

 

Na oceanie życia, napięte naiwności żagle

Że wraz z rokiem, mój los odmieni się nagle

Że troski, że bieda, samotność, kłopoty

Rok stary zabierze za progi, za płoty

 

Jeśli tak nie będzie, jak się tak nie stanie

Też będę miał za co dziękować ci Panie

Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu

Dawała nadzieję, trzymała przy życiu

 

A rok nowy wystrzeli szczęścia fajerwerkami

Myśli rozświetli i znikną rozterki

I groszem posypie i starość odmłodzi

A serce brzemienne znów miłość urodzi

 

Jeśli tak będzie, jak się tak nie stanie

Też  będę miał za co dziękować ci Panie

Za wiarę naiwną, co w serca ukryciu

Dawała nadzieję, trzymała przy życiu

 

Rok nowy przeżyje miesięcy dwanaście

I stanie się starym, i zniknie, i zgaśnie

I ja kiedyś, na krańcach oceanu tego

Zobaczę światło latarni, portu ostatniego

 

A jeśli tak będzie, jak się już tak stanie

Za cóż dziękować miałbym ci Panie?

Za wiarę naiwną, czy za to, że skrycie

Wraz z moja nadzieją zabrałeś mi życie

 

 

 

 

 

 

            Kto lubi zimę? Pewnie dzieci. Zwłaszcza teraz, kiedy ferie. Bo to ulepić bałwana można, poślizgać się na lodzie, na sankach pozjeżdżać z górki, porzucać się śnieżkami. Ale musi być spełnionych kilka warunków. Dwa mianowicie: musi być mróz i śnieg.

            Tylko jak już jest mróz i śnieg, to są też tacy, którzy zimy nie lubią. To z pewnością drogowcy, których zima i tak co roku zaskakuje. Ledwie sypnie śniegiem, a już słychać komunikaty, że zima sparaliżowała połowę Polski. Druga zaś połowa podzieliła się na dwa mniejsze obozy, z których jeden jest atakowany przez wirusa grypy, a do drugiego próbuje się dorwać bakteria wywołująca problemy górnych dróg oddechowych.

            Zostawmy jednak te ogólnokrajowe dywagacje i skupmy się na własnym podwórku. Posłuchajmy teraz poetę, który wyrecytuje swój pierwszy w tym roku stworzony wiersz. Oto Kazik Gałkowski i jego poetycka świerzynka, czyli utwór pt. „Srebro styczniowego uśmiechu”…

 

Kazimierz Gałkowski

„Srebro styczniowego uśmiechu”

 

W ciszy nocnej Księżyc

ubrał się w srebro

towarzystwem gwiazd uradowany

gdzie władzę dzierży wiekami

świeci nocą, wciąż kontempluje

blaskiem niczym słońce króluje

przelicza gwiazdy bez liczydeł

naszą chwilą ciszy, gdy śpimy

 

Nie jest chyba despotą

bo gwiazdozbiór dusz

koryguje co rusz

co się tam dzieje

ale w galaktyce

jest stabilny od wieków

silny jak chłop na roli – orką chwili

permanentny w ruchach planet

 

A nocą trochę inny – chłodem zimny

nadrabia uśmiechem światła

z sercem bliski globu – inteligentny

zaleca się do planet i ślicznych gwiazd

ale na pewno nie grzeszy

fajnie… jest naszą ostoją

świecą w przestworzach prawicy

z pewnością jest świętym

 

Ja póki co – asystować mu będę

posrebrzę i namaluję wstęgę

a potem mróz i zimę z kryształkami

białego, niewinnego śniegu

ale z pyłkiem wiatru i siłą Nadprzyrodzonego

który wzbogaci świat zimą w Nowym Roku

gdyż zamieszka na krzewach i gałęziach drzew

 

Domownicy go zaproszą

do szyb, okien - bo lubią

niepojęte wzory

srebrem malowane

 

 

 

 

 

            Następny wiersz jest zatytułowany „Nowy Rok”. Zapewne inspiracją do jego napisania był właśnie ów miłościwie panujący nam właśnie teraz - Nowy Rok. Tylko, czy on jeszcze taki „nowy”? Owszem, nowszego nie mamy, ale ten, co mamy, to już tych dni troszkę mu stuknęło.

            Gdzieś tak na początku kwietnia weźmiemy go na tapetę, tak jak niedawno panią premier Ewę Kopacz, kiedy jej sto dni rządzenia minęło. Ciekawe jak my ten 2015-ty podsumujemy. Czy mu się oberwie, że w styczniu się nie popisał i śniegiem na ferie nie sypnął? Czy też ochrzanimy go, że w marcu znowuż było jak w garncu? A może sprowadzi nam piękną wiosenkę i będzie trzeba go chwalić?

            Póki co, dajmy mu te sto dni na przetarcie, a my posłuchamy teraz Krysi Pileckiej i jej wiersza pt. „Nowy Rok”…

 

Krystyna Pilecka

„Nowy Rok…”

 

Początek...

Pod płachtą tajemnicy

radości i smutki

Popłynął bałwan

z zeszłorocznego śniegu

Nowe pobrzękuje

kryształem przyszłości

 

Zadziwienie

człapie po kałużach

W przedsionku nieba

życzenia o zielonej

nadziei i dobroci...

Gwiazdy z rękawa nocy

sypią szczęście

 

Początek...

ze wschodów i zachodów

słońca...

z marzeń o przyszłości

z naszych wspólnych

spraw...

 

 

 

 

 

            Zrobię teraz wtręt do poetyckich treści i opowiem dykteryjkę o niesfornym płatku śniegu…

Wysoko w powietrzu spotykają się dwa płatki śniegu. Pierwszy pyta:

-Gdzie lecisz?

-Lecę w Tatry, na skocznię narciarską.

-A ja na autostradę, zrobię jakiś karambol samochodowy!

            Teraz będzie poezja poetki nie recytującej. Już pewnie się domyślacie, że chodzi o naszą Grażynkę Piekarewicz, autorkę przecudnych lirycznych treści w poetyckich wersach zawartych.

            A skoro Grażynka nie recytuje, to innych do recytacji zobowiązuje. No proszę – jak mi się rymło. Co prawda z takim rymem daleko mi jeszcze do pięknej Grażynkowej liryki, ale zaczyn już jakiś powstał. Za miesiąc, na kolejnym wieczorku dołożę następny wers i gdzieś tak za rok z jedną całą zwrotkę uda mi się sklecić…

            Jednak nie o moich poetyckich poczynaniach teraz rozprawiać, a o wierszu Grażynki Piekarewicz pt. „Pachniały oszronione ściany”. Wyrecytuje go Helena Szymko…

 

Grażyna Piekarewicz

„Pachniały oszronione ściany”

 

 

            /Autorka tegoż wiersza nie życzyła sobie, by go na blogu udostępniać. Wolę poetki oczywiście uszanować trzeba, a zatem niech żałuje ten, kto na wieczorku nie był, bo wiersz jest przecudnej urody…?

 

 

 

 

 

            Eskimos ciągnie na sankach lodówkę. Widzi go drugi i pyta się:

-Po co Ci ta lodówka, jest minus 20 stopni?

-A niech się dzieciaki trochę ogrzeją.

            Nie bez kozery przytoczyłem ten żarcik o niskich temperaturach, bowiem tytuł kolejnego wiersza brzmi „Mróz”, a jego autorem jest Piotr Jerzy Kawa. Piotrze, rozgrzej nas swoim wierszem…

 

Piotr Jerzy Kawa

„Mróz”

 

Zimno przeszywa nasze głowy,
mróz trzaskający szumi wkoło,
temperatura skacze jak szalona,
jak mamy się zachować?

Jest otwarta przestrzeń,
nie mamy schronienia od zimna,
zastanówmy się:
Czy uda nam się uratować…?

Mróz szumi w naszych uszach,
toniemy w zaspach śnieżnych,
Giniemy…?
Utonęliśmy...!

Nie! To nam się tylko zdaje,
lecz dzieje się na jawie,
choć wszystko jak we śnie.
Budzimy się…!

Błądzimy w labiryncie,
zasypanych ścieżek szukamy,
by się wydostać.
Chyba nie uda się…?!

Lecz szczęście nas nie opuściło,
wędrowaliśmy cały dzień,
nareszcie koniec drogi.
Czas rozgrzać się…!

 

 

 

 

 

 

 

            Czy wiecie, kto to jest prawdziwy narciarz?

-To człowiek, którego stać na luksus połamania nóg w bardzo znanej miejscowości górskiej, przy pomocy bajecznie drogiego sprzętu.

            Tę z kolei dykteryjkę przytoczyłem, gdyż następny wiersz zatytułowany jest „W podróży do Zakopanego”. A jak wiadomo – Zakopane dosyć często śniegiem jest zasypywane, więc nie bez powodu dzierży miano naszej zimowej stolicy. Zatem prawdziwych narciarzy i ich połamanych kończyn dolnych jest tam zapewne w bród.

            A jakiż to od nas poeta do tegoż Zakopanego się wybrał? Jest nim nasz Bracki Mickiewicz, czyli rymujący poeta dwóch imion: Robert Paweł Kamin!

            Robercie, swoim wierszem - choćby w wyobraźni - ale zabierz nas w te pikne polskie Tatry, ino kulosów ty sobie nie łam…

 

Robert Kaweł Kamin

„W podróży do Zakopanego”

 

Przyszłość mnie zabiera gdzieś w dal nienazwaną

Jaśnieje nadzieja radością naddaną

Leci motyl czasu cichym słów pacierzem

Wstęgę złotą życia obłokiem odmierzę

 

Głuchość krasnolica zapada przede mną

Mknę do Tatr kochanych przez mgłę – chmurę senną

Jest przy mnie mój anioł natchnienia młodego

Śle mi  liście słowa z jedwabiu modrego

 

Czym mnie zauroczy wiatr Zakopanego

Co nam nie żałuje uścisku szczodrego?

Płynie nad sosnami, targa drzew korony

I lekko wiruje w głuszy gdzieś zemdlony

 

Czy się znów ukryję wśród kosodrzewiny

Lub w kaskadach włosów lubej mej dziewczyny?

Podążę, gdzie strumyk grań promieniem muska

Będę pił ze źródła… zaklętego w ustach

 

 

 

 

 

            Koncepcję dopasowywania dykteryjek do tytułów recytowanych dzisiaj wierszy zachowam już do końca. Niestety ostał nam się ino jeden utwór, zatem i dykteryjka to już ostatnia.

            Tytuł wiersza: „W Sylwestrową noc”, więc a propos tejże nocy, ciśnie mi się na usta taki oto króciutki żarcik, jak to w kilka dni po noworocznych szaleństwach spotyka się dwóch znajomych:

-Jak spędziłeś Sylwestra?

-Nie wiem, jeszcze mi nie opowiadali…

            A co nam opowie swoim wierszem Ludmiła Raźniak? Oto nasza miła Ludmiła i jej utwór „W Sylwestrową noc”…

 

Ludmiła Raźniak

„W Sylwestrową noc”

 

            / Ludmiła oczywiście opowiedziała nam swoim wierszem bardzo ładnym wierszem. Niestety, w tym przypadku – podobnie jak u Grażynki Piekarewicz- autorka również nie zezwoliła na jego blogową publikację…

            Jedynie jeden wers będzie ujawniony, co by scenariusz już do końca przedstawić w formie niezmienionej… /

 

 

 

 

            Trudno nie zgodzić się z puentą, z jaką Ludmiła zakończyła swój wiersz, że „rzeczywistość każdemu pisze inne zakończenie bajki”. A jakie to będą zakończenia? To już wyłącznie od nas samych zależy!

            My już na przykład zakończyliśmy właśnie swoją bajkę, zwaną wieczorkiem literackim. Podobała się ta nasza bajka, czy nie – nie nam oceniać. Oczywiście staraliśmy się jak zwykle i jak zwykle mieliśmy wspaniałą publiczność!

            Dziękujemy wam z całego serca i życzymy, by te Wasze bajki miały wyłącznie szczęśliwe zakończenia…

            I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi!

            I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki! Zabierajcie na te nasze literackie biesiady swoich znajomych i swoich przyjaciół, swoje żony i kochanki, swoich mężów i narzeczonych, i kogo tylko tam macie pod ręką!

 

            / Na sali zapanowała wrzawa. Oklaskom nie było końca. Najwyraźniej literacka biesiada przypadła widzom do gustu.

            Na koniec konferansjer Romek powiedział: /

 

            A o tym, co? kto? gdzie? kiedy? dlaczego? i jak? – powie nam nasza niezastąpiona Krysia Pilecka!

 

            / No i wyszła Krysia Pilecka, informując, że 9 lutego 2015 r. o godz.16 – odbędą się warsztaty, których pokłosiem są wieczorki. Zaś sam wieczorek odbędzie się 23 lutego 2015 r. o godz. 17, a jego tytuł brzmieć będzie „Liryczna odsłona lutego”.

            I ten lutowy wieczorek  – zgodnie z tym, co mówiła Krysia P. – już się odbył i ponoć nie był wcale gorszy od tego super styczniowego!

            W ostatnim słowie Krysia powiedziała o stoliku z Brackim tekstem, usytuowanym na sali pod filarem i że jest możliwość zaopatrzenia się w tomiki Brackich poetów z dedykacją na gorąco. Pochwaliła jeszcze Olę Stroczyńską za przepiękny plakat, na tle którego, recytowali Braccy poeci. /

 

 

 

PS  Niebawem ruszymy z tekstami tejże lutowej literacko-muzycznej biesiady, bo faktycznie działo się na niej, że ho ho!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Kontynuacja wieczorkowych treści...

piątek, 20 lutego 2015 20:31

 

 

WIERSZE BRACKICH

na

ZADANY TEMAT

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania sroga zima fotki 

 

 

            Po części poświęconej Wackowi Rytlewskiemu, przyszła pora na autorecytacje wierszy Brackich poetów. Ich utwory były podporządkowane tematowi, jaki został wymyślony na warsztatach. Można powiedzieć, że to jakby praca domowa. Być może ktoś pomyśli, że niedobrze narzucać poecie temat, że wiersz powinien być wynikiem tego, co poeta czuje w danym momencie. Owszem, jednak takie – nazwijmy to – przymuszenie pozwala na napisanie wiersza w inny sposób. Wiersz taki wcale nie musi być gorszy. W końcu Bracki poeta na napisanie takiego wiersza ma prawie cały miesiąc, więc znając temat może przez ten miesiąc na tyle dojrzeć do niego, że wiersz okaże się nie pracą domową, a utworem bardzo głębokim i przemyślanym.

            Krysia Pilecka poprowadziła tę tematyczną część autorecytacji wierszy Brackich poetów. Zaś temat i zarazem tytuł literackiej biesiady brzmiał: „Srebrną wstęgą malowane”. Oto wiersze z tejże wieczorkowej odsłony…

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Srebrną wstęgą malowane”

 

Gdy otworzyłam oczy pełniutkie zdumienia,

sądziłam, że już jestem gdzie indziej, wysoko,

bo jak daleko sięgnąć okiem ani krzyny cienia –

wszystko białe i srebrne bez końca, szeroko.

 

Ulica nasza jakby nie miała zakrętów,

ni początku, ni końca, skrzy się i zachwyca

tak, jakby ktoś garściami nasypywał diamentów

lub okrył ją srebrzystą poświatą księżyca.

 

Domy… Czy to są domy? Wczoraj jeszcze nimi były,

no i przed chwilą wyszłam też z domu naszego,

całe w bieli i srebrze. Widok bardzo miły.

Może to jakaś bajka? Coś bardzo pięknego!

 

Ale królowej śniegu daremnie wyglądać,

choć jakieś sanie sunę i dźwięk srebrzystego

dzwonka słyszę. Spod biało srebrnej czapy woźnica spogląda.

Teraz poznaję: spod tej ogromnej wysrebrzonej czapy

znajome mnie spojrzenie zadziwia zdumiewa

to tajemniczy woźnica aż koń dmucha w chrapy

tak jakby ducha widział. A tam były drzewa.

 

Jeszcze wczoraj wieczorem stały już bez liści,

były smutne, tonęły w dziwnej melancholii –

dziś miast nagich gałęzi pióropusze białych kiści

a na bladym lazurze nieba wysokiego

srebrną kreśli się wstęgą prosta tajemnicza

już prawie do zenitu dobiega samego

zamyślać chyba dotrzeć do Boga oblicza.

 

Zamykam znowu oczy, otwieram, przymykam,

znów otwieram” biel – srebro, srebro –biel na przemian

ulicą Jagiellońską cichutko pomyka

rozdzwoniony sznur sani. Jaka piękna zima.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Okuty w zmarzlinę”

 

Przyszła do mnie zima

niepewna w poczynaniach

wycofała się na topniejących nogach

ponowiła próbę

mocniejszym chuchem skuła wszystko

trzaskają drzewa

w zmarzlinie toczy się życie

 

Przyfrunęła do mnie zima

w śnieżnym płatku jej wizerunek

puszystą bielą chodnik przyodziewa

w zamieci w każdy wciska się kąt

z chmur śniegowe bałwany

rozstąpić może odwilż

albo rozgoni dopiero przedwiośnie

 

Przyjechała do mnie zima

przedwcześnie i z poślizgiem

w odwilży sunęła po mokrych asfaltach

powróciła jednak

płozami sań zarysowała przestrzeń

śnieżne mosty teraz

i wydrążone tunele

 

Żywioł…

z płatka śniegu wzięty

i z lodowego stalaktytu

błyszczącego pod strzechą

kroplę wody uwięził w kałuży

a rzekę przyozdobił srebrną wstęgą

która nieprędko z niej spłynie

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Spacer nad morzem”

 

Tak pięknie dziś nad morzem

wszystko biały śnieg pokrywa

jarzy się w promieniach słońca

a zew dnia do spaceru wzywa

dostojnie, spokojnie, ni wiatru zamieci

promienie słońca swym blaskiem

w przymrużone oczy świecą

aż chce się wdychać to mroźne powietrze

pełne morskiego jodu

choć śnieg trzeszczy pod butami

tak miło iść plażą do przodu

 

w srebrzystych szatach wydmy

na drzewach misterne korony

plaża prawie wyludniona

tylko wierne towarzyszki morza

unoszą się nad głowami

taki spacer dodaje werwy i siły

zwłaszcza, gdy duch już niemłody

a nadmorski baśniowy krajobraz

przyciąga swoistym urokiem

choć kry pokrywają przybrzeżne wody

taki spacer, to wyciszenie umysłu

i radość, która w ciele chłód rozgrzewa

gdy zlatują się wokół ciebie mewy

by uchwycić w locie choć kruszynkę chleba

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Już zaistniałeś!”

 

Jesteś ten nowy? Do tego bardzo młody!

Ale nie czyń z siebie wielkiego dobrodzieja

Oto dodajesz wszystkim lat

Mimo to wiwatują i cieszą się z tego przybycia

 

Miniony stary rok, który nas opuścił

Miał wiele pozytywów, choć nie brakło minusów

A ty, piętnasty, nie wiadomo, co nam zaoferujesz

Zdrowie, nowe perspektywy, pogodę duch i nadzieję?

 

Będziesz twierdził zapewne, że to od nas będzie zależało

Czy i jak życie nasze się potoczy każdego dnia?

Ile będzie w nim radości, nie daj Bóg smutku i łez…

Ale cóż – życie niezależnie od tego stary, czy młody – nowy

 

Zawsze będzie miało swoje prawa i będzie dozować

Trochę zimy, a potem pozostałych pór roku

A pory te mogą być związane, jak do tej pory

Z chorobami i kłopotami dnia codziennego

 

Ale uwierzymy, że będzie nowa Polska wiosna

Z przeuroczym kwieciem, zapachem bzów i czeremchy

Przede wszystkim ze śpiewem słowików oraz

Z nadzieją na zaistnienie lepszych dni

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Daj zgodę i miłość”

 

Czas przeciął wstęgę i Nowy Rok wkroczył

W królestwo własnego kraju Kalendarza

Nowy Rok młody czym pragnie zaskoczyć

Ile obiecuje nam nowych i miłych wydarzeń

 

Witając Rok Nowy zaświeciły gwiazdy

Wzbiły się w niebo spadając na ziemię

A w naszych sercach rozkwitły marzenia

Szczęśliwego, lepszego płynęły życzenia

 

O Roku Nowy bądź dla nas szczęśliwy

Niech słońce jaśniej dla wszystkich zaświeci

Niech Cię wspomaga Anioł dobrotliwy

 

I radość przynosi dla wnuków i dzieci

Niech bogactwo bursztynu ozdobi nam plaże

Daj zgodę i miłość jak obyczaj każe

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Droga do Ciebie”

 

       Kwintesencja:

                 Na ulicy Szczęście

                 dozorca zamiata

                 jego ostatnie okruchy.

 

Droga do Ciebie

śladem lotu ćmy,

srebrzystym pyłem skrzydeł,

smużką cieńszą, niż pajęcza nić.

 

Tym  srebrzystym  śladem,

po którym  stąpają cichutko

myśli niewidzące,  szare, smutne,

potargane wolą  czasu,

otulone srebrną wstęga mgły 

nie wyschniętych wspomnień.

 

W promieniach zachodzącego słońca

raz złotem, raz srebrem się mieni.

Jest modlitwą i wspomnień cieniem.

 

Nie znika, choć oczy zamykam.

I tak do końca:

do zachodu słońca za horyzontem,

do zmierzchu szarego,

do nocy z poświatą księżyca,

do rana,  aż ją światło

bladego świtu wchłonie

i wiatr zapominania rozwieje.

 

 

 

PS Co by tradycji stało się zadość, do prezentacji całego wieczorka literackiego pt. „Srebrną wstęgą malowane” brakuje jeszcze jednej odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów. I oczywiście już niebawem się ona ukaże. A będą to wiersze Adasia O., Kazika G., Krysi P., Grażyny P., Piotra K. i Roberta K. A zatem – do miłego!

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

O Wacku na wesoło…

wtorek, 17 lutego 2015 18:19

 

 

 

BIESIADNE

WSPOMNIENIE

o

WACŁAWIE…

 

 

 

 

 

            Na styczniowym wieczorku literackim jedną z poetyckich części poświęciliśmy naszemu niedawno zmarłemu poecie, Wacławowi Rytlewskiemu. Postanowiliśmy odejść od pewnego stereotypu w tego typu sytuacjach i powspominać Wacka na wesoło. Był on człowiekiem pogodnym, uczynnym, skromnym, więc zadanie mieliśmy ułatwione, bowiem Wacek miał w swoim pisarskim zestawie wiele zabawnych tekstów.

            Wspominki zaczęliśmy od śpiewu. Wacek napisał słowa do melodii piosenki pt. „Piękne życie kowbojów” i nadał temu przedsięwzięciu tytuł „Piękne życie malarza”. Już z tego krótkiego zapisu widać, że Wacek był człowiekiem wielu profesji. Oprócz wierszy pisał piosenki, zaś nie bez kozery w tytule jednej z nich znalazł się właśnie malarz, bo Wacek również malował i rysował. On nawet pogrywał sobie na instrumentach szarpanych i harmonijce ustnej.

            Oto tekst piosenki, którą brawurowo wykonał zespół złożony – specjalnie na tę okazję –  z Brackich poetów. A byli to: Helena Szymko, Janek Wiśniewski, Kazik Gałkowski i Piotr Kawa.

 

 

 

Piękne życie malarza

 

Piękne życie spędzają malarze

Zbrojni w pędzle objeżdżają kraj

Co potrafią – malarz nam pokaże

Na obrazie cudownym jak raj

 

Jak kowboj po płótnie malarz goni

Wyobraźnią przez prerie, skały

Nie rewolwer lecz pędzel ma w dłoni

Przed nim cel stoi – blejtram biały

 

            Adio – o, adio – o!

            Celnie farbą strzela malarz śmiały

            Adio – o, adio – o!

            Kolory będą mile grały

 

Trafiony cel mocno się rumieni

A biel przytłoczona powodzią

Skaczących kolorów i odcieni

Zamienia się w jezioro z łodzią

 

Pokonany blejtram się poddaje

Uderzenia pędzla ustają

Mieszać farby kowboj już przestaje

Koledzy obraz już wieszają

 

            Adio – o, adio – o!

            Celnie farbą strzela malarz śmiały

            Adio – o, adio – o!

            Kolory będą mile grały

 

/Wacław Rytlewski 30.07.2010r.

melodia amer. piosenki: „Piękne życie kowbojów”/

 

 

 

            Z rozśpiewanych rytmów przeszliśmy w bardziej liryczne nuty. Tutaj Bracki kolega Wacka, Romek Dopieralski, zaprezentował wiersz jemu poświęcony…

 

 

 

O poecie wiersz

 

był poeta…

wrażliwy na świat

wersem ulotność chwytał

zmysłami wszystko brał

 

gdzie przystanął

gdzie przysiadł

zawsze przy sobie

ołówek miał

 

w chmury wpatrzony

przyrodą się zachwycał

poszum wiatru

melodię mu grał

 

tworzył z pasją

z pasją żył

każdemu zawsze

dobre słowo słał

 

nie ma już poety

jest po nim ślad

w zapisanych strofach

wiele z siebie dał

 

 

 

            Następnie Krysia Pilecka, wespół z Brackimi poetami (Kazik Gałkowski, Janek Wiśniewski, Robert Kamin i Piotr Kawa), zaprezentowała jeden z wierszy Wacka, który był niejako autobiograficznym zapisem. Oto niektóre fragmenty tego dosyć długiego wiersza…

 

 

 

Matko moja

 

Gdziekolwiek jesteś

matko najdroższa

gdziekolwiek jesteś

w bezkresne zaświaty

przyjmij łaskawie

szczere moje przeprosiny

 

tak prędko odleciałaś

do wieczności krainy

wojny czas okrutny

nadwerężył wątłe twoje siły

nieraz wcześniej

mierzyłaś się z chorobą

kiedy po trudach podróży

sama ze mną i siostrą moją

do ojca naszego jechałaś

do Francji dalekiej

za chlebem

 

rok trzydziesty piąty

rok feralny pełen grozy

ciężki wypadek ojca

pogrążył cię w kłopoty

długo sama pozostałaś

z piątką zawsze głodnych

twoich dzieci

nieraz cicho zapłakałaś

 

(…)

 

bardzo ciebie kochałem

mówię ta całkiem szczerze

ale drążyła moje serce

chorobliwa tęsknota

tęsknota do ojczyzny

do ojczyzny w pilnej potrzebie

 

(…)

 

w lipcu czterdziestego ósmego roku

z polonijną wycieczką młodzieży

ziściło się moje marzenie

stanąłem na polskiej ziemi

moja radość nie znała granic

 

(…)

 

w Koszęcinie się zatrzymaliśmy

tu bawili się przed wojną

możni panowie

teraz my tu nieco poszaleliśmy

wspólnie z polską młodzieżą

tutaj wojna nie dotarła

 

przed nami stała Warszawa

a raczej to co zostało – ruiny

morze ruin – serce ściskało

gruzów wysokie góry

a wśród nich ścieżki jako ulice

straszą spalone kamienice

oczodołami pustych okien

na tych gruzach mrowie ludzi

uzbrojeni w kilofy i łopaty

tak jak wczoraj zbrojne

teraz pracą mozolną

swoje miasto ratowały

Warszawa leczyła swoje rany

wtedy podjąłem męską decyzję

w Polsce już pozostanę

wybacz mamo inaczej nie mogłem

 

(…)

 

wiem, że tego też pragnęłaś

sama nas uczyłaś miłości

do Boga i do ojczyzny

ale strach przed nieznaną

nową już ojczyzną ludową

napędzony tchórzliwą propagandą

zatrzymał ciebie i ojca

 

ja ten strach pokonałem

z Polską ślub wziąłem

na zawsze na dobre i na złe

 

(…)

 

/Wacław Rytlewski 09.05.2010r./

 

 

 

            Z powyższego wiersza wynika, że Wacek opuścił Francję w roku 1948, mając wtedy dwadzieścia lat. Wacek swoją biegłą znajomość języka francuskiego wielokrotnie wykorzystywał do przeróżnych tłumaczeń francuskiej poezji  na język polski.

            Bracka koleżanka Wacka, Marysia Rudecka,  również napisała wiersz dla niego, czy też raczej – wiersz wspominający Wacka…

 

 

 

„Wspomnienie o Wacławie”

 

Był koniec listopada. Zimno. Zima prawie.

Jeśli był jakiś listek zbłąkany na drzewie,

to chyba jeden. Ze szpitala wróciłeś, Wacławie,

gdy Cię spytałam: -Skąd wziąłeś pomysł? Powiedziałeś: -Nie wiem.

Temat przecież już wcześniej znałem, a tam patrzę w okno,

nic z pozoru nie widać, aż na ramy krańcach

dwa listeczki przylgnęły, szyby w deszczu mokną

ale nagle wiatr powiał, chwycił je do tańca.

 

To znikały na chwilę, to się pojawiały,

potem było ich więcej, złoty balet liści

i przypomniałem sobie dzień, gdym jako jeszcze chłopczyk mały

patrzył na taki taniec, czekając na mamy przyjście.

 

A wspominam czemu, bo to było we Francji dawno, dawno temu…

tu autobus nadjechał. Wacław wszedł do niego…

nie zapytałam nigdy potem, a był czas po temu

dopiero na cmentarzu westchnęłam: -dlaczego?

 

 

 

            O tak, spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą, jak również spieszmy się pytać…

            Na zakończenie wspominek o Wacławie, w Osiedlowym Klubie „Nasz Dom”, ponownie dało się posłyszeć doniosłe śpiewanie. Tym razem śpiewali wszyscy obecni, bez jakichkolwiek wyjątków. A dlaczego? Należy się kilka słów wyjaśnienia, bowiem podobna sytuacja już kiedyś miała miejsce i jest ona opisana na tymże blogu. Jest to wpis z kwietnia 2008 roku, a teraz skopiowany prawie że kropka w kropkę:

 

 

HIT WACKA RYTLEWSKIEGO

 

Po raz pierwszy na Wieczorku Literackim, przerwa między poszczególnymi jego częściami, wypełniona została twórczością własną członków Bractwa wraz z wykonaniem. W tym muzycznym przedsięwzięciu czynny udział wzięła również publiczność, wśród której rozdysponowano powielony wcześniej tekst piosenki Wacka Rytlewskiego. Wacek przerobił słowa znanego ongiś przeboju Kołobrzeskiego Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, pt. “O mój rozmarynie rozwijaj się…”

 

“O MÓJ ROZMARYNIE…”

 

O mój rozmarynie rozwijaj się } bis

Pójdziem na jednego, potem na drugiego } bis

Napijmy się…

 

A jak będzie mało, powtórzy się } bis

Niech się świat kołuje, niech się człek raduje} bis

Upijmy się…

 

Kiedy publiczność z pewną nieśmiałością podeszła na początku do śpiewnego przerywnika, jeden z członków Bractwa wstał i zaintonował…

 

O mój gościu miły, śpiewaj głośniej } bis

Niech se Wacław myśli, że sen mu się ziścił } bis

Hit Opola…

 

Poskutkowało!!! Te prawie sto gardeł zaczęło śpiewać tak, że cały Klub Garnizonowy trząsł się w posadach. Wtedy naszą siedzibą był właśnie Klub Garnizonowy przy ul. Andersa…

 

Choć by się dom spalił, świat walił się } bis

Póki żyć będziemy, pić nie przestaniemy } bis

Gorzałczynę…

 

A kiedy świat zniknie, my w kosmosie } bis

Błąkać się będziemy, do nieba dojdziemy } bis

Kołysząc się…

 

W niebie z aniołami wypije się } bis

Niebiańską gorzałkę, potem pastorałkę } bis

Zaśpiewa się…

 

Jeśli nas do piekła Bóg wyrzuci } bis

Z diabłami do stołu, siądziemy pospołu } bis

Szkłem trącim się…

 

Na koniec, niejako w podzięce Wackowi, jeszcze głośniej niż dotychczas – zawtórowano…

 

Dziękujemy Wacku za piosenkę } bis

Tośmy pośpiewali, struny rozruszali } bis

Hitem Twoim…

 

Tekst piosenki nie jest bynajmniej zachętą do zwiększonego spożycia trunku, o którym mowa w powyższym tekście. Sam autor zapewniał zebranych, że jest abstynentem absolutnym, a owa piosenka jedynie pretekstem do dobrej zabawy.

 

 

(fotka z wieczorku literackego z kwietnia 2008 roku)

 

 

            Owszem, tekst skopiowany... miało się nawet wrażenie, jakby to było przed siedmioma laty… Jednak są pewne różnice. Wtedy (w 2008 roku) naszą siedzibą był nieistniejący już przy ul. Andersa Klub Garnizonowy  – teraz Klub Osiedlowy „Nasz Dom” przy ul. Zwycięstwa jest miejscem naszych literackich biesiad. I ta najważniejsza różnica – wtedy razem ze wszystkimi śpiewał również… Wacek… Wacek Rytlewski…

 

 

 

PS  W artykule z 12 grudnia 2014 roku są blogowe zdjęcia Wacka. Jednym słowem - jakkolwiek to zabrzmi - Wacek w całej krasie!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Utwory wieczorkowe…

niedziela, 08 lutego 2015 21:19

 

 

TEMATYKA DOWOLNA

 WIERSZY BRACKICH

POETÓW

 

 

 

 

            Oto wiersze Brackich poetów, które były zaprezentowane w pierwszej części styczniowej biesiady literackiej zatytułowanej „Srebrną wstęgą malowane”. Kazik Gałkowski poprowadził tę część, co rusz zapowiedzi kolejnych recytatorów okraszając zabawnym komentarzem. Pokusił się nawet o zaśpiewanie kolędy, co przyszło mu z łatwością, bowiem czynny z niego chórzysta od lat wielu.

 

 

Maria Rudecka

„Inteligencja doświadczenia”

 

Możesz pieniędzy mieć bez liku,

wydawać je tak od niechcenia,

wpiszesz się w grono rozrzutników –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Garnitur twój każdy z butiku,

koszul masz nie do policzenia,

a ciągle brak ci będzie szyku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Podnosić możesz głos do krzyku,

coś postulując nie do spełnienia,

a nie pozyskasz zwolenników –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Stosować możesz mnóstwo trików,

po linie chodzić bez zabezpieczenia,

ale cyrkowca nie będziesz mieć szyku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

I fakultetów mając bez liku,

takiego – siakiego wykształcenia,

czy się przechwalasz, nieszczęśniku –

bez inteligencji doświadczenia.

 

Mnie, com przeżyła rówieśników,

przetrwałam i niepowodzenia,

życie nie szczędzi wciąż klopsików –

miast inteligencji doświadczenia

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Wierność

 

Czy można być wiernym tylko jednej osobie?

Niemożliwe, na myśl przyjdzie niejednemu tobie!

A jednak możliwe to jest w istocie,

jeśli twoja miłość jest w Bogu, nie w złocie.

 

Bo tylko On: Stworzyciel daje miłość prawdziwą,

która przetrwa złe chwile i dalej jest godziwą.

Mamy przecież wiele godnych postaci do naśladowania,

i zazwyczaj Rodzice nasi są przykładem ze sobą trwania.

 

To oni choć przeżyli niejedne złe chwile,

byli sobie wierni przez szmat życia tyle.

Ale złoty środek na miłość nie istnieje,

bez poświęcenia, trudu i pracy - miłość kuleje.

 

Ja jednak uważam, że być wiernym należy,

bez względu na to, czy ktoś w to uwierzy.

Bo jeśli na początku wieczną miłość się zaplanuje,

to nic i nikt nigdy jej nie zrujnuje.

 

Nie można zakładać, że w przyszłości coś się zdarzy,

bo każde serce zdradliwe o tym marzy.

Jeśli więc ktoś wątpi w swą wierność choć w myśli,

To na pewno „coś” niepotrzebnego wymyśli.

 

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Kroplami rosy zraszam wzruszenia”

 

Muślinowym woalem tęsknoty drzwi marzeniom otwieram.

 

Niebo tęczowymi światłami się mieni, złoci, srebrzy.

Gamą przeżyć do tańca się wspinam.

 

Kroplami rosy zraszam wzruszenia. Muzyko, słyszę Twój śpiew. Idę do Ciebie w sukni uszytej ze złotych promieni. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różyczki zmieniasz cały świat.

 

Upajam się szelestem Twego zmysłowego piękna. Tańczę. Wiruję. Wsłuchuję się w Ciebie.

Twój szept. Twój śmiech i płacz. Twoje drgania, falowania.

 

Zamykam oczy. Muzyko z nadziejami, z pragnieniami wchodzę w ten świat.

I ten Twój blask.

 

Na marmurowym piedestale rozpalają się płomienie namiętności.

Oddycham Tobą. Kołysz mnie i unoś po niebo wysoko, wysoko.

 

U Twych stóp składam morze czułości. W Twoich ramionach zasypiam.

Ty i Twój czar promieniujący, zachwycający.

 

Rozkoszuję się Tobą na jawie i we śnie. Z lekkością motyla chwytam w dłonie szczęśliwe chwile.

Z Tobą po ścieżkach życia niezwykłe wędrowanie.

 

Dla Ciebie taneczne akrobacje, tanga, polonezy i walce. Szaleństwo wyobraźni i myśli niepokornych. Tam gdzie Ty tam Ja.

By żyć. By trwać.

 

Pod osłoną nocy tańcz ze mną aż do świtu, tańcz.

Przenieś mnie do szemrzących strumieni i wonnych łąk.

 

Muzyko, unieś mnie do gwiazd w ten niepowtarzalny, karnawałowy czas.

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Czy to tylko echo”

 

Nie – to autentyczne ptasie trele

Może nie tak energicznie brzmiące, jak wiosną, czy latem

Ale mimo krótkich chwil przebłysku słońca, opadów, czy zimna

Są wśród nas fruwający mali przyjaciele od lat nam towarzyszący

 

Wiadomo, że jest im ciężko, trudno

Brakuje pokarmu tym naszym milusińskim

A my nie bądźmy nieczuli na ich wołania

Okruszynami chleba powszedniego dzielmy się z nimi

 

Idąc aleją wzdłuż szarych, może czasem

Lekko oszronionych gałęzi drzew, czy krzewów

Bądź kępek zielonych fragmentów traw

No właśnie, czy to jest kalendarzowa zima, czy jej echo?

 

Niestety – puchu białego, czy tych przeuroczych

Śnieżynek tak niewiele – tak nam do nich tęskno!

A zatem, czy to tylko echo – pogłos, że to zima?

Przecież dalej dostrzegamy zielone liście iglaków

 

Oto sosny, świerki, jodły, tuje – i właśnie to zima?!

Gdy promienie słońca zabłysną złotem, srebrem w przestrzeni

Kiedy aura nas rozpieszcza swoim nikłym kolorytem

Wędrujemy przed siebie, nabierając w płuca oddechów tej niby zimy

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Podróż w nieznane”

 

Tak często odchodzą ludzie

pozostawiając po sobie pustkę

i ślad swojej egzystencji

są pośród nich poeci

pisali o życiu, miłości

dodając wersom woni kwiatów

lub zraszając je łzami

ludzie o wrażliwym sercu

i bujnej wyobraźni

na zawsze z poezją związani

 

to nic, że bujali w obłokach

kochając świat fantazji

to właśnie oni

z szarości dnia codziennego

wydobywali barwę życia

a gdy ich między nami zabrakło

pozostał po nich trwały ślad

w ich poezji, którą teraz czytamy

śmierć to droga w nieznane

nie znamy przeznaczenia

mamy tylko taką nadzieję

że wszystkich, którzy odeszli

jednakowo utuli ziemia

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Ostatnie wiersze Brackich w Starym Roku…

wtorek, 30 grudnia 2014 22:30

 

 

NOWOROCZNE ŻYCZENIA

z

POETYCKIM ZAŁĄCZNIKIEM

 

 

 

 

 

Z OKAZJI

NOWEGO ROKU 2015

WSZYSTKIM NASZYM SYMPATYKOM,

KTÓRZY PRZYCHODZĄ NA NASZE WIECZORKI

I KTÓRZY ODWIEDZAJĄ NASZEGO BLOGA

SKŁADAMY

NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA,

SPEŁNIENIA NAJSKRYTSZYCH MARZEŃ,

JAK NAJWIĘCEJ RADOŚCI NA CODZIEŃ

I DUŻO, DUŻO ZDROWIA!!!

 

KRAJOWE BRACTWO LITERACKIE

Z

KOSZALINA

 

/do życzeń dołączamy nasze wiersze

- ostatnie w tym Starym Roku/

 

 

 

 

 

            To już ostatnie wiersze Brackich poetów, jakie zaprezentowaliśmy  na grudniowym wieczorku literackim pt. Uśmiech Gwiazdy Betlejemskiej”. Właściwie to w ogóle ostatnie już wiersze na tym blogu... oczywiście w tym Roku Pańskim 2014.

            Życzymy przyjemnych wrażeń i co by ten Nowy Rok nie był gorszy od Starego. A że to właśnie grudzień przekazuje władzę styczniowi, zatem od portretu tegoż miesiąca nasze poetyckie treści zaczynamy...

 

 

 

Maria Rudecka

„Grudzień” (portret miesiąca)

 

O tym miesiącu piszę w wielkim trudzie.

Zapytacie: dlaczego? Bo chciałabym pięknie –

nazywałam się kiedyś tak samo: M. Grudzień.

Napiszę byle jaki portret, to mu serce pęknie.

 

Całą więc masę środków chcę na pomoc wzywać:

porównań, epitetów, przepięknych anafor

bo chciałabym niezwykłą pochwałę wyśpiewać,

cudny pean bogaty w dostatek metafor.

 

Zaczynam. Wzniosły nastrój całkiem dobrze czuję,

a środki artystyczne – te zwykle mi służą

oczami wyobraźni widzę. I co opisuję?!

Zgarbionego staruszka!

 

Dni mu się nie służą,

bo krótkie, bardzo krótkie, lecz noce bez końca,

a to w kościach coś strzyka, jakaś cienka zdaje się pierzyna,

trochę za dużo wiatru, a za mało słońca.

Ale co się tu dziwić, to grudzień, to zima.

 

Zima? No i co z tego? Przemogę nastroje:

pierwsza świeca się pali. A wnet Święta Łucja! –

patronka światła, co rozproszy wszystkie smutki moje –

właśnie teraz powstanie ważna rezolucja.

 

Już dziewięć świeczek płonie i pierzchają cienie.

Grudzień plecy prostuje. Fatygi i czasu

nie żałując ożywia radosne wspomnienie

i z sasankami podąża przez zaspy do lasu,

 

a tam świerka upatrzy lub jodłę strzelistą,

sarenki go, zające z lasu wyprowadzą,

szyszek w worek nasypią i gwiazdę świetlistą

wezwą, żeby świeciła i jak iść poradzą.

 

Drzewka pachną, świecideł w domu już bez liku,

pierniczki upieczone, wonne korzeniami.

Cudowny nastrój! Tyle świateł na niebios świeczniku.

Grudzień lat swych nie czuje. Cieszy się Świętami.

 

A w Wigilię, jak młodzian, od samego rana

ptaszkom surduty barwi, gwiazdce przypomina,

że ma zabłysnąć ledwie wniosą wiązkę siana

ma sianie się zrodziła wszak Boża Dziecina.

 

Na Pasterkę z latarnią idzie do kościoła,

sanki z dziećmi popycha, żeby szybciej było,

przypomina, że dzwonek je już od dawna woła.

Kto tam o latach myśli, kiedy mu tak miło.

 

A to przecież nie koniec – jeszcze jest Sylwester.

Wtedy, choćby ostatnie, a wykrzesze siły,

przygotuje kotylion, opłaci orkiestrę.

O Grudniu mówić trzeba: nie stary, lecz miły.

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Wspomnieniami się sycąc”

 

Dopiero liście zgrabiłem

a już z chodników

lód skuwać mi przyszło

 

Jeszcze niedawno pajęcze łodzie

z nici najdoskonalszych

płynęły w przestworzach

Babiego lata wspomnienie

potrafi niejedną przetrwać zawieję

 

Drzewa odziane

w gamę barw najcudowniejszych

do granic nasycały wejrzenie

Zachowany obraz

pozwoli każdą zaspę pokonać

 

Szeregi ptasich kluczy

w najodleglejsze podążając zakątki

z pierzastym sunęły szelestem

Pamięć o lotnym spektaklu

spowoduje mrozów zelżenie

 

A wiosną powracać będę

do sopli struktur niezwykłych

niesamowitych obrazów

na szybach malowanych

i niezliczonych płatków śniegu

pośród których bliźniaczych nie dojrzysz

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Bieg Donikąd”

 

Samotnie pośród

A kokon szczelny

Szaro i zimno

Nie tylko wokół

I ten wyczerpujący bieg

Bieg w pogoni za

Za czym

 

To nic

że pusto coraz bardziej

Nadal pościg

nadal wyścig

i jeszcze przyspieszenie

I zadyszka

Tylko po co

Tylko dokąd

Na refleksję brak chwili

 

I cóż

że tuż obok istnieją inni 

Istnieją barwy tęczy

zieleń łąk

ciepło gotowe ogrzać

i cisza

I spokój

Tak upragnione

i tak bliskie

Trzeba byłoby jednak zwolnić

rozejrzeć się

uśmiechnąć

i wyciągnąć rękę

 

Ale gonitwa uzależnia

Niczym narkotyk odurza

Więc ciągle pośpiech

Wręcz bieg

Zachłanny

Zaślepiający

Bieg donikąd

Bieg w sytą nicość

W pustkę

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

(bez tytułu)

 

Na oceanie wszechświata – ziemia

Samotny okręt miotany falami dziejów

Lina okrętowa wolniutko

Zmieniła się w pajęczynę

Babiego lata.

Mgła oddalenia

Coraz gęściejsza.

Mgła zaporowa

Złej woli

Świat od świata odetnie powoli,

A dobro czasu zapomnienia

Kołderką ciszy otuli

Starego świata istnienie.

Nie zostanie nawet

Kurzu drobina.

Czas wszystko pozamiata,

I pokolenia pokryje

Rosą niepamięci,

Którą wysuszą słońca promienie

Nastanie NOWE

Bo już się pcha.

To Apokalipsy tchnienie

Dziejów świata

OSTATNIE przeznaczenie.

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Zarzewie twórczości

 

Wyłania się coś z nieświadomości,
na razie niewyraźne i nienamacalne,
dotyka swym ogromem – świadomości
i przez to staje się wreszcie realne.

 

Jak Boża iskra zapładnia natchnienie,
artysta reaguje na to tworzeniem,
wyjmuje całe hausty niczym pragnienie
i tak powstaje poezja zwana: marzeniem.

 

Teraz, gdy powstał zarys utworu,
poeta przerabia wersy w lirykę,
musi nadać wierszowi palety koloru,
aby przyjmować uwagi i krytykę.

 

Powstało dzieło zwane Bożym natchnieniem,
ale można nazwać też niezbicie,
psychologii terminem, nieświadomości tchnieniem,
która tutaj uwidacznia się sowicie.

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Podaruj cząstkę serca”

 

Podziel się sercem

Jak kromeczką chleba

Od ust odjętą

Ostatnią

 

Cząstkę serca swego

Daj niekochanym

Dzieciom

Podaruj krzywdzonym

Maltretowanym

 

Cząstkę łaknącym miłości

I

Głodnym

 

Cząsteczkę bezdomnym

Smutnym i bezradnym

Ofiarom obojętności

 

Podaruj cząstkę serca

Malutką odrobinę

Miłości

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Nie zdobyta”

 

Zdobyłem okruch sławy nieśmiertelnej

Bo serce zawsze biło mi najdzielniej

I kwiat dostałem czytelnika wonny

I powiew wiatru rzeźwiący, stukonny

 

Zdobyłem białą koronę przyrody

Zapach majowy, gdy kwitły ogrody

Świeże owoce, gdy jesień nadeszła

Czyste strumyki, gdy zima rozpierzchła

 

Zdobyłem Niebo już tutaj na Ziemi

Nie dałem się zwieść walcowi pół-cieni

I Raju kwiaty powąchałem młody

W pełni sił twórczych i w pełni urody

 

Zdobyłem świat ten bezkreśnie szeroki

I puls wyczułem życia modrooki

Zdobyłem mądrość w gorejącym krzewie

Lecz nie zdołałem zdobyć miła Ciebie

 

 

 

PS  Nasz następny wieczorek literacki, choć dopiero w przyszłym roku, to jednak już niebawem. 12 stycznia o godz. 16 (drugi poniedziałek miesiąca) będziemy się produkować na warsztatach, a ich pokłosiem będzie wieczorek literacki pt. „Srebrną wstęgą malowane” (26 stycznia, godz. 17 - czwarty poniedziałek miesiąca).

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Świąteczna poezja w wigilijny czas…

środa, 24 grudnia 2014 12:29

 

 

ŻYCZENIA

w

POEZJĘ WPLECIONE !!!

 

 

 

 

 

Uśmiech Gwiazdy Betlejemskiej

rozkwitł nad nami.

Święty Mikołaj podjechał saniami.

Na stole talerzyk dla zbłąkanego,

sianko i potraw dwanaście,

a przy opłatku moc życzeń

i miłość tylko – nie waśnie.

 

życzy

Krajowe Bractwo Literackie

z

Koszalina,

 

dołączając do tego

poniższe wiersze

z

ostatniej biesiady literackiej

podczas której kolędowano

i

opłatkiem się dzielono.

 

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

 (bez tytułu)

 

Zima... świat chłodem drży

w bezsilności

szadzią osiada na

krzewach i drzewach

dotyka też włosów i rzęsy łaskocze

a chwila łzą  się iskrzy

 

bliska brzoza za oknem

też cała już bez liści...

 

tylko ptaki w tle  kiwają się

i wesoło śmiesznie skaczą

(czasem zaśpiewają coś w podniebnym locie)

gałęzie brzozy zaś  

cicho sopelkami płaczą

 

Zima jak zauroczenie i unicestwienie

promienie słońca chłodne

jak dotyk przemijania

jeszcze Świętowanie w tonacjach refleksji

...chwile radości zimowej ciepłe

i... życzliwe ludzkie pojednanie...

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Przesłanie Betlejemskiej gwiazdy”

 

Jasność Betlejemskiej Gwiazdy

w sercach zapisana jako drogowskaz

matczynej miłości żarem

nierzadko daje się przyćmić

szarością dnia powszedniego

 

Kiedy cyklicznie zbliża się czas

kolejnych rocznic jej apogeum

w którym swym blaskiem wtargnęła w dzieje

ciągle potrafi rozgrzać oziębłość

i to co w sercach oczyszczać z kurzu

 

Gwiazdy Betlejemskiej przesłanie

bielą opłatka niczym magnesem

ciągle gromadzi  bliskich przy stołach

by rozkwitać życzliwym uśmiechem

i empatycznym ciepłem w oczach

 

By posilone magią choinek

rozbrzmiewać w śpiewie chóralnym kolęd

od dziecka znanych

dziecięco prostych

lub refleksyjnych

zawsze radosnych

wyczekiwanych

i tak kochanych

 

Cóż że dokoła mroźnie i mrocznie

że gdzieś tam czyha złość, zawiść, wrogość

dopóki Gwiazdy Betlejemskiej jasność

wskazuje drogę ku źródłu ciepła

dążyć nią łatwiej pomimo przeszkód

 

 

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Gwiazda Dzieciątka”

 

Światłem szczodry księżycu drogi

bądź chmurą wieczora ubogi

nie świeć wszechstronnym blaskiem

gwiazdce daj uśmiech w namiastce

 

Dzisiaj odpuść nocne panowanie

gdyż nastąpi Boskie czuwanie

nie idź na spoczynek – tu ktoś się rodzi

dyżur ma Gwiazda Betlejemska – widzialna

niepowtarzalnie piękna – nie uboga

szczęśliwa i na pewno nieziemska

 

Do ciebie przyjdzie uśmiech tej gwiazdy

zdziwi nas blask życia i prawdy, który

nie zatrzyma się w Boninie ziemniaka

przy Koszalinie – ani w wodzie życia

w warszawskim Aninie, bo istnienie

Gwiazdy Jezusa nigdy nie zginie

 

Tam w Betlejem było ciepło i miłośnie

jako nie jedno polskie przedwiośnie

a my w Klubie radujemy się inaczej, sercami

bo to jest dla Nas umiłowane wezwanie

 

Jesteśmy ujęci uśmiechem gwiazdy

i dobrem Pana Zbawiciela

młody Jezus rozjaśnia ciemności świata

niczego nie żąda, ludzi uzdrawia, modli się

a Wielcy tego świata – Cezarowie – nie czczą Go

ale obwieszczają Epokę Nową

na Jego cześć

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Na pamiątkę Bożego Narodzenia”

 

Święta Bożego Narodzenia

siejąc radość

splatają się w wiarę i nadzieję

te wszystkie zakupy

świąteczne przygotowania

choinka z barwnymi ozdobami

to wszystko nas wprawia

w magiczny nastrój

i szaleństwo świętowania

 

radujemy się dnia owego

na pamiątkę narodzin Syna Bożego

a w dzień wigilijny

gdy pierwsza gwiazdka w mroku zaświeci

stół bieluśkim obrusem przykryty

pod nim garstka sianka wonnego

wokół stołu radosne twarze dorosłych i dzieci

dwanaście potraw na białym obrusie

to wszystko na pamiątkę narodzin Syna Bożego

 

łamiąc się opłatkiem, życzenia składają

a na Twoją cześć i chwałę Jezu, kolędy śpiewają

byś królował nam na wieki

w naszych sercach mieszkał

i zawsze był z nami

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Szczególny czas”

 

Szczególny czas

Gdy pierwsza z gwiazd

Ogłosi nam Nowinę

Że oto Bóg

Na świata próg

Zsyła nam Swego Syna

 

Czy cały świat

Temu jest rad?

By przyjąć Go w radości?

Tyle zła tkwi

I płyną dni

Bez dobra i miłości

 

Świeci rój gwiazd

A w każdym z miast

Cisza nie powie kochaj

Mijają dni

Zamknięte drzwi

Przed bliźnim na domofon

 

Na każdej wsi

Otworem drzwi

Lecz bliskich los oddalił

Samotny dom

Rodzice są

Młodzi w świat odjechali

 

Tak jak od lat

Niech cały świat

Gwiazdy blask opromieni

By dawny ład

Miłości kwiat

Rozkwitał wciąż na Ziemi

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Gdy się Chrystus rodzi”

 

Gdy się Chrystus rodzi

i na świat przychodzi

słowa tej kolędy

radość nam przynoszą

bo początek wiary

od zarania głoszą

wiary która święto

tak piękne nam dała

Boże Narodzenie

czci je Polska cała

jest w domu choinka

przystrojone pięknie

jest Święty Mikołaj

który przy niej klęknie

by wybrać prezenty

licznie tam złożone

dla dzieci dla dorosłych

imiennie zgromadzone

by każdy z rodziny

prezent swój otrzymał

i cieszył się z niego

najlepiej jak umiał

tak spędzone święto

w pamięci zostanie

w ciągu roku często

będzie wspominane

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„W stajence zrodzon”

 

W świetle Gwiazdy Betlejemskiej

rodziło się życie

w znoju i bólach

jak każde inne

 

Może nawet bardziej ubogie

w stajence, na sianku

baranek świadkiem i osioł

i inna jeszcze zwierzyna

 

Jeszcze jedno dziecię

by w ewidencji zapisać

sumując ilość istnień na ziemi

 

A jednak niezwykła ta noc

pod Betlejemską Gwiazdą

ten drogowskaz dla Trzech Króli

 

Ta mirra, kadzidło i złoto

dla dzieciątka leżącego w żłobie

 

Te hołdy i ukłony

niemowlęciu w stajni oddawane

 

Jezusowi Zbawicielowi

owocu żywota

zrodzonemu z Maryi

 

 

  

 

 

Robert Paweł Kamin

„Choinka”

 

Jesteś choinko strojna Niebem

Aura twa dumna lśni na jawie

Twym aromatem karmię siebie

W Kościoła strojnej, jasnej nawie

 

Skąd przyszłaś do mnie ubogiego

Choinko młoda z żywicami?

Próg przekroczyłaś domu mego

Oczarowałaś mnie darami

 

Wczoraj spokojnie rosłaś w lesie

Muskał cię żywo rosły jeleń

A dziś kolęda tobie niesie

Koronę złotą na twą zieleń

 

Przyszłaś ponownie w szczęścia bujna

Przyozdobiłem w srebro ciebie

Niech radość nasza lgnie potrójna

Bo z tobą jest nam tak jak w Niebie

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Choinka”

 

Nie  wiedziała, czy  będzie  ubierać  choinkę   na  święta.

Nie  wiedziała, czy  będzie  miała  święta.

 

Rozpostarła  swoją  niepewność  i  rzuciła  na  drzewko  wyobraźni.

Powiesiła  nadzieję.  Nie  zaświeciła.

 

Choinkę  słowem   malowaną,  dzierganą  brakiem  nadziei

Smutnym  wizerunkiem świata,  brakiem  wiary  na  dalej,

Dobrem  życia  i  istnieniem  piękna  ubierała.

 

Obwiesiła  girlandami  szmaragdowych  marzeń.

Z  upalnych dni  lata zrobiła  bombki,  było  ich  dużo.

 

Z  nieba  pościągała  gwiazdy, żeby  oświetlały drogę  do  dobra.

Cieszyła  ją  każda  ozdoba, więc  powiesiła  też  radość.

 

Z  zakamarków  pamięci  wyciągnęła  perły  szczęścia, 

Najdroższe  wspomnienia,  nie wysłane  listy,  pisane w  pamięci

Włożyła  do  żłobka,  by  rozeszły  się  po  świecie 

Jak  nauki  Jezusa o  miłowaniu człowieka  i  umiłowaniu  dobra.

 

Dodała  też  wspomnienia  pachnące  tęsknotą.

Czy  doczekają  drugiej  choinki ?

 

Dzwonki  radości  napełnione po  brzegi

Najdroższym skarbem  każdej  matki.

Perlistym  śmiechem  dziecka wieszała  nadzieję,

Że  obudzi  cud  miłości w zatwardziałym  sercu  zła

 

Noc  była  ciemna, Trzej  królowie  wyruszyli  po  Gwiazdę  Betlejemską.

Nie  wracali. Rozmyślała, czym  ustroić  czubek...

 

Sięgnęła  po króla kier.

Posadziła  go  na  tronie  Salomona,

Obdarowała  czerwonym  serduszkiem.

Królewski płaszcz  obszyty gronostajem

Spięła  platynowym  kluczem  do  prawdy.

Te  atuty  wiary,  miłości, sprawiedliwości,

Światła dla  prawdy,  otoczyła  aurą  mądrości

I  ubrała nimi  czubek swojego  drzewka.

 

Sypnęła  brokatem  uśmiechu  na  co dzień, by  było  go  dużo.

Cacka,  świecidełka,  ozdoby  błyskiem  oczu  maga  zapaliła.

 

Choinkę  radości, miłości i  światła powiesiła  na  niebie.

 

I  rozdzwoniły  się  dzwonki  kolędą ,,Lulajże  Jezuniu”,, Przybieżeli”,

Echo  niosło  radość dobrej  nowiny,

A  ludzie  się  uśmiechali.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

C.d. listopadowej poezji...

czwartek, 18 grudnia 2014 23:09

 

 

MELANCHOLIJNIE

i

PATRIOTYCZNIE ZARAZEM

 

 

 

 

 

       Do zakończenia listopadowych treści, które popłynęły w eter na literackim wieczorku, pozostała jeszcze jedna odsłona wierszy. A że trudno uciec od jesiennej aury, od zadumy jaką nam miesiąc listopad serwuje - co z kolei przekłada się na nastrój poety, w jakim tworzy wiersz - dlatego też w tej części utwory były o miłościwie jeszcze wtedy panującym miesiącu listopadzie, choć to już było jego ostatnie niemal tchnienie. Zatem wiersze były o tym, co w tym miesiącu się wydarza. Nietrudno więc zgadnąć, że na wieczorku dominowała melancholia i patriotyzm zarazem.

 

 

 

 

 

Na początek wiersz, który jest portretem miesiąca. A jak portret miesiąca, to oczywiście poetka, która sportretowała już rok cały. A jak scharakteryzowała ów miesiąc? Tak, jak ona tylko to potrafi…

 

 

 

Maria Rudecka

 

„Listopad”

 

 

 

Listopad ma być ponury,

 

bo z drzew opadły już liście,

 

po niebie toczą się chmury

 

w złych kolorach oczywiście.

 

 

 

Nie wiem, czy to Papa Rok tak każe,

 

czy coś tak się z dawna dzieje,

 

że dźwigać smutków bagaże

 

to zadanie Listopada.

 

 

 

Niedobrze mi z tym zadaniem,

 

bo mam czasem myśli młode,

 

więc we mnie bunt i wahanie

 

rosną, mącąc ponurą urodę.

 

 

 

I powiem szczerze, bez bicia,

 

wcale się tego nie wstydzę:

 

bunt to także objaw życia,

 

a ja martwotą się brzydzę.

 

 

 

Zresztą wszystko się toczy cyklami.

 

Czy się smucę, czy nie smucę,

 

wiem, dziś pożegnam się z Wami,

 

lecz w przyszłym roku znów wrócę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uwaga na listopad! W przyszłym roku znów wróci, jak nam zakomunikowała nasza portrecistka miesięcy, Maria Rudecka. A na miesiącach, to nasza Maria się zna.

 

Najlepiej by było, gdyby wracał wyłącznie maj… czerwiec… lipiec… i sierpień ewentualnie. I koniec! Basta! Wtedy każdy z tych miesięcy mógłby panować przez kwartał. Cały rok byłby od maja do sierpnia. Kończy się sierpień, nastaje maj i tak w kółko, non stop w krótkich spodenkach…

 

Tytuł następnego wiersza brzmi zwodniczo: „Na bałtyckiej plaży”. Słysząc taki tytuł, w wyobraźni czujemy pewnie ciepły piasek pod stopami… delikatny poszum morza… czy też intensywne słońce, które chce nas strzaskać na brąz. W czym więc tkwi ambaras…

 

 

 

Anna Żabińska

 

„Na bałtyckiej plaży”

 

 

 

Wśród zbiorowiska śmieci

 

Pojawiłam się ja, marny kryształek

 

Jeszcze drobniejszego piasku

 

Wiatr zawadiacko dmie nadymając policzki

 

 

 

W rytm histerycznego pląsu życia

 

Porywa piasek w myśl ekstatycznego przekleństwa

 

Bez odpoczynku i tak dłuższy czas…

 

Jestem tak bardzo zmęczona

 

 

 

Kto zawinił? Nikt – to los, historia

 

A ja lecę dalej z wiatrem w przestworza

 

Nakazem może przekleństwa bogów rzucona

 

Ja listopadowa mgła, jak wyrzut sumienia dnia

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przypuśćmy, że zagadnie nas znajomy, pytając:

 

-Dlaczego jesień to najbardziej niebezpieczna pora roku?

 

Pewnie będziemy kombinować, że to taki przejściowy miesiąc, więc o jakiegoś wirusa łatwo. Potem popleciemy coś o bakterii, która sprowadza na nas anginę. Właściwie, to sami nie wiemy dlaczego, ale wyłącznie jakieś takie choróbstwa przychodzą nam do głowy, jeśli chodzi o jesień.

 

A co na to nasz znajomy? Dlaczego jesień to najbardziej niebezpieczna pora roku?
-Bo można dostać z liścia!

 

Całe szczęście, że poezja z liścia nie daje, choć kolejny wiersz jest właśnie o jesieni…         

 

           

 

Kazimierz Gałkowski

 

„Z listopadowej aury”

 

 

 

Listopad jest matką liści upadłych

 

z maja zielonych kruszynek

 

radosnych, co w słońcu czuły życie

 

zmęczone posługą i wiatrem miłości

 

teraz leżą, zamieniają się

 

w niechcianą ściółkę i los bezlitosny

 

 

 

Ongiś wirowały jak my – pamiętasz?

 

uśmiechnięte młodością

 

teraz one nie bawią, nie szumią zwarcie

 

i nie cieszą się wysokością

 

 

 

Jest ich mało dotkniętych jesienią

 

w kolorze bursztynu

 

zasypiają w mglistej słocie

 

matki drzew myślą o dzieciach, o losie

 

przebudzenia… a daleko do przedwiośnia

 

 

 

Ten miesiąc jest też

 

ojcem różnych zdarzeń

 

nie tylko w złotej jesieni

 

lub kończącego się roku i wieku

 

a może chwili

 

 

 

Jest i będzie czasem życia i śmierci

 

istot rozumnych, stworzonych przez Kogoś

 

tam Wyżej – Wolą Nadprzyrodzonego

 

 

 

Jesień zaistniała dla pamięci pokoleń

 

dla uczuć światła – nie żarówki

 

dla ludzi z sercem i duszą

 

wiary i cichej zadumy życia

 

 

 

Z podarunkiem lat, co stanie się łaską

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Katechetka spytała Jasia:

 

-Kiedy Adam i Ewa byli w raju?

 

-Jesienią – powiedział Jaś.

 

-A dlaczego jesienią? – ponownie pyta katechetka.

 

-Bo wtedy dojrzewają jabłka.

 

Z dykteryjki przechodzimy zgrabnie do poezji. Tym bardziej, że do pionu stawia nas swoim wierszem Regina Adamowicz…

 

 

 

Regina Adamowicz

 

„Marszałku”

 

 

 

W koronie Biały Ptak

 

Łopoce na sztandarach

 

Uczmy się Polskę kochać tak

 

Jak kochał ją Marszałek

 

 

 

Pierwszy do boju on dał zew

 

By Narodowi wrócić godność

 

Marszałku! Słuszny był Twój gniew

 

Zwróciłeś Polsce Wolność

 

 

 

Twe bohaterstwo i Twój trud

 

Poruszył Polskę całą

 

A Nadwiślański Boski Cud

 

Okrył Cię Wielką chwałą

 

 

 

Walczyłeś o Wilno i o Lwów

 

Historia miejsca zmienia

 

Witają Cię Marszałku znów

 

Wileńskie i Lwowskie pokolenia

 

 

 

U stóp pomnika świeży kwiat

 

I mocniej serce bije

 

Marszałku – zna Cię cały świat

 

Wciąż w naszych sercach żyjesz

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

11-go listopada obchodzimy Święto Niepodległości. To święto ma dla nas ważną symbolikę. Już od 96 lat jesteśmy wolnym narodem, bowiem po 123 latach niewoli, w 1918 roku odzyskaliśmy niepodległość!

 

Po poprzednim wierszu ten utwór jeszcze bardziej utrzymuje nas w pozycji na baczność…

 

 

 

Ludmiła Raźniak

 

„Niepodległa”

 

 

 

Szarpana przez wieki

 

zakusami wroga

 

gnębiona za niezależność

 

okupiona morzem krwi i łez

 

jej najlepszych synów

 

powstała z letargu

 

gdyż nic nie zdoła

 

stłamsić honoru

 

 

 

od przewagi wroga

 

zawsze silniejszy jest gniew

 

 

 

urodzony w niepodległej

 

czy umiesz docenić

 

wolność niezawisłość

 

swobodę słowa

 

i wiernie jej strzec

 

czy wiesz co to miłość

 

i duma narodowa

 

żeś Polak spod znaku Orła

 

 

 

pamiętaj w Twoich żyłach płynie

 

biało-czerwona krew

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W tym roku warszawski Marsz Niepodległości zakończył się nie tak jak powinien. Pewna grupa uniemożliwiła, by z szacunkiem i radością oddać hołd temu świętu. Tym kreaturom – to i tak nazbyt łagodne określenie – powinno się wiersz Ludmiły Raźniak wytatuować na czołach. Wtedy jeden patrząc na drugiego, mógłby utrwalać sobie, co to miłość i duma narodowa. Być może byłaby to dla nich szansa, by – jak pisze Ludmiła  w wierszu – „stać się Polakami spod znaki Orła”!

 

Stałym bywalcom naszych wieczorków zapewne znany jest spór pomiędzy dwoma Brackimi Janami. Żaden nie chce być Jankiem, zaś obydwaj uzurpują sobie prawa, by ich mianować Janem.

 

Na październikowym naszym spotkaniu, ówczesny Janek, czyli ten od Lutobarskich, zaprezentował znacznie dłuższy wiersz od ówczesnego Jana, tego od Wiśniewskich – dzięki czemu odebrał owemu Janowi prawa do Jana. Jak było teraz? Oto wiersz zdetronizowanego Jana…

 

 

 

Janek Wiśniewski

 

„Ster w rękach okrętowego kucharza”

 

 

 

Wyrosłem już z raczkowania, za rękę prowadzić się nie dam

 

Po cóż mi drogowskazy, jakieś nakazu i zakazu znaki

 

Przecież to ja wiem chyba najlepiej

 

co dla mnie dobre i czego chcę

 

 

 

„Sam sobie sterem żeglarzem okrętem”

 

Nic ująć nic dodać! To w dziesiątkę strzał

 

I cóż że wieszcz Adam już przed laty postawę taką piętnował

 

bo lgnąć nie będzie do tego fala kto nie lgnie do fali...

 

Lecz co mi tam wieszcze

 

 

 

Jakże figlarnym los być potrafi

 

Pojąć nie mogę jak to się stało

 

że kroczącego przed siebie solo

 

tłum mnie podobnych potrafił wchłonąć

 

bez uprzedzenia wiodąc na pokład

 

 

 

I oto jestem jednym z pasażerów okrętu

 

przez swego kucharza przejętego i podążającego w nieznane

 

Z głośnika przez który dotąd kapitan

 

podawał zwięźle cel i kurs rejsu

 

dobiega głos informujący co dziś na obiad będzie podane

 

I koniec kropka! Cóż trzeba więcej

 

 

 

Tak filozof duński Soren Kirhegaard

 

zdiagnozował zainteresowań wachlarz i stan Świata

 

do którego podążamy z uporem wręcz maniakalnym

 

Pod sztandarami postępu

 

Z wolnością nieskrępowaną na piedestał

 

wyniesioną  w miejsce  uwierających

 

jakiegoś tam Absolutu wskazań

 

 

 

Okręt i kucharz Panie Kirhegaard

 

to dziś wystarcza niby-solistom

 

 

 

„Przechodniu powiedz Sparcie”- napis ten czas zatrzeć

 

Bo jak pogodzić ojców dumne Termopile

 

i synów pytanie aż do bólu trzeźwe - za ile

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Walka o miano bycia Janem trwa! Teraz wiersz tego, który w październiku Jana W. zdetronizował…

 

 

 

Jan Lutobarski

 

„Ludzki umysł”

 

 

 

Umysł prawdę chce znać tylko

 

ją poznawać i powielać

 

ale po co męczyć głowę

 

kiedy można rozweselać

 

 

 

Życie znojem umęczone

 

tak na co dzień niewesołe

 

życie które daje siłę

 

umęczonym złym nastrojem

 

 

 

Spokój tylko jest potrzebny

 

z nim pogodzić można wszystko

 

unikając ludzi gniewnych

 

osiągniemy szczęście blisko

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niniejszym stwierdzić można, iż wiersz Janka Wiśniewskiego jest znacznie dłuższy od wiersza Jana Lutobarskiego, zatem odzyskuje on prawo do Jana. Już chodzą słuchy, że aby uatrakcyjnić ów spór o miano Jana – na następnym wieczorku o zwycięstwie decydować będzie utwór krótszy. Bo ponoć wiersz jest jak sukienka: im krótszy tym lepszy…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Natomiast na poprzednim wieczorku , konferansjer Romek D. – przy zapowiedzi poniższego poety zażartował sobie, no i oberwało mu się… Powiedział: „A teraz czas na Kawę, Piotra Kawę!” A oberwało mu się, bo w kontekście miał na myśli kawę jako napój. Zaś ów poeta etymologicznie wyjaśnił, że jego nazwisko wywodzi się nie od małej czarnej, a od ptaka…

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

 

„Czy można uleczyć ojczyznę”

 

 

 

Tolerancja co „Złoty Wiek” Polski zdobiła

 

za dynastii Wazów całkowicie się zagubiła

 

brak jej doprowadził do Rzeczypospolitej upadku

 

i ostatecznie fanatyzm pozostał nam w spadku!

 

 

 

Uczmy się Polacy tolerancji z własnej historii

 

i wyciągajmy wnioski z pradawnej teorii

 

że prawdziwy Polak to nie tylko katolik przecie

 

ale każdy wolny i kochający Polskę jak wiecie!

 

 

 

To nie ten kto szuka tylko własnego zysku

 

i tego co zostanie mu we własnym pysku

 

ale ten kto o dobro Polski zabiega ustawicznie

 

i miłości i patriotyzmu nie skąpi Ojczyźnie!

 

 

 

Hasło cudne – Bóg, Honor, Ojczyzna – to znaczy

 

że patriotyzm nie tylko przez fanatyzm się tłumaczy

 

nie dewotyzmem wyznaje się Ojczyźnie miłość

 

ale wspólne dobro budują: Umiar, Tolerancja i Uczciwość!

 

 

 

Niech Bóg uchowa nasz Naród Piastowski

 

od tego co głoszą niektóre osoby z Polski

 

oni ze złych źródeł czerpią i wzmacniają fałszywą tolerancję

 

„Prawdziwy Polak to katolik!” – czy tak zbudujemy demokrację?

 

 

 

Wśród innych wyznań też są ludzie nie byle jacy

 

czyż może nie są to prawdziwi Polacy?

 

kto nie zna kalwińskich pisarzy: Łaskiego i Reja – „Ojca języka polskiego”?

 

a wśród ariańskich pisarzy: Budnego, i Frycza Modrzewskiego?

 

 

 

A ewangelicy: Józef Piłsudski i Adam Małysz nie są nam znani?

 

czy wyżej wymienieni wśród Polaków nie są cenieni i lubiani?

 

przez brak tolerancji już tyle bratniej krwi zostało przelanej

 

a przez szowinizm i nacjonalizm – na Polskę Wielką – szansy tyle przegranej!

 

 

 

W zgodzie więc teraz niech dwie katolicyzmu żyją połowy

 

i te rzymskie i te grecko-unickie głowy

 

prawosławny i protestant niech się tutaj gorzej nie czują

 

buddysta, muzułmanin czy ateista niech patriotyzmu nie marnują!

 

 

 

A jeśli zmienią postawę ci, co nieuczciwie się bogacą

 

Zachód wreszcie przestanie się „karmić” naszą pracą!

 

praca za granicą przestanie być dla nas drogą do „Raju”

 

i młodej siły nie zabraknie do rozwoju Kraju!

 

 

 

Bo tak potrzebna jest nam zwykła ludzka życzliwość

 

by żyć w Państwie którym kieruje miłość

 

i by w pokoleniach nowych wzrastali tacy

 

co z dumą krzykną: Niech żyje Polska i wszyscy Polacy!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Okazuje się, że imię, czy też nazwisko, to dla poetów ważna rzecz. Już na przykładzie Brackich poetów widać, że Jan nie chce być Jankiem, Kawa chce się wywodzić od ptaka kawki, a nie od napoju. Wobec tego nietaktem byłoby następną recytatorkę zapowiedzieć jako Ilona. Bowiem ta poetka ma na imię Helena. Zaś Ilona, jedynie po węgiersku znaczy tyle co Helena,  a po polsku Ilona, to Ilona.

 

Natomiast zapowiedź naszej Heleny po węgiersku brzmiałaby mniej więcej tak:: -Ege szeged todo buroki Madziar Ilona Szymko! Co w przetłumaczeniu na Polski (oczywiście z mocnym przymrużeniem oka!) brzmi: -Przed państwem polska poetka Helena Szymko…

 

 

 

Helena Szymko

 

„Kwiat frezji”

 

 

 

Choćbym miała malować

 

kolorami nieba

 

duszę ukoić ci chciała

 

całym kwieciem świata

 

to już nie powróci

 

miłość utracona

 

tylko najpiękniejszym

 

ze wspomnień pozostanie ona

 

 

 

najpiękniejszym dla ciebie

 

na tej naszej ziemi

 

która ci zabrała

 

co najdroższym było

 

pięknym kwiatem życia

 

co zwie się miłość

 

szczęściem utraconym

 

dla stroskanej duszy

 

słodkim jej zapachem

 

delikatnego kwiatu frezji

 

magiczną tęsknotą

 

poetyckiej finezji

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ach, ci poeci! Znany już jest nam spór o Jana, poznaliśmy etymologię nazwiska kolegi Kawy, dowiedzieliśmy się również, że nasza Hela może być Iloną, ale jedynie po węgiersku. Zaś ten poeta, nie dość że tytułuje się dwoma imionami, to jeszcze i w tytule wiersza jedno imię zamieścił…

 

           

 

Robert Paweł Kamin

 

„Do Konrada Placka”

 

 

 

Braterską nicią złączeni wiecznie

 

Ślubem przyjaźni trwali statecznie

 

Szliśmy przez życie żołnierskim krokiem

 

Mając swych myśli obok obłoki

 

 

 

Pamiętam Ciebie jako pacholę

 

Gdyś z moim życiem związał swą dolę

 

Próg przestąpiłeś domu mojego

 

Przy jasnej aurze dnia lipcowego

 

 

 

Potem zabawy przyszły dni młode

 

Kiedyśmy świata pili urodę

 

A piwo z dzbana wdzięcznie się lało

 

Wino z Andrzejem uszczęśliwiało

 

 

 

Świerszcze nam w nocy Boga chwaliły

 

Rozmowy nasze upamiętniły

 

I pośród śmiechów, gwaru i śpiewu

 

Bluszcz nas powiązał zielenią krzewu

 

 

 

Wierzę Konradzie mocjo w te prawdy

 

I je wyznaję każdemu zawżdy

 

Że co się zwiąże na Ziemi wierszem

 

Trwać będzie w Niebie najcudowniejsze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To już ostatni wiersz. Zatem i dykteryjka, którymi wieczorkowy konferansjer okraszał autorecytacje wierszy Brackich poetów – też ostatnia.

 

-Mamusiu, mam już 16 lat, czy mogę już nosić stanik?

 

-Nie zawracaj mi teraz głowy, Jasiu.

 

 

 

Krystyna Pilecka

 

„Uśmiech”

 

 

 

Pogoda ducha i cierpliwość
jak wielbłądy przeprowadzają
przez pustynię smutku...
Uśmiech trwa chwilę
zostawia wspomnienie
- ciepło czułości
opromienia radością
nigdy nie zubożeje dającego

 

Potrzebuje go każdy
najbardziej ten
co sam nie potrafi
nim obdarować...
"Kto widzi wszystko
w czarnych kolorach
temu już z rana
słońce zachodzi"...

 

 

 

 

 

Na zakończenie wieczorkowy konferansjer, Romek D. – powiedział: -„Oprócz wspaniałych wierszy dużo było dzisiaj o Jasiach, o Kawie, kawie i kawce, o Heli i Ilonie, zatem od siebie dodam jeszcze, aby w waszym życiu było wielu takich Janów, Janków i Jasiów! Aby kawy ani herbaty nigdy wam nie zbrakło. Abyście na swojej drodze, co rusz napotykali na jakąś Helenę albo Ilonę. No i jak najwięcej uśmiechu! Takiego prawdziwego na co dzień! I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi! I przychodźcie na nasze kolejne wieczorki!

 

 

 

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (25) | dodaj komentarz

Listopadowa poezja…

wtorek, 09 grudnia 2014 21:00

 

 

W AURZE

LISTOPADOWEJ ZADUMY

 

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Uśmiech”

 

iskierka szczęścia tańcząca
igrająca światłem
balsam kojący
wygładzający pasemka smutku
niczym tęcza na niebie
jaśniejąca zdziwieniem
uśmiech - grymas słodki
przysiadający na ustach
i... przywracający radość
w utrudzeniu...
jak maleńki sen
pomiędzy nocą
a dniem...

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Mądrość przebaczania”

 

Oko za oko – brzmi prawda Izraela

Zmącona półsennym słowem Zbawiciela

Który nieprzyjaciół nakazał miłować

Najszczerzej odpuszczać, urazy nie chować

 

Lecz zemsta jest słodka sofistyk podpowie

I respons złowieszczy i w czynie i w słowie

Daje ukojenie i krzywdy zaciera

Ale duszę gubi w zatracenia sferach

 

Zemsta – rzeczą świętą – samurajska prawda

Przebaczenie jako na honorze zadra

Lecz ta filozofia zgoła zgubna w skutki

Kończy mieczem wojny, sens istnienia krótki

 

„Nie znajdziesz pokoju bez sprawiedliwości

Tej – bez przebaczenia”, brzmi dekret mądrości

Bo przecież Najwyższy nam odpuszcza winy

Z racji tego, że my – bliźnim to czynimy

 

Odpuszczajmy w domu, Narodzie i w świecie!

Śpiewnie woła prośba zaklęta w wersecie

Bo choć to przerasta nasze zrozumienie

W błogim raju ma kres i święte korzenie

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„O oddalaniu”

 

Oddalałam się od Ciebie dwie – trzy ulice –

Ty mówiłeś, że to nazbyt daleko

a różniły nas od siebie dwie – trzy różnice,

sercem razem – nie za górą, za rzeką.

 

Najbardziej nas zachwycały pierwsze stokrotki,

te szczególniej, co przemogły mróz, zawieruchę.

Najbardziej nas zawsze wzruszał śmiech dziecka słodki

dobre słowo, które niesie otuchę.

 

Nie musieliśmy słów tracić na pojaśnienia,

bo nam jedno wystarczyło, czasem pół słowa,

a bywało, nawet jedno spojrzenie –

do połowy wszak przylega druga połowa.

 

Oddaliłeś się tej nocy o pół wieczności,

kiedy – zamiast wiosny sygnałów słuchać –

iść począłeś w taką dal, jeszcze w ciemności…

Kos nie śpiewa, jeszcze wcześnie. Tam cisza głucha.

 

Gdybyś umiał, mógł wykrzesać choćby krzynkę siły,

gdybyś mógł czas jakiś choćby na mnie poczekać,

to byśmy razem poszli, Ty i ja, mój miły –

razem raźniej – uwierz mi – a droga taka daleka.

 

A może to tylko dla mnie cisza tak głucha,

może tam, gdzie już jesteś, nic nie cichnie, nie znika.

może tak Twoje serce, co tak pięknie umiało słuchać,

słucha tria tenorów. Brzmi cudna muzyka.

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Dzień Święta Zmarłych”

 

Ten dzień to przy mogiłach i pomnikach

w scenerii chryzantem i pożółkłych liści

o tych, którzy kochali nas i już odeszli

w zniczy płomyki zaklęta pamięć

za tych, którzy przez nas kochani

w światła zniczy wtapiana modlitwa

dla tych, którzy o naszą wolność i spokój

walczyli i polegli w chwale

w zniczy płomyki przyobleczona wdzięczność

 

A dla nas cenne chwile wyciszenia

i zadumy nad przemijaniem

o które tak trudno w codziennym zgiełku

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Wspomnienia o bliskich”

 

Tak wiele Osób Bliskich odeszło do wieczności

na cmentarzach w pokoju spoczywają ich kości

Odwiedzamy groby i w pełni zadumy ich wspominamy

a wtedy nad swym życiem w milczeniu się pochylamy

 

Niektórych dziadków, rodziców i dzieci pożegnaliśmy

nad wieloma grobami lubianych ludzi staliśmy

Wciąż odzywają się w nas nadzieja i pragnienie

Czy kiedyś znów się spotkamy? Czy możliwe tego spełnienie?

 

Tęsknota za kochanymi ludźmi nigdy nie odchodzi

gorąca miłość w naszych sercach nigdy się nie schłodzi

Tyle wspólnych przeżyć i wspomnień się odzywa

i czasem ze łzami Boga o pomoc w ukojeniu się wzywa

 

 

 

 

 

Hela Szymko

„Ucieczka w mrok”

 

Każdy człowiek potrzebuje miłości

żyje po to, aby być kochanym

nie odczuwać pustki w obojętności

obojętność bliskich zawsze bardzo rani

pragnie ciepła i zrozumienia

słów otuchy, że jest im potrzebny

zwłaszcza, kiedy walczy z chorobą

lub z kalectwem na zawsze związany

 

los obszedł się z nim bardzo okrutnie

zawiódł ciało i serce zranił

kiedyś był pełen optymizmu

wierzył jeszcze w miłość bliźniego

wtedy czuł się jeszcze kochany

gdy zaniemogło już chore ciało

serce przestało grzać

najmniejsza iskra miłości

życie dla niego straciło wartość

nie chciał, by pochłonęło go morze litości

Boże, Ty w swej dobroci tak wielkoduszny

przebacz tym wszystkim, którzy go zawiedli

obdarz miłością, tym – którzy go kochali

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Jesień”

 

Deszczowych kropel echo zbłąkane

Ostatnie liście postrącał wiatr

I znowu jesień w swe panowanie

Objęła ten piękny świat

 

Liliowe astry więdną w wazonie

Czyjeś oczy pełne są łez

Myśli jak chmury kłębią się, płyną

Witaj smutku…

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Listopadowa zaduma”

 

W aurze zadumy trwa listopad

łzę wspomnień wyciska o bliskich

już z nimi nie pójdziemy do kina

i na spacer po alejkach w liściaste dywany

 

Dla gromady rozfikanych dzieciaków

nie zagra dziadek na akordeonie

i dźwięk harmonijki ustnej

po polach się nie rozpłynie

 

Swoją spracowaną dłonią

babcia nie pogłaszcze po głowie

nie będzie nuconej kołysanki

i na śniadanie zacierek na mleku

z ciasta urobionego w niecce drewnianej

 

Nie rozweseli ojciec

swoją ostatnią dykteryjkę już mi opowiedział

choć, kiedy przy kamiennej stoję tablicy

mam wrażenie jakby

kilka jeszcze miał ich w zanadrzu

 

I matka nie ucałuje już chleba

który niechcący spadł jej na podłogę

a po krojeniu nie oczyści deski

z ostatniego okruszka po nim

 

Jednak na nowo wskrzesza listopadowy czas

w iskrzących się zniczach pulsuje

harmonijki ustnej czar

znów czuję smak zacierek na mleku

kiedy nagrobek zraszam łzą

w uszach brzmi wesoła opowieść ojca

a na desce do krojenia okruszków brak

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Zostaną na zawsze”

 

Przestępuję bramę Nekropolii

Czuję powiew spokoju

A jesienne liście

Ścielą się szelestem

Pod stopy moje

Uroczyście

Wchodzę w historię tej Ziemi

Jestem w krainie przeszłości

Na kamiennych tablicach

Nazwiska i daty wyryte

I tak wiele miłości

W chryzantemach i zniczach…

Oni tu byli kochali

Mieli najskrytsze marzenia

Najbliższy był dla nich Koszalin

I Koszalińska Ziemia

Ich śladów pamięć ludzka

Nie zatrze

Oni byli tu z nami

I zostaną wśród nas na zawsze

 

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Jesienne słońce”

 

Dla mnie świeci najjaśniej

słońce na zachodzie

to moja najpiękniejsza

gwiazda na ziemi

oświeca swoim blaskiem

wspomnienia tych dni radości

witanych niewinnym uśmiechem dziecka,

gdy los rozsypywał perły szczęścia na drodze.

Tych pereł szczęścia, mieniących kryształami rosy,

uśmiechu zdziwienia, oczekiwania,

rydwanów szalonej radości

wartkiej jak potok.

Gdy wszystko było piękne

niepowtarzalnym pięknem zjawisk

zauroczeniem i ekstazą.

Chociaż już jesienne słońce

dla mnie najpiękniej

świeci na zachodzie.

Kładzie ciszą złotą smugę

na drobnej fali odpływu.

Jest odbiciem

cichego westchnienia tęsknoty.

Jest oczarowaniem

miłością,  kochaniem.

Jest oczekiwaniem

i spokojem zadumy

nad nieuchwytnością

chwil przemijania,

dobrem

zatrzymania tego,

co pięknem w duszy drgnie,

obudzi zachwyt.

I trwa.

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Listopadowe rozważania”

 

Listopad w historii

Polski zapisany

o tych co odeszli

każe nam pamiętać

o tych co nam wolność

na rękach przynieśli

wyzwalając ojczyznę

krusząc jej kajdany

bo przecież niewola

ponad sto lat była

żyli w niej rodacy

był to ciężki czas

pieśni pozostały

które dziś śpiewamy

nam przypominają

dni walki i chwały

„maszerują chłopcy – maszerują

Karabiny błyszczą

szary strój

a przed nimi

drzewa salutują

bo za naszą Polskę

idą w bój”

w pamięci Polaka

ta pieśń pozostanie

i patriotyzm w duszy

niech w nas wszystkich trwa

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowego wierszowania ciąg dalszy…

czwartek, 27 listopada 2014 22:56

 

 

DOWOLNOŚĆ TEMATU

w

WIECZORKOWEJ POEZJI

(część II)

 

 

 

 

            W drugiej odsłonie autorecytacji wierszy Brackich poetów, jak sam tytuł sugeruje, utwory nie były obwarowane jakąkolwiek tematyką. Były więc one różne, były przeróżne, różnorodne były, różnorakie nawet, by nie powiedzieć, że były niejednolite, czyli jakby różnolite… Te wiersze po prostu były jakie były.

            Ciekawić zapewne może, jak one wybrzmiały? Jak te wiersze pobrzmiewały, czy też rozbrzmiewały? Jak one dochodziły, dobiegały, dolatywały, dosięgały uszu licznie przybyłych? No cóż, jest taka niepisana zasada, że jeżeli dany recytator nie brzęczy, nie  szczęka, nie piszczy, nie fiuka, nie świszczy, nie syczy, czy też nie szemrze, tudzież nie skrzeczy – to całkiem możliwe, że recytacja udać się może.

            Jak zatem wybrzmiały wiersze Brackich poetów w tej drugiej części literackiej uczty? Nieskromnie możemy zapewnić, że rewelacyjnie jak zwykle! Zresztą kto był ten wie. Zaś kto nie był, temu pozostaje nasza opinia i poniższe utwory. Choć odbiór wiersza przeczytanego nijak się ma do recytowanego i to przez samego autora. Jednak i takie są opinie, że dobry wiersz sam się wybroni – bez względu na okoliczności…

 

 

 

            A szlaki Brackim poetom przecierała w tej poetyckiej części poetka, która ostatnio trudni się portretowaniem miesięcy. W części pierwszej sportretowała miesiąc wrzesień, zaś teraz kolejny…

 

Maria Rudecka

„Październik”

 

Imię me cudzoziemiec – każdy – śmiesznie powie,

ale to nie  przeszkadza mnie – Październikowi.

Nawet lubię, gdy jakiś Niemiec je sepleni -

do żadnych „ś” „ź” Germanie nieprzyzwyczajeni.

 

Podobnie albo gorzej jeszcze jest z Węgrami,

zresztą niech Państwo kiedyś posłuchają sami

jak biedny Węgier to Październik pociesznie przekręca

do nauki madziarskiej mowy nas zachęca.

 

Ja lubię swoje imię, bo oryginalne

nie to, co taki oktober – przecież to banalne,

do tego nielogiczne, wszak miesiąc dziesiąty

to dziesiąty – nie może się nazywać ósmy czy dziewiąty.

 

Październik, bo paździerze leciały aż miło

i uwalniały włókno – tak to drzewiej było.

Przy międleniu, choć praca ciężka, nucą pieśni śliczne

Polskie imię – jak widać – jest wiec historyczne.

 

 

 

 

 

            Kolejny wiersz będzie wierszem bardzo osobistym, bowiem jego autor, przedstawi w nim historię swojego rodzinnego miasta. Oto Piotr Jerzy Kawa i jego utwór zatytułowany „Kolebka polskości”…

 

Piotr Jerzy Kawa

„Kolebka polskości”

 

Nim Celtowie do Brytanii trafili,
nad rzeką Wisłą swe monety bili,
i kopce ziemne wszędzie tu sypali,
z grobowców królów słońce oglądali.

 

Przy wzgórzu Wawel zły smok całożerca,
ludzi porywał okrutny morderca,
Krak Wandal zabił go i gród zbudował,
umarł król, a lud w kopcu go pochował.

 

Znad Dniepru Biali Chorwaci przybyli,
Słowian Wandali z sobą zjednoczyli,
nazwali Kraków na cześć króla Kraka,
z Karyntii władcy – i z legend Polaka.

 

O Gnieźnie ptaki jeszcze nie śpiewały,
krakowskie bramy gości przyjmowały.
Większość Chorwatów na Bałkan ruszyło,
reszta kraj Wiślan tutaj utworzyło.

 

Cyryl z Metodym z Moraw przyjechali,
księciu na Wiślech chrzest wnet nakazali,
z Bizancjum w Słowian języku przyjmował,
A plemię Wiślan Morawom zhołdował.

 

Lecz państwo Czeskie Kraków zniewoliło,
Państwu Wislandia stać się nie zwoliło.
Dopiero Mieszko gdy Polan zjednoczył,
Wiślan wyzwolił i z Polską połączył.

 

Polskę Bolesław w królestwo przemienił,
Historię wzgórza Wawel wnet odmienił,
Kraj Wiślan przybrał nazwę Małopolski,
i z Wielkopolską sercem są dla Polski.

 

Gdy Gniezno czeski król spalił Mieszkowi,
nie pozostało nic Kazimierzowi
jak do Krakowa przenieść swą stolicę
i chwałą wieczną zdobić tę dzielnicę.

 

Stąd „złote myśli”, „złoty wiek” Polskości,
tu spoczywają królów naszych kości.
Od Kraka echa polskiej sławy trwają,
Polacy Kraków z dumą wspominają.

 

 

 

 

 

            Z dziennika kobiety:

Dzień 1. Postanowiłam przejść na dietę.

Dzień 2. Postanowiłam nie podejmować pochopnych decyzji.

            Po tym swoistym zapisie pamiętnikarskim czas na poezję…

 

Helena Szymko

„Odcienie miłości”

 

Unikajcie moi drodzy zakochania

to marzenie gdy się spełni

wzrok przysłania

każdy pragnie poznać smak miłości

lecz to dwojga serc

zamknięta jest pułapka

dla zakochanych

niewidzialna złota klatka

 

Miłość sprawia, że żyjemy w nieważkości

czerpiemy z niej namiętność i doznania

lecz gdy zabraknie jednak wzajemności

smutne skutki bywają zakochania

czerwień zwie się kolorem miłości

z biegiem lat przekształca się w szarość

albo w barwę zwykłej codzienności

 

 

 

 

 

            Ta poetka swoje refleksje skondensowała w zaledwie dwóch krótkich strofach. Jednak treści w tym utworze tyle, że i kilka wierszy można by nimi obdzielić…

           

 

Anna Żabińska

„Refleksja”

 

Mądrości - ucz mnie odróżniać prawdę od fałszu

Dobro od zła, piękno od brzydoty

Ucz wybierać własne ścieżki

Odrzucać pozory

 

Pokryj blizny pudrem, aby nie rozpaczać

Nie potykać się o problemy, umieć wybaczać

Ukaż przepastność i trzymaj mocno

By podmuch ufności i bliźnich nie strącił mnie w nicość

 

 

 

 

 

            Po tym wierszu nastąpił przerywnik taneczny. Wystąpiła gościnnie Pani Lucyna Łagodzisz. Ubrana w strój Flamandki zaprezentowała żywy rytmiczny taniec hiszpańskich Cyganów, czyli flamenco.

            Ciekawostka: Flamandczyk w języku hiszpańskim znaczy Cygan.

 

            Po krwistym flamenco kontynuowane były autorecytacje wierszy Brackich poetów. Można powiedzieć, że przedłużano trwanie tejże wieczorkowej części. Dalej ją ciągnięto, podtrzymywano jakby. A zatem wznawiano ją… ponawiano, reaktywowano, wracano do niej, czy też przywracano ją. Jednym słowem nastąpił jej ciąg dalszy…

 

            A rozpoczął ją wiersz naszego Jana – nie mylić z Jankiem! Kto na nasze wieczorki przychodzi, ten wie o jaki spór chodzi. Niewtajemniczonym wypada wyjaśnić, że ten Jan uzurpuje sobie wszelkie prawa do tejże formy tegoż imienia, przez co ten drugi Jan (Lutobarski) musi być Jankiem.

            Poniższy wiersz naszego Jana jest wyjątkowo krótki, jak na jego możliwości. Widocznie tym razem Jan kierował się zasadą, że wiersz powinien być jak sukienka: im krótsza – tym lepsza…

 

Jan Wiśniewski

„Gdzież pragnień czar”

 

Permanentnie syty

nie tęsknisz już za ucztami Olimpu

za ambrozji i nektaru smakiem

 

Epatowany zewsząd seksem

nawet zrozumieć nie potrafisz

Izoldy i Tristana, Romea i Julii

Laury i Filona rozterek i cierpień

 

Lecz czy szczęśliwszym jesteś

bez presji pragnień i cierpień

które inspirowały pokolenia

           

 

 

 

 

            Zaraz po Janie - tak dla kontrastu - wystąpił Janek. Ten, który z Janem bój o Jana toczy. Wiersz Janka był nieco dłuższy od wiersza Jana. Gdyby tą miarą ich spór rozstrzygać, to już od tamtej chwili Janek byłby Janem, a Jan – Jankiem. Bowiem nasz Janek skrobnął utwór o czterech porach roku. Opisał każdą z pór, więc tych strofek trochę mu się uzbierało…

           

Janek Lutobarski

„Cztery pory roku”

 

Wiosna, wiosna – tak czekałem

kwiatem sypie wszędzie

jednak lato owoc rodzi

potrzebny nam będzie

 

A więc lato, tylko lato

niech zostanie wiecznie

wiecznie? ale fajnie

byłoby bajecznie

 

Jesień chłodna planowana

już pędzi po ziemi

swoim chłodem nas dopadnie

będziemy zdziwieni

 

Ścianę lasu, piękną zieleń

w brąz nam pomaluje

niech maluje myślę sobie

jeżeli tak czuję

 

Ja kolory takie lubię

mnie to nie przeszkadza

a u kobiet brąz jest modny

i nawet się zgadzam

 

Jednak zima wszystko zmienia

bielą brąz pokrywa

śniegu dywan rozpościera

bo tak w zimie bywa

 

 

 

 

 

            Była anegdotka o krótkim wierszu, będzie więc i o długim.

Poeta chwali się krytykowi:
– Udało mi się stworzyć długi wiersz.
Krytyk czyta wiersz, po czym stwierdza:
– Długi to on jest, ale się nie udało.

            Za to naszej Grażynce Piekarewicz się udało! Jednak i tym razem recytację scedowała na swoją koleżankę po piórze. Oto Krysia Pilecka z cudzym wierszem, czyli Grażynkowym, pt. „Chwytam w dłonie bursztynowy czas”.

 

Aleksandra Stroczyńska

„Uwielbiam

 

Jest ktoś

kogo obrazy

słowem malowane

u w i e l b i a m

To poezja zamyślenia

nad słowem

Słowa – wiatru powiewem

tworzą leniwe obrazy

nasycone ciszą

zmysłowością

zamyśleniem

nostalgią

samotnością

Delikatne jak muśnięcie motyla

wirujące

zwiewne

Zachwycają wiotkością

miękkością

zamyśleniem nad czasem

życiem

chwili upływem

Te pełne wdzięku i ciepła

 zadumania

w objęciach muzy

UWIELBIAM

 

 

 

 

 

                        Pewien poeta w rozmowie stale mówił o sobie, o swoich odczytach i sukcesach. W pewnej chwili się zorientował i mówi:
– Ale przepraszam, ja tak ciągle o sobie. Porozmawiajmy o panu. Jak panu się podobał mój ostatni wiersz?

            To oczywiście nie był jakikolwiek przytyk do jakiegokolwiek brackiego poety, Absolutnie!

           

Robert Paweł Kamin

„Szmaragdami słów”

 

Szmaragdami słów pieśń Ci niosę miła

By naszą miłość wieczność osrebrzyła

Niechaj myśl biegnie roztańczona sławą

Niech Ziemię naszą rozhuśta niemrawą

 

Ty niesiesz wianek poezji perłowej

Przed Tobą łaska, z Tobą Aniołowie

I dobroć wokół diamentem kreślona

I radość Twoja wiecznie roztańczona

 

Ja zbroję noszę rycerstwa błędnego

I słów okruchy wiersza kochanego

Wciąż podejmuję walkę z wyobraźnią

„Ja” lirycznego zwierciadlaną jaźnią

 

Szmaragdami słów pieszczę Ciebie dzisiaj

Mgły wierszy moich proszę nie unikaj

Daj się im powieźć do alkowy naszej

Nim żar młodości łzami nie zagaszę

 

 

 

 

 

            Ostatnia dykteryjka, bowiem i wiersz ostał się ino jeden.

Rozmowa dwóch poetów:
– Podobno podczas recytacji obrzucono cię pomidorami?
– Niestety.
– Ale słyszałem, że były też oklaski?
– Tak, przy trafieniach.

            Po takiej zapowiedzi nasza ostatnia recytatorka jednak odważyła się wystąpić. Nie obawiała się w ogóle. Widocznie zauważyła już wcześniej, że żadnych pomidorów na salę nikt nie przemycił…

 

Regina Adamowicz

„Marzenia o żaglach”

 

Spokojne morze nas wita

Uśmiechem marzeń błękitnych

Na gładkiej fali przejrzystej

Gwiazdki srebrzyste rozkwitły

 

Przyjacielskie jest morze

Bez fal grzywiastych i ciche

Szerokie bezkresne bezdroże

Podziwiaj odpoczywaj oddychaj

 

Gdy tęsknota ogarnie Cię nagle

By w szerokiej popłynąć przestrzeni

W myślach białe pojawią się żagle

Lecz nadal zostajesz na ziemi

 

Niebo i morze się zmienia

Wieczorem błękit fioletem obdarza

I chociaż opadają marzenia

Brak żagli i nie ma żeglarza

 

 

 

            I tak oto dobrnięto do końca poetyckich treści w autorecytacjach wierszy Brackich poetów. Od siebie konferansjer Romek dodał, by mimo wszystko marzyć o żaglach, bo każde marzenie w końcu się spełnia.  -I oczywiście kochajcie Brackich poetów, bo oni są solą koszalińskiej ziemi! – rzucił jeszcze na odchodne.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Wieczorkowe wierszowanie…

poniedziałek, 17 listopada 2014 21:50

 

 

JAK TO JESIEŃ

POETÓW MUSNĘŁA

(część I)

 

 

 

            „Muśnięcie jesieni” to tytuł pierwszej wieczorkowej części autorecytacji wierszy brackich poetów. Zatem wiersze dotyczyły właśnie tejże, miłościwie nam panującej pory roku. Wchodzimy w fazę tzw. jesieni głębokiej, więc i te wiersze są raczej nostalgiczne, melancholijne, wręcz smutne. Chociaż i optymizm z niektórych też wypływa.

            W końcu tak wygląda coroczny porządek pór roku w naszej strefie klimatycznej. I upodobania też są różne. Jeden lubi wygrzewać się latem na rozgrzanym piasku, inny cieszy się, kiedy wokoło śnieżna biel aż po horyzont. Jeszcze innego rajcują wiosenne klimaty, a co niektórych nawet zimna i wyjątkowo mokra jesień cieszy nad wyraz.

            A co brackim poetom zagrało w duszach? Oto ich wiersze, które na wieczorku zapowiadała Krysia Pilecka…

 

 

 

Maria Rudecka

„Wrzesień”

 

Dawno zamilkły kosy.

Rozścieliły się wrzosy.

Śle sygnały jesień.

Zjawiam się ja – wrzesień.

 

Pomaluję liście.

Złotem oczywiście,

purpurą i brązem.

 

Uporam się z wiązem,

to przejdę do klonów

 

Nie lubię jesionów.

Takie monotonne:

żółcienie dozgonne,

bez urozmaiceń.

 

Barwię według życzeń.

 

Ale ten czas znika!

Coś dla października

zostawić też muszę.

Młodszy brat ma duszę,

barw paletę całą.

Sporo prac zostało.

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Muśnięcie jesieni”

 

Jesienią zapachniało

dni słońcem złocone

przyroda barwami maluje widoki

tęsknota za czymś niesie

oczy zaszły łzami

a jesienna Pani, uśmiech śle uroczy

głowę przystroiła jesiennymi kwiatami

odcieniami barwi spadające liście

 

jej rudawe włosy rozwiały wiatry

babiego lata nitki w nie wplątały

szatę ma przetkaną fioletami wrzosów

koralami jarzębin chce nas zauroczyć

płomiennym blaskiem całą promienieje

wprawiając nas w zachwyt ciepłymi barwami

tegoroczna jesień wszystkich zadziwiła

szkoda, że tak krótko pozostanie z nami

 

 

 

 

 

Ola Stroczyńska

„Wspomnienie lata”

 

Dla mnie świeci najjaśniej

słońce na zachodzie.

To moja najpiękniejsza

Gwiazda na ziemi,

Oświeca swym blaskiem

Najpiękniejsze wspomnienia

Kładzie ciszą złotą smugę

Na drobnej fali odpływu.

Jest odbiciem

Cichego westchnienia tęsknoty,

Jest oczarowaniem,

Miłością, kochaniem,

Jest oczekiwaniem

I spokojem zadumy

Nad nieuchwytnością

Chwil przemijania

Dobrem zatrzymania ego,

Co pięknem w duszy drgnie,

Obudzi zachwyt.

I trwa.

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Jesienne misterium”

 

Oto polana pośród budzącego się lasu

Jeszcze upstrzona pajęczynami

wyeksponowanymi kroplami rosy

 

Już niedługo wznoszące się Słońce

osuszy ją i rozpachni

wonią przekwitających ziół

Osuszy i rozświetli dookolny las

 

A las jest dziś rozleniwiony

Las jest syty

obficie owocujący grzybami

Syty i dumny

że może uszczęśliwiać

Uszczęśliwiać

nie tylko swoich wiernych kibiców

nie tylko sympatyków mniej gorliwych

Również dorywczych biorców

i konsumentów sezonowych darów

 

Bo las jest dziś hojny

Wręcz rozrzutny

Kimkolwiek jesteś

zaszyj się w jego głuszę

zatrzymaj na chwilę

i wsłuchaj się

Wsłuchuj się i patrz

 

Te promienie

przedzierające się przez konary

i rozświetlające poszycie

nie są już tylko spowszedniałymi  latem

zwykłymi posłańcami Słońca

Poznajesz

To już niekwestionowani trubadurzy

opiewający nadejście jesieni

 

Więc powitaj ją w ciszy

Pokłoń głęboko

Przecież po to tu przybyłeś

A kosz pełen grzybów

To tylko pretekst

do uczestnictwa w cojesiennym misterium

i upominek od lasu

Upominek  za aktywną obecność

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Jesienna melancholia”

 

Przyszłaś już! Cóż, wcale nie proszona

Przyniosłaś w zamian lata trochę darów

Nie będziemy się jednak tym tak bardzo zachwycali

Ponieważ nie każdemu miła ta rekompensata

 

Dałaś trochę kwiatów, ale nie tak wonnych

Jak za czasów lata

Pozwoliłaś się cieszyć rumieńcem i sokiem owoców

Liliowym wrzosem na leśnych ostępach

 

Nie zapomniałaś też obdarzyć nas grzybami

Wśród mchów, paproci i iglaków

A w ogródkach astry, gladiole i żółte nagietki

Owszem barwne, lekko postrzępione i liście kolorowe

 

Wabią ku sobie świat owadzi jeszcze trochę

Lecz coraz wolniej, krócej i bez entuzjazmu

No wiadomo – nie ma zbyt wiele bodźca

Cudu natury, który wszystkim kieruje

 

Z rana słońca, ciepła i wody brakuje

Wieczorem – hormonu wzrastania

Teraz będą powoli zbierane na pocieszenie

Różnorodne dary jesieni

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Muśnięcie jesieni”

 

Na zielonych drzewach owoc

w sadzie nam dojrzewa

a na drzewie mały ptaszek

tak przepięknie śpiewa

 

To jest jesień? Myślę sobie

przecież tak jak w lecie

wszystko w koło jest zielone

takie piękne przecież

 

I powinno tak pozostać

do zimy daleko

po co zmieniać nam kolory

musnąć tylko lekko

 

Brązem las pomalowany

owszem piękny będzie

ale czasu na to mamy

zieleń lepsza wszędzie

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Skrzydłami jesieni”

 

Rozbłysła złotym puchem jesień senna, mgława.

Za oknem forte wróbli brzmi wesoła wrzawa.

Nici pajęcze płyną pośród barw i blasków.

Słychać polskość w poszumie naszych, gęstych lasków.

 

Jeszcze raz dzisiaj słyszę jak co roku błogi.

Śpiew zaginionej gęsi, podniebnej niebogi.

Żurawi klucze na pól modrym nieboskłonie.

Śpiew, co pacierzem cichym w Bałtyku utonie.

 

Jeszcze woń słodka płynie złotej zórz mimozy

I piruetem się kręci pośród starej łozy.

Lecz już sen chłodny widać pośród lawy świata.

Już niedługo jedwabiem spadnie śniegu szata.

 

Zbawienny czas spoczynku ziemie świętą tuli,

Która owoc wydawszy jak dziecię matuli.

Legnie cicho w objęciach ciepłych Stworzyciela.

Nim ją wiosna ogarnie skrzydłami wesela.

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Dywagacje jesiennego miasta

 

Wiatr owiewa, wszelkie zakamarki mych ulic,
Wdziera się tam, gdzie nie dotarł w lecie,
Przystraja me ulice, kolorowymi liśćmi,
I czyni ze mnie, cudowne jesienne miasto.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

W zimie smutno zasnute, jestem mgłą i lodem,
Na wiosnę przystrajają mnie, kwitnące drzewa,
W lecie słońce, topi asfalt mych ulic, swym żarem,
Dopiero jesień, zdobi mnie, welonem kolorów.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

Kiedyż to, jak nie w jesieni, powstaje babie lato?
Cudowne zjawisko, upstrzone słonecznym blaskiem,
I choć często spacerować trzeba z parasolem,
To jednak spacery stają się bardziej romantyczne.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

Zakochane pary, wychodzą częściej na zewnątrz,
Bo nie ma już teraz, letniego gorąca,
Nie jest również jeszcze, zbyt zimno przecież,
Czyż nie jest najwspanialej, w mieście jesienią?

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

To dzięki częstemu deszczowi, i sile wiatru,
Jestem czyste i wolne, od ogromu kurzu,
Choć niektórzy ludzie, usuwają skrzętnie liście,
To ja jestem z nich dumne, jak złoto mnie ubogacają.

 

Czyż mogę być piękniejsze? Niż z jesienną aurą,
Jakaż pora roku bardziej, ubogaci moje podwoje?

 

 

 

 

 

Zdzisław Grzanowicz

„Dwa ząbki”

 

Lato przeminęło

nic atrakcyjnego nie przyniosło

 

Smętnie czas płynął

niczym nowym nie zasłynął

Choć stało się wielkie wydarzenie

Mojemu wnusiowi Dziubelkowi dwa ząbki wyrosły

jakiż to był dzień radosny i wzniosły

 

Byłem nad morzem widziałem na fali bałwany

Takiż to był ciepłego lata urok przemijany

 

I przyszła jesień niosąca smutek i nostalgię

A potem będzie biała zima puszysta

aż nadejdzie wiosna ze złotymi

strzałami promieni słonecznych

i taki jest ciąg zdarzeń odwieczny

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

„Dotyk jesieni”

 

Smagnęła mnie jesień

liściem dostałem po głowie

deszcz mi grzbiet złoił

zsiekał grad

dogonił wiatr

w głęboką wdepnąłem kałużę

 

Dopadła mnie jesień

skuliłem się w sobie

mój świat zmalał

w oczach jeszcze słońca blask

ciepły sweter wrócił do łask

brutalny rozbrat z latem

 

Zastała mnie jesień

wspomnieniom otworzyłem drzwi

z melancholią się skumałem

jakby kolejny uciekał rok

wolniejszy staje się krok

a przede mną jeszcze zima

 

Musnęła mnie jesień

poranną spijam rosę

babiego lata czuję tchnienie

paletą pięknych barw uwrażliwiony

głowę zadzieram w drzew korony

i zliczam ptasie klucze na niebie

 

 

 

PS  Kolejną blogową pozycją, jaką zaprezentujemy będzie „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D”. Jego autor został muśnięty przez jesień i taki też tytuł nadał swej prozie, czyli „Muśnięty przez jesień”. A muskany był na różne sposoby. Na jakie? O tym w następnym wpisie…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Brackiej poezji ciąg dalszy…

wtorek, 28 października 2014 21:29

 

 

Wieczorkowe autorecytacje

Brackich poetów

(część druga)

 

 

 

            Drugą poetycką część wieczorkową poprowadził Romek Dopieralski. Tak więc autorecytacji wierszy brackich poetów, podczas wieczorku literackiego pt. „Błękitne echa lata”, nastąpił ciąg dalszy.

            Tak wyglądał konferansjer Romek, kiedy się produkował na tymże wieczorku...

 

 

            A tak konferansjer Romek zagaił na samym wstępie do licznie zebranej publiki: „Jest takie powiedzenie na określenie nadmiaru czegoś, że ma się tego czegoś „powyżej nosa”, albo jeszcze dokładniej: „powyżej dziurek  w nosie”. My teraz z wierszami jesteśmy gdzieś tak w połowie, czyli mniej więcej tutaj… mniej więcej koło pępka. No i kiedy już będziemy się zbliżać w okolice narządu powonienia, to najprawdopodobniej recytacje zakończymy, byście państwo nie mieli tychże wierszy powyżej przysłowiowych dziurek w nosie. Żebyście państwo nie mieli również powyżej dziurek w nosie moich przydługich zapowiedzi, dlatego powiem krótko: Był wiersz o lipcu w części pierwszej – będzie wiersz o sierpniu w części drugiej. A sprawczynią obydwu utworów jest Maria Rudecka. Marysiu, zaprezentuj, co też o sierpniu w przysłowiowej trawie piszczy…”

          

 

 

 

Maria Rudecka

”Sierpień”

 

To polskie imię ósmego miesiąca –

ósme mi miejsce papa Rok wyznaczył –

na tle innojęzycznych imion myszką coś zatraca.

Sierpień? – kto z sierpem łączy i co dziś sierp znaczy?

 

Zboże, a nawet trawę dawno ścina kosą

nawet ten, co tradycję szanuje jak trzeba -

kosa to też zabytek, bo już z woli Nieba

kosiarki i kombajny pomoc ludziom niosą.

 

Kiedy pomyślę: miast śpiewu żniwiarek i ich chust kolorów,

brzęku sierpów i kucek stawianych (z pietyzmem) starannie

na żniwnych łanach i zewsząd słychać ryk motorów –

dawny malarz się o tym wypowie nagannie.

 

Dobrze, że chociaż księżyc szanuje tradycję

i zanim pyzą stanie się ma sierpa postać

(to nawet dość korzystnie wpływa na jego aparycję)

a to jest piękny kształt i tak już też powinno zostać.

 

Mnie Sierpniowi w ogóle bardzo żal przeszłości,

spokoju i zadumy, bicia wiejskich dzwonów,

pieśni, której cisza wieczorna przydaje lekkości

skrzypienia kół przy wozach pełnych żniwnych plonów.

 

W naręczu ziół pomieszam miętę z rozmarynem,

pod rozstajną kapliczką złożę je świątkowi

na dywan z mgieł usiądę jak na baśniową drezynę

odejdę, lecz wpierw oddam rządy memu bratu – Wrześniowi.

 

 

 

 

 

            „…Dziewczyna Szamana…” – melomani mają taką dziewczynę szamana w wykonaniu wokalistki Justyny Steczkowskiej. Zaś poetycka odmiana Dziewczyny Szamana wygląda tak….

 

 

Helena Szymko

„Dziewczyna Szamana”

 

Widywałem cię pośród gęstwiny 

leśną ścieżką do domu wracałem 

ty szukałaś magicznej rośliny

ja uśmiechem cię zawsze witałem

czarnooka dziewczyno szamana

jak leśna nimfa tajemnicza i czarująca

przyrodą , ziołami zafascynowana

od tej pory stałem się inny -

 

w moim sercu zaszła dziwna zmiana

lecz ty o nim tylko  rozmyślasz

pośród drzew przysiadasz cichutko

zbierasz zioła dla niego od rana

ja wciąż mam taką cichą nadzieję

że twoje oczy  dostrzegą co czuję -

moją miłość do ciebie, zmieszanie

pragnę teraz już tylko jednego

by zmieniły się twoje uczucia 

może moją dziewczyną zostaniesz

 

 

 

 

 

            Ponoć wiersz bez puenty to jak Achilles bez pięty… Ten wiersz ma wiele puent – pięknych puent. Ten wiersz jest po prostu piękny… On byłby nawet piękny, gdyby nie miał puenty…

 

 

Anna Żabińska „Spotkania”

 

Idąc ulicą w drodze do kościoła

Zobaczyłam dziewczynkę – była tak wesoła

Miała rumianą buzię, śmiejące się oczy

A na głowie splecione dwa złote warkocze

 

Lecz gdy tak szła w swoją drogę

Zobaczyłam, że miała tylko jedną nogę

Szła o kulach, lecz idąc rzucała spojrzenie

I z uśmiechem na ustach rzekła: „Szczęść Boże!”

 

Serce moje się wzruszyło – wybacz Boże drogi

Jeśli kiedy narzekam, choć mam zdrowe nogi…

 

Wstąpiłam do sklepiku, gdzie były słodycze

Grzeczny chłopiec wraz z matką zapytał: „Ile sobie życzę?”

Był szczęśliwy, a pokój bił od jego twarzy

Co na ziemi tak rzadko u ludzi się zdarza

 

A kiedy odchodziłam, cieszył się ogromnie

I rzekł: „Dziękuję pani, że wstąpiła pani do mnie”

Widziałam jak mu oczy ze szczęścia się śmiały

Lecz on mnie nie widział – on był ociemniały

 

O Boże! Rzekłam cicho – jak bardzo się wstydzę

Kiedy w życiu narzekam, choć sama dobrze widzę

 

W parku miejskim dzieci się bawiły

A obok nich stał chłopiec z siostrą, z wyglądu bardzo miły

Lecz gdy one biegały z uśmiechem po trawie

On nie uczestniczył w tej gwarnej zabawie

 

Spytałam go dlaczego nie bierze w niej udziału

On nic nie rzekł, zmieszał się, a wtedy poznałam

Jak on opuścił modre oczy i wodził nimi po ziemi

On tamtych nie rozumiał – on był głuchoniemy

 

I wtedy we mnie westchnienie przerwało tę ciszę

Jakże jestem szczęśliwa, że ja dobrze słyszę!

 

Za nogi, co mnie noszą w życiu do tej pory

Za oczy, które widzą wschód i zachód słońca

Za uszy, które słyszą świegot ptasząt i uwielbienia tony

Przyjmij mój Boże dzięki i bądź pochwalony

 

 

 

 

 

            „Widzę, że nasza kolejna poetka pobladła nam nieco. Proszę więc oklaskami już teraz ją pokrzepić…” – powiedział do publiczności konferansjer Romek. I gromkie oklaski faktycznie rozbrzmiały…

 

 

Ola Sroczyńska

„Ona i On”

 

W małym kąciku

na tapczaniku Ona i On 

On  z  wyglądu 

przypomina  starszego  pana

Szeroko  bezradnie  rozłożone 

pluszowe  ramiona,

smutno ponuro patrzy  w nic

Ona nieśmiało   w  niego  wtulona

patrzy  niebieskimi  oczami  przed  siebie.

Co  myśli  nie wiem.

W  bezruchu, uwięzieni  oboje

nigdy  się  nie obejmą

nie   przytulą

Tkwią  tak  w  swej  bezradności

w  dzień  i w nocy.

Nie  marzą

Czy  można  chcieć  więcej,

jak  tylko tyle  się  ma?

Czas  mijania  nic  nie  zmieni

I  trwają   TAK  razem

do dziś,

Puszysty  biały  kot

i  pluszowy  miś

Nie patrzą  na  siebie.  SĄ

 

 

 

 

 

            Konferansjer Romek puścił w eter dykteryjkę: Posłyszałem kiedyś rozmowę dwóch panów o pewnym ożywczym napoju:

-Jak wypiję kawę, to nie mogę spać.

-A ja jak śpię, to nie mogę wypić kawy!

            Zaś po dykteryjce dopowiedział: „Przed państwem poeta i jego utwór, który z pewnością nie pozwoli wam zasnąć. Ten wiersz rozbudzi nawet tych, którzy już pozasypiali…”

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Odcienie przyjaźni i miłości

 

Przyjaźń i miłość są jak kryształy przejrzyste,
Jeśli są doskonałe i ofiarowane jako czyste.
Kiedy intencja w sercu jest szczera,
Wtedy przyjaźń i miłość odcień prawdziwości nabiera.

 

Nad przyjaźnią i miłością pracować cały czas musimy,
Aby były wieczne, o ich źródło Boga prosimy.
Ujawnia się i łączy je takie przesłanie:
By były wieczne, Bóg musi dać ich przetrwanie.

 

Przyjaźń i miłość wymagają poświęcenia,
Systematycznej pracy i czasami ofiary z siebie złożenia.
Bez tego jest z nimi często jak z wiarą,
Bierność osłabia ich siłę i nie mogą przetrwać żadną miarą.

 

W przyjaźni i miłości potrzeba czułości,
Kochania drugiej osoby pomimo ułomności.
Aby przetrwać trudne chwile i zwątpienia,
Trzeba czasami ustąpić, a pychę i swoje racje wrzucić w otchłań zapomnienia.

 

Przyjaźń i miłość dojrzalsze stają się w małżeństwie,
Gdy nie nasze, lecz małżonka ważniejsze jest szczęście.
Kiedy od egoizmu do troski o kochaną osobę przechodzimy,
Wszelkie cienie w krystalicznie czyste odcienie przetworzymy.

 

 

 

 

 

            „O tym poecie powiem to, co już zapewne słyszał od wielu kobiet: „Janie, jesteś dobry w tym, co robisz!”. O tak, Janie, jesteś dobry w tworzeniu poezji. Chodź tutaj i udowodnij to swoim wierszem” – tak konferansjer Romek zapowiedział kolejnego brackiego recytatora.

 

 

Jan Wiśniewski

„Koniec ciszy nad Morskim Okiem”

(jeziorem podkoszalińskim, nie tatrzańskim)

 

Gdzieś tam wisi kalendarz, gdzieś tam straszą choroby

i czyhają lekarze by je mnożyć uczenie

A tu cisza i spokój, a tu Słońce i upał

i woda wręcz przeczysta, i lobelie w nabrzeżu

a las dookoła - stary sosnowy bór

 

Gdzieniegdzie tkwią rosiczki w torfowców dywanie

a trzciny nieśmiało powiewy chwytają

w listowia poszumy i w wody zmarszczoną toń

 

Hen w górze gromadzą się kłębiaste chmury

i błysk je rozświetla i ciszę zakłóca grom

Wnet sielanka się kończy. Cumulonimbusy

ujawniają wreszcie swą hojność bezdenną

 

W ulewy strumieniach wśród jaśnień błyskawic

i łoskotu gromów las żegnam z pokorą

I jezioro i ciszę, w której jasne są myśli

a refleksji bogactwo zaskakuje mieszczuchów

 

Poszum wichru nad borem wraz z melodią ulewy

koją nerwy zszargane  w codzienności zmaganiach

a gradowe pociski wystukują rytmicznie

leśno – wodno – burzowe przesłanie

 

Bezcenne przesłanie niewyrażalne  słowami

wymykające się z twardych reguł logiki

bliższe sferom czucia i wiary znanym wieszczom

niż preferowanym przez mędrców szkiełku i oku

 

 

 

 

 

            Ten poeta pisze wiersze wyłącznie rymowane.  Łatwiej byłoby namówić bulteriera na wegetarianizm niż zabronić mu pisania wierszy pozbawionych rymu. Jednym słowem u niego wszystkie rymy prowadzą do Rzymu…

 

 

Robert Paweł Kamin

„Sprzeciw”

 

Zgodziłem się Panie na żywot tułaczy

I wiem doskonale, co troska dziś znaczy

Przewędrowałem kraj od gór po morze

I ciężko na duszy mi było mój Boże

 

Zgodziłem się Panie na gorzką samotność

I łez zdroje, które wzbierały w stokrotność

Na noce bezsenne i senne poranki

I serc przekwitanie na łonie kochanki

 

Zgodziłem się Panie na życia miernotę

Choć ognie w mej duszy miewały ochotę

Świat złożyć pod stopy mojej ukochanej

Życiu rzucić dzielne rycerskie wezwanie

 

Zgodziłem się Panie na śmierci ramiona

Niech dzieła swojego w milczeniu dokona

Lecz niech odważnie dziś słowo me stanie

Na pozostanie w grobie nie zgadzam się Panie

 

 

 

            Wiersz „rymiarza” Roberta był ostatnim wierszem, jaki wybrzmiał na tymże wieczorku. Na zakończenie konferansjer Romek powiedział: „Mam nadzieję, że na dzisiejszym spotkaniu obcowali państwo z kulturą i sztuką. Nawet mam taką pewność! Bowiem kulturą było przyjść tutaj, a sztuką - wysiedzieć do końca”.

            To oczywiście był taki finalny żarcik konferansjera Romka. Rozbawił tym publiczność, która z uśmiechami na ustach opuszczała przyjazne progi Klubu Osiedlowego Nasz Dom w Koszalinie.

 

 

 

PS Prosimy przygotować się już na kolejne blogowe wpisy, które dotyczyć będą październikowego wieczorka pt. „Muśnięcie jesieni”. Wiersze będą równie dobre, a może nawet i lepsze…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Bracka poezja…

piątek, 17 października 2014 23:19

 

 

Wieczorkowe autorecytacje Brackich poetów…

 (część pierwsza)

 

 

Tę część literackiego wieczorku poprowadziła Krysia Pilecka. Wiersze były tematyczne, czyli związane z wieczorkowym tytułem. A tytuł wieczorku brzmiał: "Błękitne echa lata".  A Krysia wygląda tak...

 

 

 

A takie są te tematyczne wiersze...

  

 

Jan Wiśniewski

„Błękitne echa lata”

 

 

Nadwodna cisza

i las dokoła

nad głową błękit

Kajak w bezruchu

już od godziny

Rozleniwienie

Upał

 

Myśli rozpierzchłe

wtłoczyć w sensowność

Niewykonalne

w tym dniu skąpanym

w promieniach Słońca

Czas bezstresowia

Lato

 

Tak dla zachwytu

i kontemplacji

Nie dla rozważań

epokotwórczych

Błękitna cisza

w zieleni ramach

koi

 

Tę ciszę zieleń

i nieba błękit

i dobroczynność

działania wody

zakląć dziś chciałbym

aby się stały

echem

lata

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Wakacyjna podróż”

 

Upalne lato rozbudziło

Podróżowania chęci w nas

A odpoczywać bardzo miło

W ten wakacyjny błogi czas

 

Marzenia małe są i duże

Nie wypowiadasz je na głos

Na wymarzone swe podróże

Trzeba posiadać niezły trzos

 

Ale gdy kieszeń pustką świeci

O euro myślisz tylko w snach

Świat możesz zwiedzać w Internecie

Odbywać podróż choćby tak

 

Masz chęć się udać na Haiti

Albo odwiedzić „Czarny Ląd”

I wszystkie stany Ameryki

Lecz nie wyruszaj nagle stąd

 

A może wpadnie myśl wybrana

Marzenia różne przecież są

Do prezydenta Barak Obama

Wpadnij zaliczyć „Biały Dom”

 

A potem możesz znów pomarzyć

I wybrać jedną z wielu szans

Na przykład rano zwiedzić Paryż

Albo w Londynie iść na lunch

 

Gdy wzrok się zmęczy różnie bywa

Wtedy w realny wracasz świat

Czeka cię znów alternatywa

Skorzystasz pewnie z tego rad

 

Nie będziesz siedzieć pewnie w mieście

Kiedy pogodne płyną dni

„Koszałkiem” popłyń do Unieście

I nowy pomysł wpada Ci

 

Wsiadasz do czwórki lub ósemki

Wszak to rodzinny MKS

Czy spod Ratusza czy spod „Emki”

I wkrótce już u celu jest

 

A na obrzeżach Koszalina

Czeka namiastka morskich plaż

Wodna zaprasza Cię Dolina

Kiedy już suchą kieszeń masz

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Tak daleko”

 

Jesteś tak daleko od moich oczu

A obraz Twój widzę w serca przeźroczu

Stoisz okolona tęczą bławatka

Na oczach mych kładziesz różanego płatka

 

Jesteś tak daleko od mego słuchu

Ze stopą kroczącą stygniesz w bezruchu

A jednak melodię słyszę Twoich słów

Serca Twego bicie raduje mnie znów

 

Jesteś tak daleko od moich rąk

Czasem samotności osnuwa mnie krąg

Lecz wtedy mój Anioł Stróż przylatuje

I cząstkę Twej duszy ofiarowuje

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Na brzegu lata”

 

Na brzegu złotego lata

oczy co błękit nieba odbijały

patrzyły daleko…

widziały złote łany zbóż

dywany pól uprawnych

łąki zielone

dalej ciemną zieleń boru

las czarny w oddali

widziały wielkie miasta

sznury samochodów

wieże kościołów górujące

bloki barwnie malowane

okna złotem słońca mieniące

widziały…

widziały błękit wijącej rzeki

ciszę odpływu

szum morskiej fali

tylko…

jej nie widziały

 

 

 

 

 

Piotr Jerzy Kawa

„Odcienie przyjaźni i miłości

 

Przyjaźń i miłość są jak kryształy przejrzyste,
Jeśli są doskonałe i ofiarowane jako czyste.
Kiedy intencja w sercu jest szczera,
Wtedy przyjaźń i miłość odcień prawdziwości nabiera.

 

Nad przyjaźnią i miłością pracować cały czas musimy,
Aby były wieczne, o ich źródło Boga prosimy.
Ujawnia się i łączy je takie przesłanie:
By były wieczne, Bóg musi dać ich przetrwanie.

 

Przyjaźń i miłość wymagają poświęcenia,
Systematycznej pracy i czasami ofiary z siebie złożenia.
Bez tego jest z nimi często jak z wiarą,
Bierność osłabia ich siłę i nie mogą przetrwać żadną miarą.

 

W przyjaźni i miłości potrzeba czułości,
Kochania drugiej osoby pomimo ułomności.
Aby przetrwać trudne chwile i zwątpienia,
Trzeba czasami ustąpić, a pychę i swoje racje wrzucić w otchłań zapomnienia.

 

Przyjaźń i miłość dojrzalsze stają się w małżeństwie,
Gdy nie nasze, lecz małżonka ważniejsze jest szczęście.
Kiedy od egoizmu do troski o kochaną osobę przechodzimy,
Wszelkie cienie w krystalicznie czyste odcienie przetworzymy.

 

 

 

 

 

Helena Szymko - Krzyczkowska

„Lato”

 

Lato - jak dobrze cieszyć się tobą

wychodząc ci naprzeciw

ty jesteś, najpiękniejszą roku ozdobą

najcudowniejszym z dwunastu miesięcy

przystrajasz się w przeróżne barwy przyrody

wonnością kwiatów i roślin upajasz

witalności dodając ciału

 

najczulsze struny serca nastrajasz

tak miło delektować się słońcem i wodą

pod parasol skryć , przed ciepłym deszczem

tańcząc w kroplach diamentowego deszczu

i w blasku bursztynowego słońca

radować się chwilami które nam pozostały

z naręczem  chabrów i maków,  polną drogą wędrować

chłonąć cały ten urok, letniego upalnego  miesiąca

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Misterium błękitnego lata”

 

Serdecznego gościa

przywitałem w krótkich spodenkach

z szerokich uśmiechem

podniesionym czołem

rozjaśnione miałem oblicze

nawet utrwalona na czole zmarszczka

wygładziła się znacznie

 

Wydelikaciłem się cały

wyluzowałem napięte mięśnie

pełniejszą odetchnąłem piersią

ciało nabrało sprężystości

lekkość poczułem pod stopami

jakbym ze skorupy wylazł jakiejś

 

Dostrzegać zacząłem więcej

bardziej chciało mi się patrzeć

wyławiałem coraz to nowe tony

namacywałem nieodgadnione wcześniej kształty

choć subtelnie smakowałem te zmiany

za przepychem nozdrza wprost nie nadążały

 

Całymi nachapywałem się garściami

umiaru żadnego nie uznawałem

pazernie wczepiony w serdecznego gościa

powoli uścisk zwolnić jednak musiałem

a zagrabione wcześniej zasoby

znowuż dadzą mi przetrwać rok cały

 

 

 

 

 

Anna Żabińska

„Kalendarz nie kłamie”

 

Jakiego jesteś rodzaju? Cóż ono?

Faktycznie ono minęło

Ciągle jeszcze zieleń i kolory

Ptactwa paplanina, zmienne pogody

 

Kalendarz nie kłamie!

Właśnie mamy wrzesień

Wspomnień uroczych

Ile dusza zniesie…

 

Bo cudowne słońca promienie

Fal wodnych aerozolowe dotknięcia

I te ciche, czasem głośniejsze szumiące

Odgłosy naszego polskiego Bałtyku

 

Tak, to częściowo minęło

Już astry jesienne sycą barwą i ażurem

Czyjeś oczy są zasmucone, bo po lecie

Że tak przecież prędko…

 

Minęły letnie, baśniowe dni

A witano cię lato serdecznym uśmiechem

Nadzieją na wspanialszy czas

Teraz żegnamy z myślą, że wrócisz

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Wspomnienia z wakacji”

 

Obudzony realiami dnia

odczytuję balsam

złożony na moim ciele

z wakacyjnych podróży

Jestem zakłopotany sobą

dlaczego w prozie życia

wszystko jest inne…

Rzeczowe krótkie rozmowy

Gesty zmuszające do refleksji

Umysł znowu pozbawiony miraży

przytomny być musi

A tak było cudownie

Namalowane obrazki życia codziennego

tknęły spokojem

Świtem kolorowym

zaczynał się dzień relaksu

i trwał do nocy żartem pobudzony

Zieleń traw z kolorami kwiatów

otaczała camping

który wieczorem

zmieniał się w grilowisko

Rozmowy trwały do nocy

i nikt snu nie wypatrywał

Tak kończył się każdy dzień

Tak skończył się wakacji sen

 

 

 

 

 

Maria Rudecka

„Lipiec” (portret miesiąca)

 

To ja – Lipiec. Tak Lipiec. Takie moje miano.

Od kwitnienia lip kiedyś imię mi  nadano.

i takie tylko chcę nosić, bo mi pachnie miodem

i brzęczy mi pszczołami. Rozbrat wziąłem z chłodem.

 

Dotąd tak zawsze było, lecz te ludzkie racje,

wynalazki, odkrycia, ludzkie machinacje

sprawiły, że nie daje gwarancji ja letniej pogody

pięknej, słonecznej, ciepłej, a miast polskiej naszej wody

co jej tyle nasz Bałtyku, wszak wiecie, posiada –

nad Adriatyckie Morze Polaków gromada

jedzie to samochodem, to znów leci samolotem,

płaci, wcale niemało płaci, a co będzie potem?

 

Nie wiem i nie chcę wiedzieć – wolę przeszłość,

przeszłość moją cudowną – trudno ją zapomnieć.

Czuję więc, jak mi pachnie to lipowe kwiecie –

(tak miłych aromatów niewiele na świecie).

 

Widzę, jak mały chłopczyk, nie czując najlżejszego chłodu,

siedzi na przyzbie i wysysa złoty plaster miodu,

jak utrudzeni żeńcy przy źródle przystają

i słoneczne pragnienie tu zaspokajają.

 

P.S. Cóż tu sprostowanie dam pomyłki mo. Nie wiem to już która?

W tym roku dobrze było ciepło. Hip! hip? hip? i Hurra!

 

 

 

PS W następnym wpisie przyjdzie kolej na nieco prozy. Jak co miesiąc, tak  i tym razem, Romek D. zaprezentuje swój Bracki felieton. A w felietonie będzie o naszym narodowym malkontenctwie i o... Oczywiście zbyt wiele zdradzać się nie powinno. Zatem do następnego wpisu...

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowej poezji nigdy dość…

czwartek, 28 sierpnia 2014 21:58

 

 

WIERSZE BRACKICH

w

DRUGIEJ ODSŁONIE

(część II)

 

 

 

 

 

            Oto obiecana druga porcja wierszy, których autorecytacje Brackich poetów miały miejsce na ostatnim wieczorku literackim. A było to w czerwcu… Wydawać by się mogło, że to tak niedawno, jakby wczoraj… A tu niebawem, jakby już jutro, zbliża się milowymi krokami nowy wieczorek – wrześniowy…

            Ale o tym będzie jeszcze czas pogaworzyć. Bo póki co, musi się ten wieczorek najpierw choćby zacząć! Zaś teraz to, co już było, czyli wieczorkowe wiersze z czerwca wzięte. I tak jak w poprzedniej części, są one okraszone rymowanką o autorze danego utworu…

 

 

 

 

            Zatem wypada zrymować teraz dla Brackiej poetki, której imię brzmi Aleksandra. Na potrzeby rymu, to piękne imię zostało zdrobnione. I taki oto rymowany wyszedł twór odnośnie Oli: „Olo! moja Olo! / po twoich strofach / uszy mnie nie bolą”.

 

Aleksandra Stroczyńska

„Wyrocznia”

           

Na oceanie wszechświata – Ziemia,

Samotny okręt miotany falami dziejów.

Lina okrętowa wolniutko

Zmieniła się w pajęczynę

Babiego lata.

Mgła oddalenia

Coraz gęściejsza.

Mgła zaporowa złej woli,     

Świat od świata odetnie powoli,

A dobro czasu zapomnienia

Kołderką ciszy otuli

Starego świata istnienie.

Nie zostanie nawet

Kurzu drobina.

Czas wszystko pozamiata

I pokolenia pokryje

Rosą niepamięci,

Którą wysuszą słońca promienie.

Nastanie NOWE,

Bo już się pcha.

To Apokalipsy tchnienie,

Dziejów świata

OSTATNIE przeznaczenie.

 

 

 

 

            Kolejna rymowanka dla autora recytowanej poezji. „Czy nie ma weny, czy jest wena / i tak wiersz stworzy nasza Irena”.

 

Irena Wiercińska

„Schody poezji”

 

Poezja jest kroplą życia

która zatapia w sobie

miłość

chroniąca przed samotnością

i słowo

przybliżające szczęście

w dokonywaniu wyboru

drogi wymarzonych  celów

 

Poezja

jest pamięcią istnienia

uwiecznienia wartości

minionego czasu

i dążeń

do lepszego jutra

z pozytywnym myśleniem

o wspólnym trwaniu

 

Poezja jest tęsknotą

za doskonałością

wspinania się wysoko

ponad poziomy

które niedostępne

dla wszystkich

są jak wysokie schody

po których wena

nie każdemu pozwala się wspinać

 

Poezja jest blaskiem

poetycznych wzlotów

w światłach słowy

radością powodzenia

w książkowych wydaniach

a czasami żalem

bo wkradła się niedoskonałość

rymowania

 

Schody poezji

nie są łaskawe

bo w różnorodności gubią

doskonałość

siebie oceniamy wysoko

innych

często obdarzamy pogardą

a gdyby uznać

że każde słowo

każda myśl

ma wartość ogromną

bo wrażliwość odbiorcy

jest różna

 

 

 

 

            A teraz poeta, spod pióra którego wywodzą się wyłącznie rymowane wiersze. I to takie wiersze, że ho ho! Bowiem ten poeta dwóch imion swoje rymy doprowadza do perfekcji.

            Zanim przejdziemy do perfekcyjnych rymów Roberta Pawła, najpierw rymy o Robercie Pawle: „Czy wiersz przytrafi się Pawłowi / czy też Robertowi / i tak zawsze rymem go przyozdobi”.

 

Robert Paweł Kamin

„Odleciałeś z mych snów”

                       

Odleciałaś z mych snów skrzydlata

Już Cię nie ma wśród zdrojów marzeń

I zapomnienia motyl lata

Nie wiem czy Bóg znów Cię ukaże

 

Odleciałaś z mych snów niebiańskich

Już nie muska mnie szczęście Nieba

I nie pachnie kwiat polan rajskich

Już nie schowam się w cieniu drzewa

 

Odleciałaś z mych snów proroczych

Już nie dźwięczy mi głos słowika

I nie zrywa mnie duch ochoczy

Już nie rzeźwi mnie zdrój strumyka

 

Odleciałaś z mych snów srebrzystych

Odszedł Anioł nasz gdzieś w nieznane

I widnokrąg przed nami mglisty

Sny przyszłości wciąż niezbadane

 

 

  

          

            Już tak jest, że jakiś wiersz literacką biesiadę rozpoczyna i musi też być taki, który ją zakańcza. I tym właśnie poetyckim epilogiem jest ów wiersz Reginy A.

            Zaś rymowanym epilogiem jest rymowanka dla owej Reginy: „Każdy wiersz jak cudowna malina / kiedy recytuje go nasza Regina”.

             

Regina Adamowicz

„Nie pytaj mnie”

 

Nie pytaj mnie o drogę

Nie pytaj mnie dziecino

Idź własną swą ścieżyną

Wiem, że spoglądasz z trwogą

 

Na niewydeptaną ścieżkę

Nie przeszło tędy wielu

Będzie ci trudno dojść do celu

Wiem, że Ci nieraz będzie ciężko

 

Lecz naprzód wciąż podążaj dzielnie

Licząc na własne tylko ręce

Radości będziesz mieć najwięcej

Gdy cel osiągniesz samodzielnie

 

Przed tobą jeszcze całe życie

A taki piękny jest poranek

Każdy dzień pełen niespodzianek

I gwiazd przewodnich na błękicie

 

 

 

 

 

PS  I to już na pewno definitywny koniec literackich treści, jakie przedstawione zostały na czerwcowym wieczorku literackim. A kiedy nadarzy się kolejna okazja ku temu, by znowuż mieć powieczorkowy materiał, by na naszym blogu móc go zaprezentować? Już niedługo… Ósmego września o godz.16 – warsztaty. Pokłosiem tychże warsztatów są właśnie nasze wieczorki. Zaś dwudziestego drugiego września o godz. 17 – wieczorek literacki otwierający kolejny sezon naszej Brackiej działalności. O szczegółach jeszcze powiadomimy.

Zaglądajcie zatem na naszego bloga, co by w działalności naszej być zorientowanym!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowej poezji ciąg dalszy…

poniedziałek, 11 sierpnia 2014 22:34

 

 

 

BRACKIE WIERSZE

w

DRUGIEJ ODSŁONIE

(część I)

 

 

            W drugiej części autorecytacji wierszy Brackich poetów, podczas czerwcowej biesiady literackiej zatytułowanej „Preludium lata”, nie obowiązywały żadne ramy tematyczne. Wiersze zahaczały jednak o miłościwie nam panującą porę roku, czyli lato.

            Tak bowiem bywa, że poeta tworzy przeważnie o tym, co mu w duszy gra. Zapewne zimą poeta w swoich wierszach więcej miejsca poświęca śnieżnej bieli, tudzież pięknych haftom, które mróz wymalowuje na oknach. A latem w wiersze poety wkrada się jakby więcej słońca i rozgrzany piasek naszych nadmorskich plaż też w tych wierszach bywa opiewany.

            Tę wieczorkową część poprowadził Romek Dopieralski, okraszając ją nieco krótkimi rymowankami o autorecytatorach…

 

 

 

 

            Latem jakbyśmy hormonu szczęścia mieli w sobie więcej. A jak szczęścia więcej to i człowiek pogodniejszy. A jak człowiek pogodniejszy – to częściej uśmiech gości na jego twarzy. I właśnie, w tę konwencję wiersz Ani Żabińskiej pt. „Uśmiechaj się Janku!” wpasowuje się idealnie.

            A skoro Ania napisała wiersz o Janku, to wieczorkowy konferansjer Romek D. napisał rymowankę o Ani: “„Anka, nasza Anka / stworzyła piękny wiersz dla Janka. // Być może taki czas jeszcze nastanie / że i napisze coś o Romanie”.

 

Anna Żabińska

„Uśmiechaj się Janku!”

 

Uśmiechnaj się Janku rano i wieczorem

a nawet przez cały dzień

do ptasząt na drzewach, do życia i słońca

i do nas uśmiechnij się!

 

Uśmiechem okrasz twarz swoją

w słoneczny i szary dzień

śmiej się do ludzi zmęczonych i do niepogody

a czasem, gdy ciężko Ci…

 

Uśmiechaj się, gdy wszyscy się śmieją

a i także, gdy serce Twe drży

uśmiechaj się co dzień z radością, nadzieją

do nowych, do lepszych dni

 

Bo uśmiech Janku najkrótszą jest drogą

do szczęścia, do ludzkich serc

świat się piękniejszy otworzy przed Tobą

gdy tylko uśmiechniesz się

 

 

 

 

            A’propos Janków, to jest takie przysłowie: “Rośnie Jan jak cielątko, będzie wołek z niego”. Pośród wieczorkowej publiki żadnego Janka nie było, więc cały wołkowy splendor  spłynął na Brackiego Janka Wiśniewskiego, bowiem inny Bracki Janek (Lutobarski) z powodu choroby nie mógł wziąć udziału w  tejże literackiej uczcie.

            Czas na rymowankę o kolejnej Brackiej poetce: “Świątek, piątek, czy niedziela / wiersze tworzy nasza Hela”.

 

Helena Szymko

„W kolorach lata”

 

Kiedy powrócisz do mnie z daleka

będę Cię witać w kolorach lata

wystarczy twój uśmiech i czułe słowa

ja o nic więcej nie będę już pytać

wszystko radością będzie śpiewało

kiedy powrócisz do mnie z daleka

tu wszystko na ciebie od dawna czekało

te same łąki, kwitnące drzewa

 

Kwiaty, co nocą tak pięknie pachniały

i naszą miłość wciąż podsycały

ta ziemia, która cię ukochała

zapamiętała ciebie na zawsze

muzyka z wiatrem się unosiła

zawsze naszym natchnieniem była

 

 

 

 

            A oto rymowanka o Krysi P., która z wrodzonym wdziękiem i ze swoim kobiecym powabem poprowadziła pierwszą wieczorkową część autorecytacji wierszy Brackich poetów: “Wiadomo nie od dzisiaj / że piękne wiersze tworzy Krysia”.

 

Krystyna Pilecka

„Noc Świętojańska”

 

Odeszłaś... wyjechałem...
Idąc zgubiłaś kwiat róży
(tak pięknie kwitły w czerwcu)
płatkami wyścieliły ścieżynę
pod moim oknem...
Wracając z podróży
zbierałem płatek po płatku
całowałem roślinę niczym
twoje usta -
spijałem rosę jak twoje łzy
przy pożegnaniu...
A tak się wydawało jakbyś
ze mną była
nie dbałem o godzinę i...
zastał mnie poranka świt
słońca pierwszy promień jasny
Witałem go jak najcenniejszy skarb
choć trwało to tylko chwilę
krótką chwilę...
...Gdzie ty - gdzie ja...
I... to już nie my...

 

 

 

 

            Następny utwór będzie autorstwa tegoż delikwenta, którego imię w wierszu już na dzisiejszym wieczorku opiewano. Oto wiersz Wiśniewskiego Janka pt. „Uwspółcześniona Świtezianka”. No proszę, nawet w zapowiedziach rym sam ciśnie się na usta…

            Zatem z rymowanką dla Janka też kłopotów być nie powinno: “Weną do wiersza Jana - „Świtezianka uwspółcześniona” / była zapewne jego własna żona”.

 

Jan Wiśniewski

„Świtezianka uwspółcześniona”

(echa ballady Adama Mickiewicza)

 

Jakiż to piękny chłopiec i młody,

jakaż to obok dziewica...

Ciemną uliczką, po trotuarze

idą przy blasku Księżyca.

 

W każdą noc, prawie o jednej porze,

gdzieś pod latarnią drży ona

i niecierpliwie, licząc złotówki,

czeka na strzelca, Filona.

 

Strzelec przychodzi – młody, czy stary,

nie patrzy na to dziewica.

Ważne, że forsę ma i chce kochać

w nikłej poświacie Księżyca.

 

Gdy urzeczony strzelec przystaje,

spostrzegłszy anielskie lice,

ważne pytanie zaraz zadaje:

„Gdzie dom twój? Czy są rodzice?”

 

„Chateczka moja stąd niedaleko...”

- szepcze, a lico jej płonie -

„Czego się wahasz? Dłużej nie zwlekaj!

Za mną, ach za mną, Filonie!”

 

Są już w mieszkanku... „Dość już tej ciszy!”-

- mówi doń Filon już śmiało.

„Dawaj kielichy, no i zagrychę,

ja mam tu flachę gorzały.”

 

Miłość w nich wzbiera, burzy się, pieni,

więc odstawiają w kąt trunki;

w szalonych splotach wprost zatraceni,

nie skąpią już pocałunków.

 

Ona mu daje swe ciało młode,

a on jej płaci za wianek...

Kto jest kochankiem ?- nie wie dziewczyna,

kto ona ? – nie wie kochanek.

 

Lecz młodość minie, zwiotczeją wdzięki,

( czas szybko płynie), a ona

będzie daremnie – już nie tak piękna –

- czekać na swego Filona.

 

 

 

PS  Aby prezentacji całej drugiej odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów stała się zadość, do zaprezentowania będą jeszcze wiersze Ani S., Ireny W., Roberta K., Grażyny P., Emilii S. i Reginy A. Oprócz wierszy będą również owe rymowanki Romka D.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowa proza…

niedziela, 20 lipca 2014 23:28

 

 

POEZJA

BRACKICH TWÓRCÓW

z...

POŚLIZGIEM

 

(część pierwsza)

 

 

 

 

 

            To dopiero pierwszy wpis w lipcu! Skąd taka długa absencja w naszych internetowych treściach? Ot, proza życia. Ten czas tak szybko leci, zwłaszcza latem, a w szczególności w lipcu. Być może rozleniwiły nas panujące upały? I to potężne upały! Takie od dawna u nas nie notowane. W pierwszej dekadzie lipca byliśmy nawet najcieplejszym krajem w Europie. Jedynie na Sycylii mieli podobne ciepełko. Zaś w Chorwacji padały deszcze, a w północnych Włoszech często grzmiało. Natomiast w naszym Mielnie bywało ponad 30 stopni w cieniu i obecnie też jest podobnie.

            Jeszcze jeden powód mógł spowodować naszą niepiśmienność. To futbolowe Mistrzostwa Świata, gdzie sławetna Brazylia potrafiła przegrać z Niemcami 1:7, a z Holandią 0:3! Pomimo takich sensacji, jest to jednak marne tłumaczenie, bowiem nie każdy jest futbolowym fanem i woli słowo pisane od wpatrywania się w dwudziestu dwóch dorosłych facetów uganiających się po boisku za jedną piłką.

            Skoro tak, wypada nam raz jeszcze przeprosić i zachęcić do poezji, którą zamieszczamy poniżej. Ową poezję niezwykłej urody Braccy poeci zaprezentowali na czerwcowym wieczorku literackim. Oto ona…

 

 

 

 

Helena Szymko

„Preludium lata”

 

Lato odzwierciedla najpiękniejsze barwy tęczy po deszczu

łąki pachnące ziołami i polnymi kwiatami

drzewa okryte szatą młodych liści

i te barwne motyle, unoszące się nad łąkami

jak spadające płatki różnobarwnych kwiatów

słońce już od samego poranka

głaszcze ziemię żarem swych promieni

spływające z nieba, złocistą smugą się mienią

lato, wszystkie uroki przed nami odsłania

między koronami drzew ptaki świergotem umilają nam pobyt

 

lato pieści nasze ciała ciepłym powiewem wiatru od morza

niosąc odgłosy spienionych morskich fal

i górskich potoków spływających szczelinami skał

wybrzmiewa biciem zakochanych serc

gdzie pośród wdzięków natury rozkwita miłość

 

lato to cudowna rytmiczna muzyka

która unosi się ponad nami

współgrająca z przyrodą zagłusza pustkę naszego serca

wybrzmiewając jego rytmem

bo rytm ludzkiego serca to oznaka życia

i melodia ludzkiego istnienia

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„W gęstwinie cudów”

 

Już słowik zaśpiewał w leśnej gęstwinie

I głos jego dźwięczny słodko dziś płynie

A z traw się wyłania kąkol nadobny

Którego strzeże bąk-brzuchacz dorodny

 

Za oknem bławatki, lilie i maki

I cudnych wonności puch wieloraki

Tak wiosna łagodnie zmienia się w lato

Raduje nam oczy świata Kreator

 

Te wonie, barwy i błękitne śpiewy

Mórz falowanie i wietrzne powiewy

Cudu są pełne jak Augustyn mawiał

Lecz przyzwyczajenie cudu odmawia

 

A kto patrzy na Ziemię niebiańsko

Ten dojrzy w stworzeniu wnet rękę Pańską

I serce wypełni treść dziękczynienia

Wdzięcznym Ci Panie za chwile olśnienia

 

 

 

 

Anna Żabczyńska

„Noc czerwcowa-księżycowa”

 

Noc księżycowa perłami rosi

Mgła lazurowa z wód się podnosi

Srebrzą się pola, śpią chaty w dole

Gwiazdy migocą z księżycem się złocą

 

Tam brzoza biała włosy rozwiała

Gdzieś olchy błotne rosną wilgotne

W wodach głębokich ryby pływają

Na nieboskłonie gwiazdy mrugają

 

Noc wonna cicha, wiatr w liściach wzdycha

Tam bębnią bąki w zielone łąki

Z dala na pustym jarze

Pastuch za bydłem gra na fujarze

 

Księżyc pyzaty zadumany słucha

Smętnej melodii starego pastucha

I znów kolejna noc kusząca kwiatem paproci

Łudzi, czaruje i znowu zwodzi licem wspomnienia

 

Darem, co jest bez trwogi

A księżyc nadyma poliki jak banie

Chowając się za chmury nieba

Odpływa śmiejąc się zuchwale

 

Noc pełna czarów powoli umyka

Wyczuwalna tylko dla duszy romantyka

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Otworzyć się”

 

chciałbym inaczej

 

każda doba świętością

z godziny spijać soki

sekundom uciec nie pozwolić

 

życie kochać

 

sens istnienia łapać w locie

w szarości szukając barw

by tęczę mieć na co dzień

 

ludzi kochać

 

bez podziałów i odrazy

w uściskach widzieć moc

nawet pośród ułomności

 

a samemu

 

nie wzbraniać się

pancerze z siebie pozrzucać

otworzyć się

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Pewnego dnia”

 

Pewnego dnia gdy ranek

Oczarowany kwieciem bzu

Gdy wiatr zakończył dawne boje

Uciszył serce rozedrgane

Nadszarpnięte niedoborem snu

Niesforne myśli moje

 

Pofrunęły jak obłok biały

Pośród błękitnych dróg

Przystanął anioł uskrzydlony

Przemówił do mnie dobry Bóg

A ja ze wzrokiem opuszczonym

 

Upadłam przed Nim na kolana

A na modlitwę brakło słów

Rozprzestrzeniała się muzyka

Była otwarta Nieba Brama

Anioł niebieski stanął znów

 

I usłyszałam głos słowika

Był to malutki szary ptak

I najskromniejszy śpiewak świata

Do głębi duszy głos przenikał

A to był chyba Nieba znak

 

Na powitanie… lata

 

 

 

 

Emilia Szybista

„Ballada o niezapominajce”

 

Pewien waleczny rycerz, na imię Karol mu było

Wyszedł nocą na spacer ze swą lubą dziewczyną

Księżyc – srebrna latarnia – przyświecał zakochanym

Dama szeptała czule – rycerzu mój kochany

Ptaszki wdzięcznie nuciły serenady miłosne

A wokół kwiecie wonne, jak to bywa na wiosnę

 

Najpiękniejsze z nich kwitły, tam gdzie bagno zdradliwe

Och Karolu, jęknęła nasza dzieweczka miła

Jeśli nie chcesz mej zguby, swą miłość chcesz okazać

Zerwij bukiecik kwiatków, a będę cię kochała

Prośba twoje rozkazem, wszak był rycerski wielce

Miłości dam ci dowód, z kwiatami oddam serce

 

Jak stał w pełnym rynsztunku, tak wkroczył w kwiecia mrowie

Zrywał białe kwiatuszki, błękitne i różowe

Panienka zachwycona, bukiet musi być piękny

Wołała, jeszcze, jeszcze, rycerzu jesteś wielki

Wejdź dalej kilka kroków tam kwitnie ich najwięcej

Krok zrobił dzielny rycerz by prośbę lubej spełnić

 

Dziarsko jeden krok zrobił i aż dreszcz mnie przenika

W bagno zaczął zapadać ten nasz rycerski rycerz

Jeszcze ostatkiem siły na brzeg kwiatuszki cisnął

I takie oto słowa do damy swej wykrzyknął:

Nie zapominaj…Ka…rola dziewczyno ukochana i bul bul

Krąg na wodzie… rycerza ani śladu

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Pociągnięte kreską słońca”

 

 

Pociągnięte kreską słońca

wcześniej jedynie ledwo przeczuwalne

i uśpione tego co wokół składniki

stają się nagle czytelne

i coraz bardziej realne

 

Dopiero dzięki pociągnięciu

słońca wschodzącego kreską

wtopione dotąd w mrok nocy

ożywają i stają się bliskie

 

Blaski dnia początkowo nieśmiałe

już po chwili zaczynają królować

Myśli znów jaśnieć, chęci działań wzrastać

zaczynają również

dzięki oddzieleniu świtu od mroku

kreską słońca

 

Pociągnięta kreską słońca granica

u budzących się rodzi wdzięczność

i jako drogowskaz promienny

z zarania dnia - bywa niezastąpioną

 

A ileż spraw obiektywnie nietrudnych

nie zostaje nigdy rozwikłanych

bo nie doznały błogosławieństwa

aktu pociągnięcia kreską słońca

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Jesteś”

Jesteś... wędrujesz ze słońcem lata...
(zawsze lubiłaś czerwiec)
przychodzisz w ciepłym dotyku wspomnień

Cienie nasze padają na tarczę czasu
malują pamięć z dobroci jakby wczorajszej
która mieni się w blasku słońca
i drży światłem gwiazd...

Kwiaty czerwca nektarem miodnieją
księżyc lśni pełni blaskiem
"dobrze że jesteś"...a jesteś chwilą
co daje uśmiech lata - szczęście ulotne
tańczące w serduszkach zielonych liści...

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„Wszędzie pachniało”

 

Wszędzie pachniało. Moje myśli duszę muskały, labiryntem tajemnie przenikały

 

Palcami rozczesywałam włosy. Zapatrzone w lazurową przestrzeń

liczyłam sznury białych nitek.

Wolno po niebie płynęły, niczym oceanu okręty, od czasu do czasu

spiralne łuki zataczały.

 

W otoczeniu szumiących dębów rozłożyste paprocie cienia użyczały.

Popołudnia promienie grzały, szeroką wstęgą się rozlewały.

Zanurzone w słońcu były jak żagwie płonące.

 

Miedziane obrzeża woń żywicy roztaczały.

 

Wchodziłam w ten świat. Zachłysnęłam się nim. Był pełen powabu i piękna.

O zmierzchu, o świcie, w dzień i w nocy był oazą wytchnienia, tęsknoty, nadziei.

 

Wciąż słyszę jego śpiew. Świat niezwykły. Jedyny. Szczęśliwy. Przy nim ulatywał

gdzieś wysoko, daleko, lęk, niepokój, żal.

 

Wokół zachwycające bajeczne kolory. Marzenia, pragnienia Wszechświat ogarniały.

Przepełnione spokojem w zielonym dywanie traw zasypiały.

 

W oddali leśna symfonia drozdami rozbrzmiewała i ta gra świateł między szuwarami.

 

Na mojej dłoni na chwilę motyl przysiadł. Spojrzał, zatańczył, tęczowe skrzydła rozpostarł.

Chciałam mu pod nogi wszystkie gwiazdy rzucić. Nie zdążyłam. Nie czekał.

Radosny w przestworza odleciał.

 

Spoglądałam w niebo. Zachwycały jego purpury. W pierwszych promieniach lata

w pierwszym Słońca zenicie rozkwitał najpiękniejszy cud natury Życie.

 

 

 

PS Następnym naszym blogowym materiałem, który swoją premierę miał na ostatnim przed wakacjami wieczorku literackim będzie proza, czyli Bracki felieton Romka D. A w nim dywagacje na temat, co jest takim preludium lata? Jak zwykle będzie to felieton napisany z humorem. Bo co jak co, ale Brackie felietony Romka D. figlarne są i już!

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiersze z biesiadnej imprezy...

niedziela, 08 czerwca 2014 22:34

 

 

WIOSENNE NASTROJE

w

POEZJĘ ODZIANE

(część I)

 

 

 

 

Są to utwory z biesiadnej imprezy Brackich twórców, której tytuł brzmiał „Wiosenne nastroje”. Pierwszą wieczorkową część poprowadziła Krysia Pilecka. Było po prostu wiosennie i nastrojowo…

 

 

 

Jan  Wiśniewski

„Kwiat nie zerwany”

 

Promienny uśmiech

jak motyl zwiewny

wonny i świeży jak róża

upajająco owiewa wiosną

 

Oczy nienasycone mózg dręczą

Jak schwytać motyla

różę zerwać

i do ust przycisnąć

by nie prysnął czar

 

Egoizm wyciąga dłoń zachłanną

rozsądek cofa ją tchórzliwie

 

W niezdecydowaniu

uśmiech odpływa z zasięgu ręki

Żal

 

Żal neutralizowany

przypływem poczucia ulgi

u miłośnika wiosennej przyrody

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„Wiosna w rozkwicie”

 

Wiosennym powrotem, raduje natura -
pierwszych kwiatów rozkwitem
świergotem ptaków, błękitem nieba
leciutki powiew wiatru
wiosenne nastroje rozwiewa
tak miło poczuć na twarzy
ciepły dotyk słońca

chłonąć oddechem wiosenną aurę
wsłuchiwać się w śpiew ptaków
na pobliskich drzewach
serce do przyrody pełne miłości
wokół rozkwitające krzewy
zieleniące się młodymi liśćmi drzewa
cały ten ogrom -
otaczającej nas zewsząd - witalności

 

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

„Wiosenny wiatr”

 

Wiosenny wiatr gość krótkiego czasu poranka

Wiosenne nastroje opowiadał muzyką

 

Łagodnymi akordami szeleścił po trawach

Wpadał między drzewa, obejmował korony

Ciepłym chuchem otulał pąki

Chylił tuje, zielonym, szumem zdobił akordy

Giął brzózki do ziemi, by pląsały witkami

Świerkom zielonym kłaniać się kazał

 

To szalał, to bawił się deszczem

Zanikał, przybierał na sile

Silnymi akordami porywał

Był muzyką chwili

 

Grzmiał i dudnił po dachach

Falami ulewy rozpryskiwał kałuże

Nie zrywał dachów, nie łamał drzew

On na nich grał

Grał deszczem, szumem drzew bezlistnych

Wirował walcem, tańczył strugami deszczu

 

Cichł nagle, zamierał

Okładał lica ciepłym powiewem wiosny

I znów się zrywał by zawodzić podmuchem

Dźwięki mieszały się, tworząc orkiestrę

 

Wirtuoz, mistrz zmiennych nastrojów

Był dyrygentem, orkiestrą i tancerzem

Grał Szopenem, Mozartem i Strausem

Był muzyką krótkiego czasu poranka

 

Maestro wiosennych nastrojów

Zabrał ciemne chmury

I posuwistym krokiem poloneza

Oddalił się, by dalej czarować

Wiatrowa muzyka umilkła

A słońce ciszą zagościło na resztę dnia

 

 

 

 

 

Lech Kamiński
„Ty na zawsze”

Popatrz w moje oczy
co widzisz
jest w nich wiosna
i kwiatów łąka
ptaki plotą swoje gniazda

To wszystko znajdziesz w mych oczach
a głęboko - na dnie
moje serce

Tam jesteś Ty - na zawsze

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Pejzaż wiosennej zieleni”

 

W pejzaż wiosennej zieleni

ostrza palm…

Dzień zadziwiony radością

i kwieciem – „Hosanna”…

„Błogosławiony, który idzie

w Imię Pańskie”…

Nie razi nawet szary chłód

W zadumaniu połączeni

jak ciągnący się niegdyś

przed wiekami tłum… idziemy

Hosanna… niesie się ulicami

miasta… Hosanna…

A w sercach – na osiołku

Król…

w wiosennej zieleni – ostrza palm…

zbiera się spojrzeń las

podniosły nastrój niezliczony tłum…

Młodnieją usta uśmiechem

Hosanna, w radosny czas…

 

 

 

 

 

Roman Dopieralski

Zachłanny na wiosnę

 

Gdybym był wiosną

w słońce bym się zamienił

od rana do wieczora

korzystał z tej ogromnej energii

wszystko bym dogrzał

każdą chmurę przegonił

cień wszelki zlikwidował

nawet noc w dzień bym zamienił

na co komu te dziwne podziały

nie byłoby lata, zimy ani jesieni

 

Tylko co na to drzewa i trawy

bez kropli wody

i bez nadziei na spoczynek nocny

a ten spotniały przechodzień

gdyby nie było cienia

gdzie on by się schronił

 

Nie byłoby jesiennej zadumy

i bogatej gamy żółtych odcieni

bębniących o parapet kropel deszczu

ani kałuż

i błotnistej plamy na dywanie

 

A te letnie poranki

kiedy na pajęczynie osiada mgła

i ta rosa spijana łapczywie

nie byłoby o brzasku

słońca na horyzoncie

i jego zachodów, kiedy na plaży

w piasku skąpane stopy

 

A ze śniegu budowle

i ślady łyżew na jeziornej tafli

już by nie było

zamalowanych mrozem okien

w piękne hafty

i radosnych pokrzykiwań dzieci

na sankach zjeżdżających

ze wzniesień pokrytych bielą

 

Jednak nie chcę być wiosną

i w słońce się zamienić

nie chcę jego ogromem energii

dokonywać spustoszeń

ani na rzecz dnia bez końca

pozbywać się nocy

 

Chcę, by obowiązywały pory roku

i te wszystkie podziały

a nabrzmiałe pąki

wyłącznie wiosną

eksplodowały na drzewach

 

 

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Wiosenne sita”

 

Gdy zieleń traw wybuchnie świeża

I głowę swą w kwiatach położę

Radosny czas życie odmierza

Znów jestem tak szczęśliwy Boże

 

Wiosenne mgły mnie budzą rano

I słowik tak radośnie śpiewa

Wiązkę mych słów dziś nieskalaną

Rzucam na wiatr – niech je rozwiewa

 

Liście mych drzew proszą o wyjście

Z kokonów zim szaro-brązowych

By w końcu kwiat zwiastował przyjście

I pszczeli miód zapachniał nowy

 

Tak cudnie znów wiosnę jest witać

W zieleni i błękicie młodym

Niech słowa przez wiosenne sita

Dodadzą jej wdzięcznie urody

 

 

 

 

 

Jan Lutobarski

„Kolorowe ptaki”

 

Widziałem ptaki

kolorowe jak kwiaty

śpiewem swym

radość przynosiły

 

przyleciały z krajów

gdzie żyły bo musiały

doczekać polskiej wiosny

 

tu czują się lepiej

tu się narodziły

ich gniazda

na nie czekały

 

flora i fauna

radością ich wita

dlatego tak

pięknie śpiewały

 

zieleń łąk i lasów

do serc radość wnosi

nowe życie dać światu

obowiązkiem ich jest

 

i spełniają to chętnie

tak co roku być musi

wiedzą o tym dobrze

robią faunie gest

 

 

 

PS  Kolejną pozycją na tymże blogu będzie proza z biesiadnej imprezy – „Nie tylko wierszem, czyli felieton Romka D.”

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowej poezji ciąg dalszy…

niedziela, 13 kwietnia 2014 19:53

 

 

WIERSZE z KIELICHA

 

 

 

 

            W drugiej części wieczorka literackiego poezja nadal wylewała się z kielicha przebiśniegu. Choć nie było łatwo na nowo wstrzelić się z wierszami po potężnej dawce muzyki w wykonaniu zespołu śpiewaczego „Stokrotek Nowobramskich” i po harmonijce ustnej pana Mikołaja Kobusa. A o czym były wiersze? Już takim niemal sztandarowym tematem na marzec jest oczywiście… wiosna!

            Jeszcze do niedawna, kuląc się z zimna, zacieraliśmy ręce mówiąc: „Aby do wiosny!” No i proszę – jest wiosna! Ale zima też jest konieczna, ona wprost być musi! Bowiem, jak mówi przysłowie, „wiosna by tak nie smakowała, gdyby przedtem zimy nie było”. Tak więc kochajmy wszystkie pory roku, ale teraz najbardziej wiosnę!

 

 

 

I właśnie wiersze pasują do wiosny jak ulał! Wiosna to taka pora roku, kiedy przyroda budzi się do życia. Może i z poetami jest podobnie? Owszem, poeci tworzą wiersze przez cały rok, ale wiosną zapewne uaktywniają się jakby bardziej. A zatem sprawdźmy, jak na ową wiosnę uaktywniła się autorka tegoż wiersza…

 

Helena Szymko

„Życie pisze scenariusz”

 

Życie pisze scenariusz

nieważne jakie miałeś plany

czasem wystarczy złe zdarzenie

i twój los już pogrzebany

dlatego, ciesz się każdą małą chwilą

dopóki nie nadejdzie życia kres

korzystaj z siły uczuć

poznawaj smak miłości

niech cię zawsze przepełnia

ogrom ludzkich wrażliwości

 

spójrz, jak pięknie lśni światło jutrzenki

jak odbija się na niebie jej blask

każda przeżyta w życiu chwila

jest zawsze na wagę złota

a wszystko co prawe i ludzkie

jest bliskie doskonałości

staraj się żyć pełnią życia

uczciwie spędzaj czas

tak, żeby nie skrzywdzić nikogo

jakby to był twój ostatni raz

 

 

 

 

 

Przysłowia są mądrością narodów, zatem zaserwować można takowe: „Wiosna – będzie kura jaja niosła”. Zaś w dobie zbliżających się Świąt Wielkanocnych jest to nawet nie błaha sprawa, kiedy ze święconką w wiklinowym koszyczku podążać będziemy do kościoła. Bo jak kura nie da, to skąd weźmiemy materiał na te wszystkie pisanki, kraszanki, wydmuszki?

Ale to za tydzień, a teraz będzie o tradycji pewnego marcowego święta, które w dawnych czasach obchodzono dość burzliwie. Już raczej nie powróci moda na te zakładowe prezenty typu rajstopy i goździki. Natomiast dla kobiet powinno się być dobrym i pamiętać o nich przez cały rok, a nie tylko 8-go marca. Jednak, co by tradycji stało się zadość, oto poniższy wiersz…

 

Jan Lutobarski

„Historia Dnia Kobiet”

 

Święto kobiet

drodzy moi

do refleksji

mnie zmusiło

kilkadziesiąt lat

nas cieszy

jednak nigdy

z taką siłą

ósmy marca

nie był czczony

jak był

w latach Petrelu

gdy na rękach

wszystkie panie

czuły się

jak na weselu

strumieniami trunki lane

w każdej firmie

przestrzegane

bo pan prezes

czy dyrektor

miał socjale

na te sprawy

najpierw kwiaty

potem trunki

dzień zakończyły

zabawy

dziś to święto

skromne jest

jeden kwiatek

no i cześć

 

 

 

 

 

Od jakiegoś już czasu i panowie mają swój dzień – Dzień Mężczyzny przypadający 10-ego marca. Można by pomyśleć, że po Dniu Kobiet panowie mają zaledwie jeden dzień na wytrzeźwienie i 10-go mogą znowuż świętować! W tym przypadku, czyli na tą okoliczność, wiersz jednak nie powstał.

Zapewne znane jest powszechnie przysłowie, że „jedna jaskółka wiosny nie czyni”. Jest jeszcze i takie: „Nie jeden dzień ciepły czyni wiosnę po zimie”. Bądźmy więc ostrożni i nie pozbywajmy się zbyt pochopnie tegoż cieplejszego odzienia. Zaś na dni chłodniejsze niechaj posłuży choćby tytuł kolejnego wiersza…

 

Krystyna Pilecka

„Ciepły dotyk”

 

Gdy kogoś ogrzejesz

dotykiem dłoni

radosny uśmiech pojawia się

na twarzy

Strumień uczuć czuły – żarem

popłynie i rozpali iskrę

co ledwie się żarzy

 

Jak ogrzewasz dotykiem

ciepłej dłoni

promień szczęścia rozjaśni

czyjeś oczy

błogim ciepłem wypełni

chłodem zranioną jaźń

a… złotym promieniem – otoczy

 

Kiedy ogrzejesz dotykiem i słowem

rozkołyszą się nutki w głębi uśpione

I wzbijają się w niebo najpiękniejszą melodią

w przyjaznym geście łącząc

splecione, bliskie dłonie…

 

 

 

 

 

Jest takie przysłowie mówiące o fizjologii pewnego owada, że jak ten owad to coś, to wtedy trawka coś tam i wiosna też… Czy wypada zacytować owo przysłowie w całości? Choć z drugiej strony skoro to przysłowie figuruje w „Nowej księdze przysłów polskich”, którą opracował zespół redakcyjny pod kierunkiem Juliana Krzyżanowskiego, to niby dlaczego by nie można było zacytować go teraz i tutaj!?

A niech tam! Oto ono w pełnej krasie: „Srają muchy, będzie wiosna, będzie szybko trawa rosła”.

Wydawać się może, jak tu teraz przejść do poezji po tymże wątku fizjologicznym pewnego owada. Jednak my to czynimy, bo czyż przysłowia nie są mądrością narodów…

 

Jan Wiśniewski

„Poezja czy proza”

 

Odrealnioną

eteryczną

w snach wieszczów byłaś

 

Bezgłośnym bóstwem

stopniowo

przez bramy podażu i popytu

wiedzionym 

w już nie tak wzniosłe syte owocowanie

w kontemplację produktów obowiązku

i nadrzędnych celów

też byłaś

Przez wieki byłaś

 

Dziś

ramy etatu strażniczki ogniska

odrzucasz w toń historii

Wyzwolona

zdobywcza

granice kompetencji woli poddając

ostatnie tabu wydajesz prozą

 

Ja

brawo bijąc tendencji

u tej Jedynej

pragnę odnaleźć głębię  uczuć

i oczekuję

choć odrobiny poezji

 

 

 

 

 

„Na wiosnę ceber deszczu – łyżka błota ; na jesień łyżka deszczu – ceber błota”. Przysłowie bez rymu, ale jakie mądre – jak to przysłowie! Choć są to często pobożne życzenia, bowiem aura płata nam figle i jest tak, że na wiosnę mamy łyżkę deszczu – ceber błota ; a jesienią ceber deszczu – łyżkę błota albo odwrotnie… Zaraz, zaraz… jak odwrotnie to będzie jak w oryginale, czyli łyżka błota na wiosnę. Zaś lepiej by raczej było, gdyby na wiosnę tego błota był przynajmniej ceber…

Chyba doszło do delikatnego zagmatwania. Zatem od cebra przechodzimy do poezji…

 

Lech Kamiński

„Zapraszam - na łąkę”

 

Gdy brudne śniegi spłyną rzeką

trawy odetchną pełną piersią

wchłaniać będą słońce

łąki rozzłocą się mleczem

- kolorem pożyczonym od słońca

 

Będziemy się tulić w zapachu łąk

oczy pieścić jej kolorami

patrzeć jak gonią się motyle

trzmiele grają basem im do tańca

 

Nareszcie zrzucimy ciężkie ubrania

bo wiosną - cieszy nas ciepłem słońce

 

 

 

 

 

Konsekwentnie brniemy w przysłowia. Teraz będzie takie optymistyczne: „Z wiosną nadzieje rosną”. Bo przyznać trzeba, że wiosna ma to w sobie, że nasze akumulatory jakby wydajniejsze się robią. Wiosną mamy więcej w sobie werwy, a nasze samopoczucie – jak w przysłowiu - rośnie! Ten widok bocianów powracających do swoich gniazd, ta przyroda z nabrzmiałymi pąkami, które właśnie wiosną zaczynają eksplodować…

My zaś eksplodujemy kolejnym wierszem…

 

Adam Opatowiecki

„Moje małe przyjemności”

 

Gumy do żucia nigdy nie żuję

Po narkotyki także nie sięgam

Nawet kawa mi nie smakuje

Ani wódeczka – przysięgam

 

Radość znajduję w herbaty łyku

W tym mocnym z liści naparze

Który się rodzi w starym imbryku

A jeszcze lepiej, gdy w samowarze

 

No i z tytoniu mam przyjemności

Których zastąpić niczym nie pragnę!

Ten dymny spokój, dymne radości

Wysoką mają w mym życiu rangę!

 

Dym z papierosa niebiesko szary

Z gorącej herbaty parą się miesza

Dymno – parowe ulotne czary

Są dzisiaj tym, co mnie pociesza

 

Lecz do tej herbaty i tego dymka

Czegoś mi braknie czasem niestety

Cichej rozmowy przy lampce winka

Oraz kochanej czułej kobiety

 

 

 

 

 

Ponoć „w wiośnie to każdy odrośnie”. Natomiast „wiosna mówi: urodzę, lato mówi: jeśli nie przeszkodzę”. My zaś cytujemy jeszcze jedną przysłowiową mądrość: „wiosna panna, lato matka, jesień wdowa, zima macocha”.

A po tej dawce przysłów – wiersz się należy…

 

Irena Michałowska

„Przyjaciele”

 

Mija się z prawdą przysłowie

Że pies z kotem – to wrogowie

W leśniczówce faktów wiele

Że to bliscy przyjaciele

 

Wielki wyżeł – kotek mały

Ciągle biorą się za bary

Nie ma końca tej swawoli

Od tej wrzawy głowa boli

 

Przepychanki i zaloty

Ileż w tym wdzięku, prostoty

W wielkiej paszczy główka mała

Nic, a nic nie ucierpiała

 

I ogonek jeszcze cały

Łapki też nie ucierpiały

Wszak wilcze zęby Barego

Nie robią kotkom nic złego

 

Morał z tego oto taki

Że to kocio-psiowe draki

Nie wynikają ze złości

Lecz szczerej zwierzęcej miłości

 

 

 

 

 

Dobrze, że to już ostatni wieczorkowy wiersz, bo przysłowia nam się kończą. Ale na koniec mamy jeszcze jedno porządne przysłowie: „Wiosna piękno kwiotkami, a jesiyń snopkami”. A jak do tego przysłowia dodać jeszcze tytuł wiersza, brzmiący: „Miłość do wiosny” to z czystym sumieniem można powiedzieć, że kwintesencję wiosny na tymże marcowym wieczorku literackim chyba raczej udało nam się osiągnąć - zarówno w wierszach jak i w przysłowiach.

I niechaj ten ostatni utwór będzie taką przysłowiową kropką nad „i” do tejże kwintesencji - jakże prześlicznej urody - pory roku jaką jest wiosna…

 

Kazimierz Gałkowski

„Miłość do wiosny”

 

Święto miłości

bez powiewu i wzruszeń

cichcem mimo woli minęło

w ciepłej dekadzie lutego

bezwietrznie bezpowrotnie

 

Ogrzane spojrzeniem pamięci

do wrót wiosny

zapukało uśmiechem

z przyjaźni uczuć

mrugnęło przyjaźnią

 

Radość – eureka

znalazłem

w wiośnie życia – czyżby teraz

naszej cudownej miłości

do przyrody świata

do człowieka globu

do granic bez granic

których nikt nigdy

nie odkrył

nie określił

i na razie

nie doświadczył

 

poza Jedynym Synem

 

 

 

            I to już był koniec poetyckich treści podczas naszej biesiady, ale nie koniec przysłów. Bowiem „wieczorkowa papla” – jak mówią Czesi o konferansjerze – skierował się do publiczności tymi oto słowami. –„I tak na zakończenie, o was droga publiczności, powiem krótko: Gość w dom, Bóg w dom! O tym miejscu - tu wieczorkowa papla wskazała na ściany Klubu Osiedlowego Nasz Dom - powiem tyle: Jak gospodarz gościnny, to i ściany się rozszerzają! I proszę jak tu przestrzennie… I już naprawdę ostatnie przysłowie: Za dobrym gospodarzem dobra gospodyni!

            Po tej garści przysłów wieczorkowa papla wskazała ręką na piękną blondynkę, swoją wspólniczkę w prowadzeniu literackiej biesiady, która poprowadziła jej część pierwszą. –„Krysiu – powiedział Romek Dopieralski - ty też pewnie masz coś jeszcze do zakomunikowania tak wspaniałej publiczności”.

            A Krysia Pilecka przejęła mikrofon od „papli” Romka i w eter poszły te oto słowa: -„A kolejny nasz wieczorek, zatytułowany „Wiosenne nastroje”, odbędzie się dwudziestego ósmego kwietnia, czyli tradycyjnie już w czwarty poniedziałek miesiąca.

 

 

PS  Zaś jutro, czyli czternastego kwietnia (drugi poniedziałek miesiąca) o godzinie szesnastej, odbędą się w naszej siedzibie (Klub Osiedlowy Nasz Dom) warsztaty literackie. Pokłosiem owych warsztatów jest późniejszy wieczorek literacki. Startujemy o godzinie szesnastej i tak gdzieś przez około trzy godziny będziemy pracować sumiennie nad koncepcją nowej biesiady literackiej. A przyznać trzeba, że pracujemy w pocie czoła, bowiem szanujemy naszą wieczorkową publiczność i zależy nam na tym, by czas u nas spędzony nie był czasem straconym!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Marcowa poezja z marcowej imprezy…

czwartek, 03 kwietnia 2014 22:28

 

 

WIERSZE z KIELICHA

PRZEBIŚNIEGU

 

 

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Poezja z kielicha przebiśniegu”

 

W małym kielichu przebiśniegu

budzi się Wiosna...

Słońca ciepłym promieniem

zieloność rozsiewa dokoła,

skrzydła ptasie prostuje

by wyfrunąć marzeniem

o radości i tańcu motyli

pośród kwiatów.

 

Przeciąga się leniwie- bo

ciasno jej, wietrznie-

 czasem chłód przenika,

drżąca, wiotka wiosenka,

tak pół na pół wesoła,

delikatna muzyka

z kielicha przebiśniegu

a jak poezja – cicha...

 

Musi dojrzeć- by zachwycić,

pieśnią obudzić uśpioną jeszcze

radość, miłość i w ogrodzie drzewa

niech zapłoną zielenią i kwieciem...

A ptak radośnie słodko zakwili, zaśpiewa-

beztrosko, miłośnie,

o wiośnie...

 

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Poezja z kielicha przebiśniegu”

 

Z osłony szat swych się wyłoń,

jak z piany Afrodyta

i mnie przygarnij zapraszająco.

Dla mnie niczym przebiśnieg

znów wiosną rozkwitnij...

W promieniach Słońca

i w blasku Księżyca

sobą zachwycaj.

 

Przebiśniegu kielich

niech w puchar przemieni

się z nieśmiałej wiosennej śnieżyczki.

Stanę się wnet motylem,

trutniem, czy innym trzmielem,

a ty mi z uroków życia

dozwól w całej pełni korzystać.

Spraw, by rozkoszy fala

wzniosła mnie hen do raju...

I ambrozją mnie nakarm,

napój nektarem.

 

I chęci daj mi dość, bym wytrwale

powtarzał niczym jakąś litanię,

moje mało pobożne prośbo-żądania:

- kielichu przebiśniegu znów ożyw mnie,

- kielichu przebiśniegu rozpal mnie,

- kielichu przebiśniegu nasyć mnie

w sposób nieomal atawistyczny

i jak najbardziej niepoetyczny.

 

 

 

 

 

Adam Opatowiecki

„Wiersz, który nie powstanie”

 

Wiersz, którego nie napiszę

to wspomnienie tych uniesień

które trwały całkiem długo

wiosnę, lato oraz jesień

 

Nagich ciał szaleństwo

w których umarł wszelki schemat

O tych właśnie nie napiszę

bo to przecież tabu temat

 

 

 

 

 

Ola Stroczyńska

„W kielichu przebiśniegu”

 

W kielichu przebiśniegu niespodziewanie

Zamieszkało licho na przezimowanie.

Uwięzione w zamkniętym kielichu

W kółko dreptało po cichu.

Przebiśnieg zielonym wystrzelił liściem,

Pokiwał główką i licho wyleciało .

Stojąc tak na jednej nodze

Cichutko pomyślał sobie.

Jak już mrozów nie będzie,

Nie będzie śniegu białego, bałwanka,

To wtedy na pewno zakwitnie sasanka,

A zawilec brat rozchyli swój biały kwiat.

Fiołki niebieskim,

Przylaszczki błękitem,

I mlecze ciepłym kolorem ubarwią trawy...

Słoneczko wyjrzało i rzekło: Nie ma sprawy

Zapraszam wiosnę, niech sieje kwiaty,

Zdobi ogrody zdobi rabaty,

Do licha oczko puściło

I za chmurką się ukryło

Teraz już wiecie, że w tym kielichu

Wcale nie siedziało jakieś licho.

W tym pięknym, białym delikatnym kwiecień

Drzemało marzenie o wiośnie i lecie.

 

 

 

 

 

Helena Szymko

„W kielichu przebiśniegu”

 

W kielichu przebiśniegu rozgościła się wiosna

wypełniła serca wiosennym natchnieniem

wybudzona ziemia ze snu zimowego

pierwsze kwiaty wydaje ze swojego łona

słońce ogrzewa ją Chojnie promieniami

pierwsze liście jawią się na drzewach

cała przyroda budzi się do życia

ciepły powiew wiatru muska twarze ludzi

z utęsknieniem czekamy na pełny jej rozkwit

dość już srogiej zimy oraz śniegu bieli

 

Wiosna nas raduje pierwszymi kwiatami

fioletem krokusów wonnymi żonkilami

jej pełny rozkwit rozgrzewa wszystkie serca

gdy sypie wokół pięknymi barwami

pokryła ziemię soczystą traw zielenią

bociany powrót swój znaczą klekotem

pierwsze tulipany zakwitły czerwienią pod płotem

ptaki wiją nowe gniazda na drzewach

wiatr nuci wokół wiosenną melodię

wody popłynęły bystrym rzek strumieniem

białe przebiśniegi upiększają ziemię

i jak tu nie kochać tak pięknej pory roku

kiedy to właśnie ona najpiękniejszą szatą

pokryła szarą po zimie ziemię

 

 

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Księżyc przyjacielem”

 

Chciałem piwo wypić z kufla

ale z pianką myśl mi uszła

więc toast pierwszy

wniosłem nieśmiało

z kielichem przebiśniegu

drugi już nie podniosłem

bo maluśki kieliszek był zbuntowany

coś gadał do ziemi odwrócony

 

Obok sąsiad krokus kłaniał się nisko

by wiosnę już ukontentować

ja odwrotnie

byłem zasmucony – anomalii

nie miałem z kim wiwatować

 

Bo w ciepłym skromnym duecie

przebiśniegu bez śniegu

trudno ukrytą wenę wywołać

gdyż w moim pokoju

tym razem sofa nie

miała nastroju – ja również

 

W chwilę później rozpaliła się

świeca i księżyc wiosny

rozjaśnił mi okno – ten rzekomy

zdrajca zakochanych teraz

uśmiechał się i mrugał beztrosko

srebrzystą gębą tak po przyjacielsku

do poezji zapomnianej

 

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Rozszumiał się las”

 

Na drzewach pąki

budzi się świat

wśród łąki

budzą się motyle

 

pierwszy kwiat

rozwinął się przy drodze

liliowy krokus

wynurzył się z traw

bociek na jednej nodze

szuka w mokradłach żab

 

pszczoły wyleciały z uli

białe przebiśniegi

jak w koronkowej koszuli

prześwitują zielenią

budzi się wiosna

budzi się życie

 

słońce weszło na orbitę

złoci promieniami świat

i budzi się uśmiech

i wiosna jest w nas

na Chełmskiej Górze

rozszumiał się las

 

 

 

PS  A w następnym wpisie – wieczorkowy felieton Romka D.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja (ciąg dalszy)…

niedziela, 16 marca 2014 22:58

 

 

„KARNAWAŁ, MIŁOŚĆ i …”

(poezji część IV)

 

 

 

 

 

            W tej już ostatniej części literackiej uczty wiersze są o tematyce dowolnej. Tytuł wieczorka brzmiał „Karnawał, miłość i…” O tym wielokropku po spójniku „i” było już wspomniane w Brackim felietonie. Zatem można by rzec, że skoro o karnawale już było, o miłości też  - pora więc wypełnić wierszami ów „wielokropek”.

            I tak też na wieczorku Braccy poeci czynili w swoich autorecytacjach. Oto ich kwintesencja…

 

 

 

 

 

A wypełniać „wielokropek” zaczęła Helena Szymko, ale cudzym tekstem. Bowiem autorka poniższego wiersza, Irena W., scedowała recytację na koleżankę po piórze…

 

Irena Wiercińska

„Aby życie miało sens”

 

trzeba mieć marzenia

o miłości i szczęściu

trzeba mieć marzenia

o sławie i męstwie

jak o kwiatach i słońcu

jak o każdym dniu i każdej nocy

 

trzeba mieć marzenia

o pracy i znoju

trzeba mieć marzenia

wierząc że w cierpieniu i w zdrowiu

pokonać można

przeciwności losu

 

trzeba mieć marzenia

aby życie człowieka

nie było pustym dzbanem

który łatwo pęka

przy pierwszym upadku

a sklejony zostaje beż dźwięku

 

trzeba mieć marzenia

w dążeniach do szczytnego celu

trzeba mieć marzenia

aby życie miało sens

i było spełnieniem przeznaczenia

od początku do końca

 

spełnieniem człowieczeństwa

zasługującego na miano

homo sapiens

który podejmuje wyzwania

dla dobra ludzkości

i postępu świata

 

 

 

 

 

Maja ze Świdnicy urodziła się 6-go sierpnia 2006 roku z wrodzoną wadą genetyczną. Jest to "delecja długiego ramienia chromosomu 2". To drugi przypadek tej choroby w Polsce. „Wszystko, czego nie ma, a może być, rozwinie się w przyszłości” – takie słowa usłyszała jej mama od lekarza. Choroby z którymi już boryka się Maja i wiążą się z jej wadą genetyczną to: poszerzenie komór bocznych mózgowia, wodogłowie, dysmorfia twarzo-czaszkowa, wada słuchu, wada wzroku, wada w przegrodzie nosowo-gardłowej, wada nerek, wada żołądka, skrócone kończyny dolne i górne, opóźnienie w rozwoju psycho-ruchowym.

Tej choroby nie da się leczyć przyczynowo. Można jedynie łagodzić skutki drogą złożonego postępowania rehabilitacyjnego, które jest niezwykle kosztowne.
Świat internautów zobowiązał się pomóc Mai. Można również przekazać Mai swój jeden procent od podatku. W całej sprawie najlepiej zorientowany jest Lech Kamiński, który o Mai napisał nawet wiersz…

 

Lech Kamiński

„Dla Mai”

 

Ją Bóg powołał na świat

widocznie było potrzeba

malutkie serce otoczył kocykiem bólu

dlaczego

czy musiał

 

Czy serce nie drżało gdy stworzył

malutką kruszynkę do życia

czy nie widział że przecież coś nie tak

jaki cel przyświecał Nieomylnemu

 

Malutkie rączki igłami pokłute

wyciąga Maja do mamy do światła do życia

mama ją tuli – chce jej dać swoje serce

swojej krwi dla niej utoczyć

 

Całuje wykwity krwawe na rączkach

głaszcze delikatne nieporadne ciałko

co jeszcze ma zrobić jej oszalałe serce

kogo prosić

 

Kłaniam Ci się nisko Panie Boże

wysłuchaj mojego bólu

serca skurczu żałości

przecież brakuje jej tak mało

a jednocześnie… bardzo wiele

 

 

 

 

 

Jakie istnieją poczty? No, na przykład Poczta Polska. Terminu „poczta” używa się również na określenie sposobu transportu przesyłek np. poczta konna, poczta lotnicza. Jeśli chodzi o charakter poczty to może być poczta dyplomatyczna, poczta uniwersytecka, poczta wojskowa, czy też w czasie wojny - poczta polowa. Jeszcze kiedyś były poczty królewskie, poczty partykularne. Zaś transport listów, przesyłek i osób różnił się nieco od obecnego, bowiem odbywał się za pomocą kilku rodzajów poczt, takich jak: poczta piesza, poczta konna, wózkowa, wozowa. Były też nadzwyczajne poczty listowe zwane sztafetami, były ekstrapoczty i oczywiście poczty piesze. Obecnie mocno rozwinęły się poczty elektroniczne. Napomknąć można jeszcze o poczcie głosowej w naszych choćby telefonach komórkowych.

Jest jeszcze jedna, która jest tworem naszej Brackiej poetki, Aleksandry Stroczyńskiej! Jest to „Motylkowa poczta” i taki też tytuł ma jej wiersz…

 

Aleksandra Stroczyńska

„Motylkowa poczta”

 

Koszalin. Lechicka.

Wrzesień, a za szybą ziąb

W pokoju ciepło obudziło motylka

Przysiadł na parapecie drzemał

Ten świat za szybą

Nie dla ciebie motylku

Śpij, śnij o wiośnie, śnij

Może tak właśnie chciała zatrzymać

Swoją motylkową pocztę?

Ale to los sam się o to zatroszczył

Ostatni dyliżans z pocztą

Nie wyruszył

 

Serce drgnęło strachem i smutkiem

Zaczęła cofać do przeklętej samotności

Ogrom żalu wyciskał ciche łzy

Zasłaniające teraźniejszość

 

 

 

 

 

Kolejny nasz Bracki poeta napisał wiersz o pewnej znanej ogólnie osobie. Zanim wiersz zostanie wyrecytowany, najpierw przedstawimy kilka wątków biograficznych dotyczących tej osoby. No to do dzieła – sczytywaczu naszych blogowych treści!  Ciekawe, kiedy się domyślisz o kogo chodzić może…           

 

            Urodził się 16 lutego 1939 w Starych Wasiliszkach w ówczesnym województwie nowogródzkim. W latach 1953–54 uczęszczał do szkoły muzycznej w Grodnie. W swojej rodzinnej miejscowości grał na organach w kościele, zaś w szkolnym zespole śpiewał i grał na bajanie - rosyjskiej odmianie akordeonu. Został przesiedlony do powojennej Polski w 1958 roku w ramach ostatniej fali masowych wysiedleń Polaków z Kresów Wschodnich. Jego rodzina zamieszkała w Świebodzinie, Białogardzie i Kołobrzegu, a on znalazł się w Gdańsku, gdzie rozpoczął naukę w średniej szkole muzycznej. Uczył się grać na fagocie. Równocześnie występował w studenckich teatrach i kabaretach, akompaniując sobie na gitarze.

            W 1962 roku odniósł duży sukces na Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie i odbył trasę po kraju z zespołem Czerwono-Czarni. Następnym jego zespołem byli Niebiesko-Czarni, z którymi w grudniu 1963 roku wystąpił w słynnej paryskiej Sali Olimpia. W tym okresie zaczął posługiwać się pseudonimem artystycznym, jako nie tylko atrakcyjniejszym marketingowo w Polsce, ale także łatwiejszym do wymówienia dla cudzoziemców. Później oficjalnie zmienił nazwisko, które przyjął od rzeki, płynącej w pobliżu jego miejsca urodzenia

            W 1967 roku wystąpił z piosenką "Dziwny jest ten świat" na festiwalu w Opolu, gdzie wzbudził wielkie zainteresowanie i otrzymał m.in. nagrodę Polskiego Radia. Ta piosenka stała się najbardziej znanym z polskich protest-songów i hymnem młodzieży końca lat sześćdziesiątych.

 

Chodziło oczywiście o Czesława Juliusza Niemena – Wydrzyckiego, polskiego kompozytora, multiinstrumentalistę, piosenkarza i autora tekstów piosenek. Siedemnastego stycznia minęła dziesiąta rocznica jego śmierci.

 

Robert Paweł Kamin

„Do Czesława Niemena”

 

Przyszedłeś z Białorusi od krynicy Niemna

Ta wierna rzeka do dziś w twej muzyce szemra

Zaśpiewałeś wysoko dla nas dziwny ten świat

Kędy jeszcze człowiekiem pogardza jego brat

 

Grałeś jak orkiestra na pięciu instrumentach

A z Twoich ust płynęła muzyka zaklęta

Byłeś jako zjawienie wśród płowego życia

A w Twym głosie istniała miłość od powicia

 

Kochałeś ludzi i świat zanurzony w prawdzie

I blask mu nadawałeś w muzyki szmaragdzie

Głosem swoim jak myślą nieba dosięgałeś

Ludzkie dusze mądrością swoją wypełniałeś

 

Teraz jesteś na drugiej stronie rzeki Niemen

Na Twym głosie orszaki wzniosły w Nieba sienie

Bo kto za życia śpiewał jak Anielskie chóry

Ten po śmierci dostanie srebrne skrzydłopióry

 

 

 

 

 

Teraz będzie wiersz o miłości. Żeby atmosferę jeszcze bardziej podsycić, podamy kilka miłosnych cytatów.

Cytat Twardowskiego: "Jest taka miłość, która nie umiera, choć zakochani od siebie odejdą" / Cytat Żeromskiego: „Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał” / I ostatni cytat: „Jesteś w szepcie strumieni i w śpiewie ptaków. Jesteś białym płatkiem śniegu i złotym liściem jesieni. Rozlewasz się wodospadem tajemnic”.

Ten ostatni cytat to właściwie nie cytat, tylko urywek wiersza, który poniżej został zamieszczony. Oto on…

 

Grażyna Piekarewicz

„Ty, która w moje sny…”

 

 

 

 

 

Taka prawdziwa zima, kiedy wokół biało, a policzki szczypane są przez delikatny mróz – ma w sobie wiele uroku. Ten radosny gwar dzieci obrzucających się śnieżkami, te sunące ulicami sanie i zaprzęgnięte do nich konie, te lodowiska, ci łyżwiarze, te skrzące się na lodzie płatki śniegu…

Długo by tak można jeszcze głosić peany na cześć zimy. Ale przychodzi taki moment, kiedy już zachciewa się nam wiosny…

 

Jan Lutobarski

„Oczekiwanie wiosny”

 

Czekam wiosny wypatruję

kiedy zawita zielenią

czekam wiosny już ją czuję

mrocznej nudy dni się zmienią

już zmęczony zimą długą

czas nostalgii żegnać chcę

zacząć życie w świecie słońca

o kwitnących drzewach śnię

a na drzewach ptaki moje

których co rok wypatruję

przylatują z innych krajów

bo najlepiej tu się czują

życie z nimi zaraz inne

aż euforia mnie ponosi

w domu siedzieć już nie będę

świat za oknem tak się prosi

by przebywać razem z nim

gdzie przyroda wiedzie prym

 

 

 

Ten optymistyczny wiersz Janka Lutobarskiego, od którego od razu na ciele robi się cieplej, był wierszem ostatnim. Literackie zasoby naszego ostatniego wieczorka  zostały wyczerpane! Nic to, bo już 24-go marca kolejna literacka biesiada, czyli kolejne wiersze, kolejny felieton itp. itd. etc…

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja lutego (ciąg dalszy)…

niedziela, 09 marca 2014 23:15

 

 

„KARNAWAŁ, MIŁOŚĆ i …”

(poezji część III)

 

 

           

 

 

            Publiczność w komplecie dotrwała do poetyckich treści, które miały miejsce w części trzeciej lutowego wieczorka literackiego pt. „Karnawał, miłość i…”. –„Tak więc, mały sukcesik już został osiągnięty. Postaramy się dociągnąć ten korzystny wynik do końca naszej biesiady i jeszcze o jeden dzień dłużej” – powiedział na wstępie Romek Dopieralski, przejmując konferansjerkę po Krysi Pileckiej.

            -„A jak my to osiągniemy?” – kontynuował Romek D. –„No cóż, sposobów na zatrzymanie publiki jest wiele. Na przykład możemy teraz ogłosić, że po wieczorku nastąpi losowanie atrakcyjnych nagród! Powiedzmy, że nagrodą główną będzie darmowy karnet na nasze wieczorki literackie do końca roku! Nie, to akurat może nie wypalić… No chyba, że od marca wprowadzimy opłaty. Sto złotych za pierwszą część literackiego wieczorka! Jak ktoś będzie chciał posłuchać wierszy z drugiej części – następna stówa do uiszczenia. Tak nieskromnie napomknę, że to ja przeważnie prowadzę te drugie części, więc      z frekwencją nie powinno być źle…” – niezwykle pozytywnie zarekomendował się wieczorkowy konferansjer. To oczywiście był żart, bowiem na naszych wieczorkach literackich wierszami delektujemy się za darmo.

 

 

 

 

 

Poetyckie autorecytacjie brackich poetów rozpoczęła poetka, która na ostatnich naszych warsztatach literackich oznajmiła nam, że na każdym wieczorku  - przez okrągły rok - jeden z jej wierszy będzie takim jakby opisem, czy też sylwetką panującego właśnie miesiąca. W styczniu raczyła nas sylwetką stycznia, a teraz - analogicznie rzecz ujmując - było o miesiącu lutym.

 

Maria Rudecka

„Luty – sylwetka miesiąca”

 

Słyszeli przecież Państwo, jak tu mój brat Styczeń

krzyczał i jak wydziwiał, jak się bardzo stroszył

a – zamiast swych serdecznych na cały rok życzeń

mną, Lutym, straszył aż w końcu się spłoszył.

 

Wcisnął na głowę głębiej swą baranią czapę

skradł mi dwa dni i czmychnął, i dotąd czmycha.

Niedźwiedziowi sennemu na dobranoc podał łapę.

Niedźwiedź zasnął nareszcie. Słyszycie jak dycha?

 

A ja Luty, choć imię moje srogi, ostry znaczy,

odziałem się cieplutko w ten kożuszek płowy.

Ten strój, zabiegi – troska o zdrowie tłumaczy.

Idę opinii ludzkich posłuchać gotowy.

 

Właśnie pobożni ludzie z gromnicami idą do kościoła,

bo ich dzwon już na jutrznię od pacierza woła,

na taflę lodu, co na stawie ich dzieci wbiegają,

a choć mroźno, radośnie tak o mnie śpiewają:

 

Wdział miesiączek Luty ostre kute buty,

dziwowały mu się piejące koguty.

I w te mroźne czasy szedł przez góry, lasy,

mróz mu szczypał lica, dodawał mu krasy.

 

O, właśnie taki jestem i sam się nie chwalę –

nie jestem chwalipiętą, proszę dać mi wiarę –

cytuje tylko piosnkę dzieci. Teraz idę dalej,

raczej biegnę. Tato – Rok dla mnie miał najkrótszą miarę.

 

 

 

 

-„Tak mi chodzi po głowie już wcześniej poruszany temat, jak by to zatrzymać publikę do końca naszej biesiady literackiej. A gdyby w tym losowaniu, zamiast tego całorocznego karnetu na nasze wieczorki, za jedną z najatrakcyjniejszych nagród uczynić na przykład… kolację z Bracką poetką albo Brackim poetą? – dalej kombinował nieugięcie wieczorkowy konferansjer.

Widocznie kolejny poeta, chcąc jakby udokumentować swoją loteryjną atrakcyjność, wystąpił… w ślubnym garniturze uszytym z krepy. Czy swoją osobą i swoim wierszem wbił publikę w krzesła?

 

Kazimierz Gałkowski

„Karnawał w krepie”

 

Z taneczną melodią

walca wiedeńskiego

w fantazji młodzieńczej euforii

dotykiem falbanki modnej

i szala z ażuru

szalenie, wielokrotnie

wykręcałem uczucia nasze

w tańcu tangiem marzeń

poloneza lub angielskiego

 

Tuląc partnerkę sercem całym

czułem swoje uzależnienie

w dreszczyku rumieńca

jej subtelnej miłości

z lampką nie tylko szampana

cała sala wirowała do rana

z nami tańczyła z parkietem

gdyż była podlewana drinkiem

 

Rozbawiona Pani marzeń

czuła nastrój – orkiestrę

i partnera karnawału

a z konfetti unosił się

uśmiech szczęścia

fontanną młodości

żony dziewczyny Zosi

 

PS Dzieci spały – inne były w drodze

a frak ślubny często był na chodzie

uszyty z krepy służył latami.

 

 

 

 

-„A może po prostu zamknąć drzwi od zewnątrz, żebyście nie mieli którędy wyjść? Wtedy byście musieli słuchać mnie do końca… i jeszcze jeden dzień dłużej” – nie dawał za wygraną wieczorkowy konferansjer, wymyślając kolejny fortel na to, by publiczność w komplecie dotrwała na tymże wieczorku.

Jak się okazało, nie było potrzeby zamykania drzwi, bowiem poetka, który miała wyrecytować swoje dzieło, potrafi publikę wbijać w krzesła. Jak już recytuje to obecne na sali kobiety zaczynają być zazdrosne o swoich kochanków. Oto wiersz wampa poezji…

 

Krystyna Pilecka

„Marzenie”

 

Delikatna

i nieśmiała

nasza miłość…

drży z namiętności

Ty… Ja… My…

nagie ciała

okrywamy

mgłą tajemnicy

westchnieniem nocy

spełniamy pragnienia

rankiem

białe prześcieradła

pachnące miłością

składamy z tęsknotą

zdziwione marzenie

wyziera

z nie wyśnionego

snu…

 

 

 

 

Tak się porobiło już od jakiegoś czasu, że w lutym ściągnęliśmy sobie      z Zachodu „Walentynki” i miesiąc luty również u nas stał się istną fetą miłości. Obdarowujemy się w ten dzień przeróżnymi serduszkami, pocztówkami.

A czym obdarował nas kolejny poeta - recytator?

 

Jan Wiśniewski

„Zimowy płomień”

 

Góry drzewa domy

toną w bieli

Wicher

płatami śniegu smaga twarz

Harce na stoku które

oczy łzawią i tamują oddech

oddalają codzienność

 

Oto sceneria

w której dwa ciała

już dostrzec nie potrafią

i nie słyszą co wokół

tylko w czuciu się zatracają

 

Gdzieś w samym jądrze świadomości

oddech gorący i łomot serc

I te oczy w ciemnościach płonące

I usta zamknięte ustami

Zbłąkane dłonie

nie tracą już chwil na wytchnienie

Ciała

niecierpliwie gną się i prężą

przeobrażając niepostrzeżenie

harmonię pragnień w harmonię działań

I w rozkosz

prowadzącą do zamroczenia

szczęściem

 

Przebudzenie

przywracające poczucie czasu

nie odbiera piękna wspomnieniom

 

 

 

 

„Walentynki” sprawiają, że miłość po prostu przepełnia i rozgrzewa nasze serca w ten zimowy czas. I dobrze, bo jak już w wieczorowym felietonie wspominano, „człowiek bez miłości jak świeca bez knota, dlatego na kochanie zawsze powinna być ochota”.

Dlatego, by pozostać w tym miłosnym klimacie, proponujemy ten oto wiersz…

 

Helena Szymko

„Gdy Cię pozyskam”

 

W twych pocałunkach

chcę tonąć bez końca

twojego ciała być

wiernym oddechem

wszystkich twych myśli

popłynąć strumieniem

i twojego serca

odbijać się echem

a gdy już pozyskam

ciebie całego

i twojego wzroku

stanę się spojrzeniem

wtedy zrozumiesz

jak wiele nas łączy

że twoje serce

jest biciem mojego

 

 

 

 

Kościół katolicki 2-go lutego, czyli 40-ści dni po Bożym Narodzeniu, obchodzi Święto Ofiarowania Pańskiego. W polskiej tradycji bardziej znane jest ono jako święto Matki Boskiej Gromnicznej. Tego dnia są święcone świece gromniczne. Do tego też dnia rozebrać powinniśmy nasze choinki. Zatem od drugiego dnia lutego ostatecznie rozstajemy się z okresem Bożego Narodzenia.

I właśnie ten dzień uczczony został tymże wierszem…

 

Regina Adamowicz

„Gromniczna Pani”

 

Przez polskie wsie i miasta

Idzie Gromniczna Pani

Idzie Najświętsza Niewiasta

Walcząc ze złymi duchami

 

Ze świętym świecy płomieniem

Idzie Maryja do ludzi

Zło na dobro zamienia

Miłość w sercach obudzi

 

I z załzawionym okiem

Do dużych drzwi zapuka

Zagląda do ludzkich okien

Osamotnionych odszuka

 

Temu co cierpi męki

Jest przed odejściem progiem

Gromnicę daje do ręki

By wkrótce stanął przed Bogiem

 

Płomień gromnicznej świecy

Wiarę w sercach rozpala

Często duszę uleczy

I ból fizyczny oddala

 

Przez wsie i miast ulice

Maria ze świętym płomieniem

Niesie zapaloną gromnicę

Przez całą Polską Ziemię

 

 

To był ostatni wiersz tej wieczorkowej części, czyli trzeciej. Po niej nastąpił przerywnik muzyczny, w którym Pan Mikołaj Kobus naszą wspaniałą publiczność wprowadził w zaczarowany świat cudownych dźwięków.

Zaś ostatnią czwartą część wieczorkowej poezji przedstawimy w następnym blogowym wpisie.

 

 

PS  Jutro, czyli w poniedziałek (10 marca), Braccy twórcy mają warsztaty literackie. To na nich wymyślane są pomysły na te późniejsze wspaniałe biesiady literackie. A zatem, co by kumulowała się moc weny twórczej i jutro upust dała w nadmiarze!!!

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja lutego (część II)…

czwartek, 27 lutego 2014 22:49

 

 

KARNAWAŁ i MIŁOŚĆ

w POEZJI

(część II)

 

 

   

 

 

Roman Dopieralski

„M” w scenerii zimowej

 

Na falach w eterze

Randek jest sporo

Madonnie wtóruje Sting

Śpiewa Wodecki z Korą

 

A Walenty z Walentyną

Wywijają w tańcu

Bo Dzień Zakochanych

Jak amen w różańcu

 

Zewsząd wesołe harce

Miłosne słychać trele

Serca się radują

Na to sposobów wiele

 

Z życzeniami pocztówka

Serduszko z piernika

Ze scenerii zimowej

Niech miłość nie znika

 

 

 

Krystyna Pilecka

„Jak taniec…”

 

Karnawał trwa…

Życie jak taniec

Balansuje

Pomiędzy mocą

a słabością

dobrem a…

złem

byciem a

wegetacją…

Usta pieczętujemy

uśmiechem

mimo – woli

Obietnic dotykamy

pieszczotą

…taniec trwa…

Brak czasu

na zwyczajny

ludzki gest

byleby żyć

w zgodzie

ze sobą

zrozumieć i dokonać

wyboru;

co cieszy – co boli

tak

bez zatrzymania

w rytmie walca

tanga … czy break dance

ze staniem na głowie

 

i … odwieczny dylemat

„być albo nie być”…

natłok myśli

w szufladzie bez dna …

Żyć – nie oglądając się

za siebie

trzeba póki jeszcze

taniec trwa

karnawał trwa …

dopóki sił

„być”…

 

 

 

Robert Paweł Kamin

„Potęga szczęścia”

 

Radość mi serce wypełnia kwieciem

Kiedy pomyślę o tej kobiecie

Gdym pośród woni pełnego lata

Rym srebrnopióry dla niej wyplatał

 

Podążaliśmy na Kanał Szczuczy

Miłości letniej zabrzmiały nuty

A las nadmorski tulił nas cieniem

Zaczarowany Twoim imieniem

 

Wypatrywałem leśnych poziomek

Gdy ku końcowi chylił się dzionek

A Ty je jadłaś z radosnym wzrokiem

Światłość rzucając na dni pomrokę

 

Rozmawialiśmy o wszystkim zgoła

Dusza się śmiała raźna, wesoła

Choć tylko jeden dzień taki miałem

Potęgi szczęścia raz ja doznałem

 

 

 

Lech Kamiński

Różowa kapela

 

Wylała się muzyka różowym kolorem

zaskrzypiała basetla

zapiszczały puzony

muzyka jazzem pobiegła do nieba

bal wszystkim głosi – tańczcie Święci

 

Basetla brzęczy przedrzeźnia trąbkę

trąbka się złości – spójrzcie koledzy

po co to takie brzęczy w kapeli

niech sobie idzie i nie straszy smykiem

 

Basetla na skargi robi się głucha

szarpie za struny

rytmicznie stuka

trąbka pokrętnie prowadzi wątek

a saksofony – gubią porządek

 

Naraz zamilkło basetli brząkanie

i ustał srebrny trąbki głosik

ustały saksofony ze swym zardzewiałym głosem

 

Na tym skończyła się różowa muzyka

 

 

 

Kazimierz Gałkowski

„Miłość i… to właśnie”

 

Miłość winna być wieczna

a nie wietrzna powiewem aury natury

jak czasem Ksawery lub halny

często jedzie do ślubu nie

karetami lecz saniami

drogami karnawału

i ścieżkami życia Roku Pańskiego

 

Noworocznie obłędnie tańczy

w mroźne śnieżyce

rozgrzewa wielbicieli

nie pali i nie pije

nie tabaczy – wtedy to z rymem

chłop nic nie znaczy

 

A Ona do serca mu

naga wchodzi

przypadkowo dziecka

z niczego… nie urodzi

póki co dziewczę pragnie

tęskni kocha a On też

 

Ma wizję – tym razem

wieczności

podobną do ciebie do człowieka

z wieku w którym żyjemy

do miłości intelektu – do przyrostu rodziny

ale nie do gender ideologii

 

Ani do łatwego kroku

gdzieś z boku

bo według Wisławy poza

paznokciami i funta kłaków

nie pozostanie nic

poza duszą

 

Mówię  to znakiem

mojego papirusu

twardej Trzcionki i dysku

Nowego Roku i niech tak zostanie

Bo Karnawał, miłość

i… właśnie to

jest drogowskazem Twoim

 

 

 

Irena Wiercińska

„Nie lękaj się życia”

 

Nie chowaj się w kamień żalu

tam jest ciasno i ciemno

Tam zapomnisz o miłym dniu słonecznym

o drzewach kołyszących się w podmuchach wiatru

i nieboskłonie, gdzie świeci księżyc i śpiewają gwiazdy

 

Czy podglądasz jak szybują ptaki?

Jak pachną bzy i jaśminy?

Kiedy kwitną niezapominajki?

Jak róże powoli rozwijają płatki

i jak jabłka spadają jesienią z jabłoni?

 

Nie chowaj się w noc wspomnień

jeśli niosą ze sobą ciężar życia

Przyglądaj się mrówkom, które dźwigają na grzbiecie liście

- budulec na dom w postaci kopca

One wiedzą, że trwanie zależy od odwagi i wspólnego działania

 

Las jak życie szumi i odsłania

maleńkie istoty walczące o swój byt

wśród wrzosów i pachnącej żywicy sosen

szczęśliwe, że spełniają obowiązki codzienne

dla siebie i przyszłych pokoleń

 

Kochajmy życie, aby jego uroki

nie uciekły nam nie zauważone

 

 

 

Aleksandra Stroczyńska

Fraszki

 

„Fraszka matrymonialna”

W ogłoszeniu napisała: „Zatańczyłabym walca Mendelsona w sukni z płatków”

Czekała dwa karnawały

Napisała: „Chcę tańczyć z tobą całą noc…”

Czekała…

Nadal czeka na ławce rezerwowych

 

„Fraszka o kulturze”

Pan nadepnął psa na łapę.

Nie przeprosił.

Pies urazę do dziś nosi.

 

„Małżeństwo niedoskonałe”

Nie ważna jest miłość

Ważny jest seks

Mówił rozwiedziony

Mąż do żony eks

 

„Nienasycony”

Najgorszy typ człowieka,

co w złotej łódce siedzi

i jeszcze narzeka

 

"Fraszka o osiołku"

Osiołkowi w żłoby dano.

W jednym mało...

a o drugim zapomniano.

 

 

 

PS  Następnym razem odpoczniemy nieco od poezji, bowiem zaprezentowany zostanie wieczorkowy felieton Romka D. Kto lubi teksty podszyte humorem, zawiedziony nie będzie.

 

  

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja lutego…

niedziela, 23 lutego 2014 23:23

 

 

KARNAWAŁ i MIŁOŚĆ

w POEZJI

 

 

            W pierwszej części lutowego wieczorka autorecytacje wierszy Brackich poetów okraszała swoim komentarzem Krysia Pilecka. Licznych gości powitała tymi słowami: „A karnawał, moi mili / jak co roku / zaprasza na bal / Bo gdy radość – znika żal / Więc bawmy się w karnawale / i niech znikną wszystkie żale / A w sercu niech radość trwa!”

            Oto jedna czwarta wieczorkowej poezji lutego z literackiej biesiady zatytułowanej: „Karnawał, miłość i…” A dlaczego tylko tyle? Bowiem zarówno Krysia Pilecka w części pierwszej - jak i Romek Dopieralski w części drugiej – wiersze podzielili na dwie części. Dzięki temu było więcej miejsca na muzykę. A tą okraszał wieczorek Mikołaj Kobus…

 

 

    

 

 

Jan Wiśniewski

„Noc roztańczona”

 

W karnawałowych toastach

ochoczo wznoszonych na przekór rozsądkowi

czerń nocy rozkwita tęczą

 

Oczyma olśnionymi do pucharu chwytam

kuszącą soczystość jabłka

kipiący chłód szampana

wdzięk róży

i śnieżyczki zachłanne rwanie się ku słońcu

Chwytam do pucharu

i mieszam w koktajl odurzający

Smak tak dobrze znany

a zdawał się już tylko wspomnieniem

 

Wychylić zawartość do dna

jeszcze raz nim minie noc

W górę puchary

Choć wokół zima

oczy powiewem myśli wiosennych

mózg zniewalają

 

Oto motyle w upojnym locie wirują

Wtem podmuch gorący rytm lotu zmienia

Lecz lot odurzający trwa

Trwa w nieskończoność

 

Oto taniec ścian

odpływających poza świadomość

Oto muśnięcie skrzydłem motylim

jak chwila ulotne

Oto upojenie radością oczu wirujących dokoła

Tak blisko

Tak blisko usta roześmiane

Tak blisko ciała rozognione rytmem

 

Więc pijmy haustami życie

Pijmy do dna i tańczmy dalej

Karnawałowa noc trwa

Noc tańca i czaru i olśnienia

niepomna świtu który nadejdzie

nadejść musi

 

Oczarowana tańcem czy pamiętasz

że jestem przy tobie

Jeszcze jestem

 

 

 

Helena Szymko  

„Karnawał”

 

Już karnawał, czas szaleństwa

tę noc chcę przetańczyć do rana

wirować z tobą na gładkim parkiecie

w rytmie muzyki zakochana

poprowadź mnie miły

pełnym gracji krokiem

delikatnie trzymając w ramionach

bądź dziś oparciem dla mojego boku

będziemy przemykać miedzy parami

wzajemnie dotrzymując sobie kroku

 

a orkiestra hucznie przygrywa

wszystkie pary wirują na Sali

każda z nich uśmiechnięta, szczęśliwa

odbijany! – ktoś woła przed nami

znów ląduję w silnych ramionach

inna pani już ciebie zdobywa

wymieniamy się czule spojrzeniami

cała płonę od twojego wzroku

pragnę, byś znów uchwycił mnie w tańcu

tylko z tobą ta noc dziś coś znaczy

moje serce wali jak młotem

liczy się tylko to, co jest teraz

nie chcę wiedzieć co będzie potem

 

 

 

Maria Rudecka  

„Sposób na zimę”

 

Kto chce opinię piecucha mieć pewną,

komu na sędziwości tak bardzo zależy,

niechaj od maja już gromadzi drewno,

w piecu pali od lipca, pod pierzyną leży.

 

Kto drży zanim mróz chwyci, przeraża go luty

a zaspy śnieżne jawią mu się jak jakie majaki,

niech na walonki z filcu zamieni swe buty,

i zamiast ciepłych kurtek przywdzieje waciaki.

 

Kto z przerażeniem co dzień o gradusach słucha,

sześć niżej zera, nie daj Boże, lepiej,

niech się rozgląda, gdzie ciepła poducha,

i miejsca sobie szuka na nalepie.

 

A kto nalepy nie ma (skąd nalepa w mieście?),

niech w fotelu wśród pledów, skór baranich siada,

przy kominku (kominek konieczny, uwierzcie)

i niech wnukom o ciepłych krajach opowiada.

 

A my? My, co nas zimy hartowały niegdysiejsze,

takie jak w 40-tym, 55-tym, zresztą inne mrozy wszystkie,

perswadowały: teraz zimy łagodniejsze

zniesiemy i tę – zwłaszcza w dobrym towarzystwie.

 

A my? My, cośmy nie raz, co to mróz poznali

a niedostępny był tak rum jak grzaniec,

wytrawny, jak i dotąd zawsześmy wytrwali

został wszak jeszcze sposób – piękny sposób – taniec

 

Taniec ten dokoluśka, z przytupem, hołupcem,

może polka, oberek, a może kozaczek,

żeby biadać, że zima, że mróz trzeba by być…

Nogi już trochę ciężkie, ale dusza skacze.

 

P.S.

Darujcie, młodzi, bo tu wśród nas są też i tacy

darujcie więc, że w imieniu starszych się odzywam

opinię malkontentów wszak mają Polacy,

a ja niniejszym wyznaniem z tą opinią zrywam.

 

 

 

Grażyna Piekarewicz   

„Ty, która w moje sny złote promienie wplatasz”

 

Patrzę w zachwycie na pogodne miłości oblicze. W nieba błękicie wciąż tętni Jej życie.

 

Patrzę na Ciebie. Jesteś we mnie. Jesteś siłą i myślą. Przy Tobie otulam się wzruszeń aksamitnym puchem.

 

Ty, która w moje sny złote promienie wplatasz, Ty, która jesteś najpiękniejszym kwiatem.

 

Wsłuchuję się w Ciebie, Twoje drgania, Twoje pulsowania. Pełna blasku rozmawiasz ze światem.

 

Jesteś w szepcie strumieni i w śpiewie ptaków. Jesteś białym płatkiem śniegu i złotym liściem jesieni. Rozlewasz się wodospadem tajemnic.

 

Ty, pełna tęsknot, pragnień i wzruszeń.

Wypełniasz mą duszę drgającym żarem. Wszystkimi barwami tęczy płoniesz.

 

Jesteś ciszą, westchnieniem. Pragnę Cię, bo dajesz na życie nadzieję.

 

Jesteś. Wciąż w Ciebie wierzę.

Przy Tobie nie boję się stąpać po kruchych mostach rozpaczy.

Twoim słowom ufam. I choć czasem jak mgła poranna pojawiasz się i znikasz, w obłokach zadumy szczęścia w Tobie szukam.

 

Płyniesz przez życie rzeką wzburzoną. Rzucana w meandry czasu, szarpana bólem, zmęczona, masz twarz anioła.

 

Patrzę na Ciebie. Całą sobą Cię chłonę. Zamyślenie Twych oczu urzeka.

 

Zwrócona do świata w harmonii swych kształtów, rzucasz kaskady słońca.

I ten Twój powab i ta radość porannym brzaskiem rzeźbiona i ta smuga rozkoszy, co oplata ciała.

 

Twoje wzory i te kolory. Jesteś teraźniejszością, przeszłością.

Modlitwą na Dziś, na Jutro, na Wczoraj.

 

Jesteś światłem zorzy i morzem cierpienia. Wyniesiona na piedestał.

Zraniona i oszalała. Zdeptana.

 

Trwaj Miłości i bądź nade wszystko

niezwyciężona

wieczna.

 

 

 

Jan Lutobarski   

„Ja w karnawale”

 

Karnawał chcę przeżyć

codziennie z humorem

chcę tańczyć i śpiewać

tancerza być wzorem

 

Nieważne jak ubrany

w krawacie, czy w muszce

najważniejszy wigor

gdy z panną się puszczę

 

To nie o to chodzi

co zaraz myślicie

w karnawale taniec

nam umila życie

 

Kiedy Cygan zagra

na akordeonie

ja szybkością tańca

każdego przegonię

 

W tangu argentyńskim

czy fokstrota szale

nikt tak nie zatańczy

jak ja w karnawale

 

 

 

Regina Adamowicz   

„Mój karnawał”

 

Tuż obok zabawa muzyka już gra

Karnawał karnawał cóż z tego że trwa

Nagle niesforna napada mnie myśl

A czy mi nie wolno zabawić się dziś?

 

Kupuję więc bilet pojadę gdzieś w dal

Zabawię się chwilę gdy trafię na bal

Zakopane – Krupówki podróży mej cel

Narciarze jak mrówki nartami tną biel

 

Śnieg drzewa otulił śnieg bielą się skrzy

Bal będzie i kulig zabawię trzy dni

Tu sanna prawdziwa wielu panów pań

Dyskutując żywo wsiadają do sań

 

Wsiadamy gromadą wzięłam suknię szal

Kuligiem z paradą jedziemy na bal

Ruszają wnet konie a z pod kopyt skra

Dzwoneczki w takt dzwonią i muzyka gra

 

Gwarzymy wesoło a oto i dwór

Tak biało wokoło tak śnieżnie wśród gór

Wysiadamy z sanek a przed nami bar

Stoliki przybrane płynie walca czar

 

Niektórzy w bufecie gorący grog był

Inni na parkiecie próbują swych sił

Par wszystkich nie zliczę stoję jakby w śnie

Widzę królewicza nagle prosi mnie

 

Do pierwszego walca jest piękny jak nikt

Wirujemy w tańcu mnie myli się rytm

Szepce mi do ucha słowa: „tylko Ty”

Ja niby go nie słucham szczęścia płyną łzy

 

Spełnia się marzenie

Chcę powiedzieć mu

Słyszę uderzenie

Huk! – zbudził ze snu

 

 

 

Adam Opatowiecki   

„Miłość to nie karnawał”

 

Karnawał, to ponoć święto radości

muzyki, tańca oraz miłości.

Miłość? Jak to pogodzić?

Pozwolę sobie z tym się nie zgodzić!

 

Miłość byłaby płytka i mała,

gdyby karnawał przypominała

Kochanie nie może być jak cekiny,

maski, przebrania i arlekiny.

 

Nie może pląsać w rytm muzyki,

ni być nadętą jak baloniki.

Myślę, że miłość taka po prostu,

dla uczuć wróżbą – rychłego postu!

 

 

PS  Niebawem ukarze się podobna dawka poezji, czyli kolejna jedna czwarta z wieczorkowej biesiady.

 

  

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowej poezji ciąg dalszy…

czwartek, 13 lutego 2014 21:06

 

 

MAGICZNE WIERSZE

ze

STYCZNIOWEJ BIESIADY

(część II)

 

 

            Wieczorkowy konferansjer, Romek D., zaprosił na drugą wieczorkową odsłonę autorecytacji wierszy Brackich poetów, co miało miejsce na wieczorku literackim pt. "Magia zimowej aury". W tej drugiej części tematyka utworów oscylowała wokół miłościwie nam panującego w zeszłym miesiącu - miesiąca „stycznia” Anno Domini 2014. Było więc o tym, co w styczniu się wydarza, czyli o karnawale, o kolędzie, o takich trzech co to…

            -„Powiem krótko…” – rzekł wieczorkowy konferansjer. -Magiczny klimacie dzisiejszej uczty literackiej - trwaj dalej! Wciągaj w siebie całą widownię! Zawładnij nią bez reszty! Powal na kolana i długo utrzymuj w tej niewygodnej pozycji!!!”

            Po tych słowach rozpoczęły się poetyckie wyczyny Brackich poetów. Oto one…

 

 

 

Maria Rudecka

„Styczeń”

 

Syty marzeń a także i najlepszych życzeń,

uśmiechnięty i to tak od ucha do ucha,

wszedł buńczucznie w szaliku z wełny, miesiąc styczeń,

w półkożuszku baranim i w czapce z kożucha.

 

Rozpanoszył się zaraz, rozgościł się wszędzie

to, co było dotychczas, wywrócił na nice

i obwieścił stanowczo – on tu rządzić będzie.

Wrzasnął: Gdzie się podziały moje rękawice!

 

Gdzie się podziały ciepłe portki, te z parzenicami

a przede wszystkim moje ciepłe ulubione buty.

Ja nie jestem najgorszy – zobaczycie sami.

Nie jestem tak surowy jak braciszek luty.

 

 

 

Pewna zbitka trzech męskich imion jest tak charakterystyczna, że po jej usłyszeniu od razu wiadomo, o co chodzi. Jednemu było Kacper, drugiemu Melchior, a ten trzeci to Baltazar. Jeden miał złoto, drugi kadzidło, a ten trzeci mirrę…

-„Przed państwem sprawczyni magicznego klimatu z poprzedniej wieczorkowej części, Krysia Pilecka!” – tak zapowiedział wcześniejszą wieczorkową konferansjerkę – obecny wieczorkowy konferansjer…

 

Krystyna Pilecka

„Trzej Królowie”

 

Oni jechali – Trzej Królowie

Tajemnicę przesypując jak ziarno

Z głodem Wiary, Miłości i Nadziei…

Jechali za Światłem Gwiazdy

przez noc głuchą i czarną

-Ja też Panie głodna jestem Ciebie…

Aby kochać woła serce moje

Wiatr echem głos niesie, powtarza

W oczach rosa łez, rozpaczy niepokoje

-Złoto miłości, Kadzidło zachwytu,

Mirrę cierpienia – wciąż złożyć Ci pragnę

Kocham jak umiem… przed Tobą

padam na kolana

Ręce wyciągam, choć me ręce puste…

Wybacz Panie, wybacz… nie rozumiem…

-Lecz widzę Jezu serca Twego ranę…

wiem na pewno, że chcę być przy Tobie

Tylko pomóż mi zostać

miłosierdziem przytul… wtedy powstanę…

Jechali Oni… Trzej Królowie

tajemnicę zgłębiając jak ziarno…

Z głodem Wiary, Miłości i Nadziei…

przez noc głuchą, noc czarną…

znaleźli Dziecię…

„Pokój ludziom Dobrej Woli…”

 

 

 

Wieczorkowy konferansjer dwoił się i troił, by magiczny klimat wieczorka utrzymać. W pewnym momencie postanowił opowiedzieć dykteryjkę:

-Izydor, może masz przy sobie sto złotych?

-Nie mam ani złamanego grosza.

-No, a w domu?

-Dziękuję. W domu wszyscy zdrowi!

Wracając do poezji, po dwóch paniach przyszła w końcu kolej na poetę - faceta. Oto wiersz autorstwa tej brzydszej z płci…

 

Kazimierz Gałkowski

„Prolog chwili”

 

Stary rok jako starzec

mimo że ma policzone dni

czasowo się nie kończy

gdyż doba zmienia mu godziny

milczącym zachodem słońca

 

A miesiąc rozpychają dekadę w czasie

regułą skorelowane z roku na rok

w niepojęte przestrzenie wszechświata

z duszami wiernych nie tylko aniołów

 

My w skromności poddani

minutami żyjemy w płynącej

chwili wodą życia

i bijącego serca póki co

a godziny nasze ciągłym szczęściem są

tkwią w przedsionku niepokojem nocy

 

Dni zaś budzą nas i ciebie

słońcem radości i zacnym humorem

co najmniej w satysfakcji

latającego wiosennego motyla

by doczekać rozczarowań różnych i miłych

 

Okazjonalnie w noc sylwestrową et caetera

tych dojrzałych następnych rocznic

z winem, szampanem i uśmiechem miłości

rozpocząć nowe dni zmienną chwilą

urokiem danego mi życia

ludziom życzę Do siego Roku!

 

 

 

W Nowym Roku lubimy składać sobie przeróżne przyrzeczenia. A to schudniemy, a to rzucimy palenie albo weźmiemy się za naukę języków obcych.

-„Ponoć rzucenie palenia jest łatwe” – zagaił do publiczności wieczorkowy konferansjer. –„Wiem coś o tym, bo sam rzucałem setki razy…”

Oto wiersz dwustuprocentowej abstynentki nikotynowej…

 

Zdzisława Krasnopolska 

„Placek świąteczny za kolędę”

 

Jaki ładny, wyrośnięty i rumiany

za kolędę wyśpiewany, z marmoladą

buraczaną, co na kartki sprzedawano

 

Ślinka leci, zapach kusi, lecz dziękować

wpierw Mamusi, że upiekła ten jedyny

i dzielony sprawiedliwie na dwa dni

 

Bo wiadomo jak tradycja nakazuje

młodzież starszym kolęduje pod oknami

kiedy śnieg pod nogami się skrzy

 

W ten wieczór nikt nie odmówi dziecku

które śpiewa po sąsiedzku, tak jak umie

by zarobić na ten placek za kolędę

 

 

 

21-go stycznia był Dzień Babci. Zatem wszystkim babciom złożono, ciut spóźnione, ale serdeczne życzenia!!! Od siebie wieczorkowy konferansjer dodał jeszcze taki oto skromny żarcik:

Babcia nieprawidłowo przechodzi przez jezdnię. Widzi to policjant i krzyczy:

-Babciu, na zebry, na zebry!

-Ty idź na zebry, smarkaczu jeden! Ja mam rentę!

 

Helena Szymko

„Gorące rytmy”

 

Szał muzyki opanował wszystkich

w gorącym rytmie kołyszą się ciała

każda para błyszczy na parkiecie

serce z sercem taktem związane

ciała prężą się dotykając namiętnie

panie giętkie i pięknie ubrane

rytmy coraz to bardziej gorętsze

nogi same unoszą się w tańcu

jakby w magicznej euforii trwały

 

Samba wprawiła w szał muzyki

szalonemu rytmowi poddała tańczących

a orkiestra wciąż im przygrywa

jakby z wesela Wyspiańskiego była

pląsy, śmiechy, wirują sylwetki

pary sobą zafascynowane

jakby chochlik kręcił nimi w koło

w tym magicznym kręgu jak marionetki

nim kur zapieje, czar pryśnie

będą tańczyć do samego rana

 

 

 

Zaś 22-go stycznia był Dzień Dziadka. Oczywiście wszystkim dziadkom również złożono życzenia wszystkiego najlepszego!!! No i oczywiście skromna dykteryjka od wieczorowego konferansjera też miała swoje miejsce:

Pan po siedemdziesiątce bierze ślub z osiemnastoletnią dziewczyną. Budzi to zdziwienie i komentarze.

-Przecież za dziesięć lat ona będzie miała lat dwadzieścia osiem, a pan co? – pyta świadek.

-Wtedy się z nią rozwiodę i znów się ożenię z osiemnastką!

 

Jan Wiśniewski

„Zagubienie”

 

Czarny punkcik

rzucony hojną ręką chmury

beznadziejnie

powoli opada

Niepostrzeżenie

przeradza się

w puszysty biały płatek

 

Już

już ma dotknąć ziemi

gdy wtem

siadłszy na powiew wiatru

unosi się do góry

pełen beztroski

 

Ale to tylko chwila

I znów

nieuchronnie opada w dół

gdzie wchłania go

biała śnieżna masa

 

Zapomniany

wśród miliardów współbraci

próbuje trwać

 

 

 

            I tak oto dokumentnie wyczerpana została wieczorkowa pula z wierszami Brackich poetów, które recytowane były na styczniowej biesiadzie literackiej. Wieczorkowi konferansjerzy, czyli Krysia P. wespół z Romkiem D., podziękowali wspaniałej publiczności, która w dobrych humorach dotrwała do ostatniej strofy wieczorkowych treści.

            -„I już teraz zapraszamy na lutowy wieczorek literacki!” – na koniec obwieściła gościom wieczorkowa konferansjerka, Krysia P. –„A tytuł jego brzmieć będzie „Karnawał, miłość i…” – zawtórował Krysi P. wieczorkowy konferansjer, Romek D.

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

niedziela, 09 lutego 2014 23:08

 

 

MAGICZNE WIERSZE

ze

STYCZNIOWEJ BIESIADY

(część I)

 

 

 

  

 

            Romek Dopieralski poprowadził dalszą część magicznego wieczorka literackiego o magicznym tytule: „Magiczne oblicze zimy”. Postarał się on zachować ten niewątpliwie magiczny klimat, który wytworzyła wcześniej Krysia Pilecka i Braccy poeci z recytacjami swoich wierszy w pierwszej poetyckiej części. Dzielnie do tegoż magicznego klimatu przyczyniał się też pan Mikołaj Kobus i jego magiczne zdolności muzyczne prezentowane co jakiś czas, pomiędzy poetyckimi dawkami. I oczywiście widownia też w owej magii swój udział miała, i to wcale nie mały…

            Wyszło na to, że ten magiczny klimat Romek miał podany wprost na tacy. Zatem, żeby go nie zniweczyć, zaprosił w tej drugiej wieczorkowej części na dwie odsłony autorecytacji wierszy Brackich poetów, z muzycznym przerywnikiem pomiędzy tymi właśnie odsłonami.

            W pierwszej części tematyka wierszy była dowolna, mocno refleksyjna, taka stateczna, wyciszona, przebogata w głębokie przemyślenia i treści. Ta część była po prostu… magiczna.

            Natomiast w drugiej części poeci powrócili niejako do magicznego oblicza zimy, czyli do motywu przewodniego uczty literackiej. Ale o tym później.

            A tymczasem wiersze z pierwszej odsłony…

 

           

 

 

Jako pierwszy recytatorskie szlaki miał przecierać Leszek Kamiński. Niestety, wyeliminowała go choroba. Zatem Leszkową poezji batutę wziął do ręki Robert Paweł Kamin i on wyrecytował Leszka wiersz…

 

Leszek Kamiński

„Batuta”

 

Wzniosła się nad ciszę

a ona stała się głęboka gęsta niecierpliwa

objęła władzę nad salą

 

Smyczek zawisł

jakby myślał

jakby mówił

że zaraz usłyszycie

 

Opadł na struny stalowe

zapłakały dźwiękiem

uszu delikatną pieszczotą

 

Dźwięki wokół motylami fruwały

pod sufitem po sali wszędzie

wypełniły sobą ciszę

biegały po sali i trwały

 

Płakały za batutą

trzmielami grały

grały i grały

a cisza…

gęstniała tym dźwiękiem

 

Teraz zamarła

motyle i trzmiele opadły

jak płatki śniegu

jak myśli i wzruszenia

zwyciężyła cisza

 

Wybuchło gęstością podziękowań

zadrżały mury zachwytem

trwało i trwało

ucichło

i nastała pustka

 

 

 

A teraz wiersz Oli albo raczej utwór Aleksandry. Bo Ola może być na przykład z przedszkola. Zaś jak z Bractwa Literackiego to raczej Aleksandra. A jak Aleksandra to Stroczyńska. A jak Aleksandra Stroczyńska to i wiersz pt. „Rezygnacja”…

 

Aleksandra Stroczyńska

„Rezygnacja”

 

Zmęczona smutkiem, pajaca rolą

Poukładała niemożliwości

Dotarcia do ludzkiej świadomości

Ograniczonej głupotą niewiary

W realność niemożliwego

I zadufania naiwnością oplecionego

Nie widzącego dalej

Jak czubek własnego nosa

Nie znalazła żadnej drogi

Nie zablokowanej buforami mamony

Żadnej i do nikogo

 

 

 

Na wieczorku miał miejsce debiut absolutny. Tego poetę faktycznie poznaliśmy dopiero na wieczorku. A tak do tego doszło…

Na ostatnich naszych warsztatach literackich, gdzie opracowujemy wieczorkowy program, Ola - ale nie ta z przedszkola tylko z naszego Bractwa – czyli Aleksandra Stroczyńska, powiedziała, że na wieczorek przywiezie z Mielna swojego znajomego poetę. Pokazała nam jego wiersze, które wszystkim się spodobały. Zawierzyliśmy więc Oli i on faktycznie przyjechał, wyrecytował swój wiersz i pojechał z powrotem do Mielna. Oto wiersz Adasia, być może naszego nowego kolegi…

 

Adam Opatowiecki

„Na plaży obłoków”

 

Na krańcu plaży obłoków
Na brzegu błękitu nieba
Spełnienie wizji proroków
Nadzieja której tak trzeba

W te chwile wcale nie chciane
Na które nikt się nie spóźni
Myśli z bezsensu przesiane
Nicość zabiera po próżni

W próżnie wszyscy bogowie
W nicość obłudna wiara
I wódka pita za zdrowie
I za zbawienie ofiara

Modlitw już nie potrzeba
Fałszywe słowa proroków
Na brzegu błękitnego nieba
Na krańcu plaży obłoków

 

 

 

Niektórzy potrafią pięknie recytować, nie umiejąc jednak piękne wiersze tworzyć. Inni swoją recytacją najcudowniejszy wiersz w proch obrócą, zniweczą. Są też i tacy, co to w jednym i w drugim są dobrzy. A my w swoich Brackich szeregach mamy Grażynkę Piekarewicz, która gdyby zechciała swoje wiersze recytować, zdecydowanie do tej ostatniej z wymienionych grup poetów by należała.

Niestety, nasza Grażynka w recytacji wysługuje się Krysią Pilecką, więc o niej można jedynie powiedzieć, że wiersze tworzy piękne, rewelacyjne, wprost bajeczne. Zaś - co do recytacji - to pięknie, rewelacyjnie i bajecznie recytuje Krysia Pilecka. I tak też było tym razem…

 

Grażyna Piekarewicz

„W oczy zimy patrzę”

 

W oczy zimy patrzę.

Twarz Twoją widzę. W Twoje oczy patrzę.

Do Ciebie w takt upojnego walca na palcach się unoszę.

 

Otulam się płaszczem diamentowych marzeń.

Dotykam Cię skrawkiem śnieżnego puchu.

Idę do Ciebie, Kochany bez wytchnienia.

 

W ogniu zatraceń zanurzam się w Tobie.

Cała w Tobie tonę.

Dotykam Cię blaskiem poranka, iskrą nadziei.

Nasze tęsknoty. Nasze rozstania. Nasze powroty.

 

I ta cisza przy Tobie dookoła. I to światło,

co promieni tysiącem się mini.

 

Przy Tobie szczęście rozlane zapachem zimowego nieba.

Dążenia w morze szafirowej przestrzeni wplecione.

 

Pragnienia, że Jesteś, że Będziesz.

I ten Księżyc co dla nas świeci

i ten płomień rozkoszy, co serca nam pali

i ten obłok nieba nad nami. Dla chwili.

Dla spełnienia.

Dla Ciebie, dla mnie, dla Nas, Kochany.

 

Przy Tobie wsłuchuję się w szmer srebrnych strumieni.

Dla Ciebie rozchylam różane pąki uniesień.

 

Nasza miłość rosą, deszczem, słońcem, milczeniem.

 

Mój świat to Ja i Ty.

W światłach karnawału biły nam radości dzwony.

 

Śniłeś mi się tej nocy. Zgasły nagle szczęśliwe gwiazdy nieba.

 

Już Cię Kochany nie ma.

 

W oczy zimy patrzę.

Twarz Twoją widzę. W Twoje oczy patrzę.

 

W kryształowej kuli pamiętania

szukam szczęścia, do Ciebie na palcach się wspinam.

I te piruety i te kwiaty i te słowa.

 

By żyć, by być, by trwać, w tej wiecznej miłości do Ciebie

w miłości bez granic.

 

 

 

Zapewne wszyscy pamiętamy niedawny dramat z Kamienia Pomorskiego, który wydarzył się w pierwszy dzień Nowego Roku. Wypadki drogowe to bardzo poważny problem w dobie wciąż rozwijającego się przemysłu samochodowego.

Oto wiersz, który jest jakby taką odezwą do ludzi, do nas samych - jest jakby przestrogą. Bowiem to nie samochód jest sprawcą wypadków – on jest tylko narzędziem w rękach tego, kto nim kieruje…

 

Regina Adamowicz

„Opamiętajcie się!”

 

Słońce olśniło krzew

dzikiej róży

owoce róży świeże rumiane

jak krew

rozlana na drodze

 

w jej kropli odczytasz

ile jest bólu

ile tragedii w tym czasie

 

zabici ranni

i krzyż zatknięty

na trasie

krzyżyki małe

krzyże rodzinne

 

ludzie co wam się stało

giną istoty

bliskie niewinne

wypadków tyle poprzez promile

czy może

przez brak ostrożności

 

opamiętajcie się ludzie

nie zabijajcie się

litości!!!

 

 

 

To ostatni wiersz z tej części, gdzie wiersze są o tematyce dowolnej. Autor wiersza poszedł w jego treściach w „głuchotę”. To znaczy może nie tak dosłownie w głuchotę. Tak jest po prostu zatytułowany jego wiersz, po wysłuchaniu którego, nikt z obecnych na wieczorku głuchym raczej nie pozostał.

A gdzie na tych eterycznych falach poezji Roberta Pawła Kamina - wziętych z jego wiersza - zawędrujesz Ty, szanowny czytelniku? Sprawdźmy…

 

Robert Kamin

„Głuchota”

 

O Tobie z Tobą i przez Ciebie

Wszystko się stało, co się stało

Byłem już w piekle, byłem w Niebie

A szczęście rano mi zapiało

 

Późno zakwitłaś w moim życiu

Może zbyt późno na spełnienie

Kochałem Ciebie już w powiciu

Miłując nasze przeznaczenie

 

Słońce wstawało platynowe

Księżyc ubierał szatę nocy

Minęły lata już miodowe

Samotne nasze życia kłosy

 

I dźwięczy echo dni minionych

Splątane we mgłę sino-szarą

Samotny płacze narzeczony

Głos Boga był dla Ciebie marą

 

 

PS  Wychodząc z założenia, że nie samym wierszem człowiek żyje, postanowiliśmy nieco odpocząć od poezji. Pomógł nam w tym niezastąpiony muzyczny showman, pan Mikołaj Kobus. Po muzycznym przerywniku kontynuowaliśmy poetyckie treści, ale o tym w następnym materiale…

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wieczorkowa poezja…

niedziela, 02 lutego 2014 23:24

 

 

MAGICZNE OBLICZE ZIMY

w

BRACKICH WIERSZACH

 

 

  

 

            Są to utwory z pierwszej części styczniowego wieczorka literackiego, który poprowadziła Krysia Pilecka. Wiersze są tematyczne, czyli dotyczą stycznia i zimy w ogóle. Może dziwić fakt, że pomimo, iż utwory są aktualne to jednak u jednych poetów zima jest przedstawiona jako zima, a u innych jako cieplejsza pora roku. I jest to jak najbardziej zgodne z prawdą, bowiem aura w tym roku jest przewrotna. Kiedy przygotowywaliśmy wiersze na wieczorek literacki – wtedy nie było ani śniegu, ani mrozu. Zaś kiedy wieczorka nadszedł czas – zima skuła mrozem wszystko dookoła i przyprószyła swym białym puchem. A jak jest teraz? Każdy widzi.

            Oto tegoroczna zima okiem i piórem Brackiego poety, w przeróżnych konfiguracjach uchwycona…

 

 

 

 

Jan Wiśniewski

„Magiczne oblicze zimy”

 

Magiczne oblicze zimy

dziś nie łatwo dostrzec w realu

gdy temperatura tak minusom niechętna

przed powinnością śnieżenia ciągle się wzbrania

 

Więc aby nie ulec pokusie

pogrążenia się w e- rzeczywistości

do skarbnicy swych wspomnień sięgam

 

Oto jawi się w zimowej szacie

jedna z hal w Beskidzie Żywieckim

najpiękniejsza z nich – Hala Boracza

I już ciepłem kusi przytulne schronisko

a kolor zimy króluje wokół

Muldy dla nart i nóg młodych niestraszne

i warstwa śniegu bezpiecznie miąższa

wwabiają w świat szaleństw

 

Więc z poświstem w uszach szus w dół

i po chwil kilku mozolna wędrówka

przez Halę Lipowską, potem Rysiankę

Wokół wszechwładna biel, królestwo ciszy

a smreki otulone czapami śniegu

wprowadzają bajkową nierealność

 

Wędrówkę w scenerii zimowo – górskiej

wyzwala z czasu śniegowa wszechbiel

a śmiech radosny, gdy śnieżna okiść

spływa za kołnierz z drzewa gałęzi

rozjaśnia ciszę i biel rozdźwięcza

 

I cóż że  gdzieś tam w dole, gdzie jestem teraz

królują barwy różne od wymarzonych

w chwili gdy ten wiersz piszę w pocie czoła

od ducha jego tytułu dalekie

 

Ale to są te dość często powracające

choć tak odległe w czasoprzestrzeni

najlepiej magiczność zimy obrazujące

moje młodzieńcze wspomnienia

 

 

 

 

Grażyna Piekarewicz

„W magicznym obliczu zimy”

 

Wszędzie opary chłodnych mgieł rozwieszone nad wąwozami

i te w dolinach zastygłe, nieruchome mroźne lawy.

 

I te zjawiskowe łuny nieba światu rozdające swe blaski.

 

Gdzieniegdzie lodową przestrzeń obejmowały

życiodajne nieba promienie. Mieniły się, połyskiwały,

to złotem, to srebrem sypały.

 

Senne polany w oddali białym jedwabiem błyszczały.

Nagie szczyty gór niczym wyniosłe piramidy poprzecinane

spiralnymi wstęgami, urodą zniewalały.

 

Otaczały mnie zewsząd górskich potoków wodne Krzyształy

i te ściany lasu w zimowe futra przyodziane.

U ich stóp ziemi puchowe dywany z lekka

podmuchem wiatru dryfowały.

 

W górze kaskady śnieżynek podniebny rajd uskuteczniały.

Długo wzbijały się, wirowały, przystrojone barwnymi

cekinami z lekkością motyla w dół opadały.

 

Patrzyłem w zachwycie na te arcydzieła

wszechmocnej natury.

Rozkoszowałem się widokiem strzelistych świerków,

jodeł, modrzewi. Zamykały ciszę splecionymi koronami.

Wsłuchiwałam się w drzemiące pod śnieżnymi

poduszkami życie.

 

Rodziła się radość. Tętniły we mnie wzruszeń wodospady.

 

W darze tatrzańskie pejzaże szeleściły, śpiewały, szeptały.

 

Patrzę na to niebo i na tę ziemię.

 

W magicznym obliczu zimy widzę kunszt tajemniczy

i niepojęte piękno.

 

 

 

 

Regina Adamowicz

„Bajka o zimie”

 

Dawno temu dawno

O tym już nikt nie pamięta

Ciepło było na ziemi

Śniegu nie było na święta

 

Zima była króciutka

Była zwiastunem wiosny

Pełno było zieleni

A kwiatki kwitły i rosły

 

Zima mawiała z żalem

Do wiosny i jesieni

Jestem niepotrzebna wam wcale

Ktoś musi mój los odmienić

 

Aż spotkała się z mrozem

Pewnego chłodnego poranka

Zima jechała powozem

A mróz odpoczywał na sankach

 

Dobrze że ciebie spotkałam

Odezwał się mróz okryty szronem

Myślałam że jesteś w bieli zimo

A ty wciąż jesteś zieloną

 

Mój mrozie w policzki mnie szczypiesz

Tak mrozić to przecież nie zdrowo

Zimo ja Cię gwiazdami obsypię

Uczynię Cię śnieżną królową

 

Skończą się dni